dr_juna
04.01.08, 21:37
Wiem że może pomyliłem fora (bo jestem facetem) ale mam potrzebę wyżalenia sie
Wam bo mam takiego doła, że ledwo doczołgałem się do komputera :(. Zacznę od
tego że jestem młody i może powiecie że w tym wieku to nie w głowie takie
rzeczy...ale...Byłem w poważnym związku od ostatniej klasy liceum (7 lat), nie
liczę krótkich epizodów w liceum. To było 7 cudownych lat, oboje zdecydowani
spędzić resztę życia razem , zaręczony w zeszłym roku, w tym roku zaplanowany
ślub na sierpień...Przez te 7 lat radziliśmy sobie z wieloma problemami, nidgy
nie rozstaliśmy się. Od 2 miesięcy zaczęło być coś nie tak...problemy w pracy
u narzeczonej a u mnie zmiana pracy, rozwód siostry narzeczonej, rzadsze
spotykanie się i telefony. Oczywiście zaprzeczała gdy mówiłem że coś jest nie
tak aż do dzisiejszego dnia gdy oświadczyła mi że nie chce w tak młodym wieku
ustatkować się tylko chce jeszcze skorzystać z życia, spróbować z kimś innym,
że chyba nasza miłość wygasła :*((( nie raz mieliśmy jakieś problemy ale
wspólnie je rozwiązywaliśmy i szczerze zawsze rozmawialiśmy. Dzisiaj
stwierdziła że może z nią jest coś nie tak i żebym się nie obwiniał bo to ona
chce to wszystko przemyśleć. Może to jest śmieszne co tu piszę ale uwierzcie
mi że mi to bardzo pomaga... nigdy nie byłem w takiej sytuacji bo to była moja
jedyna prawdziwa miłość ze wspólnymi planami... często wchodzę na to forum i
przyznam szczerze że często czytałem różne rady bardziej "doświadczonych" osób
oraz wiele problemów życia codziennego i zawsze myślałem że mnie ta sytuacja
nie będzie dotyczyć, że trafiłem w prawdziwą miłość :( wiem że napiszecie, że
byłem naiwny, że młody to jeszcze dużo przede mną, ale uwierzcie mi że po 7
latach w związku koniec jest cholernie bolesny :((((