Dodaj do ulubionych

Dziecko mojego faceta

29.09.03, 15:09
Sprobuje napisac jak najkrocej sie da.
Jestem z mezczyzna, ktory ma 9letnia corke, ktora mieszka z matka w innym
miescie. Przeprowadzial sie tam ze wzgledu na mezczyzne, z ktorym juz zdazyla
zerwac i wyprowadzic sie od niego i pogodzic-nie zdazyla sie jeszcze
wprowadzic. Corka podobno nie lubi tego faceta i ciaglych awantur w domu i
stala sie nieznosna, nie chce is euczyc, obraza wszystkich etc.
To sie dzialo przez ostatni rok. Tymczasem w jej mieszkaniu zamieszkal moj
facet (czyli wlascieiwie w swoim mieszkaniu, ale ona tam mieszkala).
Nie znam ani dziecka ani matki.
Planujemy razem zamieszkac jak on sprzeda to mieszkanie i kupi nowe, _nasze_
Wczoraj moj mezczyzna oznajmil ze ma problem: jego byla zona chce mu oddac
dziecko, bo juz ma go dosyc.
Oczywiscie jest mala szansa, ze pozbedzie sie dziecka, ale to mnie sklonilo
do pewnych rozwazan.
NIe chce pisac co bym pomyslala o takiej matce, bo to wiadomo, ale mysle jak
by wygladalo nasze zycie tutaj.
On caly dzien pracuje, zadko wraca do domu przed 19, brak czasu na cokolwiek.
Powiedzial, ze by wzial opiekunke, kt by sie dzieckiem zajela itd.
Ja zaczelam myslec o swoim miejscu w takim ukladzie bo:
- koncze studia i wcale jeszcze nie mysle o zakladaniu rodziny. Chcialabym
popracowac, pojezdzic po swiecie (nawet na rok czy dluzej)
-jakbym chciala miec dziecko to bym je sama urodzila, a gdybym zdecydowala
sie je urodzic to bym wziela za to calkowita odpowiedzialnosc. Ten moment
jeszcze nie nastapil.
-nawet jesli moj facet mowi, ze ja nie musialabym niczego robic, to ja w to
nie wierze, przeciez nie moglabym jej traktowac jak powietrze. A znajac
facetow, to oni chetnie uciekaja od obowiazkow, tlumaczac sie praca itd.
-kwestia mieszkania- nie bede mieszkac z nimi tam, gdzie oni mieszkali
wczesniej we trojke.
I moglabym tak dalej wymieniac kolejne argumenty za tym, ze ta sytuacja by mi
srednio odpowiadala.
Cale szczescie, ze na razie sa to rozwazania teoretyczne.... Ale ktoregos
dnia moze sie taka sytuacja zdarzyc.
I nie wiem czy bym cos takiego udzwignela....
Moglabym zacisnac zeby i sprobowac. Ale jakbym byla nieszczesliwa to bym
zatrula wszystkim zycie ze soba na czele.
Nie wiem co o tym wszystkim sadzic............

PS Wyslalam ten post tez na inne forum.
Obserwuj wątek
    • soczewica Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 15:55
      wydaje mi się, że podchodzisz do tego dziecka trochę egoistycznie: nie chcę go,
      nie jestem gotowa, to będzie balast. ale jest to przecież krew twojego
      mężczyzny, i skoro kochasz jego, powinnaś mieć pozytywne3 nastawienie również
      do jego dziecka.
      z tego co napisałaś - dziecka po prostu mi szkoda! matka chce je oddać -
      wnioskuję, że już jej się znudziła opieka nad dziewczynką. jeśli w takiej
      sytuacji dziewczynka zamieszkałaby z wami, myślisz, że nie poczuje niechęci?
      sądzę, że będzie się czuła paskudnie, odrzucona i niechciana. a dla takiego
      dziecka to chyba jedna z większych tragedii.
      ja prowadzę lekcje u ośmioletniej dziewczynki, która żyje praktycznie na dwa
      domy: nie ma ojca, połowę swojego życia spędza u dziadków, połowę u mamy. w
      dwóch domach ma swój wspaniale urządzony pokój, masę zabawek, maskotek. słowem,
      raj małej dziewczynki.
      ale widac po takim dziecku, oj, widać brak stabilizacji i spokoju, bo chociaż
      pozornie ma wszystko czego mogłaby chcieć (pomnożone przez dwa wszelakie
      dostatki, o tym, co ona ma, wiele dzieci może jedynie pomarzyć), to jednak -
      jest smutna. niepewna siebie. chyba niezbyt często mówi się jej, że zrobiła coś
      bardzo dobrze, że jest kochana... chyba.
      słuchaj, jeśli chcesz jeszce bawić się, podróżować, jak piszesz - ok, w
      porządku, twój wybór i twoje zdanie, i masz pełne prawo robić wszystko, żeby
      być szcęśliwą. ale decydując się na związek z mężczyzną z tego
      rodzaju "obciążeniem", z dzieckiem i taką a nie inną sytuacją rodzinną, musisz
      być przygotowana na to, że nie będzie to luzacki związek z
      dwudziestoparolatkiem, który jeszce nie założył rodziny. musisz pamiętać, że na
      przeszkodzie powiedzmy do wyjazdu stanie to, że córka będzie chora, i twój
      partner do niej pojedzie albo że dziecko zamieszka z wami.
      związek z panem z dzieckiem to także - chcesz tego, czy nie - związek z jego
      dzieckiem. i od ciebie w dużej mierze będzie zależało, czy dziecko pokocha
      ciebie jako nową kobietę u boku ojca, czy będzie miało całe życie żal, że
      pełnisz podobną rolę, jak nowy, nielubiany partner matki.
      nie namawiam cię, żebyś była nową teresą z kalkuty, ale w jakiś sposób na
      ciebie również spadnie odpowiedzialność za córkę partnera. na pewno nie możesz
      traktować jej jako balastu i zbędnego dodatku do twojego związku!
      zawsze możesz też zastanowić się, czy to cię nie przerasta, i poszukać inego
      partnera, bez takich obciążeń i dylematów. na pewno NIE WOLNO CI budowac
      słodkiego gniazdka tylko dla was dwojga, izolując się od małej. jeśli miałaby
      zamieszkać z wami, nie możesz też stawac temu wpoprzek - jeśli facet jest
      normalnie myślący, to prędzej za przeproszeniem, kopnie w dupę ciebie niż
      dziecko, bo tak mu każe instynkt ojcowski. a jeśli z kolei on będzie chciał
      izolować się od dziecka - to ja bym się zastanawiała, czy warto z takim koleżką
      się wiązać.
      • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 16:26
        soczewica napisała:

        > wydaje mi się, że podchodzisz do tego dziecka trochę egoistycznie: nie chcę
        go,
        >
        > nie jestem gotowa, to będzie balast. ale jest to przecież krew twojego
        > mężczyzny, i skoro kochasz jego, powinnaś mieć pozytywne3 nastawienie również
        > do jego dziecka.

        Czy jestem egoistka mowiac, ze nie jestem gotowa? Ze nie jestem w stanie zajac
        sie tym dzieckiem? Wydaje mi sie, ze jestem uczciwa.
        Gorzej by bylo gdybym sie podjela tego wyzwania i pozniej zmienila zdanie, ze
        ja jednak nie mam na to ochoty. Albo trwac w tym i znienawidzic to dziecko.
        Tylko w obu przypadkach szkodze dziecku.


        > z tego co napisałaś - dziecka po prostu mi szkoda! matka chce je oddać -
        > wnioskuję, że już jej się znudziła opieka nad dziewczynką. jeśli w takiej
        > sytuacji dziewczynka zamieszkałaby z wami, myślisz, że nie poczuje niechęci?
        > sądzę, że będzie się czuła paskudnie, odrzucona i niechciana. a dla takiego
        > dziecka to chyba jedna z większych tragedii.

        Mi tez jej szkoda. Dlatego nie chce jej ew. pozniej ja porzucic (bo mi sie
        znudzi albo nie spodoba). Jesli bym sie na cos zdecydwala to juz tak do konca,
        a nie w trakcie bym zmieniala zdanie itd....

    • Gość: lola Re: Dziecko mojego faceta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 16:21
      Cóz trzeba sie pogodzic z mysla , ze twój facet w pierwszej kolejnosci jest
      ojcem, a dopiero w dalszej twoim partnerem.Jezeli ten stan rzeczy
      zaakceptujesz, to problem z głowy, jezeli nie- to masz zgryz. On jest
      odpowiedzialny za to dziecko, ma prawny obowiazek opieki nad nim.To nie
      przedmiot, który mozna podrzucic, zostawic, i tyle.Szkoda mi bardzo tego
      dziecka, traktuje sie je jak balast, pomysl co ona czuje, zamiast zamartwiac
      sie ze krzyzuje ci to plany.
      Swoją drogą to sa konsekwencje wiazania sie z partnerem "po przejsciach".
    • Gość: monia76 Re: Dziecko mojego faceta IP: *.u.mcnet.pl 29.09.03, 16:25
      ariel23 napisała:

      > Sprobuje napisac jak najkrocej sie da.
      > Jestem z mezczyzna, ktory ma 9letnia corke, ktora mieszka z matka w innym
      > miescie. Przeprowadzial sie tam ze wzgledu na mezczyzne, z ktorym juz zdazyla
      > zerwac i wyprowadzic sie od niego i pogodzic-nie zdazyla sie jeszcze
      > wprowadzic. Corka podobno nie lubi tego faceta i ciaglych awantur w domu i
      > stala sie nieznosna, nie chce is euczyc, obraza wszystkich etc.
      > To sie dzialo przez ostatni rok. Tymczasem w jej mieszkaniu zamieszkal moj
      > facet (czyli wlascieiwie w swoim mieszkaniu, ale ona tam mieszkala).
      > Nie znam ani dziecka ani matki.
      > Planujemy razem zamieszkac jak on sprzeda to mieszkanie i kupi nowe, _nasze_
      > Wczoraj moj mezczyzna oznajmil ze ma problem: jego byla zona chce mu oddac
      > dziecko, bo juz ma go dosyc.
      > Oczywiscie jest mala szansa, ze pozbedzie sie dziecka, ale to mnie sklonilo
      > do pewnych rozwazan.
      > NIe chce pisac co bym pomyslala o takiej matce, bo to wiadomo, ale mysle jak
      > by wygladalo nasze zycie tutaj.
      > On caly dzien pracuje, zadko wraca do domu przed 19, brak czasu na cokolwiek.
      > Powiedzial, ze by wzial opiekunke, kt by sie dzieckiem zajela itd.
      > Ja zaczelam myslec o swoim miejscu w takim ukladzie bo:
      > - koncze studia i wcale jeszcze nie mysle o zakladaniu rodziny. Chcialabym
      > popracowac, pojezdzic po swiecie (nawet na rok czy dluzej)
      > -jakbym chciala miec dziecko to bym je sama urodzila, a gdybym zdecydowala
      > sie je urodzic to bym wziela za to calkowita odpowiedzialnosc. Ten moment
      > jeszcze nie nastapil.
      > -nawet jesli moj facet mowi, ze ja nie musialabym niczego robic, to ja w to
      > nie wierze, przeciez nie moglabym jej traktowac jak powietrze. A znajac
      > facetow, to oni chetnie uciekaja od obowiazkow, tlumaczac sie praca itd.
      > -kwestia mieszkania- nie bede mieszkac z nimi tam, gdzie oni mieszkali
      > wczesniej we trojke.
      > I moglabym tak dalej wymieniac kolejne argumenty za tym, ze ta sytuacja by mi
      > srednio odpowiadala.
      > Cale szczescie, ze na razie sa to rozwazania teoretyczne.... Ale ktoregos
      > dnia moze sie taka sytuacja zdarzyc.
      > I nie wiem czy bym cos takiego udzwignela....
      > Moglabym zacisnac zeby i sprobowac. Ale jakbym byla nieszczesliwa to bym
      > zatrula wszystkim zycie ze soba na czele.
      > Nie wiem co o tym wszystkim sadzic............
      >
      > PS Wyslalam ten post tez na inne forum.

      zgadzam sie z przedmowczynia. z calym szacunkiem, w tym ukladzie NAJwazniejsze
      jest dziecko i cokolwiek czujesz do jej ojca, musisz sie z tym pogodzic. wiazac
      sie z mezczyzna 'po przejsciach' bierzesz go z calym dobrodziejstwem
      inwentarza. musisz sie liczyc z tym, ze przyjdzie chwila, kiedy on bedzie
      zmuszony zajac sie corka. przeciez matce moze sie cos stac na przyklad. wiem,
      ze to brzmi glupio, ale w zyciu trzeba chyba kazdy scenariusz brac pod uwage.
      rozumiem, ze ta sytuacja jest dla ciebie obciazajaca, ale pomysl jak
      obciazajaca jest dla dziewczynki! dla czego myslisz, ze ona tak szaleje?
      rodzice nabroili, a teraz oddaja sobie dziecko, bo im ciezko. ech,
      odpowiedzialnosc...
      tak czy inaczej, sadze, ze wy tzn. ty i dziewczynka, jestescie w tej sytuacji
      najbardziej poszkodowane. tylko, ze ona nie ma zadnego wyboru, a ty owszem.
      • rose2 Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 16:45
        Moze dodam cos od siebie.

        Pamietam, ze w liceum doszla do nas do klasy dziewczyna. Ladna energiczna,
        inteligentna. Miala tylko jeden problem. Pochodzila z rozbitej rodziny. Nie to
        zeby byla to rodzina patologiczna, po prostu rodzice rozwiedli sie bo nie bylo
        im razem dobrze. I tutaj zaczyna sie problem dziecka. Ona ta dziewczyna
        najpierw byla wychowywana przez babcie, pamietam jak opowiadala ze jej
        najwiekszym marzeniem bylo pojsc z mama i tata za reke na spacer. Jak spedzala
        samotnie niedziele z babcia (troche niedolezna) z nosem przyklejonym do szyby,
        ogladajac inne dzieci bawiace sie z rodzicami. Pewnego dnia babcia rozchorowala
        sie na dobre i ktos musial ja zabrac. Najpierw poszla do matki. Matka wyszla
        ponownie zamaz miala druga corke, podobno bylo im dobrze ale z jakis
        niewyjasnionych przyczyn (mi nieznanych) matka odeslala ja do ojca. Ojciec
        ozeniony ponownie z duzo mlodsza kobieta, traktowal ja jak zlo konieczne, czy
        jak kto woli kule u nogi. Macocha ciagle jej wypominala ze przez nia to zle im
        sie zyje. I tak trafila do mojej klasy w wieku lat 15. Nie wiem dlaczego ale
        sie z nia skumplowalam i dlatego wiem tak duzo o jej zyciu. Podobno macocha
        wydzielala jej jedzenie, nigdy nie dostawala slodyczy itp. Do tego umawiala sie
        z chlopakami (jak karzda z nas w tym wieku) co bylo powodem wyzywania ja od
        k**w przez macoche (bylam swiadkiem przez przypadek). Dzewczyna byla tak
        spragniona ciepla, ze ufala kazdemu bezgranicznie kto mowil ze kocha. Niestety
        naiwnosc jest straszna, jako nikt sie nia nie przejmowal zaczela uciekac z domu
        z dziwnymi facetami, przestala chodzic do szkoly. Nasz kontakt sie urwal.
        Musiala miec jednak moj numer telefonu w notesie bo pare razy odbieralam dziwne
        telefony od nieznanych mi facetow poszukujacych jej. Po paru latach bedac juz
        na studiach spotkalam ja przypadkiem, bez skrepowania przyznala sie ze jest
        prostytutka. Smutne, niestety. Dlatego nie wolno nam traktowac dzieci jak zlo
        konieczne nawet jesli nie sa nasze, gdy naokolo widac szczescie innych dzieci.
        To moze miec bardzo zle skutki jak widac.
        • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 16:55
          rose2 napisała:

          Dlatego nie wolno nam traktowac dzieci jak zlo
          > konieczne nawet jesli nie sa nasze, gdy naokolo widac szczescie innych
          dzieci.
          > To moze miec bardzo zle skutki jak widac.

          Ok, zgadzam sie z Toba. Ale ja ne moge wziac odpowiedzialnosci za dziecko,
          ktore nie jest moje i obwiniac sie, ze jesli bede dla niej niedobra to zle
          skonczy.
          Nie moge miec poczucia winy, bo ja niczego zlego nie zrobilam!
          Po prostu znalazlam sie w takim a nie innym ukladzie i nie wiem co z tym zrobic.
          • Gość: lola Re: Dziecko mojego faceta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 16:58
            Po prostu wystarczy odrobina checi z twojej strony, nie traktowanie jej jak
            zła koniecznego, to tyle na początek. Piszesz ze nawet jej nie znasz, wiec 1
            krokiem bedzie poznanie jej.
          • rose2 Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 17:00
            Jesli jednak, bedziecie musieli wziac jego corke do siebie, to staraj sie byc
            dobra dla niej, bo przeciez to nie jej wina ze sie urodzila, a potem rodzice
            sie rozwiedli. Ona potrzebuje ciepla i zrozumienia, jest tylko dzieckiem i nie
            rozumie ukladow w swiecie doroslych. Chce miec mame i tate, to proste. Mozesz
            byc jej "mama" jesli tylko chcesz, ale to Twoj wybor.
            • soczewica Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 20:04
              rose2 napisała:

              > Jesli jednak, bedziecie musieli wziac jego corke do siebie, to staraj sie byc
              > dobra dla niej

              tu się zgadzam.
              i jasne, nie musisz czuć się odpowiedzialna - jeszce nie teraz. ale w momencie
              kiedy zdecydujesz, że chcesz już na stałe dzielić życie z ojcem małej, wtedy
              będziesz musiała podjąć konsekwencje własnego postanowienia. teraz jeszcze masz
              czas, żeby to wszystko poukładać.
              zauważyłam jedną rzecz: nie wiem, czy się mylę czy mam rację, ale według mojego
              odczucia ojca i córkę traktujesz jako dwa oddzielne byty i dwie oddzielne
              sprawy.
              nie znam sytuacji między ojcem a dzieckiem, bo jej nie przedstawiłaś - ale
              zakładam, że jest między nimi w miarę dobrze, tzn. córka nie jest nastawiona
              przeciwko niemu, a on nie ucieka przed obowiązkiem opieki nad nią. chyba nie
              ucieka, skoro poruszasz ten problem, to znaczy, że musiałaś z nim rozmawiać już
              na ten temat. i do czego zmierzam: jeśli zdarzy się tak, że zamieszkacie we
              trójkę - naprawdę lepiej byłoby, gdybyś była przekonana nie tylko do dziecka
              ale i do tego, że nie będzie to już wyłącznie układ ojciec-córka, ale ojciec-
              córka-ty.
              nie wiem też, czy tak potrafisz, ale - jak na razie piszesz coś w rodzaju
              czarnego scenariusza. dziecko - to kłopot, problem, obciążenie. gdybym była na
              twoim miejscu, prawdopodobnie starałabym rozważyć przede wszystkim: czy jestem
              w stanie podjąć to wyzwanie, i zaakceptować córkę partnera, żyć z nią pod
              jednym dachem. to podstawa, bo piszesz, że istnieje tak możliwość.
              trudno kazać ci coś zrobić, bo jesteś dorosła i sama podejmujesz decyzje, ale
              chyba najpierw powinnaś się zastanowić nad tym, czy chcesz. a jeśli nie, to
              zastanów się, jak może wyglądać możliwy scenariusz później. możliwe, że
              zaczniecie się z partnerem kłócić, a dziecko stanie między wami. i ostatecznie
              jak by się to nie skończyło, będziesz cierpiała i ty, i ona, a ona dodatkowo
              zachowa żal o kobietę, która zabrała jej ojca.
              dobra, moze trochę przesadzam. ale pomyśl, czy nie dałoby się jakoś poznać z
              małą? nie mówić o niej dziecko czy córka, ale - po imieniu? zobaczyć, jak ona
              toleruje ciebie, i może niespodziewanie znajdziecie wspólny język?

              szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy dziecko zamieszkuje z
              wami, a ty jesteś temu otwarcie przeciwna. rozsądek podpowiada mi, że w takim
              momencie związek z mężczyzną nie utrzymałby się długo - nie znam go, ale chyba
              bycie rodzicem to sprawa nadrzędna?

              z twojego posta wnioskuję, że jesteś trochę spięta, czy ja wiem, jak to nazwać -
              kategoryczna? oj, ciężko tak przez internet radzić, ale naprawdę - więcej
              luzu, więcej spokoju. jeśli jesteś gotowa na związek z mężczyzną posiadającym
              taki bagaż, to może należałoby ten bagaż przejrzeć i zakceptować? czy cośtam.

              soczewica
          • Gość: kobieta dojrzala Re: Dziecko mojego faceta IP: *.dodd.co.nz 29.09.03, 23:30
            NIe chce pisac co bym pomyslala o takiej matce, bo to wiadomo, ale mysle jak
            by wygladalo nasze zycie tutaj.


            Niby czemu nie chcesz napisac co bys pomyslala o Takiej matce? smialo napisz,
            ciekawa jestem pogladow takich kobietek, co wedlug ciebie jest wiadomo? ze jak
            matka zdecyduje sie zeby ojciec wychowywal dziecko to ona jest wredna, bez
            serca itd a jak ojciec zostawia swoje dzieci to jest ok? co Ty myslisz o swoim
            partnerze??? prosze napisz bo naprawde jestem ciekawa Twoich pogladow

            W dalszej czesci swojej wypowiedzi piszesz gdzies ze poprostu znalazlas sie w
            takiej sytuacji - nie chce cie rozczarowac ale poprostu sie nie znalazlas, sama
            sobie wybralas taka sytuacje, wbij sobie do glowy ze Twoj Partner ma dziecko,
            ono nie wyskoczylo z pod choinki wczoraj, jak poznalas to facet juz to dziecko
            mial tyle ze je zostawil, najlatwiej rozne rzeczy zwalic na niedobra mamusie
            ale odwroc na chwile sytuacje i pomysl sobie jak bys sie czula i co bys zrobila
            gdybys to Ty byla ta mamusia, tylko nie odgrywaj Matki Polki przed soba, pomysl
            o wszystkich za i przeciw, o sytuacji finansowej, zyciowej itd itd, latwo jest
            powiedziec dokad sie nie ma dzieci i ich tatus nie odszedl w sina dal ze ja bym
            nic nie chciala od takiego faceta i sama dala sobie rade, realia zycia sa inne
            a prawo do wychowywania czy tez zostawienia dzieci wspolmazonkowi do
            wychowywania obydwie strony maja takie samo.
            Jak sie czlowiek wiaze z kims kto ma bagaz to musi sie zdecydowac na to ze
            razem ten bagaz bedzie sie nioslo, dzici, byla zona, rodzina, to nie jest cos
            co rozplywa sie we mgle bo Tobie tak by bylo najwygodniej. Z tego co piszesz
            wnioskuje ze nie jestes Ta osoba ktora ma chec na dzwiganie tego bagazu
            wspolnie, uwazam ze najlepiej dla Wszystkich zainteresowanych byloby gdybys
            powieziala przepraszam, pomylilam sie i poszukala sobie faceta bez tego bagazu.

            zycze powodzenia i zastanow sie dobrze bo chodzi tu i Twoja przyszlosc ale
            takze o przyszlosc innych.
            A swoja droga to ze 9 letnie dziecko zachowuje sie tak jak sie zachowuje to
            jest wina rozkladu rodziny, czyli tatusia i mamusi.

            pozdrawiam serdecznie.
            • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 30.09.03, 10:49
              Gość portalu: kobieta dojrzala napisał(a):

              > NIe chce pisac co bym pomyslala o takiej matce, bo to wiadomo, ale mysle jak
              > by wygladalo nasze zycie tutaj.
              >
              >
              > Niby czemu nie chcesz napisac co bys pomyslala o Takiej matce? smialo napisz,
              > ciekawa jestem pogladow takich kobietek, co wedlug ciebie jest wiadomo? ze
              jak
              > matka zdecyduje sie zeby ojciec wychowywal dziecko to ona jest wredna, bez
              > serca itd a jak ojciec zostawia swoje dzieci to jest ok?

              Nie chce pisac o matce, bo nie chce jej oceniac i nie chce zeby o tym byl ten
              watek. CHcialam sie skupic na moim ew. problemie. Matki nie znam i moge
              napisac, ze jest wredna, nieodpowiedzialna itd- bo podswiadomie czuje do niej
              antypatie i w ten sposob bym sobie ulzyla. I dlatego z premedytacja nie pisalam
              o niej. Bo moze jest tak, ze jest po prostru osoba zagubiona,nie potrafiaca
              sobie ulozyc zycia, niedojrzala, ktora nie powinna miec dzieci, albo miec je
              pozniej.
              To nie moja sprawa i dlatego nie chce o tym pisac!


              > W dalszej czesci swojej wypowiedzi piszesz gdzies ze poprostu znalazlas sie w
              > takiej sytuacji - nie chce cie rozczarowac ale poprostu sie nie znalazlas,
              sama
              >
              > sobie wybralas taka sytuacje,


              Nie wiem czy sobie wybralam taka sytuacje. Po prostu zakochaalam sie w facecie
              z przeszloscia. Zdarzylo mi sie to po raz pierwszy i po raz pierwszy staje
              przed takim problemem i czuje sie troche zagubiona i dlatego m.in. tu pisze.


              > ale odwroc na chwile sytuacje i pomysl sobie jak bys sie czula i co bys
              zrobila
              >
              > gdybys to Ty byla ta mamusia, tylko nie odgrywaj Matki Polki przed soba,


              Nie mam dzieci i nie wiem czy bym byla typem Matki Polki, moge jedynie
              wyobrazic sobie taka sytuacje.
              I wychodzi mi na to, ze dobro dziecka by bylo dla mnie priorytetem i mysle, ze
              bylabym sie w stanie wyrzec dla niego (dziecka) wielu rzeczy. Na pewno nie
              ciagalabym dziecka przez cala polske w poszukiwaniu szczescia osobistego i nie
              chcialabym dopuscic do sytuacji w ktorej dziecko zmienia w ciagu roku 3 domy!
              Jestem pewna, ze tak bym nie robila. A jestem pewna dlatego, ze moja matka dala
              mi taki a nie inny przyklad. Moj ojciec tez od niej odszedl, a nie odwalala
              takich numerow. I zawsze dawala mi maksymalne poczucie bezpieczenstwa i
              stabilizacji. Kosztem oczywiscie pogoni za wlasnym szczesciem, ale nikt jwj nie
              zmuszal, i doiero teraz jak jestem juz dorosla, ona "szaleje" ;)


              > Jak sie czlowiek wiaze z kims kto ma bagaz to musi sie zdecydowac na to ze
              > razem ten bagaz bedzie sie nioslo, dzici, byla zona, rodzina, to nie jest cos
              > co rozplywa sie we mgle bo Tobie tak by bylo najwygodniej.

              NO WLASNIE!
              Ja stoje przed taka decyzja. I jestem swiadoma tego!
              I nie chce sie okazac nieodpowiedzialna jak matka tego dziecka. Jesi bym sie
              zdecydowala to tak na zawsze, a nie zmienila zdanie po pol roku! I znowu wroce
              do swojej matki. Jesli nie bylabym w stanie dac jej tego, co moja matka dala
              mi, to szkoda w ogole podejmowac jakiekolwiek proby.


              > wnioskuje ze nie jestes Ta osoba ktora ma chec na dzwiganie tego bagazu
              > wspolnie, uwazam ze najlepiej dla Wszystkich zainteresowanych byloby gdybys
              > powieziala przepraszam, pomylilam sie i poszukala sobie faceta bez tego
              bagazu.


              TAK, jesli sie okaze, ze nie dam rady, to przeprosze i podziekuje. Ale bede
              uczciwa i nie bede brala na siebie obowiazkow, ktore mnie przerastaja.

              > pozdrawiam serdecznie.

              Ja rowniez
          • sunday Nie: ZANLAZLAS SIE, tylko... 30.09.03, 11:52
            > Po prostu znalazlam sie w takim a nie innym ukladzie
            > i nie wiem co z tym zrobic.

            Nie znalazlas sie w takim ukladzie, a swiadomie taki uklad wybralas.
            • ariel23 Re: Nie: ZANLAZLAS SIE, tylko... 30.09.03, 12:40
              Nie. Nie wybralam takiego ukladu swiadomie.

              sunday napisał:

              > > Po prostu znalazlam sie w takim a nie innym ukladzie
              > > i nie wiem co z tym zrobic.
              >
              > Nie znalazlas sie w takim ukladzie, a swiadomie taki uklad wybralas.
              • pleple Re: Nie: ZANLAZLAS SIE, tylko... 30.09.03, 13:43
                ariel23 napisała:

                > Nie. Nie wybralam takiego ukladu swiadomie.
                >

                Hm. To problem w troche innym miejscu. Nie powiedzial ci o corce zanim zwiazek
                zrobil sie powazny? Czy jak mam to rozumiec?
                • ariel23 Re: Nie: ZANLAZLAS SIE, tylko... 30.09.03, 15:09
                  Powiedzial mi o corce. Nie o to chodzi.
                  Ja myslalam, ze dla mnie to nie bedzie zaden problem. Bylam o tym przekonana.
                  Ale ta sytuacja mnie przerosla.

                  pleple napisał:

                  > ariel23 napisała:
                  >
                  > > Nie. Nie wybralam takiego ukladu swiadomie.
                  > >
                  >
                  > Hm. To problem w troche innym miejscu. Nie powiedzial ci o corce zanim
                  zwiazek
                  > zrobil sie powazny? Czy jak mam to rozumiec?
                  • Gość: Iza Re: Nie: ZANLAZLAS SIE, tylko... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 09:55
                    Wiedziałaś o córce i myślałaś cos w stylu :"ja bym nigdy...." wiem na pewno,
                    że ..."
                    Być może to, co myslisz teraz o tym, co byś zrobiła też przyszłośc zweryfikuje.
                    Znasz taki cytat z Szymborskiej :"tyle wiemy o sobie, ile nas prawdzono..."?

                    Moim zdaniem nie dasz sobie rady z opieką nad dzieckiem, które jest nieznośne,
                    męczące i porzucone przez matkę.
                    Co do tego, że jeśli mała zamieszka z Wami wszystko spadnie na Ciebie nie mam
                    najmniejszych watpliwości. Wiem, co mówię. Gdyby on czuł się za dziecko
                    odpowiedzialny, to widząc konflikt z matką już dawno by interweniował. Dla
                    niego cała ta histora to krzyz pański.
                    Mam nadzieję, że to co matka mówiła, to tylko paroksyzm zmęczenia i
                    osamotnienia.
                    Rzeczywiście szkoda tego dziecka.
                    Ale nie daj sobie wmówić, że jeśli kochasz faceta, to musisz kochać jego córkę.
                    Oczywiście, byłoby lepiej, ale nikt nie jest doskonały.
                    Pozdrawiam
                    Iza
    • Gość: Agata witaj Ariel IP: *.kalisz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.03, 22:38
      zbierałam od zycia po głowie
      gdy miałam 10 lat zmarła mama
      dostałam w prezencie macochę (straszne słowo)
      układy między nami były w miarę poprawne
      ale raczej się nie lubiłyśmy
      ja byłam dla niej ciężarem
      ojciec pracował do późna
      ona była od opiekowania się mną, prania itd.
      chyba nie wiedziała co to jest dostać faceta z dzieckiem
      i jaki to są koszmarne obowiązki
      ja jej nie lubiłam bo zabierała mi tatę
      przytulała się do niego
      jej kupował a mi nie
      i nie lubimy się do dzisiaj
      kontakty ograniczyłyśmy do minimum
      czyli praktycznie w ogóle się nie widujemy
      tata przyjeżdża do mnie bez niej
      wiem, że musiało jej być ciężko ale sama tego chciała
      tak to odbierałam będąc dzieckiem
      i tak to odbieram dzisiaj
      a teraz moje dorosłe życie:
      jestem po rozwodzie
      mąż odszedł z 20 - latką
      moje dzieci chodzą do domu swojego ojca
      i jest otwary konflikt między moimi dziećmi a nową panią mojego ex
      po prostu rywalizują o względy tego faceta
      to są cholernie trudne sytuacje
      ale wiem jedno
      nie chciałabym obcych dzieci
      mam dosyć problemów z moimi
      a moje przezcież kocham je bardzo
      ale są moje i mam dla nich dużą tolerancję
      nie wiem jaka bym była dla innych dzieci
      a gdybyś weszła w ten układ to przecież kiedyś chciałabyś mieć swoje dziecko
      i mógłby być konflikt
      zazdrość o drugie dziecko jest straszna
      mój starszy syn długo nie lubił mojego młodszego syna
      był strasznie zazdrosny
      ale nie zawsze tak musi być
      ja mam przyrodniego brata i kocham go bardzo
      pozdrawiam :-)))
      • ariel23 Re: witaj Ariel 30.09.03, 10:56
        Gość portalu: Agata napisał(a):

        > ja byłam dla niej ciężarem
        > ojciec pracował do późna
        > ona była od opiekowania się mną, prania itd.
        > chyba nie wiedziała co to jest dostać faceta z dzieckiem
        > i jaki to są koszmarne obowiązki
        > ja jej nie lubiłam bo zabierała mi tatę

        Ja nie chce byc taka nielubiana macocha, dlatego wolalabym odejsc niz
        unieszczesliwiac kogos (sama siebie tez)


        • fidelity Re: witaj Ariel 30.09.03, 11:17
          dziecko to nie jest choragiewka, ktora mozna machac na prawo i na lewo.
          Lepiej odejdź, bo Twoich interesów i opieki nad dzieckiem za cholerę nie da
          sie pogodzić.
          Powiem Ci jeszcze jedno - jesteś młoda jeszcze i pewnie mało u Ciebie
          realizmu, ale jak juz pójdzieśz do pracy, do zobaczysz, jakie mało ekscytujące
          jest życie przez cały tydzień.Na te Twoje wyjazdy trezba mieć pieniądze...
          Trzeba było się zastanowić wcześniej, z kim się związujesz, najgorzej jak
          takie dziewczynki pchają się w nie te związki, co trzeba. Twój facet jest
          pewnie co najmniej 9 lat od Ciebie starszy, ma inne priorytety i cele w życiu
          i przede wszystkim nie powinien zapomnieć, że ma DZIECKO.
          DAj sobie lepiej spokój, spełnij te swoje aspiracje, bo potem będziesz przez
          pół życia na siebie wściekła, że nie zrobiłaś tego co chciałaś prze cudze
          dziecko. Szkoda dziecka, przede wszystkim.
          • ariel23 Re: witaj Ariel 30.09.03, 11:38
            Masz racje co do roznicy wieku miedzy nami, ale nie do stwierdzenia:


            > Powiem Ci jeszcze jedno - jesteś młoda jeszcze i pewnie mało u Ciebie
            > realizmu, ale jak juz pójdzieśz do pracy, do zobaczysz, jakie mało
            ekscytujące
            > jest życie przez cały tydzień.Na te Twoje wyjazdy trezba mieć pieniądze...

            Otoz pracuje juz 4 lata, przenioslam sie po pierwszym roku studiow z dziennych
            na zaoczne, bo chcialam sie sama utrzymywac, chociaz mieszkam do tej pory z
            mam, ale chcialam ja odciazyc, bo bylo ciezko (chociaz wcale tego ode mnie nie
            wymagala). Wiec mylisz sie, ze malo we mnie realizmu.
            I moze przez to teraz troche zaluje (chociaz to byla moja swiadoma decyzja), ze
            nie mialam przez 5 lat beztroskiego zycia studenckiego (sama nie wiem,
            przedluzenia dziecinstwa). Stad moje marzenia o wyjazdach itd.
            I stad moje przerazenie, ze mialabym juz miec rodzine i wyrzec sie wszystkiego
            i nie moc jeszcze "poszalec" przez kilka lat.
            A pozniej pomyslec o zakladaniu rodziny i obowiazkach i dzieciach.


            > spełnij te swoje aspiracje, bo potem będziesz przez
            > pół życia na siebie wściekła, że nie zrobiłaś tego co chciałaś prze cudze
            > dziecko. Szkoda dziecka, przede wszystkim.

            Wlasnie! Bede na siebie wsciekla i przez to niedobra dla innych itd....
    • Gość: ania Re: Dziecko mojego faceta IP: *.chello.pl 30.09.03, 11:38
      Znam sytuacje, gdzie chlopak (24) postanowil byc z dziewczyna (22), ktora ma
      trzyletnia corke z pierwszego malzenstwa.
      Nie jest im latwo, ale sie kochaja i chlopak duzo pracuje nad soba, tak samo
      jak i jego dziewczyna.
      W Twoim wypadku, kiedy otwarcie deklarujesz niechec do dziecka Twojego faceta,
      wybacz, ale proponowalabym Ci zerwanie zwiazku. Ta dziewczynka nie przestanei
      istniec i nawet wtedy, gdy on Twoj facet nie wezmie jej pod swoj dach, dziecko
      ma prawo do czestych kontaktow z ojcem.
      Ona ma dopiero 9 lat, a przed nia jescze okres dojrzewania, mlodzienczy bunt,
      skad wiesz, czy za 5 lat, nie bedzie sie musiala do Was przeprowadzic?! Juz
      teraz powinnas o tym pomyslec.
      • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 30.09.03, 11:40
        Gość portalu: ania napisał(a):

        > Ona ma dopiero 9 lat, a przed nia jescze okres dojrzewania, mlodzienczy
        bunt,
        > skad wiesz, czy za 5 lat, nie bedzie sie musiala do Was przeprowadzic?! Juz
        > teraz powinnas o tym pomyslec.

        No ja wlasnie o tym mysle.
        • Gość: ania Re: Dziecko mojego faceta IP: *.chello.pl 30.09.03, 11:51
          ariel23 napisała:


          >
          > No ja wlasnie o tym mysle.

          Moze powinnas ja poznac?! Jesli juz ja znasz, to mozesz troche blizej?! Czyli
          wspolny wypad gdzies razem, tylko ona, Twoj facet i TY! To jeszcze zadna zmiana
          w Twoim zyciu, ot nowe doswiadczenie...
          Jednak jesli od razu palasz do niej niechecia, wynikajaca z czystej potrzeby
          wolnosci, to raczej nie powinnas angazowac sie w ten zwiazek.

        • Gość: mila Re: Dziecko mojego faceta IP: 195.94.203.* 30.09.03, 13:02
          szczerze mówiąc mnie najbardziej razi wypowiedź "to dziecko". To jest okropne.
          Rozumiem Twój strach i niechęć do ponoszenia odpowiedzialności za kogoś, ale
          tak niewolno. Córka Twojego faceta ma uczycia, potrzebuje miłości. Jestem w
          pdodobnym wieku do Ciebie i rozumiem, że chcesz podróżować, bawić się, cieszyć
          życiem itp. Twojego faceta czeka ciężka praca nad dzieckiem, potrzebyje ona
          pomocy psychologa i napewno niechętna jej przyjaciółka tatusia nie pomaga.
          niewiele napisałaś o postawie tatusia, jego nastawieniu i kontaktach z córką.
          Ciekawa jestem jakie jest jego zdanie na ten temat
    • zabcia_m Re: Dziecko mojego faceta 30.09.03, 12:51
      Hej Arielka :)

      Piszesz, że nie znasz dziecka. Moze najpierw przed podjęciem ostatecznej
      decyzji warto je poznać. Może to miła zagubiona dziewczynka - moze podobna z
      urody do twojego faceta.
      Moja koleżanka ma faceta "z przeszłością", który ma 7-mio letnią córcię i Ona
      (ta koleżanka) jest w niej zakochana :) Uwielbia gościc ją u siebie w domu i
      mówi, że najchetniej zabrałaby ją biologicznej matce, bo twierdzi, że lepiej by
      sie nią zajęła. Mają też wspólnego synka i to "przyrodnie rodzeństwo" jest
      podobne tak do siebie i do swojego tatusia, że może przez to ta moja kumpela
      tak lubi tą małą dziewczynkę.

      Wiem, że Twoja sytuacja jest trochę inna i chyba trzeba wybrać. jeżeli to jest
      ta połówka pomarańczy to WARTO spróbować, ale jeżeli nie jesteś pewna, to...
      odejdź.
      Swoją drogą - biedna dziewczynka, jak ona musi sie czuć... SZOK, nawet trudno
      mi to sobie wyobrazić... Sorki, ale ja jestem typem "poświęcającej się
      społecznicy" i zabrałabym ja do siebie nawet bez jej tatusia ;)

      Trzymaj się :)
      Zabcia
    • pulcheriaa Re: Dziecko mojego faceta 30.09.03, 13:27
      Cokolwiek zostało tu napisane - jest to bardzo poważny i złożony "problem".
      Wyraz "Problem" ujęłam w cydzysłów ponieważ jest to b.niefortunne określenie.
      Dzieląc się swoją wiedzą na ten temat, powiem, że sama miłość do mężczyzny nie
      wystarczy. Tak naprawdę życie z mężczyzną „po przejściach” wymaga dużej
      mądrości, dojrzałości i wyrozumiałości kobiety, które decyduje się z nim
      związać. Ogromnym uproszczeniem są stwierdzenia typu „ sama widziałaś co
      brałaś, dziecko nie spadło z choinki” etc. Bezsprzecznie jest to prawda, ale to
      nie wszystko. W tzw. Normalnej rodzinie więzi miedzy dziećmi i ich rodzicami
      powstają naturalnie (wręcz automatycznie) : Po prostu: Rodzice kochają swoje
      dzieci, poświęcają się dla nich z radością, dzieci kochają swoich rodziców
      itd.
      W sytuacji, którą opisujesz, musisz (nie ma innej możliwości) znaleźć w sobie
      choćby namiastkę czy substytut takich matczynych uczuć np. sympatię, chęć
      współpracy, pomocy a przede wszystkim musisz nauczyć się żyć ze świadomością
      istnienia tej istotki.
      Powiem więcej, jeśli nie umiesz szczerze zaakceptować, że będzie ta druga - w
      tym, przypadku córka - nie będziesz w pełni szczęśliwa. Trzeba w sobie uśpić
      chęć zawładnięcia „Twoim” mężczyzną , zdrową dawkę egoizmu, zazdrość. To nie
      przychodzi z dnia na dzień, nawet przy szczerych intencjach. Uczuć nie można
      kontrolować, można je tłumić albo zmienić nastawienie.
      Ojciec nigdy nie odwróci się od córki, on nie ma wyboru. Jeśli będzie musiał z
      kogoś zrezygnować – zrezygnuje z Ciebie. To normalne.
      Poza tym, uwierz, w takich przypadkach mężczyźni wykazują brak wyobraźni i
      możesz pozostać z twoim problemem osamotniona.

      Życzę powodzenia, bo dużo pracy przed Tobą.
      Kobiety z miłości do mężczyzny uczą się pozytywnych uczuć do ich dzieci, bo tak
      naprawdę tylko wtedy wszyscy mogą być szczęśliwi.
      A o to przecież w życiu chodzi.

      • Gość: Ola Re: Dziecko mojego faceta IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 10:04
        Ojciec nigdy nie odwróci się od córki, on nie ma wyboru. Jeśli będzie musiał z
        > kogoś zrezygnować – zrezygnuje z Ciebie. To normalne.

        A wiesz, z moich doświadczeń wynika coś zupełnie innego. Wielokrotnie widywałam
        sytuacje, kiedy facet zapominał o dziecku, a jeszcze nie słyszałam, zeby dla
        dziecka poświęcił swoj związek z kobietą. To, o czym piszesz, to raczej teoria
        i idealizowanie sytuacji.
        Tak powinno być, ale tak nie jest.


    • Gość: gaga Re: Dziecko mojego faceta IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 30.09.03, 17:30
      Od sześciu lat jestem z mężczyzną, który ma 10-letnią córkę. Nie znam jej. Ona
      nie zna mnie. Ojciec widzi ją średnio raz na rok. Wiążąc się z nim wiedziałam,
      że ma dziecko. Dziecko przebywa u babci. I że być może nadejdzie dzień, kiedy
      babcia zejdzie z tego padołu i to on będzie musiał się córką zająć. Właściwie
      nie on - my (chyba, że ja odejdę).
      Wykańczając nowy dom nalegałam aby był dodatkowy pokój gościnny, który "w razie
      czego" stał się jej pokojem. Co nie znaczy, że jestem gotowa...
      Ale chyba nigdy teoretycznie nie da się przygotować.
      Wszystko wychodzi w tzw. praniu.
      Mój TeŻet chce, abyśmy się poznały. Tylko ja nie wiem czy jestem gotowa. Bo to
      poważne zobowiązanie, a ja mam z tym kolosalny problem.
      Tym bardziej, że obie babcie karmią dziecko historyjkami typu: tatus zostawił
      mamusię, a potem związał się z dziesięć lat młodszą kobietą i wyjechał daleko,
      daleko...
      A inna inszość jest taka, że dla tego dziecka, jego rozwoju i przyszłości
      byłoby lepiej, gdyby mieszkała z nami.

      Ariel, zastanów się bardzo głęboko co czujesz i ile jesteś z siebie w stanie
      dać. I potem bądź konsekwentna.

      trzymam kciuki
      • Gość: ania Re: Dziecko mojego faceta IP: *.chello.pl 30.09.03, 18:36
        Gość portalu: gaga napisał(a):

        > Od sześciu lat jestem z mężczyzną, który ma 10-letnią córkę. Nie znam jej.
        Ona
        > nie zna mnie. Ojciec widzi ją średnio raz na rok.

        Wybacz, ale dla mnie to patologia. Znasz go szesc lat i przez ten czas nie
        poznalas jego corki??? Czy chcialabys, zeby Twoj facet tez tak traktowal Twoje
        dziecko, jakby Ciebie zabraklo???
        Raz na rok, a tak niech sie babcie zajmuja...
        Jestescie egoistami. I Ty i on!

        Nie pojmuje, jak rodzeni rodzice olewaja wlasne dzieci?????!! Nigdy tego nie
        pojme...
        • Gość: gaga Re: Dziecko mojego faceta IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 01.10.03, 16:25
          Znać, to go znam nawet dłużej. I jasne, że sytuacja jest nawet
          zdroworozsądkowo - niezdrowa. Ale taka jest, bo niestety życie nie jest czarno -
          białe. Jeżeli Twoje jest - to gratuluję z całego serca.
          Zarzucasz mi egoizm - jeśli musisz kategoryzować, proszę bardzo. Podać Ci
          kamyczek do rzucenia? A może cegłę?

          Rozumiem, że się emocjonujesz. Masz prawo.
          Ja również nie pojmuję jak rodzic może zostawić dziecko. Ale znowu - jest
          więcej kolorów niż czerń i biel, a wybory życiowe są bardziej skomplikowane.

          Czy chciałabym, żeby TeŻet traktował tak moje dziecko? Sytuacja kosmicznie
          hipotetyczna, bo nie będę mieć dzieci.
          • Gość: ania Re: Dziecko mojego faceta IP: *.chello.pl / *.chello.pl 01.10.03, 17:34
            Gość portalu: gaga napisał(a):

            > Znać, to go znam nawet dłużej. I jasne, że sytuacja jest nawet
            > zdroworozsądkowo - niezdrowa. Ale taka jest, bo niestety życie nie jest
            czarno
            > -
            > białe.

            Sluchaj, to jest JEGO dziecko! Dla mnie niestety bez wzgledu na kolory Twojego
            zycia, zachowujecie sie egoistycznie i nie myslicie o dobru dziecka...
            Ja sie nie emocjonuje, tylko pisze to co uwazam!



            • Gość: gaga Re: Dziecko mojego faceta IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.10.03, 18:13
              Weź tylko pod uwagę, że ludzie podejmują określone działanie lub rezygnują z
              niego bo: nie potrafią, nie wiedzą jak się zachować, mają trudności w
              podejmowaniu działań generalnie, obawiają się konsekwencji albo reakcji
              otoczenia, ustępują pod presją tego otoczenia i te de i te pe.
              Oczywiście prędziej czy później ponoszą tego konsekwencje.
              W tym przypadku konsekwencje moga byc rozmaite. I co z tego. Nie ja jestem
              głównodecydującym. Mogę w miarę mozliwości wspierać i podjąwszy decyzję
              konsekwentnie postępować.
    • Gość: ada Re: Dziecko mojego faceta IP: *.cable.mindspring.com 30.09.03, 20:44
      Jetes zazdrosna (oprucz tego ze miala inny scenariusz na swoje zycie)chcesz go
      miec tylko dla siebie i boisz sie ze ona ci go zabierze i zabierze ta swobode
      zwiazku doroslych ludzi bez wiekszych obowiazkow,tak szkoda dziecka .Wlasciwie
      masz dwa wyjscia i oba nie sa takie jakie sobie wymarzylas - woz albo przewoz.
      Jestes w stanie pogodzic sie ze nie bedzie tak jak ulozylas sobie w glowie?
      Jesli nie pozostaje odejsc i niekrzywdzic niewinnej osoby
    • mathias_sammer Re: Dziecko mojego faceta 01.10.03, 16:53
      Bedac na chwile w Gazecie i czytajac wywiad z Kasia Skowronska (dusza rosnie,
      gdy Polacy zdobywaja zloto, brawo dla Kasi i calej druzyny!)postanowilem
      zajrzec na forum Kobieta- do czego przyznaje sie bez bicia :)))))))
      Wpadlem na Twoj watek, pozwol wiec, ze i ja dodam swoj glos do dyskusji.

      Masz absolutne prawo nie czuc sie mama tego dziecka, ani byc gotowa na jego
      przyjecie. Nie sluchaj tych osob, ktore twierdza, ze jestes zla lub nie
      najlepiej zapowiadajaca sie matka. Zyj po swojemu - tak jak dyktuje Ci serce.
      Kochaj meza, stworz piekny dom, a reszta jakos sie ulozy- napewno dobrze dla
      Was.
      Moze kiedys... , za dziesiec lub dwadziescia lat, spojrzysz na dzisiejsza
      sytuacje inaczej. Moze z uplywem czasu zrozumiesz , ze to, czego tak
      najbardziej sie obawiasz nie istnieje. Nigdy nie istnialo.
      Tak powiedzialbym mojej mamie przed laty i teraz. Niestety, nie moge. Zmarla
      kilkanascie lat temu. Nigdy mnie juz nie uslyszy.
      Kiedys, ktos mu powiedzial: "Zyj na przekor wszystkiego, zyj pomimo wszystko".
      To powiedziala moja druga mama. Ona jeszcze zyje...

      Zycze wszystkiedo dobrego i nie boj sie dzieci Ariel23- one nie zrobia ci
      krzywdy...
      Pozdrawiam i pozwole sie zapowiedziec, ze wpadne na forum, przy najblizszym
      sukcesie Polakow.
      Klaniam sie,
      M.S.

      Zaobserwowalem " na rynku" wysyp Katarzynek. Czy jakis wyz demograficzny
      idzie? ;))))
      Oby byl takie jak Kasia Skowronska, ktora- choc nie czyta forum- pozdrawiam.
      Hej!
      • mathias_sammer Re: Dziecko mojego faceta 01.10.03, 16:56
        sorki za bledy (te w cytacie tez), zobaczylem po wyslaniu. Nie bede juz
        poprawial-pedze do domu!
        Jeszcze raz wszystkiego dobrego Ariel!

        M.S.
    • Gość: Aga Re: Dziecko mojego faceta IP: *.acn.waw.pl 01.10.03, 18:27
      Odpowiem pewnie kontrowersyjnie ale szczerze. Nigdy nie związałabym się z
      facetem, który ma obciążenie w postaci dziecka z poprzedniego związku. A gdyby
      już tak się stało nie zgodziłabym się na żadne wspólne wychowywanie, spędzanie
      razem części wakacji (on - proszę bardzo z synem czy córką ale beze mnie). Chcę
      mieć partnera do wyłacznej dyspozycji naszych wspólnych dzieci, nie czuję się
      na siłach matkować czy akceptować cudze. Nie chodzi o zazdrość tylko o to, że
      jeśli ja wchodzę w związek bez obciążeń i zobowiązań to tego samego oczekuję od
      partnera. Nie będę wykrzywiać się w fałszywym uśmiechu i udawać, że akceptuję i
      lubię i interesuje mnie cudze dziecko. Nie interesuje mnie chociaż obiektywnie
      mogę mu współczuć schrzanionego dzieciństwa. Mam egoistyczne podejście do tych
      spraw, nie jestem hipokrytką i nie ukrywam tego. Na miejscu Ariel skończyłabym
      związek.
      • danka125 Re: Dziecko mojego faceta 01.10.03, 22:18
        Nigdy nie mów nigdy.
        Wcale nie tak rzadko przyrodnie rodzeństwo darzy się uczuciem. Moja córka ma
        brata z poprzedniego małżeństwa mojego męża. Bardzo się kochają, on jest w
        stosunku do niej opiekuńczy i kiedyś mi powiedział w zaufaniu, że to dobrze,
        że mała jest, bo kiedy my (tzn mój mąż a jego ojciec i ja) umrzemy, to oni
        przynajmniej będą mieli siebie!!!!!!
        Nie jestem Matką Polką i nie realizuję się najlepiej zajmując sie dziećmi.
        Natomiast wiem, co to jest zwykły ludzki obowiązek i jeli mój mąż ma dziecko z
        poprzedniego małżeństwa, to ja też od czasu do czasu będę się nim zajmować i
        tak samo zresztą reaguje moja rodzina, dla której chłopak przecież jest
        kimś "obcym".
        To poprzednie powinno być w czasie przeszłym, bo "chłopak" już jest dorosły i
        żonaty. Od czasu do czasu zabiera na weekend przyrodnią siostrę, która wtedy
        szaleje ze szczęścia.
        A co do autorki tego wątku - czy matka tej dziewczynki oddałaby ją wam i
        całkowicie się odcięła? A wakacje, ferie, dłuższe weekendy? Mielibyście i tak
        mnóstwo okazji do wyjazdów i podróży sam na sam.
        Ale cóż, trzeba tylko chcieć....
        Dana
        • kropisia Re: Dziecko mojego faceta - Ariel 02.10.03, 03:11
          Troche mnie wkurza, ze wszyscy na tym forum mowia tal leciutko: "Kochasz
          faceta, kochaj jego dziecko". To wcale nie jest latwe. Ja na pewno mialabym z
          tym problemy. Swiadomie zawsze wybieralam facetow bedzietnych co wcale nie
          stawia mnie na pozycji tej "moralnej", bo przeciez nie nigdy nie pyalam, czy
          moze gdzies po drodze zdazyla sie jakas aborcja czy oddanie dziecka do adopcji
          czy porzucenie dzieck, czy nieuznanie ojcowstwa, czy Bog wie co.
          Kochanie dziecka innej kobiety, z ktora partner byl zwiazny to na pewno trudne
          zadnie i nie kazdy moze mu sprostac. Wiec jesli Ariel pyta sama siebie czy
          sprosta to swiadczy to o tym, ze mysli, zastanawia sie a nie podejmuje
          pochopnych decyzji. Bo czasem lepiej wiedziec, ze jakiemus zadaniu sie nie
          sprosta niz udawac, ze sie jest Matka-Ziemia, co to kazdego pokocha, kazdego
          przygarnie, a gdy zadanie ja przerasta to ucieka gdzie piperz rosnie. I w
          takim wypadku robi sie wiecej szkod niz pozytku.

          Ariel, a tak z ciekawosci, to czy gdy go poznalas to myslalas, ze to na cale
          zycie czy na chwile?
    • Gość: renata Re: Dziecko mojego faceta IP: *.ath.spark.net.gr 02.10.03, 10:09
      Ariel, jestem pelna obrzydzenia do tego co napisalas. Sama tez mam
      dziewiecioletnia corke, wiec moze nie moge byc obiektywna, ale juz Twoje
      zdanie "nie bedzie latwo jej pozbyc sie dziecka" jest po prostu obrzydliwe.
      Taka wredna satysfakcja i nadzieja, ze mimo wszystko Ci sie uda uniknac
      klopotu, co? Osobiscie nie mam zadnych problemow wychowawczych ze swoim
      dzieckiem, ale potrafie wyobrazic sobie, ze, o ile jest to, jak wynika z tego,
      co napisalas, dosc trudne dziecko (co na pewno jest w duzej mierze wina jego
      rodzicow) to nie dziwie sie matce, ze chce, aby ojciec tez ponosil ciezar
      wychowywania dziecka, a nie tylko mial swiety spokoj z mloda laska jaka z
      pewnoscia jestes. Niemniej wracajac do Ciebie, jestes po prostu mala ciasna
      egoistka, ktorej zalezy wylacznie na wlasnej dupie i wlasnm spokoju. Nie daj
      boze, zeby Ci cos zaklocilo ten spokoj, a to przeciez moze byc niewygodna,
      niegrzeczna dziewczynka i co ty wtedy zrobisz bidulko, prawda? Bedzie ci sie
      szwedal pod nogami jakis bachor. Nie potrafisz spojrzec na to szerzej? Dziecko
      ma prawo do ojca, to raz, matka ma prawo dzielic swoje obowiazki z ojcem, ty
      jestes dopiero trzecia w tej kolejce. Wiazac sie z mezczyzna z przeszloscia
      powinnas byc swiadoma tego, ze to nie jest wolny facet, ktory bedzie mial
      zobowiazania tylko wobec Ciebie. Jestes po prostu niedojrzala egoistka,
      normalnie obrzydzenie mam jak to czytam. Uwazam, ze po prsotu powinnas zmienic
      partnera na jakiegos w Twoim wieku i z Twoimi zainteresowaniami, bo moim
      skromnym zdaniem nie nadajesz sie na partnerke odpowiedzialnego mezczyzny,
      ktory ma w zyciu inne jeszcze obowiazki niz tylko dogadzanie Tobie.
      • Gość: Triss Merigold Re: Dziecko mojego faceta IP: *.acn.waw.pl 02.10.03, 10:20
        Czemu na nią tak napadasz? Jest pełna wątpliwości i ma do tego prawo. Co w tym
        dziwnego, że trudno jej zaakceptować a tym bardziej pokochać i zajmować się
        CUDZYM dzieckiem. To normalne, że może nie czuć się na siłach, że nie chce być
        obciążona dodatkowo za przeszłość jej faceta. Nie jest niczemu winna. Dobrze,
        że się zastanwia zamiast rozkosznie rzucić się na hurra w nowy układ (bo z
        obcym dzieckiem na karku to trochę inaczej niż we dwójkę) a potem zrezygnować
        po kilku miesiącach.Czy to miło znosić (pewnie uzasadnione stuacją rodzinną)
        fochy i kaprysy cudzego dzieciaka, jego niechęć, obwinianie za rozpad rodziny?
        Ja bym sobie odpuściła faceta z dzieckiem ale to jej wybór i powinien być
        przemyślany.Altriuzmu nie myl z debilizmem.
        • Gość: renia Re: Dziecko mojego faceta IP: *.ath.spark.net.gr 02.10.03, 10:33
          Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

          > Czemu na nią tak napadasz?


          Dlatego, ze z tego co pisze wynika, ze to dziecko traktuje jak kule u nogi,
          zlo konieczne, piate kolo u wozu i dziure w moscie. Ocenia rowniez matke (mimo
          ze pisze, ze woli sie nie wypowiadac, ale to jasna sugestia jak ja ocenia),
          ktora najprawdopodobniej wcale nie chce sie pozbyc diecka, tylko po prsotu juz
          nie wyrabia.

          >Jest pełna wątpliwości i ma do tego prawo.


          Oczywiscie, ze ma do tego prawo, ale jej watpliwosci kraza nie wokol tego, jak
          sie odnalezc w tej sytuacji, tylko jak uniknac klopotu, jak to zalatwic, zeby
          jednak matce "nie udalo sie" pozbyc dziecka.

          Co w tym
          > dziwnego, że trudno jej zaakceptować a tym bardziej pokochać i zajmować się
          > CUDZYM dzieckiem.


          Kompletnie nic w tym nie ma dzienego i wcale nikt jej nie kaze kochac nie
          swojego dziecka. Nawet sam ojciec tego dziecka. Problem nie lezy w tym, ze ona
          bedzie musiala je kochac, tylko w tym, ze nagle ktos trzeci pojawi sie w domu,
          bedzie zabieral uwage jej mezczyzny, lazil po domu, balagani, w ogole, po
          postu byl. Taki niepotrzebny balast. Aprzeciez to jest tylko dziecko, ktorego
          wlasciwie nikt nie chce. Co ono ma zrobic? Wyprowadzic sie do dzadkow? No
          niestety, ale ja uwazam, ze dziecko , odkad pojawia sie na swiecie, dopoki sie
          nie usamodzielni, jest najwazniejsze, wazniejsze od mojego swietego spokoju i
          wygody. I wiazac sie z mezczyzna, ktory ma dziecko tez , moim zdaniem , trzeba
          przyjac taka postawe, bo ono po prostu jest bezradne. nikt nie kaze Ariel
          kochac dziecka, tylko problem w tym, ze ona go po prostu NIE AKCEPTUJE.


          To normalne, że może nie czuć się na siłach, że nie chce być
          > obciążona dodatkowo za przeszłość jej faceta.


          I tutaj akurat sie nie zgadzam z Toba, uwazam, ze skoro wiaze sie z mezczyzna
          z dzieckiem, to automatycznie bierze na siebie odpowiedzialnosc, czy raczej
          jej czesc, za jego przeszlosc.



          Nie jest niczemu winna.



          Nie mowie, ze jest winna, rozwalajacy jest tylko ten jej egoizm. Przynajmniej
          ja to tak odbieram jako niedojrzalosc i egoizm. mozliwe, ze to ja sie myle i
          zle odczytalam post Ariel.


          >.Czy to miło znosić (pewnie uzasadnione stuacją rodzinną)
          > fochy i kaprysy cudzego dzieciaka, jego niechęć, obwinianie za rozpad
          rodziny?


          Chodzi o to, ze jesli sie kogos kocha, to jego dziecko nie jest cudzym
          dzieciakiem.


          >Altriuzmu nie myl z debilizmem.

          Egoizmu nie myl z odpowiedzialnoscia.
        • Gość: ania Re: Dziecko mojego faceta IP: *.chello.pl 02.10.03, 10:35
          Czy to miło znosić (pewnie uzasadnione stuacją rodzinną)
          > fochy i kaprysy cudzego dzieciaka, jego niechęć, obwinianie za rozpad
          rodziny?
          >

          Co Wy tak z tym cudzym, obcym, nie naszym?! Przeciez dziecko Twojego
          faceta/kobiety, to jest wlasnie czastka Waszej ukochanej drugiej polowy! Tak
          nie mozna do tego podejsc??
      • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 03.10.03, 10:06
        Gość portalu: renata napisał(a):

        > Ariel, jestem pelna obrzydzenia do tego co napisalas. Sama tez mam
        > dziewiecioletnia corke, wiec moze nie moge byc obiektywna, ale juz Twoje
        > zdanie "nie bedzie latwo jej pozbyc sie dziecka" jest po prostu obrzydliwe.

        Nie moge odnalezc tego zdania, wiec nie pamietam co mialam na mysli piszac te
        slowa.


        > Taka wredna satysfakcja i nadzieja, ze mimo wszystko Ci sie uda uniknac
        > klopotu, co?

        Nie jest to wredna satysfakcja, ale raczej poczucie obowiazku i
        odpowiedzialnosci, ktoremu moge nie podolac.



        Osobiscie nie mam zadnych problemow wychowawczych ze swoim
        > dzieckiem, ale potrafie wyobrazic sobie, ze, o ile jest to, jak wynika z
        tego,
        > co napisalas, dosc trudne dziecko (co na pewno jest w duzej mierze wina jego
        > rodzicow) to nie dziwie sie matce, ze chce, aby ojciec tez ponosil ciezar
        > wychowywania dziecka, a nie tylko mial swiety spokoj z mloda laska jaka z
        > pewnoscia jestes.

        Ja tez sie nie dziwie matce i dokladnie tak samo mu powiedzialam.

        Niemniej wracajac do Ciebie, jestes po prostu mala ciasna
        > egoistka, ktorej zalezy wylacznie na wlasnej dupie i wlasnm spokoju.

        To jest bardzo krzywdzaca opinia, bo wcale mnie nie znasz. Napisalam tego
        posta, bo stoje przed dylematem czy odejsc czy zostac. Bo jesli zdecydowalabym
        sie zostac to chcialabym miec dobry kontakt z dziewczynka i byc jej dobra
        kolezanka czy nie wiem kim. Ale jesli mam byc wredna, zlosliwa zmija to wole
        odejsc, bo nie znioslabym takiej siebie.


        Nie daj
        > boze, zeby Ci cos zaklocilo ten spokoj, a to przeciez moze byc niewygodna,
        > niegrzeczna dziewczynka i co ty wtedy zrobisz bidulko, prawda? Bedzie ci sie
        > szwedal pod nogami jakis bachor. Nie potrafisz spojrzec na to szerzej?
        Dziecko
        > ma prawo do ojca, to raz, matka ma prawo dzielic swoje obowiazki z ojcem, ty
        > jestes dopiero trzecia w tej kolejce.

        A kto jest drugi?

        Wiazac sie z mezczyzna z przeszloscia
        > powinnas byc swiadoma tego, ze to nie jest wolny facet, ktory bedzie mial
        > zobowiazania tylko wobec Ciebie.

        Pierwszy raz sie zwiazalam z takim mezczyzna, wiec nie mam doswiadczenia w
        takich sytuacjach. I mam prawo miec watpliwosci.


        Jestes po prostu niedojrzala egoistka,
        > normalnie obrzydzenie mam jak to czytam.

        Naprawde nie rozumiem co Cie tak obrzydza.

        Uwazam, ze po prsotu powinnas zmienic
        > partnera na jakiegos w Twoim wieku i z Twoimi zainteresowaniami, bo moim
        > skromnym zdaniem nie nadajesz sie na partnerke odpowiedzialnego mezczyzny,
        > ktory ma w zyciu inne jeszcze obowiazki niz tylko dogadzanie Tobie.

        Jak dobrze, ze nie musze brac pod uwage tego, co Ty uwazasz.
        • Gość: renia Re: Dziecko mojego faceta IP: *.ath.spark.net.gr 03.10.03, 17:45
          ariel23 napisała:

          > Nie jest to wredna satysfakcja, ale raczej poczucie obowiazku i
          > odpowiedzialnosci, ktoremu moge nie podolac.>
          >
          >
          > Ja tez sie nie dziwie matce i dokladnie tak samo mu powiedzialam.
          >
          > Niemniej wracajac do Ciebie, jestes po prostu mala ciasna
          > > egoistka, ktorej zalezy wylacznie na wlasnej dupie i wlasnm spokoju.
          >
          > To jest bardzo krzywdzaca opinia, bo wcale mnie nie znasz. Napisalam tego
          > posta, bo stoje przed dylematem czy odejsc czy zostac. Bo jesli
          zdecydowalabym
          > sie zostac to chcialabym miec dobry kontakt z dziewczynka i byc jej dobra
          > kolezanka czy nie wiem kim. Ale jesli mam byc wredna, zlosliwa zmija to wole
          > odejsc, bo nie znioslabym takiej siebie.
          >
          >


          Jesli faktycznie kieruje Toba poczucie odpowiedzialnosci, a nie egoizm, to
          szczerze przepraszam za nieprzyjemne slowa pod Twoim adresem. Twoj post
          odebralam tak jak odebralam, ze swiadomoscia, ze moge go zle interpretowac.
          Nie znamy siebie wzajemnie i dysponuje tylko kilkudziesiecioma linijkami
          tekstu Twojego autorstwa, tak, ze reszte musze sobie dopowiedziec, widac
          pomyslilam sie. Przepraszam, jesli ocenilam Cie niesprawiedliwie.

          >
          > Pierwszy raz sie zwiazalam z takim mezczyzna, wiec nie mam doswiadczenia w
          > takich sytuacjach. I mam prawo miec watpliwosci.

          Racja. Nie sposob sie nie zgodzic.
          >
          >
          > Jestes po prostu niedojrzala egoistka,
          > > normalnie obrzydzenie mam jak to czytam.
          >
          > Naprawde nie rozumiem co Cie tak obrzydza.

          Obrzydza mnie niechec do dziecka, to, ze mozna odniesc wrazenie, nikt tego
          dziecka nie chce, wszystkim jest ono ciezarem i zbednym balastem. Mam w
          najblizszej rodzinie takie dziecko, ktorego rodzice nie chcileli i taka
          wlasnie szarpanine z kim ono ma byc, z tym, ze nie, jak to zwykle bywa, kazdy
          chce, zeby dziecko bylo z nim, tylko kazdy chce wcisnac to dziecko komu
          innemu. I to mnie obrzydza, a odnioslam wrazenie, ze sytuacja jest w jakims
          (ramowym) sensie podobna. Jesli nie jest to przepraszam za brak obiektywizmu i
          odpowiedniego dystansu do tego watku. Tak szczerze mowiac to nie znam Ciebie
          wcale (nawet na tym forum nie zwrocilam jakos do tej pory uwagi na Twoje
          wypowiedzi), wiec calkowita racja jest, ze nie mam prawa wyglaszac zadnych
          opinii o Tobie. I'm sorry I did.
          >

          >
      • toksyczna4 Do renaty 03.10.03, 12:02
        Jestes strasznie rozhisteryzowana baba.
        czyzbys zazdroscila ariel mlodosci i tego, ze Ty niestety uwiazana jestes z
        dzieckiem i nie mozesz sobie poszalec?
        Strasznie duzo jadu w twoim poscie. Masz chyba jakies powazne problemy z soba.
        To raczej ty obrzydzasz, a nie ona.
        I jestes debilka.
        Arielku, jestem z Toba (jestes madra kobieta)

        Gość portalu: renata napisał(a):

        > Ariel, jestem pelna obrzydzenia do tego co napisalas. Sama tez mam
        > dziewiecioletnia corke, wiec moze nie moge byc obiektywna, ale juz Twoje
        > zdanie "nie bedzie latwo jej pozbyc sie dziecka" jest po prostu obrzydliwe.
        > Taka wredna satysfakcja i nadzieja, ze mimo wszystko Ci sie uda uniknac
        > klopotu, co? Osobiscie nie mam zadnych problemow wychowawczych ze swoim
        > dzieckiem, ale potrafie wyobrazic sobie, ze, o ile jest to, jak wynika z
        tego,
        > co napisalas, dosc trudne dziecko (co na pewno jest w duzej mierze wina jego
        > rodzicow) to nie dziwie sie matce, ze chce, aby ojciec tez ponosil ciezar
        > wychowywania dziecka, a nie tylko mial swiety spokoj z mloda laska jaka z
        > pewnoscia jestes. Niemniej wracajac do Ciebie, jestes po prostu mala ciasna
        > egoistka, ktorej zalezy wylacznie na wlasnej dupie i wlasnm spokoju. Nie daj
        > boze, zeby Ci cos zaklocilo ten spokoj, a to przeciez moze byc niewygodna,
        > niegrzeczna dziewczynka i co ty wtedy zrobisz bidulko, prawda? Bedzie ci sie
        > szwedal pod nogami jakis bachor. Nie potrafisz spojrzec na to szerzej?
        Dziecko
        > ma prawo do ojca, to raz, matka ma prawo dzielic swoje obowiazki z ojcem, ty
        > jestes dopiero trzecia w tej kolejce. Wiazac sie z mezczyzna z przeszloscia
        > powinnas byc swiadoma tego, ze to nie jest wolny facet, ktory bedzie mial
        > zobowiazania tylko wobec Ciebie. Jestes po prostu niedojrzala egoistka,
        > normalnie obrzydzenie mam jak to czytam. Uwazam, ze po prsotu powinnas
        zmienic
        > partnera na jakiegos w Twoim wieku i z Twoimi zainteresowaniami, bo moim
        > skromnym zdaniem nie nadajesz sie na partnerke odpowiedzialnego mezczyzny,
        > ktory ma w zyciu inne jeszcze obowiazki niz tylko dogadzanie Tobie.
        • Gość: renia Re: Do renaty IP: *.ath.spark.net.gr 03.10.03, 17:10
          toksyczna4 napisała:

          > Jestes strasznie rozhisteryzowana baba.
          > czyzbys zazdroscila ariel mlodosci i tego, ze Ty niestety uwiazana jestes z
          > dzieckiem i nie mozesz sobie poszalec?
          > Strasznie duzo jadu w twoim poscie. Masz chyba jakies powazne problemy z
          soba.
          > To raczej ty obrzydzasz, a nie ona.
          > I jestes debilka.
          > Arielku, jestem z Toba (jestes madra kobieta)
          >


          Moze ja jestem debilka (wiesz co to slowo w ogole znaczy?), ale za to Ty
          jestes szalenie utalentowana psychoanalityczka. Jestem pod niesamowitym
          wrazeniem Twojej diagnozy mojego stanu. I jestes bardzo mądrą kobietą. Arielek
          przy Tobie to taka srednio zdolna szóstoklasistka. Ale oczywiscie tez madra w
          swojej kategorii. Klaniam sie nisko przed Twym wysublimowanym intelektem,
          którego próbkę mamy do wglądu powyżej.
    • sqeeze do Ariel 02.10.03, 11:04
      A nie możesz zaproponować, żeby oddać to dziecko do domu dziecka, albo,
      jeszcze lepiej, do adopcji? Może wreszcie trafi na normalną rodzinę, ludzi,
      którzy ją pokochają, normalny dom, a wy wszycy (matka, jej kochanek, ojciec i
      ty) będziecie mieli święty spokoj, a kiedy dojrzejesz to sobie urodzisz własne
      dziecko, za które weźmiesz pełną odpowiedzialność, a nie jakiś taki bękart w
      domu, którego, cytuję: "przecież nie będziesz mogła traktować jak powietrze".
      • ariel23 Re: do Ariel 03.10.03, 10:07
        To nie jest moje dziecko, wiec ja niczego nie bede proponowac

        sqeeze napisała:

        > A nie możesz zaproponować, żeby oddać to dziecko do domu dziecka, albo,
        > jeszcze lepiej, do adopcji? Może wreszcie trafi na normalną rodzinę, ludzi,
        > którzy ją pokochają, normalny dom, a wy wszycy (matka, jej kochanek, ojciec i
        > ty) będziecie mieli święty spokoj, a kiedy dojrzejesz to sobie urodzisz
        własne
        > dziecko, za które weźmiesz pełną odpowiedzialność, a nie jakiś taki bękart w
        > domu, którego, cytuję: "przecież nie będziesz mogła traktować jak powietrze".
    • diab.lica czemu na nia napadacie? 03.10.03, 11:56
      to chyba normalne ze dziewczyna sie _zastanawia_. to jest wlasnie dojrzale.
      dojrzali ludzie _mysla_ zanim podejma jakas decyzje. bycie rodziciem to
      powazna sprawa i wiele osob przed zdecydowaniem sie nawet na swoje zastanawia
      sie czy temu podola. a duzo trudniej jest nagle zostac matka dla cudzego 9-
      letniego dziecka.
      na szczescie nigdy nie bylam zwiazana z mezczyzna po przejciach. to chyba
      zalezy jak bardzo ci zalezy na tym facecie i z czego jestes w stanie dla niego
      zrezygnowac (tak aby potem nie miec po 20-latach pretensji z cyklu "ja przez
      ciebie", "ja dla ciebie zgrezygnowalam" itd).
      • Gość: patrycja Re: czemu na nia napadacie? IP: *.int.warszawa.sint.pl 03.10.03, 16:57
        Pani Renato,
        czy ma pani na nazwisko Beger?
        Jest Pani bardzo ograniczona. I ciasna jak to Pani okresla.
        p.
        • Gość: renia Re: czemu na nia napadacie? IP: *.ath.spark.net.gr 03.10.03, 17:13
          Pani Patrycjo, czy moje nazwisko gra tu jakaś role? W kazdym razie nie brzmi
          ono Beger. Prosilabym tez o rozwinięcie mysli, która mnie Pani raczyła
          podsumowac, bo czuje, że to zwykłe pustosłwie a nie stwierdzenie faktu.
    • Gość: gaga Re: Dziecko mojego faceta IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.10.03, 18:31
      Słuchajcie dyskutantki,
      czemu pierwsze słowa to ty taka, owaka?
      Moze przypisujmy rozmówcy pozytywne intencje zamiast rzucać oskarżeniami i
      ocenami.
      Będzie łatwiej dyskutować.
      pliiiz
      • Gość: renia Re: Dziecko mojego faceta IP: *.ath.spark.net.gr 03.10.03, 18:36
        Gość portalu: gaga napisał(a):

        > Słuchajcie dyskutantki,
        > czemu pierwsze słowa to ty taka, owaka?
        > Moze przypisujmy rozmówcy pozytywne intencje zamiast rzucać oskarżeniami i
        > ocenami.
        > Będzie łatwiej dyskutować.
        > pliiiz


        Tyż prowda. JA sie pierwsza bije w piersi. Temat taki emocjonujacy jest i to
        dlatego, ale racje masz, ze trzeba umiec sie powstrzymac od epitetow (sama
        zostalam nimi hojnie poczestowana ;)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka