Dodaj do ulubionych

Sukces warszawskich "Kotów"

11.01.04, 19:36
Ten magiczny musical na długo zapadnie w nasze umysły. Jest to chyba
wydarzenie sezonu,a może jeszcze więcej. Jestem zauroczona muzyką,
choreografią, scenografią, kostiumami, charakteryzacją i niesamowitym
wyczuciem kocich ruchów i charakterów kocich przez wykonawców. Miałam
niesamowite szczęście uczestniczyć w premierze, gdzie wymagająca publiczność
dziękowała za to cudo owacjami na stojąco przez około pół godziny. Myślę, że
tak oczarowanych jak ja widzów będzie dużo więcej. Bardzo miłą niespodzianką
sponsora głównego BRE Banku SA była wręczana widzom premiery, płyta z
muzyką "KOTY",której właśnie słucham. Musicie to zobaczyć. Jest
fantastyczne.To magia jakiej dawno nie było.
Obserwuj wątek
    • Gość: ma Re: Sukces warszawskich "Kotów" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 10:31
      Jeeeezu, jak spamujesz, to przynajmniej nie rób tego tak nachalnie!
    • Gość: Ewelina Warszawka się promuje a spektakl mierny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 17:36
      Wyborcza jak zwylke poznaje tylko "dobra" sztukę swoich kolesiów. Ale ta
      recenzja to juz szczyt obłudy. Niech warszawka sobie pisze co chce ja już nie
      dam się wpętać w przyjście do tego teatrzyku, który jest bardziej
      prowincjonalny niz MDK w Charzykowach.
    • Gość: to juz beszczelnoś Wymiotować się chce oglądając spektakle Romy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 17:44
      Kot Bywalec wyznaje, że "kocha jadać w Bristolu"

      Na samochodzie z Grease zamiast rejestracji jest napis 'PZU'
      Trzeba być pozbawiony odrobiny kultury i przyzwoitości, aby sponsorow wciskać
      na scenę tak obrzydliwymi drogami.
      ROMA - psuje polską kulturę rozrywkową

      Ewelina
      • pavo Re: Wymiotować się chce oglądając spektakle Romy 12.01.04, 18:31
        Akurat tak sie sklada ze Hotel Bristol nie jest sponsorem Kotow. I nawet
        specjalnie sprawdzilem to na stronie Romy.
        Bristol jest symbolem. No ale coz,...
        Pzdr
    • Gość: Jaguar " Koty" to skansen IP: 80.51.234.* 12.01.04, 18:20
      Przepraszam wszystkich fanów Romy , ale "Koty" to skansen i teatralne muzeum.
      Młodzi artyści zasługują na stworzenie nowego spektaklu , a nie tylko na
      papugowanie tego co zostało stworzone 20 lat temu.Od tego czasu dużo się w
      sztuce wydarzyło. Ciekawe co będzie następne . Proponuję "Deszczową
      piosenkę".Jest bardzo dobrze sfilmowana i będzie z czego zrzynać .
      • Gość: dkj Re: " Koty" to skansen IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 10:30
        Przygotowanie spektaklu w Romie trwa duzo dłużej i jest o wiele bardziej
        kosztowne niż prace nad premierami w innych teatrach. Po pierwsze - rozmach, po
        drugie - liczba aktorów. Sztukę, w ktorej dwóch kloszardów przeprowadza
        filozoficzne dywagacje na temat wartości życia można wystawić za cenę używanego
        poloneza, a jak się nie spodoba to ją zdjąć. Gdyby do czegoś takiego doszło w
        Romie, to byłaby klęska, za którą z pracy wleciałoby pewnie kilka albo
        kilkanaście osób. Dlatego też nie może teatr ten nadmiernie eksperymentować i
        sięgać może wyłącznie po materiał sprawdzony.

        Jeśli chodzi o przyszły repertuar, to "Deszczowej Piosenki" bym nie oczekiwał
        ze szczególnym utęsknieniem, ale "Hair" albo "Jesus Christ Superstar" bardzo
        chętnie bym obejrzał.

        "Miss Saigon" była rewelacyjna, "Grease" niewiele gorsze. "Koty" tez z checia
        obejrze.
    • Gość: bubu Re: Sukces warszawskich "Kotów" IP: *.energis.pl 13.01.04, 01:01
      "Na całym świecie na farsach teatralnych zarabia się duże pieniądze, a
      spektakle idą latami przy pełnej widowni. W Polsce jest inaczej - do fars
      dokłada się miliony złotych. Kiedy wreszcie teatry przestaną uprawiać
      szołbiznes za publiczne pieniądze?"
      To początkowy fragment z pana Romana ubiegłotygodniowego tekstu Anatomia Farsy
      Teatralnej. Czy równie wnikliwe i błyskotliwe konkluzje nie dotyczą musicali?
      Jeden z miejskich urzędników poinformował niedawno o wysokości państwowej
      dotacji do Kotów. I co? Tutaj już nas, panie Romanie, nie boli. A może na
      świecie to właśnie Koty, Hairy i inne Skrzypki pożerają państwowe dotacje? Jak
      to jest z tą dbałością Gazety, a przynajmniej jej czołowej siły na froncie
      polityki kulturalnej o publiczne finanse?
      • Gość: Maciek Ja za to płacę a nie chcę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 01:08
        Gość portalu: bubu napisał(a):

        > "Na całym świecie na farsach teatralnych zarabia się duże pieniądze, a
        > spektakle idą latami przy pełnej widowni. W Polsce jest inaczej - do fars
        > dokłada się miliony złotych. Kiedy wreszcie teatry przestaną uprawiać
        > szołbiznes za publiczne pieniądze?"
        > To początkowy fragment z pana Romana ubiegłotygodniowego tekstu Anatomia
        Farsy
        > Teatralnej. Czy równie wnikliwe i błyskotliwe konkluzje nie dotyczą musicali?
        > Jeden z miejskich urzędników poinformował niedawno o wysokości państwowej
        > dotacji do Kotów. I co? Tutaj już nas, panie Romanie, nie boli. A może na
        > świecie to właśnie Koty, Hairy i inne Skrzypki pożerają państwowe dotacje?
        Jak
        > to jest z tą dbałością Gazety, a przynajmniej jej czołowej siły na froncie
        > polityki kulturalnej o publiczne finanse?

        Zgadzam sie z Tobą. Nie byłem na Kotach ale po ocenach widzów, a nie
        recenzentów to przedstawienie nie należy do udanych. Nie wiem dlaczego moje
        pieniądze idą na takich "artystów".
        • Gość: Darek Re: Ja za to płacę a nie chcę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.3miasto.net / *.3miasto.net 14.01.04, 15:40
          Kępczyński robi amerykańskie produkcje za publiczne polskie pieniadze . Staniek
          namówił Amerykanów by zainwestowali w polską kulturę . TM w Gdyni wrócił do
          pierwszej ligi i słychać o nim w całej Polsce , a do człowieka roku nominowali
          Korwina . Dyrektorom to sie żyje.
      • Gość: anka Re: Sukces warszawskich "Kotów" IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 23:08
        Mamy w Warszawie jeden prywatny teatr. To Buffo dwóch panów Januszów. Niestety
        mimo sali wypełnionej po brzegi na każdym spektaklu i tłumu ludzi czekających
        na wejściówki teatru nie stać na nowe produkcje ani nawet na remont wnętrza...
        Nic więc dziwnego że Józefowicz pojechał robić teatr do Moskwy ;-)) A tu idzie
        2,5 mln na Koty.... Ja ksłyszę że Kępczyński jest wielkim reżyserm to szlag
        mnie trafia. Robić musicale na licencjach za państwowe pieniądze potrafiłby, no
        może nie każdy, ale wielu. Szkoda gadać.
    • Gość: michalina Re: Sukces warszawskich "Kotów" IP: *.supermedia.pl / *.supermedia.pl 13.01.04, 17:14
      groza! pan Pawłowski sie nie zna na musicalu i dlatego nie powinien pisać jego
      recenzji.co za stek bzdur! wszystko jest w nim wtórne, zero pomysyłów i do tego
      jest potwornie nudny.
      • Gość: kubu Re: Sukces warszawskich "Kotów" IP: *.chello.pl 13.01.04, 18:55
        hmmm
        moze i Pawlowski sie nie zna, ale nieskromnie powiem, ze ja to i owszem
        i bardzo prosze zebys wypunktowala, co takiego w tym spektaklu bylo wtorne, bo
        skoro piszesz takie bzdury to rozumiem, ze jestes w stanie je uargumentowac :)
        pzdr
        • Gość: Tommy Wtórne"Koty" IP: 213.76.140.* 14.01.04, 15:09
          Kubu ,"Koty" są wtórne z założenia. Natomiast warszawska powtórka jest
          nieudolną próbą wciśnięcia czegoś przestarzałego w lekko odgrzanym sosie.
          Czekam aż w Romie powstanie coś nowego. Cośczym można się pochwalić kumplom
          w Londynie bo " Koty " wzbudzają tylko ich pobłazliwy uśmiech.
          • Gość: kubu Re: Wtórne"Koty" IP: *.chello.pl 14.01.04, 17:54
            to ciekawe
            moj angielski znajomy az chce tu przyjechac zeby zobaczyc ten spektakl, bo
            obejrzal zdjecia i jest zachwycony, a on od lat siedzi w tym gatunku teatru
            samych CATS widzial kilka roznych wersji nie mowiac o innych musicalach
            • Gość: jamul Re: Wtórne"Koty" IP: 217.153.13.* 15.01.04, 10:07
              Kubu! Bądź patriotą i przekonaj znajomego, żeby nie szedł na romskie Koty, bo
              to wstyd...
              Generalnie dobrze się stało, że Koty miały premierę w Polsce, bo to jednak
              legenda teatru muzycznego i choćby z powodów poznawczych warto je zobaczyć.
              Jednak nie powinny byc one w ogóle wystawiane w Romie...
              1. Nie podoba mi się, że za publiczne pieniądze wystawia się zachodnie
              spektakle o charakterze czysto komercyjnym - Koty powinien wystawic prywatny
              producent, a nie dotowany teatr miejski. Tetar typu Roma (czyli publiczny)
              powinien wystawiać rzeczy na wysokim poziomie, a nie tylko głośne i powszechnie
              znane.
              2. Spektakl jest zjawiskowy dlatego, że nie ma w nim nic ciekawego, nawet w
              perfekcyjnym wystawieniu lonynskim, a został skutecznie wypromowany jako
              wydarzenie artystyczne. Dlatego powinni na niego chodzić głównie spece od
              marketingu.
              3. Romskie wystawienie jest żałosne. Spolszczenie libretta było pomysłem
              strasznym - całość jest płaska i przeraźliwie nudna. Ciągnąca się i glutowata.
              4. Choreografia - miałem wrażenie, że gdyby ją przenieść np. do Miss Sajgon, to
              nikt nie zauważyłby różnicy. Standardowe wygibasy romskie - niby fajnie, ale od
              lat tak samo. Zresztą - tancerze są dość nieporadni. Widać, że walczono z
              choreografią do samego końca i jeszcze się to nie uleżało. Może za miesiąc
              będzie lepiej. Obecnie widać brak doświadczenia scenicznego niektórych aktorów.
              Szeroko rozpisywano się w prasie (Wyborcza) o doskonałej imitacji kocich
              ruchów... Jezu, przecież to jest śmieszne, co niektórzy tancerze robią na
              scenie. Jeżeli to są koty, to chyba po wylewie...
              5. Soliści - generalnie poprawnie, ale bez rewelacji z jednym wyjątkiem -
              STECIUK. Pozostali poprawnie, albo prawie poprawnie.
              6. Wokale - przede wszystkim po co tłumaczono to na polski, skoro połowy tekstu
              nie można zrozumieć? Chórki bardzo dobrze.
              7. Orkiestra - nie ma jej w kanale, ani na scenie. Z prasy dowiedziałem się, że
              jest w osobnym pomieszczeniu i że to rewolucyjne rozwiązanie. Rzeczywiście
              rewolucyjne, bo to jest skandal jak brzmi orkiestra. Kubu - czy Ty rzeczywiście
              nie słyszysz jak potwornie została zniszczona muzyka?
              Na świecie czasem się tak robi, ale jednak bardzo sporadycznie. Powód jest
              prosty - jeżeli orkiestry nie ma w obrębie sali widowiskowej, to po co w ogóle
              ma być? Lepiej już ją nagrać i mieć przynajmniej kontrolę nad dzwiękiem.
              Akustycy - generalnie w Romie dźwięk realizują fachowcy - w Kotach dali dupy.
              Jest zwyczajnie źle - może trzeba jeszcze trochę czasu, żeby się przyzwyczaili
              to bardzo specyficznej realizacji dźwięku, jakiej wymaga umieszczenie orkiestry
              w osobnej sali. Kondolencje dla dyrygenta - pozbawiono go kontaktu z żywą
              sztuką - muzycy zostali sprowadzeni do rolo katarynki. Poruta.
              8. Scenografia to jedyna tak naprawdę dobra rzecz w tym spektaklu. Rzeczywiście
              dopracowana i robi wrażenie.
              9. Reżyseria - śmiech na sali. Nieporadna i wymuszona. Wtórna i szkolna. Dużo
              taniego sentymentalizmu i kiczu w najgorszym gatunku. Brak pomysłów. Brak pasji
              i entuzjazmu. Wyrażnie widać, że reżyser nie kocha teatru, tylko zarabia
              pieniądze...
              Koty w Romie to porażka sezonu 2003/2004. Warto to zobaczyć, bo takiej kupy to
              jeszcze nie było.
              Teatr jaki proponuje Roma to archeologia teatru - jakiś dziesięć, piętnaście
              lat do tyłu w stosunku do teatru zachodniego. Ani sztuka, ani widowisko.
              Wstyd że recenzent Wyborczej tak się zesrał w zachwycie nad tą realizacją -
              koleś jest głuchy i ślepy.
              • Gość: kubu Re: Wtórne"Koty" IP: *.chello.pl 15.01.04, 10:50
                tak tylko szybciutko, bo nie mam czasu i musze biec

                1. uwazam, ze premiera była o miesiąc za wczesniej
                gdyby ja przelozyli, spektakl bylby o niebo lepiej dopracowany i tylko by na
                tym skorzystał

                2. nie wiem o co chodzi z tymi państwowymi pieniedzmi
                teatr je dostaje i wydaje je tak, jak uznaje za stosowne
                mnie sto razy bardziej drazni wydawanie pieniedzy przez np. Teatr Kwadrat na
                148-mą taka sama farse grana w takiej samej obsadzie :///

                3. jezeli chodzi o dykcje to rzeczywiscie mamy tu problem
                szkoda tym bardziej, ze przeklad jest kapitalny. ma kilka slabszych momentow,
                ale generalnie jest swietnie zrobiony. z jednej strony jest bardzo wierny
                oryginalowi (sluchalem plyty z oryginalnym librettem w reku), z drugiej strony
                jest fantastycznie zaadaptowany do polskich realiow. moj numer 1. to
                SEMAFORRO - po prostu majstersztyk

                4. jestem po swiezym obejrzeniu video z wersji londynskiej i naprawde uwazam,
                ze nasza wersja niewiele ustepuje oryginalnej produkcji. mi tez sie podoba
                warszawska scenografia, jednak angielski pomysl na umieszczenie akcji na
                smietniu dawal scenografom wieksze pole do popisu i do zabawy

                ok
                to tyle
                reszta potem
                • Gość: jamul Re: Wtórne"Koty" IP: 217.153.13.* 15.01.04, 16:58
                  > kubu napisał:
                  > 2. nie wiem o co chodzi z tymi państwowymi pieniedzmi
                  > teatr je dostaje i wydaje je tak, jak uznaje za stosowne.

                  Chodzi o misję teatru publicznego. Bo nie powinno byc tak, że teatr dostaje
                  publiczne pieniądze i wydaje je na co chce. Dyrektor teatru publicznego
                  powinien realizować jakąś wizję krzewienia kultury. Na Zachodzie już dawno
                  stwierdzono, że to sie nie sprawdza i zrezygnowano generalnie z teatrów
                  publicznych, zostawiając pod opieka państwa, tylko teatry o charakterze
                  narodowym.
                  Teatrowi Roma, chyba się zgodzisz Kubu, daleko do określenia "narodowy".
                  Argument, że przedstawienie musi się zwrócić, jest niewłaściwy, ponieważ teatr
                  publiczny z definicji jest deficytowy - bo nie działa według zasad rynku
                  (zresztą w Polsce nie ma rynku teatralnego i nie będzie tak długo, jak długo
                  będą istniały takie teatry jak Roma).
                  Za publiczne pieniądze chcę oglądać sztukę wysoką, bo na jej finansowanie
                  trudniej namówić ludzi z kasą. Znalezienie sponsora na Koty nie jest żadnym
                  osiągnięciem.

                  > kubu napisał:
                  > 4. jestem po swiezym obejrzeniu video z wersji londynskiej i naprawde uwazam,
                  > ze nasza wersja niewiele ustepuje oryginalnej produkcji. mi tez sie podoba
                  > warszawska scenografia, jednak angielski pomysl na umieszczenie akcji na
                  > smietniu dawal scenografom wieksze pole do popisu i do zabawy

                  Ależ Kubu! Scenografia to ostatecznie tylko jakiś umowny znak w przestrzeni - w
                  wersji oryginalnej pretekst do zrobienia czegoś zaskakującego i gigantycznego
                  (czyli bardzo drogiego - to właśnie koszty miały szokować widza i wywoływać
                  między innymi jego zainteresowanie), o czym można będzie rozmawiać w
                  towarzystwie na bankietach. Dla reżysera scenografia jest natomiast polem
                  walki - musi ją umieć maksymalnie wykorzystać, by nie powstało wrażenie, że
                  scenograf sobie, a reżyser sobie. Wszystko musi być po coś. W realizacji
                  romskiej Kotów scenografia jest wspaniała, a reżyser w tej scenografii poległ,
                  przepadł, utonął, a wraz z nim cały ten spektakl.
              • Gość: Semafor Re: Wtórne"Koty" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 10:25
                Zdadzam się z jamulem. Z przykrością to piszę, bo aktorzy wykonali ogromną
                pracę, ale to jest przedstawienie nudne, ma liczne braki warsztatowe (dźwięk,
                dykcja, ruch niektórych aktorów, brak ekspresji, nieudolna reżyseria). To
                ostatnie widać np. w scenach z Nestorem (Old Deuteronomy) snującym się po
                scenie jak duch Hamleta, ale też w kulminacyjnym momencie sceny Karmazyna
                (Growltiger) - aria kompletnie bez polotu, a rozpaczliwy skok Karmazyna do wody
                ma w sobie tyle ekspresji i emocji, co wieczorne nitkowanie zębów. Za to
                tłumaczenie mi się podobało - Old Possum's Book of Practical Cats to wprawdzie
                niedoścignione arcydzieło humoru i techniki poetyckiej, ale polska wersja też
                ma sporo werwy i dowcipu. Ale fakt, że i tak połowy nie da się zrozumieć
                (dykcja).

              • violino1 Re: Wtórne"Koty" 23.01.04, 20:51
                Dziekuje Jamul za te obszerna obiektywna recenzje Polskich Kotow.
                Mieszkajac w USA przez ostatnie 17 lat mialem okazje grac wiekszosc glownych
                musicali. Przed wyjazdem z Polski pamietam tylko Teatr Muzyczny w Gdyni
                wystawial Jesus Christ Superstar. Pare tygodzni temu zawedrowalem na lamy GW i
                widze ze wiecej jest teraz tych przdstawien. Dziwie sie ze musikale wystawiane
                w Polsce nie sa z grupy tych najbardziej "chodliwych" (przynajmniej na rynku w
                USA) moze poza Miss Saigon ale i ten nie cieszyl sie ogromna polularnoscia.
                Cats (preferuje te nazwe) byl grany ostatnio przez lata tylko w Nowym Jorku i
                nie mial wystarczajacej publicznosci zeby mogl podrozowac po USA. Zdecydowanie
                nie jest to jeden z moich ulubionych przedstawien. Mimo tego uwazam ze powinien
                byc pokazany Polskiej publicznosci bo to przeciez klasyka.
                Chetnie zobaczylbym to przedstawienie w Warszawie zeby miec mozliwosc
                porownania do tego co jest grane tutaj ale nie szybko wybieram sie do kraju.

                Choc moje zdanie nie bedzie tu popularne to jednak bardzo dziwie sie ze na sile
                tlumaczy sie musikale na Polski jezyk. Efekt jest dosc zalosny, inne frazowanie
                i stracone niuanse jezykowe. Nie sadze zeby AL Webber kiedykolwiek chcial
                slyszec swa muzyke w innym jezyku. Jest przeciez tendencja w swiatowym teatrze
                na wystawianie wszystkiego w oryginalnych jezykach z wyswietlanymi napisami nad
                scena. Wloskie opery sa po wlosku, Francuskie po Francusku a Rosyjskie po
                Rosyjsku, znam nawet spiewakow ktorzy musieli brac specjalne korepetycje zeby
                wykonac Janacka po Czesku.
                Gralem niedawno koncery noworoczne z dyrygentem i solistami z Wiednia i byla
                tam Niemka ktora spiewala Christine w Phantom of the Opera w Niemczech. Mowila
                ze te przedstawienia byly po Angielsku. Rozumiem ze duzo wiekszy procent
                Niemcow mowi po Angielsku lecz z tego co slysze to Angielski jest juz duzo
                bardziej znany w Warszawie. Pamietam jak smialem sie jak znajoma zaprowadzila
                mnie w Chicago na opere Verdiego wystawiona przez Lithuanian Opera of Chicago
                po litewsku. W imie jakich narodowosciowych idei trzeba nisczyc oryginalne
                intencje autorow. Ja nie chcialbym slyszec Strasznego Dworu czy Halki po
                Angielsku.

                Bardzo dziwie sie ze orkiestra byla w innym pomieszczeniu. Jakosc sprzetu
                elektronicznego bardzo poprawila sie w ciagu ostatnich lat.
                Aktorzy maja tu praktycznie niewidoczne cieniutenkie kabelki - mikrofony
                przyklejone do twarzy, muzycy maja podobne na instrumentach (z wyjatkiem duzych
                instrumentow). Jednak dzwiek zrodlowy jest miksowany z dzwiekiem z kanalu by
                oddac naturalny efekt.

                Technicznie jest mozliwe postawienie kamery przed dyrygentem i ustawienie
                muzykow w innym pomieszczeniu przed monitorami lecz efekt dzwiekowy nie bedzie
                dobry gdyz nie beda oni mogli frazowac razem ze spiewajacymi aktorami. Jakosc
                dzwieku tez prawdopodobnie nie bedzie najlepsza. Nie wiem jaka jest jakosc
                dzwieku w Polskich przedstawieniach. Tutaj jest to bardzo troskliwie regulowane
                i mamy sound checks przed przedstawieniami gdzie nie tylko poziom dzwieku ale i
                jego indywidualna barwa sa ustawiane dla kazdego instrumentu, sekcji i calosci
                wlacznie z aktorami mimo tego ze jest to przeciez monitorowane w trakcie
                przedstawien.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka