trypel
05.07.07, 09:20
Wyobraźcie sobie sytuację - macie 16/17 letnie dziecko, chcecie je wysłać na
rok do usa, wiadome względy - język, kontakty, usamodzielnienie itd... są
różne programy i instytucje się tym zajmujące jak wiadomo, wyjezdza sie do
obcej rodziny która zgłosi chęc pomocy i udziału w programie. Wypełniacie mase
formularzy zaznaczając jakie stany was interesują a jakie nie... czy zgadzacie
się na rodzinę afroamerykańską... żydowską... czyli sprawdzają waszą
tolerancje itd.
Potem czekacie, czekacie.. no i przychodzi informacja. Jest zgoda i wasze
dziecko może wyjechać na rok do rodziny składajacej się z dwóch panów i
adoptowanego dziecka... Taka własnie niespodzianka spotkała 2 dni temu moją
przyjaciólkę. Ona sie zgodziła, ja tez nie miałbym nic przeciw ale np już u
mnie w pracy zdania są podzielone...
a Wy?