Dodaj do ulubionych

Jak często

06.06.07, 23:33
chcielibyście w nocy z kimś naprawdę porozmawiać
i za chwilę wydaje się wam, że jednak nikogo nie ma?
i to nie jest "singlowanie w związku", ale bolesna samość.
czas wziąć książkę. dobranoc i dobrego ciąągnącego się
weekendu.
Obserwuj wątek
    • koss.ania Re: Jak często 06.06.07, 23:46
      czasem sie zdarza, i wtedy naprawde nikogo nie ma..nie musi byc to noc, zdarza
      sie i za dnia..
      • czarny.onyks Re: Jak często 06.06.07, 23:49

        ale nocą samotność dopada nas mackami z kazdej strony...
        i dusi...

        w dzień jest inaczej
        za duzo sie dzieje, więcej hałasu....
        a nocą...
        życie zwalnie
        i pojawia się cisza i samotność, którą trudno zagłuszyć...
        • koss.ania Re: Jak często 06.06.07, 23:53
          zgadzam sie w zupelnosci, pytanie jak to zwalczyc, ja nie potrafie wtedy wziac
          ksiazki do reki i sie zaczytywac..
          • czarny.onyks Re: Jak często 06.06.07, 23:56
            ja nie walczęwink
            jestem zbyt zmęczona nocą, więc padam do łóżka i nie myślęwink
          • rekin.ludojad Re: Jak często 07.06.07, 00:45
            Książka, niegłupi artykuł dają konieczne rozhuśtanie, rozbujanie myśli. Impuls
            do zrobienia kolejnego kroku. Położenie się i myślenie "jest źle" zabija.
            Cieszę się, że odpowiedzieliście. Czyli ta samotność to jakaś przypadłość, która
            nie objawia się za dnia.
            Zaczytywanie się daje jakąś ucieczkę do innego świata, bo ja wiem, czy
            równoległego? Zdarza się.
        • cafe_girl Re: Jak często 06.06.07, 23:59
          Bo w nocy wyłażą z kątów wszystkie strachy
    • sorrento_8 Re: Jak często 06.06.07, 23:58
      rekin.ludojad napisał:

      > chcielibyście w nocy z kimś naprawdę porozmawiać
      > i za chwilę wydaje się wam, że jednak nikogo nie ma?

      za często...
    • cafe_girl Re: Jak często 07.06.07, 00:05
      rekin.ludojad napisał:

      > chcielibyście w nocy z kimś naprawdę porozmawiać
      > i za chwilę wydaje się wam, że jednak nikogo nie ma?
      ostatnio coraz częściej
      i trudno się przyzwyczaić po tym jak kiedyś było tak, że o każdej porze było z
      kim porozmawiać


      • alo_ha !!! 07.06.07, 00:10
        Szanowne Forumostwo proszę nie dramatyzować tylko wziąć się w garść !!! wink
    • ovis_ammon Re: Jak często 07.06.07, 00:12
      przeczytalam ostatnio ksiazke Obermannovej, nie zeby to byla jakas liteatura
      nadajaca sie nawet w tej kadencji na liste lektur, ale jedna rzecz byla dla
      mnie ciekawa
      Pani-Autorka twierdzi, ze doroslosc polega miedzy innymi na uswiadomieniu sobie
      faktu ze zawsze jestesmy tak naprawde sami
      i cos w tym chyba jest
      a cala sytuacja jest dowodem, ze ksiazka moze byc calkiem niezlym interlokutorem
      • pomysl.po.wypiciu Re: Jak często 07.06.07, 00:15
        uff pod tym wzgledem doroslem bez czytania ksiazki :]
        • ovis_ammon Re: Jak często 07.06.07, 00:23
          a ja mialam zludzenia, o slodka naiwnosci!
    • rekin.ludojad Re: Jak często 07.06.07, 00:40
      Koło łóżka leżał sobie dodatek do Polityki z 26 maja. Rozmowa z
      psychoonkologiem, niezwykle poruszająca. Mądra. I także o tym, że jesteśmy
      samotni niezależnie od faktu, ilu dookoła nas ludzi. I że depresja będzie
      chorobą XXI wieku. Bo jesteśmy samotni w znaczeniu braku wsparcia społecznego.
      Nie mamy z kim naprawdę porozmawiać. Nie umiemy?
      Tak przy okazji - jakie macie zdanie nt. pracy w wielkich korporacjach? Coraz
      częściej myślę, iż odczłowieczają. Niesłusznie?
      • ovis_ammon Re: Jak często 07.06.07, 00:54
        rekin.ludojad napisał:
        > Koło łóżka leżał sobie dodatek do Polityki z 26 maja. Rozmowa z
        > psychoonkologiem, niezwykle poruszająca. Mądra. I także o tym, że jesteśmy
        > samotni niezależnie od faktu, ilu dookoła nas ludzi. I że depresja będzie
        > chorobą XXI wieku. Bo jesteśmy samotni w znaczeniu braku wsparcia społecznego.
        > Nie mamy z kim naprawdę porozmawiać. Nie umiemy?

        hm... sami - czyli to o czym pisalysmy z Ireną O. - to nie do konca to samo co
        samotni
        ale masz racje, wiezy spoleczne, przynajmniej te do ktorych ludzie byli
        przyzwyczajeni od poczatku pojawienia sie zycia spolecznego, wlasciwie sa w
        rozkladzie
        ale pojawiaja sie nowe - chociazby to, ze mozemy sobie teraz napisac pare slow,
        to ze coraz bardziej role rodziny przejmuja przyjaciele, nasi partnerzy staja
        sie przyjaciolmi, przyjaciele partnerami, obce osoby udzielaja sobie wsparcia w
        ramach przeroznych grup...., zmienia sie struktura, organizacja wiezi
        spolecznych, wszytko sie staje plynne, mniej ustrukturalizowane
        pytanie tylko czy wszyscy beda w stanie odnalezc swoje miejsce w takim
        spoleczenstwie

        > Tak przy okazji - jakie macie zdanie nt. pracy w wielkich korporacjach? Coraz
        > częściej myślę, iż odczłowieczają. Niesłusznie?
        niestety nie mam doswadczen w tym zakresie, pracowalam w jednej duzej, starej i
        na wskros polskiej i jak sie pozniej przekonalam po malej, nowej, zachodniej ta
        duza-stara-polska byla znacznie lepiej zarzadzana i znacznie mniej
        indoktrynowala pracownikow
        mam za to znajomych w duzych korporacjach - i naprawde duzo zalezy od tego czy
        sie dasz czy nie, czy postarasz sie wyciagnac to co dla Ciebie dobre (rozwoj +
        kasa) bez sprzedawania duszy i calego swojego wolnego czasu
        • rekin.ludojad Re: Jak często 07.06.07, 01:03
          Jeśli chodzi o internetowe grupy wsparcia - są czymś bardzo cennym. Nie wiem, bo
          nie znam, jak funkcjonują rzeczywiste grupy oferujące wzajemne wsparcie ich
          uczestnikom.
          Nie chcę wchodzić w zbanalizowaną śieżkę "znieczulica/anonimowość/brak
          kontaktów międzysąsiedzkich", bo to za proste. Bardziej interesuje mnie brak
          otwartości między ludźmi. Chamstwo ze strachu. Udaję, że jest fajnie, zamiatam
          pod dywan, bo...?
          • rekin.ludojad ps 07.06.07, 01:10
            Owa psychoonkolog mówi wprost o obowiązku uznania własnej słabości (dzisiejsze
            wagary z pracy fajne były, konsekwencje mam poniżej pleców smile
            Czy obecny świat pozwala na słabość? Czy podtrzymają mnie/Ciebie, jeśli będę
            chciał się na trochę wywalić? Nie...Kopną. Z satysfakcją. Czego się boją?
            • ovis_ammon Re: ps 07.06.07, 01:39
              Nie do konca chyba rozumiem o co Ci chodzi, ale postaram sie ustosunkowac do
              tego co mi sie wydaje ze napisales.

              > Bardziej interesuje mnie brak otwartości między ludźmi. Chamstwo ze strachu.
              > Udaję, że jest fajnie, zamiatam pod dywan, bo...?

              Kurcze, i same banaly mi przychodza do glowy.

              Kiedy sie boimy? Kiedy cos nam zagraza. Boimy sie otwartosci bo swiadomie lub
              nie uwazamy ze mozemy zostac skrzywdzeni. Czy mamy tak od dziecka? Podobno nie.
              Czy nasze zle doswiadczenia zawsze powoduja zamkniecie? Chyba nie. Dlaczego
              jedni sie zamykaja a inni nie? hm... Moze u jednych potrzeba bycia z innymi
              jest silniejsza od strachu a u innych nie? Moze ktos skrzywdzony zostal na sile
              wepchniety miedzy ludzi (jakies grupy wsparcia) i to mu pomoglo.
              Brak otwartosci - nie tylko strach, ale tez np. inne priorytety i swiadomosc ze
              otwarcie sie na innych spowoduje byc moze jakies przywiazanie do tych innych i
              zamiast zrobic jeszcze jakis projekcik albo zdobyc mt.everest, bede wolal - o
              zgrozo - isc z kims na piwo, tez egocentryzm, niezauwazanie ze inni maja jakies
              uczucia, czesto wtedy kiedy nie zauwaza sie juz nawet wlasnych uczuc, bo sa
              zbedne, nieefektywne i tylko przeszkadzaja.

              Chamstwo - nie tylko strach ale tez zachowania grupowe - walka o pozycje badz
              jej manifestacja. Ale przeciez chamstwo nie wiaze sie z brakiem otwartosci.....

              A jak udaje ze jest fajnie (bo normy spoleczne, bo olewam wiec nie budzi to
              zadnych emocji nawet negatywnych, bo mam projekt na jutro do zrobienia i nie
              mam czasu) to oczywiscie brak otwartosci i szczerosci ale co to ma wspolnego z
              chamstem....

              > Czy obecny świat pozwala na słabość? Czy podtrzymają mnie/Ciebie, jeśli będę
              > chciał się na trochę wywalić? Nie...Kopną. Z satysfakcją. Czego się boją?

              Tu sie z Toba nie zgodze. Wszystko zalezy od tego jaka masz rodzine,
              przyjaciol, znajomych. Od maja nie mam pracy, nie bylam w stanie dluzej
              wytrzymac. Na dodatek na raie sama mysl ze mam isc znow na etat powoduje zwrot
              wszystkiego z wczorajsza kolacja wlacznie. I nikt, nawet moi super-ulozeni
              rodzice, nie doluja mnie w tej sytuacji.
              A dlaczego niektorzy jednak kopia? - Pewnie dla tego samego powodu dla ktorego
              wiesza sie koty na drzewach. Bo nieprawda ze nie kopie sie lezacego. Efekt np.
              fali w wojsku, albo moze lepiej efekt opierdzielania przez kolejnych
              przelozonych w dol. Frustracje trzeba jakos wyladowac.


              troche te moje mysli niezbyt poskladane, a raczej strasznie haslowe, ale nie da
              sie tak w pare minut

              [z przykroscia musze przerwac nasza konwersacje ale chyba trzeba juz sie
              polozyc.... spokojnej nocy zatem]
            • mascarponea Re: ps 07.06.07, 03:24
              Coś w tym jest...jednak w moim odczuciu, to nie otoczenie - to my sami nie
              pozwalamy sobie często na słabość. Niejako właśnie dopasowując się do
              wspomnianego świata. Świata ludzi sukcesu. To taka "logika koła". Poniekąd nie
              ma się już siły, ale w niektórych stanach trwa się nieustannie. Wszystko to
              popycha nas w stronę wspomnianej na początku "samotności w tłumie"... pytanie
              tylko, czy taka samotność bardziej nas ubogaca, czy też staje się przyczyną
              naszej frustracji?
    • tysia131 Re: Jak często 07.06.07, 00:49
      Czesto? to tez jest umowna sprawa, ale ja nie o tym... mnie przedwczoraj to
      zlapalo - lezalam w lozku, ryczalam jak bobr, wilam sie z bolu (bo byl on
      niemalze namacalny) i mialam ochote wielka z kims pogadac, ale zaraz tez
      uswiadomilam sobie ze raczej nie mam z kim... To znaczy mam przyjaciol i pewnie
      nie mieliby mi za zle ze ich obudzialm w srodku nocy, ale... Nie zrozumieliby
      tego co mialam, co chcialam przekazac... Czlowiek mi mo wszystko jest sam ze
      swoimi emocjami, tylko ty sam wiesz co przezywasz, jak to przezywasz i jak to
      jest wazne dla ciebie...
      • rekin.ludojad Re: Jak często 07.06.07, 00:56
        ...oczywiście, ale ktoś może potrzymać Cię wtedy za rękę, przelać otuchę, siłę,
        powiedzieć, że ból minie. Albo pomoże uczynić go znośniejszym. Jesteśmy wobec
        siebie bardzo nieuważni. Dlaczego?
        • rosa_portogallo Re: Jak często 07.06.07, 13:42
          Trudne pytania rekinie zadajesz...Ciekawe. Ja czesto nie mam z kim porozmawiac,
          wlasnie noca...Staram sie wtedy czyms zajac, by nie myslec zbyt wiele - tv,
          ksiazka, internet. Czasem noca ide na spacer z psem i odkrywam ze nie wszyscy
          spia...Chcialabym miec inny tryb zycia, by nocy wogole nie bylo (poranne
          wstawanie, wczesny sen). Dlaczego jestesmy nieuwazni? Mysle, ze wielu ludzi jest
          zafiksowanych na wlasnych problemach, obsesjach, fantazjach i nie ma glowy do
          zajecia sie tymi, ktorzy sa obok. Przyzwyczailam sie. Nie wymagam juz tego od
          swiata. Czasami od blizszych osob, co nie oznacza, ze zawsze dostane:] Krotko
          moge opisac swoj stan jako pogodzenie z samotnoscia. Mam nadzieje, ze nie na
          zawsze. Ale tego nigdy nie wiadomo...
    • m_s_z Re: Jak często 07.06.07, 08:39
      Nigdy. W nocy śpię jak zabita.

      Czasami czuję się strasznie prostacko na tle tych wszystkich egzystencjalnych
      dylematów, które się tu ostatnio pojawiają wink

      --
      10063703
    • joannab36 Re: Jak często 07.06.07, 09:04
      Nigdy nie mam takiej ochoty, w nocy staram się zasnąć natychmiast po
      przyłożeniu głowy do poduszki i przeważnie mi się to udaje.
      Rzadko się rozklejam, ale wtedy tym bardziej wolę być sama, bo nie chcę swoimi
      problemami obciążać innych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka