Dodaj do ulubionych

Singlowanie

24.01.07, 17:23
Jak długo można być szczęśliwym singlem? Czy Waszym zdaniem niektórzy ludzie
mają po prostu predyspozycje psychiczne do życia w samotności?
Ja jestem zadowolonym singlem, ale coraz częściej widzę znajomych, którzy
porzucają ten stan, bo zaczynają za czymś tęsknić. To dopada każdego? I kiedy?
Obserwuj wątek
    • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 17:30
      Ja jestem zadowolonym singlem, ale coraz częściej widzę znajomych, którzy
      > porzucają ten stan, bo zaczynają za czymś tęsknić. To dopada każdego? I kiedy?

      Co to znaczy porzucic ten stan? Przeciez jestes sama, dlatego bo sie nie zakochalas jeszcze w nikim,a nie dlatego, ze wybralas zycie w samotnosci...
      • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:34
        Wybrałam. Nie chcę wchodzić w związki. Byłam już zakochana i się zawiodłam.
        Poza tym tak mi jest wygodnie. Chcę się realizować, a nie uzależniać od drugiej
        osoby.
        • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 17:37
          Czyli gdybys zakochala sie w swietnym facecie, a on w Tobie, swiadomie zrezygnowalabys ze wspolnego zycia, bo chcesz byc singlem?
          • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:39
            Już mam to za sobą. Poza tym faceci są świetni tylko dorywczo i na początku.
            • polla4 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:44
              Oj, to musiał Cię bardzo zawieść skoro tak piszesz...
              Zobaczysz, spotkasz kogoś, zabujasz się na amen i inaczej będziesz mysleć. :)
              • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:48
                Też tak myślałam. Ale w dzisiejszym świecie to nierealne. Dzisiejsi faceci to
                cioty. Oni potrzebują żeby to o nich się starać. Zgrywają niezdecydowane,
                przestraszone księżniczki. Nie mam zamiaru opiekować się taką ofiarą, a co
                gorsza ją zdobywać. Po co mi jakis fagas z problemami emocjonalnymi lub
                zdrowotnymi;) a 98% jest taka.
                • olifanka Re: Singlowanie 24.01.07, 17:53
                  "Dzisiejsi faceci to
                  > cioty. Oni potrzebują żeby to o nich się starać. Zgrywają niezdecydowane,
                  > przestraszone księżniczki."

                  Swieta prawda. Coraz czesciej dochodze do tego samego wniosku.
                  Bogu dzieki ja trafilam na jednego z tych nielicznych ostatnich reliktow
                  meskosci...
                  • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:58
                    Jeśli rzeczywiście tak jest to masz prawdziwe szczęście. Bo męsli facet zdarza
                    się jeden na 1000 tak przeciętnie. Reszta jest albo metro, albo zagubiona, albo
                    nie wie czego chce, albo cierpi z powodu swoich komplesów albo należy do
                    szowinistycznych sił.
                    Niech sobie faceci żyją dostatnio, potrzebni w końcu są do przyjemności, może
                    kiedyś jakieś nasienie będzie potrzebne, ale związki z takimi ofiarami. Sama
                    ma wystarczająco dużo na głowie.
                    • absurdello Słusznie prawisz :) 24.01.07, 18:08
                      A co na to mówią lekarze ?
                      • luiziana1 Re: Słusznie prawisz :) 24.01.07, 18:12
                        Każdy kto ma pogląd inny niż większość kwalifikuje się do leczenia?
                        Kto zna niby te prawdy absolutne i objawione i kto je usatnowił?
                        • absurdello Wiesz, to co przedstawiłaś ... 24.01.07, 18:22
                          to czysty przypadek przekręcenia obronnego na krańcowy egoizm (rozumiem, że
                          wywołany jakimś przykrym przeżyciem uczuciowym więc pewnie do odwrócenia).

                          To jednak nie jest rozwiązanie, ty po prostu uciekasz, zapełniasz swą pustkę,
                          UDAJĄC egoistyczne podejście do tematu kontaktów męsko-damskich choć
                          najprawdopodobniej taka nie jesteś. Sądząc z tego co napisałaś to jesteś osobą
                          bardzo wrażliwą, którą mocno skaleczono i, która teraz usiłuje zakryć ranę
                          konsumpcyjnym podejściem do tematu ...
                          Ciekawe czy się mocno mylę :) ?
                          • mahadeva Re: Wiesz, to co przedstawiłaś ... 24.01.07, 18:36
                            moze dziewczyna nie poznala jeszcze faceta, w ktorym by sie zakochala, skoro
                            tak zle o Was mowi...
                            i dreczy ja czy powinna sie wiazac na sile :)
                            sama to przeszlam to wiem :)
                            • absurdello Nikt jej nie każe na siłę się wiązać ... 24.01.07, 18:39
                              ale po co wpadać w w skrajność ?
                          • purecharm Re: Wiesz, to co przedstawiłaś ... 24.01.07, 18:42
                            Zgadzam sie w 100%. Jednak skoro dziewczyna udaje takie podejscie, nie moze przyznac, ze masz racje:)
                    • mahadeva Re: Singlowanie 24.01.07, 18:31
                      a dzieci chcesz miec? facet jest jak dziecko, tylko mozna miec z niego pozytki
                      przerozne :) mozna sie przyjaznic, przytulic, kochac, podziwiac jego cialo :)
                      nie masz na to ochoty? ;)
                • mahadeva Re: Singlowanie 24.01.07, 18:24
                  moj byly byl idealny
                  ale ja pomyslalam, ze chce sprobowac jeszcze z kims innym, a przede wszystkim
                  brakowalo mi tego uczucia odpowiedzialnosci i satysfakcji, ktore sie ma, gdy
                  sie jest samemu :)
                  • absurdello Dziwne, jakoś nie czuję 24.01.07, 18:43
                    tej satysfakcji :((
                    • mahadeva Re: Dziwne, jakoś nie czuję 24.01.07, 18:51
                      a mi sie kilka rzeczy udalo gdy jestem sama :)
                      a relacje moga byc rozne, moze przyjazn jest cenniejsza od milosci :)
                      teraz mi tylko troche smutno, ale to dlatego, ze zamiast w domu jestem w
                      jakiejs dziurze
                      • armagedon6661 Re: Dziwne, jakoś nie czuję 24.01.07, 20:12
                        co ty mahadeva robisz? Jesteś komornikiem sądowym czy co? Twoj zawód jest
                        zwiazany z ekonomią?
                        • mahadeva Re: Dziwne, jakoś nie czuję 25.01.07, 10:00
                          jestem w poznaniu
                          mam tu klienta bz wbk
                          • armagedon6661 Re: Dziwne, jakoś nie czuję 25.01.07, 17:41
                            Co to oznacza? Bo wynika że masz coś wspólnego z ekonomią (na pewno). Przeciez
                            możesz odpowiedż wysłać na email. Nie wiedziałem,że Poznań to dziura. Tak sie
                            składa, ze mam kogoś tam z rodziny.
                • malgosia81a_w Re: Singlowanie 07.01.18, 22:34
                  "Oni potrzebują żeby to o nich się starać. Zgrywają niezdecydowane,
                  przestraszone księżniczki. Nie mam zamiaru opiekować się taką ofiarą, a co
                  gorsza ją zdobywać." Też odniosłam takie wrażenie po spotkaniu takiego jednego czy dwóch. Miałam pecha, że na nich trafiłam. Z perspektywy czasu jednak widzę, że swoim charakterem, postawą, sama tych frajerów zatrzymałam na dłużej. Teraz już widzę swoje błędy i wystrzegałabym się takich modeli. Nie będę szukać z determinacją, ale jeśli zdarzy się, że spotkam faceta konkretnego, z inicjatywą... plecami się nie odwrócę :-)
          • trypel Re: Singlowanie 24.01.07, 17:41
            Nie ma zakochania od tak -trzeba chcieć kogoś poznać i chcieć się zakochać. W
            innych przypadkach można po prostu nie kontynuować znajomości...
            Z dnia na dzień jest mi lepiej jako singlowi i chyba podświadomie staram sie
            żeby tak było dalej :)
            • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:45
              Przyzwyczaisz się i nie będziesz chciał potem nic zmieniać:)
              Ja mam dosyć problemów z facetami i zastanawiania się o co im chodzi.
              Jak mam potrzebę to ją spełniam. Mam przyjaciół facetów do pogadania o polityce
              i pójścia do kina. Mogę sobie ich wymieniać i jest urozmaicenie. Flirtuje z kim
              chcę i ciągle czuje się atrakcyjna. Nikt mi nie wypomina,że wracam późno, że
              postanowiłam pojechać na drugi koniec świata, że nie dzwonię. Ja też nie muszę
              się martwić dlaczego ktoś się długo nie odzywa, czy przypadkiem kogoś nie
              uraziłam. Jest super. Dobrze się bawię kiedy chcę i z kim chcę:)
              • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 17:48
                A w nocy placzesz w poduszke...
                • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:49
                  A każdej nocy mam innego i mogę sobie porównywać, z którym jest lepiej w jakiej
                  pozycji:P
                  • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 17:51
                    Probujesz sama siebie przekonac, ze niepotrzebna Ci milosc:)??
                    • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:53
                      Miłość już była, miłość to iluzja.
                      Poza tym ile trwa taka miłość? 2,3 miesiące, rok? A potem co bycie ze sobą z
                      przyzwyczajenia? To nie dla mnie.
                      Nie każdy jest zdolny do kochania, nie każdy zasługuje na to żeby być kochanym.
                      • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 17:56
                        Ale jest niezbedna i ludzie bez niej nie sa szczesliwi obojetnie jak dlugo beda sobie wmawiali, ze jest inaczej:)
                      • absurdello Poczekaj aż będziesz ponętną ... 24.01.07, 18:16
                        bezzębną staruszką z reumatyzmem, osteoporozą, kamieniami żółciowymi, zaćmą,
                        jaskrą i plamami ... to zobaczysz, że singlowatość to jest dobra ale tylko na
                        krótką metę. Nikt ci nie powie Żono, Mamo, Babciu a ty będziesz siedzieć w
                        foteliku na kółkach i czekać aż ktoś cię przepchnie przez ulicę z wysokim
                        krawężnikiem a wtedy zatęsknisz do tych telefonów z "wymówkami", do tego, że
                        ktoś powie do ciebie ciepłe słowo a nie tylko "czego się pętasz starucho, z
                        Bogiem ci się jednać a nie po ulicy się szwędać ?!" i inne takie "przyjemności".

                        Przemyśl to sobie w chwili wolnej ... :))))
                        • luiziana1 Re: Poczekaj aż będziesz ponętną ... 24.01.07, 18:20
                          Z rodziną dobrze wychodzi się na zdjęciach. Często nie można liczyć na żadne
                          wsparcie ze strony bliskich kiedy jest się starym i niedołężnym. Inwestujesz w
                          kogoś całe życie, poświęcasz całego siebie, a potem zostajesz olany i
                          zapomniany. Wolę wiedzieć, że sama wybrałam samotność niż zostać opuszczona.
                          Poza tym single też mogą mieć dzieci. Nie trudno się o nie postarać.
                          • absurdello To wszytko jest takie proste tylko na pozór ... 24.01.07, 18:33
                            Wszystko jest dobrze, w czasie gdy jesteś młoda i zdrowa, ale z wiekiem
                            niestety zdrowie uchodzi i człowiek robi się co raz słabszy, wtedy obcy ci nie
                            pomogą (najwyżej pomogą ci się rozstać z forsą i zdrowiem).
                            Rozumiem, że ktoś cię bardzo dotknął w uczucia ale nie zakładaj, że wszystkie
                            rodziny nadają się tylko do zdjęcia, jak na razie i na szczęście to mniejszość
                            a poza tym rodzina jest taka jaką sobie ułożymy i w jakich wartościach
                            wychowamy dzieci.

                            Singiel decydujący się na prokreację to osoba krzywdząca własne dziecko (jego
                            psychikę). Niestety jest tak, że dziecko potrzebuje obojga rodziców, bo potem
                            samo ma problemy emocjonalne i z prowadzeniem własnego życia a chyba tego byś
                            nie chciała fundować własnemu dziecku ?

                            • mahadeva Re: To wszytko jest takie proste tylko na pozór . 24.01.07, 18:59
                              oj nie wyobrazam sobie, zeby byc z kims bez milosci z uwagi na strach przed
                              samotnoscia na starosc :)
                              a milosc nie trwa dlugo :)
                  • polla4 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:52
                    luiziana1 napisała:

                    > A każdej nocy mam innego i mogę sobie porównywać, z którym jest lepiej w jakiej
                    >
                    > pozycji:P

                    Tylko uważaj na choróbska przenoszone droga płciową :)
                    • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:54
                      Są sprawdzeni. To moi przyjaciele:) A po godzinach dobrze się bawimy;)
                      • mahadeva Re: Singlowanie 24.01.07, 18:55
                        a moze masz po prostu kilku chlopakow na raz?
                  • mahadeva Re: Singlowanie 24.01.07, 18:46
                    luiziana1 napisała:

                    > A każdej nocy mam innego i mogę sobie porównywać, z którym jest lepiej w
                    jakiej
                    >
                    > pozycji:P

                    nie brzydzisz sie innych? :)
              • trypel Re: Singlowanie 24.01.07, 17:49
                No właśnie chyba tak będzie :)
                Cieszę się że sam umebluję mieszkanie, że sam decyduję o wakacjach, że jak chce
                to wieczorem zjem wędzoną makrelę :) i popiję piwem :)
                Mam przyjaciół i -ółki z którymi można iść do kina, do knajpy, napić się,
                pobawić no i co ważne - mam już dziecko więc zaspokoiłem potrzebę posiadanie
                potomka i mam kogoś kto będzie o mnie pamietał jak mnie nie bedzie :)
                Można powiedzieć sytuacja optymalna :)
                • absurdello A zastanowiłeś się co czuje twoje dziecko ... 24.01.07, 18:37
                  wychowujące się w niepełnej rodzinie, jakie ono będzie miało wzorce, jak się
                  czuje wśród innych dzieci mających oboje rodziców ?

                  Ja się bawię kolejką z moim Tatą a gdzie twój tatuś ?
                  A mój zagryza piwo makrelą w towarzystwie kolegów, a co to jest kolejka ?
                  albo gorzej:

                  A co to jest tatuś ?

                  Myślisz, że ono się czuje optymalnie ?
                  WĄTPIĘ !
                  • qw994 Re: A zastanowiłeś się co czuje twoje dziecko ... 24.01.07, 22:42
                    A dlaczego zakładasz, że rozwód nastąpił z jego winy?
                    • absurdello Akurat tu mi chodziło ... 24.01.07, 22:46
                      że ta "optymalność" powoduje, że dziecko widuje na codzień tylko jedno z
                      rodziców ... i to już samo w sobie jest nieoptymalne.

                      • qw994 Re: Akurat tu mi chodziło ... 24.01.07, 23:09
                        Czasami nie da rady inaczej.
                      • trypel Re: Akurat tu mi chodziło ... 24.01.07, 23:16
                        Pisałem o optymalności dla mnie. Wiadomo że najbardziej z powodu rozwodu
                        pokrzywdzone jest dziecko. Co nie znaczy że powinno się życ w nienawiści razem
                        tylko po to aby miało dwoje rodziców.
                        • absurdello Tylko tak się zastanawiam ... 25.01.07, 00:23
                          gdzie znika ludzka inteligencja, że dochodzi aż do stanu nienawiści ?

                          Przecież to nie jest stan skokowy: do 15:26 się kochamy a od 15:26 idziemy na
                          noże i nienawidzimy się, i nawet to małe kwilące nic nie zmieni ?

                          • trypel Re: Tylko tak się zastanawiam ... 25.01.07, 08:03
                            Miłość... miłość... u kobiety miłość nie ma nic wspólnego z ineligencją. Do
                            15.26 kocha jednego a o 15.27 zakochuje się w innym :)
                            Oczywiście w dużym uproszczeniu - trwa to dłużej ale chyba jasne jest dla
                            wszystkich że po 10 latach w związku definicja miłości jest cieżka do określenia :)
                          • angelina.26 Zastanów się lepiej nad sobą 25.01.07, 09:17
                            Prawda, jak fajnie jest niesprawiedliwie oceniać innych, nie mając pojęcia o
                            ich życiu? ;-) Sam przecież tak pilnujesz w innych wątkach poprawności i nie
                            życzysz sobie uogólnień w swoim kierunku. Nie przeszkadza Ci jednak rzucać je w
                            stronę innych. Na każdym kroku bardziej żałosny.

                            > gdzie znika ludzka inteligencja, że dochodzi aż do stanu nienawiści ?
                            Ciekawe gdzie znika inteligencja innych, którzy przez ponad 20 lat dorosłego
                            życia nie stworzyli jednego normalnego związku? Gdzie się podziała ich
                            inteligencja kiedy, podobno- zgodnie z własnymi opowieściami, dawali się latami
                            wykorzystwać? Widzisz jak łatwo zadawać "proste" pytania.
                            • absurdello Ulżyłaś sobie ? 25.01.07, 16:35
                              Poczułaś się lepiej ? Dowartościowałaś się ?

                              To wróćmy do tematu, czyli rozmowy jak rodzi się nienawiść pomiędzy kiedyś
                              kochającymi się ludźmi.

                              Przy tworzeniu związku jest potrzebna chęć obu stron a przy rozpadaniu niechęć
                              przynajmniej jednej.
                              • angelina.26 Nie miałam tego na celu 25.01.07, 19:21
                                > Poczułaś się lepiej ? Dowartościowałaś się ?
                                Nie muszę :-)
                                Znowu mierzysz innych swoją miarą. A więc zapytam: dowartościowałeś się
                                próbując wytykać błedy i prawić morały doświadczonemu facetowi, który stara się
                                być najlepszym ojcem jakim może, mimo że rozwiód się z żoną? Próbujesz
                                występować z pozycji eksperta w temacie o którym masz tylko "książkowe"
                                pojęcie. Najpierw stwórz normalny związek, dbaj o to żeby trwał i był
                                szczęśliwy, powołaj na świat dziecko, zajmuj się nim i wychowuj, a potem
                                pouczaj innych w tematach które będą Ci już znane.
                                • absurdello Re: Nie miałam tego na celu 25.01.07, 20:29
                                  Jak nie miałaś, to jakoś ci nie wyszło ...

                                  Ja się nie dowartościowuję, po prostu odnoszę się do tego co ludzie piszą ...

                                  A skąd ty wiesz, że on się stara być najlepszym ojcem ? Coś przeoczyłem, bo nic
                                  nie pisał o tym w pierwszym poście za to pisał coś "wolnościach".

                                  > Próbujesz występować z pozycji eksperta w temacie o którym masz
                                  > tylko "książkowe" pojęcie.

                                  A jakie ty masz pojęcie o zasięgu mojej wiedzy, ŻADNE a występujesz w roli
                                  eksperta od mojej psychiki, frustracji, itd mając tylko "forumowe" pojęcie ...

                                  > Najpierw stwórz normalny związek, dbaj o to żeby trwał i był szczęśliwy,
                                  > powołaj na świat dziecko, zajmuj się nim i wychowuj,
                                  > a potem pouczaj innych w tematach które będą Ci już znane.

                                  Co ja poradzę, że gdzie nie wejdę to angelina.26, która potrafi zniechęcić
                                  człowieka do kontaktu z "pcią" przeciwną ;)))) swoimi napadami ...


                                  • sara.24 Re: Nie miałam tego na celu 25.01.07, 20:42
                                    > Co ja poradzę, że gdzie nie wejdę to angelina.26, która potrafi zniechęcić
                                    > człowieka do kontaktu z "pcią" przeciwną ;)))) swoimi napadami ...
                                    Jak widać mało miałeś do powiedzenia na moją dobrą radę, żebyś najpierw ułożył
                                    swoje życie a później udzielał wskazówek innym.
                                    Tobie i 1000 anty-angelin nie pomoże w unormowaniu swoich kontaków z kobietami,
                                    jeśli sam nie zrobisz porządku ze swoikm z życiem i nie zrozumiesz swoich
                                    błędów.
                                  • angelina.26 Re: Nie miałam tego na celu 25.01.07, 20:53
                                    > A skąd ty wiesz, że on się stara być najlepszym ojcem ? Coś przeoczyłem, bo
                                    nic
                                    > nie pisał o tym w pierwszym poście za to pisał coś "wolnościach".
                                    Tak jak już wcześniej pisałam widać że to u Ciebie standard- wydawać chybioną
                                    opinię na podstawie jednego postu.

                                    > A jakie ty masz pojęcie o zasięgu mojej wiedzy, ŻADNE a występujesz w roli
                                    > eksperta od mojej psychiki, frustracji, itd mając tylko "forumowe" pojęcie ...
                                    Wystarczająco duże, bo pisze strasznie długie i liczne posty na temat swój,
                                    swojej rodziny, złych kobiet w Twoim życiu itp. ;-)

                                    > Co ja poradzę, że gdzie nie wejdę to angelina.26, która potrafi zniechęcić
                                    > człowieka do kontaktu z "pcią" przeciwną ;)))) swoimi napadami ...
                                    Jeszcze chociaż jedna ma cierliwość z Tobą gadać ;-)
                            • absurdello Nie podłączaj mnie do siebie, widzę, ze ... 25.01.07, 18:58
                              tobie jest to fajne sądząc z tego jak mnie się czepiasz i usiłujesz dotknąć
                              wycieczkami osobistymi.

                              Nie rozróżniasz uogólnień czy wniosków od wycieczek osobistych

                              > gdzie znika ludzka inteligencja, że dochodzi aż do stanu nienawiści ?

                              > Ciekawe gdzie znika inteligencja innych, którzy przez ponad 20 lat dorosłego
                              > życia nie stworzyli jednego normalnego związku?

                              To jednak nie to samo, gdy nie używa się inteligencji do zażegnania sporów w
                              istniejącym związku ludzi, którzy jeszcze się kochają.

                              Stworzenie związku wymaga wspólnych (w sensie celu) chęci obu stron i do tego
                              pewnych warunków otoczeniowych ... jak tego nie ma to bywają sęki (wiem coś o
                              tym).

                              > Gdzie się podziała ich inteligencja kiedy, podobno- zgodnie z własnymi
                              > opowieściami, dawali się latami wykorzystwać?

