dziunia32
13.11.04, 15:49
Sloneczna,jesienna sobota2002r...dzien porodu,ostanie usg...41tc,Tomek
duzy,piekny,zdrowy...rodze,sekunda zmienia wszystko...wypada pepowina-srednio
raz na 100tys porodow...wyjmuja Tomcia w glebokiej zamartwicy,dostaje 1p
APGAR...stan bardzo ciezki-widze jak starsza polozna zanosi sie od
placzu,lekarz sciska mnie za reke,potem w ciszy sali mowi-Niech sie pani
modli,jesli synek z tego wyjdzie to bedzie CUD...
Sloneczny,jesienny wtorek2004r...Tomcio swietuje 2 urodziny.Kiedy z
przejeciem zdmuchuje "dwojeczke" na torcie placz sciska mi gardlo.To wlasnie
o tej godzinie wazyly sie jego losy.Caluje umorusana tortem buzke i szeptam
mu do uszka:Jak to dobrze,ze cuda sie zdarzaja,moj dzielny maluszku...
Wybaczcie,Drogie Mamy,ze wpycham sie ze swoja radoscia,kiedy tyle tu
cierpienia,ale tak bardzo chcialam sie nia z Wami podzielic.
Pozdrawiam
Dziunia