Dodaj do ulubionych

nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły

08.11.03, 22:39
Przezyliście to? Ja już to przeszłam i uważam to za stratę czasu, pomijam
takie oczywistości jak niechęć do przyjmowania nauk od osób, które nic o
małżeństwie nie wiedzą. Po prostu nie uważam ich za potrzebne młodym
ludziom. No i koszmar z panią z poradni rodzinnej, która kazała mi przynieść
wykres temperatury ;)) Przerysowałam z "Ginekologii praktycznej", bo brałam
pigułki i nic by nie wyszło ;) Teraz to samo czeka moją przyjaciółkę i
strasznie jej współczuję. Poradziłam jej, żeby siedziała cicho i nie wdawała
się w żadne dyskusje. Tylko po cholerę to zakłamanie? Do ślubu kościelnego
nie powinni podchodzić ludzie "wierzący inaczej"? Bo to, że chcą go brać nie
oznacza trzymania się jakiejś tradycji tylko świadomą decyzję, nie zawsze
idącą w parze z wiarą w rozumieniu kostycznych księży. A moze znacie jakiś
kościół w Wawie, gdzie takie nauki nie polegają na zanudzaniu na śmierć?
Obserwuj wątek
    • Gość: Aga Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.wp3.ptc.pl 08.11.03, 22:42
      A po co tam poszłaś?
      • Gość: noc Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.server.ntli.net 10.11.03, 22:43
        Zeby miec na co ponarzekac ;-)
    • Gość: :) Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.ds.uni.wroc.pl 08.11.03, 23:15
      :)
    • Gość: wika Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.03, 23:58
      Wiem o co ci chodzi, też to przechodziłam, bo zależało mi na kościelnym. To
      chyba jest odpowiedź na pytanie: po co się tam idzie? Sporo moich
      znajomych "załatwiło" sobie papierki, ale czy o to w tym chodzi? Sama nie wiem
      czy lepiej iść i się zżymać, "załatwić" czy nie iść i wziąć cywilny. A wiara
      jest różna i często nie ma tu nic do rzeczy.
    • Gość: mala Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: 81.21.197.* 09.11.03, 00:43
      w Kraku bylam na weekendowych
      prawie 6 godzin w sobote i 4 w niedziele
      w sobote masz obiad i jakis podwieczorek
      a w niedziele nie pamietam chyba cos jakby drugie sniadanie
      kosztowalo to 60 zl i ja bylam naiwna przesiedzielismy cale te zajecia
      a wystarczylo byc na 1/3 tylko zeby zglosic sie rano w sobote posiedziec z
      godzine i czesc osob tak zrobila, albo jesli jedno z narzeczonych bylo gotowe
      sie poswiecic to wystarczylo i ZADNYCH wykresow, dostalismy na ten temat
      ksiazeczki...
      w niedziele przychodzilas rano jak zbytnio przynudzali wychodzilas na swieze
      powietrze sie poopalac tylko dotrwac do momentu w ktorym wydawali swiadectwa i
      znikasz

      mozna bylo sie posmiac, prowadzilo to z ksiedzem malzenstwo propagujace metody
      naturalne... niektore teksty naprawde bezkonkurencyjne, prawie jak kabaret,
      pobawilam troche slicznego chlopczyka ktory przyszedl z rodzicami(tez na nauki,
      trzeba malca ochrzcic, ale bez slubu bylo trudno)

      nie bylo to takie tragiczne tylko w moim przypadku naprawde bez sensu bo 2 tyg
      przed slubem rozstalismy sie... na miesiac

      nauki sa wazne tylko 6 miesiecy podobno, wiec teraz bedziemy to musieli
      powtorzyc jesli tylko przejdzie mi odruch wymiotny na dzwiek slowa slub :(

      ale tym razem bede madrzejsza niech misiek idzie sam
      • annb ważne bezterminowo 12.11.03, 09:15
        Gość portalu: mala napisał(a):

        >
        > mozna bylo sie posmiac, prowadzilo to z ksiedzem malzenstwo propagujace metody
        > naturalne... niektore teksty naprawde bezkonkurencyjne, prawie jak kabaret,
        > pobawilam troche slicznego chlopczyka ktory przyszedl z rodzicami(tez na
        nauki,
        > trzeba malca ochrzcic, ale bez slubu bylo trudno)
        >
        > nie bylo to takie tragiczne tylko w moim przypadku naprawde bez sensu bo 2 tyg
        > przed slubem rozstalismy sie... na miesiac
        >
        > nauki sa wazne tylko 6 miesiecy podobno, wiec teraz bedziemy to musieli
        > powtorzyc jesli tylko przejdzie mi odruch wymiotny na dzwiek slowa slub :(
        >
        > ale tym razem bede madrzejsza niech misiek idzie sam

        nauki są wazne bezterminowo
        nie daj sobei wmówić że jest inaczej

    • arte77 Tak z ciekawości 09.11.03, 00:50
      A czego tam w ogóle uczą?
      • inusia0 Re: Tak z ciekawości 10.11.03, 09:18
        arte77 napisała:

        > A czego tam w ogóle uczą?

        Czymś,co nijak ma się do rzeczywistości,a szkoda...
    • beemka1 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 09.11.03, 08:14
      A slub w kosciele to tak dla ladnej sukienki, kwiatow i 'atmosfery'? Z chrzcin
      dziecka zrobisz podobne przedstawianie? Slub to sakrament, jak nie umiesz tego
      uszanowac, to go nie bierz, bo i tak nie bedzie wazny.
      • kitus_kotus Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 09.11.03, 10:36
        ja chce wziac slub koscielny bo jestem wierzaca i uwazam ze ten sakrament jest
        mi potrzebny. i dlatego bede chodzic a te nauki, jakkolwiek by wygladaly. choc
        wolalabym zeby obylo sie bez uswiadamiania seksualnego. wcale nie uwazam ze
        jesli jestem wierzaca to dla mnie ksiadz ma zawsze racje - w koncu jest takim
        samym grzesznikiem jak ja. wiec moge tez uwazac (potecjalnie, nie wiem jak
        bedzie) ze gada glupoty. nawet papiez moze sie mylic (dogmat nieomylnosci
        dotyczy tylko kwestii wiary stricte, a nie np. nauki spolecznej)
        • niedzwiedziczka Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 10:33
          A kto powiedział, że to księża prowadzą nauki na temat
          życia seksualnego? Na moich naukach robił to lekarz i
          mówił o wszystkich metodach (nie tylko naturalnych).
          A swoją droga to wciąż mnie bawi, że ludzie ,którzy mają
          wieczne "ale" do nauk Kościoła nagle potrzebują wyznać
          sobie miłość przed Bogiem. I jeszcze tłumaczą, że
          załatwiają sobie papierki, bo "księża robią trudności".
          Przypomina mi się dziewczyna, która twierdziła, że chodzi
          do spowiedzi, ale wcale nie żałuje, tego, co robiła.
          Ludzie, jak potrzebna wam jest szopka z białą suknią,
          weselem na 150 osób itp. itd., to wcale nie musicie z tym
          iść do Kościoła.
          No ale zostaje kwestia "co ludzie powiedzą?" I tu leży
          sedno sprawy. Jak ktoś nie umie być sobą, bo się boi
          ludzkich języków, to zachowuje się, jak przedszkolak, a
          nie dorosły człwoiek......
      • Gość: renia Do Beemki IP: *.ath.spark.net.gr 09.11.03, 11:50
        Na jakiej podstawie tak pogardliwym tonem odnosisz sie od dziewczyny? Skad
        wiesz, ze ona niepowaznie traktuje sakramenty i robi z nich przedstawienie?
        Czy gdziekolwiek jest jakies biblijne uzasadnienie koniecznosci pobierania
        nauk przedmalzenskich? To wymysl Kosciola, z sakramentem (w jego scislym
        znaczeniu) nie ma praktycznie nic wspolnego. Nie twierdze, ze takie nauki sa
        zlym wymyslem Kosciola, moga byc bardzo owocne. Jednak wazne jest kto je
        prowadzi i jak. Autorka watku jest ze swoich nauk niezadowolona i ma do tego
        prawo, a o jej wierze nie swiadczy to w zaden sposob wiec uwazam, ze Twoj post
        to niegrzeczna nadinterpretacja słów autorki watku .
        • Gość: zosia Re: Do Beemki IP: *.acn.waw.pl 10.11.03, 12:01
          Slub koscielny to rowniez wymysl kosciola. Wczesniej sluby byly kontraktami
          czyli byly de facto cywilne.

          Zosia.
        • beemka1 Re: Do Beemki 10.11.03, 13:38
          Jak ktos chce byc katolikiem, to musi przestrezgac praw wymyslonych przez
          wladze KK. Nie podoba sie, to do widzenia - nie ma przymusu bycia katolikiem w
          tym kraju. Nikt nigdy nie mowil, ze KK to instytucja demokratyczna. Widac ani
          Ty, ani autorka watku tego nie rozumiecie. Oczywiscie atorka ma prawo wyrazic
          swoje niezadowolenie z nauk, tak jak ja mam prawo skrytykowac jej punkt
          widzenia. To jest forum publiczne. Co to formy i tonu wypowiedzi w moim
          poscie, to jest on podobny to formy i tonu autorki. Czy jeszcze jakas kwestia
          wymaga wyjasnien?
          • Gość: cinka hmm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.03, 19:14
            biorac slub koscielny bierzesz tez cywilny [to sie chyba nazywa slub
            konkordatowy], wiec niezaleznie od twoich intencji slub jest wazny, jezeli nie
            dla kosciola to dla panstwa na pewno.

            natomiast zgadzam sie, ze jesli ktos chce byc katolikiem to akceptuje zasady
            tej organizacji.

            ja nie akceptuje i nie chce. nie marzy mi sie biala suknia, welon i organy.

            natomiast inna sprawa jest presja otoczenia, i to najgorsza bo presja tych
            ktorych kochasz.
            • Gość: renia Re: hmm IP: *.ath.spark.net.gr 10.11.03, 22:12
              Slub koscielny nie rowna sie cywilny automatycznie. Ja przez cztery lata
              mialam tylko koscielny, a w obliczu prawa bylam panna z dzieckiem i... haha,
              konkubina swojego koscielnego meza. I gdyby nie to, ze do czegos mi tam byl
              potrzebny, cos mi tam ulatwial, to do dzis by tak bylo, bo akurat dla mnie
              cywilny slub to naprawde formalnosc i gdybym byla niewierzaca to na pewno nie
              wychodzilabym za maz tylko dla wesela, slicznej sukienki i prezentow. Z wygody
              pewnie tak, bo tak wlasnie zrobilam. Wygody w urzedach mam na mysli, a nie
              jakiegos łapania faceta. To dla jasnosci. :)
              • Gość: cinka Re: hmm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.03, 10:41
                nie wiem kiedy bralas slub - sluby konkordatowe wprowadzono o ile sie nie myle
                calkiem niedawno [albo ten czas tak leci ;)]. sluby takie sa honorowane przez
                panstwo. ksiadz wtedy zajmuje sie tez urzedowa strona malzenstwa, wysyla
                papiery do odpowiedniego urzedu miasta/gminy.
                • Gość: gospodarz Re: hmm IP: *.tele2.pl 12.11.03, 09:38
                  ja także nie wiem kiedy Ty brałaś ślub, ale nigdy ślub kościelny nie był
                  automatycznie ślubem cywilnym. trzeba wyraxnei zaznaczyć w kościele, czy chodzi
                  o ślub kościelny czy konkordatowy. śluby te "obowiązują" już od około 5 lat.
                  możesz wziąć slub cywilny, kościelny lub konkordatowy! ale wybór należy do
                  Ciebie
      • Gość: Zdzislaw Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.03, 12:24
        a Ty skad takie rewelacje znasz?

        ksiadz na wsi naopowiadal?

        nauki przedmalzenskie nie maja nic do prawa kanonicznego i sakramentalnnosci.

        Typowa z Ciebie 'katoliczka' - agresywna, pyszna i niedouczona.



        beemka1 napisała:

        > A slub w kosciele to tak dla ladnej sukienki, kwiatow i 'atmosfery'? Z
        chrzcin
        > dziecka zrobisz podobne przedstawianie? Slub to sakrament, jak nie umiesz
        tego
        > uszanowac, to go nie bierz, bo i tak nie bedzie wazny.
        • beemka1 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 13:42
          Gość portalu: Zdzislaw napisał(a):

          > a Ty skad takie rewelacje znasz?
          >
          > ksiadz na wsi naopowiadal?

          Tak, te rewelacje uslyszalam na warszawskiej wsi.
          >
          > nauki przedmalzenskie nie maja nic do prawa kanonicznego i sakramentalnnosci.
          >
          > Typowa z Ciebie 'katoliczka' - agresywna, pyszna i niedouczona.

          Jak widac wiele wiesz o katolikach:-) Jakis uraz z dziecinstwa? W kazdym razie
          ubawiles mnie setnie swoimi zlosliwosciami:-))))) Szczegolowe wyjasnienia w
          poscie wyzej.
          >
          >
          >
          > beemka1 napisała:
          >
          > > A slub w kosciele to tak dla ladnej sukienki, kwiatow i 'atmosfery'? Z
          > chrzcin
          > > dziecka zrobisz podobne przedstawianie? Slub to sakrament, jak nie umiesz
          > tego
          > > uszanowac, to go nie bierz, bo i tak nie bedzie wazny.
      • inusia0 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 09:22
        beemka1 napisała:

        > A slub w kosciele to tak dla ladnej sukienki, kwiatow i 'atmosfery'? Z
        chrzcin
        > dziecka zrobisz podobne przedstawianie? Slub to sakrament, jak nie umiesz
        tego
        > uszanowac, to go nie bierz, bo i tak nie bedzie wazny.

        Ale po co ten sarkazm??
        Jeżeli o mnie chodzi,ślub kościelny jest dla mnie ważny ze względu na wiarę,
        na to,że chcę komuś przyrzec przed Bogiem milość,
        co mają do tego nauki na temat planowania rodziny??
        Tylko dlatego,ze się z tym nie zgadzam mam nie brać slubu kościelnego?
        • beemka1 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 13:48
          inusia0 napisała:

          > beemka1 napisała:
          >
          > >
          > Ale po co ten sarkazm??
          > Jeżeli o mnie chodzi,ślub kościelny jest dla mnie ważny ze względu na wiarę,
          > na to,że chcę komuś przyrzec przed Bogiem milość,
          > co mają do tego nauki na temat planowania rodziny??

          Napisze jeszcze raz to, co pisalam wyzej - jako atorce watku naleza Ci sie
          szczegolowe wyjasnienia.
          KK nie jest instytucja demokratyczna, wiec wierni de facto o niczym nie
          decuduja. Moga oczywiscie zglaszac swoje propozycje zmian wladzom koscielnym,
          ale nie musza byc one respektowane. Jak sie nie podoba, to do widzenia. Juz
          widze twoja zniesmaczona mine, jak to czytasz:-) Jesli z gory zakladasz, ze
          nie bedziesz stosowac NPR tylko sztuczna antykoncepcje, to z takim zalozeniem
          Twoj slub jest niewazny. Bycie katolikiem to nie pitu pitu, to duza nauka
          pokory. Droga wolna.
          • beemka1 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 13:51
            Przepraszam, wlasnie odkrylam, ze nie jestes autorka watku.
          • inusia0 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 12.11.03, 09:41
            beemka1 napisała:


            Jak sie nie podoba, to do widzenia. Juz
            > widze twoja zniesmaczona mine, jak to czytasz:-) Jesli z gory zakladasz, ze
            > nie bedziesz stosowac NPR tylko sztuczna antykoncepcje, to z takim zalozeniem
            > Twoj slub jest niewazny. Bycie katolikiem to nie pitu pitu, to duza nauka
            > pokory. Droga wolna.

            Na szczęście nie Ty o tym decydujesz,i na szczęście są księża,którzy potrafią
            zrozumieć ludzi bez wygłaszania pouczeń i kazań.Dla mnie ślub z naukami na
            temat planowania rodziny nie ma nic wspólnego.Tyle.
    • sagan2 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 10:12
      chlebia napisała:

      > No i koszmar z panią z poradni rodzinnej, która kazała
      > mi przynieść wykres temperatury ;))

      nie rozumiem, co jest zlego czy smiesznego w wykresie
      temperatury???
      poczytaj sobie watki na forum "nieplodnosc", tam chyba
      wszystkie dziewczyny chca "zlapac" owulacje wlasnie przez
      mierzenie temperatury...
      pomijajac fakt, ze mierzenie temp. polaczone z inna
      metoda objawowa jest skutecznym srodkiem anty, to jest to
      bardzo pomocne przy kloptach w zajsciu w ciaze.
    • niedzwiedziczka Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 10:34
      Jak dla Ciebie to są "pierdoły" to po chcesz brać ślub w
      Kościele?
      • Gość: rijn Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: 195.193.202.* 10.11.03, 13:07
        przeciez nauki przedmalzenskie nie maja nic wspolnego z sakramentem slubu! (jak
        juz to ktos wyzej zauwazyl)
        Poza tym, to jakis beznadziejny wynalazek polskiego kk...
        Nigdzie indziej sie z tym curiosum nie zetknelam...

        r.
      • mamalgosia Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 13:25
        a chlebia załażyła wątek i już się nie odzywa, więc może nie ma o co kruszyć
        kopii
    • Gość: cinka Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.03, 11:39
      na szczescie mam troche jeszcze czasu, bo jakikolwiek slub najwczesniej zanim
      skoncze studia - moze wszystko do tego czasu jakos sie rozwiaze, ale...

      ..pytacie po co slub koscielny skoro kosciol ma sie w glebokim powazaniu [nie
      wnikajac w to co sie wierzy akurat]. otoz mam wlasnie taki problem. jestem
      dosyc zwiazana z cala rodzina - babciami, rodzenstwem rodzicow i ich rodzinami,
      wszyscy oczywiscie sa wierzacy i praktykujacy. moja matka tez. od jakiegos
      czasu truje mi nad glowa zebym zaczela chodzic na nauki przedmalzenskie [w
      mojej parafii wazne sa do konca zycia, niektorzy znajomi odbebniali je juz w
      liceum, wazne sa dla pojedynczej osoby a nie dla pary]. oczywiscie wysmialam ja
      na co sie obrazila. jak jestem w domu chodze do kosciola - i ona o tym wie, ze
      tylko dla jej przyjemnosci. wiec slub bez koscielnego nie wchodzi w gre,
      rodzina by mnie wydziedziczyla [mniejsza o to], matka wpadlaby w jakas depresje
      [i tak ciagle bierze jakies uspokajajace i ciagle jak tylko ktos cos zrobi nie
      po jej mysli to to wypomina, szlocha, lapie sie za serce, teatralnym gestem
      bierze pigulki etc], a ja jestem glupia i wrazliwa na ten szantaz psychiczny.
      druga sprawa rodzina, ktora tez bedzie zdziwiona, zaszokowana, oburzona,
      zasmucona czy co tam jeszcze. wiec nie mam wyjscia jak odstawic te cala szopke
      dla swietego spokoju. chyba ze chce histerii matki, zawalu babci, wstydu calej
      rodziny przed cala okolica [moja opinia w tym wypadku akurat mi zwisa].

      z powazaniem, koltun i konformista cinka
      • arte77 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 11:54
        Gość portalu: cinka napisał(a):
        wiec nie mam wyjscia jak odstawic te cala szopke
        > dla swietego spokoju. chyba ze chce histerii matki, zawalu babci, wstydu
        calej
        > rodziny przed cala okolica [moja opinia w tym wypadku akurat mi zwisa].
        >
        > z powazaniem, koltun i konformista cinka

        :))

        Eh, widzisz... to tak jak z rodziną mojego męża - wszyscy wierzący, teściowa w
        kościele jest prawie codziennie, a my wzięliśmy tylko ślub cywilny. Poza tym
        nie chodzę do kościoła, no chyba że na czyjś ślub czy pogrzeb.
        Ale teściowie dalej- chociaż ślub wzięłam 9 lat temu - patrzą na mnie jak na
        zielonego kota, po prostu nie rozumieją jak mówię ,ze jestem niewierząca i
        dlatego nie chcę przysięgać przed bogiem, w którego nie wierzę, bo byłoby to po
        prostu oszustwo i kpiny z ich wiary.
        Ponadto co jakiś czas muszę wysłuchiwać wyrzutów od teściowej, że odwróciłam
        się od boga, że go nie przyjmuję do swego serca, a przecież byłam ochrzczona...
        jej się po prostu nie mieści w głowie, jak można nie wierzyć. Podejrzewam, że
        często modli się o moje rychłe nawrócenie :>
        I trochę mi żal, przyznam że liczyłam na zrozumienie, że mnie docenią za to, że
        nie chcę oszukiwać. Teraz widzę, że oni po prostu tego nie pojmą, zawsze będę
        dla nich gorsza, chociaż chciałam być po prostu uczciwa.
        Cóż , na szczęście to "tylko" teściowie...
        • niedzwiedziczka Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 12:06
          I za to, arte, Cię szanuję. Za to, że potrafisz być sobą
          mimo otoczenia. Sama jestem wierząca i praktykująca i
          uważam, że bardziej uczciwe są te osoby, które robią to,
          co uważają za słuszne, a nie to, co podoba się teściom
          itd. itp.
          Może to zabrzmi głupio, ale ja też byłam "inna". A to
          dlatego, że moje wesele to było male przyjęcie na 30 osób
          (dodam, że na wsi, przy tradycji - zastaw się,a postaw
          się, gdzie wesela poniżej 100 osób się nie urządza) i, o
          zgrozo, było to przyjęcie bezalkoholowe. Po prostu za
          dużo naoglądałam się w życiu pijanych gości weselnych
          robiących z siebie idiotów. Nawet mój znajomy ksiądz,
          który nam dawał ślub, dziwił się, że na bezalkoholwym
          przyjęciu ludzie bawili się do drugiej w nocy (bo wtedy
          akurat przejeżdżał obok).
          • mamalgosia Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 13:27
            moje wesele było na 23 osoby
            • niedzwiedziczka Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 13:31
              Widocznie mam liczniejszą tzw. najbliższą rodzinę :)
        • kura17 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 12:18
          arte77 napisała:

          > nie rozumieją jak mówię ,ze jestem niewierząca i
          > dlatego nie chcę przysięgać przed bogiem, w którego nie
          > wierzę, bo byłoby to po prostu oszustwo i kpiny z ich
          > wiary.

          Arte, ale przeciez wiesz, ze mozna wziac slub koscielny
          "jednostronny", tzn sakrament jest tylko dla jednej
          osoby, a druga jest jakby "swiadkiem" (tzn bierze udzial,
          ale do niczego sie nie zobowiazuje)
          przeciez mieszane malzenstwa sie zdarzaja, wtedy, gdy
          jednej osobie zalezy na slubie koscielnym, to druga moze
          sie "poswiecic" - dla niej bylaby to taka sama ceremonia,
          jak slub cywilny, za to dla drugiej - sakrament.
          na przyklad moj maz jest protestantem, ja katoliczka.
          mielismy 2 sluby koscielne - jeden protestancki, drugi
          katolicki. zrobilismy to "dla siebie" nawzajem, bo obojgu
          zalezalo nam na slubie koscielnym we wlasnym obrzadku.

          co innego, jesli Twojemu mezowi tez nie zalezy na slubie
          cywilnym - wtedy macie prawo zrobic, co Wam sie podoba.
          ale jesli jemu zalezy, moze powinnas sie zastanowic?
          ja znam tez malzenstwo, gdzie on jest ateista, a ona
          katoliczka i slub "jednostronny" byl.

          to nie jest zadne "zarzekanie sie siebie", od poczatku
          wiadomo, ze jedna osoba tylko uczestniczy (nie ma nauk...
          ;), ale dla tej drugiej slub jest "prawomocny" i wazny.
          • rose2 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 12:36
            tak tylko trzeba podpisac papierek, ze sie zgadzasz na wychowanie dzieci w
            wierze katolickiej.

            Wypowiedzi niektorych forumowiczow sa zalosne i zadziorne.

            Tak sie zastanawiam czy czasem nie przejde do innego kosciola (np
            protestancki), nauki przedslubne, ksieza w celibacie, spowiedz, wieszanie
            krzyzy i obrazkow na scianach, zaczyna mnie powoli przerastac. To nie jest zart.

            No dobra mozecie mnie linczowac :o)
            • kura17 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 12:43
              rose2 napisała:

              > tak tylko trzeba podpisac papierek, ze sie zgadzasz na
              > wychowanie dzieci w wierze katolickiej.

              my musielismy podpisac, ze bedziemy sie *starac*.
              jesli jednen z malzonkow jest wierzacy, to chyba jasne,
              ze chcialby swoje dzieci wychowywac w wierze, prawda?
              oczywiscie, o ile drugi nie ma nic przeciwko temu. tutaj
              przede wszystkim trzeba dojsc do porozumienia (miedzy
              soba) i od tego uzaleznic dalsze "poczynania".
              nic na sile.

              > Wypowiedzi niektorych forumowiczow sa zalosne i
              > zadziorne.

              czy moje tez uwazasz za takie? staram sie, zeby byly
              wywazone...

              a poza tym, wydaje mi sie, ze "zadziornosc" i "zalosnosc"
              nie ma duzo wspolnego z wyznawana wiara.

              > Tak sie zastanawiam czy czasem nie przejde do innego
              > kosciola (np protestancki), nauki przedslubne, ksieza w
              > celibacie, spowiedz, wieszanie krzyzy i obrazkow na
              > scianach, zaczyna mnie powoli przerastac. To nie jest
              > zart.

              Twoje prawo, w koncu protestancki i katolicki bog, to ta
              sama "osoba". sa ludzie, ktorzy wybieraja duzo bardziej
              drastyczne zmiany - np. przechodza na islam albo jakas
              religie poganska...

              w sumie czesto sie zastanawiam nad takim faktem. religia
              protestancka (luther) "wziela" sie (rowniez) z checi
              odciecia sie od zepsutego kosciola katolickiego i
              papiestwa... czyli powrot do dawnych cnot,
              ortodoksyjnosc.
              a teraz jest duzo mniej ortodoksyjna od wyznania
              katolickiego...
              chetnie bym cos poczytala o historii tego wyznania, ale
              jakos do tej pory nic mi w rece nie wpadlo.

              > No dobra mozecie mnie linczowac :o)

              moge Cie co nawyzej "linkowac" ;)
              • rose2 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 13:04
                Gubie sie w tym wszystkim powoli. Gdyby moj maz byl protestantem to co?
                Wzielibysmy dwa sluby, a co z dziecmi? Trzeba dojsc do porozumienia. Ja bym
                podzielila, dziewczynki po matce chlopcy po ojcu. No i jak Bog da.

                Nie uwazam Twoich wypowiedzi za zadziorne.

                Nie wyobrazam sobie zycia bez wiary w Boga, moge natomiast wyobrazic sobie
                zmiane kosciola. Wlasnie dlatego, ze postawa i zasady KK coraz mniej mi
                sie "podobaja".
                • kura17 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 13:17
                  rose2 napisała:

                  > Gubie sie w tym wszystkim powoli. Gdyby moj maz byl
                  > protestantem to co? Wzielibysmy dwa sluby, a co z
                  > dziecmi? Trzeba dojsc do porozumienia.

                  oczywiscie, ze trzeba.
                  a polsce w ogole jest mala "kultura" wyznaniowa, bo w
                  zasadzie innych wyznan brak... w niemczech (tu mieszkamy
                  z mezem) juz od dawna sasiaduja ze soba katolicyzm i
                  rozne protestantyzmy i jakos lepiej jest to "dograne"...


                  > Ja bym podzielila, dziewczynki po matce chlopcy po
                  > ojcu. No i jak Bog da.

                  tutaj generalnie jest zasada, ze religie "dziedziczy sie"
                  po matce. a przeciez potem zawsze mozna zmienic.


                  > Nie wyobrazam sobie zycia bez wiary w Boga, moge
                  > natomiast wyobrazic sobie zmiane kosciola. Wlasnie
                  > dlatego, ze postawa i zasady KK coraz mniej mi
                  > sie "podobaja".

                  w niektorych sprawach trudno sie z Toba nie zgodzic...
                  ale z drugiej strony - co ksiadz, to innych czlowiek i
                  inne podejscie. moze, jak ktos kiedys zauwazyl, slabo
                  szukamy? bo jak ktos chce, to znajdzie i "rozsadna"
                  parafie i ksiedza i umocnienie swojej wiary...
                  ... a my tacy jacys wygodni teraz jestesmy, nie
                  dostaniemy pod nos, to sie wynosimy...

                  ... a z innej jeszcze strony, wiele rzeczy w kk kloci
                  (mi) sie z naukami Chrystusa...
                  • rose2 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 13:26
                    widocznie mialam pecha, co do ksiezy. A tak na marginesie taki jeden co sie na
                    nas tak bardzo wyrzywal, wystapil z kosciola dla kobiety....
          • arte77 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 12:43
            Mężowi nie zależy na ślubie kościelnym. Gdyby mu zależało, nie byłoby sprawy.
            Nawiasem mówiąc, teściowie nadal po cichu sądzą, że to ja go zmusiłam do
            niebrania ślubu kościelnego...
            • kura17 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 12:45
              niech mysla, co chca - to ich sprawa ;)
              a co Wy robicie - Wasza.

              powinno tak byc, jak piszesz - jesli dla kogos slub
              koscielny to tylko "przebieranki", to lepiej go nie brac.
        • Gość: moboj Re: do Arte77:) IP: *.magma / 192.168.21.* 10.11.03, 12:42
          mam tak samo jak Ty:) tyle, że ja nie mam jeszcze żadnego slubu, ale jeśli już
          miałoby do niego dojść za wiele wiele lat to będzie tylko cywilny. rodzina
          mojego partnera, z którym jestem i mieszkam od 8 lat jest wierząca (choć to
          taka pokazówka, bo tak trzeba, żeby ludzie nie gadali:):):)) i nie potrafią
          zrozumieć tego, że skoro jestem osobą niewierzącą to przecież nie pójdę
          przysięgać przed Bogiem, w którego istnienie nie wierzę. nie potrafią uszanować
          tego, że nie chcę kłamać, oszukiwać. oni martwią się tylko opinią swojej
          rodzinki, sąsiadów i znajomych i nie mogą przeżyć, że ślubu kościelnego nie
          będzie. no cóż, ja nie zamierzam im dogadzać wbrew sobie, nie chcę kłamać,
          opinia ludzi mi zwisa. mam swoje własne poglądy, do których mam odwagę się
          przyznać.
          a takie sluby tzw. "letnich" katolików uważam za hipokryzję i brak odwagi.
          • kura17 Re: do Arte77:) 10.11.03, 12:47
            Gość portalu: moboj napisał(a):

            > rodzina mojego partnera, z którym jestem i mieszkam od
            > 8 lat jest wierząca (choć to taka pokazówka, bo tak
            > trzeba, żeby ludzie nie gadali:):):))

            a skad wiesz, ze pokazowka? czy ich czyny swiadcza
            przeciwko ich wierze? jesli tak, ok.