                              Była, ale była wykorzystywana do tłumaczenia zachowań drugiej strony na jej
                              korzyść. Niestety dla mnie, była "skażona" uczuciem powodującym odrzucanie
                              negatywów, które jak się zastanowiłem na trzeźwo powinny mnie przestrzec wiele
                              lat temu, niestety dodatkowo opierała się na niepełnych i podrasowanych przez
                              drugą stronę danych :(( Miejsca ich "podrasowania" wyszły po latach gdy
                              pojawiły się brakujące uprzednio elementy układanki wypowiedziane przypadkiem w
                              momentach niepełnego niekontrolowania się :( A ja niestety mam taką pamięć, że
                              rejestruję wypowiedzi i wyłapuję sprzeczności z tym co ktoś (szczególnie mi
                              wtedy bliski) mówił kiedyś na ten sam temat ... efekty tego porównania były dla
                              mnie bardzo przykre ... niestety

                              • angelina.26 Nie ma takiej możliwości ;-) 25.01.07, 19:34
                                > tobie jest to fajne sądząc z tego jak mnie się czepiasz i usiłujesz dotknąć
                                > wycieczkami osobistymi.
                                Nie mam wcale zamiaru dotykać, Twoje samopoczucie jest mi obojętne.
                                Nie czepiam się, tylko pokazuje Twój chory i zakłamany sposób rozumowania. Jak
                                jest mowa tym że komuś nie odpowiadają prawiczkowie, to podnosisz raban i
                                chciałbyś żeby najlepiej każdy przeciwnik milczał albo stosował zakłamaną
                                poprawność, niewypowiadając przypadkiem słowa krytyki które mogłoby Cię zranić.
                                A sam co robisz? Atakujesz personalnie, po przeczytaniu 1 postu, faceta o
                                którego życiu nie masz pojęcia i śmiesz mu sugerować że unieszczęśliwia swoje
                                dziecko. Robisz to nie wiedząc nic o Jego życiu, nie wiesz dlaczego się
                                rozwiódł, nie wiesz ile czasu poświęca swojemu dziecku, jak o nie dba, co mu
                                daje.
                                • absurdello Re: Nie ma takiej możliwości ;-) 25.01.07, 20:17

                                  > Nie mam wcale zamiaru dotykać,

                                  Jakoś nieskutecznie wcielasz w życie te zamiary :)

                                  > Twoje samopoczucie jest mi obojętne.

                                  No widzisz, czyli to ujawnia Twój "zdrowy" stosunek do innych ludzi, są ci
                                  obojętni ... ciekawy rys charakteru :(

                                  > Nie czepiam się, tylko pokazuje Twój chory i zakłamany sposób rozumowania.

                                  A jakąż to ty masz wiedzę i praktykę do stawiania tak ostrych tez ?

                                  Chore, bo inne od większości ? Postępując zgodnie z obecnym modelem
                                  postępowania większości parę kobiet sobie (i pewnie paru innym osobom) załatwiło
                                  zdrowie i życie po (zbyt) bliskich kontaktach z poezją Simona Mola.
                                  Przecież one postępowały zgodnie z lansowanym modelem większościowym, znaczy
                                  ZDROWYM.

                                  Zakłamany ? To co piszę opieram na swoich doświadczeniach i obserwacjach, mogą
                                  być inne od twoich i pewnie z dłuższego okresu czasu (jeżeli 26 to twój wiek)

                                  Ciągle mi (i innym) wmawiasz, że to co piszę wynika z jakiejś mojej frustracji
                                  czy bycia swoistym psem ogrodnika a ja po prostu odpowiadam, czasami
                                  polemizuję, wg swojego stanu wiedzy i doświadczeń życiowych nawet jeżeli są
                                  nietypowe ale akurat tak mi się życie potoczyło.

                                  > Jak jest mowa tym że komuś nie odpowiadają prawiczkowie, to podnosisz raban
                                  > i chciałbyś żeby najlepiej każdy przeciwnik milczał albo stosował zakłamaną
                                  > poprawność, niewypowiadając przypadkiem słowa krytyki które mogłoby Cię
                                  > zranić.

                                  Co innego gdy komuś coś nie odpowiada a co innego gdy na podstawie czyjegoś
                                  braku doświadczeń zakłada a priori jego nienormalność, nie wnikając dokładnie w
                                  przyczyny takiego a nie innego stany rzeczy. To jednak jest pewna różnica.
                                  Krytyka tak ale nie przysrywki.
                                  >
                                  > A sam co robisz? Atakujesz personalnie, po przeczytaniu 1 postu, faceta o
                                  > którego życiu nie masz pojęcia i śmiesz mu sugerować że unieszczęśliwia swoje
                                  > dziecko.

                                  Atakuję ? Napisałem tylko coś o nieoptymalności tamtej sytuacji dla dziecka.

                                  Wiesz, widziałem z bliska dzieci "uszczęśliwione" rozstaniem rodziców, cholera
                                  jakoś nie wyglądały na szczęśliwe. Kochały oboje rodziców, którzy jako dorosli
                                  (czyli dużo mądrzejsi od dzieci) nie potrafili się wznieść ponad dzielące ich
                                  podziały, zburzyć te zalążki murów rosnących latami, ustąpić chociaż na piędź
                                  dla ratowania rodziny. Rodzice byli szczęśliwi, bo są wolni, niezwiązani,
                                  niezależni, mogą zapijać piwem makrelę, robić co chcą itp a dzieci co ?
                                  Depresje, rozdarcia, frustracje, agresje, narkotyki, obniżenie poczucia własnej
                                  wartości, strach przed budowaniem związku i innymi, słumione złe emocje
                                  wyłażące w chwilach napięcia, luki emocjonalne itd.


                                  > Robisz to nie wiedząc nic o Jego życiu, nie wiesz dlaczego się
                                  > rozwiódł, nie wiesz ile czasu poświęca swojemu dziecku,
                                  > jak o nie dba, co mu daje.

                                  Co by mu nie dawał, to nie zastąpi pełnej, zgodnej rodziny i obojga rodziców
                                  dostępnych w tym samym czasie a nie w czasie "obowiązkowych" wizyt
                                  zatwierdzonych sądowo.
                                  Wiem, że patrzę idealistycznie ale widzę, że ludzie nie potrafią się wznieść
                                  ponad swoje małe egoizmy (wolność, niezależność, przyzwyczajenia, różne "bo
                                  mając rodzinę nie mogę balować/podróżować/kupić sobie czegoś/popijac makreli
                                  piwem" itd) dla ratowania wartości wyższych dokąd jeszcze jest co ratować
                                  (kiedyś jakos to ludzie bardziej potrafili mimo (a może dzieki) braku(-owi)
                                  różnych wygód).
                                  • angelina.26 Re: Nie ma takiej możliwości ;-) 25.01.07, 20:37
                                    > Ciągle mi (i innym) wmawiasz, że to co piszę wynika z jakiejś mojej
                                    frustracji
                                    > czy bycia swoistym psem ogrodnika a ja po prostu odpowiadam, czasami
                                    > polemizuję, wg swojego stanu wiedzy i doświadczeń życiowych nawet jeżeli są
                                    > nietypowe ale akurat tak mi się życie potoczyło.
                                    Nic nikomu nie wmawiam. Przekazuję tylko swoje zdanie, z którym zresztą
                                    niektórzy są tu zgodni.

                                    > Co by mu nie dawał, to nie zastąpi pełnej, zgodnej rodziny i obojga rodziców
                                    > dostępnych w tym samym czasie a nie w czasie "obowiązkowych" wizyt
                                    > zatwierdzonych sądowo.
                                    Skoro życie rozwiedzionych wyobrażasz sobie pod kątem obowiązkowych i
                                    zatwierdzanych sądowo wizyt, to tylko pokazuje jak ograniczone masz horyzonty w
                                    tym temacie. Skąd zresztą wiesz co sąd orzekł w przypadku opieki nad dzieckiem
                                    faceta którego atakowałeś i czy w ogóle musiał orzekać?
                                    Dla mnie jesteś świetnym antyprzykładem, obalającym Twoje "mądre" i książkowe
                                    teorie. Co z tego, że miałeś pełną rodzinę, skoro nie spowodowała ona że
                                    potrafiłeś sobie ułożyć życie, nie spowodowała że jesteś szczęśliwy, nie
                                    spowodowała że nawiązałeś przez lata choć jeden normalny związek.
                          • lupus76 Re: Tylko tak się zastanawiam ... 25.01.07, 11:43
                            gdzie znika ludzka inteligencja, że dochodzi aż do stanu nienawiści ?
                            >
                            > Przecież to nie jest stan skokowy: do 15:26 się kochamy a od 15:26 idziemy na
                            > noże i nienawidzimy się, i nawet to małe kwilące nic nie zmieni ?
                            To nie jest kwestia inteligencji, tylko wygasania chemii, nagromadzenia
                            negatywnych emocji i znużenia byciem ze sobą. Ludzie często są zagonieni i po
                            prostu zapominają o tym, że ktoś inny ich może potrzebować, więc dodakowo
                            dochodzi zobojętnienie...
                • mrowka.xyz makrela i piwo 24.01.07, 19:04
                  No nieźle - właśnie popijam wędzoną makrelę piwem :D
                  Reszta też się zgadza, tyle, że nie mam potomka (i wcale mnie do tego nie
                  ciągnie), mieszkanie niedawno umeblowałam, no i dość często zakochuję się na
                  zabój. Bardzo fajny stan, ale po jakimś czasie przechodzi i cała zabawa zaczyna
                  się od początku. Do stałych związków jak widać się nie nadaję, zresztą parę razy
                  próbowałam ze skutkiem j.w. - same komplikacje z tego wychodziły. Na wspólne
                  mieszkanie i kasę nie mam ochoty - potrzebuje mnóstwo spokoju do pracy, czasami
                  odcinam się od świata na całe tygodnie (a potem ostro nadrabiam zaległości:).
                  Mam 35 lat, więc można długo (pewnie to właśnie te predyspozycje psychiczne :)
                  Jakieś 10 lat temu faktycznie mnóstwo znajomych "odpadło" od takiego trybu
                  życia, ale z kolei ze 3-4 lata temu hurtowo zaczęli się rozwodzić (ponad
                  połowa!). Może to kwestia wyemancypowanego środowiska, wszyscy mamy wolne zawody
                  albo własne firmy i nie należymy do ludzi, którzy tkwią w związkach czy innych
                  układach tylko dlatego, że "tak wyszło" albo (ktoś wyżej już groził takim
                  scenariuszem), żeby dla świętego spokoju i akceptacji społecznej mieć tę
                  tabliczkę "żona", "ojciec", "babcia" itd. i zapewnić sobie jelenia do pchania
                  wózka inwalidzkiego na starość.
                  • mahadeva Re: makrela i piwo 24.01.07, 19:09
                    no i spoko ;)
                  • guciua Re: makrela i piwo 24.01.07, 19:10
                    Otóż to. Mam wrażenie, że ludzie raczej nie są stworzeni do życia we dwójkę.
                    A z pewnością nie przez całe życie.
                    • mahadeva Re: makrela i piwo 24.01.07, 19:14
                      fajnie ze o tym rozmawiamy tu, bo wsrod moich znajomych tylko ja tak mysle :)
                      • absurdello Dobrze, że nie wszyscy tak myślą ... 24.01.07, 22:49
                        bo innaczej Ziemia miałaby zaludnienie Marsa ewentualnie dzieci by wyglądały i
                        zachowywały się jak na filmach typy Mad Max albo podobnie wizjonerskich ;))))
              • lupus76 Re: Singlowanie 25.01.07, 09:02
                No super! Im więcej kobiet myślących tak, jak Ty - tym łatwiejsze życie nas -
                facetów :)
            • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 17:47
              Dla mnie singiel z wyboru to osoba, ktora boi sie zranienia . Kazdy chce kochac i byc kochanym. Po co dorabiac ideologie?
              • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:49
                Ja się nie boję. Po prostu tego nie chcę. To nic fajnego być z kimś.
                • polla4 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:55
                  luiziana1 napisała:

                  > Ja się nie boję. Po prostu tego nie chcę. To nic fajnego być z kimś.

                  Piszesz tak pod wpływem doswiadczen z przeszości. Masz do tego prawo. Wierzę
                  jednak, że zdanie zmienisz jak trafisz na 'tego'.
                  Bo miłośc jest piekna :)
                  • trypel Re: Singlowanie 24.01.07, 17:58
                    polla4 napisała:


                    > Bo miłośc jest piekna :)

                    Dopóki trwa. A nie ma wiecznych rzeczy na tym swiecie... :)
                    • polla4 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:00
                      Niestety...
                      • absurdello Z tego wynika, że niemowlaki powinny natychmiast 24.01.07, 18:42
                        popełniać samoubijstwo, bo po co trwać w czymś co jest chwilowe i nietrwałe ...
                    • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 18:01
                      A czy milosc musi byc wieczna, aby byla piekna? 2 lata prawdziwej milosci sa cenniejsze niz 10 bez niej.
                      • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:02
                        jeśli trwa 2 lata to nie jest prawdziwa
                        • mahadeva Re: Singlowanie 24.01.07, 19:01
                          luiziana1 napisała:

                          > jeśli trwa 2 lata to nie jest prawdziwa


                          jest prawdziwa, czemu nie? jest prawdziwa, jesli tak czujesz :)
                      • trypel Re: Singlowanie 24.01.07, 18:03
                        Miałem 10 lat miłości i teraz potrzebuję 30 lat spokoju :)
                        To chyba też zrozumiałe :)
                        • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 18:05
                          Rozumiem, ze jak za rok sie zakochasz, to powiesz dziewczynie, aby zadzwonila za 30 lat?;)
                          • trypel Re: Singlowanie 24.01.07, 18:07
                            Nie ma zakochania od tak. Nie wierze w miłość od I wejrzenia. Człowiek się
                            zakochuje jak tego chce i tego szuka - podświadomie bądź nie.
                            • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 18:12
                              Czlowiek zakochuje sie, jak tego chce i szuka? Przeciez nie mozna znalezc milosci na zawolanie. Nie masz wplywu na to, czy sie w kims zakochasz czy nie.
                              • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:16
                                Ależ oczywiście, że masz wpływ. Kiedytego chcesz możesz zakochać się w niomal
                                każdym , tak jakby Eros strzelał co chwila z łuku. Kiedy nie chcesz możesz mieć
                                doczynienia z fajnymi facetami i nic Cię nie ruszy. Wszystko jest w naszej
                                głowie.
                                • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 18:19
                                  Ty chyba nie wiesz, co oznacza milosc. Nie mozesz sie zmusic do pokochania kogos, kogo nie kochasz! Przyklad z zycia: zakochal sie we mnie naprawde porzadny facet, na dodatek dosyc zamozny. Probowalam sie w nim zakochac, nie udalo sie! Nie masz kontroli nad swoim sercem.
                                • trypel Re: Singlowanie 24.01.07, 18:20
                                  A jak już się wydaje że może mógłby się człowiek zakochać to wystarczy
                                  przypomnieć sobie poprzedni związek i powody rozstania i na 100% minie
                                  natychmiast :)
                                  • mrowka.xyz Re: Singlowanie 24.01.07, 19:14
                                    Racja. Tylko ja to sobie przypominam dopiero po paru tygodniach albo miesiącach
                                    :D Plus jest taki, że kiedy pojawiają się poważne zgrzyty (np. brak szacunku dla
                                    wyborów partnera itp.), szybko wychodzę ze źle rokujących związków. A kiedyś
                                    potrafiłam ciagnąć takie dogorywające historie latami, ciągle w nadziei, że
                                    jednak coś tam, i to był naprawdę koszmar.
                            • lupus76 Re: Singlowanie 25.01.07, 12:05
                              gdzie znika ludzka inteligencja, że dochodzi aż do stanu nienawiści ?
                              >
                              > Przecież to nie jest stan skokowy: do 15:26 się kochamy a od 15:26 idziemy na
                              > noże i nienawidzimy się, i nawet to małe kwilące nic nie zmieni ?
                              Na miłość od 1 wejrzenia jest sposób - spojrzeć 2 raz.
                              • mahadeva Re: Singlowanie 25.01.07, 12:29
                                absurdello pieknie to napisal :)
                  • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 17:58
                    Nie ma TEGO. Mój w każdym razie nie istnieje.
                    • polla4 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:01
                      Jestes pesymistką, wiesz o tym? :)
                      • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:04
                        Jestem energiczną, pełną życia, młoda kobietą nie wierzącą w miłość.
                        • polla4 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:05
                          Sama się ograniczasz przez takie myslenie, niedobrze.
                          Człowiek musi być otwarty na spotkanie miłości.
                          • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:07
                            Jak przyjdzie to sama zapuka do drzwi, wtedy otworze albo nie. Po co mam się
                            otwierać i czekać na coś co nie istnieje?
                          • trypel Re: Singlowanie 24.01.07, 18:07
                            Człowiek musi być otwarty na spotkanie się z ciężarówką na pasach. Brzmi równie
                            dobrze tylko po co?
                            • polla4 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:11
                              trypel napisał:

                              > Człowiek musi być otwarty na spotkanie się z ciężarówką na pasach. Brzmi równie
                              > dobrze tylko po co?

                              Nonsens
                              Mysląc pozytywnie przyciągamy to co dobre.
                              • trypel Re: Singlowanie 24.01.07, 18:12
                                Co jest bardziej pozytywnego w czekaniu na miłość niż w życiu samemu tak jak się
                                lubi?
                                • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:13
                                  Nic. Czekanie może Cię wprowadzić tylko w stan depresyjny. Szukasz nieudolnie
                                  aż godzisz się na coś czego nie chcesz i nie potrzebujesz, bo przecież w końcu
                                  czegoś doczekać sie musisz.
                                  • trypel Re: Singlowanie 24.01.07, 18:14
                                    Ty to wiesz i ja to wiem. Tylko ci co znajdują się pod chwilowym wpływem
                                    endorfin piszą głupoty... :)
                                    • absurdello Jest już was dwoje, załóżcie ... 24.01.07, 18:49
                                      Dobrowolną Unię Popierania Arodzinności ;)))))
                                    • mrowka.xyz Re: Singlowanie 24.01.07, 20:09
                                      Co oni z tym otwieraniem się na?
                                      Jaka to niby frajda czekać, aż ktoś się we mnie zakocha? A jeśli wokół będą
                                      akurat przez dluższy czas sami a) zajeci czyms innym, np. pasja, pracą itd. b)
                                      matoły, które nie potrafią mnie docenić, c) rozczarowani, d) nieśmiali,
                                      e,f,g,h... to co? Mam się tak otwierać na byle kogo i jeszcze popadać w
                                      deprechę, że nikt (a szanse niby spore, bo tu czeka rozwarcie, przepraszam,
                                      otwarcie na pięć palców co najmniej) w ten dół na słonie nie wpada? Po co ta
                                      desperacja?
                                      Potrzebę drugiego człowieka (przyjaźni, miłości), i to tego konkretnego, muszę
                                      poczuć najpierw JA, inaczej podejrzewałabym się, że łapię byle zapchajdziurę,
                                      żeby zaspokoic swoją potrzebę bycia kochaną, a to nie fair wobec zapchajdziury,
                                      przyznajcie.
                                      Kurde, skręca mnie, jak słysze ludzi piszczących, że "tak by się chcieli w kimś
                                      zakochać". Współczuję obiektom, na które w końcu padnie. To jest dopiero egoizm
                                      w czystej postaci, bo w sumie chodzi o kogolowiek (oczywiście z warunkami: nie
                                      może mieć... powinien/-nna być...), a nie o jednego, tego konkretnego człowieka.
                                      A najbardziej idiotyczne jest to, że te jęczące połówki (bo tacy ludzie dopóki
                                      się nie sparują, nigdy nie czują się pełnowartościowi) nazywają się "singlami".
                                      Luuudzie! Singiel to człowiek, który czuje się dobrze sam ze sobą, swoimi
                                      przyjaciółmi i partnerami, i po prostu jest całością, a nie jakąś zagubioną
                                      połówką! I jasne, że może się zakochać albo zmienić plany na życie, ale póki co
                                      jest mu dobrze jak jest i tyle!
                                    • lupus76 Re: Singlowanie 26.01.07, 09:46
                                      Ty to wiesz i ja to wiem. Tylko ci co znajdują się pod chwilowym wpływem
                                      > endorfin piszą głupoty... :)


                                      Ja też wiem. A endorfin krąży w moimk organizmie całkiem sporo, bo wchłaniam
                                      sporo czekolady :)
                                      • ewik_75 Re: Singlowanie 26.01.07, 11:53
                                        lupus76 napisał:


                                        > endorfin krąży w moimk organizmie całkiem sporo, bo wchłaniam
                                        > sporo czekolady :)

                                        Eeeeeee tam…
                                        To ten mniej doskonały rodzaj endorfin, zapewniam Cię, bo też uwielbiam
                                        czekoladę ;)
                                        W porównaniu z endorfniami wydzielanymi przez mózg w procesie zakochania
                                        czekolada to namiastka….
                                        A tak swoją drogą - to teraz już wiadomo, czemu Ci te zrzucone kilogramy
                                        wróciły :)
                                        Gdybyś się tak zakochał, nie mógł jeść, uprawiał seks i spędzał z nią aktywnie
                                        czas od razu by Ci trochę kg spadło ;)
                                        Ale to tylko tak na mrginesie…
                                        • lupus76 Re: Singlowanie 26.01.07, 11:59
                                          ewik_75 napisała:
                                          Eeeeeee tam…
                                          > To ten mniej doskonały rodzaj endorfin, zapewniam Cię, bo też uwielbiam
                                          > czekoladę ;)
                                          > W porównaniu z endorfniami wydzielanymi przez mózg w procesie zakochania
                                          > czekolada to namiastka….
                                          > A tak swoją drogą - to teraz już wiadomo, czemu Ci te zrzucone kilogramy
                                          > wróciły :)
                                          > Gdybyś się tak zakochał, nie mógł jeść, uprawiał seks i spędzał z nią
                                          aktywnie
                                          > czas od razu by Ci trochę kg spadło ;)
                                          > Ale to tylko tak na mrginesie…

                                          Pierwsze primo: skąd wniosek, że nie uprawiam seksu ;)?
                                          Drugie primo: pożeram spore ilości ciemnej czekolady, bo piję dużo kawy - więc
                                          wypłukuję sięz magnezu, a nie lubię łykać pastylek. Zresztą ich
                                          przyswajalnośćjest na poziomie 2-4 proc. W porównaniu z ok 60% przyswajalnością
                                          mikrolelementów zawartych w kakao, to prawie nic.
                                          Trzecie primo: przytyłem, bo nie miałem w zeszłym roku czasu się ruszać. Teraz
                                          właśnie odbudowuję formę - i myślę, że od czerwca-lipca będę mógł wznowić
                                          treningi :)
                                          • trypel Re: Singlowanie 26.01.07, 12:16
                                            Gorzka czekolada jest super - idealna 70% lindta albo pomarańczowa lindta - ja
                                            stosuję zamiast sexu i też nieźle działa :) tabliczka na raz co drugi dzień
                                            średnio i endorfiny sprawiaja że uśmiech nie znika z mej twarzy :)
                                • polla4 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:20
                                  trypel napisał:

                                  > Co jest bardziej pozytywnego w czekaniu na miłość niż w życiu samemu tak jak si
                                  > ę
                                  > lubi?

