nederlandka
24.08.09, 19:53
Wyglądało to tak: ludzie,w tym ja stoją i czekaja na
autobus.Przychodzi pani z ok.4-letnim synkiem,ewidentnie z ADHD
(synek,nie pani)Dziecko stoi grzecznie ok 15 sekund po czym
zaczyna:zwisać z barierki,biegać dookoła ludzi,zbierać pety z
ziemi,pluć na odległość,rzucać kamieniami do ptaków,zdzierać rozkład
jazdy z przystanku,ściagać sobie buty itd,itd..Cały czas jest
upominany przez coraz bardziej czerwieniejącą matkę.I cały czas
słyszy groźby,że jak nie będzie grzeczyny to nie dostanie w domu
loda,cukierka,komputera ble,ble.ble.Oczywiście mały nic sobie nie
robił z tego co mamuśka mówiła.I nagle odbiegł od matki i wbiegł na
zatoczkę dla autobusów,tuż przed jadący autobus.Niewiele
brakowało.Matka złapała go za rękę,odciągneła i zbiła tak,że czegos
takiego w życiu nie widziałam.Dzieciak darł się w niebogłosy a ta
tłukła,tłukła i tłukła. I wtedy nie wytrzymałam.Powiedziałam jej co
myślę o ludziach wyładowujących swoją bezsilność na dzieciach i nie
kontrolujących swoich emocjii.I wiecie co,pół przystanku na mnie
wsiadło,że wsadzam nos w nie swoje sprawy,jak śmiem pouczac mamuśkę
i że dziaciak o mało nie zginął a ja tu smiem wogóle zabierać głos!!
Aż sie gotowało we mnie ze złości.W dodatku jak wysiadałam,mały
potwór wywalił mi język tak,że widziałam jego migdałki:)
Więc może niepotrzebnie sie wtrąciłam?