a_la
25.08.07, 01:29
Wybaczcie, nie mam komu i wstydze sie ,a musze to z siebie wyrzucic jak
najpredzej w kazdy mozliwy sposob.
Znajomosc wirtualna, wszystko potoczylo sie szybko, trwalo rok az wydalo sie
przypadkowo i zobaczylam na wlasne oczy ten koszmar, ktory dzial sie za moimi
plecami.
Bylo w tej znajomosci wszystko, lacznie ze wzajemna wymiana zdjec wlasnych
iRODZIN.
Byly wyznania milosci,fascynacja, zauroczenie, wirtualny seks. Byly moje
ulubione kwiaty przesylane poprzez kwiaciarnie internetowa, prezenty, obchody
imienin, wszelakie obchody waznych dla nich dat.Skala uzaleznienia , bliskosci
i emocjonalnej wiezi ogromna.
Byly opisy calego naszego zycia, kazdej imprezy, z ktorej wrocilismy, opisy
charakteryzujace mnie i moje uczucia, o ktorych myslalam, ze sa tylko nasze.
I bylo opisywane tez zycie naszych najbizszych wieloletnich przyjaciol,
nawetimieniny u nich i szczegoly ich zycia.
Wiedzieli o sobie WSZYSTKO i wszystko o swoich partnerach, rodzinach i
przyjaciolach.
Bylo w ciagu roku 1200 maili, setki telefonow i esemesow. Ponoc nie bylo
spotkania na zywo ale mowilo sie o tym.
To niby strona meska nie ulegla, nie doczytalam ze klamie ale pewnosci tez nie
mam.
Gdy to zobaczylam i przeczytalam, nadziwic sie nie moglam, ze nie umarlam
natychmiast bo wyraznie czulam jak serce przestaje mi bic.
W jego oczach to nie zdrada bo nie fizyczna, ze to tylko wirtualne to
nieszkodliwe.
W mojej opinii zdradzil mnie z premedytacja i w pelni swiadomie w najgorszy
mozliwy sposob na wszystkich mozliwych plaszczyznach.
Mial swietne warunki do romansu bo pracuje przy komputerze, czesto nocami i w
domu. Ja na zewnatrz.
Odkrylam nagle czlowieka, ktorego nie znalam, swietnego aktora i rezysera
calosci. i uderzyl we mnie piorun.
Jesli ktos powie, ze sie nie da, to da sie - w jednej chwili ulecialo ze mnie
uczucie do niego a bylo glebokie i wieloletnie.
Zaluje tylko, ze wdalam sie pozniej w jakakolwiek dyskusje na ten temat- on
mnie kochal i kocha , on nie wiedzial, ze robi mi krzywde, jemu nie
przeszkadzalo kochac sie ze mna po rozmowie tel. z nia, on nas obie rozdzielal.
Rzygalam jak kot, popadlam w powazna chorobe zoladkowa, z ktorej nie moge sie
wygrzebac.
Wydawalo mi sie, ze akurat z jego strony nic podobnego mi nie grozi, bylam
pewna, ze jestem najwazniejsza i najbardziej kochana osoba w jego zyciu.
Wiem, ze bedzie to powtarzal, jak nie z ta to z inna.Odeszlam a on zabiega o
chociaz o resztki tego co zostalo.
Nie dam rady bo ufalam mu najbardziej na swiecie a on przez rok dokonywal na
mnie obrzydliwych niegodziwosci i rozerwal na strzepy moja kobiecosc i
czlowieczenstwo.
I chociaz wiem, ze nie wart byl moich lez i choroby, to jednak dochodzenie do
siebie po tym ciosie zadanym nagle, nie idzie tak latwo jak bym chciala -ale
dam rade.
Obrzydzenie czuje do nas obojga, do siebie za to, ze bylam slepa i ze przez
ten rok pozwalalam mu sie dotykac.
Nie jestem w stanie wybaczyc mu krzywdy jaka mi zrobil.Nie jestesmy zwiazani
slubem, mogl odejsc gdy tam az tak zaiskrzylo, ze zaczela sie zdrada. A on
wciagnal mnie w to swoje bagno chociaz nie musial.
A najbardziej boli, ze potraktowal mnie jak rzecz, ktora mozna przehandlowac,
sprzedal mnie i moje uczucia.
I zrobil to w nieszczesliwym okresie mojego zycia. I usprawiedliwia sie tak,
ze to byla odskocznia. A mowil, ze jest ze mna wtedy calym sercem,
wspolczul, pomagal.. To dlaczego mialam nie wierzyc ? Nie wiem czy uda mi sie
odbudowac zaufanie do ludzi kiedykolwiek.
Stracilam wiare w siebie, poczucie wlasnej wartosci i godnosci- przy mojej
wrazliwosci- to dolek :(