                                  Chyba mnie nie zrozumiałeś, ale trudno :)
                                  • trypel Re: Singlowanie 24.01.07, 18:25
                                    Zrozumiałem tak: myślac o cieżarówce przyciągamy ją (nieszczęscie), a myśląc o
                                    miłości przyciągamy ją (dla mnie też nieszczęście :P)
                                    • polla4 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:32
                                      trypel napisał:

                                      > Zrozumiałem tak: myślac o cieżarówce przyciągamy ją (nieszczęscie), a myśląc o
                                      > miłości przyciągamy ją (dla mnie też nieszczęście :P)

                                      Ty sie nie smiej, może tak być :)
                                      Wiem, że negatywna autosugestia może wywołąc w naszym zyciu jakieś złe
                                      wydarzenia, np. chorobę. a pozytywna uleczyc nas z tej choroby.
                              • lupus76 Re: Singlowanie 26.01.07, 09:43
                                Nonsens
                                > Mysląc pozytywnie przyciągamy to co dobre.

                                Powinniśmy patrzeć realistycznie i racjonalnie. Wtedy sami zapracujemy na
                                szczęście
                        • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 18:08
                          Ok, nie wierz w nia. Za 10 lat bedziesz musiala zrezygnowac z przymiotnika "mloda". Ciekawe czy wtedy bedzie Ci tak wesolo:)
                          • luiziana1 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:10
                            Wierzyć i otwierać się tylko ze strachu przed samotną starością? dziękuje,
                            postoję
                            • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 18:14
                              Chyba faktycznie zostalas bardzo zraniona. To Ty sie zamykasz na poczatku swojego zycia ze strachu przed zranieniem. Ja jestem otwarta i jak sie zakocham ze wzajemnoscia z przyjemnoscia otworze drzwi.
                        • ewik_75 Re: Singlowanie 24.01.07, 19:00
                          to sie nazywa emocjonalne kalectwo.
                          Wyrazy współczucia.
              • lupus76 Re: Singlowanie 25.01.07, 12:02
                Nie dorabiam ideologii. Po prostu mam sztywny kark i to mi się podoba. Aha i
                jeszcze jaedno - nie gonię za kasą, po prostu pracuję, żeby przeżyć. A samemu
                jest mi dobrze. Bez ideologii. I nie chcę tego zmieniać.
      • mrilluminati Re: Singlowanie 25.01.07, 00:30
        purecharm napisała:

        > Co to znaczy porzucic ten stan? Przeciez jestes sama, dlatego bo sie nie zakoch
        > alas jeszcze w nikim,a nie dlatego, ze wybralas zycie w samotnosci...

        Myślę dokładnie tak samo !!!

        I bez wciskania kitu że jestem zadowolonym singlem i inne takie... Pożyjesz
        zobaczysz co znaczy absurdalność stwierdzenia bycia singlem.
    • guciua Re: Singlowanie 24.01.07, 18:14
      Wszystko zależy od ciebie. Jeśli nie potrzebujesz związku, budowania relacji z
      kimś bliskim to po co się zmuszać?. Nie daj się wcisnąć w społeczne schematy i
      wmówić sobie, że jesteś 'ułomna'. Żyj po swojemu.
    • mahadeva Re: Singlowanie 24.01.07, 18:19
      Chyba przestaje sie singlowac, gdy sie spotka odpowiednia osobe ;)

      A tak w ogole to sie zastanawiam czy bycie w zwiazku to jest taki naturalny
      stan docelowy? Ja sluchajac intuicji zrezygnowalam z poprzedniego zwiazku. Sni
      mi sie czesto, np ostatniej nocy, ale na pewno byly jakies powody by sie
      rozstac.

      Nikt nam nie zagwarantuje, ze malzenstwo na cale zycie jest lepsze niz np
      singlowanie czy poligamia :) Kazdy wybiera, co jest dla niego najlepsze :)
      • absurdello Rozważania o wartościach czyli z życia wzięte 24.01.07, 23:58
        Moi Dziadkowie byli ze sobą 64 lata, pobrali się przed IIWŚ (w 1933 roku),
        Dziadek miał wtedy 30 lat a Babcia 25. Mieli dość różne charaktery (czasami
        piże latało :)), pochodzili z różnych sfer (wieś/miasto). Nie rozdzieliła ich
        śmierć pierworodnego synka, nie rozdzieliła ich wojna (Dziadek był 6 lat poza
        Polską, ewakuowano go wraz innymi do Wielkiej Brytanii, Babcia spędziła wojnę,
        z moją Mamą urodzoną na początku 1940, w Warszawie), nie rozdzieliła ich praca
        Dziadka (geodeta) związana z koniecznością długich wyjazdów i nerwówek, bo
        Dziadek mierzył (tzw. komasacje na terenach wyzwolonych) na terenach gdzie
        przed nim musiał iść saper. Ostatnie 3 lata życia Babcia spędziła na łóżku (nie
        podniosła się już po złamaniu nogi - "dzięki" rehabilitantowi ze szpitala,
        który ją tak zrehabilitował, że nawet przechodzenie w odległości 0.5 m od tej
        nogi powodowało u niej odruch lękowy) na dwa lata przed śmiercią już nie
        kontaktowała, straciła poczucie czasu i miejsca. Jedyne co pamiętała to
        Dziadka, kóry jeszcze wtedy chodził (choć miał już 93 lata). Każdemu bym życzył
        takiego uczucia jakim oni się darzyli. Babcia już nic nie mogła Dziadkowi dać
        oprócz swojej obecności. Na Jej pogrzebie zobaczyłem Go pierwszy raz płaczącego.
        Tego Faceta, którego nie zmogła wojna (był lotnikiem), zagrożenie więzieniem
        bo "wrócił z Zachodu", życie w terenie, w zagrożeniu wlezieniem na minę,
        zastrzeleniem przez jakieś bandy. Ona była jego sensem życia mimo, że pod
        koniec już tylko była. Po jej śmierci się załamał, nastąpił gwałtowny regres,
        przeżył ją 1.5 roku (zawsze mówił, że musi żyć jeszcze rok od jej śmierci -
        przywiózł to przekonanie gdzieś z Indii gdzie go rzuciło w czasie wojny). Gdy
        umierał miał 96 lat.

        Wszystkim życzę takiego uczucia i jednocześnie zastanawiam się jak względna
        jest skala problemów jakim poddawani są ludzie i jak obecne pokolenia są słabe
        skoro jakieś śmieszne problemy (w porównaniu do tych jakie mieli nasi
        dziadkowie, żyjący, bez telefonów, bieżącej wody, centralnego ogrzewania,
        samochodów, supermodnych trendy ciuchów, DVD, kin itd i w wojennej zawierusze)
        potrafią ludzi rozdzielić, nawet ku szkodzie dzieci zrodzonych z tego związku.

        "Żegnaj <Stefanie>/<Pelagio>, nie mogę z tobą być albowiem:

        - nie bedę się naginać do twoich potrzeb
        - rozrzucasz skarpetki pod łóżkiem i koło ***
        - nie masz samochodu marki yyy ***
        - nie masz komórki firmy zzz ***
        - nie masz DVD ***
        - nie masz penisa o wymiarach xxx *** <Stefan>
        - nie masz wygolonej modnie *** <Pelagio>
        - nie wydepilowałaś się modnie na wzór pism amerykańskich
        - masz pryszcz clerasilooporny za uchem ***
        - nie znasz repertuaru kin ***
        - nie znasz/bywasz klubów, pubów ***
        - chrapiesz ***
        - masz zarost ***
        - krzywo stawiasz szczoteczkę w łazience ***
        - masz niemodne spodnie ***
        - źle się czujesz po pracy ***
        - wczoraj nie miałam orgazmu (siedemnastego w tym tygodniu) ***
        - frytki miały nieprzepisową długość ***
        - zupa ci się nie udała ***
        - porysowałeś(-aś) mi płytę ***

        i masa innych równie ważkich powodów ...

        *** niepotrzebne skreślić
        xxx - tu wstawić przedział

        PS. Dziadek omijał KK z daleka :) więc założenie, że to zasady wiary ich
        trzymały przy sobie raczej nie znajduje potwierdzenia.

        i co my k.... wiemy o uczuciach i ich trwałości :((, że zacytuję i
        strawestuję ?

        Pozdrawiam :)
        • trypel Re: Rozważania o wartościach czyli z życia wzięte 25.01.07, 00:03
          Tak długo nie umiem ale..
          Moi dziadkowie są ze sobą od 57 lat, poznali się na Ziemiach Odzyskanych w 1950
          roku i po 2 tygodniach wzieli ślub... po urodzeniu drugiego dziecka przestali ze
          sobą rozmawiać i tak to trwa przez ostatnie 45 lat. Tylko to co konieczne. Maja
          osobne lodówki, osobne pralki itd... I tak sobie żyją nie widomo po co razem
          • absurdello A tobie przyszło kontynuować ... 25.01.07, 00:31
            rodzinną "tradycję" w gruncie rzeczy smutne. A przepraszam, że zapytam, jak się
            Szanownym Rodzicom ułożyło życie ? Szczęśliwiej niż ich rodzicom ?
            • trypel Re: A tobie przyszło kontynuować ... 25.01.07, 08:00
              Bardzo szczęśliwie. 35 lat razem, tak naprawde razem. Wiec nie ma reguły.
              Ja własnie NIE kontynuuję tradycji bo gdybym to robił to bym pewnie dalej się
              męczył z byłą nienawidząc ją jednocześnie :)
            • angelina.26 A Ty kontynuujesz... 25.01.07, 09:08
              tradycje panujące w Twojej rodzinie? Tworzysz długoletni, szczęśliwy,
              opierający się przeciwnościom związek? Jak w Twoim przypadku funkcjonuje
              głoszona przez Ciebie teoria o dziedziczeniu zachowań po rodzicach, dziadkach?
              Praktyka pokazuje, że nijak i to jest cały sens Twoich teorii.
              Fakty są takie, że w niepełnej rodzinie, ale z rodzicami rozsądnymi i
              kochającymi dzieci można wychować na dobrych, szczęśliwych ludzi, a czasami
              pełna, trwała rodzina wypuszcza w świat frustratów, niepewnych swojej wartości.
              • absurdello Re: A Ty kontynuujesz... 25.01.07, 19:40
                > tradycje panujące w Twojej rodzinie?

                Wiesz, żeby coś kontynuować to trzeba mieć z kim i kiedy. Niestety w momentach
                życiowych, kiedy mogłem szukać to trafiałem na osoby, które owszem uznawały
                kontakty międzyludzkie ale rozumiały je jednokierunkowo - ciepło, uczucie i
                inne takie, owszem ale niestety w jedną stronę :((

                (zresztą daleki jestem teraz o winienia ich o to, bo pogłębiwszy wiedzę
                dowiedziałem się, że ich charakter wynikał z przebiegu życia ich wychowania -
                niestety to wiem dopiero teraz)

                > Jak w Twoim przypadku funkcjonuje głoszona przez Ciebie teoria o
                > dziedziczeniu zachowań po rodzicach, dziadkach?

                To nie moja teoria, możesz sobie o niej poczytać w książkach i statystykach.
                Niestety to co obserwowałem (i co mnie dotknęło) zaczęło się jeszcze w
                poprzednim pokoleniu np. rozwodu rodziców i związanymi z tym brakami
                emocjonalnymi u dzieci, a teraz te dzieci fundują to samo swoim dzieciom.
                Nigdzie nie jest powiedziane, że dziedziczenie jest bezwględne, jest tylko dużo
                bardziej prawdopodobne w sytuacji gdy ludzie sobie nie zdają sprawy z pewnych
                mechanizmów rządzących emocjami i wpływem tych emocji na niby rozsądne myślenie.
                Tyle, że ze szkół wynosimy dogłębną wiedzę o biologii pantofelka czy eugleny
                zielonej za to prawie zerową z podstaw psychologii (takiej codziennej a nie
                klinicznej). Wiemy co poeta (oficjalnie trzeźwy jak świnia) miał na myśli a nie
                wiemy co może poczuć drugi człowiek gdy mu zrobimy przykrość z gatunku
                ściągnięcia spodni czy majtek przed całą klasą ... a potem to już czytamy w
                mediach o skutkach "końskich zalotów" czy innego unoszenia się "honorem".

                > Praktyka pokazuje, że nijak i to jest cały sens Twoich teorii.

                Czyja praktyka ? Twoja czy moja ?

                > Fakty są takie, że w niepełnej rodzinie, ale z rodzicami rozsądnymi i
                > kochającymi dzieci można wychować na dobrych, szczęśliwych ludzi,

                Ale ile jest takich rodzin, które po rozpadzie (gdzie był ten rozsądek jak
                narastały konflikty ?) są ponad swoje animozje i wychowują dalej swoje dzieci
                tak jakby nic się nie stało (zresztą chyba nikt o zdrowych zmysłach nie bedzie
                twierdził, że taki stan to normalność i dziecko przejdzie nad tym do porządku
                dziennego [zakładając, że otoczenie będzie na tyle taktowne by nie wydziwiać
                nad stosunkami międzyludzkimi w jego rodzinie]).

                Jak na razie nie widziałem takiej rodziny (z tych ponad 10 przykładów, które
                mógłem obserwować lub mam wiedzę wystarczającą by cos na podstawie niej
                wnioskować).Sam też zapłaciłem za niewiedzę o deficytach emocjonalnych jakie
                mogą (w róznym stopniu zależnym od wielu czynników) wystąpić u osób z
                niepełnych rodzin. A dodatkowo widzę to w pełnym świetle w kontaktach z osobą
                wychowaną w pełnej rodzinie, jest znaczna różnica.

                > a czasami pełna, trwała rodzina wypuszcza w świat frustratów, niepewnych
                > swojej wartości.

                Ależ oczywiście, ale jest to dużo mniej prawdopodobne niż w przypadku
                niepełnej, nawet niepatologicznej, rodziny. Aczkolwiek jeżeli pojawia się
                element frustracji, to znaczy, że w tej pełnej rodzinie było coś nie halo.
                Dziecko wymaga stabilnego układu rodzinnego do prawidłowego rozwoju
                emocjonalnego i psychicznego. Jak tego nie ma to ma gdzieś dziury w psychice,
                które mogą się odezwać w najmniej odpowiednim momencie ich życia gdy pojawią
                się czynniki pasujące do starego wzorca przyswojonego w dzieciństwie.
                • angelina.26 Re: A Ty kontynuujesz... 25.01.07, 20:20
                  > Wiesz, żeby coś kontynuować to trzeba mieć z kim i kiedy. Niestety w
                  momentach
                  > życiowych, kiedy mogłem szukać to trafiałem na osoby, które owszem uznawały
                  > kontakty międzyludzkie ale rozumiały je jednokierunkowo - ciepło, uczucie i
                  > inne takie, owszem ale niestety w jedną stronę :((
                  Wiesz jakoś trudno uwierzyć w to, że przez ponad 20 lat dorosłego życia
                  spotykałeś same złe i wyrachowane kobiety. Często faceci którzy twierdzą coś
                  podobnego, zwyczajnie przemilczają własne błędy.

                  > To nie moja teoria, możesz sobie o niej poczytać w książkach i statystykach.
                  Znowu książki i statystki. A mi swiat wkoło pokazuje że te statystyki można o
                  kant d.. potłuc. Część przypadków przebiega według książkowego wzorca, równie
                  wiele jak nie więcej całkiem inaczej.

                  > Czyja praktyka ? Twoja czy moja ?
                  Twoja. Mimo szczęśliwych, długoletnich małżeństw dziadków i rodziców, Twoje
                  zycie w najmniejszym stopniu nie powiela ich scenariusza.

                  > Ale ile jest takich rodzin, które po rozpadzie (gdzie był ten rozsądek jak
                  > narastały konflikty ?) są ponad swoje animozje i wychowują dalej swoje dzieci
                  > tak jakby nic się nie stało
                  Więcej niż się Tobie wydaje. Chyba żyjemy w jakichś innych światach. W Twoim są
                  sami niemoralni, zwichrowani psychicznie rozwiedzeni, krzywdzący swoje dzieci.
                  W moim są normalni, nie książkowi bohaterowi, którzy w paru przypadkach
                  świetnie dogadują się po rozwodzie, część tak sobie. Przypadek w którym są
                  jakieś wielkie konflikty, szarpanie się o dzieci, znam w praktyce tylko jeden.

                  > Dziecko wymaga stabilnego układu rodzinnego do prawidłowego rozwoju
                  > emocjonalnego i psychicznego.
                  Stabilnego układu, nie znaczy koniecznie pełnej, obrazkowej rodziny. Szczęście
                  i prawidłowy rozwój dzieci zalezy w głównej mierze od poziomu rodziców, miłości
                  i uwagi jaką poświęcają dzieciom, a nie od tego czy rodzice spędzają czas pod
                  jednym dachem.

                  Aczkolwiek jeżeli pojawia się
                  > element frustracji, to znaczy, że w tej pełnej rodzinie było coś nie halo.
                  Właśnie to chciałam Ci jakiś czas temu napisać, ale dobrze że wyszło to od
                  Ciebie samego. Powinieneś to przemyśleć.
                  • absurdello Re: A Ty kontynuujesz... 25.01.07, 21:13
                    > Wiesz jakoś trudno uwierzyć w to, że przez ponad 20 lat dorosłego życia
                    > spotykałeś same złe i wyrachowane kobiety. Często faceci którzy twierdzą coś
                    > podobnego, zwyczajnie przemilczają własne błędy.

                    Nie same, jedną, która ukradła mi kiedyś tak skutecznie duszę, że jeszcze dziś
                    mam zamiast niej jakąś protezę. Po prostu nie rozumiesz, że można było kogoś
                    kochać tak, że już nie chciało się nikogo potem kochać przez długie lata, nawet
                    mimo tego, że obiekt miłości juz nie jest dostępny. A potem obiekt wraca po
                    wielu latach, bo się poślizgnęła życiowo (akurat do mnie musiała przyjść ?) a
                    jak ją wyprowadziłem z poślizgu to stałem się zbędny.

                    > Znowu książki i statystki. A mi swiat wkoło pokazuje że te statystyki można o
                    > kant d.. potłuc.

                    No widzisz, a mnie odwrotnie ...

                    > Część przypadków przebiega według książkowego wzorca, równie
                    > wiele jak nie więcej całkiem inaczej.

                    Ale te wzorce to tylko jedne z mozliwych realizacji (statystycznie częstsze po
                    uśrednieniu) rzeczywistości, przecież nigdzie nie mówię, że będą przebiegały
                    wszędzie tak samo, bo liczba zmiennych "sterujących" jest zbyt duża.
                    >
                    > > Czyja praktyka ? Twoja czy moja ?

                    > Twoja. Mimo szczęśliwych, długoletnich małżeństw dziadków i rodziców, Twoje
                    > zycie w najmniejszym stopniu nie powiela ich scenariusza.

                    Nie powiela, bo było związane z ich życiem, najpierw z chorobą Ojca, która mi
                    zdezorganizowała życie towarzyskie (tak od wieku lat 10), niestety mieszkaliśmy
                    w małym metrażu a potem pomoc w opiece nad wiekowymi Dziadkami i przywiązanym
                    do łóżka kilka lat przed śmiercią Ojcem (nie miałem na kogo zwalić opieki nad
                    nimi, bo Mama miała tylko 2 ręce). A w międzyczasie trafiłem na niespełnioną
                    miłość mojego życia ...

                    > Więcej niż się Tobie wydaje. Chyba żyjemy w jakichś innych światach.

                    Generalizujesz, uważasz jak w twojej okolicy się ludziom układa (?) to wszędzie
                    tak jest, nie jest !

                    > W Twoim są sami niemoralni, zwichrowani psychicznie rozwiedzeni, krzywdzący
                    > swoje dzieci.

                    Może z tą niemoralnością to przesada ale akurat takie są moje obserwacje ...

                    > W moim są normalni, nie książkowi bohaterowi, którzy w paru przypadkach
                    > świetnie dogadują się po rozwodzie, część tak sobie.

                    > Przypadek w którym są jakieś wielkie konflikty, szarpanie się o dzieci, znam
                    > w praktyce tylko jeden.

                    A ja znam kilka, w tym co najmniej 2 bardzo blisko.

                    > Stabilnego układu, nie znaczy koniecznie pełnej, obrazkowej rodziny.

                    No niestety tu się nie zgodzę z tym "nie znaczy koniecznie pełnej" ...
                    Widziałem skutki tego w czasie i to niejeden raz.

                    > Szczęście i prawidłowy rozwój dzieci zalezy w głównej mierze od poziomu
                    > rodziców, miłości i uwagi jaką poświęcają dzieciom, a nie od tego czy rodzice
                    > spędzają czas pod jednym dachem.

                    Poziom rodziców tak, ale jak można mówić o poziomie ludzi, którzy nie potrafią
                    się między sobą dogadać w sprawach spornych ? Przecież dziecko wyczuje
                    ten "poziom".
                    Niestety, także i bycia w zasięgu dziecka pod jednym dachem.

                    > Właśnie to chciałam Ci jakiś czas temu napisać, ale dobrze że wyszło to od
                    > Ciebie samego. Powinieneś to przemyśleć.

                    Miałem pełną rodzinę, aczkolwiek bardzo wczesnie zakończyłem takie typowe
                    dzieciństwo ze względu na chorobę Ojca,to też zaciążyło nad moim życiem ale na
                    to nie miałem wpływu (oczywiście mogłem uciec i olać wszystko)
                  • lupus76 Re: A Ty kontynuujesz... 26.01.07, 10:56
                    Znowu książki i statystki. A mi swiat wkoło pokazuje że te statystyki można o
                    > kant d.. potłuc. Część przypadków przebiega według książkowego wzorca, równie
                    > wiele jak nie więcej całkiem inaczej.

