tawnyroberts
09.12.09, 18:00
Przed kilkoma laty zaczytywałem się w nostalgicznych opowieściach o
bieszczadzkich wioskach na serwisie "Region Halicz". Moją ulubioną
była wówczas ta o Żernicy, autorstwa Marcela Domina. Później z
przykrością zauważyłem, że ta ciekawa witryna zaczyna umierać
śmiercią dla internetu naturalną: nowe teksty pokazywały się tam
coraz rzadziej, wreszcie przestały pojawiać się wcale. Czyżby
autorzy stracili już serca dla swoich ukochanych Bieszczadów? Nie,
takich słów, jak te o Żernicy, nie byłby w stanie napisać ktoś,
traktujący przygodę z tymi wspaniałymi górami jako przelotną
znajomość. "Region Halicz" na pewno jeszcze powróci, tak jak ja
wracam czasami na strony serwisu. I do Żernicy, tam gdzie mój dom...
"Dom"
Żernica. Miejsce na mapie jakich wiele w moich ukochanych
Bieszczadach. Kiedyś była tu duża wioska (204 zagrody). Obecnie
można tu znaleźć samotny kościółek, chylącą się ku upadkowi cerkiew
z 1800 roku, zdewastowany dworek z okresu międzywojennego i budynki
gospodarcze - spuścizna minionego okresu. Wokół góry, lasy, łąki.
Spokój, cisza. W dolinie szemrze potok, wtórują mu ptaki. Do
najbliższej osady trzeba przebyć 4 km wertepami. Tylko samochód
terenowy dobrze radzi sobie na tej drodze w każdych warunkach
pogodowych. Można tu spotkać prostych ludzi (choć niektórzy z nich
mają dwa doktoraty), zajmujących się wypałem węgla drzewnego.
Czasami turystów z zaciekawieniem oglądających cerkiew, najczęściej
na rowerach górskich.
[...]
Będąc samotnie w Żernicy zastanawiałem się nad znaczeniem słowa dom.
Czym jest dom? Budynkiem w którym mieszkasz? A może w którym
urodziłeś się Ty, Twoi najbliżsi, rodzice? Co sprawia, że tam chcesz
wracać? Dlaczego czujesz ulgę, gdy podjąłeś już decyzję o powrocie z
podróży, wracasz do domu?
Dużo pytań. Zacząłem je sobie zadawać, gdy zostałem sam w jedynym
obecnie mieszkalnym budynku w Żernicy. Gdy oglądałem cerkiew, stare
drzewa owocowe - jedynych obecnie świadków tych, którzy tu kiedyś
mieszkali. Gdzie oni są?
Ja również kiedyś opuściłem dom rodzinny. Uczyniłem to z własnej
woli. Początkowo tęskniłem bardzo. Z biegiem lat to uczucie słabło.
Już chciałem wracać tylko wtedy, gdy byłem na kolejnym zakręcie
swego życia. Obecnie jeżdżę tam kilka razy do roku odwiedzić
rodzinę, na cmentarzu tych, którzy już odeszli. Mój dom jest także
teraz tutaj. Tu mieszkam, tu są moi najbliżsi, przyjaciele. Tu
pracuję. Tu żyję. Zapewne tak jest z byłymi mieszkańcami, chociaż
oni opuszczali swoje domy pod przymusem.
Samotna cerkiew w Żernicy Wyżnej ma staraniem konserwatora zabytków
odnowiony przed laty dach, ale mury pękają. Lepiej wygląda, ma
lepszy stan techniczny kościółek w Żernicy Niżnej. Tu raz do roku
odprawia się mszę, czasami modlą się tu myśliwi na Huberta. Ale ten
budynek, choć zadbany jest pusty, samotny na zboczu góry wśród
otaczających drzew. Dom nie może istnieć bez ludzi, także cerkiew
bez swych wyznawców popada w ruinę. Stare drzewa owocowe umierają,
łamią się ze starości konary, ale czasami obok staruszka pojawia się
młode drzewo.
Ślady cmentarzyku przy kościele można odnaleźć tylko wczesną wiosną.
Na przycerkiewnym cmentarzu można jeszcze odczytać: JULIA PRACH
przeżywszy lat 40 zmarła 5.9.1931 roku. Ktoś zapalił znicze, położył
bukiet polnych kwiatów. W pobliżu murowana płyta nagrobna z
pomalowanym niedawno krzyżem. Obok mały krzyżyk. Teren cmentarza
zakrzaczony. Przed cerkwią postument z ułamanym metalowym krzyżem. O
niego oparty podniesiony troskliwą ręką uszkodzony betonowy krzyż.
Z prawej strony kikut zniszczonego, wielkiego, drewnianego krzyża i
resztki blach pokrywających inny. Wieniec starych drzew dobitnie
akcentuje sakralny obszar. Przepływający poniżej potok podmywa
zbocze wzniesienia, na którym zbudowano zabytkową cerkiew. Jeśli
nikt mu nie przeszkodzi wkrótce ona runie.
Odtworzyć wioski się już nie da. Obecnie cały teren z wyłączeniem
cerkwiska jest w prywatnych rękach (około 800 ha w jednym kawałku).
Nie ma już domów. Nie przetrwałyby do dzisiaj. Prawdopodobnie byłyby
tu murowane budynki, gospodarstwa tętniące życiem. Dzisiaj jednak
jest tu spokój, cisza, samotność skłaniająca do zadumy. Niech tak
będzie, ale trzeba ratować zabytkową cerkiew, chylącą się ku
upadkowi. Doprowadzić do jej użytkowania. Niech i tu chociaż raz w
roku, na patrona świątyni, odbędzie się msza. Trzeba odnowić groby.
Żernica ma jeszcze jeden epizod z gatunku "exodus mieszkańców". Jest
to powojenny wątek pegerowsko-więzienny. Tu gospodarzył PPRol ze
Średniej Wsi, zatrudniający skazanych. Po tym okresie zostały
zabudowania: stróżówka, warsztat, owczarnie. We dworku mieszkali
cywilni pracownicy. Ich także tu nie ma. Upadło przedsiębiorstwo i
ludzie musieli się wynieść.
Przed Żernicą istnieje jednak szansa na restytucję. Jej nowy
właściciel ma plany, które spowodują, że znowu pojawią się tu
ludzie. Oby nowi mieszkańcy nie przeszkadzali tym, których już tu
nie ma.
Byli mieszkańcy Żernicy! Ja wracam do swojego domu, nie zapomniałem
o tym, którego już nie ma (dom mojej młodości). Dawniej ówczesne
władze zabroniły Wam powrotu, dzisiaj jest to możliwe. Wy też
powinniście tu wrócić. Chociaż raz w roku, do cerkwi Waszych
przodków. To wręcz Wasz obowiązek!
Pierwszy krok do powrotu to odnowienie grobów, remont cerkwi, jej
konsekracja. Jeśli nie zostanie on wykonany dzisiaj, to czas byłych
jej mieszkańców bezpowrotnie minie. Do tego nie chcę i nie możemy
dopuścić.
Marcel Domin
Żernica, sierpień 2000 r.
region.halicz.pl/zernica/dom.htm