agata2810 Re: wracanie do siebie 31.05.07, 08:27 ostatecznie zrobisz tak jak bedziesz uwazala.ale jesli jestes ciekawa zdania innych to wg mnie powinnas,mimo iz na pewno nie bedzie Ci poczatkowo latwo-sprobowac sie zdystansowac do calej tej sytuacji.uwazam,ze siedzenie i czekanie by wszystko wrocilo do tego jak bylo kiedys nie ma sensu.nie trac zycia,zacznij robic cos z mysla o sobie,pokaz ze potrafisz dzialac i zyc samodzielnie,zajmi sie czyms co pozwoli Ci nie myslec o tym co sie wydarzylo.po prostu wiem to po sobie.ze mna tez ktoregos pieknego dnia zerwal facet(najgorsze bylo to,ze nie potrafil powiedziec mi wprost,ze chce to skonczyc),najpierw mnie zwodzil ze spotkaniem i szczera rozmowa,pozniej przestal dzwonic i pisac.czulam,ze cos niedobrego sie dzieje i mialam intuicje,ze to juz koniec.bolalo mnie tylko,ze po tym co nas laczylo okazalo sie,ze w jego oczach nie zasluguje na szczerosc.napisalam do niego kilka razy by sie odezwal i napisal wprost co dalej(chcialam miec czarno na bialym)nie zamierzalam go przekonywac,ze podjal niezbyt dobra decyzje,chcialam tylko miec jasnosc sytuacji by moc dalej zyc a nie kazdego dnia budzic sie z nadzieja ze moze dzis zadzwoni albo postanowi wrocic.Niestety facet ten nie mial odwagi mi nawet przekazac tej informacji wysylajac smsa...uznalam,ze w takim razie szkoda na niego czasu.Bylo mi ciezko(nie bede oszukiwac ze bylo inaczej)przez pierwsze dwa tygodnie.ale rozwniez nie pisalam juz do niego,nie dzwonilam(wyrzucilam jego namiary)wykasowalam z gadu po to by nie dreczyc sie tym widokiem.zajelam sie soba,poszlam wreszcie do fryzjera,kupilam sobie nowa kiecke,zaczelam sie spotykac ze swoimi znajomymi,plotkowalam czasami o calej tej sytuacji ze swoimi przyjaciolkami i z kazdym dniem dochodzilam do wniosku,ze dobrze robie!ze skoro mnie odrzucil to trudno...a poza tym kto jak kto ale to jego strata a nie moja:) mijaly tygodnie,miesiace...a ja coraz rzadziej juz o nim myslalam,pogodzilam sie z tym jak mnie potraktowal...A po pol roku(dokladnie7miesiacach)nagle dostaje od niego smsa ze zwyczajnym "co u Ciebie"?i wtedy....z jednej strony poczulam wielka satysfakcje,ze nie wytrzymal i sam postanowil znow sie odezwac,czulam ze chce nawiazac ponowny kontakt,ze jednak zalezy mu na czyms...a z drugiej strony bylam wsciekla,ze kiedy weszlam juz na dobra droge by o nim zapomniec...on nagle sie pojawia i znow burzy moj spokoj...Oczywiscie,na smsa odpisalam ale...dopiero po dwoch godzinach;)zeby nie myslal ze tylko czekalam jak napisze i odpisalam ze"u mnie wszystko w porzadku".oczywiscie byl ciekawy"co to oznacza i zaczal sie dopytywac ale ucienalam rozmowe,dalam mu odczuc,ze to nie twoja juz sprawa,miales czas...ale on sie juz skonczyl.i doszlam do wniosku,ze nic bardziej go nie wkurzylo jak to,ze ja potrafie sobie radzic bez niego,dodam tylko,ze juz od tego momentu kiedy znow nawiazal kontakt mija 5miesiecy,a on nadal nie daje mi spokoju.wyszlo na to,ze im bradziej ja teraz jestem na "nie"on coraz bardziej sie stara by zblizyc sie do mnie ponownie.ale problem w tym,ze ja juz nie chce jego...bo stracilam do niego zaufanie,i jeszcze jedno:nie chce by znow ktoregos dnia odszedl bez slowa jak mu cos nie podpasuje... Glowa do gory:)pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 31.05.07, 19:24 kolejny dzień kpszmaru, wariuję. wysłałam do niego smsa - jak zwykle nie potrzebnie. ale chyba chciałam wiedzieć, czy chce w ogóle mieć ze ,mną kontakt, po paru smsach a w jakim celu, i zależy o co chodzi. na pisał w końcu ze na razie nie. zabolało jak cholera i tylko pogorszyło mój nastrój. z jednej strony mam jasną sytuację, ale z drugiej strony nie chcę przyjąć takiego rozwiązania. wszystkoi się we mnie buntje. wiem jedno kocham go, z nim chciałam spedzić życie. a inaczej to chyba wolę umrzeć Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 01.06.07, 07:59 TImbunia no co TY.....:( nie poddawaj sie tak. Kochana daj mu spokoj na troche. Wiesz ze faceci sa tacy ze jak mu sie zabierze zabawke to pozniej za wszelk acene chce ja miec??? a TY sie sama chcesz mu wladowac...po co Ci to??? Timbuniu on nie worci jak stale bedziesz mu sie przypominac. To przykre ze on tylko cie dobil,no ale niczego innego nie moglismy sie spodziewac. Radze Ci serduszko,jesli nie potrafisz zapomniec a chcesz walczy co niego..to walcz cisza... Ni eodzywaj sie a zyskasz naprawde wiele. To sprawdzony sposob. Nie jednej wyszedl na dobre...wiem co mowie kochana;) glowka do gory,musi byc wkoncu dorbze. Jestem z Toba calym sercem!!! i zapamietaj kobieto!! - NIE PISAC, NIE DZWONIC , NIE NARZUCAC SIE!!! daj mu zatesknic za soba...naprawde po miesiacu zadziala....Sluchaj dla niego to tez jest ciezkie,napewno zal mu tylu lat,napewno cos go tam sciska....i napewno teskni.Ale to facet!!!! on tego ci nie powie teraz!!!poczekaj,badz cieprliwa.Ulozy sie wszystko jeszcze;) sciskam cie mocno!!! Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 01.06.07, 12:58 sama nie wiem co sie ze mną dzieje, ale wiem że tak być dalej nie moze. Podejmuję dzis konkretne srodki, niestety ostaeczne ale to mi zostało, bo sama nie daję sobie rady. Nie wiem czy wróci, pewnie nie. wczoraj od niego wyciągnęłam informację, ze nie chce mieć ze mną kontaktu. musze w końcu nauczyć się sama żyć, ale bez pomocy nie dam rady - więc idę po pomoc, mam nadzieję ze to ostani dzień kiedy będę się czuła jak sie czuje teraz. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 01.06.07, 10:45 eh 'ostatecznie'... gdybym ostatecznie wiedziala co zrobic to juz dawno bym to zrobila... a tak mecze sie i bladze w tym wszystkim. wczoraj czekajac na swiatlach zorientowalam sie ze marysia stoi obok mnie!! dziewczyny wiecie ile mnie kosztowalo zeby jej parasolki w tylek nie wlozyc? wiec spokojnie podpalilam sobie papierosa a potem patrzylam sie na nia i patrzylam... :D a ona tylko nerwowo patrzyla czy juz zmienilo sie swiatlo i na mnie. i jak sie ogarnela ze obie idziemy w prawo to wyciela dzide :D przed chwila zadzwonilam do niego i w ciagu 17sekund powiedzialam mu ze nie wiem ktore swieto obchodzi bardziej dzien dziecka czy imieniny ale ze chcialam mu zyczyc duzo szczerosci i doroslosci i rozwiazania probemow. on jeszcze spal ale zaczal dziekowac powiedzialam na razie i sie rozlaczylam. oczywiscie wtedy co do mnie dzwonil nie oddzwonilam. mam nadzieje ze pokazalam mu ze pamietam ale grzecznosciowo - byc moze usprawiedliwiam teraz sama siebie bo powinnam pewnie zyczyc mu wszystkiego najgorszego, ale z drugiej strony tez bylam ciekawa czy odbierze - akurat jeszcze spal, wiec chyba mi eksperyment nie wyszedl. staram sie o tym nie myslec, jesli to co agata napisala jest do mnie to wlasnie staram sie tak zdystansowac. mam co robic takze trudne to nie bedzie. wiecie byc moze to jakies tam rozgrzeszanie sie, ale pewnie ze mna tapnelo ostatnio, ale to juz nawet nie jest tak ze ja czuje sie zalamana i rycze tydzien czy miesiac bo mnie zawiodl - to raczej wscieklosc, ze cholera dziewczyno znowu dalas mu sie oszukac, nabrac na te jego klamstwa!! przez moment jest zle jak cholera, taki dolek, ale z kazdym takim wystepkiem czuje sie 'lepiej' - inaczej to przechodze. chyba dlatego ze daje sobie sprawe jak jest i ze tak naprawde wiele zalezy ode mnie. ze gdybym tylko sie zaparla to bylabym pania tego swiata. i ze moj blad polega na tym, ze nie chce byc ta pania swiata... znaczy chce ale nic nie robie w tym kierunku. dobra narazie nie jest zle, wstalam pelna poweru - zaraz go pewnie spale jak zabiore sie za sprzatanie, wiec wtedy sie odezwe ;) dzieki ze jestescie Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 14:53 w czwartek przeszłam samą siebie - smsy, płacze, wszystko na raz. i wszystko ponad moje siły. kolezanka mnie uratowała, zabrała do siebie na piwo. Wczoraj stwierdziłam że już mam dość ja naprawde cierpie, nie tylko psychicznie, ale i umysłowo. Poszłam do psychologa, w aptece kupiłam ziołowe tabletki, nie jest super lepiej, ale przynajmniej nie wyję z rozpaczy, moge normalnie funkcjonować - i teraz sobie obiecałam solennie - 0 odzywania sie do j. mam nadzieję ze mi sie w końcyuu ida wyjść z tego. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 16:36 Timbunia uda sie!!!! naprawde wyjdziesz z tego! A teraz prosze cie miej honor i nie odzywaj sie do niego. Wiesz gdy prawie pol roku temu moj mnie zosatwil,bylam w prawdziwej separacji tak jak Ty, plakalam , blagalam...dzwonilam pisalam ...on nie odpzisywal a w rozmowie byl nieprzyjemny- bolalo,sama wiesz jak abrdzo bolalo. Wkoncu dalam sobie spokoj. Koniec pisania koniec dzownienia...jakos latwo mi to przyszlo, poprostu zorzumialam ze mnie nie kocha i chce miec kogos nowego. I co?? .... po tyogdniu mojego nieodzywania sam zabiegal o kontakt. Gdy worcfilismy do siebie to powiedzial mi ze te moje smsy tylko go zniechecaly i jeszcze bardziej utwierdzaly w tym ze nie chce ze mna rozmaiwac i nie chce wracac. Tak wiec skoro facet juz tak mowi to znaczy ze to prawda. Bedzie wszystko dobrze,ulozy sie ;) glowka do gory:) teraz musisz byc baardzo silna...:* clauje cie i pozdraiwam mocno mocno mocno:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 02.06.07, 16:23 hej u mnie leje ja chora eh nie ma to jak sesja :( dzwonil dzis do mnie moj eks, no dobra odebralam laskawie i tak tez z nim rozmawialam. on mnie nie oszukuje tylko wtedy maryska podsluchiwala i 'bo ona mnie nie lub' i w ogole milion beznadziejnych tlumaczen, w ogole to czy on moglby mnie odwiedziec w szptalu. powiedzialam ze ja jego bezsensownych tlumaczen nie potrzebuje, tym bardziej szopek w szpitalu, ja chce teraz spokoju. oczywiscie zaczal sie rzucac ze skoro ja tak stawiam sprawe to on sie nie bedize nie wiadomo co i w ogole jak to on, metoda 'spychoterapii'. musze byc twarda, choc to teraz bedzie naprawde ciezkie. aha bo marysia ma nowych znajomych i na przeciwko jego pracy jest klub i ona tam przyszla bo czekala na znajomych... taaa... no dobra jak sie powiedzialo a to trzeba powiedziec i b. musze sie zaciac i tyle bo inaczej naprawde zle to sie skonczy. bogu dzieki ze juz przynajmniej nie rycze co chwila i ze nie jestem juz tak nawina. dzieki dziewczyny bez was by mi sie nie udalo :) Odpowiedz Link Zgłoś
gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 02.06.07, 16:59 akkknes - jestes dzielna, tak trzymaj. timbunia - to dobrze, ze postanowilas sobie pomoc i nie pozwol sie zwiesc nadziejom, dawanym przez osoby, ktore probuja generalizowac tylko na podstawie swoich skromnych doswiadczen. wazne jest bys nabarala sil i szacunku do siebie... kiedy uda Ci sie pokochac siebie przyjdzie i czas na budowanie zdrowego zwiazku. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 02.06.07, 17:13 gabrysia, uwierz mi jak dzis zaluje tych slow ze teraz mozesz mi pogratulowac i ze w ogole czulam sie pania swiata... guzik nie pani swiata!! kazdego dnia przekonuje sie jaka jestem slaba, jak na sile musze sie pilnowac zeby nie dac mu sie zlamac. to jest najwiekszy trening mojego zycia, w zyciu tak sie nie meczylam, nawet jak skakalam na aerobiku po 3godziny!! musze pokazac ze to, ze on wie ze go kocham nie wiem za co i nie wiem czemu ciagle czekam czy sie ludze to juz przeszlosc, ze nie jestem choragiewka. jeszcze niedawno bylam w stanie uciac sobie reke dla niego a dzis musze kombinowac sobie trzecia reke - byle nie jego, zeby sobie poradzic w zyciu. przykre i smutne, bo ja myslalam ze to taka love juz na zawsze bedzie. Odpowiedz Link Zgłoś
gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 02.06.07, 21:02 akkknes napisał: > przykre i smutne, bo ja myslalam ze to taka love juz na zawsze bedzie. wiem, ale z drugiej strony patrzac to lepiej, ze wczesniej sie to skonczylo niz pozniej... Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 17:58 nadzieja zawsze bedzie, tak to juz jest. Nie generalizuje. gabrysiu nie powiesz mi ze takie zachowania nie odpychaja faceta???? Wiadomo ze to nie jest powiedziane ze on worci po tmy jak ona pzrestanie go meczyc, ale napewno po czasie bedzie mial inny stosunek...moze przyjacielski- kto wie. Wg mnie lepsze nieodzywanie sie niz nagonka smsowa. Odpowiedz Link Zgłoś
gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 02.06.07, 21:00 madziuuunia napisała: ale napewno po > czasie bedzie mial inny stosunek... tja... pogratulowac tylko wiedzy:P Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 21:37 Nie udawaj ze TY tego nie wiesz.... cos ich wkoncu laczylo i raczej wypada aby miec przyjacielskie stosunki. Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 02.06.07, 22:42 Jakie przyjacielskie stosunki? Przecież tak się nie da. Chyba że po długim czasie. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 02.06.07, 22:52 po dlugim czasie to mam nadzieje jest juz tylko inny etap w zyciu a nie przyjaznienie sie z kims dla kogo chcialo sie widziec sens w bezsensie... Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 22:57 NO jasne ze nie od razu. Po dluzszym czasie gdy ta druga osoba nie bedzie wzbudzla juz w nas zandych uczuc. Ja ze wszystkimi swoimi bylymi utrzymuje kolezenskie stosunki.Do nikogo nie chowam urazy i jest w porzadku. Szanujemy sie nawazjem i jest tak jak przystalo. Oczywiscie do zadnego tez nic juz nie czuje... Odpowiedz Link Zgłoś
gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 00:09 madziuuunia napisała: > NO jasne ze nie od razu. Po dluzszym czasie gdy ta druga osoba nie bedzie > wzbudzla juz w nas zandych uczuc. Ja ze wszystkimi swoimi bylymi utrzymuje > kolezenskie stosunki.Do nikogo nie chowam urazy i jest w porzadku. Szanujemy si > e > nawazjem i jest tak jak przystalo. > Oczywiscie do zadnego tez nic juz nie czuje... to bardzo interesujace tylko, tylko nic z tego dla timbuni nie wynika. a poza tym: ja nie udaje, ze nie wiem. a nawet wiecej: nie udaje, ze cos wiem, kiedy nie wiem:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 09:34 Dla Timbuni wynika tylko tyle ze powinna przestac meczyc tego chlopaka.Nie pisac nie dzownic,bo moze sie skonczyc gorzej niz jest. A tak przynajmniej pozostana w przyszlosci jakies dobre relacje. Mam nadzieje. Zreszta to zalezy od niej, najwazniejsza korzyscia byloby chyba to ze z czasem zapomnialaby o nim.I kazdy sms i telefon przestalby zadawac taki cios. Odpowiedz Link Zgłoś
gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 10:45 nie moze skonczyc sie gorzej niz jest bo dziewczyna juz cierpi na powazna depresje. a "dobre relacje w przyszlosci" nie maja wiekszego znaczenia dla jej stanu obecnie. pisze o tym, nawet nie z uwagi na przypadek timbuni, bo ta chyba najlepiej zdaje sobie sprawe, ze musi zaczac myslec w koncu o sobie, ale sa osoby, ktore obietnice typu: "przestan sie odzywac na troche, a do Ciebie wroci" moga zaprowadzic na manowce. przyklad chociazby akkknes... Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:25 Gabrysiu byloby gorzej... narzucajac sie smsami sama siebie pograza i poglebia ta depresje.Wg mnie najlepiej by ktos przy niej byl przez jakis okres aby powstrzymac j apzred tymi kontaktami, on i tak nie worci z tego co wnioskuje a takie pisanie smsow i powtorne przekonywanie sie ze to naprawde koniec bola jeszcze mocniej. A tez nigdy nie powiedzialam ze jelsli przestanie sie odzywac to on nagle wroci. Zawsze uwazalam (mowie teraz o sobie i nie daje zadnych nadzieji TImbuni) ze jesli nie bede sie odzywac to moge miec z tego 2 korzysci...Pierwsza jest taka ze uda mi sie zapomniec ( w przekonaniu ze on tez sie nie odzywa) a druga taka ze poprostu przemysli sprawe i worci. Sprawdziwlo to sie juz w 6 przypadkach, moim i moich kolezanek z czego efekt byl podzielony. Jednym udal sie punkt 1, innym 2. Zycze ci Timbunia ze nie bedziesz sie juz do niego odzywac i pomoze ci to w walce, mam nadzieje ze syzbciej zapomnisz i zaczniesz zyc. Odpowiedz Link Zgłoś
gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 14:00 madziuuunia napisała: > Gabrysiu byloby gorzej... narzucajac sie smsami sama siebie pograza i poglebia > ta depresje. chyba nie rozumiesz z jaki argumentami dyskutujesz. ja nie twierdze i nie twierdzilam, ze timbunia powinna podtrzymywac znajomosc czy sie narzucac. ja tylko ostrzegam panie przed mysleniem typu: powinnam nie narzucac sie przez jakis miesiac dlatego, ze "napewno po czasie bedzie mial inny stosunek...moze przyjacielski- kto wie". moim zdaniem takie myslenie ma krotkie nogi. twoim 6 kolezankom moglo sie udac, ale w wypadku akkknes itp. prowadzi tylko do przedluzania agoni. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 14:06 hehe no i właśnie cała rzecz polega na tym żeby ten czas byl wyzbyty calkowicie złudzeń i nadzieji. W innym przypadku bedzie to tak jak mowisz -czas stracony Odpowiedz Link Zgłoś
gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 16:18 madziuuunia napisała: > hehe no i właśnie cała rzecz polega na tym żeby ten czas byl wyzbyty calkowicie > złudzeń i nadzieji. tak, tylko, ze zrobilas kolko, zjadlas swoj ogon i zaprzeczasz w tej chwili sama sobie. albo rybka, albo akwarium: albo panna ucina kontakt i zajmuje sie wlasnym zyciem, albo przyczaja sie na chwile z nadzieja "a moze on sie zmieni?". generalnie nadzieja w zyciu jest potrzebna, ale kiedy ma sie jasne komunikaty z drugiej strony na "nie" albo jeszcze gorzej: "nie, ale czekaj w przedpokoju" to warto zajac sie dla odmiany soba. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 16:25 Nie zrozumialas mnie. Nie chodzi o to zeby robila taka cicha przyczajke w celu powortu Pana..tylko zeby zapomniec.A konsekwencje tego mog abyc rozne i niespodziewane. Chyba lepiej starac sie zapomniec i pozniej mile zaskoczyc niz caly czas zyc zludzeniami. W moim przypadku dokladnie tak bylo. Postanowilam sie odciac i powoli wracalam dzieki temu do nornalnosci nie ludzac si ena jakikolwiek powort.Stalo sie jak chcialo - Pan zechcial znow o mnie zabiegac, lecz gdyby nie ten fakt moze bylabym juz wyleczona. Niemniej jednak sadze ze odseparowanie sie jest korzystne. Skutek moze byc dwojaki -dziewczyna wraca do siebie lub on zechce worcic do niej. Odpowiedz Link Zgłoś
gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 19:09 madziuuunia napisała: > Nie zrozumialas mnie. Nie chodzi o to zeby robila taka cicha przyczajke w celu > powortu Pana..tylko zeby zapomniec.A konsekwencje tego mog abyc rozne i > niespodziewane. Chyba lepiej starac sie zapomniec i pozniej mile zaskoczyc niz > caly czas zyc zludzeniami. to ty nie rozumiesz, co piszesz, a napisalas: "ale napewno po czasie bedzie mial inny stosunek..." takie myslenie wlasnie, to zycie zludzeniami. ludzie to nie urzadzenia, ktore mozna naprowadzac na cel wedlug zasady: "jesli nie zadzwonie przez miesiac, to on zrozumie jak bardzo mnie kocha." ludzkie relacje sa duzo bardziej zronicowane. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 03.06.07, 20:00 wlasnie - albo rybka albo akwarium!! racja!! nie wiedzac co gabrysia tu napisze tak zrobilam - powiedzialam to mojemu eks. albo albo. nie powiedzialam ze ma ja zostawic i do mnie wrocic ale ze ma dokonac wyboru - bo ja nie chce juz znowu ze on ma dzwonic ale ona przyjdzie do biura i ja ide w odstawke. zaczal cos sie motac ze z nia sie spotyka potem ze to nie tak, ja dokonczylam za niego - nie bede dla nikogo ta druga, ewentualna, nie bede tez nikomu przeszkadzac. jak ja chce oszukiwac - bo ja jej ewidentnie przeszkadzam, sam mi to powiedzial, za ona ma jedna rade na to zeby zniknelo to co bylo - olac. wiec powiedzialam ze jak chce sluchac jej rad, to ja wiem czym grozi mi taka rozmowa z nim (mowilam na samym poczatku, ze jak mu sie powie ze ma wybrac albo albo i nie ma trzeciej opcji to chocby mu reke mialo urwac zrobi na zlosc) i ze on moze mi spiewac jak sie zmienil, to ja w to nie wierze. ide do szpitala i chce po powrocie zaczac nowe zycie. i albo on mi w tym pomoze i ja bede zdrowiec z mysla ze mam do kogo wracac albo zdrowieje sobie sama bez jego odwiedzin i telefonow. zaczal cos pieprzyc ze raz tak raz tak, poplakalam sie i powiedzialam ze sorry stary ja tak nie umiem. on znowu swoje ja swoje wiec koniec koncow jak ja nie dotrzymam swojej decyzji to juz zawsze tak bedzie. a ja tego nie chce. nie jestem znowu jakas ksiezniczka na ktora zawsze gdzies ktos bedzie czekal, lata leca, musze zrobic swoje. a to ze on chyba wyrzuty sumienia chce zakryc odwiedzinami mnie w szpitalu to juz nie moje wyrzuty sumienia. pamietam jak po pierwszym szpitalu powiedzial ze przyjedzie a potem wypial sie na mnie. a poszedl mi stad, nie chce tak drugi raz. albo ma jaja i sie ogarnie albo niech sie buja z mala zoltka. a jeszcze jak mi powiedzial ze nie chce sie z nia klocic przeze mnie - potem zaczal to jakos tlumaczyc w swoj sposob... nieee mam nadzieje ze poboli mocno ale krotko. albo rybka albo akrawium, i tyle!! cisna mi sie na usta niecenzuralne slowa wiec tu zkoncze. dziewczyny, jutro ide do lekarza a ze czuje ze dolegliwosci bez zmian i jednak pojde pod ten noz - ciekawe tylko jak to wyjdzie z tym strajkiem, powiedzcie ze dobrze zrobilam? ze mam swoj priorytet - obrona, potem uzupelniajace studia i to od pazdziernika, w wakacje praca i wyjazd z przyjaciolkami albo nawet rodzicami no i najwazniejsze zeby mi sie juz nie chorowalo tak jak teraz. ze nie zrobilam zle... bo wiem ze za dwa dni bede miala dolek ze tak postawilam sprawe znajac jego podejscie do takich sytuacji... nie no ku r wa mac albo albo, rybka i akwarium i tym mnie podtrzymujcie na duchu. nawet jak bede na zlosc pisac ze jest inaczej, jak bede wyc i krzyczec. badzcie tu jeszcze troche ze mna. ja teraz ide z przyjaciolmi na piwko. jak wroce to do was zajrze. Odpowiedz Link Zgłoś
gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 20:28 bedzie wszystko dobrze. zdrowiej i nie przejmuj sie teraz tak bardzo (o ile to mozliwe) ty swoim eksem. niestety zmartwienia bardzo moga pogorszyc stan zdrowia, a Ty musisz dbac o siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 04.06.07, 00:03 eh, gabrysia wiesz - teraz mimo ze wiem czym sie skonczy konsultacja lekarska jade z innym nastawieniem... wiem co mi jest, wiem co bedzie ze mna itd - pewnie ze sie boje bo nigdy pod narkoza nie bylam, nigdy tak naprawde nic mi nie bylo, no ale widac trafila kosa na kamien ;/ mimo to ciagle pamietam jak bylam pierwszy raz w szpitalu, wracam i zgodnie z obietnica dzwonie ze juz jestem w domu, juz moze przyjechac a on mi mowi (bo to akurat walentyki byly) ze to juz nie jest nasze swieto... to dopiero zabolalo, walic igly i skalpel przy takim wyznaniu!! poza tym wiesz jak to jest - nerwow nikt ci nie zmierzy, wiec to zawsze pojecie wzgledne, a to ze nerwy mi nie pomagaja to wiem od pol roku. ale nerwy nerwami, dzis juz wiem i nawet mu o tym powiedzialam - zreszta ku jego niezadowoleniu i zdziwieniu - ze ja sobie rade dam. pewnie ze wolalabym miec go obok siebie i moze byloby mi wtedy latwiej, ale jak nie to nie, bez laski. piate kolo u wozu to nie ja!! zdaje sobie jednak sprawe, ze jesli on jutro by zadzwonil i powiedzial ze zmienil zdanie czy ze dokonal wyboru na moj plus nazwijmy to sobie, to niestraszne mi slowa lekarzy. bo ja wiem co jutro uslysze, wiem jakie beda konsekwencje i w ogole wiem ze zarty sie skonczyly. wiem ze z nim byoby mi latwiej przez to przechodzic niz potem komus opowidac ze jak mialam 22lata to mialam operacje taka i taka... no ale takiej bajki nikt jeszcze nie napisal. ja mu dzis opowiedzialam zakonczenie tej bajki i tego musze sie trzymac. rybka albo akwarium :( ide spac. mam nadzieje ze mam aniola stroza - ktory nie jest upadlym aniolem... Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 02.06.07, 22:22 miałąm mieć miły wieczór, byłam na koncercie -2 wspaniałych orkiestr. Wszystko fajnie tylko chyba uspokajacz przestał działać, i znowu zbiera mi się na płaćz a gula w gardle rośnie :( całe życie mam przejść na prochach?? Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 10:52 witajcie, walczę, bo chyba to niestety można tylko już walką nazwac. walczę o kazdą miłą chwilę, walczę o godzinę bez płaczu, walczę by nie mysleć o j., by nie dzwonić, nie pisać po prostu zapomnieć, pamiętać tylko miłe chwile. Nie wiem jak to by było gdyby j. wykazywał przyjacielskie nastawienie - chyba lepiej by nie było, może miotałabym się jak akkknes i własciwie nie umiałabym sobie poradzć z tym w ogóle. Niestety odczułam to rozstanie bardzo, bardziej niż bym się spodziewała kiedykolwiek - ale mam nadzieję że bedzie lepiej. Ściskam wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
psychpsych Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:28 Zajrzałam tu po długim niebyciu i widzę, że nie jest lepiej! Dziewczyny cały czas w rozterkach. A najgorzej z Timbunią! Timbunia, zadaj sobie pytanie, czy chcesz dla siebie dobrze, czy masz dla kogo żyć? Napewno masz rodziców, rodzeństwo, czy te Twoje zwierzątka. Oni Cię potrzebują! Zostaw tego pacana J. On nie jest Ciebie wart. Widocznie potrzebuje innej dziewczyny czy żony. Może mniej wykształconej, może bardziej uległej, może garkuchni.... Ty byś się nie nadawała. Bo widać że masz swój "kręgosłup", wykształcenie i przede wszystkim dobre serce. Nawet jakbyście się związali, to wasze różnice charakterów wyszłyby później. I wtedy skończyłabyśjak ja... najpierw kłótnie, później milczenie a później rozstanie. Ale ty jesteś jeszcze młoda i ułożysz sobie życie, a ja już raczej nie. Moja rada: Wstań jutro z postanowieniem: ŻYJĘ DLA SIBIE I BLISKICH. o byłym nie myśl, a jak będą ci myśłi same przychodziły, to myśl: jak dobrze że go już nie ma i nie mam kłopotu z dogadaniem się z Jackiem. Rozejrzyj się co potrzebuje koleżanka, mama brat i zrób jeden dobry uczynek dziennie. A drugą rzecz obowiązkową to codziennie zrób sobie drobną przyjemność (kino, książka, ciuch, fryzjer) i napisz czy Ci lepiej. Błagam posłuchaj mnie. Jestem psychogiem z wykształcenia, zajmuję się takimi jak TY i daję Ci dobre rady. Zacznij na tym forum liczyć dni NOWEGO ŻYCIA. Po każdym dniu zdaj relację, a ja podsumuję Ci dzień. A może załóz nowy wątek. Chętnie przeprowadzę z Tobą terapię internetową. Pozdrawiam psycha Odpowiedz Link Zgłoś
psychpsych Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:39 Timbunia! Przeczytaj sobie wątek pt. "Zamknęłam pewien etap w życiu... " i zobacz, że nie masz co dążyć do powrotu, bo nie będzie już nigdy jak na początku, będzie rozczarowanie, ból i zmarnowany czas.. To tak jak nie należy wracać do miejsc z dzieciństwa, odgrzebywać dawnych uczuć, bo czas zmienia, a lepiej, żeby zapamiętać to co miłe dawno i nie porównywać. Tak że rozpoczynaj życie od nowa Już od dziś. Do zobaczenia wieczorem na forum, czekam na relację . I nie objadaj się za bardzo prochami, bo potem będziesz się leczyła z uzależnienia. A nawet jak na nich pisze, że bezpieczne, to się uzależnisz. Wierz mi, bo się na tym znam. Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:31 Timbunia, a może przydałyby ci się jakies antydepresanty? Serio mówię. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:31 Nic wiecej Ci poradzic nie moge jak w poscie ktory napsialam wyzej.Musisz skonczyc z tymi telefonami... przez to meczysz sie jeszcze bardziej. A gdy ci nie odpisuje i pokazuje ci ze nic dla niego nie znaczysz jeszcze bardziej boli:( wiem co to znaczy... :( Zrob to dla siebie i skoncz pisac. Brak kontaktu dobrze na Ciebie zadziala,moze nie od razu ale z biegiem czasu sama zauwazysz ze tak jest dla Ciebie najlepiej. Jestes cudowna dziewczyna, zaslugujesz na piekna milosc i znajdziesz ja! Postaraj sie myslec pozytywnie o swojej przyszlosci, nie daj satysfkacji bylemu ze tak Cie wykancza. Uwierz ze w zyciu jeszcze wiele Ci eczeka.Jestes bardzo mlodziutka,wiesz ile jeszcze zycia pzred Toba??:) usmiechnij sie Kochana i sprowokuj usmiechem szzcesliwy los:) wierze ze wszystko bedzie jeszcze dorbze i trzymam za Ciebie kciuki!!! wyjdziesz z tego jako zwyciezca:):):) sciskam Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:52 Dziekuję Wam dziewczyny :) Własciwie podjęłam pewnie kroki, gdy j. napisał(wymusiłam na nim to), że na razie kontaktu ze mna nie chce. stwierdziłam, że dłużej tak nie mogę, bo krzywdzę siebie i wszystkich do okoła. Dzień za dniem mi ucieka, a ja siedzę i trace czas. Co prawda żałuje, że nie potrafi on ze mna nawet zwykłych koleżeńskich stosunków utrzymywać, tylko pali za sobą mosty, co zupełnie do niego nie podobne. W związku ideałem nie byłam, ale zdaje sobie sprawę, że to jego nie usprawiedliwia, że postąpił ze mną jak z najgorszym wrogiem - nie dająć odrobiny uczciwości ze swojej strony. 1 czerwca zaczęłam nowy rozdział w swoim życiu - zgodnie z zaleceniem pani psycholog - dbam o siebie jak najbardziej mogę. a proszki cóż, póki co wzięłam tylko takie ziołowe, dostępne w aptece - lepiej mi po nich, bo nie panikuję, nie ryczę i choc smutno mi to jakos jestem w stanie iść do przodu, normalnie jeść - nie czuję guli w gardle. Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 11:57 Co prawda żałuje, że nie potrafi on ze mna nawet zwykłych > koleżeńskich stosunków utrzymywać, tylko pali za sobą mosty, co zupełnie do > niego nie podobne. To najlepsze, co mógł dla ciebie zrobić w tej sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 14:01 qw994 napisała: > Co prawda żałuje, że nie potrafi on ze mna nawet zwykłych > > koleżeńskich stosunków utrzymywać, tylko pali za sobą mosty, co zupełnie > do > > niego nie podobne. > > To najlepsze, co mógł dla ciebie zrobić w tej sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.06.07, 14:03 qw994 napisała: > Co prawda żałuje, że nie potrafi on ze mna nawet zwykłych > > koleżeńskich stosunków utrzymywać, tylko pali za sobą mosty, co zupełnie > do > > niego nie podobne. > > To najlepsze, co mógł dla ciebie zrobić w tej sytuacji. zgadzam sie. czasami panowie proponujac "tylko przyjazn" potrafia wykorzystywac nadzieje zakochanych dziewczyn. Odpowiedz Link Zgłoś
psychpsych Re: wracanie do siebie 03.06.07, 12:00 Timbunia! Jesteś dzielna i dalej tak trzymaj. jak Ci źle dzwoń do kogoś życzliwego lub wychodź na ulicę i powiedz paru napotkanym osobom "dzień dobry". A jak nie to wejdź do sklepu, na dworzec czy jeszcze gdzieś i pomóż komuś cos przenieść, zejść po schodach, czy po prostu nawiąż krótką rozmowę. Tak aby ktoś się do Ciebie uśmiechnął. To pomaga! Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 00:35 o Boze..... :(:(:(:(:(:( nawet nie wiem jak to napisac. Skonczyla sie bajka. Dolaczam do ciebie Timbunia...znow jestem sama...:(:(:( ide wysmarkac i wyplakac sie w poduszke, jutro opowiem co swiecej moze ....jak dam rade.... Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.06.07, 03:07 Dasz rade Madziuuu-juz nie raz udowodnilas ze silna i rosadna z Ciebie dziweczyna i tym razem dasz rade!!!!!!!!!! Bardzo mi sie podobalo jak grzecznie rozmawials dzis z gabrysia siedem i czy jak ona ma tam numer.... Jest wielu kalkierow na tym forum, ktorzy staraja sie jej sie podlizac zeby ich nie atakowala a dzis ty pokazalas ze wyrazajac swoje zdanie mozna tez poprowadzic konstruntywna dyskusje, ktora nie polegala tylko na wklejaniu fragmentow czyis wypowiedzi i atakowania osob, ktore chca pomoc autoce watku czy innym ososbom. A, ze robia to w taki sposob w jaki zostalo im to w procesie socjalizacji wpojone to nie ich wina-a krytykowac jak widac jest latwo. trzymaj sie Madzia!!!!! A w razie zbyt czestych atakow poprostu omijaj jej wpisy-ja przewaznie tak robie i ten watek znow da sie czytac;) Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 08:23 Madziu trzymaj sie ciepło, jestem myślami z Tobą. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 09:57 Michalku dziekuje :):):) chociaz nie bralam wypowiedzi gabrysi jako ataki. A zreszta co tu pisac,powiedzialam co chcialam powiedziec i tyle,jesli zostalam zrozumiana to super - jesli nie,no to juz trudno :) Oj Timbunia razem moglybysmy wyc do poduszki, ale ja si echyba otrzasnela. Pol nocy plakalam i myslalam ze umieram.Nie chcialam sie obudzic, przeszywajacy bol po calym ciele. Ale dzisiaj wstalam i sobie mysle ze dam rade;) Biore sobie do serca wszystkie wasze rady i bede zyc;) Boze nie takie rzeczy si eprzezywalo:) hehe wiadomo ze go kocham i zle mi bedzie no al edam sobie zuuupelnie rade. Nie ma sie co zadreczac - juz to pzrechodzilam i nic mi nie pomoglo:) zamykam ten rozdzial,od dzisiaj bede jak automat ktrey wamzauje go z pamieci i mysli o clakiem innych sprawach:) Timbunia tobie tez tego zyucze...przynajmniej takiego nastawienia:) sciskam mocno Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 16:29 staram sie Madziuu, wiesz mi sie staram. wczoraj niestety miałam fatalne zakońćzenie dnia. pokłóciłam się z tatą, zauważył ze siegam po pastylki uspakajające - i się zaczeło, że jak ja tak długo moge, ze psychiczna jestem, ze ciągle płaczę, i ze stara krowa jestem i powinnam być odpowiedzialna a nie taka jak teraz i że sie rozczulam nad soba. Poszłam spać rozbeczana. w nocy oczywiście wspaniały sen z J. w roli głownej. Wstawac mi sie nie chciało, chciałam zasna ci sie nie obudzić. dzisiaj wcale lepiej sie nie trzymam, stres mimo tablteke mnie zrzera. Kurcze tesknie i kocham, ale musze zapomnieć, dla swojego dobra. Odpowiedz Link Zgłoś
wanilla89 Re: wracanie do siebie 04.06.07, 16:31 Czytam gazety, różne fora czy artukuły i wszędzie zauważyłam, że powtarza się sytuacja a mianowicie jest ktoś miesiąć, 2-3 bądź nawet pół roku po rozstaniu, ciągle płacze i nie może sie pozbierać, nie może normalnie funkcjonować, nie ma już celu w życiu, nic go nie obchodzi czy też życie nie ma już dla tej osoby najmniejszego znaczenia a te 1000000 rad typu: wyjdz do ludźi, pokaż Mu!, idź na zakupy, wyszalej się, spotykaj się z kimś.... itp. itp. ma gdzieś głęboko... każdy mu odp. że ma wierzyć, że poczekać, że ma dac czasowi czas... a co ja mam zrobić jeśli to wszystko nadal się mnie trzyma od prawie 1.5 roku : ( !?!?! Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 16:58 rozumiem cię w pełni. ja boję sie ze u mnie tez to bedzie tyle trwało. długo potrafię chowac różne uczucia w sobie. dlatego poszłam po pomoc, może tez warto żebyś poszła. a rady te powyższe są dobdre - bo pozwalają chociaz zając sobie głowę. Odpowiedz Link Zgłoś
wanilla89 Re: wracanie do siebie 04.06.07, 17:17 Będe wdzięczna jeśli ktoś to w ogóle przeczyta... Podczas tej rozłąki, która trwa prawie 1.5 roku "weszłam" w swój smutek :( Wlekę się przez tę nieskończoną "krainę smutku" i nie mogę jej opuścić... Potrzebuję tej długiej wędrówki, bo chcę przejść ze "starego życia" z tą ukochaną osobą do "nowego życia"... ale bez Niego :( Nie mogę, nie potrafię tej krainy opuścić... mimo, że chcę! Są takie dni, że smutek żąda ode mnie zbyt dużo... nie mogę spać, jeść uczyć się, myśleć, funkcjonować :( żyć... Gdyby nie szkoła i inne obowiązki rano nie wychodziłabym z łóżka... Czasem izoluję się całkiem alejedncześnie cierpię z powodu samotności... Czasami nie chcę widzieć nawet swoich najbliższych bo podobno najlepiej płacze się w samotnośći ale jednocześnie brakuje mi czegoś, kogoś :(, ludzkiego serca :( ramienia, które obejmie... Moje życie nie jest już takie jak przedtem i nigdy już nie będzie :( Brakuje kogoś... W myślach wracam ciągle do "starego życia", ale nie mogę cofnąć czasu w rzeczywistośći... nie pozostaje mi nic innego jak znosić cierpienie i je kształtować... moje myśli wciąż krążą wogół Niego, ciągle i ciągle, wszystko wraca :( i znów ogarna mnie ten sam tak znajomy i rozpoznawalny smutek, który ogarnia całe moje ciało i duszę rozciągając je jak tylko może... a to boli :( a wszystko odeszło jak ten ostani śnieg za oknem a ja tęsknie, niee... ja umieram z tęsknoty... już nie umiem się kontrolować, nie potrafię :( ja już chcę pomocy :( żyję chorze, niezdrowo, tokstycznie... tak nie można, tak się nie da żyć... nie tyle :( Smutek jest dobry i często pouczający ale na jakiś czas ale nie jest przyjacielem na dłuższy okres. Zdrowe zmysły odeszły tak dawno jak odeszło prezkonianie, że jestem kochana :( a tak byłam tego pewna... On mnie gubi w mojej głowie... najgorsze co może być, nie móc rządzić samą sobą bo ktoś robi to za Ciebie... Jest jakaś resztka we mnie ale nie mogę jej odnaleźć... Tracę samą siebie :( i jestem tego świadomma... Tracę najlepszą część siebie... bo tak bardzo kocham :( pozdrawiam Was bardzo ciepło... :* Odpowiedz Link Zgłoś
angie3101 Re: wracanie do siebie 04.06.07, 19:56 Wanilla, po przeczytaniu Twojego postu doszłam do wniosku, że potrzebujesz fachowej pomocy psychologa..skoro od 1,5 roku nie możesz sama poradzić sobie z tym rozstaniem, to czas zgłosić się po pomoc..Tylko takie rozwiązanie widzę, nie wiem co innego mogłabym Ci doradzić..Trzymaj sie ciepło, pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 21:44 umieram:( w swoim stanie nie moge zastosowac ani jednej waszej rady. Moge tylko obiecac ze nie odezwe sie do niego - dla wlasnego dobra. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 22:07 :(:(:( Dziewczyny ja naprawde jestem zalosna. Pozwolilam mu sie juz 3 raz oszukac. Dziewczyny on chcial worcici spotkalismy sie przytulal mnie, mowil ze juz nigdy nie pozwoli mnie ksrzywdzic, ze zahcowal si ejak potwor i zorbi wszystko zeby to naprawic. Ze nie powoli ju znigdy stracic takiej kobietki..... Wzielam sobie do serca te slowa. Wczoraj w nocy zadzwonil do mnie ...plakal powiedzial ze bardzo mni ekocha, ze chce zeby bylo ju zodbrze,ze jego obawy sa glupie i ze nie powinien wogle tak myslec...rano napsial smsa ze mni ekocha. ....a pzred chwila dostalam co stakiego :Magda zakonczmy to ...w nocy popelnilem blad dzwoniac...w mojej psychice za duzo jest rzeczy zakodowanych na nie.... prosze ni epytaj o zadne wyjasnienia..juz nie zorbie czegos takiego jak dzis w nocy....badz dzielna" ......... wiecie co ja teraz czuje?? bylam tak anaiwna...wybaczylam mu najgorsze swinstwo na swiecie,to ja powinnam si ebac o ten zawiazek a ni eon......a on zabral z mojego zycia kolejny miesiac ktroy byl pelen zludnych nadzieji....Siedze tu i rycze.... nie wierze ze to tak si eskonczylo. Ze dalam sie omotac.Mialam do niego pojechac,mielismy zaczac wszystko od nowa..... a on mi robi co stakiego. Tyle slow puszczonych na wiatr...tyle zapewnien:(:(:(:(:( skrzywdzil mnie teraz i to bardzo, a ja go kocham jak szalona i nie moge przezyc ze tak si estalo. Moze bol z czasme mienie,al emilosc tak szybko nie minie. Ludzie w kolo mnie pzrestrzegali,ze zle robi eufajac mu znow.... kazdy mi mowil ze glupia jestem,ze powinnam go kopnac w tylek....a ja chcialam ufac chcialam czuc si ekochana.....pragnelam jego ramion,jego milosci:(A teraz nie mam nic....kompletnie nic;( ni emusze mowic jaki to bol...boje sie teraz o siebie i o swoje zdrowie....popsotu nie dam rady 3 raz to zniesc;( Tyle krzywd....z ledwoscia tutaj oddycham i pisze do was.Al emusze si etym z kims podzielic,nikomu innemu ni epowiem bo nie chce dawac satysfakcji ze niestety...mieli racje. Pokazal mi jak bardzo jest niedojraly.W moich oczach jest teraz malutkim czlowieczkiem....:( zranilo mnie to niesamowicie. Obym z tego wyszla bo nie wyobrazam sobi emojego przyszlego zycia. Pewnie z czasem odnajde plusy byci abez niego,bo on mial mnostwo wad,tylko ze j aslepo kochalam nawet ta wade. Bylam w stanie zrobic dla niego wszystko...wszystko. Kazde poswiecenie,moglabym nawet zycie za niego oddac - az nie wierze ze Pan Bóg zabiera mi taka milosc;( to smutne ,naprawde. Kazda z nas to przezywala juz. Szkoda ze u mnie z pzrerwami ciagnie sie to od stycznia. jak na to patrze to smiac mi sie chce z samej siebie ze pozwolilam sie tak umeczyc.Bylabym prawie pol roku do przodu bez niego...moze bylabym juz na dobrej drodze do zapomnienia a tak jestem w tym samym punkcie w ktrym bylam pol roku temu. Rozpacz strach bol...Chcialabym kiedys obudzic sie zupelnie zdrowa i wolna od tej milosci. Chcialabym nie bac sie samotnosci...zyc pzredewszysktim dla siebie a nie tlyko dla niego.Trzymajcie za mnie kciuki,zebym z tego wyszla;(:( pozdraiwam was mocno Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 22:10 Mozecie sie smiac...bo taka cwana bylam. A co jest najlpesze w tmy wszysktim on twierdzi ZE MNIE KOCHA ale boi sie ze sie nie dogadamy i bedziemy kliocic,ze bedzie jak kiedys. I boi si eze jego watpl;iwosci beda wciaz wracaly. ..... nom wiec co dziewczynki chyba czas mi porzadnie nakopac za to ze przez pol roku ja wciaz jestem w tym samym martwym punkcie...co udawalo mi si ewyjsc z tego ...to on wracal...:( Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 22:23 Madziu, nie zamierzam ci nakopać, wiem co czujesz - choć to moze trywialnie brrzmi. Jedynie moge cię wyściskac. póki co mam humorek przyzwoity - więc jak coś to moge wysłychac, ja ty mnie kiedys. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.06.07, 22:32 doskonale wiesz co pzrezywam, napewno wiesz jeszcze lepiej ode mnie samej. Jestem taka zdolowana ze tylko glupoty moge tutaj pisac juz. Nie potrafie rozsadnie myslec. Serce mi sie kraja na wszystkie najmniejsze kawaleczki. Wypisywanie si etutaj nie pomaga....kompletnie. Al echyb aprzynajmniej dalam wszystkim swiadectwo ze poroty sa zle...nie niosa ze soba zandych korzysci,wkoncu i tak wszystko si esypie i to niewyobrazalnym kosztem. Bede tesknic i kochac dlugo.... nie widze dla siebei zadnej dobrej przyslzosci dzisiaj. Moze jutro bedzie lepiej...oby... Odpowiedz Link Zgłoś
psychpsych Re: wracanie do siebie 05.06.07, 06:50 Witam! proponuję wstać, zjeść śniadanko i wyjrzeć przez okno. Tak pięknie. I pomyśleć, że każdy dzień jest dla Was stracony, jak się pławicie we własnym nieszczęściu. Porzucić to co było i cieszyć się drobnostkami życia codziennego. Bo przyjdzie moment, że zatęsknicie do zwykłaych dni. Dobrego dnia Psycha Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 05.06.07, 07:22 witaj psych, Masz rację za oknem ładnie, nalezałby zjeść śniadanko, pójść na spacer. cieszyć się dniem. tak bym chciała, bo może i potrafię żyć bez Niego, potraktowac go jak miłe wspomnienia, ale niestety boję że zostanie tęsknota i resztki uczucia - a dla mnie byłoby najlepsze teraz po prostu zapomniec. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 05.06.07, 09:37 dziwny moj stan. Jestem jak wmurowana..siedze sobie, patrze przed siebie....nie hcce mi sie plakac,ani ruszac ani nic.... tak jakby mnie nei bylo. Poprostu nei wierze. Ale posiedze jeszcze tak z godzine i pierdziele to wszystko. NMie bede si enad soba uzalac.Bedzi emi jeszcze dlugo przykro - to wiadomo. No ale naucze sie z tym zyc. Najwazniejsze to nie dac sie zlamac, nie myslec kategoriami ON . Skoro mnie nie chce to ja tez musze gonie chciec. Chce byc z kims kto mnie potrzebuje -on mnie nie potrzebuje wiec trudno. Zawiedziona jestem, starcilam wiare w drugiego czlowieka. Przykre to bo tak byc nie powinno. Mam nadzieje ze za pare dni obudze sie usmiechnieta i dam osbie doskonale rade. Tesknota jest ogromna....marzenia plany i polegly. Zludzenia tez zawiodly. Ale i tak najbardziej dobijajace jest to ze on twierdzi ze mnie ...kocha. Pomimo to boi si ebyc ze mna i ucieka od porblemow. Psych psych jelsi widzialas moje posty wyzej powiedz mi czy wg ciebie rowniez ten pan powinien co sze soba zorbic??? bo ja dla mnie to jego zahcowanie juz nie wynika z niedojrzalosci tylko....choroby jakiejs...Dziwne to.. dobra ide cos z soba zorbic:) nie dam nikomu satysfakcji ze sie mecze;) pozdraiwam i duzo sily zycze;) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 05.06.07, 19:17 hej powiem wam tak szczerze na wstepie ze kocham polska sluzbe zdrowia :[ a wracajac do tematu - wanilla, rzeczywiscie angie mowi ci dobrze - jak poltora roku dalej w tym tkwisz, to naprawde mocno napniesz tylek i sie sama w sobie zbierzesz albo psycholog. dziewczyno, pomijajac juz wszystko - marnujesz SWOJE zycie! tak nie mozna. madziunia - pewnie ogolna teoria ze drugi raz boli mniej jest guzik warta? nie powiem ze ciesze sie czy cos, chociaz powiem ci ze wczesniej jakos tak w duchu myslalam sobie ze jak mi ktos powie ze zszedl sie i znowu rozstal to ja bede miala jakas wewnetrzna satysfakcje. ale ja glupia jestem! nie moge sie porownywac do ciebie, bo ten moj tylko mowil o powrotach i milosci i w ogole jak on zaluje, ja i tak staralam sie NIE ufac sie mu w to co mowi bo jednak czlowiek uczy sie na bledach i juz wiedzialam ze jak uwierze w to jestem trup. wiec tyle dobrego. tak jak powiedzialam - w niedziele dopisalam koniec bajki ktorej nikt jeszcze nie napisal i tego sie trzymam. byc moze przez sytuacje jaka teraz mam nie jest ta kwestia dla mnie priorytetem, wiec w sumie to jest na plus. timbunia - bo wiesz proszki proszkami, ale ja z perspektywy czasu i doswiadczen moge ci jedno powiedziec: postaw sie na miejscu swojego taty i wiecej juz mu sie nie dziw. moj tata dla mnie zrobilby wszystko i mimo ze wiedzialam o tym zawsze to dopiero jak bylam na dnie zrozumialam jakich fajnych mam rodzicow i siostre! ilums widze ze ciagle tu nas obserwujesz ale tak tylko z przyczajki? psycha tobie to tylko zazdroszcze tego porannego optymizmu! watku gabrysi i madzi nie rozwijam bo sadze ze nie ma czego - wiec ilums ;) <no no no> nie podjudzaj :P jutro mam ostateczna konsultacje z jakims profesorem - specem, chociaz wczoraj uslyszalam od jednej lekarki ze 3centymetrowej zmiany to jej sie nie chce operowac... fajnie, nie? tylko ze ta zmiana ma prawie 4cm poza tym od pazdziernika mimo b. silnych lekow nie zmniejsza sie wiec ja nie wiem czy oni nie rozumieja ze mnie to boli? jak chcecie to trzymajcie kciuki - chociaz wam i tak juz tyle zawdzieczam ze nawet nie smiem prosic o wiecej :) buzka ps od jutra znowu upaly ;( Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 05.06.07, 21:19 Akknes ja bede trzymac mocno te kciuki!!!:):) hihi nawet udany dzien mialam....moze nie caly ale wieczor ok:) ogladam seriale a przed chwila bylam biegac z siostra i psiakiem;) nie no czadowo;) hehe jest ok...czuje si enawet nawet. Byleby nie siedziec sama i nie dumac . Ni ema nad czym> No co moj biendy chlopak kocha mni ekurcze...no tak mni echolernie kocha ze musial mnie zosatwic ..no musial biedaczek hehe;D teraz sie zmieje,bo i to smieszne wusmie. Ja nie rouzmiem jak mozna odejsc od kogos kogo sie kocha wiec wiecie..smieje sie:) A wiesz Akknes powiem ci ze chyba za drugim razem az tak nie boli jak za peirwszym.Spodziewalam si etego, nie ufalam temu co mi gadal bo wiem ze on mowca moglby byc. No ale dobra trzymajmy si ewersji ze to biedaczek taki co ma problemy z glowka i ze zorzumieniem " chce ...czy nie chce.....- byc czy nie byc" zalosne;) dorbze ze nie pisze do niego , bo przyzanm sie ze kusilo mnie dzisiaj i nie pomyslalabym ze to tkaie trudne bedzie. Ale wyrwalam i wywalczylam to w sobie:) Trzymam kcuki za was wszystkie;) to co magda M teraz;) ksiezniczka nebeska z niej:) hehe lecee;) buzka Odpowiedz Link Zgłoś
strzykwa Re: wracanie do siebie 05.06.07, 22:56 Rany jak ja Cie rozumiem..rozstalismy sie 4 miesiace temu i tez bylismy w kontakcie, on tez dzwonil, pytal, przychodzil...szlismy do lozka- ja myslalam ze przypomial sobie jak mnie kocha, ale...rano znowu zapominal i kiedys przypomni sobie na dobre. On mowil rozne rzeczy przed, a po albo sie z nich tlumaczyl albo wiec wypieral. Tez mialam nadzieje- do zeszlego tygodnia. Wtedy zrozumialam ze to naprawde koniec i przezylam to bardziej niz tamto rozstanie z lutego. Nie radze sobie wcale= wczesniej trzymala mnie nadzieja, ze trzeba cierpliwosci a wroci. Teraz nie trzyma mnie nic. W poniedzialek ide do psychologa zanim zapedze sie w kat z ktorego sama nie wyjde. Zycze wiecej szczescia. Ale skoro on nic nie obiecuje, sam nie wie czego chce...nie wiem czy warto sie dawac niszczyc. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
psychpsych Re: wracanie do siebie 06.06.07, 06:41 Witam o pięknym poranku! Akknes - oczywiście że trzymam kciuki i się modlę i wszystko będzie OK. Zobaczysz. Ja mam dar przewidywania i czucia na odległość. Timbunia dobrze że poszłaś do lekarzy, ale w te leki za bardzo nie wierz. Możesz się od nich uzależnić psychicznie. Najlepszym lekiem dla siebie jesteś ty i twoi bliscy. Twojemu tacie się nie dziw, bo chyba cię kocha i martwi się o twoją przyszłość. A na pewno widzi, że prośbą i perswazją nic się u ciebie nie wskóra, więć użył mocniejszego środka - lekka awanturka. Jescze raz ci przypominam - szanuj bliskich, póki ich masz. Bo jak zostaniesz sama, albo jak będą mieli dosyć twoich humorów, to już nikt ci nie pomożę. Musisz się sama pozbierać i musisz chcieć! Życzę wszystkim forumowiczkom miłego dnia i trzymam za was. Psycha Odpowiedz Link Zgłoś
ja_andzia Re: wracanie do siebie 06.06.07, 11:36 Od kilku dni czytam ten wątek. I choć jeszcze nie pisałam na forach,to postanowiłam to zmienić:) Może moje doświadczenie,przeżycia komuś pomogą? Byłam kiedyś w identycznej sytuacji jak Akknes,Madziaaa,Timbunia i reszta porzuconych.Też miałam wtedy 20 lat. Rozstałam się z chłopakiem po 4 latach związku,bardzo burzliwego związku. I co ciekawe,to ja podjęłam decyzję o rozstaniu,bo on nie mógł się zdecydować czy kocha czy nie. Ale tylko na to starczyło mi siły,choć następnego dnia chciałam do niego zadzwonić i powiedzieć, że zmieniłam zdanie i mam gdzieś czy mnie kocha,ja chcę być z nim. Nie zrobiłam tego,ale robiłam inne niefajne rzeczy czyli byłam na każde jego skinienie,sypiałam z nim i też wierzyłam,że to dlatego,że jednak mnie kocha. Ale nie kochał,byłam po prostu łatwą zdobyczą,po którą wystarczy sięgnąć. Na szczęście nie trwało to zbyt długo (wtedy nie na szczęście:(,bo moja big love spotkała swoją nową love i mnie kopnęła totalnie w dupę i odstawiła na półkę jak zabawkę,która się znudziła. Na pewno wiecie co ja przeżywałam, to było potworne.Nigdy przedtem tak się nie czułam,myślałam nawet o samobójstwie. Nie pamiętam już jak,ale jakoś z tego wyszłam. Bardzo dużo pomogli mi przyjaciele,którzy wtedy byli ze mną. I jaki stąd morał? A no taki,że dziś dziękuję losowi,przypadkowi czy przeznaczeniu,cokolwiek determinuje nasze życie,że on do mnie nie wrócił, że z nim nie jestem. Ja w ogóle o nim nie myślę,ten wątek przywołał wspomnienia. Fakt,że dopiero po roku od tego rozstania zaczęłam się spotykać z chłopakami. Fakt,że nie chciałam się angażować i tworzyć stałych związków,ale czy to źle? Byłam młoda i zachłysnęłam się odzyskaną wolnością. A dziś? Minęło 8 lat,od 4 lat mam wspaniałego,cudownego,najlepszego na świecie męża i każdego dnia patrząc na niego,jestem szczęśliwa,że jest,że jest mój. Od 2 lat mamy córeczkę,która jest najważniejsza w moim życiu. Teraz jak myślę o tamtych przeżyciach,to aż mi się wierzyć nie chce,że byłam taka głupia!!! Ale uśmiecham się do tych wspomnień i usprawiedliwiam tamtą siebie,że byłam zbyt młoda,zbyt zakochana,aby wiedzieć jak postępować. Dziś jestem naprawdę szczęśliwą kobietą:):):) Dziewczyny i chłopaki,tego Wam życzę - szczęścia przy boku kochającego człowieka. I aby wspomnienie tych bolesnych chwil,wywoływało na Waszej twarzy uśmiech i ogromną ulgę,że on/a jednak nie wrócił/a. Trzymam za Was kciuki:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.06.07, 00:51 andzia, dzieki za optymizm. chcialabym juz miec to za soba. na razie jestem na etapie ukrywania sie przed nim, bo tak jak pisalam - w niedziele sie zawzielam. ja jestem z tych upartych wiec mam nadzieje ze tym razem tez taka bede. dzis wieczorem napisal mi smsa ze liczyl chociaz na sygnal ze sie odezwe co ze szpitalem. na razie napisalam mu list, jutro mu zeskanuje i przesle - ze nie pale mostow i nie wypieram sie tego co bylo, ale pamietam jakiego wyobru dokonal w niedziele i ze nie pozwole sobie sama zeby wplyw na moje relacje z kims miala osoba trzecia. ze zycze mu szczescia i powodzenia i ze mam nadzieje ze marysia dobrze mu doradzila. najchetniej napisalabym mu ze go kocham i czekam na niego - ale o tym wiecie tylko wy. dobra to zeby nie popasc w sentymenty - bo na takie sprawy jesli juz to za pare ladnych lat bedzie czas. na razie boje sie ze juz zawsze bede sama. lata leca, zycie powoli sobie ukladam i tylko meza i dzieci mi bedzie zaraz brakowac ;( Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.06.07, 01:31 zanimmu cokolwiek wysle - poradzcie co mam zrobic... czy piszac mu to o czym pisalam wyzej jasno daje mu znac o co chodzi? czy pokazuje mu ze mnie marysia boli? pomijajac powody z jakich dzis napisal tego smsa - no glupio po prostu glupio go zlac. teraz mam przynajmniej manewr ze spalam i dlatego dopiero rano mu odpisze... chcialabym zeby jeszcze raz dac mu do zrozumienia ze ja nie chce byc ta druga, ewentualna, ta ze w razie czego... ze jak mu z marysia nie wyjdzie to jestem ja. on wie ze go kocham ale nie wie ze ja sie szybko zakochuje. i potem dlugo trwa odkochanie :( ja sie potrafie zakochac w minute i potem przez dlugie lata pamietac... napisalam mu tam jeszcze w ps'ie ze jesli chce zburzyc moj swiat to wie w jakim tylko przypadku. zrozumie? kur wa czy ja wytrzymam? nawet jesli mu to wysle to czy bede umiala zacisnac sie sama w sobie i juz nigdy w tej kwestii nie zbladzic...? Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.06.07, 01:59 akkknes Kochana...jesli moge co sporadzic....napis zsucha wiadomosc jelsi juz musisz. Nie pisz mu nic o waszej spraiwe.....prosze.Najlepiej nie odpisuj jelsi dasz rade....Na twoim mijescu chyba bym nie napsiala juz...po co?? w jakim celu pisac cokolwiek,to bez sensu... i tak juz po wszystkim. Akkknes dla swojego spokoju nie odpisuj. Ja sie zebralam w sobi ei skonczylam to w swoim sercu...czas zapomniec...nie pisac i nie odpisywac. Chce sie pogodzic z ta strata..zapomniec:(.. nie mam wyjsciaChlopak nie zagral czysto...to nie fair ze znow cierpie no ale takei zycie tzreba sie z tymliczyc. Nie chce myslec o przyszlosci, mysle o terazniejszosci jak zapomniec. Tobie tez tak radze.Zamknij ten rozdzial, chlopak nie jest wart twojej uwagi.teraz potzrebujesz spokoju..nie pozwol mu go ci zaklocac.Kopnij go w duoe smierdzaca...ja juz to zorbilam ...kaze swojemu sercu zpaomniec i nie dam sie.....ni eodpsize....ani sama nie napsize....koniec tego...:( caluje Odpowiedz Link Zgłoś
stella.polaris25 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:02 madziuuunia napisała: > akkknes Kochana...jesli moge co sporadzic....napis zsucha wiadomosc jelsi juz > musisz. Nie pisz mu nic o waszej spraiwe.....prosze.Najlepiej nie odpisuj jelsi > dasz rade....Na twoim mijescu chyba bym nie napsiala juz...po co?? w jakim celu > pisac cokolwiek,to bez sensu... i tak juz po wszystkim. Akkknes dla swojego > spokoju nie odpisuj. Ja sie zebralam w sobi ei skonczylam to w swoim > sercu...czas zapomniec...nie pisac i nie odpisywac. Chce sie pogodzic z ta > strata..zapomniec:(.. nie mam wyjsciaChlopak nie zagral czysto...to nie fair ze > znow cierpie no ale takei zycie tzreba sie z tymliczyc. Nie chce myslec o > przyszlosci, mysle o terazniejszosci jak zapomniec. Tobie tez tak radze.Zamknij > ten rozdzial, chlopak nie jest wart twojej uwagi.teraz potzrebujesz spokoju..ni > e > pozwol mu go ci zaklocac.Kopnij go w duoe smierdzaca...ja juz to zorbilam > ...kaze swojemu sercu zpaomniec i nie dam sie.....ni eodpsize....ani sama nie > napsize....koniec tego...:( caluje Zgadzam sie w 100% Szkoda czasu...faceci nie az tak uczuciowy! jak my kobiety. Odpowiedz Link Zgłoś
nikka00 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:06 akknes witaj ponownie po długim czasie. Radzę ci bo o tej porze chyba nikogo innego już tu nie ma a rano palniesz głupotę niestety... wg. mnie najgorsze co możesz teraz zrobić to dawanie mu do zrozumienia, że nie chcesz być tą drugą! Ty powinnaś być oburzona że wogóle jest taka opcja, że jest jakaś pierwsza!! W sytuacji, kiedy ty jesteś w szpitalu a ten pan pomimo zostawienia cie dla innej (tak dla innej, nie oburzaj się na to bo to fakt) nie potrafi znaleźć w sobie nic z prawdziwego, czującego człowieka, to wg mnie powinnaś unieść się honorem i nie pisać nic. jeśli nie potrafisz nie napisać niczego (ale jednak gorąco zalecam zdyscyplinowanie się w tej kwestii), napisalabym chłodną lakoniczną wiadomośc która więcej da mu do myślenia niż powie wprost. Coś na zasadzie "Dziękuję za zainteresowanie, czuję się dobrze mimo okoliczności, pozdrawiam serdecznie" i finito!!! Zadnych insynuacji, żadnych " nie będę drugą". Przez prawie pół roku dajesz mu to do zrozumienia. Naprawde wierzysz w to ze jeśli do tej pory nie pojął to teraz pojmie? Kochana on dawno pojął. Ale pojął też że masz do niego słabość. I dzięki temu dalej będzie bardziej niekumaty niż mu to na to bozia pozwoliła. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 08:16 Ja bym nie wysyłała. Tylko po prostu ucięła raz na zawsze kontakty. Przestań mu wreszcie dawać do zrozumienia, że czekasz. Odpowiedz Link Zgłoś
stella.polaris25 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 01:58 "najchetniej napisalabym mu ze go kocham i czekam na niego - ale o tym wiecie tylko wy." Nie rozumiem czemu sama sie oszukujesz.. Boisz sie prawdy,ze to co mu powiesz nie zmieni zdania? Ze slowo kocham w jego kierunku pozostanie bez odzewu z jego strony.. Jak dlugo jeszcze chcesz sie meczyc w takiej relacji?Albo zakonczyc raz na zawsze albo byc ze soba. Przepraszam,ze sie wtracam,ale to twoje zdanie jakos mocno wbilo sie w moja glowe ..chyba dlatego,ze kiedys podbnie jak ty sie oszukiwalam:// Odpowiedz Link Zgłoś
nikka00 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:07 jednak okazuje się że "pogotowie dla akknes" nie śpi:))) Odpowiedz Link Zgłoś
stella.polaris25 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:11 nikka00 napisała: > jednak okazuje się że "pogotowie dla akknes" nie śpi:))) ;)))Ja tutaj tak przypadkiem;) Po tych wszytskich radach...jak tutaj dostala miejmy nadzieje,ze podejmie wlasciwa decyzje. Odpowiedz Link Zgłoś
nikka00 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:15 Przyszło mi do glowy coś jeszcze... akknes a może zadaj sobie pytanie czym wg ciebie charakteryzuje się prawdziwy mężczyzna... Zastanów się dobrze, może zapisz sobie te wymarzone, wymagane cechy... zapewnie znajdzie się wsród nich siła charakteru, uczciwość, opoka, inteligancja itp... ja oczywiście niczego nie sugeruje, piszę wg siebie. A potem po tym głębokim zastanowieniu zestaw to ze swoim romeo i zadaj sobie pytanie czy chcesz z takim "facetem" spędzić resztę życia. powodzenia w myśleniu. i życze odwagi, abys prawdziwego ideału nie dopasowywała na siłę do tego co "masz". cudzysłów zamierzony. Odpowiedz Link Zgłoś
stella.polaris25 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:20 Ja jednak uwazam,ze kobiety lubia sie oszukiwac ludzic nadzieja ,grac,sprawdzac,....czy mu zalezy..itp Mezczyzna ktorych by cie kochal nie doprowadzi Cie celowo do lez. Bedzie sie martwil o ciebi i troszczyl. Ale ty na upartego brniesz jeszcze bardziej w ta przepas,gdzie na dnie znajdziesz tylko rozczarowanie. Prwada boli...wiem o tym doskonale.. Poczytaj jeszcze raz rady jakie tutaj dostalas od ludzi...!! I najwaznijsze przestan sie OSZUKIWAC. I zacznij sie szanowac,jezeli ty tego nie zrobisz to tymbardziej mezczyzna..nie okarze Ci tego. Powodzenia! Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 08:19 > "najchetniej napisalabym mu ze go kocham i czekam na niego - ale o tym wiecie > tylko wy." Przecież on też wie... Doskonale. Bo ciągle go tym informujesz. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.06.07, 02:23 Akknes trzymaj sie mocno!! nie odpisuj bo zameczasz sama siebie. Lepiej przemysl znaim cokolwiek zorbisz ok??? i najwazniejsze jak ju zpostanowisz odpisac - TO NIE TLUMACZ MU SIE Odpowiedz Link Zgłoś
aniek666 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 12:34 cześć akness, pamiętasz mnie jeszcze? pewnie nie:) tak dawno temu tu weszłam... a jednak teraz, widząc niewyobrażalną wprost liczbę odpowiedzi na twój apel, postanowiłam napisać znowu, już chyba ostatni raz. niedługo minie rok, kiedy mnie rzucił. wtedy myślałam, że to zdarzenie załamie moje zalsze życie, że będę to pamiętać jeszcze dziesięć, ba! dwadzieścia lat, że nigdy nie przestanę go kochać, że tylko ja mogę wiedzieć, co znaczy być porzuconą przez człowieka, którego TAK BARDZO się kocha. myślałam, że takiej miłości nie czuł jeszcze nikt przede mną, że to największa tragedia, jaka mogła mi się przytrafić. nic już nie zostało z tamtego dawnego uczucia. pomyśleć, że wtedy - NIECAŁY ROK temu - były to moje jedyne istotne problemy: 1. jak się ubrać, żeby, kiedy się spotkamy, mnie zauważył i powiedział, że ładnie wyglądam - co oczywiście nigdy się nie wydarzyło. 2. jak tragiczny dać sobie opis na gg, żeby zwrócił uwagę i się odezwał, pocieszył - co zawsze kończyło się brakiem jakiegokolwiek odzewu, upokorzeniem i łzami. 3. jak dać mu do zrozumienia, że tak bardzo go kocham, że mi zalerzy - o ile "miłością" można nazwać ten desperacki nałóg, tak chorobliwą chęć zdobycia kogoś, kto nawet nie jest tego wart. 4. jak przestać wciąż myśleć, jaki on był cudowny, jakie to nieszczęście mnie spotkało, że mnie opuścił, mój "ideał", mój wymarzony towarzysz życia, mój ukochany, naukochańszy, najsłodszy, nacudowniejszy... ble ble ble. 5. jak poradzić sobie z zazdrością, że ktoś inny, jakaś "suka" odebrała mi to cudo. jak poradzić sobie z myślą, że to ja jestem tą "gorszą". 6. jak poradzić sobie z nałogiem ciągłego błagania i płaczu, z codziennymi rozmyślaniami, - które zabierały mi tylko czas i samopoczucie, a nie przynosiły nic. 7. najpierw - jak go spowrotem zdobyć i rozkochać, żeby znowu poczuć to ciepło i bezpieczeństwo, wiedzę, że kocha... a potem już, gdy powróciło trochę rozumu - jak zapomnieć. teraz wydaje mi się to tak śmieszne i żałosne, że gdyby nie to, że na tym poście nie jestem jedyna, no i jestem anonimowa, nigdy bym tyego nie napisała. to takie upokarzające, świadomość, że kiedyś dało się tak zeszmacić, a jednocześnie takie pocieszające, widzieć siebie jako osobę zdyscyplinowaną i silną, która z tego wyszła, na tle ludzi, którzy nadal się z tym borykają. (bez obrazy, oczywiście! to tylko takie porównanie.) akness, proszę, nie daj się! jakbyś posłuchała rad tych wszystkich ludzi np. w momencie, kiedy założyłaś ten temat, albo nawet się tu pojaiwłam - a to było przecież hoho, parę miesięcy temu! - to GWARANTUJĘ CI, że dzisiaj już byłabyś wolna. im wcześniej to zrozumiesz i zaczniesz rozumieć, że tak naprawdę da się bez niego żyć, że już pora zacząć "akcję zapominania", tym wcześniej wrócisz do normalnego życia. życzę ci powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.06.07, 14:28 dzieki dziewczyny jestescie cudowne! na razie stoje w miejscu - zaraz spojrze sobie na ten liscik ktory mu wczoraj spreparowalam... i stwierdze ze o nieee, tak latwo to sie nie dam, tylko powiem mu sama osobiscie zeby sie odczepil. bede silna, spale przed tym sto papierosow, dostane palpitacji serca... ale zrobie to sama. stanowczo. z jednej strony czuje sie juz wolna - wiem ze go nie ma. nie powiem ze cierpie bardzo - pewnie ze zdarza mi sie chwila zwatpienia, maly game over... ale z drugiej - pamietam to uczucie blagania, proszenia, plakania i probowania zwrocic na siebie uwage. ktoras to doslownie ujela - zeszmacenie. tak, upodlilam sie totalnie. teraz robie wszystko zeby zapomniec. wywalilam wszystkie rzeczy z widoku. najgorzej jak tak nagle np zobacze ze w tv jest film na ktorego premierze bylismy w kinie. albo przechodze obok miejsca, gdzie normalnie nie bywam na codzien a z nim np bylam na 1szych wspolnych zakupach. no sa takie drobiazgi. a jak wyglada ten ideal faceta? ideal faceta nie wazne ile ma kasy i jakie studia skonczyl, na ktorym osiedlu mieszka i gdzie bywa. ale niech mnie nie oszukuje. ja to wiem, nie musze sie nad tym zastanawiac. widzicie najgorsze jest w tym wszystkim to, ze sprawdza sie to co pisalyscie- im ja bardziej mowie nie tym on zaczyna sie interesowac. nie chce sobie teraz pluc w brode, bo to nie o to chodzi, ze moglam tak wczesniej zrobic i teraz byloby inaczej. ale gdzies tam taka mysl krazy. mam tam jakies swoje leki, bardzo sie boje ze bede juz zawsze sama. ze zaczna sie wesela przyjaciolek a ja bede szla sama. ze w piatkowe wieczory ja bede chciala skoczyc na piwko a przyjaciolka ma w planach akurat romantyczna kolacje. mam teraz tylko ta swiadomosc ze wszystko co robie robie dla siebie, tylko ja sie sama bede podziwiac bo wiadomo ze rodzice czy przyjaciele widza ile sie czemus tam poswiecam wiec dla nich jakies tam moje sukcesiki wynikaja same przez sie. szkoda ze jak cos mi sie uda to pisze smsa do siostry a nie do faceta. bo chwalic sie mamie to wiecie - nie to samo :( dobra ide mu powiedziec zeby mial klase i uszanowal moja decyzje, a wlasciwie jego decyzje - ktora sam podjal w niedziele... trzymajcie kciuki moje kochane pogotowie :) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.06.07, 15:19 ok, powiedzialam mu. powiedzialam ze nie wiem czego chce ale wiem czego nie chce. powiedzialam ze nie pozwole zeby ktos trzeci mial wplyw na moje relacje z kims. ze pamietam o czym rozmawialismy i chce zeby to uszanowal. ze nie chce juz zawsze czekac. ze zycze mu szczescia i ze wiem co robie - ze sie z nim zegnam. on powiedzial ze jak chce to mozemy porozmawiac wieczorem - powiedzialam ze wiem czego nie chce i ze rozmawiac nie bedziemy. ze nie chce zeby jutro przyjezdzal. on mi tylko powiedzial (najpierw chcial mi to napisac ale powiedzialam zeby nie przeciagal) ze wie ze wracajac do mnie juz zawsze bylibysmy razem. cholera, jaki on jest pewny siebie!! a jak ja bym nie umiala z nim byc? co on tego nie bierze pod uwage? ze kochajac kogos bardzo mozna juz mu nigdy nie zaufac? ze klamstwo boli na zawsze? ze ja tak bardzo chcialabym zapomniec? boze dziewczyny siedze i rycze. pozegnalam sie z nim na zawsze. powrotow nie bedzie. jest prawie polowa czerwca ja przez pol roku nic innego nie robilam tylko czekalam oszukujac siebie sama. przeciez gdyby on mial wrocic wrocilby i byl ze mna. nie ma go. i musze przestac myslec ze jak nie ma jego to niema i mnie. ja jestem, nie ma tylko nas. kiedy konczyl rozmowe i mowil jakies tam rzeczy ktorych juz nie bylam w stanie sluchac - powiedzial 'marysiu koncze o jezu ale dalem dupy' mam nadzieje ze dobrze zrobilam. Odpowiedz Link Zgłoś
nikka00 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 15:32 Bardzo dobrze zrobiłaś, szkoda że tak późno.Widze tylko że ten pan chyba nie bierze na poważnie twojego "żegnaj". Myślę że będzie jeszcze próbowal się z tobą kontaktować - teraz ty musisz być silna i nie pozwalać na te kontakty - nie odbierać telefonów, nie odpisywać itp. Ten czlowiek, to jest ktoś inny niż ten kogo kochałas, wierz mi, za jakiś czas dotrze do ciebie, ze kochalas wyobrażenie o tym człowieku, a nie jego jakim jest. Być może jesteś zakochana w swoim uczuciu do niego, to bardzo częste, ale niestety też bardzo złudne i niebiezpieczne. Trzymaj się mocno, to jedyny dobry dla ciebie kierunek. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.06.07, 15:41 Akkknes zorbilas super! a teraz prosze nie daj mu sie. Widzisz co zrobil ten bydlak na sam koniec?? ehhh okropny typ,prawie jak moj. dasz soboe rade,teraz musisz byc baardzo silna. Nie odbieraj telefonow ani nie odpisuj.Skoro marysia mu w glowi eto Tobie taki gosc wogole ni epowinien w glowi esiedziec.Wytrzymasz,dasz rade. Jestem tego pewna.Za to wszystko los cie szczodze wynagrodzi,bedziesz szzcesliwa uwierz w to;) trzymam mocno kciuki za ciebie :) caaaluje;) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 21:42 Akkknes, napiszę krótko: Brawo dziewczyno! Trzymaj tak dalej, a będziesz jeszcze szczęsliwa. Nie daj się draniowi. Trzymam kciuki. Cały czas, nieprzerwanie:) Powodzenia:) Odpowiedz Link Zgłoś
jo.anna22 Re: wracanie do siebie 08.06.07, 22:52 Ladne to bylo o kochaniu wyobrazenia o kims albo kochaniu wlasnego uczucia...cos w tym jest. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.06.07, 23:22 oj kochane, brawa i brawka chyba niepotrzebne... :( po tym wielkim malym koncu koncow udalo mi sie samej zlamac i w konwersacji smsowej powiedziec mu ze czuje sie jak zabawka ktora jak sie zepsula zostala kopnieta w dupe i ze skoro on teraz nie jest gotowy na zwiazek na stale z kobieta (w mysl tej jego teorii ze jakby wrocil to bylby juz ze mna na wieki wiekow...) to nie byl ani pol roku temu ani rok ani dwa wiec po co w ogole ze mna byl skoro od razu wiedzial ze jestem na troche. to ze napisal ze wcale nie zakladal byc ze mna na troche albo ze akurat nikogo innego nie bylo pod reka wcale nie polechtalo mojego zranionego juz i tak ego... dobilo mnie jeszcze bardziej... a juz chyba tylko po to zeby pograzyc sie calkowicie w swoich oczach zapytalam w czym bylam taka beznadziejna czy za malo kochalam pozwalam czekalam ufalam za malo stalam murem czy zle gotowalam? wylalam jakas tam czesc swoich pretensji na ktore on juz nie odpisal. nie odpisal bo albo marysia byla albo robi to specjalnie zeby odpisac mi za dzien - dwa zeby mi dokopac i znowu sie pobawic i sprawdzic na ile sie z nim zegnam... wiem, jest jeszcze trzecie wyjscie nie odpisuje bo stwierdzil ze skoro juz koniec to koniec i ma mnie naprawde w dupie... oh jezu dziewczyny zebyscie wiedzialy ile mnie kosztuje udawanie ze jest ok - przed rodzina przyjaciolmi i przede wszystkim przed sama soba... ciekawe kiedy ta walka sie skonczy? powiedzialam mu wtedy dzis ze wiem ze to koniec ze juz nie wroci i ze ja nie bede czekac. powiedzialam to tak ze az prawie sama siebie przekonalam... czas byc tego pewna... czasem tylko tak zakluje w serduchu albo zadrza rece :( za meskim ramieniem - dzis juz jestem madrzejsza o koncowke tego zdania - niekoniecznie jego... wieczor poza domem pozwolil mi choc na troche zapomniec o tym co sie dzis zdarzylo ale teraz jak wrocilam... ps. zakochana w wyobrazeniu - taaa, madre i warte przemyslenia... Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 09.06.07, 11:36 witajcie, dano nie pisałam. starałam się walczyc o swoje życie. 1 czerwca postanowiłam, że zaczynam nowy etap w życiu, bez j. zaczęłam brac leki i myślałam że ustatkuje mi się emocjonalna huśtawka nastrojów, wszystko szło przyzwoicie aż do wczoraj kiedy to niestety zadzwoniłam do j. wsłałam kupę smsów, oczywiście zlewka totalna z jego strony - wybierał z smsów to co dla niego wygodne. po raz kolejny widzę , że mnie nie chce, ale nawet nie umie tego powiedzieć, powiedziałam mu że jest draniem, egoistą i że cierpię przez niego, a słyszałam aha, aha. a potem powiedział, że sie zastanowi i oddzwoni, i nie oddzowonił. a odebrał telefon tylko dlaego, że dzwoiniłam z innego nr. moich nie odbiera. nie wiem czemu sie tak zmienił, jest tak obcy i zimny i oczywiście nadal twierdzi, że to przeze mnie odszedł, ale nie jest w stanie stwierdzić ze mnie nie kocha - nie jest w stanie tego mi powiedziec. momentami go nienawidzę, ale czesciej kocham i pragnę by wrócił i żeby byi jak dawniej. dzis mam doła potworneo, boli rana rozdrapana. nie wiem jak zapomnieć wymazać go z pamięci i poczuć wreszcie spokój. Odpowiedz Link Zgłoś
kolejny_forumowicz Re: wracanie do siebie 10.06.07, 21:06 akkknes, zamęczysz się:( to naprawdę godne podziwu, że w końcu przejrzałaś na oczy i zamiast ględzić mu o swojej miłości, próbujesz mu pokazać, jak bardzo on już ci 'wisi'... ale moim zdaniem - to cię wykończy. chcesz tak całe życie mu dogryzać? masz jeszcze dość siły, żeby się z nim użerać? moim zdaniem powinnaś odpocząć od tego debila, urwać kontakt. myślę, że jego też już nie obchodzisz na tyle, żeby robił sobie coś z twoich wyżaleń. zapomnij o nim. bo jeśli chcesz dalej utrzymywać z nim kontakt, w taki sposób, to przygotuj się na długą wojnę. przyjkro mi to mówić, ale moim zdaniem on ma cię już gdzieś. i ty też powinnaś. zamiasr unosić się honorem i próbować się mścić, wywal jego numer z komórki i zakończ tą znajomość raz na zawsze, a nie czekaj na odpowiedzi na kolejne smsy - tym razem nie miłosne, ale kąśliwe - tylko urwij to, pokaż, że taż masz go gdzieś, ale nie po to, żeby czekać na reakcję, tylko po to, żeby wreszcie o sobie zapomnieć i wrócić do normalnego życia, bez siebie. bo taka wojna to naprawdę nic przyjemnego, wierz mi. Odpowiedz Link Zgłoś
psychpsych Re: wracanie do siebie 11.06.07, 06:44 Hej! Wróciłam z wojaży po Polsce. Piękna jest Polska. Ale ludzie biedni. Ile biedy, ubóstwa i nieszczęścia jest z dalekiej krainie naszej. Brak pracy, wóda, głodnie dzieci, bite żony - to polska codzienność. Cieszcie się dziewczyny, że możecie wybierać sobie partnera, kształtować życie według siebie. Trudno - jeśli nie będzie od razu tego wymarzonego faceta - będzie później drugi. Ale nie łapcoe byle jakiego - aby był. Najpierw go dobrze przetestujcie. Pozdrawiam i pracujcie na swoją korzyść. Bo nie warto dla facetów marnować każdego dnia swojego życia. Psycha Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 11.06.07, 07:27 Akkknes, a w jakim celu ty właściwie ciągle podtrzymujesz z nim kontakt? Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 11.06.07, 13:43 od pamietnych smsow ze 'on nie czuje sie jeszcze gotowy na cale zycie' i tego jak mnie tym wkurzyl, ta swoja pewnoscia... potem sie poryczalam i chyba temat naprawde zostal zamkniety. mozecie mnie teraz zjechac ze o tak, moglam to zrobic z duma i honorem bo to niby on mi nie odpisal - chociaz teraz juz reki nie dam uciac. nie mowie ze czas na nowego love, tylko mi poza tym co mieli zrobic w tym szpitalu naprawili jakos przypadkowo glowe :))) umarla krolowa - niech zyje krolowa. dlatego nic nie pisalam i nawet watku zaczelam szukac od 5ej strony a on tu na pierwszej :) bogu dzieki juz ani urodzin ani imienin ani dnia sasiada czy marynarza ani zadnych swiat teraz nie bedzie wiec juz nie bede sobie nic tlumaczyla ze to tylko jeden grzecznosciowy sms... mam nadzieje ze chwile zwatpienia juz nie przyjda ale jak przyjda to moge tu sie wam wypisac? Odpowiedz Link Zgłoś
wwiolla Re: wracanie do siebie 11.06.07, 22:13 akknes nie chcialam Cie urazic przepraszam zle mnie zrozumialas wiem ze chcesz mi pomoc a ja tak sie zachowuje bo nie panuje juz nad soba nie chec nikogo obrazac bo nie o to mi chodzi mzoe masz arcje ze raz pisze tak raz tak ale juz sama nie wiem czego chce to wszystko jest zas wieze wiec nie obarzaj sie bo cenie Twoje porady Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 11.06.07, 22:38 sluchaj, ja sie nie obrazam (ogladalam majewskiego na tvn :D) ale jesli najpierw piszesz ze przeczytalas caly ten watek i w ogole to sorry - ale wydaje mi sie ze jestem akurat z tych osob ktore wiedza co czujesz... zobacz - ja tal bladzilam w tym calym labiryncie pol roku. POL ROKU wyobrazasz sobie? to i tak jakis cud ze nie dostalam prawdziwego kota, ktorego powinno sie leczyc w zakladzie zamknietym. jak czytalas to wiesz ze ja tez nie wyobrazalam sobie zycia co dalej i w ogole - ale jak widzisz i czytasz to to znaczy ze nie tylko wyobrazam sobie zycie dalej, ale zyje dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
kolejny_forumowicz Re: wracanie do siebie 12.06.07, 19:13 hej. ja tak trochę nie na temat. z wikipedii można ściągnąć wszystkie cytaty Mary Alice Young. (kto oglądał "Gotowe na wszystko" wie, o kogo mi chodzi) poczytałam sobie trochę, wybrałam moim zdaniem najciekawsze fragmenty, a jako że w pewnym stopniu pasują do obecnej - bądź przeszłej - sytuacji, przesyłam :) pozdr. "Gra w udawanie jest prosta. Zaczynasz od okłamywania siebie. I jeśli sprawisz, ze inni uwierzą w te kłamstwa, wygrywasz." "Potrzeba bycia blisko innej osoby - to pragnienie jest tak silne, że zdumiewający jest fakt, że niektórzy ludzie tego nie rozumieją." "Przeznaczeniem człowieka jest wiele różnych rzeczy, samotność nie jest jedną z nich." "Każdej nocy przed snem okłamujemy się w rozpaczliwej nadziei, że rano to wszystko okaże się prawdą." "Większość ludzi woli ufać wyłącznie sobie, to najlepszy sposób żeby się nie sparzyć." "Wszyscy szukamy miłości, ale niektórzy z nas żałują, że ją znaleźli." "Czemu ciągle słuchamy tych historii? Bo są to opowieści o rodzinie, a kiedy spojrzymy ponad walkę, ból i urazę, nagle uświadomimy sobie, że nie ma absolutnie nic ważniejszego." "Zdesperowana, marząc o lepszej przyszłości, jeżeli tylko znajdzie drogę ucieczki od przeszłości." Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 12.06.07, 19:25 > "Większość ludzi woli ufać wyłącznie sobie, to najlepszy sposób żeby > się nie sparzyć." ten od dzis bedzie moim mottem. jak juz sie ogarne z tymi moimi egzaminami to strzele sobie tapete na jedna sciane z tym madrym zdaniem :D > "Wszyscy szukamy miłości, ale niektórzy z nas żałują, że ją znaleźli." ten w sumie tez jest calkiem ok, ale przeciez to moje to nie byla milosc, bo prawdziwa milosc trwa wiecznie i znosi wszystko. prawda? lece wkuwac buzka Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 17.06.07, 16:38 od piatku mam absolutorium, zaraz obrona... teraz w sumie tylko tym zyje :) plus to, jaki 'mundurek' sprawic sobie na obrone, pamietanie zeby zapisac sie do fryzjera... poza tym wczoraj sie wazylam i w sumie wychodzi na to, ze w tym roku schudlam juz 6kg. potrzebuje tylko jeszcze jeden cm mniej w biodrach i zmieszcze sie w moja ukochana spodniczke - w sam raz na impreze po koncu szkoly :))))))))))))))))))))))) od lipca zaczynam prace - i tu wam blysne - prace w wyuczonym zawodznie :) juhu! a jakos w tym tygodniu po egzaminach jak mnie naszlo na sprzatanie - bo przez sesje troszke sie 'zaniedbalam' w tym moim zboczeniu do porzadku (eh a dzis juz bajzel) wywalilam ostatnie resztki rzeczy mojego eks, nawet nie mialam wyrzutow ani satysfakcji. wydaje mi sie ze kuracja sie powiodla. widze ze go nie ma na gg - czyli zmienil numer albo sie ukrywa. na gronie tez sie nie loguje, byc moze pierwszy i jedyny raz wzial sobie do serca moje zdanie i naprawde doszlo do niego moje 'nie burz mojego swiata' :D :D :D buziory aaaha, a co u was? misia - ciesze sie, ze ci pomoglo i nie popelnialas moich bledow :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 17.06.07, 15:29 Witaw Wszystkich, Nigdy w życiu nie pisałam na forum ale teraz postanowiłam napisać.Wątek przeczytałam cały od deski do deski i chciałam bardzo wszystkim tu piszącym podziękowac bo dzięki temu wątkowi jestem w stanie pogodzić się z faktem, że zostawił mnie facet i nie robie żadnych głupot, które pewnie robiłabym gdyby nie lektura tego wątku. Usunełam jego nr gg i tel. i mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
yagiennka Re: wracanie do siebie 17.06.07, 16:51 Rany, to chyba najdłuższy wątek jaki w życiu widziałam!!!:) Podziwiam szczerze jak wszystko przeczytałas. A ja ze swiej strony powiem tak, ludzie się rozstają i czasami faktycznie wracają do siebie i jest ok, czasami trzeba kogoś stracić aby stwierdzić że nie możemy bez kogoś życ i ta osoba jest nam potrzebna. Ale jeste jeden warunek - oboje ludzie muszą CHCIEC. Bez chcenia się nic nie da. Różne gadania facetów typu ja nic nie przekreślam, może kiedyś itp to są zwykle takie czkawki z wyrzutów sumienia i z troski o tą jednak bliską kiedyś osobę. Ale raczej nie należy sobie robić złudzeń. Albo się chce i to czuje albo zamykamy rozdział. Pozdrawiam i powodzenia. (zostawiona przez wielu i niejednego też zostawiłam) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 17.06.07, 17:31 no ja w koncu doroslam do zamkniecia tego rozdzialu - w sumie wialo juz nuda, wszystko bylo opisane w poprzednich rozdzialach, to takie ani podsumowanie, ani zakonczenie bylo, zreszta takie do przewidzenia... ja po prostu cos na raty i z doskoku chyba czytalam ta bajke :) no, my oboje nie chcielismy i to jest chyba jedyna rzecz o ktorej moge sie wypowiadac w kategorii >my< mowiac o moim eks i mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
metoja Re: wracanie do siebie 17.06.07, 18:40 Dorzucę mądre zdanie do wypowiedzi Akkknes: "Czasami dziękuję Bogu za to, że nie dał mi tego o co tak bardzo prosiłam..." Niestety nie mojego autorstwa, ale jak część z Was, drogie Panie, przeszłam przez taki koszmarek, jakim jest bycie brutalnie porzuconą. I szczerze powiem, że po 2 miesiącach (czyli jeszcze nie tak źle) dochodzę do wniosku, że mogę się już pod tym zdaniem podpisać. ktoś tam na górze ma plan i najwyraźniej nasi "byli" mieli być "byłymi". Wiem, że ludzie są różni, ale kilka rad jest uniwersalnych - myślę tu głównie o Timbuni! Timbunia, mam taką propozycję: jak tylko zaczniesz o nim myśleć powiedz sobie głośno NIE!!! I zacznij na siłę myśleć o czymś innym: jeśli lubisz morze to o morzu, jak góry to o górach itp. Jeśli to skojarzy Ci się z nim, to zacznij myśleć o czymś innym. Moja mama lecząc się z depresji stosowała taką metodę; jak ogarniała ją straszna beznadzieja myślała o listkach... że są zielone i tak do obrzydzenia jak mantre powtarzała "listki są zielone listki są zielone", to tak męczy, że człowiek już nie ma siły o czymś innym myśleć... Mama jest zdrowa, a ja sama metodę wypróbowałam i działa. Stosowałam jeszcze system nagród za "nie myślenie o nim" - czekoladki itp ;-) Trzymajcie się dziewczyny! Metoja Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 17.06.07, 18:56 cholera a ja na diecie jestem!! :P Odpowiedz Link Zgłoś
metoja Re: wracanie do siebie 17.06.07, 19:14 to proponuję coś bardziej dietetycznego i powalającego smakowo: szklanka soku pomarańczowego szklanka soku jabłkowego szklanka mrożonych truskawek jeden duży banan miksujemy i się delektujemy... nigdy czegoś tak pysznego nie piłam! POLECAM!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 18.06.07, 09:18 nie moge :( bo to 'trzynastka' - a musze zgubic DWA CM w biodrach zeby sie w ta moja kiecuszke wbic... za to po imprezie jak sie rzuce na czekoladki to bedziecie musieli dzwonic po greenpeace :D :D a co do truskawek - to tylko zywe, mrozonki ani gotowanej nie przelkne :/ Odpowiedz Link Zgłoś
kolejny_forumowicz Re: wracanie do siebie 18.06.07, 10:46 naprawdę przeczytałać cały???? uchuhu, podziwiam...;) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 18.06.07, 18:03 Przeczytałam cały ale nie za jednym zamachem:-) czytałam partiami przez cały tydzień. Jak mnie brała ochota, żeby do niego zadzwonić i zacząć mu jenczeć w słuchawke to brałam się za czytanie tego wątku i ochota mi przechodziła.No i teraz się trochę martwie co teraz mnie będzie podczymywało na duchu!!! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 18.06.07, 21:05 spokojnie kochana podczymywac a nawet i podtrzymywac cie bedziemy tylko pisz jak bedzie czeba albo trzeba :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 18.06.07, 22:48 ok postaram się już bez byków pisać:) u mnie to nawet nie jest problem, że ja się nie mogę powstrzymać przed dzwonieniem czy pisaniem do niego. Ja mam taką naturę, że bardzo szybko się poddaje, nie chce się narzucać tylko bardzo smutno mi, że mimo tego, że ja nie piszę i nie dzwonię on też nie szuka kontaktu ze mną wiem, że to nie logiczne bo gdyby chciał tego kontaktu to by nie zrywał.Pokręcone to strasznie i mam dość niezdecydowanych facetów, którzy nie wiedzą czego chcą. Taki powinien mieć to wytatułowane na czole ku przestrodze. Dobranoc Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 18.06.07, 23:15 nie wiem jak twoje - ale moje noce ostatnio sa tylko dobre :) ale widze ze - np czytajac juz ten watek - masz inne podejscie ode mnie do zycia. zazdroszcze (tez taka kiedys bede, mam nadzieje ze zbyt czesto los nie bedzie mnie juz kopal:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 19.06.07, 07:53 noce nigdy nie były złe ale ranki są najgorsze bo wszystko wraca. Moje podejście faktycznie jest inne dzięki temu wątkowi bo w dniu kiedy ze mną zrywał nie byłam ani taka pogodzona ani taka dumna do tej pory trochę mi głupio jak sobie przypomne co ja wyprawiałam.Na całe szczęście już na drugi dzień trafiłam na Twój wątek i jemu dałam spokój co nie znaczy, że moi przyjaciele nie cierpieli ze mną podwójnie dalej cierpią bo ja mam jakąś sadystyczną przyjemność wyciągania tego wszystkiego i analizowania w kółko.Czasem mam ochotę zadzwonić do niego i wykrzyczeć mu jak to ja wszystkiego co się z nim tyczy żałuję ale poco mnie to nic nie da a jego tylko utwierdzi w przekonaniu, że dobrze zrobił bo jestem histeryczką ;) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 19.06.07, 13:38 oj kochana, widzisz co ja mialam z tego analizowania? nic fajnego :/ a przyjaciele cierpia, ale kurna - az milo sie robi wiedzac ze masz kogos z kim mozesz pogadac poglucic sic poryczec i poanalizowac i ten ktos cie nie zostawi, nie? przyjaciele to skarby. moi wlasnie kombinuja mi wakacje :) i to nie byle jakie, takie z fajna zabawa i przygoda i w ogole :) ciekawe czy sie uda. u mnie ranki byly lepsze od nocy - bo rano wiedzialam ze MUSZE sie ogarnac i przez pare najblizszych godzin musze przynajmniej psrawiac pozory zdrowej a nie nadajacej sie na leczenie zamkniete :) Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 19.06.07, 14:36 witajcie kochani, ja chyba nie jestem jeszcze gotowa na zamknięcie tego rozdziału. Wciąż walczę o każdą chwilę normalności. Mam ciezkie momenty i chwilowo nie jest ich mniej. Raz czuję się beznadziejnie a raz stosunkowo dobrze. niestety tęsknota jest ogromna, i nadzieja wbrew czasowi rośnie = mimo ze on sie do mnie nie odzywa. a jesli juz to z prawie złosliwą uprzejmoscią odpowiada na moje smsy. Ciąglę analizuję, zadaję sobie pytania. Rozmawiam z nim w myślach. z jednej strony mam dość chcę się uwolnić , ale z drugiej strony nie potrafię się z tym pogodzić. Nie wiem jak sobie poradzić, mam wsparcie bliskich w miarę ich możliwości, ale to niestety nie wystarcza. Nie umiem znaleźć gotowej recepty i tak jak niektóre z was też nie wyobrazam soebie kogo innego na jego miejscu, i boje sie ponownie zaangazować obawiam sie odtrącenia. zresztą kandydatów brak na horyzoncie, ja sama czuje sie potwornie brzydka, zmeczona życiem , czasem myslę o końcui :( Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 19.06.07, 15:15 timbunia mnie się wydaje, że nie ma gotowej recepty. Każda z nas inaczej sobie z tym radzi raz gorzej raz lepiej. Może trzeba przestać rozpamiętywać, może powinaś wzbudzić w sobie złość na niego.Dlaczego to Ty masz to tak przeżywać, cierpieć a on nic.timbunia spróbuj się zmusić do nie myślenia o nim, i nawet nie gadaj takich głupot, że myślisz o końcu naprawdę chciałabyś żeby Twoim ostatnim doświadczeniem życiowym było, że facet z Tobą zerwał. Przeżyjesz jeszcze dużo pięknych chwil w swoim życiu tylko musi minąć trochę czasu. Musisz pozwolić sobie zapomnieć. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 19.06.07, 14:52 Wiem, że analizowanie to nic dobrego ale ja nie potrafię inaczej. Ja nie potrafię nie rozkminiać tego wszystkiego bo mnie jest naprawdę trudno uwierzyć, że to się skończyło i dlaczego to się skończyło.No nic może nadejdzie w końcu taki piękny dzień, że w ogóle przestane o nim myśleć.Wakacje nie zapowiadają się udanie chyba nie dostane urlopu w pracy więc wieczorami będę wyła do księżyca;) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 00:10 Timbinia, zapisz się do dobrego psychologa, naprawdę... pomoże Ci. Akkknes, nie łam sie tylko:) Madzia, odezwij się, bo zaczynam się niepokoić... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 00:18 hej kaktusica - patrz jakie mam szczescie: tylko wlazlam na forum a twoj wpis :) ja sie nie lamie, za pozno juz. mowilam wam juz ze pozbylam sie reszty gratow eksa? co prawda miejsca w szafie i tak mi nie przybylo :D no ale wiecie jak to jest miedzy nami kobitkami :D kochana, mamy lipiec, ja zaraz bede miala dyplomik ukonczenia studiow (nooo mam nadzieje ze nie polegne na samym finiszu) potem od razu lece do pracki a potem... ah morze :)))))) wakacje :))))) witaj przygodo, niech zyje szalenstwo!! to bede sto razy fajniejsze wakacje niz z eksem w zeszlym roku - chociaz WYDAWALO mi sie ze to byl szczyt marzen :D ale ja dopiero teraz poznaje smak PRAWDZIWEJ ROZKOSZY ;)))) a madzie tez sie martwie, bo miala mi mejla w poniedzialek napisac i ja naprawde mam juz jakies zboczenie sprawdzania skrzynki... ale pewnie smazy tylek na plazy :))))) oby. a co do timbuni - juz wczesniej mialam odpisac ale czkalam ze moze cos jeszcze napisze. mnie zatkalo jak przeczytalam ze rozmawiasz z nim w myslach... timbunia, tak nie mozna. to juz nie jest tak jak moja glupota - powiedzenie sobie samej dosc, ty naprawde potrzebujesz pomocy specjalisty. bez jaj, tylko idz do jakiegos poleconego. bo to juz za dlugo i zbyt dziwnie - sorry za szczerosc, ale nawet jak na mnie. o miske sie nie martwie, widze ze dziewczyna ma leb na karku :)))) nie wiem tez co z psychpsych i gabryska, bo qw widze na forum, nawet jej chalupe chcialam sprzatnac ale nie skorzystala :P buzka Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 20.06.07, 07:56 akknes dzięki tylko nie wiem gdzie była ta moja głowa na karku jak z nim byłam. Sygnały to miałam takie wyrażne, że nic z tego na dłuższą mete nie będzie, że ślepy by zauważył. Ja w to brnełam jak głupia i teraz mam efekty. Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 10:26 bo qw widze na forum, nawet jej > chalupe chcialam sprzatnac ale nie skorzystala :P A chałupa dalej upierniczona :) To znaczy podłogi, szafa w przedpokoju i pawlacz. Ale dzisiaj się za to wezmę, obiecuję ;) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:05 uuu... pawlacz - wspolczuje!! u mnie ta rzecz to istny skladzik staroci /niepotrzebnych rzeczy /itd - jakby mi ktos kazal to sprzatac to tylko za naprawde duze pieniadze i to metoda 'wszystko do wora i na smietnik' :D :D :D Odpowiedz Link Zgłoś
mloda.kobietka23 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 10:44 I to mi sie podoba:)jak widze silne dziewczyny co stoja twardo na ziemi !!zycze Tobie udanego zycia i wyrwij fajnego towarka nad morzem:) Odpowiedz Link Zgłoś
angie3101 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 11:23 Zgadzam się z przedmówczynią :) silne kobietki górą, a emocjonalni popaprańcy won :P Ps.Dziewczyny, ja tez przeczytałam cały watek, zaczęłam czytac w kwietniu i od tego momentu czytam ten watek regularnie ;)nie będę oryginalna jesli powiem, że znalazłam się w podobnej sytuacji do Was, chociaz mój eks nie jest emocjonalnym popaprańcem (chociaz może i jest ale nie do tego stopnia co eks Akknes;P )..W każdym razie miło jest czytać Wasze optymistyczne wypowiedzi, widzieć jak z każdym dniem stajecie się silniejsze..:) oby tak dalej :) pozdrawiam serdecznie :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:01 ja trochę zaczełam podchodzić do tego wątku jak do książki, wiem, że to trochę nie fajnie dla Akknes bo ona to przechodziła naprawdę i męczyła się z tym tyle czasu. Jest to jednak pocieszające, że jest to możliwe żeby się z tym uporać, że w końcu kiedyś się zapomni ja czekam na ten dzień. To nie o to chodzi, że ja koniecznie muszę kogoś mieć ja chce po prostu przestać o nim myśleć, przestać się męczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
mloda.kobietka23 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:08 zobaczysz ze to przejdzie...mi zajelo o roku uuuu poraszka, i marnotrastwo czasu...teraz sie z tego smieje:)i wiem ze na swiecie jest pelno wartosciowych ludzi ktorzy tylko czekaja zeby mnie poznac:)a ja ich:)!! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:26 ja sie moze z tego nie smieje, ale dziwie sie ze bylam tak glupia i pozwolilam sobie na tyle straconego czasu... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:18 wiesz, to nie jest tak, ze nie fajne dla mnie ze podchodzisz do tego jak do ksiazki - ja nie zapomnialam tego co bylo i nie odcinam sie od tego, wyszlo jak wyszlo i jest jak jest. jesli tylko to ci jakos pomoga, to super, ciesze sie i to jest naprawde fajne. meczylam sie i to co przeszlam to moje. uporac sie mozna, zapomniec raczej nie. i to nie bedzie kwestia jednego dnia - to powoli peka w tobie jakas skorupka az kiedys po ilus dniach stwierdzasz ze tej skorupki na serduchu i w myslach nie masz od jakiegos czasu i tak naprawde nie wiesz dokladnie od kiedy... zobaczysz jeszcze troche i bedziesz pisac tak jak ja - nie jako ofiara a zwyciezca, ktory nie da soba pomiatac w szerokim tego slowa znaczeniu :))) tego ci zycze Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:29 ja to sie w ogole zastanawialam czy tego watku sobie nie wydrukowac... kiedys przekopiowalam do worda i wyszlo pona 50 stron... ale jakbym miala to formatowac i w ogole... to stwierdzilam ze nie chce jednak wracac do tego co bylo i czytam tylko nowe strony, do poczatkowych nie wracam :) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:09 silna to ja dopiero bede po obronie bo na razie z kazdym dniem blizej obrony robie sie coraz bardziej 'mientka' :( a co do towarka - to raczej fajnego turka :D :D :D bo ja do krainy kebabow sie wybieram :] Odpowiedz Link Zgłoś
mloda.kobietka23 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 12:28 Turek nie Turek aby fajny byl :D Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 13:31 hehehe lece na poczte wlasnie nagralam mu piosenke dody katharsis na plytke lece po koperte z babelkami, wrzucilam odpowiedni komentarz i fruuu poleci - szkoda ze nie zobacze jego miny. komorki i gg nie odbiera wiec dostanie paczuszke :D za to wlasnie kocham dode - ze ma takie mozliwosci a z drugiej strony szczerze wspolczuje radziowi majdanowi :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 20.06.07, 15:43 piosenki dody jeszcze nie słyszałam, a jeżeli chodzi o Twój wątek to czytałam, żeby się dowiedzieć czy się uwolnisz od Twojego byłego i bardzo trzymałam za Ciebie kciuki. Jeżeli chodzi o facetów to powoli odnoszę wrażenie, że porządnych facetów już nie ma bo żyją w udanych zwiąskach. Zostali sami popaprańcy, którzy sami nie wiedzą czego chcą, mają problemy z zaangażowaniem i w ogóle to maja same problemy. Od takich to ja się wolę trzymać z daleka. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 16:53 piosenka mimo ze dody i pewnie zaraz ktos mnie zjedzie ze badziew kicz i w ogole to jest ok. uwolnilam sie, to bylo do przewidzenia, przeciez inaczej musialabym naprawde poddac sie leczeniu zamknietemu, bo juz powoli wariowalam. ale prawda jest taka, ze forum mi ostro pomoglo. ja na razie wmawiam sobie ze kogos znajde sobie i to nie bedzie jednak pierwszy lepszy byle jaki byle byl... ale jak mowie - to jest jak na razie, co bedzie dalej nie wiem :( Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 16:53 aha oddzwonil ale powiedzialam ze u mnie czasu brak i koncze :D <satysfakcja_gwarantowana> Odpowiedz Link Zgłoś
mrowka221 Re: wracanie do siebie 20.06.07, 19:48 Dziewczyny dołączam do Was z moja historią. Zajęta własnymi problemami przeoczyłam ten wątek! ale zaraz zabieram się do czytania/;) Ja jestem teraz w fazie:, zamknąc ten rozdział i zapomniec, choc jest ciężko..... Moja historaia zaczęła sie dokładnie 29 kwietnia, zostałam sama, mam 25 lat i 4- letnie dziecki. Wklejam wam linki do mojego wątku: Tak się to zaczęło i tak walczyłam: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=62156813&v=2&s=0 A tutaj, jak juz zaczynałam miec dośc i dałam sobie z tym wszystkim spokój: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=64315697&v=2&s=0 Trzymajcie się wszystkie. Pozdrawiam serdecznie Mrówka Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 20.06.07, 20:24 mrowka, ta historie z ta laska co zalozylas na tym forum czytalam troche, do tego pierwszego linku zajrzalalam ale nie umiem obiektywnie oenic... przejrzalam poczatek i koniec i jedyne co ci powiem to to, ze za zadne skarby swiata nie dalabym mojemu eksowi linka do watku 'wracanie do siebie'. i pomijajac juz to, ze pisalam tu rzeczy o ktorych mu nie mowilam, ze sie otwieralam i to tutaj tak naprawde cierpialam... nie chcialabym zeby to przeczytal bo gdyby to przeczytal to by wrocil - z litosci. patrzcie moja dziewczyna to bohaterka, co ona dla mnie robila, milion osob jej mowi jestes glupia a ona nic, jakby cos nie wyszlo to moge ja znowu wyrolowac. za nic. tak szczerze mowiac to wiem ze jakbym zaczela czytac ten moj watek od poczatku to bym sie poryczala jak glupia, wrociloby wszystko. z perspektywy czasu jest ok, nie ogoladam sie za siebie i tyle. na kompie staram sie nie otwierac folderow ktore on mi zakladal, gdzie sa jakies tam wspolne dokumnety zdjecia muzyka filmy... czytam co jakis czas tylko o dodzie i majdanie i gdzies w srodku mnie sciska, zawsze sie smialismy ze jestem doda a on moim radziem. dobra niewazne bo sie wkrece. pozdrawiam i zycze powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 21.06.07, 15:39 mrowka jesteśmy w tym samym wieku ale doświadczenia zupełnie inne. Mnie rzucił facet więc w ogóle nie mogę tego porównywac do Twojej sytuacji. Nie wiem czy potrafiłabym wybaczyć chodzi mi o tą drugą kobietę. Za szybko sobie ją znalazł, za szybko postanowił przekreślić wszystko co było mniędzy Wami. Mam nadzieję, że trzymasz się dobrze i że synek też ma się dobrze:) Ja bym Ci radziła zapomnieć o mężu wiem, że łatwo powiedzieć trudniej zrobić bo w końcu jesteście małużeństwem ale z tego co przeczytałam na Twoich wątkach to Twój mąż chyba nie dorósł do bycia mężem, ojcem. Trzymaj się i na pewno będzie lepiej, musi być:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 21.06.07, 23:33 oj misia dzieki za poprzedni post... przywrocilas mnie do pionu!! jakis czas temu dzwonil do mnie eks zeby mnie poinformowac ze dostal moja paczke :D zastanawialam sie w ogole czy o tym pisac, bo troche tam to mnie zagotowalo, ale... no mowi mi najpierw ze dzwoni tylko po to zeby mi powiedziec ze dostal paczke, no to mowie ok, a on a co tam w ogole... bla bla bla... na odczepenego najbardziej lakonicznie ale grzecznie przewinelam sie przez jego pytania. niestety moja zlosliwosc nie pozwolila mi trzymac jezyka za zebami i odpowiedzialam mu, ze nie wysylalam tego @ tylko listem bo moze ktos mu poradzil traktowac moje mejle jako spamy ('oj bez przesady nikt nie wchodzi na moje konta' - jassssne) potem ze konczy bo jeszcze w pracy - to mu zakonczylam rozmowe ze ooo to na pewno marysia go tam jeszcze odwiedzi ('no raczej chyba na pewno' - ale bez wrazenia na mnie, myslalam ze sie porycze albo wpadne w nerwowy smiech w takiej sytuacji ale nie...) poza tym wczoraj siedzialam na gronie i tak stwierdzilam ze cos ZA DUZO ludzi nagle porozstawalo sie, ma nowych partnerow... czemu tak jest? ci ludzie z reguly byli z kims dluzej juz, mieli wspolnych znajomych i w ogole... zaskoczylo mnie to tak szczerze mowiac. a to mnie ustawilo do pionu: Mnie rzucił > facet więc w ogóle nie mogę tego porównywac do Twojej sytuacji. Nie wiem czy > potrafiłabym wybaczyć chodzi mi o tą drugą kobietę. Za szybko sobie ją znalazł, > > za szybko postanowił przekreślić wszystko co było mniędzy Wami. dzieki Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 22.06.07, 10:43 akknes najlepiej w ogóle nie myśl o Twoim byłym i tej jego Maryśce po co masz sobie niepotrzebnie ciśnienie podnosić. Dlatego ja wole nie dowiadywać się co słychać u mojego byłego on też nie wykazuje jakiegoś szczególnego zainteresowania moją osobą i chyba tak mi jest dobrze. Nie potrafiłabym ukryć ani zazdrości ani złości gdybym się dowiedziała, że już kogoś ma dlatego dla mnie bezpieczniej jest nie wiedzieć i sie z nim w żaden sposób nie kontaktować. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 22.06.07, 15:05 wiesz, on zawsze byl takim moim radziem jak u dody... i jak uslyszalam ta piosenke to po prostu wiedzialam ze to bedzie szczyt z mojej strony - bo nie bedzie ani radzia ani dody a slowa piosenki sa bardzo jak dla mnie realistyczne - tez myslalam ze chce miec z nim dziecko, ze tylko z nim chce sie budzic... bla bla bla... 'rzeczywistosc tnie serce moje na wskros, nigdy juz nie zajrzysz w nie...' czy jakos tak. albo 'nie wybrales mnie - zegnaj mnie... nie chce zyc jak cien' jak ktos to przeczyta to powie ze glupia doda glupie slowa itd ale dla mnie to jest kurna jakby hymn. spiewa o tym co przechodzilam i co bylo. to naprawde buduje - nie jestem jedyna. dzis stalam w korku i robotnicy ukladali kostke bauma - i jeden z nich byl tak podobny do mojego eks... taki sam nos i spojrzenie... chwila sentymentu ale przeszlo :) szkoda tylko ze niktorzy ludzie na rozstaniu utrzymuja ze soba kontakt, a jemu marysia radzi zeby zerwal kontakt i on to robi - ja w zyciu nikomu tak nie radzilam i nie poradze. no ale jesli on lubi stwarzac pozory ze pracuje i o polnocy spraszac marysie do pustego biura w centrum miasta - i jej tez to pasuje to moze dobrze ze tak to jest? dla mnie albo sie pracuje albo sie udaje przed rodziacami, nie ma nic po srodku. szkoda ze zapomnialam go zapytac czy w koncu cos zarobil bo jakie to on tam pieniadze mial zarabiac... nie, dobrze ze jest jak jest. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 22.06.07, 21:07 ja myślę, że bez kontaktu jest dla mnie lepiej. Jest ciężko się powstrzymać przed dzwonieniem czy pisaniem czy pogodzić się z faktem, że on nie szuka kontaktu ze mną ale z czasem będzie łatwiej aż w końcu zupełnie mi przejdzie. Jakbym miała z nim kontakt cały czas bym sie łudziła, że może jeszcze coś z tego będzie. A tak mam jasność ,że już nic z tego nie będzie i mam czas na pogodzenie się z tym faktem i w końcu na zapomnienie o nim. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 22.06.07, 21:12 ja w sumie tez z nim nie mam kontaktu, poza tym wiem ze jak na razie - poki jestem silna i odwazna i w ogole.. - on tez nie odezwie sie pierwszy,ale robi to tylko po to, ze czeka na moje podkniecie sie, kiedy bede mogla mu niby pokazac 'zobacz jaka jestem slaba bez ciebie'. no niestety, ja tego mu nie pokaze. a taka mysl ze szkoda ze nie mamy kontaktu przemknela mi wczoraj czy jakos tak przez glowe, ale misia spokojnie ja juz tak tutaj czasami mam, ze jak wyskocze z jakas glupote, to wystarczy mi napisac spokojnie ze zywczajnie pieprze glupoty i przechodzi :) nauczysz sie ;) ja teraz lece do wanny a potem znowu kuje do obrony bo dni leca czasu coraz mniej a ja w lesie :( Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 23.06.07, 16:34 ja mam dzisiaj mały kryzys. Myślała, że już mi lepiej a dzisiaj mnie tak dopadło bez ostrzeżenia:( już nawet nie mam komu o tym mówić bo już wszyscy mają tego tematu dość i nie mogą zrozumieć jak ja mogę rozpaczać za kimś kto mnie tak potraktował ale najwidocznej można bo ja nie mogę przestać:( Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 23.06.07, 16:59 misia, masz komu mowic - kto lepiej niz ja cie zrozumie? :) ja wiem jak to jest glupio nawet przyjaciolom czy rodzinie po raz enty ryczec w rekaw, jak masz od srodka taka potrzebe ale wiesz jak to wyglada z zewnatrz. ja od razu uciekalam wtedy na forum albo na sile sie czyms zajmowalam - powiem ci ze mimo wszystko w najgorszym okresie mialam najladniej zrobione paznokcie - malowalam i nogi i rece na frencza - musial byc perfekcyjny, czasami schodzilo sie naprawde dlugo, ale zajecie naprawde wciagajace :) dzis stwierdzilam ze w ciagu nicalego pol roku nadrabiam cale zaleglosci sprzed dwoch lat - bo zdarzalo sie, ze sobie myslalam, ze juz statryczalam i zrobilam sie nudna ze ciagle chcialam z nim siedziec od czasu do czasu kino albo shopping czy jakas knajpa z jedzeniem. potem jak mi powiedzial ze to ja nigdzie nie chcialam wychodzic a on potrzebuje sie bawic itd - utwierdzilam sie w tym. a teraz sie okazuje, ze znajomi ci sami, przeciez nikogo na sile nie szukalam a impreza za impreza, gdyby nie obrona w tym tygodniu to pewnie juz wczoraj bym balowala :) i tak dopiero z dzisiejszej perspektywy jego gadanie o tym, ze on chce sie bawic i szalec bo ma dopiero 20 pare lat, ze kasa kasa kasa bedzie tlukl taka kase ze siemasz karol, ze wyjazdy i w ogole - i zgadnijcie, kto sie bawi i szaleje, ma fajna perspektywe pracy i wyjazdu...? no wlasnie. a jeszcze niedawno ryczalam jak glupia i za nic nie chcialam zrozumiec madrych rad... a kryzysy sa po to, zeby po nich od nowa zaczac oddychac pelna piersia. a nie na takim bezdechu. z kazdym kolejnym podniesieniem sie z kryzysu jest coraz blizej do sukcesu, pamietaj! Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 23.06.07, 19:16 ja się nie mogę pogodzić z tym rozstaniem, głupie nieporozumienie, ja się wziełam uniosłam honorem i się obraziłam a potem wyszło to co wyszło i już nic się nie da zrobić. Będę chyba do końca życia tego żałować bo zawaliłam coś fajnego:( Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 11:53 Witajcie! Witaj akkknes - bohaterko i cała reszto:) Jestem tu nowa, bo sprawa jest nowa, bo rozstanie jest nowe (3dni). Jestem na początku i błogosławię los, że od razu dał mi znaleźć ten wątek. Siedzę i czytam już od 3 h, śmieję się, że niektórych wpisów nauczę się na pamięć:) 8lat znajomości, 3lata związku,rok wspólnego mieszkania. Coraz częstsze pretensje z obydwu stron, niemoc dogadania się, frustracja. A przy tym olbrzymia olbrzymia miłość, z jego i z mojej strony. Takie "żyć bez siebie nie możemy". Kilka prób rozstania, powroty najpóźniej po 4 dniach. Pomyślicie, że w takim razie teraz pewno będzie tak samo, ale obawiam się, że nie będzie. Wszystko jest takie definitywne, ostro ucięte. Kołuje się w nim wściekłość, nienawiść- widać jak na dłoni. Mieszkamy jeszcze w jednym mieszkaniu, będzie się wyprowadzał na dniach. W zasadzie teraz tylko pije i pali, niewiele poza tym. Katorga. Niestety caly wczorajszy dzień byłam maksymalnie memłowata, płakałam, chciałam z nim rozmawiać, przepraszałam, błagałam,prosiłam, żeby jeszcze chciał spróbować. Sami wiecie... Oczywiście jak grochem o ścianę, efekt przeciwny. Wykrzyczał mi nawet, że on nie zmarnuje sobie życia przez to, że ja chcę z nim być... Ale to chyba można wytłumaczyć świeżością sprawy... Dziś rano, gdy jeszcze spał, zrobiłam mu śniadanie (już słyszę sssyk na forum:). Zjadł, podziękował, ale co z tego? ), a pół h później znalazłam ten wątek. No i walczę sama ze soba, trzymam się (bagatela, od 3h;) ). Dam radę i nie zrobię żadnego głupstwa ( w sensie kolejne błagania etc), tylko potrzebuję, żeby ktoś mi teraz napisał, że skoro wracał,to znów wróci; że zasada "olej go" działa w tak wysokim procencie, że i mnie się może udać; że to jedyny sposób; że mam być silna etc. Chciałabym, żeby Ktoś Mądry powiedział mi "Daj radę tydzień i OBIECUJE, że będzie lepiej". Obietnice są dla mnie bardzo ważne... Czy ktoś mi może coś obiecać? Czy ktoś może trzymać za mnie kciuki? Akkknes, gratuluję Ci czasowników w czasie przeszłym w Twoich wpisach- "uciekałam", "zajmowałam". Brawo! Ale ja nawet nie mogę powiedzieć, że też bym tak chciała- ja jeszcze nie umiem "chcieć" bez niego. Odpowiedz Link Zgłoś
angie3101 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 12:08 Wordless1, będzie lepiej, ale..za jakiś czas..jaki? tego nie jestem w stanie Ci powiedzieć..każdy z nas inaczej przeżywa rozstanie, kazdy potrzebuje innego czasu aby to przeboleć..czy bedziecie razem? nie wiem..to banalne co Ci teraz napisze, ale to tylko czas pokaże..z własnego doświadczenia powiem Ci, że skoro w Twoim związku nagromadziło się tyle frustracji, żalu, wzajemnych pretensji, to powinnyście odpocząć od siebie, dać sobie czas na przemyślenie czego tak naprawdę chcecie i czego oczekujecie od siebie i swojego związku. daj mu sie wyprowadzić, nie błagaj żeby został, daj jemu i sobie czas. wiem, że to trudne, ze jeszcze nie jeden raz bedziesz płakała z tęsknoty i pustki za nim, ale uwierz mi, to jest niezbędne, bo za duzo negatywnych emocji nagromadziło się między Wami i pobycie troche osobno da wam możliwość zdystansowania się do tego wszystkiegio, a co za tym idzie, będziecie mieli szanse na pogadanie o tym "na spokojnie", bez zbędnych emocji. piszesz, że nadal jest wielkie uczucie między Wami, więc moim zdaniem możesz byc dobrej myśli, że jeszcze nie wszystko miedzy wami stracone.ale..tak jak juz powiedziałam-daj jemu i sobie czas na uporzadkowanie własnych myśli. trzymam kciuki, pozdrawiam serdecznie :) Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 12:21 angie3101, dziękuję. Oczywiście nie mam zamiaru powstrzymywać go przed przeprowadzką, gdyby został- zjedlibysmy się. Wiem, że to obecnie jedyne rozsądne wyjście. Jedyne, czego chcę, to tego, by nie przekreślał przyszłości. żeby powiedział "zalezy mi, ale muszę sobie wszystko poukładać, uspokoic się,wyciszyć". Poczekam. Ale on kończy definitywnie, nie ma żadnego NAS, nie chce myśleć o przyszłości. Boże, czego ja chcę na 3 dni po rozstaniu?!!! Prawda? wiem, że to głupie. Odpowiedz Link Zgłoś
angie3101 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 12:28 nie ma za co :) wiesz, w gniewie mówi się różne rzeczy, których się potem żałuje..nawt jesli nie powie Ci teraz tego, czego oczekujesz, to nie proś go o to..jesli sie sam nie odezwie, to poprostu sama bedziesz musiała zadzwonić i zapytac, przecież nie będziesz chciała żyć w niepewności, prawda..? ;) no, wybiegłam troche w przyszłość ;) czas, czas i jeszcze raz czas pokaże co z wami bedzie, trzymam kciuki ze wszystko sie ułozy :) daj nam znać co i jak :) oczywiscie zawsze mozesz liczyc na pogotowie forumowe, jak to kiedys okresliła Aknes ;) Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 12:36 O tak :)Ja już wiem, że będę tu stałą bywalczynia, przynajmniej w najbliższym czasie:))) Ile można zadręczać Mamę czy przyjaciół?... Bo ja teraz monotematyczna jestem:) I już sobie postanowiłam, że za każdym razem, kiedy będzie mnie korciło dzwonienie do Niego, pisanie, płakanie, błaganie, to najpierw zaalarmuję Was. Może jakaś Dobra Duszyczka mnie powstrzyma:) Hmm, tylko w takim razie muszę mieć ABSOLUTNIE stały dostęp do internetu:)) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 24.06.07, 13:23 niby każde rozstanie jest inne i każda przeżywa swój mały dramat na swój sposób ale można też dostrzec pewne cechy wspólne jak opowiadanie wszystkim, którzy tylko chcą mnie słuchać jaka to ja jestem nieszczęśliwa i jak tęsknię i dlaczego on nie dzwoni. Ja sobie doskonale zdaje sprawe, że już jestem męcząca bo ileż można gadać na jeden temat i rozpamiętywać cały czas te same rzeczy ale ja mam taką potrzebe i co mam z tym walczyć jak sobie pogadam, wypłacze się czy sobie pokrzycze to mi przejdzie. Ja też dziękuję Bogu, że na drugi dzień po zerwaniu znalazłam ten wątek. Przez pierwszy tydzień maiałam nadzieję, że jak przestane się odzywać to on zatęskni, odezwie się i będzie chciał wrócić niestety nic takiego się nie stało mija już drugi tydzień i dalej nic więc mam coraz mniej nadzieji i wpadam w coraz większą rozpacz ale Twoja sytuacja worldless jest inna bo Wy się kochacie a u mnie tylko ja kochałam więc powinnam sobie już dawno dać spokój ale nie potrafię. Wiem, że nagle nie stwierdzi, że mnie kocha bo się do niego przez dwa tyg nie będę odzywać nawet mogłabym się 10 lat nie odzywać dla niego to będzie bez różnicy. Trzymaj się dzielnie wordless i pisz bo mnie też trzeba pocieszać;-) Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 13:51 misiu, czekaj cierpliwie... 2 tyg to nie jest dlugo (Jezu, ja to piszę...), jeśli przeczytałaś cały wątek, to wiesz, że czeka się dłużej. Miej nadzieję i trzymaj się. Ja też będę. Wiesz, pomyślałam sobie, że muszę sobie wytyczyć jakąś granicę, jakąś datę,do której absolutnie będę się trzymać. Co dalej-nie wiem, ale do tej daty sza! Tak się składa, że w połowie lipca mam urodziny. Nie wierzę, żeby się wtedy nie odezwał, więc na razie czekam do moich urodzin. Wtedy coś się MUSI stac (mam nadz, że coś pozytywnego). Potem mogę zdychać, umierać, wszystko, ale na razie o tym nie myślę. na razie jest 19 dni do moich urodzin, 19 dni ciszy. Może też wyznaczysz sobie jakąś taką datę? I nie ma bata!!!!!! (nie musisz mi pisać, że co innego się mówi, a co innego się robi i że to cholernie ciężkie, WIEM) zalał mi przed chwilą herbatę... Boże, jak nisko upadłam, skoro mnie to cieszy:))) Wszystkim Paniom, Panom z tego kółeczka psychoterapeutycznego się kłaniam grzecznie!:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 24.06.07, 15:48 ja nie mam na co czekać bo wiem, że w moim przypadku nic się nie wydarzy. On się nie zaangażował więc u mnie to jest kwestia uświadomienia sobie w końcu tego faktu a jeżeli chodzi o moje urodziny to nawet nie bedzie wtedy już o tym pamiętał. Ja muszę się w końcu zabrać za siebie. Trzymam kciuk żeby w Twoje urodziny się coś pozytywnego przydarzyło:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 24.06.07, 15:46 misia - uwierz mi: nic nie dzieje sie tak ot sobie, jesli wiec stalo sie tak a nie inaczej, NIE BEDZIESZ do konca zycia tego zalowac. to normalnie ze jest w tobie zal, smutek, pretensje do pana boga i wszystkich innych i samej siebie - naprawde wydaje mi sie, ze jestem osoba ktora cie rozumie... nie chce tez powiedziec ze skoro ja sie podnioslam i zrobilam tak a nie inaczej to to jest najlepsze wyjscie. ale jesli widzisz ze marne szanse... to wierz mi - to co ja zrobilam jest ok i teraz jedyne czego zaluje to to, ze nie zrobilam tego wczesniej. Aha - to chyba wazne: bylam wczoraj na bibie i ANI RAZU nie zalowalam ze jego tam nie ma!! Bawilam sie na prawde bosko!! Miesiac temu jeszcze wylam po imprezie ze bylam sama a teraz nic - sukces :D a co do wordless - rzeczywiscie 3dni to malo. Nie powiem ci ze bedzie tak czy tak, ze wrocicie czy nie... jedno co ci moge powiedziec a nawet obiecac: to niezaleznie od tego jak sie ulozy - za tydzien naprawde bedzie lepiej!! ja tez sie ludzilam i czekalam - najpierw do jego urodzin a potem moich - czytaj dalej, zobaczysz co z tego wyszlo i sama wyciagniesz wnioski... jakby cos to pisz, postaramy sie ci pomoc. ja od razu z gory uprzedzam i przepraszam - w tym tygodniu mam obrone wiec moge byc tylko na chwile ale postaram sie wpadac jak najczesciej. powodzenia :))) Odpowiedz Link Zgłoś
wwiolla Re: wracanie do siebie 24.06.07, 17:35 Wordless mysle, ze powinnas z tym facetem porozmawiac na spokojnie, skoro masz taka mozliwosc bo jeszcze mieszkacie razem. Zapytac sie go co czuje, co mysli, co planuj, po prostu szczerze z nim porozmawiac ale na SPOKOJNIE bez krzykow i awantur bo takie zachowanie moze go zniechecic do rozmow i do zwierzen. Z drugiej strony moze jednak nie warto zabiegac o niego skoro jak napisalas: Wykrzyczał mi nawet, że on nie zmarnuje sobie życia przez to, że ja chcę z nim być... kończy definitywnie, nie ma żadnego NAS, nie chce myśleć o przyszłości. jesli tak postanowil to w zaden sposob nie zatrzymasz go przy sobie ani nie zmusisz do milosci. Napisalas, ze ta Wasza milosc jest z obu stron, ze jest wzajemna ale czy na pewno?? Jesli Cie kocha to jak mogl Ci powiedziec ze nie zmarnuje sobie zycia przez to ze Ty chcesz z nim byc!!!! Jedno wyklucza drugie. Ja niedawno zalozylam wlasny watek pt. Jak dalej zyc? wiec jesli jestes zainteresowana to przeczytaj str 5 lub 6. Jest tam wiele cennych rad ale wiem z wlasnego doswiadczenia, ze trudno sie do nich dostosowac. Ja przechodze rozne etapy, raz sie z tego smieje i mowie sobie ze dam rade bez niego a nastepnie dopada mnie fatalny nastroj, jestem zalamana i mysle ze jednak nie dam bez niego rady i nigdy nie bedzie juz tak dobrze jak kiedys. Moja rada brzmi porozmwawiaj z nim na spokojnie jesli masz go pod reka, moze jego zachowanie jest tylko przejsciowe i za pewien czas wszystko minie i wroci do ładu. Dzisiaj rano lezac w lozku przeszla mi przez glowe taka mysl, ze moze tym wszytskim ktos gdzies steruje, ze nie mamy na to zadnego wplywu i czasami musi byc zle zeby potem bylo znowu dobrze. Nie przejmuj sie na pewno wszystko sie ulozy. Trzymam kciuki za Ciebie i za pozostale osoby. Trzymajcie sie cieplutko Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 24.06.07, 17:49 zgadzam się z wwiollą, przez te 3 dni emocje na pewno trochę opadły więc rozmowa to bardzo dobry pomysł. W złości wiele rzeczy się mówi, których potem się żałuję najważniejsze żeby teraz póki masz okazje na bieżąco to wyjaśnić bo potem może być trudniej i nie czekaj na swoje urodziny tylko bierz się teraz do roboty:)przynajmniej będziesz mieć czyste sumienie, że zrobiłaś wszystko co mogłaś żeby było dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 18:11 misia_uszatka napisała: > zgadzam się z wwiollą, przez te 3 dni emocje na pewno trochę opadły Misiu, nie, jeszcze nie opadly... Zepsuje... wczorajszy dzien zakonczyl sie wielka burza z tymi slowami o niszczeniu sobie zycia etc., moim skomleniem. Wiec nie ma co liczyc trzech dni, mozna 1- dzis. dzis jeszcze klotni nie bylo. Ale widze, ze wscieklizna nie mija... Przez moment obserwowalam go rano jak spal, przebudzil sie i od razu mial taka zla mine, brwi zmarszczone. Ludzie nie wygladaja tak, gdy sie budza... sa "sielscy anielscy" wzglednie memlowaci:). On byl zly, choc jeszcze nieprzebudzony... powiedzial mi, ze najdalej w srode sie wyniesie... Zobacze jak bedzie jut, we wt... Moze sprobuje jeszcze pogadac przed jego przeprowadzka, choc moze to jednak fatalny pomysl. jedno wiem- dzis nie. To za swieze... Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 24.06.07, 18:05 wwiollu, uwazam, ze nie powinnam na razie probowac z nim rozmawiac. Wczoraj tez zaczelam spokojnie, ja w ogole spokojna i ugodowa osobka jestem:), dopiero potem zaczelam sie "szmacic". Ale on ma metlik w glowie, jest wsciekly, rozgoryczony etc. Moje spokojne slowa dzialaja na niego jak plachta na byka. Kiedy wcz zapytalam go,co czuje teraz do mnie, to uslyszalam "Wszystkiego po trochu", on teraz nie wie,co czuje i mysli. Ma dosc powaznych rozmow o nas. Fakt, wykrzyczal mi takie straszne slowa, ale tlumacze je sobie (naiwnie?) maksymalnym wzburzeniem. Kilka dni wczesniej, gdy nalegalam na rozmowe,napisal mi w smsie, ze on teraz nie chce gadac, nie chce mu sie, ze "musi odżyc i uwolnic sie od tego kwasu". Mozecie wyobrazic sobie, jak zabolaly te slowa... Ale jesli tak bardzo pogubil sie w tym marazmie naszej ostatniej codziennosci, to chyba najlepiej bedzie, jesli dam mu "odzyc". Wyciszyc sie. I wierze z calych sil, ze potem zateskni. Bo prawda taka, ze nigdy nie umial beze mnie byc. Ze jestem "jego" czlowiekiem,tak jak on jest moim. Powiedzial mi kiedys, ze kocha mnie od zawsze. I ja tez to tak czuje. nie moge z nim teraz powaznie rozmawiac, bo tylko pogorsze. Moge z nim pogadac, ze bilety na festiwal jazzowy strasznie podrozaly w porownaniu z ubieglym rokiem albo ze karmilam nasze zwierzatko, wiec nie musi. Nic poza tym,niestety. Boli mnie to makabrycznie. Jestem za miekka. Nie wiem, jak sobie poradze z egzaminem, ktory mnie czeka, z praca, z codziennym wstawaniem z lozka juz tylko mojego a nie naszego... Boje sie jakies maksymalnej depresji. I ciagu dalszego "szmacenia", slimtania,plakania, blagania. Bardzo mi pomaga ten watek, bardzo bardzo. Tylko ze przeciez musze robic cos wiecej niz gapic sie w monitor. Piszcie, prosze, to wiele dla mnie znaczy. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 24.06.07, 19:33 a co tam, spoznie sie do pracy ale ci odpisze ;) word, sluchaj czytam co piszesz i rece opadaja - z jednej strony wiesz ze najlepiej przyjac jego taktyke i siedziec cicho i nic nie gadac, a z drugiej czujesz jak to w tobie puchnie, nie? pamietaj tylko ze z jednego pytania nie bedzie jednej ospowiedzi. tego sie nie da w ciagu godziny rozwiazac. nie napisze ci tutaj co powinnas a czego nie, bo to od ciebie zalezy... ale ja bym z nim nie gadala. patrz - ja gadalam pytalam krzyczalam piszczalam... wszystko zeby cokolwiek mi odpowiedzial ale zeby sie odezwal. wiesz ze mialam z tego guzik. nie chce go bronic czy trzymac jego strony - ale faceci tacy sa, oni musza czasami cos przemilczec i choc nigdy sie nie przyznaja glosno stwierdzaja czasami ze nie maja racji. pewnie ze nie mozna tylko siedziec przed kompem - ale skoro ci to pomaga, to siedz tu dziewczyno ile chcesz. egzamin? hehe jestem pare dni przed obrona, mam juz absolutorium - jak sie czegos nie nauczylas to w jeden dzien tez sie nie da ;) a tak naprawde to ja bylam chyba w troche gorszym stanie od ciebie i zobacz - piateczki w indeksie! ja nie wiem jak to jest, ale my laski chyba mamy w sobie jakas wewnetrzna sile - i ta sila pomoze ci sie w odpowiednich momentach ogarnac. wiesz, to jest jakas tam odpowiedzialnosc. wiesz ze musisz zaliczyc ten egz, bo nie po to tyle chodzisz do szkoly, wkladasz w to kase sile czas - i chocby sie walilo i palilo cos zawsze ci wpadnie do glowy. word, ja wiem, ze piszac to mozesz pomyslec o mnie ze o jestem zahartowana i teraz mam serce z kamienia i pewnie cie nie rozumiem i pisze o tym jak o wczorajszym kotlecie... word naprawde duzo przeszlam i gdybym tylko mogla rozpisac na punkty co robic zeby zniesc takie sytuacje latwiej rozpisalabym ci to. niestety po pierwszym punkcie sie zacinam: CZAS. tu jest naprawde potrzebny czas. ja watek zalozylam po prawie dwoch miesiacach ale u mnie wszystko sie slimaczylo i rozciagalo agonie - ito bylo najgorsze. a tak ci na koniec powiem juz cos na zimno: w takich chwilach trzeba byc egoistka, myslec o sobie (czy na pewno chce: dalej tak zyc/ z nim/ zeby dalej tak bylo/ ze jak raz tak sie stalo to drugi i trzeci tez moze... /...) i niestety zrobic maly bilans kierujac sie rozumem a nie emocjami - wiem, to brzmi okropnie, bo pare tygodni temu zapieralam sie rekoma i nogami ze ja kocham i jak to i ze tak nie mozna... naprawde to nie mozna robic tak jak ja: na sile - samej sobie!!! trzymaj sie word, skoro tu trafilas to jestes silna laska, zapomnij o depresji, daj sobie czas na zal ryczenie i myslenie i pamietaj ze nie jestes jedyna. jestes silna laseczka i to sie liczy, po burzy zawsze wychodzi slonce. glowa do gory. zajrze do was rano bo nie wiem czy nie padne po robocie bo jeszcze wczorajszej imprezy nie odespalam :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 24.06.07, 19:34 to daj mu odżyć, niech zatęskni a potem spróbuj powalczyć o Wasz związek bo z tego co piszesz to chyba warto mimo tych gorzkich słów, którymi Cebie teraz raczy. Praca i dużo zajęć pomogą Ci nie myśleć o tym na non stopie bo to nic nie daje. Mnie też bardzo pomaga ten wątek to niesamowite bo nie wiem czy smiać się czy płakać, że tyle osób przechodzi to samo co ja w tym samym czasie ale z drugiej strony to daję nadzieję, że kiedyś będzie lepiej mimo tego, że teraz trochę trudno w to uwierzyć. Ja mam okropne wyrzuty sumienia bo mój związek skończył się w dużej mierze z mojej winy, boję się że zmarnowałam coś fajnego. Ale to nie jest tak, że od razu nie próbwałam naprawiać. Zrobiłam wszystko co mogłam ale to on już nie chciał od razu zrezygnował ze mnie i z nas. Dowiedziałam się tylko, że to nie ma sensu bo nie pasujemy do siebie i, że on ma problemy z zaangażowaniem. Więc jeżeli o mnie chodzi to ja nie mam o co walczyć. Ty masz więc spróbuj jak emocje opadną i odpoczniecie od siebie i ożyjecie. Odpowiedz Link Zgłoś
wwiolla Re: wracanie do siebie 24.06.07, 20:03 Zgadzam sie z Wami wszystkimi, ze w takich sytuacjach czas jest bardzo potrzebny i duzo moze zdzialac. Wordless nie wiem czy powinnas walczyc o tego faceta, jesli mowi ze chce odzyc i uwolnic sie od tego KWASU to ten facet nie jest Ciebie wart, nie wiem jak tak mozna powiedziec, pewnie powiedzial to w emocjach ale jednak powiedzial, sama musisz sobie to wszystko przemyslec. Moj facet nigdy w zaden sposob mnie nie urazil ani nie obrazil a bylismy ze soba 2,5 roku, sadzilismy ze jestesmy dla siebie idealni, ze pasujemy do siebie, takie dwie polowki ale nagle czar prysł ale jednak nigdy w zaden sposob nie czulam sie urazona. W dniu rozstania gdy pytalam sie dlaczego odchodzi powiedzial tylko zebym sie nie zadreczala a wiedzial ze bede sie tym zadreczac, ze to nie jest moja wina, ze to on zawiodl itd ze zawsze bede dla niego fantastyczna kobieta itp. Powiedzial ze nie konczy tej znajomosci, ze chce ja utrzymywac nadal ale dla mnie taka znajomosc gdy nie moglabym miec go tylko dla siebie to tylo meka. Pisalam do niego setki smsow prosilam, blagalam zeby mnie nie zostawial, ze nie poradze sobie bez niego ale on nie odpisywal, w ogole brak reakcji z jego strony. Po paru dniach dalam sobie spokoj z smsami, przestalam pisac i co sie stalo??? nagle on zaczal pisac na gg wysylac smsy ze teskni ze sie martwi ale ja w jakis sposob chyba chcialam go ukarac za to co mi zrobil i nie odpisalam na ani jednego, dostawalam kolejne porcje smsow, ze bardzo sie denerwuje, ze nie odpisuje, ze nie wie co u mnie itd. Wiec czas jest bardzo dobrym sprzymierzencem w takich sytuacjach. Obecnie ja jestem bierna i czekam na jego reakcje, wiec wordless jesli on nie chce z Toba rozmawiac to po prostu nic nie rob, czekaj na jego krok i wtedy albo on przyjdzie i na kolanach bedzie Cie prosil o wybaczenie a jesli nic nie zrobi to bedziesz wiedziala ze ten facet nie jest ciebie wart i dobrze ze teraz tak sie stalo Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 25.06.07, 00:09 miska ty sie przestan zadreczac bo w koncu sobie jakas glupote wmowisz!! nigdy nie jest tak (no chyba ze mowimy o perwersjach typu zdrada ostre klmastwo itd) ze tylko jedna strona jest winna :( po prostu jak jest wzglednie dobrze to nie widzimy malych drobiazgow ktore kiedys robia sie duzym drobiazgiem ktory jest juz zauwazalny... takie niestety jest to nasze zycie :( eh... dobra, usmiechamy sie na dobranoc i idziemy spac :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 25.06.07, 08:46 akknes dzięki:) nie mówimy o żadnych perwersjach ale o zwykłym nieporozumieniu. Ja to wszystko rozumiem tylko mam właśnie takie iracjonalne uczucie, że nie zrobiłam wszystkiego w sumie to nie wiem co bym mogła jeszce zrobić chyba paść na kolana i go błagać ale na to się raczej nie zanosi. Myślę, że zaczyna docierać w końcu do mnine że to koniec bo nie wierzyłam, że to sie moze tak po prostu skończyć. Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 25.06.07, 08:52 Duzo, duzo pozmienialo sie od wczoraj... Juz donosze: sam zaczal wcz wieczorem szukac ze mna kontaktu, takie tam pitu pitu, bylam uprzejma, ale nie wychodzilam przed szereg. Potem przyszedl, siadl, milczy milczy i mowi, ze on mnie kocha, ale nie potrafi ze mna byc (bossski tekst, prawda?). Odpowiedzialam, ze to juz wiemy i ze moze nie powinnismy teraz o tym rozmawiac, bo nic nowego nie powiemy, a znow klocic to ja sie nie chce. I go zbylam tekstem, ze przepraszam, ale ja juz sie musze uczyc. Wyszedl. Po 3 minutach przychodzi i kleka przede mna i tuli mi sie do kolan, a ja czuje jak mu strasznie bije serce. No i wymieklam, rozplakalam sie itp. No i co? N-ty koniec naszego n-tego rozstania... Rozstanie tym razem trzydniowe, czyli standard (tak, pisze to z ironia). Wiecie... ja nie czyje TYLKO radosci... Boje sie, ze to za wczesnie, ze nic sie nie zmieni, ze to powrot na chwile... Wcz wieczorem poczulam SPOKOJ, kiedy zasypialam obok niego (bardzo tego spokoju potrzebuje), ale to nie byla radosc. Nie po tym wszystkim. Po nim tez widac jakis smutek, glowe pelna mysli, moze strach. Powiedzial mi jeszcze, ze tak czy siak sie wyprowadzi, ze musi to zrobic. I ja tez mysle, ze to madre rozwiazanie, niestety. Nie chce, zeby sie wyprowadzil, ale moze to dobrze nam zrobi... Choc nadal troche sobie nie wyobrazam tego pol-pustego pokoju. Ale moze to nas uratuje (choc w srodku, we mnie odzywa sie wielki bunt, ze dlaczego, ze nie, ze rozwijanie sie nie polega na cofaniu). Mysle, ze wiele osob z tego watku zjedzie mnie. Moze slusznie. Przeczytam chetnie to, co maja mi do napisania, bo nie zarzekam sie, ze jestem w przeszczesliwym zwiazku i ze nie ma juz problemu. Tak nie jest. I nadal bede sie tu pojawiac, bo jestescie mocno terapeutyczni. Pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 25.06.07, 09:06 worldless ja nie wiem co jest przyczyną, że któryś tam raz się rozstajecie a potem do siebie wracacie. Ty to wiesz najlepiej i Ty też wiesz najlepiej czy warto o ten związek walczyć. Może chociaż spróbujcie podjąć próbę uzdrowienia Waszego związku i bardzo możliwe, że wyprowadzka w tym pomoże. Jeżeli jednak i tym razem nic nie zmieni i bedzie tak samo to może czas żeby podjąć męską decyzje i się rozstać ale tak na poważnie. Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 25.06.07, 09:24 Buuu, mam jakies problemy z wklejaniem postow... Moze teraz sie uda... Czuje, ze to za wczesnie, nie umiem sie cieszyc. Pospieszylismy sie. Dzis, zdroworozsadkowo- zaluje. Niech sie wyprowadzi, bedziemy sie spotykac, bedziemy wspolnie spedzac czas (choc dla mnie to jakies cofniecie sie do etapu milosci licealnej), ale tym razem OPRE SIE NA SOBIE. Niech to bedzie moj priorytet. I albo poczuje, ze ciagle jest dla mnie wazny, albo poczuje, ze wszystko topnieje, a wracalismy jedynie przez uzaleznienie od siebie. Opre sie na sobie (z Wasza pomoca zapewne). Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 25.06.07, 09:25 No a teraz wkleily sie dwa wpisy:) moj komputer sie jaka:) Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 25.06.07, 09:12 Czytam to, co mi wcz po dziewietnastej napisala akkknes i, cholera, wiem, ze ma racje... I wiem, ze zle zrobilam. To za wczesnie, nic nia mialo prawa sie zmienic. Niech sie wyprowadzi, bedziemy sie spotykac itp, ale tym razem OPRE SIE NA SOBIE (z wasza pomoca:) ). I albo bede czula, ze jest wazny w moim zyciu, albo bede czula coraz mniej. najwazniejsze to teraz skupic sie na sobie. dalej bajzel w glowie... akkknes, bardzo Ci dziekuje za tego wieczornego posta. Odpowiedz Link Zgłoś
wwiolla Re: wracanie do siebie 25.06.07, 11:08 Bardzo mi milo, ze tak wiele osob chce mi pomoc, ze wypowiadacie sie na temat mojej sytuacji, ze dobrze radzicie, ze wszyscy trzymacie za mnie kciuki naprawde. Chyba to forum nie jest dla mnie, myslalam ze otrzymam od was jakas pomoc ale niestety i mysle, ze nie jestem tu mile widziana. Jesli sama sobie nie pomoge to chyba nikt nie bedzie w stanie mi pomoc. Na tym forum poznalam tylko kilka zyczliwych mi osob a co z reszta???? Myslalam, ze moze Akness sprobuje mi pomoc bo czytalam jej historie i sadzilam ze wie co ja teraz przezywam ale ta dziewczyna szybko mnie ocenila, najpierw napisala ze wie co czuje itd a za chwile ze mnie nie rozumie, ze jestem zmienna jak choragiewka a ona tak nie lubi. Milo ze mnie rozumiecie i wiecie jak sie czuje. Kazdy widzi tylko czubek wlasnego nosa i tutaj pomocy chyba nie otrzymam zadnej. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 25.06.07, 11:46 wwiolla jesteś tu bardzo mile widziana. Tylko nierozumiem jakiej Ty pomocy oczekujesz? Z tego co widzialam ludzie pisali na Twoim wątku i każdy starał Ci doradzić najlepiej jak potrafił. Chyba o to chodzi w pisaniu na forum żeby się wygadac i żeby usłyszeć co inni mają na ten temat do powiedzenia. Zyskujesz wtedy nową perspektywe i możesz spojrzeć trochę z boku na swój problem. Jedynie jak możemy Ci pomóc to Cię wspierać i zapewnić Cię, że z czasem będzie lepiej. Trzymaj się cieplutko i pisz jak tylko masz ochotę. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 25.06.07, 13:41 wors, nie zjade cie, tylko powiem ci czego nie rozumiem - no bo juz sie pogodziliscie i wrociliscie do siebie, nie? to po co on ma sie wyprowadzac? a ja osobiscie to mam jeszcze taka swoja teorie, ze jak ludzie sie rozstaja i wracaja do siebie i ta przykra zasada jest poniekad standardem zwiazku - to tych ludzi tak ciagnie do siebie, ze oni beda juz razem :) ze beda klocic ale beda razem. poza tym klotnie sa ok, bo oczyszczaja atmosfere... a faceci tacy juz sa, ze jak czasami powie cos w zlosci to czujesz sie malutka... ale widzisz twoj ma serce i jakies ludzkie odruchy... moj mi tez plakal i kajal sie i co? na dwa fronty najlepiej by mu bylo. nie wiem, widze ze u ciebie jest diametralnie inaczej niz u mnie. mysle ze trzeba ktoregos wieczora usiasc i powiedziec: sluchaj, ranisz mnie, boli mnie, jak mowisz to i to. ja wiem ze ja tez cos potrafie powiedziec ale przyjmijmy zasade ze nawet jak sie drzemy na siebie to najpierw liczymy do 10 i dopiero po sobie jedziemy :) misia - widzisz, najgorzej jest do momentu jak jeszcze jest sie poza swiatem i nie wierzy do konca w to co jest. potem z kazdym dniem jest lepiej. no nie zrobilas wszystkiego bo go nie blagalas? no to chwala ci za to. ja sie szmacilam i plaszczylam i uwierz mi facet jak chce to pokona kazdy mur. to co ja robilam to przechodzi ludzkie wyobrazenie - prosze cie, nie blagaj go i nie plaszcz sie przed nim, bo stracisz do siebie szacunek. ja czulam ze siegnelam dna... nie rob tego sobie, to straszne uczucie. z drugiej strony - moze to jeszcze wszystko za swieze? przeciez tu nie ma zasady... czas naprawde wszystko uklada. musi dojsc rozsadek do glosu - wtedy na zimno juz mozna wszystko zrozumiec, okazuje sie to i tamto, znika zal i pretensje... wiola - boze ja cie dalej nie rozumiem? to nie jest psychoterapeuta ze placisz i ktos ci daje recepte, to jest forum i tu pisze ten kto chce!! zreszta jak na razie sama zaczelas tu sie pojawiac i dawac rady, napisalas o sobie tak jakby to ci pasowalo, wiec jak widzisz skoro zadna z nas nie wtracala sie w twoje sprawy tzn ze tak przedstawilas sytuacje zeby sie nie wtracac. pretensja do garbatego ze dzieci ma proste? ja dziewczynki lece wkuwac, zajrze do was pozniej, glowy do gory - nie jestesmy jedyne ktore dostaly kopa w du.e i nie wiedza co robic. nic nie dzieje sie bez przyczyny (aj aj jeszcze troche i wam tu napisze ze sie zakochalam ;)) widac tak mialo byc. bez zadreczania sie, kto moze niech idzie sie opalac :) buzka Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 25.06.07, 14:10 akkknes, odpowiadam na pytanie "po co on ma sie wyprowadzac?". Ano po to, ze bynajmniej nie jest po sprawie. Taka roznica, ze wrocil do mnie i teraz razem bedziemy sie starali uporac z tym, co robilismy do tej pory zle. Mamy jeszcze dobra wole, sile i nadzieje. Ale to nie znaczy, ze wczoraj klopoty przestaly istniec. I on jest zdania (ja poniekad tez), ze zyskamy wlasciwa optyke jesli troche (i mam nadzieje na troche) oddalimy sie fizycznie od siebie. Jeden z jego zarzutow w moja strone byl taki, ze mocno go ograniczam, jestem zaborcza, wisze na nim. Troche w tym racji. Mieszkajac osobno nie bede mogla go tak "wiazac". On odzyska swobodny oddech, ja (I hope so) pokaze jemu i (chyba przede wszystkim) sobie, ze umiem sama, tyle ze fajniej z nim. Boli mnie to, ze musimy uciekac sie do takich metod... Ale chyba naprawde musimy... Choc boje sie samotnosci w tym mieszkaniu i w tym zwiazku. Nie jestem stara, ale ja juz naprawde chyba nie nadaje sie na szkolne milosci- spotykanie sie na miescie, za raczke, do kina, na spacer, buzi buzi i czesc. Albo odwiedzanie mnie, siedzenie 3 h, rozmowy, jakies figle tylko gdy nie ma wspollokatorki i zegnanie sie. Nie wyobrazam juz sobie tego, my juz zaszlismy dalej. TO jest jego dom, TO jest jego lozko, TO jest jego stol, przy ktorym jemy obiad. Ale jesli to ma uzdrowic obecnie nasz zwiazek, to zgadzam sie... a ja osobiscie to mam jeszcze taka swoja teorie, ze jak ludzie sie rozstaja i > wracaja do siebie i ta przykra zasada jest poniekad standardem zwiazku - to > tych ludzi tak ciagnie do siebie, ze oni beda juz razem :) ze beda klocic ale > beda razem. po wczoraj ja juz mam pewnosc, ze tak jest... Nawet zastanawialam sie dzis, ile on moglby zniesc i wybaczyc mi. Baaaardzo duzo, ja jemu tez. Jestesmy maksymalnie od siebie uzaleznieni. Ale, akkknes, to nie jest dobre. Uzaleznienie nigdy nie jest dobre. Moja Mama zalamuje juz rece nad tym naszym uwiazaniem. Czekam na radosc, od rana czekam. Nie przychodzi. jest spokoj, to bardzo cenne. Ale nie ma radosci. Dluga droga przed nami, zeby wyjsc na prosta- z czego tu sie cieszyc?... No dobra, bez przesady- chociazby z tego, ze jednak idziemy. To forum jest mi coraz blizsze, dzieki!! Odpowiedz Link Zgłoś
wwiolla Re: wracanie do siebie 25.06.07, 14:45 Aknes wiesz co ja przeczytalam Twoj watek i zauwazylam, ze mialas konflikt z paroma osobami i nie zawsze wszyscy Ciebie rozumieli, radzili Ci dobrze a Ty ich wcale nie sluchalas i dalej robilas swoje, wiec nie wiem po co w ogole pytalas ich o opinie????? Mysle ze Ty juz sie ze swoim problemem uporalas w jakis sposob i jest Ci teraz latwiej i czujesz sie pewniejsza, nie jestes taka skromniutka i cichutka jak na poczatku. Pamietaj o tym, ze te forum nie ejst tylko Twoja wlasnoscia i nie masz zadnego prawa gardzic innymi i pisac co tylko ci sie podoba, wszyscy jestesmy tylko ludzmi. Kazdy moze tu napisac, zarowno ci ktorzy maja problemy oraz Ci ktorzy ich nie maja. Opisalam swoja sytuacje, pisalam jak sie czuje co przezywam, myslalam ze jestes jedna z osob ktorzy moga mi w jakis sposob poradzic a co zrobilas???? myslisz, ze piszac: jestes zmienna jak choragiewka, nie lubie tak, nie rozumiem cie!!!!!!!!!!! pomoglas mi???? wsparlas mnie???? dalas mi jakas sile zebym mogla to wszystko przejsc???? myslisz ze te Twoje slowa byly mile???? bylo mi przez to jeszcze gorzej, a ja chcialam tylko sie wygadac i pogadac z kims zyczliwym a jak widze ty do takich osob nie nalezysz. a swoje cenne komentarze typu PRETENSJA DO GARBATEGO ZE DZIECI MA PROSTE? zatrzymaj tylko do siebie dobra?? tu pisza ludzie ktorzy maja problemy i szukaja tu pomocy i nikt z wypowiadajacych sie tu ludzi nie zasluguje na pogarde ani na to aby ktos zabawil sie ich kosztem. Jestes za pewna siebie, juz raz sie chyba przejechalas i pamietaj ze jeszcze kiedys znowu mozesz sie przejechac. CIESZE SIE BARDZO ZE TE FORUM CI POMOGLO POZBIERAC SIE I DOJSC DO SIEBIE, ZE TRAFILAS TU NA POMOCNA DLON WIELU LUDZI, KTOREJ TY NA PEWNO NIE WYCIAGNIESZ DO MNIE, DZIEKUJE CI BARDZO ZA ZYCZLIWE SLOWA NAPRAWDE JESTES SWIETNA DZIEWCZYNA. NIE MA SPRAWY NIE JESTEM TU MILE WIDZIANA, NIE BEDE SIE JUZ WIECEJ TUTAJ WYPOWIADAC ANI SZUKAC POMOCY CIESZE SIE AKNES ZE SIE POZBIERALAS PO TYM WSZYSTKIM Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 25.06.07, 15:22 wiola najpierw wylacz capsa jak do mnie piszesz to raz. wiesz nie jestem juz taka spokojna i cichutka czy jak ty tam literacko sobie ujelas... bo nie daje sobie juz w kasze dmuchac... a dalej nie wiesz po co pisalam na forum? nie? to czytaj jeszcze raz, ja nie koncze pedagogiki zeby ci to po raz enty tlumaczyc... nie wiem GDZIE ty opisalas swoja sytuacje w taki sposob ktory wskazywalby zeby cos ci odpisywac i radzic? a czy ci pomoglam? czy cie wsparlam? ja mysle tak, na poczatku rzeczywiscie staralam sie cos ci powiedziec z doswiadczenia, ale jak zauwazylam ze jestes jak choragieweczka to sama dobrze wiesz ze nawet twoje mejle nie zmienily mojego zdania. i z tego co pamietam to nie chcialas sie wygadac a chcialas konkretna recepte i jeszcze potrafilas napisac sugerujac ze zrobisz tak i tak zeby miec na kogo zwalic jak sie nie uda? yyy nie zauwazylam zebym komus pogarde pokazala albo zebym zabawiala sie ich kosztem.... no ale widze ze twoja zdolnosc logicznego wyciagania wnioskow i dedykcji jest na wyzszym poziomie niz moj. hahahah przejechalam sie nie raz i kochana uwierz mi ze twoje niby ciete riposty ze moge sie jeszcze przejechac nie robia na mnie wrazenia - bo ja to juz wiem, wiesz - takie jest zycie? nie ma tak latwo... i widzisz znowu nie potrafisz miec jednego zdania - bo raz piszesz ze jestem be a raz ze cacy. jak juz wyrobisz w sobie taka umiejetnosc ze jak sie mowi a to potem jest b to daj znac. Odpowiedz Link Zgłoś
wwiolla Re: wracanie do siebie 25.06.07, 19:32 akkknes bawi Cie to???? bo mnie nie. Jak widze bardzo lubisz dogryzac innym!!!! chyba lubisz sie czasami powyzywac na innych. Zastanow sie co piszesz: i z tego co pamietam to nie chcialas sie wygadac a chcialas > konkretna recepte i jeszcze potrafilas napisac sugerujac ze zrobisz tak i tak > zeby miec na kogo zwalic jak sie nie uda? Noo jasne pewnie jak sie nie uda to zwale na Ciebie!!!!! wiesz co cale szczescie, ze nei studiujesz pedagogiki bo bylabys fatalnym pedagogiem a Twoje rady chyba nikomu nie wyszlyby na dobre. Przejrzyj swoj watek jeszcze raz i zobacz kto byl a moze nadal jest zmienny jak choragiewka. Nie pisze tutaj po to aby ktos mogl sie na mnie powyzywac, unikam takich ludzi jak ty. Nie zamierzam rozmawiac wiecej z Toba. a swoje cenne komentarze: widzisz znowu nie potrafisz miec jednego zdania - bo raz piszesz ze jestem be > > a raz ze cacy. jak juz wyrobisz w sobie taka umiejetnosc ze jak sie mowi a to > potem jest b to daj znac zachowaj tylko dla siebie. Wcale mnie nie znasz i nie masz zadnego prawa aby w taki sposob mnie oceniac. Przemysl sobie to wszystko, za pewna jestes i jeszcze raz kiedys moze sie na tym przejedziesz Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 25.06.07, 22:21 no kochana tak ci powiem szczerze - ja cie tu na sile nie sciagalam :D moja zmiana trwala pol roku twoja dobe wiec fikac to sobie mozesz fikolki na materacu :D a jak juz taka madra jestes ze bla bla bla z ocenianiem to nie mowi mi jaki ze mnie pedagog :D Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 25.06.07, 15:30 word, to dobrze kumam ze chcecie 'zaczac od poczatku'? dziewczyno, musisz tylko przyjac RAZEM z nim jedna zasade - probujecie od nowa od podstaw obdudowac to, oboje z niepewnoscia ale oboje z radoscia! kochana nie mozesz miec smutnego buziaka!! word, sprobuj do tego podejsc z taka niespodzianka - nie wiesz co z tego bedzie ale pousmiechaj sie troche czesciej. obojgu bedzie wam latwiej... ale widzisz, sama widzisz ze masz sie z czego cieszyc - wiec ciesz sie z tego ze sie zeszliscie. ja takiej szansy nie mialam i teraz dzis mysle ze moze to i dobrze. masz podstawe zeby sie cieszyc. ja nie myslalam o uzaleznieniu jak sie tak rozstaje i wraca ale ze to jest taka niewidoczna nitka ktora laczy ludzi. wiem ze uzaleznienie sie jest fatalne. ps ty nikomu nie musisz a przede wszystkim jemu - pokazywac ze umiesz sama!! uwierz, umiesz!! Odpowiedz Link Zgłoś
the.better.man Re: wracanie do siebie 26.06.07, 03:45 Hehe dobre, mam indentyczną sytuację jak autorka tematu ;) Odpowiedz Link Zgłoś
wwiolla Re: wracanie do siebie 26.06.07, 09:46 Dziewczyno ty sama siebie nie rozumiesz a co dopiero innych!!!! Przypominam ci, ze te forum nie jest twoja wlasnoscia i kazdy moze tu napisac, wypowiedziec sie na dany temat lub szukac porady ale nikt z tu piszacych nie zasluguje na pogarde ani na negatywna ocene. jesli musisz sie wyzyc to zapisz sie np na boks albo spotkaj sie ze swoimi znajomymi i wtedy mozesz rowno po nich jechac ale to wtedy nie byloby juz tak latwo jak tutaj prawda????? Jesli napisalam na tym forum to oznacza ze chcialam napisac i nikt mnie do tego nie zmuszal ale nie zasluzylam na takie slowa z Twojej strony bo nic o mnie nie wiesz. Nie wiedzialam ze spotkam tutaj tak wredna osobke jak ty. a swoje cenne komentarze o fikolkach i materacach zachowaj tylko dla siebie bo z tego co widze bawi to tylko ciebie. A czy uporalam sie ze swoim problemem w ciagu doby czy dwoch tego nie wiesz i nie wypowiadaj sie w ten sposob na temat mojej osoby czy innych wypowiadajacych sie tutaj bo to swiadczy tylko o tobie. Żegnam Odpowiedz Link Zgłoś
kolejny_forumowicz Re: wracanie do siebie 27.06.07, 15:11 ty, wwiollka, wyluzuj bo robisz z sibie jakąś rozwrzeszczoną nastolatę, a chyba nikt poważnie nie traktuje słów TAKICH osób. jak ci się nie podoba to po prostu sobie pójdź stąd, na pewno nikt nie będzie cię zatrzymywał. akkknes, gratuluję spokoju - niktórzy to wogóle się nie umią wykazać kulturą, nawet pisząc, czasem aż się trudno powstrzymać by się nie zniżyć do ich poziomu;P pozdrawiam tą waszą całą ekipę. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 27.06.07, 17:02 dzieki :) widzisz jak sie wyCZwanilam ;) wyrabiam sie, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:10 czyli co? tez sie na poczatku zdreczales i nie widziales sensu, a potem powoli powoli zrozumiales co jest dla ciebie dobre? tez dostales kopa od zycia i juz sie nie patyczkujesz...? :) tez ostatnio ci wszystko wychodzi? :) (puk puk w niemalowane) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 26.06.07, 12:09 Hej akknes nie zamierzam go o nic błagać aż taki wspaniały to on nie był;-) Mam jakiś dziwny nastrój wczoraj miałam ostatni egzamin na studiach i teraz została mi tylko obrona, którą sobie przesunełam na wrzesień więc mam co robić. Nie będę się uganiać za factem, który mnie nie chcę nie on pierwszy i nie ostatni niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:06 no misia takie podejscie mi sie podoba :) ja obrone mam teraz - to byl moj priorytet: ze musze sie wyrobic mimo to wszystko co bylo. jak to nie masz co robic?? jak nie idziesz do pracy na wakacje to SZALEJ!! spij do poludnia (po tych egzaminach wiem jak to jest potrzebne) baluj do rana :D pewnie ze nie pierwszy i nie ostatni - ale to wcale nie takie zle, tak z persepktywy czasu widze ze i ty patrzysz na to inaczej :D Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:19 akknes dzięki Bogu mam pracę więc w ciągu dnia nie mam czasu rozmyślać:-) ja żałuję, że moja obrona nie była moim priorytetem mialam inny. Tak naprawde to wielu rzeczy teraz żałuję ale czasu nie cofne i podobno nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło więc trzymam się tego ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:33 laska zycie nie jest od tego zalowac tego co sie juz zrobilo!! bylo minelo czasu nie cofniesz :)))))))))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:42 ok ok ok juz niczego nie żałuje:) jestem świetna to on jest do dupy, że się na mnie nie poznał :)niech spada na drzewo!!! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 26.06.07, 13:46 nie no bez przesady :D ja tam zeby nie wyjsc na nieczula zolze i suke (i jeszcze pare innych ktorymi np wiola mnie tu obrzuca <lol>) to sobie mowilam ze po prostu nie pasowalismy do siebie... y jak to gwiazdy tv mowia 'nizgodnosc charakterow' :D :D :D a teraz jakos juz sie nad tym nie zastanawiam i jest ok :] Odpowiedz Link Zgłoś
zaskoczyl_mnie akkknes-mam wazny pytanie 26.06.07, 13:47 przeczytalam tylko poczatek bo dalej nie dam rady ale chce wiedziec czy ten facet, o ktorym pisalas ma imie zaczynajace sie od litery G a konczace na D? Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: akkknes-mam wazny pytanie 26.06.07, 13:53 ok sprawdze i poczte bo tam tez moze uderzyles... widze ze nadgorliwosc sie rozmnaza :/ zaskoczyl_mnie napisała: > przeczytalam tylko poczatek bo dalej nie dam rady ale chce wiedziec czy ten > facet, o ktorym pisalas ma imie zaczynajace sie od litery G a konczace na D? Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 27.06.07, 16:15 a co tu tak cicho?? czyżby nikt się z nikim nie rozstał od wczoraj;) ja wczoraj miałam telefoniczny kontakt z moim niedobrym byłym i nic nawet się nie zająknoł, że dobrze mnie słyszeć w ogóle to nawet nie brzmiał jakby się cieszył od razu uprzedzam, ze ja tylko do niego odzwaniałam chociaż i tego robić nie powinnam bo mam znowu doła a już było lepiej:( Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 27.06.07, 17:01 misia, najgorzej jest wlasnie przestac 'oddzwaniac' ale ja cie rozumiem - sa zakrety ale przynajmniej masz juz mape:) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 27.06.07, 21:03 wwiola - daj sobie spokój, naprawde nie rozumiem po co sie na Akkknes rzuciłaś... Akkknes - ciesze sie, ze juz jesteś wolna:) Naprawdę się cieszę:) Timbunia... co u Ciebie? Odezwij się:) Madzia - to samo co wyżej! Wszystkim innym rozpaczającym życzę powodzenia, szczęścia i rozwiązania najlepszego dla Was:) Wciąż czytam i Wam kibicuję:) U mnie sama radość, poza tym, że mnie były wyzywa od k.rew i lampucer:D i mo grozi jeszcze swoim "arsenałem środków", cokolwiek miałoby to nie oznaczać:D Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 28.06.07, 20:40 kaktusico, madzia jest nas morzem mejla mi napisala :> jak matura? bo widze ze reszta wspaniale :) Odpowiedz Link Zgłoś
agata2810 Re: wracanie do siebie 28.06.07, 08:46 ostatecznie zrobisz tak jak bedziesz uwazala.ale jesli jestes ciekawa zdania innych to wg mnie powinnas,mimo iz na pewno nie bedzie Ci poczatkowo latwo-sprobowac sie zdystansowac do calej tej sytuacji.uwazam,ze siedzenie i czekanie by wszystko wrocilo do tego jak bylo kiedys nie ma sensu.nie trac zycia,zacznij robic cos z mysla o sobie,pokaz ze potrafisz dzialac i zyc samodzielnie,zajmi sie czyms co pozwoli Ci nie myslec o tym co sie wydarzylo.po prostu wiem to po sobie.ze mna tez ktoregos pieknego dnia zerwal facet(najgorsze bylo to,ze nie potrafil powiedziec mi wprost,ze chce to skonczyc),najpierw mnie zwodzil ze spotkaniem i szczera rozmowa,pozniej przestal dzwonic i pisac.czulam,ze cos niedobrego sie dzieje i mialam intuicje,ze to juz koniec.bolalo mnie tylko,ze po tym co nas laczylo okazalo sie,ze w jego oczach nie zasluguje na szczerosc.napisalam do niego kilka razy by sie odezwal i napisal wprost co dalej(chcialam miec czarno na bialym)nie zamierzalam go przekonywac,ze podjal niezbyt dobra decyzje,chcialam tylko miec jasnosc sytuacji by moc dalej zyc a nie kazdego dnia budzic sie z nadzieja ze moze dzis zadzwoni albo postanowi wrocic.Niestety facet ten nie mial odwagi mi nawet przekazac tej informacji wysylajac smsa...uznalam,ze w takim razie szkoda na niego czasu.Bylo mi ciezko(nie bede oszukiwac ze bylo inaczej)przez pierwsze dwa tygodnie.ale rozwniez nie pisalam juz do niego,nie dzwonilam(wyrzucilam jego namiary)wykasowalam z gadu po to by nie dreczyc sie tym widokiem.zajelam sie soba,poszlam wreszcie do fryzjera,kupilam sobie nowa kiecke,zaczelam sie spotykac ze swoimi znajomymi,plotkowalam czasami o calej tej sytuacji ze swoimi przyjaciolkami i z kazdym dniem dochodzilam do wniosku,ze dobrze robie!ze skoro mnie odrzucil to trudno...a poza tym kto jak kto ale to jego strata a nie moja:) mijaly tygodnie,miesiace...a ja coraz rzadziej juz o nim myslalam,pogodzilam sie z tym jak mnie potraktowal...A po pol roku(dokladnie7miesiacach)nagle dostaje od niego smsa ze zwyczajnym "co u Ciebie"?i wtedy....z jednej strony poczulam wielka satysfakcje,ze nie wytrzymal i sam postanowil znow sie odezwac,czulam ze chce nawiazac ponowny kontakt,ze jednak zalezy mu na czyms...a z drugiej strony bylam wsciekla,ze kiedy weszlam juz na dobra droge by o nim zapomniec...on nagle sie pojawia i znow burzy moj spokoj...Oczywiscie,na smsa odpisalam ale...dopiero po dwoch godzinach;)zeby nie myslal ze tylko czekalam jak napisze i odpisalam ze"u mnie wszystko w porzadku".oczywiscie byl ciekawy"co to oznacza i zaczal sie dopytywac ale ucienalam rozmowe,dalam mu odczuc,ze to nie twoja juz sprawa,miales czas...ale on sie juz skonczyl.i doszlam do wniosku,ze nic bardziej go nie wkurzylo jak to,ze ja potrafie sobie radzic bez niego,dodam tylko,ze juz od tego momentu kiedy znow nawiazal kontakt mija 5miesiecy,a on nadal nie daje mi spokoju.wyszlo na to,ze im bradziej ja teraz jestem na "nie"on coraz bardziej sie stara by zblizyc sie do mnie ponownie.ale problem w tym,ze ja juz nie chce jego...bo stracilam do niego zaufanie,i jeszcze jedno:nie chce by znow ktoregos dnia odszedl bez slowa jak mu cos nie podpasuje... Glowa do gory:)pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 28.06.07, 09:35 Wczoraj się spotkałam z koleżanką i oczywiście nasza rozmowa zeszła na temat facetów i jak ja się nasłuchałam jakimi świniami oni potrafią być to aż mi się odechciewa związków. Nie twierdze, że wszystkie kobiety są super ale ja się już po prostu boję, że znowu komuś zaufam, znowu się zakocham o on mi jakieś gorsze świństwo wykręci. Odpowiedz Link Zgłoś
wordless1 Re: wracanie do siebie 28.06.07, 10:07 Dzien dobry wszystkim, donosze co u mnie :) Ta moja gadzina miala sie ode mnie wyprowadzic i w dniu wyprowadzki pyta mnie, czy chcialabym, zeby zostal. Na to ja spokojnie i bez emocji odpowiadam, ze tak, ale "zadnych skokow, piskow na poczatek" coby Poetke zacytowac:) Zostal. Przez 4 h przemeblowywalismy pokoj, jest zupelnie inaczej. Duzo radochy sprawiaja takie czynnosci. No i zaczynamy "na nowo", bogatsi o doswiadczenie. Staram sie byc troche na dystans, nie narzucac mu sie, dac mozliwosc oddechu. Widze, ze widzi i widze, ze sie tym pozytywnie zaskakuje. I dobrze. No, trzymajcie kciuki!!! PS- cos Wam powiem w tajemnicy... Nie jest latwo "zaczynac od nowa", nadal nie ma we mnie radosci. Wiara, ze tym razem bedzie inaczej, ze bedzie dobrze jest ciezka do wypracowania. Staram sie, ale latwo nie jest. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 28.06.07, 20:48 no to sie staraj i sie usmiechaj - a bedzie lzej :) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 28.06.07, 20:47 wiesz tez tak mam ale przechodzi chyba :D Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 30.06.07, 09:54 Witam Wszystkich:) u mnie bez zmian, wszystko po staremu, praca, dom, praca, dom. Koszmarne jest takie życie mam wrażenie, że już mnie nic ciekawego w życiu nie spotka. No dobra ale dość narzekania i użalania się nad sobą. Przecież rzucił mnie tylko facet a mogło mnie spotkać coś dużo, dużo gorszego. Trzymajcie się Wszyscy ciepło:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes do agaty2810 28.06.07, 20:54 agato czy ja mam deja vu, czy ja juz twoja historie znam? :) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia :):):) 30.06.07, 16:16 worcilam:) wypoczeta i wybawiona;) Ale szalalam. Gdans to cudowne mieastoA ludzi ejacy boscy ( zwlaszca faceci) Imprezowni to mam juz po tad;) hehe poznalam kilkanascie facetow i szalalam na maxa;) z moim facetem jestesmy teraz na stopie kolezenskiej.Moze cos bedzie z tego a moze nie;) podchodze do tego juz baaardzo lajtowo. Teraz juz wiem ze jakby co to szybko sobi ekogos znajde bo jestem extra laska;) hehe podbudowalam sie w tym Gdnasku:) jeszcze nigdy tylu facetow mnienie podrywalo:) wiem ze to brzmi glupio takie przechwalanie sie, no ale musze to powiedziec bo nigdy tak nie mialam i wogoel to starsznie sie ciesze ze tam bylam.bardzo bym chciala sie dostac tam na studia i wogoel bede juz uchachana:) Z maturka poslzo nawet super, tylko ze jak przeczytalam na forum o wynikach innych maturzystow- zamarlam. Ja siedzialam caly rok w domu i poprawialam a nornmalni maturzysci i tak sa lepsi ode mnie i to o sporo pkt....Boje sie ze nie wystyarczy no ale staram si emyslec pozytywnie i wierzyc;) TRZYMAJCIE KCIUKI ZA TA MOJA MEDYCYNE;) musi si eudac wkoncu:):) pozdraiwam was wsyzstkie;) Odpowiedz Link Zgłoś
rybcia44 Re: :):):) 30.06.07, 19:02 heh a mnie zostawił niedawno w tym tygodniu, bo przez 3 miesiace odrzucałam jego starania...a teraz sama zdałam sobie sprawę z tego jak jest ze mną naprawdę, jak bardzo go kocham....zaczął wmawiać mi że podobaja mu sie faceci...prawie mu uwierzyłam..... Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia witajcie 30.06.07, 21:06 to ja się melduję, jakoś tak mi się wszystko dziwnie układa. Nadal troszkę wspomagam się farmakologicznie - już praktycznie z J. kontaktuje sie bardzo bezemocjonalnie i sporadycznie - jak mi coś jeszcze do łba strzeli. ostanio byłu to życzenia urodzinowe dla niego. Generalnie dotarło do mnie, ze mnie zlewa i nie chce mieć ze mną kontaktu. na razie stosuję taktykę - Nie myslec. Zarejetrowałam się na sympatii, miło sobie korsesponduję, nawet byłam dziś z jednym "kolegą" w kinie. Przede mna wyjazd z kolezanką. potem urlop. na razie żyję chwila. Co będzie to będzie... Trzymajcie się ciepło. Postaram się częściej zaglądać. Odpowiedz Link Zgłoś
alka303 :( 30.06.07, 22:13 wiecie co przeczytałam wszystko...dzisiaj po 6 latach wyprowadził sie mój mąż... na początku dnia szok...szukanie pomocy...płacz...i trafiłam na ten wątek-rady te pozwoliły nie zrobic z samej siebie idiotki piszącej milion smsów i dzwoniacej co minutę,jeszcze to do mnie nie dochodzi...poszło o pierdołę,ale chyba chciał odejsc szukał pretekstu może... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: :( 30.06.07, 22:54 hej ja po raz enty wczoraj opijalam moj dyplom - przysiegam to byl ostatni raz ;/ no chyba ze jutro w pracce jakis toascik sie trafi ;) wiem ze to glupio zabrzmi, ale ciesze sie, ze ktos jeszcze potrafi wejsc na ten watek i zrozumiec pare spraw - mimo ze jest on 'podtekstem' dla paru osob na tym forum. i wiecie co? to mnie wlasnie wkurza. tak to ci ludzie iby tacy 'towarzyscy' tacy zabawni i w ogole a jak przyjdzie co do czego to nie maja za grosz empatii... nie no, bo my tutaj piszemy o pogodzie, no nie? :[ timbunia ciesze sie ze sie ogarniasz, madzia to wiedzialam ze zaraz wroci, a miska - dom i praca czeka mnie od poniedzialku wiec nie martwimy sie :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: :( 02.07.07, 11:23 akknes GRATULUJĘ!!!!! i zazdroszczę, że już to wszystko masz za sobą i obronę i faceta. Ja zamierzam się bronić dopiero we wrześniu jak mi się oczywiście uda a o tym moim facecie nie wiem kiedy mi się uda zapomnieć mam nadzieję, że juz niedługo. Koleżanka zaprosiła mnie na imprezę i on też ma tam być więc raczej nie pójdę nie chce siobie robić sama krzywdy no chyba, że odkryje w sobie jakieś masochistyczne cechy to poleze tam a potem będę Wam płakać na forum. Alka bardzo mi przykro z powodu Twojego męża, ja juz sama nie wiem co z tymi chłopami się dzieje. Wiecznie niezdecydowani, wiecznie sami nie wiedzą czego chcą. Alka zaprzyj się i przestań się odzywać wiem, że mi jest łatwo powiedzieć ale nich zobaczy, że nikt go nie będzie błagał żeby wrócił. Niech weźmie odpowiedzialność za swoje czyny. Zobaczymy kiedy sie zorientuje, że popełnił błąd może największy w swoim życiu. Trymaj się cieplutko. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: :( 02.07.07, 20:08 misia dzieki :)) u mnie pierwsze skrzypce gralo to, ze ja sobie kiedys tam pol roku temu zapowiedzialam ze chocby nie wiadomo co - w sensie operacja i eks i w ogole inne sprawy - to ja MUSZE sie obronic w terminie. bolalo, ale bylo warto ;) satysfkacja gwarantowana jakby to w reklamie powiedzieli. obronic sie obronisz z palcem w d.pie, zobaczszy :P i zapomniesz o tym swoim bylym. wiesz ja to z tych trudno reformowalnych jestem, wiec pewnie bedac na twoim miejscu wmowilabym sobie ze na zlosc jemu (niby) pojde na ta impreze a tak naprawde zzeroaloby mnie od srodka. ale ty widze z tych nowoczesnych reformowalnych i rozasadnych lasek jestes :] a co do rozstan facetow i ogolnego zadumania :P jak tak sobie z powrotem zaczynam byc w moim otoczeniu fanka wszystkich ploteczek... jezu ile ludzi sie rozstaje!! to jakis nowy problem spoleczny :D ludzie po piec szesc lat sie znaja mieszkaja i nagle nie wytrzymuja i sie rozstaja. gdzie bym nie uslyszala ktos ciagle kogos zostawia albo zostal zostawiony sam sobie ;) no nie wiem nie wiem... jako socjolozka powinnam zajac sie wnikliwiej tym zjawiskiem. jednak pomysle o tym jutro, bo dzis jestem yy to niecenzuralne slowo musze poszukac innego - zmeczona do granic mozliwosci - tak to delikatnie ujme. i tym upalem i ogolna biurokracja i w ogole jeszcze nie mialam jak i kiedy dojsc do siebie po weekendzie ;))) buziorksy Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: :( 03.07.07, 22:13 Chyba los roztrzygnie za mnie mój dylemat;-) najprawdopodobniej w ogóle nie będę mogła być na tej imprezie tak chyba będzie najlepiej.A tak ogólnie to wszystko po staremu w pracy mam mały sajgon więc przynajmniej mam o czym mysleć. Buziaki Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: :) :) 04.07.07, 21:33 pogoda troche nie-wesola (zeby nie napisac ze po prostu smutna....) ale co tam, smiac sie trzeba ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: :) :) 08.07.07, 20:38 kurna!! wiedzialam ze cos za czesto gesto jest poruszony temat 'miasta aniolow' na forum... pamietacie pod koniec filmu 'kiedy zapytaja mnie co lubilam najbardziej odpowiem ze ciebie'?? ja pamietam... i pamietam jak ogladalam ten film w zeszlym roku, dwa lata temu i trzy... i poprzednim razem bylam pewna ze to samo zdanie co meg ryan mowi do cage powiem do mojego eksa. no i cholera zlamalam sie!! napisalam mu na gg - bo teraz tam siedzi - ze wczoraj ogladajac film niestety sie zlamalam i pomyslalam o nim. ale nie odpisuje wiec pomyslalam sobie ze taaa teraz to ode mnie wiadomosci nie widzi?! no to dawaj za telefon poszukac jego nr, dzwonie i mowie... pogadalismy nie wiem czy dwie minuty w miedzy czasie zdazyl powiedziec ze nie spodziewal sie ze cos o co pytal rozwiaze tak a nie inaczej, ze jest zdziwiony ze dzownie i w ogole... wiec mu mowie ze gdyby nie to zdanie to nie zadzwonilabym. w tym czasie uslyszalam tez 'siema' z glebi pokoju dobiegajace z paszczy zapewne marysi, ale oprocz drzenia rak nic wiecej nie bylo, zadnych fajerwerkow :P wiecie co? odebral a jego glos juz nie byl tak magiczny jak kiedys. lezka mi sie chce w oku zakrecic i pewnie zaraz zakreci i spadnie na klawiature - ale to raczej przez to ze pamietam ze jeszcze niedawno o takich darzeniach waznch dla mnie pisalam najpierw wam. trudno dziewczyny jest sie w koncu odciac i zerwac kontakty i sie trzymac, ale najgorsze to takie wspomnienia. a dzis po poludniu przejezdzalam obok miejsca w ktorym kiedys kiedys sto lat temu szlismy dlugo prawie przez cale miasto na jedna z pierwszych randek. no i potem to 'miasto aniolow' i 'powiem ze ciebie' i prosze bardzo lezki kapia... no ale koniec tego, co mnie nie zabije to mnie wzmocni, jutro bedzie dobry dzien :) fajnie ze moglam wam tu o tym napisac, bo nawet moim przyjaciolkom nie chce juz o tym mowic -. w koncu temat zamkniety. buzka Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 08.07.07, 21:48 Witajcie, przez pol roku walczylam o swoje szzcescie....przezylam prawdziwa traume. Walczylam o mezczzyne swojego zycia....:(:(:( przegralam..... Zrobilam chyba wszystko co tylko moglam zorbic ... wszystko czego w zyciu nigdy wczensiej bym nie zorbila;( a co mam teraz??? nic....zal bol w sercu. On wciaz towarzyszy mojemu zyciu.Jest ze mna lecz widze ze pzrez moje starania nie ma do mnie juz szacunku...moze jest tylko z laski ??? nie wiem.Czekam az sie spotkamy,wtedy moze cos sie rozjasni.Nie bede tego konczyc tak na odleglosc.Jestem juz zrezygnowana,wypalona z sil. Chcialabym tez byc wypalona z milosci:( Pomimo calego zla jakie mi wyrzadzil -kocham go...to dziwne ale tak jest. W porzadku przegralam milosc,ale tez pzregralam swoja przyszlosc:( Poswiecilam caly rok zeby przygotowac sie do matury ( poprawialam wyniki) siedzialam w domu i myslalam tylko o tym.Codziennie motytwowalam sie do nauki zeby tylko poprawic mature i dostac sie na wymarzone studia - medycyne:( i co???? nie dostalam sie...i wiem ze nie dostane,za malo poprawilam:( moje marzenia legly w gruzach.Myslalam ze skoro z facetem nic sie nie uklada i wciaz dostyaje tylko ciosy to chociaz w tej kwestii sie ulozy,ze si edostane i pokaze temu czlowiekowi ze wiele starcil:( TERAZ JUZ MU NIE UDOWODNIE NIC:(nikomu nic nie udowodnie,nikt we mnie nei wierzyl...i mieli racje;( ale juz dupa z tym....moja mama ma 3 nowotwory i poprostu swietnie sie teraz dzieje:(:(:(:(:( nie chce sie uzalac nad soba przy znajomych a tmy bardziej nie przy rodzinie. Łamie sie juz:( nic nie wyszlo,zadne moje staranie nie wyszlo:(:(:( to boli...bo teraz juz zostalam sama,bez perspektyw. :(:(:(:( Mam dosc tego peirdolonego niespraswiedliwego zycia:( Samo siedzienie w domu bylo dla mnie koszmarnym pzrezyciem,zdala od znajomych od chlopaka ( ktory i tak mnie rzucil )... aczym teraz jestem??? 20letnia emerytka...stzrepkkiem czlowieka.Moje najlepsze lata wygladaja poprostu koszmarnie.Przestalam juz wierzyc w dobry los...po co:( Odpowiedz Link Zgłoś
merediith Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 08.07.07, 22:00 Madziuuniu. Jeszcze nie wszytsko stracone. To był wynik pierwszej tury rekrutacji.Zawsze przecież możesz dostac się z tej trzeciej. 3mam kciiuki za Ciebie! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 08.07.07, 22:15 magda po pierwsze - poprawiajac mature, zdajac na studia, siedzac w domu - nie udowadnialas czegokolwiek komukowliek!! wbij to sobie do glowy: robilas to dla siebie!! > W porzadku przegralam milosc,ale tez pzregralam swoja przyszlosc:( poza tym - przyszlosc to jeszcze przed toba!! sa przeciez rozne studia policealne czy pomaturalne, takie roczne - moze tam sprobuj? poza tym rzeczywiscie - teraz sie nie dostalas, ale moze we wrzesniu dostaniesz telefon z uczelni ze zwolnilo sie miejsce?? milion ludzi zdaje na kilkanascie kierunkow a dopiero potem rezygnuje z czegos i dopiero wtedy dokonuje wyboru, wiec moze same wyniki egzaminow jeszcze nic nie znacza?? Czekam az sie > spotkamy,wtedy moze cos sie rozjasni.Nie bede tego konczyc tak na > odleglosc.Jestem juz zrezygnowana,wypalona z sil. no to tutaj sama sobie odpowiedzialas. wiesz juz jak to jest - pomysl czy chcesz tego nadal? ja w koncu po jaaaakims tam czasie podjelam decyzje pt.: 'dosc' - widzisz dzis co prawda przez chwile mialam kryzys ale wiem na czym stoje, nie wiem czego chce ale przede wszystkim - wiem czego nie chce!! ja tez mam za soba historie nowotroworowa - wiem ze tutaj nie mozna nic ze soba porownywac i licytowac - ale pamietaj, tylko wiara na lepsze jutro pomaga nam isc do przodu a nie cofac sie. rozladowujac atmosfere standardowo polece winko, winko jest najlepsze na wszystko. pol butli na glowe i od razu inaczej podchodzisz do zycia. wez kogos zwerbuj, umow sie gdzies i pij to wino!! co dwie glowy to nie jedna - pamietaj!! poza tym, z przyjacielem zawsze jest latwiej. i nie ma sorry ale musze to napisac bo tu umre - wal smialo jak jest potrzeba, ja codziennie jestem na forum tylko nie zawsze sie loguje :) ale zawsze pomoge jesli bede umialai mogla :)) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 08.07.07, 22:33 Dzieki Akkknes!!!!! :) z tymi studiami to klapa naprawde:( myslalam ze sie wkoncu uda,no ale coz nie udalo sie...przezyje to jakos. Najgorzej jest mi wyleczyc sie z tej milosaci,chorej milosci. Z nowotworem damy sobi erade,ja niepoprawnie wierze ze wszystko sie uda,ze mama wyzdrowieje i nawet nie mysle o tym ze moze byc inaczej.Mam tutaj duzo wiary i sily zeby jej pomoc i byc przy niej. Heh wiesz zyc z tym wszysktim i nie mowic nikomu co si eczuje to cos starsznego.Musze si eczasem wyzalic na maxa bo zeswiruje ... Nienawidze sie uzalac nad sona nikomu,a tutaj moge to robic do woli:) hehe:) Milosc.....tu bedzie ciezej.trace wiare w drugiego czlowieka....dostalam po tylku tak ze jeszcze sie pozbierac nie moge.Wybaczylam zdrade,klamstwa....liczne rozstania i jego "nie wiem czy nam sie uda,ale wiedz ze cie kocham...ale ja nie wiem" i tak w kolko..jego nie wiem nie wiem nie wiem.....cios za ciosem.Pozniej jego zmiana w tyrana.To sie zaczyna robic toksyczny zwiazek. Przez niego starcilam wiare w prawidzwa milsoc a tmy bardziej w mezczyzn i ich dobre szczere zamiary...... serce mi wyrwal ten gosc.zawsze bylam otwarta i bardzo przyjacielsko nastawiona do kazdego.Zawsze wystrzegalam zasade ze obojetnie kogo poznam to przypisze mu same dobre cechy..najwyzej pozniej bym sie rozczarowala a etraz??? pzrez niego nei ufam nikomu,wkolo patrze na chlopkaow i smieje sie ze wszyscy sa tacy sami..... To niezdrowe co sie ze mna dzieje.No ale wierze ze nei jedna z tego wyszlai po czasie uwierzyla,zaufala.... Nie chce juz wyolbrzymiac bo sa napewno wieksze problemy..no ale chociaz tutaj moge to z siebie wyrzucic ...pewna tego ze ktos to pzreczyta i jelsi zechce cos napsize. Dziekuje wam za wszystko.Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 08.07.07, 22:47 poczytaj o przemocy psychicznej, syndromie sztokholmskim... od razu otworza ci sie oczy. pamietaj - sama to przeczytasz - to ze on sie bawi twoimi uczuciami (cale to 'nie wiem ale wiedz ze cie kocham') to jest zabawa cudzymi uczuciami, on nawet moze sobie nie zdawac sprawy ze takie jego slowaoprocz tego ze robia sobie z ciebie baze i nie pala mostow to terror psychiczny. troche w tym siedzialam, wiec wiem o czym pisze. ale jak to mowia - szewc bez butow chodzi, nie?? Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 10.07.07, 19:00 witajcie kochane.. przede wszysttkim ściskam Was mocno i nie załamujcie się. Madziu współczuję sytuacji, nagromadzenia problemów - będę trzymała kciuki za cCiebie i Twoich bliskich. Tez oglądałam Miasto Aniołow, poryczałam się - tez wróciło co wrócić nie powinno. jeszcze ta pogoda, źle nastraja - na siłę staram się nie myśleć, żyć dla siebie - odsuwam pokusy zadzwonienia, pójścia na koncert jego siostry - bo choć bym chciała - to wiem, ze pójde tam tylko dla niego. Zamiast tego rzuciłam się w wir flirtowania. Może niezbyt dojrzałe, ale działa choc czasami - pewnie do czasu aż facet się znudzi. Boję się pakować w jakikolwiek zwiazek, bo nie wiem czy jestem na to gotowa i czy po prostu nie wykorzystam uczucia innej osoby. Bo potrzebuję czułości, zapewniania ze jestem wspaniała, bliskości, ale nie wiem czy to już czas na jakieś kroki... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 10.07.07, 20:46 oj timbunia, ja to juz prawie zapomnialam ze mialam taka chwilke zwatpienia!! :) zimno tylko, pogoda typowo letnia :/ ble Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 10.07.07, 23:57 i polazłam głupi babsztyl jeden. spotkałam rodzinkę w komplecie - tylko nie jego i moze i całe szczęscie... babcia sie popłakała ja też, tęsknię choć za nimi. O nim nie wspomnę, bo wiem, ze na to nie ma szans :( beznadziejnie jakoś Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 11.07.07, 14:51 Hej Dziewczyny:) Ja też mam co chwilę załamania. Właśnie minął miesiąc jak się nie widzialam z moim eks i juz warjuje. Myślałam, że z czasem będzie co raz łatwiej a mnie jest co raz cieżej. Boję się, że za chwile do niego zadzwonie i go będę prosić żebyśmy się spotkali. Straszne, że on bez problemu wytrzymuje i nie czuje potrzeby spotkania ze mna:( Madziunia trzymaj się pomyśl sobie, że juz gorzej być nie może. Wiem, że to żadne pocieszenie tak naprawde ale teraz może juz być tylko lepiej. Timbunia może lepiej, że go nie było a co do flirtów to flirtuj ile wlezie od tego jeszcze nikt nie umarł:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 15.07.07, 01:01 hej dziewczyny :) jak nastroje? ja sie trzymam. a wlasciwe trzyma mnie mysl o urlopie :))) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 16.07.07, 10:27 Cześć dziewczyny!!! Mój nastrój mógłby być lepszy. W weekend miałam jedno małe potknięcię no tak naprawde to dwa małe potknięcia;-) ale mam teraz nauczke i juz czegoś takiego nie zrobie. No coż jestem tylko człowiekiem i zdarza mi sie czasem popełniać błędy i pewnie jeszcze nie jeden popełnie. Piszcie co tam u Was!!! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
rezurekcja Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 15.07.07, 01:15 akkknes napisał: > rozladowujac atmosfere standardowo polece winko, winko jest najlepsze na > wszystko. nie jest, akkknes, nie jest. Oj, nie jest. Moj wuj sie zastosowal. Mial potem problem z wytrzezwieniem, stal sie alkoholikiem. Gdyby rak go nie zezarl, pewnie chlałby do dzis. Na problemy najlepsze jest pogadanie z ludzmi. Dzielenie sie problemem. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: sorry ale musze to napisac bo tu umre;( 15.07.07, 01:19 yyy wiesz co... my tu juz mamy swoje sposoby i pol-slowka ktore nie kazdy zakuma... i jak pisze madzi zeby poszla na winko to ona wie ktora rzeke i ktorego kolege mam na mysli :> rezurekcja napisała: > akkknes napisał: > > > rozladowujac atmosfere standardowo polece winko, winko jest najlepsze na > > wszystko. > > nie jest, akkknes, nie jest. Oj, nie jest. > Moj wuj sie zastosowal. Mial potem problem z wytrzezwieniem, stal sie > alkoholikiem. Gdyby rak go nie zezarl, pewnie chlałby do dzis. > Na problemy najlepsze jest pogadanie z ludzmi. Dzielenie sie problemem. > Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Chyba dołączam do Was.. 27.07.07, 11:55 Chyba, bo jeszcze nic pewnego. 3 miesiące minęły od zaręczyn i kilka dni temu dowiedziałam się, że się nie dogadujemy. Chociaż moim zdaniem On boi się zobowiązań i "dorosłego" życia. Mamy 23 i 25 lat więc na pewno świat się na tym nie skończy i dość trzeźwo patrzę na życie. Wiem, że może mnie spotkać jeszcze wielu wspaniałych ludzi ale narazie to Jego kocham i mam nadzieję, że wszystko się dobrze ułoży. Więc trwam w takim zawieszeniu i zobaczymy jak będzie. Jednak przykro mi bardzo i łzy cisną się do oczu... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Chyba dołączam do Was.. 27.07.07, 13:34 trzymam zatem kciuki żeby wszystko było znowu dobrze. Może to chwilowe rozsterki każdy czasem takie ma. Głowa do góry jakoś się ułoży wszystko jest lepsze niż właśnie tkwienie w takim zawieszeniu. Odpowiedz Link Zgłoś
mysiaa14 potrzebuje waszej pomocy... 27.07.07, 14:03 Kilka dni temu wyprowadził sie ode mnie mój facet, zostawił mnie zupełnie samą- kiedy byłam w pracy spakował wszystkie swoje rzeczy, zabierając dosłownie nawet te przedmioty które razem kupiliśmy.W niedziele trochę sie pokłóciliśmy, padły ostre słowa, popłakałam sie...wczoraj swierdził ze "za wysoko stawiam poprzeczkę a on chce zyc wygodnie".Dla mnie jego nagła wyprowadzka była szokiem, kiedy wróciłam do domu, zwłaszcza ze oczekiwałam chociaż jakiejś rozmowy, choćby podziekowania za wspólny czas kiedy dzieliliśmy życie, w zapiam zastałam puste szafy.Znam go kilka lat i po prostu do głowy mi nie przyszło ze zachowa sie jak tchórz i nawet nie poinformuje mnie o swoich zamiarach (chociaz wiele razy sprawił mi juz ból)...nie spałam całą noc, czuje sie fatalnieZnamy sie 5 lat,raz juz sie rozstaliśmy-ale on wrócił po roku.Powiodem rozstanie była inna kobieta a także to ze twierdził ze nie wie czego chce od zycia.Długo mnie do siebie przekonywał zebym zaufała mu ponownie.Pokochałam go na nowo,tylko znacznie mocniej niż za pierwszym razem...było nam cudownie,kazdą chwile spedzaliśmy razem-owszem jak w kazdym związku były też spięcia.Zamieszkaliśmy razem...i nagle z dnia na dzień on zabrał swoje rzeczy,po prostu wrociłam z pracy i zastałam puste szafy,zrobił to bez żadnej rozmowy ze mną-w rozmowie telefonicznej stwierdził ze przerasta go dorosłe życie (ma prawie 28 lat)i obowiązki.Zostałam ze wszystkim sama, w pustym mieszkaniu na totalnym zadupiu.Mieszkanie które miał byc naszym ciepłym domem stało się moim więzieniem...nie mogę spać, jeść cały czas myśle ile błędów popełniłam wobec Niego a największym było chyba to ze pozwoliłam mu wrócić...Usłyszałam od niego dokładnie te same słowa co przy pierwszym rozstaniu-ze chce zyc miło łatwo i przyjemnie,ze dusze go swoim uczuciem i ze odkąd ze mną zamieszkał nie miał czasu dla kumpli...płacze z bólu-nie trzymałam go na smyczy, sam wlalczył o to zebyśmy razem mieszkali choć ja podchodzilam do tego raczej sceptycznie.Teraz czuję sie jak bez zycia,bo wszystkie moje plany rozsypały sie jak domek z kart. Nie jestem w stanie zyc w tym mieszkaniu,gdzie wszystko przypomina mi jego...samotność jest przerazająca. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: potrzebuje waszej pomocy... 27.07.07, 15:38 chyba naprawdę nie warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki piszę to dla siebie bo ja cały czas jednak się łudze i czekam chociaż z tego co słyszałam i czytałam to nikomu to na dobre nie wychodzi. Mysiaa musisz być teraz silna nie myśl o tym co było tylko staraj sie pozbierać i iśc naprzód. Zajmij się czymkolwiek byle tylko nie myśleć, myślenie jest teraz zabronione. Faceta olej wiem, że mnie jest łatwo mówić ale innego wyjścia nie masz. Dałaś mu już raz szanse i nic z tego nie wyszło. Teraz trzeba układać sobie życie bez niego. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: potrzebuje waszej pomocy... 28.07.07, 23:54 nooo, moje drogie - troche czlowiek popracuje i nie ma czasu zajrzec na forum i tylko dla pewnosci wpisalam temat w wyszukiwarke i co...?? bylam dzis u przyjaciol, i poczulam deja vu - on ciagle zmeczony i musi polezec a ona sprzata JEGO pokoj, smazyla mu kotleta (jednego, bo mial ochote) a potem to w sumie miala mnie w dupie i nawet sie nie podniosla jak wychodzilam... nasz wspolny wakacyjny wyjazd tez odlozony w czasie bo tamten znowu cos. no i zobaczylam 'trzezwym okiem' z boku i na zywo - moj poprzedni zwiazek. NIE CHCE JUZ TAK!! jakos ostatnio widze ze ludzie ktorzy ze soba pare ladnych lat nadal gdzies wychodza, szaleja i sie bawia - oprocz tej codziennosci i rutyny (czyli wg mnie - normalnego doroslego zycia? ale to moje zdanie) nie wiem czy czlowiek naprawde uczy sie na bledach czy madrzeje po czasie. nie pisalam wam tez jakis czas temu juz to bylo - telefon poznym wieczorem w weekend a on chce sie dowiedziec co u mnie slychac. koniec koncow wiem ze powinnam od razu mu powiedziec zeby nie dzwonil ale kurna glupia ciekawosc... co z tego ze przez 20min odpowiadalam mu lakonicznym 'tak' lub 'nie' itd, ze powiedzialam mu yyy znaczy wyprowadzilam z bledu - ze gdyby to byla milosc i prawdziwe kochanie to w szpitalu bylby ze mna, ze przy egzaminach i rozmowie o prace byl ze mna ze to ze tamto. bylam twarda, ale jak sie rozlaczylam wylam jak glupia. w tygodniu co prawda mialam do niego sluzbowe pytanie - ale zapomnialam ze ludzie ktorzy zarabiaja po 300 tys zlotych miesieczenie (hahahahhahahahhaahahhahhaa od poczatku roku nie odebral ani jednej pensji i jak mi mowil moze w sierpniu zarobi pierwsze pieniadze) nie wstaja przed 10ta... chodzilo mi o jedno zdanie z branzy w ktorej on pracuje i zajelo mi to 5sek. rece mi drzaly ale w pracy nikt nie wie o mojej czarnej plamie w zyciorysie wiec bylam twarda. pisze to standardowo zeby sie wygadac bo jak juz tu zajrzalam to fajnie moc znalezc swoj slad. dla mnie jest to potwierdzeniem calej 'terapii'. moze komus pomoze - ja z czystym sumieniem, siedem miesiecy po piekle jestem wsrod zywych, studia skonczylam, mam prace, bylam nad morzem, mam co robic i kazdego dnia budze sie z pragnieniem zeby dobra trwa dluzej. pozdrawiam, a. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: potrzebuje waszej pomocy... 29.07.07, 08:57 U mnie jeszcze nic się nie zmieniło...no oprócz tego że zaczęłam płakać wczoraj. Niby dzwoni raz czy dwa dziennie ale się nie zdecydował. Powiedzialam, że poczekam bo co mi innego pozostaje narazie? I tak czekam. Wczoraj miałam najgorszy dzień ze wszystkich dotychczas. Dziś jest lepiej-zobaczymy co będzie dalej... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: Chyba dołączam do Was.. 29.07.07, 13:03 elphina kurna nie bardzo wiem co napisac zeby ci pomoc... zdziwilo mnie to: moim zdaniem On boi się > zobowiązań i "dorosłego" życia skad wiesz czego on sie boi?? moze sprobuj z nim porozmawiac? skoro byly zareczyny, wiedzial co robi, nie?? sluchaj, a czego TY sie boisz? nie kumam tez tego, ze ok, no nie dogadujecie sie - ale to chyba ostatnio, co?? wiec skad tu zawieszenie?? pewnie ze zawsze jest przykro i lzy sie cisna i to jest normalne. ale jak napisalas, on dzwoni ty nie chcesz nic robic od razu i dajesz czas - to ja jesli moge i mam cos napisac to napisalabym jedno: przemilczenie czy przeczekanie to nie jest rozwiazanie... pogadajcie sobie od serca. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: Chyba dołączam do Was.. 29.07.07, 13:48 Właśnie skoro były zaręczyny to niby wiedział..on twierdzi, że się nie dogadujemy, moje potrzeby w tym związku były zaspokajane. On nie mówi co go ciśnie poprostu i stąd chyba to wszystko. Chyba każdy przed związaniem się na całe życie przechodzi coś takiego-poczekam więc. Smutno mi jest ale nie chcę niezdecydowanego człowieka przy swoim boku. Potrzebuję pewności. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: Chyba dołączam do Was.. 29.07.07, 13:56 a no to ok, to juz kumam :) ale i tak wydaje mi sie ze nie mozna tego tak pozostawic czasowi - bo skoro wiedzial co robi zareczajac sie z toba, planujac slub itd... to jak sie teraz przemilczy i w koncu wszystko wroci juz na swoje miejsce... to kiedys to co przemilczane powroci... ja tam dalej jestem za tym, zeby pogadac - nie tylko o jego lekach ale i swoich - czyli tego, ze boisz sie niezdecydowanego czlowieka przy swoim boku i ze potrzebujesz pewnosci. moze on o tym nie wie? Odpowiedz Link Zgłoś
aneczka792 Re: wracanie do siebie 29.07.07, 13:40 Musisz byc dzielna,zacisnij zeby i nie pokazuj jemu ze cierpisz bo to go tylko utwierdzi w tym ze moze zrobic z toba co tylko chcesz a ty i tak bedziesz go kochala.Pisze tak poniewaz bylam w bardzo podobnej sytuacji, ale uwierz mi faceci boja sie odpowiedzialnosci i widzac ze zwiazek robi sie powazny zabieraja nogi za pas i dyla. W moim przypadku wszystko skonczylo sie dobrze jestesmy juz 7 lat po slubie bo on zrozumial co stracil. Tobie tez zycze tego z calego serca...i nie probuj topic smutku w ramionach innego bo w kazdym bedziesz szukala tylko swojego bylego.... Powodzenia i glowa do gory zobaczysz nie bedzie tak zle jak to wszystko wyglada.... Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 29.07.07, 13:55 I tak właśnie staram się robić. Jeśli nie wyjdzie to będę jeszcze szczęśliwa- może nie z nim-ale jestem młoda i mam duuużo czasu. Przestraszył się tego, że mówiłam o domu i rodzinie i nie potrafił mi tego powiedzieć. Wtedy rozwiałabym wątpliwości bo mi też się nie spieszy z racji wieku i braku stałej pracy chociażby. Zabrakło komunikacji między nami-tak myślę. Pierścionka jednak nie zdejmuję z palca-tylko daję czas. Kiedyś się wyjaśni :)) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 29.07.07, 14:04 wiesz co... ja niby sie juz podnioslam bo tym bolesnym upadku... ale kurna nie wiem co i ile jeszcze bedzie musialo sie stac zebym byla tak odwazna jak ty. elphina - gratuluje odwagi zycia!! " Jeśli nie wyjdzie to będę jeszcze szczęśliwa- > może nie z nim-ale jestem młoda i mam duuużo czasu" a to zdanie to sobie powinnam na suficie nad lozkiem napisac!! Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 30.07.07, 12:10 Dziś lub jutro będziemy rozmawiać... Jak już mówiłam-nie spodziewam się happy endu więc najwyżej zostanę miło zaskoczona. Najważniejsze, że już trochę ochłonął i chce gadać-no to już coś. Zobaczymy czego się dowiem. A z Tobą Akkknes jest już dobrze-widać w każdym zdaniu :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 30.07.07, 14:07 elphina trzymam kciuki żeby wszystko poukładało sie po twojwj myśli. Ja myślę, że może on sie troche przestraszył odpowiedzialnosci bo wiekszość facetów to jednak tchórze. u mnie chwilowo dobrze a to tylko dlatego, że zaczynam sie pakować w coś co znowu nie ma przyszłości ale przynajmniej pozwala mi to nie myśleć o tamtym. Wiem, że robię źle i pewnie teraz sama kogoś krzywdze ale nie potrafię sie powstrzymać. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 30.07.07, 18:30 Nie jesteśmy już razem :(( a miałam nadzieję.... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 30.07.07, 22:31 miska, moze nikogo nie skrzywdzisz. i nie zakladaj z gory ze robisz zle, przeciez mowisz ze jest ok. chyba te drobne chwile szczescia skladaja sie na jedne wielkie szczescie, nie? wiec kto wie... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 30.07.07, 22:29 A z Tobą > Akkknes jest już dobrze-widać w każdym zdaniu :) nie bylabym taka optymistka w mysl zasady: blizny zostaja na zawsze. pewnie ze dzis jestem juz madrzejsza i moge sie w mowie i pismie madralowac... ale nie wiem co mnie kiedys spotka. o ile spotka. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 30.07.07, 22:51 Nie błagam-nie proszę nawet. Dam radę bo od godziny-kiedy już usłyszałam na własne uszy ten fakt-postanowiłam wziąć się w garść. Pewnie nie uda się tak od początku ale stopniowo. Powiedział że czas leczy rany i jeszcze kiedyś będzie lepiej, że damy radę. No to damy nie? :) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 30.07.07, 22:55 przeczytalam na innym watku ze sie szczypiesz i balam sie ze bedziesz tak naiwnie glupia jak ja!! ale widze ze dasz rade :) Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 30.07.07, 23:00 Pewnie dam radę- tym bardziej, że stwierdził że już nic do mnie nie czuje. Gdyby nie jego twarz, na której widziałam coś innego to nawet bym uwierzyła. Ale skoro nie chce to nie zmuszę nie... Choćby za skrzynkę złota. A jak powiedziałaś "szczypię się" to dlatego, że to nie jest latwy i przyjemny temat. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 30.07.07, 23:09 pewnie ze temat nie latwy i przyjemny - uwierz mi, znam go - dzis moge sie nawet usmiechnac z empatia na koncu tego stwierdzenia. nie tylko facet, laski tez potrafia miec twarz jokera albo grac minami - wiec za szybko wnioskow nie wyciagaj, sprawa swieza. pamietaj - czas jesli nie leczy to pozadnie zalecza - WSZYSTKO. ja dzis nawet nie chce myslec o swoim BEZNADZIEJNYM zachowaniu. jak dziecko tupalam noga - a stara du..pa jestem ;) Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 30.07.07, 23:16 Nie no staram się. Jeszcze chciał żebym zatrzymała pierścionek zaręczynowy... I nosiła-jako taki zwykły. Chyba normalne, że się nie zgodziłam bo inne miał dla mnie znaczenie? Miałaś inną sytuację. Ten Twój chłopak był inny i trakował Cię tak dosyć średnio z tego co czytałam. Ja miałam wszystko na miejscu-a 2 dni wcześniej słyszałam że jestem kochana. Nie rozumiem poprostu sytuacji i tym bardziej mnie boli... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 31.07.07, 11:40 akknes nie podchodź do siebie tak krytycznie. Walczyłaś o coś ważnego w tym momenie dla Ciebie naprawde nie ma co żałować będziesz bogatsza o te doświadczenia i mądrzejsza jeżeli chodzi jak postępować z popapranymi facetami:) będziesz takich wyczuwała na odległość i omijała ich szerokim łukiem! elphina bardzo mi przykro z powodu rozstanaia ale może tak miało być żebyś mogła poznać super faceta właśnie dla Ciebie. wszystko co nas spotyka dzieję się z jakiegoś powodu może jeszcze nie wiesz dlaczego Ciebie akurat teraz spotkało właśnie to ale może niedługo sie dowiesz. a co do mnie to ja wiem, że to co ja teraz robię nie jest fajne i wiem, że moje pobudki niestety nie są szlachetne. No nic na razie to nic poważnego więc nie wyrządzam jeszcze dużych szkód;) Odpowiedz Link Zgłoś
jekaterina1 Re: wracanie do siebie 31.07.07, 13:55 Podziwiam was dziewczyny ale jednoczesnie bardzo dobrze rozumiem. tez kiedys zostalam zostawiona, w najmniej odpowiednim momencie, wtedy gdy najbardziej go kochalam, potrzebowalam...przezyłam poł roku koszmaru, ale zacisłam zęby, nie okazywalam słabosci, wrecz olewalam...Moja duma była na pierwszym miejscu. Pokazywałam ze jestem twarda, że nic mnie nie rusza, ale tak naprawde wylam, ryczalam, a smutki topiłam w hektolitrach "napojów wyskokowych"......dzis mija półotora roku od kiedy jestesmy razem, a może inaczej napisze...od kiedy on błagał mnie o wybaczenie, prawie rok po tym jak mnie zostawil....jestesmy razem, znowu....ale nie zakładam juz ze bedzie ojcem moich dzieci, moim mężem z którym sie zestarzeje...zyje chwila, bo wiem, ze nawet najpiekniejsze plany mogą runąć, zawsze....kocham go jednak, strasznie... 3 majcie się i pamietajcie, co was nie zabije to wzmocni...ja teraz jestem starsznie silna, to doświadczenie duzo mnie nauczyło i w sumie sie cziesze, ze dostałam je od losu.. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 31.07.07, 21:14 Powiedz jak układa się między wami? Wrócił bo zrozumiał? A ty nie potrafisz już zaufać? Ja jestem kłębkiem nerwów-z tym, że my nie pokazujemy swojej dumy tylko rozmawiamy ze sobą normalnie w miarę. Myślałam, że On już mnie nie kocha i dlatego postanowił się rozstać ale tu chodzi o coś innego. Dziś powiedział, że jemu też jest ciężko i męczą go myśli o mnie. Chciałabym móc coś zrobić a nie mogę :((( Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka witajcie:) 31.07.07, 22:07 Od dwóch dni czytam wypowiedzi "wracania do siebie",ale jestem dopiero przy 4 stronie...Podobnie jak wiekszosc z Was,przezylam przykre rozstanie - po raz drugi:( Dlatego uwazam,ze wracanie do siebie nie koniecznie ma sens. Jak juz tu ktos napisal,powod rozstania za pierwszym razem prawdopodobnie sie powtorzy...Tak sie stalo u mnie,choc moj "luby"nie chce tego przyznac. Ciezko mi,bardzo.Od 3 dni nie wychodze z domu,tylko placze,prawie nie jem,za to duzo spie i...niestety rozmyslam...co by bylo gdybym zrobila cos inaczej...A to bez sensu...Zaczynam to sobie uswiadamiac i...pol godziny temu zjadlam duzą kolacje,bo po raz pierwszy od 3 dni poczulam glod...:)Najtrudniej pozbyc sie tego uczucia,bo z tego,ze rozum mowi nam jak postąpic i my sie nawet z tym zgadzamy,kiedy glupie serce robi swoje...Nie wyobrazam sobie zycia bez ex'a...Codziennie byly telefony,smsy,planowanie spotkan,a teraz....cicho...Psulo sie od dawna,ale ja nie chcialam tego widziec,albo robilam wszystko,zeby nie widziec..."Zadusilam"go chyba tą swoją miloscią,ktorej nigdy w takim stopniu nie czulam...masakra...:( Odpowiedz Link Zgłoś
jekaterina1 Re: wracanie do siebie 01.08.07, 07:14 bardzo dobrze nam sie układa, ufam mu tylko nie ufam przyszłości...teraz wreszcie zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę to wszystko sie może zdarzyc i trzeba być na to przygotowanym...On wrócił, "na kolanach" prawie, dlatego ,ze zrozumiał, tzn z tego co mi mówił już wcześniej zrozumiał ale sie bał (???) 3 mam za Was kciuki Kochane, banalne - ale wierze, że będzie dobrze, czy wrócicie do siebie czy nie, ale..będzie dobrze!!!! Ja cierpiałam pól roku po rozstaniu...a jak już z wszystkim sie pogodziłam, odbudowałam swoje życie - chcociaz dalej go kochałam - on...wrócił...złośliwość losu? Odpowiedz Link Zgłoś
jekaterina1 Re: wracanie do siebie 01.08.07, 07:16 PS. Najlepiej nic nie rób...okaż ze jesteś silną ale dobrą kobietą - taka jaką pokochał.:) Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 01.08.07, 08:22 Wczoraj wieczorem jeszcze rozmawialiśmy i pisaliśmy smsy. Tylko już bez nadziei z mojej strony. Napisałam, że na nic już nie liczę bo nie potrafiłabym z nim być-za bardzo mnie zranił. Napisałam też wiele pozytywnych rzeczy bo nie mam zamiaru robić z niego wroga. Powinnam dziękować mu wręcz, że odważył się powiedzieć mi to teraz a nie po ślubie (chcieliśmy go zrobić za 1,5 roku). Teraz będzie mi łatwiej. A może to wszystko "zabiła" we mnie myśl, że przez cale życie-jeśli byłabym z nim-będę co rano się budzić i zastanawiać się czy dziś znów to powie czy nie. A teraz jest zdecydowanie lepiej niż np za 5 lat- teraz mam 23 i dużo czasu na ułożenie sobie życia. Poza tym po każdej sprzeczce potrafiliśmy pogadać i być ze sobą, a tym razem powiedział to tak spokojnie, że z góry wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Szkoda mi wspólnych planów, które mieliśmy jeszcze 2 dni przed rozstaniem, tylu lat razem, naszych rodzin-które nam "kibicowały" w tym związku, znajomych, którzy odeszli razem z nim... Dam radę chociaż zostałam prawie sama jak palec bo narazie nie będę miała tyle siły i odwagi by chodzić na wspólne imprezy czy spotkania. Odpowiedz Link Zgłoś
jinx_jinx Re: wracanie do siebie 01.08.07, 08:45 a czy macie doświadczenia w powrotach po...kilku latach...? Znam dziewczynę, która czeka na faceta już...kilka dobrych lat...Byli małżeństwem. Rozstali się. On związał sie z kimś innym. Ona nie układa sobie zycia, nagabuje go, sms-y, telefony, zdjęcia itp...Czy to...normalne? Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 01.08.07, 09:03 Nie znam takich osób ale to może z racji młodego wieku. Ja mam bardzo praktyczne podejście do życia-czego z resztą nauczył mnie mój P.(narazie ciężko mi o nim mówić inaczej)-i wiem że nikt nie jest niezastąpiony. Ja nie czekałabym na kogoś tyle czasu bo nie jestem masochistką. Już wczoraj kiedy stwierdziłam, że nie chcę z nim być i przestaję się łudzić nie popłynęła mi nawet jedna łza i w końcu przespałam całą noc-no w każdym razie więcej niż ostatnio :) Zawsze lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Gdy się już z sobą uporałam pomyślałam co czeka mnie w tym związku? I chociaż kocham go jak nikogo innego-bo nigdy wcześniej nie kochałam-to pozwalam mu być szczęśliwym beze mnie jeśli tego chciał. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 01.08.07, 09:05 A w przypadku tej dziewczyny czekającej kilka lat... Facet mógł zmienić choćby nr telefonu przecież-może to on nie daje jej odejść? Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 01.08.07, 09:31 Dziewczyny będzię w końcu dobrze może nie jutro ani nawet za miesiąc ale będzie więc mamy na co czekać:)ze mną jest z dnia na dzień lepiej chyba już osiągnełam stan takiego ostatecznego upodlenia przed nim i powiedziałam wystarczy czasem przychodzą jeszcze głupie myśli do głowy ale już umiem je ignorować. Widocznie tak miało być nie wiem może mnie nie jest pisana wielka i szczęśliwa miłość tylko ta nieszczęśliwa i nieodwzajemniona:( ale z tym też w końcu nauczę się żyć;) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka do elphina 01.08.07, 09:33 Wiesz,ja pomyslalam tak jak Ty - jesli bedzie szczesliwszy beze mnie,to niech odejdzie. Tyle ze wczesniej strasznie sie upokorzylam i ciągle mam wyrzuty sumienia i swiadomosc,ze on juz mnie nie szanuje...:( Poza tym...chwilami wydaje mi sie,ze jestem silna,ze jakos to sobie poukladalam...ze dam rade,ale są momenty - np jak sie budze,ze jest mi strasznie! Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 01.08.07, 09:43 Jabłonka.. Mój nie patrzy na moje uczucia jak na upokarzanie się przed nim. Nawet pytał czy będzie mi lepiej jak nie będzie się odzywał-ale mi to nie przeszkadza bo nie chcę od tego uciekać tylko stanąć naprzeciw i wygrać. Narazie tak myślę ale może zmienię zdanie. On czekał aż sama dojdę do tego, że chcę dać mu odejść-zna mnie i wiedział, że w końcu do tego dojdzie. Czasem łapię się na tym, że chciałabym aby wrócił..Ale z miłości a nie litości czy dlatego, że nic lepszego mu się nie trafiło. I ja go znam-wiem, że nie wróci po jakimś czasie. Jest chyba o tyle lepiej, że będę pewna, że nie zburzy mojego spokoju kiedyś. No chyba, że się zdziwię.. Muszę na nowo zorganizować sobie życie, bo kiedyś z każdym problemem, radością, smutkiem, chorobą i zwykłą rozmową biegłam do niego-byliśmy bardzo blisko a teraz muszę zapełnić dni czymś- jeszcze nie wiem czym ale to dopiero drugi dzień mija więc odpoczywam. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 10:00 Ja nie wiem jak moj patrzy na mnie,ale wiem,ze nie czuje sie dobrze z tym,jak sie zachowalam,kiedy powiedzial,ze chce odejsc...Kiedy rozstalismy sie pierwszy raz,przyjelam to nawet ze spokojem(oczywiscie przy nim tylko,bo kiedy wyszedl...:/ ),tym razem...blagalam go,zeby tego nie robil,ze przeciez nam tak dobrze.I mysle ze to go w jakis sposob jeszcze nakrecalo na "nie",bo on jest strasznie przekorny i te moje nalegania,narzucania odniosly straszny skutek:( A teraz po prostu sobie poradzic nie moge...Mysle jedynie,ze jesli to,co wbilam sobie do glowy - ze to moja polowka i "ten" - to w koncu bedziemy razem... Z drugiej strony nie chce tak na to patrzec,bo to destrukcyjne...Mam juz dosc:( Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 01.08.07, 10:16 Ja też przyjęłam ze spokojem tą informację-on powiedział, że chce odpocząć przez jakiś czas i pomyśleć bo nie wie czy przypadkiem nie straci czegoś ważnego. Po tygodniu kiedy chciałam już porozmawiać-aby się upewnić- powiedział, że chyba od początku tej przerwy wiedział, że już koniec ale nie mówił, żebym się przygotowała psychicznie. Z jednej strony uważam to za głupie a z drugiej nie wiem jakbym się zachowała gdyby tak nagle...A przez ten cały tydzień rozmawialiśmy sobie normalnie..tzn. nie o nas ale o życiu codziennym. Może lepiej, że tak zrobił-wiem na pewno, że szanuje moje uczucia i dla niego też nie jest to ławta decyzja... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: do elphina 01.08.07, 10:25 zielonajablonka ja zrobiłam dokładnie tak samo zaczełam go prosić i myśle, że to go tylko utwierdziło w przekonaniu, że faktycznie do siebie nie pasujemy a ja wciąz myślę że pasowaliśmy i to bardzo tylko że on ma w głowie obraz swojej idealnej dziewczyny i ja troche do tego ideału nie pasowałam a nie zależało mu na mnie na tyle żeby ten ideał trochę zmienić bardziej na moją korzyść;) uważałam sie też za osobę dumną jak ktoś mnie nie chcę to ja się nie będę narzucać ale jak przyszło co do czego to dumy sie szybciutko pozbyłam i się narzucałam, płaszczyłam i prosiłam i tego bardzo żałuję. Czasami wszystkiego żałuję a najbardziej, że poznałam jego i że zburzył mój spokój i teraz nie wiem kiedy i czy wogóle ten spokój kiedyś odzyskam. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 01.08.07, 10:31 Misia.. nie wolno tego żałować-przecież przeżyłaś coś pięknego. Ja tak myślę. Mam wspomnienia, które są piękne choć narazie do nich nie wracam. Postaram się nie stracić kontaktu z nim, no bo jak miałabym udawać, że się nie znamy czy że jest dla mnie obcy ktoś kto był całym światem? Zaznaczam, że teraz tak mówię i nie wiem jak będzie. Nauczył mnie dawać i brać miłość i na pewno ktoś jeszcze z tego skorzysta :) A że nie on? Jego strata. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 10:42 Sposob,w jaki zareagowala elphina byl najlepszym z mozliwych.Ja tak zareagowalam po pierwszym rozstaniu - powiedzialam ze uszanuje jego decyzje,ze jest wspanialym facetem,a dziewczyna z ktorą sie związe,bedzie szczesciara i zycze mu powodzenia.Potem przez jeszcze 2 tygodnie praktycznie codziennie do siebie dzwonilismy,smsy,a nawet sie widywalismy.W koncu ja juz nie moglam wytrzymac bo za bardzo mi zalezalo i powiedzialam KONIEC. Potem,kiedy sie przypadkowo spotykalismy,nawet nie reagowalam na jego"czesc",chcialam sie uwolnic a mozliwosc powrotu nawet nie przyszla mi do glowy - powiedzial ze mnie nie chce przeciez. Ciagle jednak o nim myslalam...zakochana...Az na jednej z imprez po prostu nie odwrocilam sie jak zwykle,tylko usmiechnelam do niego,potem zaczelismy rozmawiac...i jakos tak sie zeszlismy. Nigdy wczesniej nie wchodzilam dwa razy do tej samej wody - on tez nie. Teraz wszystko wygląda inaczej.Nie odeszlam z honorem.Zbyt duze emocje,zapomnialam się,zapomnialam,jaka dziewczyna go zainteresowala - na pewno nie taka,ktora sie przed nim plaszczy i prosi,zeby zostal...To wszystko mnie dobija. I z jednej strony chce zeby wrocil,ale z drugiej...wiem ze to niemozliwe. Ciężko mi bardzo: ( A najgorsze jest to,ze sama do tego doprowadzilam - zadusilam go tą swoją miloscią,mimo ze mowil,ze sie boi(ma bardzo przykre doswiadczenia)i ze moze dobrze by bylo troche zwolnic. Ale ja -egoistka - myslalam tylko jak kocham i nie moge wytrzymac bez niego,nie chcialam widziec,ze zaczyna uciekac,ze mowi mi o tym,pokazuje,a ja coraz bardziej gonie...Zalezalo mu na mnie - to bylo oczywiste i pokazywal to wielekrotnie,jak jestem dla niego wazna.Ale ja...slepa i glucha...Mam na co zasluzylam:( A najgorsze - kiedy nie chcialam dac mu odejsc,zaczynal sie denerwowac,a ja jeszcze bardziej naciskalam,to byla taka walka,w koncu on - na koniec,zebym odeszla - powiedzial,ze nie bylo mu ze mna dobrze i mu nie zalezalo.Nóż w serce...na moje zyczenie... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: do elphina 01.08.07, 11:07 zielonajablonka nie możesz się tak obwiniać, że to rozstanie to tylko Twoja wina, że go zadusiłaś Twoją miłością. Nie wiem może się mylę ale gdyby jemu zależało tak samo mocno jak Tobie to nie czuł by się przytłoczony. U mnie to ja też byłam tą stroną która chciała się częściej spotykać spędzać więcej czasu ze sobą ja mogłam się wogóle z nim nie rozstawać i gdybym wtedy miała oczy otwarte a nie tak ślepo brneła w to bardziej i bardziej to teraz nie siedziałbym już trzeci miesiąc i nie użalała się nad sobą jaka to ja jestem nieszczęśliwa bo on mnie nie kocha. elphina myślę, że śilna z Ciebie dziewczyna i tak trzymaj bardzo Ci tego zazdroszcze i żałuję, że ja taka nie jestem. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 01.08.07, 11:59 Nie ma czego zazdrościć bo ja też mam słabsze chwile. Nie załamuję się ale oczy mam we łzach. To dopiero drugi dzień i dlatego myślę, że będzie dobrze. Ale zdaję sobie sprawę, że później będzie gorzej. Wcześniej wiedziałam już, że on ma wątpliwości co do nas ale nigdy nie chciał się rozstać. Wtedy cieszyłam się, że jesteśmy razem i korzystaliśmy z życia, podróżowaliśmy, pracowaliśmy razem często, imprezowaliśmy ale też spędzaliśmy cudne wieczory przy filmie i winku. Nie naciskałam tylko brałam życie jakie było. Przełomem były dla mnie zaręczyny- wtedy pomyślałam, że pozbył się wątpliwości i zdecydował na życie ze mną. Jeszcze 2 dni wcześniej rozmawialiśmy o tym i mówił, że to była przemyślana decyzja, którą podjął sam bez nacisku. Dwa dni wcześniej...A dwa dni później, że nie chce już.. Przykre :( Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 12:43 Taka wiadomosc z dnia na dzien jest najgorsza,kiedy sie tego nie spodziewasz...Wiem po sobie,po tak mialam za pierwszym razem. Powiem Ci tylko elphina,ze to,jak to przyjelas i jak sie zachowalas,bardzo dobrze o Tobie swiadczy.Szczegolnie w jego oczach. Najlepiej nie myslec o powrocie,bo jesli macie byc razem,to tak sie stanie,po prostu. Wiesz misia,to nie jest tak,ze calą wine biore na siebie.Masz racje,gdyby mu zalezalo tak jak mi,nie czulby sie przytloczony moją miloscią.Prawda jest jednak taka,ze czesto bardziej zalezy jednej stronie i w naszym przypadku bylam to ja.Oczywiscie nie oznacza to,ze tylko ja sie staralam,a on byl bierny. Wielokrotnie pokazywal mi ze jestem dla niego wazna,piescil spojrzeniem i rozpieszczal czynami. A ja sama nie wiem czemu,chcialam wiecej,chcialam slow,deklaracji,na ktore on nie byl gotowy. Mowil mi o tym i pokazywal,a ja - zamiast uwaznie sluchac i madrze postepowac,brnęlam dalej. Teraz kiedy na to patrze,widze,ze chcialam mu dac wszystko,ale nie sluchalam,czego on naprawde chce,czego potrzebuje,bylam zaslepiona tą swoją miloscia i myslalam,ze wiem lepiej od niego,co dla niego najlepsze. Przytloczylam go tym,a przeciez kochac to dawac wolnosc i pozwalac aby "ta"osoba kochala tez inne rzeczy... Najdziwniejsze jest to,ze nigdy wczesniej taka nie bylam i tak nie postepowalam.Cenialam ludzi za to,jakimi sa i nie chcialam ich zmieniac i narzucac swojej woli,a w tym - najwazniejszym - przypadku postąpilam zupelnie inaczej.Nawet przyjaciele to widzieli i mi mowili,ze sie zmienilam i to nie na dobre,ze stalam sie kims,kim nie jestem,ale ja nie chcialam sluchac... On jest po traumatycznych przejsciach,takim ludziom trudniej jest zaufac komus i calkowicie oddac sie uczuciu,wlącza sie w nich jakis taki mechanizm obronny - czytalam o tym. Potrzebują wiecej czasu niz ktos kto nie byl skrzywdzony - jak ja,zeby sie zaangazowac. Nie mowie tu oczywiscie o ulotnym zauroczeniu,ale o prawdziwym,silnym uczuciu. Wiedzac o tym wszystkim postepowalam tak glupio...Najbardziej chcialabym mu o tym powiedziec,ze wiem,ze postepowalam nie tak,ze zepsulam to co miedzy nami bylo i co moglo byc.W nim rodzilo sie uczucie(widzialam to),a ja je zadusilam.Tak mi przykro. I moją intencją nie jest nawet powrot. Po prostu lepiej bym sie czula,gdyby o tym wiedzial. To jednak nigdy nie nastąpi,a ja bede teraz dluuugo leczyla rany,ktore sama sobie zadalam. :(( Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 01.08.07, 12:53 Widzisz..Ty wymagałaś deklaracji i mógł się "przestraszyć" że zaraz będziesz chciała więcej i więcej. Ja tak nie miałam. Dzień wcześniej kupił nam bilety na wycieczkę 10-cio dniową. Pytał czy na pewno chcemy jechać i na pewno kupować. Myślę, że ma teraz jakieś zaćmienie umysłu albo nie wiem co. Chyba nie chcę wiedzieć. To w sumie było z dnia na dzien w czasie kiedy byłam najszczęśliwsza i wiedział, że to on to szczęście mi daje. Myślałam, że może dojdzie do jakiegoś sensownego wniosku a tu nic. Ale jeśli nie chce być ze mną to go nie zmuszę. Powtarzam to sobie jak mantrę. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 13:04 Jesteś bardzo mądrą kobietą elphina.Mysle,ze mozesz miec racje mowiąc o "zacmieniu umyslu";) Chodzi mi o to,ze moj mial tak za pierwszym razem.Ale nie powiedzial mi o tym,tylko stwierdzil,ze "tego"nie czuje i dlatego nie powinnismy sie dalej spotykac.Dla mnie to byl szok - z dnia na dzien.Bo codziennie sie widywalismy,niesamowicie nas do siebie ciągnelo,smsy,telefony...A tu nagle on mowi cos takiego,nie moglam uwierzyc.Ale tak jak Ty,uszanowalam to,skoro mnie nie chce,to go nie zmusze.Kiedy sie potem zeszlismy,nawiazalam do tego.Wtedy mi wlasnie powiedzial,ze mial jakies "schizy"w glowie,ze po prostu musial sobie wszystko poukladac.Moze wiec w Twoim przypadku jest podobnie,musisz uzbroic sie w cierpliwosc i dac mu czas.A jesli mu zalezy...to wszystko moze sie zdarzyc...:) Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 01.08.07, 13:32 Ja wszystko rozumiem ale nie wiem ile będę chciała czekać.. Narazie wiadomo, że nie mam humoru i chęci na wyjścia, zabawę i śmiech.. Ale kiedyś życie wróci na własny tor i może już nie być miejsca dla zbłąkanych duszyczek. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 13:37 Widzisz,wlasnie nie chodzi o to,zebys czekala,tylko zebys zyla swoim zyciem,a jesli macie byc razem,to bedziecie. Bo on pokochal elphine ktora ma swoje zycie,zna swoją wartosc, nie pokochal dziewczyny udreczonej,wyczekującej biernie na bieg wydarzen. Jesli to "ten" to znajdzie Cie, A jesli nie,to lepiej ze stalo sie to teraz a ni po slubie. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 01.08.07, 13:46 Dokładnie tak jak mówisz. Staram się sobie w głowie poukładać. Tylko jak może być tak, że jedna strona mówi, że się wszystko psuje a druga jest szczęśliwa i twierdzi, że lepiej już dawno nie było? I nie widzi udręki tej drugiej, męczącej się w związku? Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 01.08.07, 14:52 Chyba warto szczerze rozmawiac i mowic o swoich obawach,a nie trzymac ich w sobie.A jeszcze wazniejsze - sluchac co mowi ta druga osoba! Pomysl,ze to co chcesz Ty powiedziec,powiesz nastepnym razem,teraz SŁUCHAJ. Szkoda,ze dopiero teraz to rozumiem...:( Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 01.08.07, 14:55 Oj oczywiście, że zawsze warto rozmawiać. Ale do tego tak jak do wszystkiego w związku potrzebne są 2 osoby. A jeśli samemu zasieje się takie ziarenko zwątpienia i pozwala mu się kiełkować to później takie kwiatki właśnie z tego są.. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: do elphina 01.08.07, 15:11 zielonajablonka jak czytam Twoje posty w których piszesz o Twoim zwiazku to jakbym czytała o sobie. Mój zwiazek naprawdę był fajny ale ja cały czas chciałam czegoś więcej ubzdurałam sobie jak powinien wyglądać idealny związek i nie zuważałam, że mój może nie jest idealny ale był fajny a ja na siłę znajdywałam jakieś problemy, których tak naprawdę nie było. Myślę, że ja podświadomie dążyłam do zniszczenia tego zwiazku i udało mi się. Miałam za duże oczikiwania nie wiem jakieś z ksieżyca chciałam jakiś romantycznych porywów. Mogę sobie tylko podziękować że teraz jest jak jest. Też bym chciała to wszystko wyjaśnić, wytłumaczyć ale już jest za póżno. elphina z tego co piszesz to może faktycznie jakieś chwilowe zwątpienie bo co się mogło w ciągu dwóch dni takiego stać żeby tak diametralnie się wszystko zmieniło. Może przetrzymacie to i wszystko znowu będie dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 01.08.07, 15:18 Może będzie tylko ja na chwilę obecną nie wiem czy bym chciała. Boję się też tego, że nie kocham go tak mocno jak mi się wydawało do tej pory. Nie płaczę właściwie wcale za tym co było-ale to może narazie nie płaczę. Minął tydzień dokładnie a ja jestem dziwnie spokojna.. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: do elphina 01.08.07, 15:42 elphina różne mogą być tego powody. Może do Ciebie jeszcze nie dotarło co się stało a może po prostu wiesz, że jednak mimo wszystko będzie dobrze. Każdy reaguje innaczej i nie chce być złym prorokiem ale może to cisza przed burzą. Może to też dobrze, że nie rozpamiętujesz tego co było ja mam manie przypominania sobie fajnych sytuacji i wtedy żal pupe ściska:), że tego juz nie ma. Czas jest najlepszym doradcą nic na siłę co ma być to będzie i nie ma co się przejmować, że nie płaczesz to o niczym nie świadczy. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 01.08.07, 16:11 Jednak myślę, że świadczy...O tym chociażby, że nie jestem męczennikiem i nie wyobrażam sobie na siłę co to ja źle zrobiłam albo jak było fajnie. Żyję poprostu i już. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: do elphina 02.08.07, 10:09 oby tak dalej:) ja też tak miałam w wieku 23 lat teraz jest mi trudniej w mojim najbliższym otoczeniu przyjaciele, znajomi pożenili się lub w najbiższym czasie to nastąpi a mnie kolejny raz nie wyszło i siłą rzeczy zaczynasz myśleć co dalej i ja też nie jestem męczennicą nie siedzę w ciemnym pokoju i wyje do księżyca ale takie myśli natrętne czy wspomnienia same Cię czasem nachodzą. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 02.08.07, 10:42 Najgorsze jest to, że zanim byliśmy razem spotykaliśmy się jako znajomi w większej grupie.. Teraz, kiedy już nie jesteśmy razem muszę poszukać sobie nowych znajomych bo nie mam ochoty (on pewnie też) spędzać czasu razem i udawać, że cofnęliśmy się o te 5 lat. Więc tutaj jestem na gorszej pozycji chociaż są oczywiście osoby, z którymi kontakt będę starała się utrzymać. Dlatego pewnie narazie siedzę w domu przed kompem (nie cały czas oczywiście), na co jeszcze niedawno miałam tyle czasu ile zajmuje sprawdzenie poczty i gg, bo to on chodzi z nim na imprezy, ogniska i inne "spędy"-wkurza mnie to bo ja też chciałabym tam być ale jeszcze nie jestem gotowa. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: do elphina 02.08.07, 11:14 u mnie jest podobna sytuacja bardzo polubiłam jego przyjaciół i po zerwaniu trochę mi było przykro, że będę musiała zerwać z nimi kontakt ale bardzo miło mnie zaskoczyli bo nadal chcą utrzymywać ze mną kontakt. Spotykam się z nimi tylko wtedy jak wiem, że jego nie będzie bo ja też nie czuję się jeszcze na siłach widywać go jak zwykłego znajomego pewnie nigdy tak nie będzie ale może kiedyś bez emocji będę do tego podchodzić. Więc nie rezygnuj z nich tak szybko przecież można to jakoś zorganizować żebyście oboje mogli Waszych przyjaciół zatrzymać:) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 02.08.07, 11:33 Wiecie,wczoraj przyjaciólka zwyczajnie mnie opieprz... Stwierdzila,ze to glupie,ze (podobnie jak Ty misia) mysle tylko dobrych chwilach,a zapominam o zlych,ktore jednak przeciez byly poniekąd przyczyna rozstania. Powiedziala,ze kiedy zaczynam o nim myslec,powinnam sie raczej skupic na tym,co bylo nie tak,wtedy zal bedzie mniejszy...Moze to racja...Ale z drugiej strony chce pamietac jego i nasz związek jako cos pozytywnego. I nie chce źle o nim myslec.Przeciez czlowiek,ktory wzbudzil we mnie tak niesamowite uczucie milosci,musi byc wartosciowy i wyjątkowy - nikomu wczesniej nie udalo sie sprawic,bym "fruwala":)A najlepsze jest to,ze on nawet nie robil tego celowo,po prostu byl soba,taki jaki jest,ze wszystkimi swoimi przywarami,wyskokami... Oj...zauwazylam,ze najcieżej mi rano.Budze sie i taka jakas pustka...Nie mowiąc o tym,ze ciągle o nim mysle,naprawde - bez przerwy! Kiedy rozstalismy sie pierwszy raz,bylo mi ciezko,ale tak jak elphina nie plakalam,choc chcialam,bo myslalam,ze mi to pomoze...Za to teraz...od rozstania nie bylo dnia,zebym nie plakala...i to tak nagle...po prostu. Moja mantra od wczoraj "on nic do ciebie nie czuje,nie chce cie,bo jak by chcial,to byscie byli razem"...i tak w kolko to mowie...Moze pomoze...:( A wczoraj znajomi wyciągneli mnie na impreze...Jak tu sie bawic i smiac,kiedy w sercu tyle smutku:( Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 02.08.07, 11:51 Mi nawet nie chce się wspominać złych rzeczy-bo nie było tak bardzo złych. Jeśli były jakieś nieporozumienia-a były jak wszędzie-to robiliśmy tak aby ich nie było a już na pewno nie myśleliśmy o rozstaniu. Ale z tego co się dowiedziałam właśnie od wspólnego przyjaciela to on chce znaleźć sobie kogoś z kim będzie idealnie...Pomijam to, że rzadko tak się zdarza w tym świecie. Ja też powtarzam sobie, że to przecież on mnie nie chce i gdybym wiedziała jeszcze, że mnie nie kocha to byłoby mi łatwiej. Bo rozstawanie się z powodu "bo tak będzie lepiej" nie przekonuje mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 02.08.07, 12:13 No wlasnie..."tak bedzie lepiej" dla kogo?dlaczego? To zaden powod... Wole nie myslec o powodach dla ktorych moj powiedzial ze sie rozstajemy...Wiem,ze powiedzial to pod wplywem chwili i zlosci i nerwow,nerwow na mnie,ale mimo wszystko... Oj...Jeszcze 2 tygodnie temu nie wyobrazalam sobie ze mozna az tak kochac,calkowicie sie zatracic, a teraz...nie wiedzialam,ze mozna tak cierpiec,ze odechciewa ci sie wszystkiego.... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: do elphina 02.08.07, 14:56 u mnie poranki też są najgorsze mimo tego, że juz mineły 3 miesiące i w ciągu dnia już nie myślę o nim tak często to rano budze sie bardzo przybita i smutna. w moim przypadku powódem rozstania było nasze niedopasowanie on twierdził, że nie pasujemy do siebie i brak zaangażowania z jego strony bo u mnie było to zaangażowanie aż za duże. Też sobie tak powtarzam ale to pomaga na chwilę czasem mnie taka złość na niego bierze, że mam ochotę zadzwonić i wykrzyczeć mu wszystko ale po co go potwierdzać w przekonaniu, że dobrze zrobił, że ze mną zerwał tak przynajmniej się łudze, że może trochę jednak żałuję;) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 02.08.07, 15:03 Niestety - w moim przypadku to tez ja bylam mocniej zaangazowana...:( Dzis sama z siebie na dluzej wyszlam z domu i nie plakalam...to chyba pozytywne:)Ale oczywiscie mysle o nim non stop... np bylam w knajpce,zeby cos zjesc,a obok jakies pary...no i zaraz zaczelam sobie wyobrazac,ze moglabym tak z nim...Qrcze!ja sie chyba chwilami zachowuje jak nastolatka!a juz dawno nia nie jestem... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: do elphina 02.08.07, 15:26 nie przejmuj się ja też już od jakiegoś czasu nastolatką nie jestem ale w tym jednym przypadku zachowuje się bardzo skrajnie jak nastolatka aż sama nie mogę czasami samej siebie poznać. Nie potrafie do tego tak racjonalnie podejśc no nie chciał mnie trudno takie jest życie. Ludzie borykaja się z wieloma gorszymi problemami mnie tylko rzucił facet ale mimo wszystko, że ja to wiem to i tak nie jest mi łatwiej. No nic muszę to przetrwać, przeczekać kiedyś musi mi to minąć. Przebolej rozstanie, płacz ile tylko masz ochotę to naprawdę pomaga ale wychodż do ludzi bo to też pomaga i zobaczysz z czasem naprawdę będzię lepiej to juz będą sporadyczne sytuację kiedy będziesz nagle wybuchała płaczem aż w końcu przestaniesz. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 02.08.07, 16:18 Dowiedziałam się, że już wczoraj spotkał się z jakąś laską :( Szybko się pociesza-chociaż znam go i pewnie chce sobie i innym udowodnić, że dobrze zrobił odchodząc ode mnie. Popłakałam sobie sporo dlatego, że człowiek, którego kocham (-łam) potrafi tak dokopać a nie dlatego, że z kimś się spotkał bo w końcu nie jesteśmy razem i robi co chce. Udowodnił tym samym, że nie jest mnie wart. Ot, tyle. Oczywiście źle mi jest i płakać się chce ale przejdzie mi.. Teraz już na pewno. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 02.08.07, 19:31 Oj,lepiej uwazac z wyciąganiem pochopnych wnioskow... Kiedy pierwszy raz sie rozstalismy,posluchalam rady rodziny i przyjaciol i probowalam zastosowac metode "klin klinem"...efekt byl jednak żalosny,bo tylko porownywalam nowego z bylym - oczywiscie na niekorzysc tego pierwszego... Poza tym,wstyd sie przyznac,ze pozwolilam na to,ale...nowy sie we mnie zakochal...masakra...We mnie oczywiscie wzajemnosci nie znalazł:( Moze to tylko spotkanie z kolezanką? Ty chyba tez masz kolegow? No a jesli naprawde juz o Tobie nie mysli i po prostu znalazl sobie nowa panne,to faktycznie nie wart jest Twoich mysli. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 02.08.07, 20:11 Słyszałam o tej pannie sporo-to koleżanka pary naszych przyjaciół. To od nich dostał nr bo poprosił więc musiał o tym myśleć wcześniej skoro widział ją raz w życiu 2 mies.temu i teraz od razu wiedział do kogo się zgłosić. Wiem też, że raczej z tego nic nie będzie. A panna jest dość podobna do mnie-wizualnie bo jej środka nie poznałam.. Może koledzy się skończyli ?-bo w końcu każdy ma swoje życie i nie będzie poświęcał aż tyle czasu ile on by chciał. Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: do elphina 02.08.07, 20:14 Nie sądzę też, że już sobie znalazł-poprostu spotkał się z nią. Po 1 spotkaniu nie tworzy się związku raczej. To jego życie i nic mi już do niego.. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: do elphina 03.08.07, 09:36 elphina wiem, że to okropne ale ja myślę, że on sobie i wszystkim w około próbuje coś udowodnić to głupie i trochę niedojrzałe moim zdaniem bo skrzywdzi tylko tą dziewczyne bo ona w końcu niczemu winna nie jest. Nawet jeżeli on zakończył wasz zwiazek to nie da się w ciągu tygodnia zapomnieć o 5 letnim związku i on też w końcu dojdzie do tego że to wymaga czasu. naprawdę czasem mam wrażenie że faceci są tacy bezmyślni i bezuczuciowi i że sami nie wiedzą czego oni tak naprawdę chcą. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 11:08 Zgadzam sie z misia na temat tego bezsensownego udowadniania.Z tym ze dotyczy to nie tylko facetów...Niestety po pierwszym rozstaniu ja tez tak robilam...Chyba sama chcialam sobie pokazac,ze moge zyc dalej i on mnie nic nie obchodzi,ze go nie ma - zniknąl.Ostatecznie niepotrzebnie zawrocilam w glowie i skrzywdzilam fajnego faceta,ktory nie mial pojecia,ze jest "lekarstwem" :( Juz nie popelniam tego blędu. Misia a co u Ciebie?Trzymasz sie? Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: do elphina 03.08.07, 11:41 zielonajabłonko a po jakim czasie zeszliście się za pierwszym razem? Wiem, że gdybanie nic nie daje ale czy teraz jak patrzysz na to z perspektywy czasu to żałujesz swojej decyzji o powrocie czy nie? U mnie tak w ciągu tygodnia jest dobrze bo jak jestem w pracy wśród ludzi to nie myślę najgorsze są jednak samotne weekendy doszło do tego że przestałam wyczekiwać weekendów wiadomo, że nie mogę przez cały czas siedzieć na głowie znajomym bo przecież każdy ma własne życie i nie mogę oczekiwać, że będą wszystko rzucać bo ja w domu juz warjuje. Organizuję sobie czas jak mogę co nie zmienia faktu, że potrzebuję towarzystwa:) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 15:01 Za pierwszym razem to bylo tak,ze rozstalismy sie w dobrej atmosferze i przez kolejne 2 tygodnie wlasciwie codziennie mielismy kontakt - telefony,smsy,nawet spotkania - pomagal mi niby meble kupowac,albo spotkanie w lokalu.Potem bylo ostateczne rozstanie - jak sie potem okazalo,on uwazal ze ja o tym zdecydowalam,ja zas bylam pewna ze to on tego chce.No i przez...kolejne 48 dni nie rozmawialismy ze sobą.Nawet kiedy sie gdzies spotykalismy,ja odwracalam glowe i nie odpowiadalam na jego "czesc",uwazalam ze tak bedzie lepiej. Natomiast po tych 48 dniach spotkalismy sie na imprezie i tym razem...nie odwrocilam glowy,ale sie nawet usmiechnęlam,a potem odpowiedzialam na "czesc":) No i...sie zeszlismy. Nie zaluje. Bo spedzialam z nim cudowne chwile i doznalam wspanialego uczucia milosci.Gdybym nie sprobowala 2 raz,moze bym zalowala...Teraz przynajmniej wiem,ze sie staralam,ze chcialam jak najlepiej,a skoro nie wyszlo...To straszne dla mnie,ale widac nie jestesmy sobie pisani - choc w mojej glowie albo raczej sercu jest przekonanie ze to moja druga polowka... Dzis bylam z przyjacielem na dlugim spacerze,rozmawialismy o tym.Troche spraw mi uswiadomil...Nie moge juz myslec o powrocie,bo to po prostu nie nastąpi. A zycie toczy sie dalej...choc dla mnie na pewno przez jeszcze jakis czas bedzie to bardzo smutne zycie:( Moze Ty tez Misiu nie powinnas myslec o powrocie.To takie nakręcanie się,łudzenie,ktore na pewno nie pomaga... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: do elphina 03.08.07, 15:30 wiem staram się nie łudzić bo wiem, że nie ma na to szans ale taka resztka nadzieji jeszcze we mnie tkwi. Ja to jednak głupia jestem bo on mi powiedział głośno i wyraźnie że to koniec a ja się wciąż łudzę, od 3 miesięcy tak naprawdę nie mamy żadnego kontaktu a ja jednak cały czas żywię jakąs głupią nadzieję. Bardzo to jest męczace już dla mnie samej chyba potrzebuję jakiegoś wstrząsu żeby wreszcie do mnie dotarło, że juz nic nigdy z tego nie będzie. Nigdy nie podejrzewałam siebie o takie zachowanie ale pierwszy raz w życiu mi na kimś tak naprawdę zależalo i chyba dlatego nie chcę odpuścić. zielonajabłonka chba nasze myślenie nam trochę nie pozwala zapomnieć trzeba sobie wmówić, że gdyby to była druga połówka to bylibyście wciąż razem bez żadnych wątpliwości. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 19:24 Wiem misia,ale jak tu nie myslec...Ja sie naprawde staram...ale to jest po prostu silniejsze ode mnie:( Dzis mija tydzien od rozstania...Caly dzien mialam zapelniony,ale teraz wrocilam juz do domu i...:(masakra!!! Juz zaczynam czuc przygnębienie...to tylko kwestia czasu - minut,moze godziny,kiedy pojawia się łzy... I wiem,ze gdyby to byly nasze polowki,to bylibysmy teraz razem,ale wiem mnostwo rzeczy...i co z tego? 3 miesiące go nie widzialas...strasznie dlugo...:( Przykro mi ale...moze to i lepiej... Czy myslalas o tym,zeby sie z kims innym umowic?mam na mysli randke. Odpowiedz Link Zgłoś
mala224 Re: do elphina 03.08.07, 20:36 Ze smutkiem się czyta wasze wypowiedzi. Jak człowiek jest szczęśliwy to zapomina, ze kiedyś też miał takie problemy i płakał po nocach i tęsknił. Dziewczyny głowa do góry na pewno wszystko się ułoży i będziecie szczęśliwe. Jest wielu facetów, którzy potrafią dać szczęście. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 21:14 Ale jak przyjąć szczescie od kogos,skoro w sercu i glowie ma sie tylko "jego"...:( Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: do elphina 03.08.07, 21:31 uh, dziewczyny nie moglam wam odpisac bo balam sie ze otwierajac okienko odpisywania zmiekne... pisalyscie ze niektorzy wracali do siebie po roku i po roznych historiach - wiecie co? nawet jak jest sie juz 'twarda' i 'wygrana' to serce staje w takich momentach - ktora sobie nie pomysli ze u niej tez tak moze bedzie... staram sie nie dopuszczac do siebie takich mysli. wiecie, teraz moge powiedziec, ze szybko mi to zlecialo - w koncu juz sierpien... i cholera ten czas tak biegnie... czasami przejdzie i mi mysl ze czas mi leci... a ja.... nie chce brac pierwszego lepszego... trzymajcie sie Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 21:48 Oj akkknes...kto mowi o pierwszym lepszym,ja nawet najdOskonalszego bym nie chciala! jakie to wszystko popaprane... Pocieszające jest to,ze Ty,jak widac dalas sobie jakos rade...wiec my tez chyba podołamy... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: do elphina 03.08.07, 21:59 jablonka, wiesz co... najdoskonalszy i pierwszy lepszy... heh mi sie juz po prostu oczy otworzyly - i teraz juz wiem czego NIE chce. ale czasami az serce zal scisnie ze nie tego kogos poza przyjaciolmi czy rodzina... ale za to w chwilach 'wiecie-jakich' przypominam sobie cytat z coehlo: 'staralam sie walczyc o cos, co wcale na to nie zaslugiwalo' - i od razu czuje sie inaczej :] Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: do elphina 03.08.07, 22:09 ten cytat do mnie tez pasuje...niestety:( Masakra...co ja sobie robie...Wpatruje sie w jego zdjecie,slucham "Poki jeszcze"M.Silskiego i...wyję... Wiem ze to destrukcyjne,ale...Ja tak strasznie cierpie... Odpowiedz Link Zgłoś
iwonek71 Re: wracanie do siebie 03.08.07, 22:17 jestem w podobnej sytuacji. bylismy szczesliwym malzenstwem 13 lat, miesiac temu maz zaczal wracac nadranem ,znalazlam prezerwatywy w kieszeni gdy zaczelam pytac trzaskal drzwiami i wychodzil, tydzien temu powiedzial prosto w twarz ze niechce zemna byc ,ublagalam zeby zostl.chociaz narazie, ze niebylam nato przygotowana, bardzo meza kocham nieumie bez niego zyc, wrecz zgodzilam sie na jego kochanke,powiedzial ze narazie zostanie, ze zobaczy... ale ciagle go niema w domu w momecie przestalo mu nawszystkim zalezec. mam nadzieje ze wszystko co mowi i robi jest pod wplywem emocj ze sie wyszaleje i wruci .on wie ze ja to jakos przeboleje byle zemna byl.sama bez niego niedam rady zyc,mielismy juz taka sytuacje 6 lat temu, wtedy sie opamietal, ale jak bedzie teraz/ jaki wplyw ma na niego ta mloda dziewczyna// Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 03.08.07, 22:28 oj....no to musisz przezywac koszmar...Ale skoro on jest taki sklonny do zdrady,zrobil to juz drugi raz,to jest chyba dosc prawdopodobne ze zrobi i trzeci...Zniesiesz to? Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 04.08.07, 00:09 iwonek, nie porownuj swojej sytuacji z moja - wiesz dobrze ze te moje dwa lata bycia razem przy twoich 13tu malzenstwstwa to pikus - wy inaczej podchodzicie do zycia, macie fundament ktory was laczy - ja nawet tego papierka nie mialam (chociaz jak na to spojrze dzis to dobrze). ale pamietaj, ze musisz przestac myslec 'sama bez niego nie dam rady' bo dasz - taki juz niestety jest czlowiek, wycierpi i zniesie naprawde duzo. dopiero gdy siegnie sie dna i jest juz zle to mozna sie odbic. jablonka - sama juz widzisz ze smetami i gapieniem sie na jego zdjecie nie pomagasz sobie. wez to na plus dla siebie. ja to chyba ide spac, probowalam poogladac tv ale stwierdzilam w koncu ze spanie jest fajniejsze ;) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 04.08.07, 12:06 Iwonek nie wiem co Ci napisać chyba tylko tyle, że faceci to takie świnie i robią z zakochanymi w nich kobietami co chcą. Jestem pewna, że dasz sobie radę bez niego i po czasie nawet stwierdzisz, że Ci lepiej bez niego. Dlaczego chcesz trwać przy facecie nawet jeżeli to Twój mąż który Cię regularnie zdradza czemu nie chcesz dać sobie szansy na szczęśliwe życie bez niego przecież to co teraz musisz przechodzić to koszmar. Wiem, że mnie jest łatwo mówić bo to nie ja jestem w takiej sytuacji ale musisz przynajmniej spróbować czy naprawdę myślisz, że tylko na tyle Cię stać. Przepraszam za moje słowa ale bardzo mnie poruszył Twój wpis. jabłonka teraz minął tydzień potem minie następny i następny i nawet nie zauważysz, że już nie płaczesz, że juz tak często nie myślisz o nim i że nawet już nie patrzysz na zdjęcie. Wiem, że powtarzam to do znudzenia ale najlepszym lekarstwem jest czas i pewnie nie raz będziesz mieć jeszcze chwilę zwątpienia ale to już będzie co raz rzadziej i dojdziemy w końcu wszystkie do tego etapu, że nasi byli zostaną dla nas tylko miłym wspomnieniem:) U mnie minęły 3 miesiące od zerwania i wtedy też ostatni raz się widzieliśmy i mimo tego, że tęsknie okropnie to myślę, że to jest najwłaściwsza dla mnie droga do szybkiego odkochania się:) na razie nie myślę o randkach bo nie wiem czemu ale stałam się bardzo agresywna dla wszystkich facetów;) nawet niewinne pytanie jakiegoś faceta o godzinę wprawia mnie w taką złość na niego, że wolę w takim stanie nie zawierać nowych znajomości:)muszę najpierw wyleczyć się z tego związku aby w ogóle zacząć myśleć o jakiś kolejnych. akknes gdzie Ty się podziewałaś przez tyle czasu:) cieszę się, że Ci się układa i dobrze, że już wiesz czego nie chcesz ja niedługo też będę wiedziała:) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 04.08.07, 13:34 Wlasnie tez mam problem z "agresją". Oczywiscie nawet nie dopuszczam mysli,ze mialabym sie teraz z kims spotykac,ale po prostu kiedy zaczepia mnie jakis obcy facet - obojetnie gdzie,to normalnie...pięści mi sie zaciskają...masakra... I jeszcze tak sobie mysle,ze to niesprawiedliwe,ze za błędy JEGO bedzie musial placic ktos inny,kto bedzie probowal sie do mnie zblizyc...Jednak wiem,ze tak bedzie...Ja tez placilam za blędy dziewczyny z ktorą moj byly byl wiele lat - ona go zdradzila. Zaufanie dla kogos takiego po prostu przestaje istniec. Ja tez nie bardzo mam ochote komukolwiek teraz wierzyc...niech wszyscy spadają! Jestes dzielna misia:)3 miesiące...dlugo...Dajesz rade,to dobrze:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 04.08.07, 16:23 wcale nie jestem dzielna nie mam innego wyjścia on nie chce mieć ze mną żadnego kontaktu ale z drugiej strony wyświadcza mi dzięki temu przysługę bo gdyby chciał się ze mną kontaktować to w życiu bym się z tego nie wygrzebała bo miałabym cały czas nadzieję, że może jeszcze coś z tego będzie i czekałabym jak głupia. jabłonka masz rację niech wszyscy faceci spadają na drzewo bo tam jest ich miejsce;) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 04.08.07, 18:33 oj misia ja to biznesłomen jestem ciagle zalatana... a jak nie praca to inne sprawy :/ ale nawet w pracy jak mam tylko chwilke wolna to hops na gazete i was czytam (ale bez logowania, bo to okres probny i jeszcze troche dygam;) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka DOŚĆ!!! 06.08.07, 11:23 Jak sie trzymacie dziewczyny? Ja postanowilam,ze sprobuje,mocno i z calych sil postaram sie normalnie dalej zyc - a moze wlasciwie nie do konca normalnie...;) Bo chce zeby moje zycie bylo,piekne,ciekawe i nieco zwariowane - takie bylo zawsze...do czasu wiadomo jakiego wydarzenia...:( Trzymajcie kciuki:) Szanowny Panie - Panu juz podziekujemy i ...wiecej przez Pana nie zaplaczemy! (a przynajmniej mocno sprobujemy:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: DOŚĆ!!! 06.08.07, 12:41 tak trzymać jabłonka:) ja też próbuje z całych sił i z reguły jest dobrze ale potem dopada mnie taki żal że aż trudno mi jest wytrzymać. Patrze na moich przyjaciół, którzy są w udanych związkach i tak sobie myślę że to ja muszę zawsze trafić na jakiś zkamuflowanych popaprańców;)nie wiem co jest ze mną nie tak, że facet się nie zaangażował i czy juz zawsze będe trafiać tylko na takich.Mam dzisiaj trochę marudny nastrój a to dlatego, że cały weekend spędziłam ze szczęśliwymi mężatkami i prawie mężatkami i musiałam trzymać fason, że jestem bardzo zadowolona z życia i że dobrze mi tak jak jest co prawdą nie jest a przyjacielę też mnie wolą udającą bo sami nie muszą udawać, że ich to interesuje ale postanawiam poprawę i jakoś dojdę do tego stanu i juz nie będe udawać tylko faktycznie tak będzie. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: DOŚĆ!!! 06.08.07, 17:12 Oj misia,dobrze wiem,co masz na mysli,piszac o dopadającym żalu...masakra:( Ale - musimy byc silne!Choc nie bylo to dzis dla mnie latwe,kiedy to kolega zabral mnie na kawe do knajpki,w ktorej miesiąc temu bylam z nim...i bylo tak fajnie,planowalismy wakacje... A co do bycia szczesliwą...Nie wiem,czy to dobry pomysł,ale...ja mysle,ze to mozna sobie po prostu wmowic!Powaznie!Jezeli codziennie bedziesz patrzyla w lustro,mowiac sobie z pelnym przekonaniem,ze jestes najlepsza,a Twoje zycie jest tez super,szczesliwe itd...to tak beda mysleli inni i Ty sama tez w to uwierzysz. Najwazniejsze to Twoje psychiczne nastawienie. Czytalam o tym i mysle,ze cos w tym jest - a wiec: jestesmy najlepsze,wyjątkowe i mamy swietne zycie:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes oby tak trzymac!! 06.08.07, 17:36 nooo dziewuszki brawo!! co do szczescia i wmawiania sobie - to wystarczy po prostu jasno powiedziec samej sobie czego sie NIE chce i nie robic tego czego sie nie chce i od razu jest latwiej lzej i kolorowiej :))) u mnie sanszajn kochane, zaraz lece do wanny nogi golic bo kiecke wrzucam, a co ;) a co do mezatych i prawie-mezatych przyjaciolek - misia, ja jak sobie popatrze tak z boku... to czasami tez zal scisnie serucho, ale jak zaraz przytomnie spojrze na farse jaka odstawiaja... to ja dziekuje, juz to przeszlam... ps co tu sie tak pozmienialo na forum wszystko inne musze usiasc i poobczajac :)) aha i tak wam optymistycznie powiem: malibu czerwone winko i likier jednego niedzielnego wieczoru to nie jest najlepszy pomysl ;))) buzka moje odwazniaki :] Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: oby tak trzymac!! 06.08.07, 19:24 strasznie się tu pozmieniało nie mogę się połapać:) bardzo jestem dzisiaj marudna ja to wszystko rozumiem i przez cały czas stosuję się do tego ale jak mam taki nastrój jak dzisiaj to mam ochotę olać to wszystko i tak zagłębić się w tym moim małym nieszczęściu ale wiem, że nie mogę bo już naprawdę jestem na dobrej drodze do pozbierania się. To nie chodzi o to, że ja się czuję samotna to nigdy nie był dla mnie problem ja czasem aż sama uciekam od ludzi bo w jakimś sensie lubię być sama ale ja chcę być z nim nie chcę nikogo innego jestem strasznie zdeterminowana żeby być z nim nie wiem czy wiecie o co mi chodzi nie robię nic w tym kierunku nie dzwonię nie piszę ale w głowie mam tylko tą jedną myśl:( to wszystko jest jakieś chore szczególnie, że jak już pisałam on olał mnie totalnie a ja i tak swoje w tej mojej chorej głowie sobie roję:( jabłonka omijaj miejsca gdzie bywaliście razem na pewno są miejsca do których nie chodziliście nie ma co się katować wspomnieniami. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: oby tak trzymac!! 06.08.07, 21:48 Misisa,rozumiem Cie - tzn tę chęc bycia z nim mimo wszystko i z calych sil - mnie tez nachodzi.Ale mowie sobie wtedy - to nieprawda! Nie chce tego,nie chce,bo znowu bede cierpiala.Poza tym to nie czlowiek dla mnie,gdyby nim byl,to bylby teraz przy mnie,a nie....no wlasnie - nie mam pojecia gdzie:( Qrcze...silna sie staram byc,ale jak pomysle,ze 2 tygodnie o tej porze mnie przytulał....ooo...masakra:( No nie...muszę sie czyms zając,bo cos czuje ze mnie nachodzi... Akkknes...kiecka?:)wow:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: oby tak trzymac!! 06.08.07, 22:06 jabłonka nie możemy się tak nakręcać:) koniec nie myślimy, nie rozpaczamy, nie wspominamy, zapominamy o wszystkim co było i zaczynamy od początku. Wiemy juz jakich facetów unikać, jakich błędów nie popełniać. Zwiazkofobom mówimy nie;) akknes ja jutro też ubieram kieckę:) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: oby tak trzymac!! 06.08.07, 22:15 No to ja tez jutro ubieram kiecke:) Dzieki misia za slowa zdrowego rozsadku:)Powtarzaj mi je co jakis czas,please:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: oby tak trzymac!! 07.08.07, 18:34 jabłonka nic się nie martw obie będziemy się do pionu stawiać:) u mnie juz dzisiaj dużo lepiej za chwile biegne na aerobik więc się wyżyję trochę a kiecke jak obiecałam tak ubrałam;) Odpowiedz Link Zgłoś
mrowka221 Re: oby tak trzymac!! 07.08.07, 19:24 Witajcie, dorzucę znowu kilka słów o mojej sytuacji, o tym jak się ona rozwija (opisywałam wszystko na fk i na psychologii). Więc mój ex jest nadal ze swoją next, ja też z kimś już jestem. 3 tygodnie temu przysłał mi smsa o treści: żałuję rozstania! Póżniej rozmawialiśmy jeszcze ze 2 razy na ten temat, ale nie padły żadne deklaracje. Mówił, że żałuje, że mu mnie brakuje, że nie jest szczęśliwy... Ale to są tylko słowa, nic nie robi w tym kierunku. A ja już chyba nie chcę, po tym co mi zrobił, po tym jak mnie łatwo przekreślił. Mnie też byłoby łatwiej, gdybym się dowiedziała, ze nigdy mnie nie kochał, wtedy to wszystko miałoby jakiś sens, nie wiem... On jest cały czas z inną, mówi że jej nie kocha, ale z czasem się zaangażuje, głupek. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: oby tak trzymac!! 07.08.07, 19:52 mrowka - wspolczuje ci takiego czubka!! czarna plama w zyciorysie normalnie!! olej bezmozga totalnie, to jest jakis szantaz uczuciowy - on nie wie co mu wyjdzie z next to odzywa sie do ex!! nie pozwol mu sie urobic!! jablonka i miska - i co, kiecki byly rozumiem?? :) ja to sie wykoncze w ten upal - ciagle spie i spie :D podoba mi sie to :D Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: oby tak trzymac!! 07.08.07, 22:35 mrówka zgadzam się z akknes olej go wogóle nie odpisuj. Nie daj sobie zburzyć Twojego cieżko wypracowanego spokoju. Współczuję tylko jeszcze tej nowej dziewczynie też byłam takim lekarstem po nie udanym związku i facet mnie zwodził bo myślał, że w końcu się zaangażuję no on się niestety nie zaangażował tylko ja. Naprawde nie warto dla takiego typa rzucać wszystkiego!!! akknes no a jakże kiecka była, piękna pogoda była żyć nie umierać:)a głupie chłopy niech spadają na drzewo;) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes miska, ad kiecki... 07.08.07, 22:59 ... i glupich chlopow to oni cholera maja lepiej w taki upal - nog nie musza golic :P niech sie to lato zdecyduje czy jest czy go nie ma bo ja co wieczor mam rozkminke: golic nogi czy nie golic ;) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 09:40 Nie planowalam tego,nie powstrzymywalam sie,ale...po prostu - wczoraj byl pierwszy dzien od naszego rozstania,kiedy nie plakalam!!! I to nawet nie dlatego,ze gdzies tam non stop biegalam i nie mialam czasu....mialam czas,przez kilka godzin bylam sama...a mimo to...:) Wszystko zmierza ku dobremu:) Akkknes - ja gole nogi co drugi dzien,spokojnie wystarcza(tym bardziej ze nikt ich nie maca...;) No i kiecka obowiazkowo:) Misia - pewnie ze bedziemy sie wspieraly i sprowadzaly na ziemie - tak jak by byla potrzeba:) U Was ok? Mrowka - olej go! Samo "zaluje" nic nie znaczy...słowa,słowa,słowa...czyny sie liczą!!! Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 14:21 Gratuluje jabłonka:) tylko tak dalej z każdym dniem będzie lepiej aż pewnego dnia ani razu o nim nie pomyślisz i w ogóle do niczego już Ci nie będzie potrzebny:) akknes ja też gole nogi co drugi dzień ale myślę, że w okresie jesień-zima totalnie sobie odpuszcze a co!;) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 15:08 Wiesz misia,jakos nie wydaje mi sie,zebym mogla przez caly dzien o nim nie pomyslec...jakas abstrakcja...Ale masz racje,ze z kazdym dniem powino byc lepiej:) A niegolenie nog zimą?Hhmmm...nie wyobrazam sobie w ogole tego nie robic...Poza tym wtedy juz bedziesz sie spotykala z jakims fajnym przystojniakiem i z pewnością bedziesz chciala zadbac o nogi...;) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 15:20 wolę na razie żeby Ci przystojniacy trzymali się ode mnie z daleka;) nie wiem jak długo będe w takim nastroju ale nawet jakbym kogoś poznała to już nie zaufam ani sie już tak nie otworzę za bardzo boli jak się kończy i w ogóle jak tak czytam o tych głupich chłopach to oni nie są stworzeni do życia w związkach cały czas szukają czegoś innego i ich zdaniem lepszego. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 18:07 Oj,rozumiem Cie..Po prostu nie wyobrazam sobie,zeby ktos inny... Ale...czas płynie...a co ma byc to bedzie:) Skasowalas jego nr tel i gg? Bo ja tak czasami na to gg patrze i na jego opisy... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 21:14 skasowałam jego numer telefonu i skasowałam gg ale nie od razu. Przez dłuższy czas wszystko miałam bo sie jeszcze łudziłam teraz juz wiem, że do niczego mnie nie jest to potrzebne. To ja po zerwaniu podtrzymywałam kontakt, pisałam o on on odpisywał po kilku dniach. Bardzo to było dla mnie poniżające. On nigdy pierwszy nie zadzwonił, nawet nie napisał ani razu co słychać w końcu dotarło do mnie, że robię z siebię idiotke i że wypadałoby zachować te resztki dumy, które mi zostały i odpuściłam. Wykasował numer tel., gg i teraz przynajmniej mnie nie korci. jabłonka ja to czasem sobie myślę, że jeżeli o sprawy sercowe chodzi to że mnie już nic dobrego w życiu nie spotka:( ale dość tego mojego użalania nad sobą co ma być to będzie nic na siłe! Odpowiedz Link Zgłoś
mrowka221 Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 21:34 Macie rację, zamierzam go olać! Gdyby jeszcze się mstarał, robił coś, moze jakoś by mnie przekonał, może doszlibyśmy do wniosku, że warto spróbowqać, a tak...słowa to tylko słowa.... Tylko, że ja jestem w gorszej sytuacji niż Wy, bo mamy przecież dziecko, ale cóż jestem jeszcze młoda, a on do dziecka też się za bardzo nie garnie. Co jest z tymifacetami? Ja juz chyba nie wierzę w trwałe związki. A może facetów trzeba poprostu zmmieniać co kilka lat.... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 08.08.07, 22:37 nooo to tylko pogratulowac!! :) i zeby tak dalej ps juz wiem ze lato sie zdecydowalo - jest!! Odpowiedz Link Zgłoś
materdeju Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 08:27 Witam Dziewczyny :o) Niestety albo i stety jstem cholera w tej samej sytuacji co Wy, uczucie zalu, złosci, poniżenia i totalnej bezradności są mi znane jak i Wam, i jeszcze ta nadzieja , której być nie powinno a jest.....Chciałam się z Wami tym podzielić, może będzie odrobinkę lżej, Was dalej będę czytać jak terapię i mieć nadzieję, że w końcu mi minie, że wspomnienia nie będą boleć, że słońce nie bedzie razić a życie zacznie mieć jakieś barwy.... Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 09:00 Takie wypisywanie tutaj swoich żali może pomóc...tak przynajmniej mi sie wydaje...Niestety ja dziś jestem niezbyt dobrą pocieszycielką...Naszło mnie coś na tęsknote i w ogóle...:( Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 09:29 jabłonka nie daj się tęsknocie. Zrób coś tylko dla siebie, ubierz kiecke:) wyjdż na słońce postaraj się nie myśleć o tym co było pomyśl o tym co dopiero będzie, że jeszcze tyle fajnych rzeczy Cię czeka:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 09:22 mrówka jesteś w innej sytuacji co nie zmienia jednak faktu, że Twój facet nie wie czego chce i Ciebie zwodzi a myślę, że dziecku będzie lepiej w stabilnej atmosferze nawet jak tatuś z Wami nie mieszka a nie taka huśtawka raz tata jest a za chwilę go nie ma. Olej go mrówka dla własnego zdrowia psychicznego bo widzisz, że już zaczynasz się zastanawiać nad powrotem a potem będziesz znowu cierpieć. materdeju bardzo dobrze wyraziłaś to jak chyba wszystkie się czujemy, czytaj i pisz bo ja widzę po sobie, że gdyby nie ten wątek to ja bym nie była w stanie poradzić sobie sama z tym rozstaniem i dlatego akknes należą Ci sie duże podziękowania za założenie tego wątku. Ten wątek pomógł mi bardzo poradzić sobie z całą tą sytuacją. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 11:10 Wiesz misia,ja ciągle mocno sie staram - byc silną i nie myslec o nim i o tym co bylo i nawet wczoraj kolezanka powiedziala mi,ze podziwia mnie za moja pogode ducha...Tymczasem...bywają chwile,kiedy po prostu yak mnie cos najdzie...masakra...Dzisiaj sie nigdzie nie wybieram - w ogole mi sie z domu nie chce ruszac.Leze,czytam,spie...i w ogole czuje sie jakas zmeczona i otępiala...Jutro miną 2 tygodnie od rozstania. Zero kontaktu. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 11:24 jabłonka ja wiem, że jest ciężko ale musisz uwierzyć, że lepiej jest bez tego kontaktu. Mnie też było ciężko się z tym faktem pogodzić, że jedyne lekarstwo to czas i brak kontaktu bo tak cały czas rozdrapywałabyś swoje rany. Pomyśl sobie jeszcze jak by ten kontak miał wyglądać, on by opowiadał jak świetnie się bawi a Ty po każdej rozmowie byś była jeszcze bardziej załamana.Musisz walczyć ze złymi nastrojami, nie możesz się im poddawać. Wiem, że nie masz na to ochoty w tym momencie ale musisz. Byle do przodu:) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 15:39 Ja po prostu nie wierzę,to niemożliwe,ze naprawdę się dobrze bawi,ze tak zwyczajnie wyrzucil mnie z glowy,ze nie mysli juz o mnie!Nie potrafie w to uwierzyc... Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 15:41 Wiem ze jestem nienormalna,a nawet głupia,ale...gdyby on teraz sie pojawil i przeprosil i powiedzial,ze chce wrocic i teraz juz bedzie mnie kochal tak calkowicie i bezwarunkowo,bedzie oddany,i ufny i pelen wiary w nas....to ja bym go przyjęła! Co za dzien... Odpowiedz Link Zgłoś
materdeju Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 16:57 U mnie mija trzeci tydzień i zamiast lepiej czuję, że coraz bardziej mi go brak, zwalczam to uczucie jak mogę, przestałam nawet muzyki słuchać, bo kazda piosenka mi przypimina o tym jak było, i czuję,że wystarczyłby jeden telefon i zmiękłabym jak wata.... Jeny kiedy to się skończy... Czy myslicie , że faceci też tak mają? Też tak rozpamiętują i też ich tak potrafi boleć ? Bo ja chyba w to nie wierzę.... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 17:20 jabłonka ja nie chcę Cię dręczyć może jest tak tylko u mnie może ja naprawde trafiłam na takiego totalnego drania bez serca on w dniu w którym ze mną zerwał poszedł sobie ze znajomymi na kręgle ja siedziałam jak głupia w domu i wyłam bo myślałam, że mi się świat cały zawalił o on miał to w dupie i cały czas tak jest.Musiałam sobie to w końcu uświadomić dla własnego dobra bo bym się zamęczyła i teraz mimo tego, że ta świadomość, że jego już tak naprawdę nie interesujesz bardzo boli to jest mi łatwiej uporać się z tym. materdeju pewnie są tacy faceci, którzy też przeżywają rozstanie ja na takiego nie trafiłam trafiłam na kawał drania a i tak wiem, że też bym zmiękła ale ja jestem po prostu bardzo głupia i nie uczę się na własnych błędach:( Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 17:38 Myślę,że jezeli facetowi zalezalo,to na pewno przezywa rozstanie.Tyle ze bardziej "w srodku".Dziewczyny potrzebują chyba o tym mowic,wyzalic sie przyjaciolce,poplakac,a facet stara sie chyba mniej to okazac na zewnątrz,ale bardziej trzyma to w sobie. Wiesz misia,powiem ci,ze kiedy my zerwalismy,przyjaciele na silę wyciągneli mnie z domu wieczorem.To byl akurat piątek,wiec pelno imprez i dyskotek. Co dziwniejsze - tanczylam,bawilam sie z nimi i czulam sie ok. Tak bylo tez kolejnego dnia. A potem przyszla niedziela i...masakra!Dotarlo do mnie,co sie stalo,wczesniej chyba sobie z tego nie zdawalam sprawy,albo jakos nie przyjmowalam tego do siebie... Dlatego fakt,ze w dniu zerwania ktos gdzies wyszedl,nie oznacza,ze zapomnial albo ze bylo mu wszystko jedno. Ja mysle,ze takie wyrwanie sie z domu w najtrudniejszych chwilach moze byc podyktowane instynktem samozachowawczym...tak w pewnym sensie.Bo zostając w domu bdziesz o tym myslec i sie zadreczac,wychodząc - musisz sie trzymac. Co nie zmienia oczywiscie faktu,ze predzej czy poźniej przyjdzie nam zmierzyc sie z problemem samemu. Gdyby np moj byly obserwowal mnie przez ostatni tydzien,moglby pomyslec,ze to rozstanie nic dla mnie nie znaczylo i ze wrecz jestem zadowolona. Dlatego ze praktycznie od ubieglej srody,kiedy to po 3 dniach siedzenia i rozpaczania w domu wyszlam do ludzi,ciągle gdzies bywam - w ogrodkach piwnych,knajpkach,czy dyskotekach.Non stop najblizsi gdzies mnie wyciągają,a ja - po czesci dlatego ze widze jak sie o mnie martwia i nie chce zeby sie zadreczali przeze mnie - zgadzam sie na to. Do dzis...bo nie bylam jeszcze na dworze i sie nie wybieram,dzis dzien melancholii...:(nie mam sily,dół na maxa:( Ale chodzi o to,ze te moje wszystkie wyjscia wcale nie oznaczają ze nie cierpie. Odpowiedz Link Zgłoś
materdeju Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 17:53 Z tym wychodzeniem to prawda, sama uciekam z domu bo siedzenie w nim strasznie mnie dołuje, a tu jeszcze w radiu o miłości w telewizji o miłości aaaa do dupy z tą miłością. Niestety ja też nie uczę się na błędach, a popełniłam ich juz tyle ze jeszcze kilka osób mogłabym obdarowac, wciąz rozpamietuję co by było gdyby..., nie mam kontaktu z moim ex i juz sama nie wiem czy to dobrze czy zle, bylismy ze soba 5 lat ale mieszkamy w róznych mistaach i nie wiem czy spotykając się na ulicy przypadkiem, nie odwrócilibysmy się od siebie głowami , chyba strasznie by mnie to bolało, nie dzwonimy nie pytamy o samopoczucie, tak jakbysmy byli sobie zupełnie obcy i to też mnie wkurza, a bylismy tak blisko....Z drugiej strony moze wyglądałoby to tak jak powiedziała misia, ze czułabym sie jeszcze gorzej gdybym zadzwoniła a on powiedziałaby ze czuje sie świetnie , u niego w porzadku i z grzecznosci tylko zapytałby co u mnie, to chyba serce pekło by mi na pół.... ale mam dziś doła...matko.... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 18:16 Dziewczyny jeżeli o mojego byłego chodzi to ja wiem, że on nie przeżywa bo prawda jes taka, że ja go nigdy nie interesowałam. Teraz jak na to patrze to było tyle sygnałów a ja nie chciałam tego widzieć. Dopiero miesiąc temu sobie to tak dogłębnie uświadomiłam i chociaż mam żal okropny to jest mi lepiej zaakceptować to co się stało. a Wy musicie wychodzić, wychodzić i jeszcze raz wychodzić w takich momentach jak macie doła trzeba iść do ludzi, wypłakać się i nawet wykrzyczeć jak trzeba. A co do braku kontaktu to uważam, że tak jest najlepiej ja to wiem po sobie po każdym telefonie od niego mimo tego, że była to moja inicjatywa ja przez pare dni chodziałam radosna jak pszczółka bo mi się w głupiej głowie roiło niewiadomo co a potem znowu przychodziło opamiętanie, które przeżywałam dwa razy gorzej.Dziewczyny trzymajcie się będzie jeszcze dobrze musimy niestety odcierpieć co nasze ale w końcu przestanie boleć! Odpowiedz Link Zgłoś
materdeju Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 18:26 A czy to normalne czy tylko ja tak mam, że kiedy myśle o nim to często moje myśli zbaczają w sfere tą najintymniejszą, myśle o tym, że mówi teraz to co mi, innej i że kocha się z nią tak jak ze mną,potem dzwonią do siebie i wspominają te słodkie chwile, piszą czułe smsy.... nienormalna jestem czy zazdrosna ?? to takie trudne...ryczeć mi się chce i chyba sama zaczynam się nakręcać... Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 18:53 Ja wlasciwie nie mysle o nim i o innej...tzn kilka razy przyszlo mi to do glowy,ale...mysle ze to za szybko.W koncu on nie jest potworem bez uczuc...Choc w koncu to nastąpi...bedzie jej kupowal kwiaty,przyjezdzal po nią do pracy,wysylal smsy...o dotyku czy czyms wiecej nie chce w ogole myslec!!! Jak kiedys go spotkam np w dyskotece,a on bedzie obejmowal jakąś pannę,czy niedaj Boze calowal...to chyba oszaleje!!! Odpowiedz Link Zgłoś
materdeju Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 19:08 Cóż....ja już wiem, że jest z inną (to był powód rozstania)i dlatego to takie trudne i tak bardzo, ku....sko(przepraszam) boli... Odpowiedz Link Zgłoś
mrowka221 Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 20:38 Moj też jest z inną, a właściwie ma kochankę, bo przecież nie mamy rozwodu... Ale ja o tym nie myślę, za to gdybym miała z nim znowu być, to bym pewnie wtedy o tym myślała, dlatego to niemożliwe... Ja też teraz sobie dobrze radzę, dobrze wyglądam itp. (koleżanki twierdzą, ze lepiej niż jak byłam z nim:) nawet on sam ostatnio mi powiedział, że pewnie jestem szczęśliwa, że się go pozbyłam... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 21:32 ja wogóle staram się o tym nie myśleć bo autentycznie bym zwariowała chociaż czasem takie natrętne myśli same przychodzą do głowy:( ja się staram jednak nie zadręczać wyobrażając go sobie z innymi kobietami bo ilokroć to robiłam to miałam takie uczucie jakbym się dusiła a jak go kiedyś gdzieś spotkam z jakąś inna dziewczyną to chyba tego nie przeżyję:( Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 09.08.07, 22:02 Nie spodziewalam sie,ze do czegos takiego dojdzie,ale...naszlo mnie dzis cos takiego...bylam w takim stanie,ze...musialam isc do lekarza po leki uspakajające! Do czego doszlo...jaka ja jestem slaba,to mnie najbardziej zalamuje:( Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 08:30 jabłonka nie jesteś słaba tylko bardzo mocno przeżywasz i jeżeli to Ci pomoże przetrwać najtrudniejsze chwilę to przez chwile mozna brać leki. Tylko nie dołuj się jeszcze dodatkowo, nie ma w tym nic złego, że ktoś potrzebuję dodatkowej pomocy żeby poradzić sobie z bolesnym rozstaniem. jabłonka pisz jeszcze tutaj ile wleźie bo to też pomaga:) Trzymaj się cieplutko!!! Odpowiedz Link Zgłoś
mrowka221 Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 09:34 Ja tez brałam na początku leki, ale myślę, że nie warto. Tzn. te uspakajajace na dzień nic mi nie dawały, bo i tak myślałam o tym wszystkim i analizowałam kazdy szczegół sytuacji, a lekarka nie chciała mi zapisać mocniejszych. Pomogły mi leki nasenne, bo przez prawie miesiąc wogóle nia mogłam spać, ale myślę, że można się od nich w jakiś sposób uzależnić, więc trzeba pomagać. Wiecie co najlepiej pomaga - nowa miłość, paradoksalnie. Ja poznałam całkiem przypadkiem nowego faceta, taką moją bratnią duszę, nadajemy na tych samych falach poprostu:) I choć jednak chyba nie będziemy razem (on ma niestety niewyjasnioną sytuację ze swoją byłą) to dzięki temu dostrzegłam, że mogę sieę zakochać jeszcze raz, bo wcześniej myślałam, że to niemożliwe. Tylko ja tu trafić na odpowiedniego faceta?? Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 10:02 Dzięki dziewczyny,Wasze wsparcie na pewno pomaga.Po tych lekach czuje sie jakas taka senna...Spalam dzis w nocy ponad 10 godzin,a teraz tez czuje sie senna i do sniadania wypilam kawe - co sie nigdy nie zdarza. 2 tygodnie temu sie rozstalismy. qrcze,wydaje mi sie ze to bylo tak dawno... Oj,dzisiaj postaram sie wziąć w garsc:) Wam tez tego zycze:) P.S. W moim przypadku nowa milosc jeszcze nie wchodzi w grę... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 14:28 wiec ja jako SPEC sie teraz wypowiem :) dziewczyny, nie warto rozmyslac, rozkminiac co i jak, czy kochal, czy zdradzal, czy interesowal sie - to jest samemu sie nakrecanie. w koncu latwiej i lzej nie rozdrapywac ram, ja tak rozdrapywalam i tylko sie pograzalam. bo puzzle ukladaly sie w jedna ukladanke i mam ta swiadomosc, ze to nie bylo tak, ze poznal tamta i od razu mnie zostawil. nie, wiem ze to jakis czas trwalo i mnie oszukiwal, mam juz tylko do siebie pretensje ze bylam tak slepo zakochana, ze nie chcialam widziec pewnych rzeczy. co do lekow - tez probowalam, ale to siedzi w psychice ciagle, wiec po co sie truc i psuc sobie watrobe? ja wiem ze przychodza chwile zwatpienia, smutku, zalu... ale jak same nie bedziemy chcialy sobie pomoc, to ani zaden lekarz ani zaden lek nie pomoze. pamietajcie o kieckach, ja to wtedy ciagle paznokcie malowalam - bo jak mialam mokry lakier na stopach i rekach mialam ograniczone pole dzialania :) byl wiec okres w moim zyciu gdy mialam najlepiej pomalowane pazury :D tamten dzis mi napisal na gadulcu ze zrezygnowali z niego w pracy - ale ani mnie to nie ucieszylo ani nie zasmucilo. nawet to, ze do dzis pamietam, jakie pierdoly opowiadal ile to on bedzie zarabial (to juz nie byly dizesiatki, ale setki tysiecy jakie on mial miec na koncie. a o jego dlugach juz wam kiedys pisalam... ) no dobra, ja teraz znikam nad wode na pare dni, mam nadzieje ze bedzie slonce i sie troche pobycze na lezaku. jak nie to chociaz nadrobie zaleglosci z ksiazkami i poczytam sobie jakis lekki romans ;) namalujcie sobie gruba kreche pomiedzy wczoraj a teraz i trzymajcie sie jej. a jak wroce i ktoras mi sie przyzna ze tej kreski nawet nie zaczela szkicowac to sama namalauje :P buzka Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 13:51 mieć > nadzieję, że w końcu mi minie, że wspomnienia nie będą boleć, że > słońce nie bedzie razić a życie zacznie mieć jakieś barwy.... BEDZIE TAK!! Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 14:10 jabłonka Ty się niczym nie przejmuj i pisz po to w sumie jest ten wątek żebyś my mogły wszystkie podtrzymywać się na duchu:) jesteśmy taką małą grupą wsparcia;) a co do nowej miłości to ja chwilowo mam bardzo złe zdanie na temat wszystkich facetów a tak między Bogiem a prawdą to nie widzę wianuszka adoratorów wokół siebie;) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 14:41 Szczerze mowiąc,to ja na brak adoratorów narzekać nie mogę,ale...to wlasciwie nic dla mnie nie znaczy.Zawsze tak bylo. Faceci sie zawsze krecili,a ja...zbytnio sie nimi nie przejmowalam,po prostu mi nie zalezalo. Z Nim tez na początku tak bylo - bardzo zabiegal i sie staral,duzo wiecej niz inni.Smialo moge powiedziec,ze nikt nigdy tak mnie nie adorowal,tak nie zabiegal i sie nie staral.I w momencie,kiedy stwierdzilam,ze czas go skreslic,bo chyba przesadza i w ogole...przyjaciolka powiedziala,zebym moze dala szanse,bo skoro facetowi tak zalezy,a ja sie z nim dobrze czuje,to...moze warto jednak sprobowac. A poniewaz na swoj sposob mi sie podobal i jego starania tez...nie skonczylam tego. A potem...to juz wiecie...Jeszcze troche idylli,koniec,przerwa,znowu love story....dół!!!! Faceci mnie teraz niesamowicie draznią. Jestem wobec nich jeszcze bardziej obojetna,chlodna i niedostepna niz kiedykolwiek...ale co oni mają w glowach,ze jeszcze bardziej probują...masakra...a ja jeszcze bardziej jestem na "nie". Im ktos bardziej chce,tym ja bardziej nie.... Oj...lekow chyba juz nie wezme,bo okrutnie senna po nich jestem... Akkknes - baw sie dobrze:) Misia - Ty sobie z amantami daj spokoj,zjawią sie,gdy ich olejesz i wtedy jesli bedziesz miala ochote,to sie z ktoryms spotkasz. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wczoraj był dzień bez płaczu:) 10.08.07, 14:58 jabłonka ja akurat adoratorów nie szukam też jestem agresywna jeżeli już się jakiś pojawi na horyzoncie tylko, że ja nigdy adoratorów dużo nie miałam bo ja niestety bardzo nieśmiała jestem i trzymam wszystkich na duży dystans muszę kogoś dobrze poznać żeby się otworzyć a z facetami to juz totalna masakra zachowuję się bardzo dziecinnie i im bardziej mi się jakiś facet podoba to ja tym bardziej mu pokazuję, że jest mi totalnie obojętny. Zupełnie nie wiem z czego to wynikia zupełnie innaczej było z moim byłym w związek z nim zaangażowałam się od pierwszego spotkania i co mi z tego wyszło. teraz boję się ,że jeszcze trudniej będe nawiązywać nowe znajomości:( Odpowiedz Link Zgłoś
materdeju Wracanie do siebie 10.08.07, 17:06 wiecie, czytam podobne wątki , a nie mało ich tu i to okropne co ci faceci nam robią... A najgorsze ,ze mają to totalnie w tyłku i pojęcia nie mają co się z nami dzieje, bo nic ich to nie obchodzi. Myslałam ze ten mój to ten jedyny , moja połówka, moje szczęście, a dziś to szczęście nawet nie zapyta jak sie czuję, a ja sie pogrążam... nie daje rady. Tak strasznie za nim tęsknie, głupia ci.. ze mnie, idiotka jakaś , która wciąż zaslepiona jest tym debilnym uczuciem, ehhh zazdroszcze tym , którzy juz to przeszli, naprawdę. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: Wracanie do siebie 11.08.07, 09:22 a najgorsze jest to, że my nie zapominamy. Możemy się czuć lepiej, możemy nawet żyć już zupełnie innym życiem z kimś innym a i tak ten jeden będzie miał nadal na nas wpływ. Przynajmniej w moim przypadku tak jest ja się chyba nigdy od niego nie uwolnie a już jestem tym wszystkim zmęczona chciałabym móc wymazać go z pamięci, chciałabym żeby nigdy nie zaistniał w moim życiu. Wspomnienia związane z nim nie są dla mnie przyjemne i nigdy już nie będą bo będą mi tylko przypominać o tym, że byłam głupia, zaślepiona i, że jemu nigdy na mnie nie zależało:( Idę sobie popłakać;) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 14.08.07, 01:56 Cześć dziewczyny, co tam u Was? Jak Wam się życie układa? Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 14.08.07, 10:21 Cześć. U mnie tak średnio...Pozytywne jest to,że już nie płacze i nie oglądam codziennie jego zdjęć. No i w ogole za każdym razem,kiedy zaczynam o nim myslec,przypominam sobie,ze on mnie nie chce i teraz jest szcześliwy i zadowolony - beze mnie! Tak właściwie to nic mi sie nie chce... Ciężko sie przyzwyczajam do sytuacji,ze go nie ma... A jak u Was? Odpowiedz Link Zgłoś
kolejny_forumowicz Re: wracanie do siebie 14.08.07, 17:27 cześć. mam tylko 1pyt; jak myślicie, czy to temat cieszący się największą ilością odzewów w historii tego forum, czy tylko jeden z większych? Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 14.08.07, 18:47 wiecie co,ja nie mogę,znowu cos we mnie pękło...masakra...Wylałam tyle łez i znowu te zdjecia i piosenki...A jeszcze dopiero co wydawalo mi sie,ze sie trzymam... Tłumacze sobie,ze tak nie moge,ze przeciez to nie byla sielanka,ze wielokrotnie bylo mi przez niego smutno,ale...to na nic:( Jak dlugo to jeszcze potrwa....Tak bardzo za nim tesknie,tak bardzo bym chciala,zeby mnie przytulil,zeby na mnie spojrzal...Tyle dni go nie widzialam...prawie 3 tygodnie... Odpowiedz Link Zgłoś
nom73 Re: wracanie do siebie 14.08.07, 21:18 zielonajablonka napisała: > to jeszcze potrwa....Tak bardzo za nim tesknie,tak bardzo bym > chciala,zeby mnie przytulil,zeby na mnie spojrzal...Tyle dni go nie > widzialam...prawie 3 tygodnie... Łomatko, ale długi wątek. :-) Ech dziewczyno, chyba się uzależniłaś od tego chłopaka. Każdy w życiu chce być szczęśliwy a on z Tobą nie czuł się szczęśliwy to odszedł, wybrał szczęście zamiast Ciebie, Ty postąpiła byś tak samo, no chyba, że lubisz być nieszczęśliwa (niektórzy tak chyba mają, że trwają nieszczęśliwi w takich związkach). Odpowiedz Link Zgłoś
mrowka221 Re: wracanie do siebie 14.08.07, 22:43 A u mnie kolejna tragedia....no bo wyobraźcie sobie, ze jak on juz naprawde chcial wrocic i ja stwierdzilam, ze chyba warto dac nam szanse, to on sie nagle przestal odzywac i co??? i okazalo sie, ze tamta zaszla w ciaze...jest w 5 tygodniu. Dzisiaj wlasnie zamieszkali razem.... I znowu wszystko wrocilo.... Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 15.08.07, 13:53 Mrowka,współczuje!Masakra...Ojej...Ręce opadają...Wiem,ze to zadne pocieszenie,ale...moze tak mialo jednak byc...moze nie mieliscie sie zejsc...sama nie wiem:( Trzymaj sie dzielnie! A tak w ogole to jak on teraz to wszystko widzi? Odpowiedz Link Zgłoś
kinsia Re: wracanie do siebie 15.08.07, 16:41 Ja mam chyba tak samo - dzisiaj sie dowiedziałam, że mój były, który mnie zostawił 2 miesiace temu po 4 latach bycia razem w październiku się żeni... i nie sądzę, zeby się tak nagke zenił bez powodu, więc chyba to wpadka...prędzej czy później się dowiem....wiem co czujesz, to jest straszne ale chyba najlepiej sobie powiedzieć, ze tak musiało być, że zasługujesz na coś lepszego i że gdzieś na pewno jest ktoś kto cię pochocha i nie wykręci ci takiego numeru. Pozdrawiam i trzymaj się. Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 16.08.07, 00:05 Napisałam to w Twoim wątku, chętnie napiszę jeszcze raz w tym: Dziś zobaczyłam, że mój były (rozstałam się z nim 2,5 mca temu) ma nową dziewczynę. Moja reakcja? "A bierz go sobie, bierz, niech idzie w cho.erę!". A z drugiej strony jej strasznie współczuję, bo jeszcze nie wie w co sie pakuje... Ty też się ciesz, że jesteś wolna (od niego), to naprawdę najlepsze rozwiązanie [dla Ciebie, nie dla tej dziewczyny...]:) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 16.08.07, 00:07 Moim zdaniem najdłuższy jak na razie... szkoda tylko, że dotyczy smutnych historii... Choć z drugiej strony one są smutne tylko z pozoru, bo tak naprawdę wszystkie cierpiące kiedyś zrozumieją, że lepiej się stać nie mogło:) Obyście, dziewczyny:) trzymam za was kciuki:) Odpowiedz Link Zgłoś
piratkaa Re: wracanie do siebie 16.08.07, 13:47 witajcie kobietki, śledzę wasze losy od samego początku i postanowiłam sie wreszcie wypowiedzieć i dołączyć do "rodziny". Otóż, moja historia niczym nie różni się od tysiąca pozostałych, niedawne rozstanie nie jest jednak dla mnie katastrofą ogromną, choć muszę się przyznać, że łzy wylewam często.. Chcę tu poruszyć kwestię nad którą zastanawiam sie od jakiegoś czasu. Mianowicie: braku akceptacji swojej osoby. Dotąd żyłam w przekonaniu dogłębnym o swojej sile charakteru.Jednakże ostatnie rozstanie (byliśmy razem 2 lata) pokazało mi, że muszę się wreszcie przyznać przed samą sobą do tego,że nie akceptuje swojej słabości i dlatego moje związki się rozpadają. Już drugi raz przechodzę bliźniaczy schemat:na początku jestem jak góra lodowa, by po pewnym czasie wybuchnąć siłą uczuć jak wulkan. A wtedy facet nie jest w stanie przyjąć taaaaakiej miłości i ucieka, mówiąc, że nie jestem już tą kobietą, którą poznał 2 lata temu..Nigdy nie wiedziałam, dlaczego tak się zachowuję, aż do wczoraj..Uświadomiłam sobie, że nie znoszę okazywania potrzeby bliskości, przyznawania się do tego, że chcę być kochana..I chyba dlatego znów straciłam szansę na bycie ze wspaniałym człowiekiem.. Czy któraś z was ma podobny problem? pozdrawiam gorąco, szczególnie założycielkę postu! Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 16.08.07, 17:23 Hhmm...nie wiem,piratko,czy moj problem jest podobny.Faktem jest,ze na początku znajomosci z Nim tez bylam raczej chlodna.Z czasem uczucie eksplodowalo i wlasnie kiedy mu o tym powiedzialam...zaczelo sie psuc i on uciekl...Smutne:-( Ale...probuje patrzec na to tak:bylam odwazna,mowilam co czuje,szczerze,bez kretactw,walczylam o nas.Nie udalo sie - trudno:- ( Ale mam swiadomosc,ze bylam sobą - szczerą,prostolinijną i odwazną dziewczyną,ktora po prostu zakochala sie w niewlasciwym facecie... Odpowiedz Link Zgłoś
materdeju Re: wracanie do siebie 16.08.07, 17:39 To i ja powiem co u mnie.... mój były,niedoszły miał straszny wypadek samochodowy, ledwo uszedł z zyciem, dowiedziałam się o tym od jego rodziny , to wydarzyło się gdy wracał z jakiejś imprezy......Byłam w szpitalu, zobaczyłam jak bardzo jest zmasakrowany, połamany jego stan jest ciężki i wiecie co.....życze mu śmierci...żeby nigdy wiecej nikogo nie skrzywdził tak jak mnie.....Chce o nim zapomnieć, myślę, że teraz będzie mi łatwiej.... Odpowiedz Link Zgłoś
mloda.kobietka23 Re: wracanie do siebie 16.08.07, 17:43 az smierci??lepiej tego nikomu nie zyczyc bo istnieje cos takiego jak karma... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 17.08.07, 12:28 Hej dziewczyny ja ostatnio miałam gorszę dni jak już myślałam, że ze mną w porządku to mnie dopadło i prawie zwaliło z nóg:( nie sądziłam, że po tak długim czasie można jeszcze tak rozpaczać. Zgadzam się z kobietką i wierzę w karme tylko ja to nazywam, że równowaga w przyrodzie musi być. Myślę, że ten wypadek to wystarczjąca dla niego kara na pewnio nie życzysz mu śmierci. Odpowiedz Link Zgłoś
marta2xs Re: wracanie do siebie 17.08.07, 22:03 czesc, Czytam co piszecie od jakiegos czasu. Sama teraz jestem w trudnej sytuacji. Rozstalam sie z facetem, bo ten zwiazek nie mial przyszlosci. Jest mi ciezko, nic mi sie nie chce robic, nie chce mi sie jesc. na dodatek mieszkam za granica z dala od Rodziny i mam tutaj mniej przyjaciol. nie wiem jak sobie pomoc. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 18.08.07, 09:52 Po prostu trzeba żyć dalej. Powtarzam to sobie dość często i staram się do tego stosować. Oczywiście nie zawsze się udaje... Wczoraj minęły 3 tygodnie od naszego rozstania,od czasu kiedy ostatnio się widzieliśmy,rozmawialiśmy. Jestem strasznie stęskniona... Ale coż - on mnie nie chce,musze być tego świadoma. On nie tęskni i nie myśli. KONIEC!!! Staram się z optymizmem patrzeć w przyszłośc. Nikt i nic nie jest w stanie sprawić,że bedziemy szczesliwe. To jest w nas samych. Nie wolno nam uzależniać swojego szczęscia od drugiej osoby - to bez sensu. Głowa do góry i więcej wiary w siebie! To na początek każdego dnia - jestem najlepsza:)) Pozdrawiam:) Marta2xs,bez przyjaciół,którzy mogliby Cie teraz wspierac,moze Ci być faktycznie trudniej,ale... poradzisz sobie! Nie jestes przeciez jakąś bezbronna istotką,która wymaga opieki i zainteresowania innych. Znajdź w sobie silę,przezywaj ból - nie uciekaj od niego,z czasem będzie Ci lżej.Ja już coraz rzadziej płaczę:) Odpowiedz Link Zgłoś
piratkaa Re: wracanie do siebie 18.08.07, 10:14 "nie wolno uzalezniac swojego szczescia od drugiej osoby", ale czy, niewazne jak wspaniale jset to stwierdzeniw i jak pieknie by bylo gdyby kazdy mial takie podejscie, to jest realne?przeciez gdy jest sie z kims, stwierdzenie "jestem teraz taaaaaaaaaaaaaaka/i szczesliwa/y" jest na pozadku dziennym. abstrachujac od kretynskich seriali, podlug ktorych wiekszosc ludzi ocenia swoje zycie, mimo wszytsko, chocbym nie wiem jak chciala, nie wydaje mi sie to realne..chyba ze ktoras z was ma sposob jak z nierealnego uczynic namacalne i prawdziwe? Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 18.08.07, 12:29 trudno jest się dostosować do tego stwierdzenia chociażby dlatego, że akurat z tą właśnie osobą czujesz się szczęśliwa i wiesz, że już z żadną inną tak nie będzię i wszystko było by idealnie gdyby ta druga osoba czuła tak samo w stosunku do Ciebie. No cóż ja licze na to, że może kiedyś i mnie się to uda:) Marta pisz sobie tutaj jak najczęściej postaramy się wszystkie bardzo podtrzymać Cię na duchu:) jabłonka bardzo się cieszę, że już jest lepiej tylko tak dalej:) buźaki!!! Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 18.08.07, 15:33 Myślę,że na świecie jest tak wiele osob podobnych do siebie,że to niemożlwie,ze dobrze nam moze byc tylko z jedną.Jesteśmy zakochane i wydaje nam się,ze nikt inny - tylko ON. Ale zastanówcie się,na pewno sa mężczyźni,z którymi może nam być równie dobrze,albo nawet lepiej... Oczywiscie obecnie nie mam najmniejszej ochoty spotykac sie z jakimkolwiek facetem,ale sądzę,ze za jakis czas...kto wie...:) Wiesz misia,mi juz chyba troche lepiej,bo wiem,jestem w pelni swiadoma,ze to koniec i musze zyc dalej i sie realizowac,spelniac,doswiadczac szczescia. Nie łudzę sie,ze do siebie wrocimy,ze on o mnie mysli - koniec! Skonczyl sie jakis etap mojego zycia - niczego nie zaluje. Czas zacząc kolejny rozdzial... Oczywiscie to wcale nie znaczy ze o nim nie mysle,bo mysle bardzo bardzo duzo... Odpowiedz Link Zgłoś
marta2xs Re: wracanie do siebie 18.08.07, 22:49 Ciagle sie mysli. Ja mysle dlaczego tak musialo byc, dlaczego mnie oszukiwal, dlaczego musialam trafic na takiego faceta. A najgorsze jest to, ze sie sni. Nieraz budze sie w nocy, bo mi sie snia jakies dobre wspolne chwile albo intymne sytuacje. Na to nie ma sie wplywu. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 20.09.07, 14:02 Cicho się tu jakoś zrobilo...Co u Was? Misia,jak tam? Odpowiedz Link Zgłoś
marta2xs Re: wracanie do siebie 18.08.07, 22:47 dzieki, na pewno bede pisac. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
marta2xs Re: wracanie do siebie 18.08.07, 22:45 Dzieki serdeczne za Twoja odpowiedz. To mnie trzyma, ze z kazdym dniem bedzie lepiej. Ja juz tyle przeszlam przez tego faceta, ze nawet plakac nie mam sily. Dzis wieczor mam lepszy nastroj, bo spotkalam sie ze znajomym, ktory pozytywnie mnie nastawil. Pozdrawiam i milej niedzieli Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 18.08.07, 22:57 mi tez sie czasami sni jakis koszmar z eksem. na szczescie jak to koszmar senny - nad ranem mija. czasami w ciagu dnia przypomina mi sie ten sen (ostatnio snilo mi sie ze cos mi sie zwierzal o tej swojej zagrzybialej panienience) ale od razu nadchodzi racjonalna mysl ze to tylko sen. dziewczyny, wszystkie wiemy, ze najlatwiej jest radzic... to boli, siedzi w nas, mamy rozne emocje - z reguly probujemy robic wszystko by sie z nim nie kojarzylo, a efekt jest odwrotny. na to sie chyba nic nie poradzi. po prostu musi minac jakis czas, kiedy to przestaje byc az tak 'emocjonalne' a robi sie prawie 'obojetne'. glowy do gory, jestesmy tutaj i czy to sie komus podoba czy nie - piszac tutaj, jakos tam sie wspieramy. pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 19.08.07, 13:21 dziewczyny ja już jestem jak zdarta płyta ciągle tylko on i on:( mimo tego, że wiem to wszystko co napisała jabłonka to nie potrafię się odkochać nie mam z nim żadnego kontaktu, nie widzieliśmy się już kawał czasu a ja nie potrafię zapomnieć:( Marta nie ma co rozmyślać dlaczego to akurat Ciebie spotkało bo i tak nic nie wymyślisz a będziesz tylko rozdrapywać rany. Może to się wszystko dzieje z jakiegoś powodu może kiedyś się dowiesz z jakiego ja sobie staram powtarzać nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i staram się wierzyć, że może kiedyś to się odwróci w coś dobrego dla mnie:) naiwne ale co tam jest mi łatwiej. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 19.08.07, 13:39 Wiesz misia,to ze ja mądrze mowie;) nie znaczy,ze sie do tego stosuje...ale sie staram. Znajduje sobie duzo roznych zajec,zeby zając czyms mysli - troche pomaga... Ale oczywiscie nadal codziennie duzo o nim mysle. Najtrudniej mi uwierzyc w to,ze dwie osoby mogą w tak rozny sposob odbierac rozne wydarzenia,sytuacje. Kiedy mi bylo dobrze - mam na mysli nasze spotkania,rozmowy,wieź,ktora(wedlug mnie) wytworzyla sie miedzy nami,jemu bylo zupelnie inaczej,tzn niezbyt dobrze,skoro z tego zrezygnowal. No i kiedy ja teraz to wszystko rozpamietuje i strasznie tęsknie,on sobie zyje swoim zyciem i pewnie jest zadowolony,nie mysli o mnie i o tym,co bylo. Tak trudno mi sie z tym pogodzic...Ale coz...takie zycie. Przypominam sobie,ze przeciez ja tez nie chcialam kilku facetow,ktorzy byli we mnie zakochani,ktorym na mnie zalezalo - oni pewnie mysleli potem o tym tak,jak ja teraz. Smutne to:( Najwazniejsze to pamietac,ze jestesmy odpowiedzialni za wszystkie uczucia,ktore wywolujemy u innych - i te pozytywne i negatywne. Zastanawiajmy sie nad tym,co mowimy i robimy,zeby czasami kogos nie skrzywdzic,tak jak my zostalysmy skrzywdzone...Choc mimo wszystko ja wierze,ze nie zostalam zraniona swiadomie - tzn on nie chcial,zebym przez niego cierpiala,po prostu tak sie stalo...Tak jak i ja nie chcialam skrzywdzic innych chlopakow wczesniej. Dzis od rana zajelam sie porządkami...oj padam...:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 20.08.07, 09:05 jabłonka zgadzam się ze wszystkim co napisałaś:) mnie też trudno pezyjąć do wiadomości że ja z tęsknoty to już kręćka dostaję a on nic było minęło mówi się trudno i żyje się dalej. Ja też bym tak chciała do tego podejść ale nie potrafię żałuję, że go spotkałam i żałuję bardzo, że nam nie wyszło:( Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 20.08.07, 09:21 Nie żałuj misia,wszystko nas spotyka w jakims celu...Związek z nim z pewnościa Cię czegoś nauczył.Poza tym przezyliscie pewnie razem sporo fajnych chwil.Nie ma sensu żałować...Trzeba isc dalej:) (sama sobie tak w kolko powtarzam) Odpowiedz Link Zgłoś
marta2xs Re: wracanie do siebie 20.08.07, 20:10 strasznie sie ciesze, ze piszecie. Jak sobie poczytam jak sobie radzicie, to staram sie tez jakos w ten sposob postepowac i tak samo siebie przekonywac. Zapisalam sie na aerobik,a poniewaz moge chodzic ile chce to jak mi bedzie bardzo zle to bede codziennie sie tam wyzywac. Duzo rozmawiam ze znajomymi o roznych przyjemnych sprawach. Moze w zyciu rzeczywiscie wszystko dzieje sie po cos, a poza tym po zlym okresie zawsze przychodzi dobry. Odpowiedz Link Zgłoś
piratkaa Re: wracanie do siebie 20.08.07, 21:25 czesc kobietki, eh, potworny dzien. raptem, nie wiadomo skad uderzyla mnie mysl o moim eksie, powalila mnie na kolana i odejsc juz nie chce.. znow placz, przyjaciolka i bita smietana pod reka na szczescie byly.. ale probuje spojrzec na takie sytuacje inaczej, cieszyc sie ze coraz zadziej nastepuja, niz chlipac i powtarzac mantre "dlaczego znowu? a juz myslalam,ze jest dobrze".. moze jutro obudze sie z lepszym nastawieniem i mniej placzliwym wyrazem twarzy. a najgorsze jest to ze on nie zasluguje na ani jedna taka trudna dla mnie chwile.. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 20.08.07, 22:36 Spędzilam dzis dzien u przyjaciolki na peryferiach miasta - domek,ogrod,blisko las...w ktorym ostatnio razem spacerowalismy...wszystko mi sie przypomnialo:( No ale... Kazda zima sie kiedys konczy,kazda wiosna musi nadejsc...:) Trzymajmy sie razem:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 21.08.07, 00:00 Moze w zyciu rzeczywiscie wszystko dzieje sie po cos, a poza > tym po zlym okresie zawsze przychodzi dobry marta, ja dzis to juz wiem i moge cie zapewnic: jest tak, jak mowisz :) wszystkie uszy do gory!! Odpowiedz Link Zgłoś
marta2xs Re: wracanie do siebie 21.08.07, 19:13 Mi na razie jest ciezko. Najgorzej jest rano i wieczorem, bo jak jestem w pracy to jakos sie trzymam. Wczoraj wieczorem sie tak poryczalam i nie mial mnie kto przytulic ani pocieszyc. Staram sie normalnie zyc, ale nic mi sie nie chce robic. Boze kiedy to przejdzie? Odpowiedz Link Zgłoś
piratkaa Re: wracanie do siebie 21.08.07, 19:57 tez zadaje sobie to pytanie, niestety odpowiedzi zadowalajacej nikt nie jest w stanie udzielic. ale moze zamiast meczyc sie rozdrapywaniem istoty chlipania za eksami, wykorzystac ten czas na zagojenie ran, przemyslenia dlaczego tak sie to skonczylo, w ktorym momencie powinnam byla zareagowac i zaczac rozmawiac z partnerem..?ja popelnilam ten blad, zamiast zareagowac na wyrazne sygnaly, zbagatelizowalam je i dalej upajalam sie "miloscia".i teraz place za to ze balam sie zapytac.. Odpowiedz Link Zgłoś
marta2xs Re: wracanie do siebie 21.08.07, 20:16 Tak tylko, ze to on mnie oszukiwal i to ja zakonczylam ten zwiazek, bo juz dluzej nie moglam w nim trwac. Nie popelnilam zadnego bledu, a jesli juz to taki, ze ufalam bezgranicznie i wszystko akceptowalam. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 21.08.07, 20:28 Ja Marta2xs podobnie jak Ty - ufalam i wierzylam - wręcz bezgranicznie.Ale nie zaluje tego.W koncu szczerosc i zaufanie to podstawa relacji miedzyludzkich takich przyjaźn czy milosc. Po prostu chyba mialysmy pecha... :-( Ja niestety dzis sie troche podlamalam i znowu plakalam:-( Smutno:-( Tak bardzo bym chciala go zobaczyc - chociaz na chwile...tak mocno tęsknię...:-( Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 21.08.07, 22:41 dziewczyny, odpowiedz na pytanie >kiedy to minie< jest taka, ze kazda z nas potrzebuje innego czasu na ochloniecie... ja brodzilam w tej kaluzy pol roku, moj znajomy ponad dwa lata. znam ludzi ktorzy w ogole nie potrzebuja tygodni czy miesiecy - po prostu inaczej reaguja. nie mozna sie sugerowac tym, ze ktos 'wrocil do zywych' po tygodniu a inny po miesiacu, kiedy ty po ilus tam dziesiatkach tygodni dalej wyjesz. bo tak same sie nakrecimy. po prostu kiedys przyjdzie ten czas. co do przemyslen dlaczego tak sie skonczylo - ja jestem na nie, to jeszcze za wczesnie. chociaz ja osobiscie dzis juz wiem, ze takie przemyslenia sa mi absolutnie niepotrzebne, bo kijem i tak wisly nie zawroce... ochlonelam juz na tyle, ze dzis nie czuje potrzeby zeby usiasc i o tym myslec. skonczylo sie. nie myslec o tym zeby sie nie nakrecac albo nawet wkrecac - to moje motto w tym temacie :) piratka pisze jeszcze o tym, ze popelnila blad bo zamiast reagowac... - kochana, ale dzis chyba mozesz sie ze mna zgodzic: kiedy jest dobrze, to nie widzimy tych malych kropelek zlego ktore w koncu robia sie cala kaluza, nie? nie wiem czy jest ktos taki, kto akceptuje, cieszy sie, zyje z kims, jego wadami i zaletami, ze swoimi i jego problemami, z radosciami, z kazdym nowym dniem, i w momencie jak cos jest >nie tak< to tego nie zostawi w spokoju. wiadomo, obie strony najpierw przymykaja oko, udaja przed soba ze nie ma sprawy, jakas tam wymowka zawsze jest - i to jest chyba takie bardziej podswiadome. a raz, drugi trzeci i w koncu sie przyzywczajamy lub: tolerujemy. ja juz zaplacilam za upajanie sie chora miloscia, miloscia wmowiona. wiem juz, ze nie mam dlugow, nikt tez mi dzis nie jest juz nic winien. bylo - minelo, nie mam co myslec, zadreczac sie ze moglam zrobic tak czy tak, po co rozdrapywac blizny? wiadomo, ze ta blizna zostanie, nie zapomne, bo to nie byl jeden dzien a kawal mojego 'doroslego' zycia, ale nie chce - po prostu nie chce - do tego wracac. czego i wam kochane zycze, i wiem ze wam tez w koncu uda sie zamknac smutny rozdzial. zadna z nas niestety nie wie, kiedy i jak to nastapi. buzka burzowo-deszczowa Odpowiedz Link Zgłoś
kizii Re: wracanie do siebie 21.08.07, 22:53 akkknes fajnie Cię widzieć w takim nastroju. Dobrze, że udało Ci się przez to przebrnąć :) i stało się dokładnie tak, jak wszyscy Ci tu mówili, widzisz?:)))) Serdeczne pozdrowienia! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 21.08.07, 22:57 widze widze, dlatego teraz jestem taka madra i wiem co pisac ;))) dzieki :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 21.08.07, 23:31 dziewczyny koniec tego zadręczania i rozmyślania nie ma co płakać trzeba jak najszybciej się pozbierać i żyć dalej na tych głupich chłopach świat się nie kończy! ja naprawdę nie zamierzam mieć permanentnej depresji z powodu faceta, który był na tyle głupi, że mnie nie docenił;)jestem teraz w bojowym nastroju jestem ciekawa kiedy znowu wpadnę w rozpacz? Musimy to przeczekać a jak znowu nas dopadnie czarna rozpacz to musimy sobie zorganizować pogotowie pocieszycielskie:) prewencja, prewencja i jeszcze raz prewencja;) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 22.08.07, 10:18 Próbujmy wiec:) uda sie:) Milego dnia:)Glowy do gory:) Odpowiedz Link Zgłoś
bestshow Re: wracanie do siebie 26.08.07, 11:08 Witam. Byłem z dziewczyną poltora roku. To bylo wspaniale poltora roku i dla mnie i dla niej. Bardzo się kochaliśmy. Spotykaliśmy się codziennie mimo że ona mieszkala z rodzicami i nie bylo to przez jej rodzinę akceptowane w 100% kiedy wychodziła prawie codziennie z domu. Jesli chodzi o mnie w tym zwiazku to bylem dosc apodyktyczny. Chciałem narzucać swoje zdanie w wielu sprawach. Ale gdy poklocilismy sie o to tak ze ona chciala juz sie rozstac obiecalem ze sie nad tym zastanowie czy jestem w stanie sie zmienic tak zeby zaakceptowac ją w 100% bo tego ode mnie oczekiwala ze bede kochał ją taką jaka jest w 100%. Rozstalismy sie na tydzien. Gdy wrocilem znowu bylo extra doszedlem do wniosku ze potrafie i bardzo chcę z nią być. Udało się. W koncu zmienilem swoje nastawienie i ogolną postawę zyciową. Wszystko zaczelo mi sie podobac. Ona tez zauwazyla zmianę .. ale okreslila to ze to jest poprostu cos normalnego, ze tak wlasnie powinienem sie zachowywac. Wszystko zaczelo byc extra. Chociaz znowu poklocilismy sie o glupią sprawe. Ale udalo nam sie jeszcze to przezwyciezyc. Poprosila mnie o troche oddechu.. ze chce isc sama na pielgrzymkę a jak wroci to wszystko powinno byc ok... Po 10 dniach wrocila i ... Powiedziala ze nie chce juz mnie widziec, wszystko skonczone i tak bedzie lepiej ... ze nic do mnie nie czuje... Prosilem ją błagalem zeby dala mi jeszcze jedną szanse ze bardzo mi na niej zalezy. Niestety nie potrafila mi zaufac. Ale dala mi taka niklą nadzieje... skoro nie mozna bylo juz wrocic z dnia na dzien do siebie to poprosilem ją zebysmy mogli zaczac cos nowego .. Powiedziala ze bez rozstania nie ma szans zeby to wyszlo ( no i przy okazji ze i tak nie wie czy bedzie chciala nawet po tym rozstaniu). Rozstalismy się teraz na dwa tygodnie .. jestemy bez zadnego kontaktu pierwszy raz od poltora roku... Bardzo za nią tesknie i kocham bardzo mocno.. Przez caly okres jak sie spotykalismy bylem dla niej bardzo opiekunczy troskliwy.. mzoe wlasnie za bardzo staralem sie byc dla niej jak starszy brat, i poczula ze nie traktuje jej do konca jak doroslą osobę. Wierzę ze ona tez mimo tego co powiedziala... kocha mnie. Ale nie odzywa się ja tez boję się do niej odezwac. Do tej pory wszystko udawalo nam sie pokonac. Mowila ze nic nas nie rozlaczy skoro takie trudne chwile potrafimy pokonywac. Bardzo duzo nas laczylo kazdy dzien przez poltora roku spedzialismy razem. Razem tez studiujemy. Nigdy nie potrafilem sobie wyobrazic ze mozemy byc osobno... Teraz gdy pojawilo sie takie widmo rozstania ciezko mi w to uwierzyc. Chcialbym uslyszec od niej jakies cieple slowo zobaczyc ją... Czuje ze ona stara sie o mnie zapomniec ale jest jej bardzo ciezko bo bardzo mnie kochala mimo ze czasami nam nie wychodzilo. Chcialbym bardzo zebysmy wrocili do siebie... bylismy razem bardzo szczesliwi. Dzwonilem do niej kilkanascie razy dziennie a teraz boje sie wziac do reki telefon. Tak bardzo chcialbym zeby dala mi szanse .. zebysmy dali sobie szanse. I nie stracili tych cudownych chwil. Zostal mi jeszcze tydzien.. i chyba bedzie lepiej jak nie bede sie do niej odzywal. Caly czas mam w glowie tamto rozstanie na tydzien... bo kiedy wrocilem nic sie nie liczylo... pierwsza wiadomosc od niej byla taka ze nie wazne co napisalem jaka podjalem decyzje bo ze wszystkim sobie poradzimy. Tak bardzo chcialbym zeby teraz moglo byc tak samo. Mimo tego rozstania ktorego sama chciala.. powiedziala mi ze jesli z kims bedzie kiedys to tylko ze mną, ale nie teraz... Chcialbym zeby sama za ten tydzien do mnie zadzwonila z propozycją spotkania bo nie chcialbym i nikomu nie zycze zeby musial sluchac tego co ja od osoby z ktora chce sie spedzic reszte zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 26.08.07, 19:26 Czekaj. Bądź cierpliwy. Nie dzwoń, nie odzywaj sie. Wytrzymaj jeszce ten tydzień...a potem...czas pokaże. Trzymaj sie dzielnie:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 26.08.07, 22:41 piszesz ze rozstaliscie sie - na dwa tygodnie. ok kumam. pare linijek nizej piszesz ze 'jak pojawilo sie widmo rozstania'. nie kumam :( zaczynasz w ogole od tego, ze piszesz za siebie i za nia. w polowie piszesz juz co ty bys chcial a co robi ona. albo mi sie wydaje, albo ja skads to znam... dla mnie jestes w tej sytuacji w jakiej ja bylam jakis czas temu. widzisz co sie dzieje, ale za wszelka cene chcesz to 'przetlumaczyc na swoje'. powiem brutalnie, ale szczerze: NIE WARTO. odgrzewane danie nie smakuje tak samo jak swiezo przygotowane. co, masz po raz kolejny miec 'kare' i zaczac wszystko (podswiadomie) pod jej dyktando? nawet jesli ona sie zgodzi to zaraz bedzie miala kolejna wymowke: ze wszystko miala na tacy albo ze ona lubi czekolade ale jak sie ja je codziennie to ma sie dosyc. daj sobie czas, czas wszystko leczy - zobaczysz, ze jak ona zrozumie ze nie jest pepkiem swiata i to nie wszyscy do niej a ona do swiata - bedzie juz inaczej spiewac. ale dla mnie nie warto. Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 28.08.07, 19:56 witajcie, z rzadka tu zaglądam, ale chyba zaglądać będę częsciej. Odwołuję wszystko, kiedy mówiłam, ze jest lepiej. Jest d... a nie lepiej. od kilku dni nic tylko siedzę i ryczę. robi się ze mnie emocjonalny wrak. kilka raz próbowałam si eumówić tak dla odmiany z kimś innym, ale to tylko same rozczarowania - nie w sensie ludzi, tylko dlatego ze znikają bez słowa i żadnego wytłumaczenia. a to boli. odrzucenie każde boli. ja nie umiem o nim zapomnieć, znowu pisałam smsy do niego i znowu wiem że jestem dla niego nikim. nie potrafię już tak żyć oszukująć siebie że wszystko jest ok. że moze być lepiej, jak nie jest lepiej - wręcz przeciwnie. Odpowiedz Link Zgłoś
annbell Re: wracanie do siebie 28.08.07, 20:03 ja nie umiem o nim zapomnieć, znowu pisałam do niego i znowu wiem że jestem dla niego nikim. == mam to samo.. Tyle zlośliwosci do mnie ma.. A do A. nie. jak jets o niej temat to on sam z siebie wycieraczke robi a ją ciucia, nawet na forum. pisze cos w stylu- a wyrzuciła go, nie chce by sie jej ktos po odmu krecił a widaomo, ze ona jest.. a szkoda słow. czemu ją ciucia, a do mnie złos;liwy? Ją zawsze umie usprawiedliwić. ona tylko zajęczy już ona dobra, ja zła- sytuacja rok 2005-lipiec. łezki pani- pisze do mnie.. a moje łzy? widac ona wyczuła co na niego działa. nawet wyczuła,ze ma handle i nie cwiczy rok 2001. Zatem wyczuła i nim manipuluje. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 28.08.07, 21:17 timbunia - nie podoba mi sie to, co sie z toba dzieje. mysle ze to juz odpowiedni czas, zeby cos z tym zrobic. a skoro sama przez tyle czasu nie potrafisz sobie pomoc, odciac sie - a robisz ciagle 'w kolo macieju' to ja mysle ze tu juz czas na wkroczenie do akcji specjalisty. dziewczyno, ktos musi ci pomoc. annbell - kompletnie nie rozumiem twojego postu. jak chcesz to napisz jeszcze raz jasno, albo pisz 'dla siebie' jesli tylko ma ci to pomoc. u mnie ok, ciesze sie, ze te upaly sie juz koncza, bo bym sie zameczyla na smierc! eks do mnie pisal czy moge mu podac kontakt do kogostam bo podobno juz dwa razy do mnie pisal i go olalam. nawet jesli pisal, to ja na gadu-gadu nic od niego nie dostalam. wiec napisalam mu to w smsie zwrotnym. dodalam, ze czemu mialabym nie podac. odpisal ze jak pisal to robilam sie niedostepna, wiec jeszcze drzaca reka (bo teraz juz mi przeszlo to drzenie rak:) odpisalam ze jednak nigdy mnie nie poznal, skoro dla niego to, ze wychodze z gg jest rownoznaczne z tym, ze go unikam. i teraz cisza. ok, moze pomysli i sobie gdzies zapisze ten numer i nie bedzie mial juz powodow zeby napisac. zapytal nawet jak zyje, odpowiedzialam mu zgodnie z prawda ze dziekuje, dzis pol dnia siedzialam w klinice :) hehe pol roku temu zaryczalabym sie na smierc ze nie oddzwania i nie pyta jak z lekarzem, dzis juz wiem ze dowiedzial sie co chcial i pewnie wszystko zacznie umierac definitywna smiercia. bez informowania ze go wylali z pracy lub ze potrzebuje jakis kontakt. a ja nie bede mu odpisywac ze wyroslam z zabaw w chowanego... ok, uciekam z forum, smsy pokasowane z telefonu, czyli jakby nic sie nie wydarzylo... bo w sumie nic sie nie wydarzylo, prawda?? Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 29.08.07, 15:08 Oj,ja tez nie moge jakos zapomniec,choc minąl juz miesiac od rozstania...Od tej pory ani razu sie nie kontaktowalismy. Ciągle tesknie i kocham...Ale chyba juz sie pogodzilam z sytuacją - jak by nie patrzec,nie mam wyjscia... Coraz bardziej do mnie dociera,ze ja po prostu nie jestem dla niego wazna,skoro nie brakuje mu mnie i milczy. Gdyby cos czul,odezwalby sie...A przeciez nie chce byc z kims,kto nie chce mnie... :( Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 30.08.07, 09:39 ja też nie mogę zapomnieć wszyscy mi powtarzają, że to minie ale kiedy. Pewnie, że jest lepiej niż na początku ale ja cały czas chcę z nim być chociaż wiem, że nie ma na to żadnych szans. Jestem strasznie z tego powodu monotematyczna i już wszyscy znajomi i przyjaciele mają mnie dość bo ja o niczym innym nie rozmawiam a ja jestem zła na nich bo uważam, że oni nie rozumieją co ja czuję bo nie są w mojej sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
pola_26 Re: wracanie do siebie 30.08.07, 15:54 misia_uszatka napisała: > ja też nie mogę zapomnieć wszyscy mi powtarzają, że to minie ale > kiedy. Pewnie, że jest lepiej niż na początku ale ja cały czas chcę > z nim być chociaż wiem, że nie ma na to żadnych szans. Jestem > strasznie z tego powodu monotematyczna i już wszyscy znajomi i > przyjaciele mają mnie dość bo ja o niczym innym nie rozmawiam a ja > jestem zła na nich bo uważam, że oni nie rozumieją co ja czuję bo > nie są w mojej sytuacji. Witajcie dziewczyny Od paru dni śledzę cały ten wątek , zajęło mi to troszkę . Jestem od paru dni w takiej samej sytuacji jak Wy. Mój mężczyzna mnie zostawił po 2 latch bycia razem , wspólnych planach na przyszłość. Przez pierwszy tydzień zanim podjął tą decyzję starałam mu się wytłumaczyć ,żeby tego nie robił że kochamy się i każdy problem można przezwyciężyć . Później walczyłam o niego dziś mija tydzień i poddaję się , od wczoraj się do niego nie odzywam. Dodam , że przez cały ten tydzień mieliśmy stale kontakt ze sobą ale głownie dzięki mnie ....od wczoraj się to zmieniło on wieczorem zadzwonił rozmawialiśmy szczerze chyba z godzinę . Dziś rano przysłał smsa ...hmm nie odpisałam na niego , po czym po paru godzinach chyba uznał ,że sms nie doszedł wiec wysłał mi maila. Ja wiem , ze on mnie bardzo kocha hmm nie wiem czemu ale to czuje . Zreszta on mi to ciagle powtarza , mowi tylko ze potrzebuje czasu na przemyslenia i na ulozenie sobie tego co peklo. Dodam ze od 2 miesiecy mielismy pare dosc powaznych klotni wakacje mialy to naprawic jednak wyszlo jeszcze cos co dolalo oliwy do ognia i skonczylo sie jak skonczylo. On staral sie na wakacjach ja mialam to gdzies teraz ja sie staralam on ma to gdzies. Mowi ze kocha ale potrzebuje czasu , ze taki z niego typ czlowieka ze musi pobyc sam , zdolowac sie , zatesknic. Opowiadal mi przed wczoraj ze ogladal wspolne zdjecia i sluchal nazej ulubionej muzyczki i uronil lezke. Jestem zalamana , kocham go i chce byc z nim ale nie moge nic zrobic. W dodatku on nie daje mi odciac sie od tego bo ciagle sie ze mna kontakuje. Pomozcie????? Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 30.08.07, 17:57 ja chyba nie jestem najlepszą osobą do doradzania w tej kwesti bo po prostu nie rozumiem tej całej sytuacji. Ty go kochasz on Ciebie kocha to po co się rozstawać. Po co sobie tak utrudniać życie skoro twierdzicie, że się kochacie to nie możecie tego naprawić co pękło będąc razem. Rozstanie to ostateczność i nie rozwiąże w magiczny sposób Waszych problemów. To jejst moim zdaniem wybranie najłatwiejszej drogi, po co się męczyć ipracować nad związkiem najlepiej się rozstać. Nie potrafię Ci nic sensownego doradzić jedyne co mi przychodzi do głowy to tak porządnie potrząsnąć tym Twoim facetem żeby zrozumiał, że on nie jest jedyny, że Ty nie będziesz czekać w nieskączoność aż on sobie wszytko ułoży w głowie i żeby potem nie żałował bo wszystko ma swoje granice. Trzymaj się ciepło Odpowiedz Link Zgłoś
pola_26 Re: wracanie do siebie 30.08.07, 18:14 tylko w jaki sposob nim potrzasnac ?? skoro ja juz tlumaczylam mu ze nie warto przekreslac 2 lat zycia , ze z problemu mozna wyjsc razem jesli sie tylko tego chce , mozna sie dla siebie zmeniac i isc malymi kroczkami do przodu to on ciagle ze on potrzebuje czasu ....czas wszystko zmieni . Musi wszystko przemyslec , poukladac sobie w glowie i zateskni . mama dosc milcze caly dzien nie odpisalam mu na smsa ktorego przyslal . Moze to w jakis sposob cos zmieni jak zobaczy ze milcze . Juz nie wiem co robic . Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 30.08.07, 19:22 Pola_26,powiem Ci,ze swojego czasu bylam z chlopakiem 2 lata,mieszkalismy ze sobą i w ogole bylo bardzo dobrze.Kochalismy sie.Jednak w pewnym momencie w mojej glowie pojawila sie taka mysl,ze to jednak nie to,mimo ze go kochalam.Po prostu poczulam,ze nie jestesmy sobie pisani.Trudno nawet powiedziec,skąd sie u mnie wzięlo takie przeczucie....po prostu.Powiedzialam mu o tym.Byl w szoku.Mocno go tym zranilam,cierpial.Ja tez cierpialam,ale...Powiedzialam,ze potrzebuje czasu,ze chce przemyslec,ze jesli za miesiąc,dwa,kiedy nie bedziemy razem,bede czula,ze go kocham i chce z nim byc,to bede,ale potrzebuje to przemyslec.Nie chcialam. Wiem,ze czasami tak bywa,ze po czasie rozląki ludzie stwierdzają,ze chca byc ze sobą,ze jednak rozstanie bylo blędem i wtedy wracają do siebie - tak bylo z facetem ktorego kocham i z ktorym miesiąc temu sie rozstalam.Bylismy ze sobą,rozstalismy sie i potem wrocilismy do siebie.Niestety po kilku miesiącach definitywnie sie rozeszlismy,czego ja nie moge do tej pory zrozumiec i z czym tak trudno jest mi sie pogodzic:( Podsumowując - jesli ktos chce rozstania - nawet chwilowego - to nie jest dobrze i szanse,ze wszystko dobrze sie ulozy,są nikle. Jesli facet,z ktorym bylam 2 lata mowi Ci,ze chce czasu na przemyslenia itp to znaczy ze tak naprawde on juz sporo o tym myslal - nie powiedzial tego Tobie pod wplywem chwili...Decyzja o rozstaniu - nawet chwilowym - jest powazna i daje do myslenia Tobie,a przynajmniej powinna. Przeciez w związku pojawiają sie problemy,nieporozumienia,czy klótnie,to normalne.Jesli jednak ludziom na sobie zalezy,to starają sie je rozwiązac,przezwyciezyc,a nie rozchodzic sie. A jezeli ktos zamiast rozwiązywac problemy mowi o rozstaniu i potrzebie czasu na przemyslenia...to nie jest dobrze i nie wrozu nic dobrego:(Przykro mi:( Mysle,ze to,co mozesz zrobic,to czekac.Nie odzywac sie.Znajdź w sobie sile i nie odpisuj na smsy,maile,nie odbieraj telefonow. Niech poczuje jak bedzie,kiedy Ciebie zabraknie.Moze to mu uswiadomi,co czuje do Ciebie i czego chce,czy chce byc z Tobą. Takie milczenie jest chyba najlepszym wyjsciem.Zresztą mowilo o tym wiele osob,ktore sie tu wypowiadaly. Bądź dzielna i silna! Misia...ja wiem,co czujesz- chodzi mi o myslenie i mowienie o bylym...Ja juz tego staram sie nie robic,tzn nie mowic,bo mysle mnostwo o nim. Przyjaciele musza to przezyc...w koncu są przyjaciolmi;) Ciezko mi,tak jak Tobie...Jednak ja juz sie chyba pogodzilam z tym,co jest,a raczej z tym,czego nie ma i juz nie bedzie.Nie mam wyjscia.Przeciez musze zyc dalej. Moja mantra - on nie byl ze mną szczesliwy,nie bylo mu dobrze,choc mi sie wydawalo,ze jest.Gdyby byl szczesliwy,nie odszedlby....Smutne,ale prawdziwe:( Wspolne chwile,ktore dla mnie byly cudowne,dla niego takie nie byly. :((( Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 31.08.07, 08:58 Paola może mu pokaż, że Ty nie siedzisz i nie czekasz na wiadomośc od niego, że sobie świetnie radzisz i bawisz i on do niczego nie jest Ci potrzebny. Niech wie, że na nim świat się nie kończy chociaż może Ci się zdawać, że się kończy. Nie dzwoń, nie pisz milcz niech on sie teraz męczy. jabłonka przyjaciele mi tylko powtarzają żebym już sobie dała z nim spokój ale ja nie potrafię też sobie powtarzam to wszystko co Ty ale u mnie to niestety nie działa. Ja się pogodziłam z rozstaniem ale nie umiem zapomnieć nie mogę go sobie wybić z głowy i nie wiem ile to jeszcze potrwa:( Odpowiedz Link Zgłoś
piratkaa Re: wracanie do siebie 31.08.07, 09:59 witam, wlasnie dostalam maila od wspolnego (z moim eks) znajomego ze zdjeciami, na ktorych jestesmy najszczesliwsi na swiecie..myslalm ze sie dobrze trzymam, od rozstania minal miesiac, a wystarczyly te durne zdjecia, by wszystko powrocilo ze zdwojona sila i powalilo mnie na kolana.nic nie jest dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 31.08.07, 10:44 U mnie też nie jest dobrze:-( Wczoraj go spotkałam na imprezie... Bylam totalnie zaskoczona,bo on w tygodniu się nie bawi,tylko w weekend i idąc tam nie przyszło mi do głowy,że go spotkam. W każdym razie zamurowało mnie - jego chyba też. No i... nic się nie odezwał,nie powiedział "cześć",nic. Masakra:-( Nie myslalam,ze tak będzie... Może to i lepiej,ale...dziwnie jakoś... Poza tym bardzo często się na mnie patrzyl...Przyjemnie było czuć na sobie jego wzrok...:-) No ale fakty są takie,że najwyraźniej już dla niego nie istnieję,skoro się nawet nie przywital...Tymczasem ja myślę,rozpamiętuję....To wszystko jest bez sensu...:-( Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 31.08.07, 11:47 może się nie przywitał bo był tak samo zaskoczony jak TY i mu mowe odebrało czasem się tak zdarza. Dla niego pewnie też było to duże przeżycie i pewnie nie wiedział jak się zachować. A skoro się Tobie przyglądał to pewnie dlatego, że Cie dawno nie widział i go ponownie olśniłaś:) Głowa do góry najważniejsze,że zauważył, że wyglądasz świetnie i świetnie korzystasz z wolności:) piratka zakaz oglądania wspólnych zdjęć to jeszcze wszystko za świeże zchowaj głeboko te zdjęcia i wyjmij je dopiero jak juz Twój były będzię wywoływał w Tobie tylko wspomnienia. Odpowiedz Link Zgłoś
pola_26 Re: wracanie do siebie 31.08.07, 12:37 a moj mi dzis przyslal smsa ze pierwsze co zrobil rano jak sie obudzil to pomyslal o mnie i zyczy milego dnia i buziaki na caly dzien. Oszalec idzie , jak mam zaczac zyc?zapomniec jak on mi robi wciaz nadzieje :( Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 31.08.07, 13:24 nie reaguj to najlepsze co możesz zrobić moim zdaniem to jest znęcanie się nad Tobą jaki jest cel takich smsów. postaraj się odciąć, spotykaj się z przyjaciółmi staraj się o nim nie myśleć. Odpowiedz Link Zgłoś
piratkaa Re: wracanie do siebie 31.08.07, 16:10 zgadzam się z misia-uszatka, najlepiej zrobisz nie reagując na jego esy i inne przejawy pozornego zainteresowania; wydaje mi się, że faceci w ten sposób chcą nieświadomie utrzymać nad nami niejako "władzę", a to najbardziej podbudowuje ich ego, a tego potrzebują na gwałt i to w dużych ilościach, by po zerwaniach nie czuli się podle.. Miałam podobne doświadczenia, tyle że odpowiadałam na jego zaczepki i przez to zapominanie ciągnęło się rok..A teraz niby powinnam być bogatsza i mądrzejsza o te doświadczenia, a wydaje mi się, że pomimo, że nie odzywam się do byłego, to i tak nie umiem lepiej sobie poradzić z rozstaniem niż poprzednio.. Dziewczyny, jak sobie z tym radzić? Wypierać szczęście, które kojarzy się z panem eks ? Uciekać przed myślami o nim?Jak sobie poukładać wszystko, zacząć od nowa?..Kurde, myślałam,że jestem silniejsza Odpowiedz Link Zgłoś
pola_26 Re: wracanie do siebie 31.08.07, 18:41 macie dziewczyny w 100% racje musze sie od tego jak najszybciej odciac bo on mnie wykonczy psychicznie . Odpowiedz Link Zgłoś
bestshow Re: wracanie do siebie 01.09.07, 19:36 Witam. Pisałem nieco wyzej o mojej historii z dziewczyną. Dzisiaj minelo dwa tygodnie.. no i zadzwonilem do niej. Rozmawialismy tak normalnie, raczej nie poruszalismy tego tematu. Gadalismy prawie pol godziny co przez te dwa tygodnie u niej co u mnie nowego. Ehh.. troche tak tesknilem podczas tej rozmowy za takimi milymi akcentami ktore zawsze sie pojawialy :/ ... zaprosilem ją dzisiaj na koncert ale musiala w domu przygotowywac dania na rodzinna impreze :/ Umowilismy sie na poniedzialek na spotkanie. Nie wiem jak mam sie zachowywac czy pytac ją wprost co znami itd.. czy zachowywac sie naturalnie i czekac obserowac ją i wyciagac wnioski. O czym z nia romzawiac czy mowic jej czule slowka itp czy raczej rozmawiac o pogodzie o tym co nowego sie u niej wydarzylo co u mnie i umowic sie na jakis kolejny wypad np do kina. ... ehh sam juz nie wiem.. prosila mnie zebym nie pytal jej juz o to.. zebym nie poruszal tego tematu, zebym nie mowil jej ciagle o milosci co do niej czuje tylko zachowywal sie normalnie :/ tylko wlasnie co to znaczy normalnie.. podpowiedzcie... dzieki Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 02.09.07, 12:18 piratka żebym ja to wiedziała. Nie ma chyba żadnej recepty każdy indywidualnie sobie z tym radzi raz gorzej raz lepiej z różnymi skutkami ale najważniejsze, że próbujemy, że nie poddajemy się rozpaczy i że staramy się żyć dalej. bestshow skoro ona nie chce na ten temat gadać to nie gadaj. Na tym spotkaniu zachowuj się neutralnie nie poruszaj żadnych trudnych tematów. Nic na siłe niech zobaczy, że się pogodziłeś z sytuacją może da jej to do myslenia i sama zacznie na ten temat rozmawiać. Ty nie zaczynaj pierwszy i nie wiąż jakiś nadzieji z tym spotkaniem bo ewentualne rozczarowanie będzie mniej boleć. Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 02.09.07, 17:04 A ja od czwartkowej imprezy ciągle mysle o bylym,po prostu nieustannie...Masakra...:-( Tak mi źle,tak tęsknię...:-( Misia a jak u Ciebie? Bestshow - przychylam sie do rad Misi. Skoro ona nie chce o tym mowic,nie mow. Zachowuj sie naturalnie. Po co jej opowiadac o milosci,skoro ona o tym wie i na dodatek nie chce sluchac...:-( Odpowiedz Link Zgłoś
pola_26 Re: wracanie do siebie 03.09.07, 15:06 ja juz nie mam sily ?? wymyslcie jakis sposob jak o nim zapomniec i odciac sie od tego ?? ja juz nie mam sily. Caly weekend milczal , dzis znow rozmawialismy przez tel. Ale zdania nie zmienil wiec nie wiem do czego to prowadzi. Chce przestac cierpic boli jak cholera. Calymi dniami placze , zapijam smutki :( nic nie jem , o niczym innym nie mysle , tragedia. PO nocach nie moge spac to jakis koszmar. Pomozcie niech to minie ;( Odpowiedz Link Zgłoś
bestshow Re: wracanie do siebie 03.09.07, 18:30 Witam. Niestety po dwoch tygodniach nic sie nie zmienilo. Nie kocha mnie nic do mnie nie czuje. Dalem sobie spokoj. Powiedziala ze jak zapomni to bedziemy mogli zaczac od nowa. Nie mam pojecia co to znaczy. Mowi ze tesknila ale z drugiej strony nie chciala zebym zadzwonil. Chcialaby jeszcze kiedys posiedziec ze mna w parku... ale dopoki o wszystkim co bylo nie zapomni to nie bedzie o tym mowy. Skomentujcie prosze to jeszcze :) Dzieki wielkie :) Odpowiedz Link Zgłoś
bestshow Re: wracanie do siebie 03.09.07, 18:39 A teraz gada ze mną na gadu jakgdyby nigdy nic.... Nie wiem czy z nia rozmawiac czy nie.. Powiedziala ze nie chce zebym byl jej kolegą po tym co przezylismy a tak wlasnie sie zachowuje nie wiem co robic juz.... :( Pomozcie prosze. Moze zmienila zdanie?? nie wiem nie mam pojecia przeglada moje nowe zdjecia na gronie... Juz nie mam na to sily Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 03.09.07, 20:39 Bestshow - rada dla Ciebie:nie rozmawiaj.Przeciez nie moze byc dla Ciebie kolezanką osoba,ktorą kochasz.Ona moze chce dobrze,ale...to co robi jest okrutne i egoistyczne.Mysle,ze najlepiej by bylo powiedziec jej,ze nie chcesz jej jako kolezanki,bo ją kochasz.I tyle.Nie chcesz zeby dzwonila i pisala do Ciebie na gg,bo to dla Ciebie zbyt bolesne. Powinna to zrozumiec i uszanowac. Moze to tez skloni ją do jakichs refleksji na twoj temat...Trzymaj sie dzielnie! Pola - nie wiem,co Ci powiedzieć,bo mam podobną sytuacje,tzn kocham kogos,kto mnie nie chce...:-( To takie oklepane,ale...chyba czas jest lekarstwem...Nie masz innego wyjscia,po prostu:-( Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 03.09.07, 23:12 paola i bestshow nie chce żeby to brzmiało okrutnie ale Wasi byli nie chcą być z Wami ale też nie potrafią się definitywnie rozstać. Nie wiem może się boją, że zostaną sami i trzymają Was na wszelki wypadek albo mają wyrzuty sumienia, że Was ranią tylko, że nie zdają sobie sprawy jak Wy cierpicie bo wciąz macie nadzieję. To Wy musicie to skonczyć musicie się odciąć nie odbierać telefonu nie odpisywać na sms ani nie pisać na gadu. Musicie im szczerze powiedzieć, że nie możecie się kontaktować bo to Was rani i daje Wam nadzieję, której nie możecie mieć a potem definitywnie zerwać wszelkie kontakty. Wiem, że to trudne ale nie ma innego wyjścia i zobaczycie, że z czasem będzie co raz lepiej ale to wymaga zerwania kontaktu z Waszymi byłymi. jabłonka nie zadręczaj się rozmyślaniem o nim przecież wiesz, że to bez sensu. Nic to nie zmieni a powoduję tylko, że nie możesz o nim zapomnieć. Może staraj sobie to innaczej tłumaczyć nie, że Ciebie nie chciał tylko, że po prostu Wam nie wyszło, nie pasowaliście do siebie. Nie Wy pierwsi i nie ostatni. Mówi się trudni i żyję się dalej. Wiem, że to strasznie spłycam ale to może jest jakiś sposób żeby to przetrwać.Buźaki:) Odpowiedz Link Zgłoś
bestshow Re: wracanie do siebie 04.09.07, 09:42 Heey. Taki wlasnie mialem zamiar ale ona po prostu dreczy mnie. wczoraj odezwala sie na gadu zeby powiedziec mi ze jej ciezko tak ze mna nie rozmawiac, tak urwac kontakt. Powiedzialem jej ze nie chce byc jej kolegą ani znajomym bo nie potrafię po tym co miedzy nami bylo. W koncu powiedziala ze chcialaby jeszcze ze mna kiedys posiedziec w parku ze jest to mozliwe kiedy zapomni o zlych chwilach i ze nie bedzie sie odzywala bo bardzo chce zeby jej sie to udalo. A ja juz tego nie wytrzymuje ... kiedy prosze ją zebysmy sprobowali to ona nie chce nawet o tym slyszec .. kiedy wyrzucam wspolne zdjecia z grona i wstawiam nowe.. to komentuje ze sa zbyt odwazne i ze dziewczyny sie na mnie rzucą ... Kiedy chce oddac jej przedmioty ktore kojarza mi sie z nią .. to zamurowuje ją i mowi ze oddam jej za miesiac... Kiedy w koncu pytam ją i chce zeby definitywnie mi odpowiedziala ... to odpowiada ze nie potrafi mi jednoznacznie odpowiedziec co jeszcze z nami bedzie... Kiedy pytam czy bedzie sie do mnie odzywac to mowi ze jak naprawde juz nie bedzie mogla wytrzymac to zadzwoni..Nie potrafie juz zyc z tą nadzieją .. żyję juz miesiac w takim stanie, kiedy budze sie i mysle co bedzie zamiesiac za dwa... Ale kiedy ona czuje ze ja juz nie potrafię tak zyc i chcę się pogodzic z tym rozstaniem to wtedy chyba ona odczuwa jakąś stratę i boi sie ze jesli kiedys bedzie chciala wrocic to drzwi beda zamkniete... nie wiem nie chialem juz wczoraj po spotkaniu z nia nawet o tym myslec ale ona ciagle mnie dreczy jakąś nadzieją na powrót do siebie a ja czekam juz miesiac i meczy mnie takie oczekiwanie na to co byc moze kiedys z nami sie stanie. ... a najgorsze ze ja ją kocham... Jest mi ciezko i bedzie jeszcze gorzej. Za miesiac zaczniemy sie spotykac codziennie na uczelni, studiujemy razem na jednym kierunku... nie wiem jak to wytrzymam przechodziac obok niej na korytarzu... Dzieki za wszystko. pozdrawiam !!! Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 04.09.07, 13:16 bestshow przypomina mi to sytuację moich bardzo dobrych przyjacioł. Po 4 latach związku dziewczyna nie wiedziała czy koch swojego faceta czy nie on w końcu nie wytrzymał tej sytuacji i z nią zerwał majac nadzieję, że ona się opamięta ale ona nie chciała z nim być chciała go tylko jako przyjaciela, i tak się bujali przez 2 lata ona miała tam jakieś przelotne znajomości on cały czas czekał mając nadzieję że ona zobaczy jak to jest źle z innymi i, że najlepiej jej będzie z nim. Nic takiego nie nastapiło dziewczyna się zakochała w innym a chłopak stracił dwa lata życia z powodu niezdecydowania dziewczyny. W końcu po tej 2 letniej szarpaninie postanowił się odciąć na dobre od tej dziewczyny i teraz układa sobie zycie z inną i chyba jest szczęśliwy. Nie warto tracić czasu na niezdecydowane osoby bo to przede wszystkim Ty będziesz cierpieć. Widzisz Twoja miłość jej nie wystarcza, musisz jej powiedzieć wyraźnie, że dla Twojego dobra powinna uszanować Twoją decyzję o zerwniu wszelkich kontaktów a na uczelni ja po prostu unikaj. Zrób to dla swojego dobra:) Odpowiedz Link Zgłoś
bestshow Re: wracanie do siebie 04.09.07, 22:12 Ehh dzieki za wszystkie rady :) Mogę teraz ja kilka wyglosic z racji mojego zyciowego dosiwadczenia i juz czesciowego ochloniecia :) Wszystkim radzę po pierwsze : Nie kochać na zabój !! ;) Wiem ze to takie plytke ale naprawde bardzo prawdziwe :) Najgorsze jest stracic glowe i zaufac drugiemu czlowiekowi tak bardzo ze juz mocniej nie mozna. Warto zachowac rozsadek. Pisze te rzeczy bo wiem teraz jak bardzo sa wazne zeby pozniej nigdy nie przezywac takiego cierpienia jak ja. Warto tez walczyc o zwiazek jesli bardzo sie kocha.. ale nigdy nie mozna sie plaszczyc blagac o cos wiem tez ze to trudne ale warto zacisnac zeby i pozwolic odejsc zastanowic sie drugiej osobie. Jak to zrobic ?? Teraz juz wiem ... uwierzyc ze to przyniesie ten skutek o ktorym marzymy. Błagania naprawde na nic sie nie zdadzą :/ .. Jedynie czas moze cos zdzialac w takim stanie mozna powiedziec wyjatkowym. To byla moja pierwsza dziewczyna... dlaczego?? bo zawsze balem sie kogos zranic .. odejscie od kogos kto Ciebie kocha jest najgorsza z mozliwych rzeczy.. boli bardziej niż najgorsza fizyczna rana. Czlowiek jest odpowiedzialny nie tylko za swoje uczucia ale tez za uczucia ktore wzbudza w innych ludziach. Trzeba naparwde mocno sie zastanowic zanim powiecie drugiemu czlowiekowi magiczne slowo kocham. Zeby nie bylo potrzeby mowic odchodzę. To wszystko o czym piszę możliwe jest na poczatku kiedy glowa jeszcze wogole pracuje bo w chwili gdy kontrolę przejmuje nad Tobą serce to rozśadek zanika i ciezko jest zrobic cokolwiek logicznego. Pozdrawiam jeszcze raz wszystkich :) Dzieki za rady pomoglo mi to forum bardzo mocno :) Moze kiedys jeszcze odwiedzę to forum ale mam nadzieje ze w dobrym nastroju :) zeby podzielic sie swoim szczesciem z innymi :) Odpowiedz Link Zgłoś
modliszka24 Re: wracanie do siebie 04.09.07, 13:19 bylam w podobnej sytuacji ale wytrwalam w swojej wierze ze da rade sie to uratowac i tak sie stalo Odpowiedz Link Zgłoś
pola_26 Re: wracanie do siebie 04.09.07, 13:22 mozesz opowiedziec cos wiecej o Twojej sytuacji jak to wszystko wygladalo ??jestem poprostu ciekawa dzieki :) Odpowiedz Link Zgłoś
bestshow Re: wracanie do siebie 04.09.07, 20:34 Nie wiem czy chodzi o moją sytuację ale jeśli tak to : forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=58435866&a=68039911 Pozdrawiam :] Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka sen... 06.09.07, 15:29 Całą noc mi sie snił...masakra...tzn obudzilam sie w takim lekkim i przyjemnym humorze...teraz juz mi niewesolo:-( Kiedy juz mi sie wydaje,ze sobie jakos radze,nagle coś znowu we mnie pęka i... :-( Odpowiedz Link Zgłoś
piratkaa Re: sen... 06.09.07, 16:58 Na pewno te pęknięcia zdarzają Ci się coraz rzadziej, przechodzę przez to samo i staram się myśleć pozytywnie, wierzę,że wszystko zależy od punktu widzenia.Więc gdy smutek mnie dogania, cieszę się, że coraz częściej mu uciekam.. Odpowiedz Link Zgłoś
marta2xs Re: sen... 06.09.07, 20:24 Pewnie, ze z czasem bedzie latwiej. Ja nie rozmawiam od trzech tygodni i chociaz mniej wiecej raz na tydzien dzwoni to staram sie byc silna i nie odbierac i udaje mi sie!!! Poza tym trzeba sobie znalezc duzo zajec: kursy jezykowe, aerobik. Ja mam to wszystko i jeszcze maluje mieszkanie, chodze do pracy. Nie mam czasu myslec za duzo, chociaz przypominaja sie fajne chwile ale i one z czasem zaczna sie zacierac. Tylko czas goni rany, takie banalne a prawdziwe Odpowiedz Link Zgłoś
bestshow Re: sen... 06.09.07, 20:26 W snach jest najgorzej.. bo najpiękniejsze po przebudzeniu okazują się najgorszym koszmarem. Ja tam mam caly czas nadzieje ze jesli nie teraz to kiedys wrocimy do siebie :) Wiem ze ona tez chce. Ale zeby wrocic trzeba zaczac cos nowego wiec trzeba chociaz troche zapomniec o tym co bylo.. a na to potrzeba czasu. 3majcie sie Odpowiedz Link Zgłoś
piratkaa Re: sen... 07.09.07, 10:58 Niezwykła jest ostrość widzenia pewnych sytuacji, gdy jest się zakochanym.. Do wszystkich "leczących" się z miłości, złej miłości: czyż wizja spotkania kogoś zupełnie nowego, wejście na nieznany dotąd teren, nie jest bardziej kusząca niż odgrzewany schemat?Jutro mam pierwszą randkę od zakończenia związku.I bardzo się cieszę,że powoli otwieram się na innych. Odpowiedz Link Zgłoś
piratkaa Re: wracanie do siebie 07.09.07, 11:01 a co u Akkknes?? Odezwij się kobietko! Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 07.09.07, 15:26 Masz racje Piratko,poznanie kogos nowego zamiast pragnąć "odgrzewanego" powinno być bardziej kuszące...ale...jak spotykac sie z kims innym,jesli nadal sie kocha tamtego,kiedy sie o nim mysli i tak naprawde chce sie tylko jego...?:-( Odpowiedz Link Zgłoś
piratkaa Re: wracanie do siebie 07.09.07, 15:45 :( właśnie się z tym borykam..Bo kocham kogoś, kto mi powiedział,że mnie "lubi". Przykre, po 2 latach się przyznał wreszcie..Ale postanowiłam sobie, już pierwszego dnia po rozstaniu,że nie będę po nim ryczeć tygodniami, że nie pozwolę, by tak bardzo wpływał na mnie, pomimo,że go kocham. I oczywiście ryczałam jak bóbr..I oczywiście tęskniłam, i nadal tęsknię. Ale to nie ma znaczenia, bo on mnie nie chce. Dlatego, pomimo potknięć, idę dalej, z zaciśniętymi pięściami, próbuję zapomnieć i nie dać się smutom.I nie jest to prawda,że teksty w stylu "on i tak nie był ciebie wart" pomagają, bo w większości przypadków są kłamstwem, dzięki którego łatwiej jest znieść ból rozstania. Nie mówię sobie, że nie był mnie wart, czy nie był dla mnie. Bo był! Ale co z tego, skoro on mnie nie chce?..I dlatego nie dam się, ku+&*&^ nie dam się! I idę na randkę jutro. I będę się świetnie bawić! Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 07.09.07, 16:20 piratka trzymam kciuki za randkę i daj znać jak poszło:) ja się trochę boję, że bym cały czas porównywała jak wyglądały moje pierwsze randki z nim bo dla mnie on wciąż jest chodzącym ideałem i to ja byłam za mało idealna dla niego. Na razie inni faceci mogą dla mnie nie istnieć. Mam nadzieje, że w końcu mi to minie i przynajmniej jakiś jeden dla mnie zaistnieje;) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 07.09.07, 20:13 Ja tez 3mam kciuki - za nas wszystkie,żeby w końcu nam słonko zaświeciło:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.09.07, 23:25 eh a ja ZAROBIONA ROBOTA jestem - nawet w pracy nie mam tak dlugiej chwili zeby wam odpisac - ale wszystko czytam :) ja wam dziewuchy moge tylko powiedziec i poradzic: bedzie git!!! wierzcie mi :) Odpowiedz Link Zgłoś
piratkaa Re: wracanie do siebie 09.09.07, 01:28 witajcie, singielką pozostanę- to odnośnie dzisiejszego spotkania..:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 10.09.07, 18:53 piratka najważniejsze, że spróbowałaś:) jabłonka przy obecnej pogodzie zaczynam wątpić czy kiedykolwiek jeszcze słońce zobacze;) akknes nie czytaj tylko pisz co u Ciebie:) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 10.09.07, 22:03 Czasami mysle,ze to wszystko bez sensu...te moje starania,zeby zyc z radoscią dalej i zeby o nim nie myslec,patrzec z wiarą w przyszlosc...Jakas zdolowana jestem...i ciągle on siedzi w mojej glowie...Ja chyba jestem nienormalna!!!Przeciez juz minęło prawie poltora miesiąca od rozstania!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 11.09.07, 14:28 jabłonka u mnie mineło ponad 3 miesiące a mnie jeszcze nie przeszło. Do czego ja tak naprawdę tęsknie to nie wiem nie byłam super szczęśliwa w tym związku ale chyba w żadnym związku nie jest się przez cały czas szczęśliwym.Ja też myślę, że to bez sensu chociaż nie wiem jak bardzo będę się starała o nim zapomnieć on i tak będzie siedział w tej mojej głupiej głowie:( Odpowiedz Link Zgłoś