Gość: anies
IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl
23.08.05, 14:14
Zapłacą rodzice
Poniedziałek, 22 sierpnia 2005r.
ŚWIDNICA Dziecko straciło palec, a sąd uznał, że nie ma winnych tej tragedii
– Gdyby pani widziała radość dyrektorów sieci w chwili, gdy sędzia odczytywał
wyrok – mówi z goryczą Robert Kraiński, tata 6-letniej Kingi. – Pomyślałem
wtedy: Z czego się cieszycie? Z tego, że dziecko nie ma palca?
Świdnicki sąd całkowicie odrzucił powództwo rodziców Kingi Kraińskiej o
odszkodowanie od sieci hipermarketów Real za wypadek, jakiemu ich dziecko
uległo w sklepie w Wałbrzychu. Dla państwa Kraińskich to szok. Sąd nie tylko
nie znalazł dowodów winy sklepu, ale także – jak to się dzieje w przypadkach
powództwa cywilnego – obciążył rodziców dziewczynki pełnymi kosztami procesu.
Mimo że mógł od tego odstąpić, bo dokładnie znał materialną sytuację rodziny.
Muszą zapłacić również za adwokatów Reala, w sumie około 8 tys. zł. Dla
Kraińskich to ogromna suma, tym bardziej że pracę ma tylko pan Robert. Wyrok
jest nieprawomocny, więc przynajmniej na razie nie muszą płacić.
Kosz urwał palec
Do tej tragedii doszło w lipcu 2004 r. Kinga była z rodzicami na zakupach w
wałbrzyskim Realu. Kiedy chciała podejść do ojca, poślizgnęła się. Szukając
oparcia, złapała za brzeg dużego kosza z wężami ogrodowymi, który stał między
regałami. Paluszek wskazujący dziecka wszedł w wyżłobienie uchwytu,
znajdującego się na koszu. Dziecko w panice, nie mogąc się uwolnić, szarpnęło
ręką z całej siły. W ten sposób dziewczynka naderwała palec. W szpitalu nie
udało się go przyszyć i palec trzeba było amputować. Dziewczynka została
okaleczona. Przez wiele miesięcy Kinga korzystała z porad psychologa, budziła
się w nocy z krzykiem, nie chciała nawet patrzeć na swoją rękę.
Bój o sprawiedliwość
Rodzice wystąpili do sądu przeciwko Realowi. Ich zdaniem, kosze, które stały
się przyczyną kalectwa ich dziecka, nie powinny stać w sklepie, bo ich
konstrukcja, a zwłaszcza metalowe uchwyty, świadczy, że powinny być
wykorzystywane w magazynie. Zażądali odszkodowania – niewielkiego jak na tak
ogromną firmę. Miało ono w przyszłości pokryć koszty chociażby protezy.
W sądzie sieć reprezentowana przez sztab najlepszych adwokatów przedstawiła
ekspertyzy i testy pojemników. Co ciekawe – z dokumentów wynikało, że w
chwili wypadku skończyła się ważność certyfikatu bezpieczeństwa pojemnikóws.
Dla sądu nie było to jednak istotne. Z uzasadnienia wyroku wyłania się teza,
iż pojemniki są bezpieczne i mogą stać w sklepie, a ponieważ dziecko biegało
po sklepie (choć nawet w notatce policyjnej nie ma słowa, że Kinga biegła),
samo doprowadziło do nieszczęścia i nie ma w tym niczyjej winy. „Mimo
bezspornych skutków zdarzenia dla powódki zarówno w sferze fizycznej, jak i
psychicznej powództwo podlega oddaleniu” – orzekł sędzia Jerzy Habaj.
Wyrok jest nieprawomocny.
Współczują i to wszystko
– Bardzo współczujemy temu dziecku. Nie ma jednak podstaw, aby winą za to
zdarzenie obarczać nasz market – mówi Isolda de Saint Paul, rzeczniczka Real
Polska.
Rodzice złożyli apelację oraz wniosek o zwolnienie z jej kosztów. To dla nich
kolejne, ogromne pieniądze. Tymczasem polskie sądy robią to bardzo niechętnie.
– Sąd jest zasypywany tego rodzaju wnioskami. A ja właśnie otrzymałem pismo z
Ministerstwa Sprawiedliwości, że w naszym sądzie spada egzekucja opłat –
rozkłada ręce sędzia Leon Szpak, wiceprezes Sądu Okręgowego w Świdnicy. –
Jesteśmy między młotem a kowadłem.
Rodzice Kingi walczą dalej. •
Agnieszka Bielawska - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska