zblakanaowca
30.12.03, 11:04
Kilka lat temu miałam romans z żonatym mężczyzną -kolegą z pracy. Sama już
wtedy też byłam mężatką, ale zakochałam się w nim bez pamięci, oszalałam na
jego punkcie i byłam w stanie zrobić wszystko byle tylko być z nim. Myślałam
(tak mówił) że on czuje to samo i mimo przeciwności losu będziemy razem. Ale
okazało się, że on traktował mnie jak zabawkę, że oszukiwał i wykorzystywał
moje uczucie. Ból i cierpienie jakie wtedy odczułam było nie do zniesienia.
Trochę dla złagodzenia tego bólu (naiwnie myślałam że to coś pomoże) trochę
dlatego, że czułam już silne pragnienie posiadania dziecka zaszłam w ciążę ze
swoim mężem. Poszłam na zwolnienie, potem na urlop macierzyński, wychowawczy.
Zaczęłam normalnie funkcjonować choć oczywiście ciągle czułam na zmianę
wyrzuty sumienia i ból. Ale odsuwałam od siebie te myśli i z czasem udało mi
się stworzyć myślę niezły dom dla dziecka i męża. Wszelkie myśli o tym
człowieku po prostu odsuwałam od siebie.
Problem zaczął się w gdy wróciłam do pracy. On ciągle tam
pracuje, a mnie traktuje jak... powietrze. Niby się tego spodziewałam, ale
okazało się, że kiedy go widuję (choć właściwie z nim nie rozmawiam) cały ból
i cierpienie wróciły. Nie wiem skąd ten nagły powrót tak gwałtownych uczuć.
Boję się, że mogę zrobić coś głupiego tylko po to, żeby złagodzić ten ból,
który czuję. Praca stała się dla mnie koszmarem. Zastanawiam się czy nie
zrezygnować z niej, ale w obecnej sytuacji rynkowej znalezienie nowej
graniczy z cudem. Co robić żeby wreszcie zmądrzeć i przestać się przejmować
tym złym człowiekiem? Co zrobić żeby zapomnieć o tym toksycznym związku?
Wydawało mi się, że już wszelkie cierpienie i ból związane z tym człowiekiem
mam za sobą. Ja nie chcę odnawiać z nim romansu, ale chciałabym choć próbować
normalnie z tym człowiekiem rozmawiać. On milknie kiedy wchodzę do pokoju, w
którym pracuje, nie odezwie się do mnie ani słowem, a kiedy już musi to robi
to tak lodowato, że się wszystkiego odechciewa. Dodam, że w mojej pracy
panują dość ciepłe stosunki, wszyscy dla siebie są raczej mili, żartują
razem, gadają o różnych niesłużbowych sprawach itp. I na tym tle ta jego
lodowatość aż się odróżnia.
I mimo, że mam do tego człowieka mnóstwo żalu to nie chcę żeby tak było -
chcę żeby było normalnie. Nie wyjątkowo ale normalnie. Rozmawiałam z nim o
tym, prosiłam żeby traktował mnie tak jak wszystkich innych - bez skutku. A
tymczasem mnie męczy taka sytuacja, bo ona na każdym kroku przypomina mi że
kiedyś popełniłam błąd.