aspaa
24.06.08, 18:26
sluchajcie,bez oceniania i moralizowania(margot
dziekuje),powiedzcie,co zrobilybyscie na moim miejscu.
jestem ze starszym,20lat roznicy,w metrycie,nie w mentalnosci czy
fizycznosci.10 miesiecy temu oboje odeszlismy od swoich partnerow i
postanowilismy byc razem.i bajka. slodko gorzko bywa,owszem,odkad
zaczelismy pomieszikwac razem jakies 2 mies temu(mieszkamy w dwoch
roznych miastach),ale jak to bywa - proza zycia dopada. choc
mysle,ze obojgu pojawily nam sie takie pierwsze "watpliwosci", tzn
czy zanim na dobre zemieszkania w jednym miescie, mysle,ze dobrze ze
oboje chcemy sie upewnic i przemyslec wiele rzeczy.
ale ostatnio przypadkowo odkrylam, ze M ma jakis profil na
zagranicznej stronie typu "poznam pania" i wydaje mi sie, ze one tam
pisza do niego i przesylaja zdjecia. weszlam,zobaczylam,owszem,mlode
dziewczyny, jak ja, nie powiedzialabym nawet ze bardziej atrakcyjne.
i zastanawiam sie co z tym zrobic.
seks jest ok. pare razy w tygodniu, zalezy od zmeczenia w sumie
obojga z nas,bo duzo pracujemy, ale chemia jest. i wiem tez, ze jest
czlowiekiem z zasadami. nawet po naszym poznaniu, kiedy doszlo tylko
do pocalunkow, a potem 4tyg emocji, rozmow, decyzja o rozstaniach
dopbiero fizycznosc. stad czuje, ze to nic takiego. oczywiscie,
pierwsza reakcja to zlosc, placz i jakies rozczarowanie, ale potem
sobie zdalam sprawe, ze ja tez mam kilku "internetowych" kolegow, z
ktorymi sobie niewinnie flirtuje. tzn piszemy sobie maile (glownie
sa to starzy znajomi porozjezdzani po swiecie, jacys byli niedszli
moi faceci). i najpierw uknulam, nawet niezly sposob zeby go
skonfrontowac, ale teraz zastanawiam sie czy warto...bo w sumie co
drugi facet oglada laski na internecie, mi tez sie czasem zdarza jak
ktoras z bardziej szalonych kolezanek podesle jakas "stronke". i to
mnie powstrzymuje, ze kazdy ma swoje "male grzeszki", ale dopoki sa
niewinne mozna przymknac oko.
co wy na to?
konfrontacja czy nie? jak tak to jak, na zarty czy z placzem, bo cos
mnie to ostatnio troche meczy...
bo skad moge wiedziec, czy rozwod i swiadomosc,ze moze miec fajna
laske nie strzelila mu do glowy? bo jesli tak, to wole wiedziec
wczesniej i uciekac gdzie pieprz rosnie, albo dac mu czas nam obojgu
zebysmy sobie cos przemysleli...
napiszcie cos. chcetnie poczytam, ale bez tendencyjnych tekstow,
plis.