majeczk_a
26.07.08, 01:08
Witam Was serdecznie, od dawna czytam wątki na tym forum. A dziś
zdecydowałam, że sama coś napiszę. A raczej poproszę Was o wyrażenie
swojej opinii, bo ja już jestem skołowana i nie wiem czy ze mną jest
coś nie tak a czy z mężem.
Otóż jesteśmy małżeństwem od 3 lat. On pracuje - zarabia
wystarczająco abyśmy oboje utrzymali się z tej pensji. A nawet jest
co odłożyć (nie wiele ale jest) ... ale co odłoży to praktycznie
wszystko przeznacza na swoje potrzeby, np. ostatnio kupił sobie wrak
motoru do remontu, kupił ponton wędkarski za 700 zł i wędkę za 900
zł. Sporo kasy idzie na kumpli (a to piwko dla niech itd. Po prostu
sponsor). Ja od 3 miesięcy jestem bezrobotna (nie ze swojego wyboru
lecz z przymusu). Aktualnie szukam pracy.
Od jakiegoś czasu mąż codziennie spędza czas z kumplami. Codziennie
po skończeniu pracy jeździmy do nich. Nic im nie żałuje. Stawia
piwa, pozwala opalać się z papierosów. Gdzie chcą to ich wozi za
darmo. A w domu czasem robi mi awantury bo kasy mało, że wyliczył
sobie iż miesięcznie wydajemy 4.000 zł i pyta mnie na co ta kasa
idzie. Parę razy zagroził mi, że jak pracy nie znajdę to nie da mi
ani złotówki, bo nie ma zamiaru mnie całe życie utrzymywać. A dobrze
wie, że ja do pracy jak najbardziej chcę iść i szukam coś stałego.
Czasem bywa tak, że daje mi pieniądze na zakupy a po powrocie pyta
mnie ile reszty zostało, niekiedy każe mi abym mu ją zwróciła. Parę
razy usłyszałam, że to są jego pieniądze i ja nie mam do nich prawa.
Doszło do takiego stopnia, że jak idę na zakupy to pytam go czy mogę
wziąć pieniądze a jak tak to ile. Boziu ale to brzmi ... nigdy nie
sądziłam, że może dojść do takich sytuacji. Czuję się dziwnie w tym
wszystkim, to jakiś chory układ ... jesteśmy małżeństwem i wszystko
powinno być wspólne ... a ja pytam się czy mogę wziąć pieniądze na
zakupy ... Nie potrafię Wam tego wytłumaczyć czemu tak jest, po
prostu tego jego teksty typu "to moje pieniądze" takie we mnie
zachowania wyrabiają.
Najbardziej denerwuje mnie to, iż w domu złości się i czasem nerwy
wyładowuje na mnie o to, że mało pieniędzy jest odłożonych na kupce.
I głupio pyta gdzie te pieniądze się rozchodzą. Jakby nie wiedział
gdzie, przecież codziennie jeździmy do jego kolegów a benzyna
przecież kosztuje, funduje kumplom piwa i papierosy. A w domu
narzeka, że kasy mało. Ciągle powtarza, że ciężko zapierda..la na
nie. I gó.. z tego jest. Skoro tak uważa to powinien ten „grosz”
docenić a nie lekką ręką wydać – bo kumplowi trzeba nie jedno a 2-3
piwa postawić, jeszcze ekstra po niego pojechać autem.
Jakiś czas po ślubie przechodziliśmy kryzys - wieczne awantury,
nieporozumienia. Parę razy kazał mi wynosić się z domu. Po jakimś
czasie godziliśmy się ale to wszystko odbiło się na naszej sferze
intymnej, nie chciałam kochać się tak często jak kiedyś. Po prostu
jakaś blokada powstała we mnie. I taki stan trwał ok 1,5 roku. Teraz
wszystko powrócił do normy (czyli od ponad roku). A mimo wszystko
mąż potrafi mi czasem wypomnieć, że przez te 1,5 roku go odpychałam.
Dzieci nie mamy, bo mąż uważa iż obawia się, że nie będzie miał za
co je utrzymać ... bo póki co pracuje tylko on. Fajnie ... na
utrzymanie dziecka nie ma a na sponsorowanie kumpli ma. A tak w
ogóle to nie wiem, czy to jest faktyczny powód czemu zwleka z
ojcostwem. Teraz to ja mam obawy. Owszem chcę mieć dzieci ale boję
się jak to będzie.
Przepraszam, za tak chaotycznie opisanie mojej sytuacji ale mam
jeden mętlik w głowie. Nigdy nie przypuszczałam, że doczekam się
takich chwil ... uwierzycie mi proszę, że przed ślubem nic nie
zapowiadało takich chwil.
Proszę wyraźcie swoją opinię ... bo tak jak już wyżej pisałam – ja
mam jeden mętlik. Zwłaszcza, że mąż mówi iż cała wina leży po mojej
stronie. Ma tu na myśli to iż przez te 1,5 roku nie było tak
częstego seksu jak dawniej – bo go odpychałam.