            > i nie potrafią zrozumieć tego, że skoro jestem osobą
            > niewierzącą to przecież nie pójdę przysięgać przed
            > Bogiem, w którego istnienie nie wierzę. nie potrafią
            > uszanować tego, że nie chcę kłamać, oszukiwać.

            pisalam juz powyzej o slubie "jednostronnym", w ktorym Ty
            nic bogu nie przyrzkasz (co najwyzej partnerowi).
            jesli Twojemu chlopakowi na slubie zalezy, to moze to byc
            wyjscie z sytuacji (i uszanowanie jego religi). jesli
            jemu nie zalezy - rodzinie wara od Was ;)
            • Gość: moboj Re: do Arte77:) IP: *.magma / 62.233.250.* 10.11.03, 15:26
              wiem, ze to w pewnym sensie pokazówka, bo wcale się z tym nie kryją, a mnie to
              napawa obrzydzeniem. ja taką Dulską być nie zamierzam.
              wiem, że jest cos takiego jak slub jednostronny, ale nawet czegoś takiego bym
              nie chciała. dla mojego faceta religia to ubieranie choinki na boże narodzenie
              i malowanie pisanek na wielkanoc, więc ślub kościelny to nie dla nas. zresztą
              na bliższe kontakty z instytucją KK nie mamy większej ochoty.
          • Gość: cinka Re: do Arte77:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.03, 15:44
            no coz, zycie jest niestety sztuka kompromisow i wybierania mniejszego zla.
            opinia ludzi mi zwisa podobnie jak tobie, natomiast zalezy mi na dobrych
            stosunkach z moja rodzina. nie jestem tez zwolenniczka poswiecania wszystkiego,
            a zwlaszcza rodziny dla idealow czy przekonan. traci mi to pawlikiem morozovem
            [tym mitycznym[?] radzieckim chlopczykiem ktory doniosl na wlasnych rodzicow ze
            sa przeciwnikami wladzy ludowej].

            a sakramentu malzenstwa - pamietam z bierzmowania ;) - udzielaja sobie nawzajem
            malzonkowie. ksiadz jest tylko swiadkiem. nie mam nic przeciwko przyrzekaniu
            przed bogiem bycia ze soba, poniewaz wierze w boga - ale wszystko sie we mnie
            burzy na mysl o tej calej szopce ktora wymyslaja jasnie wielebni proboszczowie.

            na dodatek moj facet, ktory jest rowniez niewierzacy watpie czy poszedlby na
            taki uklad. zwlaszcza ze musialby jeszcze odbebnic bierzmowanie, te kursy i
            inne chuje-muje.

            wiec mam maly problem :)

    • mamalgosia Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 13:23
      Wiesz, lekarz też niekoniecznie musi przejść cholerę, żeby ją leczyć
    • Gość: inna Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.anax.pl 10.11.03, 13:42
      och! te cudowne nauki przedmalzenskie:(
      pamietam swoje,jak pewna pani(watpie zeby maial jakiekolwiek przygotowanie)
      udowadniala ze jezeli maz zaczyna pic to jest ewidentna wina zony,ktora nie
      potrafi sie nim zajac odpowiednio i utrzymac go w domu(???????)
      myslalam ze z krzesla spadne bo znalam z widzenia jej meza i widzialam (na
      wlasne oczy!) jak sie przystwial do jakiejs panienki...
      pozdrawiam
    • Gość: 7:o) Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.jgora.dialog.net.pl 10.11.03, 15:28
      My chodzilismy na nauki w Zgorzelcu. Odbywały się co niedziele (4 spotkania) +
      jedna wizyta w poradni rodzinnej. Na szczeście nie musiałam robic jakiś durnych
      wykresów, kobita po prostu spytała, czy jesteśmy zainteresowani wykładem o
      metodach naturalnych. Powiedzieliśmy, że nie, więc dała pieczątkę, ze się tam
      pojawiliśmy i po sprawie. Dla porównania: we Wroławiu nauki trwają 10 tygodni.
      To dopiero koszmar. Nam się udało. Jesteśmy już po ślubie. Bardzo happy :))
    • Gość: chlebia Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.03, 16:36
      No tak, zrobiła się z tego gorąca dyskusja, ale nie myślcie, że jestem
      prowokatorką. Po prostu przypomniało mi się co przechodziłam 2 lata temu.
      Postaram się odpowiedzieć, bo ktoś wspomniał, że się nie odzywam i nie ma o co
      kruszyć kopii ;)

      Do beemki:
      Napisałaś: Slub to sakrament, jak nie umiesz tego uszanowac, to go nie bierz,
      bo i tak nie bedzie wazny.

      Jesli z gory zakladasz, ze
      nie bedziesz stosowac NPR tylko sztuczna antykoncepcje, to z takim zalozeniem
      Twoj slub jest niewazny. Bycie katolikiem to nie pitu pitu, to duza nauka
      pokory. Droga wolna.

      Otóż ślub już wzięłam, jak napisałam w poście, a tylko współczuję
      przyjaciółce, która pewnie będzie przechodzić przez to co ja. Ślub to
      sakrament, tak go potraktowałam i rozwodu nie biorę pod uwagę, bo mam męża jak
      marzenie, przysięgaliśmy sobie i od problemów uciekać nie zamierzam ;) A czy
      nauki to tez sakrament? Nie, są tylko wymogiem, tak jak nauki przed
      bierzmowaniem, tylko o ile te drugie do mnie dotarły, to te pierwsze –
      zupełnie nie.
      Biorę pigułki (z różnych względów, nieregularny okres i brak owulacji to tylko
      poboczny wątek, jak przy takich „normalnych”, ale nieregularnych cyklach
      wyobrażacie sobie planowanie rodziny????). Spowiadam się z tego, jak dotąd nie
      miałam problemu z rozgrzeszeniem (przyznaję – na początku mnie to dziwiło, nie
      wiem, może kwestia argumentacji, a może ksiądz młody i wyrozumiały, to trochę
      tak jak na egzaminie – powiesz to samo i u jednego zdasz, u innego nie). W
      Boga wierzę, wielokrotnie odczułam na sobie i najbliższych jego pomoc i
      istnienie, więc mocno ufam, dziękuję i modlę się. Ale nie znoszę, jak ktoś,
      kto ma skąpe pojęcie o czymś, stara się mnie uświadomić. Trafiłam po prostu na
      wredny „zestaw” – i ksiądz i kobieta z poradni byli niemili i starali się
      pokazać młodym ludziom, że są źli i grzeszni. Kostyczność kościoła chyba nie
      jest jego nieodłączną cechą prawda? A ja to o czym piszę mogę chyba tak
      oceniać? Wydaje mi się, że prędzej czy później wiele rzeczy w KK się zmieni i
      pewnie jedną z nich będzie SPOSÓB prowadzenia nauk przedmałżeńskich.
      Podkreślam SPOSÓB (w moim przypadku - niemiły, kategoryczny, oceniający mnie i
      mojego narzeczonego chyba po wyglądzie), a nie treść, zawartość tych nauk.
      Choć może i ona kiedyś... Ale to już nie moja sprawa...


      Do Sagan2
      nie rozumiem, co jest zlego czy smiesznego w wykresie
      temperatury???

      Nie ma nic złego, ani śmiesznego, chodziło mi o wtłaczanie w schemat – masz
      mierzyć i koniec. Pozdrawiam





      • beemka1 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 10.11.03, 17:20
        Ja szybko, bo ide do pracy. Nie wiem, po co sie spowiadasz z brania pigulek,
        skoro bierzesz je w celach zdrowotnych. Przeciez to nie grzech.
        Nauki to nie sakrament, ale skoro KK wymaga stosowania NPR, to chyba naturalna
        sila rzeczy prowadzi na ten temat nauki. Dopiero by sie krzyk podniosl, ze KK
        ma wiernych w nosie, bo kaze im stosowac cos, czego przed slubem nie uczy.
        Dlatego uwazam, ze nauki powinny byc obowiazkowe. Tobie tez sie przydadza, tym
        bardziej ze masz klopoty z owu i jak bedziesz chciala zajasc w ciaze i beda
        stymulowac Twoj cykl, to badania wlasnego ciala batdzo Ci sie przyda.
        Na razie tyle.
        • Gość: chlebia Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.03, 22:06
          Po co się spowiadam? Bo to wg niektórych jest grzech. Potwierdziła mi to
          między innymi owa pani z poradni rodzinnej. Jak stwierdziła: nie ma danych,
          które stwierdzałyby skuteczność "leczenia" pigułkami, to tylko się nazywa
          leczeniem, a tak naprawdę niszczy organizm... A przede wszystkim - nie
          dopuszcza czasowo do owulacji, więc uniemożliwia potencjalne połączenie w
          zygotę. Ot i klops. Więc chlebia siedziała cicho, bo już wczesniej słyszała,
          że KK tak to traktuje. I dostała papierek. I postanowiła gorliwiej się
          spowiadać, skoro rzekomo źle robi. Ale przyznam się, że robię to trochę z
          przekory, żeby sprawdzić, kktóry ksiądz wyrzuci mnie z konfesjonału.
          • Gość: moboj Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.magma / 192.168.21.* 10.11.03, 23:53
            Gość portalu: chlebia napisał(a):

            > Po co się spowiadam? Bo to wg niektórych jest grzech. Potwierdziła mi to
            > między innymi owa pani z poradni rodzinnej. Jak stwierdziła: nie ma danych,
            > które stwierdzałyby skuteczność "leczenia" pigułkami, to tylko się nazywa
            > leczeniem, a tak naprawdę niszczy organizm...

            radziałabym nie słuchać tej paniusi, bo najwyraźniej jest nadgorliwa (a jak
            wiemy nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu). leczenie pigulkami hormonalnymi
            jest możliwe, jest naukowo udowodnione, sama jestem tego przykładem. paniusia
            po prostu pieprzy głupoty. sama jestem ateistką, ale z dawnych oazowych czasów
            zostały mi przyjaźnie z osobami wykształconymi na uczelniach teologicznych, z
            księżmi. mój przyjaciel ksiądz mówi, ze z łykania pigułek w celach leczniczych
            nie trzeba się spowiadać. nie ma takiego obowiązku. lek to lek i koniec.
            hormony są hormonami. wychodziłoby na to, ze osoby biorące leki hormonalne po
            operacjach tarczycy też muszą się z tego spowiadać.
          • beemka1 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 11.11.03, 15:10
            To radze zajrzec do bardziej wiarygodnych zrodel, np. Mateusz, a nie opierac
            sie na opinii, jednej osoby.

            "Ale przyznam się, że robię to trochę z
            > przekory, żeby sprawdzić, kktóry ksiądz wyrzuci mnie z konfesjonału."
            No comment:-(((
            • Gość: do beemki Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.03, 15:53
              To nie była opinia jednej osoby, tylko MIĘDZY INNYMI pani z poradni. A pigułki
              biorę też MIĘDZY INNYMI ze względów zdrowotnych. To, że babka jedno a wg
              ciebie KK drugie (odnośnie leczenia hormonami) chyba świadczy tylko o tym, że
              w kościele mozna trafić dobrze albo tak sobie. Ja przy tak ważnej dla mnie
              okazji trafiłam kulą w płot i to tylko chciałam powiedzieć. A nawet gdybym
              miała normalne cykle też wolałabym się zabezpieczać hormonalnie, dla prawie
              100% pewności. I teraz blame me, powinnam wystąpić z kościoła, bo uznaję
              antykoncepcję...
              • beemka1 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 11.11.03, 19:10
                Ja swoje, Ty swoje. Tak jak bywaja niedouczeni lekarze czy glupi nauczyciele,
                tak i trafiaja sie niedouczeni ksieza czy kobiety z poradni rodzinnej. Skoro
                wolisz opierac sie na opinii tych osob, a nie masz ochoty zajrzec do
                katechizmu to Twoja sprawa. Tak samo sprawa Twojego sumienia jest oszukiwanie
                samej siebie: "Wiecej grzechow nie pamietam, za wszystkie serdecznie zaluje,
                postanawiam poprawe..." To co robisz, to hipokryzja. Zaraz mi napiszesz, ze to
                Twoja sprawa i zebym sie nie wtracala, ale po co uzewnetrzniasz sie na forum?
                Zeby uzyskac publiczne rozgrzeszenie, pochwalic sie, gdzie masz zasady KK, do
                ktorego ponoc nalezysz, czy, ot tak, dla zabawy? Nie widze w tym sensu,
                dlatego koncze jalowa dyskusje, zyczac wiecej przemyslen nad sama soba i
                milego dnia.
                • rose2 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 11.11.03, 19:27
                  no to jak to jest? Sa potrzebne nauki przedmalzenskie, czy wystarczy zajrzec do
                  katechizmu???? Albo rybki albo akwarium. Kosciol powinien byc jednolity, a nie
                  gloscic rozne modrosci z ambon, tak wlasnie traci sie autorytet. Kosciol
                  powinien o to zadbac aby nie bylo niedouczonych ksiezy, ale widac im na tym nie
                  zalezy. Tak dyskusja z Toba jest jalowa.
                  • beemka1 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 12.11.03, 11:38
                    Cierpliowosci...
                    Czy stracilas zaufanie do wszystkich lekarzy tylko dlatego, ze jaden zalazl Ci
                    za skore? Chodzisz do znachorow czy nowotwory leczysz wlasnym sumptem?
                    Najlatwiej odwrocic sie tylkiem do calej instytucji tylko dlatego, za jeden
                    jej czlonek okazal sie zlamasem. To sie nazywa wygodnictwo. Przykro mi, ze
                    Chlebia trafila na kogos nieodpowiedniego, ale zamiast zalic sie no forum moze
                    poszlaby do swojej parafii na skarge? ja mialam szczesie, bo trafilam na
                    sensowna babke, ktora nie wciskala mi ciemnot. Co wiecej, jej nauki wiele mi
                    daly, miedzy innymi dzieki nim jestem dzis w ciazy. A Chlebia, jak kiedys
                    zdecyduje sie na dziecko, odstawi piguki, to sie przekona, jak pozyteczne
                    moglyby byc nauki przedmalzenskie teraz, gdyby poswiecila im choc troche
                    uwagi.
                    Masz racje, dyskusja z Toba jest rowniez jalowa. Zegnam.
                    • rose2 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 13.11.03, 14:02
                      alez beemko, ksiadz to nie lekarz, kosciol to nie szpital. Bierze mnie dziki
                      smiech czytajac takie "gornolotne" porownanie. Instytucja zwana KK opiera sie
                      raczej na czyms innym, nieprawdaz?
                • Gość: chlebia Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.03, 23:06
                  Nie napiszę ci, żebyś się nie wtrącała, bo po to jest forum, żeby mozna było
                  się dzielić opiniami. Odnoszę natomiast wrażenie, że ty chwalisz się swoim
                  wzorowym katolicyzmem. Czasem lepiej dogada się katolikowi z ateistą niż
                  katolikowi z katolikiem. Masz rację, lepiej skończyć tę dyskusję, bo ani ty
                  mnie, ani ja ciebie nie przekonam i nie o to w tym wątku chodzi. Dzięki za
                  życzenia, nawzajem. C.
    • Gość: Gienio To forum jest lepsze od nauk przedmalzenskich.... IP: *.dialsprint.net 11.11.03, 00:03
      tylko ze tu raczej mowi sie o rozwodach hehehe
      • Gość: dzidecka Re: To forum jest lepsze od nauk przedmalzenskic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.03, 11:56
        My z mężem chodziliśmy na nauki. Czasem było nudno a aczasem z krzesła
        spadaliśmy ze śmiechu. Jak jedna babka prowadziła to myślałam, że umre ze
        śmiechu i jej dogadam bo takie pierdoły mówilła.
    • Gość: PP Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: 80.51.242.* 11.11.03, 14:44
      Nauki przedmałzenskie sa potrzebne, aby sakrament przyjęty był ważnie.
      Przeciez trzeba wiedzieć co sie obiecuje, jak wygląda nauka Kościoła o
      małżeństwie. I wygląda na to,ze sa potrzebne. Duza część powyzszych postów
      własnie o tym świadczy. Nauka ta jest słabo znana i jeszcze słabiej akceptowana.
      Oczywiscie forma w jakiej nauki sie odbywają moze byc rózna.

      Z drugiej strony, nawet jesli forma i treść nauk mija sie z oczekiwaniami sób
      w nich uczestniczących, nie znaczy to, ze nauki te sa realizowane
      niewłasciwie, czy treść ich jest nieadekwatna do potrzeb nupturientów.
      Przeciez nie sa to porady seksuologiczne, czy ginekologiczne ani nawet porady
      psychologa, ale rodzaj pogadanek moralnych przedstawiających naukę
      Koscioła,którą ocowiązkowo trzeba przed slubem poznać.

      Nie jest to strata czasu ani zakłamanie. To raczej niektórzy narzeczeni
      stwarzaja takie dziwaczne sytuacje. Zaswiadczenie o odbyciu nauk dostanie kazdy
      kto w nich uczestniczył, nawet jesli z gruntu nie zgadzał sie z treścią tych
      nauk.
      A więc porady "siedzieć cicho, nie wdawać się w dyskusje" to własnie zakłamanie
      Ostatecznie nie ma przymusu przyjmowania tego sakramentu.
      • rose2 Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 11.11.03, 16:57
        Na podstawie wypowiedzi chlebi jak rowniez wielu moich znajomych, wlasnie nauki
        przedmalzenskie przybieraja forme porad ginekologiczno-seksualnych z podtekstem
        religijnym. I to jest moim zdaniem zenada i to wielka. Szczegolnie gdy ktos
        smie twierdzic, ze nie udowodniono iz hormony mozna stosowac w leczeniu. To
        jest jakas paranoja pomieszana z zaklamaniem i wszystko w imie czego, Boga? Czy
        moze KK? Juz od wielu lat mozna zauwazyc iz zamiast milosci do Boga wielu ludzi
        przejawia milosc do KK, ktory jest tylko i wylacznie instytucja ksztaltowana
        przez ludzi.
    • mickey.mouse co to znaczy ? 11.11.03, 19:53
      wierzyc inaczej, a zwłaszcza po co wierzący inaczej, chca brać ślub kościelny ?
      • Gość: chlebia Re: co to znaczy ? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.03, 23:14
        Nie wiem co to znaczy "wierzyć inaczej", ale wiem po co bierze się ślub
        kościelny - żeby stworzyć związek przed Bogiem, w którego się wierzy. A to jak
        się wierzy zależy moim zdaniem od reprezentacji Boga w umyśle, tego jakim on
        się jawi ze źródeł pisanych i innych oraz z wewnętrznej wiary właśnie (ot taka
        sobie prywatna definicja, i wyszła natura socjologa).
    • twoj_aniol_stroz Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły 12.11.03, 09:52
      Jeśli chcesz wziąć ślub kościelny, to musisz podporządkować się zasadom
      panującym w Kościele. Jeśli ślub kościelny jest dla Ciebie oddaniem siebie
      drugiemu człowiekowi, nie będziesz boczyć się na wymagania "skostniałych
      księży". Jeżeli natomiast ślub jest dla Ciebie wyłącznie piękną suknią, weselem
      i prezentami, to wszystko cokolwiek będzie dodatkowo wymagane, będzie Ci
      przeszkadzać.
      • Gość: moboj Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.magma / 192.168.21.* 12.11.03, 10:50
        twoj_aniol_stroz napisała:

        > Jeśli chcesz wziąć ślub kościelny, to musisz podporządkować się zasadom
        > panującym w Kościele. Jeśli ślub kościelny jest dla Ciebie oddaniem siebie
        > drugiemu człowiekowi, nie będziesz boczyć się na wymagania "skostniałych
        > księży". Jeżeli natomiast ślub jest dla Ciebie wyłącznie piękną suknią,
        weselem
        >
        > i prezentami, to wszystko cokolwiek będzie dodatkowo wymagane, będzie Ci
        > przeszkadzać.

        co racja, to racja:):):)
    • Gość: Oliwka Re: nauki przedmałżeńskie i inne pierdoły IP: *.bredband.comhem.se 13.11.03, 00:05
      Czy Jezus biorac slub z Maria z Magdali /Maria Magdalena/ tez musial
      uczeszczac na takie nauki?.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka