sweetmary
30.07.07, 20:34
Najbardziej ponura tajemnica nas wszystkich? Jestem właśnie po rozmowie z
koleżanką, która wróciła z pierwszego spotkania AA. 90% alkoholików chleje
przez swoich rodziców!!! Nawet gdy ci już od dawna nie żyją, a ich dzieci są
już stare i siwe. Ból trzyma. Dowiedziałam się, co Freud powiedział: że
większość naszych problemów psychicznych w życiu dorosłym ma swoje źródło w
dzieciństwie - w chorych relacjach z rodzicami. Tatuś o zbyt lepkich łapkach
i jakoś tak "dziwnie" czuły. Nieczuła, oschła matka. Przemoc. I z takich
gniazd wyfruwają kalekie ptaki. I co może najgorsze: te dzieci mają nierzadko
poczucie winy! A także poczucie obowiązku wobec tych bestii, które je
krzywdziły. Bo społeczny nakaz, by opiekować się starymi rodzicami jest tak
rozpowszechniony, że mało kto znajduje siłę, by go olać, zlekceważyć.
Dlaczego my, dorosłe dzieci, gremialnie przemilczamy ten koszmar, dlaczego
udajemy, że było fajnie, skoro wcale nie było! Czego się boimy? Społecznej
anatemy? Pieprzyć to. Dlaczego matce, która nas przez tyle lat gnębiła nie
powiemy, co naprawdę o niej myślimy? Dlaczego ojca nie zwyzywamy od
najgorszych, choć mamy na to tak wielką ochotę. Tabu? Strach przed "karą
boską" itp. brednie? W Polsce sytuacja jest szczególnie chora. "Rodzina" to
słowo niemal święte. Rządząca, koalicyjna partia ma je nawet w swej nazwie.
Zachodnie społeczeństwa już dawno, w miarę dobrze, poradziły sobie z
problemem rodziny. Zwłaszcza pokolenie '68: Bertolucci mówi, że w czasach
jego młodości jakiekolwiek porozumienie pomiędzy "starymi"
i "młodymi", "rodzicami" i "dziećmi" było praktycznie niemożliwe, przepaść
była gigantyczna i nikt nawet nie myślał, żeby ją zasypać. Dzieci po prostu
wyprowadzały się z domu tak szybko, jak to możliwe, bez żadnych wyrzutów
sumienia. Postawiły na miłość z wyboru (i na przyjaźń), a nie na obowiązek
miłości. A u nas? Ile z Was w ogóle boi się tknąć ten temat, ile oszukuje
samą siebie, przeżywa katusze na cotygodniowych obiadkach u rodziców. Zamiast
powiedzieć to, co naprawdę chce powiedzieć. Np.: zdychaj w bólu i nędzy
gnoju, zasłużyłeś na to, nie chcę cię więcej widzieć. Tatuś był
komunistycznym aparatczykiem? Od mamusi usłyszałaś pierwsze rasistowskie,
antysemickie teksty? Trudno. To przecież moi rodzice, wybaczam im. Wybaczasz?
W imię czego?