hrabina_ira
07.10.07, 11:42
Jestem z moim partnerem rok, od kilku miesięcy mieszkamy razem w
moim mieszkaniu. Jego rodziców znam tylko z opowieści i telefonów
(np. życzenia noworoczne, jego mama dzwoni do mnie kiedy on nie
odbiera). Zapraszali mnie kilka razy do siebie, ale ja wtedy nie
mogłam (np. zaprosili mnie w środku sesji lub w czasie, gdy moja
siostra przyjechała do Polski z drugiego końca świata na parę dni -
widzę się z nią raz na rok). Przyznam się, że nie pałam wielką
ochotą do takich rodzinnych spędów, gdyż zawsze myślałam, że
pierwsze spotkanie to obiad, kawa i do domu, a oni oczekują, że
przyjedziemy co najmniej na dwa dni. Dla mnie jest to bardzo
krępujące. Nie jesteśmy ani małżeństwem, ani narzeczeństwem, więc
wydaje mi się, że takie kilkudniowe wizyty nie są na miejscu.
Ostatnio mój partner wpadł na pomysł, żeby ich zaprosić do nas, ale
w takim czasie, żeby nie mogli przyjechać (wiem, że to podle brzmi,
miało to być na zasadzie "nie będą mogli, ale będzie im miło").
Zapewniał mnie, że rodzice nie przyjadą, ale oni ku naszemu
zdziwieniu się zgodzili. Głupio mi jest, bo zgodziłam się na tę
propozycję, ale teraz najchętniej bym to odwołała, powtarzam dla
mnie dostatecznie stresujący byłby sam obiad, nie mówiąc już o dwóch
dniach! Nie znam ich, nigdy ich na oczy nie widziałam. Poza tym mój
chłopak długo pracuje, więc miałabym po nich wyjechać, żeby się nie
zgubili. Jestem wściekła, a najgorsze jest to, że nie potrafię tego
ukryć. Nie mam nic przeciwko jego rodzicom, ale pierwsze spotkanie
to moim zdaniem trzy godziny, a nie trzydzieści. Poza tym wpadli na
pomysł, że jak będą jechać to wezmą jeszcze swojego jednego syna, a
może i babcię... Czuję się przymuszana do wejścia w jego rodzinę, a
moim zdaniem na takie rzeczy jeszcze o wiele za wcześnie. Jesteśmy
razem, jest nam dobrze, tak jak jest, może i myślimy o wspólnym
życiu, ale w kategoriach "za kilka lat". Teraz czuję się osaczona :(
Boję się, że jak pozwolę na taką wizytę (tyle ludzi i tyle czasu) to
już się później nie postawię i będziemy traktowani jako miejsce
wycieczek.
Proszę, szczerze mi coś powiedzcie, czy ja jestem jakaś dzika?! Może
to jest normalne, że tak reaguję? Jak wyglądały Wasze pierwsze
spotkania w rodzicami partnerów?