06.11.22, 16:15
Poczytałem chyba z kilkaset opinii o tej słynnej terapii i utwierdzam się w przekonaniu, że to jest zwykły scam.
Większość tych, którzy spróbowali ma poczucie zmarnowanego czasu i pieniędzy.

Być może jakaś forma terapii pomoże przy przechodzeniu żałoby albo przy uzależnieniu od hazardu, ale przy problemach z jakimi zmagają się samotni mężczyźni terapia to jest mniej więcej to samo co leczenie u znachora.

Jedyne rozwiązanie to antydepresanty od psychiatry + divy/jakieś masaże erotyczne + skupienie się na drobnych przyjemnościach. Czasem dobrym rozwiązaniem jest też ograniczenie kontaktów z ludźmi do niezbędnego minimum.
Obserwuj wątek
    • tapatik Re: No dobra 06.11.22, 18:38
      Jakiej terapii i o co chodzi?
      • baenzai Re: No dobra 06.11.22, 19:01
        tapatik napisał:

        > Jakiej terapii i o co chodzi?

        Przecież wiesz dobrze o czym mowa.

        Gdy Noajde tu pisał to sam zalecałeś mu pójście na terapię.
    • m.a.l.a_syrenka Re: No dobra 06.11.22, 18:39
      Jakie problemy, inne niż samotne kobiety, mają samotni mężczyźni, że antydepresanty potrzebne? Samotność często jest problemem wtórnym, jeśli w ogóle jest problemem... może bardziej skutkiem pewnych zachowań, chorób, czy coś w tym stylu. Oczywiście piszę jako samotna (jak najbardziej) i z przekonaniem, że ten stan u mnie jest już na stałe. Jednak parę plusów widzę...
      • baenzai Re: No dobra 06.11.22, 19:19
        Kobiety zazwyczaj są samotne z wyboru, a to jednak jest co innego. Do tego łatwiej im znaleźć zwykłych znajomych.

        Czy samotność może nie być problemem? Załóżmy, że ktoś mieszka sobie na jakiejś wyspie, ma tam wyjebaną chatę, czerwone Ferrari i ogólnie wszystkie luksusy, ale jest na tej wyspie zupełnie sam. Pierwszy miesiąc byłby spoko, drugi może też, ale czy takie życie byłoby fajne przez 5 albo 10 lat?

        Niestety, ale człowiek bardziej przypomina zwierzęta stadne niż np. tygrysy. Wiadomo, że teraz jest trochę łatwiej żyć samemu niż kiedyś, ale nadal trudno nam wyprzeć te wszystkie potrzeby z piramidy Maslowa.
        • m.a.l.a_syrenka Re: No dobra 06.11.22, 21:29
          No tak - wybór jest taki, że wyboru nie ma. Przecież nie zwiążesz się z kobietą, która ci się nie podoba i jest wredna, a jako wisienka - uzależniona od czegoś.
        • m.a.l.a_syrenka Re: No dobra 06.11.22, 21:31
          I tak mnie jeszcze naszło: w kwestii znajomych - nie mają ich tylko zbyt szlachetnego pochodzenia, żeby się z plebsem mieszać 😉
          • baenzai Re: No dobra 06.11.22, 22:07
            m.a.l.a_syrenka napisała:

            > I tak mnie jeszcze naszło: w kwestii znajomych - nie mają ich tylko zbyt szlach
            > etnego pochodzenia, żeby się z plebsem mieszać 😉

            Bez przesady.

            Mężczyźnie po 25 roku życia bardzo trudno jest kogoś poznać, zwłaszcza gdy nie posiada zbyt rozwiniętego social skilla. U mnie dodatkowo doszedł jeszcze ten czynnik, że po studiach zacząłem pracę w mieście w którym nie znalem wcześniej ani jednej osoby.
            • m.a.l.a_syrenka Re: No dobra 06.11.22, 23:07
              Nooo... muszę, bo się uduszę... Wiesz, jak ja poznaję nowe osoby? Jedzie sobie osoba niepełnosprawna, pomogę, podpytam, poświęcę czas; mam w sąsiedztwie staruszków, kobietę z paroma rakami - zaopiekuję się; mąż dusił żonę, dzieci piszczały - wezwałam policję, udzieliłam rad, bom też po przejściach; dziecko w depresji - nie musiałam, ale jakoś wyczułam, że mogę pomóc - ci ludzie mają swoje potrzeby, historie, mądrości, mają też znajomych i znajomi mają znajomych - nie jestem zbyt szlachetnego pochodzenia, żeby się zainteresować i poświęcić więcej czasu. Stąd moi znajomi. Ze szkolnymi znajomymi słabo się rozumiałam, palców jednej ręki za dużo, żeby zliczyć moich kumpli - były to zawsze osoby spoza głównego nurtu, który był dla mnie męczący i mało zajmujący. Jednak działałam w harcerstwie, w ruchu tanecznym, ciągałam ludzi po lasach i stąd moi znajomi byli. Ostatnio często brakuje mi "prądu", żeby się więcej udzielać, ale i w pracy przygarnęłam kolegę (żonaty i bardzo dobrze), który był jakiś taki nie taki i ludzie standardowi bardziej używali go, żeby projektować swoje problemy. Nie miałam na to ochoty na początku, ale widać było, że miał potrzebę przyklejenia się i poczucia akceptacji - no i się zrobił znajomy. I to nie jest też tak, że jestem siostra miłosierdzia i zapominam się w pomaganiu, ale skoro mam wakaty w ilości aktualnych kontaktów, albo ewidentnie ktoś jest w potrzebie, to potrafię zdobyć się na wysiłek. Czasem też trafiam na facetów, którzy nie przyjmują do wiadomości, że nie dam rady stworzyć z takim związku - bywa z tym problem, ale przy zachowaniu pewnego dystansu da się to ogarnąć.
              • baenzai Re: No dobra 06.11.22, 23:37
                Jednym zawieranie nowych znajomości przychodzi naturalnie a innym nie. No i pamiętajmy też o typowo obiektywnych przeszkodach - jak masz wokół siebie głównie ludzi 30+ z żonami, dziećmi i swoimi grupami znajomych to bardzo ciężko jest z takimi osobami zawrzeć bliską znajomość.

                Ja parę razem byłem w różnych relacjach trochę na siłę, ale obecnie uważam, że to nie ma żadnego sensu.

                Kiedyś często zagadywałem do jednej laski z pracy (np. gdy się spotykaliśmy w socjalnym). Niby była jako tako rozmowna, ale problem w tym, że zawsze to ja inicjowałem pogawędkę.
                Pewnego dnia nie odezwałem się pierwszy, bo trochę byłem zamyślony. Ona też nie zainicjowała rozmowy więc sobie przez chwilę pomilczeliśmy.
                W kolejnym dniu też się nie odezwałem pierwszy, ale tym razem zrobiłem to intencjonalnie żeby zobaczyć czy ona sama jakoś zagada. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca. smile Zorientowałem się wtedy, że ma na mnie kompletnie wyjebane, a wcześniej odpowiadała tylko z grzeczności. Od tego czasu zacząłem traktować ją jak powietrze (ograniczałem się tylko do ,,część''). wink
                • tapatik Re: No dobra 07.11.22, 20:12
                  Nie zawsze takie zagadywanie prowadzi do związku, ale jeśli nie spróbujesz to się nie dowiesz.
                  U mnie w pracy jest kilka małżeństw, gdzie przyszli małżonkowie poznali się właśnie w pracy, ale to nie jest równoznaczne, że każdemu się uda.
                  Jeśli próbujesz, to może w końcu trafisz na kobietę, która będzie tobą zainteresowana.
                  Jeśli nie próbujesz, to tej kobiety raczej nie spotkasz, zwłaszcza biorąc pod uwagę nasze społeczeństwo, gdzie to mężczyzna jest uważany za stronę inicjującą.
                  • baenzai Re: No dobra 07.11.22, 20:59
                    W tym przypadku chodziło mi wyłącznie o relację koleżeńską. Ale skoro ktoś ma mnie w dupie to nie będę tej znajomości na siłę podtrzymywał.
                    • tapatik Re: No dobra 07.11.22, 21:12
                      Masz rację.
                • m.a.l.a_syrenka Re: No dobra 08.11.22, 18:52
                  No i właśnie o to chodzi - zaczynasz traktować ludzi jak powietrze, bo nie stanowisz dla nich OMG-zachwytu. Ta laska zresztą mogła mieć jeszcze większy problem z nawiązywaniem rozmów niż ty (dobrze, że jestem dużo starsza, bo już zastanawiałabym się, czy o mnie nie piszesz 😂). Poza tym po co skazywać się na próżnię, po dokonaniu odkrycia, że nic z tego nie będzie więcej? Od tej laski może być wiele nici do innych ludzików.
                  To nie oznacza, że sama jestem gadatliwa i nigdy nie serwuję błogosławionej ciszy drugiej stronie, szczególnie gdy wyczuwam jakąś dziwną presję - ostatnio pewnemu cisnącemu panu postawiłam mur milczenia, bo już był nie do wytrzymania i... tak - to nie jest człowiek, który chce mieć znajome/ych jeśli nie może nic dostać. Ostatnio mam też nic do powiedzenia gościowi w pracy, który okresowo kopie pode mną dołki oraz jego wianuszkowi "adoratorów" - tylko kontakt zawodowy.
                  No i stwierdzenie, że ludzie mający rodziny i swoje towarzystwo są już spaleni dla ciebie... nikt się nie rodzi z kolegą przyrośniętym do tyłka (może z wyjątkiem bliźniąt syjamskich), potrzeba wytrwałości i wielu wspólnych przeżyć, żeby było jakieś koleżeństwo, no i chyba też brak zaborczości potrzebny - nie będziesz miał nikogo na wyłączność. Nawet gdybyś znalazł partnerkę, to ona będzie miała swoje zwyczaje i towarzystwo. Moja jak się okazało najwierniejsza kumpela jest dziesięć lat starsza i była w trakcie wychowywania 3 dzieci, teraz już jest babcią. Czy na początku myślałam - to będzie fest przyjaźń? Nie Tego nie przewidzisz, po prostu wyszło w praniu.
                • po-ranna-kawa Re: No dobra 08.11.22, 22:20
                  baenzai napisał:

                  Od tego czasu zacząłem traktować ją
                  > jak powietrze (ograniczałem się tylko do ,,część''). wink

                  Ale o co chodzi, obraziłeś się na nią? Za co?
                  • baenzai Re: No dobra 11.11.22, 13:26
                    po-ranna-kawa napisała:

                    > Ale o co chodzi, obraziłeś się na nią? Za co?

                    Nie, po prostu zaprzestałem pajacowania (bo chyba tak należy rozumieć sytuację, w której to tylko jedna strona wykazuje jakąkolwiek inicjatywą).
                • trentino Re: No dobra 17.11.22, 23:40
                  baenzai napisał:
                  > Zorientowałem się wtedy, że ma na mnie kompletnie wyjebane, a
                  > wcześniej odpowiadała tylko z grzeczności. Od tego czasu zacząłem traktować ją
                  > jak powietrze (ograniczałem się tylko do ,,część''). wink

                  Klasyka. Przerabiałem to wielokrotnie. Jedyne rozsądne rozwiązanie.
                  Zresztą koleżanki w pracy bezpieczniej jest traktować z dystansem jeśli nie jest się jakimś chadem wink

                  Przypomina mi się jak w czasach studenckich często wracałem z zajęć z jednym kolegą z grupy. I miałem taki wewnętrzny przymus żeby jakoś podtrzymywać rozmowę chociaż kosztowało mnie to sporo wysiłku. A on miał wywalone bo jak mi się skończyły pomysły albo energia to następowała cisza big_grin

                  • 999karolina Re: No dobra 17.11.22, 23:53
                    trentino napisał:


                    > Przypomina mi się jak w czasach studenckich często wracałem z zajęć z jednym ko
                    > legą z grupy. I miałem taki wewnętrzny przymus żeby jakoś podtrzymywać rozmowę
                    > chociaż kosztowało mnie to sporo wysiłku. A on miał wywalone bo jak mi się skoń
                    > czyły pomysły albo energia to następowała cisza big_grin

                    A może gdzieś na jakimś forum ten kolega napisał właśnie cos takiego: Przypomina mi się jak w czasach studenckich często wracałem z zajęć z jednym kolegą z grupy. To było straszne, bo on przez całą drogę przynudzał, gadał jakieś głupoty. Trudno było to wytrzymać, z grzeczności milczałem i z ulgą przyjmowałem sytuację, że albo był mój przystanek albo on na chwilę zamilkł.

                    Chodzi o to, że nie każdemu z każdym przyjemnie się rozmawia (z różnych powodów) i nie ma się co dziwić a tym bardziej obrażać.
                    • trentino Re: No dobra 13.12.22, 20:10
                      A ktoś się obraził?

                      Swoją drogą......zapewne chętnie byś wracała z zajęć z koleżanką której nie lubisz i ani razu nie próbowała szukać wymówki żeby tym razem jednak wrócić do domu w inny sposób wink
    • trentino Re: No dobra 17.11.22, 23:44
      Z moich wieloletnich doświadczeń mogę tylko stwierdzić że to gówno daje. Ale to kwestia dość mocno indywidualna. Jeśli należysz do ludzi którym pomaga wygadanie się albo po prostu odpowiednio pokierowana rozmowa to faktycznie możesz coś z tego wyciągnąć. W innym przypadku może być trudno. Ja to sobie mogę gadać, omawiać, analizować i tak bez końca. A hajs leci.
      • 999karolina Re: No dobra 17.11.22, 23:57
        trentino napisał:

        > Z moich wieloletnich doświadczeń mogę tylko stwierdzić że to gówno daje.

        Często faktycznie gówno daje, bo:
        - biorą się za terapię ludzie, którzy się do tego po prostu nie nadają. Trudno trafić na naprawdę dobrego terapeutę
        - ludzie, którzy idą na terapię, tak naprawdę z założenia nie bardzo wierzą w jej skutki, nie potrafią być w pełni otwarci, wprowadzją autocenzurę, bo myślą, jak wypadną itp.
    • anka-jagodzianka Re: No dobra 08.12.22, 06:47
      Z własnego doświadczenia mogę poradzić by jeśli tylko się da to nie pakować się w antydepresanty, w moimi przypadku zadziałały odcinająco, zamknęły mnie w swoim świecie, ból był tylko nie byłam w stanie go wyrzucić z siebie a on tam był i narastał.
      W moim przypadku odstawienie leków wyszło mi na dobre, owszem cierpię (po porzuceniu) ale świadomie, przechodząc kolejne etapy, teraz jestem w stanie częściowego pogodzenia się z tym co było ale jestem już gotowa na szukanie nowego. Coraz chętniej szukam kontaktu z ludźmi, chcę poznawać innych.
      Dlatego z dobrego serca radzę walczyć o siebie bez leków i używek.
      Jeśli ktoś z Was potrzebuje rozmowy, to chętnie wysłucham lub opowiem jakimi sposobami sobie radzę po odstawieniu leków.
      • po-ranna-kawa Re: No dobra 08.12.22, 19:01
        A gdy boli cię głowa, to bierzesz prochy przeciwbólowe, czy czekasz, że samo przejdzie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka