Dodaj do ulubionych

za duzo milosci...

14.06.09, 09:49
witam:) nie jestem tutaj nowa, bo na biezaco sledze to forum, ale dopiero
teraz zdecydowalam sie zalozyc konto:) mam problem, z ktorym nie potrafie
sobie sama poradzic i jakos tego racjonalnie wytlumaczyc dlatego licze na
wasze rady...
jestem od roku z chlopakiem, ktory dla mnie jest moim idealem, ma jakies tam
wady i cechy, ktore mnie wkurzaja, ale to sa raczej blahostki. Ostatni rok to
byla dla nas istna idylla. Poczatkowo byl to normalny zwiazek, on mial swoich
znajomych, ja swoich, spotykalismy sie czesto, ale zawsze tez mielismy czas
dla innych, po jakichs 2 miesiacach nasze spotkania dla niego zaczely byc za
rzadkie(jestesmy ze soba od czerwca ubieglego roku), wiec juz we wrzesniu
widywalismy sie prawie codziennie spedzajac ze soba calutenki dzien, ale ani
mi ani jemu to nie przeszkadzalo, po prostu wciaz nam bylo siebie malo. Ja
nawet przestalam sie buntowac, ze caly moj czas ogranicza sie do niego, bo
naprawde mi na nim zalezalo. Od pazdziernika zaczely sie studia, ja I rok on
V, widywalismy sie co tydzien i wszystko bylo ok, caly luty on mial ferie wiec
znow widywalismy sie codziennie non stop i wtedy byly zapewnienia o tym jak
bardzo mnie kocha, ze jestem miloscia jego zycia, ze nigdy jeszcze nie mial
tak cudownej dziewczyny, ze nigdy przenigdy mnie nie zostawi, ze chce ze mna
zamieszkac, wziac slub i kiedys miec dzieci. Dodam, ze ja tez go kocham i
wyobrazam go sobie jako mojego faceta na cale zycie. Do maja tego roku
wszystko bylo ok, zawsze przyjezdzal do mnie ze swoich studiow, spedzalismy
czas ze znajomymi albo sami i znow te zapewnienia o jego milosci, byl po
prostu tak czuly, ze bylam w siodmym niebie, ze znalazlam w koncu takiego
faceta o jakim marzylam... i nagle ostatni miesiac jego studiow i przez ten
caly miesiac sie nie widzielismy, bo wiadomo jego obrona, ostatnie egzaminy,
pisanie pracy magisterskiej troche sie tego nazbieralo i potrafie to
zrozumiec, ze nie mogl przyjechaac, bo jednak dzieli nas jakies 300km. Zawsze
gaadalismy przez telefon, wspieralismy sie, wszystko bylo ok az od jakiegos
czasu zaczelo byc inaczej, po prostu on stworzyl jakis taki dystans miedzy
nami i mowil, ze nie wie co sie z nim dzieje, ze przytlacza go to, ze skonczy
zaraz studia i ze przed nim nowe zycie, ale ze wie ze to wszystko nie odbije
sie na nas, wiec spoko ok rozumiem. Potem przyszlo mi na mysl ze moze to
wszystko jest przykrywka i ze on chce sie rozstac, ale powiedzial, ze nie ma
nawet takiej opcji, ze nawet mu to przez mysl nie przeszlo, wiec sie
uspokoilam... nastepnie gadam z jego siostra i ona mowi mi, ze sie o n iego
martwi, ze on stal sie jakis inny, obojetny na wszystko, ze nie chce nic mowic
i w ogole i powiedziala, ze on jej powiedzial, ze nie wie co z nami bedzie(ze
mna i z nim), bo jak on teraz skonczyl studia, a ja nadal studiuje to jednak
nie bedziemy razem, bedziemy sie widywac co tydzien, a on nie wie jak on sam
wytrzyma... Teraz wrocil juz do siebie i ja tez i wczoraj sie
spotkalismy(dopiero, bo wrocil juz w piatek i tak jak zawsze pierwsze co robil
to jechal do mnie to teraz nawet nie zamierzal tlumaczac to tym, ze ma za duzo
toreb) i gadalismy dluuugo i oto jakie on wysnul wnioski ostatnimi czasy:
-czuje sie przytloczony tym, ze non stop do siebie dzwonimy i to nie dlatego,
ze chcemy, ale z obowiazku tak jakby(ja wcale tego nie chcialam, ale to on
wprowadzil taka regule i tak juz zostalo)
-czuje sie taka sierota wobec mnie, bo jestem pierwsza dziewczyna przed ktora
sie naprawde otworzyl i mowil mi szczerze wszystko(mial trudne dziecinstwo,
jego mama popelnila samobojstwo, a tata prawie nie utrzymuje z nimi kontaktu,
jest za granica), a tak byc nie powinno, bo facet to facet
-jestem dla niego za dobra, wszystko czego on chcial to mial(i ja nie potrafie
tego zrozumiec, bo jesli ktos jest w dolku psychicznym to chyba normalne, ze
potrzbuje wsparcia i jesli tego ode mnie oczekuje to oczywiscie mu to dam, bo
go kocham)
-on boi sie, ze nasz zwiazek robi sie jakis chory, bo tyle czasu ze soba
spedzamy i nie robimy nic takiego konkretnego, ze on ogranicza sie tylko do
mojej osoby(a przeciez tyle razy mowilam mu zeby szedl gdzies ze znajomymi, ze
nie mozna caly czas byc tylko ze soba i ja sama tak robilam, bo mialam juz
tego dosc, bo to bylo az uciazliwe)
-boi sie odpowiedzialnosci, a wydaje mu sie, ze to wszystko zmierza do jakichs
powaznych deklaracji
-powiedzial, ze to wszystko teraz sie nawarstwilo, zakonczenie studiow, obrona
pracy i to, ze skonczyl sie jakis etap w jego zyciu i teraz musi zaczac
pracowac na siebie, a on nie jest jeszcze do konca gotowy i musi to wszystko
poukladac sobie w glowie, bo czuje sie zagubiony i nie wie co chce robic i
takie tam
---i najwazniejsze stwierdzil, ze powinnismy sie zdystansowac troche do siebie
i zaczac przestac ograniczac sie tylko do jednej osoby, bo on potrzebuje
znajomych dla ktorych odkad jest ze mna przestal miec czas, wiec ja mowie ze
oczywiscie, bo uwazam tak samo jak on, bo to chore, zeby nigdzie nie wychodzic
ze znajomymi i tylko caly czas z jedna osoba

Problem polega na tym, ze ja mam wrazenie, ze to jest poczatek konca i
powiedzialam mu o tym, a on powiedzial, ze tak nie jest, ze jezeli by tak bylo
to powiedzialby mi o tym wprost, ze cos sie wypalilo(a wiem, ze tak jest bo
znam go dosc dlugo i zawsze nawet o najdelikatniejszych sprawach mowil
wprost), mowi, ze to wszystko potrzebne jest po to, zeby zbudowac nowe i
lepsze relacje miedzy nami, z wiekszym zaufaniem i otwartoscia... nie wiem co
mam robic... on oczekuje, ze przestane byc na kazde jego zawolanie, ze
bedziemy miec swoje oddzielne zycia i ja sie z tym zgadzam, ale nie
chcialabym, zeby mimo wszystko ten zwiazek sie zakonczyl, moze naprawde
potrzeba nam wiekszej swobody i wtedy bedzie ok. Dodam, ze nadal on mowi, ze
jak ja bede na studiach, a on tu to bedziemy sie normalnie widywac, ze on
wyobraza sobie mnie jako jego zone i matke jego dzieci, ale na razie czuje sie
przytloczony naszym przywiazaniem i ta wielka miloscia okazywana na kazdym
kroku z mojej strony, ze jestesmy jak stare dobre malzenstwo.. co tu o tym
myslicie? dodam jeszcze, ze jestem prawie pewna ze nie ma nikogo na booku
Obserwuj wątek
    • e1982 Re: za duzo milosci... 14.06.09, 11:08
      > myslicie? dodam jeszcze, ze jestem prawie pewna ze nie ma nikogo na booku

      no właśnie-100% pewności nie ma..Ale myślę, że nikt Ci nic konkretnego nie zaproponuje,nie podpowie-bo nie znamy jego i tej sytuacji..Może faktycznie zdystansujcie się, pożyjcie też swoim życiem-a zobaczysz sama czy to coś zmieniło, dało Wam.
      • warto_miec_marzenia Re: za duzo milosci... 14.06.09, 11:32
        wiem, ze raczej nic dobrego z tego teraz nie wyniknie, bo za duzo jest teraz we
        mnie goryczy, nie potrafie przestac z dnia na dzien ograniczyc z nim kontaktow,
        chociaz on mowi, ze bedzie dobrze, ze poradzimy sobie z tym, ale to juz raczej
        przegrana sprawa:( chcialabym po prostu wiedziec co wy o tym sadzicie
        • e1982 Re: za duzo milosci... 14.06.09, 11:38
          po prostu czas pokaże...Jeśli faktycznie kogoś już nie poznał...Może ten "dystans" ma służyc mu do lepszego poznania innej..?Tego nie wiem..Albo dobry znajomy nagadał mu, że zamknął się z Tobą w zwiazku i znajomych nie widzi? Tego też nie wiem..
          • kolorowaona Re: za duzo milosci... 14.06.09, 11:50
            moim zdaniem wszystko jest tak jak on mowi a Ty czujesz. sądzę, że
            jest szczery wobec Ciebie. duzo zmian jest teraz w jego zyciu,
            czuje, że musi stać sie odpowiedzialnym, dorosłym czlowiekiem. i
            jest czasami tak, ze zapętlamy się w związek z kimś tak mocno, ze
            już nie możemy oddychać. tylko,że tak nie mozna żyć wiecznie.
            potrzebujecie oddechu. jakoś to musicie sobie na nowo poukładać, ale
            nie rezygnowalabym z tego związku. facet wygląda mi na konkretnego i
            wrażliwego człowieka. wartego zachodu. pozdrawiam.
            • warto_miec_marzenia Re: za duzo milosci... 14.06.09, 12:05
              i taki dokladnie jest, bardzo wrazliwy, czasem az za bardzo... niedawno
              rozmawialam z nim i powiedzial, ze nie chce konczyc naszego zwiazku, chce tylko
              troche wiecej swobody i oddechu i ze wszystko z czasem sie ulozy, zebym nie
              przekreslala nas bo to przeciez nie koniec
            • warto_miec_marzenia Re: za duzo milosci... 14.06.09, 13:10
              mowi, ze nie czuje sie jeszcze na tyle dojrzaly na to wszystko, ze nie chce
              jeszcze malzenstwa i dzieci, a ja powiedzialam, ze ja tez nie chce na razie,
              poki co jeszcze cale studia przede mna i nie mam zamiaru brac z nim slubu, ze
              nie ma sie czego obawiac jesli mu o to chodzi, po prostu na tyle na ile go znam
              to wydaje mi sie, ze to wszystko przez to, ze nie wie jak ma sobie poradzic w
              zyciu, bo nikt go tego nie nauczyl ani matka ani ojciec... i wiem, ze tak jest,
              bo z moimi rodzicami tez o tym rozmawial wczesniej i widac bylo, ze bardzo go to
              boli
    • rahamin Re: za duzo milosci... 14.06.09, 12:06
      Trafiłaś na odpowiedzialnego faceta. Jego zachowanie jest w normie i
      prawidłowe. On dąży do tego, żeby wasz związek był otwarty na życie.
      Zdaje sobie sprawę z wyzwań, jakie przed nim stoją. Daj mu to, czego
      oczekuje. Nie obawiaj się histerycznie, że jak nastąpi pewien
      dystans, to coś się zepsuje. Wprost przeciwnie - zepsuje się, gdy
      będziesz panikować i wchodzić mu na głowę. Daj mu poczuć sie
      facetem. Jedyne co możesz zrobić - to chwal go, aby dodać mu odwagi
      i wiary w siebie. Nie wymagaj, aby zajmował się tylko Tobą - bo to
      wam zaszkodzi - taki paradoks.
      • szalony.motocyklista Re: za duzo milosci... 14.06.09, 12:35
        Szanuj jego potrzeby
        to ważne
        potrzeba dystansu jest czymś naturalnym i wynika z męskiej natury
        zrozum to
        i nie zadręczaj się
        • nienill tia.... 14.06.09, 12:45
          odpowiedzialny, wiec lekiem na jego zagubienie i latwiejsze wkroczenie w
          "dorosłosc" jest odstawienie na boczny tor dziewczyny

          i wciskanie jej, ze sie dusi, skoro od roku tak funkcjonowal i bylo mu dobrze
          i nagle studia skonczyl, nie ma co robic i mu telefony przeszkadzaja, bo
          przeciez dopiero teraz ma milion rzeczy na glowie

          "doroslosc", nie ma co...
        • twojabogini Re: za duzo milosci... 15.06.09, 10:19
          szalony.motocyklista napisał:

          > Szanuj jego potrzeby
          > to ważne
          > potrzeba dystansu jest czymś naturalnym i wynika z męskiej natury
          > zrozum to
          > i nie zadręczaj się

          Bzdura. Szanuj swoje potrzeby i jego potrzeby. Nie masz się
          poświęcać dla związku. Jeśli potrzebujesz ścisłego związku w którym
          jesteś bardzo blisko mężczyzny, non stop do siebie dzwonicie i
          wszystko robicie razem, to po prostu musisz znaleźć kogoś komu to
          odpowiada. Jesli chcesz być z tym mężczyzną, to musicie znależć
          rozwiązanie, które będzie odpowiadać wam obojgu.
    • aniag1989 Re: za duzo milosci... 14.06.09, 12:06
      Ja też mam wrażenie, że to zachowanie wynika z tego, że ma za sobą trudny
      miesiąc - dużo stresów i emocji, zamknięcie pewnego etapu młodości w postaci
      studiów i perspektywę przejścia na swoje i całkowicie dorosłego życia, co może
      go przeraża i przerasta.
      Myślę, że jest z Tobą szczery i po prostu trochę się pogubił i cała życiowa
      sytuacja go przytłoczyła.
      Na Twoim miejscu byłabym po prostu cierpliwa. Uważam, że trzeba dać mu czas na
      ochłonięcie po tych emocjach i przeanalizowanie sobie wszystkiego w spokoju.
      Obserwuj jego zachowanie i stosunek do Ciebie i dopiero za jakiś 1-2 miesiące
      można będzie w moim odczuciu wydać jakiś werdykt.
      Na razie nie powinnaś robić żadnych pochopnych kroków, których potem możesz
      żałować. Zajmij się sobą - swoją sesją, potem wakacjami i znajomymi, żeby nie
      było tak, że rozstaniecie się, a ty zostaniesz na lodzie bez nikogo, bo
      wszystkich przez związek zaniedbałaś. A jego obserwuj i na pewno nie naciskaj na
      spotkania ani nie zmuszaj do niczego, bo efekt będzie odwrotny od zamierzanego.
      Na dzień dzisiejszy uważam, że najlepszą taktyką będzie cierpliwość i obserwacja.
    • martola80 Re: za duzo milosci... 14.06.09, 14:05
      Cięzko było przez to przebrnąc...;)
      Też uważam ze nei ma co panikowac.
      Wydaje mi się , że dopiero teraz do niego dotarło, że taki model
      zwiazku, jaki na tobie wymusił( ciągłe telefony, ograniczanie się do
      jednej odsoby) po prostu sie nie sprawdza. To, co ty wiedzialas, ale
      nie zawalczyłas o to, do niego dopiero dotarło.
      Naturalną rzecza, ze jesli nie chce sie rozstawac to
      przeorganizowanie zwiazku. Musicie popracowac, aby zwiazek ulepszyc.
      W tym wypadku ulepszanie to dodanie troche powietrza i przestrzeni,
      co on nazwal dystansem. Jesli na to nie pojdziesz, doprowadzisz do
      rozpadu.
      Przemysl wszystko jeszcze raz , na spokojnie, pogadaj z kims
      mądrzejszym.
      Powodzenia.
    • skarpetka_szara Re: za duzo milosci... 15.06.09, 04:49
      a mi sie wydaje ze on tym zwiazkiem kieruje jak mu sie podoba (i mu
      sie tez chyba tak wydaje). Tzn, ON chcial czestrzego kontaktu, a
      ty "przestalas sie buntowac". Teraz ON chce dystansu a ty musisz
      sie do tego przyzwyczaic - bo ON TAK CHCE.

      A gdzie sa Twoje potrzeby? Zycie nie kreci sie wokol facetow.

      Mysle ze jest zmieniony bo cos ukrywa. Prwadopodobnie nie dojrzal,
      jest wystraszony, tylko nie daj sie wrobic aby czekac cierpliwie
      wieki az wielki pan zmieni znowu zdanie. Tez twoje zycie ci ucieka,
      i byc moze poznasz chlopaka ktory nie bedzie chcial Ciebie trzymac
      na dystans. I na pewno na to zaslugujesz.

      PA>
    • naparstnica_purpurowa Re: za duzo milosci... 15.06.09, 07:32
      warto_miec_marzenia napisała:

      > witam:) nie jestem tutaj nowa, bo na biezaco sledze to forum, ale
      >po jakichs 2 miesiacach nasze spotkania dla niego zaczely byc za
      > rzadkie, wiec widywalismy sie prawie codziennie spedzajac ze soba
      calutenki dzien, po prostu wciaz nam bylo siebie malo. Ja
      > nawet przestalam sie buntowac, ze caly moj czas ogranicza sie do
      niego,

      >i nagle ostatni miesiac jego studiow i przez ten
      > caly miesiac sie nie widzielismy,
      >oto jakie on wysnul wnioski ostatnimi czasy:
      > -czuje sie przytloczony tym, ze non stop do siebie dzwonimy i to
      nie dlatego,
      > ze chcemy, ale z obowiazku tak jakby(ja wcale tego nie chcialam,
      ale to on
      > wprowadzil taka regule i tak juz zostalo)
      > -czuje sie taka sierota wobec mnie, bo jestem pierwsza dziewczyna
      przed ktora
      > sie naprawde otworzyl i mowil mi szczerze wszystko(mial trudne
      dziecinstwo,
      > jego mama popelnila samobojstwo, a tata prawie nie utrzymuje z
      nimi kontaktu,
      > jest za granica), a tak byc nie powinno, bo facet to facet
      > -jestem dla niego za dobra, wszystko czego on chcial to mial(i ja
      nie potrafie
      > tego zrozumiec, bo jesli ktos jest w dolku psychicznym to chyba
      normalne, ze
      > potrzbuje wsparcia i jesli tego ode mnie oczekuje to oczywiscie mu
      to dam, bo
      > go kocham)
      > -on boi sie, ze nasz zwiazek robi sie jakis chory, bo tyle czasu
      ze soba
      > spedzamy i nie robimy nic takiego konkretnego, ze on ogranicza sie
      tylko do
      > mojej osoby(a przeciez tyle razy mowilam mu zeby szedl gdzies ze
      znajomymi, ze
      > nie mozna caly czas byc tylko ze soba i ja sama tak robilam, bo
      mialam juz tego dosc, bo to bylo az uciazliwe)
      > -boi sie odpowiedzialnosci, a wydaje mu sie, ze to wszystko
      >zmierza do jakichs powaznych deklaracji


      Nie podoba mi się ten pan. Stanowczo nie nazwałabym
      go "odpowiedzialnym".
      Dla mnie jest niedojrzały i egocentryczny, chce sterować związkiem -
      najpierw maksymalnie zacieśnia więzi (autorka pisze,że "przestała
      się buntować") a potem nagle wymaga od dziewczyny dystansu i rani ją
      mówiąc,że ona go ogranicza,ze potrzebuje dystansu. Po co zatem te
      szopki?
      POZa ttym jednoczesnie mówi,że boi się odpowiedzialności i boi
      się,że to zmierza do ślubu, a potem,że ona jest kandydatką na żonę i
      matkę.

      Dla mnie egocentryk, który bez klasy usiłuje się wymiksować ze
      związku, ograniczając go nagle do seksu i rozrywek "bez zobowiązań".
      Oraz manipulator.
      Oraz dominator.
      Nie polecałabym na dłuższy związek.
    • warto_miec_marzenia Re: za duzo milosci... 15.06.09, 08:21
      rozmawialam z nim wczoraj i gada ze mna normalnie, tak jak wtedy kiedy wszystko
      bylo ok i pyta mnie czy za nim tesknie, powiedzialam, ze troche, a Ty? on tez...
      pyta mnie co do niego czuje, a ja na to, ze on dobrze o tym wie co do niego
      czuje i mowie, ze ostatnio jak mu mowilam, ze go kocham to on mowil tylko yhy, a
      on na to, ze on sie pogubil, ze sam nie wie... kur... nie da sie odkochac w
      ciagu 2 tygodni! im wiecej o tym mysle tym bardziej przekonuje sie do tego, ze
      powiem mu, ze nie pasuje mi taki uklad, ze on patrzy tylko na swoje potrzeby,na
      to czego on chce, a ja co? tak nagle przestalam sie liczyc?
    • tarantinka Re: za duzo milosci... 15.06.09, 09:18
      jedna sprawa: bardzo ale to bardzo skupisz się na nim, cały post
      jest jak misiu sie pogubił, ok ludzka rzecz, ale nie zaszkodzi
      waszemu związkowi jak też zaczniejsz okazywać swoje pogubienie i
      trochę tego pana otrzeżwi, że nie on jeden na swieci może być
      wrażliwy.
    • twojabogini Re: za duzo milosci... 15.06.09, 10:15
      warto_miec_marzenia napisała:

      Nie martw się, wszystko jest w porządku. To normalne, że w
      początkach związku chce się przebywać z ukochaną osobą cały czas.
      Normalne jest też, że po jakimś czasie zakochani "wracają do
      świata".
      Z twojego opisu wynika, że twój partner jest wartościowym
      człowiekiem. Jeśli go kochasz i planujesz z nim małżeństwo,
      należałoby pewne rzeczy w związku zmienić. Dobrze, że on potrafi
      zasygnalizować ci czego oczekuje, co mu nie odpowiada.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka