izat7307
04.11.09, 23:18
Zemdlałam wczoraj i polecialam na podłogę , rozbiłam nos i nie wiem, nie pamiętam jak to się stało i ile leżałam nieprzytomna... Niestety zdarzyło mi się to kolejny juz raz ( trzeci i zdarza się to w odstępach rocznych i co najdziwniejsze zawsze w listopadzie) a najważniejsze i najgorsze - mam przy tym objawy jakby padaczkowe: drgawki, oddanie moczu... Miałam robione EEG, tomografię komputerową głowy, badania kardiologiczne i jestem zdrowa ....a kuźwa wczoraj znowu mi się to stało i co najgorsze - byłam sama z rocznym synkiem . Obudziłam sie w kaluzy krwi ( tak mi kapało z nosa) z synkiem stojącym obok.. Mąż mówi,że słyszał na dole ( on ma pokój w którym pracuje pod naszym salonem) płacz synka ale trwal krótko - więc mam nadzieję,że moja nieprzytomność trwała krótko....
Mam napuchniety nos - ba nochal, rozgryzioną wargę i ranę w środku w buzi ...
Kuźwa znowu to zaburzyło moje poczucie bezpieczeństwa... Boję się bo niestety często zostaję sama z dziećmi, a rok temu polecialam z 2-mesiecznym synkiem na rękach.. On w jedną stronę a ja w drugą ...Mialam takie limo pod okiem jakby maż mi nieźle przyłożył..
Jestem nieźle zdołowana psychicznie i poobijana fizycznie - żyć mi się nie chce, bo niestety nie mam zadnych objawów przed i nigdy nie wiem kiedy to się stanie.
Nie biorę żadnych leków, bo neurolog do którego chodziłam stwierdził,że są mi niepotrzebne...
Czy takie zajścia pomimo prawidłowych badań świadczą o tym,ze to jednak epilepsja i konieczne są leki???
doradźcie korzystając ze swoich doświadczeń...