Gość: rewers
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.02.10, 00:01
Ze studentką stażystką :
Studentka dzienna II-go roku resocjalizacji z czymś tam.
Trwa rozmowa o studiach, planach, pomysłach na pracę, życie.
Ja – studia to fajna sprawa, można poznać ciekawych ludzi i przy okazji się czegoś dowiedzieć.
Studentka – a ja studiuję bo w sumie i tak nie miałam co robić. A wiedza, jaka wiedza? Nic nie wiem.
Ja – o, to prawie tak jak Sokrates.
Studentka – kto?
Ja – no Sokrates, filozof. Chyba mieliście filozofię na pierwszym roku?
Studentka – coś tam mieliśmy.
Ja – to pewnie było o Sokratesie?
Studentka – może było, nie wiem.
Ja – właśnie, bo to Sokrates powiedział „Wiem, że nic nie wiem”. Pamiętasz?
Studentka – Nie.
Ja – a Platona pamiętasz? Uczeń Sokratesa.
Studentka – nie.
Ja – a pamiętasz jakiś filozofów?
Studentka – nie, nie pamiętam. Ale po co mi to? Do czego? To bzdura, kto by się tym przejmował?
Ja, otwierając szeroko oczy – jak to po co, do życia, do myślenia, postrzegania świata.
Studentka – Nie potrzebne mi to. Ja tam nie wiem.
Poddałem się.
Sokrates chyba nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak wielu ludzi będzie wykorzystywać ten zwrot w celu samookreślenia niestety najczęściej marnej kondycji umysłu.
A Sokrates na to - Wiem, że nic nie wiem.