                    Słowko na marginesie dyskusji - w obronie statystyki. Otóż statystyka pokazuje
                    pewne uogólnienie jakiegoś fragmentu rzeczywistości. Nie znaczy więc, że mają
                    się do niej stosować wszystkie przypadki - ale jest pokazana pewna tendencja,
                    czy nasilenie danego zjawiska. Nie odrzucałbym tak po prostu wszelkich
                    statystyk, bo mogą nam powiedzieć dużo o naszym życiu...
                    • angelina.26 Re: A Ty kontynuujesz... 26.01.07, 11:06
                      > Słowko na marginesie dyskusji - w obronie statystyki. Otóż statystyka
                      pokazuje
                      > pewne uogólnienie jakiegoś fragmentu rzeczywistości. Nie znaczy więc, że mają
                      > się do niej stosować wszystkie przypadki - ale jest pokazana pewna tendencja,
                      > czy nasilenie danego zjawiska. Nie odrzucałbym tak po prostu wszelkich
                      > statystyk, bo mogą nam powiedzieć dużo o naszym życiu...
                      Pewnie, że statystyki mają jakieś znaczenie i nie chodziło mi o negowanie ich
                      wartości. Tylko niewiele dadzą statystyki jeśli przy ocenie pewnych zjawisk nie
                      bierze się własnych czy cudzych prawdziwych doświadczeń.
                      Gdybyś dokładniej wczytał się w posty pewnego pana (nie polecam ;-)) to
                      wiedziałbyś że On powołuje się na statystyki, książki, badania naukowe, tylko
                      po to żeby na siłę udowadniać swoje tezy, a o praktyce i realiach w pewnych
                      kwestiach ma niewielkie pojęcie.
    • annna84 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:20
      Chciałabym umieć być szczęśliwą singielką. Potrafię wymienić mnóstwo zalet
      samotności, ale i tak czuję, że mi kogoś brakuje. I już sama nie wiem co
      lepsze. Samotność jest smutna, a bycie razem nie jest łatwe, i rozstanie zawsze
      cholernie boli:( Ehhhh
      • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 18:26
        Nie przesadzasz troche nazywajac siebie singielka w wieku 22 lat? To chyba normalne, ze kiedy nie jest sie w zwiazku, to jest sie samemu. Po co ten stan nazywac singlowaniem?
        • annna84 Re: Singlowanie 24.01.07, 18:44
          purecharm napisała:

          > Nie przesadzasz troche nazywajac siebie singielka w wieku 22 lat? To chyba
          norm
          > alne, ze kiedy nie jest sie w zwiazku, to jest sie samemu. Po co ten stan
          nazyw
          > ac singlowaniem?

          A jaki według Ciebie jest odpowiedni wiek żeby nazwać się singlem?
          • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 18:47
            Dla mnie w ogole nazywanie sie singlem jest bez sensu, ale majac 22 lata czlowiek nie przezyl jeszcze jakichs wielkich dramatow milosnych, aby moc zdecydowanie powiedziec: zamykam sie na milosc i zwiazki.
            • sumire Re: Singlowanie 24.01.07, 20:21
              zgadzam się.
              zresztą całe to zamykanie się i mówienie, że miłość nie istnieje, to taka trochę samospełniająca się przepowiednia. przecież jeśli człowiek zakłada, że mu coś nie wyjdzie, to zazwyczaj istotnie nie wychodzi, bo sam się o to stara, żeby móc potem wzdychać: 'no tak, jak wiedziałem/-am, że tak będzie' ;))
              dorabianie filozofii do życia w pojedynkę też uważam za nonsensowne. byłam sama przez parę lat, sporo miałam przelotnych romansów, a ponieważ jestem bardzo niezależna, nadal nie potrzebuję wisieć na facecie. bycie sparowaną nie jest niezbędnym warunkiem mojego szczęścia - zresztą mam przyjaciół, mam świetną rodzinę. co nie zmienia faktu, że parę miesięcy temu zakochałam się po uszy w ciągu 30 sekund i jest mi z tym wyśmienicie, i wcale nie zamierzam tego zmieniać :)
              • mrowka.xyz Re: Singlowanie 24.01.07, 20:43
                No i super, tylko nie dorabiaj do aktualnego stanu filozofii: jesteś w takim
                punkcie, inni są w innym: wcześniej byli (albo nie byli) w fajnych związkach,
                bycie singlami nie było niezbędnym warunkiem ich szczęścia, a parę miesięcy temu
                w ciągu 30 sekund zapragnęli być sami i jest im z tym wyśmienicie i wcale nie
                zamierzają tego zmieniać.
                Dlaczego sparowani i dzieciaci wmawiają pozostałym, że znajdują się na jakimś
                wyższym szczeblu rozwoju?
                Kiedyś poznałam panią, która na własnym przykładzie twierdziła, że dopóki sie
                nie rowiodę i nie pochowam łasnego dziecka (!), nie będę nic wiedziała o
                prawdziwym życiu. Wciskanie innym swoich doświadczeń jako warunku dojrzałości
                jest ciut głupie.
                Co taki np. Jezus mógł wiedzieć o życiu, skoro nigdy się nie ożenił ani nie miał
                dzieci... Histeryczny stary kawaler, nie?
                • sumire Re: Singlowanie 24.01.07, 21:09
                  toż mówię, żem przeciwna dorabianiu ideologii i do bycia singlem, i do bycia szczęśliwą narzeczoną. bo skąd ja mam wiedzieć, co będzie za rok albo dziesięć lat? :)
    • nadinka_nadinka Re: Singlowanie 24.01.07, 18:50
      nie wiem, czy trzeba jakis predyspozycji. IMO, jezeli ktos lubi siebie i ma
      pasje, zainteresowania, znajomych itp. to latwiej mu byc singlem.
      lubie byc w zwiazku, ale jak bywam singlem to tez nie cierpie z tego powodu.
      • purecharm Re: Singlowanie 24.01.07, 18:54
        A co maja wspolnego pasje, zainteresowania z zakochaniem sie? Ja jestem w zwiazku, kiedy sie zakocham z wzajemnoscia, a nie wtedy kiedy sie nudze.
        • nadinka_nadinka Re: Singlowanie 25.01.07, 10:41
          purecharm napisała:

          > A co maja wspolnego pasje, zainteresowania z zakochaniem sie? Ja jestem w zwiaz
          > ku, kiedy sie zakocham z wzajemnoscia, a nie wtedy kiedy sie nudze.

          to, ze jak ktos ma co robic w zyciu to nie bedzie siedzial w domu biadolac jaki
          jest biedny i nieszczesliwy, ze nie ma partnera/partnerki, ew. wylewal swoje
          zale na forum. bedac z kims tez mu bedzie latwiej, i drugiej osobie tez, bo nie
          bedzie na nim wisial jak bluszcz, albo beczal, ze partner/partnerka idzie ze
          znajomymi na piwo/kregle itp, a on nie ma co robic. itd. itp.


    • cioccolato_bianco Re: Singlowanie 24.01.07, 19:08
      dlugo. nawet cale zycie ;)
    • kulka100 brawo luiziana! 24.01.07, 21:23
      To prawda ze faceci to cioty! Naprawde. Nie wierze laskom ktore mowia ze ich
      faceci to sa tacy mescy i wogole. Mam faceta i juz od 4 lat nad nim pracuje ale
      jak go poznalam to mozna go nazwac ciota. Nawet nie wiem co sie wydarzylo ze
      jestesmy razem.
      Czasami widze bardzo ladne laski z oblesnym albo grubym facetem. Oczywiscie
      maja dziecko i sadze ze tylko po to sa z tymi ciotami.
      • polla4 Re: brawo luiziana! 24.01.07, 21:28
        Żescie się poobrazały na cały męski gatunek, ale czekajcie, jeszcze was dopadnie
        strzała amora :)
        • kulka100 Re: brawo luiziana! 24.01.07, 21:31
          no mnie dopadla, ale cioty, ktora teraz sie wyrobila jak majtki w
          kroku...duzooooo pracy w to wlozylam oj duzo. dlugo trzeba by pisac o tym ale
          nawet namowilam go na kupno domu i zacigniecie kredytu czego ta "ciota" jeszcze
          4 lata temu strzsznie bylaby przeciwna i powiedziala ze kredyt jest dla
          idiotow:))))))
          • polla4 Re: brawo luiziana! 24.01.07, 21:35
            Biedny ten Twój mąż, pewnie go terroryzujesz:)
            • polla4 Re: brawo luiziana! 24.01.07, 21:37
              Aa, nie pisałas że to mąż, cos mi się uroiło :)
              • kulka100 Re: brawo luiziana! 24.01.07, 21:49
                jeszcze nie maz bo to taka niezdecydowana ksiezniczka jest jak to luiziana
                powiedziala:) terrooryzuje go na tyle na ile moge. aby by FACETEM a nie ciota i
                zeby sie za niego nie wstydzic. i bron boze nie zlapalam go na dziecko. jezeli
                kiedys bedziemy miec dzieci to moga wzrost i niebieskie oczy brac po tatusiu a
                reszte po mamusi:)
                • absurdello Wzrost i oczy po tatusiu, resztę po mamusi a ... 25.01.07, 00:10
                  raty kredytu na dom po rodzicach ;))))) (a i pewnie na obdzielenie ratami
                  wnuków starczy) ;))))))))))))))))))))))
                  • kulka100 Re: Wzrost i oczy po tatusiu, resztę po mamusi a 25.01.07, 14:35
                    nie martw sie. ja mam tak wspanilomyslnego i zaradnego tatusia ze coruni kupil
                    mieszkanko (bez kredytu). teraz corunia go wynajmie i bedzie splacac rate
                    kredytu:) wiec ani dzieci ani wnuki problemu miec nie beda. bez obaw. zeby
                    kazdy tatus byl taki jak moj to na siwecie lepiej by sie zylo:)
                • lupus76 Re: brawo luiziana! 26.01.07, 11:14
                  Mnie sięcoś widzi ( wnoskując z Twoich postów), ze w ciotę i pantofla, to on
                  się dopiero dzięki Tobie przeobraża. A swoją drogąwspółczuję nieszczęśnikowi -
                  bardzo miło się o nim publicznie wyrażasz...
                  • ewik_75 Re: brawo luiziana! 26.01.07, 12:38
                    lupus76 napisał:

                    > Mnie sięcoś widzi ( wnoskując z Twoich postów), ze w ciotę i pantofla, to on
                    > się dopiero dzięki Tobie przeobraża. A swoją drogąwspółczuję nieszczęśnikowi -

                    > bardzo miło się o nim publicznie wyrażasz...

                    Mam podobne odczucia……
                    Biedny ten facet kulki….
                    Swoja droga - może on rzeczywiscie jest mieczak, skoro wciąż pozwala tak się
                    traktować...
    • narzeczona12 Re: Singlowanie 24.01.07, 21:56
      ja bylam szczesliwym singlem 9 miesiecy...
      potem smaotnosc mi przeszkadzala..
      mialam dosc wiecznych imprez, umawiania sie z milionem facetow
      flirtowania,szalenstwa...

      i trafilam na niego
      a href= "http://www.skrypty.bizneswesele.pl/Pamietniki/pamietniki.php?mod=show&id=160" target="_blank" rel="nofollow"> stres przedmalzenski
      • mrowka.xyz Re: Singlowanie 24.01.07, 22:37
        A ja bylam szczęśliwa w zwiazku kilknaście razy po ileś tam miesięcy....
        Potem związek mi przeszkadzał....
        Miałam dość wiecznej wspólnoty, niemożności umówienia się z komkolwiek innym,
        flirtowania, szaleństwa...
        I dawałam sobie z nim spokoj.
        > stres pomałżeński
        • absurdello Ktoś by powiedział ... 25.01.07, 00:11
          niedojrzała emocjonalnie ...
      • mahadeva Re: Singlowanie 25.01.07, 10:54
        a po co sie umawiac z milionem facetow? :)
        ja jestem sama od poltora roku, poznalam w tym czasie dwoch gosci nadajacych
        sie na zwiazek, ale na razie sie przyjaznimy - choc z jedym to jest tak
        jakbysmy byli sobie bardzo bliscy :)
        ja tym czasem zajmuje sie soba, rozmyslam i jest ok
        ale ja nie uprawiam prawie wcale seksu i jakos daje z tym rade :)
        robie tylko to na co mam ochote, nie mam sily sie meczyc w zwiazku, tylko
        dlatego, ze tak trzeba :)
        ale lubie kochac innych, dobre relacje sa bardzo wazne :)
        a co jesli chcialabym miec zwiazki z dwoma facetami? :)
    • izabellaz1 Re: Singlowanie 24.01.07, 23:22
      Nie wiem czy to dopada każdego:) Wydaje mi się, że kiedy człowiek się "wyszumi",
      nie ma już ochoty biegać po klubach, pubach, imprezach, chciałby posiedzieć w
      domu może wtedy pojawia się jakaś myśl, potrzeba bycia z kimś. Rozmowy.
      Przytulenia.
      Ale tak tylko sobie myślę bo mogę nie mieć racji:)
      • trypel Re: Singlowanie 24.01.07, 23:34
        Możesz mieć. Po 10 latach siedzenia w domu i 7 siedzenia z dzieckiem chce mi się
        latać biegać jezdzić a nie siedzieć z kimś w domu :)
        • absurdello Jak to ''miło'' się czyta ... 25.01.07, 00:17
          - siedzenie z dzieckiem (męka, dopust boży) [współczuję temu dziecku, że tylko
          a może aż z nim siedziałeś męcząc się przy tym okrutnie i cierpiąc katusze]

          - siedzenie z kimś w domu (już nie z żoną czy mężem tylko bezosobowym kimś)

          po coś ty chłopie zakładał rodzinę, z masochizmu ? ;)))))))))))))))
          • trypel Re: Jak to ''miło'' się czyta ... 25.01.07, 08:07
            Jakbyś sie wysilił i poczytał między wierszami to byś zrozumiał co chciałem
            napisać :)
            A moje dziecko chyba miałoby na ten temat co innego do powiedzenia :)

            PS i tak uważam że siedzenie w domu z dzieckiem odmóżdża :)
      • lupus76 Re: Singlowanie 26.01.07, 11:28
        izabellaz1 napisała:

        > Nie wiem czy to dopada każdego:) Wydaje mi się, że kiedy człowiek
        się "wyszumi"
        > ,
        > nie ma już ochoty biegać po klubach, pubach, imprezach, chciałby posiedzieć w
        > domu może wtedy pojawia się jakaś myśl, potrzeba bycia z kimś. Rozmowy.
        > Przytulenia.
        > Ale tak tylko sobie myślę bo mogę nie mieć racji:)
        >

        Widzisz - nie wiem, jak to jest z innymi - ale ja nigdy nie lubiałem
        całonocnych balang, wycieczek do klubów i tp., natomiast z moją "samością"
        (używam słowa "samość" - dla odróżnienie od samotności - bo nie czuję się
        samotny) jest mi po prostu dobrze. Lubię po prostu spokój. I tyle :)
    • ishtarr Re: Singlowanie 25.01.07, 08:41
      A ja uwazam ze mozna byc szczescliwym i w zwiazku i jako singiel.
      Po 4 latach zwiazku rozstalam sie z chlopakiem, choc wszyscy mysleli ze sie
      pobierzemy. A ja po prostu wiedzialam, ze nie chce byc jego zona.
      Przez dwa lata bylam sama i bylam bardzo szczesliwa, odzylam po tamtym zwiazku.
      A pewnego dnia spotkalam wspanialego faceta i sie zakochalam.

      Zgadzam sie jednak, ze uwagi zonatych/zameznych oraz dzieciatych sa wyjatkowo
      wkurzajace.
      Chce miec dzieci, nie wyobrazam sobie nie miec za pare lat.
      Ale normalnie szlag mnie trafia, gdy slysze ze nic jeszcze o zyciu nie wiem bo
      dzieci nie mam. Ta wyzszosc jest dobijajaca!!! Przyrzeklam sobie, ze nie bede
      sie tak zachowywac, gdy ja zostane matka.
      • menk.a Re: Singlowanie 25.01.07, 09:17
        Tak jakby posiadanie dzieci było wyznacznikiem życiowej mądrości. Śmiechu warty
        argument;)
        Wracając do bycia szczęśliwym w pojedynkę. Hmm do pewnego stopnia pewnie można
        być. Zresztą człowiek nim będzie z kimś, powinien nauczyć się żyć samodzielnie.
        Jednak z doswiadczenia wiem, że szczęśliwiej jt z kimś. Ale do tanga trzeba
        dwoja. Nie każdy z każdym. ;)
        • ishtarr Re: Singlowanie 25.01.07, 09:45
          Zwlaszcza, ze dzieci maja rowniez ci, ktorzy ich miec nie powinni.
          • menk.a Re: Singlowanie 25.01.07, 10:34
            otóż to;)
    • mahadeva Re: Singlowanie 25.01.07, 11:01
      a co powiecie o innych rozwiazaniach, np bycie w kims zakochanym, przyjazn z
      nim, spotkania co jakis czas, a tak zajmowanie sie soba
      albo bycie zakochanym w 2-3 facetach na raz?
      czy kazdy zwiazek to musi byc malznstwo i dziecko?
      relacje sa tak roznorodne i tak cenne, ze chyba trudno tu narzucic jeden
      standard :)
      • sumire Re: Singlowanie 25.01.07, 11:08
        > czy kazdy zwiazek to musi byc malznstwo i dziecko?

        nie musi i nawet często nie jest :)
        • yukikoneko Re: Singlowanie 25.01.07, 11:55
          dlaczego niektórzy ludzie tak usilnie próbują wmawiać swoje potrzeby innym? to
          naprawdę smutne... to że ktoś czegoś potrzebuje nie znaczy że wszyscy inni
          potrzebują tego samego...

          swoją drogą, zastanawia mnie czy to nie zazdrość przemawia... zazdrość tych
          którzy nie potrafią być szczęśliwi sami i biadolą non stop...

          byłam juz w kilku związkach, krótszych i dłuższych... nie zostałam przez żadnego
          faceta jakoś straszliwie skrzywdzona... przyjaźnię się ze swoimi byłymi... nie
          chcę być w żadnym związku, bo tak mi jest dobrze... trochę już wyrosłam (czy
          jakkolwiek to nazwać) z potrzeby włóczenia się po klubach i ciągłego
          imprezowania - wolę siedzieć w domu własnym albo cudzym, sama albo ze znajomymi,
          obejrzeć dobry film, zagrać w jakąś grę, poczytać książkę... jak siedzę sama w
          domu też mi jest dobrze... mam swoje pasje, mam przyjaciół, mam czas dla siebie,
          nie jestem od nikogo uzależniona... mam samotność gdy jej potrzebuję, a
          potrzebuję jej często... jestem szczęśliwa i niczego mi w życiu nie brakuje...

          pozdrawiam

          yu.
          • mahadeva Re: Singlowanie 25.01.07, 12:24
            dokladnie, a jesli bedziesz sie chciala w kims podkochiwac to tez mozesz i
            spedzac z nim tyle czasu ile wam pasuje
            • kulka100 Re: Singlowanie 25.01.07, 14:42
              1. dzeci maja tez singielki i niech nie biadola jak to im ciezko jest i jakie
              to sa "doswidczone" i "madre" bo maja dzieci. Dla mnie wlasnie taki czlowiek
              jest glupi no chyba ze stac go na to zeby byc singlem z dzieckiem.

              2.Singlem mozna byc po slubie tez. Jest tutaj watek jednej laski ktora napisala
              jak widziala jak pan mlody na swoim weselu posuwal swiadkowa. hahahaha
              • mahadeva Re: Singlowanie 25.01.07, 18:08
                ale oficjalnie ma sie wtedy meza :)
                i juz nikt nie moze nazwac takiej dziewczyny swirnieta singielka :)
      • lupus76 Re: Singlowanie 26.01.07, 11:37
        Dla mnie idealny jest taki stan rzeczy, ze mamy 2 osobne miejsca zamieszkania i
        spotykamy się, jak mamy ochotę.
        • ewik_75 Re: Singlowanie 26.01.07, 11:50
          lupus76 napisał:

          > Dla mnie idealny jest taki stan rzeczy, ze mamy 2 osobne miejsca zamieszkania
          i
          >
          > spotykamy się, jak mamy ochotę.


          czyli takie "chodzenie ze sobą" jak za czasów nastoletnich...
          Dla mnei to było dobre jak miałam 19-20 kilka lat..

          teraz to byłoby stanowczo za mało.
          No, ale każdemu wg potrzeb...

          I nie chciałabym też teraz być czyjąkolwiek "dorywczą" dziewczyną. To byłoby
          dla mnie smutne - stanowić jeszcze jeden rodzaj "rozrywki" konkurencyjny z
          innymi.
          A nie o to przecież chodzi - przynajmniej mnie..
    • tunrida81 Re: Singlowanie 25.01.07, 20:29
      Zgadzam się dzisiejsi faceci to cioty do kwadratu. Wielu gejów, skaczących z
      kwiatka na kwiatek, mamisynków, nie chcących się ustatkować, a ci są sa normalni
      sa juz pozajmowani.
      • mahadeva Re: Singlowanie 25.01.07, 20:35
        skad taka racjonalna kalkulacja? milosc sie juz nie liczy?
      • zygmunt_wiadro Re: Singlowanie 25.01.07, 20:37
        Nieprawda, ja nie skaczę z kwiatka na kwiatek, pracuję i studiuję zaocznie na
        politechnice, więc nie mam czasu na kontakty z kobietami. Poświęcam życie
        towarzyskie bo chcę do czegoś dojść i takich facetów jak ja jest wielu, czy
        jesteśmy wszyscy ciotami, bo jesteśmy niepozajmowani ?
        • mahadeva Re: Singlowanie 25.01.07, 20:40
          co to w ogole znaczy ze facet jest ciota?
          ja dziele facetow na inteligentynych i kulturalnych i nieinteligentnych i
          niekulturalnych
          • zygmunt_wiadro Re: Singlowanie 25.01.07, 20:41
            Ona ma chyba na myśli nieudaczników.
        • sweetassugar Re: Singlowanie 26.01.07, 10:56
          Poświęcam życie
          > towarzyskie bo chcę do czegoś dojść i takich facetów jak ja jest wielu, czy
          > jesteśmy wszyscy ciotami, bo jesteśmy niepozajmowani ?

          a czy posiadanie życia towarzyskiego wyklucza mozliwość dojścia do
          czegokolwiek??
      • kulka100 metro sexualni 25.01.07, 21:41
        to nie geje kochana to metrosexualni faceci. kurde teraz sie zastanawiam ze
        fajne laski lapia grubych oblesnych bo reszta to geje i pseudo metro sexualni
        (cokolwiek to znaczy)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka