mareczekk77
05.01.09, 10:09
Uwielbiam obserwować pieski. Ich wierność jest niesamowita. Probowałem się
wczuć w psa, aczkolwiek wiele Pań by powiedziało ze nie potrzebuję się wczuwac
gdyż jest ze mnie pies na baby :))
Wiec wczuwam się w psy, pierwsze co mnie zdumiewa to widzenie swiata, pies
widzi swiat z małej wysokości. Wiesz jak jest dużo gorzej widzieć tak swiat?
spróbuj. Pies ma tylko swojego opiekuna. To opiekun daje mu jeść, głaszcze go,
opiekuje się nim. Jest całkowicie zdany na swojego Pana lub Panią. Jest to
wzruszajace. Pies jest całkowicie oddany opiekunowi, zdany na jego humory,
łaskę i niełaske.
Pies jest jak małe dziecko. Ufne i niewinne. Co się stanie z psem gdy opiekun
odejdzie albo umrze? pies nie jest człowiekiem, człowiek może zapomnieć, ktos
go weźmie do siebie, w najgorszym wypadku placówka państwowa się nim
zaopiekuje a co z psem? obsrane straszne schronisko gdzie szaleją z rozpaczy
zwierzęta. Pies nie ma renty, emerytury, nie może pójść na zwolnienie
lekarskie, pies jest całkowicie zwiazany ze swoim opiekunem na dobre i złe.
Piesek szczęśliwy jedzie ze swoim panem samochodem, śpi sobie, śni mu się jak
będzie bawił się i biegał sobie gdy już dojadą na miejsce, jak sobie zje
kiełbaskę którą sprytnie zwędzi z kuchni, jak będzie gonił kota i gdy będzie
głaskany przytulany i rozpieszczany przez kochajacych go, śmiejących ludzi.
Będzie aportował i stawał na tylnych łpach bo wtedy ludzie się śmieją i są
szczesliwi a on uwielbia jak wszyscy są radośni i się śmieją. Macha łapkami,
kręci się i popiskuje szczęsliwy przez sen - i nagle, straszny hałas, wrzask
pełen nieziemskiego bólu, piesek się otrząsa z resztek snu i siedzi w pogiętym
samochodzie przewróconym do góry nogami w rowie. Wszędzie pełno dymu i smrodu
- Pan leży ze zmiażdzoną głową i wbitą w szyję szybą, głowa jest prawie
odcieta a wokół pełno krwi, nie oddycha - piesek szaleje, szczeka, nie wie co
się dzieje, boli go łapa którą rozciął sobie o blachę. Próbuje lizać Pana ale
Pan leży i się nie rusza, nie głaszcze go, nie drapie za uchem, nie mówi
miłych rzeczy - piesek piszczy ze strachu, szczeka, nie wie kompletnie co się
dzieje, jest przerażony i cały czas szczeka na Pana, tak, Pan na pewno zasnął,
trzeba go obudzić, gardło piecze i wyschło na wiór bo auto płonie, ale trzeba
obudzić Pana który śpi, jeszcze tylko trochę, na pewno zaraz Pan wstanie i
wszystko bedzie dobrze, znowu będą szczęśliwi biegali na dworzu i Pan będzie
mu rzucał kijek i głaskał go wieczorami po brzuszku i bedą spali sobie razem.
Czemu nie wstaje? czemu nie weźmie mnie na ramiona i nie przytuli? boli,
wszystko tak strasznie boli a najbardziej łapka którą nie moze ruszać, i
gardło całe wyschnięte, muszę obudzić Pana, piesek szczeka chociaż się dusi i
upada na bok, szczekać, szczekać, aż obudzę Pana, robi się coraz ciemniej,
zasłona mroku opada na pieska ale on ciągle szczeka, i liże lepką od krwi
twarz Pana. Wstań! zabierz mnie stad! chodźmy stąd! z gardła które już nie
jest w stanie wydobyć szczeknięcia wydobywa się żałosny pisk, OBUDź SIE!
Nagle słychac syrenę, ludzie w w olorowych ubrankach hełmach i z wielką
maszyną w kształcie nożyczek którymi Pan strzygł pieska rozcinają blachę,
pieska wyjmuje jakiś inny pan z auta. Piesek macha łapkami, chce do swojego
Pana. Leżąc na ziemi i chłepcąc wodę z kałuży pozostałej po gaszeniu auta,
obserwuje jak wyjmuja jego Pana, piesek jest szczęśliwy, chce podbiec ale nie
moze bo łapka go bardzo boli, chce szczekać ale ma zdarte gardło wiec tylko
żałośnie piszczy, woła by Pan go zauważył, przyszedł do niego i go zabrał z
tego strasznego miejsca.
Co się dzieje? piesek szaleje z rozpaczy bo jego Pana na ziemi wsadzają do
czarnego worka, wrzucaja do samochodu i odjeżdzaja. Piesek się czołga, chce
biec za białym samochodem ale nie ma sił. Ostatkiem sił wczołguje się do rowu
i zasypia. Gdy sie budzi po wielu godzinach, oprócz śladu sadzy na drodze nie
ma żadnego znaku ze coś tu sie stało. Kuśtykając i zataczajac się ucieka do lasu.
Rok później. Brudny, wychudzony do kości poszarpany pies stoi na drodze,
patrzy się na przejeżdżające samochody z błyskiem nadziei w zaropiałych
oczach. Czeka. Duży biały samochód, jedzie, grupka młodzieży zapach konopii,
głośna muzyka, piesek wstaje i popiskuje z podniecenia, wpatruje się z wielkim
napięciem w biały samochód z którego okna wynurza sie młody mężczyzna,
roześmiany od ucha do ucha, rzuca butelką po piwie w psa, trafia go w głowę i
psiak wpada pokrwawiony do rowu, młodzi ludzie przybijają sobie piątkę w
aucie, ciesząc się danego rzutu kolegi, dziewczyny patrza z uznaniem na kolegę
- snajpera który puchnie z dumy.
W blasku zachodzącego słońca, biały samochód znika w jego promieniach, których
nie widzą szkliste oczy konającego w rowie drgającego w przedśmiertnych
konwulsjach psa - boli, boli, boli, ciemność, jaka straszna ciemność, nie
można nawet zaszczekać bo całe ciało nie chce się ruszyć, boli, boli boli, -
ciało nagle nieruchomieje, płuca przestają pracować, ciało psa leży w rowie -
nie boli, nie boli, nie boli, jak przyjemnie, przyjemnie, jasno, jasno,
swiatło, swiatło, piękna zielona łąka, Pan! Pan! Pan! szczęście, szczęscie,
radość, szczekanie innych piesków, zabawa, gonienie kotów po łące, pyszne
kiełbaski mniam mniam, zabawa zabawa, drapanie po brzuszku i pieszczoty,
kąpanie się, przyjemnie, przyjemnie, Pan bierze na ciepłe duze dłonie,
przytula, głaszcze! Pan! Pan!