Dodaj do ulubionych

wracanie do siebie

    • agata2810 Re: wracanie do siebie 31.05.07, 08:27
      ostatecznie zrobisz tak jak bedziesz uwazala.ale jesli jestes ciekawa zdania
      innych to wg mnie powinnas,mimo iz na pewno nie bedzie Ci poczatkowo
      latwo-sprobowac sie zdystansowac do calej tej sytuacji.uwazam,ze siedzenie i
      czekanie by wszystko wrocilo do tego jak bylo kiedys nie ma sensu.nie trac
      zycia,zacznij robic cos z mysla o sobie,pokaz ze potrafisz dzialac i zyc
      samodzielnie,zajmi sie czyms co pozwoli Ci nie myslec o tym co sie wydarzylo.po
      prostu wiem to po sobie.ze mna tez ktoregos pieknego dnia zerwal facet(najgorsze
      bylo to,ze nie potrafil powiedziec mi wprost,ze chce to skonczyc),najpierw mnie
      zwodzil ze spotkaniem i szczera rozmowa,pozniej przestal dzwonic i
      pisac.czulam,ze cos niedobrego sie dzieje i mialam intuicje,ze to juz
      koniec.bolalo mnie tylko,ze po tym co nas laczylo okazalo sie,ze w jego oczach
      nie zasluguje na szczerosc.napisalam do niego kilka razy by sie odezwal i
      napisal wprost co dalej(chcialam miec czarno na bialym)nie zamierzalam go
      przekonywac,ze podjal niezbyt dobra decyzje,chcialam tylko miec jasnosc sytuacji
      by moc dalej zyc a nie kazdego dnia budzic sie z nadzieja ze moze dzis zadzwoni
      albo postanowi wrocic.Niestety facet ten nie mial odwagi mi nawet przekazac tej
      informacji wysylajac smsa...uznalam,ze w takim razie szkoda na niego czasu.Bylo
      mi ciezko(nie bede oszukiwac ze bylo inaczej)przez pierwsze dwa tygodnie.ale
      rozwniez nie pisalam juz do niego,nie dzwonilam(wyrzucilam jego
      namiary)wykasowalam z gadu po to by nie dreczyc sie tym widokiem.zajelam sie
      soba,poszlam wreszcie do fryzjera,kupilam sobie nowa kiecke,zaczelam sie
      spotykac ze swoimi znajomymi,plotkowalam czasami o calej tej sytuacji ze swoimi
      przyjaciolkami i z kazdym dniem dochodzilam do wniosku,ze dobrze robie!ze skoro
      mnie odrzucil to trudno...a poza tym kto jak kto ale to jego strata a nie moja:)
      mijaly tygodnie,miesiace...a ja coraz rzadziej juz o nim myslalam,pogodzilam sie
      z tym jak mnie potraktowal...A po pol roku(dokladnie7miesiacach)nagle dostaje od
      niego smsa ze zwyczajnym "co u Ciebie"?i wtedy....z jednej strony poczulam
      wielka satysfakcje,ze nie wytrzymal i sam postanowil znow sie odezwac,czulam ze
      chce nawiazac ponowny kontakt,ze jednak zalezy mu na czyms...a z drugiej strony
      bylam wsciekla,ze kiedy weszlam juz na dobra droge by o nim zapomniec...on nagle
      sie pojawia i znow burzy moj spokoj...Oczywiscie,na smsa odpisalam ale...dopiero
      po dwoch godzinach;)zeby nie myslal ze tylko czekalam jak napisze i odpisalam
      ze"u mnie wszystko w porzadku".oczywiscie byl ciekawy"co to oznacza i zaczal sie
      dopytywac ale ucienalam rozmowe,dalam mu odczuc,ze to nie twoja juz
      sprawa,miales czas...ale on sie juz skonczyl.i doszlam do wniosku,ze nic
      bardziej go nie wkurzylo jak to,ze ja potrafie sobie radzic bez niego,dodam
      tylko,ze juz od tego momentu kiedy znow nawiazal kontakt mija 5miesiecy,a on
      nadal nie daje mi spokoju.wyszlo na to,ze im bradziej ja teraz jestem na "nie"on
      coraz bardziej sie stara by zblizyc sie do mnie ponownie.ale problem w tym,ze ja
      juz nie chce jego...bo stracilam do niego zaufanie,i jeszcze jedno:nie chce by
      znow ktoregos dnia odszedl bez slowa jak mu cos nie podpasuje...
      Glowa do gory:)pozdrawiam
      • timbunia Re: wracanie do siebie 31.05.07, 19:24
        kolejny dzień kpszmaru, wariuję. wysłałam do niego smsa - jak zwykle nie
        potrzebnie. ale chyba chciałam wiedzieć, czy chce w ogóle mieć ze ,mną kontakt,
        po paru smsach a w jakim celu, i zależy o co chodzi. na pisał w końcu ze na
        razie nie. zabolało jak cholera i tylko pogorszyło mój nastrój. z jednej strony
        mam jasną sytuację, ale z drugiej strony nie chcę przyjąć takiego rozwiązania.
        wszystkoi się we mnie buntje. wiem jedno kocham go, z nim chciałam spedzić
        życie. a inaczej to chyba wolę umrzeć
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 01.06.07, 07:59
          TImbunia no co TY.....:( nie poddawaj sie tak. Kochana daj mu spokoj na troche.
          Wiesz ze faceci sa tacy ze jak mu sie zabierze zabawke to pozniej za wszelk
          acene chce ja miec??? a TY sie sama chcesz mu wladowac...po co Ci to??? Timbuniu
          on nie worci jak stale bedziesz mu sie przypominac. To przykre ze on tylko cie
          dobil,no ale niczego innego nie moglismy sie spodziewac. Radze Ci
          serduszko,jesli nie potrafisz zapomniec a chcesz walczy co niego..to walcz
          cisza... Ni eodzywaj sie a zyskasz naprawde wiele. To sprawdzony sposob. Nie
          jednej wyszedl na dobre...wiem co mowie kochana;) glowka do gory,musi byc wkoncu
          dorbze. Jestem z Toba calym sercem!!! i zapamietaj kobieto!! - NIE PISAC, NIE
          DZWONIC , NIE NARZUCAC SIE!!! daj mu zatesknic za soba...naprawde po miesiacu
          zadziala....Sluchaj dla niego to tez jest ciezkie,napewno zal mu tylu
          lat,napewno cos go tam sciska....i napewno teskni.Ale to facet!!!! on tego ci
          nie powie teraz!!!poczekaj,badz cieprliwa.Ulozy sie wszystko jeszcze;) sciskam
          cie mocno!!!
          • timbunia Re: wracanie do siebie 01.06.07, 12:58
            sama nie wiem co sie ze mną dzieje, ale wiem że tak być dalej nie moze.
            Podejmuję dzis konkretne srodki, niestety ostaeczne ale to mi zostało, bo sama
            nie daję sobie rady. Nie wiem czy wróci, pewnie nie. wczoraj od niego
            wyciągnęłam informację, ze nie chce mieć ze mną kontaktu. musze w końcu nauczyć
            się sama żyć, ale bez pomocy nie dam rady - więc idę po pomoc, mam nadzieję ze
            to ostani dzień kiedy będę się czuła jak sie czuje teraz.
      • akkknes Re: wracanie do siebie 01.06.07, 10:45
        eh 'ostatecznie'... gdybym ostatecznie wiedziala co zrobic to juz dawno bym to
        zrobila... a tak mecze sie i bladze w tym wszystkim.
        wczoraj czekajac na swiatlach zorientowalam sie ze marysia stoi obok mnie!!
        dziewczyny wiecie ile mnie kosztowalo zeby jej parasolki w tylek nie wlozyc?
        wiec spokojnie podpalilam sobie papierosa a potem patrzylam sie na nia i
        patrzylam... :D a ona tylko nerwowo patrzyla czy juz zmienilo sie swiatlo i na
        mnie. i jak sie ogarnela ze obie idziemy w prawo to wyciela dzide :D
        przed chwila zadzwonilam do niego i w ciagu 17sekund powiedzialam mu ze nie
        wiem ktore swieto obchodzi bardziej dzien dziecka czy imieniny ale ze chcialam
        mu zyczyc duzo szczerosci i doroslosci i rozwiazania probemow. on jeszcze spal
        ale zaczal dziekowac powiedzialam na razie i sie rozlaczylam.
        oczywiscie wtedy co do mnie dzwonil nie oddzwonilam.
        mam nadzieje ze pokazalam mu ze pamietam ale grzecznosciowo - byc moze
        usprawiedliwiam teraz sama siebie bo powinnam pewnie zyczyc mu wszystkiego
        najgorszego, ale z drugiej strony tez bylam ciekawa czy odbierze - akurat
        jeszcze spal, wiec chyba mi eksperyment nie wyszedl.
        staram sie o tym nie myslec, jesli to co agata napisala jest do mnie to wlasnie
        staram sie tak zdystansowac. mam co robic takze trudne to nie bedzie. wiecie
        byc moze to jakies tam rozgrzeszanie sie, ale pewnie ze mna tapnelo ostatnio,
        ale to juz nawet nie jest tak ze ja czuje sie zalamana i rycze tydzien czy
        miesiac bo mnie zawiodl - to raczej wscieklosc, ze cholera dziewczyno znowu
        dalas mu sie oszukac, nabrac na te jego klamstwa!! przez moment jest zle jak
        cholera, taki dolek, ale z kazdym takim wystepkiem czuje sie 'lepiej' - inaczej
        to przechodze. chyba dlatego ze daje sobie sprawe jak jest i ze tak naprawde
        wiele zalezy ode mnie. ze gdybym tylko sie zaparla to bylabym pania tego
        swiata. i ze moj blad polega na tym, ze nie chce byc ta pania swiata... znaczy
        chce ale nic nie robie w tym kierunku.
        dobra narazie nie jest zle, wstalam pelna poweru - zaraz go pewnie spale jak
        zabiore sie za sprzatanie, wiec wtedy sie odezwe ;)
        dzieki ze jestescie
        • timbunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 14:53
          w czwartek przeszłam samą siebie - smsy, płacze, wszystko na raz. i wszystko
          ponad moje siły. kolezanka mnie uratowała, zabrała do siebie na piwo. Wczoraj
          stwierdziłam że już mam dość ja naprawde cierpie, nie tylko psychicznie, ale i
          umysłowo. Poszłam do psychologa, w aptece kupiłam ziołowe tabletki, nie jest
          super lepiej, ale przynajmniej nie wyję z rozpaczy, moge normalnie
          funkcjonować - i teraz sobie obiecałam solennie - 0 odzywania sie do j. mam
          nadzieję ze mi sie w końcyuu ida wyjść z tego.
          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 16:36
            Timbunia uda sie!!!! naprawde wyjdziesz z tego! A teraz prosze cie miej honor i
            nie odzywaj sie do niego. Wiesz gdy prawie pol roku temu moj mnie zosatwil,bylam
            w prawdziwej separacji tak jak Ty, plakalam , blagalam...dzwonilam pisalam ...on
            nie odpzisywal a w rozmowie byl nieprzyjemny- bolalo,sama wiesz jak abrdzo
            bolalo. Wkoncu dalam sobie spokoj. Koniec pisania koniec dzownienia...jakos
            latwo mi to przyszlo, poprostu zorzumialam ze mnie nie kocha i chce miec kogos
            nowego. I co?? .... po tyogdniu mojego nieodzywania sam zabiegal o kontakt. Gdy
            worcfilismy do siebie to powiedzial mi ze te moje smsy tylko go zniechecaly i
            jeszcze bardziej utwierdzaly w tym ze nie chce ze mna rozmaiwac i nie chce
            wracac. Tak wiec skoro facet juz tak mowi to znaczy ze to prawda. Bedzie
            wszystko dobrze,ulozy sie ;) glowka do gory:) teraz musisz byc baardzo
            silna...:* clauje cie i pozdraiwam mocno mocno mocno:)
        • akkknes Re: wracanie do siebie 02.06.07, 16:23
          hej
          u mnie leje ja chora eh nie ma to jak sesja :(
          dzwonil dzis do mnie moj eks, no dobra odebralam laskawie i tak tez z nim
          rozmawialam. on mnie nie oszukuje tylko wtedy maryska podsluchiwala i 'bo ona
          mnie nie lub' i w ogole milion beznadziejnych tlumaczen, w ogole to czy on
          moglby mnie odwiedziec w szptalu. powiedzialam ze ja jego bezsensownych
          tlumaczen nie potrzebuje, tym bardziej szopek w szpitalu, ja chce teraz
          spokoju. oczywiscie zaczal sie rzucac ze skoro ja tak stawiam sprawe to on sie
          nie bedize nie wiadomo co i w ogole jak to on, metoda 'spychoterapii'.
          musze byc twarda, choc to teraz bedzie naprawde ciezkie.
          aha bo marysia ma nowych znajomych i na przeciwko jego pracy jest klub i ona
          tam przyszla bo czekala na znajomych... taaa...
          no dobra jak sie powiedzialo a to trzeba powiedziec i b.
          musze sie zaciac i tyle bo inaczej naprawde zle to sie skonczy.
          bogu dzieki ze juz przynajmniej nie rycze co chwila i ze nie jestem juz tak
          nawina. dzieki dziewczyny bez was by mi sie nie udalo :)
          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 02.06.07, 16:59
            akkknes - jestes dzielna, tak trzymaj. timbunia - to dobrze, ze postanowilas
            sobie pomoc i nie pozwol sie zwiesc nadziejom, dawanym przez osoby, ktore
            probuja generalizowac tylko na podstawie swoich skromnych doswiadczen. wazne
            jest bys nabarala sil i szacunku do siebie... kiedy uda Ci sie pokochac siebie
            przyjdzie i czas na budowanie zdrowego zwiazku.
            • akkknes Re: wracanie do siebie 02.06.07, 17:13
              gabrysia, uwierz mi jak dzis zaluje tych slow ze teraz mozesz mi pogratulowac i
              ze w ogole czulam sie pania swiata... guzik nie pani swiata!! kazdego dnia
              przekonuje sie jaka jestem slaba, jak na sile musze sie pilnowac zeby nie dac
              mu sie zlamac. to jest najwiekszy trening mojego zycia, w zyciu tak sie nie
              meczylam, nawet jak skakalam na aerobiku po 3godziny!! musze pokazac ze to, ze
              on wie ze go kocham nie wiem za co i nie wiem czemu ciagle czekam czy sie ludze
              to juz przeszlosc, ze nie jestem choragiewka. jeszcze niedawno bylam w stanie
              uciac sobie reke dla niego a dzis musze kombinowac sobie trzecia reke - byle
              nie jego, zeby sobie poradzic w zyciu.
              przykre i smutne, bo ja myslalam ze to taka love juz na zawsze bedzie.
              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 02.06.07, 21:02
                akkknes napisał:

                > przykre i smutne, bo ja myslalam ze to taka love juz na zawsze bedzie.

                wiem, ale z drugiej strony patrzac to lepiej, ze wczesniej sie to skonczylo niz
                pozniej...
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 17:58
      nadzieja zawsze bedzie, tak to juz jest. Nie generalizuje. gabrysiu nie powiesz
      mi ze takie zachowania nie odpychaja faceta???? Wiadomo ze to nie jest
      powiedziane ze on worci po tmy jak ona pzrestanie go meczyc, ale napewno po
      czasie bedzie mial inny stosunek...moze przyjacielski- kto wie. Wg mnie lepsze
      nieodzywanie sie niz nagonka smsowa.
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 02.06.07, 21:00
        madziuuunia napisała:

        ale napewno po
        > czasie bedzie mial inny stosunek...

        tja... pogratulowac tylko wiedzy:P
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 21:37
          Nie udawaj ze TY tego nie wiesz.... cos ich wkoncu laczylo i raczej wypada aby
          miec przyjacielskie stosunki.
          • qw994 Re: wracanie do siebie 02.06.07, 22:42
            Jakie przyjacielskie stosunki? Przecież tak się nie da. Chyba że po długim
            czasie.
            • akkknes Re: wracanie do siebie 02.06.07, 22:52
              po dlugim czasie to mam nadzieje jest juz tylko inny etap w zyciu a nie
              przyjaznienie sie z kims dla kogo chcialo sie widziec sens w bezsensie...
            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 22:57
              NO jasne ze nie od razu. Po dluzszym czasie gdy ta druga osoba nie bedzie
              wzbudzla juz w nas zandych uczuc. Ja ze wszystkimi swoimi bylymi utrzymuje
              kolezenskie stosunki.Do nikogo nie chowam urazy i jest w porzadku. Szanujemy sie
              nawazjem i jest tak jak przystalo.
              Oczywiscie do zadnego tez nic juz nie czuje...
              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 00:09
                madziuuunia napisała:

                > NO jasne ze nie od razu. Po dluzszym czasie gdy ta druga osoba nie bedzie
                > wzbudzla juz w nas zandych uczuc. Ja ze wszystkimi swoimi bylymi utrzymuje
                > kolezenskie stosunki.Do nikogo nie chowam urazy i jest w porzadku. Szanujemy
                si
                > e
                > nawazjem i jest tak jak przystalo.
                > Oczywiscie do zadnego tez nic juz nie czuje...

                to bardzo interesujace tylko, tylko nic z tego dla timbuni nie wynika. a poza
                tym: ja nie udaje, ze nie wiem. a nawet wiecej: nie udaje, ze cos wiem, kiedy
                nie wiem:)

                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 09:34
                  Dla Timbuni wynika tylko tyle ze powinna przestac meczyc tego chlopaka.Nie pisac
                  nie dzownic,bo moze sie skonczyc gorzej niz jest. A tak przynajmniej pozostana w
                  przyszlosci jakies dobre relacje. Mam nadzieje. Zreszta to zalezy od niej,
                  najwazniejsza korzyscia byloby chyba to ze z czasem zapomnialaby o nim.I kazdy
                  sms i telefon przestalby zadawac taki cios.
                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 10:45
                    nie moze skonczyc sie gorzej niz jest bo dziewczyna juz cierpi na powazna
                    depresje. a "dobre relacje w przyszlosci" nie maja wiekszego znaczenia dla jej
                    stanu obecnie. pisze o tym, nawet nie z uwagi na przypadek timbuni, bo ta chyba
                    najlepiej zdaje sobie sprawe, ze musi zaczac myslec w koncu o sobie, ale sa
                    osoby, ktore obietnice typu: "przestan sie odzywac na troche, a do Ciebie
                    wroci" moga zaprowadzic na manowce. przyklad chociazby akkknes...
                    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:25
                      Gabrysiu byloby gorzej... narzucajac sie smsami sama siebie pograza i poglebia
                      ta depresje.Wg mnie najlepiej by ktos przy niej byl przez jakis okres aby
                      powstrzymac j apzred tymi kontaktami, on i tak nie worci z tego co wnioskuje a
                      takie pisanie smsow i powtorne przekonywanie sie ze to naprawde koniec bola
                      jeszcze mocniej.
                      A tez nigdy nie powiedzialam ze jelsli przestanie sie odzywac to on nagle wroci.
                      Zawsze uwazalam (mowie teraz o sobie i nie daje zadnych nadzieji TImbuni) ze
                      jesli nie bede sie odzywac to moge miec z tego 2 korzysci...Pierwsza jest taka
                      ze uda mi sie zapomniec ( w przekonaniu ze on tez sie nie odzywa) a druga taka
                      ze poprostu przemysli sprawe i worci. Sprawdziwlo to sie juz w 6 przypadkach,
                      moim i moich kolezanek z czego efekt byl podzielony. Jednym udal sie punkt 1,
                      innym 2. Zycze ci Timbunia ze nie bedziesz sie juz do niego odzywac i pomoze ci
                      to w walce, mam nadzieje ze syzbciej zapomnisz i zaczniesz zyc.
                      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 14:00
                        madziuuunia napisała:

                        > Gabrysiu byloby gorzej... narzucajac sie smsami sama siebie pograza i poglebia
                        > ta depresje.

                        chyba nie rozumiesz z jaki argumentami dyskutujesz. ja nie twierdze i nie
                        twierdzilam, ze timbunia powinna podtrzymywac znajomosc czy sie narzucac. ja
                        tylko ostrzegam panie przed mysleniem typu: powinnam nie narzucac sie przez
                        jakis miesiac dlatego, ze "napewno po czasie bedzie mial inny stosunek...moze
                        przyjacielski- kto wie". moim zdaniem takie myslenie ma krotkie nogi. twoim 6
                        kolezankom moglo sie udac, ale w wypadku akkknes itp. prowadzi tylko do
                        przedluzania agoni.
                        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 14:06
                          hehe no i właśnie cała rzecz polega na tym żeby ten czas byl wyzbyty calkowicie
                          złudzeń i nadzieji. W innym przypadku bedzie to tak jak mowisz -czas stracony
                          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 16:18
                            madziuuunia napisała:

                            > hehe no i właśnie cała rzecz polega na tym żeby ten czas byl wyzbyty
                            calkowicie
                            > złudzeń i nadzieji.

                            tak, tylko, ze zrobilas kolko, zjadlas swoj ogon i zaprzeczasz w tej chwili
                            sama sobie. albo rybka, albo akwarium: albo panna ucina kontakt i zajmuje sie
                            wlasnym zyciem, albo przyczaja sie na chwile z nadzieja "a moze on sie zmieni?".
                            generalnie nadzieja w zyciu jest potrzebna, ale kiedy ma sie jasne komunikaty z
                            drugiej strony na "nie" albo jeszcze gorzej: "nie, ale czekaj w przedpokoju" to
                            warto zajac sie dla odmiany soba.
                            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 16:25
                              Nie zrozumialas mnie. Nie chodzi o to zeby robila taka cicha przyczajke w celu
                              powortu Pana..tylko zeby zapomniec.A konsekwencje tego mog abyc rozne i
                              niespodziewane. Chyba lepiej starac sie zapomniec i pozniej mile zaskoczyc niz
                              caly czas zyc zludzeniami. W moim przypadku dokladnie tak bylo. Postanowilam sie
                              odciac i powoli wracalam dzieki temu do nornalnosci nie ludzac si ena
                              jakikolwiek powort.Stalo sie jak chcialo - Pan zechcial znow o mnie zabiegac,
                              lecz gdyby nie ten fakt moze bylabym juz wyleczona. Niemniej jednak sadze ze
                              odseparowanie sie jest korzystne. Skutek moze byc dwojaki -dziewczyna wraca do
                              siebie lub on zechce worcic do niej.
                              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 19:09
                                madziuuunia napisała:

                                > Nie zrozumialas mnie. Nie chodzi o to zeby robila taka cicha przyczajke w celu
                                > powortu Pana..tylko zeby zapomniec.A konsekwencje tego mog abyc rozne i
                                > niespodziewane. Chyba lepiej starac sie zapomniec i pozniej mile zaskoczyc
                                niz
                                > caly czas zyc zludzeniami.

                                to ty nie rozumiesz, co piszesz, a napisalas: "ale napewno po czasie bedzie
                                mial inny stosunek..."

                                takie myslenie wlasnie, to zycie zludzeniami. ludzie to nie urzadzenia, ktore
                                mozna naprowadzac na cel wedlug zasady: "jesli nie zadzwonie przez miesiac, to
                                on zrozumie jak bardzo mnie kocha." ludzkie relacje sa duzo bardziej
                                zronicowane.
                            • akkknes Re: wracanie do siebie 03.06.07, 20:00
                              wlasnie - albo rybka albo akwarium!! racja!!
                              nie wiedzac co gabrysia tu napisze tak zrobilam - powiedzialam to mojemu eks.
                              albo albo. nie powiedzialam ze ma ja zostawic i do mnie wrocic ale ze ma
                              dokonac wyboru - bo ja nie chce juz znowu ze on ma dzwonic ale ona przyjdzie do
                              biura i ja ide w odstawke. zaczal cos sie motac ze z nia sie spotyka potem ze
                              to nie tak, ja dokonczylam za niego - nie bede dla nikogo ta druga, ewentualna,
                              nie bede tez nikomu przeszkadzac. jak ja chce oszukiwac - bo ja jej ewidentnie
                              przeszkadzam, sam mi to powiedzial, za ona ma jedna rade na to zeby zniknelo to
                              co bylo - olac. wiec powiedzialam ze jak chce sluchac jej rad, to ja wiem czym
                              grozi mi taka rozmowa z nim (mowilam na samym poczatku, ze jak mu sie powie ze
                              ma wybrac albo albo i nie ma trzeciej opcji to chocby mu reke mialo urwac zrobi
                              na zlosc) i ze on moze mi spiewac jak sie zmienil, to ja w to nie wierze. ide
                              do szpitala i chce po powrocie zaczac nowe zycie. i albo on mi w tym pomoze i
                              ja bede zdrowiec z mysla ze mam do kogo wracac albo zdrowieje sobie sama bez
                              jego odwiedzin i telefonow. zaczal cos pieprzyc ze raz tak raz tak, poplakalam
                              sie i powiedzialam ze sorry stary ja tak nie umiem.

                              on znowu swoje ja swoje wiec koniec koncow jak ja nie dotrzymam swojej decyzji
                              to juz zawsze tak bedzie. a ja tego nie chce. nie jestem znowu jakas
                              ksiezniczka na ktora zawsze gdzies ktos bedzie czekal, lata leca, musze zrobic
                              swoje. a to ze on chyba wyrzuty sumienia chce zakryc odwiedzinami mnie w
                              szpitalu to juz nie moje wyrzuty sumienia. pamietam jak po pierwszym szpitalu
                              powiedzial ze przyjedzie a potem wypial sie na mnie. a poszedl mi stad, nie
                              chce tak drugi raz. albo ma jaja i sie ogarnie albo niech sie buja z mala
                              zoltka. a jeszcze jak mi powiedzial ze nie chce sie z nia klocic przeze mnie -
                              potem zaczal to jakos tlumaczyc w swoj sposob... nieee mam nadzieje ze poboli
                              mocno ale krotko. albo rybka albo akrawium, i tyle!! cisna mi sie na usta
                              niecenzuralne slowa wiec tu zkoncze.
                              dziewczyny, jutro ide do lekarza a ze czuje ze dolegliwosci bez zmian i jednak
                              pojde pod ten noz - ciekawe tylko jak to wyjdzie z tym strajkiem, powiedzcie ze
                              dobrze zrobilam? ze mam swoj priorytet - obrona, potem uzupelniajace studia i
                              to od pazdziernika, w wakacje praca i wyjazd z przyjaciolkami albo nawet
                              rodzicami no i najwazniejsze zeby mi sie juz nie chorowalo tak jak teraz. ze
                              nie zrobilam zle... bo wiem ze za dwa dni bede miala dolek ze tak postawilam
                              sprawe znajac jego podejscie do takich sytuacji... nie no ku r wa mac albo
                              albo, rybka i akwarium i tym mnie podtrzymujcie na duchu. nawet jak bede na
                              zlosc pisac ze jest inaczej, jak bede wyc i krzyczec. badzcie tu jeszcze troche
                              ze mna.
                              ja teraz ide z przyjaciolmi na piwko. jak wroce to do was zajrze.
                              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 20:28
                                bedzie wszystko dobrze. zdrowiej i nie przejmuj sie teraz tak bardzo (o ile to
                                mozliwe) ty swoim eksem. niestety zmartwienia bardzo moga pogorszyc stan
                                zdrowia, a Ty musisz dbac o siebie.
                                • akkknes Re: wracanie do siebie 04.06.07, 00:03
                                  eh, gabrysia wiesz - teraz mimo ze wiem czym sie skonczy konsultacja lekarska
                                  jade z innym nastawieniem... wiem co mi jest, wiem co bedzie ze mna itd -
                                  pewnie ze sie boje bo nigdy pod narkoza nie bylam, nigdy tak naprawde nic mi
                                  nie bylo, no ale widac trafila kosa na kamien ;/ mimo to ciagle pamietam jak
                                  bylam pierwszy raz w szpitalu, wracam i zgodnie z obietnica dzwonie ze juz
                                  jestem w domu, juz moze przyjechac a on mi mowi (bo to akurat walentyki byly)
                                  ze to juz nie jest nasze swieto... to dopiero zabolalo, walic igly i skalpel
                                  przy takim wyznaniu!! poza tym wiesz jak to jest - nerwow nikt ci nie zmierzy,
                                  wiec to zawsze pojecie wzgledne, a to ze nerwy mi nie pomagaja to wiem od pol
                                  roku. ale nerwy nerwami, dzis juz wiem i nawet mu o tym powiedzialam - zreszta
                                  ku jego niezadowoleniu i zdziwieniu - ze ja sobie rade dam. pewnie ze wolalabym
                                  miec go obok siebie i moze byloby mi wtedy latwiej, ale jak nie to nie, bez
                                  laski. piate kolo u wozu to nie ja!!
                                  zdaje sobie jednak sprawe, ze jesli on jutro by zadzwonil i powiedzial ze
                                  zmienil zdanie czy ze dokonal wyboru na moj plus nazwijmy to sobie, to
                                  niestraszne mi slowa lekarzy. bo ja wiem co jutro uslysze, wiem jakie beda
                                  konsekwencje i w ogole wiem ze zarty sie skonczyly. wiem ze z nim byoby mi
                                  latwiej przez to przechodzic niz potem komus opowidac ze jak mialam 22lata to
                                  mialam operacje taka i taka... no ale takiej bajki nikt jeszcze nie napisal. ja
                                  mu dzis opowiedzialam zakonczenie tej bajki i tego musze sie trzymac. rybka
                                  albo akwarium :( ide spac. mam nadzieje ze mam aniola stroza - ktory nie jest
                                  upadlym aniolem...
    • timbunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 22:22
      miałąm mieć miły wieczór, byłam na koncercie -2 wspaniałych orkiestr. Wszystko
      fajnie tylko chyba uspokajacz przestał działać, i znowu zbiera mi się na płaćz
      a gula w gardle rośnie :( całe życie mam przejść na prochach??
      • timbunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 10:52

        witajcie, walczę, bo chyba to niestety można tylko już walką nazwac. walczę o
        kazdą miłą chwilę, walczę o godzinę bez płaczu, walczę by nie mysleć o j., by
        nie dzwonić, nie pisać po prostu zapomnieć, pamiętać tylko miłe chwile. Nie
        wiem jak to by było gdyby j. wykazywał przyjacielskie nastawienie - chyba
        lepiej by nie było, może miotałabym się jak akkknes i własciwie nie umiałabym
        sobie poradzć z tym w ogóle. Niestety odczułam to rozstanie bardzo, bardziej
        niż bym się spodziewała kiedykolwiek - ale mam nadzieję że bedzie lepiej.
        Ściskam wszystkich.
        • psychpsych Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:28
          Zajrzałam tu po długim niebyciu i widzę, że nie jest lepiej! Dziewczyny cały
          czas w rozterkach. A najgorzej z Timbunią!
          Timbunia, zadaj sobie pytanie, czy chcesz dla siebie dobrze, czy masz dla kogo
          żyć? Napewno masz rodziców, rodzeństwo, czy te Twoje zwierzątka. Oni Cię
          potrzebują! Zostaw tego pacana J. On nie jest Ciebie wart. Widocznie potrzebuje
          innej dziewczyny czy żony. Może mniej wykształconej, może bardziej uległej,
          może garkuchni.... Ty byś się nie nadawała. Bo widać że masz swój "kręgosłup",
          wykształcenie i przede wszystkim dobre serce. Nawet jakbyście się związali, to
          wasze różnice charakterów wyszłyby później. I wtedy skończyłabyśjak ja...
          najpierw kłótnie, później milczenie a później rozstanie. Ale ty jesteś jeszcze
          młoda i ułożysz sobie życie, a ja już raczej nie.
          Moja rada: Wstań jutro z postanowieniem: ŻYJĘ DLA SIBIE I BLISKICH. o byłym nie
          myśl, a jak będą ci myśłi same przychodziły, to myśl: jak dobrze że go już nie
          ma i nie mam kłopotu z dogadaniem się z Jackiem. Rozejrzyj się co potrzebuje
          koleżanka, mama brat i zrób jeden dobry uczynek dziennie. A drugą rzecz
          obowiązkową to codziennie zrób sobie drobną przyjemność (kino, książka, ciuch,
          fryzjer) i napisz czy Ci lepiej.
          Błagam posłuchaj mnie. Jestem psychogiem z wykształcenia, zajmuję się takimi
          jak TY i daję Ci dobre rady. Zacznij na tym forum liczyć dni NOWEGO ŻYCIA. Po
          każdym dniu zdaj relację, a ja podsumuję Ci dzień. A może załóz nowy wątek.
          Chętnie przeprowadzę z Tobą terapię internetową.
          Pozdrawiam psycha
          • psychpsych Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:39
            Timbunia!
            Przeczytaj sobie wątek pt.
            "Zamknęłam pewien etap w życiu... " i zobacz, że nie masz co dążyć do powrotu,
            bo nie będzie już nigdy jak na początku, będzie rozczarowanie, ból i zmarnowany
            czas.. To tak jak nie należy wracać do miejsc z dzieciństwa, odgrzebywać
            dawnych uczuć, bo czas zmienia, a lepiej, żeby zapamiętać to co miłe dawno i
            nie porównywać.
            Tak że rozpoczynaj życie od nowa Już od dziś.
            Do zobaczenia wieczorem na forum, czekam na relację . I nie objadaj się za
            bardzo prochami, bo potem będziesz się leczyła z uzależnienia. A nawet jak na
            nich pisze, że bezpieczne, to się uzależnisz. Wierz mi, bo się na tym znam.
        • qw994 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:31
          Timbunia, a może przydałyby ci się jakies antydepresanty? Serio mówię.
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:31
          Nic wiecej Ci poradzic nie moge jak w poscie ktory napsialam wyzej.Musisz
          skonczyc z tymi telefonami... przez to meczysz sie jeszcze bardziej. A gdy ci
          nie odpisuje i pokazuje ci ze nic dla niego nie znaczysz jeszcze bardziej
          boli:( wiem co to znaczy... :( Zrob to dla siebie i skoncz pisac. Brak kontaktu
          dobrze na Ciebie zadziala,moze nie od razu ale z biegiem czasu sama zauwazysz ze
          tak jest dla Ciebie najlepiej.
          Jestes cudowna dziewczyna, zaslugujesz na piekna milosc i znajdziesz ja!
          Postaraj sie myslec pozytywnie o swojej przyszlosci, nie daj satysfkacji bylemu
          ze tak Cie wykancza. Uwierz ze w zyciu jeszcze wiele Ci eczeka.Jestes bardzo
          mlodziutka,wiesz ile jeszcze zycia pzred Toba??:) usmiechnij sie Kochana i
          sprowokuj usmiechem szzcesliwy los:) wierze ze wszystko bedzie jeszcze dorbze i
          trzymam za Ciebie kciuki!!! wyjdziesz z tego jako zwyciezca:):):) sciskam
          • timbunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:52
            Dziekuję Wam dziewczyny :)
            Własciwie podjęłam pewnie kroki, gdy j. napisał(wymusiłam na nim to), że na
            razie kontaktu ze mna nie chce. stwierdziłam, że dłużej tak nie mogę, bo
            krzywdzę siebie i wszystkich do okoła. Dzień za dniem mi ucieka, a ja siedzę i
            trace czas. Co prawda żałuje, że nie potrafi on ze mna nawet zwykłych
            koleżeńskich stosunków utrzymywać, tylko pali za sobą mosty, co zupełnie do
            niego nie podobne. W związku ideałem nie byłam, ale zdaje sobie sprawę, że to
            jego nie usprawiedliwia, że postąpił ze mną jak z najgorszym wrogiem - nie
            dająć odrobiny uczciwości ze swojej strony.
            1 czerwca zaczęłam nowy rozdział w swoim życiu - zgodnie z zaleceniem pani
            psycholog - dbam o siebie jak najbardziej mogę. a proszki cóż, póki co wzięłam
            tylko takie ziołowe, dostępne w aptece - lepiej mi po nich, bo nie panikuję,
            nie ryczę i choc smutno mi to jakos jestem w stanie iść do przodu, normalnie
            jeść - nie czuję guli w gardle.
            • qw994 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:57
              Co prawda żałuje, że nie potrafi on ze mna nawet zwykłych
              > koleżeńskich stosunków utrzymywać, tylko pali za sobą mosty, co zupełnie do
              > niego nie podobne.

              To najlepsze, co mógł dla ciebie zrobić w tej sytuacji.
              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 14:01
                qw994 napisała:

                > Co prawda żałuje, że nie potrafi on ze mna nawet zwykłych
                > > koleżeńskich stosunków utrzymywać, tylko pali za sobą mosty, co zupełnie
                > do
                > > niego nie podobne.
                >
                > To najlepsze, co mógł dla ciebie zrobić w tej sytuacji.
              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 14:03
                qw994 napisała:

                > Co prawda żałuje, że nie potrafi on ze mna nawet zwykłych
                > > koleżeńskich stosunków utrzymywać, tylko pali za sobą mosty, co zupełnie
                > do
                > > niego nie podobne.
                >
                > To najlepsze, co mógł dla ciebie zrobić w tej sytuacji.

                zgadzam sie. czasami panowie proponujac "tylko przyjazn" potrafia wykorzystywac
                nadzieje zakochanych dziewczyn.
            • psychpsych Re: wracanie do siebie 03.06.07, 12:00
              Timbunia!
              Jesteś dzielna i dalej tak trzymaj. jak Ci źle dzwoń do kogoś życzliwego lub
              wychodź na ulicę i powiedz paru napotkanym osobom "dzień dobry". A jak nie to
              wejdź do sklepu, na dworzec czy jeszcze gdzieś i pomóż komuś cos przenieść,
              zejść po schodach, czy po prostu nawiąż krótką rozmowę. Tak aby ktoś się do
              Ciebie uśmiechnął. To pomaga!
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 00:35
      o Boze..... :(:(:(:(:(:( nawet nie wiem jak to napisac. Skonczyla sie bajka.
      Dolaczam do ciebie Timbunia...znow jestem sama...:(:(:( ide wysmarkac i wyplakac
      sie w poduszke, jutro opowiem co swiecej moze ....jak dam rade....
      • ilums Re: wracanie do siebie 04.06.07, 03:07
        Dasz rade Madziuuu-juz nie raz udowodnilas ze silna i rosadna z Ciebie
        dziweczyna i tym razem dasz rade!!!!!!!!!! Bardzo mi sie podobalo jak grzecznie
        rozmawials dzis z gabrysia siedem i czy jak ona ma tam numer.... Jest wielu
        kalkierow na tym forum, ktorzy staraja sie jej sie podlizac zeby ich nie
        atakowala a dzis ty pokazalas ze wyrazajac swoje zdanie mozna tez poprowadzic
        konstruntywna dyskusje, ktora nie polegala tylko na wklejaniu fragmentow czyis
        wypowiedzi i atakowania osob, ktore chca pomoc autoce watku czy innym ososbom.
        A, ze robia to w taki sposob w jaki zostalo im to w procesie socjalizacji
        wpojone to nie ich wina-a krytykowac jak widac jest latwo.
        trzymaj sie Madzia!!!!! A w razie zbyt czestych atakow poprostu omijaj jej
        wpisy-ja przewaznie tak robie i ten watek znow da sie czytac;)
      • timbunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 08:23
        Madziu trzymaj sie ciepło, jestem myślami z Tobą.
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 09:57
          Michalku dziekuje :):):) chociaz nie bralam wypowiedzi gabrysi jako ataki. A
          zreszta co tu pisac,powiedzialam co chcialam powiedziec i tyle,jesli zostalam
          zrozumiana to super - jesli nie,no to juz trudno :)
          Oj Timbunia razem moglybysmy wyc do poduszki, ale ja si echyba otrzasnela. Pol
          nocy plakalam i myslalam ze umieram.Nie chcialam sie obudzic, przeszywajacy bol
          po calym ciele. Ale dzisiaj wstalam i sobie mysle ze dam rade;) Biore sobie do
          serca wszystkie wasze rady i bede zyc;) Boze nie takie rzeczy si eprzezywalo:)
          hehe wiadomo ze go kocham i zle mi bedzie no al edam sobie zuuupelnie rade. Nie
          ma sie co zadreczac - juz to pzrechodzilam i nic mi nie pomoglo:) zamykam ten
          rozdzial,od dzisiaj bede jak automat ktrey wamzauje go z pamieci i mysli o
          clakiem innych sprawach:) Timbunia tobie tez tego zyucze...przynajmniej takiego
          nastawienia:) sciskam mocno
          • timbunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 16:29

            staram sie Madziuu, wiesz mi sie staram. wczoraj niestety miałam fatalne
            zakońćzenie dnia. pokłóciłam się z tatą, zauważył ze siegam po pastylki
            uspakajające - i się zaczeło, że jak ja tak długo moge, ze psychiczna jestem,
            ze ciągle płaczę, i ze stara krowa jestem i powinnam być odpowiedzialna a nie
            taka jak teraz i że sie rozczulam nad soba. Poszłam spać rozbeczana. w nocy
            oczywiście wspaniały sen z J. w roli głownej. Wstawac mi sie nie chciało,
            chciałam zasna ci sie nie obudzić. dzisiaj wcale lepiej sie nie trzymam, stres
            mimo tablteke mnie zrzera. Kurcze tesknie i kocham, ale musze zapomnieć, dla
            swojego dobra.
    • wanilla89 Re: wracanie do siebie 04.06.07, 16:31
      Czytam gazety, różne fora czy artukuły i wszędzie zauważyłam, że powtarza się
      sytuacja a mianowicie jest ktoś miesiąć, 2-3 bądź nawet pół roku po rozstaniu,
      ciągle płacze i nie może sie pozbierać, nie może normalnie funkcjonować, nie ma
      już celu w życiu, nic go nie obchodzi czy też życie nie ma już dla tej osoby
      najmniejszego znaczenia a te 1000000 rad typu: wyjdz do ludźi, pokaż Mu!, idź
      na zakupy, wyszalej się, spotykaj się z kimś.... itp. itp. ma gdzieś
      głęboko... każdy mu odp. że ma wierzyć, że poczekać, że ma dac czasowi czas...
      a co ja mam zrobić jeśli to wszystko nadal się mnie trzyma od prawie 1.5 roku :
      ( !?!?!
      • timbunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 16:58

        rozumiem cię w pełni. ja boję sie ze u mnie tez to bedzie tyle trwało. długo
        potrafię chowac różne uczucia w sobie. dlatego poszłam po pomoc, może tez warto
        żebyś poszła. a rady te powyższe są dobdre - bo pozwalają chociaz zając sobie
        głowę.
    • wanilla89 Re: wracanie do siebie 04.06.07, 17:17
      Będe wdzięczna jeśli ktoś to w ogóle przeczyta...
      Podczas tej rozłąki, która trwa prawie 1.5 roku "weszłam" w swój smutek :(
      Wlekę się przez tę nieskończoną "krainę smutku" i nie mogę jej opuścić...
      Potrzebuję tej długiej wędrówki, bo chcę przejść ze "starego życia" z tą
      ukochaną osobą do "nowego życia"... ale bez Niego :( Nie mogę, nie potrafię tej
      krainy opuścić... mimo, że chcę! Są takie dni, że smutek żąda ode mnie zbyt
      dużo... nie mogę spać, jeść uczyć się, myśleć, funkcjonować :( żyć... Gdyby nie
      szkoła i inne obowiązki rano nie wychodziłabym z łóżka... Czasem izoluję się
      całkiem alejedncześnie cierpię z powodu samotności... Czasami nie chcę widzieć
      nawet swoich najbliższych bo podobno najlepiej płacze się w samotnośći ale
      jednocześnie brakuje mi czegoś, kogoś :(, ludzkiego serca :( ramienia, które
      obejmie... Moje życie nie jest już takie jak przedtem i nigdy już nie będzie :(
      Brakuje kogoś... W myślach wracam ciągle do "starego życia", ale nie mogę
      cofnąć czasu w rzeczywistośći... nie pozostaje mi nic innego jak znosić
      cierpienie i je kształtować... moje myśli wciąż krążą wogół Niego, ciągle i
      ciągle, wszystko wraca :( i znów ogarna mnie ten sam tak znajomy i
      rozpoznawalny smutek, który ogarnia całe moje ciało i duszę rozciągając je jak
      tylko może... a to boli :( a wszystko odeszło jak ten ostani śnieg za oknem a
      ja tęsknie, niee... ja umieram z tęsknoty... już nie umiem się kontrolować, nie
      potrafię :( ja już chcę pomocy :( żyję chorze, niezdrowo, tokstycznie... tak
      nie można, tak się nie da żyć... nie tyle :( Smutek jest dobry i często
      pouczający ale na jakiś czas ale nie jest przyjacielem na dłuższy okres. Zdrowe
      zmysły odeszły tak dawno jak odeszło prezkonianie, że jestem kochana :( a tak
      byłam tego pewna... On mnie gubi w mojej głowie... najgorsze co może być, nie
      móc rządzić samą sobą bo ktoś robi to za Ciebie... Jest jakaś resztka we mnie
      ale nie mogę jej odnaleźć... Tracę samą siebie :( i jestem tego świadomma...
      Tracę najlepszą część siebie... bo tak bardzo kocham :(
      pozdrawiam Was bardzo ciepło... :*
      • angie3101 Re: wracanie do siebie 04.06.07, 19:56
        Wanilla, po przeczytaniu Twojego postu doszłam do wniosku, że potrzebujesz
        fachowej pomocy psychologa..skoro od 1,5 roku nie możesz sama poradzić sobie z
        tym rozstaniem, to czas zgłosić się po pomoc..Tylko takie rozwiązanie widzę, nie
        wiem co innego mogłabym Ci doradzić..Trzymaj sie ciepło, pozdrawiam:)
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 21:44
          umieram:( w swoim stanie nie moge zastosowac ani jednej waszej rady. Moge tylko
          obiecac ze nie odezwe sie do niego - dla wlasnego dobra.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 22:07
      :(:(:( Dziewczyny ja naprawde jestem zalosna. Pozwolilam mu sie juz 3 raz
      oszukac. Dziewczyny on chcial worcici spotkalismy sie przytulal mnie, mowil ze
      juz nigdy nie pozwoli mnie ksrzywdzic, ze zahcowal si ejak potwor i zorbi
      wszystko zeby to naprawic. Ze nie powoli ju znigdy stracic takiej kobietki.....
      Wzielam sobie do serca te slowa. Wczoraj w nocy zadzwonil do mnie ...plakal
      powiedzial ze bardzo mni ekocha, ze chce zeby bylo ju zodbrze,ze jego obawy sa
      glupie i ze nie powinien wogle tak myslec...rano napsial smsa ze mni ekocha.
      ....a pzred chwila dostalam co stakiego :Magda zakonczmy to ...w nocy popelnilem
      blad dzwoniac...w mojej psychice za duzo jest rzeczy zakodowanych na nie....
      prosze ni epytaj o zadne wyjasnienia..juz nie zorbie czegos takiego jak dzis w
      nocy....badz dzielna" ......... wiecie co ja teraz czuje?? bylam tak
      anaiwna...wybaczylam mu najgorsze swinstwo na swiecie,to ja powinnam si ebac o
      ten zawiazek a ni eon......a on zabral z mojego zycia kolejny miesiac ktroy byl
      pelen zludnych nadzieji....Siedze tu i rycze.... nie wierze ze to tak si
      eskonczylo. Ze dalam sie omotac.Mialam do niego pojechac,mielismy zaczac
      wszystko od nowa..... a on mi robi co stakiego. Tyle slow puszczonych na
      wiatr...tyle zapewnien:(:(:(:(:( skrzywdzil mnie teraz i to bardzo, a ja go
      kocham jak szalona i nie moge przezyc ze tak si estalo.
      Moze bol z czasme mienie,al emilosc tak szybko nie minie. Ludzie w kolo mnie
      pzrestrzegali,ze zle robi eufajac mu znow.... kazdy mi mowil ze glupia jestem,ze
      powinnam go kopnac w tylek....a ja chcialam ufac chcialam czuc si
      ekochana.....pragnelam jego ramion,jego milosci:(A teraz nie mam
      nic....kompletnie nic;( ni emusze mowic jaki to bol...boje sie teraz o siebie i
      o swoje zdrowie....popsotu nie dam rady 3 raz to zniesc;( Tyle krzywd....z
      ledwoscia tutaj oddycham i pisze do was.Al emusze si etym z kims
      podzielic,nikomu innemu ni epowiem bo nie chce dawac satysfakcji ze
      niestety...mieli racje. Pokazal mi jak bardzo jest niedojraly.W moich oczach
      jest teraz malutkim czlowieczkiem....:( zranilo mnie to niesamowicie. Obym z
      tego wyszla bo nie wyobrazam sobi emojego przyszlego zycia. Pewnie z czasem
      odnajde plusy byci abez niego,bo on mial mnostwo wad,tylko ze j aslepo kochalam
      nawet ta wade. Bylam w stanie zrobic dla niego wszystko...wszystko. Kazde
      poswiecenie,moglabym nawet zycie za niego oddac - az nie wierze ze Pan Bóg
      zabiera mi taka milosc;( to smutne ,naprawde. Kazda z nas to przezywala juz.
      Szkoda ze u mnie z pzrerwami ciagnie sie to od stycznia. jak na to patrze to
      smiac mi sie chce z samej siebie ze pozwolilam sie tak umeczyc.Bylabym prawie
      pol roku do przodu bez niego...moze bylabym juz na dobrej drodze do zapomnienia
      a tak jestem w tym samym punkcie w ktrym bylam pol roku temu. Rozpacz strach
      bol...Chcialabym kiedys obudzic sie zupelnie zdrowa i wolna od tej milosci.
      Chcialabym nie bac sie samotnosci...zyc pzredewszysktim dla siebie a nie tlyko
      dla niego.Trzymajcie za mnie kciuki,zebym z tego wyszla;(:( pozdraiwam was mocno
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 22:10
      Mozecie sie smiac...bo taka cwana bylam. A co jest najlpesze w tmy wszysktim on
      twierdzi ZE MNIE KOCHA ale boi sie ze sie nie dogadamy i bedziemy kliocic,ze
      bedzie jak kiedys. I boi si eze jego watpl;iwosci beda wciaz wracaly. ..... nom
      wiec co dziewczynki chyba czas mi porzadnie nakopac za to ze przez pol roku ja
      wciaz jestem w tym samym martwym punkcie...co udawalo mi si ewyjsc z tego ...to
      on wracal...:(
      • timbunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 22:23
        Madziu, nie zamierzam ci nakopać, wiem co czujesz - choć to moze trywialnie
        brrzmi. Jedynie moge cię wyściskac. póki co mam humorek przyzwoity - więc jak
        coś to moge wysłychac, ja ty mnie kiedys.
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 22:32
          doskonale wiesz co pzrezywam, napewno wiesz jeszcze lepiej ode mnie samej.
          Jestem taka zdolowana ze tylko glupoty moge tutaj pisac juz. Nie potrafie
          rozsadnie myslec. Serce mi sie kraja na wszystkie najmniejsze kawaleczki.
          Wypisywanie si etutaj nie pomaga....kompletnie. Al echyb aprzynajmniej dalam
          wszystkim swiadectwo ze poroty sa zle...nie niosa ze soba zandych
          korzysci,wkoncu i tak wszystko si esypie i to niewyobrazalnym kosztem. Bede
          tesknic i kochac dlugo.... nie widze dla siebei zadnej dobrej przyslzosci
          dzisiaj. Moze jutro bedzie lepiej...oby...
          • psychpsych Re: wracanie do siebie 05.06.07, 06:50
            Witam!
            proponuję wstać, zjeść śniadanko i wyjrzeć przez okno. Tak pięknie. I pomyśleć,
            że każdy dzień jest dla Was stracony, jak się pławicie we własnym nieszczęściu.
            Porzucić to co było i cieszyć się drobnostkami życia codziennego. Bo przyjdzie
            moment, że zatęsknicie do zwykłaych dni.
            Dobrego dnia Psycha
            • timbunia Re: wracanie do siebie 05.06.07, 07:22
              witaj psych,
              Masz rację za oknem ładnie, nalezałby zjeść śniadanko, pójść na spacer. cieszyć
              się dniem. tak bym chciała, bo może i potrafię żyć bez Niego, potraktowac go
              jak miłe wspomnienia, ale niestety boję że zostanie tęsknota i resztki uczucia -
              a dla mnie byłoby najlepsze teraz po prostu zapomniec.
            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 05.06.07, 09:37
              dziwny moj stan. Jestem jak wmurowana..siedze sobie, patrze przed siebie....nie
              hcce mi sie plakac,ani ruszac ani nic.... tak jakby mnie nei bylo. Poprostu nei
              wierze. Ale posiedze jeszcze tak z godzine i pierdziele to wszystko. NMie bede
              si enad soba uzalac.Bedzi emi jeszcze dlugo przykro - to wiadomo. No ale naucze
              sie z tym zyc. Najwazniejsze to nie dac sie zlamac, nie myslec kategoriami ON .
              Skoro mnie nie chce to ja tez musze gonie chciec. Chce byc z kims kto mnie
              potrzebuje -on mnie nie potrzebuje wiec trudno. Zawiedziona jestem, starcilam
              wiare w drugiego czlowieka. Przykre to bo tak byc nie powinno. Mam nadzieje ze
              za pare dni obudze sie usmiechnieta i dam osbie doskonale rade. Tesknota jest
              ogromna....marzenia plany i polegly. Zludzenia tez zawiodly.
              Ale i tak najbardziej dobijajace jest to ze on twierdzi ze mnie ...kocha. Pomimo
              to boi si ebyc ze mna i ucieka od porblemow. Psych psych jelsi widzialas moje
              posty wyzej powiedz mi czy wg ciebie rowniez ten pan powinien co sze soba
              zorbic??? bo ja dla mnie to jego zahcowanie juz nie wynika z niedojrzalosci
              tylko....choroby jakiejs...Dziwne to.. dobra ide cos z soba zorbic:) nie dam
              nikomu satysfakcji ze sie mecze;) pozdraiwam i duzo sily zycze;)
              • akkknes Re: wracanie do siebie 05.06.07, 19:17
                hej

