Dodaj do ulubionych

Mój Adaś urodził się bez nerek

18.03.06, 15:42
Drogie mamy Aniołków, mamy chorych dzieci, mamy zdrowych pociech...

Chcialabym sie podzielic z Wami moja przykra historia

Mam na imie Justyna, 25 lat i jestem jeszcze panna ale zyje w zwiazku od
9 lat. W litopadzie roku 2004 dowiedzialam sie ze jestem w ciazy - byla to
tzw. wpadka. Ale ucieszylismy sie ze bedziemy miec dzidziusia tymbardziej ze
to czas najwyzszy - stwierdzilismy. Na poczatku grudnia poszlam do gin. by
potwierdzic ciaze. Faktycznie - mam fasoleczke w brzuszku. Kolejna wizyta w
styczniu - USG - i... szok - brak akcji serca. Wiedzialam co to oznacza
poniewaz duzo kobiet w mojej pracy przez to przeszlo, nawet moja bliska
kolezanka z brygdy. 17.01.05 usuneli mi moja fasolke. Slyszalam tylko:
jestescie mlodzi, bedziecie miec dzieci, nie wy pierwsi nie ostatni. Bylam na
zwolnieniu, powrocilam do pracy po 4 tygodniach - jakos doszlam do siebie.
Minely 4 m-ce, tak bardzo pragnelismy miec dziecko. Rozpoczelismy nasze
starania pod koniec maja. Po dwoch tyg. zrobilam test - wynik negatywny.
Plakalam, ze nie bede miec dzieci ze podczas skrobania uszkodzili mnie w
srodku, ze jestem bezplodna. Od tamtego razu nie zblizylismy sie do siebie
ani razu, nie mielismy ochoty, bylismy zajeci wyjzdem mojego partnera do
Anglii. Wyjechal 21.06.05 a mi zaczal sie... spozniac okres. Myslalam ze to
na tle nerwowym i nie pomyslalam ze moge byc w ciazy. A jednak.... bylam.
Płakalam i sie cieszylam ze moze w koncu sie uda. Wizyty u lekarza byly dla
mnie przyjemnosia bo slyszalam ze serce bije, ze wszystko w porzadku. Potem
pojechalam na 2 tyg. do ojca dziecka, zawiozlam mu zdjecie naszej kruszynki.
Wrocilam taka szczesliwa i z upragnieniem czekalam na grudzien, na swieta, ze
w koncu sie zobaczymy i pojedziemy kupowac wyprawke. Ale.... szczescie nie
trwalo dlugo. W pazdzierniku poszlam na kolejna wizyte gdzie moja ginia
zauwazyla ze mam malo plunu owodniowego. Nie kazala mi sie denerwowac mowila
ze tak bywa czasem, ze sa specjalne zabiegi dzieki ktorym ten plyn sie
uzupelnia. Kazala przyjasc za tydzien. Przyszlam. Plynu bylo jeszcze mniej.
Bylam wowczas w 23 tyg. Wypisala skierowanie do kliniki w Poznaniu na Polnej.
Pojechalam na drugi dzien do Poznania. Zarejesrowalam sie w poradni, potem
mierzenie cisnienia, maly wywiadzik i badanie u pani doktor, ktora
powiedziala ze mam wziasc numerek na USG i z opisem wrocic do niej. Niestety
numerkow nie bylo, nie zalapalam sie. Kazali przyjechac po wekeendzie.
Przyjechalam ponownie - kolejne 100km., dostalam numerek i poszlam na USG.
Badanie trwalo dosyc dlugo. Nie mogli znalezc pecherza moczowego, zoladka i
przede wszystkim nerek. Z opisem trafilam do pani dr. A ona powiedziala ze
albo mi pekly blony albo jest podejrzenie wady u dziecka. Placz, placz i
jeszcze raz placz. I co dalej pytalam? Chciala mnie polozyc na oddzial lecz
nie bylo miejsc, wolne lozko bedzie dla mnie za 9 dni. Zalamalam sie, coz
robic dalej? Czekac... powiedziala doktor. Wracalam do domu, dostalam telefon
od brata mojego partnera pytal sie co i jak, czy cos wiadomo? Powiedzialam co
wiedzialam, ze musze czekac na miejsce. Wymienilismy kilka slow i sie
rozlaczylismy. Za pare minut dzwoni ponownie i mowi ze mam przyjezdzac do
Szczecina, do nich, ze mam umowiona wizyte na wieczor z gin. ktory pracuje w
klinice. Pojechalam. Bylam na wizycie. Zrobil USG i nic nie widzial, obraz
byl beznadziejny bo malo plynu owodniowego. Wypisal skierowanie do kliniki i
pojechalam z samego rana. Kolejne USG - diagnoza identyczna jak w Poznaniu.
Wspomnial o przerwaniu ciazy bo dziecko i tak nie bedzie zylo bez nerek. Dla
mnie szok, niewiem co robic!!! Nie ma przy mnie mojej ukochanej osoby bo musi
zarabiac na nas i dzidziusia jedynie rozmowy telef. ale co z tego....
potrzebuje jego ramienia do wyplakania. Podjelismy decyzje ze przerwiemy
ciaze. Czekalam az wywolaja porod. Potem kolejne USG robil inny doktor - to
samo rozpoznanie. Pytalam Boga: dlaczego ja? Dlaczego chce mi zabrac moje
upragnione dzieciatko? Nie otrzymalam odpowiedzi. Lezalam w klinice czekajac
na wywolanie porodu zblizal sie wekeend i wypisali mnie do domu mowiac abym
wrocila ponownie w poniedzialek z tego wzgl. ze w wekeend i tak nic nie beda
robic. Pojechalam ze Szczecina do domu. Nie wrocilam. Za 3 dni mialam zglosic
sie do Poznania( a mialam odmowic miejsce ale tego nie zrobilam). Pojechalam
i tam juz zostalam. Pierwsze USG - widza nerke ale pecherza nie uwidoczniono,
zoładekjest. Od razu ulga na sercu a jednoczesnie placz ze zabilabym wlasne
dziecko pozostajac w Szczecinie. Potem kolejne USG - nie widac nerek ani
pecherza. Kolejne USG i decyzja ze zrobia amnioinfuzje. Wstrzykneli ok 100 -
150 ml. soli fizjologicznej by zobaczyc czy dziecko sie napije i wypelni sie
pecherz. Nie napilo sie. Rokowania byly beznadziejne. Nastepne USG -
oczywiscie nic nie widac, nikt, zaden z lekarzy nie chcial sie podpisac pod
tym, ze dziecko nie ma nerek. Bo nerki moga byc ale uposledzone. Po 2 tyg.
pobytu na Polnej pojechalam do domu ale po 14 dniach wrocilam z powrotem ale
na 4 dni. Zylam nadzieja, bylam pewna ze sie myla. Ale znowu USG - i nic. Ta
sama spiewka ze sie nie podpisza. Na drugi dzien kolejne USG - obecny przy
tym USG byl kierownik kliniki prof. Drews( chce zaznaczyc ze mial on byc 4
razy przy wykonaniu mi badania ultasonograf. bo przeciez to on sie
specjalizuje w dziedzinie wad plodu ale go nie bylo mial inne zajecia typu
przyjmowanie gosci w gabinecie). Gdy polozylam sie na kozetce i robili mi
USG, gdzie bylo sporo lekarzy i min. profesor, ktory tylko zerknal na sekunde
na monitor, potem sie rozgladal na wszystkie strony, wycieral sobie
okulary... - a na koniec powiedzial mi: wypiszemy pania do domu bo my takiego
przypadku leczyc nie umiem,y bo tutaj nic nie widzimy i byc moze tych nerek
nie ma. Powiedzialam sobie w duchu ze nigdy wiecej tu nie wroce chyba ze
urodze dzieciatko, ktore bedzie potrzebowalo specjalistycznego sprzetu do
zycia a tutaj w klinice sprzet dla dzieci jest rewelacyjny. Pojechalam do
domu, bez nadzieji na lepsze jutro i reszte zycia. Kolezanka ktora byla tez w
ciazy dala mi nr. do swojej gin. mowila ze jest super babka i na pewno mi
pomoze. Zadzwonilam. Pani dr. podala mi nr.tel. do W-wy do dr. Roszkowskiego.
I powiedziala ze go zna i jest specjalista w tej dziedzinie i jezeli on powie
ze nie ma nerek to tych nerek nie ma. Umowilam sie z nim na 2.01.06.
Pojechalam tam do szpitala gdzie robil USG. Potwierdzil ze nerek nie ma.
Plakalam a on mi wpolczul i mowil co mam dalej robic i co mam przekazac
swojemu gin. Wykonal rowniez kordocenteze - pobral krew pepowinowa i kazal
zawiezc do instytutu genetycznego. Pojechalam( mialam juz przy sobie mojego
mezczyzne). W instytucie zrobilismy sobie przy okazji badania na kariotyp by
wykluczyc ze ktores z nas moze byc nosicielem zlego genu. Wrocilismy z calym
opisem USG do domu a na drugi dzien umowilam sie z gin. mojej kolezanki.
Babka bardzo konkretna tymbardziej ze pracuje w szpitalu. Kazala czekac az
natura zacznie dzialac a bylam w 32 tyg. kazala przyjsc za 4 tyg. Moje
kochanie pojechalo z powrotem do UK zarabiac pieniazki a ja zostalam z moim
dzieciatkiem w brzuszku i cieszylam sie kazdym dniem spedzonym z nim bo
wiedzialam ze z kilka tygodni juz nie bedziemy razem. Powoli przygotowywalam
sie na najgorsze, tak bardzo cierpalam, prosilam Boga by zabral mnie a nie
moje dzieciatko. W 34 tyg zaczelam plamic, zadzwonilam do gin. a ona kazala
mi przyjechac na izbe przyjec. Pytala czy mam rzeczy zeby zostac na
obserwcji - nie mialam. Przyjechalam na drugi dzien rano. Polozyla mnie na
oddziale, mialam USG i dowiedzialam sie wowczas ze bedziemy miec chlopca. Ale
ja mowilam i czulam od samego poczatku ze to bedzie chlopak - po prostu to
czulam. Badanie ginekologiczne tez nic nie wykazalo. Bywa czasem ze kobieta
plami w ciazy. Ale wieczorem znowu z
Obserwuj wątek
    • justka_m81 Dokończenie 18.03.06, 15:52
      Ale wieczorem znowu zbdala mnie moja gin. i powiedziala ze niech troche natura
      podziala a oni zaczna wtedy dzialac. Ona wiedziala ze chcialbym miec to juz za
      soba, bylam nerwowa, nie moglam spac po nocach i strasznie zalamana. Myslam
      wtedy - Boze jeszcze 6 tyg? Dlaczego tak dlugo? Strasznie sie meczylam
      przytylam do 34 tyg 31 kg. bylam opuchnieta a nogi odmawialy posluszenstwa,
      czulam sie jak kaleka a do tego bole kregoslupa. 2 godziny po badaniu prze moja
      pani dr. zaczal pobolewac mnie brzuch. Myslalam ze to normalne, wczesniej tez
      tak mialam, ale bol sie nasilal i nasilal. Zadzwonilam po polozna dala mi
      zastrzyk i powiedziala ze albo to sa bole porodowe albo po prostu macica
      cwiczy. Po godzinie bol byl nie do znoiesienia, juz wiedzialam ze sa to skurcze
      porodowe, przyszly tak z nienacka, muslalam ze rozerwie mi brzuch i kregoslup.
      Polozna przyszla ponownie, mialam rozwarcie na 1.5 cm zrobila ktg ale tam w
      ogole skurcze nie byly zapisane. Jakbym udawala. Wyszla na chwile by pojsc po
      pania dr.( akurat mialam to szczescie ze moja gin. miala dyzur w szpitalu)a ja
      w miedzy czasie poszlam do toalety sie zalatwic. I stalo sie.... Gdy skonczylam
      to wyleciala mi pepowina od razu znalazlam sie na porodowce. Wiedzialam ze
      porod bedzie ciezki poniewaz mialam ulozenie miednicowe. Bylam faszerowana
      srodkami przeciwbolowymi az wkoncu uspiona przez anastezjologa. Poczatku porodu
      nie pamietam w ogole tylko w trakcie sie przebudzilam i zamulona spytalam co ja
      mam miedzy nogami ze mi tak ciezko a moja gin. odpowiedziala ze to nuzki juz sa
      na zewntarz. I znowu odplynelam. Obudzilam sie juz zszyta, w sali bylo
      przyciemnione swiatlo, pustka i cisza. przyszla polozna i powiedziala ze
      dzieciatko zmarlo podczas porodu a nawet z chwila gdy wyleciala mi pepowina,
      nastapilo niedotlenienie mozgu. Pytala czy chce zobaczyc synka, powiedzialam ze
      bedzie lepiej jak nie zobacze mojego okruszka czego teraz bardzo zaluje i nie
      moge sobie tego wybaczyc, ze nie przytulilam go nie pozegnalam sie z nim i nie
      podziekowalam mu za te 34 tygodnie razem spedzone. Porod trwal krotko - 2
      godziny ale byl bardzo trudny ze wzgl. na ulozenie miednicowe dzidziusia.
      Urodzilam o 4.00 rano 18.01.06r. Po porodzie zostal ochrzczony przez polozna.
      Chcialam by mial na imie Cyprian ale dostal Adas - tez bardzo ladnie. Polozna
      mowila ze sie mnie pytala o imie dla dziecka i powiedzialam Adam ale ja tego
      nie pamietam. Ale na drugie dostal Cyprian. Na drugi dzien robiona sekcje -
      nerki w ogole sie nie wyksztalcily, pecherz moczowy byl, i zoladek rowniez.
      19.01 przyjechala moja druga polowa, ja juz bylam w domku nie wierzylam ze juz
      nie mam swojego brzdaca w brzuszku. Pogrzeb odbyl sie 21.01, byl skromny.
      Otrzymalam badania z instytutu, nasze dziecko bylo zdrowe genetycznie -
      musial zadzialac jakis czynnik zewnetrzny ktory wplynal negatywnie na rozwoj
      nerek. Nasze kariotypy tez sa prawidlowe i nie mamy sie obawiac ze nasze
      nastepne dzieciatko narazone bedzie na jakiekolwiek wady. Ale czy oby na
      pewno...????? Zadaje sobie to pytanie codziennie. A jak znowu przypaleta sie
      jakis czynnik zewnetrzny????? I kolejna strata??? Ktorej na pewno nie przezyje?
      Kto to wie.... tylko Nasz Pan Bog.
      Po trzech tygodnich po porodzie wyjechalam do Anglii do mojego drugiego
      skarba, ktory ciezko pracuje abysmy mogli godnie zyc. Bdziemy starac sie w
      przyszlym roku a raczej pod koniec nastepnego roku.

      Panie Boze... prosze Cie co wieczor o zdrowa ciaze i zdrowe
      dzieciatko...wysluchaj moich prosb - prosze.

      Dla wszystkich Aniołków a przede wszystkim dla Aniołka - 10 tydz.
      (17.01.2005)i Adasia(ur.zm.18.01.06) (*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)

      Kochamy Was nasze skarby wiemy, ze czuwacie nad nami i modlicie sie za nas -
      na zawsze w naszych sercach - mamusia i tatus.
      • iziak80 Re: Dokończenie 18.03.06, 17:42
        justko....

        (**) Dla Aniołków
      • anida63 Re: Dokończenie 18.03.06, 20:23
        Droga Justynko.Gdy byłam o rok młodsza od ciebie straciłam upragnionego
        synusia,który urodził się w6,5m.ciąży.Dokładnie dzisiaj kończyłby 19lat a żył
        tylko 3dni[***].Powiedziałam sobie wtedy,że muszę mieć syna[miałam już dwie
        dziewczynki]i tak się stało-rok i 9m.pózniej urodziłam cudownego,zdrowego 4kg
        chłopca.Był moją radością do 15.08.05.Był to piękny,słoneczny[po wielu dniach
        deszczu]dzionek,Lukasz wraz z kolegą wypłynęli kajakiem na jezioro[które
        znał"od podszewki" bo 6lat trenował kajakarstwo].Kajak się wywrócił,kolega
        wypłynął mój syniu nie.Chwilę przedtem z nim rozmawiałam,mieliśmy plany na
        resztę wakacji i nagle go nie ma.Mam 43 lata i nie będę już nigdy miała syna
        ale ty Justysiu jeteś jeszcze młoda i bądz dobrej myśli,na pewno będziesz mogła
        cieszyć się swoimi dzieciątkami.Proś swoje Aniołki aby ci pomogły one nad nami
        czuwają.[***][***]dla twoich maleństw.Pozdrawiam cię i ściskam mocno.Trzymaj się
      • monia10000 Re: Dokończenie 18.03.06, 20:24
        Wiatm cie droga justko_m81,ja przeżyłam podobna historie tyle,że ja dowiedziałm
        sie 2 tyg.przed porodem że urodze choą córeczke i umrze..Zyła 2 tyg.Były to
        najpiekniejsze dni w moim życiu..Mam nadzieje,ze teraz Pan Bog nas nie skrzywdzi
        i napewno będzie sie nami opiekował,tak jak tam w niebie naszymi
        aniołkami..Pozdrawiam Monia..

        mama aniłka Nikoli..
      • paulina812 Re: Dokończenie 10.02.07, 19:07
        A mnie najbardziej w Twoim opowiadaniu spodobało się to, że chciałaś
        podziękować synkowi za te 34 tygodnie razem spędzone. Bo ja na początku byłam
        zła, że skoro moje dziecko umarło przy porodzie to po co było to wszystko? Te 9
        miesięcy? Że mogłam poronić wcześniej skoro i tak nie dane mu było żyć.
        A może powinnam podziękować Bogu właśnie za te 9 miesięcy? Mój synek był
        zdrowy, udusił się pępowiną podczas porodu. Ale miałam go przez te 9 miesięcy i
        byłam wtedy dzięki niemu bardzo szczęśliwa.
        Dla Twoich i Reszty Aniołków (*)(*)(*)(*)(*)(*)

        Mama Olka (4,5 roku) i Aniołka Wiktorka (40 tc)
    • renata.bw Re: Mój Adaś urodził się bez nerek 18.03.06, 23:53
      Wiem, co przeżyłaś.
      Po pierwszym poronieniu miałam nadzieję, że kolejna ciąża przebiegnie bez
      komplikacji. Niestety moje córeczki (bliźniaczki) były chore...
      Czas kiedy nosiłam je w brzuszku był cudowny, a jednocześnie było mi tak
      ciężko, wiedząc, że nie mają szansy na przeżycie...
      Opuściły mnie 27.01.2006

      (*)(*)(*) dla Twoich Aniołków

      renata, mama Aniołka (7tc), Aniołków: Kalinki i Kornelki (16 tc)

    • aniaz-w Re: Mój Adaś urodził się bez nerek 19.03.06, 11:11

      Justko, mój synek urodził się ze szczątkiem jednej nerki. Tutaj jest jego
      historia: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=35632306
      Acha, niedawno urodziłam synka. Jest zdrowy- nerki ma w porządku. Tak bardzo
      się bałam....
      Modlę się za Was. Anna
      • maretta111 Re: Mój Adaś urodził się bez nerek 19.03.06, 12:11
        pozdrawiam, trzymaj się, a to Twoim aniołkom(*), (*)
    • justka_m81 Re: Mój Adaś urodził się bez nerek 20.03.06, 09:36
      Najbardziej boli to, iz nie moge pojechac na grobik Twoj moj syneczku by
      zapalic ci swieczuszke. Wybacz mi skarbie ale wiesz ze jestem prawie 2 tys.km.
      od Ciebie i moge to zrobic tylko wirtualnie - ale zawsze cos. W lipcu bedziemy
      zz tatusiem to postawimy Ci pomniczek - juz wybralam kwituszku - mam nadzieje
      ze ci sie spodoba.

      (*)(*)(*)(*)(*) dla Ciebie i Twojego rodzenstwa.
    • justka_m81 Do mam 20.03.06, 09:44
      Wiem ze jestescie ze mna a ja z Wami. Od smierci Adasia powtarzam sobie ze juz
      nic gorszego spotkac mnie nie moze. Tymbardziej ze smierc bardzo bliskiej osoby
      nie bedzie mi obca. Wiem juz jak to jest i Wy drogie mamusie rowniez.

      Sciskam Was mocno...
    • justka_m81 Do aniz_w 20.03.06, 10:00
      Napisz mi droga Aniu czy mialas w trakcie ciazy plyn owodniowy? Pytam, bo przy
      braku nerek lub nerkach uposledzonych wystepuje malowodzie lub bezwodzie.
      Ja po 29 tyg. ciazy mialam juz bezwodzie, moje dziecko mialo tam suchutko a
      macica byla opieta na nim. Czy robilas Aniu jakies badania genetyczne, czy
      lekarze powiedzieli co mogloby byc przyczyna ze Twoj kwituszek urodzil sie ze
      szczatka nerki. W mojej sytuacji to byl po prostu przypadek, to moglby byc a
      raczej byl jakis czynnik zewn. Ja podejrzewam ze ogromny wplyw mila moja praca.
      Ja pracowalam na lutowaniu, mialam stycznosc z cyna i oparami ktore kazdego
      dnia wychalam. Moja gin. i lekarz w W-wie tez sa tego samego zdania. Jak bylam
      w W-wie na USG u Roszkowskiego to po badaniu pierwsze co zapytal to gdzie
      pracuje albo pracowalam. I dla niego wszystko bylo juz jasne. Pytal czy w
      rodzinie ktos urodzil sie bez nerek, ale nikt u mnie nie urodzil sie z taką
      wada albo problemem z nerkami. Jak mozesz to napisz mi a jezeli nie chcesz
      pisac na forum to na priv: mmagi81@vp.pl

      Pozdrawiam i sciskam
    • beata9919 Re: Mój Adaś urodził się bez nerek 20.03.06, 14:09
      Mój syn urodził się bez jednej nerki, drugi syn ma obie. Więc jak widać wada
      nie musi się powtarzać. Piszę bo pomyślałam, że może przyda Ci się link do
      strony dotyczącej wad układu moczowego u dzieci. Jest tam również forum na
      którym piszą rodzice.

      uronef.pl/
      Serdecznie pozdrawiam.

    • justka_m81 Re: Mój Adaś urodził się bez nerek 23.03.06, 13:20
      Nie moge synku pojsc na Twoj grobik i zapalic Ci swieczuszke bo wiesz ze jestem
      daleko, ale zrobie to wirtualnie kwiatku moj.

      Dla Was moje dzieci (*)(*)(*)(*)(*)(*)
    • nemiki1 Re: Mój Adaś urodził się bez nerek 23.03.06, 13:40
      Smutna historia...
      Bardzo mi przykro.
      Zapalam wirtualną świeczkę dla Twoich dzieci (*)
      • dorotka423 Re: Mój Adaś urodził się bez nerek 09.02.07, 22:22
        Oj Boże jak sie upłakałam .Też mam Aniołka .
        Następny dzidziuś napewno będzie zdrowy .Dorota
        pozdrawiam
        • bernadka.1 Re: Mój Adaś urodził się bez nerek 09.02.07, 23:50
          bardzo, bardzo smutno. (*)
    • danutaessen Re: Mój Adaś urodził się bez nerek 10.02.07, 00:00
      Czytam i placze moj Adas urodzil sie pare dni pozniej zdrowy a tez o malo co go
      nie stracilam.Glowa do gory kiedys bedzie lepiej.
      Dla Aniolkow )*( )*(
      Danusia mama Adasia i ASI.
    • sarunia21 (*)dla Aniołków 10.02.07, 00:10
    • walcia Re: Mój Adaś urodził się bez nerek 10.02.07, 09:23
      Łeżki spłyneły po buzi:( Przykro mi bardzo.Mając 22 lata zaszłam w 1 ciąże
      bliźniaczą,chlopcy urodzili się w 31tc,zdrowi cali ale zarażeni sepsą której
      nikt nie wykrył:( Jeden żył 8 dni drugi 2 msc umarł na moich oczach.Obecnie mam
      28 lat jestem znów w ciązy) Myślałam że szczęscie się do mnie
      uśmiechneło,obecnie 27tc coreczka,ale ta ciąża jest ciężka ciągłe choroby
      nadciśnienie a teraz białkomocz:(((Mam nadzieję że urodzi się cała i zdowa,bo
      wiem jak boli strata dziecka(w moim przypadku dwoje dzieci )5 lat nie umiałam
      do siebie dojśc.Pozdrawiam Cię mocno,jedno co mogę powiedzieć bądź silna i nie
      czekaj długo z następną ciążą! Ja straciłam 5 lat
      • ib_13 Re: 12.02.07, 13:13
        (***) dla wszystkich Maleństw
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka