Dodaj do ulubionych

Moja rodzina kontra ja

20.04.03, 22:13
Mam męża i dzieci. Zasadniczo tworzymy szczęśliwą rodzinę, dużo czasu
spędzamy razem i wyjeżdżamy za miasto kiedy tylko możemy. Jest nam ze sobą
fajnie i bardzo się kochamy. Jednak od pewnego czasu moja własna rodzina
powoduje, że jestem rozdrazniona, ciągle zdenerwowana i zaczyna znikać
bezpowrotnie moje poczucie własnej wartości. Chodzi o to, ze jestem czymś w
rodzaju kozła ofiarnego . Nic nie robię dobrze, nic co robie nie budzi
entuzjazmu. Podam kilka konkretnych przykładów, żeby było łatwiej mnie
zrozumieć. Mąż kilka razy dziennie pyta mnie czy go kocham. Odpowiadam,że
oczywiscie tak, na co mąż - to czemu nigdy mi tego nie mówisz? Nie odczuwam
potrzeby powtarzać co chwile kocham cie. No, ale wiem, że on tego oczekuje,
więc w miarę możliwości staram się o tym pamiętać. Jednak gdy to ja pierwsza
mówię mu, że go kocham, zawsze spotykam sie z reakcją w stylu: ojej, czymże
zasłuzyłem sobie na tyle dobroci? Albo jakimś innym ironizowaniem. Mąż ma
zawsze żal, ze jestem za mało czuła i często sie na to skarży. Ale gdy ja
podchodzę do niego i go na przykł. całuję, zawsze reaguje podobnie: ironia,
ze co to się stało, że okazuję uczucia, albo podejrzewa, że coś od niego
chcę (pieniądze, o czywiście...) i zawsze niby żartem tak właśnie reaguje.
Błędne koło, bo po pierwsze ja wcale nie potrzebuje ciągle okazywać uczuc,
ale tym bardziej nie mam na to oczhoty, gdy wiem z góry, ze jeśli to zrobię,
spotka mnie ironiczny, złośliwy, niby żartobliwy komentarz. Mój maż myśli,
że jest to dla mnie równie zabawne jak dla niego, ale naprawdę na dłuższą
metę jest to nie do zniesienia. Ponadto dzieci - zawsze biorą stronę męża we
wszystkich poważnych i żartobliwych , mniejszych i większych sporach. Dla
jasnosci przykład: Robimy wojnę na poduszki - zawsze jestem jednoosobową
drużyną przeciwko drużynie taty i majtków w postaci naszych pociech. Nigdy
w tych zabawach żadne dziecko nie chce "walczyc" w moim "obozie". Jest to
oczywiście zabawa, ale momentami zaczyna mi byc autentycznie przykro z tego
powodu. Inne sytuacje: powtarzam po kilka razy , zeby sie dzieci umyły bez
skutku. W pewnym momencie do akcji wkracza mąż- mówi coś w sensie :pokażmy
teraz mamie kto tu ma autorytet w tym domu i dzieciaki na wyścigi biegną do
łazienki specjalnie po to, żeby pokazac mi, ze to taty słuchaja, a mnie sie
wcale nie boją. Cokolwiek ugotuje lub zrobię na śniadanie lub kolację, chyba
nigdy nie zdarzyło się, żeby ktokolwiek był zadowolony - zawsze grymasza,
łącznie z meżem, ktory komentuje wszystko jako niedosolone, przypalone,
niedosmażone. Robi to zawsze niby w żartach, ale dzieci tego słuchają i
biorą z niego przykład. I tym sposobem nigdy nie mogę zobaczyc swoich dzieci
jedzących cokolwiek z apetytem, bo zawsze mają jakieś zastrzeżenia. Ich
sprzeciw spotykam zresztą na każdym kroku - nigdy nie chcą ubrać się w to,
co im daję, nigdy nie chcą wracac do domu o godzinie , którą ja ustale,
niczego, co ja proponuję nie przyjmuja bez dyskusji, podczas gdy wszystko,
co powie tata jest w zasadzie świete. A mąż non stop powtarza przy nich, ze
tak właśnie wygląda dyscyplina i ze to on ma prawdziwy autorytet. Kiedy
mówię o tym meżowi, on wszystko obraca w żart, a mnie jest coraz bardziej
przykro i czuję sie beznadziejna, niepotrzebna, najgorsza w całej naszej
skądinąd wesołej rodzince. Nie wiem już co mam robić. Czuję sie bezradna,
nie potrafię o tym rozmawiać z mężem, bo on uważa, że szukam problemów tam
gdzie ich nie ma i że ze wszystkim przesadzam. Ja też nie uwazam, że są to
jakieś bardzo poważne problemy, ale po prostu jest mi coraz bardziej przykro
i czuję się coraz mniej warta w oczach własnych dzieci, męża i samej siebie.
Nie wiem co mam dalej robić i jak wybrnąc z tej sytuacji.
Obserwuj wątek
    • Gość: .................. Re: Moja rodzina kontra ja IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 20.04.03, 22:29
      Mysle, ze ty tez powinnas okazac troche dyscyplinki, i to nie
      tylko do dzieci, ale tez do meza. Rozumiem jego zartobliwe
      podejscie, ale gdzies granica powaznosci tez w kazdym malzenstwie
      powinna byc ustalona. Byc moze dalas sie pojechac, i teraz
      wygladasz poniekad jak gaska (nie obraz sie chociaz). Dziwi mnie
      troche to, ze twoj maz dopomina sie potwierdzenia twojej milosci.
      Osobiscie powiem, ze ja zadnej kobiety nigdy nie pytalem czy mnie
      kocha (przynajmniej nie moge sobie takiego czegos przypomniec), bo i
      po co? Skoro kobieta obejmuje, caluje, jest razem w lozku dla
      przyjemnosci itd. to juz wystarcza, by stwierdzic te milosc. Nie
      znam twojego faceta, nie bede sie tez rozpisywal o tym. Wydaje mi
      sie jednak, ze on malo ciebie szanuje, moze niedocenia poprostu.
      Moze nawet ceni mocno, ale proby "niedoceniania" ciebie przynosza
      mu swojego rodzaju rozrywke. Nie wiem. Pozdrawiam swiatecznie.
    • soczewica Re: Moja rodzina kontra ja 20.04.03, 22:44

      nie wiem czy to dobry pomysł, ale wydaje mi się, że twój mąż powinien
      przeczytac tego posta, to może do niego dotrze, że nie wszystko jest cacy i
      mniam.

      soczewica
      • Gość: Anton Re: Moja rodzina kontra ja IP: 195.94.204.* 05.05.03, 14:31
        Jeśli wolno się wciąć, to myślę, że to dobry pomysł - dać mu to do przeczytania
        jako list. Wtedy nie będzie mógł wejść w słowo, przerwać, ani obrócić sprawy w
        żart. I albo weźmie sobie do serca, albo odpisze, albo się rozzłości. Tak czy
        inaczej, będzie większa jasność co do sytuacji.
    • anahella Re: Moja rodzina kontra ja 20.04.03, 22:47
      Ciekawa jestem czy maz wyniosl to z domu? Jaki jest uklad w jego domu
      rodzinnym?
    • daffne Re: Moja rodzina kontra ja 20.04.03, 23:30
      Mysle , ze powinnas cos z tym zrobic zeby nie bylo byc moze jeszcze gorzej...Mam dla Ciebie propozycje mozesz skorzystac lub nie :))
      Co do mowienia czulosci swojemu mezowi ...moze tak...jesli dasz rade" przemeczyc" sie dzien lub pare dni ...mow mu co chwilke jak bardzo go kochasz ...normalnie co chwilke tak zeby poczul ze ma przesyt tego slowa.Zudza mu sie w koncu docinki .
      Co do dzieciatek...nie powiedzialas ile maja lat ..jesli sa starsze...ja bym zrobila tak ...skoro nic im nie smakuje -bo niby przypalone , przesolone....ktoregos pieknego dnia nie zrobilabym poprostu obiadu ...na pytanie meza i dzieci dlaczego nie ma obiadu .odpowiedz jest prosta - bo Wam ciagle niesmakuje bo ciagle przypalone przesolone to dzisiaj na obiadek powiedzmy kanapki z serem kazdy robi sobie sam.Maz jak i dzieci zrozumieja i docenia Twoje obiady sama zobaczysz.
      Dzieci nie sluchaja twoich polecen co do ktorej godziny moga szalec na podworku....to chyba najtrudniejsze...moze przez jakis czas nie mow im do ktorej godziny moga sobie chasac , same zobacza , ze cos jest nie tak , ze mama im nie mowi co maja robic....tylko z dziecmi to nie wiadomo moze im sie to tak spodobac , ze nawet o mamie nie pomysla...
      Ehh nie wiem czy zbytnio nie namieszalam ale ja tak wlasnie bym zrobila....moze to pomoze.
      Pozdrawiam serdecznie :)
      • czikulinka Re: Moja rodzina kontra ja 20.04.03, 23:44
        Anahella - w jego domu nie było ojca, bo wczesnie zmarł, było trzech synów i
        matka, z teściową mam niezbyt bliskie kontakty bo mieszkamy pół Polski od
        siebie.


        Daffne, bardzo dziękuję za pomysły, nie wiem czy będzie mnie stać na to, żeby
        nie zrobić dzieciom obiadu. Mają 10, 8 i 7 lat. Może kiedyś spróbuję. Ja po
        prostu chciałabym raz jeden w życiu powiedziec macie wrócic o 15.oo i usłyszec
        OK mama, o 15.oo będziemy w domu. Albo: na obiad jest żurek i usłyszeć ok
        dawaj ten żurek bo jesteśmy głodni. Ale ja wiecznie , naprawde wiecznie
        słyszę : Eeeeee, nie chcemy żurku, eeeee możemy zostać do 15.30 na podwórku?
        eeee nie chcę tych spodni, eeee nie chcemy jeszcze spać. Marzy mi się, , śnię
        po nocach, żeby cokolwiek wyegzekwować bez tego ględzenia, tłumaczenia,
        sprawnie i szybko. Marzy mi sie, żeby ktoś w tym domu powiedział mam jest
        super, słuchamy dzisiaj mamy. Cokolwiek, jakiś odruch empatii. Nikomu nie chce
        sie wczuc w moja sytuację. Ojciec zawsze staje po stronie dzieci, dzieci
        zawsze po stronie ojca, wszyscy uważają że to bardzo zabawne, tylko kiedy mam
        godzić kłócace się córki, to mój maż uważa, że ja sobie najlepiej z tym
        poradzę, bo tak naprawdę jest mu wygodniej siedzieć przed telewizorem i
        zostawić dzieci na mojej głowie. Moze ja przesadzam, nie wiem, ale po prostu
        mam czsem dosyć. Przepraszam, ze w swieta taki smętny temat wprowadziłam.
        Jakoś tak mi się to wszystko dzisiaj zebrało. JEszcze raz przepraszam, ze
        psuje wieczór świąteczny.
        • daffne Re: Moja rodzina kontra ja 20.04.03, 23:55
          Nie przesadzasz ,skoro tak sie czujesz to na pewno jest cos nie tak.Kazdy pragnie milego slowa, doceniania, zauwazenia a nie ciagle krytykowania.I ja doskonale Cie rozumiem...
          Zycze powodzenia:)
        • anahella Re: Moja rodzina kontra ja 21.04.03, 02:10
          czikulinka napisała:

