motylekk2
11.11.07, 22:19
Jestem mezatka od trzech lat.Mamy 2-letnie dziecko.
Gdy wychodzilam za maz nie mialam watpliwosci ze to wlasnie to.
A dzis sama nie wiem.
Zachowanie mojego meza doprowadza mnie do tego ze czasem zaloje ze
za nieg wyszlam.Kocham go choc juz czasem sama watpie w to co czuje.
Oboje chcielismy dziecka i byla to nasza wspolna decyzja.
Gdy bylam w ciazy maz traktowal mnie, tak jak bym w niej nie
byla.Zadnego wsparcia,pomocy,opieki.Gdy urodzilo sie nasze
dzieciatko rowniez nie moglam na niego liczyc.Nie zajmowal sie i nie
zajmuje sie dzieckiem.Nie poswieca dziecku wiele czasu (choc ma go
sporo).W domu kapletnie zadnych obowiazkow,jeczcze mi ich doklada bo
strasznie balagani.Palcem nie kiwnie.Wszystko chcialby miec pod
nosem.
Wyjechalismy za granice,za leprzym zyciem.Finansowo nie jest zle.
Ale praktycznie mieszkam tu sama z dzieckiem.On wpada na dwa dni.I
znow go nie ma.Jestem tu sama,bez znajomych,rodziny.
Maz ma taka prace ze czesto wyjezdza do kraju.Prosilam by zmienil
prace by byl z nami.Bysmy normalnie zyli RAZEM.
Ale jemu ta praca odpowiada.Robi to co lubi.
Czasem jedziemy z nim.Ale jak czesto mozna z malym dzieckiem latac
tam i z powrotem.
Wiem ze tak dluzej nie wytrzymam.Pare lat temu po smierc siostry
wpadlam w depresje.I boje sie ze moja psychika tego nie wytrzyma.
Rozmawialam z nim.Niestety nic nie dociera!"Tak ja wiem ja wiem"to
jego slowa.
Czasem mysle o rozwodzie.
Jak mi zle!