Dodaj do ulubionych

Jak się z tego wyplątać??????

14.12.08, 18:49
To bardzo długa historia... Postaram się ją opisać jak najzwięźlej:
Byliśmy ze sobą prawie cztery lata, jedna z tych „wielkich,
szalonych miłości na zawsze...” Tak mi się przynajmniej wydawało.
Skończyło się paskudnie i nie wiem już jak sobie z tym poradzić,
zrozumieć i zapomnieć. Od rozstania minęło 8 miesięcy, biorąc pod
uwagę ostatnie wydarzenia, to 3 tygodnie.
Psuło się między nami już dłuższy czas i przez około dwa lata
przewijała się przez nasz związek inna kobieta, którą poznał przez
przypadek na gg. Zarzekał się, że to tylko literki, że przecież do
niej nie pojechał, że nie mam podstaw, żeby mu nie ufać, więc
pasowałam. Mieliśmy problemy głównie natury finansowej, tzn. on
miał/ma. Prowadzi firmę jednoosobową, która przynosi mu dochody
ledwie starczające na podstawowe potrzeby (często musiałam mu
pożyczać na czynsz, nie płaci ZUSu, zapomnijcie o jakichkolwiek
wakacjach, przez cztery lata byliśmy raz trzy dni pod namiotem i
pojechaliśmy tylko dlatego, że zagroziłam, że pojadę sama tak czy
siak, jak chciałam iść do kina, w większości przypadków to ja
stawiałam itp.). To była główna przyczyna naszych problemów, bo
mimo, że kochałam go bardzo i bardzo w niego wierzyłam, na każdym
kroku dawał dupy na takim polu życiowym. Rozczarowywał mnie po
prostu coraz bardziej i już nie umiałam tego kryć. Kiedy byłam na
studiach nie raziło mnie to tak bardzo, ale teraz mam 25 lat, dosyć
fajnie zarabiam, a on 28 lat, zero wykształcenia, praca na etacie
ogranicza jego wolność i on nie będzie pracował dla kogoś. W
porządku, czemu nie, ale jak nie wychodzi samodzielny biznes to
trzeba się albo bardziej przyłożyć, albo zrezygnować... Jego
koleżanka na gg nie musiała z nim żyć, martwić się o rachunki,
zastanawiać się co włożyć do gara i jak będzie wyglądało życie z nim
za 10 lat. Albo wku...ac sie, że zamiast mi oddac kase, kupuje 3g
palenia. Podziwiała go, bo jest nietypowy, bardzo pomysłowy,
inteligentny. Naprawdę ma potencjał, który i mnie kilka lat
wcześniej urzekł. Do czego zmierzam... Problemy się nawarstwiły,
raziła mnie jego nieodpowiedzialność i w wyniku wielu nieporozumień
i zaniedbań z obu stron, z bezsilności, z braku nadziei, że mu
zależy na wspólnym życiu, wyprowadziłam się. A on? Pierwsze co
zrobił to pojechał do niej. To był dla mnie straszny cios, bo moje
uczucia się nie zmieniły, tylko widziałam, że nasze podejścia do
życia diametralnie się różnią i nie miałam już siły. To była dla
mnie ostateczność i szczerze mówiąc naiwnie wierzyłam, że on coś
zrozumie, dojrzeje i o mnie zawalczy. A tu zupełnie na odwrót.
Bardzo to przeżyłam, bo nie co dzień okazuje się, że ktoś z kim
chciałaś spędzić życie, który po prostu był i miało się to nie
zmienić, znika i kiedy się spotykacie udaje nawet, że Cię nie zna...
 Po drodze napisał mi tylko, że zwariował na punkcie osoby, której
ja nienawidziłam i że należał mi się kop w dupę. Zamieszczał jej
zdjęcia na n-k, więc wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały,
że coś między nimi jest, a moje dwa ostatnie lata związku życia były
jakąś mrzonką.  Muszę tu nadmienić, że jestem dosyć zaborcza w
związku i zazdrosna, więc poniekąd rozumiem jego zachłyśnięcie się
wolnością. Wszystko byłoby ok., już zaczynałam jakoś z tego
wychodzić, gdyby po czterech miesiącach od rozstania nie zaczął się
do mnie odzywać i pytać, czy moglibyśmy się dogadać, bo on się nie
umie na mnie gniewać. Dalej go kochałam, ale zdobyłam się na kilka
ostrych słów, ale też delikatnie dałam do zrozumienia, że nie
sprawdził się jako facet, że inaczej patrzymy na świat i że po
prostu do siebie nie pasujemy i żebyśmy dali sobie spokój. Niech on
sobie szaleje i się nie statkuje jak chce, a ja go nie będę
zatrzymywać. W końcu jednak się spotkaliśmy, po prawie pół roku
braku rozmowy face to face i coś się we mnie złamało. Kochałam go
strasznie, byłam gotowa wybaczyć wszystko, nawet tą flądrę (nie wiem
czemu), kiedy byliśmy razem wszechświat po prostu był kompletny. Pod
wpływem emocji wylądowaliśmy w łóżku, było cudownie, zapytał, czy za
niego wyjdę (nie wzięłam tego na szczęście poważnie), chodził
szczęśliwy i napalony na składanie, zlepianie tego, co zepsuliśmy.
Byłam sceptyczna, bo nieraz wracaliśmy do siebie przez seks
(wcześniej było kilka kilkudniowych rozstań) i chciałam przede
wszystkim rozmawiać. Zaraził mnie swoim entuzjazmem, kto by mu nie
uwierzył?? Mówiliśmy o wszystkim, co nas bolało, co nam
przeszkadzało, wydawało się, że się po prostu uda. Nie oczekiwałam
od niego, że będzie się nie wiadomo jak kajał, chciałam tylko, żeby
mnie przeprosił, jak będzie gotów. Wiedziałam, że zgadzając się na
powrót, trzeba zacząć od zera i nie chciałam wykorzystywać swojej
przewagi, naprawdę byłam gotowa się w to zaangażować. Po trzech
tygodniach sielanki, dostałam od niego maila, że poszliśmy na
łatwiznę idąc ze sobą do łóżka i że lepiej się sprawdzamy jako
kumple niż jako para i że on nie chce tego kontynuować, że jestem
dla niego ważna, że nie chce tracić ze mną kontaktu, bo uschnie i że
jestem promyczkiem, który jak świeci sprawia, że świat jest bardziej
kolorowy i podobne temu... Pękło mi serce. Nie co dzień decyduję się
wybaczyć wszystko, co złe i zacząć od nowa, a w podzięce dostaję
rezygnację strony, której powinno na tym bardziej zależeć. Ale
zależało mi na nim jak na nikim innym, więc przystałam na przyjaźń.
Po dwóch dniach chciałam się z nim umówić na kumpelskie spotkanie i
się zaczęło. Że on nie ma ochoty się ze mną spotykać, bo dopiero co
zmył to całe gó... z siebie, którym go obdarzyłam, że jestem dla
niego toksyczna. Kiedy mieliśmy się schodzić, powiedziałam, że moją
główną obawą jest, że wyląduję z nim któregoś dla pod mostem, bo
jest nieodpowiedzialny i nawet jeśli robi coś, żeby to swoje życie
uporządkować, to robi to stanowczo za wolno. Napisał mi później, że
jeśli on wyląduje kiedyś pod mostem, to przyjmie to z godnością i
się odbije, a ja tego nie rozumiem i mu przeszkadzam. Ręce mi
opadły. Mieliśmy być przyjaciółmi, chociaż nie wiem, jak mogłam
wtedy tak myśleć. Po kilku dniach znów zaczął się do mnie odzywać.
Spotykaliśmy się na piwie, w większej grupie, jakoś było. Zaczął
tylko przebąkiwać, że on nie rozumie czemu jak mnie widzi to dalej
jest ugotowany... Potem przyszły jego urodziny. Gadaliśmy na gg i od
słowa do słowa doszliśmy do wniosku, że mamy ochotę na seks (wiem,
tu sama sobie jestem winna), pojechałam do niego, seks jak nigdy z
nikim..., ale powiedziałam, że to tylko ten jeden raz, powiedzmy
prezent urodzinowy i na tym koniec. Tak to potraktowałam i byłoby
ok., gdyby po paru dniach nie zaczął do mnie pisać, że tak bardzo
chcielibyśmy być razem, ale coś nas od tego powstrzymuje, co zrobić,
żeby móc się znowu budzić obok siebie i nie bać się, że ta druga
osoba może znowu zniknąć, że może wystarczy się przeprosić, zaufać i
nie wracać do tego wszystkiego więcej. Pisał wszystko to, co ja
czułam, więc znowu dałam się nabrać  Przyjechał, z kwiatami, pełen
miłości w oczach, oddania. Ja ostatni raz uwierzyłam, że po prostu
jesteśmy dla siebie... Tym razem szczęście trwało 4 dni. Ja sama już
czułam, że źle mi w tym układzie, że coś jest nie tak. Spędziliśmy
ze sobą weekend, w tygodniu prawie się do mnie nie odzywał, w środę
umówiliśmy się na niedzielę (nie chciałam się znowu śpieszyć, więc
przystałam na to) i tak zamilkł. W sobotę odezwałam się do niego na
gadu, czy spotkanie jest aktualne, na co on, że nie bo jedzie do
Krakowa spotkać się z koleżanką, z którą nie widział się kilka lat i
że ma dużo pracy i nie może gadać i w ogóle nie ma ochoty się ze mną
spotykać. Nie wytrzymałam, napisałam mu, że to koniec ostateczny, bo
nie chcę być z osobą tak niestabilną uczuciowo jak on i niech więcej
do mnie nie robi słodkich oczu, bo się zrzygam. Na co on, że
nareszcie, że ja jestem d
Obserwuj wątek
    • niebieski_lisek Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 18:53
      > Postaram się ją opisać jak najzwięźlej

      Postaraj się lepiej :)
      • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 18:55
        niebieski_lisek napisała:

        > > Postaram się ją opisać jak najzwięźlej
        >
        > Postaraj się lepiej :)
        >
        Edytowałam prze trzy godziny... :) Może sie znajdzie ktoś
        cierpliwy? :) Pozdrawiam i dziękuję
    • nawrocona5 Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 18:53
      naokomidori napisała:

      > To bardzo długa historia... Postaram się ją opisać jak najzwięźlej:

      Rany boskie!
      Co to by było gdybyś się nie postarała?
      :D
    • mrs.g dlugie to było 14.12.08, 18:56
      ale dalam rade. Daj spokoj sobie z gowniarzem. I pamieaj;zemsta
      smakuje najlepiej po jakims czasie, wiec sie nie spiesz. Zreszta
      zycie go dostatecznie potraktuje. Szkoda czasu
      • naokomidori Re: dlugie to było 14.12.08, 19:00
        mrs.g napisała:

        > ale dalam rade. Daj spokoj sobie z gowniarzem. I pamieaj;zemsta
        > smakuje najlepiej po jakims czasie, wiec sie nie spiesz. Zreszta
        > zycie go dostatecznie potraktuje. Szkoda czasu

        Dziękuję za wytrwałość :) No mam nadzieję, że życie go potraktuje
        odpowiednio, chociaż takim jak on właśnie często się udaje... Ale
        nie stać mnie na życie z takim ryzykiem :(
        • mrs.g Re: dlugie to było 14.12.08, 19:09
          Udaje sie do czasu. Uwierz : Pan BOg nie rychliwy, ale sprawiedliwy,
          sie sprawdza. Wiem z doswiadecznia co pisze. bedzie dobrze
          • singielka-1 Re: dlugie to było 17.12.08, 14:03
            mrs.g napisała:

            > Udaje sie do czasu. Uwierz : Pan BOg nie rychliwy, ale sprawiedliwy,
            > sie sprawdza. Wiem z doswiadecznia co pisze. bedzie dobrze

            Mam takie samo zdanie n/t, szkoda dziewczyno każdego dnia na takiego
            niezrównoważonego osobnika .
    • wacikowa Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 19:00
      Za rączkę poprowadzić? Czego Ty chcesz? Marudzisz,że taki,że sraki a za chwile
      piszesz kocham go i pękło Ci serce. Używasz czasem mózgu?
      No sory za szczerość ale przeczytaj sama co napisałaś. 25letnia babka dobrze
      zarabiająca chce utrzymywać faceta.
      Może zapłać mu za bycie z Tobą? Założę się,że pójdzie na taki układ. Będziesz
      wtedy szczęśliwa a i serce się sklei!! A to,że wyjdziesz na głupią blondynę
      która ma nieteges pod kopułą to przecież nieistotne? Prawda? Liczy się tylko
      to,że masz frajera przy swoim boku. W końcu na nic lepszego Cię nie stać..
      prawda?
      • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 19:04
        wacikowa napisała:

        > Za rączkę poprowadzić? Czego Ty chcesz? Marudzisz,że taki,że sraki
        a za chwile
        > piszesz kocham go i pękło Ci serce. Używasz czasem mózgu?
        > No sory za szczerość ale przeczytaj sama co napisałaś. 25letnia
        babka dobrze
        > zarabiająca chce utrzymywać faceta.
        > Może zapłać mu za bycie z Tobą? Założę się,że pójdzie na taki
        układ. Będziesz
        > wtedy szczęśliwa a i serce się sklei!! A to,że wyjdziesz na głupią
        blondynę
        > która ma nieteges pod kopułą to przecież nieistotne? Prawda? Liczy
        się tylko
        > to,że masz frajera przy swoim boku. W końcu na nic lepszego Cię
        nie stać..
        > prawda?


        Spoczko, dzięki za szczerość, właśnie po to do Was napisałam, żeby
        mnie w końcu ktoś otrzeźwił... Wiesz, na pewnym etapie uczucia są
        najważniejsze, a potem wychodzą na pierwszy plan inne kwestie. I
        oddzielenie tego przychodzi z czasem. Dużo czasu mi zajęło, żeby dać
        sobie spokój. Wiem, za dużo.
        • lstiti Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 19:08
          Wiesz, na pewnym etapie uczucia są
          > najważniejsze, a potem wychodzą na pierwszy plan inne kwestie.

          Na pewnym etapie tak, ale ten etap nie pojawia się na samym początku. Czy gdy go
          poznawałaś to miał wykształcenie a jego biznes przynosił ogromne zyski??
          • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 19:14
            > Na pewnym etapie tak, ale ten etap nie pojawia się na samym
            początku. Czy gdy g
            > o
            > poznawałaś to miał wykształcenie a jego biznes przynosił ogromne
            zyski??

            Jak się poznaliśmy ja byłam po maturze, a on na studiach, ktore po
            jakimś czasie rzucił, bo nie miał z czego za nie płacić... Biznes
            nigdy nie przynosił kokosów, bo zaczynał od zera i tak jest w
            punkcie wyjścia od kilku lat, ale jest z siebie zadowolony, z
            każdego małego kroczku do przodu... A ja już przestałam wierzyć, że
            cokolwiek się z tego urodzi. A wierzyłam długo.
        • wacikowa Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 19:09
          No proszę a jednak masz jaja:)
          Pozdrawiam.
    • lstiti Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 19:05
      > To bardzo długa historia... Postaram się ją opisać jak najzwięźlej:

      To naprawdę dało by się napisać zwięźlej.

      A jak się wyplątać z tej całej historii? Prosta sprawa, choć raz w życiu bądź
      konsekwentna i jak dajesz facetowi kopa w cztery litery, to się tego trzymaj.
      Tylko tyle i aż tyle :)
    • aminoe Re: Naokomidori 14.12.08, 19:05
      Nie wiem czy zauważyłaś, ale ucięło Ci końcówkę głównego postu:-)
      • naokomidori Re: Naokomidori 14.12.08, 19:09
        zuważyłam, ale już nie będę Wam dokładać ;)
        • kamyk-zielony Re: Naokomidori 14.12.08, 19:16
          Rajski ptak, to taki uroczy typ mężczyzn. Prawie każda z nas się kiedyś w takim
          kochała. Nie nadaje się kompletnie do zakładania rodziny czy choćby trwałego,
          opartego na odpowiedzialności i stabilności związku. Szkoda, że nie jest Ci
          obojętny, byłby zapewne cudownym kochankiem;) A tak... daj sobie z nim spokój:)
          • singielka-1 Re: Naokomidori 17.12.08, 14:07
            Rajskich ptaków wszędzie pełno , trzeba ich odpowiednio wcześnie rozpoznać,a
            wtedy ból będzie mniejszy.
      • bcde Re: Naokomidori 17.12.08, 17:54
        Skąd wiesz, że to miała być końcówka? Może dopiero rozwinięcie po
        wstępie? ;)
    • poprostu_basia Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 19:35
      Pomijając całą kwestię związaną z rzucaniem faceta bo mu biznes nie wychodzi, bo
      jest nieodpowiedzialny itd to dalaś mu 2 szanse na powrót, zaufałaś a on Cię
      okłamał i szanse wyrzucił do kosza.
      Myślę że konsekwentnie się trzymaj ostatecznego zerwania bo facetowi na Tobie
      niezależy. chociaż pewnie jeszcze wielokrotnie do Ciebie zapuka i bedzie chcial
      wracac.
    • vandikia Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 19:41
      Ta..na etacie się udusi, najlepiej sam - choc niewiele umie, albo
      nie ma podstaw na wyksztalcenie, a pod mostem bedzie mieszkal z
      godnością. Palant, który nie zna realiów życia.
      Nie kuś się już więcej na ten seks, bo seksem się później nie
      wyżywicie, a taki sam dobry, albo jeszcze lepszy możesz mieć z kimś
      innym, prawda taka, że tego kwiatu to pół..

      Masz trzeźwe spojrzenie na życie, jesteś ambitna, nie zawracaj sobie
      już nim głowy, a kontakt trzeba zerwać radykalnie, zero gadu, zero
      telefonow, zero spotkan, moze najpierw poczujesz sie dziwnie nie
      odpisując czy nie odbierając telefonow, ale szybko się przestawisz.
      • 21.gazeta.pl Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 19:53
        Zgadzam się z poprzedniczką-masz do niego wyrażną słabość, a on sam
        nie wie czego chce-raz słońce, raz deszcz. Najlepiej zerwać
        całkowicie kontakt, żadne tam gg, sms-ki, kumpelskie spokania na
        piwie i itp. Może za 2-3 lata będziecie sie mogli spokojnie
        pozdrawiać, ale na tym etapie, jakim teraz jesteś, to lepiej nawet
        numer telefonu zmienić i nie łam się.
        • singielka-1 Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 14:10
          To jedyne i najlepsze wyjście , uciąć wszelkie kontakty,
          choćbyś miała "ryczeć " do poduszki , to szybko minie ,
          a jak raz się skusisz będziesz "ugotowana"
      • ango5 Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 20:19
        Teraz dopiero się zacznie, jak Ty rzeczywiście (jeśli Ci się uda) nie będziesz
        godziła się na kolejną "próbę zaczęcia wszystkiego od nowa". Facet dopiero
        otrzeźwieje. Zobaczysz jak będzie się kajał. Kwiaty, błagania... Wtedy dopiero
        musisz być silna!!! Łatwo uwierzyć w piękne słówka. Pamiętaj, że byliście ze
        sobą wystarczająco długo abyś poznała go nie z jego opowiadań i obietnic. Musisz
        się po prostu z gościa wyleczyć. Kurcze, przecież możesz być naprawdę szczęśliwa
        bez niego (nie znaczy: sama)! Wydaje Ci się pewnie, że już nikogo nie poznasz,
        że znowu wszystko od początku...itp. Tylko, że jeśli zdecydujesz się przeciągać
        ten "związek", to np. za rok powiesz sobie:"Boże, już bym była wyleczona, już
        byłabym otwarta na nową znajomość, po co znowu dałam się nabrać!". Za chwilę
        kolejny rok. Doskonała okazja na mocne postanowienie. Trzymam kciuki.
      • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 20:42
        Jejku, dzięki za te wszystkie słowa! Wiem, że zasługuję na coś dużo
        lepszego, nawet jego własni kumple mi to mówią. Kontaktu totalnie
        niestety urwać nie mogę, bo mamy paczkę wspólnych przyjaciół, z
        których nie zrezygnuję choćby nie wiem co. Fakt, muszę się jakoś
        odczulić na ten jego "urok". Największy mam żal do niego, że w ogóle
        wystrzelił z pomysłem powrotu, bo już sobie jakoś dawałam radę i
        wiedziałam, że będzie dobrze. A teraz po tych ostatnich
        wydarzeniach, sama do siebie jakby szacunku nie mam i mam żal do
        siebie, że się dałam tak omotać. Tak... niebieski ptak, wieczny
        chłopiec... Szkoda, że niektóre z nas są na to tak mało odporne.
        Wiem, że co nas nie zabije, to nas wzmocni, wiem już czego w życiu
        nie chcę, na co się nie zgodzę i suma sumarum wiem, że mi to wyjdzie
        na dobre. Mimo wszystko te lata z nim były dla mnie bardzo ważne i
        nie chciałabym ich żałować, a po tym co ostatnio mam wrażenie, że
        ten czas mogę sobie do kosza wsadzić. To najbardziej boli. A! Bo w
        moim głównym poscie chyba urwało, że mi na koniec napisał, że te
        cztery lata to było je..ne oszustwo, a tydzień temu znowu dzwonił do
        mnie z propozycją wyjścia do kina. Manipulant cholerny. Oczywiście
        odmówiłam. I to była moja pierwsza świadoma odmowa :) Może dla
        niektórych to śmieszne, ale mi się to długo nie udawało. Boję się
        cholernie tego, że znowu przyjdzie, choć wydaje mi się, że już nie.
        Ale teraz już się nie złamię, już za bardzo jestem pocharatana i
        nieufna (szkoda, że wcześniej po prostu nie byłam mądrzejsza...)
        • vandikia Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 20:54
          Może sobie ściągnę zrób??
          Napisz na górze teś ściągi, że te myśli są świadome i jesteś tego
          pewna
          wypisz wszystkie jego wady, wszystko co Cię boli
          i jak się kiedyś zaczniesz zmiękczać, to sobie na tą karteczkę spójrz
          • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 21:01
            vandikia napisała:

            > Może sobie ściągnę zrób??
            > Napisz na górze teś ściągi, że te myśli są świadome i jesteś tego
            > pewna
            > wypisz wszystkie jego wady, wszystko co Cię boli
            > i jak się kiedyś zaczniesz zmiękczać, to sobie na tą karteczkę
            spójrz
            >
            już mam kilka takich ściąg i do tej pory nie zadziałały... Ale tym
            razem zadziałają :D Dzięki!
        • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 21:00
          Wiecie co, tak w zasadzie to ja sobie z tym zawodem miłosnym jakoś
          pewnie poradzę. Problem tkwi w tym, że on jest tak sugestywny w tej
          swojej filozofii życiowej, że wmówił mi, że moje życie jest do dupy,
          bo jestem zależna od innych, że jestem szczurem w wyścigu, a on ma
          pasję i jest wolny od wszystkich gier międzyludzkich. Coś mi się
          samoocena pogruchotała niestety i nie wiem już, czy on, który jest
          inny niż wszyscy, jest nienormalny, czy to ze mną jest coś nie tak :
          ( Dla niego wszystko co zwyczajne jest bezwartościowe. A może po
          prostu jesteśmy inni i to trzeba uszanować. Żadne jest lepsze czy
          gorsze. To chyba jest jeden z największych szoków, jakie sobie mogą
          zafundować młodzi ludzie, kiedy żyją ze sobą i nagle się okazuje, że
          mają zupełnie inną wizję na rzeczywistość, przyszłość itd. Przeszło
          mi przez myśl, żeby się w tą jego bajkę wpasować, ale (i dzięki
          Bogu) nijak nie potrafię. Nie chcę udawać kogoś kim nie jestem. W
          imię miłości? Która nawet miłością raczej nie jest? Nie chcę tylko
          czuć, że moje życie jest bezwartościowe, bo potrafię się cieszyć
          tym, że słońce świeci, lubię czuć się bezpiecznie i pewnie i nie
          potrzebuję nie wiadomo jakich wrażeń i czynów. A marzenia swoje i
          małe pasje mam. Jak do tego doszło, że młoda, inteligentna,
          wykształcona, ładna kobieta czuje się jak zero przez takiego
          gościa? :( Normalnie chyba na jakąś terapię pójdę...
    • monikatra Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 20:56
      i niech więcej
      > do mnie nie robi słodkich oczu, bo się zrzygam.

      najlepsze zostawiłaś na koniec :)))
      • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 21:04
        monikatra napisała:

        > i niech więcej
        > > do mnie nie robi słodkich oczu, bo się zrzygam.
        >
        > najlepsze zostawiłaś na koniec :)))


        ;) no widzisz, a jemu się nie podobało. Napisał mi, że go ranią moje
        słowa i że jestem żadna pod tym względem... Ku*wa, a on miał
        wielokrotnie taki poziom wypowiedzi, że...
        • a.bc Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 21:38
          Koszmar- ten facet jest obrzydliwym dzieciuchem
          Ja bym go wykasowała z pamieci kompa, telefonu.... i całego swojego
          zycia
    • arbuzunia Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 21:48
      przeczytałam.

      Co za beznadziejny przypadek z tego faceta!

      Obawiam się jednak, że jesteś typem kobiety która nie potrafi się wygrzebać z
      toksycznego związku. Miałam taką koleżankę- zdrazał, ranił, odchodził, wracał a
      ona ciągle płakała i ogłaszała "ostateczny koniec". A potem on przychodził,
      kwiaty, piękne deklaracje i od nowa.

      powodzenia!
      • la.bruja Re: Jak się z tego wyplątać?????? 14.12.08, 22:05
        też przeczytałam :)
        Nao, pomysł Vandiki z odpowiednimi cytatami z mowy gościa jest
        znakomity. Powieś kartkę z jego 'złotymi myślami' (że jesteś
        beznadziejna, że lataz Tobą były przej..., że gadać mu się z Tobą
        nie chce itp) w widocznym miejscu. Gdy tylko najdzie Cię ochota
        zadzwonić itp. weź ją do ręki i na głos przeczytaj. Może pomoże.
        Odejdź, zapomnij. Ten facet Cię zniszczy.

        pozdrawiam
      • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 15.12.08, 08:32
        arbuzunia napisała:
        > Obawiam się jednak, że jesteś typem kobiety która nie potrafi się
        wygrzebać z
        > toksycznego związku.

        No właśnie też zaczęłam dochodzić do takich wniosków, stąd pomysł
        zwrócenia się do Was. Wiem, że to było w cholerę toksyczne.
        Chciałabym tylko, żeby zrozumiał co narobił, ale to chyba
        niemożliwe. Zapytałam go, czy uważa, że jest niewinny jak dziecko i
        odpowiedział mi, że TAK :D Więc chyba najlepiej dać sobie spokój
        absolutnie, bo go nie przegadam :(
    • netusek Re: Jak się z tego wyplątać?????? 15.12.08, 10:04
      Cały czas czytam wypowiedzi kobiet o tym jak to facet jest nie
      dorosły. A moim zdaniem on jest zwykłym s... ale za to bardzo
      przebiegłym bo owinął sobie laskę wokół palca... Najgorsze jest
      jednak w tym wszystkim to, że laska dała się tak omotać. Była na
      każde jego skinienie. Kiedy jemu się zachciało wskakiwała mu do
      łóżka, a kiedy on zauważył, że ona go naciska po chwili zmieniał
      front.. Jak można przez tak długi czas nie poznać, że facetowi
      zależy tylko na tym by mieć darmowy sex i zero problemów. Jak nie ta
      to tamta byleby coś było. Lasak wogól się nie szanuje, facet
      pstryknie paluszkiem a on juz robi mu lodzika.. Właściwie to wcale
      mi tej laski nie źal ma to na co zasłużyła. Gdyby wcześniej
      pomyślała w co się ładuje to nie miałaby dziś tego typu problemów.
      Od czasu do czasu trzeba kierowac się rozumem a nie inną częścią
      ciała..!
      • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 15.12.08, 11:33
        Wszystko prawda... Niestety nie pomyślała, nie chciała do siebie
        dopuścić wielu faktów i trochę za bardzo się zaplątała :( Kierowała
        się serduchem, a mózg jej zamroziło. Dzięki za wpis.
    • grzegorz.czernysz Cokolwiek zrobisz i tak będziesz żałować 15.12.08, 14:36
      Na wstępie zaznaczę, że życze ci jak najlepiej. Obawiam się jednak,
      że od niego się nie uwolnisz, bo ten związek jest jak narkotyk.
      Przecież on cie ewidentnie olewa (musi pojechać do koleżanki, nie
      chce rozmawiać, nie ma ochoty), a ty jeszcze jedziesz do niego w
      podskokach na seks (ze masz ochote na bara bara to rozumiem, ale
      dlaczego to on nie przyjechał do ciebie z winem, troche to inaczej
      wygladałoby nieprawdaż?). Obawiam się, że mimo że rozum mówi ci
      jedno, to serce (inna część ciała?) mówi drugie i to drugie za
      niedługo znowu przeważy. I tak na zmiane, aż zmarnujesz sobie
      najlepsze lata na huśtawkę emocjonalną.
      A jeśłi nawet utniesz ten związek i znajdziesz kogoś kto się nadaje
      do stworzenia rodziny, to będziesz myśleć o tamtym, i męczyć się
      sama i tego nowego mena też nieświadomie, bo nie będziesz
      szczęśliwa.
      Wychodzi na to, ze cokolwiek zrobisz to i tak będziesz żałować. Obym
      się mylił.
      • naokomidori Re: Cokolwiek zrobisz i tak będziesz żałować 15.12.08, 15:33
        Grzegorzu... nawet mnie nie strasz... Wiem, że w sporej części sama
        jestem sobie winna, ale dopiero teraz jestem w stanie na to spojrzeć
        przynajmniej trochę z boku, z jakąś namiastką dystansu i widzę co
        się ze mną stało, jakimś takim wyonaczonym wrakiem jestem :(
        Wcześniej leciałam jak ćma do światła (co złośliwsi skomentowali, że
        jak mucha do gówna...)

        > dlaczego to on nie przyjechał do ciebie z winem, troche to inaczej
        > wygladałoby nieprawdaż?).

        ależ przyjechał... i z winem i kwiatami, a trzy dni później znowu mu
        się odmieniło. Musiałam dojść naprawdę na skraj wytrzymałości, żeby
        podjąć decyzję o wyplątaniu. Baaaardzo mi na nim zależało, a jak się
        sobie coś takiego wmówi, to się niestety potem godzi na to, żeby
        dużo znieść. Dlaczego kobiety tak łatwo pozwalają na to, żeby ich
        nie szanować? I nawet tego nie widzą! A jak już to dostrzegą, są już
        w czarnej dupie i wielu (jak Ty) wróży im czarny scenariusz. Ja chcę
        się od tego uwolnić, chcę znowu kochać, ale najpierw chcę pobyć
        trochę sama i odzyskać siły. Macie jakąś receptę na podwyższenie
        samooceny, na powrót pewności siebie, asertywność? Bo ja naprawdę
        się chcę z tego wygrzebać. Szkoda mi życia, właśnie skończyłam 25
        lat i chcę nad moim kolejnym ćwierćwieczem mieć zdecydowanie większą
        kontrolę...
      • jowita771 Re: Cokolwiek zrobisz i tak będziesz żałować 18.12.08, 07:29
        > Wychodzi na to, ze cokolwiek zrobisz to i tak będziesz żałować. Obym
        > się mylił.

        Ja myślę, że się mylisz. Bardziej prawdopodobne, że za jakiś czas, będąc już w
        innym związku, spotka tego swojego byłego i trudno jej będzie uwierzyć, że na
        takim facecie jej zależało. I skrzywi się z niesmakiem na samo wspomnienie.
        • naokomidori Re: Cokolwiek zrobisz i tak będziesz żałować 18.12.08, 08:33
          Hope so... :)
    • wilk11 Re: Jak się z tego wyplątać?????? 15.12.08, 19:16
      Spójrz na to z boku: beznadziejne, prawda?
      Masz problem z negatywną oceną tego faceta. Wbił się głęboko pod skórę, Ty
      musisz to sobie uświadomić i go stamtąd wygrzebać.
      Pomógłby jakiś inny człowiek, inna fascynacja, inne klimaty.
    • marzeka1 Re: Jak się z tego wyplątać?????? 15.12.08, 19:48
      Uff, przedarłam się przez całą historię i powiem tak- chcesz sobie zmarnować życie, zostań z nim, uwierz w gadkę. Opis pana kwalifikuje go do odstrzału na dzień dobry, nigdy zresztą nie gustowałam w wiecznych chłopcach z ciekawą filozofią życia i kieszeniami podszytymi wiatrem.
      • kasia.s3 Re: Jak się z tego wyplątać?????? 15.12.08, 21:44
        Współczuję Ci.
        Znałam podobnego człowieka, miałam wtedy 20 lat. Nasza znajomość przeciągnęła się do 4 lat, z czego chyba w sumie przez rok faktycznie byliśmy parą. Wypalił mnie. Zdewastował mi psychikę. Byłam chyba jednak bardziej podporządkowana niż Ty, bo czekałam na każdy gest, objaw czułości. Żałosne. Dużo trudu mnie kosztowało wyrwanie się z tej toksycznej masakry. Cholerny indywidualista, wieczna-wietrzna depresja, gitara w dłoń i kilo zielska do palenia. Obłęd.
        Dzisiaj moje życie jest inne o 180 stopni. Jestem naprawdę szczęśliwa.
        Bardzo żałuję, że poznałam kiedyś tamtego człowieka. Z tego co słyszę od wspólnych znajomych, jego życie wygląda tak, jak wtedy, tylko lat mu przybyło, bo dawno minęła trzydziestka...
        Odpuść sobie tego człowieka. Szkoda życia. Z Twojego postu wnioskuję, że podobna mentalność ich łączy.
        Pozdrawiam i... myśl o sobie, bo tacy ludzie jak on ciągną innych na dno za sobą.
        • panna.w.paski Re: Jak się z tego wyplątać?????? 15.12.08, 22:50
          Wszyscy Ci słodzą, a ja powiem nieco inaczej.
          Pomijając pana, który jest chwiejny uczuciowo, nieodpowiedzialny i nie ma za
          grosz szacunku do samego siebie (pozwalać się utrzymywać kobiecie, bez
          wcześniejszych ustaleń?) i do Ciebie (afiszowanie się z "flądrą", traktowanie
          jak zabawkę etc.), Ty też nie jesteś bez winy.
          Naprawdę, czytając Twój post zaangażowałam się w Twoją historię ;)i czułam wręcz
          zawód/zażenowanie, kiedy kolejny raz poszłaś z nim do łózka. Nie oceniam tutaj
          kwestii "seks z eks - za czy przeciw", tylko tego, że po raz kolejny okazałaś
          się być na tyle słaba/naiwna i wierzyłaś, że po tym seksie wszystko się uda
          naprawić a potem plułaś sobie w brodę.
          Jak pisałaś, takie próby podejmowaliście już wcześniej, ale nie dały
          zamierzonego rezultatu. O ile rozumiem walkę o związek i zawsze twierdzę, że
          powinno się próbować do końca (choćby po to, żeby móc sobie powiedzieć "Zrobiłam
          wszystko, co mogłam"), to jednak w Twoim przypadku to recydywa, a temu już nie
          mogę przyklasnąć.
          Życzę Ci wyrwania się z tego toksycznego związku, ale szczerze mówiąc, wydaje mi
          się, że jesteś z tego gatunku kobiet, które za 10 lat byłyby w stanie porzucić
          męża, bo odnalazły na naszej-klasie, czy co tam wtedy będzie na topie, swojego
          eks i wiadomo, dawne motylki i "seks jak z nikim innym".
          • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 16.12.08, 08:59
            Bardzo dziękuję za wpis. Wiem, że moja "walka o związek" dawno
            przekroczyła granicę, za którą jest już tylko upokarzanie samej
            siebie. Ja go jeszcze prosiłam (przedostatnim razem): spróbujmy, nie
            marnotrwawmy tego uczucia i tego co nas łączy, że warto itd. Zero
            szacunku do siebie :( W końcu mnie otrzeźwiło, ale czuję się wypluta
            jak nigdy. Wyssał ze mnie wszystkie dobre chęci i całą wiarę. Nic
            to. Czas wyciągnąć wnioski...
        • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 16.12.08, 08:54
          Dzięki za wpis. Faktycznie jest kilka podobieństw. Tutaj zamiast
          gitary jest komputer i nieudolna chęć zawojowania świata, ale zioło
          na tym samym miejscu... I jeszcze usłyszałam na odchodnym, że on
          chce mieć dziewczynę która też będzie palić i jeszcze może mu będzie
          lolki skręcać. Strasznie trudno przejrzeć na oczy zaślepione
          miłością (uzależnieniem), ale pierwszy krok mam chyba w końcu za
          sobą. Nie ma dnia jeszcze żebym o tym nie myślała :(
    • mamba8 Re: Jak się z tego wyplątać?????? 15.12.08, 22:34
      Chyba prawie każda przeżyła coś podobnego. Osobiście obwiniam o to wszystkie
      głupie książki i filmy, które promują i tylko opisują takie nieszczęśliwe
      toksyczne układy. Zawsze wyzwanie odnalezione w kimś jest lepsze aniżeli podane
      na tacy.

      Żeby się odciąć najlepiej zrobić/powiedzieć coś co totalnie umożliwi powrót
      kiedykolwiek. On sobie znajdzie następną naiwną i tak w nieskończoność....

      Na początku będzie Ci ciężko, ale dasz radę. Czas naprawdę pomaga a jak nie to
      oznacza, że za mało się jeszcze sparzyłaś :) im minie więcej czasu tym będzie
      lepiej (obiecuję). Czas wykorzystaj na uświadomienie sobie czego tak naprawdę
      oczekujesz po partnerze w przyszłości. Jeszcze jedno: czas sprzyja jednak
      idealizowaniu tego co było, więc kartka z opisem co to za człowiek i zajrzenie
      do niej w chwilach słabości powinna pomóc.
      • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 16.12.08, 09:05
        mamba8 napisała:

        > Chyba prawie każda przeżyła coś podobnego. Osobiście obwiniam o to
        wszystkie
        > głupie książki i filmy, które promują i tylko opisują takie
        nieszczęśliwe
        > toksyczne układy.

        Coś w tym jest. To ogólnoświatowa wiara w siłę miłości jest totalnie
        nieżyciowa. Miłością się nie dogadasz, nie najesz, nie rozwiążesz
        wszystkich swoich problemów. Miłość nie jest lekarstwem na wszystko,
        a wielu tak myśli (ja sama tak niedawno jeszcze myślałam, aż w końcu
        jakby obuchem w łeb dostałam).
        Dzięki za wpis.
    • palya Re: Jak się z tego wyplątać?????? 15.12.08, 22:49
      oż kurka, widać ze musiałaś sie "wygadać"..
      sory, mimo szczerych chęci, nie dotrwałam nawet do połowy..
      jednym słowem: olej to co było i buduj jutrzejszy dzień od nowa :)
      • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 16.12.08, 09:09
        palya napisała:

        > oż kurka, widać ze musiałaś sie "wygadać"..
        > sory, mimo szczerych chęci, nie dotrwałam nawet do połowy..
        > jednym słowem: olej to co było i buduj jutrzejszy dzień od nowa :)
        >

        no wiem, że długie... ale dzięki za zainteresowanie :) faktycznie,
        już musiałam się wygadać. I zależało mi na opiniach osób
        niezwiązanych z całą tą sprawą. A naukę mam z tego conajmniej jedną:
        powinnam bardziej ufać przyjaciołom, którzy mnie już dawno
        ostrzegali, a ja wierzyć nie chciałam...
    • sanvitalia Re: Jak się z tego wyplątać?????? 15.12.08, 22:58
      >Albo wku...ac sie, że zamiast mi oddac kase, kupuje 3g
      palenia.

      i w tym momencie powinnaś kopnąć go w d... takiego zachowania to nie można nawet
      nastolatkowi na utrzymaniu rodziców wybaczyć. chyba ze tobie ten układ
      odpowiadał to jesteście siebie warci.
      • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 16.12.08, 09:11
        sanvitalia napisała:

        > >Albo wku...ac sie, że zamiast mi oddac kase, kupuje 3g
        > palenia.
        >
        > i w tym momencie powinnaś kopnąć go w d... takiego zachowania to
        nie można nawe
        > t
        > nastolatkowi na utrzymaniu rodziców wybaczyć. chyba ze tobie ten
        układ
        > odpowiadał to jesteście siebie warci.

        Prawda, mądra naokomidori po szkodzie... Do tej pory wisi mi sporo
        kasy i nie mam pomysłu jak go zwindykować :( Niestety on chyba nie
        wie, co to honor.
        • mruff Re: Jak się z tego wyplątać?????? 16.12.08, 09:39
          Nao współczuję Ci bardzo. Lekarstwo widzę jedno-inny facet który
          odwróci Twoją uwagę od zielarza. Moja kumpela męczyła się z
          niezdecydowanym facetem aż inny wziął się za nią konkret i były
          wyparował z mózgu.

          Też się męczę po gościu, który zostawił mnie drugi raz, dosłownie
          nagle, w trakcie fajnego weekendu i wielu wspólnych planów.Jednego
          dnia czuł wielkie uczucie do mnie, a drugiego uznał,że nie mamy
          szans.
          Też czuję się jak przebity balon z którego uszło
          życie,energia,optymizm. Żyję z dnia na dzień.
          • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 16.12.08, 11:46
            mruff napisała:

            > Też się męczę po gościu, który zostawił mnie drugi raz, dosłownie
            > nagle, w trakcie fajnego weekendu i wielu wspólnych planów.Jednego
            > dnia czuł wielkie uczucie do mnie, a drugiego uznał,że nie mamy
            > szans.
            > Też czuję się jak przebity balon z którego uszło
            > życie,energia,optymizm. Żyję z dnia na dzień.

            :( Przykro mi, wiem, co czujesz... Ja jednego dnia słyszałam, że
            chce się koło mnie budzić codziennie, a następnego, że nie chce mieć
            ze mną żednych wspólnych planów. Jak czytam na forum, że takich
            facetów niezdecydowanych jak "nasi" jest więcej, to nóż mi się w
            kieszeni otwiera! Trzeba olać takich i znaleźć w sobie siłę, która
            nie pozwoli się w to znowu wplątać. Życzę Ci szybkiego zapomnienia i
            nowej, prawdziwej miłości :) Oj, gdzie jesteście dojrzali
            panowie...? :)
            • mmillka Re: Jak się z tego wyplątać?????? 16.12.08, 22:10
              Cześć,ja też jestem wplątana w taki chory układ i to już od dość dawna. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29963&w=83783993
              Próbuję coś z tym zrobić,ale jakie to trudne to wiecie chyba tylko dziewczyny,które się same z takim popaprańcem męczycie. Zagadka życia to dla mnie o co takiemu chodzi? Po co to robi?
              A znaleźć siłę,żeby się odciąć całkowicie,żeby zapomnieć...czasem myślę,że już mi psychiatra do tego potrzebny.
              • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 16.12.08, 23:37
                mmillka napisała:

                > Cześć,ja też jestem wplątana w taki chory układ i to już od dość
                dawna. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29963&w=83783993
                > Próbuję coś z tym zrobić,ale jakie to trudne to wiecie chyba tylko
                dziewczyny,
                > które się same z takim popaprańcem męczycie. Zagadka życia to dla
                mnie o co tak
                > iemu chodzi? Po co to robi?
                > A znaleźć siłę,żeby się odciąć całkowicie,żeby zapomnieć...czasem
                myślę,że już
                > mi psychiatra do tego potrzebny.

                Cześć, przeczytałam co u Ciebie. To był sierpień, mam nadzieję, że
                trochę się od tego czasu zmieniło na lepsze... Wiesz, to w co dajemy
                się wciągać to naprawdę trzeba nazwać po imieniu: uzależnienie. To
                już z miłością nie ma nic wspólnego. Ja sama siebie nie szanowałam i
                wiem jakie to trudne przejrzeć na oczy, odciąć się. Jeśli coś jest
                dla nas ewidentnie złe i zdajemy sobie z tego sprawę, a jednocześnie
                za tym tęsknimy to... czarna dupa. U mnie też były cudowne momenty,
                do tej pory jeszcze twierdzę, że nikt mnie tak nie kochał jak on i
                nikt mi tak pięknie tej miłości nie okazywał. Tak pięknie, że
                idealnie przysłaniało to całe zło, toksyczne relacje i jego
                przemożny wpływ na mnie. Szczerze, też myślę o pójściu na terapię. I
                wiesz... Zaczynam myśleć, że to całkiem niezły pomysł. Bo coś z tym
                zrobić trzeba. A! No i koniecznie trzeba się odciąć!
                • mmillka Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 00:00
                  Na razie zadanie mam o tyle ułatwione,że to ten drań odciął się ode mnie. Ma od
                  dwóch miesięcy fazę ignorowania mnie i ustawiania opisów na gg typu: "Normalna
                  kobieta poszukiwana"
                  A to,że ciągle mam go na liście kontaktów jest najlepszym dowodem na toksyczne
                  uzależnienie i konieczność terapii.
                  Mam tak samo jak Ty- te cudowne momenty przesłaniają wszystko złe i myślę tylko
                  o nich i też mam przeświadczenie,że on naprawdę mnie na swój chory sposób
                  kochał. A już na pewno kochał moje dziecko i to też bardzo utrudnia zapomnienie
                  i nie dawanie mu kolejnych szans.
                  A Ty? Odcięłaś się? Definitywnie?
                  • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 08:48
                    Mmillka! Pierwsze co zrób dzisiaj po przebudzeniu to usuń go z tej
                    listy kontaktów... Nie ma nic gorszego niż gapienie się w te
                    opisy. "Normalna kobieta poszukiwana"... I jeszcze może masz jakieś
                    poczucie winy, że to z Tobą było coś nie tak, że nie wyszło? Ja tak
                    trochę niestety mam, ale już coraz mniej. Wiadomo, że wina zawsze
                    jest po dwóch stronach, ale nie dam na siebie zrzucić całej. Ja się
                    niestety nie odcięłam zupełnie, bo mamy wspólnych przyjaciół i
                    spotkania będą nieuniknione, więc nie chcę robić jakichś jazd i
                    wywoływać ogólnego zamieszania. "Na szczęście" większość naszej
                    paczki jest za granicą i spotkania są coraz rzadsze. Trochę boję się
                    świąt, bo na pewno się wszyscy spotkamy. Mam cel po prostu bycia
                    asertywną. Nie nauczę się tego z dnia na dzień, ale mam cel i wiem
                    już czego na pewno nie chcę! A nie chcę, żeby mi robiono wodę z
                    mózgu. Ostatni przykład: trzy tyg. temu kiedy sprawa się ostatecznie
                    rozwiązywała napisał mi, że jestem zła i mu źle z głową robię...
                    wczoraj miałam opis na gg 'nigdy k*wa więcej!' i się mnie pyta co
                    tak k*wa zła jestem... (nie mam jego numeru w kontaktach, ale znam
                    go już prawie na pamięć), odpisałam mu z przekąsem, że jestem zła z
                    natury i przecież on o tym wie :P, na co on "nie, nie wiem". Nawet
                    się nie wdawałam w dalszą rozmowę, tylko się roześmiałam, że znowu
                    nie pamięta jak mi nawrzucał i co? Może jeszcze za chwilę znowu będę
                    najwspanialsza na świecie? Dosyć, mam naprawdę dosyć. Myślę, że
                    wszyscy którzy się tu wpisali mają rację. Jakąś listę tych złych
                    rzeczy sobie trzeba zrobić i chyba w portfellu ją nosić i spoglądać
                    tak często, jak tylko zacznie się tęsknić za tymi "dobrymi czasami".
                    Miłego dnia! :)
                • nowa27 Konsekwencja... 17.12.08, 00:03
                  Czesc dziewczyny,przesledzialm watek,temat faceci...dlaczego jest tak, ze przyciagaja nas ci zli, przekorni, a ci "dobrzi" to nie to? Dlaczego? A moze do tych dobrych sie dorasta? Wiekszosc moich kolezanek,wyksztalconych,ustawionych,ladnych sa same, wiec co sie dzieje?! A ja wole nie byc z kims zeby byc, ale tez czesto mamy zbyt duze wymagania,a do tego zycie w biegu. A jak jest u Was? A jestli chodzi o watek powyzej, to..jasne cwaniaczkowi, daj spokoj! Cen siebie! To ty wybierasz! I heja :)
                  • naokomidori Re: Konsekwencja... 17.12.08, 09:05
                    nowa27 napisała:

                    dlaczego jest tak, ze przyciagaja nas ci zli, przekorni, a
                    ci "dobrzi" to nie to? Dlaczego? A moze do tych
                    > dobrych sie dorasta? > esto mamy zbyt duze wymagania,a do tego
                    zycie w biegu.

                    Też się nad tym zastanawiam ostatnio i do tych dobrych
                    (niekoniecznie z tym błyskiem w oku) chyba faktycznie trzeba
                    dorosnąć. Czytałam ostatnio świetną książkę "chcę być kochana tak
                    jak chcę" (dodatek do "zwierciadła") i bardzo otworzyła mi oczy. też
                    nie chcę ładować się w jakiś związek tylko dlatego, że na około
                    wszyscy już mają poukładane życie.

                    Wiekszosc moich kolezanek,wyksztalconych,ustawionych,ladn
                    > ych sa same, wiec co sie dzieje?! A ja wole nie byc z kims zeby
                    byc.

                    Ja niestety nie mam takich koleżanek, bo wszystkie lecą na
                    stabilizację za wszelką cenę jak ćmy do światła. W zasadzie jestem
                    pewna, że gdyby ten mój delikwent mi się oświadczył, zgodziłabym się
                    bez wahania, ale na szczęście się nie oświadczył, a ja nie będę
                    musiała znosić jego kolejnych zmian zdania przed ślubem, po ślubie,
                    albo może jeszcze po urodzeniu dziecka...

                    Kobiety ładne, wykształcone, ustawione mają głowy na karku i nie
                    pakują się w pierwsze lepsze bagno, może zostaniemy same, a może
                    spotkamy kogoś wartościowego. Bycie z kimś dla samego bycia - nie
                    tędy droga, zgadzam się. Wzrasta świadomość kobiet i przyzwolenie
                    społeczne na życie tak jak chcesz. To, że mnie babcia niedługo
                    zacznie starą panną nazywać - nie jej wina :)
                    • raohszana Re: Konsekwencja... 17.12.08, 13:19
                      Co nie masz samodzielnych koleżanek? A my tu, to co, pies? :P
                      A poważnie - a nie spotykaj sie z takimi na razie, bo Ci tylko gorzej bedzie.
                      Znajdź sobie jakieś zajęcie, moze choc jedna usinglowioną przyjaciołke, zeby
                      razem cos robic? Pomaga :)
                      • naokomidori Re: Konsekwencja... 17.12.08, 13:48
                        raohszana napisała:

                        > Co nie masz samodzielnych koleżanek? A my tu, to co, pies? :P
                        > A poważnie - a nie spotykaj sie z takimi na razie, bo Ci tylko
                        gorzej bedzie.
                        > Znajdź sobie jakieś zajęcie, moze choc jedna usinglowioną
                        przyjaciołke, zeby
                        > razem cos robic? Pomaga :)

                        Wybacz... :D
                        no jedna usinglowana się znajdzie, ale podejrzewam, że już niedługo,
                        bo mimo, że ją facet zawiódł kilka razy to teraz biega za nią z
                        kwiatami i pierścionkiem i podejrzewam, że niedługo się złamie (bo
                        akurat jest z tych co to mają parcie na ślub i już i nijak jej nie
                        wytłumaczysz...) a zajęć mam pełno, etap niewychodzenia z łóżka na
                        szczęście mam za sobą. Nie narzekam, języki, basen, książki, kino,
                        przyjaciele, z organizacją czasu nie mam problemu, tylko coś ciągle
                        kłuje w środku i nie pozwala o tym wszystkim zapomnieć. Wracasz do
                        pustego pokoju, do pustego łóżka i choćbyś nie wiem jak świetny
                        dzień miała to robi się pusto :( Więc chyba nic tylko czas...
                        • raohszana Re: Konsekwencja... 17.12.08, 14:01
                          Łaskawie wybaczam :D
                          A potem bedzie, jak moja kolezanka - tylko latac i narzekac, jaki to chłop be i
                          niedobry. Czy te kobity to myśla czy nie myśla? Facet nie nadaje sie do niczego,
                          a ta jak pierdzionek obaczy to jego. Głupawe, ale co poradzic? Napatrz sie
                          dobrze, bedziesz miec na przyszłosc jakby jakie głupie pomysły przyszłty do głowy :)
                          A to dobrze, ze masz zajecia. Mi jakos kurcze ostatnio zajec przybracza i tez
                          jakos smutnawo w domu, wieczorem...
                          • naokomidori Re: Konsekwencja... 17.12.08, 14:46
                            No... Bo bycie z kimś jest fajne, o ile jest zdrowe! I tego nam
                            nieskromnie życzę :D
                            • raohszana Re: Konsekwencja... 17.12.08, 16:04
                              Popieram :D
                              Tylko skąd wziąć normalnego faceta? :]
                              • naokomidori Re: Konsekwencja... 18.12.08, 08:55
                                raohszana napisała:

                                > Popieram :D
                                > Tylko skąd wziąć normalnego faceta? :]


                                jak się dowiem, dam znać na pewno ;)
                                • raohszana Re: Konsekwencja... 18.12.08, 21:04
                                  Zdecydowanie sie przydadzą takie informacje ;) Najlepiej jakby jakas oaza w
                                  srodku lasu i do wyboru-do koloru... XD
    • raohszana Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 00:02
      Nawet dotrwałam do końca.
      Zatem, droga pani Zielona Naoko - a lej na matoła. Cham, prostak i
      drobnomieszczanin, tyle mozna powiedziec. Przy czym zapewne lubi czuc, ze ktos o
      niego sie troszczy, a sam nic z siebie nie dac. Naślij na niego firme
      windykacyjną albo co :)
      • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 09:12
        Zielona Naoko :) Najs :) No leję, leję, mam nadzieję, że wytrwale
        tym razem będę lać. Nie ukrywam, że bardzo mi te wszystkie Wasze
        wpisy pomagają i w tym utwierdzają, dziękuję.
        Co do tego troszczenia się to on się o mnie potrafił troszczyć
        (śniadanka, obiadki itp.), pod tym względem był świetny, tylko
        szkoda że raz na jakiś czas coś mu się odwidywało i na większości
        innych życiowych pól dawał dupy.
        • rightar Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 10:05
          I słusznie, trwaj wytrwale i nic się nie bój :) Szkoda życia i Twojego zdrowia. O jego troskliwości, a w zasadzie jej braku, wystarczająco dużo napisałaś w pierwszym poście.. Śniadania, obiadki to chyba nic innego jak zasłona dymna mająca na celu jeszcze większa manipulację.
          Trzymaj sie mocno i do przodu!
        • no1teresa Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 10:27
          duzo z tego,co o nim piszesz,pasuje do typu Borderline (Borderline Personality
          Disorder) - nie wiem, jaki jest polski odpowiednik, ale warto poczytac, w kazdym
          razie bardzo destrukcyjnie, wrecz dewastujaco, wplywa na osoby z najblizszego
          otoczenia
          • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 10:59
            Hm. Czytałam o tym kiedyś, zaburzenia z pogranicza albo graniczne
            zaburzenia osobowiości. Niektóre z tych cech pasują też do mnie...
            (lęk przed porzuceniem) Poczytam więcej. Dzięki :)
        • raohszana Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 13:16
          Zielona bo "midori" :)
          E, żadne to troszczenie - ot, miły gest. Troszczyć to sie trzeba całosciowo - o
          poważne rzeczy też. Bo bez tych powaznych to sie lezy. No bo, co mi z tego, ze
          patafian zrobi śniadanie, jak zycia z nim nie ma, bo dla niego abstrakcja, ze
          tzeba gdzies mieszkac, cos miec w lodowce zeby to sniadanie zrobic, ze sie chce
          gdzies wyjsc.
          Swoja drogą jednego takiego młotka jak Twoj tez miałam^^
          • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 13:40
            raohszana napisała:

            > Zielona bo "midori" :)
            > E, żadne to troszczenie - ot, miły gest. Troszczyć to sie trzeba
            całosciowo - o
            > poważne rzeczy też. Bo bez tych powaznych to sie lezy. No bo, co
            mi z tego, ze
            > patafian zrobi śniadanie, jak zycia z nim nie ma, bo dla niego
            abstrakcja, ze
            > tzeba gdzies mieszkac, cos miec w lodowce zeby to sniadanie
            zrobic, ze sie chce
            > gdzies wyjsc.
            > Swoja drogą jednego takiego młotka jak Twoj tez miałam^^

            Wiem, że midori to zielony, uczę się ;) Ty też? Czy już śmigasz po
            japońsku? :D
            No z tą troską to pewnie masz rację, "mój młotek" twierdzi, że każdy
            sobie sam powinien zapewniać poczucie bezpieczeństwa i on chce być z
            kobietą, której tego nie będzie musiał zapewniać. Ciekawa jestem,
            czy taką znajdzie... W pewnym sensie się z tym zgadzam, że trzeba w
            wielu względach być samowystarczalnym, a nie uwieszać się na kimś,
            ale z drugiej strony być z kimś, kto stale to poczucie
            bezpieczeństwa narusza i ruinuje to inna sprawa... Niestety nie
            dotarło :(
            • raohszana Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 13:48
              Też się uczę, wychodzi mi to różnie... zwłaszcza jak pomylę słowka z jakimś
              innym jezykiem ^^'
              Taa, tyle, ze w jego wykonaniu to wygląda tak, ze JEMU trzeba dac i to jest ta
              cała samowystarczalność. Jak sie zyje razem, to przeciez nie samemu - trzeba
              sobie pomagac, a nie tylko myślec o sobie. A dla niego najwazniejszy jest on sam
              i jego fanaberie - bo te całe biznesy i inne to fanaberia, a nie interes. Miałam
              sama takiego - na początku było nawet fajnie, w koncu młodzi, piękni... Ale jak
              zostałam raz czy drugi ze wszystkim sama, to pogoniłam dziada w cholerę, przy
              głosnym aplauzie Mamy i przyjaciołki ^^
              Jak Ci sie jeszcze kiedy bedzie chciało z nim gadac czy wracac czy cus - to
              napisz, gumowym młotkiem wybiję ze łba :D
              • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 13:56
                Hehe, mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby, ale dzięki! :)
                Właśnie się delikwent odezwał i znowu próbuje wejść w rolę
                przyjaciela. Nawet mi się już nie chce odpisywać. Ręce opadają. Trzy
                tygodnie się nie odzywam i widzę, że już go to zaczyna niepokoić. Bo
                jeszcze się wyrwę spod jego wpływu, kurczę.
                • raohszana Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 13:58
                  Tez mam nadzieje, ale jakby co to młotek mam :D
                  No jakiś niereformowalny - olej zupełnie, nawet nie odpisuj, numer wywal i tyle.
                  Myśli, bidaczek, ze Cie ma i znow wrocisz, coby sie nim, wspaniałym
                  przyjacielem, zając. A tu lypa ^^
                • mmillka Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 16:46
                  Powzięłam postanowienie i usunęłam go z listy kontaktów. Zresztą i tak mnie
                  ignoruje,a ja pierwsza się nie odezwę,na tyle to mi zdrowego rozsądku starcza.
                  Ja też mam wrażenie,że on wyczuwa moment kiedy jestem silniejsza i myślę,że
                  sobie dam radę i wtedy właśnie wchodzi w rolę przyjaciela.Ale jak pomyślę,że
                  będzie z kimś innym i z kimś innym uda mu się stworzyć normalny związek to mnie
                  szlag trafia.
                  • raohszana Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 17:53
                    No to co, ze z kim innym bedzie? Co on, taki cudowny, taaak? Wypisz te jego
                    cudowne cechy i obok te mniej cudowne i zdecyduj, czy naprawde to taka wspaniała
                    osoba, skoro Cię potraktował jak potraktował.
                    • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 21:28
                      Oj, też miałam, mam dalej trochę takie myślenie... Nawet mu głupia
                      powiedziałam, że się boję tego, że kiedyś "dorośnie" i skorzysta na
                      tym inna, a nie ja, która na to tyle czasu czekała.... Świetna
                      jestem po prostu, nic tylko dziada kurde utwierdzać, że jest moim
                      bogiem i że może jeszcze będę czekać. No shit jakich mało. Zawsze
                      jak się pojawiał na horyzoncie to mi się coś z mózgiem działo, jakaś
                      przerwa w działaniu. Jutro oddaję mu resztę rzeczy, trzymajcie
                      kciuki, żeby mnie nie ścieło. Konsekwencja. Ostatnio chyba moje
                      ulubione słowo.
                      • raohszana Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 21:59
                        Najlepiej sobie na ręce zapisz "konsekwencja" wołami i jak tylko go zobaczysz,
                        to od razu zerkaj. I w kazdej chwili wątpliwosci.
                        Najlepsze jest to, ze wiara w to, ze on sie zmieni czy dojrzeje jest zupełnie
                        bezpodstawna i on sie wcale nie zmieni i nie dojrzeje. Może byc tylko gorzej.
                        • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 23:27
                          I know, I know... Dobrej nocy!
                  • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 23:31
                    mmillka napisała:

                    > Powzięłam postanowienie i usunęłam go z listy kontaktów.

                    Gratuluję ! :D
    • lacido Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 22:05
      piszesz pamiętnik, czy pasz taka pamięć że tak szczegółowo pamiętasz tyle
      rozstań i powrotów?

      masakra
      • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 23:29
        Taką mam pamięć... Wryło mi się to trochę, a było tego dużo więcej
        wcześniej, nie aż takie hardcory, ale też pamiętam...
        • lacido Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 23:32
          też miałam takie przejścia, ale te rozstania i powroty jakoś mi się zlały w
          jeden szajs ;/
          • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 17.12.08, 23:37
            lacido napisała:

            > też miałam takie przejścia, ale te rozstania i powroty jakoś mi
            się zlały w
            > jeden szajs ;/


            No to może i lepiej :) Bo ja to wszystko rozdrapałam i rozłożyłam na
            części pierwsze... Wieczna analiza a on i tak się nie zmieni, ja też
            i ch...
            A tak z innej beczki. Czy może się odezwać ktoś, kto takich przejść
            nie miał? Jakaś nadzieja, że można normalny związek stworzyć, jakieś
            światełko w tunelu, heu? ;)
            • naokomidori Re: Jak się z tego wyplątać?????? 18.12.08, 15:52
              Spotkanie przetrwałam dzielnie i konsekwentnie :D A na dodatek
              zadzwoniła do mnie przed chwilą jakaś pani i chciała z nim rozmawiać
              w jakiejś urzędowej sprawie... Może w końcu zaczną go ścigać z tymi
              długami ;) Podałam jej jego numer, może sprawiedliwość naprawdę
              istnieje...? :)

              Bardzo Wam dziękuję za poświęconą uwagę i dobre rady! :)
              Zaczynam czuć się dobrze :)
              • raohszana Re: Jak się z tego wyplątać?????? 18.12.08, 21:05
                Bardzo dobrze, piątka! ;)
                A nich ganiaja, narobil długow - niech płaci :)

                I o to chodzi, im lepij sie czujesz tym... lepiej :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka