Dodaj do ulubionych

co robić?

31.07.09, 15:41
Mam taki problem - mój mąż jest głupi. Wiem, co możecie pomyśleć, że
przesadzam, albo, że moje słowa są podyktowane złością. Na początku
też tak myślałam, niestety z czasem upewniłam się, że to prawda. Jego
głupota utrudnia mi szanowanie go i rozwój jakiejkolwiek fascynacji.
Dodatkowo ma tę nieprzyjemną cechę, że mimo własnej ignorancji nie
chce się uczyć i myśli, że ma zawsze rację. Zupełnie absurdalne jest,
że czasami kiedy np. tłumaczę coś synowi z fizyki nie zgadza się ze
mną i podaje informacje wskazujące na to, że ma poważne braki.

Nie chcę się z nim rozwodzić, ale czasem ogarniają mnie pesymistyczne
myśli - co z przyszłością? Nie widzę szansy na to, że uda mi się
wzbudzić w sobie szacunek i miłość do niego, więc w jakim domu będą
się wychowywać moje dzieci? W domu, w którym stosunki są "poprawne",
ale nie ma miłości?
Obserwuj wątek
    • asqe Re: co robić? 31.07.09, 15:44
      a czy on to tak nagle "zglupial"?
      po co wyszlas za mezczyzne, ktorego nie kochasz i nie szanujesz?
      • frisky2 Re: co robić? 31.07.09, 15:46
        Ja sie nie bede odzywal. Z fizyki jestem cienki jak.. lod latem na rzece. Wiec
        nawet nie dorastam do piet twemu mezowi.
      • cichociemnylas Re: co robić? 31.07.09, 15:56
        a jakie to ma znaczenie? wyszla za niego i tyle.
      • gloria33 Re: co robić? 31.07.09, 21:49
        asqe napisała:

        > a czy on to tak nagle "zglupial"?
        > po co wyszlas za mezczyzne, ktorego nie kochasz i nie szanujesz?

        No wlasnie pelnie jego glupoty odkrylam dopiero po slubie. Stwierdzenie tego
        faktu sprawilo, ze stracilam do niego szacunek.
        • gobi05 Re: co robić? 01.08.09, 10:03
          szacunek nie należy się inteligencji, wykształceniu
          ani nawet mądrości, w każdym razie nie wyłącznie.
          Sporo było mądrych ludzi w historii, którzy lepiej
          żeby się nie urodzili. Pol Pot studiował w Paryżu,
          Kim Ir Sen urodził się w protestanckiej rodzinie,
          a w ZSRR został majorem (można mieć zastrzeżenia
          co do wykształcenia, ale jednak jakimś sprytem tam
          się wykazał), Goebbels - doktor filozofii...
          Popatrzmy z drugiej strony: Wałęsa człowiek pracy,
          Kwaśniewski o.m.c. magister, Solorz posiada
          wykształcenie średnie techniczne... Pełno
          dookoła szanowanych nieuków i wykształconych
          drani.
          Pomyśl lepiej, czy twój mąż przypomina któryś
          z przypadków opisanych jako problemy na tym forum:
          skąpy, łajdak, hazardzista, leń itp?
          • gloria33 Re: co robić? 02.08.09, 05:17
            gobi05 napisał:

            > szacunek nie należy się inteligencji, wykształceniu
            > ani nawet mądrości, w każdym razie nie wyłącznie.
            > Sporo było mądrych ludzi w historii, którzy lepiej
            > żeby się nie urodzili. Pol Pot studiował w Paryżu,
            > Kim Ir Sen urodził się w protestanckiej rodzinie,
            > a w ZSRR został majorem (można mieć zastrzeżenia
            > co do wykształcenia, ale jednak jakimś sprytem tam
            > się wykazał), Goebbels - doktor filozofii...
            > Popatrzmy z drugiej strony: Wałęsa człowiek pracy,
            > Kwaśniewski o.m.c. magister, Solorz posiada
            > wykształcenie średnie techniczne... Pełno
            > dookoła szanowanych nieuków i wykształconych
            > drani.
            > Pomyśl lepiej, czy twój mąż przypomina któryś
            > z przypadków opisanych jako problemy na tym forum:
            > skąpy, łajdak, hazardzista, leń itp?

            Bardzo to podnosi na duchu, że mój problem został uznany za
            trywialny. Być może tak jest w istocie, że dziesiątki kobiet
            wstydzą się za swoich niezbyt rozgarniętych mężów, poczytując
            to za rzecz oczywistą niczym to, że po nocy przychodzi dzień,
            a tylko ja szukam dziury w całym zamiast cieszyć się z tego,
            że mnie nie bije.
            • gobi05 Re: co robić? 02.08.09, 18:30
              > a tylko ja szukam dziury w całym zamiast cieszyć się z tego,
              > że mnie nie bije.

              Niestety - z czasem zalety tracą znaczenie,
              a wady potężnieją. Pamiętaj jednak, że to
              tylko w twoich oczach, bo on jest wciąż
              taki sam, jak kiedyś. Ma to samo serce.
    • plastelinka.czerwona Re: co robić? 31.07.09, 15:48
      Kosmita przeją twoje ciało, hajtnął cię, zrobił ci dziecko z idiotą i porzucił
      odlatując na swoją planetę?
    • bzy-k Re: co robić? 31.07.09, 15:53
      Twój mąż jest tylko głupi, ty natomiast jesteś kompletną idiotką.
      • mahadeva Re: co robić? 31.07.09, 16:05
        po co od razu puste wyzwiska
    • stinefraexeter Re: co robić? 31.07.09, 15:54
      Głupotą nie jest brak wiedzy z fizyki czy historii.
      Głupotą jest niedostrzeganie tego faktu.

      Co ci bardziej przeszkadza?
      • gloria33 Re: co robić? 31.07.09, 21:51
        stinefraexeter napisała:

        > Głupotą nie jest brak wiedzy z fizyki czy historii.
        > Głupotą jest niedostrzeganie tego faktu.
        >
        > Co ci bardziej przeszkadza?

        Jego braki byly widoczne przed slubem, ale kto nie ma brakow?
        Ja tez mam braki, nie jestem wszechwiedzaca. Jednak boli mnie to, ze on nie
        tylko nie zdaje sobie sprawy ze swoich brakow, ale operuje pojeciami, ktorych
        nie rozumie oraz sprawia wrazenie nieswiadomego swojej ignorancji.
        • twojabogini Re: co robić? 03.08.09, 14:47
          >Jednak boli mnie to, ze on nie
          > tylko nie zdaje sobie sprawy ze swoich brakow, ale operuje >pojeciami, ktorych
          > nie rozumie oraz sprawia wrazenie nieswiadomego swojej ignorancji.

          To go uświadom. Skoro syn już robi zadania z fizyki, to jesteście razem dość
          długo. On tylko z tej fizyki taki głupi, czy z innych dziedzin wiedzy też?
          Sądzę, że on nie zgłupiał nagle, tylko, ze masz zal do niego o coś, wydał ci się
          prymitywny i gburowaty w jakiejś sytuacji i teraz szukasz potwierdzeń tzw.
          wzmocnienia. Zawalisz sobie małżeństwo. jak jest do niczego, to je rozwiąż, jak
          jest dobrze, pomimo jego "głupoty" to sobie odpuść i przestań zwracać uwagę.
    • llatarnik Re: co robić? 31.07.09, 15:55
      Jak będziesz mieć dzieci, tylko połowa chromosomów będzie pochodzić od niego.
      Niestety, podobno głupi mają więcej genów dominujących a mądrzy przewagę genów
      recesywnych. Ludzie rodzą się jednak coraz mądrzejsi, dzięki zjawiskom selekcji
      i doboru naturalnego.
    • mahadeva Re: co robić? 31.07.09, 16:04
      po pierwsze: widzialy galy, co braly
      ale moim zdaniem nie jest tak zle - trudno oczekiwac, zeby maz byl
      idealem
      co do poprawnej atmosfery bez milosci - nic w tym zlego, moim zdaniem

      musial miec jakies plusy, skoro go wybralas, tego sie trzymaj
      • llatarnik Re: co robić? 31.07.09, 16:08
        > musial miec jakies plusy, skoro go wybralas, tego sie trzymaj


        tylko mu tego plusa nie urwij...
    • maitresse.d.un.francais Re: co robić? 31.07.09, 17:08
      Co wy wszystkie świra macie z tą miłością? Dla mnie gorszym problemem tutaj jest
      brak szacunku.
    • ferero Re: co robić? 31.07.09, 17:27
      mam kolesia, który jest też głupi. a podobno przyjażn między facetami przetrzyma
      wszystko;-) może się zaprzyjazniom?
    • murzynier Re: co robić? 31.07.09, 18:38
      gloria33 napisała:

      > Mam taki problem - mój mąż jest głupi.

      jak nazwać kogoś, kto wychodzi za głupka?
    • demonii.larua Re: co robić? 31.07.09, 18:42
      Może się nie rozmnażajcie, tak na wszelki wypadek.
      • princessofbabylon Re: co robić? 01.08.09, 01:54

        No mają już syna.
    • julyana Re: co robić? 31.07.09, 18:53
      A on tak nagle i niespodziewanie zgłupiał, czy wcześniej przymykałaś oko lub
      myślałaś, że się zmieni?
    • skarpetka_szara Re: co robić? 31.07.09, 18:57
      Moze madrosc nie jest jego cecha, ale moze ma inne plusy? Moze jest
      pracowity? albo dobrze zarabia? albo jest dobrym ojcem? moze jest
      zlota raczka?

      Moze po prostu zaakceptuj jego maly intelekt ale kochaj go za jego
      cechy?? Co ciebie zauroczylo w nim na poczatku? moze byl
      romantyczny? moze zabawny?

      Nie wszyscy jestesmy idealni. wszyscy mamy swoje niedociagniecia.
      Jeden jest swietnym kucharzem, drugi swietnym hydraulikiem.
      • gloria33 Re: co robić? 31.07.09, 21:57


        Odpowiadasz na:
        skarpetka_szara napisała:

        > Moze madrosc nie jest jego cecha, ale moze ma inne plusy? Moze jest
        > pracowity? albo dobrze zarabia? albo jest dobrym ojcem? moze jest
        > zlota raczka?
        >
        > Moze po prostu zaakceptuj jego maly intelekt ale kochaj go za jego
        > cechy?? Co ciebie zauroczylo w nim na poczatku? moze byl
        > romantyczny? moze zabawny?
        >
        > Nie wszyscy jestesmy idealni. wszyscy mamy swoje niedociagniecia.
        > Jeden jest swietnym kucharzem, drugi swietnym hydraulikiem.

        Niestety nie jest tez pracowity, dobrze nie zarabia, tzn. teraz sie mocniej
        stara odkad jestesmy malzenstwem (czyli od roku), ale srednio mu to wychodzi.
        Nie jest takze zlota raczka, raczej raczka-psujka - to ja predzej potrafie cos
        naprawic. Wczoraj zrobil dobre jedzenie, pochwalilam go. Potrafi powiedziec
        madre rzeczy, ale czasem jego glupota jest powalajaca.

