agnes_wawa
24.03.07, 15:05
Moj chlopak pojechal na tygodniowy wyjazd z kolega, ktory ma na niego bardzo
zly wplyw :(((
M to wspanialy facet ktory zawsze wiedzial jak powinno sie traktowac kobiete.
Bylo nam wspaniale do czasu, kiedy nie zaczal spedzac wiecej czasu ze swoim
kolega ze studiow- zaczelo sie od wspolnej intensywanej nauki do sesji.
Wczesniej chodzili sobie razem na imprezy i tez sie spotykali i wcale mi to
nie przeszkadzalo mimo iz wiedzialam, ze podejsice tego kolegi do dziewczyn
jest straszne- na kazdej imprezie wyrwana przynajmniej jedna. Ale wtedy bylam
pewna uczuc mojego faceta i wiedzialam ze nie zrobi nic glupiego. To poprostu
nie lezalo w jego naturze! Ale wszystko zmienilo sie od czasu tej feralnej
sesji... Wtedy moj chlopak zaczal traktowac mnie inaczej, gorzej. Bardzo dawal
mi to odczuc, odzywal sie tylko dlatego, ze musial i wogole nie czulam
zaangazowania z jego strony. Uwielbial spedzac czas ze swoim kolega.
Dowiedzialam sie tez o pewnym incydencie kiedy to kolega wpadl na "swietny"
pomysl wyslania wspolnych kwiatow (zeby bylo taniej) od anonimowego
wielbiciela to pewnej dziewczyny z uczelni ktora bardzo im sie podobala.
Podobno plan nie doszedl do skutku, ale ta wiadomosc byla dla mnie szokiem.
Jestem pewna, ze gdyby nie ten kolega, M nigdy nie wpadlby na cos takiego.
Przyszedl czas na powazna rozmowe. Przynal mi racje. Powiedzial tez, ze sam
zauwazyl negatywny wplyw tego kolegi i ze tak byc nie moze. Mial to zmienic,
chcial to zmienic! Bo mnie kocha. Pozniej byly jeszcze dwie czy trzy przykre
sytuacje, na wspolnych imprezach, tez w charaterze tego zlego wplywu. No i
teraz nastapila poprawa. Widze, ze znow sie stara, ze mnie kocha, ze mu
zalezy... Ale wczoraj wyjechali razem na narty i ja nie moge wyzbyc sie obaw!
Boje sie bardzo co tam sie moze dziac... Nie wyobrazam sobie, ze moglibysmy
nie byc razem, bo bardzo go kocham. Ale On nie zdazyl jeszcze odbudowac mojego
zaufania, kiedys znow spedzi z nim caly tydzien!!!! Teraz pisze do mnie duzo i
mowi, ze kocha... A ja nie umiem sie tym cieszyc.
Co robic? Nie potrafie przestac o tym myslec :(((