motylekaaa
31.01.07, 16:41
Bardzo wczesnie rozpoczelam wpolzycie. Przez wszystkie te razy stosowalismy
stosunek przerwyany, mając na wzgledzie jego zawodność. Nie dopuszczalismy
do 'pelnego stosunku'. To byly na prawde przyjemne chwile. Doprowdzilo to do
tego,ze stosdunek przerwywany byl dla nas pewna, niezawodna metoda
antykoncepcji. Pamietam jak po szkole, w weekendy, gdy nikogo nie bylo
zostwalismy razem, u niego, u mnie, w koncu gdy w pokoju obok byli rodzice.
Tak minela nam szkola srednia, troche studiow. I pewnego razu, niczym,
nierozniacego sie od tamtych, 'jakos tak', chyba troche bezwolnie z mojej, a
pewniej z jego strony-odbyl sie nasz pierwszy, pelny stosunek. Bylam
wsciekla. Czulam sie brudna, zbrukana. Wtedy nie przyszlo mi do glowy,ze
wlasnie..zaszlam w ciaze. BO przeciez ja nigdy nie zachodzilam. Wszyscy,
tylko nie ja. A teraz, to przeciez jego wina- on sobie pozwolil. Skoro wina
nie byla moja, ja psychicznie tego nie chcialam.. to nie jestem w ciazy.
Kilka dni pozniej moje cialo zaaragowalo awaryjnie. Kilka dni po... Ze
smiechem myslslam: ciaza, ja:zartowalam z koleznaką... Oczywiscie objawy
ustapily, ale zaczely sie inne. Poza tym za 2 tyg. mialam dostac okres.. i
juz, juz powinnam miec, tak czeste u mnie objawy zblizajacego sie okresu, a
tu wszystko 'zeszlo'. Jak z balona. Pewnej nocy nie bylo juz wytlumaczenia i
zrozumiamlam. Czolagalam sie po podlodze i ryczalam w ciszy. Wychodzil 2
tydzien-liczylam od tamtego 'razu'. Byl lekarz, test. Gdy poszlam do lekarza-
to juz go powiadomilam. Zbadal. Nigdy dotad nikt mnie nie badal. Nigdy mnie
zadne badanie mnie tak nie upokorzylo. Bylam taka mlodziutka, taka czysta,
dziewicza. Pozwolilam rozwinac sie tej ciazy. W 13 tyg. dosc mocno juz
przytylam. Nosilam te same ubrania, te same rozmiary. Do 5,6 misiaca nie
zmienialam ubran. Upychalam brzuch. Nosilam XS-S. Bardzo balam sie myslec, ze
moge 'tam zainterweniowac, balam sie tez, ze samo ze mnie ujdzie. Brzydzialam
sie i traktowalam jako obce. Dzis, gdybym sama siebie spotkala na drodze,
taka 'z wtedy', wzielabym za reke, poszla do lakarza, kupila postinor,
cytotec. Dokladnie byl wytlumaczyla. Upewnila. Nakreslila, ze lepiej nie
mowic, zapomniec, pojsc dalej, ze to dopiero 4 tydzien, ze jeszcze mozna.
Powiedzialabym-jakie bedzie moje zycie, gdybym urodzila. Przytulila, poscila,
powiedzila; no idz, idz, ratujesz siebie.
Tak bym zrobila. Bo nie tylko zaluje sie aborcji, ale i siebie