999karolina
12.11.19, 12:32
Prosto z życia.
Kobieta 46 l, samotna, po rozwodzie, mężczynz 56, też samotny, po rozwodzie. Znali się jeszcze w czasach przedmałżeńskich, ale byli tylko kolegami z pracy. Kilka lat temu ona nie miała z kim iść na wesele, poprosiła jego, poszli razem, potem ona mu sie przy jakiejś jego okazji towarzyskiej zrewanżowała. I tak się czasem wspierali, spotykali też na jakicś wypadach do kina itp.. Kiedyś doszli do wniosku, że po co mają przepłacać na wakacjach jako single, więc pojechali razem. Później kilka razy to powtórzyli. Nie są formalnie parą, ale czasem sypiali na tych wyjazdach z sobą. Traktowali ten związek raczej właśnie tak "użytkowo", lubią się, ale jakoś nie widzią się jako para. Mają umowę, że gdyby ktoś z nich związał się z kimś innym, to drugie się usuwa.
I teraz jest taka sytuacja: ona jedzie gdzieś do rodziny i tam zakochuje sie od piwerwszego wejrzenia w jakimś facecie. Z tym, że po dwóch dniach okazuje się, że jest to przystojny oszust, który chciał ją naciągnąć na pieniądze, wychodzi na jaw, że oszukiwał w kwestii swoich danych, że miał już wiele takich podobojów itp. Wielka miłość okazuje się wielką klęską. No ale przespała się z nim. I teraz ma dylemat, czy powinna powiedzieć o tym wydarzeniu temu swojemu koledze (tym bardziej, że mają już dawno wykupiony wspólny wyjazd na sylwestra). Z jednej strony czuje, że powinna. Ale z drugiej strony się wstydzi, że dała się tak oszukać i twierdzi, że skoro ten "romans" z oszustem zaczął się i od razu skończył, to nie ma znaczenia. Ale z trzeciej strony boi się, że skoro oszust zajmuje się zawodowo uwodzeniem kobiet, to jest to mało prawdopodobne, ale teoretycznie nie wiadomo, czy nie sprzedał jej jakiejś choroby i nie chciałaby narażać swojego kolegi.
Co jej powiedziałam?
- że nie jestem pruderyjna i nie mam prawa oceniać faktu wskakiwania do łóżka dopiero co poznanemu facetowi, bo różnie w życiu bywa, ale jeśli kobieta 40+, wykształcona, wydawałoby się inteligentna, uprawia seks z zupełnie obcym facetem bez zabezpieczeń, to znaczy że jest kompletną idiotką i powinna być przymusowo wysłana do szkoły na zajęcia z przygotowania do życia w rodzinie
- nie tylko powinna powiedzieć, ale też poddać się jakiejś kwarantannie, zbadać przed jakimikolwiek dalszymi kontaktami seksualnymi
- zgłosić sprawę próby oszustwa na policję - mimo że wiążę się to z koniecznością upublicznienia swojej naiwności
Mam rację?