ydorius
18.07.03, 12:41
miłej lektury,
m,
.y.
----------------------------------
To był jeden z tych dni, w które bardzo żałowałem, że nie mam
kominka. Oczywiście działało centralne, ale dopiero od niedawna, więc
kaloryfery nie chodziły na pełen regulator. W dodatku jakiś typ mieszkający
na ostatnim piętrze sukcesywnie olewał prośby o odkręcenie odpowietrzników na
swoich kaloryferach. Twierdził, że syczenie przyprawia go o ból głowy. Po co
toto żyje..? W końcu może nic dziwnego, że było zimno; przez dwadzieścia pięć
lat mojego życia miałem czas, by się przyzwyczaić do tego, że w październiku
bywa zimno. Ale za każdym razem był to dla mnie swoisty szok – po ciepłym i
wciąż słonecznym wrześniu nagle bez ostrzeżenia spadała na głowy jakaś
cholerna mżąca mgła. Było mi z tym niedobrze. Myślę, ze jestem po prostu
meteopatą.
Dlatego też, gdy zadzwonił telefon i dowiedziałem się o co chodzi,
miałem do powiedzenia tylko jedno:
– Pytasz mnie, co o tym myślę? Myślę, że jesteś kretynem.
– Dlaczego? – głos w słuchawce zdawał się być obrażony – To zajebisty
pomysł jest. Będzie super. Kupimy browara i kiełbaski. Rudy weźmie grilla...
– Zupełnie ocipieliście. Czy któryś z was pofatygował się może na
dwór dalej niż na spacer z psem? Czy widziałeś, co się dzieje na dworze?
– No pada troszkę – głos w słuchawce nie zmienił tonu
– No pada troszkę? Kurwa siąpi jakieś gówno!
– Stary, w nie taką pogodę jeździliśmy...
W zasadzie zaczynając jakąkolwiek rozmowę z Długołęckim, zwanym
złośliwie nieco (z powodu niskiego wzrostu) Długim, stawałem na straconej
pozycji. Jedynie nie odbieranie telefonu mogło uchronić mnie przed zmianą
stanowiska. Ale skąd mogłem wiedzieć... Jeszcze nie widziałem nigdy, a znam
Długiego od ładnych paru lat, by ktokolwiek kiedykolwiek go w czymkolwiek
przegadał. Miało to oczywiście swoje plusy... Miało też wady...
Ponarzekałem jeszcze trochę, raczej pro forma i bez specjalnego
zapału, i odłożywszy słuchawkę wiedziałem już, jakie mam plany na weekend…
Gdzieś w początkach czerwca dałem się namówić na pierwszy
paintballowy wyjazd. Jadąc byłem zresztą nastawiony negatywnie do samej idei.
Paintball kojarzył mi się z ludźmi ogarniętymi żądzą mordu, którzy z dzikim
wzrokiem wycierają się po krzaczorach, by w dogodnym momencie walnąć ci serię
w potylicę. Taki typ american psycho. Alternatywnie widziałem równie
obłąkanych brodaczy, na wyrywki cytujących kwestie Roberta de Niro z Łowcy
Jeleni. Nie wiem, czy ci nawet nie przedstawiali się mojej wyobraźni gorzej:
przytulali swoje karabinki (markery), nazywając je jakimś kobiecym imieniem,
szepcząc coś do nich... Brrr...
Okazało się to prawdą jedynie połowicznie. Ludzie ganiający z
wyrzutniami kulek z farbą rzeczywiście ogarnięci byli żądzą mordu, ale tylko
od 9 do 17 w dni powszednie od poniedziałku do piątku. Wykańczali w tym
czasie konkurencyjne agencje reklamowe, upuszczali krwi spółkom obcych grup
kapitałowych oraz tańczyli na grobach prezesów obcych firm.
W niedziele zaś strzelali do siebie nawzajem. Przyjacielsko i bez
agresji.
----------------------------------
What is home without Plumtree's Potted Meat?
Incomplete.