Dodaj do ulubionych

Przywitanie i zapytanie:)

15.12.05, 19:26
Witam
wszytkich jako regularny czytelnik Forum:) Jestem bardzo wdzieczny wszystkim
ktorzy dziela sie tutaj swoim doswiadczeniem, jest to bardzo pomocne! Ja
niestety nie moge sie przedstawic, ani zbytnio tutaj wpisywac, bo
nierozsadnie zachwalalem szczerosc Forum i moj opiekun nie zyczy sobie moich
tutaj wypowiedzi:( Tu mala sugestia ze moze jednak jakies Forum zamkniete dla
osob w takiej sytuacji? Tam mozna by dopiero sie wygadac!(?) Dla osob z
zacieciem sledczym zdradze ze wpisalem sie do spisu Doktorantow, pod innym
nickiem:)

Obecnie mam powazny problem, nie moge niestety rozmawiac o nim u siebie, jak
mozna domniemac z powyzszego, z opiekunem...

Moje pytanie do zbiorowej inteligencji:), po uprzednim przestudiowaniu
Regulaminu, bez jasnych wnioskow:

Czy bedac na pierwszym roku stacjonarnych studiow doktoranckich, na Wydziale
Pedagogiki i Psychologii mozna zmienic opiekuna, na zwiazanego z druga
dyscyplina pozostajac na studiach na dotychczasowych zasadach?
Innymi slowy, czy mozna zmienic dyscypline w trakcie studiow w ramach jednego
Wydzialu? Dodam ze nie jest to dyscyplina ktora studiowalem w ramach studiow
magisterskich, ale obecnie zajmuje sie nia na rozne sposoby... Ze strony
internetowej Instytutu wynika ze prowadza studia doktoranckie tylko w trybie
indywidualnym, ale czy to nie jest tak ze ja "przynosze" stypendiowane
miejsce ze soba? Czyli jestem korzystnym "nabytkiem"?

dziekuje za porade,
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • vovel123 Re: Przywitanie i zapytanie:) 15.12.05, 22:33
      Dopóki oficjalnie nie wybrałeś promotora, opiekuna możesz teorerycznie zmienić
      zawsze. Pytanie tylko jak bedzie to postrzegane....? Nie będziesz miał z tego
      powodu problemów i nieprzyjemności? Jeżeli jesteś na 1-szym roku, to
      podejrzewam, że dyscypline zmienić można jak najbardziej, gorzej ze
      stypendium. "Indywidualny tok" ze stypendium raczej się nie wiąże, często są to
      nawet studia płatne... najlepiej dowiedz się dokładnie w dziekanacie...
      • doktorancik wiem jak to moze zaszkodzic... 16.12.05, 09:56
        dzieki za opinie, tak juz z wczesniejszej lektury forum wywnioskowalem ze mozna
        zmieniac opiekuna, jeszcze nie otwieralem przewodu wiec nie okreslilem go jako
        promotora, wiem ze taka zmiana jest postrzegana jako ZDRADA!, zwlaszcza jesli
        opiekun popieral przyjecie na studia danej osoby jako swojego protegowanego z
        nadzieja na doktorat u siebie i zajecia w zakladzie prowadzone przez
        przyjetego... ALE CZY TO POWINNO WIAZAC DECYZJE DOKTORANTA? po lekturze tego
        forum i forum polscy naukowcy zagranica pomyslalem ze jednak studia doktorskie
        to jest cos co robie ja a nie robia mi, i jesli cos mi nie pasuje to tzreba
        dzialac! Nieprzyjemnosci z takiego szarpania lancucha sa oczywiste... np.
        zminiejszenie szans na zatrudnienie po zdobyciu doktora, ale szczerze mowiac
        jak po roku zobaczylem warunki i zasady pracy to nie wiaze jakis nadziei z
        praca tutaj, nawet jesli bylaby mozliwa, teraz mysle bardziej o ciekawszym dla
        mnie kierunku studiow, doktoratu i opiekunie...

        Jesli chodzi o formalnosci to wlasnie to mnie zastanawia, a w dziekanacie boje
        sie pytac... Jesli zostalem przyjety na studia na Wydziale, z przyznanym
        stypendium, a zmienie "tylko" opiekuna i dyscypline to formalnie chyba niewiele
        sie zmienia? SLYSZAL KTOS Z WAS O TAKIEJ SYTUACJI?

        POZDRAWIAM I UDANEGO WEEKENDU:)
        • harry1973 Re: wiem jak to moze zaszkodzic... 16.12.05, 13:25
          Cześć, według mnie - a mogę Ci to powiedzieć, jako absolwent studiów
          doktoranckich bez stypendium - zostanie to źle odebrane. Dlaczego: masz
          opiekuna - rozumiem, że sam się do niego zgłosiłeś - ewentualnie poprzez
          kierunek Twojego rozwoju, tematyki studiów zostałeś do niego przydzielony.
          Zatem jeśli tak jest i będziesz starał się od niego "uwolnić" możesz uzyskać
          nieprzychylność ze strony Rady Naukowej (oraz większości kadry - bo wbrew
          opiniom i animozjom wewnątrz - w takich przypadkach kadra trzyma się razem),
          czyli możesz mieć większość przeciw sobie - no i wiesz, jak się to może
          skończyć w przypadku wszystkich głosowań za lub przeciw. Druga sprawa jest
          taka: Twój opiekun, czy przyszły promotor będzie miał za Ciebie kasę i
          konkretne wymierne korzyści w postaci doktoranta którego sobie wpisuje do CV.
          Najlepiej z nim o tym porozmawiaj - szczerze, jeśli możesz. Nie pytaj w
          dziekanacie - bo po 5 minutach będziesz na językach całego wydziału.
          Tyle według mnie - sam jak mówię miałem wspaniałego promotora - sam się do
          niego zgłosiłem i pewnie miałem szczęście, bo znałem go tylko z jednego
          wykłądu. Zgodził się na bycie opiekunem, po kilku dłuższych rozmowach i
          napisaniu konspektu pracy - zgodził się być promotorem. Ale wiem, że nawet
          gdyby okazał się złym promotorem, to i tak nie chciałbym go zmieniać, bo to
          strzał samobójczy. Zwłaszcza, jeśli masz stypendium - jeśli zaczną Ci rzucać
          kłody pod nogi - to efekt będzie taki, że po kilku latach zostaniesz bez
          doktoratu i z koniecznością oddania stypendium.
          Pozdrawiam
          • miluszka Re: wiem jak to moze zaszkodzic... 16.12.05, 15:29
            Z opowiadań na temat tego , co się dzieje na radach wydziału, wiem,że kwestie
            nie merytoryczne niestety grają dużą rolę przy otwieraniu przewodu czy
            zatwierdzaniu stopnia. Należy się z tym liczyc, niestety.
            • doktorancik Ale ja Was swietnie rozumiem, ale... 16.12.05, 16:31
              czy to sa zdrowe zasady? bez wdawania sie w szczegoly: obecny opiekun od
              pierwszej rozmowy okreslil jasno ze moge probowac dostac sie na studia dok.
              stac. ze stypendium i on bedzie przychylny, o ile zajme sie okreslona tematyka -
              napisze doktorat na z grubsza wskazany temat, ja wiem ze to samo zycie... i ze
              powinienem byc zadowolony bo wiele osob buy chcialo nawet tak... ALE...
              temat nie jest zly ale jednak nie moj do konca, tzn nie wybieralem go
              samodzielnie/wymyslalem tylko "odnalazlem" sie w nim, ale jak juz troche sie w
              nim zorientowalem to wyszlo mi ze wlasnie pozostajac w tym temacie/zakladzie z
              tym opiekunem moge nie wymeczyc tego tematu, i wtedy bedzie problem jak w
              polowie utkne ze stypendium do zwrotu i zmarnowanym czasem... NA UCZCIWYCH
              ZASADACH


              Cześć, według mnie - a mogę Ci to powiedzieć, jako absolwent studiów
              doktoranckich bez stypendium - zostanie to źle odebrane. Dlaczego: masz
              opiekuna - rozumiem, że sam się do niego zgłosiłeś - ewentualnie poprzez
              kierunek Twojego rozwoju, tematyki studiów zostałeś do niego przydzielony.
              Zatem jeśli tak jest i będziesz starał się od niego "uwolnić" możesz uzyskać
              nieprzychylność ze strony Rady Naukowej (oraz większości kadry - bo wbrew
              opiniom i animozjom wewnątrz - w takich przypadkach kadra trzyma się razem),
              czyli możesz mieć większość przeciw sobie - no i wiesz, jak się to może
              skończyć w przypadku wszystkich głosowań za lub przeciw. Druga sprawa jest
              taka: Twój opiekun, czy przyszły promotor będzie miał za Ciebie kasę i
              konkretne wymierne korzyści w postaci doktoranta którego sobie wpisuje do CV.
              Najlepiej z nim o tym porozmawiaj - szczerze, jeśli możesz. Nie pytaj w
              dziekanacie - bo po 5 minutach będziesz na językach całego wydziału.
              Tyle według mnie - sam jak mówię miałem wspaniałego promotora - sam się do
              niego zgłosiłem i pewnie miałem szczęście, bo znałem go tylko z jednego
              wykłądu. Zgodził się na bycie opiekunem, po kilku dłuższych rozmowach i
              napisaniu konspektu pracy - zgodził się być promotorem. Ale wiem, że nawet
              gdyby okazał się złym promotorem, to i tak nie chciałbym go zmieniać, bo to
              strzał samobójczy. Zwłaszcza, jeśli masz stypendium - jeśli zaczną Ci rzucać
              kłody pod nogi - to efekt będzie taki, że po kilku latach zostaniesz bez
              doktoratu i z koniecznością oddania stypendium.
              Pozdrawiam
    • doktorancik NA UCZCIWYCH ZASADACH 16.12.05, 16:51
      sorry zle sie kliknelo, cd wpisu, NA UCZCIWYCH ZASADACH rozpatrujac sprawe to
      mimo wstepnego popracia obecnego opiekuna jednak JA dostalem sie na te studia i
      jesli po roku widze potrzebe zmian to mam do nich prawo, w koncu po wstepnym
      zapoznaniu moze sie okazac ze opiekun/temat/doktorant sa niekompatybilni, ja
      widze wieksze ryzyko w pozostaniu w takim uladzie na dluzej niz w poszukaniu
      lepszej mozliwosci... nawet jesli skonczy sie tym samym czyli nie napisaniem
      dok. oraz zwrotem styp. to lepiej potknac sie na swojej drodze a nie cudzej...
      JESLI CHODZI O ZASZKODZENIE SOBIE, jasne, dokladnie jak pisza tutaj ludzie, ale
      czy bez poparcia ludzi ktorych nawet nie znam nie da sie kontynuowac... czy to
      takie przestepstwo zmienic decyzje/opiekuna/temat? Czy to chodzi o to ze
      okazanie podleglosci i lojalnosci jest w tym systemie hierarchicznym
      najwazniejsze? Ja mimo Forum, nie tak to wiedze, JA studiuje i JA pisze wiec JA
      decyduje co jest dla mnie najlepsze, opiekun naukowy to tylko doradca a nie
      ojciec/psychoterapeuta, zwlaszcza jesli sie do tego nie nadaje a ja go nie
      postrzegam w takiej relacji...
      DZIEKUJE ZA RADY I PROSZE O WIECEJ, CZY KTOS ZMIENIAL DZIEDZINE/OPIEKUNA/TEMAT
      PO/W TRAKCIE PIERWSZEGO ROKU?
      • harry1973 Re: NA UCZCIWYCH ZASADACH 16.12.05, 18:24
        Zrobisz jak uważasz, bo Ty tę sytuację znasz najlepiej. Co do rad: wszyscy
        narzekamy na poziom doktoratów i nauki w ogóle. Myślę jednak, że gdy się jest w
        indywidualnej sytuacji, to musisz rozpatrywać to pod kątem celu: czy chcesz iść
        pod wiatr i robić coś, co pasuje Ci najbardziej, nie licząc się z otoczeniem,
        czy też po prostu chcesz zrobić doktorat. Na początku swojej drogi (na I roku
        studiów) też miałem szczytne ideały. Wpleść do rozprawy zupełnie nowy, nieznany
        wątek w mojej dziedzinie - jako, że jestem również praktykiem, byłoby to
        wskazane. Ale doktorat mógłby być zbyt "agresywny" lub zbyt "kontrowersyjny".
        Jeden ze znajomych profesorów powiedział mi wtedy, że doktorat robi się na
        nazwisko promotora, całą pozostałą częśc, w tym habilitację - już dla siebie.
        Czyli innymi słowy: bądź pokorny, napisz dobry i mądry tekst, ale pod okiem
        promotora - opiekuna, bo on będzie Twoim Aniołem Stróżem przed innymi
        profesorami w Radzie. Jeśli będziesz pokornym i mądrym, wyważonym doktorantem,
        to Twoja praca przejdzie. A kiedy już będziesz miał dr przed nazwiskiem, to
        będziesz mógł pracować już tylko na siebie. Myślę, że większość z doktorantów
        niekoniecznie musi się z tym zgadzać, ale większość doktorów i profesorów
        zgodzi się na pewno.
        Dlatego sam zdecyduj: idziesz pod prąd, co zajmie Ci 2x więcej czasu i nerwów,
        czy zmuszasz się do koniunkturalizmu i masz święty spokój i otwarte wrota za
        kilka lat.
        Pozdrawiam
        • harry1973 Re: NA UCZCIWYCH ZASADACH 16.12.05, 18:27
          Jeszcze jedno: z praktyki wiem, że doktorant przychodzi do promotora z
          propozycją zakresu pracy. Promotor najczęściej formułuje tytuł i tezy rozprawy.
          Częstokroć nawet poszczególne tytuły rozdziałów - ich uzupełnienie należy do
          doktoranta.
      • vovel123 Re: NA UCZCIWYCH ZASADACH 16.12.05, 20:41
        eh...... wybacz, że to powiem/napiszę, ale jakiś czas temu też podchodziłam do
        sprawy tak idealistycznie... wydawało mi się, że kwestie merytoryczne i poziom
        studenta są przecież najważniejsze, własne zainteresowania...itp. dość często
        szłam "pod wiatr" , co zaowocowało m.in rezygnacją z możliwośći pisania drtu od
        razu po studiach z tematu w 100% narzuconego.... nie ukrywam, ma to swoje
        zalety, są jednak pewne granice "indywidualnego" przecierania ścieżek. parę
        razy "udało" mi się dostać po tzw. 4 literach i nie ukrywam - nauczyło mnie to
        nieco pokory...

        nic nie poradzisz na sieć układów i układzików, w których po prostu musisz się
        jakoś odnaleźć, a prawda jest niestety taka, że bez poparcia promotora b.trudno
        byłoby ci się na te studia dostać, o ile w ogóle.....itd, itd.........

        sam wiesz najlepiej, co robić, a czy potencjalny nowy opiekun już o twoich
        planach wie?
      • doktorancik Dziekuje Wam za porady, ale:) 17.12.05, 16:36
        decydujac sie na wpis tutaj bylem po ponad roku uwaznej lektury Forum, obecie
        jestem tez po roku studiow, wiem jaka jest obyczajowosc w polskim swiatku
        naukowym, wiem ze konformizm jest tu cnota wiodaca, smutne i powinno sie
        zmienic...

        harry1973 - dzieki raz jeszcze, ja rozwazam to ryzyko i ewentualny wysilek
        wlasnie w porownaniu, zrowonowazeniu ryzyka i wysilku kontynuowania
        niezodawalajacej wspolpracy w obecnym ukladzie, takie status quo moze mnie
        rowniez doprowadzic do klopotow... Moje wejscie na uczelnie bylo chyba
        zupelnie "sformalizowane" nie jestem absolwentem tej uczelni, aktualny opiekun
        zaproponowal zarowno zakres temetyczny jak i temat pracy, w duzym stopniu
        narzucowno mi przedmioty do realizacji... nie narzekam bo wchodzilem w uklad z
        nastwaienm ze chodzi o zrobienie doktoratu i utrzymanie sie jakos przy zyciau w
        czasie pisania, ale obecienie doatzregam ze nie mam az tak silnej woli zeby
        pisac doktorat na temat ktory mnie nei interesuje i wpsolpracowac z ludzmi, w
        miejscu ktore mnie brzydzi... miedzy innymi dlato nie zal mi za bardzo
        zepsutych kontaktow czy opinii, raczej nie wiaze nadziei zatrudnienia z obecnym
        otoczeniem...

        vovel123 - potencjalny nowy opiekun nie wie o moich planach, ja podazajac za
        rada chyba Shirley Maclaine uwazam ze na powodzenie w zamierzeniu sklada sie
        10% szczescia i 90% przygotowania:), wiec jak narazie przygotowuje sie:),
        czytam regulaminy, pytam osoby nie zwiazane z uczelnia o zdanie, rodzine...
        I WAS, z samej natury i tematu to Forum jest idealne, moja obawa jest tylko
        taka ze moj opiekun tu zaglada (hehe, wychodzi tak samo jak ZAGŁADA)... Do
        nowego opiekuna zglosze sie moze wtedy jak bede pewien ze jest sens skladac mu
        taka propozycje...

        Szczerze mowic mam nadzieje ze ktos z Forumowiczow byl/jest w podobnej sytuacji
        i moglbym z nim ustalic szczegoly interpretacji Regulaminu, Ustawy itp, ale i
        tak Wasze opinie wyczulaja mmnie na kluczowy problem srodowiskowy... Swoja
        droga jestem dosc wrazliwy i jak mysle ze informuje obecnego opiekuna ze
        odchodze... to serce mnie boli, serio:(, i to nie z zalu nad nim...

        dzieki raz jeszcze i pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka