Dodaj do ulubionych

Zamyślenia - Na odludziu

19.11.07, 14:55
Porządkując domowe archiwum, natrafiłem na ten artykuł, który ukazał
się 22-24 lutego 2002 r. w dzienniku Nowiny. Piękna i smutna
zarazem, opowieść o mieszkańcach Pogórza. Coś na długie zimowe
wieczory...

"NA ODLUDZIU

Na dnie głębokiej kotlinki stały zabudowania dla ludzi i trzech
krów. Krzyczeć w tej kotlince: ratunku, na pomoc - daremny trud, bo
las otaczający siedlisko z trzech stron tłumi głos, a tam gdzie nie
ma lasu, wznosi się, porośnięte trawami, strome zbocze, nacelowane
na Gwiazdę Polarną. Telefonu w samotnym siedlisku nie było i nie
dochodziła tam elektryka. W 2001 roku zmartwieniem dwojga ludzi
mieszkających na odludziu było to, czy do sklepu w Hucie Poręby
dostarczą naftę.
Na odludzie wiódł szlak przez las, silnie zarastający krzakami i
drzewami, zwężający się miejscami do ścieżyny, którą co parę dni
podążał zazwyczaj Krzysiek, chłopak ze wsi, z zaopatrzeniem dla
staruszków żyjących na odludziu - z zapałkami, naftą, cukrem,
chlebem, solą. - Na mięso, wędliny nas nie stać - mówiła Cecylia
Kuczeła, rok urodzenia 1920.

Tu mieszkać, czy się utopić

Przez 40 lat mieszkała samotnie w kotlince. Kiedyś było tu więcej
domów, trzy numery po jednej stronie potoku i siedem po drugiej, ale
wszystkie chałupy spaliła Ukraińska Powstańcza Armia. Odbudować
siedlisko odważył się tylko Józef Kuczeła, ale niebawem po tej
robocie pomarł. W trzy lata później zmarła matka Cecylii, Teresa. Po
pogrzebie brat Cecylii, który wtenczas mieszkał w Legnicy, spytał:
- Co zamierzasz, Celka, robić? Odpowiedziała, że nie wie, czy tu
mieszkać, czy się utopić, czy co robić. Rozpacz miała ogromną. A
potem przeszło tutaj w samotności 40 lat, aż sprowadził się na
odludzie brat.

Jeszcze nas kiedy spalisz

On jest słabowity, ledwo powłóczy nogami. Raz robił siekierką dyle
do stajni, które połamała krowa i od razu go chwyciło za serce.
- Chorowity, ale kurzy dużo papierosów - narzekała siostra. Leży na
łóżku i kurzy. - Jeszcze nas kiedy spalisz - psioczyła.
Odpierał, że większy przeciwpożarowy frasunek wzbudza piec. To
prawda, przyznawała, bardzo się dymi, trzeba materiał kupić i prosić
fachowca, żeby przerobił, aby paliło się dobrze, bo przez niedobre
palenie zimno. Doznała przeziębienia rąk od łokcia do końca, bo
lubiła spać z rękami pod głową. Na lekarstwa wydała kupę forsy, ale
nic nie dało - nie może palcami rąk poruszać. - Przez wykręcenie rąk
wydłużyło się dojenie - podkreślił brat - bo dojkę musi trzymać
teraz dwoma rękami, a krowa ma cztery dojki.
Pies zmarzł i zdechł, więc się nie ustoi kura przy domu. Lis zeżarł
piętnaście ptaszyn, chodził koło domu w biały dzień. Jakby był dobry
pies, to by tak nie było.

Bateryjki do radyjka

W 2001 roku letni dzień zakończyła Cecylia Kuczeła jak zwykle
pacierzem. Pewnie nie planowała następnego dnia, bo co planować -
wstawała, o której chciała, szła do krów, potem dbała trochę o
siebie. Po śniadaniu wyganiała krowy na pastwisko. Musiała je
dozorować, bo latawice poszłyby 20 km do Birczy, woj. przemyskie.
Już podkarpackie. - A od kiedy? - spytała ze zdziwieniem. - Od
początku 1999 roku. - To głupia nazwa, jakie tu Karpaty - odrzekła.
Jan Kuczeła ten dzień kończył z uchem przy radyjku. - Jakby nie
radyjko, to bym szału dostał. A tak człowiek jest uświadomiony, jak
inni żyją. Dlatego kupuję bateryjki do radyjka.
Siostra stroniła od radyjka. Czasem czytała tygodnik niedzielny,
który dziewczę z Huty jej przynosiło. Ksiądz tę gazetę przynosi do
kościoła. Jej nie interesuje, co się dzieje na świecie, jak nazywa
się premier, jak prezydent, jak przebiega lustracja i kto to jest
Krzaklewski. - Mnie się wszystko uprzykrzyło, bo to jest takie
wielkie zamieszanie. Ja bym chciała mieć drogę do domu. Ludzie mogą
tu dojść tylko w butach gumowych, w skórzanych nie.

Krótko ostrzyżony kawaler

Może w tę letnią noc, która z woli Bożej okazała się ostatnią
godziną, przemknęło jej streszczenie życia. Że spędziła je w
samotności, bo gdy była panienką, to kawalerowie na koniu albo
pieszką podążali ku niej, ale błądzili po lasach, nie mogli trafić.
Trafił jeden, krótko ostrzyżony na wojskowego, ale plany im się nie
zgodziły - chciał, żeby sprzedała wszystko i z pieniędzmi jechała z
nim do Sanoka, bo potrzebuje pieniędzy na mieszkanie. Już go więcej
nie widziała. Krótko ostrzyżony nie spodobał się jej. Mając 80 lat
jednak furt mówiła, że przydałby się dobry człowiek do życia.
Może w tej ostatniej chwili przypomniały jej się marzenia o wodzie
bieżącej w domu, o elektryce, bo gdy robili w okolicy światło, to
się nie zapisała, bo myślała, że tu będzie chwilkę, a chwilka
przeciągnęła się.

Wygnanie

Może stanął jej przed oczyma powojenny grudniowy dzień, gdy
banderowcy z karabinami wpadli w nocy do domu, nakazali podnieść
ręce do góry i zrabowali: zapałki, mydło, noże, łyżki, odzież,
jedzenie. Został koc, z czego mama dla siebie i córki zrobiła
spódniczki, a bluzkę z podszewki taty marynarki. Z tym poszły w
świat na kilka lat na tułaczkę, aż stary Kuczeła jako pierwszy i
jedyny odważył się wrócić i odbudować obejście.

Tu jestem wolna

Może w tę ostatnią noc, choć człowiek nie wie, że termin został mu
wyznaczony, pomyślała z żalem, że niepotrzebnie odmówiła namowom
leśniczego, który radził przenieść się do Dynowa, do domu spokojnej
starości. Brat był za tym. Ona nie była temu rada. Pójdzie, a co
zrobić z Baśką, Mućką, Siwka i cielakiem. Tam krów nie przyjmują, z
cielakami czy bez. - Siostra by pewnie poszła do Dynowa, gdyby nie
krowy - mówił brat. - Ona do krów ma zamiłowanie. W stajni rozmawia
z nimi. Różne gada im rzeczy. O, teraz tam nie pójdę, bo wiem, że
rozmawia.
- Mleko lubię, krów nie lubię, bo bestyje nieusłuchane - odpowiadała
bratu. - Lubię dobre, ciepłe mleczko, śmietanę, masło, ser i co
chcę. Zapasów jest też niemało na utrzymanie krów - siano, słoma.
Tu nie jest smutno, a w domu starców człowiek jest pod komandą, co
dadzą, trzeba przyjąć. Tu brat mną nie komenderuje. Czasem szurnie,
ale ja gadam: - Spokojnie człowieku, nie podskakuj, nie masz na
kogo. Do domu starości nie chcę iść. Nie chcę iść do obcych ludzi.
Tu jestem wolna.

Komunikat

Latem 2001 roku policja zakomunikowała, że w Hucie Poręby na
odludziu spaliło się obejście. W zgliszczach znaleziono szczątki
dwojga ludzi, mieszkającego tu rodzeństwa. Krzyczeć w tej kotlince:
ratunku, na pomoc - daremny trud. Zresztą, wątpliwe, czy Jan i
Cecylia wołali o ratunek."
Obserwuj wątek
    • carexic Re: Zamyślenia - Na odludziu 20.11.07, 22:14
      Aż łza w oku sie sam kręci. Bardzo poruszający artykuł. Ciekawe czy jest ktoś
      kto mógł by powiedzieć coś więcej na temat tych ludzi.
      • darino Re: Zamyślenia - Na odludziu 21.11.07, 09:05
        Jeszcze 10-20 lat temu pełno starszych ludzi mieszkało w takich
        zakamarkach. Do teraz chyba większość wymarła ???
        • tawnyroberts Re: Zamyślenia - Na odludziu 21.11.07, 11:51
          Niestety tak. Starzy umierają, a młodzi nie chcą żyć na odludziu.
          Ale znam jeszcze trochę takich zamieszkałych samotni...
          • ralston Re: Zamyślenia - Na odludziu 21.11.07, 12:17
            Kilka lat temu w Borysławce mieszkał jeszcze samotny mężczyzna. Miał
            psa i kilka sztuk drobiu...
            • tawnyroberts Samotna chata w Borysławce 07.01.08, 14:32
              Niestety już tam nie mieszka. Nie wiem czy zmarł czy się
              wyprowadził, ale chata i obejście wyglądają na opuszczone od
              dłuższego czasu.

              Samotna chata w Borysławce na zdjęciu zrobionym wczoraj 6 stycznia
              2008 r.:

              fotoforum.gazeta.pl/3,0,1020903,2,1.html
              • ralston Re: Samotna chata w Borysławce 08.01.08, 09:14
                No to Borysławka wymarła... :( Parę lat temu wydawało się, że to
                samo będzie z Kopyśnem, ale tam życie wróciło.
                • tawnyroberts Samotnik z Borysławki 10.01.08, 10:18
                  Poznałeś może bliżej tego samotnika z Borysławki? W jakim był wieku?
                  Mieszkał w Borysławce także przed wojną, czy osiedlił się tam już po
                  niej?
              • 99venus Re: Samotna chata w Borysławce 11.10.15, 13:47
                przejmujące zdjęcie.lubię samotność,często przebywam sam w chałupce ale na Borysławce bym się nie zdecydował.
    • ralston Re: Zamyślenia - Na odludziu 21.11.07, 10:27
      Te imiona to prawdziwe? Czy tak wymyślone, żeby jak w "Nad Niemnem"
      było?
      • tawnyroberts Prawdziwe, prawdziwe... 21.11.07, 11:11
        O tak, jak najbardziej prawdziwe. Wrzuciłem na fotoforum zdjęcie
        rodzeństwa Kuczełów. Może natknąłeś się na ich samotną chatkę w
        czasie swoich wędrówek po Pogórzu...

        fotoforum.gazeta.pl/3,0,965646,2,1.html

        P.S. Autorem zdjęcia i całego artykułu w Nowinach jest Adam Warzocha.
        • ralston Re: Prawdziwe, prawdziwe... 21.11.07, 11:17
          A gdzie dokładnie stała ta chata?
          • tawnyroberts Chata na mapie 21.11.07, 11:38
            Tutaj:

            fotoforum.gazeta.pl/3,0,965732,2,1.html

            Na chatę wskazuje czerwona strzałka.
            • ralston Re: Chata na mapie 21.11.07, 12:22
              W tamtym rejonie Pogórza byłem jakieś trzy lata temu, ale z całą
              pewnością nie było mnie w miejscu wskazanym na mapie. Najbliżej
              byłem w Jaworniku...

              • samarra89 Re: Chata na mapie 27.09.15, 19:30
                dla zainteresowanych zdjęcia domu :)fotoforum.gazeta.pl/u/samarra89.html
    • tawnyroberts Na odludziu - Łaski (Tyrawa Wołoska) 08.01.10, 12:56
      Takim odludziem jest z pewnością przysiółek Tyrawy Wołoskiej Łaski,
      chociaż prowadzi do niego nawet asfaltowa droga. Przed wojną
      mieszkało tam jakieś dziesięć rodzin, obecnie bodajże cztery, z
      czego tylko dwie "siedzą" tam z dziada pradziada.

      Wśród napływowych są państwo Lucyna i Maciej Gutowscy, którzy
      porzucili wygodne życie w Pabianicach i zamieszkali na Łaskach w
      starej drewnianej chałupie. Jeszcze do niedawna prowadzili tam
      gospodarstwo agroturystyczne i pracownię ikon. Nie wiem jak jest
      obecnie, bo jakieś dwa lata temu Pani Lucyna zapowiadała
      ograniczenie pisania ikon.

      Aby dostać się do przysiółka, należy za Tyrawą Wołoską (jadąc od
      strony Sanoka) skręcić w pierwszą asfaltową drogę w lewo (mocno pod
      górę). Radzę jednak zostawić swój pojazd w Tyrawie i przespacerować
      się na Łaski, bo widoki są stamtąd przepiękne. Tym bardziej, że to
      zaledwie jakieś 3 kilometry. Można też "atakować" leśnymi ścieżkami
      od strony Siemuszowej (przysiółek Piła), ale raczej na piechotę i
      najlepiej z dobrą mapą lub kompasem, chociaż jeszcze przed wojną był
      tam normalny, często uczęszczany trakt.
      • tawnyroberts Łaski (Tyrawa Wołoska) raz jeszcze 07.01.11, 21:35
        O Łaskach, ale także i o Krecowie, Woli Krecowskiej i Lachawie, pięknie pisała w innym wątku na forum Ewa - "mniejszosci_karpackie". Pozwolę sobie jej wpis umieścić również tutaj.

        "W Łaski, przysiółek Tyrawy Wołoskiej, wrócili moi dziadkowie dzięki temu, że mieli do czego, zostawili dom jeszcze nie ukończony, (wcześniejszy spalił oddział WL). Łaski miały szczęście, bo zostało tam kilka rodzin, które poniekąd doglądały zabudowań sąsiadów i spowinowaconych, a nowy nikt się nie osiedlił. Dlatego wracali do siebie. Lachawa została spalona według moich skromnych danych przez WL, ale być może się mylę. Jeśli chodzi o powroty do Krecowa i Woli Krecowskiej, to zasadniczo ich nie było. Te wsie oraz Lachawa najbardziej ucierpiały, zostały wysiedlone w 100%, a następnie starte w pył. Na Woli obecnie są dwa domy, obydwa powojenne, autochtonów. Na Krecowie jest kilka powojennych, również w większości krecowian. Przed wojną parafia greckokatolicka w Krecowie liczyła ponad 2,5 tys. osób, z tego ok. 1 tys. zamieszkiwało Wolę i Lachawę z przysiółkami (np. Zapomiarki, Piszczyska).

        Powroty były uzależnione od wielu czynników, m.in. od pozwolenia władz różnego szczebla, a także opinii środowiskowej sąsiadów. A to wszystko nie było łatwo zdobyć. Jeśli to faktycznie byli starzy sąsiedzi czy rodzina, to raczej nie było problemu, ale niewielu miało to szczęście. Ponadto ludzie ważyli czy lepiej wrócić do swojej, ale przecież innej okolicy, innych ludzi, mimo wszystko, czy też zostać tam gdzie się zadomowili, a może jednak w ogóle wyjechać zagranicę: Kanada, USA. Nic nie wskazywało na zmiany. Pierwsze powroty zaczęły się dopiero w latach 60-tych, a wtedy też wielu, jeśli mieli możliwość i nie byli w podeszłym wieku to uciekali z kraju, w którym ich nikt nie chciał... Znam takich którzy po wysiedleniu i tułaczce na północy postanowili jednak wyjechać na Ukrainę. Oni zrezygnowali... Znam też takich którzy wracali po kilka razy, mieszkali po barakach, byli śledzeni i musieli meldować się na posterunkiu MO, aż wreszcie dali im spokój.

        Z dzieciństwa i moich częstych wakacji na Łaskach pamiętam pewną kobietę. Nazywano ją Ilunka - przydomek, przezwisko. W Górach Słonnych wielu je miało i ma nadal. Antroponim. Ilunkę nie wysiedlili, bo uznano ją za psychicznie chorą. Ilunka nie umiała mówić po polsku, mówiła gwarą rusińską, nie umiała czytać i pisać. Mieszkała w Krecowie, tam gdzie się urodziła. Wieś była spalona, to zbudowała szałas dla siebie i kóz, z którymi co parę dni chodziła do Tyrawy Wołoskiej, do ludzi. A chodziła górami, tak jak i dawniej, właśnie przez Łaski zaglądając przy okazji do chałupy moich dziadków.

        Łaski są położone na górze, dzisiaj między lasami, a kiedyś dookoła były pola aż pod same szczyty. Z Łazek było widać Lachawę, też jej pożar. Zresztą nie tylko jej, również Ulucza... Z Ulucza pochodziło dziewcze, sierota, którą brat mojego dziadka z żoną przygarnęli do pomocy w gospodarstwie. Widok palącego się domu to jeden z najgorszych jakie człowiek może zobaczyć w swoim życiu. Czym jest widok palącej się wsi, rodzonej wsi? Teraz nie ma znaczenia kto to uczynił, zgliszcza są do dzisiaj... Tylko ten który nie widział, nie rozpaczał, nie kochał i nie nienawidził, nie rodził się i nigdy nie umierał na zgliszczach swojego życia jest w stanie oceniać...

        "...Pohynu ja w czużym kraju, chtoż mi bude braty jamu? Wyberut mi czuży liude... Mamko moja ne daj meni..."

        forum.gazeta.pl/forum/w,49301,75296229,90615046,Re_Powroty_w_gminie_Tyrawa_Woloska.html
    • tawnyroberts Spłonął dom Henriego Schumachera w Hulskiem 07.01.13, 13:26
      W łacińską Wigilię spłonął w Hulskiem nowo budowany dom Henriego Schumachera - Niemca, który w dzikich Bieszczadach znalazł swoje miejsce na ziemi. Schumacher gospodarował w Hulskiem na 30-hektarowej działce, zakupionej kilkanaście lat temu przez Fundację "Plemię Sanu", której był współzałożycielem. Przez długie lata pomieszkiwał z rodziną w namiocie lub barakowozie, a na zimy najczęściej przenosił się do Niemiec. Wznoszona w stylu pruskim samotnia miała być ukoronowaniem jego marzeń o życiu w zgodzie z naturą, z dala od zgiełku współczesnego świata. Przyczyną pożaru było najprawdopodobniej podpalenie. A co z kolei w tej bieszczadzkiej głuszy mogło być przyczyną podpalenia? Gazety milczą na ten temat jak zaklętę, zdecydowanie więcej można dowiedzieć się z forów internetowych. Moim zdaniem poszło tutaj o konflikt interesów, ale zobaczymy jakie wyniki przyniesie policyjne dochodzenie w tej sprawie.


      "Czy ktoś podpalił dom polsko-niemieckiej rodziny w Bieszczadach?"

      W Wigilię doszczętnie spłonął dom polsko-niemieckiej rodziny, która mieszka w Bieszczadach. Policja i prokuratura badają, jaka była przyczyna pożaru.

      35-letni Henri Schumacher, miłośnik przyrody, mieszka w dolinie potoku Hulskiego, gdzie 12 lat temu kupił 30-hektarową działkę. Ma żonę Polkę - Berenikę. Razem mają dwie córki: 5-letnią Jolę i 3-letnią Ronję. Schumacherowie przez ostatnie lata mieszkali w barakowozie, niedaleko domku, który od dwóch lat budowali własnymi rękami.

      Henri jest z zawodu cieślą, Berenika zajmuje się rękodziełem artystycznym, prowadzi także sklepik internetowy.

      *Z domu został tylko piec*

      Domek budowali na kamiennym fundamencie w stylu pruskim. Drewniany szkielet łączony był bez użycia gwoździ. Szkielet wypełniano plecionką z leszczyny. Na początku listopada Schumacherowie dach pokryli dachówką i w niedługim czasie mieli się do domu wprowadzać. Do wykończenia mieli jeszcze ściany i podłogi.

      W Wigilię dom doszczętnie spłonął. Ostał się tylko piec. Schumacherów wtedy w domu nie było, bo pod koniec listopada pojechali do Niemiec odwiedzić matkę Henriego. Berenika chciała również sprzedać swoje wyroby na jarmarku świątecznym.

      - W Wigilię koleżanka, która była w Hulskiem nakarmić nasze koty, wysłała SMS: "Wasz nowy dom spalony. Został piec. Co robić?" - opowiada "Gazecie" Henri Schumacher, który na wieść o spalonym domu szykuje się z rodziną do powrotu z Niemiec.

      *Strażacy: Nie było już czego gasić*

      Policja potwierdza zdarzenie. - Informacja o spalonym domu dotarła do policji w Ustrzykach Dolnych w Wigilię około godz. 17.30. Sprawdzane są okoliczności i przyczyny pożaru. Policyjne czynności nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Lesku - mówi Jacek Kocan z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie.

      - O pożarze dowiedzieliśmy się od policji. Gdy dojechaliśmy na miejsce, nie było już czego gasić. Tylko zabezpieczaliśmy pogorzelisko. Sprawdzaliśmy, czy nie było ofiar śmiertelnych i poszkodowanych. Zdarzenie nietypowe, bo nikt nic nie widział - mówił nam w środę Dariusz Dacko, dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej Straży Pożarnej w Ustrzykach Dolnych.

      *"Ten domek był całym naszym życiem"*

      Schumacherowie są przekonani, że dom został podpalony. Twierdzą, że do pierwszej próby podpalenia doszło na początku listopada. Rodzina znalazła wtedy w pobliżu domu trzy puste pięciolitrowe kanistry po benzynie. - Cała podwalina została zalaną benzyną. Na szczęście spaliło się tylko jedno okno i belki wokół okna, ale cały dom jeszcze stał. Policja sprawcy nie ustaliła i prokuratura w Lesku umorzyła sprawę - wspomina Henri.

      Po listopadowym pożarze rodzina dom ubezpieczyła. Teraz straty Schumacherowie wyceniają na około 120 tysięcy złotych. - Ten domek był śliczny, był całym naszym życiem. Naszym zdaniem dom został podpalony - twierdzi Henri Schumacher.

      Mówi, że do Niemiec nie chcę się wyprowadzać. - Ale pewnie trzeba będzie gdzie indziej się wybudować. Bo mamy znów tutaj stawiać dom, by za chwilę go spalono? - pyta retorycznie. - Chcemy dalej mieszkać w Bieszczadach. Kochamy życie bez chemii i betonu - dodaje.

      Marcin Kobiałka

      rzeszow.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,13107847,Czy_ktos_podpalil_dom_polsko_niemieckiej_rodziny_w.html
      • 99venus Re: Spłonął dom Henriego Schumachera w Hulskiem 11.10.15, 14:08
        debilna organizacji forów wprowadzna ostatnio uniemozliwia czytanie całości.
        uprzejmie proszę o odpowiedź:czy znaleziono sprawców podpalenia?co się dzieje teraz z rodziną Schumachera?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka