Gość: silka
IP: *.*.*.*
10.12.01, 17:07
Naprawde nie wiem co mam zrobic. Siedzy caly czas w domu albo jezdzi samochodem.
Oto jak wyglada sytuacja:
Jest ode mnie 6 lat starszy - ma 33. Bardzo wczesnie sie usamodzielnil. Wiele
lat spedzil na zachodzie. Zdobyl wyksztalcenie i bdb pozycje w pracy. Zarabial
nawet jak na tamte warunki b. duzo. 2 lata temu zdecydowalismy (glownie on) ze
bedziemy zyc w Polsce. Odziedziczyl tu dom. No i jak wrocilismy zajal sie
remontem i wyposazeniem. I wtedy cos w nim peklo. Dom jest zrobiony na tip-top,
wyposazony, mamy 2 samochody. On ma ogromne oszczednosci, poza tym ma talenty
finansowe i z tych pieniedzy placi wszystkie rachunki, ubezpieczenia (nawet
wyjazdy) itd.
Najpierw przez pare tygodni mowil ze musi sie rozejrzec. A potem ze nie ma
dobrych ofert (o tym jak jest dobry niech swiadczy, ze kilka dni po tym jak
sobie kupil komorke juz zadzwonil "lowca glow" z oferta, choc jego nr znalo
tylko pare osob). Ostatnio stwierdzi wprost ze juz nie zamierza W ZYCIU isc do
pracy. Uczciwie musze przyznac ze duzo pomaga w domu, czesto tez przyjezdza po
mnie do pracy i idziemy razem na obiad. Poza tym zajmuje sie swoimi pasjami -
auto, basen (w mlodosci gral w pilke wodna i jego obecny wyglad to jedyny plus
tej sytuacji) i najgorsze - historia. Dostal palmy na punkcie Gdanska (tu sie
urodzil). Zbiera jakies stare smieci, ciagla lazi po targach i antykwariatach,
tlumaczy przedwojenne gazety.
Nie moge mu juz nic powiedziec. Ewidentnie pogardza ludzmi, ktorzy pracuja -
"on nie bedzie tracil zycia jako czyjs parobek!". Boje sie ze za pare lat
zupelnie wyleci z obiegu i juz nie bedzie mial do czego wracac. Poza tym tym
sytuacja mnie bardzo denerwuje - wracam do domu a on w szlafroku. Nie takie
jest moje wyobrazenie o rodzinie i nie tak zostalam wychowana. U mnie w domu
praca byla ogromna wartoscia a lenistwo ostro potepiano. Co robic? Jak go
zachecic? Jak zmobilizowac?