                powiem wam tak szczerze na wstepie ze kocham polska sluzbe zdrowia :[

                a wracajac do tematu - wanilla, rzeczywiscie angie mowi ci dobrze - jak poltora
                roku dalej w tym tkwisz, to naprawde mocno napniesz tylek i sie sama w sobie
                zbierzesz albo psycholog. dziewczyno, pomijajac juz wszystko - marnujesz SWOJE
                zycie! tak nie mozna.
                madziunia - pewnie ogolna teoria ze drugi raz boli mniej jest guzik warta? nie
                powiem ze ciesze sie czy cos, chociaz powiem ci ze wczesniej jakos tak w duchu
                myslalam sobie ze jak mi ktos powie ze zszedl sie i znowu rozstal to ja bede
                miala jakas wewnetrzna satysfakcje. ale ja glupia jestem! nie moge sie
                porownywac do ciebie, bo ten moj tylko mowil o powrotach i milosci i w ogole
                jak on zaluje, ja i tak staralam sie NIE ufac sie mu w to co mowi bo jednak
                czlowiek uczy sie na bledach i juz wiedzialam ze jak uwierze w to jestem trup.
                wiec tyle dobrego. tak jak powiedzialam - w niedziele dopisalam koniec bajki
                ktorej nikt jeszcze nie napisal i tego sie trzymam. byc moze przez sytuacje
                jaka teraz mam nie jest ta kwestia dla mnie priorytetem, wiec w sumie to jest
                na plus.
                timbunia - bo wiesz proszki proszkami, ale ja z perspektywy czasu i doswiadczen
                moge ci jedno powiedziec: postaw sie na miejscu swojego taty i wiecej juz mu
                sie nie dziw. moj tata dla mnie zrobilby wszystko i mimo ze wiedzialam o tym
                zawsze to dopiero jak bylam na dnie zrozumialam jakich fajnych mam rodzicow i
                siostre!
                ilums widze ze ciagle tu nas obserwujesz ale tak tylko z przyczajki?
                psycha tobie to tylko zazdroszcze tego porannego optymizmu!
                watku gabrysi i madzi nie rozwijam bo sadze ze nie ma czego - wiec ilums ;) <no
                no no> nie podjudzaj :P

                jutro mam ostateczna konsultacje z jakims profesorem - specem, chociaz wczoraj
                uslyszalam od jednej lekarki ze 3centymetrowej zmiany to jej sie nie chce
                operowac... fajnie, nie? tylko ze ta zmiana ma prawie 4cm poza tym od
                pazdziernika mimo b. silnych lekow nie zmniejsza sie wiec ja nie wiem czy oni
                nie rozumieja ze mnie to boli? jak chcecie to trzymajcie kciuki - chociaz wam i
                tak juz tyle zawdzieczam ze nawet nie smiem prosic o wiecej :)
                buzka

                ps od jutra znowu upaly ;(
                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 05.06.07, 21:19
                  Akknes ja bede trzymac mocno te kciuki!!!:):) hihi nawet udany dzien
                  mialam....moze nie caly ale wieczor ok:) ogladam seriale a przed chwila bylam
                  biegac z siostra i psiakiem;) nie no czadowo;) hehe jest ok...czuje si enawet
                  nawet. Byleby nie siedziec sama i nie dumac . Ni ema nad czym> No co moj biendy
                  chlopak kocha mni ekurcze...no tak mni echolernie kocha ze musial mnie zosatwic
                  ..no musial biedaczek hehe;D teraz sie zmieje,bo i to smieszne wusmie. Ja nie
                  rouzmiem jak mozna odejsc od kogos kogo sie kocha wiec wiecie..smieje sie:) A
                  wiesz Akknes powiem ci ze chyba za drugim razem az tak nie boli jak za
                  peirwszym.Spodziewalam si etego, nie ufalam temu co mi gadal bo wiem ze on mowca
                  moglby byc. No ale dobra trzymajmy si ewersji ze to biedaczek taki co ma
                  problemy z glowka i ze zorzumieniem " chce ...czy nie chce.....- byc czy nie
                  byc" zalosne;) dorbze ze nie pisze do niego , bo przyzanm sie ze kusilo mnie
                  dzisiaj i nie pomyslalabym ze to tkaie trudne bedzie. Ale wyrwalam i wywalczylam
                  to w sobie:) Trzymam kcuki za was wszystkie;) to co magda M teraz;) ksiezniczka
                  nebeska z niej:) hehe lecee;) buzka
    • strzykwa Re: wracanie do siebie 05.06.07, 22:56
      Rany jak ja Cie rozumiem..rozstalismy sie 4 miesiace temu i tez bylismy w
      kontakcie, on tez dzwonil, pytal, przychodzil...szlismy do lozka- ja myslalam ze
      przypomial sobie jak mnie kocha, ale...rano znowu zapominal i kiedys przypomni
      sobie na dobre. On mowil rozne rzeczy przed, a po albo sie z nich tlumaczyl albo
      wiec wypieral. Tez mialam nadzieje- do zeszlego tygodnia. Wtedy zrozumialam ze
      to naprawde koniec i przezylam to bardziej niz tamto rozstanie z lutego. Nie
      radze sobie wcale= wczesniej trzymala mnie nadzieja, ze trzeba cierpliwosci a
      wroci. Teraz nie trzyma mnie nic. W poniedzialek ide do psychologa zanim zapedze
      sie w kat z ktorego sama nie wyjde. Zycze wiecej szczescia. Ale skoro on nic nie
      obiecuje, sam nie wie czego chce...nie wiem czy warto sie dawac niszczyc. Pozdrawiam
      • psychpsych Re: wracanie do siebie 06.06.07, 06:41
        Witam o pięknym poranku!
        Akknes - oczywiście że trzymam kciuki i się modlę i wszystko będzie OK.
        Zobaczysz. Ja mam dar przewidywania i czucia na odległość.
        Timbunia dobrze że poszłaś do lekarzy, ale w te leki za bardzo nie wierz.
        Możesz się od nich uzależnić psychicznie. Najlepszym lekiem dla siebie jesteś
        ty i twoi bliscy. Twojemu tacie się nie dziw, bo chyba cię kocha i martwi się
        o twoją przyszłość. A na pewno widzi, że prośbą i perswazją nic się u ciebie
        nie wskóra, więć użył mocniejszego środka - lekka awanturka.
        Jescze raz ci przypominam - szanuj bliskich, póki ich masz. Bo jak zostaniesz
        sama, albo jak będą mieli dosyć twoich humorów, to już nikt ci nie pomożę.
        Musisz się sama pozbierać i musisz chcieć!
        Życzę wszystkim forumowiczkom miłego dnia i trzymam za was.
        Psycha
        • ja_andzia Re: wracanie do siebie 06.06.07, 11:36
          Od kilku dni czytam ten wątek. I choć jeszcze nie pisałam na forach,to
          postanowiłam to zmienić:) Może moje doświadczenie,przeżycia komuś pomogą?
          Byłam kiedyś w identycznej sytuacji jak Akknes,Madziaaa,Timbunia i reszta
          porzuconych.Też miałam wtedy 20 lat. Rozstałam się z chłopakiem po 4 latach
          związku,bardzo burzliwego związku. I co ciekawe,to ja podjęłam decyzję o
          rozstaniu,bo on nie mógł się zdecydować czy kocha czy nie. Ale tylko na to
          starczyło mi siły,choć następnego dnia chciałam do niego zadzwonić i powiedzieć,
          że zmieniłam zdanie i mam gdzieś czy mnie kocha,ja chcę być z nim.
          Nie zrobiłam tego,ale robiłam inne niefajne rzeczy czyli byłam na każde jego
          skinienie,sypiałam z nim i też wierzyłam,że to dlatego,że jednak mnie kocha.
          Ale nie kochał,byłam po prostu łatwą zdobyczą,po którą wystarczy sięgnąć.
          Na szczęście nie trwało to zbyt długo (wtedy nie na szczęście:(,bo moja
          big love spotkała swoją nową love i mnie kopnęła totalnie w dupę i odstawiła
          na półkę jak zabawkę,która się znudziła. Na pewno wiecie co ja przeżywałam,
          to było potworne.Nigdy przedtem tak się nie czułam,myślałam nawet o
          samobójstwie. Nie pamiętam już jak,ale jakoś z tego wyszłam. Bardzo dużo pomogli
          mi przyjaciele,którzy wtedy byli ze mną.

          I jaki stąd morał? A no taki,że dziś dziękuję losowi,przypadkowi czy
          przeznaczeniu,cokolwiek determinuje nasze życie,że on do mnie nie wrócił,
          że z nim nie jestem. Ja w ogóle o nim nie myślę,ten wątek przywołał wspomnienia.
          Fakt,że dopiero po roku od tego rozstania zaczęłam się spotykać z chłopakami.
          Fakt,że nie chciałam się angażować i tworzyć stałych związków,ale czy to źle?
          Byłam młoda i zachłysnęłam się odzyskaną wolnością.

          A dziś? Minęło 8 lat,od 4 lat mam wspaniałego,cudownego,najlepszego na świecie
          męża i każdego dnia patrząc na niego,jestem szczęśliwa,że jest,że jest mój.
          Od 2 lat mamy córeczkę,która jest najważniejsza w moim życiu.
          Teraz jak myślę o tamtych przeżyciach,to aż mi się wierzyć nie chce,że byłam
          taka głupia!!! Ale uśmiecham się do tych wspomnień i usprawiedliwiam tamtą
          siebie,że byłam zbyt młoda,zbyt zakochana,aby wiedzieć jak postępować.
          Dziś jestem naprawdę szczęśliwą kobietą:):):)

          Dziewczyny i chłopaki,tego Wam życzę - szczęścia przy boku kochającego
          człowieka. I aby wspomnienie tych bolesnych chwil,wywoływało na Waszej twarzy
          uśmiech i ogromną ulgę,że on/a jednak nie wrócił/a.
          Trzymam za Was kciuki:)
          • akkknes Re: wracanie do siebie 08.06.07, 00:51
            andzia, dzieki za optymizm.

            chcialabym juz miec to za soba. na razie jestem na etapie ukrywania sie przed
            nim, bo tak jak pisalam - w niedziele sie zawzielam.
            ja jestem z tych upartych wiec mam nadzieje ze tym razem tez taka bede.
            dzis wieczorem napisal mi smsa ze liczyl chociaz na sygnal ze sie odezwe co ze
            szpitalem. na razie napisalam mu list, jutro mu zeskanuje i przesle - ze nie
            pale mostow i nie wypieram sie tego co bylo, ale pamietam jakiego wyobru
            dokonal w niedziele i ze nie pozwole sobie sama zeby wplyw na moje relacje z
            kims miala osoba trzecia. ze zycze mu szczescia i powodzenia i ze mam nadzieje
            ze marysia dobrze mu doradzila.

            najchetniej napisalabym mu ze go kocham i czekam na niego - ale o tym wiecie
            tylko wy.

            dobra to zeby nie popasc w sentymenty - bo na takie sprawy jesli juz to za pare
            ladnych lat bedzie czas. na razie boje sie ze juz zawsze bede sama. lata leca,
            zycie powoli sobie ukladam i tylko meza i dzieci mi bedzie zaraz brakowac ;(
            • akkknes Re: wracanie do siebie 08.06.07, 01:31
              zanimmu cokolwiek wysle - poradzcie co mam zrobic...
              czy piszac mu to o czym pisalam wyzej jasno daje mu znac o co chodzi? czy
              pokazuje mu ze mnie marysia boli?
              pomijajac powody z jakich dzis napisal tego smsa - no glupio po prostu glupio
              go zlac. teraz mam przynajmniej manewr ze spalam i dlatego dopiero rano mu
              odpisze...
              chcialabym zeby jeszcze raz dac mu do zrozumienia ze ja nie chce byc ta druga,
              ewentualna, ta ze w razie czego... ze jak mu z marysia nie wyjdzie to jestem
              ja.
              on wie ze go kocham ale nie wie ze ja sie szybko zakochuje. i potem dlugo trwa
              odkochanie :( ja sie potrafie zakochac w minute i potem przez dlugie lata
              pamietac...

              napisalam mu tam jeszcze w ps'ie ze jesli chce zburzyc moj swiat to wie w jakim
              tylko przypadku.
              zrozumie?

              kur wa czy ja wytrzymam? nawet jesli mu to wysle to czy bede umiala zacisnac
              sie sama w sobie i juz nigdy w tej kwestii nie zbladzic...?
              • madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.06.07, 01:59
                akkknes Kochana...jesli moge co sporadzic....napis zsucha wiadomosc jelsi juz
                musisz. Nie pisz mu nic o waszej spraiwe.....prosze.Najlepiej nie odpisuj jelsi
                dasz rade....Na twoim mijescu chyba bym nie napsiala juz...po co?? w jakim celu
                pisac cokolwiek,to bez sensu... i tak juz po wszystkim. Akkknes dla swojego
                spokoju nie odpisuj. Ja sie zebralam w sobi ei skonczylam to w swoim
                sercu...czas zapomniec...nie pisac i nie odpisywac. Chce sie pogodzic z ta
                strata..zapomniec:(.. nie mam wyjsciaChlopak nie zagral czysto...to nie fair ze
                znow cierpie no ale takei zycie tzreba sie z tymliczyc. Nie chce myslec o
                przyszlosci, mysle o terazniejszosci jak zapomniec. Tobie tez tak radze.Zamknij
                ten rozdzial, chlopak nie jest wart twojej uwagi.teraz potzrebujesz spokoju..nie
                pozwol mu go ci zaklocac.Kopnij go w duoe smierdzaca...ja juz to zorbilam
                ...kaze swojemu sercu zpaomniec i nie dam sie.....ni eodpsize....ani sama nie
                napsize....koniec tego...:( caluje
                • stella.polaris25 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:02
                  madziuuunia napisała:

                  > akkknes Kochana...jesli moge co sporadzic....napis zsucha wiadomosc jelsi juz
                  > musisz. Nie pisz mu nic o waszej spraiwe.....prosze.Najlepiej nie odpisuj
                  jelsi
                  > dasz rade....Na twoim mijescu chyba bym nie napsiala juz...po co?? w jakim
                  celu
                  > pisac cokolwiek,to bez sensu... i tak juz po wszystkim. Akkknes dla swojego
                  > spokoju nie odpisuj. Ja sie zebralam w sobi ei skonczylam to w swoim
                  > sercu...czas zapomniec...nie pisac i nie odpisywac. Chce sie pogodzic z ta
                  > strata..zapomniec:(.. nie mam wyjsciaChlopak nie zagral czysto...to nie fair
                  ze
                  > znow cierpie no ale takei zycie tzreba sie z tymliczyc. Nie chce myslec o
                  > przyszlosci, mysle o terazniejszosci jak zapomniec. Tobie tez tak
                  radze.Zamknij
                  > ten rozdzial, chlopak nie jest wart twojej uwagi.teraz potzrebujesz
                  spokoju..ni
                  > e
                  > pozwol mu go ci zaklocac.Kopnij go w duoe smierdzaca...ja juz to zorbilam
                  > ...kaze swojemu sercu zpaomniec i nie dam sie.....ni eodpsize....ani sama nie
                  > napsize....koniec tego...:( caluje


                  Zgadzam sie w 100%
                  Szkoda czasu...faceci nie az tak uczuciowy! jak my kobiety.
              • nikka00 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:06
                akknes witaj ponownie po długim czasie. Radzę ci bo o tej porze chyba nikogo
                innego już tu nie ma a rano palniesz głupotę niestety... wg. mnie najgorsze co
                możesz teraz zrobić to dawanie mu do zrozumienia, że nie chcesz być tą drugą!
                Ty powinnaś być oburzona że wogóle jest taka opcja, że jest jakaś pierwsza!! W
                sytuacji, kiedy ty jesteś w szpitalu a ten pan pomimo zostawienia cie dla innej
                (tak dla innej, nie oburzaj się na to bo to fakt) nie potrafi znaleźć w sobie
                nic z prawdziwego, czującego człowieka, to wg mnie powinnaś unieść się honorem
                i nie pisać nic. jeśli nie potrafisz nie napisać niczego (ale jednak gorąco
                zalecam zdyscyplinowanie się w tej kwestii), napisalabym chłodną lakoniczną
                wiadomośc która więcej da mu do myślenia niż powie wprost. Coś na
                zasadzie "Dziękuję za zainteresowanie, czuję się dobrze mimo okoliczności,
                pozdrawiam serdecznie" i finito!!! Zadnych insynuacji, żadnych " nie będę
                drugą". Przez prawie pół roku dajesz mu to do zrozumienia. Naprawde wierzysz w
                to ze jeśli do tej pory nie pojął to teraz pojmie? Kochana on dawno pojął. Ale
                pojął też że masz do niego słabość. I dzięki temu dalej będzie bardziej
                niekumaty niż mu to na to bozia pozwoliła. Pozdrawiam
              • qw994 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 08:16
                Ja bym nie wysyłała. Tylko po prostu ucięła raz na zawsze kontakty. Przestań mu
                wreszcie dawać do zrozumienia, że czekasz.
            • stella.polaris25 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 01:58
              "najchetniej napisalabym mu ze go kocham i czekam na niego - ale o tym wiecie
              tylko wy."

              Nie rozumiem czemu sama sie oszukujesz..
              Boisz sie prawdy,ze to co mu powiesz nie zmieni zdania?
              Ze slowo kocham w jego kierunku pozostanie bez odzewu z jego strony..
              Jak dlugo jeszcze chcesz sie meczyc w takiej relacji?Albo zakonczyc raz na
              zawsze albo byc ze soba.
              Przepraszam,ze sie wtracam,ale to twoje zdanie jakos mocno wbilo sie w moja
              glowe ..chyba dlatego,ze kiedys podbnie jak ty sie oszukiwalam://
              • nikka00 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:07
                jednak okazuje się że "pogotowie dla akknes" nie śpi:)))
                • stella.polaris25 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:11
                  nikka00 napisała:

                  > jednak okazuje się że "pogotowie dla akknes" nie śpi:)))

                  ;)))Ja tutaj tak przypadkiem;)
                  Po tych wszytskich radach...jak tutaj dostala miejmy nadzieje,ze podejmie
                  wlasciwa decyzje.
              • nikka00 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:15
                Przyszło mi do glowy coś jeszcze... akknes a może zadaj sobie pytanie czym wg
                ciebie charakteryzuje się prawdziwy mężczyzna...
                Zastanów się dobrze, może zapisz sobie te wymarzone, wymagane cechy... zapewnie
                znajdzie się wsród nich siła charakteru, uczciwość, opoka, inteligancja itp...
                ja oczywiście niczego nie sugeruje, piszę wg siebie.
                A potem po tym głębokim zastanowieniu zestaw to ze swoim romeo i zadaj sobie
                pytanie czy chcesz z takim "facetem" spędzić resztę życia.
                powodzenia w myśleniu. i życze odwagi, abys prawdziwego ideału nie dopasowywała
                na siłę do tego co "masz". cudzysłów zamierzony.
                • stella.polaris25 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:20
                  Ja jednak uwazam,ze kobiety lubia sie oszukiwac ludzic
                  nadzieja ,grac,sprawdzac,....czy mu zalezy..itp
                  Mezczyzna ktorych by cie kochal nie doprowadzi Cie celowo do lez.
                  Bedzie sie martwil o ciebi i troszczyl.
                  Ale ty na upartego brniesz jeszcze bardziej w ta przepas,gdzie na dnie
                  znajdziesz tylko rozczarowanie.
                  Prwada boli...wiem o tym doskonale..
                  Poczytaj jeszcze raz rady jakie tutaj dostalas od ludzi...!!
                  I najwaznijsze przestan sie OSZUKIWAC.
                  I zacznij sie szanowac,jezeli ty tego nie zrobisz to tymbardziej mezczyzna..nie
                  okarze Ci tego.
                  Powodzenia!
              • qw994 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 08:19
                > "najchetniej napisalabym mu ze go kocham i czekam na niego - ale o tym wiecie
                > tylko wy."

                Przecież on też wie... Doskonale. Bo ciągle go tym informujesz.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:23
      Akknes trzymaj sie mocno!! nie odpisuj bo zameczasz sama siebie. Lepiej przemysl
      znaim cokolwiek zorbisz ok??? i najwazniejsze jak ju zpostanowisz odpisac - TO
      NIE TLUMACZ MU SIE
    • aniek666 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 12:34
      cześć akness, pamiętasz mnie jeszcze? pewnie nie:) tak dawno temu tu weszłam...
      a jednak teraz, widząc niewyobrażalną wprost liczbę odpowiedzi na twój apel,
      postanowiłam napisać znowu, już chyba ostatni raz.



      niedługo minie rok, kiedy mnie rzucił. wtedy myślałam, że to zdarzenie załamie
      moje zalsze życie, że będę to pamiętać jeszcze dziesięć, ba! dwadzieścia lat, że
      nigdy nie przestanę go kochać, że tylko ja mogę wiedzieć, co znaczy być
      porzuconą przez człowieka, którego TAK BARDZO się kocha. myślałam, że takiej
      miłości nie czuł jeszcze nikt przede mną, że to największa tragedia, jaka mogła
      mi się przytrafić.

      nic już nie zostało z tamtego dawnego uczucia. pomyśleć, że wtedy - NIECAŁY ROK
      temu - były to moje jedyne istotne problemy:

      1. jak się ubrać, żeby, kiedy się spotkamy, mnie zauważył i powiedział, że
      ładnie wyglądam - co oczywiście nigdy się nie wydarzyło.
      2. jak tragiczny dać sobie opis na gg, żeby zwrócił uwagę i się odezwał,
      pocieszył - co zawsze kończyło się brakiem jakiegokolwiek odzewu, upokorzeniem i
      łzami.
      3. jak dać mu do zrozumienia, że tak bardzo go kocham, że mi zalerzy - o ile
      "miłością" można nazwać ten desperacki nałóg, tak chorobliwą chęć zdobycia
      kogoś, kto nawet nie jest tego wart.
      4. jak przestać wciąż myśleć, jaki on był cudowny, jakie to nieszczęście mnie
      spotkało, że mnie opuścił, mój "ideał", mój wymarzony towarzysz życia, mój
      ukochany, naukochańszy, najsłodszy, nacudowniejszy... ble ble ble.
      5. jak poradzić sobie z zazdrością, że ktoś inny, jakaś "suka" odebrała mi to
      cudo. jak poradzić sobie z myślą, że to ja jestem tą "gorszą".
      6. jak poradzić sobie z nałogiem ciągłego błagania i płaczu, z codziennymi
      rozmyślaniami, - które zabierały mi tylko czas i samopoczucie, a nie przynosiły nic.
      7. najpierw - jak go spowrotem zdobyć i rozkochać, żeby znowu poczuć to ciepło i
      bezpieczeństwo, wiedzę, że kocha...
      a potem już, gdy powróciło trochę rozumu - jak zapomnieć.

      teraz wydaje mi się to tak śmieszne i żałosne, że gdyby nie to, że na tym poście
      nie jestem jedyna, no i jestem anonimowa, nigdy bym tyego nie napisała. to takie
      upokarzające, świadomość, że kiedyś dało się tak zeszmacić, a jednocześnie takie
      pocieszające, widzieć siebie jako osobę zdyscyplinowaną i silną, która z tego
      wyszła, na tle ludzi, którzy nadal się z tym borykają. (bez obrazy, oczywiście!
      to tylko takie porównanie.)

      akness, proszę, nie daj się! jakbyś posłuchała rad tych wszystkich ludzi np. w
      momencie, kiedy założyłaś ten temat, albo nawet się tu pojaiwłam - a to było
      przecież hoho, parę miesięcy temu! - to GWARANTUJĘ CI, że dzisiaj już byłabyś
      wolna. im wcześniej to zrozumiesz i zaczniesz rozumieć, że tak naprawdę da się
      bez niego żyć, że już pora zacząć "akcję zapominania", tym wcześniej wrócisz do
      normalnego życia. życzę ci powodzenia.

      • akkknes Re: wracanie do siebie 08.06.07, 14:28
        dzieki dziewczyny jestescie cudowne!
        na razie stoje w miejscu - zaraz spojrze sobie na ten liscik ktory mu wczoraj
        spreparowalam... i stwierdze ze o nieee, tak latwo to sie nie dam, tylko powiem
        mu sama osobiscie zeby sie odczepil. bede silna, spale przed tym sto
        papierosow, dostane palpitacji serca... ale zrobie to sama. stanowczo.
        z jednej strony czuje sie juz wolna - wiem ze go nie ma. nie powiem ze cierpie
        bardzo - pewnie ze zdarza mi sie chwila zwatpienia, maly game over... ale z
        drugiej - pamietam to uczucie blagania, proszenia, plakania i probowania
        zwrocic na siebie uwage. ktoras to doslownie ujela - zeszmacenie. tak,
        upodlilam sie totalnie. teraz robie wszystko zeby zapomniec. wywalilam
        wszystkie rzeczy z widoku. najgorzej jak tak nagle np zobacze ze w tv jest film
        na ktorego premierze bylismy w kinie. albo przechodze obok miejsca, gdzie
        normalnie nie bywam na codzien a z nim np bylam na 1szych wspolnych zakupach.
        no sa takie drobiazgi.
        a jak wyglada ten ideal faceta? ideal faceta nie wazne ile ma kasy i jakie
        studia skonczyl, na ktorym osiedlu mieszka i gdzie bywa. ale niech mnie nie
        oszukuje. ja to wiem, nie musze sie nad tym zastanawiac.
        widzicie najgorsze jest w tym wszystkim to, ze sprawdza sie to co pisalyscie-
        im ja bardziej mowie nie tym on zaczyna sie interesowac. nie chce sobie teraz
        pluc w brode, bo to nie o to chodzi, ze moglam tak wczesniej zrobic i teraz
        byloby inaczej. ale gdzies tam taka mysl krazy.
        mam tam jakies swoje leki, bardzo sie boje ze bede juz zawsze sama. ze zaczna
        sie wesela przyjaciolek a ja bede szla sama. ze w piatkowe wieczory ja bede
        chciala skoczyc na piwko a przyjaciolka ma w planach akurat romantyczna
        kolacje.
        mam teraz tylko ta swiadomosc ze wszystko co robie robie dla siebie, tylko ja
        sie sama bede podziwiac bo wiadomo ze rodzice czy przyjaciele widza ile sie
        czemus tam poswiecam wiec dla nich jakies tam moje sukcesiki wynikaja same
        przez sie. szkoda ze jak cos mi sie uda to pisze smsa do siostry a nie do
        faceta. bo chwalic sie mamie to wiecie - nie to samo :(
        dobra ide mu powiedziec zeby mial klase i uszanowal moja decyzje, a wlasciwie
        jego decyzje - ktora sam podjal w niedziele...
        trzymajcie kciuki moje kochane pogotowie :)
        • akkknes Re: wracanie do siebie 08.06.07, 15:19
          ok, powiedzialam mu.
          powiedzialam ze nie wiem czego chce ale wiem czego nie chce. powiedzialam ze
          nie pozwole zeby ktos trzeci mial wplyw na moje relacje z kims. ze pamietam o
          czym rozmawialismy i chce zeby to uszanowal. ze nie chce juz zawsze czekac. ze
          zycze mu szczescia i ze wiem co robie - ze sie z nim zegnam.
          on powiedzial ze jak chce to mozemy porozmawiac wieczorem - powiedzialam ze
          wiem czego nie chce i ze rozmawiac nie bedziemy. ze nie chce zeby jutro
          przyjezdzal.
          on mi tylko powiedzial (najpierw chcial mi to napisac ale powiedzialam zeby nie
          przeciagal) ze wie ze wracajac do mnie juz zawsze bylibysmy razem.
          cholera, jaki on jest pewny siebie!! a jak ja bym nie umiala z nim byc? co on
          tego nie bierze pod uwage? ze kochajac kogos bardzo mozna juz mu nigdy nie
          zaufac? ze klamstwo boli na zawsze? ze ja tak bardzo chcialabym zapomniec?
          boze dziewczyny siedze i rycze. pozegnalam sie z nim na zawsze. powrotow nie
          bedzie. jest prawie polowa czerwca ja przez pol roku nic innego nie robilam
          tylko czekalam oszukujac siebie sama. przeciez gdyby on mial wrocic wrocilby i
          byl ze mna. nie ma go. i musze przestac myslec ze jak nie ma jego to niema i
          mnie. ja jestem, nie ma tylko nas.
          kiedy konczyl rozmowe i mowil jakies tam rzeczy ktorych juz nie bylam w stanie
          sluchac - powiedzial 'marysiu koncze o jezu ale dalem dupy'

          mam nadzieje ze dobrze zrobilam.
          • nikka00 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 15:32
            Bardzo dobrze zrobiłaś, szkoda że tak późno.Widze tylko że ten pan chyba nie
            bierze na poważnie twojego "żegnaj". Myślę że będzie jeszcze próbowal się z
            tobą kontaktować - teraz ty musisz być silna i nie pozwalać na te kontakty -
            nie odbierać telefonów, nie odpisywać itp. Ten czlowiek, to jest ktoś inny niż
            ten kogo kochałas, wierz mi, za jakiś czas dotrze do ciebie, ze kochalas
            wyobrażenie o tym człowieku, a nie jego jakim jest. Być może jesteś zakochana w
            swoim uczuciu do niego, to bardzo częste, ale niestety też bardzo złudne i
            niebiezpieczne. Trzymaj się mocno, to jedyny dobry dla ciebie kierunek.
            Pozdrawiam
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.06.07, 15:41
      Akkknes zorbilas super! a teraz prosze nie daj mu sie. Widzisz co zrobil ten
      bydlak na sam koniec?? ehhh okropny typ,prawie jak moj. dasz soboe rade,teraz
      musisz byc baardzo silna. Nie odbieraj telefonow ani nie odpisuj.Skoro marysia
      mu w glowi eto Tobie taki gosc wogole ni epowinien w glowi
      esiedziec.Wytrzymasz,dasz rade. Jestem tego pewna.Za to wszystko los cie
      szczodze wynagrodzi,bedziesz szzcesliwa uwierz w to;) trzymam mocno kciuki za
      ciebie :) caaaluje;)
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 21:42
        Akkknes, napiszę krótko: Brawo dziewczyno! Trzymaj tak dalej, a będziesz jeszcze
        szczęsliwa. Nie daj się draniowi.
        Trzymam kciuki. Cały czas, nieprzerwanie:)
        Powodzenia:)
        • jo.anna22 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 22:52
          Ladne to bylo o kochaniu wyobrazenia o kims albo kochaniu wlasnego
          uczucia...cos w tym jest.
        • akkknes Re: wracanie do siebie 08.06.07, 23:22
          oj kochane, brawa i brawka chyba niepotrzebne... :(
          po tym wielkim malym koncu koncow udalo mi sie samej zlamac i w konwersacji
          smsowej powiedziec mu ze czuje sie jak zabawka ktora jak sie zepsula zostala
          kopnieta w dupe i ze skoro on teraz nie jest gotowy na zwiazek na stale z
          kobieta (w mysl tej jego teorii ze jakby wrocil to bylby juz ze mna na wieki
          wiekow...) to nie byl ani pol roku temu ani rok ani dwa wiec po co w ogole ze
          mna byl skoro od razu wiedzial ze jestem na troche. to ze napisal ze wcale nie
          zakladal byc ze mna na troche albo ze akurat nikogo innego nie bylo pod reka
          wcale nie polechtalo mojego zranionego juz i tak ego... dobilo mnie jeszcze
          bardziej... a juz chyba tylko po to zeby pograzyc sie calkowicie w swoich
          oczach zapytalam w czym bylam taka beznadziejna czy za malo kochalam pozwalam
          czekalam ufalam za malo stalam murem czy zle gotowalam? wylalam jakas tam czesc
          swoich pretensji na ktore on juz nie odpisal. nie odpisal bo albo marysia byla
          albo robi to specjalnie zeby odpisac mi za dzien - dwa zeby mi dokopac i znowu
          sie pobawic i sprawdzic na ile sie z nim zegnam... wiem, jest jeszcze trzecie
          wyjscie nie odpisuje bo stwierdzil ze skoro juz koniec to koniec i ma mnie
          naprawde w dupie... oh jezu dziewczyny zebyscie wiedzialy ile mnie kosztuje
          udawanie ze jest ok - przed rodzina przyjaciolmi i przede wszystkim przed sama
          soba... ciekawe kiedy ta walka sie skonczy?
          powiedzialam mu wtedy dzis ze wiem ze to koniec ze juz nie wroci i ze ja nie
          bede czekac. powiedzialam to tak ze az prawie sama siebie przekonalam... czas
          byc tego pewna...
          czasem tylko tak zakluje w serduchu albo zadrza rece :( za meskim ramieniem -
          dzis juz jestem madrzejsza o koncowke tego zdania - niekoniecznie jego...
          wieczor poza domem pozwolil mi choc na troche zapomniec o tym co sie dzis
          zdarzylo ale teraz jak wrocilam...

          ps. zakochana w wyobrazeniu - taaa, madre i warte przemyslenia...
          • timbunia Re: wracanie do siebie 09.06.07, 11:36
            witajcie, dano nie pisałam. starałam się walczyc o swoje życie. 1 czerwca
            postanowiłam, że zaczynam nowy etap w życiu, bez j. zaczęłam brac leki i
            myślałam że ustatkuje mi się emocjonalna huśtawka nastrojów, wszystko szło
            przyzwoicie aż do wczoraj kiedy to niestety zadzwoniłam do j. wsłałam kupę
            smsów, oczywiście zlewka totalna z jego strony - wybierał z smsów to co dla
            niego wygodne. po raz kolejny widzę , że mnie nie chce, ale nawet nie umie tego
            powiedzieć, powiedziałam mu że jest draniem, egoistą i że cierpię przez niego,
            a słyszałam aha, aha. a potem powiedział, że sie zastanowi i oddzwoni, i nie
            oddzowonił. a odebrał telefon tylko dlaego, że dzwoiniłam z innego nr. moich
            nie odbiera. nie wiem czemu sie tak zmienił, jest tak obcy i zimny i oczywiście
            nadal twierdzi, że to przeze mnie odszedł, ale nie jest w stanie stwierdzić ze
            mnie nie kocha - nie jest w stanie tego mi powiedziec. momentami go nienawidzę,
            ale czesciej kocham i pragnę by wrócił i żeby byi jak dawniej.
            dzis mam doła potworneo, boli rana rozdrapana. nie wiem jak zapomnieć wymazać
            go z pamięci i poczuć wreszcie spokój.
          • kolejny_forumowicz Re: wracanie do siebie 10.06.07, 21:06
            akkknes, zamęczysz się:( to naprawdę godne podziwu,
            że w końcu przejrzałaś na oczy i zamiast ględzić mu
            o swojej miłości, próbujesz mu pokazać, jak bardzo on już
            ci 'wisi'... ale moim zdaniem - to cię wykończy.

            chcesz tak całe życie mu dogryzać? masz jeszcze dość
            siły, żeby się z nim użerać? moim zdaniem powinnaś
            odpocząć od tego debila, urwać kontakt. myślę, że jego
            też już nie obchodzisz na tyle, żeby robił sobie coś z
            twoich wyżaleń. zapomnij o nim. bo jeśli chcesz dalej
            utrzymywać z nim kontakt, w taki sposób, to przygotuj
            się na długą wojnę.

            przyjkro mi to mówić, ale moim zdaniem on ma cię już
            gdzieś. i ty też powinnaś. zamiasr unosić się honorem
            i próbować się mścić, wywal jego numer z komórki i
            zakończ tą znajomość raz na zawsze, a nie czekaj na
            odpowiedzi na kolejne smsy - tym razem nie miłosne, ale
            kąśliwe - tylko urwij to, pokaż, że taż masz go gdzieś,
            ale nie po to, żeby czekać na reakcję, tylko po to, żeby
            wreszcie o sobie zapomnieć i wrócić do normalnego życia, bez
            siebie.

            bo taka wojna to naprawdę nic przyjemnego, wierz
            mi.
            • psychpsych Re: wracanie do siebie 11.06.07, 06:44
              Hej!
              Wróciłam z wojaży po Polsce. Piękna jest Polska. Ale ludzie biedni. Ile biedy,
              ubóstwa i nieszczęścia jest z dalekiej krainie naszej. Brak pracy, wóda,
              głodnie dzieci, bite żony - to polska codzienność. Cieszcie się dziewczyny, że
              możecie wybierać sobie partnera, kształtować życie według siebie. Trudno -
              jeśli nie będzie od razu tego wymarzonego faceta - będzie później drugi. Ale
              nie łapcoe byle jakiego - aby był. Najpierw go dobrze przetestujcie.
              Pozdrawiam i pracujcie na swoją korzyść. Bo nie warto dla facetów marnować
              każdego dnia swojego życia. Psycha
          • qw994 Re: wracanie do siebie 11.06.07, 07:27
            Akkknes, a w jakim celu ty właściwie ciągle podtrzymujesz z nim kontakt?
            • akkknes Re: wracanie do siebie 11.06.07, 13:43
              od pamietnych smsow ze 'on nie czuje sie jeszcze gotowy na cale zycie' i tego
              jak mnie tym wkurzyl, ta swoja pewnoscia... potem sie poryczalam i chyba temat
              naprawde zostal zamkniety.
              mozecie mnie teraz zjechac ze o tak, moglam to zrobic z duma i honorem bo to
              niby on mi nie odpisal - chociaz teraz juz reki nie dam uciac.
              nie mowie ze czas na nowego love, tylko mi poza tym co mieli zrobic w tym
              szpitalu naprawili jakos przypadkowo glowe :)))
              umarla krolowa - niech zyje krolowa.
              dlatego nic nie pisalam i nawet watku zaczelam szukac od 5ej strony a on tu na
              pierwszej :) bogu dzieki juz ani urodzin ani imienin ani dnia sasiada czy
              marynarza ani zadnych swiat teraz nie bedzie wiec juz nie bede sobie nic
              tlumaczyla ze to tylko jeden grzecznosciowy sms...
              mam nadzieje ze chwile zwatpienia juz nie przyjda ale jak przyjda to moge tu
              sie wam wypisac?
              • wwiolla Re: wracanie do siebie 11.06.07, 22:13
                akknes nie chcialam Cie urazic przepraszam zle mnie zrozumialas wiem ze chcesz
                mi pomoc a ja tak sie zachowuje bo nie panuje juz nad soba nie chec nikogo
                obrazac bo nie o to mi chodzi mzoe masz arcje ze raz pisze tak raz tak ale juz
                sama nie wiem czego chce to wszystko jest zas wieze wiec nie obarzaj sie bo
                cenie Twoje porady
                • akkknes Re: wracanie do siebie 11.06.07, 22:38
                  sluchaj, ja sie nie obrazam (ogladalam majewskiego na tvn :D)
                  ale jesli najpierw piszesz ze przeczytalas caly ten watek i w ogole to sorry -
                  ale wydaje mi sie ze jestem akurat z tych osob ktore wiedza co czujesz...
                  zobacz - ja tal bladzilam w tym calym labiryncie pol roku. POL ROKU wyobrazasz
                  sobie? to i tak jakis cud ze nie dostalam prawdziwego kota, ktorego powinno sie
                  leczyc w zakladzie zamknietym.
                  jak czytalas to wiesz ze ja tez nie wyobrazalam sobie zycia co dalej i w ogole -
                  ale jak widzisz i czytasz to to znaczy ze nie tylko wyobrazam sobie zycie
                  dalej, ale zyje dalej.
    • kolejny_forumowicz Re: wracanie do siebie 12.06.07, 19:13
      hej. ja tak trochę nie na temat.

      z wikipedii można ściągnąć wszystkie cytaty Mary Alice Young.
      (kto oglądał "Gotowe na wszystko" wie, o kogo mi chodzi) poczytałam sobie
      trochę, wybrałam moim zdaniem najciekawsze fragmenty, a jako że w
      pewnym stopniu pasują do obecnej - bądź przeszłej - sytuacji, przesyłam :)
      pozdr.



      "Gra w udawanie jest prosta. Zaczynasz od okłamywania siebie. I jeśli
      sprawisz, ze inni uwierzą w te kłamstwa, wygrywasz."

      "Potrzeba bycia blisko innej osoby - to pragnienie jest tak silne, że
      zdumiewający jest fakt, że niektórzy ludzie tego nie rozumieją."

      "Przeznaczeniem człowieka jest wiele różnych rzeczy, samotność nie
      jest jedną z nich."

      "Każdej nocy przed snem okłamujemy się w rozpaczliwej nadziei, że
      rano to wszystko okaże się prawdą."

      "Większość ludzi woli ufać wyłącznie sobie, to najlepszy sposób żeby
      się nie sparzyć."

      "Wszyscy szukamy miłości, ale niektórzy z nas żałują, że ją znaleźli."

      "Czemu ciągle słuchamy tych historii? Bo są to opowieści o rodzinie,
      a kiedy spojrzymy ponad walkę, ból i urazę, nagle uświadomimy sobie,
      że nie ma absolutnie nic ważniejszego."

      "Zdesperowana, marząc o lepszej przyszłości, jeżeli tylko znajdzie
      drogę ucieczki od przeszłości."
      • akkknes Re: wracanie do siebie 12.06.07, 19:25
        > "Większość ludzi woli ufać wyłącznie sobie, to najlepszy sposób żeby
        > się nie sparzyć."

        ten od dzis bedzie moim mottem.
        jak juz sie ogarne z tymi moimi egzaminami to strzele sobie tapete na jedna
        sciane z tym madrym zdaniem :D
        > "Wszyscy szukamy miłości, ale niektórzy z nas żałują, że ją znaleźli."
        ten w sumie tez jest calkiem ok, ale przeciez to moje to nie byla milosc, bo
        prawdziwa milosc trwa wiecznie i znosi wszystko. prawda?
        lece wkuwac buzka
        • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 16.06.07, 23:51
          Meldujcie co tam u was:)
          • akkknes Re: wracanie do siebie 17.06.07, 16:38
            od piatku mam absolutorium, zaraz obrona... teraz w sumie tylko tym zyje :)
            plus to, jaki 'mundurek' sprawic sobie na obrone, pamietanie zeby zapisac sie
            do fryzjera... poza tym wczoraj sie wazylam i w sumie wychodzi na to, ze w tym
            roku schudlam juz 6kg. potrzebuje tylko jeszcze jeden cm mniej w biodrach i
            zmieszcze sie w moja ukochana spodniczke - w sam raz na impreze po koncu
            szkoly :))))))))))))))))))))))) od lipca zaczynam prace - i tu wam blysne -
            prace w wyuczonym zawodznie :) juhu!
            a jakos w tym tygodniu po egzaminach jak mnie naszlo na sprzatanie - bo przez
            sesje troszke sie 'zaniedbalam' w tym moim zboczeniu do porzadku (eh a dzis juz
            bajzel) wywalilam ostatnie resztki rzeczy mojego eks, nawet nie mialam wyrzutow
            ani satysfakcji. wydaje mi sie ze kuracja sie powiodla.
            widze ze go nie ma na gg - czyli zmienil numer albo sie ukrywa. na gronie tez
            sie nie loguje, byc moze pierwszy i jedyny raz wzial sobie do serca moje zdanie
            i naprawde doszlo do niego moje 'nie burz mojego swiata' :D :D :D
            buziory
            aaaha, a co u was?

            misia - ciesze sie, ze ci pomoglo i nie popelnialas moich bledow :)
    • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 17.06.07, 15:29
      Witaw Wszystkich,

      Nigdy w życiu nie pisałam na forum ale teraz postanowiłam napisać.Wątek
      przeczytałam cały od deski do deski i chciałam bardzo wszystkim tu piszącym
      podziękowac bo dzięki temu wątkowi jestem w stanie pogodzić się z faktem, że
      zostawił mnie facet i nie robie żadnych głupot, które pewnie robiłabym gdyby
      nie lektura tego wątku. Usunełam jego nr gg i tel. i mam nadzieję, że będzie
      już tylko lepiej.
      • yagiennka Re: wracanie do siebie 17.06.07, 16:51
        Rany, to chyba najdłuższy wątek jaki w życiu widziałam!!!:) Podziwiam szczerze
        jak wszystko przeczytałas.
        A ja ze swiej strony powiem tak, ludzie się rozstają i czasami faktycznie
        wracają do siebie i jest ok, czasami trzeba kogoś stracić aby stwierdzić że nie
        możemy bez kogoś życ i ta osoba jest nam potrzebna. Ale jeste jeden warunek -
        oboje ludzie muszą CHCIEC. Bez chcenia się nic nie da. Różne gadania facetów
        typu ja nic nie przekreślam, może kiedyś itp to są zwykle takie czkawki z
        wyrzutów sumienia i z troski o tą jednak bliską kiedyś osobę. Ale raczej nie
        należy sobie robić złudzeń. Albo się chce i to czuje albo zamykamy rozdział.
        Pozdrawiam i powodzenia.
        (zostawiona przez wielu i niejednego też zostawiłam)
        • akkknes Re: wracanie do siebie 17.06.07, 17:31
          no ja w koncu doroslam do zamkniecia tego rozdzialu - w sumie wialo juz nuda,
          wszystko bylo opisane w poprzednich rozdzialach, to takie ani podsumowanie, ani
          zakonczenie bylo, zreszta takie do przewidzenia... ja po prostu cos na raty i z
          doskoku chyba czytalam ta bajke :)
          no, my oboje nie chcielismy i to jest chyba jedyna rzecz o ktorej moge sie
          wypowiadac w kategorii >my< mowiac o moim eks i mnie.
          • metoja Re: wracanie do siebie 17.06.07, 18:40
            Dorzucę mądre zdanie do wypowiedzi Akkknes:

            "Czasami dziękuję Bogu za to, że nie dał mi tego o co tak bardzo prosiłam..."

            Niestety nie mojego autorstwa, ale jak część z Was, drogie Panie, przeszłam
            przez taki koszmarek, jakim jest bycie brutalnie porzuconą. I szczerze powiem,
            że po 2 miesiącach (czyli jeszcze nie tak źle) dochodzę do wniosku, że mogę się
            już pod tym zdaniem podpisać.

            ktoś tam na górze ma plan i najwyraźniej nasi "byli" mieli być "byłymi".

            Wiem, że ludzie są różni, ale kilka rad jest uniwersalnych - myślę tu głównie o
            Timbuni! Timbunia, mam taką propozycję: jak tylko zaczniesz o nim myśleć powiedz
            sobie głośno NIE!!! I zacznij na siłę myśleć o czymś innym: jeśli lubisz morze
            to o morzu, jak góry to o górach itp. Jeśli to skojarzy Ci się z nim, to zacznij
            myśleć o czymś innym. Moja mama lecząc się z depresji stosowała taką metodę; jak
            ogarniała ją straszna beznadzieja myślała o listkach... że są zielone i tak do
            obrzydzenia jak mantre powtarzała "listki są zielone listki są zielone", to tak
            męczy, że człowiek już nie ma siły o czymś innym myśleć... Mama jest zdrowa, a
            ja sama metodę wypróbowałam i działa. Stosowałam jeszcze system nagród za "nie
            myślenie o nim" - czekoladki itp ;-)

            Trzymajcie się dziewczyny!
            Metoja
            • akkknes Re: wracanie do siebie 17.06.07, 18:56
              cholera a ja na diecie jestem!! :P
              • metoja Re: wracanie do siebie 17.06.07, 19:14
                to proponuję coś bardziej dietetycznego i powalającego smakowo:

                szklanka soku pomarańczowego
                szklanka soku jabłkowego
                szklanka mrożonych truskawek
                jeden duży banan

                miksujemy i się delektujemy... nigdy czegoś tak pysznego nie piłam! POLECAM!!!!
                • akkknes Re: wracanie do siebie 18.06.07, 09:18
                  nie moge :( bo to 'trzynastka' - a musze zgubic DWA CM w biodrach zeby sie w ta
                  moja kiecuszke wbic... za to po imprezie jak sie rzuce na czekoladki to
                  bedziecie musieli dzwonic po greenpeace :D :D
                  a co do truskawek - to tylko zywe, mrozonki ani gotowanej nie przelkne :/
      • kolejny_forumowicz Re: wracanie do siebie 18.06.07, 10:46
        naprawdę przeczytałać cały???? uchuhu, podziwiam...;)

    • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 18.06.07, 18:03
      Przeczytałam cały ale nie za jednym zamachem:-) czytałam partiami przez cały
      tydzień. Jak mnie brała ochota, żeby do niego zadzwonić i zacząć mu jenczeć w
      słuchawke to brałam się za czytanie tego wątku i ochota mi przechodziła.No i
      teraz się trochę martwie co teraz mnie będzie podczymywało na duchu!!!
      • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 18.06.07, 18:06
        podtrzymywało miało być
        • akkknes Re: wracanie do siebie 18.06.07, 21:05
          spokojnie kochana podczymywac a nawet i podtrzymywac cie bedziemy tylko pisz
          jak bedzie czeba albo trzeba :)
          • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 18.06.07, 22:48
            ok postaram się już bez byków pisać:)
            u mnie to nawet nie jest problem, że ja się nie mogę powstrzymać przed
            dzwonieniem czy pisaniem do niego. Ja mam taką naturę, że bardzo szybko się
            poddaje, nie chce się narzucać tylko bardzo smutno mi, że mimo tego, że ja nie
            piszę i nie dzwonię on też nie szuka kontaktu ze mną wiem, że to nie logiczne
            bo gdyby chciał tego kontaktu to by nie zrywał.Pokręcone to strasznie i mam
            dość niezdecydowanych facetów, którzy nie wiedzą czego chcą. Taki powinien mieć
            to wytatułowane na czole ku przestrodze. Dobranoc
            • akkknes Re: wracanie do siebie 18.06.07, 23:15
              nie wiem jak twoje - ale moje noce ostatnio sa tylko dobre :)
              ale widze ze - np czytajac juz ten watek - masz inne podejscie ode mnie do
              zycia. zazdroszcze (tez taka kiedys bede, mam nadzieje ze zbyt czesto los nie
              bedzie mnie juz kopal:)
              • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 19.06.07, 07:53
                noce nigdy nie były złe ale ranki są najgorsze bo wszystko wraca. Moje
                podejście faktycznie jest inne dzięki temu wątkowi bo w dniu kiedy ze mną
                zrywał nie byłam ani taka pogodzona ani taka dumna do tej pory trochę mi głupio
                jak sobie przypomne co ja wyprawiałam.Na całe szczęście już na drugi dzień
                trafiłam na Twój wątek i jemu dałam spokój co nie znaczy, że moi przyjaciele
                nie cierpieli ze mną podwójnie dalej cierpią bo ja mam jakąś sadystyczną
                przyjemność wyciągania tego wszystkiego i analizowania w kółko.Czasem mam
                ochotę zadzwonić do niego i wykrzyczeć mu jak to ja wszystkiego co się z nim
                tyczy żałuję ale poco mnie to nic nie da a jego tylko utwierdzi w przekonaniu,
                że dobrze zrobił bo jestem histeryczką ;)
                • akkknes Re: wracanie do siebie 19.06.07, 13:38
                  oj kochana, widzisz co ja mialam z tego analizowania? nic fajnego :/
                  a przyjaciele cierpia, ale kurna - az milo sie robi wiedzac ze masz kogos z kim
                  mozesz pogadac poglucic sic poryczec i poanalizowac i ten ktos cie nie zostawi,
                  nie? przyjaciele to skarby.
                  moi wlasnie kombinuja mi wakacje :) i to nie byle jakie, takie z fajna zabawa i
                  przygoda i w ogole :) ciekawe czy sie uda.
                  u mnie ranki byly lepsze od nocy - bo rano wiedzialam ze MUSZE sie ogarnac i
                  przez pare najblizszych godzin musze przynajmniej psrawiac pozory zdrowej a nie
                  nadajacej sie na leczenie zamkniete :)
                  • timbunia Re: wracanie do siebie 19.06.07, 14:36
                    witajcie kochani,

                    ja chyba nie jestem jeszcze gotowa na zamknięcie tego rozdziału. Wciąż walczę o
                    każdą chwilę normalności. Mam ciezkie momenty i chwilowo nie jest ich mniej.
                    Raz czuję się beznadziejnie a raz stosunkowo dobrze. niestety tęsknota jest
                    ogromna, i nadzieja wbrew czasowi rośnie = mimo ze on sie do mnie nie odzywa. a
                    jesli juz to z prawie złosliwą uprzejmoscią odpowiada na moje smsy. Ciąglę
                    analizuję, zadaję sobie pytania. Rozmawiam z nim w myślach. z jednej strony mam
                    dość chcę się uwolnić , ale z drugiej strony nie potrafię się z tym pogodzić.
                    Nie wiem jak sobie poradzić, mam wsparcie bliskich w miarę ich możliwości, ale
                    to niestety nie wystarcza. Nie umiem znaleźć gotowej recepty i tak jak niektóre
                    z was też nie wyobrazam soebie kogo innego na jego miejscu, i boje sie ponownie
                    zaangazować obawiam sie odtrącenia. zresztą kandydatów brak na horyzoncie, ja
                    sama czuje sie potwornie brzydka, zmeczona życiem , czasem myslę o końcui :(
                    • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 19.06.07, 15:15
                      timbunia mnie się wydaje, że nie ma gotowej recepty. Każda z nas inaczej sobie
                      z tym radzi raz gorzej raz lepiej. Może trzeba przestać rozpamiętywać, może
                      powinaś wzbudzić w sobie złość na niego.Dlaczego to Ty masz to tak przeżywać,
                      cierpieć a on nic.timbunia spróbuj się zmusić do nie myślenia o nim, i nawet
                      nie gadaj takich głupot, że myślisz o końcu naprawdę chciałabyś żeby Twoim
                      ostatnim doświadczeniem życiowym było, że facet z Tobą zerwał. Przeżyjesz
                      jeszcze dużo pięknych chwil w swoim życiu tylko musi minąć trochę czasu. Musisz
                      pozwolić sobie zapomnieć.
                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 19.06.07, 14:52
                    Wiem, że analizowanie to nic dobrego ale ja nie potrafię inaczej.
                    Ja nie potrafię nie rozkminiać tego wszystkiego bo mnie jest naprawdę trudno
                    uwierzyć, że to się skończyło i dlaczego to się skończyło.No nic może nadejdzie
                    w końcu taki piękny dzień, że w ogóle przestane o nim myśleć.Wakacje nie
                    zapowiadają się udanie chyba nie dostane urlopu w pracy więc wieczorami będę
                    wyła do księżyca;)
                    • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 00:10
                      Timbinia, zapisz się do dobrego psychologa, naprawdę... pomoże Ci.

                      Akkknes, nie łam sie tylko:)

                      Madzia, odezwij się, bo zaczynam się niepokoić...
                      • akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 00:18
                        hej kaktusica - patrz jakie mam szczescie: tylko wlazlam na forum a twoj wpis :)
                        ja sie nie lamie, za pozno juz. mowilam wam juz ze pozbylam sie reszty gratow
                        eksa? co prawda miejsca w szafie i tak mi nie przybylo :D no ale wiecie jak to
                        jest miedzy nami kobitkami :D kochana, mamy lipiec, ja zaraz bede miala
                        dyplomik ukonczenia studiow (nooo mam nadzieje ze nie polegne na samym finiszu)
                        potem od razu lece do pracki a potem... ah morze :)))))) wakacje :))))) witaj
                        przygodo, niech zyje szalenstwo!! to bede sto razy fajniejsze wakacje niz z
                        eksem w zeszlym roku - chociaz WYDAWALO mi sie ze to byl szczyt marzen :D ale
                        ja dopiero teraz poznaje smak PRAWDZIWEJ ROZKOSZY ;))))
                        a madzie tez sie martwie, bo miala mi mejla w poniedzialek napisac i ja
                        naprawde mam juz jakies zboczenie sprawdzania skrzynki... ale pewnie smazy
                        tylek na plazy :))))) oby.
                        a co do timbuni - juz wczesniej mialam odpisac ale czkalam ze moze cos jeszcze
                        napisze. mnie zatkalo jak przeczytalam ze rozmawiasz z nim w myslach...
                        timbunia, tak nie mozna. to juz nie jest tak jak moja glupota - powiedzenie
                        sobie samej dosc, ty naprawde potrzebujesz pomocy specjalisty. bez jaj, tylko
                        idz do jakiegos poleconego. bo to juz za dlugo i zbyt dziwnie - sorry za
                        szczerosc, ale nawet jak na mnie.
                        o miske sie nie martwie, widze ze dziewczyna ma leb na karku :))))
                        nie wiem tez co z psychpsych i gabryska, bo qw widze na forum, nawet jej
                        chalupe chcialam sprzatnac ale nie skorzystala :P
                        buzka
                        • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 20.06.07, 07:56
                          akknes dzięki tylko nie wiem gdzie była ta moja głowa na karku jak z nim byłam.
                          Sygnały to miałam takie wyrażne, że nic z tego na dłuższą mete nie będzie, że
                          ślepy by zauważył. Ja w to brnełam jak głupia i teraz mam efekty.
                        • qw994 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 10:26
                          bo qw widze na forum, nawet jej
                          > chalupe chcialam sprzatnac ale nie skorzystala :P

                          A chałupa dalej upierniczona :) To znaczy podłogi, szafa w przedpokoju i
                          pawlacz. Ale dzisiaj się za to wezmę, obiecuję ;)
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:05
                            uuu... pawlacz - wspolczuje!! u mnie ta rzecz to istny skladzik
                            staroci /niepotrzebnych rzeczy /itd - jakby mi ktos kazal to sprzatac to tylko
                            za naprawde duze pieniadze i to metoda 'wszystko do wora i na smietnik' :D :D :D
    • mloda.kobietka23 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 10:44
      I to mi sie podoba:)jak widze silne dziewczyny co stoja twardo na ziemi !!zycze
      Tobie udanego zycia i wyrwij fajnego towarka nad morzem:)
      • angie3101 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 11:23
        Zgadzam się z przedmówczynią :) silne kobietki górą, a emocjonalni popaprańcy won :P
        Ps.Dziewczyny, ja tez przeczytałam cały watek, zaczęłam czytac w kwietniu i od
        tego momentu czytam ten watek regularnie ;)nie będę oryginalna jesli powiem, że
        znalazłam się w podobnej sytuacji do Was, chociaz mój eks nie jest emocjonalnym
        popaprańcem (chociaz może i jest ale nie do tego stopnia co eks Akknes;P )..W
        każdym razie miło jest czytać Wasze optymistyczne wypowiedzi, widzieć jak z
        każdym dniem stajecie się silniejsze..:) oby tak dalej :) pozdrawiam serdecznie :)
        • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:01
          ja trochę zaczełam podchodzić do tego wątku jak do książki, wiem, że to trochę
          nie fajnie dla Akknes bo ona to przechodziła naprawdę i męczyła się z tym tyle
          czasu. Jest to jednak pocieszające, że jest to możliwe żeby się z tym uporać,
          że w końcu kiedyś się zapomni ja czekam na ten dzień. To nie o to chodzi, że ja
          koniecznie muszę kogoś mieć ja chce po prostu przestać o nim myśleć, przestać
          się męczyć.
          • mloda.kobietka23 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:08
            zobaczysz ze to przejdzie...mi zajelo o roku uuuu poraszka, i marnotrastwo
            czasu...teraz sie z tego smieje:)i wiem ze na swiecie jest pelno wartosciowych
            ludzi ktorzy tylko czekaja zeby mnie poznac:)a ja ich:)!!
            • akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:26
              ja sie moze z tego nie smieje, ale dziwie sie ze bylam tak glupia i pozwolilam
              sobie na tyle straconego czasu...
          • akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:18
            wiesz, to nie jest tak, ze nie fajne dla mnie ze podchodzisz do tego jak do
            ksiazki - ja nie zapomnialam tego co bylo i nie odcinam sie od tego, wyszlo jak
            wyszlo i jest jak jest. jesli tylko to ci jakos pomoga, to super, ciesze sie i
            to jest naprawde fajne. meczylam sie i to co przeszlam to moje. uporac sie
            mozna, zapomniec raczej nie. i to nie bedzie kwestia jednego dnia - to powoli
            peka w tobie jakas skorupka az kiedys po ilus dniach stwierdzasz ze tej
            skorupki na serduchu i w myslach nie masz od jakiegos czasu i tak naprawde nie
            wiesz dokladnie od kiedy...
            zobaczysz jeszcze troche i bedziesz pisac tak jak ja - nie jako ofiara a
            zwyciezca, ktory nie da soba pomiatac w szerokim tego slowa znaczeniu :))) tego
            ci zycze
        • akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:29
          ja to sie w ogole zastanawialam czy tego watku sobie nie wydrukowac... kiedys
          przekopiowalam do worda i wyszlo pona 50 stron... ale jakbym miala to
          formatowac i w ogole... to stwierdzilam ze nie chce jednak wracac do tego co
          bylo i czytam tylko nowe strony, do poczatkowych nie wracam :)
      • akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:09
        silna to ja dopiero bede po obronie bo na razie z kazdym dniem blizej obrony
        robie sie coraz bardziej 'mientka' :(
        a co do towarka - to raczej fajnego turka :D :D :D bo ja do krainy kebabow sie
        wybieram :]
        • mloda.kobietka23 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:28
          Turek nie Turek aby fajny byl :D
          • akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 13:31
            hehehe lece na poczte wlasnie nagralam mu piosenke dody katharsis na plytke
            lece po koperte z babelkami, wrzucilam odpowiedni komentarz i fruuu poleci -
            szkoda ze nie zobacze jego miny. komorki i gg nie odbiera wiec dostanie
            paczuszke :D
            za to wlasnie kocham dode - ze ma takie mozliwosci a z drugiej strony szczerze
            wspolczuje radziowi majdanowi :)
            • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 20.06.07, 15:43
              piosenki dody jeszcze nie słyszałam, a jeżeli chodzi o Twój wątek to czytałam,
              żeby się dowiedzieć czy się uwolnisz od Twojego byłego i bardzo trzymałam za
              Ciebie kciuki. Jeżeli chodzi o facetów to powoli odnoszę wrażenie, że
              porządnych facetów już nie ma bo żyją w udanych zwiąskach. Zostali sami
              popaprańcy, którzy sami nie wiedzą czego chcą, mają problemy z zaangażowaniem i
              w ogóle to maja same problemy. Od takich to ja się wolę trzymać z daleka.
              • akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 16:53
                piosenka mimo ze dody i pewnie zaraz ktos mnie zjedzie ze badziew kicz i w
                ogole to jest ok.
                uwolnilam sie, to bylo do przewidzenia, przeciez inaczej musialabym naprawde
                poddac sie leczeniu zamknietemu, bo juz powoli wariowalam. ale prawda jest
                taka, ze forum mi ostro pomoglo.
                ja na razie wmawiam sobie ze kogos znajde sobie i to nie bedzie jednak pierwszy
                lepszy byle jaki byle byl... ale jak mowie - to jest jak na razie, co bedzie
                dalej nie wiem :(
            • akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 16:53
              aha oddzwonil ale powiedzialam ze u mnie czasu brak i koncze :D
              <satysfakcja_gwarantowana>
              • mrowka221 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 19:48
                Dziewczyny dołączam do Was z moja historią.

                Zajęta własnymi problemami przeoczyłam ten wątek! ale zaraz zabieram się do
                czytania/;)
                Ja jestem teraz w fazie:, zamknąc ten rozdział i zapomniec, choc jest
                ciężko.....
                Moja historaia zaczęła sie dokładnie 29 kwietnia, zostałam sama, mam 25 lat i 4-
                letnie dziecki.

                Wklejam wam linki do mojego wątku:

                Tak się to zaczęło i tak walczyłam:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=62156813&v=2&s=0
                A tutaj, jak juz zaczynałam miec dośc i dałam sobie z tym wszystkim spokój:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=64315697&v=2&s=0
                Trzymajcie się wszystkie.
                Pozdrawiam serdecznie
                Mrówka
                • akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 20:24
                  mrowka, ta historie z ta laska co zalozylas na tym forum czytalam troche, do
                  tego pierwszego linku zajrzalalam ale nie umiem obiektywnie oenic...
                  przejrzalam poczatek i koniec i jedyne co ci powiem to to, ze za zadne skarby
                  swiata nie dalabym mojemu eksowi linka do watku 'wracanie do siebie'. i
                  pomijajac juz to, ze pisalam tu rzeczy o ktorych mu nie mowilam, ze sie
                  otwieralam i to tutaj tak naprawde cierpialam... nie chcialabym zeby to
                  przeczytal bo gdyby to przeczytal to by wrocil - z litosci. patrzcie moja
                  dziewczyna to bohaterka, co ona dla mnie robila, milion osob jej mowi jestes
                  glupia a ona nic, jakby cos nie wyszlo to moge ja znowu wyrolowac. za nic.
                  tak szczerze mowiac to wiem ze jakbym zaczela czytac ten moj watek od poczatku
                  to bym sie poryczala jak glupia, wrociloby wszystko. z perspektywy czasu jest
                  ok, nie ogoladam sie za siebie i tyle. na kompie staram sie nie otwierac
                  folderow ktore on mi zakladal, gdzie sa jakies tam wspolne dokumnety zdjecia
                  muzyka filmy...
                  czytam co jakis czas tylko o dodzie i majdanie i gdzies w srodku mnie sciska,
                  zawsze sie smialismy ze jestem doda a on moim radziem. dobra niewazne bo sie
                  wkrece.
                  pozdrawiam i zycze powodzenia
                • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 21.06.07, 15:39
                  mrowka jesteśmy w tym samym wieku ale doświadczenia zupełnie inne. Mnie rzucił
                  facet więc w ogóle nie mogę tego porównywac do Twojej sytuacji. Nie wiem czy
                  potrafiłabym wybaczyć chodzi mi o tą drugą kobietę. Za szybko sobie ją znalazł,
                  za szybko postanowił przekreślić wszystko co było mniędzy Wami. Mam nadzieję,
                  że trzymasz się dobrze i że synek też ma się dobrze:) Ja bym Ci radziła
                  zapomnieć o mężu wiem, że łatwo powiedzieć trudniej zrobić bo w końcu jesteście
                  małużeństwem ale z tego co przeczytałam na Twoich wątkach to Twój mąż chyba nie
                  dorósł do bycia mężem, ojcem. Trzymaj się i na pewno będzie lepiej, musi być:)
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 21.06.07, 23:33
                    oj misia dzieki za poprzedni post... przywrocilas mnie do pionu!!
                    jakis czas temu dzwonil do mnie eks zeby mnie poinformowac ze dostal moja
                    paczke :D
                    zastanawialam sie w ogole czy o tym pisac, bo troche tam to mnie zagotowalo,
                    ale...
                    no mowi mi najpierw ze dzwoni tylko po to zeby mi powiedziec ze dostal paczke,
                    no to mowie ok, a on a co tam w ogole... bla bla bla... na odczepenego
                    najbardziej lakonicznie ale grzecznie przewinelam sie przez jego pytania.
                    niestety moja zlosliwosc nie pozwolila mi trzymac jezyka za zebami i
                    odpowiedzialam mu, ze nie wysylalam tego @ tylko listem bo moze ktos mu
                    poradzil traktowac moje mejle jako spamy ('oj bez przesady nikt nie wchodzi na
                    moje konta' - jassssne) potem ze konczy bo jeszcze w pracy - to mu zakonczylam
                    rozmowe ze ooo to na pewno marysia go tam jeszcze odwiedzi ('no raczej chyba na
                    pewno' - ale bez wrazenia na mnie, myslalam ze sie porycze albo wpadne w
                    nerwowy smiech w takiej sytuacji ale nie...)
                    poza tym wczoraj siedzialam na gronie i tak stwierdzilam ze cos ZA DUZO ludzi
                    nagle porozstawalo sie, ma nowych partnerow... czemu tak jest? ci ludzie z
                    reguly byli z kims dluzej juz, mieli wspolnych znajomych i w ogole...
                    zaskoczylo mnie to tak szczerze mowiac.
                    a to mnie ustawilo do pionu:
                    Mnie rzucił
                    > facet więc w ogóle nie mogę tego porównywac do Twojej sytuacji. Nie wiem czy
                    > potrafiłabym wybaczyć chodzi mi o tą drugą kobietę. Za szybko sobie ją
                    znalazł,
                    >
                    > za szybko postanowił przekreślić wszystko co było mniędzy Wami.

                    dzieki
                    • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 22.06.07, 10:43
                      akknes najlepiej w ogóle nie myśl o Twoim byłym i tej jego Maryśce po co masz
                      sobie niepotrzebnie ciśnienie podnosić. Dlatego ja wole nie dowiadywać się co
                      słychać u mojego byłego on też nie wykazuje jakiegoś szczególnego
                      zainteresowania moją osobą i chyba tak mi jest dobrze. Nie potrafiłabym ukryć
                      ani zazdrości ani złości gdybym się dowiedziała, że już kogoś ma dlatego dla
                      mnie bezpieczniej jest nie wiedzieć i sie z nim w żaden sposób nie kontaktować.
                      • akkknes Re: wracanie do siebie 22.06.07, 15:05
                        wiesz, on zawsze byl takim moim radziem jak u dody... i jak uslyszalam ta
                        piosenke to po prostu wiedzialam ze to bedzie szczyt z mojej strony - bo nie
                        bedzie ani radzia ani dody a slowa piosenki sa bardzo jak dla mnie
                        realistyczne - tez myslalam ze chce miec z nim dziecko, ze tylko z nim chce sie
                        budzic... bla bla bla... 'rzeczywistosc tnie serce moje na wskros, nigdy juz
                        nie zajrzysz w nie...' czy jakos tak. albo 'nie wybrales mnie - zegnaj mnie...
                        nie chce zyc jak cien' jak ktos to przeczyta to powie ze glupia doda glupie
                        slowa itd ale dla mnie to jest kurna jakby hymn. spiewa o tym co przechodzilam
                        i co bylo. to naprawde buduje - nie jestem jedyna.
                        dzis stalam w korku i robotnicy ukladali kostke bauma - i jeden z nich byl tak
                        podobny do mojego eks... taki sam nos i spojrzenie... chwila sentymentu ale
                        przeszlo :)
                        szkoda tylko ze niktorzy ludzie na rozstaniu utrzymuja ze soba kontakt, a jemu
                        marysia radzi zeby zerwal kontakt i on to robi - ja w zyciu nikomu tak nie
                        radzilam i nie poradze. no ale jesli on lubi stwarzac pozory ze pracuje i o
                        polnocy spraszac marysie do pustego biura w centrum miasta - i jej tez to
                        pasuje to moze dobrze ze tak to jest? dla mnie albo sie pracuje albo sie udaje
                        przed rodziacami, nie ma nic po srodku. szkoda ze zapomnialam go zapytac czy w
                        koncu cos zarobil bo jakie to on tam pieniadze mial zarabiac...
                        nie, dobrze ze jest jak jest.
                        • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 22.06.07, 21:07
                          ja myślę, że bez kontaktu jest dla mnie lepiej. Jest ciężko się powstrzymać
                          przed dzwonieniem czy pisaniem czy pogodzić się z faktem, że on nie szuka
                          kontaktu ze mną ale z czasem będzie łatwiej aż w końcu zupełnie mi przejdzie.
                          Jakbym miała z nim kontakt cały czas bym sie łudziła, że może jeszcze coś z
                          tego będzie. A tak mam jasność ,że już nic z tego nie będzie i mam czas na
                          pogodzenie się z tym faktem i w końcu na zapomnienie o nim.
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 22.06.07, 21:12
                            ja w sumie tez z nim nie mam kontaktu, poza tym wiem ze jak na razie - poki
                            jestem silna i odwazna i w ogole.. - on tez nie odezwie sie pierwszy,ale robi
                            to tylko po to, ze czeka na moje podkniecie sie, kiedy bede mogla mu niby
                            pokazac 'zobacz jaka jestem slaba bez ciebie'. no niestety, ja tego mu nie
                            pokaze. a taka mysl ze szkoda ze nie mamy kontaktu przemknela mi wczoraj czy
                            jakos tak przez glowe, ale misia spokojnie ja juz tak tutaj czasami mam, ze jak
                            wyskocze z jakas glupote, to wystarczy mi napisac spokojnie ze zywczajnie
                            pieprze glupoty i przechodzi :) nauczysz sie ;)
                            ja teraz lece do wanny a potem znowu kuje do obrony bo dni leca czasu coraz
                            mniej a ja w lesie :(
                            • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 23.06.07, 16:34
                              ja mam dzisiaj mały kryzys. Myślała, że już mi lepiej a dzisiaj mnie tak
                              dopadło bez ostrzeżenia:( już nawet nie mam komu o tym mówić bo już wszyscy
                              mają tego tematu dość i nie mogą zrozumieć jak ja mogę rozpaczać za kimś kto
                              mnie tak potraktował ale najwidocznej można bo ja nie mogę przestać:(
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 23.06.07, 16:59
                                misia, masz komu mowic - kto lepiej niz ja cie zrozumie? :)
                                ja wiem jak to jest glupio nawet przyjaciolom czy rodzinie po raz enty ryczec w
                                rekaw, jak masz od srodka taka potrzebe ale wiesz jak to wyglada z zewnatrz.
                                ja od razu uciekalam wtedy na forum albo na sile sie czyms zajmowalam - powiem
                                ci ze mimo wszystko w najgorszym okresie mialam najladniej zrobione paznokcie -
                                malowalam i nogi i rece na frencza - musial byc perfekcyjny, czasami schodzilo
                                sie naprawde dlugo, ale zajecie naprawde wciagajace :)
                                dzis stwierdzilam ze w ciagu nicalego pol roku nadrabiam cale zaleglosci sprzed
                                dwoch lat - bo zdarzalo sie, ze sobie myslalam, ze juz statryczalam i zrobilam
                                sie nudna ze ciagle chcialam z nim siedziec od czasu do czasu kino albo
                                shopping czy jakas knajpa z jedzeniem. potem jak mi powiedzial ze to ja nigdzie
                                nie chcialam wychodzic a on potrzebuje sie bawic itd - utwierdzilam sie w tym.
                                a teraz sie okazuje, ze znajomi ci sami, przeciez nikogo na sile nie szukalam a
                                impreza za impreza, gdyby nie obrona w tym tygodniu to pewnie juz wczoraj bym
                                balowala :) i tak dopiero z dzisiejszej perspektywy jego gadanie o tym, ze on
                                chce sie bawic i szalec bo ma dopiero 20 pare lat, ze kasa kasa kasa bedzie
                                tlukl taka kase ze siemasz karol, ze wyjazdy i w ogole - i zgadnijcie, kto sie
                                bawi i szaleje, ma fajna perspektywe pracy i wyjazdu...? no wlasnie.
                                a jeszcze niedawno ryczalam jak glupia i za nic nie chcialam zrozumiec madrych
                                rad...
                                a kryzysy sa po to, zeby po nich od nowa zaczac oddychac pelna piersia. a nie
                                na takim bezdechu. z kazdym kolejnym podniesieniem sie z kryzysu jest coraz
                                blizej do sukcesu, pamietaj!
                                • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 23.06.07, 19:16
                                  ja się nie mogę pogodzić z tym rozstaniem, głupie nieporozumienie, ja się
                                  wziełam uniosłam honorem i się obraziłam a potem wyszło to co wyszło i już nic
                                  się nie da zrobić. Będę chyba do końca życia tego żałować bo zawaliłam coś
                                  fajnego:(
                                • wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 11:53
                                  Witajcie! Witaj akkknes - bohaterko i cała reszto:)
                                  Jestem tu nowa, bo sprawa jest nowa, bo rozstanie jest nowe (3dni). Jestem na
                                  początku i błogosławię los, że od razu dał mi znaleźć ten wątek. Siedzę i czytam
                                  już od 3 h, śmieję się, że niektórych wpisów nauczę się na pamięć:) 8lat
                                  znajomości, 3lata związku,rok wspólnego mieszkania. Coraz częstsze pretensje z
                                  obydwu stron, niemoc dogadania się, frustracja. A przy tym olbrzymia olbrzymia
                                  miłość, z jego i z mojej strony. Takie "żyć bez siebie nie możemy". Kilka prób
                                  rozstania, powroty najpóźniej po 4 dniach. Pomyślicie, że w takim razie teraz
                                  pewno będzie tak samo, ale obawiam się, że nie będzie. Wszystko jest takie
                                  definitywne, ostro ucięte. Kołuje się w nim wściekłość, nienawiść- widać jak na
                                  dłoni. Mieszkamy jeszcze w jednym mieszkaniu, będzie się wyprowadzał na dniach.
                                  W zasadzie teraz tylko pije i pali, niewiele poza tym. Katorga. Niestety caly
                                  wczorajszy dzień byłam maksymalnie memłowata, płakałam, chciałam z nim
                                  rozmawiać, przepraszałam, błagałam,prosiłam, żeby jeszcze chciał spróbować. Sami
                                  wiecie... Oczywiście jak grochem o ścianę, efekt przeciwny. Wykrzyczał mi nawet,
                                  że on nie zmarnuje sobie życia przez to, że ja chcę z nim być... Ale to chyba
                                  można wytłumaczyć świeżością sprawy... Dziś rano, gdy jeszcze spał, zrobiłam mu
                                  śniadanie (już słyszę sssyk na forum:). Zjadł, podziękował, ale co z tego? ), a
                                  pół h później znalazłam ten wątek. No i walczę sama ze soba, trzymam się
                                  (bagatela, od 3h;) ). Dam radę i nie zrobię żadnego głupstwa ( w sensie kolejne
                                  błagania etc), tylko potrzebuję, żeby ktoś mi teraz napisał, że skoro wracał,to
                                  znów wróci; że zasada "olej go" działa w tak wysokim procencie, że i mnie się
                                  może udać; że to jedyny sposób; że mam być silna etc. Chciałabym, żeby Ktoś
                                  Mądry powiedział mi "Daj radę tydzień i OBIECUJE, że będzie lepiej". Obietnice
                                  są dla mnie bardzo ważne... Czy ktoś mi może coś obiecać? Czy ktoś może trzymać
                                  za mnie kciuki?

                                  Akkknes, gratuluję Ci czasowników w czasie przeszłym w Twoich wpisach-
                                  "uciekałam", "zajmowałam". Brawo! Ale ja nawet nie mogę powiedzieć, że też bym
                                  tak chciała- ja jeszcze nie umiem "chcieć" bez niego.
                                  • angie3101 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 12:08
                                    Wordless1, będzie lepiej, ale..za jakiś czas..jaki? tego nie jestem w stanie Ci
                                    powiedzieć..każdy z nas inaczej przeżywa rozstanie, kazdy potrzebuje innego
                                    czasu aby to przeboleć..czy bedziecie razem? nie wiem..to banalne co Ci teraz
                                    napisze, ale to tylko czas pokaże..z własnego doświadczenia powiem Ci, że skoro
                                    w Twoim związku nagromadziło się tyle frustracji, żalu, wzajemnych pretensji, to
                                    powinnyście odpocząć od siebie, dać sobie czas na przemyślenie czego tak
                                    naprawdę chcecie i czego oczekujecie od siebie i swojego związku. daj mu sie
                                    wyprowadzić, nie błagaj żeby został, daj jemu i sobie czas. wiem, że to trudne,
                                    ze jeszcze nie jeden raz bedziesz płakała z tęsknoty i pustki za nim, ale uwierz
                                    mi, to jest niezbędne, bo za duzo negatywnych emocji nagromadziło się między
                                    Wami i pobycie troche osobno da wam możliwość zdystansowania się do tego
                                    wszystkiegio, a co za tym idzie, będziecie mieli szanse na pogadanie o tym "na
                                    spokojnie", bez zbędnych emocji. piszesz, że nadal jest wielkie uczucie między
                                    Wami, więc moim zdaniem możesz byc dobrej myśli, że jeszcze nie wszystko miedzy
                                    wami stracone.ale..tak jak juz powiedziałam-daj jemu i sobie czas na
                                    uporzadkowanie własnych myśli. trzymam kciuki, pozdrawiam serdecznie :)
                                    • wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 12:21
                                      angie3101, dziękuję. Oczywiście nie mam zamiaru powstrzymywać go przed
                                      przeprowadzką, gdyby został- zjedlibysmy się. Wiem, że to obecnie jedyne
                                      rozsądne wyjście. Jedyne, czego chcę, to tego, by nie przekreślał przyszłości.
                                      żeby powiedział "zalezy mi, ale muszę sobie wszystko poukładać, uspokoic
                                      się,wyciszyć". Poczekam. Ale on kończy definitywnie, nie ma żadnego NAS, nie
                                      chce myśleć o przyszłości. Boże, czego ja chcę na 3 dni po rozstaniu?!!! Prawda?
                                      wiem, że to głupie.
                                      • angie3101 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 12:28
                                        nie ma za co :) wiesz, w gniewie mówi się różne rzeczy, których się potem
                                        żałuje..nawt jesli nie powie Ci teraz tego, czego oczekujesz, to nie proś go o
                                        to..jesli sie sam nie odezwie, to poprostu sama bedziesz musiała zadzwonić i
                                        zapytac, przecież nie będziesz chciała żyć w niepewności, prawda..? ;) no,
                                        wybiegłam troche w przyszłość ;) czas, czas i jeszcze raz czas pokaże co z wami
                                        bedzie, trzymam kciuki ze wszystko sie ułozy :) daj nam znać co i jak :)
                                        oczywiscie zawsze mozesz liczyc na pogotowie forumowe, jak to kiedys okresliła
                                        Aknes ;)
                                        • wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 12:36
                                          O tak :)Ja już wiem, że będę tu stałą bywalczynia, przynajmniej w najbliższym
                                          czasie:))) Ile można zadręczać Mamę czy przyjaciół?... Bo ja teraz
                                          monotematyczna jestem:) I już sobie postanowiłam, że za każdym razem, kiedy
                                          będzie mnie korciło dzwonienie do Niego, pisanie, płakanie, błaganie, to
                                          najpierw zaalarmuję Was. Może jakaś Dobra Duszyczka mnie powstrzyma:) Hmm, tylko
                                          w takim razie muszę mieć ABSOLUTNIE stały dostęp do internetu:))
                                          • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 24.06.07, 13:23
                                            niby każde rozstanie jest inne i każda przeżywa swój mały dramat na swój sposób
                                            ale można też dostrzec pewne cechy wspólne jak opowiadanie wszystkim, którzy
                                            tylko chcą mnie słuchać jaka to ja jestem nieszczęśliwa i jak tęsknię i
                                            dlaczego on nie dzwoni. Ja sobie doskonale zdaje sprawe, że już jestem męcząca
                                            bo ileż można gadać na jeden temat i rozpamiętywać cały czas te same rzeczy ale
                                            ja mam taką potrzebe i co mam z tym walczyć jak sobie pogadam, wypłacze się czy
                                            sobie pokrzycze to mi przejdzie. Ja też dziękuję Bogu, że na drugi dzień po
                                            zerwaniu znalazłam ten wątek. Przez pierwszy tydzień maiałam nadzieję, że jak
                                            przestane się odzywać to on zatęskni, odezwie się i będzie chciał wrócić
                                            niestety nic takiego się nie stało mija już drugi tydzień i dalej nic więc mam
                                            coraz mniej nadzieji i wpadam w coraz większą rozpacz ale Twoja sytuacja
                                            worldless jest inna bo Wy się kochacie a u mnie tylko ja kochałam więc powinnam
                                            sobie już dawno dać spokój ale nie potrafię. Wiem, że nagle nie stwierdzi, że
                                            mnie kocha bo się do niego przez dwa tyg nie będę odzywać nawet mogłabym się 10
                                            lat nie odzywać dla niego to będzie bez różnicy.
                                            Trzymaj się dzielnie wordless i pisz bo mnie też trzeba pocieszać;-)
                                            • wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 13:51
                                              misiu, czekaj cierpliwie... 2 tyg to nie jest dlugo (Jezu, ja to piszę...),
                                              jeśli przeczytałaś cały wątek, to wiesz, że czeka się dłużej. Miej nadzieję i
                                              trzymaj się. Ja też będę. Wiesz, pomyślałam sobie, że muszę sobie wytyczyć jakąś
                                              granicę, jakąś datę,do której absolutnie będę się trzymać. Co dalej-nie wiem,
                                              ale do tej daty sza! Tak się składa, że w połowie lipca mam urodziny. Nie
                                              wierzę, żeby się wtedy nie odezwał, więc na razie czekam do moich urodzin. Wtedy
                                              coś się MUSI stac (mam nadz, że coś pozytywnego). Potem mogę zdychać, umierać,
                                              wszystko, ale na razie o tym nie myślę. na razie jest 19 dni do moich urodzin,
                                              19 dni ciszy. Może też wyznaczysz sobie jakąś taką datę? I nie ma bata!!!!!!
                                              (nie musisz mi pisać, że co innego się mówi, a co innego się robi i że to
                                              cholernie ciężkie, WIEM)

                                              zalał mi przed chwilą herbatę... Boże, jak nisko upadłam, skoro mnie to cieszy:)))

                                              Wszystkim Paniom, Panom z tego kółeczka psychoterapeutycznego się kłaniam
                                              grzecznie!:)
                                              • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 24.06.07, 15:48
                                                ja nie mam na co czekać bo wiem, że w moim przypadku nic się nie wydarzy. On
                                                się nie zaangażował więc u mnie to jest kwestia uświadomienia sobie w końcu
                                                tego faktu a jeżeli chodzi o moje urodziny to nawet nie bedzie wtedy już o tym
                                                pamiętał. Ja muszę się w końcu zabrać za siebie. Trzymam kciuk żeby w Twoje
                                                urodziny się coś pozytywnego przydarzyło:)
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 24.06.07, 15:46
                                    misia - uwierz mi: nic nie dzieje sie tak ot sobie, jesli wiec stalo sie tak a
                                    nie inaczej, NIE BEDZIESZ do konca zycia tego zalowac. to normalnie ze jest w
                                    tobie zal, smutek, pretensje do pana boga i wszystkich innych i samej siebie -
                                    naprawde wydaje mi sie, ze jestem osoba ktora cie rozumie... nie chce tez
                                    powiedziec ze skoro ja sie podnioslam i zrobilam tak a nie inaczej to to jest
                                    najlepsze wyjscie. ale jesli widzisz ze marne szanse... to wierz mi - to co ja
                                    zrobilam jest ok i teraz jedyne czego zaluje to to, ze nie zrobilam tego
                                    wczesniej.

                                    Aha - to chyba wazne: bylam wczoraj na bibie i ANI RAZU nie zalowalam ze jego
                                    tam nie ma!! Bawilam sie na prawde bosko!! Miesiac temu jeszcze wylam po
                                    imprezie ze bylam sama a teraz nic - sukces :D

                                    a co do wordless - rzeczywiscie 3dni to malo. Nie powiem ci ze bedzie tak czy
                                    tak, ze wrocicie czy nie... jedno co ci moge powiedziec a nawet obiecac: to
                                    niezaleznie od tego jak sie ulozy - za tydzien naprawde bedzie lepiej!! ja tez
                                    sie ludzilam i czekalam - najpierw do jego urodzin a potem moich - czytaj
                                    dalej, zobaczysz co z tego wyszlo i sama wyciagniesz wnioski...
                                    jakby cos to pisz, postaramy sie ci pomoc.

                                    ja od razu z gory uprzedzam i przepraszam - w tym tygodniu mam obrone wiec moge
                                    byc tylko na chwile ale postaram sie wpadac jak najczesciej.
                                    powodzenia :)))
                                    • wwiolla Re: wracanie do siebie 24.06.07, 17:35
                                      Wordless mysle, ze powinnas z tym facetem porozmawiac na spokojnie, skoro masz
                                      taka mozliwosc bo jeszcze mieszkacie razem. Zapytac sie go co czuje, co mysli,
                                      co planuj, po prostu szczerze z nim porozmawiac ale na SPOKOJNIE bez krzykow i
                                      awantur bo takie zachowanie moze go zniechecic do rozmow i do zwierzen. Z
                                      drugiej strony moze jednak nie warto zabiegac o niego skoro jak napisalas:
                                      Wykrzyczał mi nawet, że on nie zmarnuje sobie życia przez to, że ja chcę z nim
                                      być...
                                      kończy definitywnie, nie ma żadnego NAS, nie chce myśleć o przyszłości.
                                      jesli tak postanowil to w zaden sposob nie zatrzymasz go przy sobie ani nie
                                      zmusisz do milosci. Napisalas, ze ta Wasza milosc jest z obu stron, ze jest
                                      wzajemna ale czy na pewno?? Jesli Cie kocha to jak mogl Ci powiedziec ze nie
                                      zmarnuje sobie zycia przez to ze Ty chcesz z nim byc!!!! Jedno wyklucza drugie.
                                      Ja niedawno zalozylam wlasny watek pt. Jak dalej zyc? wiec jesli jestes
                                      zainteresowana to przeczytaj str 5 lub 6. Jest tam wiele cennych rad ale wiem z
                                      wlasnego doswiadczenia, ze trudno sie do nich dostosowac. Ja przechodze rozne
                                      etapy, raz sie z tego smieje i mowie sobie ze dam rade bez niego a nastepnie
                                      dopada mnie fatalny nastroj, jestem zalamana i mysle ze jednak nie dam bez
                                      niego rady i nigdy nie bedzie juz tak dobrze jak kiedys. Moja rada brzmi
                                      porozmwawiaj z nim na spokojnie jesli masz go pod reka, moze jego zachowanie
                                      jest tylko przejsciowe i za pewien czas wszystko minie i wroci do ładu. Dzisiaj
                                      rano lezac w lozku przeszla mi przez glowe taka mysl, ze moze tym wszytskim
                                      ktos gdzies steruje, ze nie mamy na to zadnego wplywu i czasami musi byc zle
                                      zeby potem bylo znowu dobrze. Nie przejmuj sie na pewno wszystko sie ulozy.
                                      Trzymam kciuki za Ciebie i za pozostale osoby. Trzymajcie sie cieplutko
                                      • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 24.06.07, 17:49
                                        zgadzam się z wwiollą, przez te 3 dni emocje na pewno trochę opadły więc
                                        rozmowa to bardzo dobry pomysł. W złości wiele rzeczy się mówi, których potem
                                        się żałuję najważniejsze żeby teraz póki masz okazje na bieżąco to wyjaśnić bo
                                        potem może być trudniej i nie czekaj na swoje urodziny tylko bierz się teraz do
                                        roboty:)przynajmniej będziesz mieć czyste sumienie, że zrobiłaś wszystko co
                                        mogłaś żeby było dobrze.
                                        • wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 18:11
                                          misia_uszatka napisała:

                                          > zgadzam się z wwiollą, przez te 3 dni emocje na pewno trochę opadły

                                          Misiu, nie, jeszcze nie opadly... Zepsuje... wczorajszy dzien zakonczyl sie
                                          wielka burza z tymi slowami o niszczeniu sobie zycia etc., moim skomleniem. Wiec
                                          nie ma co liczyc trzech dni, mozna 1- dzis. dzis jeszcze klotni nie bylo. Ale
                                          widze, ze wscieklizna nie mija... Przez moment obserwowalam go rano jak spal,
                                          przebudzil sie i od razu mial taka zla mine, brwi zmarszczone. Ludzie nie
                                          wygladaja tak, gdy sie budza... sa "sielscy anielscy" wzglednie memlowaci:). On
                                          byl zly, choc jeszcze nieprzebudzony...
                                          powiedzial mi, ze najdalej w srode sie wyniesie... Zobacze jak bedzie jut, we
                                          wt... Moze sprobuje jeszcze pogadac przed jego przeprowadzka, choc moze to
                                          jednak fatalny pomysl. jedno wiem- dzis nie. To za swieze...
                                      • wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 18:05
                                        wwiollu, uwazam, ze nie powinnam na razie probowac z nim rozmawiac. Wczoraj tez
                                        zaczelam spokojnie, ja w ogole spokojna i ugodowa osobka jestem:), dopiero potem
                                        zaczelam sie "szmacic". Ale on ma metlik w glowie, jest wsciekly, rozgoryczony
                                        etc. Moje spokojne slowa dzialaja na niego jak plachta na byka. Kiedy wcz
                                        zapytalam go,co czuje teraz do mnie, to uslyszalam "Wszystkiego po trochu", on
                                        teraz nie wie,co czuje i mysli. Ma dosc powaznych rozmow o nas.
                                        Fakt, wykrzyczal mi takie straszne slowa, ale tlumacze je sobie (naiwnie?)
                                        maksymalnym wzburzeniem. Kilka dni wczesniej, gdy nalegalam na rozmowe,napisal
                                        mi w smsie, ze on teraz nie chce gadac, nie chce mu sie, ze "musi odżyc i
                                        uwolnic sie od tego kwasu". Mozecie wyobrazic sobie, jak zabolaly te slowa...
                                        Ale jesli tak bardzo pogubil sie w tym marazmie naszej ostatniej codziennosci,
                                        to chyba najlepiej bedzie, jesli dam mu "odzyc". Wyciszyc sie. I wierze z calych
                                        sil, ze potem zateskni. Bo prawda taka, ze nigdy nie umial beze mnie byc. Ze
                                        jestem "jego" czlowiekiem,tak jak on jest moim. Powiedzial mi kiedys, ze kocha
                                        mnie od zawsze. I ja tez to tak czuje.
                                        nie moge z nim teraz powaznie rozmawiac, bo tylko pogorsze. Moge z nim pogadac,
                                        ze bilety na festiwal jazzowy strasznie podrozaly w porownaniu z ubieglym rokiem
                                        albo ze karmilam nasze zwierzatko, wiec nie musi. Nic poza tym,niestety.

                                        Boli mnie to makabrycznie. Jestem za miekka. Nie wiem, jak sobie poradze z
                                        egzaminem, ktory mnie czeka, z praca, z codziennym wstawaniem z lozka juz tylko
                                        mojego a nie naszego... Boje sie jakies maksymalnej depresji. I ciagu dalszego
                                        "szmacenia", slimtania,plakania, blagania.
                                        Bardzo mi pomaga ten watek, bardzo bardzo. Tylko ze przeciez musze robic cos
                                        wiecej niz gapic sie w monitor.
                                        Piszcie, prosze, to wiele dla mnie znaczy.
                                        • akkknes Re: wracanie do siebie 24.06.07, 19:33
                                          a co tam, spoznie sie do pracy ale ci odpisze ;)
                                          word, sluchaj czytam co piszesz i rece opadaja - z jednej strony wiesz ze
                                          najlepiej przyjac jego taktyke i siedziec cicho i nic nie gadac, a z drugiej
                                          czujesz jak to w tobie puchnie, nie? pamietaj tylko ze z jednego pytania nie
                                          bedzie jednej ospowiedzi. tego sie nie da w ciagu godziny rozwiazac.
                                          nie napisze ci tutaj co powinnas a czego nie, bo to od ciebie zalezy... ale ja
                                          bym z nim nie gadala. patrz - ja gadalam pytalam krzyczalam piszczalam...
                                          wszystko zeby cokolwiek mi odpowiedzial ale zeby sie odezwal. wiesz ze mialam z
                                          tego guzik.
                                          nie chce go bronic czy trzymac jego strony - ale faceci tacy sa, oni musza
                                          czasami cos przemilczec i choc nigdy sie nie przyznaja glosno stwierdzaja
                                          czasami ze nie maja racji.
                                          pewnie ze nie mozna tylko siedziec przed kompem - ale skoro ci to pomaga, to
                                          siedz tu dziewczyno ile chcesz.
                                          egzamin? hehe jestem pare dni przed obrona, mam juz absolutorium - jak sie
                                          czegos nie nauczylas to w jeden dzien tez sie nie da ;) a tak naprawde to ja
                                          bylam chyba w troche gorszym stanie od ciebie i zobacz - piateczki w indeksie!
                                          ja nie wiem jak to jest, ale my laski chyba mamy w sobie jakas wewnetrzna sile -
                                          i ta sila pomoze ci sie w odpowiednich momentach ogarnac. wiesz, to jest jakas
                                          tam odpowiedzialnosc. wiesz ze musisz zaliczyc ten egz, bo nie po to tyle
                                          chodzisz do szkoly, wkladasz w to kase sile czas - i chocby sie walilo i palilo
                                          cos zawsze ci wpadnie do glowy.
                                          word, ja wiem, ze piszac to mozesz pomyslec o mnie ze o jestem zahartowana i
                                          teraz mam serce z kamienia i pewnie cie nie rozumiem i pisze o tym jak o
                                          wczorajszym kotlecie... word naprawde duzo przeszlam i gdybym tylko mogla
                                          rozpisac na punkty co robic zeby zniesc takie sytuacje latwiej rozpisalabym ci
                                          to.
                                          niestety po pierwszym punkcie sie zacinam: CZAS. tu jest naprawde potrzebny
                                          czas. ja watek zalozylam po prawie dwoch miesiacach ale u mnie wszystko sie
                                          slimaczylo i rozciagalo agonie - ito bylo najgorsze.
                                          a tak ci na koniec powiem juz cos na zimno: w takich chwilach trzeba byc
                                          egoistka, myslec o sobie (czy na pewno chce: dalej tak zyc/ z nim/ zeby dalej
                                          tak bylo/ ze jak raz tak sie stalo to drugi i trzeci tez moze... /...) i
                                          niestety zrobic maly bilans kierujac sie rozumem a nie emocjami - wiem, to
                                          brzmi okropnie, bo pare tygodni temu zapieralam sie rekoma i nogami ze ja
                                          kocham i jak to i ze tak nie mozna... naprawde to nie mozna robic tak jak ja:
                                          na sile - samej sobie!!!
                                          trzymaj sie word, skoro tu trafilas to jestes silna laska, zapomnij o depresji,
                                          daj sobie czas na zal ryczenie i myslenie i pamietaj ze nie jestes jedyna.
                                          jestes silna laseczka i to sie liczy, po burzy zawsze wychodzi slonce.
                                          glowa do gory.
                                          zajrze do was rano bo nie wiem czy nie padne po robocie bo jeszcze wczorajszej
                                          imprezy nie odespalam :)
                                        • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 24.06.07, 19:34
                                          to daj mu odżyć, niech zatęskni a potem spróbuj powalczyć o Wasz związek bo z
                                          tego co piszesz to chyba warto mimo tych gorzkich słów, którymi Cebie teraz
                                          raczy. Praca i dużo zajęć pomogą Ci nie myśleć o tym na non stopie bo to nic
                                          nie daje. Mnie też bardzo pomaga ten wątek to niesamowite bo nie wiem czy smiać
                                          się czy płakać, że tyle osób przechodzi to samo co ja w tym samym czasie ale z
                                          drugiej strony to daję nadzieję, że kiedyś będzie lepiej mimo tego, że teraz
                                          trochę trudno w to uwierzyć. Ja mam okropne wyrzuty sumienia bo mój związek
                                          skończył się w dużej mierze z mojej winy, boję się że zmarnowałam coś fajnego.
                                          Ale to nie jest tak, że od razu nie próbwałam naprawiać. Zrobiłam wszystko co
                                          mogłam ale to on już nie chciał od razu zrezygnował ze mnie i z nas.
                                          Dowiedziałam się tylko, że to nie ma sensu bo nie pasujemy do siebie i, że on
                                          ma problemy z zaangażowaniem. Więc jeżeli o mnie chodzi to ja nie mam o co
                                          walczyć. Ty masz więc spróbuj jak emocje opadną i odpoczniecie od siebie i
                                          ożyjecie.
                                          • wwiolla Re: wracanie do siebie 24.06.07, 20:03
                                            Zgadzam sie z Wami wszystkimi, ze w takich sytuacjach czas jest bardzo
                                            potrzebny i duzo moze zdzialac. Wordless nie wiem czy powinnas walczyc o tego
                                            faceta, jesli mowi ze chce odzyc i uwolnic sie od tego KWASU to ten facet nie
                                            jest Ciebie wart, nie wiem jak tak mozna powiedziec, pewnie powiedzial to w
                                            emocjach ale jednak powiedzial, sama musisz sobie to wszystko przemyslec. Moj
                                            facet nigdy w zaden sposob mnie nie urazil ani nie obrazil a bylismy ze soba
                                            2,5 roku, sadzilismy ze jestesmy dla siebie idealni, ze pasujemy do siebie,
                                            takie dwie polowki ale nagle czar prysł ale jednak nigdy w zaden sposob nie
                                            czulam sie urazona. W dniu rozstania gdy pytalam sie dlaczego odchodzi
                                            powiedzial tylko zebym sie nie zadreczala a wiedzial ze bede sie tym zadreczac,
                                            ze to nie jest moja wina, ze to on zawiodl itd ze zawsze bede dla niego
                                            fantastyczna kobieta itp. Powiedzial ze nie konczy tej znajomosci, ze chce ja
                                            utrzymywac nadal ale dla mnie taka znajomosc gdy nie moglabym miec go tylko dla
                                            siebie to tylo meka. Pisalam do niego setki smsow prosilam, blagalam zeby mnie
                                            nie zostawial, ze nie poradze sobie bez niego ale on nie odpisywal, w ogole
                                            brak reakcji z jego strony. Po paru dniach dalam sobie spokoj z smsami,
                                            przestalam pisac i co sie stalo??? nagle on zaczal pisac na gg wysylac smsy ze
                                            teskni ze sie martwi ale ja w jakis sposob chyba chcialam go ukarac za to co mi
                                            zrobil i nie odpisalam na ani jednego, dostawalam kolejne porcje smsow, ze
                                            bardzo sie denerwuje, ze nie odpisuje, ze nie wie co u mnie itd. Wiec czas jest
                                            bardzo dobrym sprzymierzencem w takich sytuacjach. Obecnie ja jestem bierna i
                                            czekam na jego reakcje, wiec wordless jesli on nie chce z Toba rozmawiac to po
                                            prostu nic nie rob, czekaj na jego krok i wtedy albo on przyjdzie i na kolanach
                                            bedzie Cie prosil o wybaczenie a jesli nic nie zrobi to bedziesz wiedziala ze
                                            ten facet nie jest ciebie wart i dobrze ze teraz tak sie stalo
                                          • akkknes Re: wracanie do siebie 25.06.07, 00:09
                                            miska ty sie przestan zadreczac bo w koncu sobie jakas glupote wmowisz!!
                                            nigdy nie jest tak (no chyba ze mowimy o perwersjach typu zdrada ostre klmastwo
                                            itd) ze tylko jedna strona jest winna :( po prostu jak jest wzglednie dobrze to
                                            nie widzimy malych drobiazgow ktore kiedys robia sie duzym drobiazgiem ktory
                                            jest juz zauwazalny... takie niestety jest to nasze zycie :( eh...

                                            dobra, usmiechamy sie na dobranoc i idziemy spac :)
                                            • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 25.06.07, 08:46
                                              akknes dzięki:) nie mówimy o żadnych perwersjach ale o zwykłym nieporozumieniu.
                                              Ja to wszystko rozumiem tylko mam właśnie takie iracjonalne uczucie, że nie
                                              zrobiłam wszystkiego w sumie to nie wiem co bym mogła jeszce zrobić chyba paść
                                              na kolana i go błagać ale na to się raczej nie zanosi. Myślę, że zaczyna
                                              docierać w końcu do mnine że to koniec bo nie wierzyłam, że to sie moze tak po
                                              prostu skończyć.
                                            • wordless1 Re: wracanie do siebie 25.06.07, 08:52
                                              Duzo, duzo pozmienialo sie od wczoraj... Juz donosze: sam zaczal wcz wieczorem
                                              szukac ze mna kontaktu, takie tam pitu pitu, bylam uprzejma, ale nie
                                              wychodzilam przed szereg. Potem przyszedl, siadl, milczy milczy i mowi, ze on
                                              mnie kocha, ale nie potrafi ze mna byc (bossski tekst, prawda?).
                                              Odpowiedzialam, ze to juz wiemy i ze moze nie powinnismy teraz o tym rozmawiac,
                                              bo nic nowego nie powiemy, a znow klocic to ja sie nie chce. I go zbylam
                                              tekstem, ze przepraszam, ale ja juz sie musze uczyc. Wyszedl. Po 3 minutach
                                              przychodzi i kleka przede mna i tuli mi sie do kolan, a ja czuje jak mu
                                              strasznie bije serce. No i wymieklam, rozplakalam sie itp. No i co? N-ty koniec
                                              naszego n-tego rozstania... Rozstanie tym razem trzydniowe, czyli standard
                                              (tak, pisze to z ironia). Wiecie... ja nie czyje TYLKO radosci... Boje sie, ze
                                              to za wczesnie, ze nic sie nie zmieni, ze to powrot na chwile... Wcz wieczorem
                                              poczulam SPOKOJ, kiedy zasypialam obok niego (bardzo tego spokoju potrzebuje),
                                              ale to nie byla radosc. Nie po tym wszystkim. Po nim tez widac jakis smutek,
                                              glowe pelna mysli, moze strach. Powiedzial mi jeszcze, ze tak czy siak sie
                                              wyprowadzi, ze musi to zrobic. I ja tez mysle, ze to madre rozwiazanie,
                                              niestety. Nie chce, zeby sie wyprowadzil, ale moze to dobrze nam zrobi... Choc
                                              nadal troche sobie nie wyobrazam tego pol-pustego pokoju. Ale moze to nas
                                              uratuje (choc w srodku, we mnie odzywa sie wielki bunt, ze dlaczego, ze nie, ze
                                              rozwijanie sie nie polega na cofaniu).

                                              Mysle, ze wiele osob z tego watku zjedzie mnie. Moze slusznie. Przeczytam
                                              chetnie to, co maja mi do napisania, bo nie zarzekam sie, ze jestem w
                                              przeszczesliwym zwiazku i ze nie ma juz problemu. Tak nie jest. I nadal bede
                                              sie tu pojawiac, bo jestescie mocno terapeutyczni. Pzdr.
                                              • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 25.06.07, 09:06
                                                worldless ja nie wiem co jest przyczyną, że któryś tam raz się rozstajecie a
                                                potem do siebie wracacie. Ty to wiesz najlepiej i Ty też wiesz najlepiej czy
                                                warto o ten związek walczyć. Może chociaż spróbujcie podjąć próbę uzdrowienia
                                                Waszego związku i bardzo możliwe, że wyprowadzka w tym pomoże. Jeżeli jednak i
                                                tym razem nic nie zmieni i bedzie tak samo to może czas żeby podjąć męską
                                                decyzje i się rozstać ale tak na poważnie.
                                                • wordless1 Re: wracanie do siebie 25.06.07, 09:24
                                                  Buuu, mam jakies problemy z wklejaniem postow... Moze teraz sie uda... Czuje,
                                                  ze to za wczesnie, nie umiem sie cieszyc. Pospieszylismy sie. Dzis,
                                                  zdroworozsadkowo- zaluje. Niech sie wyprowadzi, bedziemy sie spotykac, bedziemy
                                                  wspolnie spedzac czas (choc dla mnie to jakies cofniecie sie do etapu milosci
                                                  licealnej), ale tym razem OPRE SIE NA SOBIE. Niech to bedzie moj priorytet. I
                                                  albo poczuje, ze ciagle jest dla mnie wazny, albo poczuje, ze wszystko
                                                  topnieje, a wracalismy jedynie przez uzaleznienie od siebie. Opre sie na sobie
                                                  (z Wasza pomoca zapewne).
                                                  • wordless1 Re: wracanie do siebie 25.06.07, 09:25
                                                    No a teraz wkleily sie dwa wpisy:) moj komputer sie jaka:)
                                              • wordless1 Re: wracanie do siebie 25.06.07, 09:12
                                                Czytam to, co mi wcz po dziewietnastej napisala akkknes i, cholera, wiem, ze ma
                                                racje... I wiem, ze zle zrobilam. To za wczesnie, nic nia mialo prawa sie
                                                zmienic. Niech sie wyprowadzi, bedziemy sie spotykac itp, ale tym razem OPRE
                                                SIE NA SOBIE (z wasza pomoca:) ). I albo bede czula, ze jest wazny w moim
                                                zyciu, albo bede czula coraz mniej. najwazniejsze to teraz skupic sie na sobie.
                                                dalej bajzel w glowie...

                                                akkknes, bardzo Ci dziekuje za tego wieczornego posta.
                                                • wwiolla Re: wracanie do siebie 25.06.07, 11:08
                                                  Bardzo mi milo, ze tak wiele osob chce mi pomoc, ze wypowiadacie sie na temat
                                                  mojej sytuacji, ze dobrze radzicie, ze wszyscy trzymacie za mnie kciuki
                                                  naprawde. Chyba to forum nie jest dla mnie, myslalam ze otrzymam od was jakas
                                                  pomoc ale niestety i mysle, ze nie jestem tu mile widziana. Jesli sama sobie
                                                  nie pomoge to chyba nikt nie bedzie w stanie mi pomoc. Na tym forum poznalam
                                                  tylko kilka zyczliwych mi osob a co z reszta???? Myslalam, ze moze Akness
                                                  sprobuje mi pomoc bo czytalam jej historie i sadzilam ze wie co ja teraz
                                                  przezywam ale ta dziewczyna szybko mnie ocenila, najpierw napisala ze wie co
                                                  czuje itd a za chwile ze mnie nie rozumie, ze jestem zmienna jak choragiewka a
                                                  ona tak nie lubi. Milo ze mnie rozumiecie i wiecie jak sie czuje. Kazdy widzi
                                                  tylko czubek wlasnego nosa i tutaj pomocy chyba nie otrzymam zadnej.
                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 25.06.07, 11:46
                                                    wwiolla jesteś tu bardzo mile widziana. Tylko nierozumiem jakiej Ty pomocy
                                                    oczekujesz? Z tego co widzialam ludzie pisali na Twoim wątku i każdy starał Ci
                                                    doradzić najlepiej jak potrafił. Chyba o to chodzi w pisaniu na forum żeby się
                                                    wygadac i żeby usłyszeć co inni mają na ten temat do powiedzenia. Zyskujesz
                                                    wtedy nową perspektywe i możesz spojrzeć trochę z boku na swój problem. Jedynie
                                                    jak możemy Ci pomóc to Cię wspierać i zapewnić Cię, że z czasem będzie lepiej.
                                                    Trzymaj się cieplutko i pisz jak tylko masz ochotę.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 25.06.07, 13:41
                                                    wors, nie zjade cie, tylko powiem ci czego nie rozumiem - no bo juz sie
                                                    pogodziliscie i wrociliscie do siebie, nie? to po co on ma sie wyprowadzac?
                                                    a ja osobiscie to mam jeszcze taka swoja teorie, ze jak ludzie sie rozstaja i
                                                    wracaja do siebie i ta przykra zasada jest poniekad standardem zwiazku - to
                                                    tych ludzi tak ciagnie do siebie, ze oni beda juz razem :) ze beda klocic ale
                                                    beda razem. poza tym klotnie sa ok, bo oczyszczaja atmosfere... a faceci tacy
                                                    juz sa, ze jak czasami powie cos w zlosci to czujesz sie malutka... ale widzisz
                                                    twoj ma serce i jakies ludzkie odruchy... moj mi tez plakal i kajal sie i co?
                                                    na dwa fronty najlepiej by mu bylo. nie wiem, widze ze u ciebie jest
                                                    diametralnie inaczej niz u mnie. mysle ze trzeba ktoregos wieczora usiasc i
                                                    powiedziec: sluchaj, ranisz mnie, boli mnie, jak mowisz to i to. ja wiem ze ja
                                                    tez cos potrafie powiedziec ale przyjmijmy zasade ze nawet jak sie drzemy na
                                                    siebie to najpierw liczymy do 10 i dopiero po sobie jedziemy :)

                                                    misia - widzisz, najgorzej jest do momentu jak jeszcze jest sie poza swiatem i
                                                    nie wierzy do konca w to co jest. potem z kazdym dniem jest lepiej. no nie
                                                    zrobilas wszystkiego bo go nie blagalas? no to chwala ci za to. ja sie
                                                    szmacilam i plaszczylam i uwierz mi facet jak chce to pokona kazdy mur. to co
                                                    ja robilam to przechodzi ludzkie wyobrazenie - prosze cie, nie blagaj go i nie
                                                    plaszcz sie przed nim, bo stracisz do siebie szacunek. ja czulam ze siegnelam
                                                    dna... nie rob tego sobie, to straszne uczucie. z drugiej strony - moze to
                                                    jeszcze wszystko za swieze? przeciez tu nie ma zasady... czas naprawde wszystko
                                                    uklada. musi dojsc rozsadek do glosu - wtedy na zimno juz mozna wszystko
                                                    zrozumiec, okazuje sie to i tamto, znika zal i pretensje...

                                                    wiola - boze ja cie dalej nie rozumiem? to nie jest psychoterapeuta ze placisz
                                                    i ktos ci daje recepte, to jest forum i tu pisze ten kto chce!! zreszta jak na
                                                    razie sama zaczelas tu sie pojawiac i dawac rady, napisalas o sobie tak jakby
                                                    to ci pasowalo, wiec jak widzisz skoro zadna z nas nie wtracala sie w twoje
                                                    sprawy tzn ze tak przedstawilas sytuacje zeby sie nie wtracac.
                                                    pretensja do garbatego ze dzieci ma proste?

                                                    ja dziewczynki lece wkuwac, zajrze do was pozniej, glowy do gory - nie jestesmy
                                                    jedyne ktore dostaly kopa w du.e i nie wiedza co robic. nic nie dzieje sie bez
                                                    przyczyny (aj aj jeszcze troche i wam tu napisze ze sie zakochalam ;)) widac
                                                    tak mialo byc. bez zadreczania sie, kto moze niech idzie sie opalac :) buzka
                                                  • wordless1 Re: wracanie do siebie 25.06.07, 14:10
                                                    akkknes, odpowiadam na pytanie "po co on ma sie wyprowadzac?". Ano po to, ze
                                                    bynajmniej nie jest po sprawie. Taka roznica, ze wrocil do mnie i teraz razem
                                                    bedziemy sie starali uporac z tym, co robilismy do tej pory zle. Mamy jeszcze
                                                    dobra wole, sile i nadzieje. Ale to nie znaczy, ze wczoraj klopoty przestaly
                                                    istniec. I on jest zdania (ja poniekad tez), ze zyskamy wlasciwa optyke jesli
                                                    troche (i mam nadzieje na troche) oddalimy sie fizycznie od siebie. Jeden z
                                                    jego zarzutow w moja strone byl taki, ze mocno go ograniczam, jestem zaborcza,
                                                    wisze na nim. Troche w tym racji. Mieszkajac osobno nie bede mogla go
                                                    tak "wiazac". On odzyska swobodny oddech, ja (I hope so) pokaze jemu i (chyba
                                                    przede wszystkim) sobie, ze umiem sama, tyle ze fajniej z nim. Boli mnie to, ze
                                                    musimy uciekac sie do takich metod... Ale chyba naprawde musimy... Choc boje
                                                    sie samotnosci w tym mieszkaniu i w tym zwiazku. Nie jestem stara, ale ja juz
                                                    naprawde chyba nie nadaje sie na szkolne milosci- spotykanie sie na miescie, za
                                                    raczke, do kina, na spacer, buzi buzi i czesc. Albo odwiedzanie mnie, siedzenie
                                                    3 h, rozmowy, jakies figle tylko gdy nie ma wspollokatorki i zegnanie sie. Nie
                                                    wyobrazam juz sobie tego, my juz zaszlismy dalej. TO jest jego dom, TO jest
                                                    jego lozko, TO jest jego stol, przy ktorym jemy obiad. Ale jesli to ma uzdrowic
                                                    obecnie nasz zwiazek, to zgadzam sie...


                                                    a ja osobiscie to mam jeszcze taka swoja teorie, ze jak ludzie sie rozstaja i
                                                    > wracaja do siebie i ta przykra zasada jest poniekad standardem zwiazku - to
                                                    > tych ludzi tak ciagnie do siebie, ze oni beda juz razem :) ze beda klocic ale
                                                    > beda razem.

                                                    po wczoraj ja juz mam pewnosc, ze tak jest... Nawet zastanawialam sie dzis, ile
                                                    on moglby zniesc i wybaczyc mi. Baaaardzo duzo, ja jemu tez. Jestesmy
                                                    maksymalnie od siebie uzaleznieni. Ale, akkknes, to nie jest dobre.
                                                    Uzaleznienie nigdy nie jest dobre. Moja Mama zalamuje juz rece nad tym naszym
                                                    uwiazaniem.

                                                    Czekam na radosc, od rana czekam. Nie przychodzi. jest spokoj, to bardzo cenne.
                                                    Ale nie ma radosci. Dluga droga przed nami, zeby wyjsc na prosta- z czego tu
                                                    sie cieszyc?... No dobra, bez przesady- chociazby z tego, ze jednak idziemy.

                                                    To forum jest mi coraz blizsze, dzieki!!
                                                  • wwiolla Re: wracanie do siebie 25.06.07, 14:45
                                                    Aknes wiesz co ja przeczytalam Twoj watek i zauwazylam, ze mialas konflikt z
                                                    paroma osobami i nie zawsze wszyscy Ciebie rozumieli, radzili Ci dobrze a Ty
                                                    ich wcale nie sluchalas i dalej robilas swoje, wiec nie wiem po co w ogole
                                                    pytalas ich o opinie????? Mysle ze Ty juz sie ze swoim problemem uporalas w
                                                    jakis sposob i jest Ci teraz latwiej i czujesz sie pewniejsza, nie jestes taka
                                                    skromniutka i cichutka jak na poczatku. Pamietaj o tym, ze te forum nie ejst
                                                    tylko Twoja wlasnoscia i nie masz zadnego prawa gardzic innymi i pisac co tylko
                                                    ci sie podoba, wszyscy jestesmy tylko ludzmi. Kazdy moze tu napisac, zarowno ci
                                                    ktorzy maja problemy oraz Ci ktorzy ich nie maja. Opisalam swoja sytuacje,
                                                    pisalam jak sie czuje co przezywam, myslalam ze jestes jedna z osob ktorzy moga
                                                    mi w jakis sposob poradzic a co zrobilas???? myslisz, ze piszac: jestes zmienna
                                                    jak choragiewka, nie lubie tak, nie rozumiem cie!!!!!!!!!!! pomoglas mi????
                                                    wsparlas mnie???? dalas mi jakas sile zebym mogla to wszystko przejsc????
                                                    myslisz ze te Twoje slowa byly mile???? bylo mi przez to jeszcze gorzej, a ja
                                                    chcialam tylko sie wygadac i pogadac z kims zyczliwym a jak widze ty do takich
                                                    osob nie nalezysz. a swoje cenne komentarze typu PRETENSJA DO GARBATEGO ZE
                                                    DZIECI MA PROSTE? zatrzymaj tylko do siebie dobra?? tu pisza ludzie ktorzy maja
                                                    problemy i szukaja tu pomocy i nikt z wypowiadajacych sie tu ludzi nie
                                                    zasluguje na pogarde ani na to aby ktos zabawil sie ich kosztem. Jestes za
                                                    pewna siebie, juz raz sie chyba przejechalas i pamietaj ze jeszcze kiedys znowu
                                                    mozesz sie przejechac. CIESZE SIE BARDZO ZE TE FORUM CI POMOGLO POZBIERAC SIE I
                                                    DOJSC DO SIEBIE, ZE TRAFILAS TU NA POMOCNA DLON WIELU LUDZI, KTOREJ TY NA PEWNO
                                                    NIE WYCIAGNIESZ DO MNIE, DZIEKUJE CI BARDZO ZA ZYCZLIWE SLOWA NAPRAWDE JESTES
                                                    SWIETNA DZIEWCZYNA.
                                                    NIE MA SPRAWY NIE JESTEM TU MILE WIDZIANA, NIE BEDE SIE JUZ WIECEJ TUTAJ
                                                    WYPOWIADAC ANI SZUKAC POMOCY
                                                    CIESZE SIE AKNES ZE SIE POZBIERALAS PO TYM WSZYSTKIM
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 25.06.07, 15:22
                                                    wiola najpierw wylacz capsa jak do mnie piszesz to raz.
                                                    wiesz nie jestem juz taka spokojna i cichutka czy jak ty tam literacko sobie
                                                    ujelas... bo nie daje sobie juz w kasze dmuchac...
                                                    a dalej nie wiesz po co pisalam na forum? nie? to czytaj jeszcze raz, ja nie
                                                    koncze pedagogiki zeby ci to po raz enty tlumaczyc...
                                                    nie wiem GDZIE ty opisalas swoja sytuacje w taki sposob ktory wskazywalby zeby
                                                    cos ci odpisywac i radzic?
                                                    a czy ci pomoglam? czy cie wsparlam? ja mysle tak, na poczatku rzeczywiscie
                                                    staralam sie cos ci powiedziec z doswiadczenia, ale jak zauwazylam ze jestes
                                                    jak choragieweczka to sama dobrze wiesz ze nawet twoje mejle nie zmienily
                                                    mojego zdania. i z tego co pamietam to nie chcialas sie wygadac a chcialas
                                                    konkretna recepte i jeszcze potrafilas napisac sugerujac ze zrobisz tak i tak
                                                    zeby miec na kogo zwalic jak sie nie uda?
                                                    yyy nie zauwazylam zebym komus pogarde pokazala albo zebym zabawiala sie ich
                                                    kosztem.... no ale widze ze twoja zdolnosc logicznego wyciagania wnioskow i
                                                    dedykcji jest na wyzszym poziomie niz moj.
                                                    hahahah przejechalam sie nie raz i kochana uwierz mi ze twoje niby ciete
                                                    riposty ze moge sie jeszcze przejechac nie robia na mnie wrazenia - bo ja to
                                                    juz wiem, wiesz - takie jest zycie? nie ma tak latwo...
                                                    i widzisz znowu nie potrafisz miec jednego zdania - bo raz piszesz ze jestem be
                                                    a raz ze cacy. jak juz wyrobisz w sobie taka umiejetnosc ze jak sie mowi a to
                                                    potem jest b to daj znac.
                                                  • wwiolla Re: wracanie do siebie 25.06.07, 19:32
                                                    akkknes bawi Cie to???? bo mnie nie. Jak widze bardzo lubisz dogryzac innym!!!!
                                                    chyba lubisz sie czasami powyzywac na innych. Zastanow sie co piszesz:
                                                    i z tego co pamietam to nie chcialas sie wygadac a chcialas
                                                    > konkretna recepte i jeszcze potrafilas napisac sugerujac ze zrobisz tak i tak
                                                    > zeby miec na kogo zwalic jak sie nie uda?
                                                    Noo jasne pewnie jak sie nie uda to zwale na Ciebie!!!!!
                                                    wiesz co cale szczescie, ze nei studiujesz pedagogiki bo bylabys fatalnym
                                                    pedagogiem a Twoje rady chyba nikomu nie wyszlyby na dobre. Przejrzyj swoj
                                                    watek jeszcze raz i zobacz kto byl a moze nadal jest zmienny jak choragiewka.
                                                    Nie pisze tutaj po to aby ktos mogl sie na mnie powyzywac, unikam takich ludzi
                                                    jak ty. Nie zamierzam rozmawiac wiecej z Toba. a swoje cenne komentarze:
                                                    widzisz znowu nie potrafisz miec jednego zdania - bo raz piszesz ze jestem be
                                                    >
                                                    > a raz ze cacy. jak juz wyrobisz w sobie taka umiejetnosc ze jak sie mowi a to
                                                    > potem jest b to daj znac
                                                    zachowaj tylko dla siebie.
                                                    Wcale mnie nie znasz i nie masz zadnego prawa aby w taki sposob mnie oceniac.
                                                    Przemysl sobie to wszystko, za pewna jestes i jeszcze raz kiedys moze sie na
                                                    tym przejedziesz
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 25.06.07, 22:21
                                                    no kochana tak ci powiem szczerze - ja cie tu na sile nie sciagalam :D
                                                    moja zmiana trwala pol roku twoja dobe wiec fikac to sobie mozesz fikolki na
                                                    materacu :D a jak juz taka madra jestes ze bla bla bla z ocenianiem to nie mowi
                                                    mi jaki ze mnie pedagog :D
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 25.06.07, 15:30
                                                    word, to dobrze kumam ze chcecie 'zaczac od poczatku'?
                                                    dziewczyno, musisz tylko przyjac RAZEM z nim jedna zasade - probujecie od nowa
                                                    od podstaw obdudowac to, oboje z niepewnoscia ale oboje z radoscia! kochana nie
                                                    mozesz miec smutnego buziaka!! word, sprobuj do tego podejsc z taka
                                                    niespodzianka - nie wiesz co z tego bedzie ale pousmiechaj sie troche czesciej.
                                                    obojgu bedzie wam latwiej... ale widzisz, sama widzisz ze masz sie z czego
                                                    cieszyc - wiec ciesz sie z tego ze sie zeszliscie. ja takiej szansy nie mialam
                                                    i teraz dzis mysle ze moze to i dobrze. masz podstawe zeby sie cieszyc.
                                                    ja nie myslalam o uzaleznieniu jak sie tak rozstaje i wraca ale ze to jest taka
                                                    niewidoczna nitka ktora laczy ludzi. wiem ze uzaleznienie sie jest fatalne.

                                                    ps ty nikomu nie musisz a przede wszystkim jemu - pokazywac ze umiesz sama!!
                                                    uwierz, umiesz!!
                                                  • the.better.man Re: wracanie do siebie 26.06.07, 03:45
                                                    Hehe dobre, mam indentyczną sytuację jak autorka tematu ;)
                                                  • wwiolla Re: wracanie do siebie 26.06.07, 09:46
                                                    Dziewczyno ty sama siebie nie rozumiesz a co dopiero innych!!!! Przypominam ci,
                                                    ze te forum nie jest twoja wlasnoscia i kazdy moze tu napisac, wypowiedziec sie
                                                    na dany temat lub szukac porady ale nikt z tu piszacych nie zasluguje na
                                                    pogarde ani na negatywna ocene. jesli musisz sie wyzyc to zapisz sie np na boks
                                                    albo spotkaj sie ze swoimi znajomymi i wtedy mozesz rowno po nich jechac ale to
                                                    wtedy nie byloby juz tak latwo jak tutaj prawda????? Jesli napisalam na tym
                                                    forum to oznacza ze chcialam napisac i nikt mnie do tego nie zmuszal ale nie
                                                    zasluzylam na takie slowa z Twojej strony bo nic o mnie nie wiesz. Nie
                                                    wiedzialam ze spotkam tutaj tak wredna osobke jak ty. a swoje cenne komentarze
                                                    o fikolkach i materacach zachowaj tylko dla siebie bo z tego co widze bawi to
                                                    tylko ciebie. A czy uporalam sie ze swoim problemem w ciagu doby czy dwoch tego
                                                    nie wiesz i nie wypowiadaj sie w ten sposob na temat mojej osoby czy innych
                                                    wypowiadajacych sie tutaj bo to swiadczy tylko o tobie. Żegnam
                                                  • kolejny_forumowicz Re: wracanie do siebie 27.06.07, 15:11
                                                    ty, wwiollka, wyluzuj bo robisz z sibie jakąś rozwrzeszczoną nastolatę, a chyba
                                                    nikt poważnie nie traktuje słów TAKICH osób. jak ci się nie podoba to po prostu
                                                    sobie pójdź stąd, na pewno nikt nie będzie cię zatrzymywał. akkknes, gratuluję
                                                    spokoju - niktórzy to wogóle się nie umią wykazać kulturą, nawet pisząc, czasem
                                                    aż się trudno powstrzymać by się nie zniżyć do ich poziomu;P pozdrawiam tą waszą
                                                    całą ekipę.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 27.06.07, 17:02
                                                    dzieki :)
                                                    widzisz jak sie wyCZwanilam ;) wyrabiam sie, nie?
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:10
                                                    czyli co? tez sie na poczatku zdreczales i nie widziales sensu, a potem powoli
                                                    powoli zrozumiales co jest dla ciebie dobre? tez dostales kopa od zycia i juz
                                                    sie nie patyczkujesz...? :)
                                                    tez ostatnio ci wszystko wychodzi? :) (puk puk w niemalowane)
                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 26.06.07, 12:09
                                                    Hej akknes nie zamierzam go o nic błagać aż taki wspaniały to on nie był;-)
                                                    Mam jakiś dziwny nastrój wczoraj miałam ostatni egzamin na studiach i teraz
                                                    została mi tylko obrona, którą sobie przesunełam na wrzesień więc mam co robić.
                                                    Nie będę się uganiać za factem, który mnie nie chcę nie on pierwszy i nie
                                                    ostatni niestety.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:06
                                                    no misia takie podejscie mi sie podoba :)
                                                    ja obrone mam teraz - to byl moj priorytet: ze musze sie wyrobic mimo to
                                                    wszystko co bylo.
                                                    jak to nie masz co robic??
                                                    jak nie idziesz do pracy na wakacje to SZALEJ!! spij do poludnia (po tych
                                                    egzaminach wiem jak to jest potrzebne) baluj do rana :D
                                                    pewnie ze nie pierwszy i nie ostatni - ale to wcale nie takie zle, tak z
                                                    persepktywy czasu widze ze i ty patrzysz na to inaczej :D

                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:19
                                                    akknes dzięki Bogu mam pracę więc w ciągu dnia nie mam czasu rozmyślać:-) ja
                                                    żałuję, że moja obrona nie była moim priorytetem mialam inny. Tak naprawde to
                                                    wielu rzeczy teraz żałuję ale czasu nie cofne i podobno nie ma tego złego co by
                                                    na dobre nie wyszło więc trzymam się tego ;-)
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:33
                                                    laska zycie nie jest od tego zalowac tego co sie juz zrobilo!! bylo minelo
                                                    czasu nie cofniesz

                                                    :))))))))))))))))))))
                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:42
                                                    ok ok ok juz niczego nie żałuje:) jestem świetna to on jest do dupy, że się na
                                                    mnie nie poznał :)niech spada na drzewo!!!
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:46
                                                    nie no bez przesady :D
                                                    ja tam zeby nie wyjsc na nieczula zolze i suke (i jeszcze pare innych ktorymi
                                                    np wiola mnie tu obrzuca <lol>) to sobie mowilam ze po prostu nie pasowalismy
                                                    do siebie... y jak to gwiazdy tv mowia 'nizgodnosc charakterow' :D :D :D
                                                    a teraz jakos juz sie nad tym nie zastanawiam i jest ok :]
                                                  • zaskoczyl_mnie akkknes-mam wazny pytanie 26.06.07, 13:47
                                                    przeczytalam tylko poczatek bo dalej nie dam rady ale chce wiedziec czy ten
                                                    facet, o ktorym pisalas ma imie zaczynajace sie od litery G a konczace na D?
                                                  • akkknes Re: akkknes-mam wazny pytanie 26.06.07, 13:53
                                                    ok sprawdze i poczte bo tam tez moze uderzyles...
                                                    widze ze nadgorliwosc sie rozmnaza :/

                                                    zaskoczyl_mnie napisała:

                                                    > przeczytalam tylko poczatek bo dalej nie dam rady ale chce wiedziec czy ten
                                                    > facet, o ktorym pisalas ma imie zaczynajace sie od litery G a konczace na D?
    • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 27.06.07, 16:15
      a co tu tak cicho?? czyżby nikt się z nikim nie rozstał od wczoraj;) ja wczoraj
      miałam telefoniczny kontakt z moim niedobrym byłym i nic nawet się nie
      zająknoł, że dobrze mnie słyszeć w ogóle to nawet nie brzmiał jakby się cieszył
      od razu uprzedzam, ze ja tylko do niego odzwaniałam chociaż i tego robić nie
      powinnam bo mam znowu doła a już było lepiej:(
      • akkknes Re: wracanie do siebie 27.06.07, 17:01
        misia, najgorzej jest wlasnie przestac 'oddzwaniac'
        ale ja cie rozumiem - sa zakrety ale przynajmniej masz juz mape:)
    • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 27.06.07, 21:03
      wwiola - daj sobie spokój, naprawde nie rozumiem po co sie na Akkknes rzuciłaś...

      Akkknes - ciesze sie, ze juz jesteś wolna:) Naprawdę się cieszę:)

      Timbunia... co u Ciebie? Odezwij się:)

      Madzia - to samo co wyżej!

      Wszystkim innym rozpaczającym życzę powodzenia, szczęścia i rozwiązania
      najlepszego dla Was:)

      Wciąż czytam i Wam kibicuję:)

      U mnie sama radość, poza tym, że mnie były wyzywa od k.rew i lampucer:D i mo
      grozi jeszcze swoim "arsenałem środków", cokolwiek miałoby to nie oznaczać:D
      • akkknes Re: wracanie do siebie 28.06.07, 20:40
        kaktusico, madzia jest nas morzem mejla mi napisala :>
        jak matura? bo widze ze reszta wspaniale :)
    • agata2810 Re: wracanie do siebie 28.06.07, 08:46
      ostatecznie zrobisz tak jak bedziesz uwazala.ale jesli jestes ciekawa zdania
      innych to wg mnie powinnas,mimo iz na pewno nie bedzie Ci poczatkowo
      latwo-sprobowac sie zdystansowac do calej tej sytuacji.uwazam,ze siedzenie i
      czekanie by wszystko wrocilo do tego jak bylo kiedys nie ma sensu.nie trac
      zycia,zacznij robic cos z mysla o sobie,pokaz ze potrafisz dzialac i zyc
      samodzielnie,zajmi sie czyms co pozwoli Ci nie myslec o tym co sie wydarzylo.po
      prostu wiem to po sobie.ze mna tez ktoregos pieknego dnia zerwal facet(najgorsze
      bylo to,ze nie potrafil powiedziec mi wprost,ze chce to skonczyc),najpierw mnie
      zwodzil ze spotkaniem i szczera rozmowa,pozniej przestal dzwonic i
      pisac.czulam,ze cos niedobrego sie dzieje i mialam intuicje,ze to juz
      koniec.bolalo mnie tylko,ze po tym co nas laczylo okazalo sie,ze w jego oczach
      nie zasluguje na szczerosc.napisalam do niego kilka razy by sie odezwal i
      napisal wprost co dalej(chcialam miec czarno na bialym)nie zamierzalam go
      przekonywac,ze podjal niezbyt dobra decyzje,chcialam tylko miec jasnosc sytuacji
      by moc dalej zyc a nie kazdego dnia budzic sie z nadzieja ze moze dzis zadzwoni
      albo postanowi wrocic.Niestety facet ten nie mial odwagi mi nawet przekazac tej
      informacji wysylajac smsa...uznalam,ze w takim razie szkoda na niego czasu.Bylo
      mi ciezko(nie bede oszukiwac ze bylo inaczej)przez pierwsze dwa tygodnie.ale
      rozwniez nie pisalam juz do niego,nie dzwonilam(wyrzucilam jego
      namiary)wykasowalam z gadu po to by nie dreczyc sie tym widokiem.zajelam sie
      soba,poszlam wreszcie do fryzjera,kupilam sobie nowa kiecke,zaczelam sie
      spotykac ze swoimi znajomymi,plotkowalam czasami o calej tej sytuacji ze swoimi
      przyjaciolkami i z kazdym dniem dochodzilam do wniosku,ze dobrze robie!ze skoro
      mnie odrzucil to trudno...a poza tym kto jak kto ale to jego strata a nie moja:)
      mijaly tygodnie,miesiace...a ja coraz rzadziej juz o nim myslalam,pogodzilam sie
      z tym jak mnie potraktowal...A po pol roku(dokladnie7miesiacach)nagle dostaje od
      niego smsa ze zwyczajnym "co u Ciebie"?i wtedy....z jednej strony poczulam
      wielka satysfakcje,ze nie wytrzymal i sam postanowil znow sie odezwac,czulam ze
      chce nawiazac ponowny kontakt,ze jednak zalezy mu na czyms...a z drugiej strony
      bylam wsciekla,ze kiedy weszlam juz na dobra droge by o nim zapomniec...on nagle
      sie pojawia i znow burzy moj spokoj...Oczywiscie,na smsa odpisalam ale...dopiero
      po dwoch godzinach;)zeby nie myslal ze tylko czekalam jak napisze i odpisalam
      ze"u mnie wszystko w porzadku".oczywiscie byl ciekawy"co to oznacza i zaczal sie
      dopytywac ale ucienalam rozmowe,dalam mu odczuc,ze to nie twoja juz
      sprawa,miales czas...ale on sie juz skonczyl.i doszlam do wniosku,ze nic
      bardziej go nie wkurzylo jak to,ze ja potrafie sobie radzic bez niego,dodam
      tylko,ze juz od tego momentu kiedy znow nawiazal kontakt mija 5miesiecy,a on
      nadal nie daje mi spokoju.wyszlo na to,ze im bradziej ja teraz jestem na "nie"on
      coraz bardziej sie stara by zblizyc sie do mnie ponownie.ale problem w tym,ze ja
      juz nie chce jego...bo stracilam do niego zaufanie,i jeszcze jedno:nie chce by
      znow ktoregos dnia odszedl bez slowa jak mu cos nie podpasuje...
      Glowa do gory:)pozdrawiam
      • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 28.06.07, 09:35
        Wczoraj się spotkałam z koleżanką i oczywiście nasza rozmowa zeszła na temat
        facetów i jak ja się nasłuchałam jakimi świniami oni potrafią być to aż mi się
        odechciewa związków. Nie twierdze, że wszystkie kobiety są super ale ja się już
        po prostu boję, że znowu komuś zaufam, znowu się zakocham o on mi jakieś gorsze
        świństwo wykręci.
        • wordless1 Re: wracanie do siebie 28.06.07, 10:07
          Dzien dobry wszystkim,
          donosze co u mnie :) Ta moja gadzina miala sie ode mnie wyprowadzic i w dniu
          wyprowadzki pyta mnie, czy chcialabym, zeby zostal. Na to ja spokojnie i bez
          emocji odpowiadam, ze tak, ale "zadnych skokow, piskow na poczatek" coby Poetke
          zacytowac:) Zostal. Przez 4 h przemeblowywalismy pokoj, jest zupelnie inaczej.
          Duzo radochy sprawiaja takie czynnosci. No i zaczynamy "na nowo", bogatsi o
          doswiadczenie. Staram sie byc troche na dystans, nie narzucac mu sie, dac
          mozliwosc oddechu. Widze, ze widzi i widze, ze sie tym pozytywnie zaskakuje. I
          dobrze. No, trzymajcie kciuki!!!


          PS- cos Wam powiem w tajemnicy... Nie jest latwo "zaczynac od nowa", nadal nie
          ma we mnie radosci. Wiara, ze tym razem bedzie inaczej, ze bedzie dobrze jest
          ciezka do wypracowania. Staram sie, ale latwo nie jest.
          • akkknes Re: wracanie do siebie 28.06.07, 20:48
            no to sie staraj i sie usmiechaj - a bedzie lzej :)
        • akkknes Re: wracanie do siebie 28.06.07, 20:47
          wiesz tez tak mam
          ale przechodzi chyba :D
          • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 30.06.07, 09:54
            Witam Wszystkich:)
            u mnie bez zmian, wszystko po staremu, praca, dom, praca, dom. Koszmarne jest
            takie życie mam wrażenie, że już mnie nic ciekawego w życiu nie spotka. No
            dobra ale dość narzekania i użalania się nad sobą. Przecież rzucił mnie tylko
            facet a mogło mnie spotkać coś dużo, dużo gorszego. Trzymajcie się Wszyscy
            ciepło:)
      • akkknes do agaty2810 28.06.07, 20:54
        agato czy ja mam deja vu, czy ja juz twoja historie znam? :)
        • madziuuunia :):):) 30.06.07, 16:16
          worcilam:) wypoczeta i wybawiona;) Ale szalalam. Gdans to cudowne mieastoA ludzi
          ejacy boscy ( zwlaszca faceci) Imprezowni to mam juz po tad;) hehe poznalam
          kilkanascie facetow i szalalam na maxa;) z moim facetem jestesmy teraz na stopie
          kolezenskiej.Moze cos bedzie z tego a moze nie;) podchodze do tego juz baaardzo
          lajtowo. Teraz juz wiem ze jakby co to szybko sobi ekogos znajde bo jestem extra
          laska;) hehe podbudowalam sie w tym Gdnasku:) jeszcze nigdy tylu facetow mnienie
          podrywalo:) wiem ze to brzmi glupio takie przechwalanie sie, no ale musze to
          powiedziec bo nigdy tak nie mialam i wogoel to starsznie sie ciesze ze tam
          bylam.bardzo bym chciala sie dostac tam na studia i wogoel bede juz uchachana:)
          Z maturka poslzo nawet super, tylko ze jak przeczytalam na forum o wynikach
          innych maturzystow- zamarlam. Ja siedzialam caly rok w domu i poprawialam a
          nornmalni maturzysci i tak sa lepsi ode mnie i to o sporo pkt....Boje sie ze nie
          wystyarczy no ale staram si emyslec pozytywnie i wierzyc;) TRZYMAJCIE KCIUKI ZA
          TA MOJA MEDYCYNE;) musi si eudac wkoncu:):) pozdraiwam was wsyzstkie;)
          • rybcia44 Re: :):):) 30.06.07, 19:02
            heh a mnie zostawił niedawno w tym tygodniu, bo przez 3 miesiace odrzucałam jego starania...a teraz sama zdałam sobie sprawę z tego jak jest ze mną naprawdę, jak bardzo go kocham....zaczął wmawiać mi że podobaja mu sie faceci...prawie mu uwierzyłam.....
            • timbunia witajcie 30.06.07, 21:06
              to ja się melduję, jakoś tak mi się wszystko dziwnie układa. Nadal troszkę
              wspomagam się farmakologicznie - już praktycznie z J. kontaktuje sie bardzo
              bezemocjonalnie i sporadycznie - jak mi coś jeszcze do łba strzeli. ostanio
              byłu to życzenia urodzinowe dla niego. Generalnie dotarło do mnie, ze mnie
              zlewa i nie chce mieć ze mną kontaktu. na razie stosuję taktykę - Nie myslec.
              Zarejetrowałam się na sympatii, miło sobie korsesponduję, nawet byłam dziś z
              jednym "kolegą" w kinie. Przede mna wyjazd z kolezanką. potem urlop. na razie
              żyję chwila. Co będzie to będzie... Trzymajcie się ciepło. Postaram się
              częściej zaglądać.
              • alka303 :( 30.06.07, 22:13
                wiecie co przeczytałam wszystko...dzisiaj po 6 latach wyprowadził sie mój
                mąż... na początku dnia szok...szukanie pomocy...płacz...i trafiłam na ten
                wątek-rady te pozwoliły nie zrobic z samej siebie idiotki piszącej milion smsów
                i dzwoniacej co minutę,jeszcze to do mnie nie dochodzi...poszło o pierdołę,ale
                chyba chciał odejsc szukał pretekstu może...
                • akkknes Re: :( 30.06.07, 22:54
                  hej
                  ja po raz enty wczoraj opijalam moj dyplom - przysiegam to byl ostatni raz ;/
                  no chyba ze jutro w pracce jakis toascik sie trafi ;)
                  wiem ze to glupio zabrzmi, ale ciesze sie, ze ktos jeszcze potrafi wejsc na ten
                  watek i zrozumiec pare spraw - mimo ze jest on 'podtekstem' dla paru osob na
                  tym forum. i wiecie co? to mnie wlasnie wkurza. tak to ci ludzie iby
                  tacy 'towarzyscy' tacy zabawni i w ogole a jak przyjdzie co do czego to nie
                  maja za grosz empatii... nie no, bo my tutaj piszemy o pogodzie, no nie? :[
                  timbunia ciesze sie ze sie ogarniasz, madzia to wiedzialam ze zaraz wroci, a
                  miska - dom i praca czeka mnie od poniedzialku wiec nie martwimy sie :)
                  • misia_uszatka Re: :( 02.07.07, 11:23
                    akknes GRATULUJĘ!!!!! i zazdroszczę, że już to wszystko masz za sobą i obronę i
                    faceta. Ja zamierzam się bronić dopiero we wrześniu jak mi się oczywiście uda a
                    o tym moim facecie nie wiem kiedy mi się uda zapomnieć mam nadzieję, że juz
                    niedługo. Koleżanka zaprosiła mnie na imprezę i on też ma tam być więc raczej
                    nie pójdę nie chce siobie robić sama krzywdy no chyba, że odkryje w sobie
                    jakieś masochistyczne cechy to poleze tam a potem będę Wam płakać na forum.
                    Alka bardzo mi przykro z powodu Twojego męża, ja juz sama nie wiem co z tymi
                    chłopami się dzieje. Wiecznie niezdecydowani, wiecznie sami nie wiedzą czego
                    chcą. Alka zaprzyj się i przestań się odzywać wiem, że mi jest łatwo powiedzieć
                    ale nich zobaczy, że nikt go nie będzie błagał żeby wrócił. Niech weźmie
                    odpowiedzialność za swoje czyny. Zobaczymy kiedy sie zorientuje, że popełnił
                    błąd może największy w swoim życiu. Trymaj się cieplutko.
                    • akkknes Re: :( 02.07.07, 20:08
                      misia dzieki :)) u mnie pierwsze skrzypce gralo to, ze ja sobie kiedys tam pol
                      roku temu zapowiedzialam ze chocby nie wiadomo co - w sensie operacja i eks i w
                      ogole inne sprawy - to ja MUSZE sie obronic w terminie. bolalo, ale bylo
                      warto ;) satysfkacja gwarantowana jakby to w reklamie powiedzieli.
                      obronic sie obronisz z palcem w d.pie, zobaczszy :P i zapomniesz o tym swoim
                      bylym. wiesz ja to z tych trudno reformowalnych jestem, wiec pewnie bedac na
                      twoim miejscu wmowilabym sobie ze na zlosc jemu (niby) pojde na ta impreze a
                      tak naprawde zzeroaloby mnie od srodka. ale ty widze z tych nowoczesnych
                      reformowalnych i rozasadnych lasek jestes :]
                      a co do rozstan facetow i ogolnego zadumania :P jak tak sobie z powrotem
                      zaczynam byc w moim otoczeniu fanka wszystkich ploteczek... jezu ile ludzi sie
                      rozstaje!! to jakis nowy problem spoleczny :D ludzie po piec szesc lat sie
                      znaja mieszkaja i nagle nie wytrzymuja i sie rozstaja. gdzie bym nie uslyszala
                      ktos ciagle kogos zostawia albo zostal zostawiony sam sobie ;) no nie wiem nie
                      wiem... jako socjolozka powinnam zajac sie wnikliwiej tym zjawiskiem.
                      jednak pomysle o tym jutro, bo dzis jestem yy to niecenzuralne slowo musze
                      poszukac innego - zmeczona do granic mozliwosci - tak to delikatnie ujme. i tym
                      upalem i ogolna biurokracja i w ogole jeszcze nie mialam jak i kiedy dojsc do
                      siebie po weekendzie ;)))
                      buziorksy
                      • misia_uszatka Re: :( 03.07.07, 22:13
                        Chyba los roztrzygnie za mnie mój dylemat;-) najprawdopodobniej w ogóle nie
                        będę mogła być na tej imprezie tak chyba będzie najlepiej.A tak ogólnie to
                        wszystko po staremu w pracy mam mały sajgon więc przynajmniej mam o czym mysleć.
                        Buziaki
                        • akkknes :) 03.07.07, 22:28
                          nooo nie moge, musialam zmienic ten tytul :P
                          • kaktusica6 :) :) 04.07.07, 19:09
                            Fajnie, że Wam tak wesoło:) Dołączę się:)
                            • akkknes Re: :) :) 04.07.07, 21:33
                              pogoda troche nie-wesola (zeby nie napisac ze po prostu smutna....) ale co
                              tam, smiac sie trzeba ;)))
                              • akkknes Re: :) :) 08.07.07, 20:38
                                kurna!! wiedzialam ze cos za czesto gesto jest poruszony temat 'miasta aniolow'
                                na forum... pamietacie pod koniec filmu 'kiedy zapytaja mnie co lubilam
                                najbardziej odpowiem ze ciebie'?? ja pamietam... i pamietam jak ogladalam ten
                                film w zeszlym roku, dwa lata temu i trzy... i poprzednim razem bylam pewna ze
                                to samo zdanie co meg ryan mowi do cage powiem do mojego eksa. no i cholera
                                zlamalam sie!! napisalam mu na gg - bo teraz tam siedzi - ze wczoraj ogladajac
                                film niestety sie zlamalam i pomyslalam o nim. ale nie odpisuje wiec pomyslalam
                                sobie ze taaa teraz to ode mnie wiadomosci nie widzi?! no to dawaj za telefon
                                poszukac jego nr, dzwonie i mowie... pogadalismy nie wiem czy dwie minuty w
                                miedzy czasie zdazyl powiedziec ze nie spodziewal sie ze cos o co pytal
                                rozwiaze tak a nie inaczej, ze jest zdziwiony ze dzownie i w ogole... wiec mu
                                mowie ze gdyby nie to zdanie to nie zadzwonilabym. w tym czasie uslyszalam
                                tez 'siema' z glebi pokoju dobiegajace z paszczy zapewne marysi, ale oprocz
                                drzenia rak nic wiecej nie bylo, zadnych fajerwerkow :P
                                wiecie co? odebral a jego glos juz nie byl tak magiczny jak kiedys.
                                lezka mi sie chce w oku zakrecic i pewnie zaraz zakreci i spadnie na
                                klawiature - ale to raczej przez to ze pamietam ze jeszcze niedawno o takich
                                darzeniach waznch dla mnie pisalam najpierw wam.
                                trudno dziewczyny jest sie w koncu odciac i zerwac kontakty i sie trzymac, ale
                                najgorsze to takie wspomnienia. a dzis po poludniu przejezdzalam obok miejsca w
                                ktorym kiedys kiedys sto lat temu szlismy dlugo prawie przez cale miasto na
                                jedna z pierwszych randek. no i potem to 'miasto aniolow' i 'powiem ze ciebie'
                                i prosze bardzo lezki kapia...
                                no ale koniec tego, co mnie nie zabije to mnie wzmocni, jutro bedzie dobry
                                dzien :)
                                fajnie ze moglam wam tu o tym napisac, bo nawet moim przyjaciolkom nie chce juz
                                o tym mowic -. w koncu temat zamkniety.
                                buzka
                                • madziuuunia sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 08.07.07, 21:48
                                  Witajcie, przez pol roku walczylam o swoje szzcescie....przezylam prawdziwa
                                  traume. Walczylam o mezczzyne swojego zycia....:(:(:( przegralam..... Zrobilam
                                  chyba wszystko co tylko moglam zorbic ... wszystko czego w zyciu nigdy
                                  wczensiej bym nie zorbila;( a co mam teraz??? nic....zal bol w sercu. On wciaz
                                  towarzyszy mojemu zyciu.Jest ze mna lecz widze ze pzrez moje starania nie ma
                                  do mnie juz szacunku...moze jest tylko z laski ??? nie wiem.Czekam az sie
                                  spotkamy,wtedy moze cos sie rozjasni.Nie bede tego konczyc tak na
                                  odleglosc.Jestem juz zrezygnowana,wypalona z sil. Chcialabym tez byc wypalona
                                  z milosci:( Pomimo calego zla jakie mi wyrzadzil -kocham go...to dziwne ale
                                  tak jest.

                                  W porzadku przegralam milosc,ale tez pzregralam swoja przyszlosc:( Poswiecilam
                                  caly rok zeby przygotowac sie do matury ( poprawialam wyniki) siedzialam w
                                  domu i myslalam tylko o tym.Codziennie motytwowalam sie do nauki zeby tylko
                                  poprawic mature i dostac sie na wymarzone studia - medycyne:( i co???? nie
                                  dostalam sie...i wiem ze nie dostane,za malo poprawilam:( moje marzenia legly
                                  w gruzach.Myslalam ze skoro z facetem nic sie nie uklada i wciaz dostyaje
                                  tylko ciosy to chociaz w tej kwestii sie ulozy,ze si edostane i pokaze temu
                                  czlowiekowi ze wiele starcil:( TERAZ JUZ MU NIE UDOWODNIE NIC:(nikomu nic nie
                                  udowodnie,nikt we mnie nei wierzyl...i mieli racje;(

                                  ale juz dupa z tym....moja mama ma 3 nowotwory i poprostu swietnie sie teraz
                                  dzieje:(:(:(:(:( nie chce sie uzalac nad soba przy znajomych a tmy bardziej
                                  nie przy rodzinie. Łamie sie juz:( nic nie wyszlo,zadne moje staranie nie
                                  wyszlo:(:(:( to boli...bo teraz juz zostalam sama,bez perspektyw. :(:(:(:(
                                  Mam dosc tego peirdolonego niespraswiedliwego zycia:( Samo siedzienie w domu
                                  bylo dla mnie koszmarnym pzrezyciem,zdala od znajomych od chlopaka ( ktory i
                                  tak mnie rzucil )... aczym teraz jestem??? 20letnia emerytka...stzrepkkiem
                                  czlowieka.Moje najlepsze lata wygladaja poprostu koszmarnie.Przestalam juz
                                  wierzyc w dobry los...po co:(
                                  • merediith Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 08.07.07, 22:00
                                    Madziuuniu.
                                    Jeszcze nie wszytsko stracone.
                                    To był wynik pierwszej tury rekrutacji.Zawsze przecież możesz dostac się z tej trzeciej.
                                    3mam kciiuki za Ciebie!
                                  • akkknes Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 08.07.07, 22:15
                                    magda po pierwsze - poprawiajac mature, zdajac na studia, siedzac w domu - nie
                                    udowadnialas czegokolwiek komukowliek!! wbij to sobie do glowy: robilas to dla
                                    siebie!!
                                    > W porzadku przegralam milosc,ale tez pzregralam swoja przyszlosc:(
                                    poza tym - przyszlosc to jeszcze przed toba!! sa przeciez rozne studia
                                    policealne czy pomaturalne, takie roczne - moze tam sprobuj? poza tym
                                    rzeczywiscie - teraz sie nie dostalas, ale moze we wrzesniu dostaniesz telefon
                                    z uczelni ze zwolnilo sie miejsce?? milion ludzi zdaje na kilkanascie kierunkow
                                    a dopiero potem rezygnuje z czegos i dopiero wtedy dokonuje wyboru, wiec moze
                                    same wyniki egzaminow jeszcze nic nie znacza??
                                    Czekam az sie
                                    > spotkamy,wtedy moze cos sie rozjasni.Nie bede tego konczyc tak na
                                    > odleglosc.Jestem juz zrezygnowana,wypalona z sil.
                                    no to tutaj sama sobie odpowiedzialas. wiesz juz jak to jest - pomysl czy
                                    chcesz tego nadal? ja w koncu po jaaaakims tam czasie podjelam decyzje
                                    pt.: 'dosc' - widzisz dzis co prawda przez chwile mialam kryzys ale wiem na
                                    czym stoje, nie wiem czego chce ale przede wszystkim - wiem czego nie chce!!
                                    ja tez mam za soba historie nowotroworowa - wiem ze tutaj nie mozna nic ze soba
                                    porownywac i licytowac - ale pamietaj, tylko wiara na lepsze jutro pomaga nam
                                    isc do przodu a nie cofac sie.

                                    rozladowujac atmosfere standardowo polece winko, winko jest najlepsze na
                                    wszystko. pol butli na glowe i od razu inaczej podchodzisz do zycia. wez kogos
                                    zwerbuj, umow sie gdzies i pij to wino!! co dwie glowy to nie jedna -
                                    pamietaj!! poza tym, z przyjacielem zawsze jest latwiej.

                                    i nie ma sorry ale musze to napisac bo tu umre - wal smialo jak jest potrzeba,
                                    ja codziennie jestem na forum tylko nie zawsze sie loguje :) ale zawsze pomoge
                                    jesli bede umialai mogla :))
                                    • madziuuunia Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 08.07.07, 22:33
                                      Dzieki Akkknes!!!!! :) z tymi studiami to klapa naprawde:( myslalam ze sie
                                      wkoncu uda,no ale coz nie udalo sie...przezyje to jakos. Najgorzej jest mi
                                      wyleczyc sie z tej milosaci,chorej milosci.
                                      Z nowotworem damy sobi erade,ja niepoprawnie wierze ze wszystko sie uda,ze mama
                                      wyzdrowieje i nawet nie mysle o tym ze moze byc inaczej.Mam tutaj duzo wiary i
                                      sily zeby jej pomoc i byc przy niej. Heh wiesz zyc z tym wszysktim i nie mowic
                                      nikomu co si eczuje to cos starsznego.Musze si eczasem wyzalic na maxa bo
                                      zeswiruje ... Nienawidze sie uzalac nad sona nikomu,a tutaj moge to robic do
                                      woli:) hehe:)

                                      Milosc.....tu bedzie ciezej.trace wiare w drugiego czlowieka....dostalam po
                                      tylku tak ze jeszcze sie pozbierac nie moge.Wybaczylam zdrade,klamstwa....liczne
                                      rozstania i jego "nie wiem czy nam sie uda,ale wiedz ze cie kocham...ale ja nie
                                      wiem" i tak w kolko..jego nie wiem nie wiem nie wiem.....cios za ciosem.Pozniej
                                      jego zmiana w tyrana.To sie zaczyna robic toksyczny zwiazek. Przez niego
                                      starcilam wiare w prawidzwa milsoc a tmy bardziej w mezczyzn i ich dobre szczere
                                      zamiary...... serce mi wyrwal ten gosc.zawsze bylam otwarta i bardzo
                                      przyjacielsko nastawiona do kazdego.Zawsze wystrzegalam zasade ze obojetnie kogo
                                      poznam to przypisze mu same dobre cechy..najwyzej pozniej bym sie rozczarowala a
                                      etraz??? pzrez niego nei ufam nikomu,wkolo patrze na chlopkaow i smieje sie ze
                                      wszyscy sa tacy sami..... To niezdrowe co sie ze mna dzieje.No ale wierze ze nei
                                      jedna z tego wyszlai po czasie uwierzyla,zaufala....

                                      Nie chce juz wyolbrzymiac bo sa napewno wieksze problemy..no
                                      ale chociaz tutaj moge to z siebie wyrzucic ...pewna tego ze ktos to pzreczyta i
                                      jelsi zechce cos napsize. Dziekuje wam za wszystko.Pozdrawiam.
                                      • akkknes Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 08.07.07, 22:47
                                        poczytaj o przemocy psychicznej, syndromie sztokholmskim... od razu otworza ci
                                        sie oczy. pamietaj - sama to przeczytasz - to ze on sie bawi twoimi uczuciami
                                        (cale to 'nie wiem ale wiedz ze cie kocham') to jest zabawa cudzymi uczuciami,
                                        on nawet moze sobie nie zdawac sprawy ze takie jego slowaoprocz tego ze robia
                                        sobie z ciebie baze i nie pala mostow to terror psychiczny. troche w tym
                                        siedzialam, wiec wiem o czym pisze. ale jak to mowia - szewc bez butow chodzi,
                                        nie??
                                        • timbunia Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 10.07.07, 19:00
                                          witajcie kochane..
                                          przede wszysttkim ściskam Was mocno i nie załamujcie się. Madziu współczuję
                                          sytuacji, nagromadzenia problemów - będę trzymała kciuki za cCiebie i Twoich
                                          bliskich.
                                          Tez oglądałam Miasto Aniołow, poryczałam się - tez wróciło co wrócić nie
                                          powinno. jeszcze ta pogoda, źle nastraja - na siłę staram się nie myśleć, żyć
                                          dla siebie - odsuwam pokusy zadzwonienia, pójścia na koncert jego siostry - bo
                                          choć bym chciała - to wiem, ze pójde tam tylko dla niego. Zamiast tego rzuciłam
                                          się w wir flirtowania. Może niezbyt dojrzałe, ale działa choc czasami - pewnie
                                          do czasu aż facet się znudzi.
                                          Boję się pakować w jakikolwiek zwiazek, bo nie wiem czy jestem na to gotowa i
                                          czy po prostu nie wykorzystam uczucia innej osoby. Bo potrzebuję czułości,
                                          zapewniania ze jestem wspaniała, bliskości, ale nie wiem czy to już czas na
                                          jakieś kroki...
                                          • akkknes Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 10.07.07, 20:46
                                            oj timbunia, ja to juz prawie zapomnialam ze mialam taka chwilke zwatpienia!! :)
                                            zimno tylko, pogoda typowo letnia :/ ble
                                          • timbunia Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 10.07.07, 23:57
                                            i polazłam głupi babsztyl jeden. spotkałam rodzinkę w komplecie - tylko nie
                                            jego i moze i całe szczęscie... babcia sie popłakała ja też, tęsknię choć za
                                            nimi. O nim nie wspomnę, bo wiem, ze na to nie ma szans :( beznadziejnie jakoś
                                            • misia_uszatka Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 11.07.07, 14:51
                                              Hej Dziewczyny:)
                                              Ja też mam co chwilę załamania. Właśnie minął miesiąc jak się nie widzialam z
                                              moim eks i juz warjuje. Myślałam, że z czasem będzie co raz łatwiej a mnie jest
                                              co raz cieżej. Boję się, że za chwile do niego zadzwonie i go będę prosić
                                              żebyśmy się spotkali. Straszne, że on bez problemu wytrzymuje i nie czuje
                                              potrzeby spotkania ze mna:(
                                              Madziunia trzymaj się pomyśl sobie, że juz gorzej być nie może. Wiem, że to
                                              żadne pocieszenie tak naprawde ale teraz może juz być tylko lepiej.
                                              Timbunia może lepiej, że go nie było a co do flirtów to flirtuj ile wlezie od
                                              tego jeszcze nikt nie umarł:)
                                              • akkknes Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 15.07.07, 01:01
                                                hej dziewczyny :)
                                                jak nastroje?
                                                ja sie trzymam. a wlasciwe trzyma mnie mysl o urlopie :)))
                                                • misia_uszatka Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 16.07.07, 10:27
                                                  Cześć dziewczyny!!!
                                                  Mój nastrój mógłby być lepszy. W weekend miałam jedno małe potknięcię no tak
                                                  naprawde to dwa małe potknięcia;-) ale mam teraz nauczke i juz czegoś takiego
                                                  nie zrobie. No coż jestem tylko człowiekiem i zdarza mi sie czasem popełniać
                                                  błędy i pewnie jeszcze nie jeden popełnie.
                                                  Piszcie co tam u Was!!! Pozdrawiam
                                    • rezurekcja Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 15.07.07, 01:15
                                      akkknes napisał:

                                      > rozladowujac atmosfere standardowo polece winko, winko jest najlepsze na
                                      > wszystko.

                                      nie jest, akkknes, nie jest. Oj, nie jest.
                                      Moj wuj sie zastosowal. Mial potem problem z wytrzezwieniem, stal sie
                                      alkoholikiem. Gdyby rak go nie zezarl, pewnie chlałby do dzis.
                                      Na problemy najlepsze jest pogadanie z ludzmi. Dzielenie sie problemem.
                                      • akkknes Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 15.07.07, 01:19
                                        yyy wiesz co... my tu juz mamy swoje sposoby i pol-slowka ktore nie kazdy
                                        zakuma...
                                        i jak pisze madzi zeby poszla na winko to ona wie ktora rzeke i ktorego kolege
                                        mam na mysli :>




                                        rezurekcja napisała:

                                        > akkknes napisał:
                                        >
                                        > > rozladowujac atmosfere standardowo polece winko, winko jest najlepsze na
                                        > > wszystko.
                                        >
                                        > nie jest, akkknes, nie jest. Oj, nie jest.
                                        > Moj wuj sie zastosowal. Mial potem problem z wytrzezwieniem, stal sie
                                        > alkoholikiem. Gdyby rak go nie zezarl, pewnie chlałby do dzis.
                                        > Na problemy najlepsze jest pogadanie z ludzmi. Dzielenie sie problemem.
                                        >
                                        • elphina Chyba dołączam do Was.. 27.07.07, 11:55
                                          Chyba, bo jeszcze nic pewnego. 3 miesiące minęły od zaręczyn i kilka dni temu
                                          dowiedziałam się, że się nie dogadujemy. Chociaż moim zdaniem On boi się
                                          zobowiązań i "dorosłego" życia. Mamy 23 i 25 lat więc na pewno świat się na tym
                                          nie skończy i dość trzeźwo patrzę na życie. Wiem, że może mnie spotkać jeszcze
                                          wielu wspaniałych ludzi ale narazie to Jego kocham i mam nadzieję, że wszystko
                                          się dobrze ułoży. Więc trwam w takim zawieszeniu i zobaczymy jak będzie. Jednak
                                          przykro mi bardzo i łzy cisną się do oczu...
                                          • misia_uszatka Re: Chyba dołączam do Was.. 27.07.07, 13:34
                                            trzymam zatem kciuki żeby wszystko było znowu dobrze. Może to chwilowe
                                            rozsterki każdy czasem takie ma. Głowa do góry jakoś się ułoży wszystko jest
                                            lepsze niż właśnie tkwienie w takim zawieszeniu.
                                            • mysiaa14 potrzebuje waszej pomocy... 27.07.07, 14:03
                                              Kilka dni temu wyprowadził sie ode mnie mój facet, zostawił mnie zupełnie samą-
                                              kiedy byłam w pracy spakował
                                              wszystkie swoje rzeczy, zabierając dosłownie nawet te przedmioty które razem
                                              kupiliśmy.W niedziele trochę sie pokłóciliśmy, padły ostre słowa, popłakałam
                                              sie...wczoraj swierdził ze "za wysoko stawiam poprzeczkę a on chce zyc
                                              wygodnie".Dla mnie jego nagła wyprowadzka była szokiem, kiedy wróciłam do
                                              domu, zwłaszcza ze oczekiwałam chociaż jakiejś rozmowy, choćby podziekowania
                                              za wspólny czas kiedy dzieliliśmy życie, w zapiam zastałam puste szafy.Znam
                                              go kilka lat i po prostu do głowy mi nie przyszło ze zachowa sie jak tchórz i
                                              nawet nie poinformuje mnie o swoich zamiarach (chociaz wiele razy sprawił mi
                                              juz ból)...nie spałam całą noc, czuje sie fatalnieZnamy sie 5
                                              lat,raz juz sie rozstaliśmy-ale on wrócił po roku.Powiodem rozstanie była
                                              inna kobieta a także to ze twierdził ze nie wie czego chce od zycia.Długo
                                              mnie do siebie przekonywał zebym zaufała mu ponownie.Pokochałam go na
                                              nowo,tylko znacznie mocniej niż za pierwszym razem...było nam cudownie,kazdą
                                              chwile spedzaliśmy razem-owszem jak w kazdym związku były też
                                              spięcia.Zamieszkaliśmy razem...i nagle z dnia na dzień on zabrał swoje
                                              rzeczy,po prostu wrociłam z pracy i zastałam puste szafy,zrobił to bez żadnej
                                              rozmowy ze mną-w rozmowie telefonicznej stwierdził ze przerasta go dorosłe
                                              życie (ma prawie 28 lat)i obowiązki.Zostałam ze wszystkim sama, w pustym
                                              mieszkaniu na totalnym zadupiu.Mieszkanie które miał byc naszym ciepłym domem
                                              stało się moim więzieniem...nie mogę spać, jeść cały czas myśle ile błędów
                                              popełniłam wobec Niego a największym było chyba to ze pozwoliłam mu
                                              wrócić...Usłyszałam od niego dokładnie te same słowa co przy pierwszym
                                              rozstaniu-ze chce zyc miło łatwo i przyjemnie,ze dusze go swoim uczuciem i ze
                                              odkąd ze mną zamieszkał nie miał czasu dla kumpli...płacze z bólu-nie
                                              trzymałam go na smyczy, sam wlalczył o to zebyśmy razem mieszkali choć ja
                                              podchodzilam do tego raczej sceptycznie.Teraz czuję sie jak bez zycia,bo
                                              wszystkie moje plany rozsypały sie jak domek z kart. Nie jestem w stanie zyc
                                              w tym mieszkaniu,gdzie wszystko przypomina mi jego...samotność jest
                                              przerazająca.

                                              • misia_uszatka Re: potrzebuje waszej pomocy... 27.07.07, 15:38
                                                chyba naprawdę nie warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki piszę to dla
                                                siebie bo ja cały czas jednak się łudze i czekam chociaż z tego co słyszałam i
                                                czytałam to nikomu to na dobre nie wychodzi.
                                                Mysiaa musisz być teraz silna nie myśl o tym co było tylko staraj sie pozbierać
                                                i iśc naprzód. Zajmij się czymkolwiek byle tylko nie myśleć, myślenie jest
                                                teraz zabronione. Faceta olej wiem, że mnie jest łatwo mówić ale innego wyjścia
                                                nie masz. Dałaś mu już raz szanse i nic z tego nie wyszło. Teraz trzeba układać
                                                sobie życie bez niego.
                                                • akkknes Re: potrzebuje waszej pomocy... 28.07.07, 23:54
                                                  nooo, moje drogie - troche czlowiek popracuje i nie ma czasu zajrzec na forum i
                                                  tylko dla pewnosci wpisalam temat w wyszukiwarke i co...??
                                                  bylam dzis u przyjaciol, i poczulam deja vu - on ciagle zmeczony i musi polezec
                                                  a ona sprzata JEGO pokoj, smazyla mu kotleta (jednego, bo mial ochote) a potem
                                                  to w sumie miala mnie w dupie i nawet sie nie podniosla jak wychodzilam... nasz
                                                  wspolny wakacyjny wyjazd tez odlozony w czasie bo tamten znowu cos.
                                                  no i zobaczylam 'trzezwym okiem' z boku i na zywo - moj poprzedni zwiazek. NIE
                                                  CHCE JUZ TAK!! jakos ostatnio widze ze ludzie ktorzy ze soba pare ladnych lat
                                                  nadal gdzies wychodza, szaleja i sie bawia - oprocz tej codziennosci i rutyny
                                                  (czyli wg mnie - normalnego doroslego zycia? ale to moje zdanie)
                                                  nie wiem czy czlowiek naprawde uczy sie na bledach czy madrzeje po czasie.
                                                  nie pisalam wam tez jakis czas temu juz to bylo - telefon poznym wieczorem w
                                                  weekend a on chce sie dowiedziec co u mnie slychac. koniec koncow wiem ze
                                                  powinnam od razu mu powiedziec zeby nie dzwonil ale kurna glupia ciekawosc...
                                                  co z tego ze przez 20min odpowiadalam mu lakonicznym 'tak' lub 'nie' itd, ze
                                                  powiedzialam mu yyy znaczy wyprowadzilam z bledu - ze gdyby to byla milosc i
                                                  prawdziwe kochanie to w szpitalu bylby ze mna, ze przy egzaminach i rozmowie o
                                                  prace byl ze mna ze to ze tamto. bylam twarda, ale jak sie rozlaczylam wylam
                                                  jak glupia.
                                                  w tygodniu co prawda mialam do niego sluzbowe pytanie - ale zapomnialam ze
                                                  ludzie ktorzy zarabiaja po 300 tys zlotych miesieczenie
                                                  (hahahahhahahahhaahahhahhaa od poczatku roku nie odebral ani jednej pensji i
                                                  jak mi mowil moze w sierpniu zarobi pierwsze pieniadze) nie wstaja przed
                                                  10ta... chodzilo mi o jedno zdanie z branzy w ktorej on pracuje i zajelo mi to
                                                  5sek. rece mi drzaly ale w pracy nikt nie wie o mojej czarnej plamie w
                                                  zyciorysie wiec bylam twarda.
                                                  pisze to standardowo zeby sie wygadac bo jak juz tu zajrzalam to fajnie moc
                                                  znalezc swoj slad. dla mnie jest to potwierdzeniem calej 'terapii'. moze komus
                                                  pomoze - ja z czystym sumieniem, siedem miesiecy po piekle jestem wsrod zywych,
                                                  studia skonczylam, mam prace, bylam nad morzem, mam co robic i kazdego dnia
                                                  budze sie z pragnieniem zeby dobra trwa dluzej.
                                                  pozdrawiam, a.
                                                  • elphina Re: potrzebuje waszej pomocy... 29.07.07, 08:57
                                                    U mnie jeszcze nic się nie zmieniło...no oprócz tego że zaczęłam płakać
                                                    wczoraj. Niby dzwoni raz czy dwa dziennie ale się nie zdecydował. Powiedzialam,
                                                    że poczekam bo co mi innego pozostaje narazie? I tak czekam. Wczoraj miałam
                                                    najgorszy dzień ze wszystkich dotychczas. Dziś jest lepiej-zobaczymy co będzie
                                                    dalej...
                                          • akkknes Re: Chyba dołączam do Was.. 29.07.07, 13:03
                                            elphina kurna nie bardzo wiem co napisac zeby ci pomoc...
                                            zdziwilo mnie to:

                                            moim zdaniem On boi się
                                            > zobowiązań i "dorosłego" życia

                                            skad wiesz czego on sie boi?? moze sprobuj z nim porozmawiac? skoro byly
                                            zareczyny, wiedzial co robi, nie??
                                            sluchaj, a czego TY sie boisz?

                                            nie kumam tez tego, ze ok, no nie dogadujecie sie - ale to chyba ostatnio, co??
                                            wiec skad tu zawieszenie??

                                            pewnie ze zawsze jest przykro i lzy sie cisna i to jest normalne.
                                            ale jak napisalas, on dzwoni ty nie chcesz nic robic od razu i dajesz czas - to
                                            ja jesli moge i mam cos napisac to napisalabym jedno: przemilczenie czy
                                            przeczekanie to nie jest rozwiazanie... pogadajcie sobie od serca.
                                            • elphina Re: Chyba dołączam do Was.. 29.07.07, 13:48
                                              Właśnie skoro były zaręczyny to niby wiedział..on twierdzi, że się nie
                                              dogadujemy, moje potrzeby w tym związku były zaspokajane. On nie mówi co go
                                              ciśnie poprostu i stąd chyba to wszystko. Chyba każdy przed związaniem się na
                                              całe życie przechodzi coś takiego-poczekam więc. Smutno mi jest ale nie chcę
                                              niezdecydowanego człowieka przy swoim boku. Potrzebuję pewności.
                                              • akkknes Re: Chyba dołączam do Was.. 29.07.07, 13:56
                                                a no to ok, to juz kumam :)

                                                ale i tak wydaje mi sie ze nie mozna tego tak pozostawic czasowi - bo skoro
                                                wiedzial co robi zareczajac sie z toba, planujac slub itd... to jak sie teraz
                                                przemilczy i w koncu wszystko wroci juz na swoje miejsce... to kiedys to co
                                                przemilczane powroci... ja tam dalej jestem za tym, zeby pogadac - nie tylko o
                                                jego lekach ale i swoich - czyli tego, ze boisz sie niezdecydowanego czlowieka
                                                przy swoim boku i ze potrzebujesz pewnosci. moze on o tym nie wie?
    • aneczka792 Re: wracanie do siebie 29.07.07, 13:40
      Musisz byc dzielna,zacisnij zeby i nie pokazuj jemu ze cierpisz bo to go tylko
      utwierdzi w tym ze moze zrobic z toba co tylko chcesz a ty i tak bedziesz go
      kochala.Pisze tak poniewaz bylam w bardzo podobnej sytuacji, ale uwierz mi
      faceci boja sie odpowiedzialnosci i widzac ze zwiazek robi sie powazny
      zabieraja nogi za pas i dyla. W moim przypadku wszystko skonczylo sie dobrze
      jestesmy juz 7 lat po slubie bo on zrozumial co stracil. Tobie tez zycze tego z
      calego serca...i nie probuj topic smutku w ramionach innego bo w kazdym
      bedziesz szukala tylko swojego bylego.... Powodzenia i glowa do gory zobaczysz
      nie bedzie tak zle jak to wszystko wyglada....
      • elphina Re: wracanie do siebie 29.07.07, 13:55
        I tak właśnie staram się robić. Jeśli nie wyjdzie to będę jeszcze szczęśliwa-
        może nie z nim-ale jestem młoda i mam duuużo czasu. Przestraszył się tego, że
        mówiłam o domu i rodzinie i nie potrafił mi tego powiedzieć. Wtedy rozwiałabym
        wątpliwości bo mi też się nie spieszy z racji wieku i braku stałej pracy
        chociażby. Zabrakło komunikacji między nami-tak myślę. Pierścionka jednak nie
        zdejmuję z palca-tylko daję czas. Kiedyś się wyjaśni :))
        • akkknes Re: wracanie do siebie 29.07.07, 14:04
          wiesz co... ja niby sie juz podnioslam bo tym bolesnym upadku... ale kurna nie
          wiem co i ile jeszcze bedzie musialo sie stac zebym byla tak odwazna jak ty.
          elphina - gratuluje odwagi zycia!!
          " Jeśli nie wyjdzie to będę jeszcze szczęśliwa-
          > może nie z nim-ale jestem młoda i mam duuużo czasu" a to zdanie to sobie
          powinnam na suficie nad lozkiem napisac!!
          • elphina Re: wracanie do siebie 30.07.07, 12:10
            Dziś lub jutro będziemy rozmawiać... Jak już mówiłam-nie spodziewam się happy
            endu więc najwyżej zostanę miło zaskoczona. Najważniejsze, że już trochę
            ochłonął i chce gadać-no to już coś. Zobaczymy czego się dowiem. A z Tobą
            Akkknes jest już dobrze-widać w każdym zdaniu :)
            • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 30.07.07, 14:07
              elphina trzymam kciuki żeby wszystko poukładało sie po twojwj myśli. Ja myślę,
              że może on sie troche przestraszył odpowiedzialnosci bo wiekszość facetów to
              jednak tchórze.
              u mnie chwilowo dobrze a to tylko dlatego, że zaczynam sie pakować w coś co
              znowu nie ma przyszłości ale przynajmniej pozwala mi to nie myśleć o tamtym.
              Wiem, że robię źle i pewnie teraz sama kogoś krzywdze ale nie potrafię sie
              powstrzymać.
              • elphina Re: wracanie do siebie 30.07.07, 18:30
                Nie jesteśmy już razem :(( a miałam nadzieję....
                • akkknes Re: wracanie do siebie 30.07.07, 22:32
                  tylko nie blagaj.
              • akkknes Re: wracanie do siebie 30.07.07, 22:31
                miska, moze nikogo nie skrzywdzisz.
                i nie zakladaj z gory ze robisz zle, przeciez mowisz ze jest ok.
                chyba te drobne chwile szczescia skladaja sie na jedne wielkie szczescie, nie?
                wiec kto wie...
            • akkknes Re: wracanie do siebie 30.07.07, 22:29
              A z Tobą
              > Akkknes jest już dobrze-widać w każdym zdaniu :)

              nie bylabym taka optymistka w mysl zasady: blizny zostaja na zawsze.
              pewnie ze dzis jestem juz madrzejsza i moge sie w mowie i pismie madralowac...
              ale nie wiem co mnie kiedys spotka.

              o ile spotka.
              • elphina Re: wracanie do siebie 30.07.07, 22:51
                Nie błagam-nie proszę nawet. Dam radę bo od godziny-kiedy już usłyszałam na
                własne uszy ten fakt-postanowiłam wziąć się w garść. Pewnie nie uda się tak od
                początku ale stopniowo. Powiedział że czas leczy rany i jeszcze kiedyś będzie
                lepiej, że damy radę. No to damy nie? :)
                • akkknes Re: wracanie do siebie 30.07.07, 22:55
                  przeczytalam na innym watku ze sie szczypiesz i balam sie ze bedziesz tak
                  naiwnie glupia jak ja!!

                  ale widze ze dasz rade :)
                  • elphina Re: wracanie do siebie 30.07.07, 23:00
                    Pewnie dam radę- tym bardziej, że stwierdził że już nic do mnie nie czuje.
                    Gdyby nie jego twarz, na której widziałam coś innego to nawet bym uwierzyła.
                    Ale skoro nie chce to nie zmuszę nie... Choćby za skrzynkę złota. A jak
                    powiedziałaś "szczypię się" to dlatego, że to nie jest latwy i przyjemny temat.
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 30.07.07, 23:09
                      pewnie ze temat nie latwy i przyjemny - uwierz mi, znam go - dzis moge sie
                      nawet usmiechnac z empatia na koncu tego stwierdzenia.
                      nie tylko facet, laski tez potrafia miec twarz jokera albo grac minami - wiec
                      za szybko wnioskow nie wyciagaj, sprawa swieza.
                      pamietaj - czas jesli nie leczy to pozadnie zalecza - WSZYSTKO.
                      ja dzis nawet nie chce myslec o swoim BEZNADZIEJNYM zachowaniu. jak dziecko
                      tupalam noga - a stara du..pa jestem ;)
                      • elphina Re: wracanie do siebie 30.07.07, 23:16
                        Nie no staram się. Jeszcze chciał żebym zatrzymała pierścionek zaręczynowy... I
                        nosiła-jako taki zwykły. Chyba normalne, że się nie zgodziłam bo inne miał dla
                        mnie znaczenie? Miałaś inną sytuację. Ten Twój chłopak był inny i trakował Cię
                        tak dosyć średnio z tego co czytałam. Ja miałam wszystko na miejscu-a 2 dni
                        wcześniej słyszałam że jestem kochana. Nie rozumiem poprostu sytuacji i tym
                        bardziej mnie boli...
                        • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 31.07.07, 11:40
                          akknes nie podchodź do siebie tak krytycznie. Walczyłaś o coś ważnego w tym
                          momenie dla Ciebie naprawde nie ma co żałować będziesz bogatsza o te
                          doświadczenia i mądrzejsza jeżeli chodzi jak postępować z popapranymi facetami:)
                          będziesz takich wyczuwała na odległość i omijała ich szerokim łukiem!
                          elphina bardzo mi przykro z powodu rozstanaia ale może tak miało być żebyś
                          mogła poznać super faceta właśnie dla Ciebie. wszystko co nas spotyka dzieję
                          się z jakiegoś powodu może jeszcze nie wiesz dlaczego Ciebie akurat teraz
                          spotkało właśnie to ale może niedługo sie dowiesz.
                          a co do mnie to ja wiem, że to co ja teraz robię nie jest fajne i wiem, że moje
                          pobudki niestety nie są szlachetne. No nic na razie to nic poważnego więc nie
                          wyrządzam jeszcze dużych szkód;)
                          • jekaterina1 Re: wracanie do siebie 31.07.07, 13:55
                            Podziwiam was dziewczyny ale jednoczesnie bardzo dobrze rozumiem. tez kiedys
                            zostalam zostawiona, w najmniej odpowiednim momencie, wtedy gdy najbardziej go
                            kochalam, potrzebowalam...przezyłam poł roku koszmaru, ale zacisłam zęby, nie
                            okazywalam słabosci, wrecz olewalam...Moja duma była na pierwszym miejscu.
                            Pokazywałam ze jestem twarda, że nic mnie nie rusza, ale tak naprawde wylam,
                            ryczalam, a smutki topiłam w hektolitrach "napojów wyskokowych"......dzis mija
                            półotora roku od kiedy jestesmy razem, a może inaczej napisze...od kiedy on
                            błagał mnie o wybaczenie, prawie rok po tym jak mnie zostawil....jestesmy
                            razem, znowu....ale nie zakładam juz ze bedzie ojcem moich dzieci, moim mężem z
                            którym sie zestarzeje...zyje chwila, bo wiem, ze nawet najpiekniejsze plany
                            mogą runąć, zawsze....kocham go jednak, strasznie...
                            3 majcie się i pamietajcie, co was nie zabije to wzmocni...ja teraz jestem
                            starsznie silna, to doświadczenie duzo mnie nauczyło i w sumie sie cziesze, ze
                            dostałam je od losu..
                            • elphina Re: wracanie do siebie 31.07.07, 21:14
                              Powiedz jak układa się między wami? Wrócił bo zrozumiał? A ty nie potrafisz już
                              zaufać? Ja jestem kłębkiem nerwów-z tym, że my nie pokazujemy swojej dumy tylko
                              rozmawiamy ze sobą normalnie w miarę. Myślałam, że On już mnie nie kocha i
                              dlatego postanowił się rozstać ale tu chodzi o coś innego. Dziś powiedział, że
                              jemu też jest ciężko i męczą go myśli o mnie. Chciałabym móc coś zrobić a nie
                              mogę :(((
                              • zielonajablonka witajcie:) 31.07.07, 22:07
                                Od dwóch dni czytam wypowiedzi "wracania do siebie",ale jestem dopiero przy 4
                                stronie...Podobnie jak wiekszosc z Was,przezylam przykre rozstanie - po raz
                                drugi:( Dlatego uwazam,ze wracanie do siebie nie koniecznie ma sens. Jak juz tu
                                ktos napisal,powod rozstania za pierwszym razem prawdopodobnie sie
                                powtorzy...Tak sie stalo u mnie,choc moj "luby"nie chce tego przyznac. Ciezko
                                mi,bardzo.Od 3 dni nie wychodze z domu,tylko placze,prawie nie jem,za to duzo
                                spie i...niestety rozmyslam...co by bylo gdybym zrobila cos inaczej...A to bez
                                sensu...Zaczynam to sobie uswiadamiac i...pol godziny temu zjadlam duzą
                                kolacje,bo po raz pierwszy od 3 dni poczulam glod...:)Najtrudniej pozbyc sie
                                tego uczucia,bo z tego,ze rozum mowi nam jak postąpic i my sie nawet z tym
                                zgadzamy,kiedy glupie serce robi swoje...Nie wyobrazam sobie zycia bez
                                ex'a...Codziennie byly telefony,smsy,planowanie spotkan,a
                                teraz....cicho...Psulo sie od dawna,ale ja nie chcialam tego widziec,albo
                                robilam wszystko,zeby nie widziec..."Zadusilam"go chyba tą swoją
                                miloscią,ktorej nigdy w takim stopniu nie czulam...masakra...:(
                              • jekaterina1 Re: wracanie do siebie 01.08.07, 07:14
                                bardzo dobrze nam sie układa, ufam mu tylko nie ufam przyszłości...teraz
                                wreszcie zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę to wszystko sie może zdarzyc i
                                trzeba być
                                na to przygotowanym...On wrócił, "na kolanach" prawie, dlatego ,ze zrozumiał,
                                tzn z tego co mi mówił już wcześniej zrozumiał ale sie bał (???) 3 mam za Was
                                kciuki Kochane, banalne - ale wierze, że będzie dobrze, czy wrócicie do siebie
                                czy nie, ale..będzie dobrze!!!! Ja cierpiałam pól roku po rozstaniu...a jak już
                                z wszystkim sie pogodziłam, odbudowałam swoje życie - chcociaz dalej go kochałam
                                - on...wrócił...złośliwość losu?
                                • jekaterina1 Re: wracanie do siebie 01.08.07, 07:16
                                  PS. Najlepiej nic nie rób...okaż ze jesteś silną ale dobrą kobietą - taka jaką
                                  pokochał.:)
                                  • elphina Re: wracanie do siebie 01.08.07, 08:22
                                    Wczoraj wieczorem jeszcze rozmawialiśmy i pisaliśmy smsy. Tylko już bez nadziei
                                    z mojej strony. Napisałam, że na nic już nie liczę bo nie potrafiłabym z nim
                                    być-za bardzo mnie zranił. Napisałam też wiele pozytywnych rzeczy bo nie mam
                                    zamiaru robić z niego wroga. Powinnam dziękować mu wręcz, że odważył się
                                    powiedzieć mi to teraz a nie po ślubie (chcieliśmy go zrobić za 1,5 roku).
                                    Teraz będzie mi łatwiej. A może to wszystko "zabiła" we mnie myśl, że przez
                                    cale życie-jeśli byłabym z nim-będę co rano się budzić i zastanawiać się czy
                                    dziś znów to powie czy nie. A teraz jest zdecydowanie lepiej niż np za 5 lat-
                                    teraz mam 23 i dużo czasu na ułożenie sobie życia. Poza tym po każdej sprzeczce
                                    potrafiliśmy pogadać i być ze sobą, a tym razem powiedział to tak spokojnie, że
                                    z góry wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Szkoda mi wspólnych planów, które
                                    mieliśmy jeszcze 2 dni przed rozstaniem, tylu lat razem, naszych rodzin-które
                                    nam "kibicowały" w tym związku, znajomych, którzy odeszli razem z nim... Dam
                                    radę chociaż zostałam prawie sama jak palec bo narazie nie będę miała tyle siły
                                    i odwagi by chodzić na wspólne imprezy czy spotkania.
                                    • jinx_jinx Re: wracanie do siebie 01.08.07, 08:45
                                      a czy macie doświadczenia w powrotach po...kilku latach...? Znam dziewczynę,
                                      która czeka na faceta już...kilka dobrych lat...Byli małżeństwem. Rozstali się.
                                      On związał sie z kimś innym. Ona nie układa sobie zycia, nagabuje go, sms-y,
                                      telefony, zdjęcia itp...Czy to...normalne?
                                      • elphina Re: wracanie do siebie 01.08.07, 09:03
                                        Nie znam takich osób ale to może z racji młodego wieku. Ja mam bardzo
                                        praktyczne podejście do życia-czego z resztą nauczył mnie mój P.(narazie ciężko
                                        mi o nim mówić inaczej)-i wiem że nikt nie jest niezastąpiony. Ja nie
                                        czekałabym na kogoś tyle czasu bo nie jestem masochistką. Już wczoraj kiedy
                                        stwierdziłam, że nie chcę z nim być i przestaję się łudzić nie popłynęła mi
                                        nawet jedna łza i w końcu przespałam całą noc-no w każdym razie więcej niż
                                        ostatnio :) Zawsze lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Gdy się już z sobą
                                        uporałam pomyślałam co czeka mnie w tym związku? I chociaż kocham go jak nikogo
                                        innego-bo nigdy wcześniej nie kochałam-to pozwalam mu być szczęśliwym beze mnie
                                        jeśli tego chciał.
                                        • elphina Re: wracanie do siebie 01.08.07, 09:05
                                          A w przypadku tej dziewczyny czekającej kilka lat... Facet mógł zmienić choćby
                                          nr telefonu przecież-może to on nie daje jej odejść?
                                          • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 01.08.07, 09:31
                                            Dziewczyny będzię w końcu dobrze może nie jutro ani nawet za miesiąc ale będzie
                                            więc mamy na co czekać:)ze mną jest z dnia na dzień lepiej chyba już osiągnełam
                                            stan takiego ostatecznego upodlenia przed nim i powiedziałam wystarczy czasem
                                            przychodzą jeszcze głupie myśli do głowy ale już umiem je ignorować. Widocznie
                                            tak miało być nie wiem może mnie nie jest pisana wielka i szczęśliwa miłość
                                            tylko ta nieszczęśliwa i nieodwzajemniona:( ale z tym też w końcu nauczę się
                                            żyć;)
                                        • zielonajablonka do elphina 01.08.07, 09:33
                                          Wiesz,ja pomyslalam tak jak Ty - jesli bedzie szczesliwszy beze mnie,to niech
                                          odejdzie. Tyle ze wczesniej strasznie sie upokorzylam i ciągle mam wyrzuty
                                          sumienia i swiadomosc,ze on juz mnie nie szanuje...:( Poza tym...chwilami
                                          wydaje mi sie,ze jestem silna,ze jakos to sobie poukladalam...ze dam rade,ale
                                          są momenty - np jak sie budze,ze jest mi strasznie!
                                          • elphina Re: do elphina 01.08.07, 09:43
                                            Jabłonka.. Mój nie patrzy na moje uczucia jak na upokarzanie się przed nim.
                                            Nawet pytał czy będzie mi lepiej jak nie będzie się odzywał-ale mi to nie
                                            przeszkadza bo nie chcę od tego uciekać tylko stanąć naprzeciw i wygrać.
                                            Narazie tak myślę ale może zmienię zdanie. On czekał aż sama dojdę do tego, że
                                            chcę dać mu odejść-zna mnie i wiedział, że w końcu do tego dojdzie. Czasem
                                            łapię się na tym, że chciałabym aby wrócił..Ale z miłości a nie litości czy
                                            dlatego, że nic lepszego mu się nie trafiło. I ja go znam-wiem, że nie wróci po
                                            jakimś czasie. Jest chyba o tyle lepiej, że będę pewna, że nie zburzy mojego
                                            spokoju kiedyś. No chyba, że się zdziwię.. Muszę na nowo zorganizować sobie
                                            życie, bo kiedyś z każdym problemem, radością, smutkiem, chorobą i zwykłą
                                            rozmową biegłam do niego-byliśmy bardzo blisko a teraz muszę zapełnić dni czymś-
                                            jeszcze nie wiem czym ale to dopiero drugi dzień mija więc odpoczywam.
                                            • zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 10:00
                                              Ja nie wiem jak moj patrzy na mnie,ale wiem,ze nie czuje sie dobrze z tym,jak
                                              sie zachowalam,kiedy powiedzial,ze chce odejsc...Kiedy rozstalismy sie pierwszy
                                              raz,przyjelam to nawet ze spokojem(oczywiscie przy nim tylko,bo kiedy
                                              wyszedl...:/ ),tym razem...blagalam go,zeby tego nie robil,ze przeciez nam tak
                                              dobrze.I mysle ze to go w jakis sposob jeszcze nakrecalo na "nie",bo on jest
                                              strasznie przekorny i te moje nalegania,narzucania odniosly straszny skutek:( A
                                              teraz po prostu sobie poradzic nie moge...Mysle jedynie,ze jesli to,co wbilam
                                              sobie do glowy - ze to moja polowka i "ten" - to w koncu bedziemy razem...
                                              Z drugiej strony nie chce tak na to patrzec,bo to destrukcyjne...Mam juz dosc:(
                                              • elphina Re: do elphina 01.08.07, 10:16
                                                Ja też przyjęłam ze spokojem tą informację-on powiedział, że chce odpocząć
                                                przez jakiś czas i pomyśleć bo nie wie czy przypadkiem nie straci czegoś
                                                ważnego. Po tygodniu kiedy chciałam już porozmawiać-aby się upewnić-
                                                powiedział, że chyba od początku tej przerwy wiedział, że już koniec ale nie
                                                mówił, żebym się przygotowała psychicznie. Z jednej strony uważam to za głupie
                                                a z drugiej nie wiem jakbym się zachowała gdyby tak nagle...A przez ten cały
                                                tydzień rozmawialiśmy sobie normalnie..tzn. nie o nas ale o życiu codziennym.
                                                Może lepiej, że tak zrobił-wiem na pewno, że szanuje moje uczucia i dla niego
                                                też nie jest to ławta decyzja...
                                              • misia_uszatka Re: do elphina 01.08.07, 10:25
                                                zielonajablonka ja zrobiłam dokładnie tak samo zaczełam go prosić i myśle, że
                                                to go tylko utwierdziło w przekonaniu, że faktycznie do siebie nie pasujemy a
                                                ja wciąz myślę że pasowaliśmy i to bardzo tylko że on ma w głowie obraz swojej
                                                idealnej dziewczyny i ja troche do tego ideału nie pasowałam a nie zależało mu
                                                na mnie na tyle żeby ten ideał trochę zmienić bardziej na moją korzyść;)
                                                uważałam sie też za osobę dumną jak ktoś mnie nie chcę to ja się nie będę
                                                narzucać ale jak przyszło co do czego to dumy sie szybciutko pozbyłam i się
                                                narzucałam, płaszczyłam i prosiłam i tego bardzo żałuję. Czasami wszystkiego
                                                żałuję a najbardziej, że poznałam jego i że zburzył mój spokój i teraz nie wiem
                                                kiedy i czy wogóle ten spokój kiedyś odzyskam.
                                                • elphina Re: do elphina 01.08.07, 10:31
                                                  Misia.. nie wolno tego żałować-przecież przeżyłaś coś pięknego. Ja tak myślę.
                                                  Mam wspomnienia, które są piękne choć narazie do nich nie wracam. Postaram się
                                                  nie stracić kontaktu z nim, no bo jak miałabym udawać, że się nie znamy czy że
                                                  jest dla mnie obcy ktoś kto był całym światem? Zaznaczam, że teraz tak mówię i
                                                  nie wiem jak będzie. Nauczył mnie dawać i brać miłość i na pewno ktoś jeszcze z
                                                  tego skorzysta :) A że nie on? Jego strata.
                                                • zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 10:42
                                                  Sposob,w jaki zareagowala elphina byl najlepszym z mozliwych.Ja tak
                                                  zareagowalam po pierwszym rozstaniu - powiedzialam ze uszanuje jego decyzje,ze
                                                  jest wspanialym facetem,a dziewczyna z ktorą sie związe,bedzie szczesciara i
                                                  zycze mu powodzenia.Potem przez jeszcze 2 tygodnie praktycznie codziennie do
                                                  siebie dzwonilismy,smsy,a nawet sie widywalismy.W koncu ja juz nie moglam
                                                  wytrzymac bo za bardzo mi zalezalo i powiedzialam KONIEC. Potem,kiedy sie
                                                  przypadkowo spotykalismy,nawet nie reagowalam na jego"czesc",chcialam sie
                                                  uwolnic a mozliwosc powrotu nawet nie przyszla mi do glowy - powiedzial ze mnie
                                                  nie chce przeciez. Ciagle jednak o nim myslalam...zakochana...Az na jednej z
                                                  imprez po prostu nie odwrocilam sie jak zwykle,tylko usmiechnelam do
                                                  niego,potem zaczelismy rozmawiac...i jakos tak sie zeszlismy. Nigdy wczesniej
                                                  nie wchodzilam dwa razy do tej samej wody - on tez nie. Teraz wszystko wygląda
                                                  inaczej.Nie odeszlam z honorem.Zbyt duze emocje,zapomnialam
                                                  się,zapomnialam,jaka dziewczyna go zainteresowala - na pewno nie taka,ktora sie
                                                  przed nim plaszczy i prosi,zeby zostal...To wszystko mnie dobija. I z jednej
                                                  strony chce zeby wrocil,ale z drugiej...wiem ze to niemozliwe. Ciężko mi bardzo:
                                                  ( A najgorsze jest to,ze sama do tego doprowadzilam - zadusilam go tą swoją
                                                  miloscią,mimo ze mowil,ze sie boi(ma bardzo przykre doswiadczenia)i ze moze
                                                  dobrze by bylo troche zwolnic. Ale ja -egoistka - myslalam tylko jak kocham i
                                                  nie moge wytrzymac bez niego,nie chcialam widziec,ze zaczyna uciekac,ze mowi mi
                                                  o tym,pokazuje,a ja coraz bardziej gonie...Zalezalo mu na mnie - to bylo
                                                  oczywiste i pokazywal to wielekrotnie,jak jestem dla niego wazna.Ale ja...slepa
                                                  i glucha...Mam na co zasluzylam:( A najgorsze - kiedy nie chcialam dac mu
                                                  odejsc,zaczynal sie denerwowac,a ja jeszcze bardziej naciskalam,to byla taka
                                                  walka,w koncu on - na koniec,zebym odeszla - powiedzial,ze nie bylo mu ze mna
                                                  dobrze i mu nie zalezalo.Nóż w serce...na moje zyczenie...
                                                  • misia_uszatka Re: do elphina 01.08.07, 11:07
                                                    zielonajablonka nie możesz się tak obwiniać, że to rozstanie to tylko Twoja
                                                    wina, że go zadusiłaś Twoją miłością. Nie wiem może się mylę ale gdyby jemu
                                                    zależało tak samo mocno jak Tobie to nie czuł by się przytłoczony. U mnie to ja
                                                    też byłam tą stroną która chciała się częściej spotykać spędzać więcej czasu ze
                                                    sobą ja mogłam się wogóle z nim nie rozstawać i gdybym wtedy miała oczy otwarte
                                                    a nie tak ślepo brneła w to bardziej i bardziej to teraz nie siedziałbym już
                                                    trzeci miesiąc i nie użalała się nad sobą jaka to ja jestem nieszczęśliwa bo on
                                                    mnie nie kocha.
                                                    elphina myślę, że śilna z Ciebie dziewczyna i tak trzymaj bardzo Ci tego
                                                    zazdroszcze i żałuję, że ja taka nie jestem.
                                                  • elphina Re: do elphina 01.08.07, 11:59
                                                    Nie ma czego zazdrościć bo ja też mam słabsze chwile. Nie załamuję się ale oczy
                                                    mam we łzach. To dopiero drugi dzień i dlatego myślę, że będzie dobrze. Ale
                                                    zdaję sobie sprawę, że później będzie gorzej. Wcześniej wiedziałam już, że on
                                                    ma wątpliwości co do nas ale nigdy nie chciał się rozstać. Wtedy cieszyłam się,
                                                    że jesteśmy razem i korzystaliśmy z życia, podróżowaliśmy, pracowaliśmy razem
                                                    często, imprezowaliśmy ale też spędzaliśmy cudne wieczory przy filmie i winku.
                                                    Nie naciskałam tylko brałam życie jakie było. Przełomem były dla mnie zaręczyny-
                                                    wtedy pomyślałam, że pozbył się wątpliwości i zdecydował na życie ze mną.
                                                    Jeszcze 2 dni wcześniej rozmawialiśmy o tym i mówił, że to była przemyślana
                                                    decyzja, którą podjął sam bez nacisku. Dwa dni wcześniej...A dwa dni później,
                                                    że nie chce już.. Przykre :(
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 12:43
                                                    Taka wiadomosc z dnia na dzien jest najgorsza,kiedy sie tego nie
                                                    spodziewasz...Wiem po sobie,po tak mialam za pierwszym razem. Powiem Ci tylko
                                                    elphina,ze to,jak to przyjelas i jak sie zachowalas,bardzo dobrze o Tobie
                                                    swiadczy.Szczegolnie w jego oczach. Najlepiej nie myslec o powrocie,bo jesli
                                                    macie byc razem,to tak sie stanie,po prostu.

                                                    Wiesz misia,to nie jest tak,ze calą wine biore na siebie.Masz racje,gdyby mu
                                                    zalezalo tak jak mi,nie czulby sie przytloczony moją miloscią.Prawda jest
                                                    jednak taka,ze czesto bardziej zalezy jednej stronie i w naszym przypadku bylam
                                                    to ja.Oczywiscie nie oznacza to,ze tylko ja sie staralam,a on byl bierny.
                                                    Wielokrotnie pokazywal mi ze jestem dla niego wazna,piescil spojrzeniem i
                                                    rozpieszczal czynami. A ja sama nie wiem czemu,chcialam wiecej,chcialam
                                                    slow,deklaracji,na ktore on nie byl gotowy. Mowil mi o tym i pokazywal,a ja -
                                                    zamiast uwaznie sluchac i madrze postepowac,brnęlam dalej. Teraz kiedy na to
                                                    patrze,widze,ze chcialam mu dac wszystko,ale nie sluchalam,czego on naprawde
                                                    chce,czego potrzebuje,bylam zaslepiona tą swoją miloscia i myslalam,ze wiem
                                                    lepiej od niego,co dla niego najlepsze. Przytloczylam go tym,a przeciez kochac
                                                    to dawac wolnosc i pozwalac aby "ta"osoba kochala tez inne rzeczy...
                                                    Najdziwniejsze jest to,ze nigdy wczesniej taka nie bylam i tak nie
                                                    postepowalam.Cenialam ludzi za to,jakimi sa i nie chcialam ich zmieniac i
                                                    narzucac swojej woli,a w tym - najwazniejszym - przypadku postąpilam zupelnie
                                                    inaczej.Nawet przyjaciele to widzieli i mi mowili,ze sie zmienilam i to nie na
                                                    dobre,ze stalam sie kims,kim nie jestem,ale ja nie chcialam sluchac...
                                                    On jest po traumatycznych przejsciach,takim ludziom trudniej jest zaufac komus
                                                    i calkowicie oddac sie uczuciu,wlącza sie w nich jakis taki mechanizm obronny -
                                                    czytalam o tym. Potrzebują wiecej czasu niz ktos kto nie byl skrzywdzony - jak
                                                    ja,zeby sie zaangazowac. Nie mowie tu oczywiscie o ulotnym zauroczeniu,ale o
                                                    prawdziwym,silnym uczuciu.
                                                    Wiedzac o tym wszystkim postepowalam tak glupio...Najbardziej chcialabym mu o
                                                    tym powiedziec,ze wiem,ze postepowalam nie tak,ze zepsulam to co miedzy nami
                                                    bylo i co moglo byc.W nim rodzilo sie uczucie(widzialam to),a ja je
                                                    zadusilam.Tak mi przykro. I moją intencją nie jest nawet powrot. Po prostu
                                                    lepiej bym sie czula,gdyby o tym wiedzial.
                                                    To jednak nigdy nie nastąpi,a ja bede teraz dluuugo leczyla rany,ktore sama
                                                    sobie zadalam.
                                                    :((
                                                  • elphina Re: do elphina 01.08.07, 12:53
                                                    Widzisz..Ty wymagałaś deklaracji i mógł się "przestraszyć" że zaraz będziesz
                                                    chciała więcej i więcej. Ja tak nie miałam. Dzień wcześniej kupił nam bilety na
                                                    wycieczkę 10-cio dniową. Pytał czy na pewno chcemy jechać i na pewno kupować.
                                                    Myślę, że ma teraz jakieś zaćmienie umysłu albo nie wiem co. Chyba nie chcę
                                                    wiedzieć. To w sumie było z dnia na dzien w czasie kiedy byłam najszczęśliwsza
                                                    i wiedział, że to on to szczęście mi daje. Myślałam, że może dojdzie do
                                                    jakiegoś sensownego wniosku a tu nic. Ale jeśli nie chce być ze mną to go nie
                                                    zmuszę. Powtarzam to sobie jak mantrę.
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 13:04
                                                    Jesteś bardzo mądrą kobietą elphina.Mysle,ze mozesz miec racje mowiąc
                                                    o "zacmieniu umyslu";) Chodzi mi o to,ze moj mial tak za pierwszym razem.Ale
                                                    nie powiedzial mi o tym,tylko stwierdzil,ze "tego"nie czuje i dlatego nie
                                                    powinnismy sie dalej spotykac.Dla mnie to byl szok - z dnia na dzien.Bo
                                                    codziennie sie widywalismy,niesamowicie nas do siebie
                                                    ciągnelo,smsy,telefony...A tu nagle on mowi cos takiego,nie moglam uwierzyc.Ale
                                                    tak jak Ty,uszanowalam to,skoro mnie nie chce,to go nie zmusze.Kiedy sie potem
                                                    zeszlismy,nawiazalam do tego.Wtedy mi wlasnie powiedzial,ze mial
                                                    jakies "schizy"w glowie,ze po prostu musial sobie wszystko poukladac.Moze wiec
                                                    w Twoim przypadku jest podobnie,musisz uzbroic sie w cierpliwosc i dac mu
                                                    czas.A jesli mu zalezy...to wszystko moze sie zdarzyc...:)
                                                  • elphina Re: do elphina 01.08.07, 13:32
                                                    Ja wszystko rozumiem ale nie wiem ile będę chciała czekać.. Narazie wiadomo, że
                                                    nie mam humoru i chęci na wyjścia, zabawę i śmiech.. Ale kiedyś życie wróci na
                                                    własny tor i może już nie być miejsca dla zbłąkanych duszyczek.
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 13:37
                                                    Widzisz,wlasnie nie chodzi o to,zebys czekala,tylko zebys zyla swoim zyciem,a
                                                    jesli macie byc razem,to bedziecie. Bo on pokochal elphine ktora ma swoje
                                                    zycie,zna swoją wartosc, nie pokochal dziewczyny udreczonej,wyczekującej
                                                    biernie na bieg wydarzen. Jesli to "ten" to znajdzie Cie, A jesli nie,to lepiej
                                                    ze stalo sie to teraz a ni po slubie.
                                                  • elphina Re: do elphina 01.08.07, 13:46
                                                    Dokładnie tak jak mówisz. Staram się sobie w głowie poukładać. Tylko jak może
                                                    być tak, że jedna strona mówi, że się wszystko psuje a druga jest szczęśliwa i
                                                    twierdzi, że lepiej już dawno nie było? I nie widzi udręki tej drugiej,
                                                    męczącej się w związku?
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 14:52
                                                    Chyba warto szczerze rozmawiac i mowic o swoich obawach,a nie trzymac ich w
                                                    sobie.A jeszcze wazniejsze - sluchac co mowi ta druga osoba! Pomysl,ze to co
                                                    chcesz Ty powiedziec,powiesz nastepnym razem,teraz SŁUCHAJ. Szkoda,ze dopiero
                                                    teraz to rozumiem...:(
                                                  • elphina Re: do elphina 01.08.07, 14:55
                                                    Oj oczywiście, że zawsze warto rozmawiać. Ale do tego tak jak do wszystkiego w
                                                    związku potrzebne są 2 osoby. A jeśli samemu zasieje się takie ziarenko
                                                    zwątpienia i pozwala mu się kiełkować to później takie kwiatki właśnie z tego
                                                    są..
                                                  • misia_uszatka Re: do elphina 01.08.07, 15:11
                                                    zielonajablonka jak czytam Twoje posty w których piszesz o Twoim zwiazku to
                                                    jakbym czytała o sobie. Mój zwiazek naprawdę był fajny ale ja cały czas
                                                    chciałam czegoś więcej ubzdurałam sobie jak powinien wyglądać idealny związek i
                                                    nie zuważałam, że mój może nie jest idealny ale był fajny a ja na siłę
                                                    znajdywałam jakieś problemy, których tak naprawdę nie było. Myślę, że ja
                                                    podświadomie dążyłam do zniszczenia tego zwiazku i udało mi się. Miałam za duże
                                                    oczikiwania nie wiem jakieś z ksieżyca chciałam jakiś romantycznych porywów.
                                                    Mogę sobie tylko podziękować że teraz jest jak jest. Też bym chciała to
                                                    wszystko wyjaśnić, wytłumaczyć ale już jest za póżno.
                                                    elphina z tego co piszesz to może faktycznie jakieś chwilowe zwątpienie bo co
                                                    się mogło w ciągu dwóch dni takiego stać żeby tak diametralnie się wszystko
                                                    zmieniło. Może przetrzymacie to i wszystko znowu będie dobrze.
                                                  • elphina Re: do elphina 01.08.07, 15:18
                                                    Może będzie tylko ja na chwilę obecną nie wiem czy bym chciała. Boję się też
                                                    tego, że nie kocham go tak mocno jak mi się wydawało do tej pory. Nie płaczę
                                                    właściwie wcale za tym co było-ale to może narazie nie płaczę. Minął tydzień
                                                    dokładnie a ja jestem dziwnie spokojna..
                                                  • misia_uszatka Re: do elphina 01.08.07, 15:42
                                                    elphina różne mogą być tego powody. Może do Ciebie jeszcze nie dotarło co się
                                                    stało a może po prostu wiesz, że jednak mimo wszystko będzie dobrze. Każdy
                                                    reaguje innaczej i nie chce być złym prorokiem ale może to cisza przed burzą.
                                                    Może to też dobrze, że nie rozpamiętujesz tego co było ja mam manie
                                                    przypominania sobie fajnych sytuacji i wtedy żal pupe ściska:), że tego juz nie
                                                    ma. Czas jest najlepszym doradcą nic na siłę co ma być to będzie i nie ma co
                                                    się przejmować, że nie płaczesz to o niczym nie świadczy.
                                                  • elphina Re: do elphina 01.08.07, 16:11
                                                    Jednak myślę, że świadczy...O tym chociażby, że nie jestem męczennikiem i nie
                                                    wyobrażam sobie na siłę co to ja źle zrobiłam albo jak było fajnie. Żyję
                                                    poprostu i już.
                                                  • misia_uszatka Re: do elphina 02.08.07, 10:09
                                                    oby tak dalej:) ja też tak miałam w wieku 23 lat teraz jest mi trudniej w mojim
                                                    najbliższym otoczeniu przyjaciele, znajomi pożenili się lub w najbiższym czasie
                                                    to nastąpi a mnie kolejny raz nie wyszło i siłą rzeczy zaczynasz myśleć co
                                                    dalej i ja też nie jestem męczennicą nie siedzę w ciemnym pokoju i wyje do
                                                    księżyca ale takie myśli natrętne czy wspomnienia same Cię czasem nachodzą.
                                                  • elphina Re: do elphina 02.08.07, 10:42
                                                    Najgorsze jest to, że zanim byliśmy razem spotykaliśmy się jako znajomi w
                                                    większej grupie.. Teraz, kiedy już nie jesteśmy razem muszę poszukać sobie
                                                    nowych znajomych bo nie mam ochoty (on pewnie też) spędzać czasu razem i
                                                    udawać, że cofnęliśmy się o te 5 lat. Więc tutaj jestem na gorszej pozycji
                                                    chociaż są oczywiście osoby, z którymi kontakt będę starała się utrzymać.
                                                    Dlatego pewnie narazie siedzę w domu przed kompem (nie cały czas oczywiście),
                                                    na co jeszcze niedawno miałam tyle czasu ile zajmuje sprawdzenie poczty i gg,
                                                    bo to on chodzi z nim na imprezy, ogniska i inne "spędy"-wkurza mnie to bo ja
                                                    też chciałabym tam być ale jeszcze nie jestem gotowa.
                                                  • misia_uszatka Re: do elphina 02.08.07, 11:14
                                                    u mnie jest podobna sytuacja bardzo polubiłam jego przyjaciół i po zerwaniu
                                                    trochę mi było przykro, że będę musiała zerwać z nimi kontakt ale bardzo miło
                                                    mnie zaskoczyli bo nadal chcą utrzymywać ze mną kontakt. Spotykam się z nimi
                                                    tylko wtedy jak wiem, że jego nie będzie bo ja też nie czuję się jeszcze na
                                                    siłach widywać go jak zwykłego znajomego pewnie nigdy tak nie będzie ale może
                                                    kiedyś bez emocji będę do tego podchodzić. Więc nie rezygnuj z nich tak szybko
                                                    przecież można to jakoś zorganizować żebyście oboje mogli Waszych przyjaciół
                                                    zatrzymać:)
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 02.08.07, 11:33
                                                    Wiecie,wczoraj przyjaciólka zwyczajnie mnie opieprz... Stwierdzila,ze to
                                                    glupie,ze (podobnie jak Ty misia) mysle tylko dobrych chwilach,a zapominam o
                                                    zlych,ktore jednak przeciez byly poniekąd przyczyna rozstania. Powiedziala,ze
                                                    kiedy zaczynam o nim myslec,powinnam sie raczej skupic na tym,co bylo nie
                                                    tak,wtedy zal bedzie mniejszy...Moze to racja...Ale z drugiej strony chce
                                                    pamietac jego i nasz związek jako cos pozytywnego. I nie chce źle o nim
                                                    myslec.Przeciez czlowiek,ktory wzbudzil we mnie tak niesamowite uczucie
                                                    milosci,musi byc wartosciowy i wyjątkowy - nikomu wczesniej nie udalo sie
                                                    sprawic,bym "fruwala":)A najlepsze jest to,ze on nawet nie robil tego celowo,po
                                                    prostu byl soba,taki jaki jest,ze wszystkimi swoimi przywarami,wyskokami...
                                                    Oj...zauwazylam,ze najcieżej mi rano.Budze sie i taka jakas pustka...Nie mowiąc
                                                    o tym,ze ciągle o nim mysle,naprawde - bez przerwy!
                                                    Kiedy rozstalismy sie pierwszy raz,bylo mi ciezko,ale tak jak elphina nie
                                                    plakalam,choc chcialam,bo myslalam,ze mi to pomoze...Za to teraz...od rozstania
                                                    nie bylo dnia,zebym nie plakala...i to tak nagle...po prostu. Moja mantra od
                                                    wczoraj "on nic do ciebie nie czuje,nie chce cie,bo jak by chcial,to byscie
                                                    byli razem"...i tak w kolko to mowie...Moze pomoze...:(
                                                    A wczoraj znajomi wyciągneli mnie na impreze...Jak tu sie bawic i smiac,kiedy w
                                                    sercu tyle smutku:(
                                                  • elphina Re: do elphina 02.08.07, 11:51
                                                    Mi nawet nie chce się wspominać złych rzeczy-bo nie było tak bardzo złych.
                                                    Jeśli były jakieś nieporozumienia-a były jak wszędzie-to robiliśmy tak aby ich
                                                    nie było a już na pewno nie myśleliśmy o rozstaniu. Ale z tego co się
                                                    dowiedziałam właśnie od wspólnego przyjaciela to on chce znaleźć sobie kogoś z
                                                    kim będzie idealnie...Pomijam to, że rzadko tak się zdarza w tym świecie. Ja
                                                    też powtarzam sobie, że to przecież on mnie nie chce i gdybym wiedziała
                                                    jeszcze, że mnie nie kocha to byłoby mi łatwiej. Bo rozstawanie się z
                                                    powodu "bo tak będzie lepiej" nie przekonuje mnie.
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 02.08.07, 12:13
                                                    No wlasnie..."tak bedzie lepiej" dla kogo?dlaczego? To zaden powod... Wole nie
                                                    myslec o powodach dla ktorych moj powiedzial ze sie rozstajemy...Wiem,ze
                                                    powiedzial to pod wplywem chwili i zlosci i nerwow,nerwow na mnie,ale mimo
                                                    wszystko... Oj...Jeszcze 2 tygodnie temu nie wyobrazalam sobie ze mozna az tak
                                                    kochac,calkowicie sie zatracic, a teraz...nie wiedzialam,ze mozna tak
                                                    cierpiec,ze odechciewa ci sie wszystkiego....
                                                  • misia_uszatka Re: do elphina 02.08.07, 14:56
                                                    u mnie poranki też są najgorsze mimo tego, że juz mineły 3 miesiące i w ciągu
                                                    dnia już nie myślę o nim tak często to rano budze sie bardzo przybita i smutna.
                                                    w moim przypadku powódem rozstania było nasze niedopasowanie on twierdził, że
                                                    nie pasujemy do siebie i brak zaangażowania z jego strony bo u mnie było to
                                                    zaangażowanie aż za duże. Też sobie tak powtarzam ale to pomaga na chwilę
                                                    czasem mnie taka złość na niego bierze, że mam ochotę zadzwonić i wykrzyczeć mu
                                                    wszystko ale po co go potwierdzać w przekonaniu, że dobrze zrobił, że ze mną
                                                    zerwał tak przynajmniej się łudze, że może trochę jednak żałuję;)
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 02.08.07, 15:03
                                                    Niestety - w moim przypadku to tez ja bylam mocniej zaangazowana...:(
                                                    Dzis sama z siebie na dluzej wyszlam z domu i nie plakalam...to chyba
                                                    pozytywne:)Ale oczywiscie mysle o nim non stop... np bylam w knajpce,zeby cos
                                                    zjesc,a obok jakies pary...no i zaraz zaczelam sobie wyobrazac,ze moglabym tak
                                                    z nim...Qrcze!ja sie chyba chwilami zachowuje jak nastolatka!a juz dawno nia
                                                    nie jestem...
                                                  • misia_uszatka Re: do elphina 02.08.07, 15:26
                                                    nie przejmuj się ja też już od jakiegoś czasu nastolatką nie jestem ale w tym
                                                    jednym przypadku zachowuje się bardzo skrajnie jak nastolatka aż sama nie mogę
                                                    czasami samej siebie poznać. Nie potrafie do tego tak racjonalnie podejśc no
                                                    nie chciał mnie trudno takie jest życie. Ludzie borykaja się z wieloma gorszymi
                                                    problemami mnie tylko rzucił facet ale mimo wszystko, że ja to wiem to i tak
                                                    nie jest mi łatwiej. No nic muszę to przetrwać, przeczekać kiedyś musi mi to
                                                    minąć. Przebolej rozstanie, płacz ile tylko masz ochotę to naprawdę pomaga ale
                                                    wychodż do ludzi bo to też pomaga i zobaczysz z czasem naprawdę będzię lepiej
                                                    to juz będą sporadyczne sytuację kiedy będziesz nagle wybuchała płaczem aż w
                                                    końcu przestaniesz.
                                                  • elphina Re: do elphina 02.08.07, 16:18
                                                    Dowiedziałam się, że już wczoraj spotkał się z jakąś laską :( Szybko się
                                                    pociesza-chociaż znam go i pewnie chce sobie i innym udowodnić, że dobrze
                                                    zrobił odchodząc ode mnie. Popłakałam sobie sporo dlatego, że człowiek, którego
                                                    kocham (-łam) potrafi tak dokopać a nie dlatego, że z kimś się spotkał bo w
                                                    końcu nie jesteśmy razem i robi co chce. Udowodnił tym samym, że nie jest mnie
                                                    wart. Ot, tyle. Oczywiście źle mi jest i płakać się chce ale przejdzie mi..
                                                    Teraz już na pewno.
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 02.08.07, 19:31
                                                    Oj,lepiej uwazac z wyciąganiem pochopnych wnioskow... Kiedy pierwszy raz sie
                                                    rozstalismy,posluchalam rady rodziny i przyjaciol i probowalam zastosowac
                                                    metode "klin klinem"...efekt byl jednak żalosny,bo tylko porownywalam nowego z
                                                    bylym - oczywiscie na niekorzysc tego pierwszego... Poza tym,wstyd sie
                                                    przyznac,ze pozwolilam na to,ale...nowy sie we mnie zakochal...masakra...We
                                                    mnie oczywiscie wzajemnosci nie znalazł:(
                                                    Moze to tylko spotkanie z kolezanką? Ty chyba tez masz kolegow?
                                                    No a jesli naprawde juz o Tobie nie mysli i po prostu znalazl sobie nowa
                                                    panne,to faktycznie nie wart jest Twoich mysli.
                                                  • elphina Re: do elphina 02.08.07, 20:11
                                                    Słyszałam o tej pannie sporo-to koleżanka pary naszych przyjaciół. To od nich
                                                    dostał nr bo poprosił więc musiał o tym myśleć wcześniej skoro widział ją raz w
                                                    życiu 2 mies.temu i teraz od razu wiedział do kogo się zgłosić. Wiem też, że
                                                    raczej z tego nic nie będzie. A panna jest dość podobna do mnie-wizualnie bo
                                                    jej środka nie poznałam.. Może koledzy się skończyli ?-bo w końcu każdy ma
                                                    swoje życie i nie będzie poświęcał aż tyle czasu ile on by chciał.
                                                  • elphina Re: do elphina 02.08.07, 20:14
                                                    Nie sądzę też, że już sobie znalazł-poprostu spotkał się z nią. Po 1 spotkaniu
                                                    nie tworzy się związku raczej. To jego życie i nic mi już do niego..
                                                  • misia_uszatka Re: do elphina 03.08.07, 09:36
                                                    elphina wiem, że to okropne ale ja myślę, że on sobie i wszystkim w około
                                                    próbuje coś udowodnić to głupie i trochę niedojrzałe moim zdaniem bo skrzywdzi
                                                    tylko tą dziewczyne bo ona w końcu niczemu winna nie jest. Nawet jeżeli on
                                                    zakończył wasz zwiazek to nie da się w ciągu tygodnia zapomnieć o 5 letnim
                                                    związku i on też w końcu dojdzie do tego że to wymaga czasu. naprawdę czasem
                                                    mam wrażenie że faceci są tacy bezmyślni i bezuczuciowi i że sami nie wiedzą
                                                    czego oni tak naprawdę chcą.
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 11:08
                                                    Zgadzam sie z misia na temat tego bezsensownego udowadniania.Z tym ze dotyczy
                                                    to nie tylko facetów...Niestety po pierwszym rozstaniu ja tez tak
                                                    robilam...Chyba sama chcialam sobie pokazac,ze moge zyc dalej i on mnie nic nie
                                                    obchodzi,ze go nie ma - zniknąl.Ostatecznie niepotrzebnie zawrocilam w glowie i
                                                    skrzywdzilam fajnego faceta,ktory nie mial pojecia,ze jest "lekarstwem" :(
                                                    Juz nie popelniam tego blędu.
                                                    Misia a co u Ciebie?Trzymasz sie?
                                                  • misia_uszatka Re: do elphina 03.08.07, 11:41
                                                    zielonajabłonko a po jakim czasie zeszliście się za pierwszym razem? Wiem, że
                                                    gdybanie nic nie daje ale czy teraz jak patrzysz na to z perspektywy czasu to
                                                    żałujesz swojej decyzji o powrocie czy nie? U mnie tak w ciągu tygodnia jest
                                                    dobrze bo jak jestem w pracy wśród ludzi to nie myślę najgorsze są jednak
                                                    samotne weekendy doszło do tego że przestałam wyczekiwać weekendów wiadomo, że
                                                    nie mogę przez cały czas siedzieć na głowie znajomym bo przecież każdy ma
                                                    własne życie i nie mogę oczekiwać, że będą wszystko rzucać bo ja w domu juz
                                                    warjuje. Organizuję sobie czas jak mogę co nie zmienia faktu, że potrzebuję
                                                    towarzystwa:)
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 15:01
                                                    Za pierwszym razem to bylo tak,ze rozstalismy sie w dobrej atmosferze i przez
                                                    kolejne 2 tygodnie wlasciwie codziennie mielismy kontakt - telefony,smsy,nawet
                                                    spotkania - pomagal mi niby meble kupowac,albo spotkanie w lokalu.Potem bylo
                                                    ostateczne rozstanie - jak sie potem okazalo,on uwazal ze ja o tym
                                                    zdecydowalam,ja zas bylam pewna ze to on tego chce.No i przez...kolejne 48 dni
                                                    nie rozmawialismy ze sobą.Nawet kiedy sie gdzies spotykalismy,ja odwracalam
                                                    glowe i nie odpowiadalam na jego "czesc",uwazalam ze tak bedzie lepiej.
                                                    Natomiast po tych 48 dniach spotkalismy sie na imprezie i tym razem...nie
                                                    odwrocilam glowy,ale sie nawet usmiechnęlam,a potem odpowiedzialam na "czesc":)
                                                    No i...sie zeszlismy. Nie zaluje. Bo spedzialam z nim cudowne chwile i doznalam
                                                    wspanialego uczucia milosci.Gdybym nie sprobowala 2 raz,moze bym
                                                    zalowala...Teraz przynajmniej wiem,ze sie staralam,ze chcialam jak najlepiej,a
                                                    skoro nie wyszlo...To straszne dla mnie,ale widac nie jestesmy sobie pisani -
                                                    choc w mojej glowie albo raczej sercu jest przekonanie ze to moja druga
                                                    polowka...
                                                    Dzis bylam z przyjacielem na dlugim spacerze,rozmawialismy o tym.Troche spraw
                                                    mi uswiadomil...Nie moge juz myslec o powrocie,bo to po prostu nie nastąpi. A
                                                    zycie toczy sie dalej...choc dla mnie na pewno przez jeszcze jakis czas bedzie
                                                    to bardzo smutne zycie:(
                                                    Moze Ty tez Misiu nie powinnas myslec o powrocie.To takie nakręcanie
                                                    się,łudzenie,ktore na pewno nie pomaga...
                                                  • misia_uszatka Re: do elphina 03.08.07, 15:30
                                                    wiem staram się nie łudzić bo wiem, że nie ma na to szans ale taka resztka
                                                    nadzieji jeszcze we mnie tkwi. Ja to jednak głupia jestem bo on mi powiedział
                                                    głośno i wyraźnie że to koniec a ja się wciąż łudzę, od 3 miesięcy tak
                                                    naprawdę nie mamy żadnego kontaktu a ja jednak cały czas żywię jakąs głupią
                                                    nadzieję. Bardzo to jest męczace już dla mnie samej chyba potrzebuję jakiegoś
                                                    wstrząsu żeby wreszcie do mnie dotarło, że juz nic nigdy z tego nie będzie.
                                                    Nigdy nie podejrzewałam siebie o takie zachowanie ale pierwszy raz w życiu mi
                                                    na kimś tak naprawdę zależalo i chyba dlatego nie chcę odpuścić.
                                                    zielonajabłonka chba nasze myślenie nam trochę nie pozwala zapomnieć trzeba
                                                    sobie wmówić, że gdyby to była druga połówka to bylibyście wciąż razem bez
                                                    żadnych wątpliwości.
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 19:24
                                                    Wiem misia,ale jak tu nie myslec...Ja sie naprawde staram...ale to jest po
                                                    prostu silniejsze ode mnie:( Dzis mija tydzien od rozstania...Caly dzien mialam
                                                    zapelniony,ale teraz wrocilam juz do domu i...:(masakra!!! Juz zaczynam czuc
                                                    przygnębienie...to tylko kwestia czasu - minut,moze godziny,kiedy pojawia się
                                                    łzy...
                                                    I wiem,ze gdyby to byly nasze polowki,to bylibysmy teraz razem,ale wiem mnostwo
                                                    rzeczy...i co z tego?
                                                    3 miesiące go nie widzialas...strasznie dlugo...:( Przykro mi ale...moze to i
                                                    lepiej...
                                                    Czy myslalas o tym,zeby sie z kims innym umowic?mam na mysli randke.
                                                  • mala224 Re: do elphina 03.08.07, 20:36
                                                    Ze smutkiem się czyta wasze wypowiedzi. Jak człowiek jest szczęśliwy to
                                                    zapomina, ze kiedyś też miał takie problemy i płakał po nocach i tęsknił.
                                                    Dziewczyny głowa do góry na pewno wszystko się ułoży i będziecie szczęśliwe.
                                                    Jest wielu facetów, którzy potrafią dać szczęście.
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 21:14
                                                    Ale jak przyjąć szczescie od kogos,skoro w sercu i glowie ma sie
                                                    tylko "jego"...:(
                                                  • akkknes Re: do elphina 03.08.07, 21:31
                                                    uh, dziewczyny nie moglam wam odpisac bo balam sie ze otwierajac okienko
                                                    odpisywania zmiekne... pisalyscie ze niektorzy wracali do siebie po roku i po
                                                    roznych historiach - wiecie co? nawet jak jest sie juz 'twarda' i 'wygrana' to
                                                    serce staje w takich momentach - ktora sobie nie pomysli ze u niej tez tak moze
                                                    bedzie... staram sie nie dopuszczac do siebie takich mysli.
                                                    wiecie, teraz moge powiedziec, ze szybko mi to zlecialo - w koncu juz
                                                    sierpien... i cholera ten czas tak biegnie... czasami przejdzie i mi mysl ze
                                                    czas mi leci... a ja.... nie chce brac pierwszego lepszego...
                                                    trzymajcie sie
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 21:48
                                                    Oj akkknes...kto mowi o pierwszym lepszym,ja nawet najdOskonalszego bym nie
                                                    chciala! jakie to wszystko popaprane... Pocieszające jest to,ze Ty,jak widac
                                                    dalas sobie jakos rade...wiec my tez chyba podołamy...
                                                  • akkknes Re: do elphina 03.08.07, 21:59
                                                    jablonka, wiesz co... najdoskonalszy i pierwszy lepszy...
                                                    heh mi sie juz po prostu oczy otworzyly - i teraz juz wiem czego NIE chce. ale
                                                    czasami az serce zal scisnie ze nie tego kogos poza przyjaciolmi czy rodzina...

                                                    ale za to w chwilach 'wiecie-jakich' przypominam sobie cytat z
                                                    coehlo: 'staralam sie walczyc o cos, co wcale na to nie zaslugiwalo' - i od
                                                    razu czuje sie inaczej :]
                                                  • zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 22:09
                                                    ten cytat do mnie tez pasuje...niestety:(
                                                    Masakra...co ja sobie robie...Wpatruje sie w jego zdjecie,slucham "Poki
                                                    jeszcze"M.Silskiego i...wyję...
                                                    Wiem ze to destrukcyjne,ale...Ja tak strasznie cierpie...
    • iwonek71 Re: wracanie do siebie 03.08.07, 22:17
      jestem w podobnej sytuacji. bylismy szczesliwym malzenstwem 13 lat, miesiac temu
      maz zaczal wracac nadranem ,znalazlam prezerwatywy w kieszeni gdy zaczelam pytac
      trzaskal drzwiami i wychodzil, tydzien temu powiedzial prosto w twarz ze niechce
      zemna byc ,ublagalam zeby zostl.chociaz narazie, ze niebylam nato przygotowana,
      bardzo meza kocham nieumie bez niego zyc, wrecz zgodzilam sie na jego
      kochanke,powiedzial ze narazie zostanie, ze zobaczy... ale ciagle go niema w
      domu w momecie przestalo mu nawszystkim zalezec. mam nadzieje ze wszystko co
      mowi i robi jest pod wplywem emocj ze sie wyszaleje i wruci .on wie ze ja to
      jakos przeboleje byle zemna byl.sama bez niego niedam rady zyc,mielismy juz taka
      sytuacje 6 lat temu, wtedy sie opamietal, ale jak bedzie teraz/ jaki wplyw ma na
      niego ta mloda dziewczyna//
      • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 03.08.07, 22:28
        oj....no to musisz przezywac koszmar...Ale skoro on jest taki sklonny do
        zdrady,zrobil to juz drugi raz,to jest chyba dosc prawdopodobne ze zrobi i
        trzeci...Zniesiesz to?
      • akkknes Re: wracanie do siebie 04.08.07, 00:09
        iwonek, nie porownuj swojej sytuacji z moja - wiesz dobrze ze te moje dwa lata
        bycia razem przy twoich 13tu malzenstwstwa to pikus - wy inaczej podchodzicie
        do zycia, macie fundament ktory was laczy - ja nawet tego papierka nie mialam
        (chociaz jak na to spojrze dzis to dobrze).
        ale pamietaj, ze musisz przestac myslec 'sama bez niego nie dam rady' bo dasz -
        taki juz niestety jest czlowiek, wycierpi i zniesie naprawde duzo. dopiero gdy
        siegnie sie dna i jest juz zle to mozna sie odbic.

        jablonka - sama juz widzisz ze smetami i gapieniem sie na jego zdjecie nie
        pomagasz sobie. wez to na plus dla siebie.

        ja to chyba ide spac, probowalam poogladac tv ale stwierdzilam w koncu ze
        spanie jest fajniejsze ;)
        • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 04.08.07, 12:06
          Iwonek nie wiem co Ci napisać chyba tylko tyle, że faceci to takie świnie i
          robią z zakochanymi w nich kobietami co chcą. Jestem pewna, że dasz sobie radę
          bez niego i po czasie nawet stwierdzisz, że Ci lepiej bez niego. Dlaczego
          chcesz trwać przy facecie nawet jeżeli to Twój mąż który Cię regularnie zdradza
          czemu nie chcesz dać sobie szansy na szczęśliwe życie bez niego przecież to co
          teraz musisz przechodzić to koszmar. Wiem, że mnie jest łatwo mówić bo to nie
          ja jestem w takiej sytuacji ale musisz przynajmniej spróbować czy naprawdę
          myślisz, że tylko na tyle Cię stać. Przepraszam za moje słowa ale bardzo mnie
          poruszył Twój wpis.
          jabłonka teraz minął tydzień potem minie następny i następny i nawet nie
          zauważysz, że już nie płaczesz, że juz tak często nie myślisz o nim i że nawet
          już nie patrzysz na zdjęcie. Wiem, że powtarzam to do znudzenia ale najlepszym
          lekarstwem jest czas i pewnie nie raz będziesz mieć jeszcze chwilę zwątpienia
          ale to już będzie co raz rzadziej i dojdziemy w końcu wszystkie do tego etapu,
          że nasi byli zostaną dla nas tylko miłym wspomnieniem:) U mnie minęły 3
          miesiące od zerwania i wtedy też ostatni raz się widzieliśmy i mimo tego, że
          tęsknie okropnie to myślę, że to jest najwłaściwsza dla mnie droga do szybkiego
          odkochania się:) na razie nie myślę o randkach bo nie wiem czemu ale stałam się
          bardzo agresywna dla wszystkich facetów;) nawet niewinne pytanie jakiegoś
          faceta o godzinę wprawia mnie w taką złość na niego, że wolę w takim stanie nie
          zawierać nowych znajomości:)muszę najpierw wyleczyć się z tego związku aby w
          ogóle zacząć myśleć o jakiś kolejnych.
          akknes gdzie Ty się podziewałaś przez tyle czasu:) cieszę się, że Ci się układa
          i dobrze, że już wiesz czego nie chcesz ja niedługo też będę wiedziała:)
          • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 04.08.07, 13:34
            Wlasnie tez mam problem z "agresją". Oczywiscie nawet nie dopuszczam mysli,ze
            mialabym sie teraz z kims spotykac,ale po prostu kiedy zaczepia mnie jakis obcy
            facet - obojetnie gdzie,to normalnie...pięści mi sie zaciskają...masakra... I
            jeszcze tak sobie mysle,ze to niesprawiedliwe,ze za błędy JEGO bedzie musial
            placic ktos inny,kto bedzie probowal sie do mnie zblizyc...Jednak wiem,ze tak
            bedzie...Ja tez placilam za blędy dziewczyny z ktorą moj byly byl wiele lat -
            ona go zdradzila. Zaufanie dla kogos takiego po prostu przestaje istniec. Ja
            tez nie bardzo mam ochote komukolwiek teraz wierzyc...niech wszyscy spadają!
            Jestes dzielna misia:)3 miesiące...dlugo...Dajesz rade,to dobrze:)
            • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 04.08.07, 16:23
              wcale nie jestem dzielna nie mam innego wyjścia on nie chce mieć ze mną żadnego
              kontaktu ale z drugiej strony wyświadcza mi dzięki temu przysługę bo gdyby
              chciał się ze mną kontaktować to w życiu bym się z tego nie wygrzebała bo
              miałabym cały czas nadzieję, że może jeszcze coś z tego będzie i czekałabym jak
              głupia. jabłonka masz rację niech wszyscy faceci spadają na drzewo bo tam jest
              ich miejsce;)
          • akkknes Re: wracanie do siebie 04.08.07, 18:33
            oj misia ja to biznesłomen jestem ciagle zalatana... a jak nie praca to inne
            sprawy :/
            ale nawet w pracy jak mam tylko chwilke wolna to hops na gazete i was czytam
            (ale bez logowania, bo to okres probny i jeszcze troche dygam;)
    • zielonajablonka DOŚĆ!!! 06.08.07, 11:23
      Jak sie trzymacie dziewczyny? Ja postanowilam,ze sprobuje,mocno i z calych sil
      postaram sie normalnie dalej zyc - a moze wlasciwie nie do konca normalnie...;)
      Bo chce zeby moje zycie bylo,piekne,ciekawe i nieco zwariowane - takie bylo
      zawsze...do czasu wiadomo jakiego wydarzenia...:( Trzymajcie kciuki:)
      Szanowny Panie - Panu juz podziekujemy i ...wiecej przez Pana nie zaplaczemy!
      (a przynajmniej mocno sprobujemy:)
      • misia_uszatka Re: DOŚĆ!!! 06.08.07, 12:41
        tak trzymać jabłonka:) ja też próbuje z całych sił i z reguły jest dobrze ale
        potem dopada mnie taki żal że aż trudno mi jest wytrzymać. Patrze na moich
        przyjaciół, którzy są w udanych związkach i tak sobie myślę że to ja muszę
        zawsze trafić na jakiś zkamuflowanych popaprańców;)nie wiem co jest ze mną nie
        tak, że facet się nie zaangażował i czy juz zawsze będe trafiać tylko na
        takich.Mam dzisiaj trochę marudny nastrój a to dlatego, że cały weekend
        spędziłam ze szczęśliwymi mężatkami i prawie mężatkami i musiałam trzymać
        fason, że jestem bardzo zadowolona z życia i że dobrze mi tak jak jest co
        prawdą nie jest a przyjacielę też mnie wolą udającą bo sami nie muszą udawać,
        że ich to interesuje ale postanawiam poprawę i jakoś dojdę do tego stanu i juz
        nie będe udawać tylko faktycznie tak będzie.
        • zielonajablonka Re: DOŚĆ!!! 06.08.07, 17:12
          Oj misia,dobrze wiem,co masz na mysli,piszac o dopadającym żalu...masakra:(
          Ale - musimy byc silne!Choc nie bylo to dzis dla mnie latwe,kiedy to kolega
          zabral mnie na kawe do knajpki,w ktorej miesiąc temu bylam z nim...i bylo tak
          fajnie,planowalismy wakacje...
          A co do bycia szczesliwą...Nie wiem,czy to dobry pomysł,ale...ja mysle,ze to
          mozna sobie po prostu wmowic!Powaznie!Jezeli codziennie bedziesz patrzyla w
          lustro,mowiac sobie z pelnym przekonaniem,ze jestes najlepsza,a Twoje zycie
          jest tez super,szczesliwe itd...to tak beda mysleli inni i Ty sama tez w to
          uwierzysz. Najwazniejsze to Twoje psychiczne nastawienie. Czytalam o tym i
          mysle,ze cos w tym jest - a wiec: jestesmy najlepsze,wyjątkowe i mamy swietne
          zycie:)
          • akkknes oby tak trzymac!! 06.08.07, 17:36
            nooo dziewuszki brawo!!
            co do szczescia i wmawiania sobie - to wystarczy po prostu jasno
            powiedziec samej sobie czego sie NIE chce i nie robic tego czego sie
            nie chce i od razu jest latwiej lzej i kolorowiej :)))
            u mnie sanszajn kochane, zaraz lece do wanny nogi golic bo kiecke
            wrzucam, a co ;)
            a co do mezatych i prawie-mezatych przyjaciolek - misia, ja jak
            sobie popatrze tak z boku... to czasami tez zal scisnie serucho, ale
            jak zaraz przytomnie spojrze na farse jaka odstawiaja... to ja
            dziekuje, juz to przeszlam...

            ps co tu sie tak pozmienialo na forum wszystko inne musze usiasc i
            poobczajac :))

            aha i tak wam optymistycznie powiem: malibu czerwone winko i likier
            jednego niedzielnego wieczoru to nie jest najlepszy pomysl ;)))

            buzka moje odwazniaki :]
            • misia_uszatka Re: oby tak trzymac!! 06.08.07, 19:24
              strasznie się tu pozmieniało nie mogę się połapać:) bardzo jestem
              dzisiaj marudna ja to wszystko rozumiem i przez cały czas stosuję
              się do tego ale jak mam taki nastrój jak dzisiaj to mam ochotę olać
              to wszystko i tak zagłębić się w tym moim małym nieszczęściu ale
              wiem, że nie mogę bo już naprawdę jestem na dobrej drodze do
              pozbierania się. To nie chodzi o to, że ja się czuję samotna to
              nigdy nie był dla mnie problem ja czasem aż sama uciekam od ludzi bo
              w jakimś sensie lubię być sama ale ja chcę być z nim nie chcę nikogo
              innego jestem strasznie zdeterminowana żeby być z nim nie wiem czy
              wiecie o co mi chodzi nie robię nic w tym kierunku nie dzwonię nie
              piszę ale w głowie mam tylko tą jedną myśl:( to wszystko jest jakieś
              chore szczególnie, że jak już pisałam on olał mnie totalnie a ja i
              tak swoje w tej mojej chorej głowie sobie roję:(
              jabłonka omijaj miejsca gdzie bywaliście razem na pewno są miejsca
              do których nie chodziliście nie ma co się katować wspomnieniami.
              • zielonajablonka Re: oby tak trzymac!! 06.08.07, 21:48
                Misisa,rozumiem Cie - tzn tę chęc bycia z nim mimo wszystko i z
                calych sil - mnie tez nachodzi.Ale mowie sobie wtedy - to nieprawda!
                Nie chce tego,nie chce,bo znowu bede cierpiala.Poza tym to nie
                czlowiek dla mnie,gdyby nim byl,to bylby teraz przy mnie,a nie....no
                wlasnie - nie mam pojecia gdzie:(
                Qrcze...silna sie staram byc,ale jak pomysle,ze 2 tygodnie o tej
                porze mnie przytulał....ooo...masakra:(
                No nie...muszę sie czyms zając,bo cos czuje ze mnie nachodzi...
                Akkknes...kiecka?:)wow:)
                • misia_uszatka Re: oby tak trzymac!! 06.08.07, 22:06
                  jabłonka nie możemy się tak nakręcać:) koniec nie myślimy, nie
                  rozpaczamy, nie wspominamy, zapominamy o wszystkim co było i
                  zaczynamy od początku. Wiemy juz jakich facetów unikać, jakich
                  błędów nie popełniać. Zwiazkofobom mówimy nie;)
                  akknes ja jutro też ubieram kieckę:)
                  • zielonajablonka Re: oby tak trzymac!! 06.08.07, 22:15
                    No to ja tez jutro ubieram kiecke:)
                    Dzieki misia za slowa zdrowego rozsadku:)Powtarzaj mi je co jakis
                    czas,please:)
                    • misia_uszatka Re: oby tak trzymac!! 07.08.07, 18:34
                      jabłonka nic się nie martw obie będziemy się do pionu stawiać:)
                      u mnie juz dzisiaj dużo lepiej za chwile biegne na aerobik więc się
                      wyżyję trochę a kiecke jak obiecałam tak ubrałam;)
                      • mrowka221 Re: oby tak trzymac!! 07.08.07, 19:24
                        Witajcie,
                        dorzucę znowu kilka słów o mojej sytuacji, o tym jak się ona rozwija
                        (opisywałam wszystko na fk i na psychologii).

                        Więc mój ex jest nadal ze swoją next, ja też z kimś już jestem.
                        3 tygodnie temu przysłał mi smsa o treści: żałuję rozstania!

                        Póżniej rozmawialiśmy jeszcze ze 2 razy na ten temat, ale nie padły
                        żadne deklaracje. Mówił, że żałuje, że mu mnie brakuje, że nie jest
                        szczęśliwy...
                        Ale to są tylko słowa, nic nie robi w tym kierunku. A ja już chyba
                        nie chcę, po tym co mi zrobił, po tym jak mnie łatwo przekreślił.

                        Mnie też byłoby łatwiej, gdybym się dowiedziała, ze nigdy mnie nie
                        kochał, wtedy to wszystko miałoby jakiś sens, nie wiem...

                        On jest cały czas z inną, mówi że jej nie kocha, ale z czasem się
                        zaangażuje, głupek.
                        • akkknes Re: oby tak trzymac!! 07.08.07, 19:52
                          mrowka - wspolczuje ci takiego czubka!! czarna plama w zyciorysie
                          normalnie!! olej bezmozga totalnie, to jest jakis szantaz uczuciowy -
                          on nie wie co mu wyjdzie z next to odzywa sie do ex!! nie pozwol mu
                          sie urobic!!

                          jablonka i miska - i co, kiecki byly rozumiem?? :)

                          ja to sie wykoncze w ten upal - ciagle spie i spie :D podoba mi sie
                          to :D
                          • misia_uszatka Re: oby tak trzymac!! 07.08.07, 22:35
                            mrówka zgadzam się z akknes olej go wogóle nie odpisuj. Nie daj
                            sobie zburzyć Twojego cieżko wypracowanego spokoju. Współczuję tylko
                            jeszcze tej nowej dziewczynie też byłam takim lekarstem po nie
                            udanym związku i facet mnie zwodził bo myślał, że w końcu się
                            zaangażuję no on się niestety nie zaangażował tylko ja. Naprawde nie
                            warto dla takiego typa rzucać wszystkiego!!!
                            akknes no a jakże kiecka była, piękna pogoda była żyć nie umierać:)a
                            głupie chłopy niech spadają na drzewo;)
                            • akkknes miska, ad kiecki... 07.08.07, 22:59
                              ... i glupich chlopow to oni cholera maja lepiej w taki upal - nog
                              nie musza golic :P
                              niech sie to lato zdecyduje czy jest czy go nie ma bo ja co wieczor
                              mam rozkminke: golic nogi czy nie golic ;)
                              • zielonajablonka Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 09:40
                                Nie planowalam tego,nie powstrzymywalam sie,ale...po prostu -
                                wczoraj byl pierwszy dzien od naszego rozstania,kiedy nie
                                plakalam!!! I to nawet nie dlatego,ze gdzies tam non stop biegalam i
                                nie mialam czasu....mialam czas,przez kilka godzin bylam sama...a
                                mimo to...:) Wszystko zmierza ku dobremu:)
                                Akkknes - ja gole nogi co drugi dzien,spokojnie wystarcza(tym
                                bardziej ze nikt ich nie maca...;)
                                No i kiecka obowiazkowo:)
                                Misia - pewnie ze bedziemy sie wspieraly i sprowadzaly na ziemie -
                                tak jak by byla potrzeba:)
                                U Was ok?
                                Mrowka - olej go! Samo "zaluje" nic nie
                                znaczy...słowa,słowa,słowa...czyny sie liczą!!!
                                • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 14:21
                                  Gratuluje jabłonka:) tylko tak dalej z każdym dniem będzie lepiej aż
                                  pewnego dnia ani razu o nim nie pomyślisz i w ogóle do niczego już
                                  Ci nie będzie potrzebny:)
                                  akknes ja też gole nogi co drugi dzień ale myślę, że w okresie
                                  jesień-zima totalnie sobie odpuszcze a co!;)
                                  • zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 15:08
                                    Wiesz misia,jakos nie wydaje mi sie,zebym mogla przez caly dzien o
                                    nim nie pomyslec...jakas abstrakcja...Ale masz racje,ze z kazdym
                                    dniem powino byc lepiej:)
                                    A niegolenie nog zimą?Hhmmm...nie wyobrazam sobie w ogole tego nie
                                    robic...Poza tym wtedy juz bedziesz sie spotykala z jakims fajnym
                                    przystojniakiem i z pewnością bedziesz chciala zadbac o nogi...;)
                                    • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 15:20
                                      wolę na razie żeby Ci przystojniacy trzymali się ode mnie z daleka;)
                                      nie wiem jak długo będe w takim nastroju ale nawet jakbym kogoś
                                      poznała to już nie zaufam ani sie już tak nie otworzę za bardzo boli
                                      jak się kończy i w ogóle jak tak czytam o tych głupich chłopach to
                                      oni nie są stworzeni do życia w związkach cały czas szukają czegoś
                                      innego i ich zdaniem lepszego.
                                      • zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 18:07
                                        Oj,rozumiem Cie..Po prostu nie wyobrazam sobie,zeby ktos inny...
                                        Ale...czas płynie...a co ma byc to bedzie:)
                                        Skasowalas jego nr tel i gg? Bo ja tak czasami na to gg patrze i na
                                        jego opisy...
                                        • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 21:14
                                          skasowałam jego numer telefonu i skasowałam gg ale nie od razu.
                                          Przez dłuższy czas wszystko miałam bo sie jeszcze łudziłam teraz juz
                                          wiem, że do niczego mnie nie jest to potrzebne. To ja po zerwaniu
                                          podtrzymywałam kontakt, pisałam o on on odpisywał po kilku dniach.
                                          Bardzo to było dla mnie poniżające. On nigdy pierwszy nie zadzwonił,
                                          nawet nie napisał ani razu co słychać w końcu dotarło do mnie, że
                                          robię z siebię idiotke i że wypadałoby zachować te resztki dumy,
                                          które mi zostały i odpuściłam. Wykasował numer tel., gg i teraz
                                          przynajmniej mnie nie korci. jabłonka ja to czasem sobie myślę, że
                                          jeżeli o sprawy sercowe chodzi to że mnie już nic dobrego w życiu
                                          nie spotka:( ale dość tego mojego użalania nad sobą co ma być to
                                          będzie nic na siłe!
                                          • mrowka221 Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 21:34
                                            Macie rację, zamierzam go olać!
                                            Gdyby jeszcze się mstarał, robił coś, moze jakoś by mnie przekonał,
                                            może doszlibyśmy do wniosku, że warto spróbowqać, a tak...słowa to
                                            tylko słowa....

                                            Tylko, że ja jestem w gorszej sytuacji niż Wy, bo mamy przecież
                                            dziecko, ale cóż jestem jeszcze młoda, a on do dziecka też się za
                                            bardzo nie garnie.

                                            Co jest z tymifacetami? Ja juz chyba nie wierzę w trwałe związki. A
                                            może facetów trzeba poprostu zmmieniać co kilka lat....
                                            • akkknes Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 22:37
                                              nooo to tylko pogratulowac!! :)
                                              i zeby tak dalej

                                              ps juz wiem ze lato sie zdecydowalo - jest!!
                                            • materdeju Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 08:27
                                              Witam Dziewczyny :o) Niestety albo i stety jstem cholera w tej samej
                                              sytuacji co Wy, uczucie zalu, złosci, poniżenia i totalnej
                                              bezradności są mi znane jak i Wam, i jeszcze ta nadzieja , której
                                              być nie powinno a jest.....Chciałam się z Wami tym podzielić, może
                                              będzie odrobinkę lżej, Was dalej będę czytać jak terapię i mieć
                                              nadzieję, że w końcu mi minie, że wspomnienia nie będą boleć, że
                                              słońce nie bedzie razić a życie zacznie mieć jakieś barwy....
                                              Pozdrawiam serdecznie.
                                              • zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 09:00
                                                Takie wypisywanie tutaj swoich żali może pomóc...tak przynajmniej mi
                                                sie wydaje...Niestety ja dziś jestem niezbyt dobrą
                                                pocieszycielką...Naszło mnie coś na tęsknote i w ogóle...:(
                                                • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 09:29
                                                  jabłonka nie daj się tęsknocie. Zrób coś tylko dla siebie, ubierz
                                                  kiecke:) wyjdż na słońce postaraj się nie myśleć o tym co było
                                                  pomyśl o tym co dopiero będzie, że jeszcze tyle fajnych rzeczy Cię
                                                  czeka:)
                                              • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 09:22
                                                mrówka jesteś w innej sytuacji co nie zmienia jednak faktu, że Twój
                                                facet nie wie czego chce i Ciebie zwodzi a myślę, że dziecku będzie
                                                lepiej w stabilnej atmosferze nawet jak tatuś z Wami nie mieszka a
                                                nie taka huśtawka raz tata jest a za chwilę go nie ma. Olej go
                                                mrówka dla własnego zdrowia psychicznego bo widzisz, że już
                                                zaczynasz się zastanawiać nad powrotem a potem będziesz znowu
                                                cierpieć.
                                                materdeju bardzo dobrze wyraziłaś to jak chyba wszystkie się
                                                czujemy, czytaj i pisz bo ja widzę po sobie, że gdyby nie ten wątek
                                                to ja bym nie była w stanie poradzić sobie sama z tym
                                                rozstaniem i dlatego akknes należą Ci sie duże podziękowania za
                                                założenie tego wątku. Ten wątek pomógł mi bardzo poradzić sobie z
                                                całą tą sytuacją.
                                                • zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 11:10
                                                  Wiesz misia,ja ciągle mocno sie staram - byc silną i nie myslec o
                                                  nim i o tym co bylo i nawet wczoraj kolezanka powiedziala mi,ze
                                                  podziwia mnie za moja pogode ducha...Tymczasem...bywają chwile,kiedy
                                                  po prostu yak mnie cos najdzie...masakra...Dzisiaj sie nigdzie nie
                                                  wybieram - w ogole mi sie z domu nie chce
                                                  ruszac.Leze,czytam,spie...i w ogole czuje sie jakas zmeczona i
                                                  otępiala...Jutro miną 2 tygodnie od rozstania. Zero kontaktu.
                                                  • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 11:24
                                                    jabłonka ja wiem, że jest ciężko ale musisz uwierzyć, że lepiej jest
                                                    bez tego kontaktu. Mnie też było ciężko się z tym faktem pogodzić,
                                                    że jedyne lekarstwo to czas i brak kontaktu bo tak cały czas
                                                    rozdrapywałabyś swoje rany. Pomyśl sobie jeszcze jak by ten kontak
                                                    miał wyglądać, on by opowiadał jak świetnie się bawi a Ty po każdej
                                                    rozmowie byś była jeszcze bardziej załamana.Musisz walczyć ze złymi
                                                    nastrojami, nie możesz się im poddawać. Wiem, że nie masz na to
                                                    ochoty w tym momencie ale musisz. Byle do przodu:)
                                                  • zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 15:39
                                                    Ja po prostu nie wierzę,to niemożliwe,ze naprawdę się dobrze bawi,ze
                                                    tak zwyczajnie wyrzucil mnie z glowy,ze nie mysli juz o mnie!Nie
                                                    potrafie w to uwierzyc...
                                                  • zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 15:41
                                                    Wiem ze jestem nienormalna,a nawet głupia,ale...gdyby on teraz sie
                                                    pojawil i przeprosil i powiedzial,ze chce wrocic i teraz juz bedzie
                                                    mnie kochal tak calkowicie i bezwarunkowo,bedzie oddany,i ufny i
                                                    pelen wiary w nas....to ja bym go przyjęła!
                                                    Co za dzien...
                                                  • materdeju Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 16:57
                                                    U mnie mija trzeci tydzień i zamiast lepiej czuję, że coraz bardziej
                                                    mi go brak, zwalczam to uczucie jak mogę, przestałam nawet muzyki
                                                    słuchać, bo kazda piosenka mi przypimina o tym jak było, i czuję,że
                                                    wystarczyłby jeden telefon i zmiękłabym jak wata.... Jeny kiedy to
                                                    się skończy...
                                                    Czy myslicie , że faceci też tak mają? Też tak rozpamiętują i też
                                                    ich tak potrafi boleć ? Bo ja chyba w to nie wierzę....
                                                  • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 17:20
                                                    jabłonka ja nie chcę Cię dręczyć może jest tak tylko u mnie może ja
                                                    naprawde trafiłam na takiego totalnego drania bez serca on w dniu w
                                                    którym ze mną zerwał poszedł sobie ze znajomymi na kręgle ja
                                                    siedziałam jak głupia w domu i wyłam bo myślałam, że mi się świat
                                                    cały zawalił o on miał to w dupie i cały czas tak jest.Musiałam
                                                    sobie to w końcu uświadomić dla własnego dobra bo bym się zamęczyła
                                                    i teraz mimo tego, że ta świadomość, że jego już tak naprawdę nie
                                                    interesujesz bardzo boli to jest mi łatwiej uporać się z tym.
                                                    materdeju pewnie są tacy faceci, którzy też przeżywają rozstanie ja
                                                    na takiego nie trafiłam trafiłam na kawał drania a i tak wiem, że
                                                    też bym zmiękła ale ja jestem po prostu bardzo głupia i nie uczę się
                                                    na własnych błędach:(
                                                  • zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 17:38
                                                    Myślę,że jezeli facetowi zalezalo,to na pewno przezywa
                                                    rozstanie.Tyle ze bardziej "w srodku".Dziewczyny potrzebują chyba o
                                                    tym mowic,wyzalic sie przyjaciolce,poplakac,a facet stara sie chyba
                                                    mniej to okazac na zewnątrz,ale bardziej trzyma to w sobie.
                                                    Wiesz misia,powiem ci,ze kiedy my zerwalismy,przyjaciele na silę
                                                    wyciągneli mnie z domu wieczorem.To byl akurat piątek,wiec pelno
                                                    imprez i dyskotek. Co dziwniejsze - tanczylam,bawilam sie z nimi i
                                                    czulam sie ok. Tak bylo tez kolejnego dnia. A potem przyszla
                                                    niedziela i...masakra!Dotarlo do mnie,co sie stalo,wczesniej chyba
                                                    sobie z tego nie zdawalam sprawy,albo jakos nie przyjmowalam tego do
                                                    siebie... Dlatego fakt,ze w dniu zerwania ktos gdzies wyszedl,nie
                                                    oznacza,ze zapomnial albo ze bylo mu wszystko jedno.
                                                    Ja mysle,ze takie wyrwanie sie z domu w najtrudniejszych chwilach
                                                    moze byc podyktowane instynktem samozachowawczym...tak w pewnym
                                                    sensie.Bo zostając w domu bdziesz o tym myslec i sie
                                                    zadreczac,wychodząc - musisz sie trzymac. Co nie zmienia oczywiscie
                                                    faktu,ze predzej czy poźniej przyjdzie nam zmierzyc sie z problemem
                                                    samemu.
                                                    Gdyby np moj byly obserwowal mnie przez ostatni tydzien,moglby
                                                    pomyslec,ze to rozstanie nic dla mnie nie znaczylo i ze wrecz jestem
                                                    zadowolona. Dlatego ze praktycznie od ubieglej srody,kiedy to po 3
                                                    dniach siedzenia i rozpaczania w domu wyszlam do ludzi,ciągle gdzies
                                                    bywam - w ogrodkach piwnych,knajpkach,czy dyskotekach.Non stop
                                                    najblizsi gdzies mnie wyciągają,a ja - po czesci dlatego ze widze
                                                    jak sie o mnie martwia i nie chce zeby sie zadreczali przeze mnie -
                                                    zgadzam sie na to. Do dzis...bo nie bylam jeszcze na dworze i sie
                                                    nie wybieram,dzis dzien melancholii...:(nie mam sily,dół na maxa:(
                                                    Ale chodzi o to,ze te moje wszystkie wyjscia wcale nie oznaczają ze
                                                    nie cierpie.
                                                  • materdeju Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 17:53
                                                    Z tym wychodzeniem to prawda, sama uciekam z domu bo siedzenie w nim
                                                    strasznie mnie dołuje, a tu jeszcze w radiu o miłości w telewizji o
                                                    miłości aaaa do dupy z tą miłością. Niestety ja też nie uczę się na
                                                    błędach, a popełniłam ich juz tyle ze jeszcze kilka osób mogłabym
                                                    obdarowac, wciąz rozpamietuję co by było gdyby..., nie mam kontaktu
                                                    z moim ex i juz sama nie wiem czy to dobrze czy zle, bylismy ze soba
                                                    5 lat ale mieszkamy w róznych mistaach i nie wiem czy spotykając się
                                                    na ulicy przypadkiem, nie odwrócilibysmy się od siebie głowami ,
                                                    chyba strasznie by mnie to bolało, nie dzwonimy nie pytamy o
                                                    samopoczucie, tak jakbysmy byli sobie zupełnie obcy i to też mnie
                                                    wkurza, a bylismy tak blisko....Z drugiej strony moze wyglądałoby to
                                                    tak jak powiedziała misia, ze czułabym sie jeszcze gorzej gdybym
                                                    zadzwoniła a on powiedziałaby ze czuje sie świetnie , u niego w
                                                    porzadku i z grzecznosci tylko zapytałby co u mnie, to chyba serce
                                                    pekło by mi na pół.... ale mam dziś doła...matko....
                                                  • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 18:16
                                                    Dziewczyny jeżeli o mojego byłego chodzi to ja wiem, że on nie
                                                    przeżywa bo prawda jes taka, że ja go nigdy nie interesowałam. Teraz
                                                    jak na to patrze to było tyle sygnałów a ja nie chciałam tego
                                                    widzieć. Dopiero miesiąc temu sobie to tak dogłębnie uświadomiłam i
                                                    chociaż mam żal okropny to jest mi lepiej zaakceptować to co się
                                                    stało.
                                                    a Wy musicie wychodzić, wychodzić i jeszcze raz wychodzić w takich
                                                    momentach jak macie doła trzeba iść do ludzi, wypłakać się i nawet
                                                    wykrzyczeć jak trzeba. A co do braku kontaktu to uważam, że tak jest
                                                    najlepiej ja to wiem po sobie po każdym telefonie od niego mimo
                                                    tego, że była to moja inicjatywa ja przez pare dni chodziałam
                                                    radosna jak pszczółka bo mi się w głupiej głowie roiło niewiadomo co
                                                    a potem znowu przychodziło opamiętanie, które przeżywałam dwa razy
                                                    gorzej.Dziewczyny trzymajcie się będzie jeszcze dobrze musimy
                                                    niestety odcierpieć co nasze ale w końcu przestanie boleć!
                                                  • materdeju Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 18:26
                                                    A czy to normalne czy tylko ja tak mam, że kiedy myśle o nim to
                                                    często moje myśli zbaczają w sfere tą najintymniejszą, myśle o tym,
                                                    że mówi teraz to co mi, innej i że kocha się z nią tak jak ze
                                                    mną,potem dzwonią do siebie i wspominają te słodkie chwile, piszą
                                                    czułe smsy.... nienormalna jestem czy zazdrosna ?? to takie
                                                    trudne...ryczeć mi się chce i chyba sama zaczynam się nakręcać...
                                                  • zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 18:53
                                                    Ja wlasciwie nie mysle o nim i o innej...tzn kilka razy przyszlo mi
                                                    to do glowy,ale...mysle ze to za szybko.W koncu on nie jest potworem
                                                    bez uczuc...Choc w koncu to nastąpi...bedzie jej kupowal
                                                    kwiaty,przyjezdzal po nią do pracy,wysylal smsy...o dotyku czy czyms
                                                    wiecej nie chce w ogole myslec!!!
                                                    Jak kiedys go spotkam np w dyskotece,a on bedzie obejmowal jakąś
                                                    pannę,czy niedaj Boze calowal...to chyba oszaleje!!!
                                                  • materdeju Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 19:08
                                                    Cóż....ja już wiem, że jest z inną (to był powód rozstania)i dlatego
                                                    to takie trudne i tak bardzo, ku....sko(przepraszam) boli...
                                                  • mrowka221 Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 20:38
                                                    Moj też jest z inną, a właściwie ma kochankę, bo przecież nie mamy
                                                    rozwodu...
                                                    Ale ja o tym nie myślę, za to gdybym miała z nim znowu być, to bym
                                                    pewnie wtedy o tym myślała, dlatego to niemożliwe...

                                                    Ja też teraz sobie dobrze radzę, dobrze wyglądam itp. (koleżanki
                                                    twierdzą, ze lepiej niż jak byłam z nim:)
                                                    nawet on sam ostatnio mi powiedział, że pewnie jestem szczęśliwa, że
                                                    się go pozbyłam...


                                                  • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 21:32
                                                    ja wogóle staram się o tym nie myśleć bo autentycznie bym zwariowała
                                                    chociaż czasem takie natrętne myśli same przychodzą do głowy:( ja
                                                    się staram jednak nie zadręczać wyobrażając go sobie z innymi
                                                    kobietami bo ilokroć to robiłam to miałam takie uczucie jakbym się
                                                    dusiła a jak go kiedyś gdzieś spotkam z jakąś inna dziewczyną to
                                                    chyba tego nie przeżyję:(
                                                  • zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 22:02
                                                    Nie spodziewalam sie,ze do czegos takiego dojdzie,ale...naszlo mnie
                                                    dzis cos takiego...bylam w takim stanie,ze...musialam isc do lekarza
                                                    po leki uspakajające!
                                                    Do czego doszlo...jaka ja jestem slaba,to mnie najbardziej zalamuje:(
                                                  • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 08:30
                                                    jabłonka nie jesteś słaba tylko bardzo mocno przeżywasz i jeżeli to
                                                    Ci pomoże przetrwać najtrudniejsze chwilę to przez chwile mozna brać
                                                    leki. Tylko nie dołuj się jeszcze dodatkowo, nie ma w tym nic złego,
                                                    że ktoś potrzebuję dodatkowej pomocy żeby poradzić sobie z bolesnym
                                                    rozstaniem. jabłonka pisz jeszcze tutaj ile wleźie bo to też
                                                    pomaga:) Trzymaj się cieplutko!!!
                                                  • mrowka221 Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 09:34
                                                    Ja tez brałam na początku leki, ale myślę, że nie warto. Tzn. te
                                                    uspakajajace na dzień nic mi nie dawały, bo i tak myślałam o tym
                                                    wszystkim i analizowałam kazdy szczegół sytuacji, a lekarka nie
                                                    chciała mi zapisać mocniejszych.

                                                    Pomogły mi leki nasenne, bo przez prawie miesiąc wogóle nia mogłam
                                                    spać, ale myślę, że można się od nich w jakiś sposób uzależnić, więc
                                                    trzeba pomagać.

                                                    Wiecie co najlepiej pomaga - nowa miłość, paradoksalnie. Ja poznałam
                                                    całkiem przypadkiem nowego faceta, taką moją bratnią duszę, nadajemy
                                                    na tych samych falach poprostu:)
                                                    I choć jednak chyba nie będziemy razem (on ma niestety niewyjasnioną
                                                    sytuację ze swoją byłą) to dzięki temu dostrzegłam, że mogę sieę
                                                    zakochać jeszcze raz, bo wcześniej myślałam, że to niemożliwe.

                                                    Tylko ja tu trafić na odpowiedniego faceta??
                                                  • zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 10:02
                                                    Dzięki dziewczyny,Wasze wsparcie na pewno pomaga.Po tych lekach
                                                    czuje sie jakas taka senna...Spalam dzis w nocy ponad 10 godzin,a
                                                    teraz tez czuje sie senna i do sniadania wypilam kawe - co sie nigdy
                                                    nie zdarza.
                                                    2 tygodnie temu sie rozstalismy. qrcze,wydaje mi sie ze to bylo tak
                                                    dawno...
                                                    Oj,dzisiaj postaram sie wziąć w garsc:)
                                                    Wam tez tego zycze:)
                                                    P.S.
                                                    W moim przypadku nowa milosc jeszcze nie wchodzi w grę...
                                                  • akkknes Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 14:28
                                                    wiec ja jako SPEC sie teraz wypowiem :)
                                                    dziewczyny, nie warto rozmyslac, rozkminiac co i jak, czy kochal,
                                                    czy zdradzal, czy interesowal sie - to jest samemu sie nakrecanie. w
                                                    koncu latwiej i lzej nie rozdrapywac ram, ja tak rozdrapywalam i
                                                    tylko sie pograzalam. bo puzzle ukladaly sie w jedna ukladanke i mam
                                                    ta swiadomosc, ze to nie bylo tak, ze poznal tamta i od razu mnie
                                                    zostawil. nie, wiem ze to jakis czas trwalo i mnie oszukiwal, mam
                                                    juz tylko do siebie pretensje ze bylam tak slepo zakochana, ze nie
                                                    chcialam widziec pewnych rzeczy.
                                                    co do lekow - tez probowalam, ale to siedzi w psychice ciagle, wiec
                                                    po co sie truc i psuc sobie watrobe? ja wiem ze przychodza chwile
                                                    zwatpienia, smutku, zalu... ale jak same nie bedziemy chcialy sobie
                                                    pomoc, to ani zaden lekarz ani zaden lek nie pomoze.
                                                    pamietajcie o kieckach, ja to wtedy ciagle paznokcie malowalam - bo
                                                    jak mialam mokry lakier na stopach i rekach mialam ograniczone pole
                                                    dzialania :) byl wiec okres w moim zyciu gdy mialam najlepiej
                                                    pomalowane pazury :D
                                                    tamten dzis mi napisal na gadulcu ze zrezygnowali z niego w pracy -
                                                    ale ani mnie to nie ucieszylo ani nie zasmucilo. nawet to, ze do
                                                    dzis pamietam, jakie pierdoly opowiadal ile to on bedzie zarabial
                                                    (to juz nie byly dizesiatki, ale setki tysiecy jakie on mial miec na
                                                    koncie. a o jego dlugach juz wam kiedys pisalam... )
                                                    no dobra, ja teraz znikam nad wode na pare dni, mam nadzieje ze
                                                    bedzie slonce i sie troche pobycze na lezaku. jak nie to chociaz
                                                    nadrobie zaleglosci z ksiazkami i poczytam sobie jakis lekki
                                                    romans ;)
                                                    namalujcie sobie gruba kreche pomiedzy wczoraj a teraz i trzymajcie
                                                    sie jej. a jak wroce i ktoras mi sie przyzna ze tej kreski nawet nie
                                                    zaczela szkicowac to sama namalauje :P
                                                    buzka
                                              • akkknes Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 13:51
                                                mieć
                                                > nadzieję, że w końcu mi minie, że wspomnienia nie będą boleć, że
                                                > słońce nie bedzie razić a życie zacznie mieć jakieś barwy....

                                                BEDZIE TAK!!
                                                • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 14:10
                                                  jabłonka Ty się niczym nie przejmuj i pisz po to w sumie jest ten
                                                  wątek żebyś my mogły wszystkie podtrzymywać się na duchu:) jesteśmy
                                                  taką małą grupą wsparcia;)
                                                  a co do nowej miłości to ja chwilowo mam bardzo złe zdanie na temat
                                                  wszystkich facetów a tak między Bogiem a prawdą to nie widzę
                                                  wianuszka adoratorów wokół siebie;)
                                                  • zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 14:41
                                                    Szczerze mowiąc,to ja na brak adoratorów narzekać nie mogę,ale...to
                                                    wlasciwie nic dla mnie nie znaczy.Zawsze tak bylo. Faceci sie zawsze
                                                    krecili,a ja...zbytnio sie nimi nie przejmowalam,po prostu mi nie
                                                    zalezalo. Z Nim tez na początku tak bylo - bardzo zabiegal i sie
                                                    staral,duzo wiecej niz inni.Smialo moge powiedziec,ze nikt nigdy tak
                                                    mnie nie adorowal,tak nie zabiegal i sie nie staral.I w
                                                    momencie,kiedy stwierdzilam,ze czas go skreslic,bo chyba przesadza i
                                                    w ogole...przyjaciolka powiedziala,zebym moze dala szanse,bo skoro
                                                    facetowi tak zalezy,a ja sie z nim dobrze czuje,to...moze warto
                                                    jednak sprobowac. A poniewaz na swoj sposob mi sie podobal i jego
                                                    starania tez...nie skonczylam tego. A potem...to juz
                                                    wiecie...Jeszcze troche idylli,koniec,przerwa,znowu love
                                                    story....dół!!!!
                                                    Faceci mnie teraz niesamowicie draznią. Jestem wobec nich jeszcze
                                                    bardziej obojetna,chlodna i niedostepna niz kiedykolwiek...ale co
                                                    oni mają w glowach,ze jeszcze bardziej probują...masakra...a ja
                                                    jeszcze bardziej jestem na "nie". Im ktos bardziej chce,tym ja
                                                    bardziej nie....
                                                    Oj...lekow chyba juz nie wezme,bo okrutnie senna po nich jestem...
                                                    Akkknes - baw sie dobrze:)
                                                    Misia - Ty sobie z amantami daj spokoj,zjawią sie,gdy ich olejesz i
                                                    wtedy jesli bedziesz miala ochote,to sie z ktoryms spotkasz.
                                                  • misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 14:58
                                                    jabłonka ja akurat adoratorów nie szukam też jestem agresywna jeżeli
                                                    już się jakiś pojawi na horyzoncie tylko, że ja nigdy adoratorów
                                                    dużo nie miałam bo ja niestety bardzo nieśmiała jestem i trzymam
                                                    wszystkich na duży dystans muszę kogoś dobrze poznać żeby się
                                                    otworzyć a z facetami to juz totalna masakra zachowuję się bardzo
                                                    dziecinnie i im bardziej mi się jakiś facet podoba to ja tym
                                                    bardziej mu pokazuję, że jest mi totalnie obojętny. Zupełnie nie
                                                    wiem z czego to wynikia zupełnie innaczej było z moim byłym w
                                                    związek z nim zaangażowałam się od pierwszego spotkania i co mi z
                                                    tego wyszło. teraz boję się ,że jeszcze trudniej będe nawiązywać
                                                    nowe znajomości:(
                                                  • materdeju Wracanie do siebie 10.08.07, 17:06
                                                    wiecie, czytam podobne wątki , a nie mało ich tu i to okropne co ci
                                                    faceci nam robią... A najgorsze ,ze mają to totalnie w tyłku i
                                                    pojęcia nie mają co się z nami dzieje, bo nic ich to nie obchodzi.
                                                    Myslałam ze ten mój to ten jedyny , moja połówka, moje szczęście, a
                                                    dziś to szczęście nawet nie zapyta jak sie czuję, a ja sie
                                                    pogrążam... nie daje rady. Tak strasznie za nim tęsknie, głupia ci..
                                                    ze mnie, idiotka jakaś , która wciąż zaslepiona jest tym debilnym
                                                    uczuciem, ehhh zazdroszcze tym , którzy juz to przeszli, naprawdę.
                                                  • misia_uszatka Re: Wracanie do siebie 11.08.07, 09:22
                                                    a najgorsze jest to, że my nie zapominamy. Możemy się czuć lepiej,
                                                    możemy nawet żyć już zupełnie innym życiem z kimś innym a i tak ten
                                                    jeden będzie miał nadal na nas wpływ. Przynajmniej w moim przypadku
                                                    tak jest ja się chyba nigdy od niego nie uwolnie a już jestem tym
                                                    wszystkim zmęczona chciałabym móc wymazać go z pamięci, chciałabym
                                                    żeby nigdy nie zaistniał w moim życiu. Wspomnienia związane z nim
                                                    nie są dla mnie przyjemne i nigdy już nie będą bo będą mi tylko
                                                    przypominać o tym, że byłam głupia, zaślepiona i, że jemu nigdy na
                                                    mnie nie zależało:( Idę sobie popłakać;)
    • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 14.08.07, 01:56
      Cześć dziewczyny, co tam u Was? Jak Wam się życie układa?
      • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 14.08.07, 10:21
        Cześć. U mnie tak średnio...Pozytywne jest to,że już nie płacze i
        nie oglądam codziennie jego zdjęć. No i w ogole za każdym
        razem,kiedy zaczynam o nim myslec,przypominam sobie,ze on mnie nie
        chce i teraz jest szcześliwy i zadowolony - beze mnie!
        Tak właściwie to nic mi sie nie chce... Ciężko sie przyzwyczajam do
        sytuacji,ze go nie ma...
        A jak u Was?
        • kolejny_forumowicz Re: wracanie do siebie 14.08.07, 17:27
          cześć. mam tylko 1pyt; jak myślicie, czy to temat cieszący się największą
          ilością odzewów w historii tego forum, czy tylko jeden z większych?
          • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 14.08.07, 18:47
            wiecie co,ja nie mogę,znowu cos we mnie pękło...masakra...Wylałam
            tyle łez i znowu te zdjecia i piosenki...A jeszcze dopiero co
            wydawalo mi sie,ze sie trzymam...
            Tłumacze sobie,ze tak nie moge,ze przeciez to nie byla sielanka,ze
            wielokrotnie bylo mi przez niego smutno,ale...to na nic:( Jak dlugo
            to jeszcze potrwa....Tak bardzo za nim tesknie,tak bardzo bym
            chciala,zeby mnie przytulil,zeby na mnie spojrzal...Tyle dni go nie
            widzialam...prawie 3 tygodnie...
            • nom73 Re: wracanie do siebie 14.08.07, 21:18
              zielonajablonka napisała:

              > to jeszcze potrwa....Tak bardzo za nim tesknie,tak bardzo bym
              > chciala,zeby mnie przytulil,zeby na mnie spojrzal...Tyle dni go nie
              > widzialam...prawie 3 tygodnie...

              Łomatko, ale długi wątek. :-)
              Ech dziewczyno, chyba się uzależniłaś od tego chłopaka. Każdy w życiu chce być
              szczęśliwy a on z Tobą nie czuł się szczęśliwy to odszedł, wybrał szczęście
              zamiast Ciebie, Ty postąpiła byś tak samo, no chyba, że lubisz być nieszczęśliwa
              (niektórzy tak chyba mają, że trwają nieszczęśliwi w takich związkach).
              • mrowka221 Re: wracanie do siebie 14.08.07, 22:43
                A u mnie kolejna tragedia....no bo wyobraźcie sobie, ze jak on juz
                naprawde chcial wrocic i ja stwierdzilam, ze chyba warto dac nam
                szanse, to on sie nagle przestal odzywac i co??? i okazalo sie, ze
                tamta zaszla w ciaze...jest w 5 tygodniu.
                Dzisiaj wlasnie zamieszkali razem....
                I znowu wszystko wrocilo....
                • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 15.08.07, 13:53
                  Mrowka,współczuje!Masakra...Ojej...Ręce opadają...Wiem,ze to zadne
                  pocieszenie,ale...moze tak mialo jednak byc...moze nie mieliscie sie
                  zejsc...sama nie wiem:(
                  Trzymaj sie dzielnie!
                  A tak w ogole to jak on teraz to wszystko widzi?
                • kinsia Re: wracanie do siebie 15.08.07, 16:41
                  Ja mam chyba tak samo - dzisiaj sie dowiedziałam, że mój były, który
                  mnie zostawił 2 miesiace temu po 4 latach bycia razem w październiku
                  się żeni... i nie sądzę, zeby się tak nagke zenił bez powodu, więc
                  chyba to wpadka...prędzej czy później się dowiem....wiem co czujesz,
                  to jest straszne ale chyba najlepiej sobie powiedzieć, ze tak
                  musiało być, że zasługujesz na coś lepszego i że gdzieś na pewno
                  jest ktoś kto cię pochocha i nie wykręci ci takiego numeru.
                  Pozdrawiam i trzymaj się.
                  • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 16.08.07, 00:05
                    Napisałam to w Twoim wątku, chętnie napiszę jeszcze raz w tym:
                    Dziś zobaczyłam, że mój były (rozstałam się z nim 2,5 mca temu) ma nową
                    dziewczynę. Moja reakcja? "A bierz go sobie, bierz, niech idzie w cho.erę!". A z
                    drugiej strony jej strasznie współczuję, bo jeszcze nie wie w co sie pakuje...

                    Ty też się ciesz, że jesteś wolna (od niego), to naprawdę najlepsze rozwiązanie
                    [dla Ciebie, nie dla tej dziewczyny...]:)
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 16.08.07, 00:07
            Moim zdaniem najdłuższy jak na razie... szkoda tylko, że dotyczy smutnych
            historii...
            Choć z drugiej strony one są smutne tylko z pozoru, bo tak naprawdę wszystkie
            cierpiące kiedyś zrozumieją, że lepiej się stać nie mogło:)
            Obyście, dziewczyny:) trzymam za was kciuki:)
            • piratkaa Re: wracanie do siebie 16.08.07, 13:47
              witajcie kobietki, śledzę wasze losy od samego początku i postanowiłam sie
              wreszcie wypowiedzieć i dołączyć do "rodziny". Otóż, moja historia niczym nie
              różni się od tysiąca pozostałych, niedawne rozstanie nie jest jednak dla mnie
              katastrofą ogromną, choć muszę się przyznać, że łzy wylewam często.. Chcę tu
              poruszyć kwestię nad którą zastanawiam sie od jakiegoś czasu. Mianowicie: braku
              akceptacji swojej osoby. Dotąd żyłam w przekonaniu dogłębnym o swojej sile
              charakteru.Jednakże ostatnie rozstanie (byliśmy razem 2 lata) pokazało mi, że
              muszę się wreszcie przyznać przed samą sobą do tego,że nie akceptuje swojej
              słabości i dlatego moje związki się rozpadają. Już drugi raz przechodzę
              bliźniaczy schemat:na początku jestem jak góra lodowa, by po pewnym czasie
              wybuchnąć siłą uczuć jak wulkan. A wtedy facet nie jest w stanie przyjąć
              taaaaakiej miłości i ucieka, mówiąc, że nie jestem już tą kobietą, którą poznał
              2 lata temu..Nigdy nie wiedziałam, dlaczego tak się zachowuję, aż do
              wczoraj..Uświadomiłam sobie, że nie znoszę okazywania potrzeby bliskości,
              przyznawania się do tego, że chcę być kochana..I chyba dlatego znów straciłam
              szansę na bycie ze wspaniałym człowiekiem.. Czy któraś z was ma podobny problem?
              pozdrawiam gorąco, szczególnie założycielkę postu!
              • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 16.08.07, 17:23
                Hhmm...nie wiem,piratko,czy moj problem jest podobny.Faktem jest,ze
                na początku znajomosci z Nim tez bylam raczej chlodna.Z czasem
                uczucie eksplodowalo i wlasnie kiedy mu o tym powiedzialam...zaczelo
                sie psuc i on uciekl...Smutne:-(
                Ale...probuje patrzec na to tak:bylam odwazna,mowilam co
                czuje,szczerze,bez kretactw,walczylam o nas.Nie udalo sie - trudno:-
                ( Ale mam swiadomosc,ze bylam sobą - szczerą,prostolinijną i odwazną
                dziewczyną,ktora po prostu zakochala sie w niewlasciwym facecie...
                • materdeju Re: wracanie do siebie 16.08.07, 17:39
                  To i ja powiem co u mnie.... mój były,niedoszły miał straszny
                  wypadek samochodowy, ledwo uszedł z zyciem, dowiedziałam się o tym
                  od jego rodziny , to wydarzyło się gdy wracał z jakiejś
                  imprezy......Byłam w szpitalu, zobaczyłam jak bardzo jest
                  zmasakrowany, połamany jego stan jest ciężki i wiecie co.....życze
                  mu śmierci...żeby nigdy wiecej nikogo nie skrzywdził tak jak
                  mnie.....Chce o nim zapomnieć, myślę, że teraz będzie mi łatwiej....
                  • mloda.kobietka23 Re: wracanie do siebie 16.08.07, 17:43
                    az smierci??lepiej tego nikomu nie zyczyc bo istnieje cos takiego jak karma...
                    • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 17.08.07, 12:28
                      Hej dziewczyny ja ostatnio miałam gorszę dni jak już myślałam, że ze
                      mną w porządku to mnie dopadło i prawie zwaliło z nóg:( nie
                      sądziłam, że po tak długim czasie można jeszcze tak rozpaczać.
                      Zgadzam się z kobietką i wierzę w karme tylko ja to nazywam, że
                      równowaga w przyrodzie musi być. Myślę, że ten wypadek to
                      wystarczjąca dla niego kara na pewnio nie życzysz mu śmierci.
                      • marta2xs Re: wracanie do siebie 17.08.07, 22:03
                        czesc,
                        Czytam co piszecie od jakiegos czasu. Sama teraz jestem w trudnej sytuacji. Rozstalam sie z facetem, bo ten zwiazek nie mial przyszlosci. Jest mi ciezko, nic mi sie nie chce robic, nie chce mi sie jesc. na dodatek mieszkam za granica z dala od Rodziny i mam tutaj mniej przyjaciol. nie wiem jak sobie pomoc.
                        • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 18.08.07, 09:52
                          Po prostu trzeba żyć dalej. Powtarzam to sobie dość często i staram
                          się do tego stosować. Oczywiście nie zawsze się udaje...
                          Wczoraj minęły 3 tygodnie od naszego rozstania,od czasu kiedy
                          ostatnio się widzieliśmy,rozmawialiśmy. Jestem strasznie
                          stęskniona... Ale coż - on mnie nie chce,musze być tego świadoma. On
                          nie tęskni i nie myśli. KONIEC!!!
                          Staram się z optymizmem patrzeć w przyszłośc. Nikt i nic nie jest w
                          stanie sprawić,że bedziemy szczesliwe. To jest w nas samych. Nie
                          wolno nam uzależniać swojego szczęscia od drugiej osoby - to bez
                          sensu. Głowa do góry i więcej wiary w siebie! To na początek każdego
                          dnia - jestem najlepsza:))
                          Pozdrawiam:)
                          Marta2xs,bez przyjaciół,którzy mogliby Cie teraz wspierac,moze Ci
                          być faktycznie trudniej,ale... poradzisz sobie! Nie jestes przeciez
                          jakąś bezbronna istotką,która wymaga opieki i zainteresowania
                          innych. Znajdź w sobie silę,przezywaj ból - nie uciekaj od niego,z
                          czasem będzie Ci lżej.Ja już coraz rzadziej płaczę:)
                          • piratkaa Re: wracanie do siebie 18.08.07, 10:14
                            "nie wolno uzalezniac swojego szczescia od drugiej osoby", ale czy, niewazne jak
                            wspaniale jset to stwierdzeniw i jak pieknie by bylo gdyby kazdy mial takie
                            podejscie, to jest realne?przeciez gdy jest sie z kims, stwierdzenie "jestem
                            teraz taaaaaaaaaaaaaaka/i szczesliwa/y" jest na pozadku dziennym. abstrachujac
                            od kretynskich seriali, podlug ktorych wiekszosc ludzi ocenia swoje zycie, mimo
                            wszytsko, chocbym nie wiem jak chciala, nie wydaje mi sie to realne..chyba ze
                            ktoras z was ma sposob jak z nierealnego uczynic namacalne i prawdziwe?
                            • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 18.08.07, 12:29
                              trudno jest się dostosować do tego stwierdzenia chociażby dlatego,
                              że akurat z tą właśnie osobą czujesz się szczęśliwa i wiesz, że już
                              z żadną inną tak nie będzię i wszystko było by idealnie gdyby ta
                              druga osoba czuła tak samo w stosunku do Ciebie. No cóż ja licze na
                              to, że może kiedyś i mnie się to uda:)
                              Marta pisz sobie tutaj jak najczęściej postaramy się wszystkie
                              bardzo podtrzymać Cię na duchu:)
                              jabłonka bardzo się cieszę, że już jest lepiej tylko tak dalej:)
                              buźaki!!!
                              • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 18.08.07, 15:33
                                Myślę,że na świecie jest tak wiele osob podobnych do siebie,że to
                                niemożlwie,ze dobrze nam moze byc tylko z jedną.Jesteśmy zakochane i
                                wydaje nam się,ze nikt inny - tylko ON. Ale zastanówcie się,na pewno
                                sa mężczyźni,z którymi może nam być równie dobrze,albo nawet
                                lepiej...
                                Oczywiscie obecnie nie mam najmniejszej ochoty spotykac sie z
                                jakimkolwiek facetem,ale sądzę,ze za jakis czas...kto wie...:)
                                Wiesz misia,mi juz chyba troche lepiej,bo wiem,jestem w pelni
                                swiadoma,ze to koniec i musze zyc dalej i sie
                                realizowac,spelniac,doswiadczac szczescia. Nie łudzę sie,ze do
                                siebie wrocimy,ze on o mnie mysli - koniec!
                                Skonczyl sie jakis etap mojego zycia - niczego nie zaluje. Czas
                                zacząc kolejny rozdzial...
                                Oczywiscie to wcale nie znaczy ze o nim nie mysle,bo mysle bardzo
                                bardzo duzo...
                                • marta2xs Re: wracanie do siebie 18.08.07, 22:49
                                  Ciagle sie mysli. Ja mysle dlaczego tak musialo byc, dlaczego mnie oszukiwal, dlaczego musialam trafic na takiego faceta. A najgorsze jest to, ze sie sni. Nieraz budze sie w nocy, bo mi sie snia jakies dobre wspolne chwile albo intymne sytuacje. Na to nie ma sie wplywu.
                                • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 20.09.07, 14:02
                                  Cicho się tu jakoś zrobilo...Co u Was? Misia,jak tam?
                              • marta2xs Re: wracanie do siebie 18.08.07, 22:47
                                dzieki, na pewno bede pisac.
                                Pozdrawiam
                          • marta2xs Re: wracanie do siebie 18.08.07, 22:45
                            Dzieki serdeczne za Twoja odpowiedz. To mnie trzyma, ze z kazdym dniem bedzie lepiej. Ja juz tyle przeszlam przez tego faceta, ze nawet plakac nie mam sily. Dzis wieczor mam lepszy nastroj, bo spotkalam sie ze znajomym, ktory pozytywnie mnie nastawil.
                            Pozdrawiam i milej niedzieli
                            • akkknes Re: wracanie do siebie 18.08.07, 22:57
                              mi tez sie czasami sni jakis koszmar z eksem.
                              na szczescie jak to koszmar senny - nad ranem mija. czasami w ciagu
                              dnia przypomina mi sie ten sen (ostatnio snilo mi sie ze cos mi sie
                              zwierzal o tej swojej zagrzybialej panienience) ale od razu
                              nadchodzi racjonalna mysl ze to tylko sen.
                              dziewczyny, wszystkie wiemy, ze najlatwiej jest radzic... to boli,
                              siedzi w nas, mamy rozne emocje - z reguly probujemy robic wszystko
                              by sie z nim nie kojarzylo, a efekt jest odwrotny. na to sie chyba
                              nic nie poradzi. po prostu musi minac jakis czas, kiedy to przestaje
                              byc az tak 'emocjonalne' a robi sie prawie 'obojetne'.
                              glowy do gory, jestesmy tutaj i czy to sie komus podoba czy nie -
                              piszac tutaj, jakos tam sie wspieramy.
                              pozdrawiam :)
                              • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 19.08.07, 13:21
                                dziewczyny ja już jestem jak zdarta płyta ciągle tylko on i on:(
                                mimo tego, że wiem to wszystko co napisała jabłonka to nie potrafię
                                się odkochać nie mam z nim żadnego kontaktu, nie widzieliśmy się już
                                kawał czasu a ja nie potrafię zapomnieć:(
                                Marta nie ma co rozmyślać dlaczego to akurat Ciebie spotkało bo i
                                tak nic nie wymyślisz a będziesz tylko rozdrapywać rany. Może to się
                                wszystko dzieje z jakiegoś powodu może kiedyś się dowiesz z jakiego
                                ja sobie staram powtarzać nie ma tego złego co by na dobre nie
                                wyszło i staram się wierzyć, że może kiedyś to się odwróci w coś
                                dobrego dla mnie:) naiwne ale co tam jest mi łatwiej.
                                • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 19.08.07, 13:39
                                  Wiesz misia,to ze ja mądrze mowie;) nie znaczy,ze sie do tego
                                  stosuje...ale sie staram. Znajduje sobie duzo roznych zajec,zeby
                                  zając czyms mysli - troche pomaga... Ale oczywiscie nadal codziennie
                                  duzo o nim mysle. Najtrudniej mi uwierzyc w to,ze dwie osoby mogą w
                                  tak rozny sposob odbierac rozne wydarzenia,sytuacje. Kiedy mi bylo
                                  dobrze - mam na mysli nasze spotkania,rozmowy,wieź,ktora(wedlug mnie)
                                  wytworzyla sie miedzy nami,jemu bylo zupelnie inaczej,tzn niezbyt
                                  dobrze,skoro z tego zrezygnowal. No i kiedy ja teraz to wszystko
                                  rozpamietuje i strasznie tęsknie,on sobie zyje swoim zyciem i pewnie
                                  jest zadowolony,nie mysli o mnie i o tym,co bylo. Tak trudno mi sie
                                  z tym pogodzic...Ale coz...takie zycie. Przypominam sobie,ze
                                  przeciez ja tez nie chcialam kilku facetow,ktorzy byli we mnie
                                  zakochani,ktorym na mnie zalezalo - oni pewnie mysleli potem o tym
                                  tak,jak ja teraz. Smutne to:(
                                  Najwazniejsze to pamietac,ze jestesmy odpowiedzialni za wszystkie
                                  uczucia,ktore wywolujemy u innych - i te pozytywne i negatywne.
                                  Zastanawiajmy sie nad tym,co mowimy i robimy,zeby czasami kogos nie
                                  skrzywdzic,tak jak my zostalysmy skrzywdzone...Choc mimo wszystko ja
                                  wierze,ze nie zostalam zraniona swiadomie - tzn on nie chcial,zebym
                                  przez niego cierpiala,po prostu tak sie stalo...Tak jak i ja nie
                                  chcialam skrzywdzic innych chlopakow wczesniej.
                                  Dzis od rana zajelam sie porządkami...oj padam...:)
                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 20.08.07, 09:05
                                    jabłonka zgadzam się ze wszystkim co napisałaś:) mnie też trudno
                                    pezyjąć do wiadomości że ja z tęsknoty to już kręćka dostaję a on
                                    nic było minęło mówi się trudno i żyje się dalej. Ja też bym tak
                                    chciała do tego podejść ale nie potrafię żałuję, że go spotkałam i
                                    żałuję bardzo, że nam nie wyszło:(
                                    • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 20.08.07, 09:21
                                      Nie żałuj misia,wszystko nas spotyka w jakims celu...Związek z nim z
                                      pewnościa Cię czegoś nauczył.Poza tym przezyliscie pewnie razem
                                      sporo fajnych chwil.Nie ma sensu żałować...Trzeba isc dalej:)
                                      (sama sobie tak w kolko powtarzam)
                                      • marta2xs Re: wracanie do siebie 20.08.07, 20:10
                                        strasznie sie ciesze, ze piszecie. Jak sobie poczytam jak sobie radzicie, to staram sie tez jakos w ten sposob postepowac i tak samo siebie przekonywac. Zapisalam sie na aerobik,a poniewaz moge chodzic ile chce to jak mi bedzie bardzo zle to bede codziennie sie tam wyzywac. Duzo rozmawiam ze znajomymi o roznych przyjemnych sprawach. Moze w zyciu rzeczywiscie wszystko dzieje sie po cos, a poza tym po zlym okresie zawsze przychodzi dobry.
                                        • piratkaa Re: wracanie do siebie 20.08.07, 21:25
                                          czesc kobietki, eh, potworny dzien. raptem, nie wiadomo skad uderzyla mnie mysl
                                          o moim eksie, powalila mnie na kolana i odejsc juz nie chce.. znow placz,
                                          przyjaciolka i bita smietana pod reka na szczescie byly.. ale probuje spojrzec
                                          na takie sytuacje inaczej, cieszyc sie ze coraz zadziej nastepuja, niz chlipac i
                                          powtarzac mantre "dlaczego znowu? a juz myslalam,ze jest dobrze".. moze jutro
                                          obudze sie z lepszym nastawieniem i mniej placzliwym wyrazem twarzy. a najgorsze
                                          jest to ze on nie zasluguje na ani jedna taka trudna dla mnie chwile..
                                          • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 20.08.07, 22:36
                                            Spędzilam dzis dzien u przyjaciolki na peryferiach miasta -
                                            domek,ogrod,blisko las...w ktorym ostatnio razem
                                            spacerowalismy...wszystko mi sie przypomnialo:( No ale...
                                            Kazda zima sie kiedys konczy,kazda wiosna musi nadejsc...:)
                                            Trzymajmy sie razem:)
                                        • akkknes Re: wracanie do siebie 21.08.07, 00:00
                                          Moze w zyciu rzeczywiscie wszystko dzieje sie po cos, a poza
                                          > tym po zlym okresie zawsze przychodzi dobry

                                          marta, ja dzis to juz wiem i moge cie zapewnic: jest tak, jak
                                          mowisz :)

                                          wszystkie uszy do gory!!
                                          • marta2xs Re: wracanie do siebie 21.08.07, 19:13
                                            Mi na razie jest ciezko. Najgorzej jest rano i wieczorem, bo jak jestem w pracy to jakos sie trzymam. Wczoraj wieczorem sie tak poryczalam i nie mial mnie kto przytulic ani pocieszyc. Staram sie normalnie zyc, ale nic mi sie nie chce robic. Boze kiedy to przejdzie?
                                            • piratkaa Re: wracanie do siebie 21.08.07, 19:57
                                              tez zadaje sobie to pytanie, niestety odpowiedzi zadowalajacej nikt nie jest w
                                              stanie udzielic. ale moze zamiast meczyc sie rozdrapywaniem istoty chlipania za
                                              eksami, wykorzystac ten czas na zagojenie ran, przemyslenia dlaczego tak sie to
                                              skonczylo, w ktorym momencie powinnam byla zareagowac i zaczac rozmawiac z
                                              partnerem..?ja popelnilam ten blad, zamiast zareagowac na wyrazne sygnaly,
                                              zbagatelizowalam je i dalej upajalam sie "miloscia".i teraz place za to ze balam
                                              sie zapytac..
                                              • marta2xs Re: wracanie do siebie 21.08.07, 20:16
                                                Tak tylko, ze to on mnie oszukiwal i to ja zakonczylam ten zwiazek, bo juz dluzej nie moglam w nim trwac. Nie popelnilam zadnego bledu, a jesli juz to taki, ze ufalam bezgranicznie i wszystko akceptowalam.
                                                • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 21.08.07, 20:28
                                                  Ja Marta2xs podobnie jak Ty - ufalam i wierzylam - wręcz
                                                  bezgranicznie.Ale nie zaluje tego.W koncu szczerosc i zaufanie to
                                                  podstawa relacji miedzyludzkich takich przyjaźn czy milosc. Po
                                                  prostu chyba mialysmy pecha... :-(
                                                  Ja niestety dzis sie troche podlamalam i znowu plakalam:-(
                                                  Smutno:-(
                                                  Tak bardzo bym chciala go zobaczyc - chociaz na chwile...tak mocno
                                                  tęsknię...:-(
                                              • akkknes Re: wracanie do siebie 21.08.07, 22:41
                                                dziewczyny, odpowiedz na pytanie >kiedy to minie< jest taka, ze
                                                kazda z nas potrzebuje innego czasu na ochloniecie... ja brodzilam w
                                                tej kaluzy pol roku, moj znajomy ponad dwa lata. znam ludzi ktorzy w
                                                ogole nie potrzebuja tygodni czy miesiecy - po prostu inaczej
                                                reaguja. nie mozna sie sugerowac tym, ze ktos 'wrocil do zywych' po
                                                tygodniu a inny po miesiacu, kiedy ty po ilus tam dziesiatkach
                                                tygodni dalej wyjesz. bo tak same sie nakrecimy.
                                                po prostu kiedys przyjdzie ten czas.

                                                co do przemyslen dlaczego tak sie skonczylo - ja jestem na nie, to
                                                jeszcze za wczesnie. chociaz ja osobiscie dzis juz wiem, ze takie
                                                przemyslenia sa mi absolutnie niepotrzebne, bo kijem i tak wisly nie
                                                zawroce... ochlonelam juz na tyle, ze dzis nie czuje potrzeby zeby
                                                usiasc i o tym myslec. skonczylo sie. nie myslec o tym zeby sie nie
                                                nakrecac albo nawet wkrecac - to moje motto w tym temacie :)
                                                piratka pisze jeszcze o tym, ze popelnila blad bo zamiast
                                                reagowac... - kochana, ale dzis chyba mozesz sie ze mna zgodzic:
                                                kiedy jest dobrze, to nie widzimy tych malych kropelek zlego ktore w
                                                koncu robia sie cala kaluza, nie? nie wiem czy jest ktos taki, kto
                                                akceptuje, cieszy sie, zyje z kims, jego wadami i zaletami, ze
                                                swoimi i jego problemami, z radosciami, z kazdym nowym dniem, i w
                                                momencie jak cos jest >nie tak< to tego nie zostawi w spokoju.
                                                wiadomo, obie strony najpierw przymykaja oko, udaja przed soba ze
                                                nie ma sprawy, jakas tam wymowka zawsze jest - i to jest chyba takie
                                                bardziej podswiadome. a raz, drugi trzeci i w koncu sie
                                                przyzywczajamy lub: tolerujemy.

                                                ja juz zaplacilam za upajanie sie chora miloscia, miloscia wmowiona.
                                                wiem juz, ze nie mam dlugow, nikt tez mi dzis nie jest juz nic
                                                winien.
                                                bylo - minelo, nie mam co myslec, zadreczac sie ze moglam zrobic tak
                                                czy tak, po co rozdrapywac blizny? wiadomo, ze ta blizna zostanie,
                                                nie zapomne, bo to nie byl jeden dzien a kawal mojego 'doroslego'
                                                zycia, ale nie chce - po prostu nie chce - do tego wracac.
                                                czego i wam kochane zycze, i wiem ze wam tez w koncu uda sie zamknac
                                                smutny rozdzial. zadna z nas niestety nie wie, kiedy i jak to
                                                nastapi.
                                                buzka burzowo-deszczowa
                                                • kizii Re: wracanie do siebie 21.08.07, 22:53
                                                  akkknes fajnie Cię widzieć w takim nastroju. Dobrze, że udało Ci się
                                                  przez to przebrnąć :) i stało się dokładnie tak, jak wszyscy Ci tu
                                                  mówili, widzisz?:))))
                                                  Serdeczne pozdrowienia!
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 21.08.07, 22:57
                                                    widze widze, dlatego teraz jestem taka madra i wiem co pisac ;)))

                                                    dzieki :)
                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 21.08.07, 23:31
                                                    dziewczyny koniec tego zadręczania i rozmyślania nie ma co płakać
                                                    trzeba jak najszybciej się pozbierać i żyć dalej na tych głupich
                                                    chłopach świat się nie kończy! ja naprawdę nie zamierzam mieć
                                                    permanentnej depresji z powodu faceta, który był na tyle głupi, że
                                                    mnie nie docenił;)jestem teraz w bojowym nastroju jestem ciekawa
                                                    kiedy znowu wpadnę w rozpacz? Musimy to przeczekać a jak znowu nas
                                                    dopadnie czarna rozpacz to musimy sobie zorganizować pogotowie
                                                    pocieszycielskie:) prewencja, prewencja i jeszcze raz prewencja;)
                                                  • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 22.08.07, 10:18
                                                    Próbujmy wiec:) uda sie:)
                                                    Milego dnia:)Glowy do gory:)
                                                  • bestshow Re: wracanie do siebie 26.08.07, 11:08
                                                    Witam. Byłem z dziewczyną poltora roku. To bylo wspaniale poltora
                                                    roku i dla mnie i dla niej. Bardzo się kochaliśmy. Spotykaliśmy się
                                                    codziennie mimo że ona mieszkala z rodzicami i nie bylo to przez jej
                                                    rodzinę akceptowane w 100% kiedy wychodziła prawie codziennie z
                                                    domu. Jesli chodzi o mnie w tym zwiazku to bylem dosc apodyktyczny.
                                                    Chciałem narzucać swoje zdanie w wielu sprawach. Ale gdy
                                                    poklocilismy sie o to tak ze ona chciala juz sie rozstac obiecalem
                                                    ze sie nad tym zastanowie czy jestem w stanie sie zmienic tak zeby
                                                    zaakceptowac ją w 100% bo tego ode mnie oczekiwala ze bede kochał ją
                                                    taką jaka jest w 100%. Rozstalismy sie na tydzien. Gdy wrocilem
                                                    znowu bylo extra doszedlem do wniosku ze potrafie i bardzo chcę z
                                                    nią być. Udało się. W koncu zmienilem swoje nastawienie i ogolną
                                                    postawę zyciową. Wszystko zaczelo mi sie podobac. Ona tez zauwazyla
                                                    zmianę .. ale okreslila to ze to jest poprostu cos normalnego, ze
                                                    tak wlasnie powinienem sie zachowywac. Wszystko zaczelo byc extra.
                                                    Chociaz znowu poklocilismy sie o glupią sprawe. Ale udalo nam sie
                                                    jeszcze to przezwyciezyc. Poprosila mnie o troche oddechu.. ze chce
                                                    isc sama na pielgrzymkę a jak wroci to wszystko powinno byc ok... Po
                                                    10 dniach wrocila i ... Powiedziala ze nie chce juz mnie widziec,
                                                    wszystko skonczone i tak bedzie lepiej ... ze nic do mnie nie
                                                    czuje... Prosilem ją błagalem zeby dala mi jeszcze jedną szanse ze
                                                    bardzo mi na niej zalezy. Niestety nie potrafila mi zaufac. Ale dala
                                                    mi taka niklą nadzieje... skoro nie mozna bylo juz wrocic z dnia na
                                                    dzien do siebie to poprosilem ją zebysmy mogli zaczac cos nowego ..
                                                    Powiedziala ze bez rozstania nie ma szans zeby to wyszlo ( no i przy
                                                    okazji ze i tak nie wie czy bedzie chciala nawet po tym rozstaniu).
                                                    Rozstalismy się teraz na dwa tygodnie .. jestemy bez zadnego
                                                    kontaktu pierwszy raz od poltora roku... Bardzo za nią tesknie i
                                                    kocham bardzo mocno.. Przez caly okres jak sie spotykalismy bylem
                                                    dla niej bardzo opiekunczy troskliwy.. mzoe wlasnie za bardzo
                                                    staralem sie byc dla niej jak starszy brat, i poczula ze nie
                                                    traktuje jej do konca jak doroslą osobę. Wierzę ze ona tez mimo
                                                    tego co powiedziala... kocha mnie. Ale nie odzywa się ja tez boję
                                                    się do niej odezwac. Do tej pory wszystko udawalo nam sie pokonac.
                                                    Mowila ze nic nas nie rozlaczy skoro takie trudne chwile potrafimy
                                                    pokonywac. Bardzo duzo nas laczylo kazdy dzien przez poltora roku
                                                    spedzialismy razem. Razem tez studiujemy. Nigdy nie potrafilem sobie
                                                    wyobrazic ze mozemy byc osobno... Teraz gdy pojawilo sie takie
                                                    widmo rozstania ciezko mi w to uwierzyc. Chcialbym uslyszec od niej
                                                    jakies cieple slowo zobaczyc ją... Czuje ze ona stara sie o mnie
                                                    zapomniec ale jest jej bardzo ciezko bo bardzo mnie kochala mimo ze
                                                    czasami nam nie wychodzilo. Chcialbym bardzo zebysmy wrocili do
                                                    siebie... bylismy razem bardzo szczesliwi. Dzwonilem do niej
                                                    kilkanascie razy dziennie a teraz boje sie wziac do reki telefon.
                                                    Tak bardzo chcialbym zeby dala mi szanse .. zebysmy dali sobie
                                                    szanse. I nie stracili tych cudownych chwil. Zostal mi jeszcze
                                                    tydzien.. i chyba bedzie lepiej jak nie bede sie do niej odzywal.
                                                    Caly czas mam w glowie tamto rozstanie na tydzien... bo kiedy
                                                    wrocilem nic sie nie liczylo... pierwsza wiadomosc od niej byla taka
                                                    ze nie wazne co napisalem jaka podjalem decyzje bo ze wszystkim
                                                    sobie poradzimy. Tak bardzo chcialbym zeby teraz moglo byc tak samo.
                                                    Mimo tego rozstania ktorego sama chciala.. powiedziala mi ze jesli z
                                                    kims bedzie kiedys to tylko ze mną, ale nie teraz... Chcialbym zeby
                                                    sama za ten tydzien do mnie zadzwonila z propozycją spotkania bo nie
                                                    chcialbym i nikomu nie zycze zeby musial sluchac tego co ja od
                                                    osoby z ktora chce sie spedzic reszte zycia.
                                                  • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 26.08.07, 19:26
                                                    Czekaj. Bądź cierpliwy. Nie dzwoń, nie odzywaj sie. Wytrzymaj jeszce
                                                    ten tydzień...a potem...czas pokaże. Trzymaj sie dzielnie:)
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 26.08.07, 22:41
                                                    piszesz ze rozstaliscie sie - na dwa tygodnie. ok kumam. pare
                                                    linijek nizej piszesz ze 'jak pojawilo sie widmo rozstania'. nie
                                                    kumam :(

                                                    zaczynasz w ogole od tego, ze piszesz za siebie i za nia.
                                                    w polowie piszesz juz co ty bys chcial a co robi ona.

                                                    albo mi sie wydaje, albo ja skads to znam...
                                                    dla mnie jestes w tej sytuacji w jakiej ja bylam jakis czas temu.
                                                    widzisz co sie dzieje, ale za wszelka cene chcesz to 'przetlumaczyc
                                                    na swoje'. powiem brutalnie, ale szczerze: NIE WARTO.
                                                    odgrzewane danie nie smakuje tak samo jak swiezo przygotowane.
                                                    co, masz po raz kolejny miec 'kare' i zaczac wszystko (podswiadomie)
                                                    pod jej dyktando? nawet jesli ona sie zgodzi to zaraz bedzie miala
                                                    kolejna wymowke: ze wszystko miala na tacy albo ze ona lubi
                                                    czekolade ale jak sie ja je codziennie to ma sie dosyc.
                                                    daj sobie czas, czas wszystko leczy - zobaczysz, ze jak ona zrozumie
                                                    ze nie jest pepkiem swiata i to nie wszyscy do niej a ona do swiata -
                                                    bedzie juz inaczej spiewac.
                                                    ale dla mnie nie warto.
                                                  • timbunia Re: wracanie do siebie 28.08.07, 19:56
                                                    witajcie,
                                                    z rzadka tu zaglądam, ale chyba zaglądać będę częsciej. Odwołuję
                                                    wszystko, kiedy mówiłam, ze jest lepiej. Jest d... a nie lepiej. od
                                                    kilku dni nic tylko siedzę i ryczę. robi się ze mnie emocjonalny
                                                    wrak. kilka raz próbowałam si eumówić tak dla odmiany z kimś innym,
                                                    ale to tylko same rozczarowania - nie w sensie ludzi, tylko dlatego
                                                    ze znikają bez słowa i żadnego wytłumaczenia. a to boli. odrzucenie
                                                    każde boli.
                                                    ja nie umiem o nim zapomnieć, znowu pisałam smsy do niego i znowu
                                                    wiem że jestem dla niego nikim. nie potrafię już tak żyć oszukująć
                                                    siebie że wszystko jest ok. że moze być lepiej, jak nie jest lepiej -
                                                    wręcz przeciwnie.
                                                  • annbell Re: wracanie do siebie 28.08.07, 20:03
                                                    ja nie umiem o nim zapomnieć, znowu pisałam do niego i znowu
                                                    wiem że jestem dla niego nikim.
                                                    ==
                                                    mam to samo..

                                                    Tyle zlośliwosci do mnie ma..

                                                    A do A. nie. jak jets o niej temat to on sam z siebie wycieraczke
                                                    robi a ją ciucia, nawet na forum.

                                                    pisze cos w stylu- a wyrzuciła go, nie chce by sie jej ktos po odmu
                                                    krecił

                                                    a widaomo, ze ona jest.. a szkoda słow.

                                                    czemu ją ciucia, a do mnie złos;liwy?

                                                    Ją zawsze umie usprawiedliwić. ona tylko zajęczy już ona dobra, ja
                                                    zła- sytuacja rok 2005-lipiec.
                                                    łezki pani- pisze do mnie..

                                                    a moje łzy?

                                                    widac ona wyczuła co na niego działa. nawet wyczuła,ze ma handle i
                                                    nie cwiczy rok 2001. Zatem wyczuła i nim manipuluje.

                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 28.08.07, 21:17
                                                    timbunia - nie podoba mi sie to, co sie z toba dzieje. mysle ze to
                                                    juz odpowiedni czas, zeby cos z tym zrobic. a skoro sama przez tyle
                                                    czasu nie potrafisz sobie pomoc, odciac sie - a robisz ciagle 'w
                                                    kolo macieju' to ja mysle ze tu juz czas na wkroczenie do akcji
                                                    specjalisty. dziewczyno, ktos musi ci pomoc.

                                                    annbell - kompletnie nie rozumiem twojego postu. jak chcesz to
                                                    napisz jeszcze raz jasno, albo pisz 'dla siebie' jesli tylko ma ci
                                                    to pomoc.

                                                    u mnie ok, ciesze sie, ze te upaly sie juz koncza, bo bym sie
                                                    zameczyla na smierc! eks do mnie pisal czy moge mu podac kontakt do
                                                    kogostam bo podobno juz dwa razy do mnie pisal i go olalam. nawet
                                                    jesli pisal, to ja na gadu-gadu nic od niego nie dostalam. wiec
                                                    napisalam mu to w smsie zwrotnym. dodalam, ze czemu mialabym nie
                                                    podac. odpisal ze jak pisal to robilam sie niedostepna, wiec jeszcze
                                                    drzaca reka (bo teraz juz mi przeszlo to drzenie rak:) odpisalam ze
                                                    jednak nigdy mnie nie poznal, skoro dla niego to, ze wychodze z gg
                                                    jest rownoznaczne z tym, ze go unikam. i teraz cisza. ok, moze
                                                    pomysli i sobie gdzies zapisze ten numer i nie bedzie mial juz
                                                    powodow zeby napisac. zapytal nawet jak zyje, odpowiedzialam mu
                                                    zgodnie z prawda ze dziekuje, dzis pol dnia siedzialam w klinice :)
                                                    hehe pol roku temu zaryczalabym sie na smierc ze nie oddzwania i nie
                                                    pyta jak z lekarzem, dzis juz wiem ze dowiedzial sie co chcial i
                                                    pewnie wszystko zacznie umierac definitywna smiercia. bez
                                                    informowania ze go wylali z pracy lub ze potrzebuje jakis kontakt. a
                                                    ja nie bede mu odpisywac ze wyroslam z zabaw w chowanego...
                                                    ok, uciekam z forum, smsy pokasowane z telefonu, czyli jakby nic sie
                                                    nie wydarzylo... bo w sumie nic sie nie wydarzylo, prawda??
                                                  • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 29.08.07, 15:08
                                                    Oj,ja tez nie moge jakos zapomniec,choc minąl juz miesiac od
                                                    rozstania...Od tej pory ani razu sie nie kontaktowalismy. Ciągle
                                                    tesknie i kocham...Ale chyba juz sie pogodzilam z sytuacją - jak by
                                                    nie patrzec,nie mam wyjscia...
                                                    Coraz bardziej do mnie dociera,ze ja po prostu nie jestem dla niego
                                                    wazna,skoro nie brakuje mu mnie i milczy. Gdyby cos czul,odezwalby
                                                    sie...A przeciez nie chce byc z kims,kto nie chce mnie...
                                                    :(
                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 30.08.07, 09:39
                                                    ja też nie mogę zapomnieć wszyscy mi powtarzają, że to minie ale
                                                    kiedy. Pewnie, że jest lepiej niż na początku ale ja cały czas chcę
                                                    z nim być chociaż wiem, że nie ma na to żadnych szans. Jestem
                                                    strasznie z tego powodu monotematyczna i już wszyscy znajomi i
                                                    przyjaciele mają mnie dość bo ja o niczym innym nie rozmawiam a ja
                                                    jestem zła na nich bo uważam, że oni nie rozumieją co ja czuję bo
                                                    nie są w mojej sytuacji.
                                                  • pola_26 Re: wracanie do siebie 30.08.07, 15:54
                                                    misia_uszatka napisała:

                                                    > ja też nie mogę zapomnieć wszyscy mi powtarzają, że to minie ale
                                                    > kiedy. Pewnie, że jest lepiej niż na początku ale ja cały czas
                                                    chcę
                                                    > z nim być chociaż wiem, że nie ma na to żadnych szans. Jestem
                                                    > strasznie z tego powodu monotematyczna i już wszyscy znajomi i
                                                    > przyjaciele mają mnie dość bo ja o niczym innym nie rozmawiam a ja
                                                    > jestem zła na nich bo uważam, że oni nie rozumieją co ja czuję bo
                                                    > nie są w mojej sytuacji.


                                                    Witajcie dziewczyny
                                                    Od paru dni śledzę cały ten wątek , zajęło mi to troszkę .
                                                    Jestem od paru dni w takiej samej sytuacji jak Wy.
                                                    Mój mężczyzna mnie zostawił po 2 latch bycia razem , wspólnych
                                                    planach na przyszłość. Przez pierwszy tydzień zanim podjął tą
                                                    decyzję starałam mu się wytłumaczyć ,żeby tego nie robił że kochamy
                                                    się i każdy problem można przezwyciężyć . Później walczyłam o niego
                                                    dziś mija tydzień i poddaję się , od wczoraj się do niego nie
                                                    odzywam. Dodam , że przez cały ten tydzień mieliśmy stale kontakt ze
                                                    sobą ale głownie dzięki mnie ....od wczoraj się to zmieniło on
                                                    wieczorem zadzwonił rozmawialiśmy szczerze chyba z godzinę . Dziś
                                                    rano przysłał smsa ...hmm nie odpisałam na niego , po czym po paru
                                                    godzinach chyba uznał ,że sms nie doszedł wiec wysłał mi maila.
                                                    Ja wiem , ze on mnie bardzo kocha hmm nie wiem czemu ale to czuje .
                                                    Zreszta on mi to ciagle powtarza , mowi tylko ze potrzebuje czasu na
                                                    przemyslenia i na ulozenie sobie tego co peklo. Dodam ze od 2
                                                    miesiecy mielismy pare dosc powaznych klotni wakacje mialy to
                                                    naprawic jednak wyszlo jeszcze cos co dolalo oliwy do ognia i
                                                    skonczylo sie jak skonczylo. On staral sie na wakacjach ja mialam to
                                                    gdzies teraz ja sie staralam on ma to gdzies. Mowi ze kocha ale
                                                    potrzebuje czasu , ze taki z niego typ czlowieka ze musi pobyc sam ,
                                                    zdolowac sie , zatesknic. Opowiadal mi przed wczoraj ze ogladal
                                                    wspolne zdjecia i sluchal nazej ulubionej muzyczki i uronil lezke.
                                                    Jestem zalamana , kocham go i chce byc z nim ale nie moge nic
                                                    zrobic. W dodatku on nie daje mi odciac sie od tego bo ciagle sie ze
                                                    mna kontakuje. Pomozcie?????



                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 30.08.07, 17:57
                                                    ja chyba nie jestem najlepszą osobą do doradzania w tej kwesti bo po
                                                    prostu nie rozumiem tej całej sytuacji. Ty go kochasz on Ciebie
                                                    kocha to po co się rozstawać. Po co sobie tak utrudniać życie skoro
                                                    twierdzicie, że się kochacie to nie możecie tego naprawić co pękło
                                                    będąc razem. Rozstanie to ostateczność i nie rozwiąże w magiczny
                                                    sposób Waszych problemów. To jejst moim zdaniem wybranie
                                                    najłatwiejszej drogi, po co się męczyć ipracować nad związkiem
                                                    najlepiej się rozstać. Nie potrafię Ci nic sensownego doradzić
                                                    jedyne co mi przychodzi do głowy to tak porządnie potrząsnąć tym
                                                    Twoim facetem żeby zrozumiał, że on nie jest jedyny, że Ty nie
                                                    będziesz czekać w nieskączoność aż on sobie wszytko ułoży w głowie i
                                                    żeby potem nie żałował bo wszystko ma swoje granice. Trzymaj się
                                                    ciepło
                                                  • pola_26 Re: wracanie do siebie 30.08.07, 18:14
                                                    tylko w jaki sposob nim potrzasnac ?? skoro ja juz tlumaczylam mu ze nie warto przekreslac 2 lat zycia , ze z problemu mozna wyjsc razem jesli sie tylko tego chce , mozna sie dla siebie zmeniac i isc malymi kroczkami do przodu to on ciagle ze on potrzebuje czasu ....czas wszystko zmieni . Musi wszystko przemyslec , poukladac sobie w glowie i zateskni . mama dosc milcze caly dzien nie odpisalam mu na smsa ktorego przyslal . Moze to w jakis sposob cos zmieni jak zobaczy ze milcze . Juz nie wiem co robic .
                                                  • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 30.08.07, 19:22
                                                    Pola_26,powiem Ci,ze swojego czasu bylam z chlopakiem 2
                                                    lata,mieszkalismy ze sobą i w ogole bylo bardzo dobrze.Kochalismy
                                                    sie.Jednak w pewnym momencie w mojej glowie pojawila sie taka
                                                    mysl,ze to jednak nie to,mimo ze go kochalam.Po prostu poczulam,ze
                                                    nie jestesmy sobie pisani.Trudno nawet powiedziec,skąd sie u mnie
                                                    wzięlo takie przeczucie....po prostu.Powiedzialam mu o tym.Byl w
                                                    szoku.Mocno go tym zranilam,cierpial.Ja tez
                                                    cierpialam,ale...Powiedzialam,ze potrzebuje czasu,ze chce
                                                    przemyslec,ze jesli za miesiąc,dwa,kiedy nie bedziemy razem,bede
                                                    czula,ze go kocham i chce z nim byc,to bede,ale potrzebuje to
                                                    przemyslec.Nie chcialam. Wiem,ze czasami tak bywa,ze po czasie
                                                    rozląki ludzie stwierdzają,ze chca byc ze sobą,ze jednak rozstanie
                                                    bylo blędem i wtedy wracają do siebie - tak bylo z facetem ktorego
                                                    kocham i z ktorym miesiąc temu sie rozstalam.Bylismy ze
                                                    sobą,rozstalismy sie i potem wrocilismy do siebie.Niestety po kilku
                                                    miesiącach definitywnie sie rozeszlismy,czego ja nie moge do tej
                                                    pory zrozumiec i z czym tak trudno jest mi sie pogodzic:(
                                                    Podsumowując - jesli ktos chce rozstania - nawet chwilowego - to nie
                                                    jest dobrze i szanse,ze wszystko dobrze sie ulozy,są nikle. Jesli
                                                    facet,z ktorym bylam 2 lata mowi Ci,ze chce czasu na przemyslenia
                                                    itp to znaczy ze tak naprawde on juz sporo o tym myslal - nie
                                                    powiedzial tego Tobie pod wplywem chwili...Decyzja o rozstaniu -
                                                    nawet chwilowym - jest powazna i daje do myslenia Tobie,a
                                                    przynajmniej powinna. Przeciez w związku pojawiają sie
                                                    problemy,nieporozumienia,czy klótnie,to normalne.Jesli jednak
                                                    ludziom na sobie zalezy,to starają sie je rozwiązac,przezwyciezyc,a
                                                    nie rozchodzic sie. A jezeli ktos zamiast rozwiązywac problemy mowi
                                                    o rozstaniu i potrzebie czasu na przemyslenia...to nie jest dobrze i
                                                    nie wrozu nic dobrego:(Przykro mi:( Mysle,ze to,co mozesz zrobic,to
                                                    czekac.Nie odzywac sie.Znajdź w sobie sile i nie odpisuj na
                                                    smsy,maile,nie odbieraj telefonow. Niech poczuje jak bedzie,kiedy
                                                    Ciebie zabraknie.Moze to mu uswiadomi,co czuje do Ciebie i czego
                                                    chce,czy chce byc z Tobą. Takie milczenie jest chyba najlepszym
                                                    wyjsciem.Zresztą mowilo o tym wiele osob,ktore sie tu wypowiadaly.
                                                    Bądź dzielna i silna!
                                                    Misia...ja wiem,co czujesz- chodzi mi o myslenie i mowienie o
                                                    bylym...Ja juz tego staram sie nie robic,tzn nie mowic,bo mysle
                                                    mnostwo o nim. Przyjaciele musza to przezyc...w koncu są
                                                    przyjaciolmi;) Ciezko mi,tak jak Tobie...Jednak ja juz sie chyba
                                                    pogodzilam z tym,co jest,a raczej z tym,czego nie ma i juz nie
                                                    bedzie.Nie mam wyjscia.Przeciez musze zyc dalej. Moja mantra - on
                                                    nie byl ze mną szczesliwy,nie bylo mu dobrze,choc mi sie wydawalo,ze
                                                    jest.Gdyby byl szczesliwy,nie odszedlby....Smutne,ale prawdziwe:(
                                                    Wspolne chwile,ktore dla mnie byly cudowne,dla niego takie nie byly.
                                                    :(((
                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 31.08.07, 08:58
                                                    Paola może mu pokaż, że Ty nie siedzisz i nie czekasz na wiadomośc
                                                    od niego, że sobie świetnie radzisz i bawisz i on do niczego nie
                                                    jest Ci potrzebny. Niech wie, że na nim świat się nie kończy chociaż
                                                    może Ci się zdawać, że się kończy. Nie dzwoń, nie pisz milcz niech
                                                    on sie teraz męczy.
                                                    jabłonka przyjaciele mi tylko powtarzają żebym już sobie dała z nim
                                                    spokój ale ja nie potrafię też sobie powtarzam to wszystko co Ty ale
                                                    u mnie to niestety nie działa. Ja się pogodziłam z rozstaniem ale
                                                    nie umiem zapomnieć nie mogę go sobie wybić z głowy i nie wiem ile
                                                    to jeszcze potrwa:(
                                                  • piratkaa Re: wracanie do siebie 31.08.07, 09:59
                                                    witam, wlasnie dostalam maila od wspolnego (z moim eks) znajomego ze zdjeciami,
                                                    na ktorych jestesmy najszczesliwsi na swiecie..myslalm ze sie dobrze trzymam, od
                                                    rozstania minal miesiac, a wystarczyly te durne zdjecia, by wszystko powrocilo
                                                    ze zdwojona sila i powalilo mnie na kolana.nic nie jest dobrze.
                                                  • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 31.08.07, 10:44
                                                    U mnie też nie jest dobrze:-( Wczoraj go spotkałam na imprezie...
                                                    Bylam totalnie zaskoczona,bo on w tygodniu się nie bawi,tylko w
                                                    weekend i idąc tam nie przyszło mi do głowy,że go spotkam. W każdym
                                                    razie zamurowało mnie - jego chyba też. No i... nic się nie
                                                    odezwał,nie powiedział "cześć",nic. Masakra:-( Nie myslalam,ze tak
                                                    będzie... Może to i lepiej,ale...dziwnie jakoś... Poza tym bardzo
                                                    często się na mnie patrzyl...Przyjemnie było czuć na sobie jego
                                                    wzrok...:-)
                                                    No ale fakty są takie,że najwyraźniej już dla niego nie
                                                    istnieję,skoro się nawet nie przywital...Tymczasem ja
                                                    myślę,rozpamiętuję....To wszystko jest bez sensu...:-(
                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 31.08.07, 11:47
                                                    może się nie przywitał bo był tak samo zaskoczony jak TY i mu mowe
                                                    odebrało czasem się tak zdarza. Dla niego pewnie też było to duże
                                                    przeżycie i pewnie nie wiedział jak się zachować. A skoro się Tobie
                                                    przyglądał to pewnie dlatego, że Cie dawno nie widział i go ponownie
                                                    olśniłaś:) Głowa do góry najważniejsze,że zauważył, że wyglądasz
                                                    świetnie i świetnie korzystasz z wolności:)
                                                    piratka zakaz oglądania wspólnych zdjęć to jeszcze wszystko za
                                                    świeże zchowaj głeboko te zdjęcia i wyjmij je dopiero jak juz Twój
                                                    były będzię wywoływał w Tobie tylko wspomnienia.
                                                  • pola_26 Re: wracanie do siebie 31.08.07, 12:37
                                                    a moj mi dzis przyslal smsa ze pierwsze co zrobil rano jak sie
                                                    obudzil to pomyslal o mnie i zyczy milego dnia i buziaki na caly
                                                    dzien. Oszalec idzie , jak mam zaczac zyc?zapomniec jak on mi robi
                                                    wciaz nadzieje :(
                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 31.08.07, 13:24
                                                    nie reaguj to najlepsze co możesz zrobić moim zdaniem to jest
                                                    znęcanie się nad Tobą jaki jest cel takich smsów. postaraj się
                                                    odciąć, spotykaj się z przyjaciółmi staraj się o nim nie myśleć.
                                                  • piratkaa Re: wracanie do siebie 31.08.07, 16:10
                                                    zgadzam się z misia-uszatka, najlepiej zrobisz nie reagując na jego esy i inne
                                                    przejawy pozornego zainteresowania; wydaje mi się, że faceci w ten sposób chcą
                                                    nieświadomie utrzymać nad nami niejako "władzę", a to najbardziej podbudowuje
                                                    ich ego, a tego potrzebują na gwałt i to w dużych ilościach, by po zerwaniach
                                                    nie czuli się podle.. Miałam podobne doświadczenia, tyle że odpowiadałam na jego
                                                    zaczepki i przez to zapominanie ciągnęło się rok..A teraz niby powinnam być
                                                    bogatsza i mądrzejsza o te doświadczenia, a wydaje mi się, że pomimo, że nie
                                                    odzywam się do byłego, to i tak nie umiem lepiej sobie poradzić z rozstaniem niż
                                                    poprzednio..
                                                    Dziewczyny, jak sobie z tym radzić? Wypierać szczęście, które kojarzy się z
                                                    panem eks ? Uciekać przed myślami o nim?Jak sobie poukładać wszystko, zacząć od
                                                    nowa?..Kurde, myślałam,że jestem silniejsza
                                                  • pola_26 Re: wracanie do siebie 31.08.07, 18:41
                                                    macie dziewczyny w 100% racje musze sie od tego jak najszybciej odciac bo on mnie wykonczy psychicznie .
                                                  • bestshow Re: wracanie do siebie 01.09.07, 19:36
                                                    Witam. Pisałem nieco wyzej o mojej historii z dziewczyną. Dzisiaj
                                                    minelo dwa tygodnie.. no i zadzwonilem do niej. Rozmawialismy tak
                                                    normalnie, raczej nie poruszalismy tego tematu. Gadalismy prawie pol
                                                    godziny co przez te dwa tygodnie u niej co u mnie nowego. Ehh..
                                                    troche tak tesknilem podczas tej rozmowy za takimi milymi akcentami
                                                    ktore zawsze sie pojawialy :/ ... zaprosilem ją dzisiaj na koncert
                                                    ale musiala w domu przygotowywac dania na rodzinna impreze :/
                                                    Umowilismy sie na poniedzialek na spotkanie. Nie wiem jak mam sie
                                                    zachowywac czy pytac ją wprost co znami itd.. czy zachowywac sie
                                                    naturalnie i czekac obserowac ją i wyciagac wnioski. O czym z nia
                                                    romzawiac czy mowic jej czule slowka itp czy raczej rozmawiac o
                                                    pogodzie o tym co nowego sie u niej wydarzylo co u mnie i umowic sie
                                                    na jakis kolejny wypad np do kina. ... ehh sam juz nie wiem..
                                                    prosila mnie zebym nie pytal jej juz o to.. zebym nie poruszal tego
                                                    tematu, zebym nie mowil jej ciagle o milosci co do niej czuje tylko
                                                    zachowywal sie normalnie :/ tylko wlasnie co to znaczy normalnie..
                                                    podpowiedzcie... dzieki
                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 02.09.07, 12:18
                                                    piratka żebym ja to wiedziała. Nie ma chyba żadnej recepty każdy
                                                    indywidualnie sobie z tym radzi raz gorzej raz lepiej z różnymi
                                                    skutkami ale najważniejsze, że próbujemy, że nie poddajemy się
                                                    rozpaczy i że staramy się żyć dalej.
                                                    bestshow skoro ona nie chce na ten temat gadać to nie gadaj. Na tym
                                                    spotkaniu zachowuj się neutralnie nie poruszaj żadnych trudnych
                                                    tematów. Nic na siłe niech zobaczy, że się pogodziłeś z sytuacją
                                                    może da jej to do myslenia i sama zacznie na ten temat rozmawiać. Ty
                                                    nie zaczynaj pierwszy i nie wiąż jakiś nadzieji z tym spotkaniem bo
                                                    ewentualne rozczarowanie będzie mniej boleć.
                                                  • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 02.09.07, 17:04
                                                    A ja od czwartkowej imprezy ciągle mysle o bylym,po prostu
                                                    nieustannie...Masakra...:-( Tak mi źle,tak tęsknię...:-(
                                                    Misia a jak u Ciebie?
                                                    Bestshow - przychylam sie do rad Misi. Skoro ona nie chce o tym
                                                    mowic,nie mow. Zachowuj sie naturalnie. Po co jej opowiadac o
                                                    milosci,skoro ona o tym wie i na dodatek nie chce sluchac...:-(
                                                  • pola_26 Re: wracanie do siebie 03.09.07, 15:06
                                                    ja juz nie mam sily ?? wymyslcie jakis sposob jak o nim zapomniec i
                                                    odciac sie od tego ?? ja juz nie mam sily. Caly weekend milczal ,
                                                    dzis znow rozmawialismy przez tel. Ale zdania nie zmienil wiec nie
                                                    wiem do czego to prowadzi. Chce przestac cierpic boli jak cholera.
                                                    Calymi dniami placze , zapijam smutki :( nic nie jem , o niczym
                                                    innym nie mysle , tragedia. PO nocach nie moge spac to jakis
                                                    koszmar. Pomozcie niech to minie ;(
                                                  • bestshow Re: wracanie do siebie 03.09.07, 18:30
                                                    Witam. Niestety po dwoch tygodniach nic sie nie zmienilo. Nie kocha
                                                    mnie nic do mnie nie czuje. Dalem sobie spokoj. Powiedziala ze jak
                                                    zapomni to bedziemy mogli zaczac od nowa. Nie mam pojecia co to
                                                    znaczy. Mowi ze tesknila ale z drugiej strony nie chciala zebym
                                                    zadzwonil. Chcialaby jeszcze kiedys posiedziec ze mna w parku... ale
                                                    dopoki o wszystkim co bylo nie zapomni to nie bedzie o tym mowy.
                                                    Skomentujcie prosze to jeszcze :) Dzieki wielkie :)
                                                  • bestshow Re: wracanie do siebie 03.09.07, 18:39
                                                    A teraz gada ze mną na gadu jakgdyby nigdy nic.... Nie wiem czy z
                                                    nia rozmawiac czy nie.. Powiedziala ze nie chce zebym byl jej kolegą
                                                    po tym co przezylismy a tak wlasnie sie zachowuje nie wiem co robic
                                                    juz.... :( Pomozcie prosze. Moze zmienila zdanie?? nie wiem nie mam
                                                    pojecia przeglada moje nowe zdjecia na gronie... Juz nie mam na to
                                                    sily
                                                  • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 03.09.07, 20:39
                                                    Bestshow - rada dla Ciebie:nie rozmawiaj.Przeciez nie moze byc dla
                                                    Ciebie kolezanką osoba,ktorą kochasz.Ona moze chce dobrze,ale...to
                                                    co robi jest okrutne i egoistyczne.Mysle,ze najlepiej by bylo
                                                    powiedziec jej,ze nie chcesz jej jako kolezanki,bo ją kochasz.I
                                                    tyle.Nie chcesz zeby dzwonila i pisala do Ciebie na gg,bo to dla
                                                    Ciebie zbyt bolesne. Powinna to zrozumiec i uszanowac. Moze to tez
                                                    skloni ją do jakichs refleksji na twoj temat...Trzymaj sie dzielnie!
                                                    Pola - nie wiem,co Ci powiedzieć,bo mam podobną sytuacje,tzn kocham
                                                    kogos,kto mnie nie chce...:-( To takie oklepane,ale...chyba czas
                                                    jest lekarstwem...Nie masz innego wyjscia,po prostu:-(
                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 03.09.07, 23:12
                                                    paola i bestshow nie chce żeby to brzmiało okrutnie ale Wasi byli
                                                    nie chcą być z Wami ale też nie potrafią się definitywnie rozstać.
                                                    Nie wiem może się boją, że zostaną sami i trzymają Was na wszelki
                                                    wypadek albo mają wyrzuty sumienia, że Was ranią tylko, że nie zdają
                                                    sobie sprawy jak Wy cierpicie bo wciąz macie nadzieję. To Wy musicie
                                                    to skonczyć musicie się odciąć nie odbierać telefonu nie odpisywać
                                                    na sms ani nie pisać na gadu. Musicie im szczerze powiedzieć, że nie
                                                    możecie się kontaktować bo to Was rani i daje Wam nadzieję, której
                                                    nie możecie mieć a potem definitywnie zerwać wszelkie kontakty.
                                                    Wiem, że to trudne ale nie ma innego wyjścia i zobaczycie, że z
                                                    czasem będzie co raz lepiej ale to wymaga zerwania kontaktu z
                                                    Waszymi byłymi.
                                                    jabłonka nie zadręczaj się rozmyślaniem o nim przecież wiesz, że to
                                                    bez sensu. Nic to nie zmieni a powoduję tylko, że nie możesz o nim
                                                    zapomnieć. Może staraj sobie to innaczej tłumaczyć nie, że Ciebie
                                                    nie chciał tylko, że po prostu Wam nie wyszło, nie pasowaliście do
                                                    siebie. Nie Wy pierwsi i nie ostatni. Mówi się trudni i żyję się
                                                    dalej. Wiem, że to strasznie spłycam ale to może jest jakiś sposób
                                                    żeby to przetrwać.Buźaki:)
                                                  • bestshow Re: wracanie do siebie 04.09.07, 09:42
                                                    Heey. Taki wlasnie mialem zamiar ale ona po prostu dreczy mnie.
                                                    wczoraj odezwala sie na gadu zeby powiedziec mi ze jej ciezko tak ze
                                                    mna nie rozmawiac, tak urwac kontakt. Powiedzialem jej ze nie chce
                                                    byc jej kolegą ani znajomym bo nie potrafię po tym co miedzy nami
                                                    bylo. W koncu powiedziala ze chcialaby jeszcze ze mna kiedys
                                                    posiedziec w parku ze jest to mozliwe kiedy zapomni o zlych chwilach
                                                    i ze nie bedzie sie odzywala bo bardzo chce zeby jej sie to udalo. A
                                                    ja juz tego nie wytrzymuje ... kiedy prosze ją zebysmy sprobowali to
                                                    ona nie chce nawet o tym slyszec .. kiedy wyrzucam wspolne zdjecia z
                                                    grona i wstawiam nowe.. to komentuje ze sa zbyt odwazne i ze
                                                    dziewczyny sie na mnie rzucą ... Kiedy chce oddac jej przedmioty
                                                    ktore kojarza mi sie z nią .. to zamurowuje ją i mowi ze oddam jej
                                                    za miesiac... Kiedy w koncu pytam ją i chce zeby definitywnie mi
                                                    odpowiedziala ... to odpowiada ze nie potrafi mi jednoznacznie
                                                    odpowiedziec co jeszcze z nami bedzie... Kiedy pytam czy bedzie sie
                                                    do mnie odzywac to mowi ze jak naprawde juz nie bedzie mogla
                                                    wytrzymac to zadzwoni..Nie potrafie juz zyc z tą nadzieją .. żyję
                                                    juz miesiac w takim stanie, kiedy budze sie i mysle co bedzie
                                                    zamiesiac za dwa... Ale kiedy ona czuje ze ja juz nie potrafię tak
                                                    zyc i chcę się pogodzic z tym rozstaniem to wtedy chyba ona odczuwa
                                                    jakąś stratę i boi sie ze jesli kiedys bedzie chciala wrocic to
                                                    drzwi beda zamkniete... nie wiem nie chialem juz wczoraj po
                                                    spotkaniu z nia nawet o tym myslec ale ona ciagle mnie dreczy jakąś
                                                    nadzieją na powrót do siebie a ja czekam juz miesiac i meczy mnie
                                                    takie oczekiwanie na to co byc moze kiedys z nami sie stanie. ... a
                                                    najgorsze ze ja ją kocham... Jest mi ciezko i bedzie jeszcze gorzej.
                                                    Za miesiac zaczniemy sie spotykac codziennie na uczelni, studiujemy
                                                    razem na jednym kierunku... nie wiem jak to wytrzymam przechodziac
                                                    obok niej na korytarzu... Dzieki za wszystko. pozdrawiam !!!
                                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 04.09.07, 13:16
                                                    bestshow przypomina mi to sytuację moich bardzo dobrych przyjacioł.
                                                    Po 4 latach związku dziewczyna nie wiedziała czy koch swojego faceta
                                                    czy nie on w końcu nie wytrzymał tej sytuacji i z nią zerwał majac
                                                    nadzieję, że ona się opamięta ale ona nie chciała z nim być chciała
                                                    go tylko jako przyjaciela, i tak się bujali przez 2 lata ona miała
                                                    tam jakieś przelotne znajomości on cały czas czekał mając nadzieję
                                                    że ona zobaczy jak to jest źle z innymi i, że najlepiej jej będzie z
                                                    nim. Nic takiego nie nastapiło dziewczyna się zakochała w innym a
                                                    chłopak stracił dwa lata życia z powodu niezdecydowania dziewczyny.
                                                    W końcu po tej 2 letniej szarpaninie postanowił się odciąć na dobre
                                                    od tej dziewczyny i teraz układa sobie zycie z inną i chyba jest
                                                    szczęśliwy. Nie warto tracić czasu na niezdecydowane osoby bo to
                                                    przede wszystkim Ty będziesz cierpieć. Widzisz Twoja miłość jej nie
                                                    wystarcza, musisz jej powiedzieć wyraźnie, że dla Twojego dobra
                                                    powinna uszanować Twoją decyzję o zerwniu wszelkich kontaktów a na
                                                    uczelni ja po prostu unikaj. Zrób to dla swojego dobra:)
                                                  • bestshow Re: wracanie do siebie 04.09.07, 22:12
                                                    Ehh dzieki za wszystkie rady :) Mogę teraz ja kilka wyglosic z racji mojego
                                                    zyciowego dosiwadczenia i juz czesciowego ochloniecia :) Wszystkim radzę po
                                                    pierwsze : Nie kochać na zabój !! ;) Wiem ze to takie plytke ale naprawde bardzo
                                                    prawdziwe :) Najgorsze jest stracic glowe i zaufac drugiemu czlowiekowi tak
                                                    bardzo ze juz mocniej nie mozna. Warto zachowac rozsadek. Pisze te rzeczy bo
                                                    wiem teraz jak bardzo sa wazne zeby pozniej nigdy nie przezywac takiego
                                                    cierpienia jak ja. Warto tez walczyc o zwiazek jesli bardzo sie kocha.. ale
                                                    nigdy nie mozna sie plaszczyc blagac o cos wiem tez ze to trudne ale warto
                                                    zacisnac zeby i pozwolic odejsc zastanowic sie drugiej osobie. Jak to zrobic ??
                                                    Teraz juz wiem ... uwierzyc ze to przyniesie ten skutek o ktorym marzymy.
                                                    Błagania naprawde na nic sie nie zdadzą :/ .. Jedynie czas moze cos zdzialac w
                                                    takim stanie mozna powiedziec wyjatkowym. To byla moja pierwsza dziewczyna...
                                                    dlaczego?? bo zawsze balem sie kogos zranic .. odejscie od kogos kto Ciebie
                                                    kocha jest najgorsza z mozliwych rzeczy.. boli bardziej niż najgorsza fizyczna
                                                    rana. Czlowiek jest odpowiedzialny nie tylko za swoje uczucia ale tez za uczucia
                                                    ktore wzbudza w innych ludziach. Trzeba naparwde mocno sie zastanowic zanim
                                                    powiecie drugiemu czlowiekowi magiczne slowo kocham. Zeby nie bylo potrzeby
                                                    mowic odchodzę. To wszystko o czym piszę możliwe jest na poczatku kiedy glowa
                                                    jeszcze wogole pracuje bo w chwili gdy kontrolę przejmuje nad Tobą serce to
                                                    rozśadek zanika i ciezko jest zrobic cokolwiek logicznego. Pozdrawiam jeszcze
                                                    raz wszystkich :) Dzieki za rady pomoglo mi to forum bardzo mocno :) Moze kiedys
                                                    jeszcze odwiedzę to forum ale mam nadzieje ze w dobrym nastroju :) zeby
                                                    podzielic sie swoim szczesciem z innymi :)
    • modliszka24 Re: wracanie do siebie 04.09.07, 13:19
      bylam w podobnej sytuacji ale wytrwalam w swojej wierze ze da rade sie to
      uratowac i tak sie stalo
      • pola_26 Re: wracanie do siebie 04.09.07, 13:22
        mozesz opowiedziec cos wiecej o Twojej sytuacji jak to wszystko
        wygladalo ??jestem poprostu ciekawa dzieki :)
        • bestshow Re: wracanie do siebie 04.09.07, 20:34
          Nie wiem czy chodzi o moją sytuację ale jeśli tak to :

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=58435866&a=68039911
          Pozdrawiam :]
          • zielonajablonka sen... 06.09.07, 15:29
            Całą noc mi sie snił...masakra...tzn obudzilam sie w takim lekkim i
            przyjemnym humorze...teraz juz mi niewesolo:-(
            Kiedy juz mi sie wydaje,ze sobie jakos radze,nagle coś znowu we mnie
            pęka i... :-(
            • piratkaa Re: sen... 06.09.07, 16:58
              Na pewno te pęknięcia zdarzają Ci się coraz rzadziej, przechodzę przez to samo i
              staram się myśleć pozytywnie, wierzę,że wszystko zależy od punktu widzenia.Więc
              gdy smutek mnie dogania, cieszę się, że coraz częściej mu uciekam..
              • marta2xs Re: sen... 06.09.07, 20:24
                Pewnie, ze z czasem bedzie latwiej. Ja nie rozmawiam od trzech tygodni i chociaz mniej wiecej raz na tydzien dzwoni to staram sie byc silna i nie odbierac i udaje mi sie!!!
                Poza tym trzeba sobie znalezc duzo zajec: kursy jezykowe, aerobik. Ja mam to wszystko i jeszcze maluje mieszkanie, chodze do pracy. Nie mam czasu myslec za duzo, chociaz przypominaja sie fajne chwile ale i one z czasem zaczna sie zacierac.
                Tylko czas goni rany, takie banalne a prawdziwe
              • bestshow Re: sen... 06.09.07, 20:26
                W snach jest najgorzej.. bo najpiękniejsze po przebudzeniu okazują się
                najgorszym koszmarem. Ja tam mam caly czas nadzieje ze jesli nie teraz to kiedys
                wrocimy do siebie :) Wiem ze ona tez chce. Ale zeby wrocic trzeba zaczac cos
                nowego wiec trzeba chociaz troche zapomniec o tym co bylo.. a na to potrzeba
                czasu. 3majcie sie
                • piratkaa Re: sen... 07.09.07, 10:58
                  Niezwykła jest ostrość widzenia pewnych sytuacji, gdy jest się zakochanym.. Do
                  wszystkich "leczących" się z miłości, złej miłości: czyż wizja spotkania kogoś
                  zupełnie nowego, wejście na nieznany dotąd teren, nie jest bardziej kusząca niż
                  odgrzewany schemat?Jutro mam pierwszą randkę od zakończenia związku.I bardzo się
                  cieszę,że powoli otwieram się na innych.
    • piratkaa Re: wracanie do siebie 07.09.07, 11:01
      a co u Akkknes?? Odezwij się kobietko!
      • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 07.09.07, 15:26
        Masz racje Piratko,poznanie kogos nowego zamiast
        pragnąć "odgrzewanego" powinno być bardziej kuszące...ale...jak
        spotykac sie z kims innym,jesli nadal sie kocha tamtego,kiedy sie o
        nim mysli i tak naprawde chce sie tylko jego...?:-(
        • piratkaa Re: wracanie do siebie 07.09.07, 15:45
          :( właśnie się z tym borykam..Bo kocham kogoś, kto mi powiedział,że mnie "lubi".
          Przykre, po 2 latach się przyznał wreszcie..Ale postanowiłam sobie, już
          pierwszego dnia po rozstaniu,że nie będę po nim ryczeć tygodniami, że nie
          pozwolę, by tak bardzo wpływał na mnie, pomimo,że go kocham. I oczywiście
          ryczałam jak bóbr..I oczywiście tęskniłam, i nadal tęsknię. Ale to nie ma
          znaczenia, bo on mnie nie chce. Dlatego, pomimo potknięć, idę dalej, z
          zaciśniętymi pięściami, próbuję zapomnieć i nie dać się smutom.I nie jest to
          prawda,że teksty w stylu "on i tak nie był ciebie wart" pomagają, bo w
          większości przypadków są kłamstwem, dzięki którego łatwiej jest znieść ból
          rozstania. Nie mówię sobie, że nie był mnie wart, czy nie był dla mnie. Bo był!
          Ale co z tego, skoro on mnie nie chce?..I dlatego nie dam się, ku+&*&^ nie dam
          się! I idę na randkę jutro. I będę się świetnie bawić!
          • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 07.09.07, 16:20
            piratka trzymam kciuki za randkę i daj znać jak poszło:) ja się
            trochę boję, że bym cały czas porównywała jak wyglądały moje
            pierwsze randki z nim bo dla mnie on wciąż jest chodzącym ideałem i
            to ja byłam za mało idealna dla niego. Na razie inni faceci mogą dla
            mnie nie istnieć. Mam nadzieje, że w końcu mi to minie i
            przynajmniej jakiś jeden dla mnie zaistnieje;)
            • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 07.09.07, 20:13
              Ja tez 3mam kciuki - za nas wszystkie,żeby w końcu nam słonko
              zaświeciło:)
      • akkknes Re: wracanie do siebie 08.09.07, 23:25
        eh a ja ZAROBIONA ROBOTA jestem - nawet w pracy nie mam tak dlugiej
        chwili zeby wam odpisac - ale wszystko czytam :)

        ja wam dziewuchy moge tylko powiedziec i poradzic: bedzie git!!!
        wierzcie mi :)
        • piratkaa Re: wracanie do siebie 09.09.07, 01:28
          witajcie, singielką pozostanę- to odnośnie dzisiejszego spotkania..:)
          • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 10.09.07, 18:53
            piratka najważniejsze, że spróbowałaś:)
            jabłonka przy obecnej pogodzie zaczynam wątpić czy kiedykolwiek
            jeszcze słońce zobacze;)
            akknes nie czytaj tylko pisz co u Ciebie:)
            • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 10.09.07, 22:03
              Czasami mysle,ze to wszystko bez sensu...te moje starania,zeby zyc z
              radoscią dalej i zeby o nim nie myslec,patrzec z wiarą w
              przyszlosc...Jakas zdolowana jestem...i ciągle on siedzi w mojej
              glowie...Ja chyba jestem nienormalna!!!Przeciez juz minęło prawie
              poltora miesiąca od rozstania!!!!!!!!!!!!
              • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 11.09.07, 14:28
                jabłonka u mnie mineło ponad 3 miesiące a mnie jeszcze nie przeszło.
                Do czego ja tak naprawdę tęsknie to nie wiem nie byłam super
                szczęśliwa w tym związku ale chyba w żadnym związku nie jest się
                przez cały czas szczęśliwym.Ja też myślę, że to bez sensu chociaż
                nie wiem jak bardzo będę się starała o nim zapomnieć on i tak będzie
                siedział w tej mojej głupiej głowie:(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka