Dodaj do ulubionych

Kocham męża ale go zdradzam

20.04.07, 13:17
Mam 28 lat, od 5 lat jestem szczęśliwą mężatką, mamy z mężem dwójkę dzieci i
bardzo kocham mojego męża. Moje życie było spokojne, szczęśliwe i
ustabilizowane. Jeszcze do niedawna nawet do glowy by mi nie przyszło, że
mogłabym go zdradzić a jednak stało się. Poznałam w pracy czarującego
mężczyznę i po niespełna dwóch tygodniach znajomości wylądowalismy razem w
łóżku. Nie wiem dlaczego to zrobiłam bo naprawde kocham swojego męża ale ten
mężczyzna ma w sobie takie coś czemu nie mogłam sie oprzeć. Nie kocham go,
nie łączę z nim żadnych planów na przyszlośc, łączy nas tylko cudowny seks.
Chciałabym juz to wszystko zakończyc ale nie potrafię. Wiem, że ranie w ten
sposób męża i gdyby sie dowiedzial całe moje dotychczasowe zycie ległoby w
gruzach. Mimo to nie mogę przestać. To jest silniejsze ode mnie. Kiedy z nim
jestem czuje takie dzikie wręcz zwierzęce pożadanie, taka ekscytcję,
adrenalinę nie wiem jak mam to opisać. Z kolei mój mąz daje mi ciepło, miłośc
i poczucie bezpieczeństwa. Tylko nie myślcie, że to wszystko przez to, że z
mężem w łózku nam sie nie układa. On jest naprawde świetnym kochankiem i nie
mogę na niego narzekać ale z tym drugim to jest po prostu coś tak
ekscytującego czego dotychczas jeszcze nie przeżyłam. Nie wiem dlaczego o tym
piszę chyba chciałam sie wygadać bo źle sie z tym czuję i wiem, że bardzo
krzywdze najbliższą mi osobę. Prosze tylko nie oceniajcie mnie zbyt surowo bo
nie wiecie co życie wam przyniesie.
Obserwuj wątek
    • iberia.pl Re: Kocham męża ale go zdradzam??? 20.04.07, 13:25
      sama sobie przeczysz, nie myl milosci z obowiazkiem lub przyzwyczajeniem....

      jaki jest cel tego watku?Chcesz sie:
      *wyzalic ?
      *usprawiedliwic ?
      *pochwalic ?

      Zalowac cie nikt nie bedzie.

      Wlasciwie to mam nadzieje, ze twoj maz jest tak samo "lojanlny" wobec ciebie
      jak ty wobec niego....Zenada, pierwszy lepszy ci sie spodobal i wzorowa mezatka
      i super mama hop do lozka....bo nie umiala powstrzymac buzujacyh hormonow.
      Wstydz sie.
      • igothigh Re: Kocham męża ale go zdradzam??? 20.04.07, 20:52
        Czego oczy nie wiedzą tego sercu nie żal, więc nigdy nie przyznaj się swojemu
        mężowi.

        Więc szalej monik a zobaczysz że kochanek Ci się znudzi, miłość zwycięży i
        "wrócisz" do męża ze zdwojoną siłą.
        • sul_ziemi Re: Kocham męża ale go zdradzam??? 21.04.07, 01:08
          Bekniesz za to "ruro", takie rzeczy, wcześniej lub później, się "wydają".
          Zdobądź się na odrobinę rozsądku, bo niektórych spraw nie da się już później
          posklejać. Pomimo maksimum dobrej woli z obu stron, ślady pozostają i skutkują
          negatywnie do końca.
          • parazyd Nie szukaj zrozumienia na forum 21.04.07, 11:24
            Twoim błędem moniko_78 jest to, że odsłaniasz się przed motłochem i jeszcze
            prosisz go o radę i ocenę. Nie licz na to. Czy nie masz jakiegoś prawdziwego
            przyjaciela/przyjaciółki żeby się wygadać?
            P.S. Takich przypadków jak twój jest więcej i na pewno nie zasługujesz na
            ostarcyzm tylko dlatego, że znalazłaś trochę szczęścia, którego pospólstwo ci
            zazdrości (i rzekomo lepiej wie od ciebie, czy kochasz męża czy nie :))) Co nie
            znaczy że sprawa jest prosta i jednoznaczna...
            • slon2002 kup sobie dziecko wibrator, bedzie Ci jeszcze cudo 22.04.07, 15:36
              cudowniej
              • slon2002 dziebeł meiszka w pochwie, ot co. 22.04.07, 15:38
                • nick3 Podpisuję cyrograf!:) 22.04.07, 21:04
                  • smieciowekonto Jeśli naprawde kochasz męża... 23.04.07, 15:39
                    ... to go zostaw, tak bedzie lepiej i uczciwiej. Teraz go krzywdzisz i oszukujesz.
                    Przy okazji dołujesz siebie. Leć za swoją chucią, a męza zostaw w spokoju.
                    Po co Ci? Dla wygody i spokoju emocjonalnego? Kasy?
                    Albo rybki albo akwarium.
                    • nick3 Re: Kocham go 'nienaprawdę'!:) 23.04.07, 15:51


                      "Chuć"?:) Chódź, chódź...! :)))
                      • xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx [...] 23.04.07, 16:31
                        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • hondini Re: Nie szukaj zrozumienia na forum 22.04.07, 23:45
              parazyd napisał:

              > Twoim błędem moniko_78 jest to, że odsłaniasz się przed motłochem i jeszcze
              > prosisz go o radę i ocenę. Nie licz na to. Czy nie masz jakiegoś prawdziwego
              > przyjaciela/przyjaciółki żeby się wygadać?
              > P.S. Takich przypadków jak twój jest więcej i na pewno nie zasługujesz na
              > ostarcyzm tylko dlatego, że znalazłaś trochę szczęścia, którego pospólstwo ci
              > zazdrości (i rzekomo lepiej wie od ciebie, czy kochasz męża czy nie :))) Co
              nie
              > znaczy że sprawa jest prosta i jednoznaczna...

              "kolego/koleżanko" takie inwektywy to kieruj pod inny adres,
              skoro piszesz o szczęściu, to chyba mylą ci się pojęcia, a jeśli nie to z
              całego serca życzę ci by twoja druga połowa podzieliła się i z tobą któregos
              dnia takim szczęściem, byc moze zweryfikujesz odrobinę swoje "niemotłochowe i
              niepospolite" poglądy
              • anvill Re: Nie szukaj zrozumienia na forum 23.04.07, 09:11
                Nie można Niemotłochem nazwać ludzi którzy obrzucają błotem osobe która chce
                sie podzielić swoim problemem - tylko dla niektórych (jak widać po komentarzach
                jest ich wielu) życie jest jednowymiarowe, albo białe albo czarne - niestety
                tak nie jest i jesteśmy codziennie przez nie zaskakiwani (oczywiście tylko ci
                którzy żyją a nie udają życie).
                Moniko rozumiem doskonale Tweoje połozenie bo kiedyś znalazłem się w bardzo
                podobnej sytuacji - kiochałem moją żonę na zabuj a mimo wszystko istniała osoba
                która w jakiś niepojęty sposób fascynowała. Cała sprawa dobrze się skończyła.
                Miłość zwycięzyła - choć nie było łatwo - mimo wszystko wciąż trzymam miejsce w
                moim sercy dla tej drugiej. Dobra rada - jeśli Twój mąż się dowie o całej
                sprawie może być naprawede trudno pozbierać to wszystko do kupy więc zastanów
                się nad skończeniem tej znajomości a póki co nawet gdyby się wydało - wypieraj
                się jak żaba błota - w takich sytuacjach niestety trzeba sobie darować
                szczerość...
              • wielorak Re: Nie szukaj zrozumienia na forum 02.05.07, 01:21

                popieram i podzielam zdanie
            • wlodek111 masz calkowita racje 23.04.07, 03:51
              Jedyne co Ci moge doradzic to aby postarala sie zachowac jak najwieksza
              dyskrecje....
              nalezy pamietac - lepiej zalowac i pokutowac za grzechy popelnione niz za to, ze
              sie nie zgrzeszylo...
              kiedys bedzie miala lat 40, potem 50, a kiedys nawet i 70 lub 80 - i wierz
              mi, ze wlasne wspomnienia to jest to czego mi nikt nie odbierze....
              i nie ma co sie bawic w zadna psychoanalize i nie sluchac moralizatorow - im
              normalnie zal, ze zycie Monice sie uklada tak a nie jak im....grzeszyc chcialoby
              wielu, ale gdy nie maja szans (np sa na bezludnej wyspie) to wtedy budza sie w
              nich zasady moralne....smieszne
              Romans w pracy, romans z sasiadka - TO JEST TO!!!!! I nie zawsze to musi by
              dopelnione seksem....
              • sanna.i Re: masz calkowita racje 23.04.07, 11:31
                Ta,ta..Będzie miała 70,80 lat i przyklei się do konfesjonału,bo śmierć w oczy
                zagląda...W dodatku będzie samotna bo się pan mąż dowie i ją w tyłek kopnie,a i
                kochanek-jak się okaże- na dłuższą metę nie będzie zainteresowany.
                • mis22 Tylko dzień dzisiejszy się liczy i przyszłość 23.04.07, 12:32
                  wlodek111 napisał:
                  > kiedys bedzie miala lat 40, potem 50, a kiedys nawet i 70 lub 80 - i wierz
                  > mi, ze wlasne wspomnienia to jest to czego mi nikt nie odbierze....

                  To nieprawda! Mam 60 lat. Najważniejszy jest dla mnie dzień dzisiejszy oraz
                  przyszłość. Czas przeszły to historia, która znika w niepamięci.

                  Dobrze jest mieć na starość drugiego człowieka, któremu można ufać, na którym
                  można polegać. Ludzie samotni są często zgorzkniali i smutni. Dobrze jest o tym
                  pamiętać, że na zaufanie innych ludzie pracuje się latami, a stracić je można
                  przez jedną zdradę.
              • wielorak Re: masz calkowita racje 02.05.07, 01:30

                Widzę, że facet nie jesteś reformowalny, a zdrada to Twoje drugie imię. Jesteś
                głęboko w błędzie, że ci którzy nie zdradzają chcieliby to robić. Ja mam uroczą
                dziewczynę i od roku jesteśmy razem. Osobiście zawsze miałem powodzenie u
                kobiet, z którego korzystałem (oczywiście z rozsądkiem i bez przesady)jak nie
                byłem w związku. Teraz zauważam zainteresowanie moją osobą ze strony kobiet, ale
                zupełnie mnie to nie interesuje. Osobiście jestem doskonałym kontrargumentem dla
                Twojej lipnej teorii. A tacy jak Ty nie mają poważania u takich ludzi jak np.
                moja dziewczyna. Napiszę jeszcze tyle - współczuje każdej lojalnej kobiecie
                która jest lub będzie z Tobą.
            • janusz36 Re: Nie szukaj zrozumienia na forum 23.04.07, 15:52
              ten motłoch o którym ty piszesz ma moralność, albo przynajmniej do niej
              aspiruje; kiedy się coś nie udaje to przyznaje, że robi źle; bo nie liczy się
              to czy ktoś się dowiedział i "złapał mnie za rękę", tylko być w zgodzie z
              zasadami bez względu na to czy mnie ktoś widzi (dla siebie samego, dla honoru);
              nie zabiję i ukradnę nawet, nie zdradzę i nie zrobie paru innych podłości,
              nawet jesli będę miał pewność, że nikt mnie nie nakryje;
              ty jesteś motłochem, bo wartości mają dla Ciebie znaczenie póki czujesz bicz
              nad łbem, sam/a nie chciałbyms byc krzywdzony, bo nikt nie chce, ale
              zapewnijcie mi, że nikt się nie dowie, że mnie nie ukarzą... juz mie nie
              obchodzą mnie inni - jesteś zerem,
              • margotje Re: Nie szukaj zrozumienia na forum 23.04.07, 23:33
                janusz36 napisał:

                >juz mie nie
                > obchodzą mnie inni - jesteś zerem,

                To ty jesteś zerem i w dodatku dewociarskim moherem!
                • camillie Re: Nie szukaj zrozumienia na forum 25.04.07, 23:09
                  brawo margo :)
            • wielorak Re: Nie szukaj zrozumienia na forum 02.05.07, 01:18
              No prosze. Oby mniej takich ludzi jak Ty. Widzę, że pochwalasz zdradę. Zapewne
              jesteś z tej samej gliny co założycielka tego wątku. Nie życzę Ci jednak by
              Twoja połówka Cię zdradzała i nikomu tego nie życzę. A Pani która zdradziła męża
              powinna się zastanowić jakby się czuła gdyby mąż ją zdradzał. Wydaje mi się, że
              prędzej czy później los się jej odwdzięczy.
          • chaves [...] 21.04.07, 11:40
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • nick3 Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 21.04.07, 16:06
              A ludzie "zdradzają" i cierpią z powodu "zdrady", bo im ten mit wpojono.


              Także z powodu obowiązującego mitycznego wzorca, miłość odbiegająca od wzorca
              jest zniesławiona, nie jest w stanie patrzeć na siebie z szacunkiem i widzi w
              sobie tylko "bzykanie".

              Szybko też się degeneruje z nieufności i narzuconej przez wychowanie pogardy.

              Może nieprawda!?
              • abhaod [...] 21.04.07, 18:02
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • nick3 Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 21.04.07, 19:00
                  Czyżby naprawdę chodziło o AIDS?:)

                  (W XIX wieku tę funkcję w mowie moralistycznej pełnił syfilis.)
                  • abhaod Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 21.04.07, 20:14

                    poczekajmy , gdy bedzie uleczalny, poki co nie mieszam etyki z moralnoscia, w
                    tantrycznych grupach obowiazuja zaswiadczenia z miesieczna waznoscia :)))
                    • nick3 Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 21.04.07, 21:25
                      Nie mam na myśli seksu zbiorowego (choć wierzę, że i to może być dla kogoś
                      bardzo pozytywne doświadczenie).

                      Mam na myśli tylko tyle, że miłość nie musi zawłaszczać człowieka.

                      Że są w niej różne perypetie.

                      I że mniej zazdrosnego lęku i moralizmu w naszej obyczajowości, a więcej
                      empatii odmieniłoby życie uczuciowe w naszym społeczeństwie na rajskie:) w
                      porównaniu z tym co jest teraz.
                      • abhaod Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 21.04.07, 21:50

                        jestem za , a nawet przeciw :) co prawda masz troche spaczone pojecie na temat
                        tantry (to nauka stosowania seksu do uzyskania oswiecenia, i niekoniecznie
                        grupowo):)a empatia zaklada milosc, jako pomost do drugiego czlowieka, a po
                        naszemu-czy mozesz zobaczyc siebie moimi oczami? pozdrawiam
                      • xtrin Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 22.04.07, 10:47
                        nick3 napisał:
                        > I że mniej zazdrosnego lęku i moralizmu w naszej obyczajowości, a więcej
                        > empatii odmieniłoby życie uczuciowe w naszym społeczeństwie na rajskie:)

                        A gdzie empatia dla zdradzanego małżonka, co?
                        • nick3 Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 22.04.07, 10:54
                          Jest.

                          Ale czy życie uczuciowe powinno iść pod dyktando unikania bólu (choćby cudzego)?
                          • xtrin Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 22.04.07, 11:09
                            nick3 napisał:
                            > Jest.

                            Nie widać jej za grosz.

                            > Ale czy życie uczuciowe powinno iść pod dyktando
                            > unikania bólu (choćby cudzego)?

                            Tak! Jeżeli chce się być dobrym i uczciwym człowiekiem to pierwsze "przykazanie"
                            jakiemu powinno się podporządkować to "nie krzywdź".
                            • nick3 krzywda 22.04.07, 11:23
                              xtrin napisała:
                              > > Ale czy życie uczuciowe powinno iść pod dyktando
                              > > unikania bólu (choćby cudzego)?
                              >
                              > Tak! Jeżeli chce się być dobrym i uczciwym człowiekiem to
                              pierwsze "przykazanie
                              > "
                              > jakiemu powinno się podporządkować to "nie krzywdź".


                              Mylisz się!

                              Istnieje większe nieszczęście od bólu.

                              Jest nim zmarnowana możliwość.


                              Natomiast co do empatii (także dla cierpiącego z powodu zazdrości lub zdrady)
                              sądzę, że więcej jej widać w moich postach niż w tych piszących o "szmatach".

                              Po prostu ból wpisany jest w życie pełną piersią.

                              Ale tylko tak warto żyć.
                              • xtrin Re: krzywda 22.04.07, 11:54
                                nick3 napisał:
                                > Istnieje większe nieszczęście od bólu.
                                > Jest nim zmarnowana możliwość.

                                I znowu patrzysz na to jednostronnie.
                                A co ze zmarnowanymi możliwościami męża? On miał możliwość utworzenia
                                szczęśliwego małżeństwa i jemu tą możliwość zniszczono, bez jego zgody. Ba, bez
                                jego wiedzy. Gdy się już dowie może będzie już zbyt późno, by tworzyć sobie
                                kolejne możliwości.

                                > Natomiast co do empatii (także dla cierpiącego z powodu zazdrości lub zdrady)
                                > sądzę, że więcej jej widać w moich postach niż w tych piszących o "szmatach".

                                Ta pani sama podjęła decyzję, ma wolną wolę. Może sobie być nieuczciwa, może
                                sobie być złym człowiekiem. Jej wybór. Ale w ten wybór wpisane jest także to, że
                                niektórzy ją odpowiednio do jej działań ocenią.
                                Jej mąż natomiast wyboru został pozbawiony. Nie dziw się więc, że większość
                                jakoś bardziej poczuwa się do współczucia jemu, a nie jego myślącej cipką małżonce.
                                • nick3 Re: krzywda 22.04.07, 12:19
                                  >On miał możliwość utworzenia
                                  >szczęśliwego małżeństwa

                                  Miał?

                                  Utracił?
                                  • xtrin Re: krzywda 22.04.07, 12:39
                                    nick3 napisał:
                                    > Miał?

                                    Niewątpliwie tak mu się wydawało.

                                    > Utracił?

                                    Ależ skąd, ma wspaniałe, szczęśliwe małżeństwo, w którym żoneczka nie potrafi
                                    utrzymać nóżek razem, za to nie ma dla niego krzty szacunku. No tylko pozazdrościć.
                                    • radzio74 Re: krzywda 23.04.07, 16:43
                                      A skad wy wszyscy moralizatorzy broniacy "nieszczesnego" meza wiece, ze jest on
                                      nieszczesliwy i sie zalamie jak sie dowie? A moze jemu to "lata" i ciesz sie z
                                      tego co ma, bo jego zona jest cudowna i na dodatek otwarta w lozku na to o czym
                                      wiekszosc z was nawet sie wstydzi pomyslec, a co dopiero to ogladac czy
                                      sprobowac. Wasze "wypaczone, moralnie poprawne poglady" moga sie miec nijak do
                                      jej meza i jego podejcia do zycia. Dlatego tez niech kazdy sobie zyje jak chce
                                      i ponosi za to konsekwencje. Zgadzam sie z nick3 i innymi, ze dopuki wszystko
                                      jest ok to niech robi co jej sie zewnie podoba - np zaproponuje obu panom
                                      wspoly sex to dopiero moze byc niezle. Slyszeliscie kiedys o takich ktorym to
                                      nie przeszkadza, ze ich zona czy maz uprawiaja sex z innymi dla przyjemnosci
                                      pod warunkiem, ze w pozostalych sferach zycia sa lojalni. Powodem moze byc
                                      niedopasowanie czy rozne potrzeby - a razem sie kochaja i chca z soba zyc.
                                      • michles Re: krzywda 25.04.07, 17:23
                                        jacy wszyscy sa pierwsi do osadzania. serdecznie wspolczuje waszym partnerom /
                                        partnerkom. a komus przyszlo do glowy zapytac dziewczyne, dlaczego zdradza? ona
                                        napisala, ze kocha meza. i pewnie tak jest, ale gdyby od meza dostawala to,
                                        czego potrzebuje, to by go nie zdradzala, bo po co. proste. a wy juz dziewczyne,
                                        ktora po prostu chciala sie gdzies wyzalic, na stosie byscie spalili. pie..ne
                                        moherowe berety.
                      • mufinka33 Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 23.04.07, 09:37
                        to wypowiedź czysto teoretyczna? bo jeśli nie wiesz jak boli zdrada, to
                        niewiele warte te mądrości
                        • nick3 Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 23.04.07, 12:21
                          Wiem, że boli.

                          Mówię tylko, że sama sytuacja "zdrady" wynika z naszego wychowania i z naszej
                          mitologii miłości (co nie znaczy, że "nie wierzę w miłość":)

                          Twierdzę, że skłonność do "zdrady" nie musi wynikać z braku miłości.
                          (Ani "wierność" z miłości - co pewnie czytelnikom łatwiej zauważyć:)

                          Oczywiście, że sama "zdrada" przy obecnej mentalności jest fatalną sprawą.

                          Ale to właśnie wy, wielce zasadniczy forumowicze, tę mentalność - nieadekwatną
                          do uczuć realnych ludzi - podtrzymujecie.

                          Mogłoby być więcej szczęścia w życiu (a przynajmniej znacznie mniej
                          cierpienia), gdybyśmy nie wpajali od dziecka, że inna miłość jest "zdradą" tej
                          pierwszej.
                          • slawek73 Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 23.04.07, 12:27
                            wiesz co nick? przestań za przeproszeniem pitolić. takie toeryjki ładuj ew. w
                            skrypty dla studenciaków. Ekipa poczyta, wykuje wyartykułuje na jakimś
                            zaliczeniu i zapomni. I tak bedzie najlepiej.
                            • nick3 Zazdrość - wymuszona przez wychowanie! 23.04.07, 12:43
                              No i co? Też mam zacząć obrażać? Nie lubię.

                              Wielki "realisto", przyjmij do wiadomości (ty i podobni), że uważam was za
                              ludzi o ograniczonej wyobraźni.

                              Ludzie nie zawsze są zazdrośni. Często są bo wypada!

                              Zobaczcie ile rodzajów presji jest na tym forum na mnie wywieranych, żebym nie
                              odkrywał braku zazdrości (choćby częściowego).

                              A to, że nie jestem "prawdziwym mężczyzną", a to, że nie "kocham prawdziwie"!
                              (W średniowieczu robiono mężom tolerującym zdradę - "kocią muzykę" pod oknami!
                              To z wieków takiej presji bierze się "naturalna" rzekomo zazdrość!)


                              Kto przyjmie i uwewnętrzni taką presję ze strony ludzkiej mentalności, ten
                              rzeczywiście będzie się później czuł nieszczęśliwy, gdy będzie "zdradzony".

                              Ale czy jego krzywdzicielem jest ta nieszczęsna kobieta, czy może raczej WY!
                              • radzio74 Re: Zazdrość - wymuszona przez wychowanie! 23.04.07, 17:26
                                Calkowicie sie z Toba zgadzam. Dlaczego w spoleczenstwach gdzie poligamia jest
                                normalna forma rodziny nie ma takich problemow? dlaczego wszelkie komuny i inne
                                sposoby myslenia o rodzinie i milosci sa tak zaciekle potepiane i zwalczane
                                jako sekty? Dlatego, ze wiekszosc z forumowiczow boi sie, iz oni nie "zalapali"
                                by sie w takim swiecie na zadna "milosc czy rodzine" bo soba nie przedstawiaja
                                takich wartosci jakie sa porzadane. Wola wierzyc, ze ten stereotyp gdzie 90%
                                rodzin jest nieszczesliwych - nie tylko z powodu tzw zdrady ale z wielu innych
                                spowodowanych badz wymuszanych przez tzw "normy". Normalnie myslacy ludzie, tzn
                                tacy ktorzy szukaja zlotego srodka zawsze potepiali bialo-czarne podejscie do
                                zycia bo ona ma sie do niego nijak. ZYCIE NIE JEST BIALO-CZARNE TYLKO KOLOROWE
                                i to co jednym wydaje sie zlym, drugim moze sie wydawac calkowicie akceptowalne
                                czy wrecz porzadane
                          • owocoskala Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 23.04.07, 12:47
                            > Mówię tylko, że sama sytuacja "zdrady" wynika z naszego wychowania i z naszej
                            > mitologii miłości (co nie znaczy, że "nie wierzę w miłość":)
                            Wybacz ale twoje teorie nie mają pokrycia w rzeczywistości. Monogamia to też
                            biologicznie zaprogramowana zwierzęca potrzeba związana z koniecznością
                            wychowania dzieci, które u człowieka bardzo długo się rozwijają. Z drugiej
                            stronb zdradzający mężczyźni osiągali większy sukces rozrodczy i stąd ta cecha
                            tez utrwaliła się w społeczeństwie. Zdrada jest bardzo zła jeśli związek
                            funkcjomuje oficjalnie na zasadzie wierności. jeśli małżonkom to akurat nie
                            przeszkadza - ok. Pożądanie to instynkt "zwierzęcy". W przypadku małżeństwa i
                            zdrady taki sam jak chęć zrobienia krzywdy komuś kto nas zdenerwował. Niektóre
                            ptaki niby monogamiczne tez zdradzają :). Ulegnięcie mu to porażka taka sama
                            jak zaczajenie się na sąsiada z kijem bejsbolowym. Człowiekiem kierują
                            instynkty niższe i wyższe pragnienia, umiejscowione i zawiadowane w rónych
                            częściach mózgu. Uleganie tym niższym nie zawsze jest możliwe i słuszne, choc
                            ogólnie bardzo przyjemne :). Nie chodzi o wpajanie dziecku - to tysiące lat
                            ewolucji, coś co w nas tkwi :) Z tym żałowaniem u kobiet to jest tak że te
                            podrywające mężatych i zdradzające stają sie często z wiekiem okropnymi
                            dewotkami - dla których wszystko to zgnilizna moralna.
                            • nick3 Rodzinność i miłość (erotyczna) - to dwie rzeczy! 23.04.07, 13:06
                              To są dwie różne tonacje uczuciowe (bardzo inne).

                              Połączenie ich jest wręcz chyba niemożliwe (do tej pory obowiązuje następujący
                              wzór: miłość erotyczna ma młodych ludzi "skusić" i doprowadzić do rodziny, a
                              następnie ograniczona rygorem instytucji cicho ustapić miejsca rodzinnym
                              uczuciom przywiązania i odpowiedzialności.
                              Może nawet nie mówi się tego na głos, ale taka jest naturalna konsekwencja
                              emocjonalna obowiazującego schematu ewolucji związku.

                              Myślę, że miłość erotyczna jest sprawą niezależną od rodzinności (i na odwrót)
                              i obie mogą istnieć zupełnie nie popadając ze sobą w kolizję!

                              To tylko kwestia nowych obyczajów bardziej uwzględniających emocjonalne
                              potrzeby człowieka

                              (a nie tylko demograficzne potrzeby społeczeństwa i ekonomiczne potrzeby
                              członków rodziny - co było na pierwszym planie w czasach, kiedy społeczeństwa
                              były biedniejsze.
                              Ale ostatnio życie się na świecie ekonomicznie bardzo poprawiło.

                              I dotychczasowa obyczajowość ze swoją "własnościową"
                              emocjonalnością "wierności" i "zdrady" - jest już nieadekwatna.

                              Nie kultywujmy tego, co kaleczy.)
                              • arachnofobia Re: Rodzinność i miłość (erotyczna) - to dwie... 23.04.07, 18:23
                                nick3 generalnie rzecz biorąc masz rację, ale ci, którym się nie udaje osiągnąć
                                szczęścia na pewnym etapie postanawiają uniemożliwić osiągnięcie go innym (no
                                oczywiście nie wszyscy), a z tego m.in. biorą się "zasady moralne"; bo gdyby
                                naprawdę "niebo gwiaździste nad nami a prawo moralne w nas" to nikogo nie
                                pociągałyby bardziej instynkty tzw. zwierzęce niż morały :) To instynkt w nas
                                pozostaje, a nie "moralność"... Bo moralność na dobrą sprawę dla każdego jest inna
                            • aneczkag Re: jeszcze o micie 24.04.07, 00:45
                              Idac dalej tym tropem: oczywiste z punktu widzenia ewolucyjnego czy
                              genetycznego jest to ze mezczyzna zdradza (sukces rozrodczy!) a kobieta ma byc
                              wierna, zeby mezczyzna nie wychowywal kukulczego jaja, tylko swoje pisklaki.
                              Poniewaz nie lubimy czytej biologii dospiewalismy sobie romantyczne zwiazki w
                              ktorych kobiety sa wierne.

                              Mezczyzn sie jakos tak spoleczenstwo nie czepia ;) a i zony chetniej wybaczaja
                              i udaja ze nie wiedza o skokach na boki meza.
                    • d.szakal1 Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 22.04.07, 21:26
                      abhaod Ty to chyba jesteś lekarzem,dziewczyna jest na rozdrożu a Ty jej piszesz
                      o chorobach. Skoro jesteś taki dobry to może napisz jej co Ty byś zrobił w
                      takiej sytuacji,tylko pamiętaj pisząc to Ciebie ta sprawa i łatwiej ją zniszczyć
                      słownie. Owszem zgadzam się z tym,że tak być nie powinno ale czy z tego powodu
                      ją "kamieniować".
              • rzabba Re: Miłość nie jest wyłączna. Mit kłamie. 23.04.07, 10:47
                a prawo? to nie mit? kradziez, mord to zbrodnia. zdrada to kradziez i mord razem
                wziete.
            • rzabba zbrodnia i kara 23.04.07, 10:22
              zazdroszcze ci i jest mi cie szkoda. bardziej szkoda.
          • anka542 Re: Kocham męża ale go zdradzam??? 21.04.07, 13:07
            >pomyśl jak będziesię czuł twój mąż jeśli się o tym dowie!ja jestem po drugiej
            stronie takiej tego, czyli żoną zdradzoną która przypadkiem się dowidziała o
            romansie męża ,nawet nie wiesz jak bardzo to boli!!!!!!!!!!!!
            • nick3 "Prawo własności" zastępuje ludziom bliskość. 21.04.07, 15:34
              Chcą przykuć drugiego do siebie zobowiązaniami.

              Dlatego później tak boli "zdrada".

              Myślę, że ludzie serdecznie sobie bliscy, nie potrzebują od drugiego
              żadnej "wierności".

              "Zdrada" jest tam, gdzie brak pewności co do drugiego człowieka był zamaskowany
              instytucjonalno-obyczajową protezą (to się nazywa: "małżeństwo":)

              W "zdradzie" boli uzależnienie (co ja ze sobą zrobię bez niego/niej!), a nie
              bliskość (miłość).
              • anjew Buahahaha... Byles z kims kiedys blisko w ogole?? 21.04.07, 21:13
                Chlopie, czytam Twoje brednie i mam wrazenie, ze masz ok 12 lat. Trafilem?
                Jestes pseudointelektualnym szczylem. :-))
                • nick3 Byłem. Ty natomiast nie sprawiasz takiego wrażenia 21.04.07, 21:20
                  Niby co w moich postach uprawnia cię do takich podejrzeń, wyrażonych w dodatku
                  w bardzo prostacki sposób?
                  • cyberrafi Re: Byłem. Ty natomiast nie sprawiasz takiego wra 21.04.07, 22:30
                    To jest pogląd typowy dla bardzo prostych ludzi. Oni uważają, że praktycznie
                    natychmiast po uzyskaniu dorosłości "trzeba się ustabilizować".
                    Kolejna sprawa to bardzo zawężone możliwości intelektualne takiego człowieka.
                    Możliwość przyjęcia do wiadomości, że u innych ludzi mogą istnieć zupełnie
                    odmienne poglądy niż przyjęte w jego bezpośrednim otoczeniu zupełnie go przerasta.
                    • nick3 Trzeba uświadomić ludzi, że nie muszą się katować 21.04.07, 22:50
                      ocenami w rodzaju "szmata", "dziwkarz".

                      Oczywiście, że zazdrość nie zniknie z dnia na dzień, więc i ograniczenia
                      spontaniczności erotycznej ze względu na troskę o uczucia partnera są (chyba)
                      nieodzowne.

                      Ale po co zbiorowo - jako społeczeństwo, np. tu na forum - kultywować
                      mentalność, która pomnaża samotność ludzką, a z małżonków czyni sobie nawzajem
                      strażników więziennych.

                      Przecież nawet ich własny związek byłby o wiele bliższy, gdyby nie musieli
                      odgrywać przed sobą ról "bezwarunkowo wiernych".

                      A fascynacja kimkolwiek innym - nie miała automatycznie sensu krzywdzenia.


                      Ludzie, którzy nie potrafią wspólnie czegoś z tym robić - nie są sobie wcale
                      bardzo bliscy.

                      Raczej ze swoją zazdrością i bezlitosnymi zasadami - są dla siebie potencjalnym
                      zagrożeniem.
                      • anjew Re: Trzeba uświadomić ludzi, że nie muszą się kat 22.04.07, 02:13
                        Nigdy moniki nie obrazilem, wiec nie do mnie ten zarzut.

                        Twoje wywody sa kompletnie idiotyczne, drogi nicku. Jak wyobrazasz sobie to w
                        praktyce? Kochanie i bzykanie innych jednoczesnie, byle tylko nie byc sobie
                        nawzajem straznikiem, nie ograniczac sie, itp... Potem cudowna rozmowa dwojga
                        kochajacych sie ludzi przy sniadaniu (moze takze przy dzieciach, nie wiem, co
                        jeszcze zapropoujesz): wiesz, bylo mi wczoraj cudownie ze Stefanem, jak targal
                        nim orgazm, myslalam, ze oszaleje. Na co ukochany odparlby: to cudownie, wiesz,
                        Jola ma taki miekki jezyk, po prostu eksplodowalem w jej ustach. (tutaj o taka
                        wlasnie "fascynacje kim innym" chodzi, jesli nie doczytales tego, co napisala
                        monika, to zrob to, zanim ponownie zaczniesz zalewac nas swoimi grafomanskimi
                        wywodami).
                        • nick3 Jak rozmawiać. 22.04.07, 11:09
                          Nie ma recept na rozmawianie o sprawach tak intymnych.

                          I dobrze. Bo one właśnie są po to, by nikt nie wiedział, jak o nich rozmawiać -
                          oprócz samych zainteresowanych.

                          Musi być coś takiego, w czym nie mogą zastąpić nas inni.

                          Inaczej byśmy tylko odgrywali gotowe scenariusze.
                        • rzwolski Re: Trzeba uświadomić ludzi, że nie muszą się kat 23.04.07, 12:32
                          sprowadzasz do absurdu, robie kupę ale nie odpowiadam przy śniadaniu jak mi
                          przyjemnie było jak w końcu sraczka "puściła" i rozbryzgała się o porcelanę.

                          Pozdrawiam
                      • politologist Re: Trzeba uświadomić ludzi, że nie muszą się kat 22.04.07, 05:28
                        nick3 napisał:


                        > A fascynacja kimkolwiek innym - nie miała automatycznie sensu krzywdzenia.

                        fascynacja pewnie nie, ale wprowadzenie jej w życie, czyli fizyczne przespanie
                        się z obiektem fascynacji MOŻE skrzywdzić partnera (raczej napewno, ale tobie
                        pewnie znane są przypadki, gdzie spłynęło to po kimś jak po kaczce).
                        Człowieku, ludzie są różni i różnie odczuwają miłość, bliskość, zdradę etc.!!!
                        Cóż ty za pierdoły wygadujesz? Cementowanie związku i pogłębianie miłości
                        poprzez sypianie z obcymi, niezłe :))
                        Rada: Nie wiąż się z nikim, albo zwiąż z kimś kto myśli tak jak ty i po sprawie ;)
                        >
                        >
                        > Ludzie, którzy nie potrafią wspólnie czegoś z tym robić - nie są sobie wcale
                        > bardzo bliscy.
                        >

                        Ależ, nie tylko potrafią, ale zawsze wspólnie (sic!) cos z tym robią tj. albo
                        się rozstają, albo się nie roztają i są dalej ze sobą :)
                        Tylko o co Ci chodzi? Cięzko uchwycić sens, gdy zamiast pełnymi wyjaśnieniami
                        posługujesz się hasłami, rozumiem, że to taki styl a la aforyzmy Nietzschego?
                        Mozna się tylko cieszyć, że nie raczysz nas, jakimis konstrukcjami
                        bezokolicznikowymi.

                        Jak się moge tylko domyślać, chodzi ci o to, że jeżeli ludzie nie są w stanie
                        zaakceptować zdrady i przejśc nad nia do porządku dziennego "to nie są sobie
                        wcale bardzo bliscy"? (wolę nawet nie zastanawiać się głębiej nad czymś tak
                        kretyńskim ;) )
                        Ok. A skoro nie są sobie bliscy to oznacza... że nie powinni dłużej być ze sobą?
                        I w większości przypadków tak właśnie jest, rozstają się! A więc, życie jest
                        bliskie twojemu ideałowi ;) ale w dalszym ciągu nie rozumiem o co ci chodzi?
                        Opisujesz ludzką mentalność, czy chciałbyś ją zmienić? Nikomu się jeszcze nie
                        udało, ale może warto próbować ;)))))))))))


                        W odróżnieniu od innych, którzy rozpisują się tutaj z większą lub mniejszą racją
                        o postępowaniu tej kobiety, ty jak mniemam starasz się dawać jakieś uniwersalne
                        rady ludzkości?? Tylko cięzko uchwycić ich sens
                        • nick3 Rady dla "ludzkości":) 22.04.07, 11:15
                          Może warto popatrzeć na siebie także jako na "ludzkość" a nie tylko jako -
                          na "puszczalską panią Henię"?:)

                          Wtedy i na panią Henię zaczynamy patrzeć inaczej.

                          >Nikomu się jeszcze nie
                          >udało, ale może warto próbować ;)))))))))))

                          Sporo już się udało.
                          • wajdiri1 Re: Rady dla "ludzkości":) 22.04.07, 13:26
                            popróbować to można, chociaż wiadomo, że i tak wszystkich lasek się nie da
                            przelecieć, ALE SPRÓBOWAĆ WARTO....!!!

                            PS.
                            TZN. pseudo moralistom wyjaśniam, nie koniecznie zdradzając przy okazji...
                            TZN. przynajmniej tyle, że nim się chajtniesz z kimś to się z nim prześpij..
                            TZN. jeżeli ktoś nie zamierza się planowo chajtać, to nie znaczy że rozstania
                            nie bolą...!!!
                            • wajdiri1 Re: Rady dla "ludzkości":) 22.04.07, 13:29
                              ??????????
                              GADAM JAK TY !!!!

                              Z KIM SIĘ ZADAJESZ TAKIM SIĘ STAJESZ,

                              A MAM TYLKO 12 LAT RAZY 3 I PLUS JESZCZE...
                            • d.szakal1 Re: Rady dla "ludzkości":) 22.04.07, 22:15
                              są tylko dwa powody dla,których dwoje ludzi odmiennej płci są razem.Albo miłość
                              (w większości przypadków) albo po prostu seks w czystej postaci bez
                              zobowiązań.Nick pisze tu o tej drugiej sferze bo zapewne nie wie co to jest
                              prawdziwa miłość.Jeśli kiedyś jednak się ożeni,to ciekawe co wtedy by powiedział
                              dyby się dowiedział,że listonosz "stuka" mu żonę.Pewnie byłby zadowolony,a może
                              sprawiłoby mu to przyjemność.

                              • nick3 Re: Rady dla "ludzkości":) 22.04.07, 22:30
                                Mam rodzinę. Z żoną jesteśmy od 7 lat. Myśli podobnie jak ja.

                                Listonosza nie mamy zbyt przystojnego:)

                                Seks (pożądanie) i miłość (erotyczna), pomimo właściwych naszemu konsumpcyjno-
                                moralizatorskiemu społeczeństwu prób przeciwstawienia ich i ostrego
                                rozróżnienia - są 'spektrum ciągłym'.

                                Bez siebie nawzajem - oba znikają.

                                Mówienie o miłości "prawdziwej" i "nieprawdziwej" to moralizatorstwo (tj. próba
                                szantażowania człowieka groźbą "bezwartościowego życia")

                                Każda miłość jest tak inna, że nikt nie ma szablonu, którym by można mierzyć
                                jej "prawdziwość".

                                Więc wydawanie tak pewnych siebie sądów - raczej kompromituje samą ideę takich
                                sądów, niż mówi coś o osądzanych.
                      • fridurella Re: Trzeba uświadomić ludzi, że nie muszą się kat 22.04.07, 09:46
                        Bardzo jestes madry, fraza, jak nosem czuje, wyrobiona na filozofii albo innym
                        kierunku humanistycznym. Duze przekonanie co do slusznosci wlasnych pogladow.
                        Szkoda tylko, ze mniej wyrobienia w praktyce.
                        Jak ja cie widze - to nigdy w zyciu nie kochales nikogo poza samym soba.
                        Zazdrosc jest milosci nieodlacznym elementem i kazdy, kto kochal prawdziwie to
                        wie. Jest to ciemna strona zaufania, wynikajacego z decyzji o tym, ze od tej
                        pory polegamy na sobie i dzialamy razem choćby nie wiem co.
                        Z wiedzy o zachowaniu ukladow dynamicznych wynika to, ze najstabilniejszy uklad
                        to diada. Dodanie dodatkowego elementu do takiego ukladu szybko go rozbija.
                        Poliamory to rzeczywiscie zabawa dla dzieciakow, ktore nie wiedza, jak cudowna
                        rzecza jest przynaleznosc do drugiego czlowieka. Szukaja za to podniet bedacych
                        jego namiastka. Zazdrosc to nie nakaz kulturowy - to po prostu pierwotny zew,
                        czasem irracjonalny, dzieki ktoremu wiesz, ze ta druga osoba to wlasnie ta, ta,
                        ta!!!
                        • nick3 zazdrość 22.04.07, 11:41
                          fridurella napisała:
                          > Szkoda tylko, ze mniej wyrobienia w praktyce.
                          > Jak ja cie widze - to nigdy w zyciu nie kochales nikogo poza samym soba.

                          Internet jest bardzo cennym medium, bo pokazuje w jak wielkim stopniu takie
                          opinie (przy użyciu których wymuszane są na nas wzorce życia) nie są osadzone w
                          żadnym kontakcie z rzeczywistością.

                          Przecież mnie nie znasz!

                          > Zazdrosc jest milosci nieodlacznym elementem

                          Przy naszej obyczajowości - tak. Ale - i tu zachodzi spór między nami - uważam,
                          że jest ona nie tyle elementem, co wybrakowaniem.

                          > Zazdrosc to nie nakaz kulturowy - to po prostu pierwotny zew,
                          > czasem irracjonalny, dzieki ktoremu wiesz, ze ta druga osoba to wlasnie ta,
                          ta,
                          > ta!!!

                          Mitologia. (Wiem, że wielu ludziom może być trudno wyobrazić to sobie inaczej.)


                          > i kazdy, kto kochal prawdziwie to
                          > wie.

                          Wprawdzie kochałem tylko "nieprawdziwie":), ale zgadzam się z tobą, że zazdrość
                          pojawia się łatwo i jest w pewnych okresach związku - ogromna.

                          Ale nawet wielkie uczucie (i poczucie, że to "ten, ten, ten!!"/"ta, ta, ta!!")
                          może się obyć zupełnie bez zazdrości.

                          Np. Kiedy kochasz szczęśliwie żonatego. Chcesz móc na niego patrzeć jak
                          najczęściej, przebywać z nim, marzysz o tym, by cię dotknął, ale do głowy ci
                          nie przyjdzie źle życzyć jego żonie (przecież On ją kocha!).


                          Tak więc zazdrość wcale nie jest tak nieodłączna od miłości, jak "oczywistość"
                          kazałaby nam wierzyć.
                          • xtrin Re: zazdrość 22.04.07, 11:58
                            nick3 napisał:
                            > Mitologia.

                            Żadna tam mitologia. Biologia.
                            Mąż jest zazdrosny, bo nie chce wychowywać dzieci innych samców - to ewolucyjna
                            strata dla jego genów.
                            Żona jest zazdrosna, bo chce, żeby mąż swoją energię spożytkował na ich wspólne
                            potomstwo, a nie potomstwo innych samic - to ewolucyjna strata dla jej genów.
                            • nick3 Mitologia biologiczna:) 22.04.07, 12:16
                              Bardzo popularna ostatnio.

                              Takie niby "naukowe" podpieranie obiegowych stereotypów.

                              Rzeczywista nauka ukazuje o wiele bardziej skomplikowaną uczuciowość zwierząt
                              (nie mówiąc o ludziach).
                              • xtrin Re: Mitologia biologiczna:) 22.04.07, 12:36
                                nick3 napisał:
                                > Bardzo popularna ostatnio.
                                > Takie niby "naukowe" podpieranie obiegowych stereotypów.

                                Innymi słowy prawdziwe jest wyłącznie to co Ty uznajesz, a cała reszta to
                                mitologia, stereotypy i inne banialuki. I nikt nas nie przekona, że białe jest
                                białe, a czarne jest czarne, tak? A kto nie z nami to moher, ograniczony swoimi
                                zabobonami.
                                • nick3 Re: Rajski szympans:) 22.04.07, 13:29
                                  Niestety w "ludowej" socjobiologii jest mnóstwo tandety i uproszczeń, ponieważ
                                  ludzie się zwiedzieli, że "nauka" ma tu podobno dostarczać uzasadnień dla tez,
                                  na których ludzie opierają swoje (często bardzo emocjonalne) stereotypy życiowe
                                  ("znajomość życia":).

                                  Ja nie lekceważę nauki. Zauważam tylko, że weszła tu ona na teren, na którym
                                  szerokie kręgi ludzi będą bardziej zainteresowane podpieraniem się jej
                                  autorytetem niż poznaniem jej rzeczywistych odkryć.

                                  O tych "zazdrościach" - u różnych gatunków jest różnie. Najbliższy nam krewniak
                                  ewolucyjny, szympans bonobo uwielbia seks i uprawia go (z dużą czułością)
                                  praktycznie każdy z każdym. Nie ma tu mowy o zazdrości.

                                  Co ciekawe owa 'hiperseksualizacja' u bonobo - niemal całkowicie likwiduje u
                                  nich agresję:)
                                  • xtrin Re: Rajski szympans:) 22.04.07, 14:31
                                    nick3 napisał:
                                    > Niestety w "ludowej" socjobiologii jest mnóstwo tandety i uproszczeń

                                    Natomiast w Twoim twierdzeniu, że wierność to tylko mitologia narzucona ludziom
                                    przez mohery nie ma żadnych uproszczeń, co? :)

                                    > Ja nie lekceważę nauki. Zauważam tylko, że weszła tu ona na teren, na
                                    > którym szerokie kręgi ludzi będą bardziej zainteresowane podpieraniem
                                    > się jej autorytetem niż poznaniem jej rzeczywistych odkryć.

                                    Bez żadnego ideologizowania - czy dla puli genetycznej mężczyzny nie jest
                                    korzystniej, by żona się nie puszczała?

                                    > O tych "zazdrościach" - u różnych gatunków jest różnie. Najbliższy nam
                                    > krewniak ewolucyjny, szympans bonobo uwielbia seks i uprawia go (z dużą
                                    > czułością) praktycznie każdy z każdym. Nie ma tu mowy o zazdrości.

                                    Bonobo to bardzo wesołe małpki, ale z ich zachowania niewiele dla nas wynika.
                                    Ludzki samiec nie wita się z kumplem poprzez pocieranie penisem o penisa,
                                    prawda? A bonobo jak najbardziej.
                                    Ludzka seksualność jest skomplikowana, o wiele bardziej skomplikowana niż
                                    zwierzęca. Różni nas też od małp struktura stada, środowisko, rozkład surowców i
                                    setki innych elementów, które wpływają na seksualność.

                                    Tyle, że to nie ma większego znaczenia w rozważanym przypadku. Bo w nim nie
                                    chodzi o seks, w nim chodzi o nieuczciwość.
                                    • nick3 Re: Rajski szympans:) 22.04.07, 20:02
                                      xtrin napisała:
                                      > Natomiast w Twoim twierdzeniu, że wierność to tylko mitologia narzucona
                                      ludziom
                                      > przez mohery nie ma żadnych uproszczeń, co? :)

                                      Nic o "moherach" u mnie nie było.

                                      Natomiast, że idea "zdrady" i posiadania współmałżonka (głównie "-ki":) to
                                      mitologia narzucona przez społeczeństwa zdominowane przez mężczyzn i ich ideę
                                      własności prywatnej - to po prostu wiedza historyczna.

                                      Do dziś przetrwały społeczności, w których do takiego narzucenia tych
                                      wartościowań nie doszło.

                                      > Bonobo to bardzo wesołe małpki, ale z ich zachowania niewiele dla nas wynika.

                                      Jeśli powołujesz się na socjobiologię - to jak najbardziej wynika!
                                      Mamy z nimi 99,99% DNA wspólnego!

                                      Więcej niż z jakimikolwiek innymi zwierzętami. Jeśli więc w ogóle powoływać się
                                      na argumenty z naszego pochodzenia ewolucyjnego - to ten jest najmocniejszy!

                                      Na pewno więcej łączy nas z bonobo niż z monogamicznymi łabędziami:)

                                      > Ludzki samiec nie wita się z kumplem poprzez pocieranie penisem o penisa,
                                      > prawda?

                                      To zależy. W niektórych plemionach afrykańskich czy australijskich tak. Z tego,
                                      co pamiętam, zwyczaj ten praktykował też Mojżesz i członkowie jego plemienia
                                      (wg Biblii), choć w tym wypadku oznaczał większą zażyłość niż zwykłe powitanie.


                                      Ludzie w wielu kwestiach różnią się od bonobo (i od siebie nawzajem!). To ja
                                      pierwszy bym podkreślał znaczenie czynników pozabiologicznych. Ale kiedy
                                      powołałaś się na genetykę dla uzasadnienia domniemanej naturalności zazdrości,
                                      to argument z bonobo jest jednym z najmocniejszych:)
                                      • xtrin Re: Rajski szympans:) 22.04.07, 21:40
                                        nick3 napisał:
                                        > Nic o "moherach" u mnie nie było.

                                        W którymś miejscu sugerowałeś, że to religia stoi za potępianiem zdrady. Czy
                                        użyłeś przy tym słowa "moher" czy nie - bez znaczenia.

                                        > Natomiast, że idea "zdrady" i posiadania współmałżonka (głównie "-ki":)
                                        > to mitologia narzucona przez społeczeństwa zdominowane przez mężczyzn
                                        > i ich ideę własności prywatnej - to po prostu wiedza historyczna.

                                        Żeś się uparł na to posiadanie. O partnerstwie nie słyszał? O zaufaniu,
                                        uczciwości, wspólnocie?
                                        I nie ma znaczenia czy zdradza ona czy on, ocena jest taka sama.

                                        > Jeśli powołujesz się na socjobiologię - to jak najbardziej wynika!
                                        > Mamy z nimi 99,99% DNA wspólnego!

                                        Nie wiem jak Ty, ja jak bonobo nie wyglądam. Różnię się od nich także pod bardzo
                                        wieloma innymi względami, bez względu na to ile to mamy wspólnego DNA (a to
                                        Twoje 99,99% to przesada). Biorąc pod uwagę wszelakie różnice pomiędzy homo
                                        sapiens a szympansem twierdzenie, że akurat seksualność powinniśmy mieć
                                        identyczną jest co najmniej komiczne.

                                        > Ludzie w wielu kwestiach różnią się od bonobo (i od siebie nawzajem!).
                                        > To ja pierwszy bym podkreślał znaczenie czynników pozabiologicznych.
                                        > Ale kiedy powołałaś się na genetykę dla uzasadnienia domniemanej
                                        > naturalności zazdrości, to argument z bonobo jest jednym z najmocniejszych:)

                                        Nie jest żadnym argumentem w tej dyskusji, o czym wspominałam już wyżej - różni
                                        nas tak wiele, że nie ma tutaj po prostu przełożenia.
                                        Chcesz tego czy nie wierność ma swoją ewolucyjną wartość i może być w ten sposób
                                        uwarunkowana. Nie musi się to ujawniać wszędzie i zawsze, ale nie jesteś w
                                        stanie całościowo odrzucić tej hipotezy.
                                        • nick3 Re: Rajski szympans:) 22.04.07, 22:18
                                          xtrin napisała:

                                          > nick3 napisał:
                                          > > Nic o "moherach" u mnie nie było.
                                          >
                                          > W którymś miejscu sugerowałeś, że to religia stoi za potępianiem zdrady. Czy
                                          > użyłeś przy tym słowa "moher" czy nie - bez znaczenia.

                                          O, droga, tak się nie rozmawia! To prawda, że religia (zwłaszcza zachodnia:
                                          judaizm, chrześcijaństwo i islam) są najpoważniejszym, choć nie jedynym
                                          czynnikiem piętnującym spontaniczność erotyczną i przypisujących małżonków
                                          sobie jako własność - o tym chyba przekonywać nie muszę.
                                          O tym, że odczucia etyczne dotyczące tej materii także u ludzi niepoczuwających
                                          się już do związku z religią też się stąd wywodzą - to chyba też dość pewne.

                                          > > Natomiast, że idea "zdrady" i posiadania współmałżonka (głównie "-ki":)
                                          > > to mitologia narzucona przez społeczeństwa zdominowane przez mężczyzn
                                          > > i ich ideę własności prywatnej - to po prostu wiedza historyczna.

                                          Mogę to tylko powtórzyć. Nic temu nie przeciwstawiłaś.

                                          > Żeś się uparł na to posiadanie. O partnerstwie nie słyszał? O zaufaniu,
                                          > uczciwości, wspólnocie?
                                          > I nie ma znaczenia czy zdradza ona czy on, ocena jest taka sama.

                                          Pojęcie zdrady męskiej bardzo powoli kształtowało sobie drogę do umysłów. I
                                          wynikało głównie z obowiązku lojalności wobec innych mężczyzn, a także wobec
                                          całości systemu (w końcu współudział w tym, co piętnuje się u kobiety, nie może
                                          być pochwalany u mężczyzny - dokładnie tak argumentuje św. Paweł).
                                          Zdrada męska nigdy nie była w praktyce tak piętnująca.

                                          > O partnerstwie nie słyszał? O zaufaniu,
                                          > uczciwości, wspólnocie?

                                          "Partnerstwo" to słowo z ostatnich lat. "Uczciwość" wywodzi się z modelu
                                          własnościowego, o którym mówiłem.

                                          Ale z czym ty właściwie polemizujesz?

                                          Nie z tym cytatem, który wykroiłaś.

                                          Raczej z moim poglądem, że poczucie "zdrady" (i jej powagi) wywodzi się z tego
                                          własnościowego modelu życia, którego pojawienie się w skrócie wspomniałem.

                                          No i moja odpowiedź, że dzisiejsza pozostałość tego systemu posługuje się
                                          znacznie subtelniejszym, "humanistycznym" językiem, ale wywodzi się z tamtej
                                          własnościowej mentalności pozostaje prawdą.

                                          No, a to co mówisz w kwestii bonobo trąci wręcz demagogią:

                                          > Nie wiem jak Ty, ja jak bonobo nie wyglądam.

                                          Jak Pigmejka też nie wyglądasz. I co z tego.

                                          Powiedziałem jasno: argument z bonobo jest argumentem mającym siłę, tylko o ile
                                          wchodzisz na teren socjobiologii.

                                          Ale ty właśnie na ten teren weszłaś, wywodząc zazdrość z ewolucji.


                                          > Chcesz tego czy nie wierność ma swoją ewolucyjną wartość i może być w ten
                                          sposó
                                          > b
                                          > uwarunkowana. Nie musi się to ujawniać wszędzie i zawsze, ale nie jesteś w
                                          > stanie całościowo odrzucić tej hipotezy.

                                          Zgoda.

                                          Podobnie jak niewierność:)
                                          • ch-wilenska Ziemski szympans! 23.04.07, 09:00
                                            Akurat u szympansów za zdradę posiadacza praw do samicy grozi wyrzucenie ze
                                            stada albo śmierć i to nie jest moralność, tylko prawo posiadania i wyłączności.
                                            Nie ma nic wspólnego z męskim szowinizmem. Emocjonalnie zdradzony mężczyzna ma
                                            ochotę zabić sprawców, co nawet prawo rozumie.
                                            Bez demonizacji moralnej słowa zdrada - bzykanie się (oddawanie się) jednej
                                            kobiety z dwojgiem jest anomalią, na placu boju musi pozostać jeden. Przywódca
                                            stada, rodziny.
                                            W tym przypadku kobieta, to po prostu nieco znudzona oszustka, nie jest to
                                            samica, która bada swoją wolność, po prostu wybrała adrenalinę zdobywczości
                                            innego młodego aspołecznego samca, który nie respektuje praw stada - też nie
                                            jest silniejszy, jest korzystającym z nadarzającej się okazji. Związek dwojga
                                            odszczepieńców, na tyle inteligentnych, by ukrywać swą chorobę.
                                            Aha, w świecie szympansów samica przyłapana na flircie z młodym, oskarżyła go
                                            przed wodzem o gwałt :)

                                            Wypowiedzi kolegi nick3 wiążą się z jego brakiem władczości, wystarczającej do
                                            posiadania kobiety, są to słowa - nie jakby on chciał - awangardy moralnej,
                                            tylko samca nie dbającego, (bo) nie zdolnego do posiadania i wyłączności do
                                            własnej samicy. Są jeszcze oczywiście aspekty duchowe, zwłaszcza duchowej
                                            gratyfikacji wyłączności wzajemnego posiadania się kobiety i mężczyzny, na dwa
                                            wzajemnie niezrozumiałe sposoby, ale ten poziom w ogóle przepadłby w niniejszej
                                            dyskusji.
                                            • ch-wilenska Re: Ziemski szympans! -errata:) 23.04.07, 09:02
                                              Zdradzony mężczyzna - emocjonalnie - ma prawo zabić...
                                            • nick3 Kobiety "bardziej papieskie niż sam papież":) 23.04.07, 12:32
                                              > Emocjonalnie zdradzony mężczyzna ma
                                              > ochotę zabić sprawców, co nawet prawo rozumie.

                                              Jaka jazda!:) (nadmiar empatii w meską psychikę, droga wilenska:)

                                              Co do mnie: wolę rozumieć ochotę do rozkoszy erotycznych niż do "zabijania
                                              sprawców" (chyba moje społeczeństwo ma inaczej:)


                                              Szympansy.

                                              Ty mówisz o szympansach Pan troglodytes (prawdopodobnie tych obserwowanych
                                              przez Jane Goodall).

                                              Ja mówiłem o szympansie bonobo (inny gatunek).

                                              Oba są bardzo blisko spokrewnione z człowiekiem.

                                              (Z punktu widzenia taksonomii człowiek jest po prostu trzecim gatunkiem
                                              szympansa!)
                                              • ch-wilenska Re: Kobiety "bardziej papieskie niż sam papież":) 23.04.07, 19:35
                                                Podaję tylko fakt, iż prawo uznaje zdradę jako możliwą przyczynę zbrodni w
                                                afekcie. Zatem nie ma tu żadnej empatii.
                                                Co za różnica, który szympans. Mówiłem o prawie natury - oddania i wyłączności,
                                                to było kluczowe, a nie jakieś dowolnie skojarzone przykłady.

                                                Wolę mieć ochotę - ja też wolę, ale jeśli samiec wychowuje potomstwo, to chce
                                                mieć pewność, że wychowuje swoje - dalej idac "krew z krwi" to instynkt, nie
                                                idea.

                                                Nie wiem z jakiego społeczeństwa się wywodzisz, w moim seks wiąże się z
                                                szacunkiem, a szacunek wynika z poziomu elitarnej atrakcyjności określonych
                                                cech. Moje ego woli tragiczny układ wzajemnej wyłączności, połączony z
                                                niechęcią do oszustwa.
                                                Wolałbym wyłączność typu ja i harem, niestety interesujące mnie kobiety mają
                                                adekwatne do swej pozycji i potencjału atrakcyjności wysokie superego, zbyt, by
                                                rezygnować dla mnie z wyłączności, a niestety ich wysokie umiejętności
                                                negocjacyjne sprawiają, że są tylko minimalnie słabsze w naszej kulturze, zbyt
                                                mała to różnica, by zdołać podporządkować sobie więcej niż jedną wyjątkową
                                                (spełniającą wysokie wymagana estetyczne i intelektualne, głupie lub brzydkie
                                                mnie nie kręcą), pozostając szczerym i uczciwym. To znaczy nadzieja moze i
                                                jest, ale prawdopodobieństwo nikłe.

                                                Podstawowy problem: trudno dyskutować z facetem gołosłownym lub akceptującym
                                                (ewentualnie - o ile w tajemnicy) pokrywanie swojej kobiety. Inne społeczeństwo.
                                                Faceci i kobiety kopulujący poza związkiem muszą się liczyć z eksterminacją
                                                banicją ostracyzmem skopaniem ryja i to nie jest prawo dresa.

                                                Kolejna rzecz, to zdrada. Związek ludzi, to idea, a idei się nie zdradza, bo
                                                wtedy się nie istnieje jako osobowość, a co to za bzykanie, bez osobowości!
                                          • xtrin Re: Rajski szympans:) 23.04.07, 21:06
                                            A Ty w kółko jak katarynka o własności i bonobo, chociaż nic to zupełnie nie ma
                                            do rzeczy. To Ty wyjechałeś z socjobiologią, ja jedynie wskazałam prosty
                                            mechanizm motywujący sens wierności, niekoniecznie mający genetyczne podstawy.
                                            Ale zdroworozsądkowe niewątpliwie tak. Jeżeli już tak usilnie odcinasz się od
                                            sfery emocjonalnej to spójrz choćby na tą praktyczną.
                                        • rzwolski Re: Rajski szympans:) 23.04.07, 15:01
                                          no to jak? uczciwość, zaufanie, wspólnota czy ewolucjonizm?
                              • aneczkag Re: Mitologia biologiczna:) 24.04.07, 00:55
                                Ale my nie o uczuciowosci zwierzat rozmawiamy tylko o rzece genow (Dawkins na
                                przykad)
                            • rzwolski Re: zazdrość 23.04.07, 13:54
                              Biologia ewolucyjna, ach, twoim życiowym celem jest jak największy sukces
                              reprodukcyjny? Zaraz mi też wytłumaczysz na gruncie ewolucjonizmu dlaczego
                              słuchasz muzyki :)
                          • fikus28 Re: zazdrość 23.04.07, 11:40
                            Nie rozumiem was. I nie rozumiem postępowania tej kobiety. Związek jest wyborem
                            i układem między dwojgiem ludzi którzy są dal siebie kimś szczególnym. Nie
                            można mówic jednocześnie o miłośći i o zdradzie. One poprostu nie idą w parze.
                            Albo rybki albo akwarium moja droga. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka.
                            Sam rachunek zysków i strat powinien Cię powstrzymać. Mąż to jedno, ale nie
                            mów, że go kochasz bo takie wyznania są dla mnie jak zgrzyt noża po szybie, ale
                            jest jeszcze dwójka dzieci. Czy one nie są dla Ciebie ważne? Pomyśl co stawiasz
                            na szali, co utracisz jeżeli to się wyda i czy naprawdę jest warto. A takie
                            sprawy niestety wydają się szybko. Wystarczy jedna "życzliwa" koleżanka i
                            wszystko legnie w gruzach. Pomyśl o tym zanim postanowisz wskoczyć komuś do
                            łóżka. No i jeszcze jedno. Zdaje się że poprostu było Ci za dobrze i jesteś
                            zbyt młoda na posiadanie męża i dzieci. Do tego niestety trzeba dojrzeć.
                        • rzwolski Re: Trzeba uświadomić ludzi, że nie muszą się kat 23.04.07, 13:44
                          > kto kochal prawdziwie to wie.

                          a jak się kocha nieprawdziwie?

                          > Z wiedzy o zachowaniu ukladow dynamicznych wynika to, ze najstabilniejszy uklad
                          > to diada. Dodanie dodatkowego elementu do takiego ukladu szybko go rozbija.

                          nie planujesz dzieci? :)
                        • rzwolski Re: Trzeba uświadomić ludzi, że nie muszą się kat 23.04.07, 13:51
                          problem w tym (przynajmniej JA mam z tym problem) że zdefiniowałaś miłość i to
                          co nie zgadza się z twoją definicją to nie jest miłość (albo miłość
                          nieprawdziwa), tylko nie wiem czemu to twoja definicja miłości ma być słuszna, a
                          nie definicja zdziśka, kryśki z warzywniaka, albo moja. Ja uważam że wszystkie
                          definicje są uprawnione i jeśli w mojej definicji miłości zdrada nie jest
                          warunkiem który neguje miłość to jest ona słuszna bo, bo dotyczy MOJEJ osoby.
                          Chce przez to powiedzieć że niepotrzebnie przymierzasz TWOJĄ definicję do INNYCH
                          ludzi.
                          • fikus28 Re: Trzeba uświadomić ludzi, że nie muszą się kat 23.04.07, 14:40
                            Chyba nie do końca TYLKO Twojej bo chciał nie chciał w związku jest was dwoje.
                            I powinieneś liczyć się z tym że Twoja partnerka może mieć inne wyobrażenie na
                            ten temat i np. tłumaczenie "nie zdradziłem bo jej nie wsadziłem" nie
                            przejdzie. Chodzi tu głównie o szczerość. Skoro się uważa że zdrada może iść w
                            parze z miłością to po co się ukrywać i po co kłamać? Trzeba uczciwie
                            podchodzić do sprawy, albo zdradzam i liczę się z konsekwencjami albo nie
                            zdradzam. Wtedy podchodzisz z szacunkiem do swojego partnera i pozostawiasz mu
                            wybór, albo się z tym godzi i zostaje albo się nie godzi i odchodzi. Koniec i
                            kropka. Proste jak budowa cepa.
                            • nick3 Oczywiście, że celem jest szczerość, tylko że... 23.04.07, 15:47
                              ...ta kobieta (o ile istnieje) musi wybierać pomiędzy szczerością, uniknięciem
                              emocjonalnego zranienia męża i pogorszenia relacji rodzinnych, a własną
                              odrobiną uszczęśliwienia erotycznego.

                              Zwykle uznaje się za oczywiste, że to ostatnie jest najmniej warte (lub zgoła
                              nic) i że kobieta (lub mężczyzna - choć o tym mówi się rzadziej:) ma
                              zrezygnować.

                              Jeśli już forumowicze domagają się takiego "realizmu życiowego", to pewnie -
                              zwłaszczas kiedy ten wybór r z e c z y w i ś c i e tak wygląda - często tak
                              jest.

                              Ale:

                              1) nie zawsze

                              2) ten wybór wcale tak wyglądać nie musi, a wygląda - głównie przez
                              społeczeństwo tak gadające jak "realiści" na tym forum.


                              Ponadto, można też spojrzeć na kłamstwo w ten sposób, że kłamie ten, kto boi
                              się odrzucenia w przypadku, gdyby powiedział(a) prawdę.


                              Tam, gdzie trzeba kłamać, brakowało bliskości między ludźmi, by umieć mówić o
                              sobie (swojej prawdziwej tożsamości).


                              Spotykały się ze sobą role ("prawdziwa miłość"!:))), a nie - ludzie.

                              To też jest ważne źródło "zdrady" (wynika ono ze społecznej indoktrynacji "czym
                              jest życie" - czyli tak naprawdę: role)
                              • fikus28 Re: Oczywiście, że celem jest szczerość, tylko że 24.04.07, 14:11
                                Widzisz, nic nie jest takie proste jak się wydaje w teorii. Naprawdę. Ja
                                przerobiłam z miom byłym ślubnym schemat pod tytułem ja Cię zdradzam, Ty o tym
                                wiesz ale ja utzrymuję że nie zdradzam bo "nie wsadzam". Próbowałam się jakoś z
                                tym pogodzić i z tym żyć, uwierz mi na dłuższą metę nie da rady. Moje
                                małżeństwo się rozpadło, bo po zdradach przyszedł czas na alkohol i rękoczyny.
                                Dlaczego? Dlatego że najpierw zgodziłam sie na jawne skoki w bok. Że
                                przymknęłam oczy na coś na co nie powinnam była. W moim przypadku tolerancja i
                                próba partnerstwa nie zdała egzaminu. Mam nadzieję że w Twoim zda. Pozdrowienia.
                    • anjew Re: Byłem. Ty natomiast nie sprawiasz takiego wra 22.04.07, 02:22
                      Przerasta, cyberrafi, to Ciebie. Malo o mnie wiesz, wiec nie bredz o
                      ustabilizowaniu sie i nie szufladkuj mnie. Twoje poglady sa Twoja sprawa. Jak
                      wyjdziesz z wieku nastoletniego, moze cos wiecej jednak w zyciu zrozumiesz...
                      Zawezone mozliwosci intelektualne... :-))))))))) Za duzo wysnuwasz glupawych
                      wnioskow na podstawie kilku slow, ktore nie maja wiekszego znaczenia. A to
                      typowe dla dzieciarni.
                    • fikus28 Re: Byłem. Ty natomiast nie sprawiasz takiego wra 23.04.07, 11:27
                      Nie rozumiem was. I nie rozumiem postępowania tej kobiety. Związek jest wyborem
                      i układem między dwojgiem ludzi którzy są dal siebie kimś szczególnym. Nie
                      można mówic jednocześnie o miłośći i o zdradzie. One poprostu nie idą w parze.
                      Albo rybki albo akwarium moja droga. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka.
                      Sam rachunek zysków i strat powinien Cię powstrzymać. Mąż to jedno, ale nie
                      mów, że go kochasz bo takie wyznania są dla mnie jak zgrzyt noża po szybie, ale
                      jest jeszcze dwójka dzieci. Czy one nie są dla Ciebie ważne? Pomyśl co stawiasz
                      na szali, co utracisz jeżeli to się wyda i czy naprawdę jest warto. A takie
                      sprawy niestety wydają się szybko. Wystarczy jedna "życzliwa" koleżanka i
                      wszystko legnie w gruzach. Pomyśl o tym zanim postanowisz wskoczyć komuś do
                      łóżka. No i jeszcze jedno. Zdaje się że poprostu było Ci za dobrze i jesteś
                      zbyt młoda na posiadanie męża i dzieci. Do tego niestety trzeba dojrzeć.
              • politologist Re: "Prawo własności" zastępuje ludziom bliskość. 22.04.07, 04:43
                nick3 napisał:

                > Chcą przykuć drugiego do siebie zobowiązaniami.
                >
                > Dlatego później tak boli "zdrada".
                >
                > Myślę, że ludzie serdecznie sobie bliscy, nie potrzebują od drugiego
                > żadnej "wierności".
                >
                > "Zdrada" jest tam, gdzie brak pewności co do drugiego człowieka był zamaskowany
                >
                > instytucjonalno-obyczajową protezą (to się nazywa: "małżeństwo":)
                >
                > W "zdradzie" boli uzależnienie (co ja ze sobą zrobię bez niego/niej!), a nie
                > bliskość (miłość).

                Małżeństwo to tylko instytucja, sankcjonująca prawnie związek dwojga osób (dla
                celów religijnych, fiskalnych, prawnych, społecznych etc.).
                Jakie to ma znaczenie czy to małżeństwo, czy wolny związek (tygodniowy, 2
                misięczny, kilku letni)?

                "A ludzie "zdradzają" i cierpią z powodu "zdrady", bo im ten mit wpojono."

                Słuchaj Skarbie :) zdrada w takim wypadku to niedotrzymanie warunków umowy.
                Co za problem umówić się z druga osobą w związku, że obydwoje mają prawo sypiać
                z kim zechcą, to może być nawet seks zbiorowy, czy ze zwierzętami, jak tam sobie
                wolisz ;) bo na tym polega umowa dwóch stron. Wtedy seks z kimś przygodnym, nie
                jest żadną zdradą, bo obydwie strony to uzgodniły.
                Boli cię, że cięzko by ci było znaleźć osobę chętną na taki związek, czy co??

                O jakim więc "bólu uzależnienia" piszesz i co do tego ma miłość??
                Zapewne jesteś w rewelacyjnym związku opartym na dozgonnej miłości i
                uzgodnieniu, że każda ze stron jak ma ochotę na seks to idzie do łózka z kim
                chce. Jeżeli nie, to nie dziw się, że druga strona ma prawo odstąpić od takiej
                umowy, ze względu na jej jednostronne złamanie, w przypadku tzw. zdrady.
                Poza tym ból i uzależnienie od drugiej osoby nalezałoby rozważać indywidualnie.
                Jedna osoba będzie bardzo cierpieć, inna mniej jeszcze inna w ogóle, ktoś będzie
                bardzo uzalezniony emocjonalnie lub materialnie, ktoś mniej od drugiej osoby,
                więc o co ci chodzi?
                A co do miłości to może jej juz nie być w związku/małżeństwie, albo nawet nigdy
                jej nie było, albo jest/była jednostronna, ale nie to konstytuuje związek tylko
                wola stron tego związku - jeżeli chcą w nim trwać

                Twoje wywody o związku i miłości brzmia jak wywody Platona o Demiurgu, albo
                Leibniza o monadach, więc nie dziw sie, że ktoś potraktował cię jako 12 latka,
                który dojrzały związek dwojga osób widział w serialu na Polsacie, a o miłości
                czytał w Cosmopolitan

                A swoją drogą, zaiste ciekawe po co ta kobieta sprowokowała ten temat, skoro nie
                liczy na rady? :)
                "Nie wiem dlaczego o tym
                piszę chyba chciałam sie wygadać bo źle sie z tym czuję i wiem, że bardzo
                krzywdze najbliższą mi osobę. Prosze tylko nie oceniajcie mnie zbyt surowo bo
                nie wiecie co życie wam przyniesie."

                Życie to mi moze przynieść śmierć w wypadku albo wygraną w Totka, a za swoje
                świadmome działanie tylko ja odpowiadam, a nie jakieś "życie".

                • nick3 Trochę "oderwania od życia" przydałoby się każdemu 22.04.07, 10:43
                  W odpowiedziach powtarza się wobec moich postów zarzut "oderwania od życia".

                  Zapewne trochę słuszny. Po prostu szalenie trudno mówić to, co chcę powiedzieć,
                  bez pewnego "oderwania od życia". (Trudno mówić o potrzebie zmian mentalności,
                  skoro one właśnie jeszcze się nie dokonały.)

                  Ale co to jest ten wasz "kontakt z rzeczywistym życiem"? Czy nie jest to nader
                  często po prostu powtarzanie obiegowych pewników, "doświadczenia życiowego",
                  które jest powtarzaniem tego, jak jest, jako tego, co być powinno?

                  Dlatego pewne "oderwanie od życia" może być wpuszczeniem tu ożywczego powietrza.

                  > Słuchaj Skarbie :)

                  Jesteś kobietą?:)

                  > Jakie to ma znaczenie czy to małżeństwo, czy wolny związek (tygodniowy, 2
                  > misięczny, kilku letni)?

                  Też tak uważam.

                  Uważam, że zawłaszczenie jest obyczajowo wpisane nie tylko w małżeństwo, ale i
                  w ogóle w "bycie ze sobą".

                  Ale ponadto - że tak być nie musi i nie powinno.

                  > zdrada w takim wypadku to niedotrzymanie warunków umowy.

                  A czy nie może tak być, że umowy w miłości nie mają sensu! Po prostu to nie
                  jest właściwy przedmiot na kontrakt:)
                  Kochać (a prawdopodobnie także i przestać kochać) nie leży w gestii naszej woli.

                  Może więc umowa dotyczy rezygnacji z namiętności wykraczających poza związek -
                  na rzecz celów wyższych (Rodziny, Małżeństwa, Dzieci)?

                  Nie wszystko, co do czego ludzie się umówili, wiąże ich.

                  Ludzie, którzy się umawiają, że zobowiązują się rezygnować z pragnień
                  erotycznych nie wiedzą, co robią.

                  Myślę, że rozumny człowiek nie podejmuje takich zobowiązań.

                  A nawet gdyby ktoś je podjął, nie są one warte przestrzegania.

                  Po prostu taki kontrakt to pomyłka.

                  Nie dla lojalności żyje człowiek.

                  (Nazwijcie to "egoizmem":) Taki "egoizm" to nasz obowiązek wobec samych siebie.
                  Bez elementarnego "egoizmu", by odważyć się pójść za prawdą swoich pragnień,
                  człowiek marnuje swoje jedyne życie.)

                  > Zapewne jesteś w rewelacyjnym związku opartym na dozgonnej miłości

                  To ty - nie!?:)

                  > i
                  > uzgodnieniu, że każda ze stron jak ma ochotę na seks to idzie do łózka z kim
                  > chce.

                  Może nie taka zimna arbitralność:)

                  Ale czy naprawdę nie ma nic innego, tylko albo "mąż-pan" albo zupełnie obojetny
                  na wszystko "związek otwarty"?


                  U nas (żony i mnie) jest znaczna tolerancja. Nie jestem człowiekiem zupełnie
                  wolnym od zazdrości, ale są sprawy, które toleruję, a są takie, które pewnie
                  bym wybaczył.

                  Podobnie jest z moją żoną. Potrafiliśmy i potrafimy o tym rozmawiać (nie w
                  konwencji "wóz albo przewóz":)

                  W przeciwieństwie do moniki_78 uważam jednak, że sprawy osobiste nie są do
                  relacjonowania na forum.

                  Tak mam.
              • wt82 Re: "Prawo własności" zastępuje ludziom bliskość. 22.04.07, 13:45
                Kobieto wypisujesz jakieś pseudo-filozoficzno-feministyczne bzdury.Spraawa jest
                prosta,dopóki nie jesteś zamężna masz prawo zerwać ze swoim
                kochankiem/narzeczonym i pójśc w ramiona drugiego faceta-to się zdarza,mozna
                się mylić ale czasem gorzej trwać w błędzie niż się przyznac do błędu.Ta kobieta
                o której piszemy jest natomiast mężatką-ma męża jak twierdzi kochającego,ma
                dzieci rodzinę itp Ma więc wobec tych osób pewne zobowiązania-jeśli nie potrafi
                ich zrealizować,jeśli nie potrafi docenić tego co ma to jest niedojrzałą
                smarkula ze swędząca pipą i kiedyś los ją najpewniej srogo ukarzę.

                ,,Zinstytucjalizowanie" małzeństwa-ty jestes Środa czy inna Szyszkowska, jasne
                że rodzina to pewna instytucja tak było i zawsze będzie, próby rozbijania
                rodziny poprzez wmawianie ,że np zdrady są ok prowadza tylko do ludzkich
                tragedii i niczego więcej.Ta osoba zdradzajaca męza nie ma nawet za krzty
                dobroci,uczciwości ani poczucia jakiejkolwiek moralności,w przeciwnym razie albo
                przestała by to robic albo zwyczajnie wzięła rozwód.To mniejsze zło niż
                krzywdzenie dzieci i męża.
                • nick3 Re: "Prawo własności" zastępuje ludziom bliskość. 22.04.07, 20:17
                  Nie jestem raczej kobietą:)

                  Jestem żonaty (a moja żona jest w związku z tym zamężna:) i nijak nie czujemy,
                  by dotyczyły nas twoje prawa.



                  > próby rozbijania
                  > rodziny poprzez wmawianie ,że np zdrady są ok prowadza tylko do ludzkich
                  > tragedii i niczego więcej.

                  Nie próbuję rozbijać rodziny, lecz Rodzinę (model narzucany nam jako "wartość").

                  Ten restrykcyjny model jest dla ludzkiego erotyzmu istnym "łożem Prokrusta" i
                  on właśnie prowadzi do tragedii (tyle, że rozciągniętej w czasie i milczącej,
                  bo pozbawionej głosu, ale przez to wcale nie mniejszej).

                  w przeciwnym razie alb
                  > o
                  > przestała by to robic albo zwyczajnie wzięła rozwód.To mniejsze zło niż
                  > krzywdzenie dzieci i męża.

                  Po cholerę rozwód? To by nie było krzywdzeniem dzieci!?

                  Zwłaszcza, że, jak kobieta pisze, dom jest bardzo w porządku.

                  Problemem jest zazdrość, która zagraża rodzinie w wypadku, gdyby żona próbowała
                  o sprawie rozmawiać.

                  Szkoda, że ta zazdrość wyhodowana przez wychowanie jest tak duża, że kobieta
                  nie mogła sprawy obgadać z mężem przed, a nie po.

                  "Zinstytucjonalizowanie" jest zapewne pożyteczne w wielu dziedzinach, ale chyba
                  nie w dziedzinie uczuć!

                  Bo co to znaczy "zinstytucjonalizowanie"?

                  Przyjrzyj się temu.

                  A?

                  > i kiedyś los ją najpewniej srogo ukarze.


                  Po co taka mściwość?
                  • aneczkag Re: "Prawo własności" zastępuje ludziom bliskość. 24.04.07, 01:07
                    No moze bym sie zgodzila z tym zinstytucjonalizowaniem...

                    Ale wiem, ze najbardziej boli to co uderza w twarde, zesztywniale poglady i
                    uczucia. Zdrada boli, bo uderza w nasze ego - okazujemy sie przeciez nie TACY
                    wspaniali, jakimi sie widzielismy w oczach zakochanego partnera. Partner nie
                    jest juz zakochany, a my nie jestesmy juz wspaniali.
            • tommi78 Re: Kocham męża ale go zdradzam??? 23.04.07, 10:26
              anka542 napisała:

              > >pomyśl jak będziesię czuł twój mąż jeśli się o tym dowie!ja jestem po drug
              > iej
              > stronie takiej tego, czyli żoną zdradzoną która przypadkiem się dowidziała o
              > romansie męża ,nawet nie wiesz jak bardzo to boli!!!!!!!!!!!

              Ja tez znalazłem sie po drugiej stronie, zostałem zdradzony przez wydawałoby
              się idealną i kochaną osobę, ONA przyznała się do zdrady wcześniej
              podejrzewając ją. Wiadomość, że twoja połówka zawiodła cie jest niemalże
              traumatyczne, to naprawde cholernie boli !!! Później może być już niemożliwe
              odbudowanie zaufania
        • hondini Re: Kocham męża ale go zdradzam??? 22.04.07, 23:41
          kolejny "mądry" komentarz,
          tak, szalej, szalej, a na koniec zrób testy na HIV
          i zastanów się co powiesz za kilka lat dzieciom, bo to im możesz wyrządzic
          największą krzywdę - słuchajcie, Wasz tatuś odszedł bo niestety nie potrafił
          zrozumiec ze dawałam komus ...

          pozdrawiam i życzę udanej zabawy, jak wynika z wątku - głównie kosztem męża,

        • sanyu Re: Kocham męża ale go zdradzam??? 23.04.07, 18:49
          dla mnie jestes zwykłąs zdzirą
      • tedepes Re: Kocham męża ale go zdradzam??? 21.04.07, 23:02
        iberia.pl napisała:

        > i super mama hop do lozka....bo nie umiala powstrzymac buzujacyh hormonow.
        > Wstydz sie.

        iberia - jesteś niesprawiedliwa albo nigdy nie poczulaś w życiu żaru. Z nim
        jest tak, że szybko iskrzy pali się cłą swą energią i szybko wypala - ale to
        inna historia. Miłość można wypracować, albo poprostu ona spływa na człowieka.
        Czy jak się już jest matką to nie można zmieniać swojego życia? Teraz Monik
        uważa, że jest szczęśliwa ale jak pozna prawdziwe szczęście to uzna, że się
        myliła......

        Nie oceniaj tak pochopnie. Sam mam żonę i jestem szczęśliwy. Przeżyłem trochę i
        wiem co jest szczęściem dla mnie. Dlatego nie ulegnę żarowi, bo wiem, że nie
        daje mi on szczęścia tylko wewnętrznie wypala.

        Pomyśl iberia.pl, że czasami podejmujemy decyzje, z których trudno się nam
        wycofać bo sprawy za daleko sprawy zaszły i męczymy się powoli do tego
        przyzwyczajając i akceptujemy. Być może ona jest w takim stanie i podświadomie
        nie godzi się z tym i szuka namiętności, szczęścia i żar jej wewnętrznie nie
        wypala.

        Z dobrych rad dla Moniki - to chyba tylko taka, że zaraz będziesz musiała
        wybrać, bo się zwyczajnie pogubisz..
        • politologist Re: Kocham męża ale go zdradzam??? 22.04.07, 05:37
          tedepes napisał:

          > iberia.pl napisała:
          >
          > > i super mama hop do lozka....bo nie umiala powstrzymac buzujacyh hormonow
          > .
          > > Wstydz sie.
          >
          > iberia - jesteś niesprawiedliwa albo nigdy nie poczulaś w życiu żaru. Z nim
          > jest tak, że szybko iskrzy pali się cłą swą energią i szybko wypala - ale to
          > inna historia. Miłość można wypracować, albo poprostu ona spływa na człowieka.
          > Czy jak się już jest matką to nie można zmieniać swojego życia? Teraz Monik
          > uważa, że jest szczęśliwa ale jak pozna prawdziwe szczęście to uzna, że się
          > myliła......
          >



          Tacy już jesteśmy, że mówimy językiem dobra i zła i ciężko nam nie oceniać.
          Może pod kątem siebie Monika postępuje dobrze, ale w stosunku do swojego
          małzonka raczej nie, a co za tym idzie może się okazać, że i w stosunku do
          swojego dziecka
          • tedepes Re: Kocham męża ale go zdradzam??? 22.04.07, 08:33
            politologist napisał:

            > Tacy już jesteśmy, że mówimy językiem dobra i zła i ciężko nam nie oceniać.
            > Może pod kątem siebie Monika postępuje dobrze, ale w stosunku do swojego
            > małzonka raczej nie, a co za tym idzie może się okazać, że i w stosunku do
            > swojego dziecka

            Tak, mąż na tym ucierpi i dzieci też. Ale zauważ, że gdyby w ich życiu
            faktycznie nie było szczęścia to prędzej czy później zaczęłoby się robić źle w
            ich związku. Czasami lepiej, że jesteśmy egoistami. Upraszcza to wiele spraw.
      • war_kos identyczna historia tylko 3 lata wczesniej 22.04.07, 17:48
        moja historia jest niemal identyczna jak twoja (a wlasciwie twojego meza). W
        wieku 29 lat, 4 lata po slubie, z 2,5 letnim synem, dowiedzialem sie ze moja
        zona zdradza mnie ze swoim szefem. Mieli ulatwione zadanie, bo ich praca miala
        charakter projektowy, co od zawsze wiązało się z wyjazdami. Kryli sie
        perfekcyjnie, do tego stopnia, ze nawet przedstawila mi tego fajfusa, tak ze
        nie mialem szans sie domyslic, a wpadli w idiotyczny sposob jak nastoletni
        gó..arze.
        Pierwsza mysl to ogromny szok i niedowierzanie. Druga mysl ze ich oboje
        pozabijam. Przez kilka dni nie mowilem zonie ze wiem, a potem przyszla mysl ze
        jej powiem ale najpierw sie na niej odegram.
        W skrocie mowiac przygruchalem sobie na boku "koleżankę", potem kolejną i
        kolejną. Nagle okazalo sie ze w Warszawie sa całe stada dwudziesto- i
        trzydziestoparolentich dziewczyn (panien, mezatek, rozwodek do wyboru do
        koloru), ktore nie mysla o niczym innym tylko zeby wskoczyc na jakiegos k..a.
        sytuacja trwala ok roku, z tym ze ja wiedzialem ze ona mnie zdradza, a ona o
        mnie nie. Do czasu az nie poznalem dziewczyny, w ktorej na serio i z
        wzajemnoscia sie zakochalem. Wtedy postanowilem sie rozwiesc. Sprawa rozwodowa
        bez najmniejszych komplikacji: z winy zony, synek zostaje ze mna. Przy okazji
        zona tego palanta dowiedziala sie ze koles ją zdradza i wywiazalo sie niezle
        avanti. Jego zona wystapila o rozwod, wiec ten olal moją i zajal
        sie "ratowaniem swojego malzenstwa". A jak go wypip..li z roboty to sie okazalo
        ze tam cale biuro wiedzialo ze on puka moja zone wiec ona na wszelki wypadek
        tez wyleciala.
        nie utrudniam jej kontaktu z moim synkiem. maly wie kto jest jego mama a do
        mojej partnerki mowi po imieniu. kiedys jak byla zona brala go na weekend
        rozmawialismy dluzej i zapytalem "dlaczego" ryzykowala cala nasza przyszlosc
        dla tego fiuta? powiedziala dokladnie to samo co ty teraz, ze go nie kochala,
        ale nie mogla sie powstrzymac

        nie bede ci mowil co masz robic, ale moral z mojej historii plynie dla ciebie
        jeden: nie martw sie o swojego meza!!! on coprawda i tak sie dowie wczesniej
        czy pozniej (przyzekam ze na 100% sie dowie nawet po fakcie, jak juz skonczysz
        z tamtym palantem). a jak juz sie dowie, to najwazniejsze zeby przetrwac jego
        drugą mysl. jesli was nie pozabija to bedzie szczesliwy. duzo szczesliwszy niz
        z toba, tak jak ja teraz (a tez mi sie wydawalo ze lepiej trafic nie moglem,
        heh). Twoj nowy koles rzuci cie predzej niz myslisz i wyladujesz sama kretynko,
        bo wszyscy wasi wspolni znajomi, dokladnie tak jak nasi, beda ciebie obwiniac o
        rozpad malzenstwa.
        a na koniec zaczniesz sie piep..yc z kazdym napotkanym palantem ktory zechce
        cie przeleciec, w nadziei ze to wlasnie ten z ktorym ulozysz sobie nowe zycie.

        • lea_de_mae [...] 22.04.07, 18:14
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • pawel949 Re: identyczna historia tylko 3 lata wczesniej 23.04.07, 03:40
            Dlaczego nie wierzysz?
            Ja mojej żonie byłem wierny 12 lat. Pierwszy raz o tym że mnie zdradza
            dowiedziałem się po 6 latach małżeństwa. (wtedy nie badałem sprawy, teraz wiem
            że zaczęła 2-3 lata po ślubie i jak zwykle sporo osób o tym wiedziało). Wtedy
            postanowiłem walczyć. Wymyśliłem sobie, że jak będziemy mieli drugie dziecko
            (pierwsze to był nasz "przyspieszacz ślubny") to będzie lepiej. Jednak po jakimś
            czasie okazało się że niewiele pomogło. Znowu ktoś był. A przy okazji
            zapewnienia, że kocha mnie. Cóż, walczyłem dalej, namówiłem i zrobiliśmy trzecie
            dzecko.
            Kiedy sprawa dalej się ciągnęła stwierdziłem, że i ja sobie kogos znajdę. Chyba
            byłem jeszcze zakochany, bo uprawiając seks z innymi myslałem o żonie...
            Ale po jakims czasie coraz mniej o niej myslałem.
            Teraz chce dociągnąć aż najmłodsze dziecko podrośnie. Żyjemy razem w domu, ale
            już osobno. Ona chce żeby było jak dawniej - ale ja nie potrafię. Najlepsze, że
            teraz wydaje mi się że nikogo nie ma. Tylko we mnie cos pękło, już nie potrafię.
            A faktycznie - dziewczyn jest dość.

            Jaki z tego morał - ano, że pewne rzeczy można by było naprawć, gdyby w czas się
            za nie zabrać. Myslę, że można dużo wybaczyć kochanej osobie. Zwłaszcza jak się
            ma z nią dziecko. Ale przyjdzie momet, że chciałoby się wrócić i już nie ma gdzie.
            • hubi42 Re: identyczna historia tylko 3 lata wczesniej 23.04.07, 21:52
              To smutne, że nie potrafimy sie zdobyć na uczciwość względem osoby, z którą
              zdecydowaliśmy sie spędzić życie. Jestem mężatką od ponad 3 lat a w związku 7,
              mam 9-miesięcznego synka i już chociazby to powstrzymuje mnie przed zdradą, bo
              to on najbardziej straciłby na mojej chwili zapomnienia. Nie warto, bo to co
              zbudowałam z mężem jest zbyt cenne i trzeba to pielęgnować a nie bezmyślnie
              niszczsyć.
        • emikaa Re: identyczna historia tylko 3 lata wczesniej 24.04.07, 16:28
          troche ostra koncowka, ale brzmi realnie :)
          A ja mam z kolei inny dylemat: jestem zazdrosna o mojego meza, bo ma taka prace
          ze mi nie wolno sie w niej pojawic ani poznac nikogo, skad mam wiedziec co to
          za ludzie jak ich nie znam, czy mam pozwalac mezowi na wyjazdy z takiej firmy
          (weekendy)?
        • adsa_21 Re: identyczna historia tylko 3 lata wczesniej 25.04.07, 16:36
          malo jest to prawdopodobne. W Polsce dziecko zawsze zostaje przy matce, chyba
          ze ona sama tego nie chce albo udowodni sie ze jest narkomanka, prostytutka
          albo ma chorobe psychiczna.
      • pindoll k*rwiszon jesteś na moje - ot co... 23.04.07, 11:59
        i tyle w temacie jak i w treści.
      • margotje Re: Kocham męża ale go zdradzam??? 23.04.07, 23:30
        NIe, Moniko, nie musisz sie wcale wstydzic.
        Iberii troche zal, ze jej sie to nie przydarzylo.. ale coz.. jesli sie nie ma
        meza to trudno i o kochanka....
        Nie rob sobie wyrzutow! Jest Ci to - widac - potrzebne.
        A meza nie krzywdzisz tak dlugo jak przy nim pozostajesz, nie zmieniajac swego
        don stosunku. Nie pozwol aby Twojemu mezowi zabraklo ciepla i uczucia.
        Nie na prozno mowia starzy gorale, ze "czego oczy nie widza sercu nie zal"....
        I jeszcze jedna dobra rada: zycie jest tylko jedno i to bardzo krotkie. Czesto
        bardzo niesprawiedliwe. Dlatego nie zaluj nigdy w zyciu tego co robilas.
    • tusia.jot No, az mnie zagotowalo! 20.04.07, 13:27
      Jakbym nie myslala, ze to grubymi nicmi podpucha, to bym ci napisala, ze nie
      kochasz meża tylko go wykorzystujesz jak woła i niewolnika. Ulozyliscie
      zwiazek, ktory dziala poprawnie. Tyle.
      Gdybys napisala, "malzenstwo od poczatku bylo pomylka a teraz trwa chlodno, dla
      dobra dzieci" - mozna byloby ci uwierzyc. Ale tak?
      Epitetow posylac nie chce. I juz nie odpisze na zadna wypowiedz.
      Jeszcze raz: nie kochasz meza. kropka. Dlaczego wyszlas za faceta, ktorego nie
      kochalas? Sama wiesz najlepiej.
      • nick3 Nie ma wyraźnego podziału na miłość i "nie-miłość" 21.04.07, 15:47
        To mit.

        "Kiedy się kocha, to się o tym wie." ?

        Czasem tak, czasem nie:)


        Ludzie z pojedynczych przypadków wyciągają wnioski, które mają podobno
        obowiązywać wszystkich jako Wzór.

        Bzdura! Każdy jest inny. Ba, każdy związek (nawet w życiu jednego człowieka)
        jest inny!

        Przestańcie oceniać - będzie lepiej:)

        Naprawdę!:)))
      • koham.mihnika znasz sie na ludziach, moim zdaniem autorka meza 22.04.07, 00:39
        nie kocha. A z pewnoscia udaje przed nim spokojna, podczas gdy rajcuje ja
        bardziej dynamiczny seks. Do czego mezowi w zyciu by sie nie przyznala. A moze
        to tylko mala kobietka, ktora rajcuje fakt wyjecia faceta, ktory jej sie podoba?
        Do tego wszystkiego usiluje dorobic ideologie.
        • nick3 Nie znam się "na ludziach"! "Ludzie" nie istnieją. 22.04.07, 12:32
          Odgrywamy "ludzi", a inni (ci "mądrzy":) "znają się na ludziach".

          Te "ludzie" - to nudne do bólu schematy, jak i co należy czuć, w jakich
          okolicznościach.
          • koham.mihnika to bylo do tusi.jot, ty sie mecz na wlasny rachune 22.04.07, 13:12
            k
            • nick3 Dlaczego mam się męczyć?:) 22.04.07, 13:31
    • mala_mee Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 13:32
      Ale co??? Ma nam być ciebie szkoda??? Mamy to pochawlić??? O co chodzi???
      Pomyśl jak byś się czuła jakby twój mąż ciebie zdradzał.
      • monik_78 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 13:38
        Czułabym sie okropnie. Wiem, że źle robię, że krzywdzę najbliższa mi osobę. Mam
        wyrzuty sumienia ale nie mogę z tym skończyć. To juz chyba jest jakaś obsesja.
        • mala_mee Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 13:42
          Kobieto a gdzoe twoja wolna wola??? Czy mroczne siły cie opentały???
        • mala_mee Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 13:42
          Kobieto a gdzoe twoja wolna wola??? Czy mroczne siły cie opentały???
          • monik_78 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 13:46
            Nie wiem chyba jestem głupia. Wiem, że źle robię, wiem, że to może zniszczyć mi
            życie a mimo to nie mogę się oprzeć.
            • konrado80 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:20
              co to znaczy nie moge, nie potrafie??
              pomysl sobie tak jak napisal ktos wyzej, czy chcialabys byc na miejscu Twojego
              meza?? zeby to on Ciebie tak zdradzal??
              nie szanujesz czlowieka, ktory Cie kocha, ktory Tobie ufa, ktory daje Tobie
              bezpieczenstwo, cieplo, a Ty go masz po prostu w doopie i jeszcze mowisz nie
              moge... buhahaha

              ja na jego miejscu jakbym sie dowiedzial o tym ze tak robisz, to bym odrazu
              zarzadal rozwodu i brak opieki nad dziecmi
              • monik_78 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:25
                Masz racje i ja o tym wiem. Wiem, że moge stracić wszystko a mimo to nadal się
                z nim spotykam. Jestem kompletną idiotką! Wiem jednak, że musze z tym w końcu
                skończyć. Kocham męża, kocham dzieci, mam szczęśliwą rodzinę i nie chcę tego
                stracić.
                • konrado80 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:30
                  jezeli nie chcesz, to lepiej jak najszybciej, bo w koncu ktoregos dnia
                  popelnisz jakis blad, maz to odkryje i koniec
                • klein4400 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 17:21
                  Na mój rozum nie nie kochasz męża, co najwyżej ci się tak wydaje. W tej
                  sytuacji,jeżeli faktycznie go szanujesz i kochasz, to powinnaś się przyznać do
                  zdrady - albo wybaczy (a ty przy okazji zakończysz swój romans) albo się
                  rozejdziecie (za błędy się płaci, takie życie).
                  • frygga Re: Kocham męża ale go zdradzam 21.04.07, 00:54
                    powinnaś się przyznać do
                    > zdrady -

                    A po co go ranić?!
                    • koham.mihnika zeby nie dowiedzial sie ostatni, od znajomych 22.04.07, 00:47
                      frygga napisała:

                      > powinnaś się przyznać do
                      > > zdrady -
                      >
                      > A po co go ranić?!
                • adamo64 [...] 20.04.07, 17:58
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • xana1 Re: Kocham męża ale go zdradzam 21.04.07, 08:48
                  O matko jakbym czytała swoją historie z przed niespełna roku.Tyle tylko że ja
                  związałam się emocjonalnie z tamtym mężczyzną.Wiem co czujesz i powiem ci ku
                  przestrodze skończ puki mąż nie wie ja niestety zabrnęłam za daleko i straciłam
                  prawie wszystko.Moją pracebo tamten tam pracował a najgorsze co mogłąm stracić
                  to zaufanie męża tego sie nie da opisać coja przeżywałam i jeszcze nie
                  koniec.Jestem z mężem ale to już nie to on mi w jakiś sposób wybaczył ale nigdy
                  nie zapomni i wszystko nam tą sytuacje przypomina nawet filmy aktor o podobnym
                  imieniu to takie szczegóły ale toczuć żę oboje otymwtedy myślimy nawet nic nie
                  m€wiąć.Ja wpadłam w głęboką depresje boniewiem co dalejz moimżyciem i kółko
                  siezamyka.TEraz jakby jest ciut lepij ale czuje że ten koszmar nigdy sie nie
                  skończy a błą jaki popełaniłam będzie sie za mną wluk całe życie.A do tego te
                  cholerne poczucie winy po co dlaczego przecież wiedziałam że tak się skończy a
                  jednak zdradziłąm to strasznenajchętniej strzeliłąbym sobie w łeb kilka razy
                  próbowałam zrobić sobie krzywde ale nie wyszło.NIe wiem co będzie dalej ale nie
                  mam siły już życ nie mam do ikogo pretęsij bo na własne życzenie spieprzyłam
                  sobie życie.Więć morał z tego taki żę musisz znależć w sobie siłe żeby skończyć
                  ten romans zanim skończy ci sie świat.Pozdrawiam.
                  • aaa1979 Re: Kocham męża ale go zdradzam 23.04.07, 13:03
                    Życie to sztuka wyboru.
                • and1024 Re: Kocham męża ale go zdradzam 21.04.07, 14:34
                  IDIOTKA !!!!! BEZMOZGOWIE !!!!!

                • rzymianin28 Re: Kocham męża ale go zdradzam 21.04.07, 21:24
                  monik chyba wiem kim jestes, przeprowadzilas sie ostatnio do Sławna z
                  trojmiasta, jezeli to jestes ty to tez mi kiedys mowilas ze mnie kochasz i w
                  perfidny sposob mnie zdrzdzalas, mam ogromna nadzieje ze Cie zdemaskowalem
                  fajnie by bylo, chyba ze wiek, plec, ilosc dzieci i długosc małzenstwa jest
                  zwyklym zbiegiem okolicznosci
                • koham.mihnika sa ludzie wierni sobie przez 30 i wiecej lat 22.04.07, 00:46
                  smutne to twoje zycie.
                  Pomysl trzezwo - jesli twoj maz sie dowie? Twoj kochanek rowniez nie bedzie z
                  toba wiecznie; kiedy mu sie znudzisz zostawi cie. I co, polecisz za nim? Jestes
                  dobra kandydatka na leczenie depresji. Moze nie skonczy sie samobojstwem.
                • wlodek111 a czym ty sie przejmuijesz?!!!!!! 23.04.07, 03:44
                  Jedyne co Ci moge doradzic to postaraj sie zachowac jak najwieksza dyskrecje....
                  i pamietaj - lepiej zalowac i pokutowac za grzechy popelnione niz za to, ze sie
                  nie grzeszylo...
                  kiedys bedziesz miala lat 40, potem 50, a kiedys nawet i 70 lub 80 - i wierz
                  mi, ze wlasne wspomnienia to jest to czego ci nikt nie odbierze....
                  i nie baw sie w zadna psychoanalize i nie sluchaj moralizatorow - im normalnie
                  zal, ze zycie ci sie uklada tak a nie jak im....grzeszyc chcialoby wielu, ale
                  gdy nie maja szans (np sa na bezludnej wyspie) to wtedy budza sie w nich zasady
                  moralne....
          • kozborn Wolna wola to mit 21.04.07, 00:17
            i bzdura na resorach, spuścizna judeochrześcijańska warta funta kłaków,
            prawdziwe źródło cierpień, nic więcej.
        • simon_r Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 13:46
          A ja powiem tak... krew nie woda.

          Ciekaw jestem czy tym wszystkim paniusiom wielce poprawnym nigdy w życiu nie
          zdarzyło sie nic szalonego???
          Monika.... jako facet powiem tylko tyle - NIE DAJ SIĘ ZŁAPAĆ!!!... jeśli kochasz
          męża. I nigdy mu o tym nie mów.

          -------------------
          Pomóżcie w projekcie - Klik TU
          A TU - wieczorne marudzenia zgreda
          • monik_78 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 13:48
            simon_r napisał:

            > A ja powiem tak... krew nie woda.
            >
            > Ciekaw jestem czy tym wszystkim paniusiom wielce poprawnym nigdy w życiu nie
            > zdarzyło sie nic szalonego???
            > Monika.... jako facet powiem tylko tyle - NIE DAJ SIĘ ZŁAPAĆ!!!... jeśli
            kochas
            > z
            > męża. I nigdy mu o tym nie mów.
            Ale ja się z tym źle czuję, wstydze się tego co robię i mam wyrzuty sumienia a
            ty piszesz o tym tak lekko jakby to było coś niewinnego.
            > -------------------
            > Pomóżcie w projekcie - Klik TU
            > A TU - wieczorne marudzenia zgreda
            • simon_r Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:01
              Wcale nie pisze że jest to coś niewinnego.
              Napisałem, że każdemu może coś odbić i nie należy zaraz potępiać go za to w
              czambuł... mówiąc kolokwialnie.

              Zwracam Ci jednak uwagę aby nie przyszło Ci do głowy z powodu wyrzutów sumienia
              mówić cokolwiek mężowi. Jeśli zamierzasz czy nie zamierzasz to skończyć to
              lepiej będzie dla wszystkich abyś nie dala się na tym złapać a w żadnym
              przypadku nie szła do męża aby mu o tym powiedzieć "bo Cię sumienie dręczy"...
              to nic nie da. W tej chwili krzywdzisz TYLKO SIEBIE (to Ty masz wyrzuty
              sumienia)... innych skrzywdzisz dopiero wtedy gdy się o tym dowiedzą.... pójście
              do małżonka i opowiedzenie mu o tym będzie raczej próbą uwolnienia się od
              wyrzutów sumienia a nie rozwiązaniem.


              -------------------
              Pomóżcie w projekcie - Klik TU
              A TU - wieczorne marudzenia zgreda
              • baba67 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:10
                zgadzam sie-takie rzeczy mijaja o to nawet szybko, mozesz dojsc do rozumu,
                nikomu nie potrzebna taka prawda.Onna rzcz ze kochas moze byc objawem, a nie
                przyczyna.
              • monik_78 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:21
                Nie na pewno mu nie powiem. On świata poza mną nie widzi i gdyby sie o tym
                dowiedzial chyba by mu serce pękło. Sama musze sie z tym jakoś uporać i
                skończyć z tym raz na zawsze.
                • x16l Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 20:32
                  Monik_78 nie czytam Twoich dalszych odpowiedzi, bo chyba hołdujesz męskiej
                  zasadzie 3C, tzn. cudza, czysta i cytata (dobierz sobie znaczenia 3XC). Good
                  luck, bo będzie Ci potrzebne - a tak a propos, to że On nic nie wie - nie łudź
                  się dowie się to jest kwestia czasu: za miesiąc , za rok, a może za lat 20-cia,
                  badź pewna - NA PEWNO DOWIE SIĘ.
                  Pozdro.
                  • koham.mihnika Re: Kocham męża ale go zdradzam 22.04.07, 00:52
                    a jesli sie wygadasz przez sen, albo w czasie stosunku odezwiesz sie do meza
                    imieniem twego dziubaska?


                    x16l napisał:

                    > Monik_78 nie czytam Twoich dalszych odpowiedzi, bo chyba hołdujesz męskiej
                    > zasadzie 3C, tzn. cudza, czysta i cytata (dobierz sobie znaczenia 3XC). Good
                    > luck, bo będzie Ci potrzebne - a tak a propos, to że On nic nie wie - nie łudź
                    > się dowie się to jest kwestia czasu: za miesiąc , za rok, a może za lat 20-cia,
                    >
                    > badź pewna - NA PEWNO DOWIE SIĘ.
                    > Pozdro.
              • lena.k1 Re: Kocham męża ale go zdradzam 23.04.07, 10:19
                > Zwracam Ci jednak uwagę aby nie przyszło Ci do głowy z powodu wyrzutów
                sumienia
                > mówić cokolwiek mężowi. Jeśli zamierzasz czy nie zamierzasz to skończyć to
                > lepiej będzie dla wszystkich abyś nie dala się na tym złapać a w żadnym
                > przypadku nie szła do męża aby mu o tym powiedzieć "bo Cię sumienie dręczy"...
                > to nic nie da. W tej chwili krzywdzisz TYLKO SIEBIE (to Ty masz wyrzuty
                > sumienia)... innych skrzywdzisz dopiero wtedy gdy się o tym dowiedzą....

                Czy ktoś mi może wytłumaczyć, skąd się bierze tak idiotyczne myślenie? Czy to
                jest ostatnio jakaś epidemia, która się rzuca połowie społeczeństwa na mózg?
                Jak do cholery można tłumaczyć zdradę jako "krzywdzenie siebie samego"???
                Przecież to jakiś paradoks! O jakich wyrzutach sumienia tutaj w ogóle jest
                mowa? Mam wyrzuty sumienia, ale bzykam się dalej, bo doprawdy nie mam siły tego
                skończyć - jaka ja jestem nieszczęśliwa!!!
                No szlag mnie trafia, jak człowiek robi z siebie taką łajzę.
                Nie piszę tylko do moniki, ale ogólnie do osób, którym się wydaje, że zdrada
                jest cacy, dopóki nie wyjdzie na jaw. To nie jest prawda, że krzywdzimy drugą
                osobę dopiero wtedy, gdy przyznajemy się do zdrady. Nie, krzywdzimy ją w
                momencie kiedy wracamy do domu po udanym seksie na boku i patrząc jej w oczy
                pieprzymy różne farmazony pod tytułem "kocham cię misiaczku, żyć bez ciebie nie
                mogę itd".
                Krzywdzimy ją fundując jej podłe kłamstwa i mydląc oczy. Ludzie, czy wy
                naprawdę tego nie widzicie??? Czy po prostu jest wam na rękę, żeby tego nie
                dostrzegać...?
                Idąc waszym tokiem myślenia można zabrnąć naprawdę bardzo daleko - czy w takim
                razie molestowane niemowlę też nie jest skrzywdzone? Przecież nie zdaje sobie z
                tego prawdy, no nie?
                • lena.k1 Re: Kocham męża ale go zdradzam 23.04.07, 10:21
                  Przecież nie zdaje sobie z
                  >
                  > tego prawdy, no nie?

                  Oczywiście miało być "nie zdaje sobie z tego sprawy" - przepraszam za pomyłkę.
            • mrs.solis Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 15:24
              Simon dobrze ci radzi. Jak kochasz meza i nie chcesz go stracic to nigdy nie
              daj sie zlapac ani nie przyznawaj sie do tego co zrobilas.Pisac o tym zebys to
              skonczyla ci nie bede,bo sama juz wiesz o tym.
        • muka187 miłość-sztuka odmawiania s.b innych dla tej jednej 20.04.07, 21:12
          każda forma rygoru jaką sobie narzucamy coś buduje :)
          • nick3 Co za smętny światopogląd:) 21.04.07, 19:17
            Ksiądz ci to powiedział, czy ciotka-patriotka o zaciśniętych wargach?:)

            (Wiesz - kiedy zbyt dużo ludzi tak myśli, do władzy dochodzą faszyści!)
        • mareneu1 Re: Kocham męża ale go zdradzam 21.04.07, 12:07
          a moze jestes chora? taka choroba nazywa sie "uzaleznieniem od seksu"
          znalam kiedys taka rodzine, tyle ze to on byl chory a nie ona
          • nick3 Jak nie moralizowanie to medykalizacja:) Bleee! 21.04.07, 19:29
            Kobieta jest po prostu normalna - żywa.

            Jest za mało utrupiona przez moralizm, by ze spontaniczności erotycznej
            zrezygnować na rzecz "uczuć rodzinnych". Ale za dużo - by nie wierzyć, że "wie
            że robi źle".

            I stąd jej problem (no i stąd, że wyszła za "faceta", czyli człowieka, który
            prawdopodobnie musi w tym widzieć "zdradę".)
            • funia81 Re: Jak nie moralizowanie to medykalizacja:) Blee 21.04.07, 21:40
              Sluchaj, tak naprawde wszystko zalezy od tego, jak sie ze slubnym umowili. Jesli
              zgodzili sie na "skokiwboki", to OK. Ale jesli mieli byc tlko oni i tylko dla
              siebie, to jest klamliwa szmata i wbrew temu, co pisze, nie kocha meza. Dorosla
              kobieta, ktora nie umie pohamowac hormonow... Co ona, suka z cieczka? Zwierze,
              ze "musi" i juz? Nie musi, tylko zwyczajnie CHCE, a skoro chce, to zdradza. I
              mozesz to sobie nazwac "spontanicznoscia erotyczna"... Fajna peryfraza.
              Zwlaszcza dla tych, co chca miec wymowke.
              • nick3 Re: Jak nie moralizowanie to medykalizacja:) Blee 21.04.07, 22:22
                Dzięki za nieagresywny post:)

                To nie jest tak, że nie zalecałbym jej poważnego przemyślenia sprawy.

                Uważam tylko, że małżeństwo (czy w ogóle "bycie ze sobą" w naszej
                obyczajowości) jest pułapką.
                ("remedium amoris" czyli "remedium na miłość" jak pisze z pochwałą o
                małżeństwie katolicki Sobór Trydencki. "Ledwie kobiecie powiedziano <żono> już
                ją żywcem pogrzebiono" Mickiewicz, "Dziady" cz.4 :)

                "Umówienie się" nie jest chyba aż tak decydujące dla oceny sprawy, jak mówisz.


                Nawet ludzie, którzy się umówili, mogą czuć się zranieni.


                Nawet ludzie, którzy "mieli być oni i tylko oni" nie stają się przez
                to "własnością", do tego stopnia, by odkrycie czegoś innego od razu
                klasyfikowało kobietę jako "szmatę", a mężczyznę jako "dziwkarza".

                Ludzie, bądźcie chrześcijanami! (Jeśli już musicie tak poważać ten dekalog:)


                Zobaczcie żywego człowieka.

                Te tak zwane przez was "hormony", to - jeśli nimi nie pogardzać - większe
                źródło wartości życia niż stabilny status domowy ("Rodzina":)


                Moim zdaniem ludzie mają pewne prawo szukać w życiu poezji (nawet jeśli przy
                obecnym wychowaniu wypada to kaleko).

                A nie tylko ich partner - do bezpiecznej pewności, że osobowość współmałżonka
                gwarantuje na wiek wieków owo powiedziane niegdyś w entuzjazmie "tylko my i
                tylko dla siebie".


                • funia81 Re: Jak nie moralizowanie to medykalizacja:) Blee 21.04.07, 23:30
                  > klasyfikowało kobietę jako "szmatę"

                  Chyba niepotrzebnie zrownujesz w moim poscie "szmate" z dziwka. Ja chcialam
                  wyrazic tylko i wylacznie brak szacunku dla klamcow, nie cudzoloznikow czy
                  cudzoloznic per se. Klamiesz => tracisz moje zaufanie => bycie razem traci sens.
                  Tak to widze. (Oczywiscie => oznacza implikacje).

                  > Ludzie, bądźcie chrześcijanami!

                  Nie poczuwam sie. A w tym wypadku moralizujac(?) nie odwoluje sie do "Nie
                  cudzoloz", tylko do zwyczajnego "Nie klam".

                  > Moim zdaniem ludzie mają pewne prawo szukać w życiu poezji

                  I ta poezja to jest ten "fantastyczny seks", tak? To jest dopiero kalekie...

                  W ogole to gratuluje zalozycielowi watku udanego trollingu, bo im wiecej jego
                  postow czytam, tym bardziej mam wrazenie, ze dalismy sie wszyscy wkrecic.
                • artcom.pc Re: Jak nie moralizowanie to medykalizacja:) Blee 22.04.07, 07:02
                  Człowieku zastanów się nad sobą. Jak widzę nie odpowiada Ci życie w
                  społeczeństwie które ustaliło sobie pewne zasady - proste zasady. Jestes sam -
                  rób co chesz. Jestes z kimś - rób co chcesz ale w ramach dopuszczonych przez
                  obie strony. Odnoszę wrażenie że popisujesz się tu wyłącznie swoją elokwencją
                  patrząc z góry na wszystkich wypowiadających się po Twojemu "prostacko" ale
                  myślących trzeźwiej od Ciebie. Jeśli nie pasuje Ci taki stan rzeczy to zdejmij
                  z siebie markowe ciuchy, zmyj zapach z Sephory i spieprzaj do buszu. Tam
                  będziesz mógł "bez zobowiązań" popchnąć co się rusza i nie bać się o posądzenie
                  o "zdradę" jak to ładnie piszesz. Mam 30 lat, kilka związków za sobą i ŻADNEJ
                  zdrady. Nie dlatego że się bałem lub jestem spaczonym mocherem ale dlatego że
                  wychowano mnie poprawnie moralnie i nie uważam lojalność za coś tak naturalnego
                  jak oddech. Wokół widzę mnóstwo podobnie myślących ludzi więc nie próbuj Ich
                  zmieniać z prostego szacunku do Ich poglądów. Zgodzę się że jest też dużo
                  odwrotnie myślących ale to Ich wyłączna sprawa. Małżonkiem jestem od 3 lat i
                  nie musiałem się umawiać co wolno czego nie. To wypływa z nas samych.
                  Małżeństwo nie jest żadną pułapką. Nikt Cię do niego nie namawia. Chcesz i
                  masz. Dobrze znasz jego konsekwencje i to Ty mówisz TAK przed setkami zebranych
                  które aprobuje wszelkie jego pozytywy i negatywy. Nie szykanuj więc tych co
                  myślą jak ja bo krzywdzisz społeczeństwo. Czy dobrze byś się czuł gdyby Twoja
                  matka pewnego dnia powiedziała Ci jak to było Jej dobrze z połową miasta
                  chociaż tatusia kochała ?? Pomyśl zanim zaczniesz przytaczać slogany napisane
                  przez będących w transie pisarzy i innych gejów którzy widzieli w lustrze kogoś
                  innego niż byli.
                  "Hormony - większe źródło wartości życia niż stabilny status domowy".- dobre. A
                  może Ty jestes seksualny inaczej ???? za 40 lat sobie usiądziesz sam bo już
                  nikt Ci nie da i nie weźmie do ust i pomyślisz że fajnie jest sąsiadom którzy
                  nawet po 50 latach ze sobą trzymają się za ręce i cieszą z rodziny która ich
                  odwiedza.
                  Pozdrawiam i mam nadzieję że w natłoku swoich chorych myśli znajdziesz nieco
                  czasu na przeczytanie tego długiego ale z serca płynącego postu.
                  • artcom.pc Re: Jak nie moralizowanie to medykalizacja:) Blee 22.04.07, 07:08
                    Wybaczcie, wkradł się mały błąd.
                    >... i nie uważam lojalność za coś tak naturalnegojak oddech
                    miało być: "i uważam lojalność"
                    Przepraszam ale pisałem to w wyniku emocji.
                  • nick3 Re: Jak nie moralizowanie to medykalizacja:) Blee 22.04.07, 11:02
                    Jak widzę nie odpowiada Ci życie w
                    > społeczeństwie które ustaliło sobie pewne zasady - proste zasady.

                    Ze mną nikt ich nie ustalał.


                    A nawet gdyby ustalał - miłość erotyczna jest sprawą zbyt ważną, by ją temu
                    podporządkowywać.

                    > i pomyślisz że fajnie jest sąsiadom którzy
                    > nawet po 50 latach ze sobą trzymają się za ręce i cieszą z rodziny która ich
                    > odwiedza.

                    Różnie jest z tą radością:)

                    Ale gdyby była, oczywiście też cenię ją.

                    Ale to nie zastąpi miłości (pasji erotycznej).

                    Dlatego mówię, że:

                    > "Hormony - większe źródło wartości życia niż stabilny status domowy"


                    Wbrew potocznej "dojrzałej" opinii uważam, że to owe "hormony", a nie
                    obowiązkowość czy nawet altruizm, są tą nadającą blask życiu - namiętnością
                    (miłością?:).
                    • wt82 Re: Jak nie moralizowanie to medykalizacja:) Blee 22.04.07, 13:54
                      nick3 napisał:

                      > Jak widzę nie odpowiada Ci życie w
                      > > społeczeństwie które ustaliło sobie pewne zasady - proste zasady.
                      >
                      > Ze mną nikt ich nie ustalał.
                      >
                      >
                      > A nawet gdyby ustalał - miłość erotyczna jest sprawą zbyt ważną, by ją temu
                      > podporządkowywać.
                      >
                      >
                      >
                      > Różnie jest z tą radością:)
                      >
                      > Ale gdyby była, oczywiście też cenię ją.
                      >
                      > Ale to nie zastąpi miłości (pasji erotycznej).
                      >
                      > Dlatego mówię, że:
                      >
                      > > "Hormony - większe źródło wartości życia niż stabilny status domowy"
                      >
                      >
                      > .
                      Jak czytam ten bełkot nicka 3 to jestem pewny ,ze to ktos w stylu Środy lub
                      Szyszkowskiej .Jesli tak nie odpowiadają ci normy społeczeństwa,jeśli
                      uważasz ,że zdrada to coś normalnego,że tak naprawdę moralność nie istnieje
                      liczy się tylko zwierzęcy popęd seksualny to wyjedź stad i opuśc ta społeczność
                      europejskich ,,ciemniaków" ,jedź np do Afryki,może tam są bardziej
                      odopowiadające ci normy.A jak nie to się dostosuj,a przynajmniej nie wypisuj
                      tego pseudo-filozoficznego hedonistycznego bełkotu.
                • xtrin Re: Jak nie moralizowanie to medykalizacja:) Blee 22.04.07, 11:05

                  > "Umówienie się" nie jest chyba aż tak decydujące dla oceny sprawy, jak mówisz.

                  Jest decydujące.
                  Biorąc ślub podejmujemy pewne zobowiązania, zawiązujemy pewną umowę z warunkami.
                  Jednym z nich jest wierność i uczciwość. To nie jest nigdzie narzucone, nie ma
                  obowiązku się pobierać. Więc jeżeli na to się decydujemy to robimy to z własnej
                  woli.
                  Jak to każdej umowy i do tej można dopisać aneks. Np. taki, który anuluje
                  warunek wierności. Co prawda ten nie będzie formalny, ale będzie też wynikiem
                  woli obydwojga. I wtedy wszystko jest ok.
                  Ale jeżeli oszukujemy partnera pomimo wciąż obowiązującej umowy małżeńskiej w
                  pełnym wymiarze to po prostu jesteśmy nieuczciwi. I tego - nieuczciwości
                  względem osoby, która powinna być najbliższa nam na świecie - nie można nijak
                  wytłumaczyć.
                  Wszyscy tłumaczą, że przecież namiętność, ah, romantyzm, piękna erotyka. Nie o
                  seks tutaj chodzi. Chodzi o zwykłą uczciwość.

                  > Nawet ludzie, którzy się umówili, mogą czuć się zranieni.

                  Ale wtedy są zranieni na własną prośbę.

                  > Nawet ludzie, którzy "mieli być oni i tylko oni" nie stają się przez
                  > to "własnością", do tego stopnia, by odkrycie czegoś innego od razu
                  > klasyfikowało kobietę jako "szmatę", a mężczyznę jako "dziwkarza".

                  Nikt ich do tego nie przymuszał. Jeżeli podjęli pewne zobowiązania to albo niech
                  się ich trzymają, albo niech je zerwą w całości. Inaczej są po prostu szmatami
                  płci dowolnej.

                  > Ludzie, bądźcie chrześcijanami! (Jeśli już musicie tak poważać ten dekalog:)
                  > Zobaczcie żywego człowieka.

                  Nie jestem chrześcijanką, nie wyznaję tego dekalogu. Widzę natomiast żywego
                  człowieka - zdradzanego męża.

                  > Te tak zwane przez was "hormony", to - jeśli nimi nie pogardzać - większe
                  > źródło wartości życia niż stabilny status domowy ("Rodzina":)

                  Hormony to to życie tworzą. Rodzina pozwala mu się rozwinąć tak, jak na to
                  zasługuje.

                  > Moim zdaniem ludzie mają pewne prawo szukać w życiu poezji

                  Oj, piękna poezja - chędożenie się w biurze jak króliki. Po prostu wzruszające.
                  • nick3 zobowiązanie 22.04.07, 12:11
                    Rozumiem, że można się zobowiązać do wspólnego posiadania i wychowania dzieci,
                    do troski o siebie w trudnych okolicznościach życiowych itd.

                    Ale do kochania po prostu zobowiązać się nie da. "Będę cię kochać zawsze!" to
                    pewność wyrażająca stan ducha, błędnie brana za zobowiązanie.

                    Zaś zobowiązanie do "niepragnienia nikogo innego" jest moim zdaniem pozbawione
                    mocy wiążącej.

                    Nikt nie ma prawa czegoś takiego wymagać, nawet jeśli ten drugi ochoczo się
                    zobowiązał.


                    Nie potrafię sobie wyobrazić, by ludzie umawiający się w ten sposób mieli
                    wyobrażenie o tym, do czego się zobowiązują.


                    Oszukiwać nie należy. Kłopot w tym, że jak związek staje się coraz bardziej
                    przeniknięty instytucją (i jej Zasadami), owe Zasady zaczynają "żyć nasze
                    życie" w zastępstwie nas, a wszelka próba wyjścia z uświęconych kolein nabiera
                    sensu Nielojalności.

                    I wtedy, często nawet też i po to, by to drugie nie czuło się pokrzywdzone -
                    kłamiemy (ja tego robić nigdy nie potrzebowałem).

                    Konieczność zatajania ważnych rzeczy przed tym drugim jest tragiczna. Ale jest
                    to symptom, że związek już dawno (niepostrzeżenie) stał się relacją typu niemal
                    oficjalnego (małżeństwo tak działa), w którym każdy musi zmieścić się w pewnej
                    oczekiwanej roli.

                    Zobowiązania (te wypowiedziane, ale także te domyślne!) niweczą bliskość, bo
                    wprowadzają element przymusu, który jest dokładnym przeciwieństwem bliskości.
                    • xtrin Re: zobowiązanie 22.04.07, 12:32
                      nick3 napisał:
                      > Ale do kochania po prostu zobowiązać się nie da. "Będę cię kochać zawsze!"
                      > to pewność wyrażająca stan ducha, błędnie brana za zobowiązanie.
                      > Zaś zobowiązanie do "niepragnienia nikogo innego" jest moim zdaniem
                      > pozbawione mocy wiążącej.

                      Ale to wciąż nie o to chodzi.
                      Zobowiązanie małżeńskie to zobowiązanie do _uczciwości_ względem drugiej osoby.
                      Do tego zobowiązać się jak najbardziej można. I kto z tego zobowiązania się nie
                      wywiązuje jest dla mnie szmatą.
                      • krzysieck [...] 22.04.07, 12:39
                        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                        • xtrin Re: zobowiązanie 22.04.07, 13:13
                          krzysieck napisał:
                          > Mozna by jeszcze usprawiedliwić osobę, która została zmuszona do tego
                          > zobowiązania wbrew swej woli ale w tym przypadku nikt Moniki chyba do
                          > tego nie zmuszał. Sama z własnej i nieprzymuszonej woli zobowiązała się,
                          > że będzie męzowi wierna a teraz złamała to zobowiązanie.

                          Jasne, że zdarzają się pewne wyjątki w małżeństwach. Małżeństwa z przymusu to w
                          dzisiejszych czasach chyba jednak wielka rzadkość, nawet jeżeli chodzi o ślub z
                          powodu ciąży to wciąż jest to suwerenna decyzja dwojga dorosłych osób, nawet,
                          jeżeli podejmowana pod presją otoczenia.
                          Od biedy można też jakoś tam usprawiedliwić zdradę, gdy małżonek nie wypełnia
                          swojej części zobowiązania, np. jest oziębły, brutalny czy sam zdradza.
                          Jakkolwiek wtedy uczciwym rozwiązaniem jest odejść, a nie oszukiwać. Choć
                          zdarzają się różne sytuacje i odejście nie zawsze jest możliwe.
                          Jednak w tym przypadku nie mamy do czynienia z żadnymi okolicznościami łagodzącymi.
                          • krzysieck [...] 22.04.07, 15:07
                            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • koham.mihnika widac nie jestes chlopem z j.j.mi, jak poczuje sie 22.04.07, 00:55
              facet dowiadujac sie, ze jego ukochana woli walic sie z jakims typem? Jak
              poczuje sie jako mezczyzna?


              nick3 napisał:

              > Kobieta jest po prostu normalna - żywa.
              >
              > Jest za mało utrupiona przez moralizm, by ze spontaniczności erotycznej
              > zrezygnować na rzecz "uczuć rodzinnych". Ale za dużo - by nie wierzyć, że "wie
              > że robi źle".
              >
              > I stąd jej problem (no i stąd, że wyszła za "faceta", czyli człowieka, który
              > prawdopodobnie musi w tym widzieć "zdradę".)
              • nick3 Nie jestem. I cieszę się, że nie muszę. 22.04.07, 10:52
                To, co nazywasz "mężczyzną" to jest pewien umowny prestiż.

                Rzeczy tak osobistych jak relacje erotyczne nie powinno się podporządkowywać
                wzorcom prestiżu.

                Tzw. "facet" musi to oczywiście robić. Ale to właściwie zastępuje rzeczywistą
                bliskość z drugim człowiekiem - jakimś odgrywanym przez obie strony
                scenariuszem p.t. "związek".
                • 77agat Re: Nie jestem. I cieszę się, że nie muszę. 22.04.07, 19:16
                  Nicku;)moim partnerem jest mezczyzna o podobnych Tobie pogladach.Na poczatku
                  bylo mi ciezko,dlugo budowalam zaufanie.Az zrozumialam jak cenne jest to co
                  oboje mamy:zwiazek oparty na wolnej woli i milosci.Obecnie juz nie obawiam sie
                  zdrady,bo wiem ze tam gdzie jest wolnosc,spoleczne nakazy i konwencje staja sie
                  czyms oczywistym,a nie narzuconym,i paradoksalnie
                  naturalnie"przestrzegalnym".Ciesze sie ze zbudowalismy jakas nasza
                  prawde,wlasnie dzieki wolnosci.Zawile troche;) Pozdrawiam
                  • nick3 Re: Nie jestem. I cieszę się, że nie muszę. 22.04.07, 21:02
                    Pozdrawiam serdecznie, ciebie i twojego mężczyznę:)

                    Prawie zgadzam się z twoim postem, choć myślę, że to nie "nakazy i konwencje"
                    stają się oczywistością.

                    Zaufanie to zaufanie. I tyle.

                    Co zaś czujemy, mówimy sobie na bieżąco.

                    Co będzie, nie wiemy, oprócz tego, że będzie dobrze:)

                    Nie bylibyśmy ze sobą, gdybyśmy tego nie wiedzieli. 7 lat (jeśli czas cokolwiek
                    tu znaczy).

    • mia17 no to... 20.04.07, 13:35
      gratuluje ;-/
      moim zdaniem postepujesz bardzo nieuczciwie wobec rodziny. bo oszukujesz nie
      tylko meza, ale rowniez siebie i dzieci.
      jesli chcesz stracic to, co masz - spotykaj sie dalej z tym drugim.
    • dzikoozka Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 13:37
      urzekła mnie twoja historia
      • tereska1986 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 13:56
        co z ciebie za kobieta a pomyslalas co by o tobie sadzily twoje dzieci jakby sie dowiedzialy. a maz skoro bardzo cie kocha to tez pewnie by sie ucieszyl na ta wiadomosc. co to znaczy ze nie potrafisz z tym skonczyc?? wybierz poprostu co jest dla ciebie wazniejsze "dziki" seks czy rodzina.
        Zycze dobrego wyboru
        • baba67 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:08
          Idz do psychologa.
          Nie wyszalalas sie przed slubem i nie dojrzalas do malzenstwa.
          Moze byc tak,ze skonczysz jakos(albo on z Toba) z tym facetem, ale za jakis
          czas pojawi sie inny.Biedna jestes, nie rzadzisz soba-to chyba najgorsze.
          Co mi sie nasuwa do pani Bovary, madra ksiazka ktora sie nie starzeje.
        • quba Re: Kocham męża ale go zdradzam 24.04.07, 15:22
          tereska1986 napisała:

          wybierz poprostu co
          > jest dla ciebie wazniejsze "dziki" seks czy rodzina.
          > Zycze dobrego wyboru



          ale dlaczego Ty kazesz Monice wybierac?
          jakim prawem ?
          kim Ty jestes?
          Monika powiedziala ze chce z siebie to wyrzucic
          i tyle
    • na_forum_na Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:05
      wyobraź sobie swojego kochanka jak robi kupę
      może pożądanie trochę ci opadnie


      monik_78 napisała:

      > Mam 28 lat, od 5 lat jestem szczęśliwą mężatką, mamy z mężem dwójkę dzieci i
      > bardzo kocham mojego męża. Moje życie było spokojne, szczęśliwe i
      >
      • crotalus1 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:14
        Przestań, bo jeszcze się podnieci...
    • kacperek2231 Dziw.a 20.04.07, 14:06
      i nic pozatym, mam nadzieję że twój mąż też sobie puka jakąś fajną dupkę i robi
      to bez wyrzutów sumienia, liże ją wszędzie a na koniec kończy jej w....
      I jak się teraz czujesz monik_78 ?? Wyobraziłaś sobie to wszystko?? Fajnie....
      • andzia22l1 Re: Dziw.a 21.04.07, 11:26
        kochałam męża, kochałam dzieci i miałam szczęśliwą rodzinę.............

        a umiesz wyobrazić sobie odwrotna sytuacje?? ze to M Cie zdradza??
        jak sie czujesz?? fajnie, nie??

        tego Ci zyczę bo nie zasługujesz ani troche na To dobro, ciepło i
        bezpieczeństwo, które jak piszesz daje Ci M !!
        a pomyslałaś o tym co by bło gdyby M sie o tym dowiedział??
        a wasze dzieci?? napewno byłyby zachwycone taka matka , bbbblllleeeeeeeee

        Ty weź sie lepiej popukaj w czoło, albo nie weź lepiej "..... "? sie mocno w
        ten swój móżdzek

        współczuje Twojemu M :-(
    • kajetanb52 :))) 20.04.07, 14:12
      Spoko :) Skoro wolno facetom to wolno też kobietom ;) Tylko rób to z głową żeby
      się mąż nie dowiedział. Acha i jak cię dopadnie moralniak to idź się wyspowiadać
      księdzu a nie mężowi ;) To tyle rad i baw się dobrze :)
      • gesta Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:28
        kajetan,zgadzam sie z Tobą...no może to nie jest taka zabawa ,bo są tu wyrzuty
        sumienia...facet kiedy zdradza jest super ogierem, a kobieta-dziwka.fajowo. ja
        tam nikogo nie potepiam,nie zdradziłam męża nigdy ale co ja moge zrobic za pare
        lat za miesiąc-tego nie wiem,bo jestem bardzo atrakcyjna i oglądają się za mna
        faceci...dziwne,ze potepiają autorkę postu w zasadzie same kobiety. wstyd,
        założe sie ,ze przynajmniej jedna z Was na pewno da kiedys d...,bo tak zajadle
        teraz kłapie ozorem...ale się zdziwicie!!
        • crotalus1 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:30
          Za parę lat już się nie będą oglądać, więc się śpiesz...
        • baba67 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:33
          Nie nie sadze zeby ie chetny na moje wdzieki hehe znalazl...Prawde mowiac to
          nawet mnie cieszy, bo moge sobie wyobrazic, ze komus moze odpierniczyc.
          Gdyby kobieta nie byla mloda i atrakcyjna, kochas by na na nawet nie spojrzal o
          calej afery by nie bylo.
        • diabollo69 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:35
          o kurka...czyli to jakis obowiązek czy jak?jak się facet za mną oglądnie to znak
          że kiedys kiedys będę jego?....bo taka kolej rzeczy?..To Ty nie masz wpływu na
          to czy zdradzisz swojego męża czy nie?...
          Oj biedactwo....
          Do paskudztw się nie zaliczam, na powodzenie nie narzekam od kiedy mi cycki
          urosły, ale żebym każdemu kto się za mną od tych 15 lat ogląda od razu dawała
          doopy to też sobie nie przypominam....
          A może to mój błąd??...
          Forumowicze pomóżcie, czy ja popełniam błąd nie zdradzając męża jak mam
          powodzenie......
          <wnerw>
          • konrado80 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:39
            mysle ze tak, powinnas natychmiast przywolac sie do porzadku i jak ktorys sie
            zaq Toba zacznie ogladac, to idz z nim do lozka i nie zastanawiaj sie nawet
            sekundy czy dobrze robisz, po prostu idz
          • crotalus1 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:41
            Tak popełniasz, a wiesz dlaczego? Bo nie jesteś taka jak ona i jesteś jej
            skrywanym wyrzutem sumienia. To taki panświnizm - umocz wszystkich, a staniesz
            się bardziej suchy...
            Trudno niektórym zrozumieć, że własne popędy można trzymać po konrolą i być
            pewnym samego siebie. To przecież takie niezrozumiałe.
          • baba67 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:43
            Rzecz w tym ze nie KAZDY atrakcyjny facet dziala na kazda atrakcyjna jak
            waleriana na kota.
            Co innego kiedy ktos sobie funduje romansik z nudow i dla poprawy samopoczucia,
            a co innego atawistyczna chuc ktora spada jak nagla grypa.
            Ja nie znam kobiety, wiec sie o niej nie wypowiadam kategorycznie, ale jest
            prawdopodobienstwi, ze startowali do niej inni kolesie, rownie atrakcyjni, kiedy
            juz byla mezatka i wcale nie bardziej szczesliwa niz teraz. Jednak ona ich
            gasila. A tego nie zgasila, hak nie mozesz sila wili zwalczyc dzumy czy cholery.
            Jedyne co mozesz, to uciec od ognisk zarazenia.
            • monik_78 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:49
              baba67 napisała:

              > Rzecz w tym ze nie KAZDY atrakcyjny facet dziala na kazda atrakcyjna jak
              > waleriana na kota.
              > Co innego kiedy ktos sobie funduje romansik z nudow i dla poprawy
              samopoczucia
              > ,
              > a co innego atawistyczna chuc ktora spada jak nagla grypa.
              > Ja nie znam kobiety, wiec sie o niej nie wypowiadam kategorycznie, ale jest
              > prawdopodobienstwi, ze startowali do niej inni kolesie, rownie atrakcyjni,
              kied
              > y
              > juz byla mezatka i wcale nie bardziej szczesliwa niz teraz. Jednak ona ich
              > gasila. A tego nie zgasila, hak nie mozesz sila wili zwalczyc dzumy czy
              cholery
              > .
              > Jedyne co mozesz, to uciec od ognisk zarazenia.
              Dokładnie było tak jak piszesz. Nie wiem co ja w nim widzę, co mnie do niego
              ciągnie i dlaczego nie potrafie z tym skończyć.
              • konrado80 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:59
                nie ze nie potrafisz, Ty po prostu nie chcesz, bo jest fajnie, ale nie liczysz
                sie z konsekfencjami chyba
                jezeli brakuje Tobie adrenaliny, dzikiego seksu, to czemu nie porozmawiasz z
                mezem i nie poszukasz tego z nim??
                bo prosciej jest zdradzic, tylko nie rozumiem dlaczego
                do flirtu z inna osoba niz partner, to kazdy ma jezyk, ale zeby porozmawiac
                wymodz rozmowe na jakies tematy to juz ciezko
                • konrado80 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 15:00
                  mialo byc wymoc
          • diabollo69 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:48
            no cóż...taki to mój los...atrakcyjnej mężatki stworzonej dla uciechy
            śliniących się na mój widok samców...
            Czynię więc swoją powinność i udaję się na miasto pozwolić sie zaliczać każdemu
            kto się za mną obejrzy...no i tym co nie zwracają uwagi też, bo w końcu, jak to
            koleżanka napisała, każdy kiedyś może zgłupieć to żebym dwa razy nie musiała
            chodzić...
            Następny wątek będzie nosił nazwę "zdradziłam swojego męża bo musiałam ale nie
            chciałam (bo go kocham)"
            • crotalus1 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:52
              Dziwny odmiana miłości nam się teraz obiawiła. To tak jakby miedź nazywać
              złotem.
        • konrado80 Re: :))) jeszcze sie zdziwicie 20.04.07, 14:38
          a mnie dziwi jedna rzecz, dlaczego ludzie uwazaja ze kazdy lub tak jak w tym
          przypadku ktoras napewno zdradzi??
          jezeli sama nie jestes pewna czy czasem za jakis czas nie zdradzisz, bo
          beznadziejne wytlumaczenie, ze jestes atrakcyjna bo ogladaja sie za Toba, to
          nie znaczy ze kazdy jest taki jak Ty z mysleniem o przyszlosci
          jezeli tak teraz myslisz, to raczej pewnie Ty zdradzisz, bo juz nad tym sie
          zastanawiasz, powodzenia
    • diabollo69 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:27
      Dokładnie, zrobiłas to pierwszy raz zrobisz i następne bo nie bolało co?....
      A mąż Ci sie przejadł poprostu, znudziłas sie nim i swoim zyciem i poszłas w
      długą i tyle.
      Chwilowe zauroczenie i pozwoliłaś sobie na więcej, wdepnęłaś w bagno kochana :)
      Zafundowałas sobie odrobine luksusu to teraz umów swojego męża na numerek z
      jakąś dziką i zwierzęcą babeczką, demonkiem sexu.
      "jestem szczęśliwą mężatką" - kłamstwo
      "nie oceniajcie mnie zbyt surowo nie wiecie co życie wam przyniesie" - kolejna
      pomyłka, mi na pewno nie przyniesie żadnego kochanka, nie dopuszczę do tego, bo
      mój mąż jest bezkonkurencyjny.Po co mam sobie fundowac moralniaka? Dla
      chwilowego zaswędzenia krocza?? Proszę Cię......
      Litości....
      • gesta Re: diabolo69 20.04.07, 14:30
        Twój mąż jest bezkonkurencyjny??? to z iloma facetami spałaś-diabolo69?
        załosna... napewno to Kopernik nie zyje chociaz tego tez nie wiem,bo ciała nie
        widziałam
        • konrado80 Re: diabolo69 20.04.07, 14:33
          dlaczego zalosne??
          ja rozumiem Diabolo69, mysli normalnie, jest z mezem jest jej z nim dobrze,
          wiec nie szuka niepotrzebnych wrazen na boku, takie wrazenia mozna miec tez i z
          wlasnym mezem, wystarczy postarac sie, a seks moze byc rownie ekscytujacy co
          ten z kochankiem, trzeba po prostu chciec
          • gesta Re: diabolo69 20.04.07, 14:38
            masz racje, mnie chodzi o to tylko i wyłacznie,ze niczego w zyciu nie mozna byc
            pewnym...człowiek w ciagu swojego zycia popełnia tyle głupstw,czasem sam siebie
            zaskakuje.tez mogłabym napisać na pewno-bo mam cudownego męża ,ale jaka mam
            gwarancje,ze kiedys nie zgłupieje? żadną.
            • konrado80 Re: diabolo69 20.04.07, 14:42
              powiem jedno, a raczej powtorze to co napisalem wyzej odpisujac juz na Twoj post
              jezeli juz teraz sie nad tym zastanawiasz, to albo:
              - nie masz szczesliwego malzenstwa
              - nie jestes pewna swoich uczuc do meza
              - jestes pewna ze zrobisz to za jakis czas, ale teraz brak Ci odwagi
              - albo jeszcze cos innego co doprowadzi w koncu do zdrady
              • simon_r Re: diabolo69 20.04.07, 14:47
                no właśnie drogi konrado..... "albo coś jeszcze innego...."

                cały dowcip życia polega na tym, że w życiu zdarzają się historie o jakich się
                filozofom nie śniło... i mówienie "ja nigdy to czy tamto" jest zwyczajnie głupie.

                co innego powiedzieć:
                - mam nadzieję, że mi się nigdy to nie przydarzy
                - wierze że mi się to nie zdarzy
                - postaram się nie dopuścić aby mnie to spotkało
                ....

                pewność siebie niektórych osób co do tego czego w życiu nie zrobią lub co myślą,
                że zrobią jest niebywała :))


                -------------------
                Pomóżcie w projekcie - Klik TU
                A TU - wieczorne marudzenia zgreda
                • diabollo69 Re: diabolo69 20.04.07, 14:49
                  dlatego ja napisałam ,że nigdy do tego nie dopuszczę :P :))
                • konrado80 Re: diabolo69 20.04.07, 14:53
                  to mnie mozesz juz nazwaz glupim i jak tam jeszcze da sie nazwac
                  ale nigdy nie zdradze swojej partnerki, predzej odejde od niej niz mialbym
                  zdradzic, taka mam zasade i bede nia sie kierowal do konca
                  a to dlatego ze trzeba szanowac partnera z ktorym sie jest
                  • diabollo69 Re: diabolo69 20.04.07, 15:03
                    Konrado dla mnie to jest tez oczywiste, że nie zdradzę swojego męża, ale zobacz
                    oni sie czepiają słówek, wszystkiego żeby tylko choć w 3 % usprawiedliwić chęć
                    zdrady, brak lojalności.
                    "nigdy nie mów nigdy" dlatego napisałam że nie dopuszczę, żeby nie mogli się
                    doczepic słowek ale jak będa chcieli to zawsze cos znajdą.
                    Ja swoje wiem, może nie moge powiedzieć że nigdy nie złamię sobie nogi ale na to
                    czy go zdradzę czy nie mam wpływ przede wszystkim.
                    Jeśli mamy wolną wolę to dlaczego zdrada jest zabroniona w jednym z przykazań?
                    Czyżby jednak od wieków można było nad tym zapanować?
                    Może po prostu trzeba chcieć a nie zaśłaniac sie jakimis pierdołami "nie mogę,
                    nie wiem co mnie ciągnie" itd
                    Tylko ciekawe jak to się stało że w ogóle zaczął ją pociągac??
                    Konrado chyba Ty, ja i może jeszcze parę osób po prostu jesteśmy nadludźmi co?... ;D
                    • monik_78 Re: diabolo69 20.04.07, 15:09
                      Diabollo ale ja się nie usprawiedliwiam. wiem, że źle robię i czuję się winna.
                      Nie szukam tutaj poklasku ani poparciu. Prosze tylko nie róbcie ze mnie
                      jakiejśc niemoralnej kobiety, która puszcza się z kim popadnie. Ja naprawde
                      taka nie jestem. Naprawdę nie wiem co mnie do tamtego tak ciągnie. Staram się z
                      tym skończyć i mam nadzieję, że w końcu mi się to uda. Rodzina jest dla mnie
                      najwazniejsza. Chodzi mi tylko o to abyście nie byli tacy pewni siebie i nie
                      osądzali pochopnie innych. Macie prawo mnie skrytykowac bo robię źle ale nie
                      wypowiadajcie się z taka pewnościa, że wy to nigdy. Tez myslałam kiedyś, że ja
                      to nigdy, absolutnie a jednak przekonałam się, że nigdy nie mów nigdy.
                      • diabollo69 Re: diabolo69 20.04.07, 15:15
                        Monik jeśłi nie na to czy będę wierna mężowi to na co moge mieć wpływ??Czy ja
                        jestem pacynką, kukiełką w czyimś teatrzyku, że nie moge byc nawet tego pewna??
                        Monik, może ja mam za dużo lat ale TEGO jestem pewna.NIE ZDRADZĘ GO mówie to z
                        pełną premedytacją.nie powiem że on mnie nigdy nie zdradzi, bo za niego sie nie
                        moge wypowiadać, ale za siebie mogę.Jeśli chcę skręcić w prawo to skręcam i nikt
                        mi nie powie, że nie powinnam być tego pewna że tego nie mogę byc pewna.
                        Kurka dlaczego to jest takie ciężkie do zrozumienia?.....
                        • monik_78 Re: diabolo69 20.04.07, 15:20
                          Diabollo ale wierz mi, że ja kiedyś myslałam dokładnie tak jak ty. Jasne, że
                          jestesmy wolnymi istotami a nie marionetkami ale wszystkiego do końca nie
                          możesz przewidzieć. Czy ty naprawde myslisz, że ja sie z tym dobrze czuję?
                          Czuje sie okropnie, wiem, że wyrządzam wielu ludziom straszna krzywde ale mimo
                          to dalej w to brnę. Sama chciałabym wiedziec dlaczego to robię ale na pewno się
                          nie usprawiedliwiam i chciałabym z tym skończyć.
                          • konrado80 Re: diabolo69 20.04.07, 15:26
                            jezeli CHCESZ TO SKONCZ i przestan gadac NIE MOGE, NIE POTRAFIE, bo to jest
                            jedna wielka bzdura
                            po pierwsze nauczcie sie uzywac slowa nie moge, bo ono nie sluzy do
                            usprawiedliwiania Waszej niecheci do czegos, Ty po prostu nie chcesz zakonczyc,
                            bo tak jest super, masz ekscytujacy seks, ktorego nie masz z mezem, ale
                            wystarczy porozmawiac z mezem, ze brakuje Tobie tego czy tamtego, poprosic go o
                            to, nie traktujcie seksu z mezem jako takiego o ktorym nie mozna rozmawiac, czy
                            urozmaicac, on ma sprawiac Wam radosc, wiec jak czegos brakuje, to porozmawiaj
                            z nim, a nie idziesz do kochanka
                            czy to az tak uzyc jezyka i powiedziec co sie chce?? czy nie po to uczylismy
                            sie rozmawiac przez tyle lat???
                          • ai.p Re: diabolo69 20.04.07, 17:42
                            zwykła dziwkaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.O czym tu pisac?!!
                        • konrado80 Re: diabolo69 20.04.07, 15:20
                          bo jak juz napisalem, ludzie pewnych rzeczy nie chca zrozumiec a nie nie
                          potrafia...
                      • konrado80 Re: diabolo69 20.04.07, 15:17
                        to Ty, ale ja wiem ze nigdy i nie mow mi ze jak Ty nie wytrzymalas, to i ja nie
                        wytrzymam, to jest taka jedyna prosba
                        co do wlasnego zycia, to rob sobie co chcesz, ale pomysl o mezu ktory wierzy w
                        Ciebie, ufa Tobie, kocha Cie, a Ty robisz jemu takie swinstwo...
                      • konrado80 Re: diabolo69 20.04.07, 15:18
                        i nie pisz prosze ze nie mozesz z nim zerwac, bo to jedno wielkie klamstwo
                        nie ma czegos takiego jak nie moge, jest raczej nie chce
                      • poe Garsc porad praktycznych... 21.04.07, 09:27
                        Nie chce moralizowac,ani Cie oceniac.Zdarzylo sie,trafilo Cie silne zauroczenie
                        (tu mozesz czesciowo zwalic wine na feromony) i uleglas.Gorzej,ze nie jestes w
                        stanie przerwac-wpadlas w rodzaj uzaleznienia.
                        Po pierwsze,to jest Twoj ciezar,ktory bedziesz juz dzwigac do konca
                        zycia-swiadomosc,ze zdradzilas.Nie wolno Tobie powiedziec tego mezowi w odruchu
                        szukania rozgrzeszenia.Nigdy.To jest twoja kara.
                        Po drugie,jesli naprawde chcesz to przerwac,to musisz niestety podjac dzialania
                        drastyczne.Uswiadom sobie,ze jestes uzalezniona.Czy twoim zdaniem alkoholik moze
                        wyjsc z uzaleznienia,jesli pracuje w monopolowym??! Niestety,musisz rzucic swoja
                        prace (jak rozumiem Twoj kochanek tez tam pracuje,tak?),zmienic numer
                        komorki(powiedz mezowi,ze dostajesz dziwne telefony),porzucic stary adres
                        e-mailowy,wszystkie mozliwe namiary na Ciebie,ktore sa znane Twemu
                        kochankowi!Musisz wykreslic i wykasowac wszystkie namiary na swojego
                        kochanka.Jasne, ze jakis czas mozesz pamietac,ale jesli nie bedziesz go
                        widziec(to jest warunek podstawowy-zadnych pozegnalnych spotkan,czy
                        numerkow!,juz nigdy nie mozesz go zobaczyc-min.przez najblizszy rok,jesli
                        zobaczysz,odwracasz sie,wychodzisz bez slowa.Nie mozesz miec z nim
                        zadnegokontaktu. Po prostu musisz wprowadzic program "zero tolerancji" dla
                        siebie.Tak jak alkoholik,czy narkoman wychodzacy z nalogu.Moze nie uwazasz tego
                        jeszcze za nalog,ale Twoje wypowiedzi wyraznie na to wskazuja.
                        Zrob to,jesli naprawde zalezy Tobie na Twojej rodzinie.Jesli nie-baw sie do woli.
                        Powodzenia!
                        • nick3 "Uzależnienie" jest OK:) Złem jest moralizm. 21.04.07, 15:57
                          Niby dlaczego człowiek ma być "nieuzależniony" (może jeszcze "wewnętrznie
                          wolny":))), skoro "uzależnienie" może go uszczęśliwiać (i pewnie by go
                          uszczęśliwiało, gdyby nie powszechny brak ludzkiej akceptacji).

                          Namiętność to przecież nie alkoholizm (osobowość niszczy tu wcale nie erotyka,
                          lecz dopiero domniemane odrzucenie ze strony bliskich)
                          • funia81 Re: "Uzależnienie" jest OK:) Złem jest moralizm. 21.04.07, 21:42
                            Jestes egoista, i to skrajnym. A egoizm na pewno nie jest dobry.
                            EOT.
                            • nick3 Re: "Uzależnienie" jest OK:) Złem jest moralizm. 21.04.07, 22:39
                              Internet jest doskonałą rzeczą, bo pokazuje, jak bezpodstawne są takie osądy,
                              (za pomocą których społeczeństwo formuje całe nasze życie!).

                              Przecież mnie nie znasz!


                              W moim poscie naprawdę nie widzę nic "egoistycznego" (chyba że za egoizm uznać
                              wszelką rozkosz). Z żoną żyje nam się serdecznie i często jesteśmy wdzięczni
                              losowi za to, że się znaleźliśmy. Więc chyba nie jestem tak wstrętny, jak
                              mówisz.


                              Czy ludzie, którzy używają tego słowa wiedzą tak naprawdę, co to miałby być ten
                              straszny "egoizm"?:)

                              Moim zdaniem jest to słowo-bat na ludzi, by karnie zajęli swoje miejsca wśród
                              trybików i nie szukali w życiu szczęścia.

                              Może nie jestem "Matką Teresą" (ale też za nic w świecie nie chciałbym
                              mieć "Matki Teresy" w łóżku!:) ani w ogóle - w miłości.

                              "Egoizm" i "altruizm" to postawy wyimaginowane.

                              W czystej postaci - praktycznie niemożliwe.


                              I niepotrzebne.

                              Ludzie dążący do czystego altruizmu są nieznośni dla otoczenia.

                              Ludzie dążący do czystego egoizmu - kończą palnięciem sobie w łeb.

                              > EOT.


                              Dlaczego ludzie tak bardzo śpieszą się, by potępiać?
                              • funia81 Re: "Uzależnienie" jest OK:) Złem jest moralizm. 21.04.07, 23:35
                                Mialo byc EOT, a nie jest. Punkt dla ciebie.

                                > W moim poscie naprawdę nie widzę nic "egoistycznego"

                                Egoizmem jest podporzadkowanie wszystkiego, takze partnera, swojej rozkoszy - a
                                taka wlasnie postawe prezentujesz w postach w tym watku. Niewazne, ze mozesz
                                go/ja zranic; liczy sie twoja przyjemnosc, bo jestes "uzalezniony" i - nazwijmy
                                rzecz po imieniu ;-) - lecisz na fajne cialka.
                                (Nie bierz tych slow do siebie; druga osoba l. poj. to w tym wypadku po prostu
                                wygoda formy. Poza tym, jak slusznie piszesz, nie znam cie. Oceniam tylko twoje
                                posty).
                                • nick3 Re: "Uzależnienie" jest OK:) Złem jest moralizm. 22.04.07, 20:34
                                  Dzięki za cierpliwość:)

                                  "podporządkowywać człowieka własnej rozkoszy"

                                  To jest sposób mówienia! (to z takich konstrukcji słownych biorą się założenia
                                  moralizmu)

                                  Niedawno był tekst w seks-poradniku Wyborczej, który jasno pokazywał, że tym,
                                  co tak naprawdę najbardziej rajcujące w seksie to "ciepło" emocjonalne (nie
                                  należy przeciwstawiać "fajnego ciałka" "fajnej psychice". Kto by się chciał
                                  kochać ze śpiącą (czy pijaną w trupa)?)

                                  Oczywiście ten sam światopogląd, który wmawia nam, że rozkosz to
                                  coś "przedmiotowego" i "egoistycznego" ma swój drugi aspekt, który wmawia nam,
                                  że rozkosz to coś, co można "zrobić" i/lub kupić.

                                  Moralizm i konsumpcjonizm to bracia bliźniacy! Dziwne?

                                  Najwięcej burdeli zawsze było tam, gdzie najwięcej kaznodziejów:) Sprawdź!

                                  Nie ma mowy o zadnym podporządkowywaniu sobie czegoś przez namiętność, tak jak
                                  nie ma mowy o podporządkowywaniu sobie czegoś przez radość czy wzruszenie.

                                  One nie należą do świata planowania.

                                  Rozkoszy nie da się w ścisłym sensie podzielić na "moją" i "twoją":)

                                  > (Nie bierz tych slow do siebie; druga osoba l. poj. to w tym wypadku po prostu
                                  > wygoda formy.
                      • koham.mihnika mozna odzwyczaic sie od wodki, papierosow 22.04.07, 01:01
                        mozna i od kochanka, predzej czy pozniej to sie skonczy bez twojego udzialu, gdy
                        cie kochanek kopnie, bedzie bardzo mocno bolalo.



                        monik_78 napisała:

                        > Diabollo ale ja się nie usprawiedliwiam. wiem, że źle robię i czuję się winna.
                        > Nie szukam tutaj poklasku ani poparciu. Prosze tylko nie róbcie ze mnie
                        > jakiejśc niemoralnej kobiety, która puszcza się z kim popadnie. Ja naprawde
                        > taka nie jestem. Naprawdę nie wiem co mnie do tamtego tak ciągnie. Staram się z
                        >
                        > tym skończyć i mam nadzieję, że w końcu mi się to uda. Rodzina jest dla mnie
                        > najwazniejsza. Chodzi mi tylko o to abyście nie byli tacy pewni siebie i nie
                        > osądzali pochopnie innych. Macie prawo mnie skrytykowac bo robię źle ale nie
                        > wypowiadajcie się z taka pewnościa, że wy to nigdy. Tez myslałam kiedyś, że ja
                        > to nigdy, absolutnie a jednak przekonałam się, że nigdy nie mów nigdy.
                    • konrado80 Re: diabolo69 20.04.07, 15:14
                      smieszy mnie takie gadanie, nigdy nie mow nigdy, nie wiem czemu to zrobilem/-
                      am, nie potrafie przestac, nie moge przestac
                      tak jak mowisz, to jest TYLKO zaslanianie/usprawiedliwianie tego czego oni sami
                      nie sa pewni albo juz zrobili
                      ja jestem pewny ze nie zdradze swojej partnerki, bo potrafie uszanowac to ze
                      ktos ze mna bedzie a ja z nia
                      ale widac inni maja to gdzies, wiec po co sie wiaza z kims?? tylko po to zeby
                      nie byc samemu??
              • gesta Re: diabolo69 20.04.07, 19:36
                kto sie zastanawia?!!!! Ty wiesz w ogóle o czym ja piszę? i jeszcze jedno daruj
                sobie te spekulacje czy kocham męża czy nie etc. bo gó.. o mnie wiesz.
            • crotalus1 Re: diabolo69 20.04.07, 14:44
              To jest kolejny mit, który dawno należało obalić, że nie ma nic pewnego.
              • olcik Re: diabolo69 20.04.07, 15:48
                crotalus1 napisał:

                > To jest kolejny mit, który dawno należało obalić, że nie ma nic pewnego.


                to fakt, pewna jest smierc i podatki ;P
        • crotalus1 Re: diabolo69 20.04.07, 14:34
          Żałosna to jest kondycja człowieka...
        • tereska1986 Re: diabolo69 20.04.07, 14:37
          a ty z iloma??
          Ja tez mam bezkonkurencyjnego meza a jestem pewna zw zadnego rekordu w zaliczaniu facetow nie pobilam!!!
      • baba67 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:37
        jesli jestes mloda i ladna to nie badz taka pewna, czasem sie rzuci na mozg, ja
        to widzialam,to jakis attawizm , pierwotna chuc niepowstrzymana.
        Niemniej sa osoby o silnej woli, ktore sa w stanie opanowac pokuse.
        • diabollo69 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:42
          od tego miała własnie młodzieńcze lata panieństwa.Ale decydując sie na slub
          wiedziałam że nie potrzebuje już więcej szukać bo w końcu kiedyś źle skończę na
          tym "próbowaniu który lepszy w łóżku"
          Pokochałam faceta, świetny charakter, rozumiemy się w życiu, co za tym idzie
          dopasowaliśmy sie w sexie, co było nie tak to podciągnęlismy i jest super po co
          do cholery mam dopuszczać że go kiedys zdradzę??Jak miałabym takie ciągatki to
          bym nie zakładała rodziny.
          To co dla was znaczy "ślubuję ci miłość wierność i uczciwość małżeńską?" ja z
          gęby doopy nie chce robić i nie robię.Mój mąż nie łamie tej przysięgi, jego
          kodeks jest wręcz rycerski po co mam dopuszczać do siebie jakiegoś innego
          kolesia który mnie przeleci a potem może zaśmieje się w twarz i zapya "i jak ci
          było mała"
          :-/
      • nala5 Re: Kocham męża ale go zdradzam 21.04.07, 09:00
        > "nie oceniajcie mnie zbyt surowo nie wiecie co życie wam przyniesie" - kolejna
        > pomyłka, mi na pewno nie przyniesie żadnego kochanka, nie dopuszczę do tego, bo
        > mój mąż jest bezkonkurencyjny.Po co mam sobie fundowac moralniaka? Dla
        > chwilowego zaswędzenia krocza?? Proszę Cię......
        > Litości....

        Czy nikt Ci nie powiedział, żebyś nigdy nie mówiła nigdy??
        To, że kochasz swojego męża i że jest bezkonkurencyjny - Super. Poważnie. A ile
        jesteście po ślubie?
        Ja w sumie całkiem niedługo i nie zamierzam zdradzać, ale.... Tak jak pisała
        autorka "nigdy nie wiesz co Cię w życiu czeka", nie oburzam się tak jak ty.
        To, że jesteś atrakcyjna i się faceci oglądają, oczywiście nie jest podstawą do
        zdrady, ale.... Zdradzają zazwyczaj te co najbardziej kochają, te co się zawsze
        zarzekały, że nigdy w życiu.
        Jeśli dopuszczasz taką kwestię w samym myśleniu, masz większe szanse na
        uniknięcie takich pułapek życia.
        I napewno nie chodzi o "chwilowe swędzenie krocza", wtedy wystarczy się podrapać...
        • maddox84 Re: Kocham męża ale go zdradzam 22.04.07, 01:38
          > zdrady, ale.... Zdradzają zazwyczaj te co najbardziej kochają, te co się zawsze
          > zarzekały, że nigdy w życiu.
          A to ciekawe, gdzie zrobiłaś takie badania na tak gigantyczną skalę, że
          przebadałaś całą populację ludzką...?? Może pomóż ludziom z CBOSu albo opublikuj
          te badania...
    • myszz rewelacja... 20.04.07, 14:44
      wcale nie kochasz męża tylko się do niego przyzwyczaiłaś, do wygory, stabilizacji.
      ludzie mają trochę bardziej rozwinięte mózgi niż orangutany, które pieprzą się jak popadnie
      a ty masz orzeszka
      i co?mąż nie wie to wogóle super nie? przychodzisz do domu po seksie z tamtym facetem i w pocałunku sprzedajesz meżowi reszte tamtego kochanka...
      to po co ci maż? kochaj się z jednym i drugim ale się najpierw rozwiedź, daj meżowi szanse wyboru...
    • monik_78 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:47
      Ja tez mam wspaniałego męża, którego bardzo kocham. Jeszcze pare miesięcy temu
      byłam taka jak wy i do głowy by mi nie przyszło, że moge zdradzić tak cudownego
      czlowieka jakim jest mój mąż. Ale stało się. Nie bądźicie więc tacy pewni
      siebie bo nigdy nie wiadomo czym sami siebie zaskoczymy. Nie chce się przez to
      usprawiedliwiać bo nie ma żadnego usprawieliwienia dla tego co robię. Chcę
      tylko pokazać, że zycie płata rózne figle. Nie wiem po prostu mi odbiło,
      całkowicie zgłupiałam i nie umiem tego zakończyć. Cały czas coś mnie do niego
      ciągnie nawet nie za bardzo wiem co ale na pewno nie jest to miłość. Możecie
      mnie potępić ale nie bądźcie tacy pewni, że was na pewno to nie spotka.
      • diabollo69 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:51
        Oj juz przestań z tym "nie bądźcie tacy pewni, że was to na pewno nie spotka"
        tylko skup sie na tym "po prostu mi odbiło, całkowicie zgłupiałam i nie umiem
        tego zakończyć", bo w tym się zgadzamy.
        Wiesz, jak nie umiesz tego zakończyc, to powiedz mężowi, on na pewno sobie
        poradzi ..... ;))
        • simon_r Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:52
          Jest jeszcze jedna metoda .... strzelić sobie klina ;))))

          -------------------
          Pomóżcie w projekcie - Klik TU
          A TU - wieczorne marudzenia zgreda
      • kajetanb52 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:53
        Ja cię nie potępiam. Dziwią mnie tylko te wszystkie osoby tak pewne swojego
        kręgosłupa i tak ochoczo mieszające cię z błotem. Jak czytam większość wpisów w
        tym wątku stają mi przed oczami członkowie rządzącej nam koalicji. Skąd w was
        ludzie tyle złości siedzi ?
        • myszz Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:55
          strzel minete swojej zonie świeżo po powrocie od kochanka . smacznego
        • crotalus1 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:57
          Kolego, złości??? Chyba coś Ci się myli? To nie złość, a reakcja obronna, że
          tacy ludzie istnieją.
        • pinkjuice Skończ z tym...zdradzona :( 20.04.07, 14:59
          weź sie w garść i skoncz z tym bo to sie żle skończy, takie rzeczy zawsze wychodzą na jaw jak nie teraz to za pare lat kiedyś tam... poza tym pomyśl sobie co był czuł twój mąż???? twoje dzieci? zdrada to jest coś obrzydliwego, jej się nigdy nie wybacza ! można próbować z nią żyć ale to wraca przy byle okazji.
        • diabollo69 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 15:07
          kajetanb52 napisał:

          Dziwią mnie tylko te wszystkie osoby tak pewne swojego
          > kręgosłupa i tak ochoczo mieszające cię z błotem.

          Bo pytała nas o zdanie, więc je wyrażamy :))
          A do mieszania z błotem jeszcze nam daleko.Jakie pytanie taka reakcja. hmm??
          Kolega za to widzę w druga stronę, "zdrada owszem, nic co ludzkie nie jest mi
          obce" ?/ Tak??
      • 83kimi Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:57
        Oczywiście, są rzeczy, których nie można być pewnym - nie wiem, czy mój chłopak
        mnie nie zdradzi, nie wiem, czy któregoś dnia nie będę chciała żyć z kimś
        innym, nie wiem, czy jutro rano wstanę... Ale wiem, że póki jestem z moim
        chłopakiem, nie będę sypiać z innymi, bo go kocham i nie chcę innych. Jeżeli
        takie coś by się przytrafiłóo - wówczas, nawet jeśli bym cierpiała, odeszłabym
        od niego, a przynajmniej dałabym mu możliwość wyboru, czy chce ze mną, pomimo
        zdrady, być. To, co robisz - to zwyczajne oszustwo. Czy jeżeli ukradniesz
        perfumki ze sklepu albo ładne jabłuszko ze straganu, też powiesz, że to była
        żadza, że nie mogłaś nad tym zapanować i my nie wiemy, czy nie zrobimy tak
        samo? Idąc Twoim tokiem rozumowania, należy współczuć gwałcicielowi, bo taki
        biedny, nie mógł się powstrzymać... Człowiek jest człowiekiem dlatego, że ma
        wolną wolnę. To nas odróżnia od zwierząt. Nie musimy kopulować z każdym.
        Mnbie też zdarza się zobaczyć niesamowicie przystojnego faceta, takiego na
        widok którego pojawiają się motylki w brzuchu, ale ponieważ kocham mojego
        chłopaka - przechodzę obok niego i idę dalej. Bo jestem wolnym człowiekiem i to
        ja decyduję, co będę robić, a nie moje hormony.
        • diabollo69 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 15:10
          83kimi napisała:

          >Bo jestem wolnym człowiekiem i to ja decyduję, co będę robić, a nie moje hormony.


          AMEN
          Brawo brawo brawo :)) Chłopakowi gratuluje wybranki :)) Pozdrawiam.
          • plosiak Re: Kocham męża ale go zdradzam 21.04.07, 21:12
            A mi się wydaje, że wiele osób spotyka na swojej drodze osoby, do których coś
            ciągnie. Sam miałem taką sytuację, kiedy jeszcze nie byłem żonaty, choć byłem ze
            swoją obecną żoną 5 lat w związku. Wszystko było ok, bardzo się wtedy
            kochaliśmy, tak jest do tej pory. Zmieniłem pracę i poznałem fantastyczną
            dziewczynę, której też wiem, że zawróciłem w głowie. Bo to się po prostu czuje.
            Gdybym chciał, mogliśmy wylądować w łóżku, ale tego nie zrobiłem. I tego nie
            żałuję. Wydaje mi się, że jak się kogoś naprawdę kocha, to po prostu niemożliwe
            jest zdradzenie tej osoby. Czym innym jest jakieś zauroczenie, fascynacja - tym
            bardziej, jak piszesz, że kilka lat jesteście razem. Czym innym zaś zdrada.
            Nie oceniam Cię, bo nie mam takiego prawa. Ale piszę, co myślę.
      • konrado80 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 15:09
        a ja jestem pewny i co, wysmiejesz mnie za to??
        glupie gadanie ze nie potrafisz zerwac z nim
        powiedz mezowi, to migiem wyleczy Cie z tego
        zastanow sie nad tym na powaznie, czy chcialabys aby Twoj maz Cie zdradzal???
        ale zastanow sie a nie tylko mowisz ze nie
        NIE ROB DRUGIEMU TEGO, CZEGO SAMA NIE CHCIALABYS ZAZNAC!!!
      • majkel33 Po prostu nie wiesz co to jest miłość! 20.04.07, 16:07
        Nie wiesz co to znaczy naprawdę kochać. Niestety nie da się zakochać na siłę.
        Jak tego nie czujesz to nic z tym nie zrobisz z własnej woli. Możesz sobie
        wmówić że kochasz ale to nie jest miłość. Miłość to uczucie, które sprawia, że
        co byś nie robiła to chcesz to robić z ukochaną osobą. To tyle. Przemyśl to i
        nie krzywdź ludzi!!! Miej odwagę powiedzieć mężowi prawdę. Niech wie na czym
        stoi i niech to on podejmie decyzję czy jest w stanie Ci to wybaczyć. Bo to co
        teraz robisz to CZYSTY EGOIZM. I wiedz, że jeśli to zataisz to tak czy siak
        kiedyś będą Cię dręczyć wyrzuty sumienia!!!
        • simon_r Re: Po prostu nie wiesz co to jest miłość! 20.04.07, 16:47
          oh jakież to proste!!... "powiedz mężowi niech wie na czym stoi"..

          a potem rozwiedź się, podziel majątek, dzieci też to nic nie obchodzi ..a co??!..

          wybacz majkel... ale są pewne BŁĘDY, do których lepiej się nie przyznawać i
          bynajmniej nie musi to być egoizm.

          Twoja definicja miłości jest może piękna ale nad tym czym jest miłość to się
          ludzkość od wieków zastanawia.. piszą o tym poeci, filozofowie i naukowcy... i
          jakoś do tej pory jednoznacznej definicji nie ma. Obawiam się, że jest z tym
          trochę tak jak z życiem poczętym i aborcją.

          Autorytarnie stwierdzasz "nie wiesz co to znaczy kochać"... a wiesz co to znaczy
          być alkoholikiem albo palaczem???... takie trochę mniejsze słabości niż
          bzyknięcie się na boku ale jakoś takie nałogi ludziom uchodzą płazem i w
          szczególności alkoholizm uznaje się za chorobę.. Czy jak ktoś jest alkoholikiem
          a nie potrafi tego rzucić dla ukochanej osoby to znaczy, że jej nie kocha????...
          A może koleżanka monika jest seksoholiczką????... podobno takie choróbsko
          istnieje... a może jest TegoPanaholiczką???...

          Hej!!!... są ludzie słabsi na tym świecie... nie tylko tacy twardziele jak
          konrado, majkel lub diabolo!!..
          -------------------
          Pomóżcie w projekcie - Klik TU
          A TU - wieczorne marudzenia zgreda
          • diabollo69 Re: Po prostu nie wiesz co to jest miłość! 20.04.07, 16:51
            a po co definicja miłości?Każdy pojmuje ją po swojemu, dla mnie to znaczy między
            innymi - nie zdradzaj :))
            • simon_r Re: Po prostu nie wiesz co to jest miłość! 20.04.07, 17:00
              NO i o to chodzi.... to TWOJA definicja i pewnie nie tylko Twoja.
              Ale kolega majkel na podstawie takiej definicji OSĄDZA monikę.
              -------------------
              Pomóżcie w projekcie - Klik TU
              A TU - wieczorne marudzenia zgreda
            • monik_78 Re: Po prostu nie wiesz co to jest miłość! 20.04.07, 17:07
              diabollo69 napisała:

              > a po co definicja miłości?Każdy pojmuje ją po swojemu, dla mnie to znaczy
              międz
              > y
              > innymi - nie zdradzaj :))
              Dla mnie też dlatego mam ogromne poczicie winy, poczucie, że oszukuję męzczyznę
              którego kocham a on biedny tak mnie kocha i tak mi ufa.
              • nick3 Monogamia to łoże Prokrusta... 21.04.07, 15:24
                ...i grób miłości.

                Po prostu miłość nie jest wyłączna.


                Gdyby ludzie swoje rozumienie miłości czerpali z życia, a nie z moralistycznej
                ideologii - nie byłoby tyle rozdarcia oraz nijakości, na którą godzą się
                tysiące, by uniknąć winy.
        • anjew Ano, to jest hedonizm, silniejszy niz 'milosc' do 20.04.07, 16:51
          meza, ktora Monik78 deklaruje tak goraco. Smyra w ledzwiach, wiec nie moze.
          Znam to uczucie, wiem, ze ciagnie do bzykania, w dodatku jak upa nie wygladam,
          wiec opcje sie pojawiaja. Ale... No wlasnie. Jestem kochajacym i kochanym ojcem
          2 dzieci i mezem. Potrafie to sobie przypomniec w krytycznych momentach. Jak
          slysze, ze mi ktos bredzi, ze chce z tym skonczyc, ale nie moze, to mnie smiech
          pusty ogarnia... Nie jestesmy krolikami. Frazes, ale jednak dziala. Jesli 'nie
          mozesz', to ok, ale prosze mi nie bredzic o milosci do tej drugiej osoby. Chyba
          Monik jednak nie wiesz w takim razie, czym jest milosc, prawdziwe kochanie
          drugiego czlowieka...
          • monik_78 Re: Ano, to jest hedonizm, silniejszy niz 'milosc 20.04.07, 17:00
            Nie jestem hedonistką i wiem co to jest miłośc taka prawdziwa miłość. Którys
            juz raz napisze, że wiem, że robie źle ale przez pryzmat tego jednego
            zachowania nie możesz mnie oceniać w calości jako czlowieka i nie masz prawa
            poddawać w wątpliwość mojej miłości do męża. Gdybym go nie kochała, nie
            zależałoby mi na nim to nie miałabym dzisiaj takich ogromnych wyrzutów sumienia
            i nie byłoby mi tak strasznie wstyd.
            • czerwiel Re: Ano, to jest hedonizm, silniejszy niz 'milosc 20.04.07, 17:47
              gadasz totalne bzdury.

              Wydaje Cie sie tylko, ze kochasz meza...

              Ale mimo wszystko zycze Ci abys kiedys doznala prawdziwej milosci w zyciu.
              Zmienisz zdanie. I nigdy nie zdradzisz. Wyrzuty sumienia masz, bo to bliska Ci
              osoba, ojciec Twoich dzieci. Ale nie osoba, ktora kochasz...
            • anjew OK, ale nie mow mi juz o tym, ze 'nie mozesz', bo 20.04.07, 17:58
              w ten wlasnie sposob upodabniasz sie do krolika. One nie kochaja, maja tylko
              instynkt i swedzi je czesto tu i owdzie. Nie chce Cie oceniac, rob co chcesz.
              Jesli ktos, kto deklaruje, ze kocha, mowi jednoczesnie, ze nie moze skonczyc z
              romansem opartym TYLKO na fajnym bzykaniu, jest dla mnie krolikiem... Albo
              klamie o milosci, albo nie wie, co mowi, albo wszystko na raz.
              Nie chodzi o to, ze Ci sie zdarzylo, za to ludzi nie potepiam. Smieje sie tylko
              pusto z tekstow 'nie moge skonczyc'. Powiedzialbym Ci, co zrobic, zeby nie
              kusilo tak czesto, ale nie chce byc wulgarny. Uzyj po prostu wolnej woli
              inteligentnej osoby i ratuj swoja rodzine, bo jeszcze troche i ja rozpier...isz.
              • lordjim4 Re: OK, ale nie mow mi juz o tym, ze 'nie mozesz' 20.04.07, 21:07
                dokladnie, BINGO ;o)
              • nick3 Anjew - jesteś nudny klechowaty cham! 21.04.07, 15:38
                Przez takich jak ty, to życie jest takie, jakie jest.

                A mogłoby być naprawdę hedonistycznie!:)
                • anjew nick3, pogadamy jak wyjdziesz z piaskownicy... 21.04.07, 21:06
                  Na razie jestes na etapie krolika z dzieciecym mozgiem i emocjami... :-))
                  • nick3 Jesteś gruboskórnym faciem więc ci to powiedziałem 21.04.07, 21:34
                    Nie rozpaczam z powodu swojej emocjonalności (daje mi więcej szczęścia niż
                    cierpień).

                    Ty natomiast sprawiasz wrażenie gościa nieodwołalnie wrośniętego w
                    rolę "faceta" z całą jednowymiarowością, schematyzmem myślenia i - w twoim
                    wypadku - brutalnością, jaka temu towarzyszy.

                    Czy to ma być osobowość sprzyjająca "prawdziwej miłości"?

                    Chyba, że "prawdziwa miłość" ma polegać na podejrzewaniu żony oraz wyrażaniu na
                    głos swoich poglądów na temat "kurew".

                    To ja już wolę mój dziecięcy mózg!:)

                    (W końcu podobno nigdy już później nie wiemy tyle o miłości, co wtedy, kiedy
                    mieliśmy po 16 lat!:)
                    • anjew Gdybys zadal sobie trud przeczytania moich postow 22.04.07, 02:34
                      do moniki, wiedzialbys, ze nie uwazam jej za k... Ani razu jej nie obrazilem. Ty
                      miksujesz wypowiedzi roznych ludzi i dowalasz na oslep, bo wrzucanie do jednego
                      gara jest wygodniejsze.

                      Schematyzm myslenia... :-)))) Blagam. Poczytaj synku, co ona napisala, jaki jest
                      jej problem. Jakie jest tak naprawde (banalne) zrodlo tej "tragedii"... To, co
                      tu uprawiasz to zwykly ekshibicjonistyczny onanizm. Nie interesuje Cie problem,
                      tylko autokreacja. Jestes beztroskim pieknoduchem, ktory zyje w odrealnionej
                      bajce. Stad moje watpliwosci, czy rzeczywiscie byles z kims kiedys blisko, czy
                      tylko Ci sie wydawalo.
                      • nick3 Prawdziwy problem. 22.04.07, 20:54
                        anjew napisał:
                        >To, co
                        > tu uprawiasz to zwykly ekshibicjonistyczny onanizm. Nie interesuje Cie
                        problem,
                        > tylko autokreacja. Jestes beztroskim pieknoduchem, ktory zyje w odrealnionej
                        > bajce.

                        ŁAŁ!

                        Czy ty z tych, co pracują na trzy zmiany w kopalni i "wiedzą, co to prawdziwe
                        życie"?:)

                        Mój drogi. Problem mnie interesuje (a nie żadna 'autokreacja':), choć
                        niekoniecznie tak bardzo w odniesieniu do moniki_78, bo nie da się przekazać
                        indywidualnego problemu przez internet. Bo "reality show" to nie jest
                        rzeczywista sytuacja (mało kogo obchodzi monika, której nikt z nas nie zna, a
                        monikę mało obchodzą wasze opinie).

                        Problem małżeństwa i erotyki pozamałżeńskiej rozważam więc ogólnie (choć może
                        monika, o ile istnieje, coś na tym skorzysta).

                        Myślę, że jest w tym w sumie więcej szacunku dla indywidualności, niż w trzech
                        setkach "odpowiedzialnych" postów podobnych do siebie kropka w kropkę: "ty
                        flądro, jesteś zerem, jakbyśgokochałatobyś...!"

                        Nie wiem, czy ty czytałeś moje posty. Ale jeśli czytałeś, to mógłbyś zauważyć,
                        że nie o żadną "autokreację" mi idzie, ale o zmianę dość drakońskiego obyczaju,
                        zwanego "tradycyjnym rozumieniem małżeństwa" oraz "prawdziwą miłością".

                        To jest poważny powód pisania.

                        I na poważnie uważam, że to można zmienić.

                        Na lepiej.

                        • esta_pen Re: Prawdziwy problem. 24.04.07, 13:24
                          masz wiele racji. czytam w zasadzie tylko Twoje posty, i szukam w nich
                          dokladnie tego o czym tu napisales - innego spojrzenia na malzenstwo i erotyke
                          w malzenstwie.
                          skad czerpiesz swoja wiedze i poglady?
                          Twoja wiedza nie jest powierzchowna a juz skrystalizowana, jak doszedles do
                          tego?
                • chris61 Re: Anjew - jesteś nudny klechowaty cham! 23.04.07, 02:35
                  Nie wiem, co bierzesz, nick3 - ale to Ci wyraznie szkodzi. Zmien leki dla wlasnego dobra.
            • skateskate Re: Ano, to jest hedonizm, silniejszy niz 'milosc 21.04.07, 01:43
              wg mnie to jakas podpucha dziennikarska, nie warto na to reagować.
              Kto dzis, w czasach kiedy nie ma czasu zeby chociaz zrobic zakupy w czasie
              tygodnia, bo pracuje, ma czas na takie romanse??????
              Bezrobotni??
            • edi.78 Re: Ano, to jest hedonizm, silniejszy niz 'milosc 21.04.07, 15:35
              Monik, jeśli chcesz pogadać o tym na spokojnie, napisz do mnie na maila. Podam
              Ci swój nr GG. Daleka jestem od osądzania ludzi, bo nigdy nie wiadomo, co nam
              może sie przytrafić i jak się wtedy zachowamy.....
      • maddox84 xxx szkoda gadac xxx 22.04.07, 01:44
        Ja tez mam wspaniałego męża, którego bardzo kocham. Jeszcze pare miesięcy temu
        > byłam taka jak wy i do głowy by mi nie przyszło, że moge zdradzić tak cudownego
        >
        > czlowieka jakim jest mój mąż. Ale stało się. Nie bądźicie więc tacy pewni
        > siebie bo nigdy nie wiadomo czym sami siebie zaskoczymy. Nie chce się przez to
        > usprawiedliwiać bo nie ma żadnego usprawieliwienia dla tego co robię. Chcę
        > tylko pokazać, że zycie płata rózne figle. Nie wiem po prostu mi odbiło,
        > całkowicie zgłupiałam i nie umiem tego zakończyć. Cały czas coś mnie do niego
        > ciągnie nawet nie za bardzo wiem co ale na pewno nie jest to miłość. Możecie
        > mnie potępić ale nie bądźcie tacy pewni, że was na pewno to nie spotka.

        Lomatko kobieto, co Ty tutaj usilujesz zrobic ?? Jedyne co ja potrafie dostrzec
        w Twoim poscie to probe usprawiedliwienia mimo tego ze piszesz co innego... A
        teraz uwazaj... ja napisze cos takiego:
        "w domu mama zawsze robi mi pyszne obiady pelne witamin i naprawde niczego mi
        nie brakuje. Waze juz 120 kilogramow ale jak przechodze kolo sklepu to nie moge
        sobie odmowic paczki chipsow i batona... nie wiem dlaczego po prostu nie moge.
        Wiem ze zle robie i w koncu calkiem zrujnuje sobie zdrowie i zycie ale nie
        moge.. nie mowcie mi ze jestem oblesnym grubasem, w koncu wszyscy czasem lubicie
        zjesc wasze ulubione danie" jak to dla Ciebie brzmi ?? To jest to samo,
        uzaleznienie i proba usprawiedliwiania sie przed calym swiatem na zasadzie "wy
        nie jestescie lepsi" i "przeciez wszyscy tak robia"...

        zycze powodzenia mimo wszystko, a podejscia pewnego pana ktory promuje tutaj
        "flower power" i "free love" to nawet mi sie komentowac nie chce...
        • nick3 Nie lubisz hipów?:) 22.04.07, 22:35
          > a podejscia pewnego pana ktory promuje tutaj
          > "flower power" i "free love" to nawet mi sie komentowac nie chce...


          "promuje":)

          (Oczywiście 25% więcej w nowym opakowaniu za tę samą cenę!:)
    • wiarusik Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 14:51
      Uuuuu...
      Niedobsze...niedobsze...;)
    • poopka Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 15:11
      sorry bede bardzo niemiła ale juz ni emam sily do czytania takich postow...
      idiotek ktore wielce kochaja mezow a robia ich w trabe .. to nie ma nic
      wspolnego z miloscia tak wiec sie zdecyduj ;/
      • diabollo69 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 15:18
        Poopka, mądrego to i miło poczytać :))
        pozdrawiam i oczywiście popieram ale chyba jesteśmy bez szans z naszymi
        poglądami.....
        • lordjim4 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 21:09
          jestem z wami :O)
          pozdr.
    • grogreg Kocham Zone, ale ja bije. 20.04.07, 15:22
      Nie zeby mmie wkurzala, ale tak jakos lepiej sie z tym czuje.

      Rownie niedorzeczne?
      • uu1 Re: Kocham Zone, ale ja bije. 20.04.07, 15:41
        grogreg napisał:

        > Nie zeby mmie wkurzala, ale tak jakos lepiej sie z tym czuje.
        > Rownie niedorzeczne?
        Może jest tak ogólnie "mencunca" jak wyjaśniał przed sądem pewien góral.
    • koni42 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 15:40
      A ja Cię rozumiem. Znużenie, ekscytacja, adrenalina. Krzywdzisz męża i siebie - jeżeli go
      kochasz oczywiście. Być może zostanę potępiona jak Ty, ale pamietaj, że życie jest jedno...
      Ja się rozwiodłam i bynajmniej nie z powodu drugiego mężczyzny. Wiem, co mówię. Też
      wszyscy mi mówili, że lepsza jest znana stabilizacja od niewiedzy nowego życia. I wiesz co,
      wcalę nie żałuję. I powiem więcej: im lepiej przyglądam się mojemu <<dawnemu>> życiu, mojej
      egzystencji z byłym mężem, tym bardziej się cieszę, że się zdecydowałam. Do niczego Cię nie
      namawiam, ale nie potępiaj się - świat i tak spali Cię na stosie.
      • monik_78 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 17:05
        koni42 napisała:

        > A ja Cię rozumiem. Znużenie, ekscytacja, adrenalina. Krzywdzisz męża i
        siebie -
        > jeżeli go
        > kochasz oczywiście. Być może zostanę potępiona jak Ty, ale pamietaj, że życie
        j
        > est jedno...
        > Ja się rozwiodłam i bynajmniej nie z powodu drugiego mężczyzny. Wiem, co
        mówię.
        > Też
        > wszyscy mi mówili, że lepsza jest znana stabilizacja od niewiedzy nowego
        życia.
        > I wiesz co,
        > wcalę nie żałuję. I powiem więcej: im lepiej przyglądam się mojemu <<da
        > wnemu>> życiu, mojej
        > egzystencji z byłym mężem, tym bardziej się cieszę, że się zdecydowałam. Do
        nic
        > zego Cię nie
        > namawiam, ale nie potępiaj się - świat i tak spali Cię na stosie.
        Tylko, że w moim związku nie ma znużenia, kocham męża ale w tamtym mężczyźnie
        pociąga mnie własnie ta ekscytacja, adrenalina, przygoda. to jest dla mnie taki
        zakazany owoc. Wiem jednak, że to co robię jest bardzo egoistyczne z mojej
        strony i wiem tez jak wiele moge przez to stracić.
        • lordjim4 Monik_78 = "konik" 20.04.07, 21:15
          monik_78 proponuję iść albo do lekarza albo do szkoły i nauczyć się innych słow
          od tych, którymi operujesz w swoich postach, bo jest to już nużące.
          Albo pipka albo rodzinka... i tyle
        • ered Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 22:24
          Napisalas "Wiem jednak, że to co robię jest bardzo egoistyczne z mojej
          strony i wiem tez jak wiele moge przez to stracić"... i mam nadzieje ze stracisz
          glupia niewolnico chorej, malej wyobrazni i wielkiej niedojrzalosci. Odnosze
          wrazenie ze sie upajasz brnieciem w ten zalosny watek... szkoda mi ciebie.
        • btrynczuk Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 23:58
          przeciez to ewidentna sciema kobieta uzywa kilkunastu tych samych słow we
          wszystkich postach to jest załosne
    • olcik Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 15:45
      zdrada jest mocno "przereklamowana" i w wiekszosci nie chodzi o zranione
      uczucia, tylko o histerie i urazona dume. te, ktore pisza "niezaleznie, jak by
      bylo z mezem/chlopakiem, czy dzieci, slub, mieszkanie, cokolwiek - gdyby mnie
      zdradzil, to koniec i nie ma przebacz" sa samolubnymi idiotkami i zasluguja na o
      wiele gorsze potepienie niz zwykli ludzie, ktorzy zdradzaja i tego zaluja... bo
      czlowiek nie jest idealny i popelnia bledy, ale bledy trzeba umiec wybaczac..
      kto jest bez winy, moje drogie:) dla mnie o wiele gorsze byloby, gdyby
      chlopak/maz oszukal mnie, narzucal mi swoja wole czy chocby bil. nie popieram
      oczywiscie zdrady, ale czasem przespanie sie z kims innym jest po prostu
      przespaniem sie z kims innym. problemem wiekszym jest ciagle sypianie z roznymi
      osobami, ale jesli obie na to przystaja... coz. oczywiscie to nie jest laudacja
      zdrady, bo zaraz takie oskarzenia sie pojawia ;) ale mam dosc wiecznego
      demonizowania, rozdzieranych szat i kobiet, kroe zalewajac sie lzami opowiadaja,
      jak to zostawily faceta, bo byl "takim strasznym draniem", a jej kolezanki
      nazywaja go sk**wielem i ochoczo przytakuja.

      do autorki watku: nie przejmuj sie, moze to, co robisz, nie ejst najwspanialsze,
      ale ludzie sa tylko ludzmi. pomysl o sobie, co doprowadza Cie do wyrzutow
      sumienia i jesli uznasz to za stosowne, zakoncz jedna z relacji. ale olej
      bluzgi, ktore tu na Ciebie leca :*
    • koni42 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 15:49
      Jeszcze raz sie dopiszę: sądzę, że celem naisania tego wątku była chęć samoukarania.
      Chciałaś, żeby inni osądzili Cię i ukarali. Ja tego nie zrobię, co zresztą już napisałam.
    • dibbs Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 16:10
      Dobra rada:

      SKONCZ DAWAC D*PY!

      ...proste
    • darius11 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 16:24
      Co zrobić? Odpowiedź jest prosta. Jak będzie w Ciebie wchodził to właśnie w tym
      momencie pomyśl o swoich dzieciach i pomyśl o tym, że czeka Cie rozwód a Twoje
      dzieciaki będą miały pokręcone życie w składanych rodzinach bądź bez. Zrób tak,
      powinno pomóc.
    • lanudo Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 16:25
      Wyrzutow sumienia sie nie pozbedziesz. Tak to juz jest, ze majac rodzine
      stajesz sie odpowiedzialna za innych i przy calym dobrodziejstwie jakie to z
      soba niesie, los potrafi sprawic tak, ze stanie sie to ciezarem. Tak sie
      wlasnie stalo u Ciebie. Pytanie czy chcesz poswiecac siebie (czy tez czesc
      siebie)? Czy kochajac jedna osobe mozna bezgranicznie pozadac inna? to pewnie
      kwestia definicji milosci. Osobiscie nie wiem, czy lepiej byc nieuczciwym w
      stosunku do bliskich, czy do siebie. Czy lepiej oszukiwac rodzine, czy odebrac
      sobie szczescie. Czy mozna pozbawic sie w zyciu tak pieknych chwil jakie
      przezywasz z tym mezczyzna. Trudno przekonac samego siebie, ze cos tak pieknego
      co przezywasz bedac z nim, jest jednoczesnie czyms zlym. Przeczytalem tu kilka
      wypowiedzi o panowaniu nad zwierzecym pozadaniem etc. A dlaczego mamy/musimy
      panowac nad czyms co jest czescia nas samych, zabijac to w sobie? Pewnie tylko
      dlatego, ze takie poswiecenie skladasz w ofierze na oltarzu swojej rodziny. Czy
      to sprawi ze bedziesz szczesliwa? itd, itd, itd

      To nie jest zle, nie jest tez dobre. Po prostu jest. Jesli nie znajdziesz w
      sobie sily, zeby zdecydowac w ktora strone pojsc, to pozwol po prostu zyciu
      zadecydowac za Ciebie.

      Ja nie znalazlem... :)
      • monik_78 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 17:00
        Już wybrałam w która strone pójść i co jest dla mnie w zyciu najważniejsze.
        • pan_niemota Re: Kocham męża ale go zdradzam 21.04.07, 16:04
          ale mimo wszystko odstąpiłas ze swojej drogi...
          czaruj dalej siebie, ale nie sciemniaj na zewnątrz. Zbyt duzo powiedzieli ci
          inni, zebym ja tez miał dowalać.

          dodam - ja też zrobiłem w życiu wieeele błedów, ale nie potrafie zrozumieć w
          takim momencie zdania "tylko nie osadzajcie mnie....". Coś się stało, miało to
          miejsce i jeżeli chcemy zeby to ujrzało światło dzienne - jak np tutaj ktoś się
          przyznał do zdrady - to nie sterujmy innymi. Jezeli zalezy nam na zdaniu innych,
          to po co się usprawiedliwiać?
      • konrado80 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 17:19
        w pewnej kwestii sie nie zgodze, "Czy lepiej oszukiwac rodzine, czy odebrac
        sobie szczescie. Czy mozna pozbawic sie w zyciu tak pieknych chwil jakie
        przezywasz z tym mezczyzna" uwazam ze piekne chwile ktore przezywa z
        kochankiem, moze tez przezywac z mezem, czyli moze byc szczesliwa, ale o
        potrzebach trzeba rozmawiac w zwiazku i domagac sie tych potrzeb, dajac tez cos
        od siebie, czyli to co daje kochankowi, ale o tym TRZEBA ROZMAWIAC
        • bupu Re: Kocham męża ale go zdradzam 21.04.07, 17:57
          Mój Boże... Facet który pisze takie słowa... To tacy faceci istnieją???
          Wzruszyłam się do łez! ;)
    • kooopa Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 16:27
      Ciekawe co teraz mysla ci faceci ktorych zony maja 28 lat, od 5 lat sa
      malzenstwem i maja 2 dzieci... kazdy pewne sie zastanawia czy to nie jego zona
      przypadkiem napisala tego posta ;)
      • diabollo69 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 16:53
        oni nie mają czasu tego czytac bo siedzą całymi dniami w pracy, żeby zarobić na
        żonę i dzieci, bo żona zajęta ....."czymś innym" :D
        • gulgul231 ditto (n/t) 22.04.07, 00:21
          .
    • rachela27 Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 17:10
      Boże, jaka ty głupia jesteś.
    • jaskolnikow Karramba 20.04.07, 17:28
      A znasz piosenkę Karramby? no to ona jest o tobie. przesłuchaj dobrze!
      • opelek44 [...] 20.04.07, 18:47
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • kuriatus Re: Karramba 20.04.07, 18:51
          A Ty przez swoje 62 lata nigdy nie zgrzeszyles..... moze lustracja oczy Ci otworzy.... przypomnij sobie.... a moze kto pierwszy rzuci kamien? Facet - zalosny jestes! albo moze zona od Ciebie odeszla do inngo? z takim zakompleksionym gosciem ciezko zyc.... pozdrawiam
          • iwan_pociskow Re: Karramba 20.04.07, 23:53
            kuriatus napisał:

            > A Ty przez swoje 62 lata nigdy nie zgrzeszyles..... moze lustracja oczy Ci
            otwo
            > rzy.... przypomnij sobie.... a moze kto pierwszy rzuci kamien? Facet -
            zalosny
            > jestes! albo moze zona od Ciebie odeszla do inngo? z takim zakompleksionym
            gosc
            > iem ciezko zyc.... pozdrawiam


            przestancie pierd...ić z tym rzucaniem kamienia, ja na przykład nigdy nie
            poczułem się na tyle dojrzały aby załozyć rodzinę, zawsze wolałem zabawę, może
            też jestem zbyt duzym egoistą aby móc wziąć za kogoś odpowiedzialność i
            poświęcić swoje życie _dla kogoś_, nie tylko dla siebie i dbając o kogoś
            bardziej niż o siebie - cały czas myślałem że jestem niedojrałym gó..arzem ale
            dziś widzę że chyba postapiłem bardzo dobrze i nie mam sobie nic do zarzucenia,
            spora część z Was w ogóloe nie dorosła do tego aby przez kogoś być naprawdę
            kochanym, ciekawe jakbyście Wy wszyscy wielcy obrońcy zdradzających poczuli się
            gdyby pewnego pięknego dnia do waszego domu wparował jakiś ziomek i wesoło
            ogłosił : "słuchajcie, z tej waszej matki a twojej żony to dopiero jest du..,
            robiłem z nią wszystko co chciałem a jak brałem od tyłu to kwiczała tak że cały
            hotel słyszał, nikt tak mi loda nie zrobił jak Gienia"...

            pozdrawiam
            • iwan_pociskow Re: Karramba 21.04.07, 00:01
              dla was żałośni mogą być faceci którzy nie zdradzali nigdy swoich
              żon/ukochanych i fajna może być dla Was perspektywa że wlasnie teraz Twój mąż/
              Twoja żona uprawiają właśnie seks analny z jakimś przygodnym partnerem, bo
              przecież jak żyć to na całego! bo cięzko im się akurat powstrzymać ale
              pomyślcie sobie o dzieciach, co one mogą poczuć gdy wszystko wyjdzie na jaw, co
              dla nich będzie znaczyć słowo "rodzina", słowo "miłość", słowo "wierność"...
              oni też kiedyś dorosną i nie dośc że sami będą mieli wypaczone zycie to jeszcze
              spaprają to życie innym...
              I rzygać mi się chce jak sobie pomyślę o tym całym pierd... o życiu od poczęcia
              o tych wszystkich małżeństwach zawartych tylko z tego powodu że pojawiła się
              ciąża, zawartych całkowicie z przymusu, przeraża mnie to jakie te dzieci będą
              miały wychowanie, jaki wyrobią sobie światopogląd i jaki świat stworzą sobie i
              innym...
              • iwan_pociskow Re: Karramba 21.04.07, 00:05
                ... może dlatego że moi rodzice naprawdę się kochali i kochają, byłem dzieckiem
                które znalazło się na tym świecie dzięki miłości i wolę nie wiązać się z kimś
                na stałe jeśli naprawdę nie czuję że jestem dla tej drugiej osoby poświęcić
                _wszystkiego_ , nie mógłbym żyć ze świadomością świadomego skrzywdzenia osoby
                która obdarzyła mnie miłością i zaufaniem... Wiem, jestem strasznie żałosny...
              • xtrin Re: Karramba 21.04.07, 00:23
                iwan_pociskow napisał:
                > dla was żałośni mogą być faceci którzy nie zdradzali nigdy swoich
                > żon/ukochanych i fajna może być dla Was perspektywa że wlasnie teraz Twój
                > mąż/Twoja żona uprawiają właśnie seks analny z jakimś przygodnym partnerem,
                > bo przecież jak żyć to na całego

                Jeżeli para małżonków ma do tego takie a nie inne podejście i pasuje im taka
                jawna niewierność to jest to ich wybór i ich sprawa. Oczywiście, sprawa się
                komplikuje, gdy są dzieci, ale nie wszędzie są, a nawet jeżeli można założyć, że
                da się to jakoś rozsądnie rozwiązać.
                Natomiast jeżeli mowa o prawdziwej zdradzie, czyli oszustwie współmałżonka,
                chędożeniu się za jego plecami to wszystko wygląda zupełnie inaczej. To już brak
                szacunku, empatii, brak wspólnoty, która powinna każdy związek budować.
                • iwan_pociskow Re: Karramba 21.04.07, 00:49
                  xtrin napisała:


                  >
                  > Jeżeli para małżonków ma do tego takie a nie inne podejście i pasuje im taka
                  > jawna niewierność to jest to ich wybór i ich sprawa. Oczywiście, sprawa się
                  > komplikuje, gdy są dzieci, ale nie wszędzie są, a nawet jeżeli można założyć,
                  ż
                  > e
                  > da się to jakoś rozsądnie rozwiązać.
                  > Natomiast jeżeli mowa o prawdziwej zdradzie, czyli oszustwie współmałżonka,
                  > chędożeniu się za jego plecami to wszystko wygląda zupełnie inaczej. To już
                  bra
                  > k
                  > szacunku, empatii, brak wspólnoty, która powinna każdy związek budować.

                  Zgadzam się z Tobą w 100% - lecz wtedy gdy pasuje im jawna niewierność to jest
                  układ, ja jednak na myśli mam tylko i wyłącznie prawdziwą zdradę, co gdyby tak
                  naprawdę racjonalnie podejść nie powinno być samym w sobie wielkim
                  przestępstwem, ale to co w momencie ujawnienia całej sprawy dzieje się w
                  psychice partnera czy dzieci, czynienie takiej krzywdy bliskiej osobie jest
                  rzeczą niewyobrażalnie złą i może doprowadzić do tragicznych skutków
                  • xtrin Re: Karramba 21.04.07, 01:04
                    iwan_pociskow napisał:
                    > Zgadzam się z Tobą w 100% - lecz wtedy gdy pasuje im jawna niewierność to jest
                    > układ, ja jednak na myśli mam tylko i wyłącznie prawdziwą zdradę, co gdyby tak
                    > naprawdę racjonalnie podejść nie powinno być samym w sobie wielkim
                    > przestępstwem, ale to co w momencie ujawnienia całej sprawy dzieje się w
                    > psychice partnera czy dzieci, czynienie takiej krzywdy bliskiej osobie jest
                    > rzeczą niewyobrażalnie złą i może doprowadzić do tragicznych skutków

                    To _jest_ wielkim przestępstwem, nawet, jeżeli nigdy nie wyjdzie na jaw. To
                    zwykłe oszustwo, wykorzystywanie drugiej osoby i jej zaufania. Nie chodzi o sam
                    seks - to kwestia w zasadzie wtórna, ale właśnie o brak szczerości i szacunku.
                    A jeżeli są jeszcze dzieci to jest to przestępstwo podwójne, bo krzywdzimy także je.

                    Ja rozumiem, że można mieć potrzeby seksualne, których współmałżonek nie jest w
                    stanie zaspokoić. Rozumiem, że czasami wiążemy się ze złą osobą. Rozumiem, że
                    zdarza się będąc w związku spotkać kogoś wspaniałego. Ale zwykła uczciwość
                    nakazuje w takich przypadkach zachować się po prostu porządnie.
        • nales_47 Re: Karramba 20.04.07, 18:54
          Dosadnie powiedziane....., ale zgadzam się z Tobą w 100%.
    • ai.p Re: Kocham męża ale go zdradzam 20.04.07, 17:33
      Powinnaś być w burdelu a nie zakładac rodzinę i ja niszczyć.Sama sie o tym
      przekanasz ale napewno bedzie zapózno
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka