juklak
24.08.09, 13:50
Jestem mężem swojej żony już od kilku lat. Od zawsze żona miała
świra na punkcie czystości, stąd jej domowa działalność ogranicza
się praktycznie tylko do prania i sprzątania. Czasami znajdzie
chwilę na zmywanie (zmywarka nam padła) lub upichcenie wątpliwych
walorów strawy. Ze względu na fakt, że nie udzielił mi się jej
sprzątaniowo-praniowy amok jestem uznawany za, nie zacytuję,
powiedzmy lenia. Każda moja aktywność poza ww obszarem nie liczy
się. Ja po prostu wtedy nic nie robię. Mogę jedynie zająć się
gotowaniem lub zmywaniem, bo ona przecież musi podłogi przelecieć na
mokro... No, ale do sedna. Jak często w przeciętnym gospodarstwie
domowym się pierze? Bo u nas w zależności od dnia tygodnia od 2 do 5
razy dziennie! Kiedyś było tego mniej bo wąskim gardłem były sznurki
do suszenia i czas potrzebny na wyschnięcie. Odkąd mamy suszarkę do
ubrań, nie ma właściwie chwili, aby jeden z tych sprzętów nie
pracował... K..., co ona tam pierze? I tak przy suszarce tworzą się
zatory, więc porcja prania czasami musi poczekać dobę na swoją
kolejkę. Jeśli stoi dłużej wraca do pralki, "bo juz śmierdzi". Ktoś
zada pytanie, Co wy tyle ubrań macie? Nie, nie mamy, ale nigdy nie
zdarza mi się założyć jednej rzeczy 2 razy bez uprzedniego uprania.
Co więcej wystarczy chwila nieuwagi a czyste ubranie wyjęte przeze
mnie z szafy ląduje w pralce. W domu nie ma miejsca na walające się
ciuchy a żona przecież nie będzie wnikać, czy coś jest czyste czy
nie. Z resztą wszystko co moje, nawet czyste jej śmierdzi... Czy to
jest normalne? Czy wy też pierzecie po kilka razy dziennie? A może
ja jestem nienormanly?
Chętnie przyjmę sprzęt AGD do testów wytrzymałościowych. Co ciekawe
produkty marek bardziej prestiżowych sprawują się znacznie gorzej od
tych mniej...