violetta30
01.08.07, 19:56
Wyszłam za mąż majac 18 lat (pomysl tesciowej ktora najwyrazniej miala dosyc
synka 24 letniego w domu) bylam mloda i naiwna..sluchalam co mi mowiono
zaraz po slubie kochana tesciowa zaczela napominac o wnuku i ja grzeczna 18
latka (jeszcze uczaca sie) zaszlam w ciaze.Moi rodzice ...tato byl za
granica,mama myslala ze ja tak chce...wiec sprzeciwow nie bylo.Cala ciaze
znosilam bardzo dobrze i w wieku 19 lat urodzilam synka,ale ze jako zycie
lubi mi dawac po tylu okazalo sie ze malutki ma wade serca...zmarl po kilku
dniach:/czulam pustke,ból i czulam ze jestem z tym sama:(( W ciazy mąż kilka
razy mnie uderzył,popijał...Po śmierci synka tesciowa atakowala mnie mowiac
ze maly zmarł przeze mnie.Mówiła straszne rzeczy o mnie do obcych ludzi...a
ja? biegalam codziennie na cmentarz:/Przyszedl dzien ze zaczelam sie bac
wychodzenia z domu zeby nie uslyszec nowych sensacji na moj temat.Mając 21
lat moja psychika nie wytrzymala,załamałam sie.Zaczelo sie leczenie...choruje
na agorafobie z lękiem napadowym.Maja 24 no prawi 25 lat urodzilam drugiego
synka pieknego i zdrowego.Dal mi sile i wiare ale choroba nie ustapila...uraz
pozostal.Dzis syn jest wspanialym 9 latkiem i calym moim swiatem.Dla niego
walcze i trwam w tym marazmie.Z mężem nie śpie od 10 lat.Mam 34 lata i
dopiero teraz poczulam,ze chce życ,że chce poczuc sie szczesliwa ... ale mąż
nie chce na to pozwolic...straszy mnie ze zabierze mi syna:/Ja chce życ
poprostu...jestem wieźniem we wlasnym domu,nie potrafie nigdzie wyjsc,biore
leki a trwanie w tym samym miejscu nie pomaga mi.Chce życ i usmiechac
sie...co ja mam zrobic?:(