          > Anahella - w jego domu nie było ojca, bo wczesnie zmarł, było trzech synów i
          > matka, z teściową mam niezbyt bliskie kontakty bo mieszkamy pół Polski od
          > siebie.
          Aha - czyli to matka w domu nosila spodnie a on teraz sobie odbija:( Wez i ty
          czasem "zaloz spodnie". Tak jak dziewczyny radza. Pamietaj ze nikt cie nie
          bedzie szanowal dopoki sama nie zaczniesz szanowac siebie.
        • Gość: brenda Re: Moja rodzina kontra ja IP: *.de.ibm.com 05.05.03, 14:43
          czikulinka napisała:


          > Daffne, bardzo dziękuję za pomysły, nie wiem czy będzie mnie stać na to, żeby
          > nie zrobić dzieciom obiadu. Mają 10, 8 i 7 lat. Może kiedyś spróbuję. Ja po
          > prostu chciałabym raz jeden w życiu powiedziec macie wrócic o 15.oo i
          usłyszec
          > OK mama, o 15.oo będziemy w domu. Albo: na obiad jest żurek i usłyszeć ok
          > dawaj ten żurek bo jesteśmy głodni. Ale ja wiecznie , naprawde wiecznie
          > słyszę : Eeeeee, nie chcemy żurku, eeeee możemy zostać do 15.30 na podwórku?
          > eeee nie chcę tych spodni, eeee nie chcemy jeszcze spać. Marzy mi się, , śnię
          > po nocach, żeby cokolwiek wyegzekwować bez tego ględzenia, tłumaczenia,
          > sprawnie i szybko.

          Nie licz na to moja droga. Sama mam jedno 12-letnie i też czasem potrafi mnie
          wkurzyć takim podejściem. Np. od kilku lat (tzn. odkąd poszła do szkoły) robi
          sobie sama śniadanie. Mój mąż zaczął ją w tym wyręczać i już po chwili się
          zaczęło - nie ma "dziękuję" tylko "o jezu, znowu z szynką?". No to panienka
          musiała się na powrót przyzwyczaić, że śniadanko robi sobie sama. I tobie tez
          to polecam. DZieci masz już duże, nie ma co koło nich skakać. Wcale nie są za
          malutkie (10-letnia córka mojej koleżanki z pracy sama obiera sobie ziemniaki i
          odgrzewa obiad, bo tak akurat im się w życiu ułożyło, że są same).


          Marzy mi sie, żeby ktoś w tym domu powiedział mam jest
          > super, słuchamy dzisiaj mamy. Cokolwiek, jakiś odruch empatii. Nikomu nie
          chce
          > sie wczuc w moja sytuację. Ojciec zawsze staje po stronie dzieci, dzieci
          > zawsze po stronie ojca, wszyscy uważają że to bardzo zabawne, tylko kiedy mam
          > godzić kłócace się córki, to mój maż uważa, że ja sobie najlepiej z tym
          > poradzę, bo tak naprawdę jest mu wygodniej siedzieć przed telewizorem i
          > zostawić dzieci na mojej głowie. Moze ja przesadzam, nie wiem, ale po prostu
          > mam czsem dosyć.

          Wcale ci się nie dziwię. Ale musisz im jakoś uświadomić, że ty też jesteś
          człowiekiem z krwi i kości. Z doświadczenia wiem, że łatwiej dotrzeć do dzieci
          niż do dorosłego. Zamiast być na każde ich skinienie, poproś ich czasem o
          herbatę, bo jesteś zmęczona. Daj im odczuć, że czasem jest ci przykro - jakoś
          dosadniej, albo bardziej nietypowo; nie wiem - wyjdź z domu, zignoruj ich
          zachowanie czy coś w tym stylu. A niech tam - zrób sobie wolne bez uprzedzenia,
          bez obiadu (nie padną trupem, zapewniam cię), idź na lody z przyjaciółką,
          słowem - spędź ten dzień dla siebie.

          Z niesłyszącym mężem rozmowa jest trudna, ale trzeba próbować. Z pierwszym
          miałam ten sam problem - wszystko było super, smaczne "ale jakby tak jeszcze
          szczyptę soli" albo coś w tym stylu... Problem w tym, że te żarty/uwagi coraz
          bardziej bolą, i mimowolnie człowiek traci wiarę w siebie. Tylko czy jemu jakoś
          podświadomie o to właśnie nie chodzi? Że niwecząc twój autorytet w oczach
          dzieci pokazuje jednocześnie że on jest lepszy/fajniejszy/mądrzejszy? Bo jest
          to jakaś forma poniżania (być może niezamierzona), ale takie pobłażliwe
          podejście typu "głupiutka mama nie potrafi sobie poradzić z byle głupstwem,
          pokażę jej jak to robi ktoś kto ma autorytet" nie prowadzi do niczego dobrego.
          Przede wszystkim dzieci uczą się lekceważenia twojej osoby. I na to nie możesz
          pozwolić. Pozdrawiam.
      • aankaa a może : ja kontra rodzina 20.04.03, 23:47
        spróbuj się zbuntować (jeżeli jeszcze potrafisz). Żadne przytulasie, mówienie
        kocham, koniec gotowania, napominania dzieci.

        Jeśli możesz (i uznasz mój - skąd inąd wypróbowany - pomysł za warty uwagi) weź
        2-3 dni urlopu (połącz z sobotą/niedzielą). I NIC NIE RÓB. Nie wstawaj na
        poranne śniadanie, nie zrywaj się do sklepu, do garów żeby obiad ugotować.

        Któreś z rodziny pewnie spyta o co chodzi - powiedz wprost: nie chce mi się. I
        dalej nic nie rób.
        Na początku się zbuntują, będą walczyć.
        Nie poddawaj się.

        Trzeciego dnia i mąż i dzieci powinny same chcieć Ci usłużyć. I tego się
        trzymaj.
        PRZESTAŃ BYĆ NIEWIOLNICĄ WE WŁASNYM DOMU (przepraszam za krzyki i określenie,
        ale tak to odebrałam).

        Powodzenia, trzymam kciuki.
        Napisz co u Ciebie
        • daffne Re: a może : ja kontra rodzina 20.04.03, 23:56
          Calkiem dobry pomysl , jestem za :)))
          • soczewica a pamiętacie taki film? 21.04.03, 00:00
            zmęczona mama(Ewa Kasprzyk) uciekła z domu, zostawiając ojcu na głowie gromadkę
            dzieci. kiedy one się pochorowały ku utrapieniu ojca, mama mimochodem zrobiła
            karierę. też wyjście.

            soczew.
          • czikulinka tylko jeszcze pytanie: 21.04.03, 00:02
            Czy ja się na to zdobędę? Boże, doprowadziłam siebie do sytuacji,że żyję w
            kieracie, schemacie, dla nich, a nie dla siebie, to o czym piszecie wydaje mi
            sie utopią, nie wyobrazam sobie, żebym potrafiła tak wszystko zostawić
            i "olać", ale może trzeba zacząc coś zmieniać w swoim życiu, może macie rację.
            Muszę sie najpierw przygotować psychicznie do czegoś takiego. Teraz już idę
            spać, ale wrócę tu jeszcze, może zarazicie mnie siłą i energią do działania.
            Serdecznie dziekuję za wszystkie odpowiedzi.
            • aankaa Dziewczyno !!! 21.04.03, 00:07
              jak zaczniesz się szykować psychicznie - nigdy Ci się to nie uda (jutro, bo
              dziś jeszcze pranie - muszą mieć czyste majtki na resztę tygodnia itp).
              Albo robisz to znienacka, bez przygotowania, albo wcale !!
              • Gość: anE Re: Dziewczyno !!! IP: *.chello.pl 30.04.03, 12:53
                no, juz bez przesady.. mysle, ze jak czlowiek do czegos sie przygotowuje, to
                nawet moze mu to lepiej wyjsc, niz jakby sie nie przygotowywal..

                mysle, ze lepiej sie przygotowac psychicznie/taktycznie/strategicznie niz w
                ogole nic nie robic, jezeli Autorka lepiej sie czuje przygotowana, do dlaczego
                nie?! :-) przygotowujac sie psychicznie przyzwyczai sie do mysli podjecia
                waznych dla Niej krokow..

                pozdr.
            • mantha Re: tylko jeszcze pytanie: 05.05.03, 14:05
              Po prostu zrob tak, jak ci radza dziewczyny. Musze przyznac, ze jest to dobry,
              stary, i dosyc prosty sposob.
              Oczywiscie bedziesz miala wyrzuty sumienia, ale to nie bedzie trwalo wiecznie,
              a moze przyniesc niezły skutek.
              Ja bym byla przy tym wszystkim mila, usmiechnieta i po prostu grzecznie
              odpowiadala na pytania dot np obiadu, ze nie gotujesz, bo im nie smakuje itp.
              mąz powinien sie chyba kapnąć o co chodzi, moze nie od razu, ale trzeba miec
              nadzieje.
      • Gość: .................. Re: Moja rodzina kontra ja IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 21.04.03, 00:04
        Zgadzam sie tu z podpowiedziami daffne, ktore moga skutkowac, choc
        w skrajnych przypadkach moga tez zaszkodzic. Zaszkodzic oczywiscie
        twojemu mezowi, co oznacza w dopuszczalnym stopniu tez tobie i
        reszcie rodziny. Uszly mojej uwagi te "niesmaczne" i to ciagle
        obiady. Rozumiem i dopuszczam niezadowolenie reszty rodziny pod tym
        wzgledem, ale tu widze niekonsekwencje. Przeciez twoich dzieci nikt
        nie karmil przedtem, procz ciebie. Wg. mnie, twoje jedzenie powinno
        im byc najsmaczniejsze, czyz nie tak? Maz, moze zna lepsze kuchnie,
        ale to wcale nie usprawiedliwia go od slow ktore ci zarzuca w
        kulinarnej branzy. Na dobra sprawe powinien ciebie zaochocic, nawet
        jesli czasem obiad sie nie uda. Ja bym tak przynajmniej robil -
        zreszta, czasem to robie (od zony wszystko smakuje, ale czasem
        "bodziec" usmacznia). Przyszly mi na mysl te poduszki i cala zabawa
        w "wojne". Nie wyciagaj z tego duzo. Dzieci w tej kwestii
        niczego nie rozumieja (mam na mysli ze sa male, skoro w te zabawe
        sie bawia; jezeli duze, to czesciowo zazdroszcze ci udanej rodziny)
        im zalezy glownie na zabawie i przyjemnosci z niej. Widocznie
        poczatek byl taki, ze one z mezem przeciwko tobie...............i
        tak pozostalo, tak jest ladnie, wygodnie dla "wszystkich", zmieniac
        wiec czegos tutaj nikomu nie ma potrzeby, chyba ze tobie samej.
        Jeszcze jedno. Moze ty tez powinnas codziennie pytac, czy maz cie
        kocha? Jestem ciekawy jaka odpowiedz otrzymasz. Moze byc troche
        glupawa, w sensie: dlaczego mnie o to pytasz, przeciez wiesz, ze
        ciebie kocham. To moze byc twoja odpowiedzia dla niego na to
        pytanie na przyszlosc. Jezeli zada ci pytanie, skad takie pytanie,
        czy podejrzenia o niemilosci, mozesz mu zarzucac to samo. Lubie
        jako chlop w pewnym sensie miec kontrole nad kobieta, ale tez
        lubie gdy kobieta ma nia nade mna. Poprostu lubie rowne
        malzenstwa. Wzajemny sprawdzian pomaga dla obu stron, gdy ludzie
        sa tolerancyjni. W twoim przypadku nie wiem. Musisz sama sie odwazyc
        sprawdzac tolerancje swojej rodziny. Osobiscie uwazam, ze
        zaakceptowana zostaniesz z tym obecnym swoim "bolem" szybciej
        anizeli ci sie wydaje. Moze poduszkowe zabawy znikna na zawsze,
        moze tatus potrafi przed wami wszystkimi sie obronic,
        moze.........
        • Gość: .................. Re: Moja rodzina kontra ja IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 21.04.03, 00:48
          Jakos tak sie zlozylo, ze byl nawal postow, i nie moglem
          przeczytac wszystkiego, co wczesniej tu bylo napisane. Teraz znajac
          sprawe blizej, mysle ze powinnas powiedziec o tym wszystkim, co nam
          (moze z grubsza) swojemu mezowi, co cie naprawde boli. Facet, a
          mysle ze on ma poustawiane w glowie normalnie, bo inaczej bys z
          nim nie byla, potrafi zrozumiec o co ci chodzi. Ja bym nie
          chcial wychowywac reszte swojej rodziny samemu (tu mam szczegolnie
          dzieci na mysli), majac zone pod bokiem i co najwazniejsze -chetna
          do wychowania. Mysle i zycze ci tego, by twoj chlop zrozumial, ze
          slowo matki cenne jest taksamo jak ojca i nie powinno byc przez
          twoje dzieci ignorowane czy w nierespekt darzone w najmniejszym
          stopniu. Ja jako ojciec, nigdy bym na to nie pozwolil, zeby moje
          dzieci mojej zony sie nie sluchaly. Czasami nawet musze (znaczy sie
          z rodzicielskiego obowiazku "musze") je ukarac za ich nieposluszenstwo
          przed nia. Inaczej by znachodzili (mam chlopcow) miejsce u mnie by
          sie skryc przed zona, uciec bezpiecznie, bezkarnie...........i w tym
          gorszym przypadku nawet ja obwinic czy zbluzgac za jej
          sprawiedliwosc. Z twojego przypadku wnioskuje, ze twoje wychowanie
          dzieci moze byc zle (to by byla raczej opina twojego meza), ktore
          szkodzi dzieciom, choc na dzien dzisiejszy, na pozor (to juz moja
          opinia), im pomaga. Porozmawiaj z nim o tym, o czym z nami
          rozmawiasz. To nie powinno nikomu zaszkodzic.
          • czikulinka Re: Moja rodzina kontra ja 21.04.03, 08:26
            Może to jak tutaj przedstawiłam swoją sytuację pokazało
            skrzywiony obraz mojej rodziny. To nie jest tak, że ja jestem nieszczęśliwa,
            czy czuję się niekochana przez męża czy dzieci. Jesteśmy wesołą rodzinką, w
            zasadzie nigdy sie nie kłócimy tak naprawdę poważnie,nie ma żadnych większych
            problemów ani między mną a mężem, ani z dziećmi, dobrze się ze sobą czujemy i
            każdą wolną chwilę spędzamy razem. Nie jeseteśmy skłóconą rodziną. Tylko ja
            czesm jestem zmęczona, rozczarowana, czuję się sama na polu "walki" przeciwko
            reszcie (nie chodzi tylko o te poduszki to był tylko przykład). Dla nich
            wiekszosc z tych rzeczy (łącznie z grymaszeniem) jest żartem, zabawą, przyjęło
            się, ze trzeba pomarudzić zanim się cokolwiek zrobi. I to mnie ostatnio
            strasznie męczy, drażni, nie wiem jak to wyplenić. Momentami zbiera sie we
            mnie tyle tej irytacji, że na przykład pisze taki list jak ten. Jeśli chodzi o
            meża, to on praktycznie codziennie powtarza mi, że mnie kocha i sam oczekuje
            tego ode mnie, ale z jakim efektem to już pisałam. W zasadzie najlepszym
            sposobem byłoby z nimi wszystkimi przy stole o tym porozmawiać i być może to
            zrobię. Tylko boję sie dwóch rzeczy - że w ogóle mnie nie zrozumieją i znowu
            obrócą wszystko w żart, a także tego, ze nie potrafie i nie chcę okazywać
            słabości, uczuć takich, że jest mi przykro. Oni nie robią przecież tego
            specjalnie po to, żeby mi sprawić przykrość tylko najwyraźniej nie zdają sobie
            z tego sprawy. A jeśli chodzi o moje gotowanie, to ono nie jest złe, wiem, że
            dobrze, a przynajmniej normalnie gotuję. Mój mąż wspomina przy niemal każdym
            obiedzie o jakichś mankamentach dla żartu, uważa, że to zabawne trochę
            pomarudzić, ale jemu tak naprawdę smakje to co gotuję. Wiem o tym bo
            wielokrotnie o tym rozmawialiśmy. Tylko on nie widzi problemu w takich
            żartach. A dzieci nauczyły się tego od niego, jest to chyba w ich przekonaniu
            nieodłączny element posiłku. I tak sobie myślę, że czasem to jest zabawne, ale
            na dłuższą metę mnie po prostu męczy. Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
    • Gość: rycyna Re: Moja rodzina kontra ja IP: *.acn.pl 21.04.03, 00:52
      A może to z Tobą jest coś nie tak? Lepiej szukać winnych dookoła, no nie? Może
      najpierw lepiej zacznij od zmiany siebie, bo z taką babą nikt na dłużej nie
      wytrzyma.
      • czikulinka Re: Moja rodzina kontra ja 21.04.03, 08:35
        Gość portalu: rycyna napisał(a):

        > z taką babą nikt na dłużej nie
        > wytrzyma.

        Rycyno, dlaczego mówisz, że z taką babą nikt nie wytrzyma? Przecież mnie nie
        znasz, a mój mąż "wytrzymuje" ze mną już kilkanaście lat i jesteśmy dobrym
        małżeństwem. Mam ostatnio sporo rozterek, ale to chyba nie jest zabronione?
        Uważasz, że masz prawo obrażać kogoś, kogo wcale nie znasz?
        • aankaa "poczucie humoru" Twojej rodzinki 21.04.03, 10:46
          > Tylko on nie widzi problemu w takich żartach. A dzieci nauczyły się tego od
          > niego, jest to chyba w ich przekonaniu nieodłączny element posiłku.

          jest dość osobliwe. Przynajmniej jak się to wszystko czyta. Jeżeli ono Tobie
          nie odpowiada dlaczego im tego nie powiesz ? Zwłaszcza, że piszesz iż cała
          reszta jest ok.
          • Gość: Jagusia Re: 'poczucie humoru' Twojej rodzinki IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.04.03, 18:43
            Jak ja mialam 7 lat juz z babcia gotowalam proste potrawy a jak mialam 10 to
            umialam ugotowac caly obiad bez pomocy. Nie chwale sie tylko mowie jak bylo -
            taki byl uklad w domu. Dlaczego nie nauczysz swoich dzieci gotowac? Sprzatac,
            pomagac w domu? Jak dzieci maja obowiazki do wykonania i wiedza, ze nie pojda
            spac zanim nie pozmywaja, nie wyrzuca smieci, nie odkurza i nie przygotuja
            sobie drugich sniadan na nastepny dzien, to same sie pilnuja zeby wrocic z
            dworu w miare wczesnie. Ja to w oogole tego nie rozumiem, ze TY wszystko robisz
            sama. A moze to tylko tak brzmi w Twoim poscie.
            Skoro jest Was 5 osob w rodzinie to spokojnie mozna sie podzielic z tym
            gotowaniem i zobaczymy jak to milo bedzie jak sie zaczniesz krzywic na
            niedosolona zupe tatusia czy przypalone ziemniaki corki.
            Jezeli Twoj maz jest w takich swietnych stosunka z dziecmi - wykorzystaj to dla
            swojej wygody - "ach not tak - Wy zawsze z tatusiem sztama - to swietnie - to
            zrobicie teraz wszyscy 4 pranie i prasowanie a ja sobie ide do kina - i Wy sie
            bedziecie razem dobrze bawic, i mnie bedzie przyjemnie".
            To nie musi byc zaraz dlugi wyjaz zeby Oni odczuli jak jestes wazna w domu.
            Wystarczy, ze raz na jakis czas jakas Twoja przyjaciolka zadzwoni i pojdziecie
            we dwie na lody czy na kawe albo do teatru a Ty w tym czasie zorganizujesz
            reszcie rodziny gotowanie czy sprzatanie, bo skoro tak Im fajnie wszystko razem
            wychodzi robic, to niech wykorzystaja Twoja nieobecnosc. Nic sie tak nie
            docenia jak to, co sie samemu robi. Twoje dzieci nie docenia Twoich wysilkow
            dopoki same nie beda musialy robic roznych rzeczy w domu - wiec niech robia.
            One i Twoj maz razem. A Ty z tego korzystaj.
    • Gość: miregal Re: Moja rodzina kontra ja IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 21.04.03, 18:47
      Czikulinko kochana, nie mam pojecia co Ci poradzic ale bardzo wspolczuje :(

      PS. ta "Czikulinka" nie wystepowala w przedszkolnej piosence?
    • Gość: kiwi Re: Moja rodzina kontra ja IP: *.cst.tpsa.pl 30.04.03, 12:03
      Każdego można wziąść głodem i brudem. Mówię poważnie. Nie mam jeszcze dzieci,
      ale nie wyobrażam sobie niedzielenia się obowiązkami z moim facetem (mężem -
      staz 3 lata). Kuzynki i kuzyni po przyjezdzie do nas maja mi pomagac. I nie
      interesuje mnie, że oni tego w domu nie robią. Zyczę Ci wytrwałości, bo zmiany
      (przynajmniej na początku) są bolesne.
    • Gość: hydraulik ;) IP: 130.94.106.* 30.04.03, 13:11
      Water Of Love

      High and dry in the long hot day
      Lost and lonely in every way
      Got the flats all around me sky up above
      I need a little water of love
      I've been too long lonely and my heart feels pain
      Crying out for some soothing rain
      I believe I have taken enough
      I need a little water of love
      Water of love deep in the ground
      No water here to be found
      Some day baby when the river runs free
      It'll carry that water of love to me
      There's a bird up in a tree sitting up high
      Waiting for me to die
      If I don't get some water soon
      I'll be dead and gone in the afternoon
      Once I had a woman I could call my own
      Once I had a woman now my woman is gone
      Once there was a river now there's a stone
      You know it's evil when you're living alone
      ?
    • Gość: anE moje sugestie i propozycje, :-) IP: *.chello.pl 30.04.03, 13:33
      czikulinko!
      tez bardzo wspolczuje Ci Twojej sytuacji. przeczytalam wszystko, wiec nie
      musisz mi juz pisac, ze to nie jest tak, ze jestes NIESZCZESLIWA, tylko nie
      zawsze wszystko Ci sie podoba.

      wydaje mi sie, ze nie przesadzasz, a na pewno nie masz tu kogo za co
      przepraszac, ze piszesz tu o swoich rozterkach, bo jezeli ktos nie ma ochoty
      czytac, to nie czyta, a tym bardziej nie musi odpisywac.

      ja jeszcze nie mam dzieci, zajmowalam sie nimi jako "ciocia" i wychowawca na
      obozach dzieciecych, to nieduzo, ale orientacje mniej wiecej mam. zdaje sobie
      sprawe, ze bycie matka to juz duzo wieksza odpowiedzialnosc..

      znam takie malzenstwo z 2,5letnia corka, jest tak:
      Zona przy dziecku(J) wkolko powtarza: 'ona sie w ogole mnie nie slucha, R -
      powiedz jej, zeby cos tam zrobila!'
      R: 'J, zrob to!'
      J to robi!!! ale wlasnie wtedy, kiedy tata powie
      zona wkolko powtarza: 'ona mi nie daje sobie zmienic pieluche, R jak zmiania
      jej pieluche, to jest taka grzeczna'..
      J caly czas slyszy konsekwentne prosby i polecenia od ojca, a od matki
      slucha: 'J w ogole nie slucha mamy', wiec dziecko robi tak, czego "oczekuja" i
      wmawiaja jej rodzice. dla mnie skrajna glupota, ale nie bede przeciez madrzyc
      sie przy znajomych, zwlaszcza, ze to ICH dziecko. u Was pewnie cos TAKIEGO nie
      wystepuje, bo Ty im nie wmawiasz, ze sluchaja sie tylko taty, ale dzieciom sie
      wmawia, ze 'mamy nie sluchamy', tylko taty - bo on ma autorytet.

      co do obiadu, mam 2 rozwiazania: jezeli dzieci marudza, to (w żartach, pół
      serio) mozna im zasugerowac, ze nastepny obiad robi tata. nastepnego dnia
      dzieci i maz sie dziwia, dlaczego nie ma obiadu, zapomnaja pewnie o zarcie,
      nikt nie wzial tego na serio. a Ty calkiem powaznie mowisz: przeciez tata mial
      zrobic obiad..
      albo: pytasz dzieci na co maja ochote, robisz to i potem nie maja prawa byc
      niezadowolone, bo zorobilas tak, jak prosili, np. wolasz ich, dajesz do
      sprobowania, pytasz, czy jeszcze soli, pieprzu, czego za malo, itd. az w koncu
      kiedys moze im sie to znudzi i powiedza: 'Ty wiesz najlepiej przeciez!', :-)))

      moja mama mowi: "traktowac dzieci jak doroslych, doroslych jak dzieci",
      przekonalam sie, ze naprawde to dziala!!!! polecam, bo jezeli doroslego
      potraktujesz jak dziecko, zawsze mozesz obrocic w zart, jezeli mu sie nie
      spodoba, a dzieci lubia byc traktowane jak dorosli, bo przeciez sie nie moga
      doczekac swojej doroslosci.

      mam Ci do zaproponowania ksiazke, nie chcialam, zeby to zabrzmialo: "10
      sposobow na udane pozycie z dziecmi", bo to jest cos o wiele cenniejszego!!! na
      studiach pedagogicznych jest to jedna z ksiazek - podstaw warsztatow ze
      studentami. jest rewelacyjna (sto wykrzykników), niedługa (a szkoda). Jak ja
      czytalam, to przechodzily mnie dreszcze, mialam ochote smiac sie na caly
      autobus, a czasem mialam lzy w oczach, re-we-la-cja. jest tam kilka metod,
      ktore gdybys zaczela stosowac, moglyby przyniesc super efekty, krok po kroku, a
      Tobie satysfakcje z tego, jak sobie radzisz z problemami. nie wystarczy
      przeczytac te ksiazke, ale w praktyce pomalu probowac wykorzystywac propozycje
      rozwiazań, naprawde nie przesadzam!!! ksiazka nosi tytul: "Jak mówić, żeby
      dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" Faber Adele,
      Mazlish Elaine, zostala wydana juz jakis czas temu i najnowsza ver. jest
      poszerzona o listy od rodzicow do autorek z ich doswiadczeniami po zastosowaniu
      zaproponowanych prostych metod wychowawczych. polecam bardzo, bardzo.. bo
      metody mozna stosowac nie tylko do dzieci, ale w ogole do osob, ktore sa wokol.
      jezeli Ci sie spodoba (jestem przekonana, ze tak bedzie na 99%), to moze
      zaproponujesz mezowi lekture, :-)


      pozdrawiam b.b.b.b.b serdecznie, zycze Ci wytrwalosci, powodzenia i usmiechu
      anE
    • pajdeczka Męża wysłać na leczenie i się nie przejmować! n/t 30.04.03, 13:35

      • Gość: renia Pajdeczko jestes mistrzynią empatii. IP: *.athens.access.acn.gr 30.04.03, 13:48
        I w ogole potrafisz doradzic. Niech cie drzwi scisna.


        Czikulinko, jestem z Tobaduchem, bo tez sie czasami czuje zdolowana wszystkim
        dookola i swoja cud miod rodzinka. Nie daj sobie pluc w kasze, nic sie nie
        stanie jak nie zjedza obiadu. Powiedz wprost - grymasicie, wiecznie wam sie
        nie podoba, to znudzilo mi sie gotowanie. Wprowadz dyscypline w roznych
        aspektach takich jak ubiernie sie, sprzatanie pokoju, czas na odrabianie
        lekcji, przygotowywanie ubrania na nastepny dzien i konsekwencja w realizacji
        zamierzen. Zrob rodzinna narade, na ktorej jasno i wyraznie oswiadcz
        zgoromadzeniu, ze sytuacja zaczela sie wymykac spod kontroli i trzeba
        zespolowo sprowadzic wszystko na wlasciwe tory. Nie ma bezplatnych sluzacych,
        kto grymasi ten nie je obiadu, dopiero kolacje, kto nie chce kolacji moze
        czekac do sniadania, ale grymaszenia sobie nie zyczysz. Bez awantur, bez
        uzalania sie nad wlasnym losem, po prostu rzeczowo i zdecydowanie ustal takie
        zmiany, ktore Twoim zdaniem sa potrzebne, zeby cala rodzina (z Toba łącznie)
        funkcjonowala w sposob satysfakcjonujacy dla wszystkich. Pozdrawiam
        serdecznie, R
    • Gość: hydraulik a za 4 lata... IP: *.gen.twtelecom.net 30.04.03, 16:33
      będziesz się śmiała z męża-kaprala razem z dziećmi ;)
      wyostrzysz sobie przez ten czas szpony szczypiącego
      humorku :P tylko prosze nie kop go za mocno! :]
    • Gość: sabna Re: Moja rodzina kontra ja IP: *.x-net.gliwice.pl 30.04.03, 17:12
      Dzieci tak mają najpierw fascynacja mamą później tatą i tak na przemian. A
      skoro tata ma taki autorytet to go wykorzystaj. Powiedz mężowi że jego dzieci
      się bardziej słuchają i to on ma egzekwować ich obowiązki, bo przecież on ma
      TAKI AUTORYTET. Niech to on pilnuje dzieciaków bo ciebie się nie słuchają a
      jego tak. Co do obiadów to zagoń je do pomagania. Niech to oni przyprawiają
      dania bo przecież ty nie umiesz. I tak dalej. Jak byś się postarała to całkiem
      wygodnie można sobie prace domowe ułożyć jak się nic nie robi dobrze :). I to
      wcale nie buntując się,a właśnie przyznając im racje. "Kochanie zawołaj
      dzieciaki. Ty masz taki autorytet" " Krzysiu zrób kanapki. Mi jakoś nigdy nie
      wychodzą." itp.
      • Gość: anE Re: Moja rodzina kontra ja IP: *.acn.waw.pl 01.05.03, 17:16
        ja sie nie zgadzam, bo wlasnie o tym pisalam wczesniej, ze znam takie
        malzenstwo, gdzie sie mowi, ze to ojciec potrafi lepiej wszystko egzekwowac, a
        matka nie .. nawet jezeli ona by to mowila mezowi, to przeciez dzieci to slysza
        i utrwala im sie wzorzec. dzieci sa inteligentne i nawet, jezeli nie mowi sie
        do nich wprost, to one wylapuja.

        pozdr.
    • Gość: beemka Re: Moja rodzina kontra ja IP: *.acn.waw.pl 30.04.03, 17:26
      Czikulinko,
      Nie wiem, czy w ogole jeszcze tu zagladasz, ale mnie do glowy przychodzi taka
      oto rzecz. Dzieci najprawdopodobniej sluchaja Taty i lubia sie z nim bawic, bo
      rola taty, szczegolnie w tym przypadku, jest wlasnie umiejetnosc zabawienia
      dzieci. Ty, jako mama, jestes od gotowania, sprzatania, sprawdzania lekcji,
      gonienia do obowiazkow, do spania, do mycia. A tata przychodzi z pracy i
      jedynym jego obowiazkiem jest, oprocz lezenia na kanapie, chrapania i
      ogladania TV i picia piwa, zabawa z dziecmi. Nie zrozum mnie zle, to nie
      manifest feministyczny ani zale nieszczesliwej mamusi (nie mam dzieci), tylko
      obserwacja zycia i wspomnienia z dziecinstwa. Moj Tatys byl od zabawy,
      pamietam jak razem nagrywalismy audycje na 'szpulowcu' Grundiga na imieniny
      mamy:-))), to tato nosil nas rekach, wymyslal zabawy, a mama w tym czasie
      gotowala obiad, szykowala mycie, sprawdzala prace domowe. Doceniam to dopiero
      teraz, wtedy tato byl wspanialym kumplem, a mama tylko strofowala i
      strofowala. Wiesz, ja nie chce popelnic tego samego bledu i juz teraz mowie
      mezowi, ze jestem zmeczona i nie ugotuje obiadu. Tak od czasu do czasu. Moze
      lepiej pozniej niz wcale???
      Pozdrawiam Cie serdecznie
      Beemka.
    • tumoi Re: Moja rodzina kontra ja 05.05.03, 13:03
      Jeszcze kilka lat temu uchodziłam za osobę o dużym poczuciu humoru, ale o
      ciętym języku. Z moich ripost i "celnych uwag" śmiało się całe towarzystwo,
      poza osobami zainteresowanymi. A ja nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo
      raniłam i poniżałam sama świetnie się bawiąc. Dopiero musiała się w moim życiu
      znależć osoba, która zwróciła mi na to uwagę. Może przyszedł czas na Ciebie, na
      uświadomienie mężowi, że słuchając jego żartów "CZUJESZ SIĘ poniżona,
      zlekceważona...itd" a Twoim odczuciom on nie może zaprzeczyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka