Smarki dydaktyczne

IP: *.ap-USEN.usen.ad.jp 21.06.03, 05:50
Brawo, ciekawy artykuł. Dzieci to też ludzie i zasługują na więcej niż ckliwą
ideologię rodem z XIX w., która pokutuje w ich literaturze. Straszliwie trudno
jest napisać dobrą książkę dla dzieci, moim zdaniem Skandynawowie są w tym
dobrzy - traktują dzieci poważnie, nie narzucają im rozwiązań, są subtelni i
przyjaźni, a nie nachalni i mentorscy.
To prawda, że nie należy dzieci chronić przed okrucieństwem świata i trudnymi
pytaniami, bo prędzej czy później i tak się z nimi zetkną i same będą je
współtworzyć. Powinny być do tego przygotowane przez uczciwość i
odpowiedzialność dorosłych.
    • Gość: Gapcio Re: Smarki dydaktyczne IP: *.pkobp.pl 21.06.03, 16:55
      To, że stykamy się w życiu dorosłym z różnymi sytuacjami
      (gwałty, pijaństwo, narkotyki, pornografia) - bo tak jest
      urządzony ten świat, nie obliguje nas do tego, aby serwować to
      naszym dzieciom. To prawda, że wiele bajek jest ogłupiających.
      Pamietajmy jednak, że to my rodzice wybieramy literaturkę dla
      naszych pociech,(bajek o czerwonym kapturku jest ogrom,również z
      krwawym zakończeniem.
      Do wszystkiego należy dorosnąć. Tak jak Harry Poterr nie jest
      literaturą dla przedszkolaków tak i opowieść "o rodzinie, która
      zmarłego dziadka pochowała pod domem, aby nigdy się z nim nie
      rozstawać" nie jest na miejscu.
      Rodzice, bawcie się, ale nie kosztem dzieci. Wy jesteście
      dojrzali i inaczej postrzegacie świat. Łatwiej wam określić co
      jest dobre, a co złe i co wybrać.
      • Gość: Anka Re: Smarki dydaktyczne IP: *.speed.planet.nl 23.06.03, 14:06
        Gość portalu: Gapcio napisał(a):

        > To, że stykamy się w życiu dorosłym z różnymi sytuacjami
        > (gwałty, pijaństwo, narkotyki, pornografia) - bo tak jest
        > urządzony ten świat, nie obliguje nas do tego, aby serwować to
        > naszym dzieciom. To prawda, że wiele bajek jest ogłupiających.
        > Pamietajmy jednak, że to my rodzice wybieramy literaturkę dla
        > naszych pociech,(bajek o czerwonym kapturku jest ogrom,również
        z
        > krwawym zakończeniem.
        > Do wszystkiego należy dorosnąć. Tak jak Harry Poterr nie jest
        > literaturą dla przedszkolaków tak i opowieść "o rodzinie,
        która
        > zmarłego dziadka pochowała pod domem, aby nigdy się z nim nie
        > rozstawać" nie jest na miejscu.
        > Rodzice, bawcie się, ale nie kosztem dzieci. Wy jesteście
        > dojrzali i inaczej postrzegacie świat. Łatwiej wam określić co
        > jest dobre, a co złe i co wybrać.

        ZGADZAM SIE W 100% !
      • Gość: AT Re: Smarki dydaktyczne IP: 217.153.91.* 24.06.03, 16:27
        No to Madra Pani przesadzila. Ja niedlugo bede mial dziecko i wcale nie
        zamierzam go karmic opowiadaniami o dziecku i jego dwóch mamusiach,
        albo o chlopcu, który zjadla mame, tate i potem zwymiotowal.

        Tak, tak - to teraz chyba taki trend, zeby pokazywac dzieciom wszystko
        co nie-dzieciece. Wystarczy zobaczyc kilka kreskówek na Cartoon
        Network, zeby uczyc naszych nastepców syfu (chyba tak to trzeba
        nazwac), który teraz my wspóltworzymy.

        Pewnie - pokazujmy gwalty, mordy i przemoc. Przeciez to oblicze
        naszego swiata. Albo jeszcze lepiej - uczmy tego dzieci na zywo. Bijmy
        je, bijmy zone, no bo przeciez tak to jest w zyciu. Niech wiedza jak to jest.

        Cale szczescie, ze dzieci tak szybko pala papierosy, a nastolatki zabijaja
        z okrucienstwem równym recydywistom - bo one znaj? juz to prawdziwe
        zycie.

        Niech Pani Joanna Olech wychowuje sobie dzieci (o ile je ma) pokazujac
        im dupke (moze nawet swoja). Ja pozwole sobie zadbac o ich prawdziwe
        dziecinstwo. Jest wiele innych metod przygotowania malego czlowieka do
        zycia

        Pozdrawiam
        AT
    • Gość: MataPk Re: Smarki dydaktyczne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.03, 17:44
      Bardzo dziękuję za artykuł.Trafia w samo sedno.Nasze >Polskie
      katolickie< wychowanie procentuje potem Leperami,o.Rydzykiem i
      Ligą Polskich Rodzin,a przecież to też byli mali ludzie którym
      rodzice czytali książki i mówili że są rzeczy >be< sami je
      mając.To zakłamanie teraz procentuje.Nasze dzieci to nasze
      zwierciadło.Jestem za książkami,które są prawdziwe i mówią o
      prawdzie w dowcipny sposób.
      • Gość: dany Re: Smarki dydaktyczne IP: *.e-net.koszalin.pl 21.06.03, 19:44
        Gość portalu: MataPk napisał(a):

        > Bardzo dziękuję za artykuł.Trafia w samo sedno.Nasze >Polskie
        > katolickie< wychowanie procentuje potem Leperami,o.Rydzykiem i
        > Ligą Polskich Rodzin,a przecież to też byli mali ludzie
        którym
        > rodzice czytali książki i mówili że są rzeczy >be< sami je
        > mając.

        :D chodzi ci o to że czytanie Sierotki Marysi i wiersza o
        lokomotywie musiało zdekomponować głowy biednym dzieciom?
        Pomyśl raczej że matka Andrzejka Leppera sadzała go przy stole
        i kazała czytać 'Trybunę..' na głos bo sama sobie nie radziła,
        albo wolnej europy nie lubiała. Wyobraź sobie indoktrynację,
        otumanienie tymi lewymi treściami, edukację ekonomiczną
        przewodniczącego, poczucie bycia potrzebnym i docenionym,
        choćby przez głoszenie socjalistycznych bredni, wtedy z mamą i
        teraz. Lepper jest dzieckiem komuny, a nie naiwnych bajek.
      • Gość: Ankieter Co ma do tego Lepper? IP: 80.51.247.* 21.06.03, 23:06
        Nie zgadzam się, że literatura dla dzieci produkuje Lepperow i
        Rydzyków. Darzę tych oszołomów zdecydowaną antypatią, ale nie
        znoszę obrzydlistwa. Dlaczego mamy dzieci epatować "sprawami
        kontrowersyJnymi"? Sam mam ich po dziurki w nosie!
        Zgadzam się z jedną z poprzednich opinii, że Skandynawowie
        umieją pisać książki dla dzieci. Nieodżałowanej pamięci Astrid
        Lindgren (1907-2002) była mistrzynią w tym gatunku. Czytałem jej
        książki z przyjemnością. W żadnej z nich ("Dzieci z
        Bullerbyn", "Emil ze Smalandii" /Emil i Lönneberga/, "Fizia
        Pończoszanka" /Pippi Langstrump/) nie było ani "ckliwego
        moralizatorstwa z XIX w.", ani epatowania obrzydlistwem,
        sadyzmem, maszynami do bicia, siusiakami, dziadkami chowanymi
        koło domu itp. CZYLI JEDNAK MOŻNA NAPISAĆ DLA DZIECI COŚ
        NAPRAWDĘ FAJNEGO!!! Pisząc dla dzieci bierzmy przykład z Astrid
        Lindgren, a nie z tych oszołomów, co nawet w książkach dla
        dzieci muszą mieć za bohaterów pary lesbijskie.
      • Gość: AT Re: Smarki dydaktyczne IP: 217.153.91.* 24.06.03, 16:36
        To nie chodzi o katolickie wychowanie. Mnie równiez denerwuje pruderia,
        dewotyzm i ksieza. Ale argument "przekatolicyzowanego" wychowanianie
        jest stosowny w tej chwili.
        To raczej chodzi o zdrowy rozsadek. Nie twierdze, ze malec ma byc
        zawsze na szczycie szklanej góry, ale pokazywanie mu celowo i z
        rozmyslem brudów jest dobra zabawa... dla doroslych.
        Przeciez to naturalny odruch (nie tylko u ludzi), zeby chronic swoje
        dziecko przed zlem.
    • doroszka Re: Smarki dydaktyczne 21.06.03, 21:14
      Dla mnie takie książki to rewelka!! Jako małe dziecię sama musiałam sobie takie
      rysować i wymyslać różne historie. Rodzice oczywiście się martwili, bo zbyt
      różniło się to, co tworzyłam, od bajkowej papki zapodawanej w książeczkach ze
      sklepu.
      Pewnie myśleli, że jestem jakąś dewiantką małą, rysując np. panie i panów ze
      złamanymi rękami i nogami (pewnie odreagowywałam zdarzenie - sąsiadka pechowa
      jakaś często łamała ręce i nogi w zimie) albo dłubiące w nosie psy (łapami!!!).
      A tu proszę - byłam normalnym dzieckiem! :)))

      Moja starsza siostra za to jakiś czas temu znalazła stary skrawek z zeszytu, w
      którym zaraz po opanowaniu sztuki pisania notowałam swe tzw. poezje
      wczesnodziecięce. Okazja znakomita, więc zacytuję jeden (z dwóch zachowanych):

      "Las"

      Nastrój w lesie żałobę niesie:
      Zdechła wiewiórka,
      Wróblowi wypadły piórka,
      Wilk złapał zajączka,
      zapanowała gorączka.
      I każde zwierzątko w lesie
      Jakąś zarazę niesie.


      :)))
      Dziękuję za uwagę. :)
      Doroszka
      • Gość: dany dopre IP: *.e-net.koszalin.pl 22.06.03, 20:36
        doroszka napisała:


        > "Las"
        >
        > Nastrój w lesie żałobę niesie:
        > Zdechła wiewiórka,
        > Wróblowi wypadły piórka,
        > Wilk złapał zajączka,
        > zapanowała gorączka.
        > I każde zwierzątko w lesie
        > Jakąś zarazę niesie.
        >
        >
        > :)))
        > Dziękuję za uwagę. :)
        > Doroszka

        Hyhyhy, całkiem wykręcone, pozdrawiam :D
        • doroszka Re: dopre 22.06.03, 22:40
          Dopre, dopre... też tak uważam. Mieszkałam pod lasem, gdzie różne zwierzątka
          się często mordowały: jastrząb kury, psy zajączka, a sarny w latach galopującej
          wścieklizny od razu były o nią podejrzewane.
          Jak dopre, to odkryję sie do końca ;) Oto drugi z zachowanych wierszyków:

          "W ciemnym lesie"

          W bardzo, bardzo ciemnym lesie
          Zajączek brata niesie,
          Wilk wyskoczył zza badyla,
          A zajączki dyla.
          Potem wzięły się za rączki (??!!:))
          I zdechły zajączki.

          Ponownie pozdrawiam :)
          Doroszka
    • lolyta Re: Smarki dydaktyczne 21.06.03, 21:24
      Dzieci sa rozne i nie mozna zalozyc ze akurat taka literatura bedzie dla
      wszystkich super wartosciowa tylko dlatego ze na Zachodzie mozna ja dostac a u
      nas nie. Niektore ja zwyczajnie odrzuca. Dla mnie "Jas i Malgosia" to byl za
      ostry hard core, odpadala tez kazda ksiazeczka ktora miala czarny kolor w
      ilustracjach (a nie miala czerwonego i zoltego). Nie sadze, ze moja psychika
      jest znacznie okaleczona przez fakt ze preferowalam Disneya od horrorow.
      • Gość: Joanka Re: Smarki dydaktyczne IP: *.med.Virginia.EDU 21.06.03, 21:57
        lolyta napisała:

        >Niektore ja zwyczajnie odrzuca. Dla mnie "Jas i Malgosia" to
        byl za
        > ostry hard core, odpadala tez kazda ksiazeczka ktora miala
        czarny kolor w
        > ilustracjach (a nie miala czerwonego i zoltego).

        Ja podobno balam sie spac po niektorych odcinkach "Pszczolki
        Maji" :)
        Lolyta zgadzam sie calkiem z Toba. Dlaczego dziecko od malego
        odzierac z idealnego swiata fantazji? Przeciez po to jest
        dziecinstwo ;) A proze zycia dziecko samo umnie dostrzec ;)
    • Gość: anna Re: Smarki dydaktyczne IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.06.03, 21:39
      Dziecko jest tylko dzieckiem - wierzy, najczęściej bezgranicznie, w autorytet
      rodzica. Jeżeli dostaje od mamy książkę, to zakłada, że to co w niej piszą jest
      słuszne i mądre. Nie ocenia postępowania bohaterów ani tym bardziej nie
      polemizuje. Raczej uznaje je za wzór. Być może bajki o dziewczynkach z
      zapałkami (też kończy się przecież ŹLE!) nie są już modne, tym bardziej
      krasnoludki i księżniczki. Może i tak. Może rzeczywiście powinniśmy stawiać
      naszym dzieciom problemy natury moralnej - a niech same wybiorą, czy lepiej
      pomóc dzieczynce czy pożreć świat z zwymiotować. Życzę Autorce artykułu, żeby
      jej jaśnie oświecone dziecko nie wybrało kiedyś zbyt nowocześnie, i niektórych
      bajek, którymi ona tak się zachwyca nie potraktowało zbyt dosłownie. Ja mojemu
      poczytam o krasnoludkach. Na smarki z nosa zdąży się jeszcze napatrzeć.
      • Gość: joanka Re: Smarki dydaktyczne IP: 165.200.92.* 23.06.03, 20:50
        Gość portalu: anna napisał(a):

        > Dziecko jest tylko dzieckiem - wierzy, najczęściej
        bezgranicznie, w autorytet
        > rodzica. Jeżeli dostaje od mamy książkę, to zakłada, że to co
        w niej piszą jest
        >
        > słuszne i mądre. Nie ocenia postępowania bohaterów ani tym
        bardziej nie
        > polemizuje. Raczej uznaje je za wzór. Być może bajki o
        dziewczynkach z
        > zapałkami (też kończy się przecież ŹLE!) nie są już modne, tym
        bardziej
        > krasnoludki i księżniczki. Może i tak. Może rzeczywiście
        powinniśmy stawiać
        > naszym dzieciom problemy natury moralnej - a niech same
        wybiorą, czy lepiej
        > pomóc dzieczynce czy pożreć świat z zwymiotować. Życzę Autorce
        artykułu, żeby
        > jej jaśnie oświecone dziecko nie wybrało kiedyś zbyt
        nowocześnie, i niektórych
        > bajek, którymi ona tak się zachwyca nie potraktowało zbyt
        dosłownie. Ja mojemu
        > poczytam o krasnoludkach. Na smarki z nosa zdąży się jeszcze
        napatrzeć.

        Zgadzam sie w 100%.
        • Gość: AT Dupka IP: 217.153.91.* 24.06.03, 16:43
          Proponuje, zeby Pani Joanna Olech pokazywala dzieciom swoja dupke.
          w ten sposób beda mogly odkrywac bezmiar obszarow ciemnosci,
          którymi wypelniony jest ten najwspanialszy ze swiatow
    • Gość: Ankieter Re: Smarki dydaktyczne IP: 80.51.247.* 21.06.03, 22:57
      << Oto książki, które przywiozłyśmy: o dziewczynce, która nie ma
      taty, tylko dwie mamusie, o chłopcu, który zamieszkał w lodówce,
      o nauczycielu, który skonstruował maszynę do bicia dzieci, o
      rodzinie, która zmarłego dziadka pochowała pod domem, aby nigdy
      się z nim nie rozstawać, o tym, co jest obrzydliwe, co jest
      głupie i co jest niebezpieczne, o czarownicy Lucie Fer, która
      chciała być kochana (z wizerunkami nagich kobiet i mężczyzn, a
      także szczątków ludzkich), seria bajek z przewrotną puentą
      (wszystkie bez wyjątku ŹLE się kończą), książkę-zabawkę "Król
      jest zajęty" polegającą na poszukiwaniu króla w zamku (na
      ostatniej stronie władca siedzi na kibelku z opusz
    • Gość: Ankieter Re: Smarki dydaktyczne IP: 80.51.247.* 21.06.03, 22:58
      << Oto książki, które przywiozłyśmy: o dziewczynce, która nie ma
      taty, tylko dwie mamusie, o chłopcu, który zamieszkał w lodówce,
      o nauczycielu, który skonstruował maszynę do bicia dzieci, o
      rodzinie, która zmarłego dziadka pochowała pod domem, aby nigdy
      się z nim nie rozstawać, o tym, co jest obrzydliwe, co jest
      głupie i co jest niebezpieczne, o czarownicy Lucie Fer, która
      chciała być kochana (z wizerunkami nagich kobiet i mężczyzn, a
      także szczątków ludzkich), seria bajek z przewrotną puentą
      (wszystkie bez wyjątku ŹLE się kończą), książkę-zabawkę "Król
      jest zajęty" polegającą na poszukiwaniu króla w zamku (na
      ostatniej stronie władca siedzi na kibelku z opuszczonymi
      spodniami), o dziewczynce, która nakarmiła pająka muchą, ptaka
      pająkiem, kota ptakiem, a na koniec sama została pożarta przez
      krokodyla, o zwierzętach, które organizują konkurs na
      najpiękniejszy ZAD (wygrywa żaba), o chłopcu, który pożarł
      zawartość lodówki, buty, tatę, mamę, braciszka, osiedle,
      kontynent, popił oceanem, a potem zwymiotował...>>
      Ciekawe podejście, żeby polecać taki szajs tylko dlatego, że
      jest wydawany we Francji. Gdyby te książki pochodziły z Rosji,
      byłyby potępione w czambuł jako wyraz degeneracji
      tego "dzikiego" kraju.
      Czy Pani Olech poleciłaby swoim dzieciom takie książki,
      epatujące obrzydliwościami? - to, że media nimi epatują, nie
      jest argumentem, że dzieci należy wychowywać w smrodzie. Ja
      osobiście jestem przeciwny wszelkim przejawom eksponowania
      obrzydliwości, także w stosunku do dorosłych. Nigdy nie oglądam
      filmów oznaczonych czerwonym kółkiem, zazwyczaj unikam programów
      informacyjnych w TV, gdyż ich autorzy lubują się w eksponowaniu
      wydarzeń o zdecydowanie negatywnym wydźwięku, ze zbrodniami i
      katastrofami na czele. Na szczęście jako dorosły człowiek mam
      wolny wybór i o 19.30 mogę mieć telewizor wyłaczony. Jeśli
      dziecku podsuniemy ohydną książkę, nie ma ono wyboru. Jest to
      zatem głeboko nieuczciwe.
    • antonina_74 Re: Smarki dydaktyczne 21.06.03, 23:35
      no właśnie. Ja od miesięcy zwiedzam księgarnie w poszukiwaniu ciekawych książek
      dla mojego prawie-czterolatka, który troszkę czyta sam, a troszkę z Mamą :)
      Co znajduję? Przeróbki klasycznych bajek w wersji Disneyowskiej (i w nowym
      tłumaczeniu, żeby nie płacić tantiem tłumaczom). Debilne wierszyki typu "dwie
      strony obrazka, linijka tekstu". bajeczki o piłkach co skakały po lesie i
      wreszcie nieśmiertelne, zawsze te same, wiersze Brzechwy i Tuwima. Szkoda
      pieniędzy. Wszystkie te książki mają mnóstwo wesołych, kolorowych ilustracji z
      wielkimi oczami i puchatymi stworkami, różne wycięte otworki itp. "atrakcje", i
      są śliczniutkie do obrzydliwości.
      Przeczytaliśmy Kubusia Puchatka i Misia Paddingtona, i tyle :-(
      Mój syn ogląda Cartoon Network i sam wybiera co obejrzy. Co dziwne, najbardziej
      lubi te "brzydkie" kreskówki typu Bliźniaki Cramp, Ed, Edd & Eddy, Chojraka. Co
      dziwne, śmieje się w odpowiednich momentach i reaguje na czasem absurdalne
      dowcipy. uwielbia też Shreka i "sąsiadów". Śliczniutkie filmy Disneya omija
      szerokim łukiem i wychodzi do swojego pokoju. Wytrzymał 3 minuty Króla Lwa.
      Jego wybór - dopóki na ekranie nie padają trupy, może wybierać.
      Bardzo bym chciała, żeby te książki z artykułu były dostępne w Polsce, po
      polsku. Życie składa się również (a może głównie) z pogrzebów, robienia kupy,
      smarkania nosa, zdejmowania majtek. Większe jest prawdopodobieństwo, że mojemu
      synowi umrze dziadek i trzeba go będzie pochować ( a choćby i pod domem), niż
      że spotka wesołego krasnala z wielkimi oczami. Wolę, żeby wiedział, że może
      nazywać siusiaka "armatką" (i narysował armatkę) niż żeby codziennie pytał co
      znaczy słowo "ch..." na murze sąsiedniego bloku. Wolę, żeby mógł czytać
      książki, które w zabawny sposób pokażą mu świat bez hipokryzji, niż żeby czytał
      słodką przetrawioną przez cenzurę papkę.
      Szkoda, że w Polsce uważa się, że ludzie są za głupi żeby świadomie wybierać.
      Przecież nikt nikomu nie każe czytać takich książek dzieciom, chodzi o wybór,
      prawda? mamy w sklepach mięso i warzywa, wegetarianie nie muszą kupować
      szynki...
      Pozdrawiam,
      Antonina
      • lolyta Re: Smarki dydaktyczne 22.06.03, 00:09
        Pamietam ze jak mialam 4-5 lat to numer 1 byly dla mnie dwie ksiazki: Puchatek
        i Dorota - ta od czarnoksieznika Oz, nie wiem czy to sie wznawia obecnie, ale
        bylo o tyle fajne ze mialo strasznie duzo tomow i super obrazki.
      • kob2 Re: Smarki dydaktyczne 22.06.03, 01:14
        Całkowicie zgadzam się z Panią. Kiedy umarł mój Tata, córka miała 10 lat. Ja
        akurat byłam poza domem, w delegacji, zaś mój mąż a ojciec dziecka, który miał
        ją odebrać ze szkoły zadzwonił do mnie z pytaniem CZY MAM JEJ POWIEDZIEĆ????
        W głosie słyszałam strach. Pomijając fakt, że 47 letni mężczyzna nie wiedział,
        jak ma się zachować wobec żony w żałobie, chciał także uniknąć trudnej w jego
        mniemaniu rozmowy z dzieckiem. Pewnie dlatego, że to temat tabu i w ogóle taki
        brzydki. Jesteśmy przecież młodzi i piękni, nie robimy kupy, nie puszczamy
        bąków, nie dłubiemy w nosie. A jak ktoś umiera nagle i nie w porę, to chyba
        należałoby ten fakt przemilczeć i udać, że nic się nie stało!
        Nasza córka z braku czegoś lepszego namiętnie zaczytuje się Koszmarnym
        Karolkiem. No i dobrze, przynajmniej wie o co chodzi, kiedy mama jej kolegi -
        rodowita Amerykanka - mówi o Zębowej Wróżce.
        Bądźmy otwarci na nowe doznania, nowe treści. Czy bajki z naszego dzieciństwa -
        np. Jaś i Małgosia albo Kopciuszek były takie znakomite pod każdym względem?
        Przypomnijcie sobie postać ojca z obu tych bajek. Przecież to był pod każdym
        względem nieudacznik i mięczak - zdradzał własne dzieci pod wpływem jakiejś
        wrednej baby. I od wielu lat coś takiego jest przykładem literatury dziecięcej.
        Odwagi - nie bójmy się łamania stereotypów.
        Pzdrw
        P.S.
        A książki pani Olech bardzo się nam podobają
        KOB
        • kob2 Re: Smarki dydaktyczne 22.06.03, 01:15
          Zwracałam się do pani Antoniny
          pzdrw Kob
        • Gość: leonia Re: Smarki dydaktyczne IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 24.06.03, 00:11
          Bardzo proszę, by ktoś przetłumaczył książki, o których pisze Pani Olech na
          język polski. Ja, rodzic małego dziecka, mam prawo wyboru książki, którą
          chciałabym czytać dziecku. O pardon: mam - ale nie mam. Bo w Polsce nie drukuje
          się książek, o których pisze Pani Olech. Czytam dziecku codziennie od 1 do 2
          godzin. I codziennie zachodzę w głowę, co mam mu przeczytać (dziecko ma 5 lat).
          Literatura dziecięca nam serwowana jest przeraźliwie nudna, bez humoru, żartu.
          Dziecko moje uwielbia Koszmarnego Karolka, ale ile można czytać to samo?
          Niech ktoś wreszcie pójdzie po rozum do głowy: życie się zmienia, więc i
          lektura niech podąża za zmieniającym się światem. Pozdrawiam fanów książek
          spoza "kanonu".
      • Gość: marioosh brawo antonina IP: *.jeleniag.sdi.tpnet.pl 23.06.03, 23:10
        antonina_74 napisała:
        .........

        miło czytać że nie wszyscy rodzice w tym kraju nie odróżniają tyłka od łokcia.

        wypowiedzi ludzików którzy wyznają zasadę "czego nie uznaję tego nie ma" są w
        wiekszości tyleż naiwne co żałosne. próby "chronienia" dzieci od rzeczywistości
        przez serwowanie wynaturzonego (idealistycznego) obrazu świata prowadzi właśnie
        do dewiacji i nieprzystosowania. nie chodzi mi o to żeby skazywać dzieci w
        każdym wieku na pełen "hardkor" świata. ale trzeba je powolutku uodparniać -
        tak by sobie w przyszłości radziły w takiej rzeczywistości jaka jest - a nie
        spieprzały od niej do wyimaginowanego świata.
        • antonina_74 Re: brawo antonina 26.06.03, 16:34
          dzieki za brawo ;) szkoda ze w tym kraju wystarczy normalnie myslec zeby na nie
          zasluzyc...
          A.
    • Gość: samanta Re: Smarki dydaktyczne IP: *.kabel.telenet.be 22.06.03, 07:15
      Mysle , ze kazde dziecko MUSI sie wychowac na Koziolku Matolku czy Myszce
      Miki , Kubusiu Puchatku i basniach Andersena ( niektorych)
      bo do Basni Andersena wrocmy (pelne wydanie) jako 20-30-40 latki i dopiero
      zrozumiemy ich tresc i glebie

      Basnie Grimmow sa z natury okrutne i to tez widac dopiero po latach

      Dla dzieci ksiazeczki czy filmy powinny byc z trescia i moralem i tu
      polecilabym dlugometrazowe filmy Dineya bo juz te krotkie podrobki typu kot
      sciga mysz i przez 5 minut sie bija i rozplaszczaja o sciane nic nie wnosi .
      Filmy i ksiazki dla dzieci powinny byc wzruszajace , wtedy cale zycie sie je
      pamieta ( ile razy plakalam przy Brzydkim Kaczatku), powinny uczyc milosci do
      zwierzat i natury

    • lagatta Re: Smarki dydaktyczne 22.06.03, 08:54
      W tym artykukle pada fajne zdanie .Celem tych książek jest to aby dzieci
      zaczęły zadawać pewne pytania.I teraz to juz rola rodziców co na nie
      odpowiedzą .Nie sama książka wychowuje ,uczy ..ona ma nam dorosłym pomóc
      pokazać dzieciom świat .Nie chodzi o to by brutalnie odzierać je z dzieciństwa
      ale o to by miały pewną wiedzę o tym co je otacza .o tym co je czeka .Może
      chodzi o to by je do tego życia przygotować .Aby potrafiły dokonywać słusznych
      wyborów ,aby wiedziały że czasem trzeba wybierać .Przyznam że mnie ten artykuł
      bardzo zastanowił .Długo myślałam jakie tak naprawde mam zdanie na ten temat.I
      jestem za .
      • Gość: stary Re: Smarki dydaktyczne IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 22.06.03, 11:45
        lagatta napisała:

        > W tym artykukle pada fajne zdanie .Celem tych książek jest to aby dzieci
        > zaczęły zadawać pewne pytania.I teraz to juz rola rodziców co na nie
        > odpowiedzą .Nie sama książka wychowuje ,uczy ..ona ma nam dorosłym pomóc
        > pokazać dzieciom świat .Nie chodzi o to by brutalnie odzierać je z
        dzieciństwa
        > ale o to by miały pewną wiedzę o tym co je otacza .o tym co je czeka .Może
        > chodzi o to by je do tego życia przygotować .Aby potrafiły dokonywać
        słusznych
        > wyborów ,aby wiedziały że czasem trzeba wybierać .Przyznam że mnie ten
        artykuł
        > bardzo zastanowił .Długo myślałam jakie tak naprawde mam zdanie na ten
        temat.I
        > jestem za .

        Oczywiście. Musimy tylko jako rodzice (biologiczni czy socjalni, dziadkowie i
        tp opiekunowie) obserwować i rozumieć dzieci, a także to, że są to ludziki in
        statu nascendi. Dlatego czasem trzeba włączać "filtr rodzinny". Dzieci muszą w
        ten wspaniały, okrutny świat wchodzić jednak stopniowo, a nie wpadać od razu na
        głęboką wodę (vide np. filmy oznaczane w obszarze anglojęzycznym PG, NC, PG-17
        otd.). Te literki nakładaja na rodziców właśnie obowiązek obserwowania
        rozpoznawania zmieniających sie dzieci oraz dostosowywania otoczenia dziecka do
        jego dojrzewającej psychiki. Bez narażania na okaleczenia. Choć jest to trudne
        w erze "global village" AD򗶰.

        I do Samanty:
        Jako dzecko po kontaktach braci Grimm miałem napady lęków i koszmarne sny,
        mimo, że nikt tam nie siedział na sedesie i nie robił kupy.

        Pozdrowienia (nie dla wrzodów podlanych sosikiem z rydzyków)
      • Gość: lolyta Re: Smarki dydaktyczne IP: *.mia.bellsouth.net 22.06.03, 17:30
        lagatta napisała:

        > W tym artykukle pada fajne zdanie .Celem tych książek jest to aby dzieci
        > zaczęły zadawać pewne pytania.

        A mnie sie wlasnie wydaje ze proba uczenia zadawania dzieci pytan to proba
        uczenia orla fruwac. Dzieci sa mistrzami w zadawaniu pytan, to dorosli (pani
        Olech, ktora wszystko wie najlepiej o tym co dla dzieci jest dobre a co
        beznadziejne nie wylaczajac) mogliby sie od nich uczyc. Dzieci maja
        wystarczajaco duzo pytan, nie potrzebuja zadnej protezy, one raczej chca
        odpowiedzi.
    • Gość: apud Re: Smarki dydaktyczne IP: *.ramtel.com.pl / *.radio-gazeta.pl 22.06.03, 09:35
      Jak sie domyślam autorka artykułu sugeruje, że dawniej pisano
      lepsze książki dla dzieci. Ale nic to nie pomogło. Na dowód
      mamy LPR, Samoobronę, Rydzyka i Rodzinę RM jak też nawiedzonych
      obrońców życia poczętego i wielu innych.
      • pieskuba Re: Smarki dydaktyczne 22.06.03, 12:07
        Gość portalu: apud napisał(a):

        > Jak sie domyślam autorka artykułu sugeruje, że dawniej pisano
        > lepsze książki dla dzieci. Ale nic to nie pomogło. Na dowód
        > mamy LPR, Samoobronę, Rydzyka i Rodzinę RM jak też nawiedzonych
        > obrońców życia poczętego i wielu innych.

        Im nie czytano bajek. Ci nawiedzeni o ograniczonych horyzontach czytali jeno
        katechizm, jak już nauczono ich składać litery.

        pieskuba
        • Gość: SIURAK Fragmenty =D IP: *.acn.waw.pl 23.06.03, 18:32
          Fajnie,chciałabym przeczytać książkę o "dziewczynce,która miała
          dwie mamusie".Chciałabym się dowiedzieć,jak to dziecko reaguje
          na miłość dwóch bliskich jej kobiet w swoim domu i jak na to
          reaguje jej otoczenie - nauczyciele,sąsiedzi i
          koledzy.Moglibyście zamieścić fragmenty tego...A poza tym
          dziękuję za zamieszczenie słowa "siusiak".Mój brat uwielbia to
          słówko!!!Chce to wykorzystać w nazwie swojego
          bloga.Pozdrawiam,Siurak - Xenna.
      • Gość: koker_szpaner Re: Smarki dydaktyczne IP: *.wroc.zigzag.pl 30.06.03, 11:47
        Gość portalu: apud napisał(a):

        > Jak sie domyślam autorka artykułu sugeruje, że dawniej pisano
        > lepsze książki dla dzieci. Ale nic to nie pomogło. Na dowód
        > mamy LPR, Samoobronę, Rydzyka i Rodzinę RM jak też
        nawiedzonych
        > obrońców życia poczętego i wielu innych.
        Gorzej, stary! Mamy SLD w dodatku w większości :P Ciekawe co IM
        czytali w maleńkości, bo chyba nie jakieś disneyowskie kawałki
        tylko bajki o gieroju, co doniósł na ojca. O tak, to było
        PRAWDZIWE ŻYCIE, żadnych upiększeń....
    • Gość: church Re: Smarki dydaktyczne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.03, 11:47
      no no bardzo pieknie i wogole. Co glos to inna opinia ladne to i
      fajne. Ale moze brak cenzury wszystkich by was pogodzil i tych
      ktorzy potrzebuja tych ksiazek i tych co nie bo wolny wybor to
      zecz najwazniejsza co?
      • Gość: cacadeburro Re: Smarki dydaktyczne IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 22.06.03, 11:50
        Gość portalu: church napisał(a):

        > no no bardzo pieknie i wogole. Co glos to inna opinia ladne to i
        > fajne. Ale moze brak cenzury wszystkich by was pogodzil i tych
        > ktorzy potrzebuja tych ksiazek i tych co nie bo wolny wybor to
        > zecz najwazniejsza co?

        Widać należałeś do tych drugich (zecz!!??)
    • Gość: Agata Re: Smarki dydaktyczne IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 22.06.03, 14:30
      Nikt nie zmusza nikogo do czytania tych czy innych bajek swoim
      dzieciom - przeciez chodzi właśnie o możliwość wyboru!!! Ja
      osobiście chciałabym mieć taką możliwość, kiedy sama byłam
      dzieckiem (w sumie nie tak dawno temu), bo niestety baśnie
      Andersena kiedyś mi się znudziły i czytałam po prostu wszystko,
      co wpadło mi w ręce (nie jako sześciolatka - mam na myśli
      początkowe klasy szkoły podstawowej). Oczywiście były wśród tych
      książek pozycje wartościowe, ale niestety gros powieści dla
      dzieci i młodzieży to po prostu chłam! Przesłodzona papka, która
      nijak się ma do rzeczywistości.
      Pzdr, Agata
    • keltoi Re: Smarki dydaktyczne 22.06.03, 15:50
      A ja się tak zastanawiam i mimo wszystko nie dałabym nawet mojemu
      dziesięcioletniemu bratu książki, w której dziecko zjada swoją rodzinę, kraj,
      co tam jeszcze, a później to zwraca...:/
      Jak już mam mu dawć coś do przeczytania i pomyślenia, to daję mu "Wiedźmina".
      Śiwetnie się bawi, ale wie, że to książka dla dorosłych i musi przy niej
      pomyśleć. A nie dostaje coś, co ma być książką dla dzieci, a jest makabryczną
      opowiastką...
      • Gość: cacadeburro Re: Smarki dydaktyczne IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 23.06.03, 22:17
        keltoi napisała:

        > > Jak już mam mu dawć coś do przeczytania i pomyślenia, to daję
        mu "Wiedźmina".
        >

        Grauluję i dziękuję w imieniu tego biednego dziecka. W jego imieniu ponieważ
        ono zapewne nie będzie mogło wyrazić wdzięczności za nagnioty na mózgu po
        lekturze proroka Sapkowskiego i innych rzygowin, jakimi dobra mamuśka je
        faszeruje
    • Gość: Jack Ferriman Polityczna poprawnosc ;-) HOCH ZWEI IP: *.asco.de / 192.168.1.* 22.06.03, 18:29
      Zawsze wiedzialem, ze polityczna poprawnosc jest gorsza od
      komunizmu i faszyzmu razem wzietych...

      To prawdziwa zaraza konca XX i poczatku XXI wieku.

      Ale niedlugo sie skonczy... jak wszystko co parszywe.

      Zawsze mialem sentyment do Francuzow i mam nadzieje, ze jeszcze
      ten narod sie podniesie

      Salut d'Alemagne ;-)

      Pozdrawionka dla wszystkich zwolennikow UPR-u
      • Gość: cacadeburro Re: Polityczna poprawnosc ;-) HOCH ZWEI IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 23.06.03, 00:22
        Gość portalu: Jack Ferriman napisał(a):

        >> Zawsze mialem sentyment do Francuzow i mam nadzieje, ze jeszcze
        > ten narod sie podniesie
        >
        > Salut d'Alemagne ;-)
        >
        > Pozdrawionka dla wszystkich zwolennikow UPR-u

        Na Francuzów raczej bym nie liczył. "Status pascudeus"
        - jak mawiał pewien znajomy lekarz o przypadkach beznadziejnych.
    • Gość: wieniek Re: Smarki dydaktyczne IP: *.group.upm / 10.64.31.* 23.06.03, 08:28
      Aż strach się bać jeśli "postępowe" pomysły pani Joanny Olech
      znalazły by szersze rzesze naśladowców. W każdym razie jest to
      znakomity pomysł na zapełnienie gabinetów psychoanalityków za
      czas jakiś.
      Pani Joanno, wychowanie dzieci pozostawmy ich rodzicom, oni
      wiedzą najlepiej co jest dla nich dobre. Jeśli np. uznają że
      dziecku należy dać siekierkę, aby bez zahamowań poćwiczyło na
      dziadku czy babci to ich sprawa.
      Jeśli dojdą do wniosku, że ich kilkuletnia pociecha nie będzie w
      pełni wyzwolona seksualnie, tkwiąc w kompleksach, może należałoby
      poszerzyć jej horyzont poprzez dawanie wibaratora do poduszki
      zamiast pluszowego misia.
      Dużo jest dewiacji wśród dorosłych, nie przenośmy tego do świata
      dzieci.
      • Gość: marioosh ależ ty wienek, bredzisz IP: *.jeleniag.sdi.tpnet.pl 23.06.03, 23:21
        czy ty czasem sam siebie czytasz?

        szkoda komentarza. podejrzewam że i tak nic byś nie zrozumiał. a jakie żałosne
        argumenty (nie wiadomo do czego...) o co ci chodzi z tą siekierką? - co to za
        idotyczna argumentacja.
        a gabinety są CAŁY CZAS zapełnione. własnie między innymi przez fałszowanie
        rzeczywistości jakiemu ty też ulegasz...

        ale to do ciebie nie dotrze. ty już jesteś "przerobiony".
      • Gość: marioosh no tak, doczytałem twojego IP: *.jeleniag.sdi.tpnet.pl 23.06.03, 23:25
        post do końca i widzę że niepotrzebnie skreśliłem kilka zdań.
        pisać można do ludzi myślących a nie do kompletnych idiotów.
        sorry za epitety, ale naprawde tak o tobie myślę. więc jestem szczery.

        daruj sobie dzieci. szkoda ich. zajmij sie hodowlą bratków. może nie zwiędną.
    • Gość: Marcin Re: Smarki dydaktyczne IP: 213.158.197.* 23.06.03, 08:55
      Muszę przyznać, że zaskoczył mnie przeczytany artykuł. Jestem
      ojcem dwójki chłopaków (4 i 1 rok) i nie wyobrażam sobie
      czytania im bajek w których roi się od trupów, homoseksualizmu i
      kupek i smarków. Nie czuję się na siłach podejmować dyskusji z
      autorkom tekstu, ale uważam, że nam czytelnikom należy się
      jakieś rozwinięcie tego tematu na łamach Państwa gazety. Chętnie
      przeczytałbym opinię psychologów dziecięcych odnoszących się do
      tego artykułu.

      Czytałem opinie czytelników w internecie i muszę przyznać, że
      przeraża mnie naiwność co poniektórych. Czy Wy (czytelnicy)
      naprawdę myślicie, że o intymnej fizjonomii, o fizjologii, o
      brutalności, o strachu i cierpieniu nasze dzieci mają się uczyć
      z książek i telewizji? Nie zapominajcie, że w takim przypadku,
      kiedy i w ich życiu zdarzą się tragedie i trudne chwile nie
      zwrócą się one o pomoc do Was!

      Pozdrawiam
      • Gość: Szymon Re: Smarki dydaktyczne IP: *.microb.uni.wroc.pl 23.06.03, 14:34
        Gość portalu: Marcin napisał(a):

        > Czytałem opinie czytelników w internecie i muszę przyznać, że
        > przeraża mnie naiwność co poniektórych. Czy Wy (czytelnicy)
        > naprawdę myślicie, że o intymnej fizjonomii, o fizjologii, o
        > brutalności, o strachu i cierpieniu nasze dzieci mają się
        uczyć
        > z książek i telewizji? Nie zapominajcie, że w takim przypadku,
        > kiedy i w ich życiu zdarzą się tragedie i trudne chwile nie
        > zwrócą się one o pomoc do Was!
        >
        > Pozdrawiam
        I tu właśnie jest problem. Osobami które powinny pokazać dziecku
        świat są rodzice,(tekst jest trochę przydługi ale najważniejsze
        już napisałem) jśli oni stwierdzą że nie mają czasu na udzilanie
        małym dzieciom odpowiedzi na pytania i na nauczenie ich dobrego
        stawiania pytań, to niech się nie łudzą że dużemu dziecku
        przyjdzie do głowy że mogło by odpowiedzi na nurtujące je
        problemy przyjść do kogoś od kogo wcześniej nie otrzymało
        odpowiedzi nawet na proste pytanie ( jakiejkolwiek odpowiedzi
        oprócz "nie mam teraz czasu" ) Dziecko to nie zabawka którą
        maożna sobie sprawić ajak zaczyna sprawiać więcej kłopotów
        odłożyć na pułkę i niech nam głowy nie zawraca, niech sobie
        włączy telewizor, komputer czy terz czyta cokolwiek, byle nam
        dało spokój. Chyba że uznamy że to inni powinni wychować nasze
        dzieci ale wtedy to chyba lepiej pozwolić je zaadoptować komuś
        komu na nich naprawdę zależy, bo na przykład nie może mieć
        własnego dziecka z powodu bezpłodności.

        Tak że uważam że znacznie lepsze od tych opisanych są książki
        dla rodziców które pomagają im odpowiadać na pytania stawiane
        przez ich pociechy, bo one pomagają budować relacje w rodzinie.
      • Gość: marioosh rozumiem... IP: *.jeleniag.sdi.tpnet.pl 23.06.03, 23:33
        że twoi synowie nie wiedzą że ludzie umierają, kupy nie robią, smarków w nosach
        nie mają, w nosie nie dłubią itd.
        chłopie czy ty nie widzisz jak to żałośnie i śmiesznie brzmi jak dorosły facet
        pisze że "nie czuje się na siłach" czytać o kupie i smarkach. to dzieciaki myje
        i przewija pewnie żona - bo ty na widok dziecięcej kupy mdlejesz.
        ciekawe jak bedą sie rozwijali twoi synowie jak tak wczesnie sie dowiedzą że są
        be - bo coś tak wstydliwego "i złego" tam z tyłu im wychodzi... no i te smarki
        z nosa - ja wiem? może zalać domestosem?

        tak - na pewno będą w pełni akceptowac siebie i swoje ciała i nie będą mieć
        żadnych kompleksów. kto wie - może któryś z nich zostanie w przyszłości wielkim
        naukowcem i wymyśli miksture po której ludzie będą srali niezapominajkami...
        zamiast takim "brzydkim" gównem.
        • Gość: Obserwator Re: rozumiem... IP: *.t-system.com.pl 24.06.03, 14:23
          Gość portalu: marioosh napisał(a):

          > że twoi synowie nie wiedzą że ludzie umierają, kupy nie robią,
          smarków w nosach
          >
          > nie mają, w nosie nie dłubią itd.
          > chłopie czy ty nie widzisz jak to żałośnie i śmiesznie brzmi
          jak dorosły facet
          > pisze że "nie czuje się na siłach" czytać o kupie i smarkach.
          to dzieciaki myje
          >
          > i przewija pewnie żona - bo ty na widok dziecięcej kupy
          mdlejesz.
          > ciekawe jak bedą sie rozwijali twoi synowie jak tak wczesnie
          sie dowiedzą że są
          >
          > be - bo coś tak wstydliwego "i złego" tam z tyłu im
          wychodzi... no i te smarki
          > z nosa - ja wiem? może zalać domestosem?
          >
          > tak - na pewno będą w pełni akceptowac siebie i swoje ciała i
          nie będą mieć
          > żadnych kompleksów. kto wie - może któryś z nich zostanie w
          przyszłości wielkim
          >
          > naukowcem i wymyśli miksture po której ludzie będą srali
          niezapominajkami...
          > zamiast takim "brzydkim" gównem.

          Zgadzam się w 100%. Przecież, nie chodzi o to, żeby epatować
          ekskrementami, obrzydliwościami itp. Dzieci, zwłaszcza te małe
          fascynują się bardzo swoją fizjologią, taka kupa, to nadzwyczaj
          normalna sprawa. Dziecko, w dążeniu do poznania swojego
          organizmu, potrafi wsadzić palec w tyłek i ani go to nie
          przeraża ani nie odstręcza. Zadaniem rodzica jest sprowadzić
          czynności fizjologiczne do formy ogólnie przyjętej za
          kulturalną. Sądzę, że bardzo przydałaby się taka mądra książka o
          kupie w okresie tzw. "treningu czystości". Pozdrawiam
    • pierano Re: Smarki dydaktyczne 23.06.03, 14:40
      zajrzyjcie tu:
      www.muchomor.pl
      pozdrawiam
    • Gość: nike brawo IP: *.logistik.uni-bremen.de 23.06.03, 16:09
      sztuczne ograniczanie dziciecego swiata do stereotypowych i
      tendencyjnych tekstow jest dla dzieci niebezpieczne... tylko co
      mozna zrobic zeby przestano w polsce dzieci pasc taka
      bezsensowna i przestarzala papka????
      • Gość: baba Re: brawo IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 23.06.03, 20:18
        Zdziwię co niektórych, ale również powiem: brawo. Przyznam
        szczerze, że chciałam pójść z synem (sześciolatkiem) do
        psychologa, bo ten nie lubi rozmydlonych bajek, ckliwych
        opowiastek (często o niczym) , pouczających wierszyków. Głośno
        protestuje i najchętniej sięga po tygodnik "Kaczor Donald" -
        jeszcze do niedawna potępiany przeze mnie, gdy czytał go
        starszy 13 - letni syn. Jest to pismo, w którym mamy przekrój
        postaci i osób z wadami, z zaletami, mądrymi, głupimi,
        postępującymi i źle i dobrze. Do wyboru, do koloru. Syn śmieje
        się do rozpuku, a potem ... całkiem rozsądnie komentuje. Babcie
        oczywiście pomstują na taką edukację i zachęcają do czytania
        lektury Jachowicza. Za 15 lat się odezwę i opowiem Wam, co z
        syna wyrosło.
        Ps. Wierzcie mi, dla małych dzieci NIE MA na półkach w
        bibliotece i księgarniach ciekawych książek!
    • Gość: joanka Narkotyki tez sa wolnym wyborem IP: 165.200.127.* 23.06.03, 20:42
      Kiedy dziecku daje sie zbyt duzo wolnego wyboru nie zawsze jego
      wybor pada na ten wlasciwy. Czesto cale zycie zalezy od takiego
      wyboru.
      Nie sadze zeby rodzice byli zainteresowani podsuwaniem ksiazek o
      tematyce lesbijskiej swoim dzieciom.
      • Gość: marioosh "lepiej milczeć i wydawać się głupim... IP: *.jeleniag.sdi.tpnet.pl 23.06.03, 23:38
        ...niż napisać coś i rozwiać wszelkie wątpliwości"

        boże drogi,
        spraw by dorośli polacy wreszcie dorośli
        • Gość: Jan Sorry Mariusz... IP: *.hispeed.ch 24.06.03, 01:14
          ...ale to co piszesz, świadczy, że tym głupim jesteś jednak Ty.
          Powtarzasz jak papuga, że wszystko co "postępowe" (czyli to, czego nie lubi
          Kościół) musi być automatycznie dobre dla wszystkich, od niemowlaka poczynając.
          Bez względu na treść i poziom. Ja kiedyś przeglądałem pisemko dla panienek
          (chyba Bravo) z radami, jaką nosić bieliznę, gdyby się trzeba (?) było nagle
          rozebrać. Wyobraziłem sobie oślinionych zboczeńców wypisujących te teksty, lecz
          Kościół by tego nie lubił, więc z pewnością musi być mądre...

          Oczywiście Hannibal Lecter i gry pełne przemocy też powinny być zalecane od
          przedszkola.

          Gość portalu: marioosh napisał(a):

          Re: 'lepiej milczeć i wydawać się głupim...
          > ...niż napisać coś i rozwiać wszelkie wątpliwości"
          >
          > boże drogi,
          > spraw by dorośli polacy wreszcie dorośli

          Ale jak przejdziesz pokwitanie, to i Ty dorośniesz.
      • antonina_74 Re: Narkotyki tez sa wolnym wyborem 26.06.03, 16:36
        Gość portalu: joanka napisał(a):

        > Nie sadze zeby rodzice byli zainteresowani podsuwaniem ksiazek o
        > tematyce lesbijskiej swoim dzieciom.

        nie widze problemu - moja 14-letnia siostra wlasnie zaliczyla "matke Noc" i byl
        to interesujacy przyczynek do dyskusji czemu jedni kochaja tak a inni inaczej...
        A.
    • Gość: Ewa Re: Smarki dydaktyczne IP: *.pseinfo.pl / localhost 24.06.03, 08:17
      Bez przesady. Wszystko stosownie do wieku i rozwoju umysłowego
      dziecka. Nie byłam za tym, kiedy babcia mojemu 5-letniemu
      dziecku opowiadała o cierpieniu i zmianach zachodzących w
      organiźmie osoby chorej na raka, twierdząc ,że dziecko o
      wszystkim wiedzieć powinno. Owszem ale po co w tym wieku,
      wszystko w swoim czasie.. Z wielką tkliwością wspominam właśnie
      te pierwsze infantylne książeczki i filmy. Moi rodzice też na
      stare lata do nich chętnie wracają. Bo dają spokój,luz , wizję
      może nierealnego ale pięknego, spokojnego życia tak
      kontrastującego z naszą okrutną, brudną, szmirowatą
      rzeczywistością z cycami i macicami na wierzchu. A te mamuśki
      wyzwolone niech pokazują już swoim pszedszkolakom filmy porno,
      przecież to takie życiowe.
    • Gość: szopen z poznania BZDURNY artykul IP: *.cs.put.poznan.pl 24.06.03, 09:31
      Bajki powinny byc piekne, dlatego wlasnie sa to bajki. Bajki sa
      dzieciom potrzebne, zeby mogly wierzyc, ze dobro i milosc zawsze
      zwycieza, a zlo mozna pokonac. Dlatego bajka musi miec dobre
      zakonczenie, a zlo musi byc pokonane. Przewrotne zakonczenia to
      moga byc dla pieciolatkow, a nie dla malych dzieci.

      A od oswajania z smiercia itd to sa rodzice, ktorzy, jezeli
      musza odwolywac sie do pomocy ilustrowanych bajek, to znaczy, ze
      sa kiepskimi rodzicami.
      • Gość: chris Re: BZDURNY artykul IP: *.if.uj.edu.pl 24.06.03, 10:09
        Artykul moze nie bzdurny, ale niepotrzebnie prowokujacy i efekciarski. Pani
        Olech swietnie wie, ze wydawana w Polsce literatura dziecieca nie jest wcale
        wylacznie ckliwa i XIX-wieczna. Czy np. Dahl jest taki? Jesli komus chce sie
        przejsc po ksiegarniach i antykwariatach, znajdzie wszystko, co potrzebne.
        Trzeba tylko byc gotowym poswiecic nieco czasu dla dziecka, a nie czekac, az do
        domu przyniosa.
        A dla tych, ktorzy marza o obscenach dla dzieci, mam prosta rade: niech naucza
        sie jezykow i sami czytaja ksiazki dzieciom. Jesli wydawcy ich nie tlumacza, to
        pewnie lepiej od p. Olech i "wyzwolonych" czytelnikow wiedza, jakie jest
        zapotrzebowanie na takie ksiazki w Polsce. I obysmy tylko takie problemy
        mieli...
        Chris
      • antonina_74 Re: BZDURNA wypowiedz 26.06.03, 16:40
        ksiazeczki cytowane w artykule i ilustracje maja POMOC dzieciom i rodzicom
        oswoic pewne problemy uznawane za "tabu" - podobnie jak "klasyczne" bajki na
        swoj sposob oswajaja leki i traumy dziecinstwa - pod warunkiem ze nie sa na
        sile poslodzone przez ostroznych wydawcow.
        A.
    • Gość: prof. Bąbel ja w dzieciństwie śniłem o smarkach IP: *.bydgoska.ds.uj.edu.pl 24.06.03, 10:53
      że podczas jakieś wojny partyzanckiej ukrywam się mając za
      prowian tylko foliowy woreczek ze smażonymi smarkami - wyglądały
      jak te spreparowane, chrupiące cebulki do hamburgerów
    • Gość: dedalus Re: Smarki dydaktyczne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.06.03, 12:33
      Artykuł jest ciekawy - chociażby ze względu na dskusję którą
      sprowokował.
      Co do bajek i wogóle książek dla dzieci - mam wrażenie, że
      zapominamy o tym, że dziecko się zmienia i książki dla 3 latkow
      i 5-latków będą inne - część spośród forumowiczów odnosiło się
      tylko do pojedyńczej grupy.
      Co do treści - tutaj sprawa jest inna - ciężko ocenić te
      książki po tym co napisała autorka artykułu - streszczenie w
      stylu dziecko o dwóch mamusiach jest nie gorsze od nowej żony
      tatusia która chce zabić dziecko ("Królewna Śnieżka w dużym
      spłyceniu"). Moim zdaniem bajki powinny spełniać kilka ról. Po
      pierwsze powinny być dostosowane do poziomu dziecka - i nie
      zawsze wiek jest idealnym wyznacznikiem, lecz to muszą ocenić
      sami rodzice. Po drugie bajka powinna uczyć świata. Pod tym
      pojęciem rozumiem naukę o podstawowych pojęciach moralnych jak
      i o własnym sumieniu - oznacza to że nie zawsze, szczegolnie u
      dzieci starszych, odpowiedzi muszą być jasne. Oznacza to
      rownież, naukę o różnicy pomiędzy Złem a psotą. ta druga nie
      musi być pochwalona, ale nie może być utozsamiona z Złem - bo
      potem albo powodujemy nerwice albo wychowujemy hipokrytów.
      Po trzecie bajka powinna rozwijać wyobraźnie, a to wymaga
      pewnej otwartości. Co więcej bajka chociaż jest uproszczeniem
      świata, to nie może go zakłamywać. Nie musimy zgłębiać
      okropności, ale nie można zapomnieć o tym, że one istnieją.
      Śmierć i cierpienie są częścią tego świata i w procesie
      dojrzewania, którego bajki są istotną częścią musimy nauczyć
      się z nimi radzić. Inaczej wcześniej lub później wylądujemy u
      psychoanalityka.
      A propos roli bajki, lub raczej baśni - proponuje przeczytać
      esej (wydany osobno) "O baśniach" autorstwa J.R.R Tolkiena (dla
      sceptycznych: potraktujcie go jako wybitnego lingwistę i
      profesora Oxfordu, którym był, a nie tylko autora "Władcy
      Pierścieni")
      • Gość: Bolo Re: Smarki dydaktyczne IP: 209.47.22.* 24.06.03, 17:00
        Dlaczego tak wielu w polsce chce koniecznie powielac
        glopie zachodnie wzorce? Czy wy ludzie nie zauwazacie ,ze
        w krajach zachodnich ludzie maja wiecej problemow z
        dziecmi dzisiaj niz jeszcze 20 lat temu? Czy niedochodzi
        do was kiedy w "postepowym" USA dzieci strzelaja do
        dzieci tak dla checy? W wiekszosci sa to dzieci wlasnie
        takich liberalnych rodzicow. Czy wy kiedykolwiek
        slyszeliscie zeby byly jakielkolwiek problemy z dziecmi
        naprzyklad rodzin Amish (dla nieznajacych sa to grupy
        bardzo konserwatywnych chrzescijan z Niemiec
        mieszkajacych w USA i Kanadzie), bo ja nie. Dziecinstwo
        powinno byc piekne i kolorowe. Dzieci raptem beda mialy
        tylko moze 12-14 lat takiej beztroski. Czy zycie
        doroslego czlowieka jest takie super aby juz waszerowac
        je nsszymi problemami od malego? Ludzie dajcie swoim
        dzieciom byc dziecmi! Przypuszczam ,ze wiekszosc z was
        chiala by sie cofnac do swych dzieciecych lat, i co bylo
        tak strasznie nie wiedziec ,ze siusiak jest nie tylko do
        siusiania? Czy wam brakuje wyobrazni? Przeciez nasi
        dziadkowie napewno nieczytali poradnikow seksualnych i
        jakos dali sobie rade ze splodzeniem potomstwa i
        wychowaniem go. A dzisiaj trzeba juz koniecznie miec
        poradnich juz nawet dla najmlodszych bo sobie niedadza w
        zyciu. Bzdura i jeszcze raz bzura!

        Bolo
Pełna wersja