Dodaj do ulubionych

po rozstaniu...

28.02.08, 14:18
dwa tygodnie temu mnie zostawił...pozniej probowalismy oboje cos
odbudowac, ale nie wyszło...
w ramach radzenia sobie ja:
*zdałam egzamin inzynierski (ale to i tak bym zrobiła)
*zapisałam sie na nowe studia (to tez bym pewnie zrobila)
*zaczynam uczyc sie j. rosyjskiego
*zaczynam trenowac aikido
*dzis znalazlam prace (pol etatu wiec pogodze ze studiami i jeszcze
starczy czasu na inne rzeczy)
*wreszcie mam czas na szydełkowanie

jestem troche samotna, nie mam sie do kogo przytulic,ale nie
zamierzam plakac i rozpaczac...oby mi sie udało :)
Obserwuj wątek
    • poecia1 Re: po rozstaniu... 28.02.08, 14:21
      > *wreszcie mam czas na szydełkowanie

      Tego czasu na robótki ręczne to Ci trochę zazdroszcze:) bo sama też
      czasem lubię. Trzymaj się wszystko będzie tylko lepiej.
    • selica Re: po rozstaniu... 28.02.08, 14:53
      Gratuluję i podziwiam. ja po rozstaniu z facetem usiadłam i nie wstałam przez rok.
      • dita.von.teese Re: po rozstaniu... 28.02.08, 14:56
        dzielna dziewczynka:)
    • querejeta Re: po rozstaniu... 28.02.08, 16:09
      miło to przeczytać. ja własnie sie rozstaje, powinnismy byli juz to zrobic
      wczesniej, wykanczajacy ostatni odcinek...
      mam ochote wlasnie siasc i plakac, zniknac i nie być i nigdy z domu nie
      wychodzic. ehhhh.
      nic to tylko biologia, glupia chemia, przywiazanie i inne procesy hormonalno
      jakies tam;) minie. do roboty wiec!!
      • rewizjonistka1000 Re: po rozstaniu... 28.02.08, 16:25
        Gratulacje,

        ja wlasnie przezywam rozstanie z czlowiekiem ktorego znam wiele lat,
        bylismy razem od pieciu... Powiedzial mi ze mnie nie kocha, zakochal
        sie w innej kobiecie... Zazdroszcze bardzo postawy, ja nie mam sily
        na nic, nie wiem czy kiedykolwiek sie pozbieram i bede robic plany
        na przyszlosc..
        • niecalkiemwyimaginowana Re: po rozstaniu... 28.02.08, 16:32
          rewizjonistka1000 napisała:

          > Gratulacje,
          >
          > ja wlasnie przezywam rozstanie z czlowiekiem ktorego znam wiele lat,
          > bylismy razem od pieciu... Powiedzial mi ze mnie nie kocha, zakochal
          > sie w innej kobiecie... Zazdroszcze bardzo postawy, ja nie mam sily
          > na nic, nie wiem czy kiedykolwiek sie pozbieram i bede robic plany
          > na przyszlosc..

          Kochana czas leczy rany. Zobaczysz. Nie będzie łatwo, bo to jest bardzo
          trudne... Ale musisz unieść wysoko głowę, pierś do przodu i iść dalej przez
          życie... Pokonać to co złe i osiągnąć cel- szczęście.
          Staraj się żyć tym co będzie, nie myśleć o tym co było, myśleć o tym co będzie...
          Jestem z Tobą...
        • selica Re: po rozstaniu... 28.02.08, 17:23
          rewizjonistka1000 napisała:

          > nie wiem czy kiedykolwiek sie pozbieram i bede robic plany
          > na przyszlosc..

          A ja wiem, że będziesz.
        • palya Re: po rozstaniu... 28.02.08, 22:36
          "ja nie mam sily
          na nic, nie wiem czy kiedykolwiek sie pozbieram i bede robic plany
          na przyszlosc.."

          Rewi.., ja tak mialam przez kilka dni, prawie 2 tygodnie, ryczałam,
          wyłam, prawie gryzłam ściany.. żeby sie przekonac, ze nie warto, ze
          to nie pomaga...
          owszem, teraz tez miewam doły, to nie jest tak, ze zawsze jest i
          bedzie suuper, ale generalnie jest ok..
          powodzenia :)
    • mini_kks Re: po rozstaniu... 28.02.08, 18:30
      Świetnie, oby tak dalej!
    • modliszka24 Re: po rozstaniu... 28.02.08, 18:55
      i dobrze ze sobie tak radzisz
    • sanvitalia Re: po rozstaniu... 28.02.08, 20:28
      zazdroszczę postawy, powodzenia:)

      ja też jestem po rozstaniu, kilka dni temu i ogarnął mnie paniczny lęk, że już
      nigdy nikogo nie poznam, że będę bała się zaufać komuś obcemu.. i nie widzę
      szans, że może być inaczej.
    • kitek_maly @ 28.02.08, 23:36

      • palya Re: @ 28.02.08, 23:44
        Kitku, a co to znaczy?, bo niebardzo rozumiem co chciałaś powiedziec
        • kitek_maly Re: @ 28.02.08, 23:58

          :-D
          • palya Re: @ 29.02.08, 00:00
            nooo ładnie sie tak śmiac? ja dzis wszystkie gwiazdki zobaczyłam :D
            poprosze wirtualny masażyk pleckóff, bo bolą (a mowili ze dzwignie
            to łatwa sprawa i nie liczy sie waga przeciwnika - kłamali)
    • cztery_koty do wszystkich, ktore sa po rozstaniu 29.02.08, 00:01
      ja tez wiem, jak trudno jest po rostaniu. dokladnie rok temu skonczyl sie moj
      kilkuletni zwiazek, skonczyl sie dwa miesiace przed planowanym slubem.

      wtedy tez nie wiedzialam, co mam ze soba zrobic. zapomnialam jak chodzic, spac,
      oddychac. wydawalo mi sie ,ze swiat zawalil mi sie na glowe, ze to moj koniec,
      ze juz nigdy nikomu nie zaufam i ze przede wszystkim juz nigdy nikt mnie nie
      pokocha, nikogo nie spotkam... pamietam jak dzis, jak plakalam codziennie, jak
      co dzien wracalam do pustego mieszkania, w ktorym mieszkalismy wczesniej razem i
      nie wiedzialam, co mam ze soba zrobic, najchetniej to strzelic sobie w leb.
      mieszkam w inny miescie niz moja rodzina, wiec czulam sie taka samotna bez nich,
      ze przyjezdzali do mnie na zmiane mama albo brat, zeby byc ze mna.. resztkami
      sil chodzilam do pracy, zeby cos robic, ale to byla tragedia.. caly ten okres to
      byl koszmar..
      ale minelo :) po dwoch, trzech tygodniach przestalam plakac, zaczelam sie
      spotykac ze znajomymi i przyjaciolmi i zabralam sie za swoje zycie. to bylo
      dokladnie rok temu, a w moim zyciu wydarzyly sie od tamtej pory przynajmniej
      trzy fantastyczne rewolucje, m.in. wyjechalam daleko za ocean do wymarzonej
      pracy (chociaz wczesniej nawet tego nie planowalam, spadlo na mnie jak grom z
      jasengo nieba) i od 5 miesiacy jestem w nowym zwiazku, w ktorym czuje sie bardzo
      szczesliwa :)
      wiec dziewczyny, dokladnie wiem, jak sie czujece/czulyscie i jak to wszystko boli.
      ale naprawde, niedlugo znow zaswieci slonce. trzeba swoje przebolec i dalej do
      przodu isc.
      za pare miesiecy, ktore tak naprawde mina bardzo szybko, obejrzycie sie wstecz,
      a przeszlosc bedzie tylko jak zly sen...
      poza tym zapewne bardszo duzo nauczycie sie o sobie, w koncu cierpenie
      uszlachetnia :) szkoda tylko, ze tak boli..

      ja w kazdym razie jestem po tym wszystkim nowym czlowiekiem, zminilo siem oje
      podejscie do zycia i naprawde jestem teraz szczesliwsza. nawet przez sekunde nie
      zlauje tego rozstania. wrecz przeciwnie, jestem przeszczesliwa, ze tak sie stalo.

      przytulam was wszystkie, a jak macie ochote pogadac to piszcie maila ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka