no skoro juz zostalam wywolana do tablicy w poprzednim wątku...;P
jest taka kwestia dot. szeroko pojetego tematu "gdzie/jak kogos poznac", ktora
mnie od dawna nurtuje. dlaczego w knajpie/klubie/dyskotece/itd tak
trudno...kogos poznac?

(wylaczam z tego kolesi szukajacych panienki na jedna
noc;p) Juz mowie o co chodzi. Zdarza mi sie wychodzic samej, bo malo kto z
moich znajomych slucha podobnej muzyki(wiem, dziwne), a ci nieliczni, ktorzy
sluchaja, za wychodzeniem z kolei nie przepadaja. No a jesli wychodze z kims
to najwyzej z jedna czy dwiema osobami, rzadziej w bardzo licznej grupie. No i
nie rozumiem dlaczego ludzie na imprezach jak sa wlasnie w takiej malej (lub
wrecz jednoosobowej

) grupie, nie zagaduja do innych.. to po co tam
przychodza? no dobra, posluchac muzyki. ale to mozna robic w domu... Moze nie
chca nikogo poznawac.

No ale jest na pewno czesc takich osob, ktore chetnie
by z kims pogadaly. i co? i nic... Nie mowie o poznawaniu w celu stricte
"poszukiwawczym partnera", tylko chociazby kolezenskim.
No wiem- niektorzy sa niesmiali. Ale chyba nie wszyscy i nie az tak

No wiem 2 - przyganial kociol garnkowi.;P sama, mimo ze w miare odwazna, nie
zagaduje za bardzo do nikogo obcego, zdarza mi sie to bardzo rzadko (moze
nieslusznie???) Ech...
Chyba znow zapętlilam
a Wy co myslicie?? mielibyscie cos przeciwko zeby ktos Was "zaczepil" (w mily
sposob)?