estrakt
01.06.09, 13:32
Już dożywotnia kapitulacja wobec mężczyzn była postanowiona, aż tu nagle
pojawił się ten Pan Idealny..
Taki Pan, który widzi dużo więcej niż czubek swojego nosa. I jak tu się nie
zakochać, skoro naokoło egoizm z panów kipi uszami, a tutaj pojawia się ktoś
tak kochany, wrażliwy, uczuciowy, dbający o mnie jak nikt inny na świecie..
Wiele tygodni idylla, cud, miód i wszystko inne najwspanialsze..
No i co?... Wczoraj wyprawa na imprezę, godzina szykowania, ustawka ze
znajomymi -> wchodzimy do clubu i w wejściu prosi abyśmy szybko stąd wyszli...
Hmmm???? ...bo tam są jego byłe dziewczyny... rozstał się z jedną 3,5 roku
temu, z drugą rok temu.. Myślałam, że mi się zaraz rozpłacze..
A teraz jestem rozżalona, bo po jaką cholerę zaczyna ze mną związek z
dalekosiężnymi deklaracjami, skoro jeszcze nie uporał się z tamtymi? Jeszcze
rozpacza, że mu nie wyszły tamte związki, a mi zawraca głowę..
Jestem zła, myślę emocjami, nie widzę tego z boku.. i tak się zastanawiam czy
ja jestem egoistyczna? Może powinnam zrozumieć i za każdym razem uciekać razem
za nim, gdy tylko na horyzoncie któraś się pojawi???
A miało być tak pięknie... :-/