Dodaj do ulubionych

WASZA opinia ...

26.07.08, 01:08
Witam Was serdecznie, od dawna czytam wątki na tym forum. A dziś
zdecydowałam, że sama coś napiszę. A raczej poproszę Was o wyrażenie
swojej opinii, bo ja już jestem skołowana i nie wiem czy ze mną jest
coś nie tak a czy z mężem.
Otóż jesteśmy małżeństwem od 3 lat. On pracuje - zarabia
wystarczająco abyśmy oboje utrzymali się z tej pensji. A nawet jest
co odłożyć (nie wiele ale jest) ... ale co odłoży to praktycznie
wszystko przeznacza na swoje potrzeby, np. ostatnio kupił sobie wrak
motoru do remontu, kupił ponton wędkarski za 700 zł i wędkę za 900
zł. Sporo kasy idzie na kumpli (a to piwko dla niech itd. Po prostu
sponsor). Ja od 3 miesięcy jestem bezrobotna (nie ze swojego wyboru
lecz z przymusu). Aktualnie szukam pracy.
Od jakiegoś czasu mąż codziennie spędza czas z kumplami. Codziennie
po skończeniu pracy jeździmy do nich. Nic im nie żałuje. Stawia
piwa, pozwala opalać się z papierosów. Gdzie chcą to ich wozi za
darmo. A w domu czasem robi mi awantury bo kasy mało, że wyliczył
sobie iż miesięcznie wydajemy 4.000 zł i pyta mnie na co ta kasa
idzie. Parę razy zagroził mi, że jak pracy nie znajdę to nie da mi
ani złotówki, bo nie ma zamiaru mnie całe życie utrzymywać. A dobrze
wie, że ja do pracy jak najbardziej chcę iść i szukam coś stałego.
Czasem bywa tak, że daje mi pieniądze na zakupy a po powrocie pyta
mnie ile reszty zostało, niekiedy każe mi abym mu ją zwróciła. Parę
razy usłyszałam, że to są jego pieniądze i ja nie mam do nich prawa.
Doszło do takiego stopnia, że jak idę na zakupy to pytam go czy mogę
wziąć pieniądze a jak tak to ile. Boziu ale to brzmi ... nigdy nie
sądziłam, że może dojść do takich sytuacji. Czuję się dziwnie w tym
wszystkim, to jakiś chory układ ... jesteśmy małżeństwem i wszystko
powinno być wspólne ... a ja pytam się czy mogę wziąć pieniądze na
zakupy ... Nie potrafię Wam tego wytłumaczyć czemu tak jest, po
prostu tego jego teksty typu "to moje pieniądze" takie we mnie
zachowania wyrabiają.
Najbardziej denerwuje mnie to, iż w domu złości się i czasem nerwy
wyładowuje na mnie o to, że mało pieniędzy jest odłożonych na kupce.
I głupio pyta gdzie te pieniądze się rozchodzą. Jakby nie wiedział
gdzie, przecież codziennie jeździmy do jego kolegów a benzyna
przecież kosztuje, funduje kumplom piwa i papierosy. A w domu
narzeka, że kasy mało. Ciągle powtarza, że ciężko zapierda..la na
nie. I gó.. z tego jest. Skoro tak uważa to powinien ten „grosz”
docenić a nie lekką ręką wydać – bo kumplowi trzeba nie jedno a 2-3
piwa postawić, jeszcze ekstra po niego pojechać autem.
Jakiś czas po ślubie przechodziliśmy kryzys - wieczne awantury,
nieporozumienia. Parę razy kazał mi wynosić się z domu. Po jakimś
czasie godziliśmy się ale to wszystko odbiło się na naszej sferze
intymnej, nie chciałam kochać się tak często jak kiedyś. Po prostu
jakaś blokada powstała we mnie. I taki stan trwał ok 1,5 roku. Teraz
wszystko powrócił do normy (czyli od ponad roku). A mimo wszystko
mąż potrafi mi czasem wypomnieć, że przez te 1,5 roku go odpychałam.
Dzieci nie mamy, bo mąż uważa iż obawia się, że nie będzie miał za
co je utrzymać ... bo póki co pracuje tylko on. Fajnie ... na
utrzymanie dziecka nie ma a na sponsorowanie kumpli ma. A tak w
ogóle to nie wiem, czy to jest faktyczny powód czemu zwleka z
ojcostwem. Teraz to ja mam obawy. Owszem chcę mieć dzieci ale boję
się jak to będzie.
Przepraszam, za tak chaotycznie opisanie mojej sytuacji ale mam
jeden mętlik w głowie. Nigdy nie przypuszczałam, że doczekam się
takich chwil ... uwierzycie mi proszę, że przed ślubem nic nie
zapowiadało takich chwil.

Proszę wyraźcie swoją opinię ... bo tak jak już wyżej pisałam – ja
mam jeden mętlik. Zwłaszcza, że mąż mówi iż cała wina leży po mojej
stronie. Ma tu na myśli to iż przez te 1,5 roku nie było tak
częstego seksu jak dawniej – bo go odpychałam.
Obserwuj wątek
    • staryigruby Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 01:13
      ile czsu sie znaliscie przed slubem ?
      • majeczk_a staryigruby 26.07.08, 01:19
        staryigruby napisał:

        > ile czsu sie znaliscie przed slubem ?

        prawie 6 lat ... ale uwierz mi to nie ma nic do rzeczy, bo przed
        ślubem było zupełnie inaczej, nic nie wskazywało takiego jego
        zachowania. Przed ślubem mieszkaliśmy z sobą rok czasu - nigdy nawet
        złotówki nie żałował. Zawsze jak robiłam zakupy do domu to dawał mi
        kasę i nie wołał reszty (tak jak teraz czasem tak robi)
        • staryigruby Re: staryigruby 26.07.08, 01:35
          zaczynacie (moim skromnym zdaniem) wchodzic w taki stan kryzysowy...
          on ciebie obwinia o to, ze nie moze kontynuowac starego stylu zycia
          (wylicza ci, ma pretensje, ze nie pracujesz), jednoczesnie nie moze
          zdobyc sie na rezygnacje z wlasnych przyjemnosci...

          Jak dla mne to antyteza to umowienie sie z nim na dwie sprawy:
          - po pierwsze niestety, ale zakladając rodzine czlowiek musi z
          czasem zaakceptowac, ze tej rodzinie sie poswieci. Ze ten dziwaczny
          twór, ktory wypelni mu czas, pochlonie energię i pieniądze bedzie
          wymagal poswiecenia praktycznie calego życia. Nie ma innej
          mmozliwosci. Zakladając rodzinę, zmienia się priorytet na nia
          własnie. Jej dobro staje się pierwszoplanowe. Nie, - ja tego od razu
          nie rozumialem. tez chcialem, zeby bylo jak przed slubem, tylko
          pelniej, mocniej, intensywniej, fajniej....:)
          Ta kwestia ustalenia priorytetu na rodzinę (w kazdym wymiarze) jest
          pierwszoplanowa i nieuchronna, a marnym pocieszeniem moze byc, ze
          miliardy ludzi na swiecie tez tak żyją. Liczy sie wasz WSPÓLNY
          interes średnio - i długoterminowy, reszta jest mniej ważna.
          Nie jestem pewien, czy on to rozumie?
          Praktycznie sprowadza sie to własnie do wspólnego planowania
          znacznej wiekszości rodzinnych spraw, w tym takiej, jak budżet
          rodzinny. twoj brak pracy, to kwestia przejsciowa i nie wiadomo, czy
          jego nie spotka za jakis, czas, więc....przydaloby mu sie więcej
          pokory.

          Z drugiej strony (druga antyteza), to on ma prawo do kolegów, ...
          tylko lepiej sie precyzyjnie dogadać, ze np. raz, dwa w tygodniu. No
          i czy on rozumie, ze go wykorzystują? Niech spróbuje się kumplowac,
          ale nie stawiać piwa i fajek...zobaczymy ilu zostanie :)?
          • majeczk_a staryigruby 26.07.08, 01:46
            staryigruby napisał:
            > - po pierwsze niestety, ale zakladając rodzine czlowiek musi z
            > czasem zaakceptowac, ze tej rodzinie sie poswieci. Ze ten
            dziwaczny
            > twór, ktory wypelni mu czas, pochlonie energię i pieniądze bedzie
            > wymagal poswiecenia praktycznie calego życia. Nie ma innej
            > mmozliwosci. Zakladając rodzinę, zmienia się priorytet na nia
            > własnie. Jej dobro staje się pierwszoplanowe

            jestem tego samego zdania. Wydaje mi się, że mąż to rozumie i
            właśnie boi się tego. Tak myślę, że on boi się tej odpowiedzialności
            za nowego członka rodziny (dziecko), że zdaje sobie sprawę iż będą
            musiały się skończyć te jego codzienne wypady do kumpli i ich
            sponsorowanie.

            > No i czy on rozumie, że go wykorzytują?

            ja mu kilkakrotnie to mówiłam - ale nie wiem czy zroumiał i czy tak
            samo uważa, że kumple na nim pasożytują

            > Niech spróbuje się kumplowac, ale nie stawiać piwka i fajek
            > ...zobaczymy ilu zostanie :)?

            on chyba nie jest w stanie tego zrobić. A jak już to na bardzo
            krótki okres czasu. A kumple dobrze wiedzą, że tak czy siak
            skorzystają co nie co.
            • majeczk_a Re: staryigruby 26.07.08, 01:48
              dodam, że jak mówię mężowi - próbuję otworzyć mu oczy iż kumple na
              nim pasożytują. To mąż przyznaje mi rację a i tak robi swoje
          • cloclo80 Re: staryigruby 01.08.08, 00:53
            Ale jacy to kumple. Moczymordy, którym imponuje tylko to kto się ładniej po
            piwie porzyga.
    • wubetka Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 01:15
      przeczytalam i nie lapie, po co pytasz. przeciez masz wyrobione zdanie na ten
      temat. wydaje kase na kumpli, choc - twoim zdaniem - powinien na cos innego
      (dom, dzieci w przysz/losci, itp). wiec o co chodzi? o ocene twojego zycia? a po
      co ci to
      • staryigruby Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 01:18
        pyta, bo nie chce, zeby jej zycie tak wygladalo....
        • wubetka Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 01:21
          no tak. masz racje. ale to nie jest dobre miejsce na szukanie porad. chocby
          patrzac na moj przyklad :) tu odpowiedzi nie znajdzie
      • majeczk_a wubetka 26.07.08, 01:31
        wubetka napisała:

        > przeczytalam i nie lapie, po co pytasz. przeciez masz wyrobione
        zdanie na ten
        > temat. wydaje kase na kumpli, choc - twoim zdaniem - powinien na
        cos innego
        > (dom, dzieci w przysz/losci, itp). wiec o co chodzi? o ocene
        twojego zycia? a p
        > o
        > co ci to

        owszem mam wyrobioną swoją opinię ... ale ... ostatnio mam jeden
        mętlik w głowie. Przedstawiłam swoją opinię mężowi a on ma zupełnie
        inne zdanie i obwinia mnie za zaistniała sytuację (pisałam o tym w
        wcześniejszej wypowiedzi). Obwinia mnie, że tak się zachowuje bo
        przez 1,5 roku nie było takiego częstego seksu jak kiedyś. Obwinia
        mnie, że to wszystko dlatego iż ja nie mam pracy. Uważa iż takie
        przebywanie z kumplami mu się należy bo zapie..a na nas oboje.
        Więc należy mu się relaks. A przecież jest wiele innych sposobów na
        odpoczynek. A dodam, że jego praca nie jest taka ciężka. Po drugie
        skoro uważa, że tak ciężko zapierda.la na pieniądze to powinien je
        uszanować i nie wydawać na piwka dla kumpli, nie jeździć codziennie
        do nich po 2 razy dziennie, wozić ich gdzie im się podoba itd.
        Pytam o opinię bo od tego jego obwiniania mnie zaczynam zastanawiać
        się czy może faktycznie ma rację. Może to moja wina, może to ze mną
        coś nie tak ...
        • wubetka Re: wubetka 26.07.08, 01:57
          tu nie znajdziesz odpowiedzi na twoje problemy, choc szkoda. jedyne co mozesz tu
          przeczytac, to jak inni widza twoja sytuacje :) a i do tego podejdz ostroznie.
          nikt nie siedzi "w tobie", aby moc ocenic wszystko prawidlowo. moge sie mylic,
          ale wydaje mi sie, ze
          powinnas nabrac pewnosci siebie
          nie przyjmowac tego, co mowi twoj maz, za dogmat
          uznac, ze jestes warta tego, by byc szczesliwa
          napisalas, ze wszystko sprowadza sie do tego ze nie mozesz znalezc pracy. ale to
          ma decydowac o caly twoim zyciu? to wartosciuje ciebie? no daj spokoj :) to
          zaden argument. z praca czy bez, masz swoja wartosc.
          wyrzuca ci, ze on utrzymuje rodzine? to sie z nim zamien :) niech odczuje, co
          tym masz
          i ostatnia rzecz. nawet jesli jestes monogamiczna, to mysl o
          zwiazku/malzenstwie, jako o czyms co jest latwe do zakonczenia :) nawet jesli
          tak nie myslisz, to samo wyobrazenie o tym, zmienia punkt widzenia. czasem warto
          miec perspektywe :)
          to nie sa rady :) zrobisz co zechcesz. napisalam tylko moje zdanie :)
          zycze ci zeby sie udalo. obojetne jak, ale sie udalo :)
          • majeczk_a wubetka 26.07.08, 10:18
            wubetka napisała:
            > powinnas nabrac pewnosci siebie
            > nie przyjmowac tego, co mowi twoj maz, za dogmat
            > uznac, ze jestes warta tego, by byc szczesliwa
            > napisalas, ze wszystko sprowadza sie do tego ze nie mozesz znalezc
            pracy. ale t
            > o
            > ma decydowac o caly twoim zyciu? to wartosciuje ciebie? no daj
            spokoj :)

            przez takie zachowanie męża i takie jego podejście do małżeństwa
            straciłam tą pewność siebie. Nie wiem co mnie czeka jutro, a nawet
            boję się przyszłości. Tyle już słyszałam jak to ja nie jestem, że
            moja samoocena jest bardzo niska. Chciałabym nie brać do serca tego
            co mówi mąż ale to nie jest takie proste. Ciężko puścić bokiem co
            niektóre słowa, które na prawdę są bolesne. I ciągle te jego
            wypominanie, że pracy nie mogę znaleźć.
            Gdybym siedziała z założonymi rękami w domu i nic nie robiła w
            kierunku szukania pracy to mógłby mi to wypominać. To byłabym w
            stanie zrozumieć ... ale ja przecież chodzę z podaniami i innymi
            dokumentami po urzędach, firmach. Często odwiedzam stronę
            internetową naszego Urzędu Pracy i wypatruję nowych ofert pracy a
            jak tylko znajdę coś ciekawego to jeszcze tego samego dnia idę do
            Urzędu po szczegóły a po powrocie piszę podanie bądź list
            motywacyjny. Ja naprawdę próbuję, jak nie tu to gdzie indziej.
            Ostatnio było tak iż w pracy mojego znajomego były przyjęcia,
            złożyłam podanie, CV i inne dokumenty. Znajomy dodał mi otuchy iż
            mam spore szanse, nastawiłam się psychicznie że na pewno mi się uda.
            Niestety nawet nie zadzwonili. Strasznie się rozczarowałam, a miałam
            takie nadzieje, tak się cieszyłam że tym razem na 100% mi się uda. A
            tu nic. Oj przebolałam to dość mocno, nawet łezka poleciała. Mąż
            widział przecież jak bardzo mi na tym zależało i widział moje
            przeżycie jak się okazało, że i tu nie dało rady, więc powinien mi
            oszczędzić i nie wytykać mi mojego bezrobocia. Ciężko mi jest to
            ogarnąć, bo raz mąż mnie pociesza iż da radę utrzymać nas dwoje, do
            kolegów mówi że póki co stać go ze swojej wypłaty nas dwoje
            utrzymać, a innym razem do kumpli mówi że ciężko mu wyrobić z
            pieniędzmi, że ja do pracy nie chcę iść. A mi wytyka bezrobocie itd.

            > zycze ci zeby sie udalo. obojetne jak, ale sie udalo :)

            dzięki, pragnę z całego serca aby wszystko ułożyło sie tak jak
            powinno być. Boziuu juz mi się łezka w oku zakręciła.
            • shics ja ci cos poradze 27.07.08, 08:34
              "przez takie zachowanie męża i takie jego podejście do małżeństwa
              straciłam tą pewność siebie. Nie wiem co mnie czeka jutro, a nawet
              boję się przyszłości. Tyle już słyszałam jak to ja nie jestem, że
              moja samoocena jest bardzo niska."

              "pytam o Waszą opinię, bo ta cała sytuacja doprowadza mnie do szału,
              do wariacji. Nawet nie wiem co dalej robić, ja nawet nie wiem co mam
              sama z sobą zrobić a co dopiero z małżeństwem. Czuję, że wszystko
              wymyka mi się z dłoni."




              Cos wiem o zyciu, zycie dlugo trwa, nabiera sie od tego siwizny w miejscach
              gdzie jeszcze zostaly wlosy. I czlowiek wspomina lepsze czasy, kiedy bylo
              latwiej, przyjemniej i byly kolorowe sny.
              W zyciu jest tak, ze albo nie ma sie na nic czasu - a kiedy sie juz ten czas ma
              - to wtedy jest juz na wszystko za pozno.
              Ja o tym wszystkim wiem z autopsji.


              Dlatego zapamietaj sobie, ze najlepsze lata w Twoim zyciu to te pomiedzy 30-40
              lat. Nie wolno ani pol roku zmarnowac z tego okresu czasu. Popelnilas kilka
              krytycznych bledow w swoim zyciu i teraz nadszedl czas aby te pasmo przerwac,
              zminimalizowac straty i zyc na nowo.

              Rozpamietywanie twojego zwiazku, zale do meza ze jest niegrzeczny.
              Pretensje do calego swiata i oczekiwanie zrozumienia i pomocy w zadnym wypadku
              nie usprawiedliwiaja twojej pasywnej postawy i marnowania czasu. Kobieta nie
              moze byc pasywana. Kobieta musi byc aktywna. Bo inaczej zmarnujesz te jedyne 10
              najlepszych lat swojego zycia. Sprzatanie po mezu, otwieranie jego biznesu co
              rano, skarzenie sie na forum nie jest aktywnoscia. To jest sluzenie.
              Zamiast sluzyc, masz znalesc jakakolwiek prace jak najszybciej.
              Odlozyc pieniadze, wyprowadzic sie i wytoczyc temu debilowi sprawe rozwodowa.

              A jakbys miala jakies watpliwosci w sprawach uczuciowych - to daje ci slowo
              honoru - ze tak milosc nie wyglada.

              Przezwyciez w koncu swoj strach i lenistwo i zadbaj o swoj interes i swoje
              zycie, bo nikt go tobie nie da i musisz sama sobie o nie walczyc. Sama znasz juz
              wszystkie odpowiedzi. Sama dobrze wiesz jak jest i jak chcialabys aby wygladalo
              twoje zycie. Ja tylko podpowiem, ze ludzi nie da sie zmienic. Ludzie sie nie
              zmieniaja. Dlatego ludziom nie wolno dawac drugich szans, tylko wymienia sie na
              inne lepsze egzemplarze.
              • simon_r Re: ja ci cos poradze 31.07.08, 16:22
                W gruncie rzeczy miałem zamiar napisać coś bardzo podobnego ale nie tak
                radykalnego.. więc moim zdaniem:
                1. jeśli wiesz jaki jest problem a przecież wygląda na to, że wiesz to nie
                należy o nim wiele więcej dyskutować tylko zacząć go rozwiązywać..
                2. po pierwsze znaleźć pracę... DOWOLNĄ na początek.. aby się usamodzielnić
                3. po drugie wyluzować się z lekka.. innymi słowy zacząć wobec szanownego
                małżonka prezentować postawę "łaski mi nie robisz, chcesz relaksu idź do kumpli
                ale przestań pieprzyć o braku kasy" ze spokojem i bez awantury. Jeśli małż nie
                zrozumie to prędzej lub później będziesz sama (chociaż na dobrą sprawę to już
                jesteś).. a ja wolałbym to nazwać słowem WOLNA.

                A będąc WOLNĄ możesz wszystko..
    • audrey_kathleen Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 01:21
      Jeny, po przeczytania zaczęłam się zastanawiać, czy to samo czeka
      mnie i mojego Faceta po ślubie..
    • kitek_maly Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 01:25

      Fajnie, że ta sytuacja daje Ci do myślenia o przyszłości. Pewnie wiele kobiet na
      Twoim miejscu by pomyślało, że dziecko coś zmieni i dążyłoby do jak najszybszego
      powiększenia rodziny.

      Może poczekaj aż uda Ci się znaleźć pracę i dopiero wtedy wyciągnij konsekwencje
      jego postępowania. Chociaż takie zachowanie Twojego męża nie wróży dobrze, bo
      losy mają różne koleje i nie wiadomo ile i jakiej pomocy będziesz od niego
      jeszcze potrzebować.
      • majeczk_a Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 01:37
        pytam o Waszą opinię, bo ta cała sytuacja doprowadza mnie do szału,
        do wariacji. Nawet nie wiem co dalej robić, ja nawet nie wiem co mam
        sama z sobą zrobić a co dopiero z małżeństwem. Czuję, że wszystko
        wymyka mi się z dłoni. Tak jakbym nie miała na to wpływu ... bo nie
        mam. Wiecznie nerwy, obawy co będzie dalej. Tyle wspólnych planów
        mieliśmy wysnutych przed ślubem a po ślubie prysły jak mydlana
        bańka. Ja chyba zgłupiej. A najgorsze, ża zaczynam chyba pomału
        wierzyć w to co mówi mąż ... że to moja wina.
        • envi Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 01:51
          ja nie uwazam ze to Twoja wina. Twoj maz jest nieodpowiedzialnym facetem. Jak
          znowu Ci wyjedzie na temat Twojej ozieblosci seksualnej to mu powiedz dlaczego
          tak bylo. Ja uwazam ze sie bedziesz meczyc z tym kolesiem i dalas sobie wejsc na
          glowe. On powinien ci dawac wsparcie a nie mowic ze to twoja wina, bo nie masz
          pracy i on cie utrzymuje.
          ja na twoim miejscu to bym sie usamodzielnila, znalazla jakas prace i sie
          rozwiodla, bo uwazam ze nic dobrego z tego malzenstwa nie bedzie. Ale rozumiem
          ze nie kazdy tak od razu potrafi...
          • majeczk_a envi 26.07.08, 10:06
            envi napisała:
            > Jak znowu Ci wyjedzie na temat Twojej ozieblosci seksualnej
            > to mu powiedz dlaczego tak bylo.

            po pierwsze to nie była całkowita moja oziębłość seksualna. Owszem
            seks był ale nie taki częsty jak dawniej.
            Mówiłam/ tłumaczyłam mu to nie raz, że moje libido spadło z powodu
            kryzysu przez który przechodziliśmy. Po czas kłótni padały wtedy
            mocne słowa z jego ust, których nie mogłam przeboleć. Ciężko mi
            było ... można powiedzie, że doznałam szoku ... bo nie spodziewałam
            się tego. Uwierzcie mi przed ślubem mój mąż był zupełnie innym
            człowiekiem, wtedy czułam iż jestem najważniejszą osobą w jego
            życiu, liczył się z moim zdaniem i uczuciami. Nigdy nie użył
            brzydkiego słowa w stosunku do mnie.

        • staryigruby Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 01:52
          Nie widze tu zadnej twojej winy. On ma fazę fascynacji kolegami,
          minie. Wartosciom, ktore go pociagają przezciwstawiaj wartosc swojej
          osoby. Nie mozesz ulegac, brac win na siebie. Szukaj pilnie pracy,
          bądz sobą i nie panikuj. Dbaj o siebie zewnetrznie i nie obnos sie z
          cierpiacą miną. Tak, gdzie on nie ma racji - trwaj przy swoim.
          spokojnie, rzeczowo i na temat. Nie przekonuj go na sile, krzykiem,
          fochami i obrazaniem sie na niego - jego dzialaniu przeciwstawaj
          wartosc tego co robisz, jak robisz, jak się zachowujesz.
          Bo on te wartosc przestal w tobie przestal dostrzegac.
          Nie zmusisz go do jej ujrzenia perswazją, tylko przykładem.
          Stan sie ciekawszą niż piwo i koledzy alternatywą.
          Jezeli na nim to nie zrobi wrazenia, to przynajmniej poprawi
          samopoczucie tobie.
          Pozdrawiam :)
          • majeczk_a staryigruby 26.07.08, 10:11
            > Nie mozesz ulegac, brac win na siebie. Szukaj pilnie pracy,
            > bądz sobą i nie panikuj. Dbaj o siebie zewnetrznie i nie obnos sie
            z
            > cierpiacą miną.

            Oj ciężko nie panikować, przeżywać i jeszcze ciężej nie pokazywać
            tego po sobie ... bo nasze życie miało zupełnie inaczej wyglądać.
            Tyle mieliśmy wspólnych planów – własne mieszkanie, podróże,
            dziecko. Boziu on to wszystko pięknie opowiadał, nawet do dziś
            zachowałam karteczki na których narysował projekt naszego małego
            domku. A dziś przyszło nam mieszkać z jego rodzicami, o własnym
            koncie można tylko pomarzyć ... bo jak mąż twierdzi iż nie mam
            pojęcia ile kupno/wynajem mieszkania kosztuje ... że on nie ma
            pieniędzy. A prawda jest taka iż jakby dał sobie spokój z tym
            codziennym jeżdżeniem do kumpli, sponsorowaniem itd. to zawsze by
            się coś pieniążków uzbierało, mój tata dołożyłby nam też, a na
            brakującą część wzięłoby się np. kredyt i kupiłoby się małe
            mieszkanko. Ja szukam pracy i mam nadzieję, że wreszcie uda mi się,
            bo póki co to słyszę same odmowy. Ciężko jest. Jeśli tylko dostanę
            pracę to nasz budżet trochę się zwiększy ... będzie nam wtedy
            łatwiej. A z czasem i dziecko byłoby ... ale cóż jak widzę, że mąż
            swój wzrok skierował w zupełnie inną stronę „KOLEDZY i PIWKO” i w to
            lokuje swoje oszczędności. Przeznacza kasę na benzynę aby do nich
            jeździć (bo średnio tygodniowo tankuje benzyny za ok. 150 zł), wozi
            cztery litery kumplom za darmo, piwka stawia, kupi fajki to pali je
            na współ z kumplami. A mi wypomina, że coś za dużo kasy wydałam na
            zakupach ... a cóż ja kupuję ... same potrzebne rzeczy jak żywność i
            art. chemiczne. Tam stawia nie patrzy ... a jak wysyła kumpla do
            sklepu po piwo to daje mu kasę, a jak kumpel wróci to od niego
            reszty nie woła – a jak sam kumpel chce mu oddać resztę to
            mówi „stary daj spokój nie wygłupiaj się, weź sobie”. Człowieka w
            takich chwilach krew chce zalać. A mi w domu narzeka, marudzi że
            kasy mało, że z kupki ubywa i jeszcze się zastanawia na co ta kasa
            idzie i próbuje to ustalić pytając mnie co kupowałam ostatnio.

            > Tak, gdzie on nie ma racji - trwaj przy swoim.
            > spokojnie, rzeczowo i na temat.

            ja zwsze mam swoje odrębne zdanie. A najgorzej jak mam odmienne niż
            on, niekiedy się o to złości. Czasem z zaciśniętymi zębami mówi "nie
            sprzeciwiaj się" albo "masz być uległa"

            > Stan sie ciekawszą niż piwo i koledzy alternatywą.

            chciałabym ... ale nie wiem jak to zrobić.
          • mglawica1 Re: WASZA opinia ... 31.07.08, 16:04
            tak...stań się ciekawszą niż piwo...alternatywą(ładnie ujęte)
            Chyba nie problem leży w w zachowaniu tej dziewczyny.
        • cloclo80 Re: WASZA opinia ... 01.08.08, 01:02
          Czy przed ślubem miał tych samych kolegów?
          Dla mnie sprawa jest oczywista. Manipulują nim a on nie potrafi im odmówić. Po
          prostu popisuje się przed nimi. Bez względu na cenę szuka akceptacji a oni
          kierują nim utwierdzając go tylko w przekonaniu, że podlizywanie się im jest
          najlepszą rzeczą jaką w życiu czyni. Na pewno na tych libacjach powtarzają mu,
          że jesteś głupia baba i masz siedzieć cicho, a on bezkrytycznie przenosi tą
          postawę do domu.
          Pogadaj z teściową niech go troche podreguluje, bo sam z tego uzależnienia od
          piwka i kolegów nie wyrwie się.
    • speedymika Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 07:36
      cham zwykły i tyle
      zamiast Cie wspierać ze nie możesz znaleźć pracy to jeszcze dobija

      założę się o co chcesz ze koledzy (albo teściowie jeśli masz z nimi kiepskie
      relacje) mu macą w głowie - żeś pasożyt, ze pewnie nie będziesz pracować tylko
      żyć na JEGO koszt,koledzy pewnie po to żeby więcej miał na nich....

      nic nie mów, tylko zacznij podliczac te wydatki na kumpli. kazdy wieczor w
      zeszyciku. a obok wydatki na życie. po 2 tygodniach mu pokaz to zestawienie.
      inna metoda, to skoro uważa Cię za nei pracującą, to rozumiem że w to wlicza
      rownież prace domowe -sprzątanie, gotwanie? podlicz mu ile kosztuje na miesiąc
      sprzataczka i kucharka....
      • wyzuta Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 08:15
        podlicz mu ile kosztuje na miesiąc
        sprzataczka i kucharka....

        i doopa z agencji, może u kolegi bedzie taniej :)
      • majeczk_a mąż i jego praca 26.07.08, 10:27
        speedymika napisała:
        > założę się o co chcesz ze koledzy (albo teściowie jeśli masz z
        nimi kiepskie
        > relacje) mu macą w głowie - żeś pasożyt, ze pewnie nie będziesz
        pracować tylko
        > żyć na JEGO koszt,koledzy pewnie po to żeby więcej miał na nich....

        teście na pewno mu nie mącą. Stoją po mojej stronie. Nie raz
        teściowa przeprowadzała z nim rozmowy, ale na marne bo nic nie
        skutkują. Teściowa nie raz mu tłumaczyła, że nie tak powinno
        wyglądać małżeństwo, że nie tak powinien się zachowywać. Męża te jej
        gadki denerwują i mówi, że jakieś chore herezje głosi. A teść w
        ogóle nie wtrąca się w nasze problemy. A co do kumpli to tylko jeden
        z nich ma żonę, ale się nią nie przejmuje, ani ich dzieckiem. Dla
        niego najważniejsze jest PIWO.

        > inna metoda, to skoro uważa Cię za nei pracującą, to rozumiem że w
        to wlicza
        > rownież prace domowe -sprzątanie, gotwanie?

        w domu robię wszystko - sprzątam, gotuję, piorę, prasuję, zakupy,
        wynoszenie śmieci, w jego pracy coś pomogę. On uważa że to pikuś w
        porównaniu do jego pracy. A jak jego praca wygląda a no tak ...
        prowadzi własną działalność usługową, lokal mieści się przy samym
        domu. Od paru miesięcy (ok. 5 m-cy) ja otwieram firmę, bo strasznie
        zaczęło mnie denerwować to iż powinna być czynna od 8ej a mąż
        otwierał ją różnie tak między 8-9.30. Otwierał jak klient zaczął się
        dobijać do drzwi (mam na myśli dzwonieniem do drzwi), mamy
        zainstalowany dzwonek tak, że jak klient dzwoni do drzwi firmy to
        słychać dzwonek w domu. Tak więc każdego dnia wstaję o 7.40 ubieram
        się i idę posprzątać i otworzyć firmę. A mąż w tym czasie sobie śpi.
        Wczoraj np. wstał o 9.30 bo dopiero o tej godzinie pierwszy klient
        przyszedł. Wcześniej to było tak, że ludzie przychodzili już o 8ej
        ale mój mąż jak spał to czasem olewał to i nie schodził do nich,
        więc ludzie odchodzili od drzwi i nauczyli się przychodzić później
        bo wiedzą, że jak wcześniej przyjdą to tylko „pocałują klamkę” bo
        nikt im nie otworzy. Gdy nie ma klienta, mąż zamyka drzwi i
        zawiesza kartkę „proszę dzwonić” i idzie sobie do domku, zasiada
        przed kompem albo telewizorem lub coś przy samochodzie grzebie itd.
        Dziś np. sprzątam w lokalu i przyszedł klient o 8ej, wpuściłam go.
        Grzecznie poprosiłam aby zaczekała bo mąż zaraz zejdzie. Zadzwoniłam
        dzwonkiem po niego aby zszedł. I tak sobie siedzę z klientem. I
        czekam na męża. Teściowa poszła do nas na górę pospieszyć go, bo
        ileż można czekać. Mi czasem jest wstyd do ludzi i nie wiem co mam
        mówić, że „proszę poczekać mąż jeszcze śpi i musi się obudzić,
        przeciągnąc, coś jeszcze z lodówki zjeść, zaliczyć toaletę i dopiero
        zejdzie”. Teściowa poszła do niego a on sobie leży w łóżeczku.
        Poszłam ja do niego, a on sobie łazi po pokoju i pyta co to za
        klient itd. Zajrzał do lodówki, jeszcze do kibelka poszedł a klient
        w dalszym ciągu siedzi w lokalu i czeka. Dla mnie takie zachowanie
        męża to wstyd. Nie raz mu mówiłam, że jakbym mnie jako klienta ktoś
        tak mnie lekceważąco potraktował to w życiu już bym nie skorzystała
        z usług tej osoby.
        Codziennie lokal otwieram punkt godz. 8.00. Otwieram ja bo mąż śpi.
        Dziś było tak, że wstałam jak co dzień o 7.40 a mąż po 8ej. Gdy nie
        było klienta przyszedł do domu. Siadł przed kompem a tu dzwonek,
        czyli klient przyszedł. Mąż zezłościł się bo dopiero co do domu
        wszedł a tu już musi wracać do lokalu. We mnie się już krew gotuje,
        przecież powinien być cały czas w lokalu a nie w domu! A po drugie
        powinien się cieszyć, że ma klientów. Wstał z fotela z tekstem „i
        znów muszę iść zapie...ć, a Ty śpij do południa” Myślałam, że go
        uduszę za to, bo bzdury wygaduje. Tak więc do lokalu wyszedł
        oburzony i zły, że mi się oberwało, po 10 min wrócił i jakby nigdy
        nic – zadowolony i milusi. Co za natychmiastowa zmiana humoru. I tak
        wygląda praca mojego męża. A on uważa, że ma ciężką pracę jak nikt
        inny i że do kolegów jeździ i piwkuje bo musi się od stresować po
        ciężkim dniu pracy.
    • rarely ja bym sie zastanowil 26.07.08, 08:59
      czy pierwszym i głownym problemem meza nie jest alkohol bo z Twojego postu
      wynika ze pije duzo i czesto
      • jan-w Re: ja bym sie zastanowil 26.07.08, 09:23
        Też odnoszę takie wrażenie. Dużo czasu na picie z kolegami, a w pozostałym
        czasie agresja. Wobec osoby słabszej zarówno fizycznie, jak też możliwościami
        wynikającymi z braku własnych dochodów. Przyjrzyj się sytuacji pod tym kątem.
      • majeczk_a rarely 26.07.08, 10:34
        rarely napisał:

        > czy pierwszym i głownym problemem meza nie jest alkohol bo z
        Twojego postu
        > wynika ze pije duzo i czesto

        Ostatnio zaczął codziennie piwkować, i jest tak odkąd zaczął zadawać
        się z kolegą (żonatym) który codziennie piwkuje a w dni wolne od
        pracy pije na potęgę. Wcześniej mąż jak każdy facet lubił wypić piwo
        ale w granicach rozsądku, potrafił zachować umiar. I odmówić. Były
        też tygodnie bez piwa. A teraz praktycznie codziennie piwo jest. Ja
        nazywam to „ciapstwem”. I mówiłam mu, że nie podoba mi się takie
        codzienne ciapanie. Te codzienne wyjazdy do kolegi z piwem dla
        siebie i dla kumpla. A mąż mówi albo „oj misiu należy mi się takie
        od stresowanie po ciężkim dniu pracy” albo „nie wiesz o tym, że Twój
        teść był alkoholikiem. To jest w genach”. Gorszej bzdury nie
        słyszałam, w jakich genach? Głupia wymówka i już. Skoro tak uważa to
        czemu nikt z jego rodzeństwa nie pije ( a ma troje starszego
        rodzeństwa).
        Nie wiem co się z nim dzieje.
        • rarely Re: rarely 28.07.08, 17:04
          majeczk_a napisała:

          > rarely napisał:
          >
          > > czy pierwszym i głownym problemem meza nie jest alkohol bo z
          > Twojego postu
          > > wynika ze pije duzo i czesto
          >
          > Ostatnio zaczął codziennie piwkować, i jest tak odkąd zaczął zadawać
          > się z kolegą (żonatym) który codziennie piwkuje a w dni wolne od
          > pracy pije na potęgę. Wcześniej mąż jak każdy facet lubił wypić piwo
          > ale w granicach rozsądku, potrafił zachować umiar. I odmówić. Były
          > też tygodnie bez piwa. A teraz praktycznie codziennie piwo jest. Ja
          > nazywam to „ciapstwem”.
          sympatyczna nazwa ale sytuacja poważna to nie jest ciapastwo tylko alkoholizm
          lub picie nadmierne

          I mówiłam mu, że nie podoba mi się takie
          > codzienne ciapanie. Te codzienne wyjazdy do kolegi z piwem dla
          > siebie i dla kumpla. A mąż mówi albo „oj misiu należy mi się takie
          > od stresowanie po ciężkim dniu pracy” albo „nie wiesz o tym, że Twó
          > j
          > teść był alkoholikiem. To jest w genach”. Gorszej bzdury nie
          > słyszałam, w jakich genach?

          tego jeszce nie udowodniono ale fakt ze osoby ktorych rodzice lub ktoś z rodziny
          byli alkoholikami sa w grupie ryzyka zachorowania na alkoholizm i powinni byc
          bardzo ostrożni uzywajac alkoholu

          Głupia wymówka i już. Skoro tak uważa to
          > czemu nikt z jego rodzeństwa nie pije ( a ma troje starszego
          > rodzeństwa).


          > Nie wiem co się z nim dzieje.

          i sie nie dowiesz jak moge Ci coś radzić to skontaktuj sie z psychologiem byc
          możesz potrzebujesz terapi dla osob wspołuzależnionych
          >

          w przeciwnym wypadku obydwoje zgotujecie sobie pieklo
    • panismok Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 09:39
      Zgadzam się z przedpiścami, ze Twój mąż może mieć problem z alkoholem, a na pewno ma problem z poczuciem własnej wartości. Za wszelką cenę chce być lubiany, stąd podlizywanie się kumplom.
      Co do wypominania "starych spraw" - jak by mi partner/mąż kazał wynosić się z domu, to bym się wyniosła i spotkałby mnie ewentualnie na sprawie rozwodowej...
      Osoby z niskim poczuciem wartości mają tendencję do porównywania innych ze sobą i dzielenia ich na 2 grupy - słabsi do pomiatania i silniejsi do podziwiania. Chyba znalazłaś się w grupie numer 1. Z całego Twojego postu wynika, że mąż nie traktuje Cie jak partnerki.

      A propos, a gdzie Twoje koleżanki, Twoi znajomi, Twoje hobby? Czy musisz koniecznie "przypinać się" do rozrywek męża?

      Pracę oczywiście znajdź jak najszybciej - ale pomyśl też o rozwijaniu swoich zainteresowań, o osobach bliskich Tobie - bo za parę lat będziesz pisała:
      "Nie chce mi się żyć, mój mąż w ogóle nie pomaga mi w domu i przy dziecku, nie mam nikogo, kto by mnie wspierał..."
    • pitupitu10 Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 09:39
      Moim zdaniem twój mąż nie dorósł i w tak naprawdę jest w duszy 18letnim
      kawalerem, i to się już nie zmieni. Powinnaś znaleźć pracę, usamodzielnić się i
      się z nim rozwieść. Już piszę dlaczego.

      - Dla niego najważniejszy jest on sam i jego przyjemności (sama to napisałaś).
      Chce się bawić, pobyć z kumplami. Ty? Ty mu w tym przeszkadzasz! Jesteś kulą u
      nogi, która przypomina, że ma rodzinę, że powinien być rozsądny. Jesteś
      sąsiadem, który skarży się na hałas w nocy, matką, która nie pozwala wyjść na
      imprezę. Pieniądze są dla niego środkiem do zdobycia przyjemności. Inwestowanie?
      Umiar w wydawaniu? A po co? Przecież żyje się tylko raz!

      - Próbuje cię kontrolować. W związku nie ma miejsca na komenderowanie kimś.
      Jeśli z wielką łaską daje ci pieniądze na życie i uważa, że są "jego" a nie
      "wasze", to znaczy, że cię nie szanuje, nie postrzega was jako pary. Nie ma
      "was", jest tylko "on" - pan i władca.

      - On widzi, że jesteś słaba (sorry, ale tak jest), że nie potrafisz się mu
      sprzeciwić. Dlatego wmawia ci różne rzeczy; widzi, że jego słowa sprawiają ci
      ból, że przyjmujesz to, co mówi za prawdę. "Mało pieniędzy? To twoja wina!
      Związek się rozpada? To twoja wina!" Kobieto! To NIE JEST twoja wina!


      I co, pewnie sobie myślisz: "On się zmieni..." OBUDŹ SIĘ! On się nie zmieni. Ty
      nie jesteś dla niego ważna, kumple są ważni. Pewnie kiedyś wasz związek wyglądał
      lepiej, wydawało ci się, że on jest inny. Ale czasem, szczególnie kiedy jesteśmy
      zakochani, nie widzimy wszystkiego, przegapiamy sygnały. A może on po prostu nie
      jest na tyle dojrzały emocjonalnie , żeby z chłopaka stać się mężem.

      Dzieci? Dzieci powinno się mieć z osobą odpowiedzialną, która potrafi ustawić
      sobie priorytety w życiu, która nie "zwala" problemów na drugą połówkę. Twój mąż
      nie nadaje się na ojca.


      Wiem, że to, co napisałam, nie jest dla ciebie przyjemne. Chcesz, żeby było
      inaczej, żeby był jakiś magiczny sposób na zmianę zachowania twojego męża. Ale
      cudów nie ma. Ludzie magicznie nie stają się inni.


      Wydaje mi się, że zachowanie twojego męża to jedna strona twoich problemów.
      Wiesz jaka jest druga? Ty i to, jak reagujesz. Dlaczego pozwalasz się tak
      traktować?! Dlaczego bierzesz winę na siebie? Dlaczego wierzysz we wszystko co
      mówi? Zgaduję, że masz niskie poczucie własnej wartości. Boisz się zmian, wolisz
      tą mała stabilizację niż odważny krok i postawienie na swoim. Dlatego na twoim
      miejscu poszłabym do psychologa. On / ona spojrzy na twoją sytuację obiektywnie,
      powie ci, co zrobić, żeby było inaczej.

      Wiesz, jak za parę lat może wyglądać twoje życie? Będziesz płakać w poduszkę
      wyobrażając sobie "co by było gdyby", podczas gdy twój mąż przepija pieniądze, a
      wasze dzieci marzą, by ich mama była szczęśliwa.

      Możesz też ułożyć sobie życie z kimś, dla którego ty i wasza rodzina będziecie
      najważniejsze, który cię wspiera i szanuje.

      Wybór należy do ciebie.
    • gapuchna Majka 26.07.08, 10:33
      - dziewczyno, nie chcę cię dodatkowo dołować, ale ty masz problemy sama ze sobą.
      Przeczytałam Ciebie i widzę dziewczynę całkowicie podporządkowaną swemu
      facetowi. Jesteś pzred nim na kolanach - to okropny błąd. Stary.....dobrze ci
      radzi - zajmij się sobą. Zobaczysz, jakie to miłe zajęcie! Odetnij się trochę od
      niego. Pooddychaj własnym powietrzem. Czy ty nigdy wcześniej nie pracowałaś?
      • majeczk_a Re: Majka 26.07.08, 10:40
        gapuchna napisała:

        > - dziewczyno, nie chcę cię dodatkowo dołować, ale ty masz problemy
        sama ze sobą
        > .
        > Przeczytałam Ciebie i widzę dziewczynę całkowicie podporządkowaną
        swemu
        > facetowi. Jesteś pzred nim na kolanach - to okropny błąd.
        Stary.....dobrze ci
        > radzi - zajmij się sobą. Zobaczysz, jakie to miłe zajęcie! Odetnij
        się trochę o
        > d
        > niego. Pooddychaj własnym powietrzem. Czy ty nigdy wcześniej nie
        pracowałaś?

        masz rację, ja sama nie daje rady sama z sobą, nie wiem co mam z
        sobą robić. ta sytuacja mnie przerosła, wręcz mnie sparaliżowała.
        Nie tak miało być. Nie tak nasze życie miało wyglądać. On nie był
        taki.
        A jeśli chodzi o pracę, to pracowałam.
        • gapuchna Re: Majka 26.07.08, 10:47
          Moze spróbuj trochę grosza odłożyć dla siebie. Nie na ciuszki czy kosmetyki, ale
          żeby zrobić jakieś szkolenie. Przepraszam, zapytam się wprost - ty bardziej go
          kochasz, czy bardziej się boisz? Jesli nie chcesz, to oczywiście nie odpowiadaj,
          wiem, ze pytanie nieco intymne. Ale czasem taka szczerość pomaga!
          • majeczk_a gapuchna 27.07.08, 03:36
            gapuchna napisała:
            > Przepraszam, zapytam się wprost - ty bardziej go kochasz, czy
            > bardziej się boisz?

            tak szczerze powiedziawszy to jedno i drugie.
            Mimo wszystko kocham go i z całego serca chciałabym aby nam się
            ułożyło. A boję się samotności. Ciężko byłoby mi sie z nim rozstać,
            bo tak jak pisałam kocham go a po drugie mąż jest jedynym facetem,
            któremu pozwoliłam się dotknąć, z nim straciłam dziewictwo i nigdy
            go nie zdradziłam. To razem z nim uczyłam się całować, dotykać,
            pieścić i kochać. Także łączy nas wiele.
    • pitupitu10 Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 11:06
      Twój mąż pije i traktuje cię jak śmiecia.

      Mówi, że pije przez ciebie. Ty jesteś skłonna mu wierzyć.

      Mówi, że to, jak wygląda wasz związek, to twoja wina. Ty jesteś skłonna mu wierzyć.

      Myślisz, że jak znajdziesz pracę, to wszystko się zmieni. Nie zmieni się.

      Myślisz, że jak będziecie mieć dziecko, to wszystko się zmieni. Nie zmieni się.

      Czy zgadzasz się z tymi stwierdzeniami?


      Myślę, że jesteś w chorym związku i nie potrafisz sama się z niego wyrwać. Nie
      dziwię się. Jest wiele osób takich jak ty. Sama tylko będziesz się zamartwiać,
      poczytasz opinie obcych ludzi, ale czy to da ci siłę by zmienić swoje życie?
      Jesteś nieszczęśliwa, prawda? Nie musi tak być. Nie znam cię, więc nie wiem
      czego trwasz w związku z prawdopodobnym alkoholikiem i obibokiem. Być może
      jesteś od niego uzależniona emocjonalnie, być może boisz się zmian, być może
      ktoś musi ci dać impuls do działania. Bardzo cię namawiam na wizytę u
      psychologa. Na Forum Psychologia jest biała lista psychologów. Jeśli nie stać
      cię na prywatną wizytę - idź do swojej przychodni. Trzeba mieć skierowanie, ale
      lekarz rodzinny powinien wystawić je od ręki.

      Nie trać nadziei. Na pewno wkrótce znajdziesz pracę. Na razie rób cokolwiek.
      Uzależnij się od męża, miej swoje życie. Może poopiekuj się dziećmi znajomych
      wieczorami? To zawsze będzie dla ciebie parę groszy, a przede wszystkim
      satysfakcja i poczucie niezależności.
      • jan-w Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 11:09
        UNIEzależnij się od męża,zapewne miało być;-)
        • pitupitu10 Re: WASZA opinia ... 26.07.08, 11:19
          Zapewne tak ;)
    • czucziczka Re: WASZA opinia ... 31.07.08, 15:56
      Nie zastanawiałaś się nad rozwodem?? Z tego co piszesz to jesteś w toksycznym
      związku, mąż zrobił z Ciebie ofiarę i wygląda na to, że będzie coraz gorzej. Im
      wcześniej sobie zdasz z tego sprawę tym lepiej. Spotkaj się z zaufaną osobą,
      która będzie potrafiła Ci pomóc.
      Jeśli jednak chcesz ratować ten związek-ale odradzam-to musisz porozmawiać z
      mężem ale nie o tym jak się czujesz. On przecież specjalnie odbiera Ci godność i
      obniża poczucie własnej godności, powiedz, że nie będziesz tolerować tego jak
      niszczy wasze małżeństwo i że jego próby wpędzenia w poczucie winy nie działają
      na Ciebie.
      Musisz walczyć o swoje życie i szczęście bo nikt za Ciebie tego nie zrobi!

      Uwierz,że to nie Twoja wina jak wygląda Twój związek.Ale od Ciebie zależy jak
      może wyglądać.

      • agaoki Re: WASZA opinia ... 01.08.08, 00:25
        po pierwsze bardzo Ci współczuję.
        trudno doprawdy uwierzyć, że on przed ślubem bym całkiem inny... wiem, że takie
        rzeczy się zdarzają, ale ciągle trudno mi to pojąć. jak można tak się zmienić
        albo tak grać?
        Twój mąż jest zwykłym draniem i prostakiem. ja już nawet mogę zrozumieć jego
        skąpstwo, ale ni to, że Cię wyzywa i poniża. Ty wydajesz się być rozsądną
        kobietą i szkoda Cię dla takiego kogoś.
        Czy on poza tym ma jakieś zalety? Czy jeszcze go kochasz?
        jeśli nie, to nie warto tego ciągnąć, dawać się tak upokarzać. ale niezależnie
        od tego, czy z nim zostaniesz czy nie - musisz mieć poczucie własnej wartości i
        musisz sama zapewnić sobie to, czego on nie chce Ci dać.
        łap pracę jakąkolwiek, szukaj możliwości zarobku gdzie się da.
        życzę powodzenia!
    • mahadeva Re: WASZA opinia ... 01.08.08, 00:32
      bylo nie wychodzic za jakiegos kretyna
      • mamagapka Re: WASZA opinia ... 01.08.08, 10:03
        to jest po prostu niemożliwe.... troll?
        nie macie dzieci, nic cię nic cię przy nim nie trzyma- oprócz
        wielkiego uczucia, zapewne. facet wylicza ci kasę- to kwestia umowy.
        jeśli uważacie że pomimo tego że nie pracujesz kasa jest wspólna,
        wydzielcie z góry ustaloną kwotę na jego kolegów i po wszystkim.
        resztę odkładajcie. jeśli uważacie że kasa jest jego bo ty nie
        zarabiasz- to nie dyskutuj tylko rób 'co pan i władca każe'.
        nalepiej, jak to napisałaś- 'nie sprzeciwiaj się'. Trzeba się na coś
        zdecydować. Gdybyście mieli dziecko , byłby kolejny wątek o matce
        która nie pracuje, siedzi z dzieckiem a mąż ją rozlicza. Ale
        przynajmniej byłoby wiadomo dlaczego siedzi w domu. przynajmniej
        dziecko by na tym korzystało. Ale dorosła bezdzietna kobieta? I nie
        mów mi proszę że nie możesz znależć pracy. Idż do najbliższej
        galerii handlowej- od pracy w sklepach aż się roi.
        No masakra jakaś totalna. Ty chyba jesteś kompletnie niedojrzała.
        (pomijam kwestię łózeczka, piwka i domku, jakby normalnych form nie
        można było używać...)
    • wiu Re: WASZA opinia ... 01.08.08, 14:48
      Nasunęło mi się kilka refleksji:

      1) jeśli twój mąż ma taką dobrą płacę, że aż moglibyści esie we
      dwoje z niej utrzymywać, to i oczekiwania co do swoich rozrywek i
      tego co mu się należy, ma odpowiednie do zarobków. Z drugiej strony
      jeśli przejściowo ty nie przynosisz do domu pieniędzy, powinien się
      troche ograniczyć. Najwyraźniej jeszcze to do niego nei dotarło,
      albo ciężko mu się przestawić. Do spotkań z kolegami ma prawo i
      jeśli czuje ochote "fundnięcia" im piwka czy dymka, to niech
      funduje. Pytanie tylko, czy zdaje sobie sprawę, czy nie przesadza i
      że to tez ma wpływ na wasz bilans. Tutaj tez pewnie będzie musiał
      się ograniczyć. Pytanie jeszcze, co jest przyczyną tej skłonności do
      fundowania...
      2) Może ci nie ufać, że wystarczająco skutecznie i z poświęceniem
      poszukujesz nowej pracy. Sama to przeszłam. Może za mało mu
      opowiadasz o swoich poszukiwaniach. A może powinnaś się bardziej
      postarać.
      3) jesli tylko on przynosi pieniądze do domu, to oczywiste że
      codzienne zakupy sa finansowane tylko z jego dochodu. Może pokazuj
      mu za każdym razem rachunek ze sklepu? Prowadx dzienniczek? Oblicz
      sobie, ile potrzebujesz miesięcznie i staraj się tego trzymać?
      4) jeśli wyrwały mu się słowa o braku chęci do utrzymywania cię
      przez całe życie, to cos jest nie tak - z nim, z toba, albo z waszym
      związkiem
      5) może umówcie się, że częśc jego zarobków będziecie odkłądac np.
      na funduszu inwestycyjnym (choćby małą)? wtedy będzie miał poczucie,
      że coś jednak zostaje z jego pensji...
      6) awantury, problemy w sypialni - to objawy kryzysu w waszym
      związku. Pytanie tylko, czy na pewno przyczyną jest tylko utrata
      pracy przez ciebie. Spróbuj odważnie się nad tym zastanowić
      7) chcesz mieć dziecko - on nie jest na to gotowy. To chyba
      rzeczywiście nie jest najlepszy moment, skoro się kłócicie i
      jesteście "odlegli od siebie". Lepiej odłóż ten projekt na półkę i
      zrób remont małżeństwa zanim zabierzecie się do rodzicielstwa
      • ania.silenter Re: WASZA opinia ... 01.08.08, 15:03
        wiu napisał:

        > Nasunęło mi się kilka refleksji:
        >
        > To chyba
        > rzeczywiście nie jest najlepszy moment, skoro się kłócicie i
        > jesteście "odlegli od siebie". Lepiej odłóż ten projekt na półkę i
        > zrób remont małżeństwa zanim zabierzecie się do rodzicielstwa

        dokładnie - fundowanie sobie dziecka przy kryzysie w związku może być zabójcze
        dla Waszego małżeństwa zwłaszcza, że - co tu ukrywać - wydatki na dziecko/dzieci
        mocno drenują kieszeń. U nas sama opiekunka kosztuje 1200 -1500/mies i tak od
        prawie 3 lat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka