Niewesoła refleksja po zdaniu

24.03.09, 15:36
Zdałem 2 tyg. temu, euforia minęła, przyszła refleksja, IMHO niepokojąca, na
temat sensowności programu szkoleń.

Otóż kurs robiłem jeszcze wczesną jesienią. Specyfika mojej pracy jest taka,
że mam dużo wolnych godzin przedpołudniowych, i w tych godzinach brałem jazdy
szkoleniowe. A więc zawsze było jasno. Jazdy doszkalające i egzamin miałem w
podobnych warunkach. NIGDY nie byłem za kółkiem po zachodzie słońca.

W naszej szerokości geograficznej jazda po zmroku to rzecz powszechna. Jazda
ta wymaga wzmożonej uwagi i spostrzegawczości. Będąc pełnoprawnym właścicielem
prawa jazdy nie zostałem w żadnym stopniu do takiej jazdy przygotowany. Miałem
obowiązek ćwiczyć jakieś bzdury, pokazywać palcami, która żarówka jest od
jakich świateł, wałkować ten debilny łuczek (po kiego grzyba?! kiedy w mieście
lub poza będę uprawiał slalom do tyłu między chorągiewkami???), ale twórcy
systemu szkolenia uznali, że tak ważna rzecz, jak zapoznanie się z warunkami
jazdy w ciemnościach, nie jest mi potrzebna.

Pięknie, k..., pięknie. Będę się musiał uczyć sam. Oby nie na błędach...
    • Gość: romy Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.aster.pl 24.03.09, 15:59
      > ale twórcy
      > systemu szkolenia uznali, że tak ważna rzecz, jak zapoznanie się z warunkami
      > jazdy w ciemnościach, nie jest mi potrzebna.


      obawiam sie, ze nie masz racji, i nie tylko w tym. w programie jazda po ciemku
      JEST NA PEWNO. trzeba bylo sobie wyegzekwowac.

      luk jest po to, zeby pokazac ze sie rozumie samochod.
      pokazanie swiatel zajmuje sekundy, nie przesadzaj.
      caly placyk w obecnym wydaniu zajmuje na egzaminie (nauczonemu kursantowi) -
      5-10min.
      na szkoleniu luk zalezy od czlowieka, ale jakos nie wierze, zeby instruktorzy
      upierali sie na katowaniu luku, jesli ktos umie jechac tylem, skrecic i
      zatrzymac sie w wyznaczonym miejscu.

      ze nie umiesz jezdzic po zmroku to cie pociesze, to tylko tak demonicznie
      wyglada. dokup sobie 2 godz doszkalania najwyzej, . ale zapewniam, po chwili
      skojarzysz jak to jest (jest nawet latwiej, bo widzisz cudze swiatla na
      skrzyzowaniach). jesli funkcjonujesz w zuciu opo zmroku, to i poprowadzisz
      samochod. niektorych razi nadmiar swiatel, w takm przypadku mozna sobie
      zafundowac okulary z antyrefleksem, ale to takie cackanie sie ze soba.

      po kursie sie nie umie wielu rzaczy.
      nie umie sie jezdzic po autostradzie, ani sprawnie wyprzedzac na szosach. nie
      umie sie jezdzic noca na dlugich (moze jak sie robi kurs w zimie...). nie umie
      sie parkowac na parkingu podziemym itd. wlasciwie nie umie sie jezdzic, zna sie
      tylko zasady prowadzenia. nauka nalezy do ciebie, jak w kazdej dzidzinie zycia.
      jak konczysz kurs kroju i szycia to wiadomo, ze nie jestes Diorem. jak nauczysz
      sie obslugi komputera, to tez nie od razu piszesz w tempie: 1str. maszynopisu :
      20min.
      to kwestia praktyki, zadna filozofia.
    • Gość: Kazik Chyba dziki strach:-) IP: 212.182.107.* 24.03.09, 16:18
      Dziwna gorycz:-).
      1. Chciałeś jeździć rano, jeździłeś, szkoła poszła Ci na rękę.
      Trzeba było wziąć parę godzin po zmroku, kto Ci bronił? Jedni pacują
      rano, inni po południu, chyba dobrze, że szkoła się dostosowuje. A
      Ty, jako rozsądny uczeń chyba mogłeś trochę pokierować swoim
      szkoleniem? Choćby na doszkalaniu...
      Ale pocieszam. Idzie lato, dotrenujesz w lepszych dla Ciebie
      warunkach, czyli gdy widno. A potem w naturalny sposób SAM się
      nauczysz jeździć po zmroku i gdy ciemno, bo jesienią dzień będzie
      coraz krótszy... Szkoła daje Ci podstawy, wszystkiego Cię za 30
      godzin nie nauczy, chyba zdajesz sobie sprawę?

      2. Na naukę świateł i zbiorników nie trzeba poświęcać więcej, niż 30
      minut. Razem! Przecież to banalnie proste! A jak to potem dobrze
      umieć sprawdzić w swoim aucie, czy jest np. płyn w spryskiwaczu lub
      sprawność świateł. Żarówki może sam nie wymienisz, ale chyba dobrze
      w serwisie nazwać tę, która się spaliła? Zamiast pokazywać
      paluchem...
      2. ŁUK - ciekawe, czemu Cię tak boli??? Jeśli łatwy, to nauczyłeś
      się szybko i bezboleśnie, nie ma więc nad czym płakać. A jeśli
      trudny... no to dobrze, że poświęciłeś mu więcej czasu. Łuk, jak to
      wielokrotnie już tu na forum zostało napisane, uczy Cię
      elementarnego panowania nad autem! Jasne, że na mieście śmigać
      między chorągiewkami nie będziesz, ale BĘDZIESZ między innymi
      autami, drzewami, bramami itp. i naprawdę WARTO umieć je ominąć i
      nie zaczepiać. Lekarze też się uczą najpierw na fantomach (Ty na
      pachołkach), choć potem leczyć mają ludzi. Bo potrącić w nauce
      chorągiewkę, to nic, najwyżej trochę śmiechu, a potrącić
      człowieka... czy drugie auto... Dlatego właśnie uczysz się na
      chorągiewkach.

      Jasne, oczywiste, że BĘDZIESZ MUSIAŁ UCZYĆ SIĘ SAM!!! A co,
      sadziłeś, że po 30 godzinach już będziesz skończonym mistrzem
      kierownicy??? Otóż nie...

      I czemu dokupując lekcje nie ustaliłeś godzin jazd po zmroku? Bronił
      Ci ktoś? Teraz żal???

      Co, lęk Cię ogarnia, bo wypadałoby teraz jechać samemu, a tu DZIKI
      STRACH!!!!?
    • w357 No to widzę problem ! 24.03.09, 17:57
      bogucjusz napisał:

      > Będę się musiał uczyć sam.

      A co teraz nie możesz wziąść kilka godzin Doszkalających
      w warunkach różnych ???

      A "bzykać" uczyła Ciebie jakaś Fachowa Szkoła,
      czy uczyłeś się Sam lub z filmu "American Pie" ?
      (mam nadzieje, że nie na błędach)
      • Gość: p7 Re: No to widzę problem ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.09, 18:56
        Romy, Kazik i W357 powiedzieli wszystko, ja tylko dodam standarsdowo:

        > obawiam sie, ze nie masz racji, i nie tylko w tym. w programie
        > jazda po ciemku JEST NA PEWNO. trzeba bylo sobie wyegzekwowac.

        2h na 30h jest po zmroku.

        Jazda po ciemku nie jest Bóg wie jak trudna, trzeba się
        przyzwyczaić. Jest sres, wiadomo, ale to mija jak się przełamiesz i
        wsiądziesz do samochodu. Nie nauczono Cię też jeździć np. przy
        opadach deszczu, śniegu, przy gradzie, wietrze, czy we mgle* -
        typowo polska pogoda. Przełam się i wsiadaj, albo weź sobie jeszcze
        jakieś doszkalanie.

        *dokładnie nie wiem, ja się nie uczyłam tylko we mgle


        Uwaga o seksie była piękna:)
        • Gość: p7 Re: No to widzę problem ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.09, 18:59
          pocieszę Cię - najgorzej jest po ciemku w deszczu, kiedy nie widać
          linii :)
          • Gość: Adam Re: No to widzę problem ! IP: 212.182.107.* 24.03.09, 19:08
            Tak, potwierdzam, światła odbijają się w lusterkach i oślepiają,
            odbijają się też w mokrej drodze... Jeśli to jednopamówka, to
            jeszcze. Ale jeśli masz zmienić pas, to nie bardzo wiesz, czy ten za
            tobą jedzie po twoim pasie czy obok... Wszystko błyszczy jak...
            Ale co tam, jesteś ostrożniejszy i jedziesz! W końcu po to prawko
            robiłeś;-)
    • kitek_maly Re: Niewesoła refleksja po zdaniu 24.03.09, 18:04

      Wszystkie godziny na kursie przejeździłam w dzień a egzamin miałam w styczniu o
      6 rano i było całkiem ciemno. Nie było źle. :) Choć bałam się, że nic nie będę
      widzieć.
      • a.zaborowska1 Re: Niewesoła refleksja po zdaniu 24.03.09, 18:26
        Pierwszy raz po ciemku jeździłam na 3 egzaminie i na szczęście
        osatnim. Trzeba jechać wolniej i bardziej uważac bo piesi sa mało
        widoczni :-/
        Ogólnie nie jest źle. Deszcz lub śnieżyca po ciemku to już trudniej
        • Gość: Fairy Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: 217.153.216.* 24.03.09, 19:06
          A ja z kolei wiekszosc moich jazd przejezdziłam po ciemku. W
          deszczu, śniegu etc. Tak to jest jak sie jezdzi jesienia i zima. Ale
          to chyba dobrze, umiem jezdzic w kazdych warunkach, taka
          przynajmniej mam nadzieje ;). Nie wiem skad pretensje załozyciela
          watku, przeciez mogl sie pare razy umowic na jazdy wieczorem.
          • Gość: staś Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.idc.net.pl 24.03.09, 21:01
            Bogucjuszu. Czytając Twoją wypowiedź trudno się oprzeć wrażeniu, że jest coś w
            tym, że potrafimy narzekać. I że na wszystkim się znamy.
            Bo, jak Ci już wcześniej napisano, w ramach szkolenia obowiązkowe są co
            najmniej 2 godziny jazdy w nocy. A Ty nawet nie jesteś tego świadomy. Ale
            narzekać potrafisz!
            Zawsze możesz się doszkolić. Nie ma żadnego problemu.
            Kurs uczy pewnego minimum. Dużo jest jeszcze problemów z którymi się nie
            zetknąłeś, a na pewno zetkniesz.
            Sprawdzenie płynów, świateł to elementarz kierowcy. Jak piszesz przed
            komputerem to też pewnie wiesz, że patrzysz na "ekran monitora" czy na
            "klawiaturę", nie?
            Cofanie to część jazdy. Nieunikniona w pewnych momentach, nawet jak akurat
            Tobie się nie podoba.
            Tak, że zamiast narzekać trzeba trochę pracy. I tyle.
            • mdrive Re: Niewesoła refleksja po zdaniu 24.03.09, 21:58
              ...jak się czyta takiego Bogucjusza na przykład to ręce opadają, do samej ziemi.
    • Gość: gosc gosc Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.aster.pl 24.03.09, 21:54
      Rzeczywiscie, luczek jest debilny.
      • mdrive Re: Niewesoła refleksja po zdaniu 24.03.09, 22:07
        ...łuczek nie jest debilny?, gościu, gościu.
        On właśnie daje pogląd egzaminatorowi czy kandydat rozumie pojazd i umie go
        poprowadzić też do tyłu.
        Twierdząc, że łuczek jest debilny dajesz świadectwo ignorancji. :(
        to tylko manewr, ćwiczenie tak jak ćwiczenie w każdej innej dziedzinie życia.
        Wszędzie ćwiczymy. W sporcie między meczami ciągle powtarzamy schematy, w muzyce
        ćwiczymy wprawki... itd.
        Nie pisz, że łuczek jest debilny, bo wykazujesz się ignorancją.
        • Gość: gosc gosc Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.aster.pl 24.03.09, 22:11
          ja luczku nie lubie i juz
          • Gość: staś Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.idc.net.pl 24.03.09, 22:13
            A kto Ci go każe lubić?
            Po prostu naucz się cofać. Ale jak też nie lubisz to przecież nie ma przymusu
            bycia kierowcą, nie?
            • Gość: gosc gosc Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.aster.pl 24.03.09, 22:56
              ale przymusu lubienia luczku tez nie ma , nie?
              • Gość: staś Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.idc.net.pl 24.03.09, 23:05
                I czytać też nie lubisz? Napisałem: A kto Ci go każe lubić?
                • Gość: gosc gosc Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.aster.pl 25.03.09, 13:01
                  wyobraz sobie, ze lubie czytac-
          • mdrive Re: Niewesoła refleksja po zdaniu 24.03.09, 22:16
            ...a to akurat nikogo nie obchodzi czy Ty go lubisz czy nie.
            Czy w szkole kogoś obchodzi czy lubisz np. geografię czy matmę??? Masz umieć i tyle.
            A łuku nie lubisz bo Cię nie nauczyli, Oni.
            U mnie łuczek lubią bo ich uczę! :)
            Szalenie prosty manewr.
            • Gość: gosc gosc Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.aster.pl 24.03.09, 22:57
              a w szkole lubiles wszystkie przedmioty?
              • Gość: blurp Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: 193.227.131.* 25.03.09, 13:36
                a ja nie kapuję Twojej logiki - przecież idąc na prawko chyba byłeś
                świadom różnorodności warunków atmosferycznych/ mogłeś sobie chyba
                wybrać tak godziny jazd żeby niektóre odbywały się również po zmroku?
                Teraz to sobie wykup kilka jazd wieczorkiem, najlepiej teraz kiedy
                jest śnieg i takie tam to załatwisz 2sprawy w jednym :)
    • getic Re: Niewesoła refleksja po zdaniu 25.03.09, 14:31
      Przede wszystkim olej stres. Po prostu jeździj i się nie załamuj.
      Parę razy spocisz się jak mysz, "mięcho" nie będzie ci z ust
      schodziło, ale potem przywykniesz. Wyskoczysz z klanu "jedynych
      sprawiedliwych" i będziesz jeździł tak jak reszta.
      A co do refleksji to tak:
      Forum "Prawo Jazdy" nie jest dobrym miejscem do refleksji na temat
      prawa jazdy. Przejrzyj "archiwa grupy" i zobacz jakie są dominujące
      tematy. Sam zobaczysz, że odstajesz :) Napisz coś o złośliwym
      egzaminatorze, albo o seksownej instruktorce - takie rzeczy tu się
      wałkuje.

      Idealny system szkolenia kierowców po prostu NIE ISTNIEJE. Można
      tylko zbliżyć się do optimum i tyle. Że łuk jest debilny? No jest. I
      co z tego? Masz go zrobić, żeby zdać egzamin. To egzamin według
      takich samych zasad jak wszystkie inne "3Z": zakuć, zaliczyć,
      zapomnieć. Nie rozpajęczaj się nad programem szkolenia. Od tego są
      Bardzo Ważne Instytucje, ich szklana kula i teoria Darwina.

      Tak więc wyluzuj. Uczenie się samemu ma swoje niezaprzeczalne uroki.
      Jeździsz kiedy chcesz, dokąd chcesz i - przede wszystkim - nie
      płacisz za to.
      Spodoba ci się, zobaczysz. A na razie stay cool.
      • Gość: Mariussz Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 25.03.09, 21:16
        Wszystko co piszesz jest niby OK. Ale "zakuć" łuczek i zapomnieć???
        Chyba nie masz racji. To co, po egzaminie już nie jeździć do tyłu,
        nie zawracać, nie omijać przeszkód? Pakować się na inne auta,
        centalnie w drzewa itp? Niezły pomysł;-).
        Brakiem dojrzałości, która znacznie powinna odraczać zdanie egzaminu
        jest trakowanie tego kawałka jazdy do tyłu bez potrącenia przeszkód
        jako sztukę samą w sobie. Jakiś "łuczek";-). Co za łuczek? To po
        prostu jazda do tyłu! Z umiejętnością takiego kierowania autem, aby
        skręciło tam gdzie chcesz i kiedy chcesz. Naprawdę chcesz mieć
        prawko i tego nie umieć? I do wyjazdu z parkingu lub zawrócenia na
        podwórku chcesz wołać o pomoc? To po co Ci to prawko???

        Owszem, jeśli uczysz się tyle to a tyle obrotu przy tym lub tamtym
        pachołku w tej czy owej szybie, to rzeczywiście raczej do niczego Ci
        się to nie przyda i jest to głupie. Ale jeśli czytasz choćby to
        forum to już wiesz, że tak się uczyć jest bez sensu i jeśli masz
        dość chęci i oleju w głowie, to nauczysz się jeździć nawet do tyłu
        z użyciem mózgu. Amen.
        • Gość: staś Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.idc.net.pl 25.03.09, 21:32
          Getic, piszesz zgodnie z modą, czyli bez sensu!
          Akurat to czego się nauczyłeś na kursie przydaje się przez całe życie.
          Nawet jak twierdzisz , że jest odwrotnie.
          Z innymi egzaminami rzeczywiście tak jest, że wystarczy 3Z.
          No bo czy na co dzień korzystasz z tego czego nauczyłeś się na maturę
          (oczywiście jeżeli takową zdawałeś) ?
          Można mieć uwagi do systemu zdawania testowo teorii, tu rzeczywiście
          wystarczy 3Z. Tyle, że ze szkodą dla kursanta, jak nie wierzysz to poczytaj na
          innym forum. Dowiesz się jaka jest znajomość przepisów wśród kierowców. No i w
          praktyce też, z jakiegoś powodu Polska bryluje w ilości zabitych na drogach. Ale
          to nie jest powód do dumy.
          Natomiast to czego nauczyłeś się na kursie jest Ci cały czas potrzebne.
          Doskonalisz swoje umiejętności, ale korzystasz z tych nabytych.
          Mariussz dobitnie Ci to wyjaśnił.
          • getic Re: Niewesoła refleksja po zdaniu 25.03.09, 23:52
            Może i piszę bez sensu, ale nie cukruję i nie lukruję.
            Kto jak kto, ale ty powienieś wiedzieć, że na kursie zdobywa się podstawy abecadła, a egzamin potwierdza tylko tyle, że nie zabijesz siebie lub kogoś w czasie pierwszych godzin za kółkiem. Ot i tyle.
            "To czego się nauczyłeś na kursie" czyli tak konkretnie co? Jak ruszyć z miejsca. Jak zmienić bieg. Kilka podstawowych manewrów.
            A potem, po egzaminie następuje zderzenie tego, czego qrsanta uczyli, z tym co wymusza na nim ulica. Nawet nie zła wola kursanta, tylko parszywa codzienność.
            A tu się tego nieszczęsnego łuczku wszyscy czepili jak pijany płotu.
            A dlaczego nie slalom między pachołkami? Tyłem. Też pozwoli opanować samochód (a przy okazji jakże wzbogaci konta WORDów...)

            Widzisz, mnie bardziej chodzi o to, że tak naprawdę to zaczynamy uczyć się po egzaminie wszystkiego od nowa. Łuków, parkowań i tego wszystkiego co kursantom sen z oczu spędza. Po egzaminie wsiadamy do innych samochodów niż te na których się uczyliśmy i tak naprawdę zaczynamy od nowa, bo te 30 godzin to tak jakby ich nie było.
            A alternatywy tak naprawdę nie ma, bo jakby uczyć tego wszystkieo czego powinno się uczyć a nie uczy, to kurs trwałby rok i kosztował jakieś pięciocyfrowe kwoty. Kto na to pójdzie?

            A co do znajomości przepisów wśród kierowców - nie jest wcale taka zła jak myślisz. Tyle, że co innego jest znać przepisy, a co innego ich przestrzegać. A to już temat na zupełnie inne forum...
        • getic Re: Niewesoła refleksja po zdaniu 26.03.09, 00:16
          W większości już w poście do stasia "się wyzewnętrzniłem", ale skoro przyjemnie się gada...
          Po egzaminie jeżdżę do tyłu. Zawracam i omijam przeszkody. Nie pakuję się na inne auta. Jednym słowem robię to, czego uczyli mnie na kursie. Tyle, że "z deczka" inaczej. Bo jeśli mi nie wyjdzie zawracanie "na trzy", to zrobię to "na pięć". Albo "na osiem". Co ryzykuję? Najwyżej mnie ktoś obtrąbi. A jak na miejscu parkingowym stanę skosem to dopóki się "mieszczę w ramkach" to nikogo to nie powinno obchodzić. To samo z cofaniem (nawet po łuku): dopóki nie gnę ludziom błotników, to moja sprawa, czy jadę wężykiem czy prosto.
          A tu zobacz w innych wątkach: z jazdy tyłem zrobił się jakiś bożek, do którego kursanci się prawie modlą :)
          I to jest ten "łuczek":), który cię tak irytuje.
          • Gość: Romek Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.chello.pl 26.03.09, 00:33
            > To samo z cofaniem (nawet po łuku): dopóki nie gnę ludziom błot
            > ników, to moja sprawa, czy jadę wężykiem czy prosto.


            Nikt nikogo na egzaminie nie oblewa za jezdzenie "wezykiem": dopoki nie najezdzasz na linie mozesz jechac nawet malym zygzakiem! I wlasnie wezyk ludziom najczesciej wychodzi, o ile nie jedzie sie 'na slupki', tylko patrzy na linie.


            Wymadrzasz sie Getic tak, ze sie tego nie da czytac. Autor pierwszego posta udowodnil swoja niewiedze: nie wie, co jest w rozporzadzeniu o szkoleniu. Jego krytyka jest bezzasadna i nieprawdziwa. Powieszal troche psow na autorach szkolenia, mimo ze oni akutat to, co on im zarzuca - zaplanowali (chodzilo o jazde po zmroku). A luk pewnie robil 'na sposob', bo inaczej nie mialby glupich uwag.

            Nie trzeba zdawac kilka razy, wystarczy postac chwile przy placyku, zeby zobaczyc co ludzie robia na luku. Nie umieja ocenic odleglosci, zle skrecaja, zatrzymuja sie za daleko lub za blisko, uzywaja dziwnych "patentow" na cos, co jest proste i oczywiste. Jesli sie widzialo kilku takich zdajacych, to nikt myslacy nie powie, ze luk na egzaminie jest bez sensu.
            • getic Re: Niewesoła refleksja po zdaniu 26.03.09, 09:05
              Gość portalu: Romek napisał(a):

              > > To samo z cofaniem (nawet po łuku): dopóki nie gnę ludziom błot
              > > ników, to moja sprawa, czy jadę wężykiem czy prosto.
              >
              >
              > Nikt nikogo na egzaminie nie oblewa za jezdzenie "wezykiem":
              dopoki nie najezdz
              > asz na linie mozesz jechac nawet malym zygzakiem! I wlasnie wezyk
              ludziom najc
              > zesciej wychodzi, o ile nie jedzie sie 'na slupki', tylko patrzy
              na linie.
              >
              Oczywiście mówisz to na podstawie znajomości WSZYSTKICH egzaminów we
              WSZYSTKICH ośrodkach...
              >
              > Wymadrzasz sie Getic tak, ze sie tego nie da czytac. Autor
              pierwszego posta udo
              > wodnil swoja niewiedze: nie wie, co jest w rozporzadzeniu o
              szkoleniu. Jego kry
              > tyka jest bezzasadna i nieprawdziwa. Powieszal troche psow na
              autorach szkoleni
              > a, mimo ze oni akutat to, co on im zarzuca - zaplanowali (chodzilo
              o jazde po z
              > mroku). A luk pewnie robil 'na sposob', bo inaczej nie mialby
              glupich uwag.
              >
              Wymadrzam się? Być może. Nie mam monopolu na wiedzę. Ale też ty nie
              masz obowiązku tego czytać.
              Autor doszedł do pewnych wniosków, postanowił się nimi podzielić i
              to był jego błąd. Najprawdopodobniej drugi raz go nie popełni :)

              Między rozporządzeniem a realnym życiem jest dziura, której nikt nie
              kwapi się załatać. I tyle. W rozporządzeniu jest pewnie mnóstwo
              paragrafów które maja się nijak do rzeczywistości.

              > Nie trzeba zdawac kilka razy, wystarczy postac chwile przy
              placyku, zeby zobacz
              > yc co ludzie robia na luku. Nie umieja ocenic odleglosci, zle
              skrecaja, zatrzym
              > uja sie za daleko lub za blisko, uzywaja dziwnych "patentow" na
              cos, co jest pr
              > oste i oczywiste. Jesli sie widzialo kilku takich zdajacych, to
              nikt myslacy ni
              > e powie, ze luk na egzaminie jest bez sensu.
              Tak, masz część racji. Ale po pierwsze: czy te zachowania na placu
              są wyłączną winą zdających, czy może ci co ich uczyli zrobili coś
              nie tak?
              A po drugie: "w realu" możesz manewr powtórzyć, poprawić, ba! możesz
              nawet zatrzymać i wyjść dla sprawdzenia. Spróbuj zrobić coś takiego
              na egzaminie...

              Można jeszcze długo, ale co ja się będę wymądrzał... :)
          • Gość: Kazik Czemu niewesoła????? IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 26.03.09, 12:47
            Kto zrobił z jazdy do tyłu bożka????? Sami kursanci!!! Właśnie oni!
            Zdawałem nie tak dawno i ot po prostu pojechałem do tyłu,
            egzaminator popatrzył i tyle, żadnego nabożeństwa!

            Kursanci są niedorzali (patrz inne pytania na forum), może i
            instruktorzy nie wszystcy kompetentni i dlatego kawałeczek jazdy do
            tyłu jest dla nich czymś tak niesamowitym. Stąd te nazwy: łuczek,
            rękaw, i problemy: patrzeć tu czy tam, skręcać tu czy gdzie
            indziej... Nawet kiedyś kursantka dzieliła się swoim "sposobem" jak
            wchjechać przodem do tej czarodziejskiej koperty... Jakieś
            misterium, czort wie co... A tu tylko parę metrów do tyłu! Sami
            sobie napędzacie nerwy!

            A właściwie Getic uważasz, że egzamin jest trudny czy łatwy? Bo
            ciągle spotykam się z dwiema obcjami: pierwsza: utrudnić jeszcze i
            jeszcze, aby prawie nikt nie zdał!
            Druga ułatwić, puścić wszystkich, nawet tych, co parę metrów to tyłu
            nie potrafią przejechać. A co tam, zabiją pachołka, ale może
            pieszego na przejściu nie?

            Więc co? Utrudnić (do tyłu slalom między pachołkami... super pomysł!
            Szczególnie dla tych co prosto przejechać nie potrafią), czy
            ułatwić - zrezygnować z łuku i czegokolwiek, dać prawko i niech
            jeździ? Co właściwie proponujesz tym, dla których ten "łuczek" to
            takie misterium?

            I jeszcze jedno. Ja wszystko, czego się nauczyłem, stosuję teraz w
            samodzielnej jeździe! Wszystko mi się przydało! I łuczek i górka i
            wszystko to, co mówił mi instruktor! Nie uczę się OD NOWA! Rozwijam
            to, co już umiem z kursu. Pamiętam i stosuję! Nie wyobrażam sobie
            jakichś dwu oddzielnych nauk, jednej dla potrzeb egzaminu, a drugiej
            dla przyszłej jazdy.
            Czy można inaczej????
            • getic Re: Czemu niewesoła????? 26.03.09, 15:27
              No oczywiście, że kursanci i nigdy nie twierdziłem inaczej. Jak
              zdawałem (też niedawno) to też pojechałem do tyłu i też żadnego
              nabożeństwa. Nie uważam, że Zadanie Egzaminacyjne Numer Chyba Dwa
              (to dla tych, których irytuje potoczna nazwa, he,he,he) jest czymś
              nadzwyczajnym. Po prostu: wrzucasz wsteczny i jedziesz.

              Czy egzamin uważam za łatwy? Dyplomatyczne powiem: tak, dla kogoś
              kto jest przygotowany. I zna kruczki i sztuczki egzaminatorów.
              Nie uważam, żeby trzeba wprowadzać jakieś wielkie mecyje, a pomysł
              ze slalomem tyłem podałem dla podgrzania atmosfery ;)

              Rada dla tych co sie boją rękawa? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Mnie
              instruktorka poradziła: rób tak, żeby było dobrze. Na swój sposób,
              ALE... I tu padło kilka informacji "za to mogą uwalić". Czyli już
              masz pierwszy przykład nauki do egzaminu, a nauki dla przyszłej
              jazdy.

              Dobrym wyjściem byłoby wprowadzenie jakiegoś odpowiednika
              brytyjskiej "provisional license", ale to nie u nas, niestety...
              Wtedy kandydat przed uzyskaniem finalnego PJ ma za sobą jazdę we
              wszystkich czterech porach roku i - musisz przyznać - większe
              doświadczenie niż świeżaczek po kursie. I jest większa szansa, że
              nikogo nie ukatrupi.

              Widzisz, ja też wykorzystuję to czego się nauczyłem na kursie. Z
              tym, że jako podstawę do robienia tych samych manewrów tak, aby to
              mnie było wygodnie, a nie czyjemuś widzimisię.
              Jak robię parkowanie, to mogę kokosić się nawet kwadrans i
              poprawiać, byle tylko kogoś nie przyłoić. Na egzaminie masz
              możliwośc jednej korekty.
              Jeśli cofam, to jeśli potrafię mogę nawet oczy zamknąć i jechać siłą
              wyobraźni. Na egzaminie są wytyczne co do patrzenia w lusterka bądź
              nie. I - jak już było powiedziane - "za to mogą uwalić". To jak
              kursantkę "uwalili" za zatrzymanie się w trakcie cofania sam
              widziałem.
              I kilka innych tego rodzaju historii.
              Dlatego na twoje pytanie o dwie oddzielne jazdy "czy tak można"
              odpowiadam: tak. A czasami nawet trzeba.
              • Gość: Do getica Re: Czemu niewesoła????? IP: *.idc.net.pl 27.03.09, 19:19
                Sam siebie poprawiłeś. I bardzo dobrze.
                Czegoś jednak na tych kursach uczą. I na egzaminie czegoś wymagają. I nawet
                sam przyznałeś, że egzamin jest prosty, ale dla kogoś kto się przygotował. No to
                przecież logiczne, że aby jeździć należy sę nauczyć, nie?
                Również logiczne, że Twoja instruktorka wytłumaczyła Ci zasady i wskazała
                błędy, które skutkują oceną negatywną. To nie żadna nowość, że robiąc cokolwiek
                robimy to wg pewnych zasad i wskazówek.
                Sam wykazałeś się pewną nieznajomością zasad:
                1.nikt nie oblewa za cofanie "wężykiem". A z ciekawości zmierz sobie ten
                "szanowny łuk". Wyjdzie Ci, że na szerokości mieszczą się prawie dwa pojazdy
                obok siebie. Więc po co straszenie "ŁUKIEM" kogoś kto powinien najpierw pojąć o
                co idzie przy cofaniu?
                2.Mimo bzdurnych wpisów niektórych czy informacji gazetowych nikt nie parkuje na
                egzaminie w wyznaczonym stanowisku. Parkuje na parkingu. Ma możliwość korekty,
                ma możliwość powtórzenia. Tylko musi się nauczyć, no i powinien wiedzieć jak to
                zrobić. Właśnie po to, aby sam "nie rysował innym karoserii", żeby umiał
                poprawić jak źle wjedzie.
                3.Nie ma zawracania "na trzy". Może być "na pięć". Właśnie po to żeby sam umiał
                zawrócić jak będzie taka potrzeba.
                Itd. Włącznie z tym , że powinieneś umieć przejechać przez skrzyżowanie czy
                zmienić pas ruchu.
                I te umiejętności przydają Ci się cały czas. Tak jak i umiejętność jazdy w
                warunkach nocnych. A szkolenie to przewiduje. A "biedny kursant" nie dosyć, ze
                tego nie zrobił to jeszcze ma pretensje do "całego świata".
                PS: Oczywiście kwestią otwartą pozostaje jakość szkolenia. I możliwość
                wyszkolenia konkretnej osoby. I ile czasu na to potrzeba. Ale to nieprawda, że
                30 godzin to ilość dla każdego wystarczająca. To tylko minimum, a uczę się tyle
                ile mi potrzeba. Wtedy to ma sens. I nie szuka się winnych dookoła.
                • Gość: Piotr Re: Czemu niewesoła????? IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 27.03.09, 21:30
                  Tylko, jeśli się jest niedojrzałym, to właśnie szuka się winy we
                  wszystkim, byle nie w sobie!
                  Chyba dorosły/dojrzały człowiek może zmienić instruktora, jeśli ten
                  go nie uczy?
                  Dorosły człowiek chyba jest w stanie ocenić, czy już umie, czy
                  powinien dokupić więcej lekcji i jeszcze się uczyć.
                  Dorosły człowiek chyba może wymóc jeżdżenie po zmroku, tym bardziej
                  na jazdach doszkalającyh.
                  ITD...
    • Gość: ??? Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.09, 09:16
      a nie jest przypadkiem tak, że godziny "nocne" są obowiązkowe na kursie?
      • Gość: p7 Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.09, 11:58
        ding...
      • Gość: Kazik Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 26.03.09, 13:02
        Ale jak przychodzi kursant i chce jedzić rano, bo wieczorem np.
        pracuje, to co? Czy dorosły człowiek ma być traktowany jak niemowlę
        i trzeba mi wszystko jak niemowlakowi tłumaczyć? Teraz się
        zorientował, że nie jeździł po zmroku... A przy planowaniu jazd o
        tym nie wiedział?
        Autor pisze wyraźnie, że również kupował doszkalanie. I nawet wtedy
        nie kupił lekcji po zmroku! Dlaczego????? Wtedy mózg miał w sejfie
        zamknięty? Teraz se przypomniał;-).

        Ale przecież jeszcze nic straconego! Może dokupić dwie godzinki
        wieczorem i douczyć się. Lub... po prostu nauczyć się samemu. Co w
        tym trudnego czy nadzwyczajnego????

        Autor wątku po prostu i zwyvzajnie, jak wiele innych osób tu na
        forum, boi się wsiąść do auta sam i pojechać samodzielnie! Czuje lęk
        przed swoją pierwszą jazdą!I właśnie w taki swoisty sposób ten swój
        lęk opisał:-).
    • Gość: Mona Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.waw.cdp.pl 27.03.09, 12:33
      dokup sobie godziny doszkalające w warunkach po zmroku i tyle. Jazda wieczorem
      nie jest naprawdę nic nadzwyczajnym, niejednokrotnie jeździłam wieczorem, parę
      razy w nieciekawych warunkach (śnieg, ślisko, mokro etc), nie dalej niż kilka
      dni temu pojechałam za miasto wieczorem, zrobiłam 70 km w warunkach sypiącego
      niemal na poziomo śniegu i błota pośniegowego, i co? I nic! Jechało się
      NORMALNIE, tylko uważniej, wolniej. Sam instruktor żałował, że nie można było
      pojechać 100. Można było, ale po co, wolałam jechać max 80-85, zwłaszcza że w
      okolicach Nowego Dworu niemal przed maską przebiegło mi 2 małolatów, a nieco
      dalej napotkałam na drodze coś, co zostało z psa. Dlatego nie jojcz, że nie
      umiesz jeździć w warunkach po zmroku, tylko albo dokup jazdy doszkalające albo
      wsiądź za kierownicę i po prostu sam spróbuj, np. po godz. 20 czy nawet 23, gdy
      jest znacznie mniejszy ruch niż np. o 18;)
    • Gość: xxx Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.wroclaw.vectranet.pl 27.03.09, 20:37
      w programie szkolenia jest obowiązek jazdy po zmroku, widać trafiłeś na
      kiepskiego instruktora, który nie dopełnił obowiązku... nie powinieneś w ogóle
      dostać zaświadczenia o ukończeniu szkolenia...
      • Gość: gosc gosc Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.aster.pl 27.03.09, 20:44
        ja tez nie jezdzilem po zmroku
        • Gość: Kolo Re: Niewesoła refleksja po zdaniu IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 27.03.09, 21:24
          Ludzie, opanujcie się! Nie chcieliście - nie jeździliście! Co,
          dzieciaki jesteście? Trzeba się było upomnieć a nie teraz jęczeć!
          Ciekawe co by było, gdyś rzeczywiście nie dostał z tego powodu
          świadectwa ukończenia... I co byś napisał, gdyby ci szkoła nie
          chciała dac takiego zaświadczenia...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja