Dodaj do ulubionych

Granice wolności w związku

IP: *.acn.waw.pl 13.05.03, 18:31
Tak się złożyło, że z dotychczasowego życia, wszystkich szkół i kursów
językowych pozostały mi tylko dwie bliskie osoby, które są moimi wyłącznie
znajomymi, mój mąż zna je tylko pobieżnie. Tak się składa, że są to
mężczyźni.Mam oczywiście i innych znajomych, ale ponieważ znamy się z mężem
od podstawówki, więc wszyscy ci ze szkoły i z harcerstwa są wspólni. Moich
dwóch kumpli znam od lat, zawsze był to układ wyłącznie koleżeński, a to, że
akurat są płci przeciwnej uważam za absolutny przypadek. Jeden z nich się
ożenił, mamy dzieci w podobnym wieku, więc czasem chodzimy razem do kina na
małolackie filmy. Jakiś czas temu kiedy mój mąz wybierał się na jakiś
bankiet służbowy bez osób towarzyszących, rzuciłam niezobowiązująco, że
dawno się z jednym z kumpli nie widzialam, więc najlepiej będzie jak się z
nim spotkam w domu, ze względu na dziecko, które jeszcze nie zostaje samo.
No i się okazało, że jest to problem. Najpierw zaczęłam rechotać, że jakieś
atawizmy mojego męża nawiedziły, że jako mężatka jestem traktowana jak teren
oznaczony przez samca alfa, ale potem sprawa zaczęła się robić poważna. I
zastanawiam się teraz nad granicami wolności. Dlaczego wizyta koleżanki nie
jest problemem a wizyta kolegi jest? Dlaczego spotykanie masy ludzi w pracy
jest w porządku, a spotykanie się z kumplem w domu miałoby nie być, przy
czym spotykanie się z tymże kumplem w knajpie to znowu rzecz w porządku.
Rozmawiałam o tym z kilkoma koleżankami i wszystkie bez zastrzeżeń przyjęły
punkt widzenia mojego męża. Nie rozumiem, o co w tym chodzi.
Obserwuj wątek
    • bim-bom-bum Re: Granice wolności w związku 13.05.03, 18:41
      faktycznie atawizm:). Ja i rozumiem i nie rozumiem. Bo teoretycznie nie widze
      problemu, natomiast jakoś jestem w stanie sobie wyobrazić podskórny niepokój -
      obcy samiec na moim terytorium, które jest bardzo wyraźnie moje/nasze i
      znacząco różni sie od terenów neutralnych. A mnie przy tym nie ma!!!! Musi -
      atawizm<:).
      pozdrawiam.
    • Gość: mok-ka Re: Granice wolności w związku IP: 195.245.213.* 13.05.03, 18:41
      odwróć sytuację...
      zostawiłabyś męża sam na sam z inną kobietą?
      pozdr.
      • Gość: EWOK Re: Granice wolności w związku IP: *.acn.waw.pl 13.05.03, 19:00
        A dlaczego nie? Zaufanie nie może być ograniczone bo się wypacza i przestaje
        być zaufaniem. Zresztą bądźmy szczerzy, jeśli ktoś chce zdradzic to i tak to
        zrobi, w pracy, po pracy, na delegacji...
        • losiu4 Re: Granice wolności w związku 13.05.03, 19:55
          Gość portalu: EWOK napisał(a):

          > A dlaczego nie? Zaufanie nie może być ograniczone bo się wypacza i przestaje
          > być zaufaniem. Zresztą bądźmy szczerzy, jeśli ktoś chce zdradzic to i tak to
          > zrobi, w pracy, po pracy, na delegacji...

          no, niby masz racje. Ale lepiej by bylo, gdybys to pytanie zadala na FF... tam
          by Ci doku wszystko pieknie wyjasnil... a tak poza tym, ciekawe byly kiedys
          przeprowadzone badania, z ktorych wynikalo, ze bardziej hmmm... wrazliwymi na
          obecnosc osobnikow tej samej plci w okolicy uznawanej za 'swoje terytorium' sa
          mezczyzni... moze o to tu chodzi

          Pozdrawiam

          Losiu
          • Gość: EWOK Re: Granice wolności w związku IP: *.acn.waw.pl 13.05.03, 20:13
            Co do Doku, hmmm, nie zauważam jakiejś obfitości małp w swoim najbliższym
            otoczeniu więc nie wiem co on by mi mógł poradzić. Co do badań, ja z kolei
            przeczytałam gdzieś, że to kobiety traktują dom jako swoje terytorium, co
            powoduje, że bardziej niż mężczyźni o niego dbają i chętniej spotykają się z
            ludźmi w domu, w odróżnieniu od mężczyzn, którzy wolą spotkania poza domem.
            Taaa, jak się nad tym zastanowić to jakiś fan psychologii ewolucyjnej zacząłby
            wykład, że kobieta w jaskini, a mężczyzna na polowaniu w lesie...Nie ma
            ucieczki od cholernej socjobiologii, to jakis koszmar.
            • maly.ksiaze Irracjonalne lęki... 13.05.03, 20:23
              ...też wypada uszanować, zwłaszcza w małych sprawach. Bo przecież idealnej
              racjonalności w żaden sposób nikomu nie wszczepić. Zresztą, jakby na to nie
              spojrzeć, to tylko Ty wiesz, czy to atawizm, czy obawa.

              Pozdrawiam,

              mk.

              PS. Od socjobiologii nie ma ucieczki. Oni usiłują zawładnąć światem! ;-)
              • Gość: lolyta Re: Irracjonalne lęki... IP: *.dialup.mindspring.com 13.05.03, 21:19
                ...sa rozne. Na przyklad wykazano, ze znakomita wiekszosc ludzi rozbierze sie
                bez problemu przy swoim partnerze ALBO przy czlonku swojej rodziny tej samej
                plci. Ale ci sami ludzie nie rozbiora sie w towarzystwie obu tych osob
                jednoczesnie. Irracjonalne. Ale wiekszosc moich znajomych i ja tez - wszyscy to
                potwierdzaja a nikt nie wie, dlaczego tak jest. (Znaczy mozna sie rowniez
                domyslac, ze tu chodzi o to ze nagle musimy grac dwie role jednoczesnie a
                nagosc jakos tam te role moze okreslac i sytuacja staje sie nieco
                schizofreniczna, ale tak naprawde nie spotkalam sensownego wyjasnienia tego
                irracjonalnego zjawiska).
                • Gość: EWOK Re: Irracjonalne lęki... IP: *.acn.waw.pl 13.05.03, 22:40
                  Co do nagości ja i nie tylko ja, jak się kiedyś zgadało w rozmowie, mam
                  irracjonalną obawę przed rozebraniem się u ginekologa od góry. Bo, że od dołu
                  to przywykłam, w końcu to badanie. Konrola piersi to też badanie, poza tym
                  ostatecznie biust jest eksponowany wszędzie gdzie się tylko da, na bilbordach,
                  w reklamach telewizyjnych, a jednak jak przychodzi do badania to się muszę
                  przełamywać. Wot ciekawostka.
    • carmella Re: Granice wolności w związku 13.05.03, 20:36
      "moj" nie jest jeszcze mezem, a tez sie ciekawych rzeczy dowiedzialam. Ze go
      zdradzam!! Bo sie spotkalam z kolega (ktory przyslal mi walentynke, a
      walentynek byle kogo sie nie dostaje). powiedzial, ze sobie nie pozwoli rogow
      dostawiac.
      ja na tym zakonczylam nasza rozmowe i........... szczerze mowiac nie jestem
      pewna czy jest jeszcze o czym rozmawiac...........
      • Gość: EWOK Re: Granice wolności w związku IP: *.acn.waw.pl 13.05.03, 22:43
        carmella napisała:

        > "moj" nie jest jeszcze mezem, a tez sie ciekawych rzeczy dowiedzialam. Ze go
        > zdradzam!! Bo sie spotkalam z kolega (ktory przyslal mi walentynke, a
        > walentynek byle kogo sie nie dostaje). powiedzial, ze sobie nie pozwoli
        rogow
        > dostawiac.
        > ja na tym zakonczylam nasza rozmowe i........... szczerze mowiac nie jestem
        > pewna czy jest jeszcze o czym rozmawiac...........

        No nie wiem. Na takim poziomie irracjonalności to jeszcze nie byłam. Ale może
        jak już będziesz zakontraktowana to coś się zmieni. Jak mawia mój kolega na
        weselach "znaczona jest to może chodzić gdzie chce".
    • Gość: Mysza Re: Granice wolności w związku IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 14.05.03, 02:23
      A może Twój mąż podświadomie nie wierzy w koleżeństwo między kobietą i
      mężczyzną? I im bardziej Ty go przekonujesz,że to tylko kolega, tym bardziej
      jest niepewny?
      Wiesz, miałam kiedyś (aż strach pomyśleć jak to dawno temu było,uznasz może,że
      przynudzam w stylu "za moich starych, dobrych czasów), no więc miałam podobny
      problem, chociaż chyba jeszcze dziwniejszy.Ze studiów miałam dwóch kumpli-
      jednego, w którym się kiedyś trochę podkochiwałam (on o tym nie wiedział, a mi
      przeszło zanim poznałam męża) i drugiego, który był dla mnie zawsze tylko
      kumplem. Mężowi o tym szczerze powiedziałam. I wiesz o którego był zazdrosny? O
      tego kumpla... :)))
      U mnie pomogło kiedy panowie się dobrze poznali... :)))
      • Gość: Mysza Re: Granice wolności w związku IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 14.05.03, 02:33
        Niejasno napisałam

        Mężowi o tym szczerze powiedziałam. I wiesz o którego był zazdrosny? O tego
        kumpla... :)))

        Dokładnie: o tego który zawsze był tylko kumplem :)))
        • Gość: EWOK Re: Granice wolności w związku IP: 213.241.18.* 14.05.03, 09:03
          Ja nawet wiem, o co chodzi z tą obawą. Absolutnie nie o żadne seksualne
          podteksty tylko o porozumienie na innej niż z mężem płaszczyżnie. Bo podobają
          nam się (mnie i kumplowi)te same filmy bo czytamy te same książki, bo
          porozumiewamy się grypsami z Paragrafu 22 i z filmów Woody'ego. A chyba każdy
          mąz (żona zresztą też, ale mąż bardziej) chciałby być dla partnerki alfa i
          omegą i aby każdy jego krok by obserowany z zachwytem, a każda wypowiedź
          przyjmowana wręcz oklaskami :)Trudno mu zrozumieć, że z nim chętnie
          pogadam "Rejsem" albo Bareją, ale lubię też "Zeliga", którego on w zyciu nie
          oglądał. Trochę to zawile wyraziłam i za bardzo weszłam w metafory filmowe,
          ale chyba określiłam to, co chciałam.
          • Gość: Mysza Re: Granice wolności w związku IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 14.05.03, 14:05
            Gość portalu: EWOK napisał(a):

            > Ja nawet wiem, o co chodzi z tą obawą. Absolutnie nie o żadne seksualne
            > podteksty tylko o porozumienie na innej niż z mężem płaszczyżnie. Bo podobają
            > nam się (mnie i kumplowi)te same filmy bo czytamy te same książki, bo
            > porozumiewamy się grypsami z Paragrafu 22 i z filmów Woody'ego. A chyba każdy
            > mąz (żona zresztą też, ale mąż bardziej) chciałby być dla partnerki alfa i
            > omegą i aby każdy jego krok by obserowany z zachwytem, a każda wypowiedź
            > przyjmowana wręcz oklaskami :)Trudno mu zrozumieć, że z nim chętnie
            > pogadam "Rejsem" albo Bareją, ale lubię też "Zeliga", którego on w zyciu nie
            > oglądał. Trochę to zawile wyraziłam i za bardzo weszłam w metafory filmowe,
            > ale chyba określiłam to, co chciałam.

            Bardzo dobrze Cię rozumiem, świetnie to określiłaś.Jeśli wiesz,że nie chodzi o
            seksualne podteksty to masz bardzo podobną sytuację jak była u mnie. U mnie
            było podobnie, tylko że chodziło o góry (mąż z kumplami za czasów kawalerskich
            jeżdził na żagle) :)))
            Gdy zaczęliśmy we dwójkę jeżdzić w góry i stwierdził że je woli od jezior,
            tematy stały się wspólne i problem upadł. To może nawet nie to, że musi być
            alfą i omegą, bo uznaje,że o górach i ja i kumpel wiemy więcej, ale nie chciał
            być "na uboczu" (to niedokładnie to co chciałam powiedzieć, ale nie mogę jakoś
            znależć lepszego określenia).Wtedy tego nie rozumiałam i byłam totalnie
            "skołowaciała", bo z jednej strony wiedziałam, że mi wierzy i nie wątpi, a z
            drugiej ...
            Może wypożycz tego Zeliga? ;)))
            Chociaż jeśli mu się nie spodoba to będzie jeszcze gorzej. ;)))
            Pozdrawiam
            Mysza
    • sagan2 Re: Granice wolności w związku 14.05.03, 09:12
      moze rzeczywiscie to jest zupelnie irracjonalne, jak
      napisal Ksiaze?
      ja do tej pory "na swoim terytorium" na cos takiego nie
      trafilam, ale kto wie...

      ja spotykam sie "sam na sam" ze swoim kumplem (ktorego
      moj nie zna dobrze i pewnie by nie bardzo lubil...)

      moj, gdy ja wyjezdzam w delegacje, spotyka sie z nasza
      wspolna przyjaciolka, i oboje rozglaszaja, ze maja
      romans. a poniewaz pracujemy wszyscy w tej samej
      instytucji, w dodatku pelnej wlochow, wiec plotki wracaja
      do mnie blyskawicznie... ;)

      i jakos nigdy nam nie przyszla do glowy zazdrosc czy
      nieprzyjemne uczucia.

      ale kto wie, kiedy i nas irracjinalizm porwie w swoje
      szpony...
    • gwen_verdon Re: Granice wolności w związku 14.05.03, 09:40
      POnieważ, jak świat światem, wstępuje się w związek małżeński,żeby być jedynym
      mężczyzną / kobietą dla tej jedynej kobiety/ tego jedynego mężczyzny. Ja też
      bez zastrzeżeń przyjmuję punkt widzenia Twojego męża :)
    • Gość: EWOK Re: Granice wolności w związku IP: 213.241.18.* 14.05.03, 10:03
      Matkoboska, Gwen, ja się w ogóle nie nadaję na mężatkę. Nie dośc, że zdarza mi
      się wychodzić z domu bez męskiej asysty, rozmawiać z mężczyznami bez
      przyzwoitki to jeszcze po ślubie postrzyżyn nie było i wodzę na pokuszenie
      włosami. Trzeba mnie będzie wywieźć na gnoju, nie ma rady.
      • Gość: an Re: Granice wolności w związku IP: *.chello.pl 14.05.03, 10:20
      • Gość: anE Re: Granice wolności w związku IP: *.chello.pl 14.05.03, 10:31
        ja to jestem chyba podobna do Ciebie, wprawdzie dopiero zareczona (slubu moze w
        ogole nie byc), ale zdecydowani jestesmy, zeby byc razem.

        mozesz jeszcze raz wrocic do tej kwestii mowiac mezowi, ze naprawde NIC oprocz
        kumpelstwa nie laczy Cie z Twoim dobrym kolega i czy woli, zebys spotkala sie z
        nim nie informujac o tym meza (bo po co, skoro sie tak o to wsieka, a nie ma
        tak naprawde o co) czy woli zebys go informowala. mozesz powiedziec, ze gdyby
        Cie laczylo cos z tymi kolegami, to przeciez nie mowilabys o nich, tylko w
        sekrecie bys trzymala swoje "zwiazki".

        ja pamietam, ze On nie byl zadowolony, kiedy gdzies wychodzilam, np. potanczyc
        z kolezankami, bo widzial kiedys, ze jakis goscie gapili sie na mnie, jak w
        najepsze z kolezankami wywijalysmy na parkiecie (uwielbiam tanczyc).. no i po
        pewnym czasie mialam poczucie winy, ze gdzies wychodze.. planujac tego typu
        wyjscia, 2 dn. sie zbieralam, zeby mu to powiedziec (balam sie, ze sie bedzie
        wsiekal), on nie lubi 'takich' miejsc, wiec nie mialam co prosic o jego
        obecnosc.. ogole mowilam mu to w tonie pytajacym. teraz dalam sobie spokoj,
        mowie tylko: 'ide sie bawic tu i tu, wracam o tej i o tej, wysle smsa, ze
        jestem cala i zdrowa'. i tak jest lepiej.

        pozdr.
    • Gość: oko Re: Granice wolności w związku IP: linux:* / 10.220.1.* 14.05.03, 11:36
      Sprobuje wyrazic sie jasno choc ostatnio przychodzi mi to z pewnym trudem.
      Pewnie to niepolitycznie ale potrafie zrozumiec Twojego meza. Ja bym sie
      latwiej pogodzila z jakims przypadkowym jednorazowym skokiem na bok
      (przynajmniej tak mi sie zdaje :) niz z tym zeby moj maz mial taka przyjaciolke
      od serca z ktora sie lepiej w pewnych sprawach rozumie niz ze mna. Jakos
      irracjonalnie bym sie bala ze to sie przeksztalci w cos wiecej.
      • Gość: anE Re: Granice wolności w związku IP: *.chello.pl 14.05.03, 11:47
        ale czy Ty sama nie masz takich przyjaciol (obojetnie K czy M), z ktorymi
        swietnie sie dogadujesz w pewnych tematach?! albo rownie dobrze jak z mezem czy
        chlopakiem? chlopak/maz czy zona/dziewczyna - to nie jest CALY swiat.. to tak
        jak z powietrzem, sam tlen do oddychania by nam zaszkodzil
        • Gość: oko Re: Granice wolności w związku IP: linux:* / 10.220.1.* 14.05.03, 11:57
          Ja nie mówię że to nie jest lekko chore obiektywnie patrząc. Ale tak czuję. Mam
          przyjaciółkę i kilku dobrych kolegów, ale nie spotykam się z nimi sam na sam w
          domu (to znaczy z facetami). Samej z siebie chce mi się śmiać kiedy na to
          spojrzę z boku :) Ale co innego racjonalne myślenie a co innego to co się
          robi ;)
    • matrek Wolność 14.05.03, 11:55
      Prawdziwa wolność istnieje wówczas, gdy robiąc wszystko na co masz ochotę, nie
      musisz niczego ukrywać, a przy tym wszystkim, nie masz żadnych wyrzutów
      sumienia, bo postępujesz zgodnie ze swoim sumieniem i - co więcej - nie raniąc
      nikogo. Jeśli robiąc wszystko na co maz ochotę, możesz spojrzeć zarówno w
      lustro, jak tez w oczy człowieka którego kochasz i dostrzeżesz w nich pełną
      akceptację tego co robisz.

      To jest ideał wolności i nikt nie przekona mnie, ze jest inaczej.
      • Gość: oko Re: Wolność IP: linux:* / 10.220.1.* 14.05.03, 12:01
        czyli utopia :)
        • matrek Utopia ? 14.05.03, 12:13
          Nie koniecznie. Raczej kwestia zgrania się
      • Gość: anE Re: Wolność IP: *.chello.pl 14.05.03, 12:02
        > Jeśli robiąc wszystko na co maz ochotę, możesz spojrzeć zarówno w
        > lustro, jak tez w oczy człowieka którego kochasz i dostrzeżesz w nich pełną
        > akceptację tego co robisz.
        >
        > To jest ideał wolności i nikt nie przekona mnie, ze jest inaczej.

        Twoj ideal wolnosci jest dostosowywaniem sie do drugiego czlowieka, bo 3ba
        robic tak, zeby byc zaakceptowanym.
        • matrek Re: Wolność 14.05.03, 12:12
          Gość portalu: anE napisał(a):

          > > Jeśli robiąc wszystko na co maz ochotę, możesz spojrzeć zarówno w
          > > lustro, jak tez w oczy człowieka którego kochasz i dostrzeżesz w nich pełn
          > ą
          > > akceptację tego co robisz.
          > >
          > > To jest ideał wolności i nikt nie przekona mnie, ze jest inaczej.
          >
          > Twoj ideal wolnosci jest dostosowywaniem sie do drugiego czlowieka, bo 3ba
          > robic tak, zeby byc zaakceptowanym.


          Błędny wniosek. Zauważ, że piszę o czystym sumieniu. Jesli po prostu
          dostosujesz się do drugiego człowieka, nie będziesz miała czystego suminia.
          Brak uczciwości wobec siebie samego, nie pozwala miec czystego sumienia.
          Sumienie, jak wiadomo, może dręczyć z wielu różnych powodów.
          • Gość: EWOK Re: Wolność IP: 213.241.18.* 14.05.03, 12:48
            Ale mnie się wydaje, że stereotypy dotyczące granic wolności w większym
            stopniu ograniczają kobiety niz mężczyzn. Mam jakieś - o właśnie - irracjonalne
            uczucie, że oczekiwania wobec nich są różne. Gdzies się jednak w świadomości -
            w tym w świadomości samych kobiet - kołacze, że żona to część inwentarza,
            wiecie " nie pożądaj żony bliźniego ani żadnej innej rzeczy, która jego jest"
            • Gość: oko Re: Wolność IP: linux:* / 10.220.1.* 14.05.03, 13:01
              Chyba nie... Ja bym czuła hmmm delikatnie mówiąc dyskomfort gdybym wiedziała że
              mój mąż siedzi sobie w domu z przyjaciółką sam na sam. Bo ja uważam że zaufanie
              też powinno mieć zdrowe granice. I nic mnie nie przekona że jest inaczej.
              • matrek Re: Wolność 14.05.03, 13:25
                To dość naturalne. Myślę że większość ludzi, czułaby ów dyskomfort.
              • Gość: EWOK Re: Wolność IP: 213.241.18.* 14.05.03, 13:45
                Ja bym takiego dyskomfortu nie czuła. Może dlatego, że podobnie jak Andrzej
                jestem debeściak? :) Albo po prostu wystarczająco zarozumiała, żeby się nie
                zadręczać zazdrością? Podkreślam jeszcze raz - NIKT i nic nie jest w stanie
                zapobiec zdradzie jeśli ktoś chce zdradzić. Nie rozumiem po co zajmować się
                czymś na co i tak nie mam wpływu.
    • Gość: Andrzej Re: Granice wolności w związku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 13:02
      I znowu mi wychodzi ze ja jakis dziwny jestem. Moja zona ma tez takiego kolege
      z dziecinstwa, i jak on czasem przychodzi ja wymyslam jakis powod i robie
      szybka ewakuacje. Potem dzwonie czy juz poszedl i dopiero przychodze. To jest
      cholerny nudziarz i ja go najnormalniej w swiecie nie trawie. Czasem sie
      zastanawiam i wychodzi mi na to , ze jakbym mial go sluchac przez 2 godziny to
      wole wyjsc i niech robia co chcą:))
      • julla Andrzeju 14.05.03, 13:16
        ...a gdyby to nie był nudziarz, tylko czułbyś np., że on jest lepszy od Ciebie,
        czy tez byś się tak sprawnie ewakuował?
        Mnie się wydaje, że całkowita wolnośc nie jest możliwa w związku, zawsze trzeba
        się liczyć z emocjami partnera, które niekoniecznie są racjonalne.
        Oczywiście bez przesady polegającej na rezygnacji ze wszelkich kontaktów z
        płcią przeciwną, ale jeśli partner nakreśla ci granice, za która rozpoczyna się
        jego "ból" to trzeba to uszanować i przynajmniej przedyskutować.
        >ja jestem straszny zazdrośnik i często staczam boje sama ze sobą, żeby nie
        zadręczać męża<
        • Gość: Andrzej Re: Andrzeju IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 13:21
          Julio alez oczywiscie ze masz racje. Pewnie ze w zwiazku sa granice wolnosci,
          nie zamierzam tego negowac. Nie lubie tylko bezpodstawnej zazdrosci, bo ona
          moze doprowadzic do obledu. Najwazniejsza jest empatia, nie stawiam zony w
          sytuacji w ktorej sam nie chcialbym sie znalezc. A lepszych ode mnie nie ma, bo
          ja jestem debesciak:)))
          • julla Re: Andrzeju 14.05.03, 13:30
            Że jesteś debeściak, to my już wszyscy wiemy...:))
            Tylko zazdrośc to takie paskudne uczucie, które przyłazi czasem nie wiadomo
            skąd i dusi jak zmora. Nie można sobie pozwolić, oczywiście, żeby jakiś
            zazdrośnik odizolował nas od świata, ale jeśli mąż prosi, żebym z kolegą
            jeszcze z piaskownicy nie jechała na biwak w lesie, to ja dla niego to robię,
            żeby go ta zmora nie dusiła:)
            Bo dobra kobieta jestem....
            • Gość: Andrzej Re: Andrzeju IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 13:55
              Byl ostatnio watek o tym jak panienka pojechala z kolega na wycieczke, mozesz
              tam znalezc moja opinie. Nie wyobrazam sobie aby zona mnie prosila o
              niejechanie z kolezanka na biwak, bo ja bym z kolezanka na biwak nie pojechal.
              Tak samo jakbym nie wyrazil zgody na jej wyjazd z kolega. Jasne ze zazdrosc
              dopada kazdego, mnie oczywiscie tez. Mowie tylko zeby nie wietrzyc zdrady w
              kazdym spoznieniu sie do domu. Wiesz...mam czasem takie wrazenie, ze
              szczegolnie zazdrosni sa ludzie majacy niska samoocene. Mam kolege w ktorego
              domu dzieje sie pieklo bo ona podejrzewa go non stop o rzeczy ktorych nigdy nie
              zrobil. On jest strzepkiem nerwow. Wiesz co mu poradzilem..zeby ja w koncu
              zdradzil, to latwiej mu bedzie tego sluchac. Inaczej on zwariuje w koncu, albo
              kopnie ja w dupe.
              • julla Re: Andrzeju 14.05.03, 14:04
                Masz rację, zazdrość potrafi totalnie obrzydzić wspólne życie.
                Do niskiej samooceny paranoicznych zazdrośników dorzuciłabym skłonność samemu
                do zdradzania. Przekonałam się o tym jako młoda "dzierlatka", gdy miałam
                straszliwie zazdrosnego chłopaka, który, co się okazało gdy zerwaliśmy ze sobą,
                notorycznie mnie zdradzał!!
                Tak też to czasem bywa zwykła projekcja...
                • Gość: Andrzej Re: Andrzeju IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 14:09
                  No i jak zwykle zesmy sie dogadali:))
      • matrek I słusznie 14.05.03, 13:26
        Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal :))
        • ja_nek Re: I słusznie 14.05.03, 14:59
          Ja myślę, ze pewien margines wolności i zaufanie jest niezbędne. Nie wyobrażam
          sobie, ze mówię partnerce, "nie idź na spotkanie z przyjacielem, bo ..."

          Ona może przeciez kogoś poznać na ulicy w pracy, na przystanku, gdziekolwiek.
          Przyjaciel może stać się kimś więcej, ale... zwykle to się dzieje, gdy partner
          przestaje być tym, kim był dla swej partnerki. Oczywiście trzeba się przyglądać
          bacznie, czy to nie dzieje się dziwnie często, trzeba wyłapywać róznice w
          zachowaniu. Ale tak jak zawsze.

          Szczypta zaś niepewności, to także sposób na chronienie "swego", związku i nie
          zaniedbywanie go. Świadomość, że coś tak ważnego można stracić, skutecznie
          chroni przed zaniedbywaniem związku.

          Pozdrawiam
          janek
          • matrek Re: I słusznie 14.05.03, 15:02
            Nie wiem czy skutecznie, patrząc na ilość rozstań, czy rozwodów.
            • Gość: EWOK Re: I słusznie IP: 213.241.18.* 14.05.03, 15:11
              Myślę, że ilośc rozstań i rozwodów nalezy raczej powiązać z tym, że kobiety się
              zmieniają, a mężczyźni nie (generalizując). Że kobiety pragną mieć partnera, a
              mężczyźni całodobową obsługę jak w dobrym hotelu. Przy takiej różnicy oczekiwań
              to ja się nie dziwię, że rozstań jest dużo. Ale jestem dobrej myśli, kompromis
              nawet w makroskali uważam za możliwy.
              • Gość: Andrzej Re: I słusznie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 15:16
                No niby tak ,kobiety sie zmieniaja a my nie, kobiety sie starzeja a my nie:))
                Ale to jeszcze nie powod aby je od razu zmieniac:))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka