wiana
19.08.03, 14:59
Chciałabym przedstawić Wam sytuację, w której się znalazłam. Nie chcę,
byście mnie oceniali, nie oczekuje też rad. Po prostu chcę się przed kimś
wygadać.
jestem 40 letnią mężatka z dwojgiem dzieci (17, 15 lat). Jestesmy calkiem
normalna rodzina, ale... Nie potrafię i nigdy nie potrafiłam zaprzyjaźnić
się z moim mężem. Nigdy nie mieliśmy wspólnych tematów do rozmów, nie
mieliśmy wspólnych zainteresowań. Owszem mamy wspólne grono znajomych, ale
nie potrafie dostosować sie do trendów w nim panujących. Tzn. co sobotnie
spotkania, chlanie piwa i wódy. Mnie ciągnęło zawsze do aktywnego życia,
którego niestety u boku mego męża nie dane mi było prowadzić. Przykładnie
trwałam u jego boku, wychowywałam dzieci, skończyłam podyplomówkę.Jednak
serce me w marzeniach wyrywało sie zawsze gdzieś indziej. Nic nie dały
rozmowy z nim o moich marzeniach, potrzebach, czy też chęciach zmiany
istniejącego stanu rzeczy. Męczyłam się dla dobra dzieci. Z mężem żyjemy
razem, ale obok siebie.
W maju tego roku mieliśmy spotkanie klasowe z naszej szkoly podstawowej.
Wielu z kolegów i koleżanek nie widziałam 25 lat. Miedzi innymi JEGO.
Czarujący, uśmiechnięty z głową pełną niesamowitych pomysłów, które
realizuje. Rozmawialiśmy do rana. Potem były sms-y, kilka spotkań na
przysłowiowej kawie. Przestawał mi być obojętny. U jego boku odżywałam.
Serce me zaczęło się radować, a w życie wkradł się promym szczęścia.
Ostatnie 2 tygodnie spędziłam z rodziną nad morzem. Z NIM wymienialiśmy sms-
y. Dowiedziałam sie, że również nie jestem mu obojętna. Jednak to człowiek
wielkiego taktu, nie chce ruinować mi życia rodzinnego, burzyć tego, co mam.
Po moich namowach zgodził się na spotkanie. Ma do niego dojść w najbliższych
dniach. Do tej pory fizycznie między nami do niczego nie doszło. Wiem, że on
nie będzie nalegał. Wiem też, że taka sytuacja nie będzie trwała wiecznie i
kiedys wylądujemy w łóżku. Nie mam ochoty na jednorazową przygodę, ale
trudnym dla mnie będzie do doprowadzenia do stanu, w którym będę musiała
zerwać z moim mężem. Czy kobieta 40-letnia, ma prawo jeszcze myśleć o
szczęściu i miłości, za która teskniła całe życie? Czy ma prawo poczuć się
szczęśliwa w ramionach faceta, który pojawił sie niespodziewanie w jej życiu
po 25 latach?