Gość: Dzwonnik z PR 3
IP: 213.17.150.*
29.02.04, 21:44
Zapraszam do wspólnej zabawy w groteskę S-F, pisaną ku pokrzepieniu serc.
Ponieważ jest to forma interaktywna, w węzłowych momentach proszę
internautów o wybór wariantu akcji. Groteska oparta jest na formule
Wszystko to fikcja, tak chętnie wykorzystywanej przez dziennikarzy, by
prześmiewczo a czasami brutalnie, obejść się z osobami publicznymi.
Jakikolwiek związek osób, wydarzeń i sytuacji, z tym co dzieje się w
powieści, jest przypadkowy. Publikacja odbywała się dotychczas na stronie
Onetu, po interwencji została zatrzymana (widocznie - co wolno wojewodzie...)
Całość i kolejne odcinki można znaleźć na stronie
www.trojka.net/protest/main/index.php
Dla tych którzy chcą wskoczyć od razu, przedstawiam krótkie wprowadzenie.
Każdy na swój sposób ocenia zmiany w Trójce, ale jakoś wielu robi to
podobnie.
Wszystko to fikcja.
Jest rok 200x, doprowadzeni do szewskiej pasji dziadostwem w Trójce, starzy
i nowi pracownicy PR3 planują przewrót. Przy pomocy red. Ucho, spisek odkrywa
dyr. Słupkowski. Jednak wstrząśnięty traci całkowicie pamięć. Kaczor z
dobrego serca opiekuje się nim, czasami puszczając mu taśmy archiwalne. Dyr.
Słupkowski uświadamia sobie co zniszczył swoją działalnością. Od tej pory
owładnięty panicznym lękiem przed własną przeszłością ukrywa się w
podziemiach gmachu na Myśliwieckiej. Z Waszyngtonu wraca Wałek. Ma zamiar
budować nowe radio. Prezes Smolder-Carramba wraz z Maszynistą (zdrajcą), chcą
na ustawionym pokerze odwieść Wałka od własnych pomysłów. Sprawy przybierają
jednak nieprzewidziany obrót i prezes Carramba przegrywa do Wałka swój
majątek. Młoda żona prezesa, piękna Agnes, kocha się w zdolnym red. Marcelu
Łołkawskim. Prezes kocha Agnes. Agnes kochała majątek prezesa. Jest fatalna
pogoda,
Maszynista i Wałek z neseserem pełnym pieniędzy wracają samochodem do domu.
Ma miejsce tragiczny w skutkach wypadek - samochód prowadzony przez
Maszynistę uderza w drzewo. Wałek z katastrofy wychodzi bez szwanku, jednak
zwłoki kierowcy zamknięte w worku trafiają do szpitalnego ambulansu, nie
wiadomo też co z pieniędzmi.
Odcinek 20.
Po zaśnieżonej drodze, głębokimi koleinami, rozgniatając bryły śniegu, lodu i
błota, pędził ambulans szpitalny. Kierowca auta mocno trzymał kierownicę,
bacznie obserwując drogę. Siedzący obok niego gruby pomocnik nerwowo zapalał
papierosa zepsutą zapalniczką.
- Ile tego jest? - spytał kierowca.
- Brat kupował wóz - nówkę, będzie chyba rok, to widziałem wtedy w paczce
sześćdziesiąt tysięcy. Jak boga, tego jest parę razy więcej !
- Nie rycz tak baranie!
- A kto cię usłyszy, tamten? - grubas obejrzał się do tyłu i zaczął obmacywać
worek ze zwłokami.
- On nam tego nie upaprze?
- Nie, Anioł go oglądał. W ogóle nie krwawił, to coś z kręgosłupem, przy
szyi.
- Co on wie? Ani go nie dotknął. Tylko kazał pakować forsę z walizy do wora i
jazda - kierowca załączył wycieraczki. Znowu sypało. Gruby szarpiąc za suwak
otwierał worek
- To doktor też nie wie ile tego jest - powiedział z odkrywczą satysfakcją.
- Zostaw to idioto - wściekły kierowca odwrócił się i jął tamtego tłuc po
rękach. Nagle ambulans wyskoczył z kolein i wypadł z drogi. Rozległ się
zgrzyt giętej blachy i samochód wielokrotnie koziołkując z głuchym tąpnięciem
wylądował w rowie. Zapadła niespodziewana cisza. Wrak ułożony był na dachu
kołami do góry. Na wypruty siłą uderzenia silnik padał śnieg, który
gwałtownie topniejąc syczał cicho. Wokół było całkiem ciemno.
W pobliskim lesie wiatr wył pomiędzy koronami drzew. Śnieg powoli przestawał
prószyć. Od strony drogi kulejąc na jedną nogę, szedł wolno człowiek.
Wyglądał upiornie. Cały był we krwi a do przesiąkniętego krwią ubrania
poprzylepiane były banknoty. W ręce trzymał spore zawiniątko. Coś głośno
mówił i co chwilę potrząsał trzymanym workiem. Był to Maszynista. W pobliżu,
na przystanku autobusowym stała grupka ludzi. Ktoś dostrzegł zjawę i
przerażony zaczął krzyczeć.
Ludzie zgromadzeni na przystanku, stojący do tej pory nieruchomo, zareagowali
na widok zbliżającej się zjawy zupełnie nieprawdopodobnie. Wszyscy jak na
komendę podnieśli do góry ręce i rozpoczęli jakiś obłąkańczy taniec. Dopiero
teraz zwracały na siebie uwagę ich dziwne stroje. Ubrani byli w ciemne
chałaty przypominające worki. Głowy mieli odkryte a długie włosy pozaplatane
w dziesiątki warkoczyków. W tańcu co jakiś czas przystawali i unosili się w
górę na palcach, trwali tak chwilę w bezruchu a później wznosili wspólny
okrzyk - Oczyszczenie!
Po chwili pomiędzy tych ludzi wszedł Maszynista wyglądający jak potwór. Stał
w środku patrząc na nich nieprzytomnym wzrokiem, sięgnął ręką do worka i
gwałtownymi ruchami zaczął z niego wyrzucać zawartość. Wiatr porywał w górę
setki papierków. Gdy worek był już pusty, nadjechał autobus i oświetlił
przystanek. Wszędzie wokół a nawet na dachu wiaty pełno było pieniędzy.
Autobus przystanął, ale nie otworzył drzwi. W środku trwała zażarta wymiana
zdań.
- Jedź pan, nie otwieraj . To sekta! Jazda, ale prędzej! - krzyczeli jedni.
- Panie kierowco, otwórz pan te drzwi! Nie widzisz pan tej forsy! - żądali
inni.
Czas na wybór wariantów akcji.
czy wypuszczamy ludzi z autobusu?
Czy autobusem jechał:
a. Dyr. Słupkowski, który W ramach drogi pokutnej jeździ tylko komunikacją
miejską?
b. Prezes Carramba wyrzucony przez żonę?
c. Pomysłowy Gajowy?
d. Hellen?
E. Nowy bohater Ptasznik (na krótko)?
Czekam na propozycje.