        Zauroczylo mnie jego cieplo i uczuciowosc. Takze swoista wrazliwosc. Troche
        infantylna, ale gdy patrzylam przez okulary milosci - infantylnosc mi nie
        przeszkadzala. W zyciu codziennym jest srednio do zniesienia.
    • mamba8 Re: co robić? 31.07.09, 19:01
      O masz jaki atak na Ciebie przeprowadzili :P No cóż, jest to twój
      mąż, może ...warto go odpowiednio zmotywować? Nie mówię o udawaniu
      głupszej od niego a dowartościowanie go i zachęcenie do poszerzenia
      horyzontów umyslowych? Co do szacunku, to bardzo wybrakowana dzisiaj
      rzecz wśród małżonków. Może on jest zakompleksiony i stąd ten brak
      szacunku?
      • gloria33 Re: co robić? 31.07.09, 22:01
        mamba8 napisała:

        > O masz jaki atak na Ciebie przeprowadzili :P No cóż, jest to twój
        > mąż, może ...warto go odpowiednio zmotywować? Nie mówię o udawaniu
        > głupszej od niego a dowartościowanie go i zachęcenie do poszerzenia
        > horyzontów umyslowych? Co do szacunku, to bardzo wybrakowana dzisiaj
        > rzecz wśród małżonków. Może on jest zakompleksiony i stąd ten brak
        > szacunku?

        byc moze, mnie od braku szacunku z jego strony - ktory sie tez zdarza, ale
        staram sie asertywnie bronic swoich granic czyli mowiac kolokwialnie - nie daje
        sobie w kasze dmuchac. Jednak bardziej mnie boli, ze ja go nie umiem szanowac
        przez te jego glupote. Jakos tak przykleilam sie do wizji malzenstwa, w ktorym
        moj maz zasluguje na moj podziw i szacunek. Nie umiem w sobie wykrzesac tego
        szacunku, kiedy on np. stwierdza, ze "grawitacja konczy sie wraz z atmosfera",
        albo "sila odsrodkowa dziala tylko jak obracajacy sie przedmiot jest na sznurku"
        itp. (tlumaczylam synowi jak to jest, ze Ksiezyc nie spada na Ziemie) Niech nie
        umie fizyki, ale na milosc boska niech nie wypowiada sie na tematy, ktorych nie
        rozumie...
        • kag73 Re: co robić? 31.07.09, 22:28
          "Jakos tak przykleilam sie do wizji malzenstwa, w ktorym
          moj maz zasluguje na moj podziw i szacunek."

          No bo tak powinno byc, jezeli jest sie we dwoje, nie tylko w
          malzenstwie. Kocha sie, ze tak to nazwe, z dolu do gory, tzn.nie
          patrzysz na niego z gory, tylko w Twoich oczach jest wspanialy,
          podziwiasz go, dlatego go kochasz i chcesz z nim byc. Nie jestes z
          nim, bo on tak Cie uwielbia i dlatego zasluguje na Ciebie. Nie, to
          Ty musisz czuc, ze wybralas tego "najlepszego". On musi odczuwac tak
          samo, tzn., ze to wlsnie Ty jestes wspaniala.
          Co z tym teraz zrobic, nie wiem. Moze ma inne cechy, za ktore mozna
          go podziwiac i szanowac. Na tych mozna sie skupic.
        • llatarnik Re: co robić? 01.08.09, 00:19
          A ja Ciebie chyba rozumiem. Aaaach ciepło....

          Uważam, że to wszystko przez to, że polskie kobiety naoglądały się różnych wywrotowych filmów z dalekiej, zacofanej Ameryki, typu Forrest Gump, o zdradliwej literaturze zza oceanu już nawet nie wspominając...

          Wiedziony jednak irracjonalną, szowinistyczną męską solidarnością, chciałbym Cię prosić, by chociaż jedno dziecko było biologicznie jego. Uwierz mi - będzie mu się to należało.

          A pisze to Twój prorok, llatarnik...
          • kag73 Re: co robić? 01.08.09, 00:25
            Nie rozumiem co tutaj do rzeczy ma "zacofana" Ameryka.
            Czasy sie zmieniaja, powoli i w Polsce to juz nie taki "meski"
            swiat, gdzie kobiety sie staraja i oczekuje sie od nich, figury,
            wygladu, obiadkow itp. a w przypadku faceta wystarczy, ze nie pije i
            nie bije.
    • jendza1 Re: co robić? 01.08.09, 06:51
      przestac myslec o nim, ze jest glupi.
      Zaczac go szanowac.

      Hm, moze wiesz cos o fizyce - ale z wiedza o emocjach, czy o etyce - to u Ciebie
      krucho...:((.
      Czy Twoim zdaniem to dostateczny powod, by CIe - analogicznie - nazwac 'glupia'?

      pzdr
      j
      • gloria33 Re: co robić? 02.08.09, 05:12
        jendza1 napisała:

        > przestac myslec o nim, ze jest glupi.
        > Zaczac go szanowac.
        >
        > Hm, moze wiesz cos o fizyce - ale z wiedza o emocjach, czy o etyce
        - to u Ciebi
        > e
        > krucho...:((.
        > Czy Twoim zdaniem to dostateczny powod, by CIe - analogicznie -
        nazwac 'glupia'
        > ?
        >
        > pzdr
        > j

        Miałam na myśli szacunek odczuwany wewnątrz, a nie okazywany. Choć
        masz racje - pewnie trudno nie wyczuć, że w gruncie rzeczy go nie
        szanuję. A Twoja rada jest niestety mało praktyczna, bo jak pokazuje
        moje doświadczenie - ilekroć zapominam, że jest głupi on mi o tym
        dobitnie przypomina i jakimś cudem zawsze znajdzie sposób by
        percepcja owej głupoty przeniknęła moje pokłady dobrej woli i
        wyrozumiałości dla ludzi. Wiem, że nie dałam po sobie tego poznać na
        tym wątku, ale nie zgadzam się z Tobą, że brakuje mi wiedzy o
        emocjach czy etyce, raczej posiadam jej nadmiar, także szkodliwy w
        tej sytuacji ;) Doprecyzowując mój problem - chciałabym bez wysiłku
        go szanować i w sposób naturalny podziwiać, a także nie doznawać
        nieprzyjemnego uczucia zażenowania w czasie jego popisów.
        • jendza1 Tego 03.08.09, 07:59
          sie obawialam:(.
          Ty go ani szanujesz, ani kochasz. I to jest problem glowny Waszego malzenstwa,
          nie zas brak wiedzy z fizyki Twojego meza...

          A propos wiedzy.
          Komentujac moja teze, ze nie wiesz zbyt wiele o emocjach i o etyce, wykazalas
          sie tym wlasnie, co zarzucasz mezowi. Wyglada to mniej wiecej tak, jakby
          sformulowana wprost krytyke, ze ma braki z fizyki, Twoj maz odpieral
          stwierdzeniem, ze sie na niej zna, a jako dowod podawal teze, iz "grawitacja
          konczy sie wraz z atmosfera". I to wszystko z najglebszym przekonaniem o wlasnej
          nieomylnosci.

          Z mojej perspektywy - Twoja postawa niczym nie rozni sie od postawy Twego meza.
          Choc moze... tym, ze - jak rozumiem z Twojego postu - to Ty jestes strona
          bardziej aktywna, oceniajaca (a raczej deprecjonujaca), atakujaca. Gdyby on sie
          przyznal, ze czegos nie wie, pewnie by CIe stracil. I kto wie, czy tego wlasnie
          sie nie boi - i dlatego idzie w zaparte. Gorzej, ze on juz CIe 'stracil'. Kto
          wie zreszta, czy kiedykolwiek CIe 'mial'.

          A propos Twego inicjalnego pytania 'co zrobic?' - przeformulowac siebie.
          Zastanowic sie, co jest dla Ciebie wazne i dlaczego, czym jest milosc, czym jest
          malzenstwo i jak sie maja do tego Twoje priorytety.
          I zrobic to szybko.
          Bo jesli nie - mozesz smiertelnie skrzywdzic meza, syna i siebie. W dowolnej
          kolejnosci.

          powodzenia!
          j
          • gloria33 Re: Tego 04.08.09, 03:54
            jendza1 napisała:

            > sie obawialam:(.
            > Ty go ani szanujesz, ani kochasz. I to jest problem glowny Waszego malzenstwa,
            > nie zas brak wiedzy z fizyki Twojego meza...
            >
            > A propos wiedzy.
            > Komentujac moja teze, ze nie wiesz zbyt wiele o emocjach i o etyce, wykazalas
            > sie tym wlasnie, co zarzucasz mezowi. Wyglada to mniej wiecej tak, jakby
            > sformulowana wprost krytyke, ze ma braki z fizyki, Twoj maz odpieral
            > stwierdzeniem, ze sie na niej zna, a jako dowod podawal teze, iz "grawitacja
            > konczy sie wraz z atmosfera". I to wszystko z najglebszym przekonaniem o wlasne
            > j
            > nieomylnosci.

            To fascynujace, ze znajdujesz analogie w tej sytuacji, ale wygladala ona zgola
            inaczej - nie krytykowalam jego brakow - to on przerwal moje wywody twierdzac,
            ze sie myle i przytaczajac swoje "madrosci", mnie kompletnie zatkalo, bo czyz
            mozna sie samooszukiwac w takiej sytuacji? "wiedza" o emocjach i etyce ma
            charakter gleboko spekulatywny i subiektywny w odroznieniu od praw fizyki,
            gratuluje Ci pewnosci siebie w orzekaniu ile kto jej posiada na podstawie paru
            krotkich wypowiedzi na forum gazety.

            > Z mojej perspektywy - Twoja postawa niczym nie rozni sie od postawy Twego meza.
            > Choc moze... tym, ze - jak rozumiem z Twojego postu - to Ty jestes strona
            > bardziej aktywna, oceniajaca (a raczej deprecjonujaca), atakujaca. Gdyby on sie
            > przyznal, ze czegos nie wie, pewnie by CIe stracil. I kto wie, czy tego wlasnie
            > sie nie boi - i dlatego idzie w zaparte. Gorzej, ze on juz CIe 'stracil'. Kto
            > wie zreszta, czy kiedykolwiek CIe 'mial'.

            Byc moze masz racje - wszak to nas w sobie najbardziej boli, co w innych tylko
            znajdujac uznajemy za nie do zniesienia. W mojej "etyce" i wedle mojej "wiedzy o
            emocjach" nadmierny krytycyzm szkodzi relacji, dlatego raczej staram sie docenic
            to, co robi dobrego i gryze sie w jezyk, jesli przychodzi mi do glowy
            krytykowanie go. On natomiast ma taka osobowosc, ze lubi zwracac uwage na
            wszelkie niedociagniecia, potrafi tez poslugiwac sie absurdalna krytyka - jak w
            przypadku z fizyka :) Gdy on sie przyznaje do slabosci - wtedy sie do siebie
            zblizamy, on raczej woli nosic maske "macho", ktory wszystko wie i z sobie
            wszystkim radzi.

            > A propos Twego inicjalnego pytania 'co zrobic?' - przeformulowac siebie.
            > Zastanowic sie, co jest dla Ciebie wazne i dlaczego, czym jest milosc, czym jes
            > t
            > malzenstwo i jak sie maja do tego Twoje priorytety.
            > I zrobic to szybko.
            > Bo jesli nie - mozesz smiertelnie skrzywdzic meza, syna i siebie. W dowolnej
            > kolejnosci.
            >
            > powodzenia!
            > j

            dzieki, ze zadalas sobie tyle trudu, zeby napisac cos w tym watku. Mysle dosc
            duzo na tematy, ktore mi zadalas ;) Rodzina jest dla mnie priorytetem, cenie
            sobie takze autentycznosc i szczerosc. Nie zamierzam grac "teatrzyku", chce go
            szanowac i kochac naprawde. Tylko to cholernie trudne w tych okolicznosciach
            przyrody. Wzielam sobie do serca niektore rady w tym watku i skupiam sie
            bardziej na jego dobrych cechach.

            Pozdrawiam - g
            • jendza1 Re: Tego 04.08.09, 09:14
              gloria33 napisała:


              > To fascynujace, ze znajdujesz analogie w tej sytuacji, ale wygladala ona zgola
              > inaczej - nie krytykowalam jego brakow - to on przerwal moje wywody twierdzac,
              > ze sie myle i przytaczajac swoje "madrosci", mnie kompletnie zatkalo, bo czyz
              > mozna sie samooszukiwac w takiej sytuacji? "wiedza" o emocjach i etyce ma
              > charakter gleboko spekulatywny i subiektywny w odroznieniu od praw fizyki,
              > gratuluje Ci pewnosci siebie w orzekaniu ile kto jej posiada na podstawie paru
              > krotkich wypowiedzi na forum gazety.
              >

              A czytanie ze zrozumieniem:)? Nie szukalam analogii w sytuacji, ktora Ci sie
              wydarzyla, chocby po prostu dlatego, ze przy tym mnie nie bylo, skonstruowalam
              jedynie mozliwa analogie, zeby Ci lepiej zilustrowac, jak widze Twoj problem. Ty
              jednak nie czytasz. Nadto - z Twojej reakcji widze, iz jest gorzej, niz myslalam:(.

              Rozumiem, ze nikt Cie nie przekona, iz czarne jest czarne, a biale jest biale.
              Bo zawsze mozesz stwierdzic, ze to kwestia zludzenia optycznego oraz - ze kazdy
              odbior ma charakter gleboko subiektywny, a zatem - czysto relatywny. I jestesmy
              w domu. Tylko czy Tobie w tym domu dobrze?

              Innymi slowy: chassez le naturel, il revient au galop - jak mawiaja nad Sekwana...
              Hm, ja - mimo wszystko - probowalam. Moze rzeczywiscie niepotrzebnie?

              • gloria33 Re: Tego 04.08.09, 19:47
                jendza1 napisała:

                > A czytanie ze zrozumieniem:)? Nie szukalam analogii w sytuacji, ktora Ci sie
                > wydarzyla, chocby po prostu dlatego, ze przy tym mnie nie bylo, skonstruowalam
                > jedynie mozliwa analogie, zeby Ci lepiej zilustrowac, jak widze Twoj problem. T
                > y
                > jednak nie czytasz. Nadto - z Twojej reakcji widze, iz jest gorzej, niz myslala
                > m:(.

                OK. Zgoda - czytalam nieuwaznie. Moje nieuwazne czytanie jednak nie zmienia
                faktu, ze skonstruowana przez Ciebie analogia nie ma sie nijak do rzeczywistosci
                :) Moj problem nie polega na tym, ze mam braki w wiedzy o emocjach i etyce,
                zreszta kto ich nie ma? Uwazasz, ze Ty posiadasz pelna wiedze na ten temat? Moj
                problem polega na tym, ze trudno mi kochac mojego meza, bo wykazuje sie on czyms
                co nazwalabym agresywna glupota. Wlasciwie gdyby byl tylko glupi - nie byloby to
                takie straszne, stwierdzam po namysle. Teraz powiedz mi, gdzie widzisz u mnie
                braki w wiedzy? To raczej braki w umiejetnosciach. :)

                > Rozumiem, ze nikt Cie nie przekona, iz czarne jest czarne, a biale jest biale.
                > Bo zawsze mozesz stwierdzic, ze to kwestia zludzenia optycznego oraz - ze kazdy
                > odbior ma charakter gleboko subiektywny, a zatem - czysto relatywny. I jestesmy
                > w domu. Tylko czy Tobie w tym domu dobrze?

                Jest mi relatywnie dobrze nawet z moim rozbujanym idealizmem. Rozumiem, ze
                trudno Ci empatyzowac ze mna, za to wyraznie empatyzujesz z moim mezem, ciekawe :)


                > Innymi slowy: chassez le naturel, il revient au galop - jak mawiaja nad Sekwana
                > ...
                > Hm, ja - mimo wszystko - probowalam. Moze rzeczywiscie niepotrzebnie?

                E tam probowalas. Zabijasz czas czytajac pobieznie forum gazety i teraz chcesz
                mi wmowic, ze to byla proba czegokolwiek? Jestem Ci jednakowoz wdzieczna za
                wejscie w jakas tam namiastke dialogu, choc zaczynam podejrzewac, ze mowimy
                kompletnie innymi jezykami. Nie ma sensu "otwieranie mi oczu" na to jak bardzo
                ta sytuacja jest moja wina, poniewaz obnazylam to sama w pierwszym poscie. Nie
                uciekam od odpowiedzialnosci za sytuacje, szukam dobrego wyjscia wierzac, ze
                rozwod nim nie jest. Tak samo wziecie calej odpowiedzialnosci na siebie.
                • jendza1 Re: Tego 05.08.09, 10:26
                  Popatrz, jak wyglada rozmowa z Toba - prosze o obiektywizm, nie o deklarowany
                  przez Ciebie 'idealizm'. Zdobedziesz sie na niego? Stac Cie?

                  Kiedy CI mowie, ze swoimi stwierdzeniami udowadniasz swoje braki w zakresie
                  etyki, tak wlasnie, jak Twoj maz swoimi tezami obnaza swoje braki w fizyce -
                  zarzucasz mi bledny oglad sytuacji, ktora sie miedzy Wami wydarzyla. A to ma sie
                  nijak do mego stwierdzenia, jak juz ustalilysmy. Podwazasz nadto naukowosc
                  etyki, na wszelki wypadek - by sie lepiej obronic. Przyznajesz sie nastepnie do
                  pobieznego czytania - chyba tylko po to, by za chwile, i to zupelnie
                  bezpodstawnie, zarzucic je mi. Czy Ty aby nie za bardzo ze mna probujesz
                  'empatyzowac'? Jak chodzi o wiedze o emocjach i o etyce - jednak sie
                  przyznajesz, ze masz tu braki, by jednak zaraz temu zaprzeczyc i przyznac sie do
                  brakow w umiejetnosciach. I tak w kolko:(.

                  Na wszelki wypadek, nie majac sily argumentow, wybralas argumentum ad personam,
                  argument sily - zarzucajac mi 'empatyzowanie z Twoim mezem'. He, he...
                  I niby mam byc ustrzelona, prawda?

                  Jakby Ci to powiedziec - mam w zwyczaju, ze uzyje Twojego slangu, 'empatyzowac'
                  z ofiara, nie z agresorem.
                  Plec ani stan posiadania (w tym wypadku posiadania drugiej osoby), nie ma tu
                  zadnego znaczenia. Tym bardziej wydawalo mi sie to oczywiste, ze wypowiadamy sie
                  na forum - jednakowoz anonimowym.

                  A Twojemu mezowi gleboko wspolczuje - tu masz racje. Dlaczego? Otoz:
                  jestem na tym forum wlasciwie od jego poczatku. A to ogromna liczba postow.
                  Oczywiscie nie wszystkie dane mi bylo przejrzec chocby, niemniej jednak... hm...
                  sporo przeczytalam, a bardzo wiele - z ogromna uwaga... I pierwszy raz czytam
                  wypowiedz na temat drugiej osoby - skonstruowana w ten sposob: :X jest glupi. Co
                  robic?" Gorzej, ze ten X to maz osoby pytajacej. Ciarki przechodza po plecach,
                  gdy sobie czlowiek wyobrazi, jak musisz go traktowac w 'realu'... Skoro nie stac
                  Cie na intelektualna uczciwosc w rozmowie ze mna, w koncu anonimowa osoba na
                  forum, od ktorej nic w Twoim zyciu nie zalezy, to jak bardzo musisz byc tym
                  wszystkim uwarunkowana w zyciu codziennym, w relacji chocby z wlasnym mezem?

                  Ty jestes najmadrzejsza oraz nieomylna - azeby to wykazac, podwazysz nauke,
                  zaatakujesz interlokutora, bedziesz uzywac rozmaitych chwytow retorycznych,
                  niekoniecznie ze swiadomoscia, czego uzywasz; mowiac kolokwialnie (bo zdajesz
                  sie jednak lepiej taki jezyk rozumiec): poruszysz niebo i ziemie, by wykazac
                  wlasna genialnosc. Nie cofniesz sie nawet przed nazwaniem meza 'glupim', by tym
                  lepiej wykazac na jego tle wlasna wyjatkowosc.

                  Jak myslisz, do czego to moze doprowadzic?


                  • gloria33 Re: Tego 06.08.09, 04:11
                    jendza1 napisała:

                    > Popatrz, jak wyglada rozmowa z Toba - prosze o obiektywizm, nie o
                    deklarowany
                    > przez Ciebie 'idealizm'. Zdobedziesz sie na niego? Stac Cie?

                    Stać mnie na wszystko :) Rozmowa nareszcie stała się naprawdę
                    interesująca.

                    > Kiedy CI mowie, ze swoimi stwierdzeniami udowadniasz swoje braki w
                    zakresie
                    > etyki, tak wlasnie, jak Twoj maz swoimi tezami obnaza swoje braki w
                    fizyce -
                    > zarzucasz mi bledny oglad sytuacji, ktora sie miedzy Wami
                    wydarzyla. A to ma si
                    > e
                    > nijak do mego stwierdzenia, jak juz ustalilysmy. Podwazasz nadto
                    naukowosc
                    > etyki, na wszelki wypadek - by sie lepiej obronic. Przyznajesz sie
                    nastepnie do
                    > pobieznego czytania - chyba tylko po to, by za chwile, i to
                    zupelnie
                    > bezpodstawnie, zarzucic je mi.

                    "naukowość" etyki nie wymaga podważania, zupełnie podobnie jak
                    jednorożce nie wymagają fotografowania. Co więcej, nawet gdyby etyka
                    była naukowa - to mamy do czynienia obecnie z istnieniem conajmniej
                    kilku równoprawnych systemów wartości, więc zasadne jest pytanie:
                    "jaka etyka?" Być może, podkreślam - być może wedle mojej etyki nie
                    mam jakichś szczególnych braków, a wedle Twojej mam i to ogromne,
                    tylko co z tego, skoro tu nie chodzi w ogóle o braki w wiedzy tylko o
                    relację, która kuleje, a to jak wiele osób się na tym wątku
                    wypowiedziało - w ogóle nie zależy od braków w wiedzy na jakikolwiek
                    temat, bo wszyscy na tym łez padole się z brakami borykami, co nie
                    przeszkadza niektórym mieć szczęśliwe małżeństwa.

                    Twoja rada: "przestań myśleć, że jest głupi, zacznij go kochać i
                    szanować" jest podobnie sensowna i praktyczna jak gdyby przyszedł
                    ktoś do Ciebie mówiąc, że nie rozumie praw grawitacji, a Ty na to
                    powiedziałabyś mu: "no to zrozum!" (bo masz cholerne braki).

                    > Na wszelki wypadek, nie majac sily argumentow, wybralas argumentum
                    ad personam,
                    > argument sily - zarzucajac mi 'empatyzowanie z Twoim mezem'. He,
                    he...
                    > I niby mam byc ustrzelona, prawda?

                    Odezwała się ta, co starannie unika wszelkich wycieczek osobistych,
                    he he he. Zjechałaś mnie tu jak burą sukę nie oferując żadnej
                    sensownej rady i jeszcze się czepiasz mojej cienkiej ironii.

                    > Jakby Ci to powiedziec - mam w zwyczaju, ze uzyje Twojego slangu,
                    'empatyzowac'
                    > z ofiara, nie z agresorem.
                    > Plec ani stan posiadania (w tym wypadku posiadania drugiej osoby),
                    nie ma tu
                    > zadnego znaczenia. Tym bardziej wydawalo mi sie to oczywiste, ze
                    wypowiadamy si
                    > e
                    > na forum - jednakowoz anonimowym.

                    Widzisz - ja z kolei staram się wychodzić poza schemat ofiara-
                    agresor. Przyznaj się chociaż przed sobą, że tak naprawdę mało wiesz
                    o tym, co jest pomiędzy nim, a mną. Może się nudzę i tak się tu tylko
                    wygłupiam? A może on się nade mną psychicznie znęca i jedyną moją
                    obroną jest zamknięcie w iluzję poczucia wyższości - właśnie ofiary
                    nad agresorem? Możliwości jest wiele i każda z nich nasączona jadem
                    etycznych i emocjonalnych powikłań.

                    > Ty jestes najmadrzejsza oraz nieomylna - azeby to wykazac,
                    podwazysz nauke,
                    > zaatakujesz interlokutora, bedziesz uzywac rozmaitych chwytow
                    retorycznych,
                    > niekoniecznie ze swiadomoscia, czego uzywasz; mowiac kolokwialnie
                    (bo zdajesz
                    > sie jednak lepiej taki jezyk rozumiec): poruszysz niebo i ziemie,
                    by wykazac
                    > wlasna genialnosc. Nie cofniesz sie nawet przed nazwaniem meza
                    'glupim', by tym
                    > lepiej wykazac na jego tle wlasna wyjatkowosc.
                    >
                    > Jak myslisz, do czego to moze doprowadzic?

                    A teraz usiądź i policz ile argumentów ad personam jest w tym
                    ostatnim kawałku Twego postu :)

                    Wracając do mojej sytuacji - nazwanie mojego męża głupim to krzyk
                    rozpaczy, z którą nie empatyzujesz, której nie dostrzegasz. Może
                    należysz do tych szczęśliwych ludzi, których nigdy nie dotyczyły
                    takie przyziemne, żałosne dylematy? A jednak życie widzisz jest
                    brudne, pełne głupich mężów i histerycznych żon, które unoszą się w
                    swej pseudowyjątkowości ponad etyką niczym bańki mydlane.

                    Nie waż mi się ich przebijać!
                    • jendza1 Re: Tego 06.08.09, 05:48
                      widze, ze
                      On ne change pas une méthode gagnante
    • wacikowa Qrrr!! 01.08.09, 07:55
      Zwróć się do teściów z reklamacją jak nie wiesz co zrobić!
      Jak facet ma być mądry przy takiej kretynce?
      W końcu przysłowie mówi
      " Z kim przystajesz takim się stajesz"
      Chociaż mądry nie jest skoro jest z taką (jw.):)
    • nothing.at.all Re: co robić? 01.08.09, 08:07
      Może spróbuj porozmawiać delikatnie z męzem, wytłumaczyć mu, że grając madrego
      wygląda to komicznie i robi krzywdę sobie. Dopóki on nie zobaczy, że nie ma
      racji to cięzko będzie cokolwiek z tym zrobić.
    • gobi05 a żona Einsteina? 01.08.09, 09:46
      Wyobraź sobie, że jakiś facet zadaje podobne
      pytanie: "moja żona jest głupia, co robić?"
      Co byś odpowiedziała?
      Ja bym radził - mów zawsze w takich sytuacjach
      "Kochanie ty nie bądź mądry, ty bądź uroczy"
      W wielu związkach jest tak, że jedno z małżonków
      jest zdolniejsze/mądrzejsze/sprytniejsze itp.
      od drugiego.
      Znasz to przysłowie "mężczyzna głową, ale kobieta
      szyją" - to właśnie o takich sytuacjach, kiedy
      mąż jest głupi, ciapowaty, leniwy i w ogóle
      do niczego. Aha! twój do czegoś jednak się nadał
      ;-)
      Przynajmniej nie potrzebujesz uwodzić listonosza...
      • gloria33 Re: a żona Einsteina? 02.08.09, 05:23
        gobi05 napisał:

        > Wyobraź sobie, że jakiś facet zadaje podobne
        > pytanie: "moja żona jest głupia, co robić?"
        > Co byś odpowiedziała?
        > Ja bym radził - mów zawsze w takich sytuacjach
        > "Kochanie ty nie bądź mądry, ty bądź uroczy"
        > W wielu związkach jest tak, że jedno z małżonków
        > jest zdolniejsze/mądrzejsze/sprytniejsze itp.
        > od drugiego.
        > Znasz to przysłowie "mężczyzna głową, ale kobieta
        > szyją" - to właśnie o takich sytuacjach, kiedy
        > mąż jest głupi, ciapowaty, leniwy i w ogóle
        > do niczego. Aha! twój do czegoś jednak się nadał
        > ;-)
        > Przynajmniej nie potrzebujesz uwodzić listonosza...
        >

        no właśnie ciekawiło mnie zawsze jak sobie radzą
        mężowie niezbyt lotnych kobiet, ale mam wrażenie,
        że dla płci męskiej to wygląda inaczej. Przynajmniej
        stereotypowo większa władza ma być w rękach mężczyzny
        więc nie szkodzi, że druga połowa jest głupsza.
        • cus27 Re: a żona Einsteina? 02.08.09, 05:51
          Autorko,pociesz sie,ze syn w pieluszkach,a juz fizyka
          zainteresowany(podziwiac tylko).
          • gloria33 Re: a żona Einsteina? 04.08.09, 03:57
            syn z pierwszego malzenstwa :P, drugi w pieluszkach wtedy spal :)
      • kag73 Co do zony Einsteina... 04.08.09, 11:33
        Byla bardzo zdolnym fizykiem. Razem z Einsteinem zajmowala sie
        badaniami nad teoria relatywnosci. Niektorzy twierdza nawet, ze
        odkrycie jest jej zasluga, ale wiadomo byly to inne czasy, kobiety
        do oswiaty i wiedzy dostepu nie mialy. Wielu biografow przemilcza
        jej wklad w prace naukowe meza. Niestety.
        To tylko tak na marginesie. Dla ciekawostki.
    • takajatysia coś można 03.08.09, 08:43
      ataków na Ciebie nie rozumiem, zwłaszcza tych agresywnych..
      możesz spróbować się skupić na jego zaletach (pisałaś, że jakieś
      ma). Pomyśleć o dziedzinach, na których się zna lepiej od Ciebie
      (pewnie też takie są). I spróbować unikać sytuacji, w których Twój
      mąż wykazuje się brakiem wiedzy. Świetnie rozumiem, że jego popisowe
      wystąpienia mogą przeszkadzać. Takie rzeczy daje się przełknąć, ale
      jak ktoś wie, że ma braki i nie jest przekonany o swojej racji. Mam
      wśród dobrych znajomych ludzi po zawodówce - po prostu lubię ich za
      inne rzeczy niż wiedza. Choć jak raz w szerszym gronie kolega
      wujechał, że "przecież chyba Ganges jest w Grecji" to myślałam, że
      odjadę... Ale jest świetnym kucharzem.
    • annjen Re: co robić? 03.08.09, 09:16
      popisy Twojego męża wynikają z faktu, że facet potrzebuje być autorytetem, chce,
      by go pytano o zdanie, a panicznie boi się przyznać do niewiedzy. oni tak po
      prostu mają. więc jeśli nie mozesz tego przełknąć, to stwarzaj takie sytuacje,
      żeby on nie musiał prezentować swojej ignorancji i byście przy dziecku nie
      kłócili się o to, kto ma rację. natomiast brak szacunku to poważny czynnik
      destrukcyjny w małżeństwie, więc albo postarasz się jakoś go odbudować (sama czy
      przy pomocy terapeuty), albo... nikomu nie polecam rozwodu, niestety, czasami to
      jest jedyne rozsądne rozwiązanie.
      • gloria33 Re: co robić? 04.08.09, 04:03
        annjen napisała:

        > popisy Twojego męża wynikają z faktu, że facet potrzebuje być autorytetem, chce
        > ,
        > by go pytano o zdanie, a panicznie boi się przyznać do niewiedzy. oni tak po
        > prostu mają. więc jeśli nie mozesz tego przełknąć, to stwarzaj takie sytuacje,
        > żeby on nie musiał prezentować swojej ignorancji i byście przy dziecku nie
        > kłócili się o to, kto ma rację. natomiast brak szacunku to poważny czynnik
        > destrukcyjny w małżeństwie, więc albo postarasz się jakoś go odbudować (sama cz
        > y
        > przy pomocy terapeuty), albo... nikomu nie polecam rozwodu, niestety, czasami t
        > o
        > jest jedyne rozsądne rozwiązanie.

        dzieki za odpowiedz. Tak, bez terapii sie nie obejdzie, zreszta moj maz jest na
        tyle madry, ze sam widzi jej potrzebe. Odnioslam niedawno maly sukces - byla
        podobna sytuacja - ale tym razem zachowalam zimna krew i zamiast wejsc w
        dyskusje delikatnie naprostowalam. Bylam z siebie dumna w duchu :) Ale przed
        nami jeszcze daleka droga...

        Tez mnie zdziwily ataki, ale chyba bardziej to, ze nikt nie napisal, ze ma
        podobnie :)
      • frisky2 Re: co robić? 04.08.09, 19:59
        Nie wiem na jakiej podstawi piszesz o popisach jej meza. Wlasciwie nie wiadomo,
        na czym owa glupota mialaby polegac, mamy jedynie jakis subiektywny osąd
        zachowania tego czlowieka przedstawiony przez glorię 33 czy 34. Nie ma przykładu
        takiej głupoty. Niewiedza nt. fizyki czy innych dziedzin nauki nie jest jeszcze
        głupotą.
        • kag73 Re: co robić? 04.08.09, 20:05
          Domyslam sie moze o co chodzi. Byly maz kolezanki byl osoba w swoim
          mniemaniu "wszechwiedzaca", doslownie wyrocznia Apollina.
          Zawsze wypowiadal sie w taki sposob, jakby na 100% wiedzial, ze sie
          nie myli.
          Czasami jak sie czegos dokladnie nie wie, mowi sie "mnie sie
          wydaje", "mysle, ze.." On zawsze po prostu z pewnoscia siebie mowil,
          ze jest tak i tak, chociaz wcale tak nie musialo byc albo nie bylo
          albo w ogole nie byl to fakt.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka