cenicienta
19.02.08, 19:58
rozstaję się z moim facetem. daję sobie jeszcze miesiąc na
upewnienie się co do tej decyzji, ale jeśli nie stanie się coś
naprawdę niezwykłego - rozstajemy się.
najgorsze jest to, że między nami wcale nie układa się źle. nie ma
cichych dni i kłótni z bicem talerzy. jest po prostu nijak. on się z
tym pewnie dobrze czuje a ja się duszę. nie mamy w zasadzie
współnych pasji, zainteresowań. wręcz przeciwnie - jego
zainteresowania śmiertelnie mnie nudzą. coraz bardziej mnie
denerwuje, w myślach cały czas go krytykuję, nie tęsknię jak go nie
ma i jestem trochę przerażona taką różnicą w tym co jest a w tym co
było.
najgorsze jest to, że wiem że on mi bardzo ufa i że będę musiała go
dźgnąć w otwarte serducho :-(
dziś rozmawiałam z pewną mądrą osobą która zna się na ludziach i
usłyszałam: "zamiast uszczęśliwiać jego, spróbuj uszczęśliwić
siebie. zdecyduj się kim chcesz dla niego być - dziewczyną czy
terapeutką? związek z litości to na dłuższą metę nic dobrego"
trzymajcie za mnie kciuki, żebym potrafiła mu to powiedzieć tak,
żeby wyrządzić jak najmniej szkód.