alinaw1
13.04.06, 18:57
Było to 3 dni temu a nadal cos we mnie bulgocze. Siedziałam w kolejce do
ortopedy. Dłużyło się potwornie. Wyszłam z córcią na korytarz. Wracamy, mija
nas jakaś mama, jej rozmazana kilkuletnia córka, a za nimi chyba tata. I
właśnie tata pyta: Co się stało? Na to rozhisteryzowana mamusia wrzeszczy na
cały korytarz: "Wystraszyła się tego downa". Ja jestem bysta kobitka ale
czasem w życiu mnie zatyka. Tak też się stało. Szkoda, że nie widziałam całej
sytuacji od początku. Spojrzałam na mamę "tego downa"- niezwykły spokój, a
chłopiec? Okaz spokoju i radości. Trzymał za rączkę maleństwo w foteliku.
Widok słodki i rozmiękczający serce. Coś mi się wydaje, że ta krzycząca pani
wymyśliła sobie powód płaczu swojej córci. A jeśli nawet (choć nie mogę
uwierzyć, bo chłopiec nie wyglądał na takiego, by móc wystraszyć inne
dziecko)- to mamuś nie musiała obwieszczaś światu takiego komunikatu! W jakim
nastawieniu do innych- bardziej chorych, czy mniej pięknych i sprawnych
wyrośnie ta dziewczynka? Opadłam z sił...