niezapominajka44
07.02.07, 12:45
jestem zagubiona, czuje silną potrzebe kochania i pragnienia aby ktos darzył
mnie uczuciem.Nigdy bym nie pomyslała ze z tego powodu moge miec myśli
samobojcze i wogole jakies schizy i urojenia.Owszem mam męza ,dziecko ale nie
czuje tej "męskiej" miłości w stosunku do mnie i ja jestem obojętna na
wykazywanie się.Owszem gdy jestem chora mąż zajmuje sie mną pod warunkiem ze
to cos powaznego,ale i tak musi wspomniec ze spieszy sie do pracy.Nie,nie ma
nikogo,choc czasem szkoda ,moze zazdrosc obudziłaby uczucia.Na chwile obecną
nie widze sensu w codziennym wstawaniu rano.Chce kogos pokochac,konkretnie
faceta, w zasadzie w 50% których na codzien spotykam widze tego
potencjalnego,któremu moge dac cos z siebie i miec jego miłość.czy ja juz
całkiem zwariowałam czy to tylko początki??Dodam juz ze nawet mam plan na
zejscie z tego świata jesli nic sie nie zmieni w moim zyciu uczuciowym i nikt
sie mną nie zaopiekuje...