Dodaj do ulubionych

Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić!

IP: 213.17.150.* 29.02.04, 21:44
Zapraszam do wspólnej zabawy w groteskę S-F, pisaną ku pokrzepieniu serc.
Ponieważ jest to forma interaktywna, w węzłowych momentach proszę
internautów o wybór wariantu akcji. Groteska oparta jest na formule
Wszystko to fikcja, tak chętnie wykorzystywanej przez dziennikarzy, by
prześmiewczo a czasami brutalnie, obejść się z osobami publicznymi.
Jakikolwiek związek osób, wydarzeń i sytuacji, z tym co dzieje się w
powieści, jest przypadkowy. Publikacja odbywała się dotychczas na stronie
Onetu, po interwencji została zatrzymana (widocznie - co wolno wojewodzie...)
Całość i kolejne odcinki można znaleźć na stronie
www.trojka.net/protest/main/index.php
Dla tych którzy chcą wskoczyć od razu, przedstawiam krótkie wprowadzenie.
Każdy na swój sposób ocenia zmiany w Trójce, ale jakoś wielu robi to
podobnie.
Wszystko to fikcja.
Jest rok 200x, doprowadzeni do szewskiej pasji dziadostwem w Trójce, starzy
i nowi pracownicy PR3 planują przewrót. Przy pomocy red. Ucho, spisek odkrywa
dyr. Słupkowski. Jednak wstrząśnięty traci całkowicie pamięć. Kaczor z
dobrego serca opiekuje się nim, czasami puszczając mu taśmy archiwalne. Dyr.
Słupkowski uświadamia sobie co zniszczył swoją działalnością. Od tej pory
owładnięty panicznym lękiem przed własną przeszłością ukrywa się w
podziemiach gmachu na Myśliwieckiej. Z Waszyngtonu wraca Wałek. Ma zamiar
budować nowe radio. Prezes Smolder-Carramba wraz z Maszynistą (zdrajcą), chcą
na ustawionym pokerze odwieść Wałka od własnych pomysłów. Sprawy przybierają
jednak nieprzewidziany obrót i prezes Carramba przegrywa do Wałka swój
majątek. Młoda żona prezesa, piękna Agnes, kocha się w zdolnym red. Marcelu
Łołkawskim. Prezes kocha Agnes. Agnes kochała majątek prezesa. Jest fatalna
pogoda,
Maszynista i Wałek z neseserem pełnym pieniędzy wracają samochodem do domu.
Ma miejsce tragiczny w skutkach wypadek - samochód prowadzony przez
Maszynistę uderza w drzewo. Wałek z katastrofy wychodzi bez szwanku, jednak
zwłoki kierowcy zamknięte w worku trafiają do szpitalnego ambulansu, nie
wiadomo też co z pieniędzmi.
Odcinek 20.
Po zaśnieżonej drodze, głębokimi koleinami, rozgniatając bryły śniegu, lodu i
błota, pędził ambulans szpitalny. Kierowca auta mocno trzymał kierownicę,
bacznie obserwując drogę. Siedzący obok niego gruby pomocnik nerwowo zapalał
papierosa zepsutą zapalniczką.
- Ile tego jest? - spytał kierowca.
- Brat kupował wóz - nówkę, będzie chyba rok, to widziałem wtedy w paczce
sześćdziesiąt tysięcy. Jak boga, tego jest parę razy więcej !
- Nie rycz tak baranie!
- A kto cię usłyszy, tamten? - grubas obejrzał się do tyłu i zaczął obmacywać
worek ze zwłokami.
- On nam tego nie upaprze?
- Nie, Anioł go oglądał. W ogóle nie krwawił, to coś z kręgosłupem, przy
szyi.
- Co on wie? Ani go nie dotknął. Tylko kazał pakować forsę z walizy do wora i
jazda - kierowca załączył wycieraczki. Znowu sypało. Gruby szarpiąc za suwak
otwierał worek
- To doktor też nie wie ile tego jest - powiedział z odkrywczą satysfakcją.
- Zostaw to idioto - wściekły kierowca odwrócił się i jął tamtego tłuc po
rękach. Nagle ambulans wyskoczył z kolein i wypadł z drogi. Rozległ się
zgrzyt giętej blachy i samochód wielokrotnie koziołkując z głuchym tąpnięciem
wylądował w rowie. Zapadła niespodziewana cisza. Wrak ułożony był na dachu
kołami do góry. Na wypruty siłą uderzenia silnik padał śnieg, który
gwałtownie topniejąc syczał cicho. Wokół było całkiem ciemno.
W pobliskim lesie wiatr wył pomiędzy koronami drzew. Śnieg powoli przestawał
prószyć. Od strony drogi kulejąc na jedną nogę, szedł wolno człowiek.
Wyglądał upiornie. Cały był we krwi a do przesiąkniętego krwią ubrania
poprzylepiane były banknoty. W ręce trzymał spore zawiniątko. Coś głośno
mówił i co chwilę potrząsał trzymanym workiem. Był to Maszynista. W pobliżu,
na przystanku autobusowym stała grupka ludzi. Ktoś dostrzegł zjawę i
przerażony zaczął krzyczeć.
Ludzie zgromadzeni na przystanku, stojący do tej pory nieruchomo, zareagowali
na widok zbliżającej się zjawy zupełnie nieprawdopodobnie. Wszyscy jak na
komendę podnieśli do góry ręce i rozpoczęli jakiś obłąkańczy taniec. Dopiero
teraz zwracały na siebie uwagę ich dziwne stroje. Ubrani byli w ciemne
chałaty przypominające worki. Głowy mieli odkryte a długie włosy pozaplatane
w dziesiątki warkoczyków. W tańcu co jakiś czas przystawali i unosili się w
górę na palcach, trwali tak chwilę w bezruchu a później wznosili wspólny
okrzyk - Oczyszczenie!
Po chwili pomiędzy tych ludzi wszedł Maszynista wyglądający jak potwór. Stał
w środku patrząc na nich nieprzytomnym wzrokiem, sięgnął ręką do worka i
gwałtownymi ruchami zaczął z niego wyrzucać zawartość. Wiatr porywał w górę
setki papierków. Gdy worek był już pusty, nadjechał autobus i oświetlił
przystanek. Wszędzie wokół a nawet na dachu wiaty pełno było pieniędzy.
Autobus przystanął, ale nie otworzył drzwi. W środku trwała zażarta wymiana
zdań.
- Jedź pan, nie otwieraj . To sekta! Jazda, ale prędzej! - krzyczeli jedni.
- Panie kierowco, otwórz pan te drzwi! Nie widzisz pan tej forsy! - żądali
inni.

Czas na wybór wariantów akcji.
czy wypuszczamy ludzi z autobusu?
Czy autobusem jechał:
a. Dyr. Słupkowski, który W ramach drogi pokutnej jeździ tylko komunikacją
miejską?
b. Prezes Carramba wyrzucony przez żonę?
c. Pomysłowy Gajowy?
d. Hellen?
E. Nowy bohater Ptasznik (na krótko)?
Czekam na propozycje.
Obserwuj wątek
    • Gość: LesioZ Re: Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.02.04, 22:54
      Niestety, to nie Dyr. Słupkowski, który choć rzeczywiście ramach drogi pokutnej
      jeździ komunikacją miejską ale na szczęście jest to metro moskiewskie (a co,
      nie można sobie pomarzyc ;-).

      Nie jest to również Prezes Carramba a to dlatego, że z tak wybitnymi pomysłami
      został mianowany OberPrezesem szacownej instytucji Toalety Polskie S.A. i
      własnie był na dobrej drodze do wmówienia targetowi tejże instytucji, że mogą
      się powstrzymywać od pewnych czynnosci fizjologicznych dzięki słuchaniu
      Wybitnego Redaktora Rosoksa w zamian womitując , zwłaszcza na dzingle i
      plujliste.

      Pomysłowy Gajowy tym bardziej nie, bowiem widząc i słysząc co się dzieje w
      pewnym Programie ( niegdyś Trzecim) wraz z Żelaznym Karłem udał się na
      emigracje tak wewnętrzną, że zapadł się w sobie tworząc niezidentyfikowany
      obiekt astronomiczny typu Czarna Dziura (a raczej Czarna Rozpacz).

      Hellen? Przeciez kobieta ( ?!) z takim głosem radiowym po prostu nie istnieje.

      Przez moment istniało podejrzenie, że osobnikiem z autobusu był niejaki Obi -
      Boczek, skoligacony w pewnym serialu, wybitny Syn Ziemi Świętokrzyskiej i
      Sąsiedniej ale okazało się, że własnie odbierał Oskary (albo inne Feliksy,
      Maliny, Złote Coś Tam i.t.p )) za wybitne osiągnięcia w kategorii "I zero zer
      może byc na państwowej posadzie i zarabiać niezłe pieniądze nie mając ŻADNYCH
      podstaw aby być, tam gdzie jest"

      Zatem...

      stawiam na Ptasznika, kimkolwiek by był ale pod warunkiem, że nie należy do
      kumpli wszystkich wyżej wymienionych typów.
    • Gość: kass Re: Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.04, 12:10
      Ten na fotografii, Słupkowski, to już tak w ramach pokuty, bo coś kiepsko
      wygląda;-)
      • Gość: Dzwonnik Re: Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić! IP: 213.17.150.* 01.03.04, 22:44
        Wszystko to fikcja.
        Odcinek 21.
        Rysopis.
        Ptasznik, niskie czoło, oczy osadzone blisko siebie, cofnięta dolna szczęka.
        Ptasznik, człowiek o owalnej twarzy i krępej budowie ciała. Lat czterdzieści
        jeden, karany. Obecnie odsiadujący wyrok dożywocia za morderstwa pierwszego
        stopnia. Stan cywilny - dwukrotny wdowiec (tajemnicze utopienie się pierwszej
        żony, zagadkowe poćwiartowanie drugiej)
        Ptasznik, nienaturalnie wielkie łapy i kłujące spojrzenie pająka. Dolna żuchwa
        wraz z grdyką miarowo odmierzająca każde przełknięcie śliny.
        Był straszny. Największe wrażenie robił jednak jego niesamowicie brzmiący głos.
        Gdy mówił, nie można było słuchać niczego innego. Niski bas o metalicznym
        zabarwieniu, wprowadzał w drgania ściany, przedmioty, każdą część powietrza,
        nawet tą, którą oddychali przytłoczeni słuchacze. To niewiarygodne, ale to
        właśnie ten głos, codziennie z milionów radiowych i telewizyjnych głośników
        rzucał w nas kolejną reklamą, wkładał nam łapę do płuc i ściskał wnętrzności,
        żądając abyśmy kupowali i kupowali bez końca.
        Ptasznik był apostołem jednego przykazania:
        MUSISZ KUPOWAĆ!
        Tak więc głos wielokrotnego mordercy, mówił nam co jest dobre, nieodzowne i
        najważniejsze. Ptasznik, swoim głosem, bez reszty tworzył estetykę konsumpcji.
        Dlatego kochano go po wielokroć, tak jak upojną miłością kocha się rzeczy
        pożądane. Jednak na całym świecie była tylko jedna osoba kochająca go miłością
        prawdziwą, bezinteresowną, szlachetną i czystą. Była to Hellen. Ich związek
        trwał już dziesięć lat, w tym ponad dziewięć to rozłąka penitencjarna. Gdy
        Hellen na widzeniu mówiła do niego swoim cieniutkim głosikiem - Kocham w tobie
        to co dobre, ale i to co mroczne - on chrypiał do niej - Kawałek po kawałku
        Hellen - i było git. Dzisiaj był jego wielki dzień, dzisiaj otrzymał przepustkę
        z więzienia i jechał spotkać się z ukochaną.
        Autobus, który od dłuższej chwili stał na przystanku, otworzył drzwi. Do
        wnętrza wdarło się mroźne powietrze. Ptasznik powoli wstał z siedzenia i ruszył
        do wyjścia.
    • Gość: Szaman Re: Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić! IP: *.k2.pl / *.crowley.pl 02.03.04, 11:51
      Autobusem jechal Obi Wan Kenobi.
      • Gość: Dzwonnik Re: Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić! IP: 213.17.150.* 02.03.04, 21:28
        Wszystko to fikcja.
        Odcinek 22.
        Na całym poboczu, ale także i na drodze leżały porozrzucane pieniądze. Ptasznik
        zrobił parę kroków w kierunku wiaty, tutaj było ich najwięcej. Schylił się i
        podniósł parę banknotów. Leżały wkoło jak śmieci. Był wściekły, spojrzał
        nienawistnym wzrokiem na stojącą opodal grupę sekciarzy i wrzasnął
        - Nie szanujecie pieniędzy! Gardzicie forsą!? - podszedł do najbliżej stojącego
        młodego chłopaka i złapał go mocno za długie włosy - Ty gnoju, cały świat
        klęczy przed mamoną a tobie nie smakuje? - z ogromną siłą cisnął chłopca na
        ziemię.
        - Pozbierasz to teraz na czworakach, zębami! A wy, pomożecie pętakowi! -
        szybkim krokiem podszedł do grupy przerażonych ludzi - Na cztery łapy chamy!
        Pokłońcie się nisko Złotemu Cielcowi!- darł się zachrypniętym głosem. Zebrani
        poruszyli się i niepewnie spojrzeli po sobie. Strach uginał im kolana.
        - Nie! Nieee!!! - niespodziewanie krzyknął ktoś z tłumu. Przed stojących
        wyszedł Maszynista - Nie, nie, zatrzymajcie się! Ja znam tego człowieka, to
        Ptasznik, potwór z mediów. Nie słuchajcie jego głosu, nie słuchajcie.
        Śpiewajcie i tańczcie wraz ze mną! - Maszynista uniósł ręce do góry i
        tanecznym krokiem ruszył w kierunku autobusu. Pozostali sekciarze podążyli za
        nim, jeden za drugim wchodząc do starego Ikarusa. Widząc to Ptasznik wskoczył
        do szoferki i nacisnął guzik zamykający wszystkie drzwi. Przy szybie na
        pulpicie leżała kaseta magnetofonowa, wziął ją i wsunął w kieszeń odtwarzacza,
        z głośników popłynęła znajoma melodia, motyw z Gwiezdnych Wojen. Odkręcił
        gałkę mocy na maxa. Odwrócił się do tyłu i jeszcze bardziej chropowatym i
        zardzewiałym głosem wrzasnął - Ja jestem Obi Wan Kenobi - z całą siłą wdusił
        pedał gazu - Moc jest ze mną! - rozległ się ryk silnika, autobus najpierw
        zabuksował w miejscu kołami, ale zaraz potem ruszył nabierając coraz większej
        prędkości. Ptasznik kręcił kierownicą jak oszalały, jechali od lewej do prawej
        strony ulicy, a kierowca uderzał w klakson w rytm dochodzącej z głośników
        muzyki.
        - Mniam, mniam Maniana! Ale wy nie kochacie pieniędzy? No to i życia nie
        kochacie, a to już, uu! Niedobrze. Mniam, mniam Maniana! Obi pozwoli wam to
        zrozumieć.
        Autobus z piskiem opon skręcił w boczną drogę i zniknął w lesie.
        Tymczasem na trzynastym piętrze jednego z bloków szarego osiedla, Hellen
        kończyła makijaż. Nie, ona nie chciała być piękna dla siebie, chciała by On
        patrzył na nią jak na ofiarę - Bzzz - zabzyczała cichutko i zaraz spłonęła
        rumieńcem. Ze zdjęcia stojącego na biurku patrzył na nią życzliwie Henio Saper,
        jej chrzestny.

        Czas na ustalenia.
        Chętnie pozbyłbym się Ptasznika, ale kto wtedy będzie czytał reklamy (Hellen?)
        Kto ma ukatrupić Ptasznika?
        a. Maszynista?
        b. Pomysłowy Gajowy?
        c. Hellen?
        d. Niedźwiedź, z zazdrości lub przez pomyłkę.
        Co z Wałkiem? Może go podwieziemy radiowozem i niech pozbiera w końcu swoje
        pieniądze.
        Czy dyr. Słupkowski wstępuje do zakonu?
        Zróbmy przyjemność Marcelowi (wizyta Agnes).
        • Gość: kass Re: Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.04, 21:49
          Słupkowski do zakonu?- nic z tego, w ramach pokuty będzie słuchać przez całą
          dobę swojego pierwszego radia, zakon to sanatorium. Wałek pozbiera pieniądze,
          nie będziemy musieli robić zrzutki. Dajmy pożyć Ptasznikowi i tak ma
          przechlapane. Co do Agnes nie mam pomysłu.
          • greg_f Re: Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić! 02.03.04, 22:25
            Pana Słupkowskiego można by skazać na dożywotnie słuchanie łomotu, jaki pojawia
            się pod TrUjkowymi serwisami, coraz skuteczniej zagłuszając mówiącego. Jeśli
            już ktoś ma załatwić Ptasznika, to niech będzie to Pomysłowy Gajowy.
            • Gość: Dzwonnik z PR 3 Re: Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić! IP: 213.17.150.* 03.03.04, 20:10
              Wszystko to fikcja.
              Odcinek 23.
              Zaśnieżoną ulicą wolno toczył się policyjny radiowóz. Gruby gliniarz kierujący
              pojazdem podśpiewywał sobie kiwając się rytmicznie na fotelu. Była to jednak
              zupełnie inna melodia niż ta, która dobiegała z radiowych głośników.
              - Bum bum! Ratatata! - podskakiwał grubas - Wy to teraz w radiu nareszcie na
              wszystkich stacjach gracie to samo - rzucił badawcze spojrzenie na Wałka.
              - W zasadzie ma pan rację, ale jak dla mnie to wszędzie grają za wolne kawałki -
              Wałek wyzywająco spojrzał za okno samochodu, żeby sprawdzić czy aby na pewno
              jeszcze jadą.
              - Bum bum! Ratatata ! Najgorzej to jak gadają, bo wtedy nie da się słuchać i
              nie słyszeć naraz. Wyczuwasz pan niuans? - kierowca podgłośnił radio i głosem
              stylizowanym na Amstronga zachrypiał
              - I miss you, I love you? - popatrzył na Wałka zalotnie.
              - O! Tutaj, niech mnie pan tu wyrzuci, na tym przystanku - Wałek odpiął pasy
              sygnalizując zamiar wysiadania. Samochód zjechał do zatoczki i stanął.
              - Niech pan powie gdzie pan występujesz, to kiedy posłucham i wzrośnie wam
              słuchalność!
              - Lepiej niech władza sama poszuka, a jak znajdzie to wzrośnie wam
              wykrywalność! - Wałek trzasnął drzwiami. Radiowóz oddalił się majestatycznie.
              Kiedy redaktor przykucnął aby zawiązać sznurowadło dostrzegł leżący na ziemi
              banknot, obok leżały dwa następne.
              - O! Bum bum! Ratatata - schylił się i zaczął zbierać porozrzucane pieniądze.
              Dyrektor Słupkowski czuł się dzisiaj jakoś nie w sosie. Jak mawiają Rosjanie -
              Są takie dni że nie smakuje nawet wódka. Od godziny kręcił się po domu i sam
              nie wiedział czego mu trzeba. Niedawno dzwoniła do niego Agnes, żona prezesa i
              skarżyła się że Carramba, który wrócił już do domu, zwariował. Podobno strzela
              do swoich chińskich waz i nie mniej cennych obrazów, z broni myśliwskiej, a
              ona boi się też o siebie.
              - A niech ją ukatrupi - pomyślał zwięźle.
              - A może kuferek? - ten pomysł zdecydowanie rozjaśnił mu oblicze. Już po paru
              minutach siedział przy stole a przed nim stał otwarty czarny kuferek. Ostrożnie
              wyjął z niego stare radio o drewnianej obudowie , położył je przed sobą i
              włączył wtyczkę do kontaktu. Z magicznej skrzynki wydobył się dziwny dźwięk.
              Brzmiało to jakby trzy albo nawet cztery stacje radiowe nadawały na tej samej
              fali. Z urządzeniem wyraźnie było coś nie tak. Co jakiś czas następowała jednak
              przedziwna synchronizacja jazgotu i wtedy na chwilę okazywało się, że wszystkie
              cztery stacje grają ten sam utwór z play-listy. Tak, cudownie, takiego radia
              słuchał dyr. Słupkowski jeszcze w dzieciństwie, nawet odbiornik był ten sam. Bo
              to było jego autentyczne pierwsze radio. Powoli popadał w ekstazę, w tym
              kociokwiku można było usłyszeć jednocześnie strzępy jakiś reklam, łomot
              zderzonych ze sobą pop kawałków a czasami nawet fragmenty serwisu.
              Dyr. Słupkowski wyciągnął przed siebie obie ręce i zaczął najpierw powoli a
              potem coraz szybciej dyrygować.
              Po chwili do ogólnej kakofonii dołączyła jego komórka - dzwonił Maszynista.
              Dyrektor odebrał telefon jedną ręką, drugą nie przerywając machania. Głos w
              słuchawce oznajmił - Mam ważną wiadomość, Ptasznik nie żyje. Całą noc
              przekonywałem go, aby uwierzył w świat dobra, piękna i szlachetności, zasad,
              cnót i moralności. Ptasznik nie żyje, narodził się nowy człowiek, Dobromir
              Ptasiński, mój duchowy brat i serdeczny przyjaciel.
              Słupkowski, który nie przestawał dyrygować, otarł łzy i wyszeptał - Jakie to
              piękne, jakie piękne.

              Czas na uzgodnienia.
              Wydaje mi się że w tych okolicznościach przyrody Hellen rzuci w diabły mięczaka
              Ptasińskiego(?)
              Czy nie za dużo tych nawróceń?
              Czy prezes Smolder-Carramba ustrzeli Agnes? A może ona jego?
              Pomysłowy Gajowy nic nie wie o przemianie Ptasznika i zdaje się, że ma złe
              zamiary. Chyba że mu powiemy?
              Zapraszam.
              • Gość: kass Re: Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 21:04
                Osobiście wolę, że to ona zastrzeli jego a co do nawróceń to nigdy ich za mało.
                Pomysłowy Gajowy musi się dowiedzieć o tej metamorfozie, zanim dojdzie do
                nieszczęścia, należy go uprzedzić.
                • Gość: Dzwonnik Re: Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić! IP: 213.17.150.* 04.03.04, 21:53
                  Wszystko to fikcja.
                  Odcinek 24.
                  Pomysłowy Gajowy od zawsze słuchał Trójki i tak miało zostać aż do końca
                  świata, a więc już niedługo. Kiedyś, wystarczał mu sam fakt że słucha, więc
                  jego techniczna wiedza o budowie radioodbiornika mogła sprowadzać się do
                  umiejętności obsługi klawisza ON/OFF. Życie jednak zmusiło go do radykalnego
                  pogłębienia wiadomości i do zapoznania się również z działaniem gałki
                  strojenia. Kręcąc tą gałką Pomysłowy Gajowy kilkadziesiąt razy dziennie
                  sprawdzał, czy aby na pewno słucha swojego ulubionego Programu Trzeciego.
                  Dzisiaj nadszedł moment krytyczny - gałka od częstego używania ukręciła się i
                  pozostała w jego dłoni. Na początku pomyślał, że to tylko koniec świata, ale
                  już po chwili zrozumiał, że ten cios jest wymierzony w samą esencję jego
                  wolności. Oczy zabłysnęły mu żądzą odwetu - przecież znał winowajców! Nadszedł
                  czas zapłaty za miesiące a nawet lata upokorzeń, kiedy to słuchając nowej
                  Trójki walił łbem w ścianę do łazienki (ściana nośna) i w duchu obszczekiwał
                  własne myśli, podszeptujące mu - zmień stację, zmień stację. Zawsze wtedy z
                  determinacją wykonywał gest Kozakiewicza i to do tej pory go uspokajało. Teraz
                  jednak miarka się przebrała. Usta wykrzywił mu grymas wściekłości, przez
                  zaciśnięte zęby wycedził rytualne słowa
                  - Hop hop! ??? Hop hop! ??? - zapomniał, co miało być dalej.
                  - Wrrr! - warknął jak raniony tygrys.
                  Podszedł do ogromnej szafy, stanął w rozkroku naprzeciwko niej i gwałtownym
                  ruchem otworzył ją na oścież. Od lat gromadził w niej broń, materiały wybuchowe
                  i inne akcesoria militarne.
                  Był tu cały arsenał.
                  Tymczasem w domu u państwa Carrambów sytuacja nieco się uspokoiła - Prezesowi
                  skończyła się amunicja do sztucera. Postanowił jechać na Myśliwiecką. Wiedział,
                  że spotka tam niechętne spojrzenia tych co cokolwiek jeszcze znaczą ale i tak
                  wolał to od umizgów wazeliniarzy, potakujących mu bezmyślnie.
                  - Zobaczycie jak się robi radio ! - wrzeszczał wychodząc z domu - Same zajawki,
                  reklamy i góra trzy przeboje z play-listy. I w kółko Twoje pierwsze radio,
                  Trójka i usłyszysz więcej, Trójka rozkosz słuchania i play-lista i reklamy. Ja
                  was nauczę służby - zatarł z satysfakcją łapy.
                  -Carrambuś! - usłyszał z za pleców głos Agnes. Odwrócił się i zobaczył jak
                  jego żona stoi przed nim w odległości kilku kroków z wymierzonym wprost w niego
                  sztucerem.
                  - Carrambuś, znalazłam jeszcze jeden nabój. Strasznie cię przepraszam - Agnes
                  zamknęła oczy i pociągnęła za spust. Wystrzał i odrzut broni przewrócił ją na
                  ziemię. Carramba stał bez ruchu. Twarz jego była śmiertelnie blada - Agnes, co
                  zrobiłaś ? Kochana moja mała , co ty ... - prezes chwiał się na nogach - Oni
                  cię teraz zamkną w więzieniu, Agnes. Ty jesteś taka delikatna, nie wytrzymasz
                  tego - upadł na kolana - Agnes włóż mi sztucer do rąk, powiesz że to ja sam -
                  powoli osunął się na ziemię.

                  Agnes podbiegła do niego i zaczęła szarpać starając się wepchnąć broń pod
                  jego ciało.
                  - Carrambuś, no, no pozwól - prosiła.
                  Już jej nie słyszał. Jego otwarte oczy patrzące w głąb, oglądały teraz całe
                  jego życie.
                  Agnes ścierała z rąk krew chusteczką.
                  - Muszę zadzwonić, zadzwonić. Jaka ja nieszczęśliwa, jaka nieszczęśliwa.
                  Marcel! - zaniosła się płaczem.
                  • Gość: Dzwonnik Re: Dzwonnik z PR 3 ma zaszczyt przedstawić! IP: 213.17.150.* 05.03.04, 21:57
                    Od autora.
                    Chciałbym prosić wszystkich czytelników mojej powieści, by minutą ciszy uczcić
                    podniosły moment odejścia z powieści prezesa Smoldera-Carramby. Proszę o
                    powstanie. Odczytam skromne epitafium.

                    - O nie, nie odchodź prezesie.
                    Dłonie, już pocą mnie się
                    i łez rzeka ścieka,
                    bo mniej jest o człowieka.
                    Dla zemsty, chłepcząc nikczemną podnietę
                    Dzwonniku! Zabiłeś go internetem.
                    Dziękuję.

                    Wszystko to fikcja.
                    Odcinek 25.
                    Agnes siedziała w gabinecie prezesa przy wielkim biurku. W lewej ręce
                    trzymała plik dokumentów a w prawej słuchawkę od telefonu.
                    - Tam w ogóle ktoś dzisiaj pracuje?- niecierpliwiąc się nerwowo uderzała
                    papierami w blat biurka - Halo, czy to Bezpieczne Życie? Mówi Agnes Smolder,
                    przepraszam że o tej porze. Z kim rozmawiam? - na chwilę nieznacznie uniosła
                    się z krzesła i poprawiła sukienkę - A to pan, panie Henryku. Yhm, tak już
                    wróciliśmy, było cudownie. Panie Henryku, taką mam przykrą sprawę - głos jej
                    spoważniał - mąż nie żyje - Agnes odwróciła lusterko stojące na biurku tak by
                    widzieć odbicie swej twarzy - Nie, nie chorował, właściwie to nagle - teraz
                    dopiero dostrzegła w jak wielkim nieporządku jest jej makijaż. Ze złością
                    odsunęła lusterko. Głos w słuchawce wypowiadał jakieś prawnicze formuły i Agnes
                    wzdychała co jakiś czas - W zeszłym roku założyliśmy polisę. Ach! nie pamiętam -
                    zajrzała do dokumentów - na czterysta tysięcy, na tyle pan radził. Dzwonię, bo
                    mówił pan żeby niezwłocznie... Dobrze skontaktuję się po pogrzebie - powoli
                    odłożyła słuchawkę. Była roztrzęsiona, z trudem powstrzymywała płacz. Wstała
                    pompatycznie i kierując się do łazienki przeszła przez salon poprawiając po
                    drodze fałdy w firanie okna tarasowego.
                    Redaktor Wałek już dawno zdążył pozbierać pieniądze i z powrotem starannie
                    poukładać je w neseserze. Brakowało niewiele, zbieranie jednak zabrało mu
                    ponad dwie godziny. Teraz siedział na przystanku i patrząc na trzymaną w ręce
                    komórkę starał się sobie przypomnieć swój domowy numer telefonu. W spisie i
                    owszem miał różne numery ale wszystkie dotyczyły Stanów. Pora była późna,
                    szanse na autobus żadne a on naprawdę nie miał pomysłu jak się stąd wydostać.
                    - Mam! Przecież 123456789 numer Gajowego, kochany Pomysłowy - Wałek wystukał
                    radośnie sekwencję i już po chwili
                    - Hop hop! Słucham chłop - usłyszał znajomy głos.
                    Z Pomysłowym Gajowym był jeden problem - otóż rozumiał co się do niego mówi
                    tylko wówczas gdy mówiło się rymując. Dla redaktora nie był to jednak problem.
                    - Pałka zapałka przyjeżdżaj po Wałka.
                    - Hop hop! Nim kwadransik upłynie będę w Konstancinie - skąd Gajowy wiedział
                    gdzie ma przyjechać, tego nie wiem nawet ja. Pomysłowy ma swoje sposoby.

                    Czas na uzgodnienia.
                    Ponieważ wiem, że Gajowy zapycha po Wałka opancerzonym Hammerem ( z przodu
                    karabin maszynowy M-16 z tyłu wyrzutnie Stinger, kilkanaście granatów F-8,
                    skrzynka trotylu itd.) Może zajrzymy do dyr. Słupkowskiego? Ta jego pokuta to
                    lipa, przecież słyszymy codziennie Trójkę. Inaczej mówiąc mamy POWER a nie ma
                    komu obić mordy ( to jak w tym kawale o wilku)
                    Zaproponujcie coś. Rozkosz i Migrał też chodzą bez czapki.
                    Zapowiada się stypa i pewnie przyjedzie ktoś ważny. Kto?
                    Czy Smoldera nie trzeba by przebić osikowym kołkiem? Żeby nam tylko w nocy nie
                    wyłaził z grobu.
                    Proszę o burzę mózgów. CDN w poniedziałek.

                    • Gość: Baton-Beton taki arsenał nie może sie zmarnowac .... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.03.04, 10:59
                      to jest oczywiste! jeśli pojawia sie w I akcie strzelba to wystrzelic musi!
                      a jest celów aż nadmiar. Czy w arsenale Gajowego jest pocisk klasy "Ziemia-
                      plagiator 60 min/h niejaki Kraaa..." ? Jak jest to ja bym go nie zmarnował.
                      Albo taka artyleria przeciw-Balonowa. Aż sie prosi o komendę CEL!-PAL! (no
                      chyba, że ktoś lubi bełkocik poranny pod hasłem: "Słuchajcie, słuchajcie jak ja
                      pięknie mówię , choć nie wiem o czym"

                      Co do osinowego kołka to MUSI byc zaaplikowany KONIECZNIE ! Nie takie wampiry
                      odradzały się z niebytu. Wystarczy tylko zmienić szyld (albo partie) i już
                      wyskakuje jak diabeł z pudełka. Przykładów przytaczał nie będe , ale np. każdy
                      zna niejakiego Rycha Cz (obecnie Samoobrona a kiedyś cały alfabet partii,
                      partyjek i innych kanap).
                      • Gość: kass Re: taki arsenał nie może sie zmarnowac .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.04, 12:19
                        Czy ja wiem? Po co zaraz artyleria, na balona wystarczy szpilka a kołek osinowy
                        to raczej broń biała, reszta jest ok.
                        • Gość: Dzwonnik Odc. 26 Re: taki arsenał nie może sie zmarnowac .... IP: 213.17.150.* 08.03.04, 20:04
                          Wszystko to fikcja.
                          Odcinek 26
                          Ulica Myśliwiecka najpiękniej wyglądała w zimowy poranek. Wprawdzie świt
                          zameldował się tu już dwie godziny temu, ale w wielu oknach paliło się jeszcze
                          sztuczne światło. Czapy śniegu na parapetach i na gzymsach budynku robiły
                          wrażenie jakby uśmiechał się on przyjaźnie dziesiątkami uśmiechów i pytał
                          każdego z przechodniów - Jestem Radio, czy mnie lubisz? W takie dni idąc tędy,
                          nie tylko Hellen spoglądała na rozgłośnię błyszczącymi oczami i przekrzywiając
                          głowę oddawała mu zakochany uśmiech. Pomiędzy brzuchatymi zaspami dziwnie
                          szybko dreptali mali ludzie, a frontowe drzwi gmachu cierpliwie połykały ich
                          kontrastujące ze śnieżną bielą sylwetki. Hellen była dzisiaj wyjątkowo
                          szczęśliwa. Całą długą noc słuchała tego co mówił do niej jej ukochany
                          Ptasinek. A mówił o świecie, o ludziach, o tym że wiele zrozumiał i że się
                          zmienił. Nareszcie też powiedział wielokrotnie, że ją kocha i że żyje tylko dla
                          niej. Jego głos kołysał powietrzem całego świata, zdawał się być tak blisko,
                          że czuła jego drżący dotyk. Stawała się wtedy bezwolna i posłuszna, jej
                          bezgraniczne oddanie napinało taką chwile do granic wytrzymałości. Wiedziała
                          jednak że jego głos otula ją również szczelną czaszą bezpiecznego azylu. Mogła
                          w takich momentach przystanąć na chwilę i odetchnąć swobodnie, będąc pewną że
                          nikt jej nie skrzywdzi. Tutaj w radiu było wiele podobnych głosów. Był to
                          zapewne najważniejszy powód jej poświęcenia w pracy dla tej instytucji. Nie
                          była jednak już małą naiwną dziewczynką, wiedziała że te głosy częściej
                          czarują i zwodzą a nieporównywalnie
                          rzadziej mówią prawdę. Ciągle poszukiwała odpowiedzi na pytanie: Dlaczego, w
                          jakim celu?
                          - Hellen! - ktoś ją wołał
                          - Hellen, Hellen, no masz, nieprzytomna - wprost przed nią stał red. Kuba i
                          machał jej dłonią przed oczami.
                          - Kuba w radiu o tej porze? Wykluczone - rozumowała zupełnie poprawnie.
                          - Niee! Jesteś w mylnym błędzie. Oczywiście, że to niemożliwe, ale to na pewno
                          ja - Kuba patrzył jej prosto w oczy, położył rękę na jej ramieniu.
                          - Stało się coś niedobrego, Smolder nie żyje - odczekał chwilę - Posłuchaj,
                          pełna mobilizacja, o ósmej będzie gość, najprawdopodobniej Sieziemniakowski,
                          ale trwają jeszcze uzgodnienia - nie czekając na odpowiedź wepchnął jej do
                          ręki jakieś papiery i na odchodnym dodał - tam wszystko pisze, tylko nie zgub -
                          pognał korytarzem.
                          Z przeciwnego kierunku nadciągał red. Ucho. Minął ją nie zauważając, lecz po
                          paru krokach jakby sobie coś przypomniał, wrócił się i z bolesną miną oznajmił
                          - Taka tragedia, taka tragedia, będzie go nam wszystkim brakowało - ręką
                          zasłonił oczy - To wielka strata... A słyszałaś już jak to było? - ożywił się
                          niespodziewanie - Podobno Wałek był na kartach, znaczy pokerze u prezesa,
                          przegrał tam cały majątek razem z tą swoją parcelą co wiesz, była jakaś dzika
                          awantura, Maszynista mówi, że Wałek nie chciał się pogodzić z przegraną i
                          normalnie rąbnął forsę ze stołu po czym w nogi do samochodu Maszynisty, ale ten
                          za nim, ledwo zdążył wsiąść a już walą setą po tych uliczkach, wiesz, przy
                          wylocie na krajówkę przyłoili w drzewo. Wałek z kasą uciekł a Maszynistę
                          uratowali przypadkowi ludzie.
                          Hellen, która zgubiła się w potoku słów, przerażona zaczęła pokazywać na
                          trzymane w ręce papiery, chciała coś powiedzieć, ale Ucho nie dał się wybić z
                          rytmu - Słuchaj, bo najważniejsze, wiem od Agnes, prezes się wściekł, strzelał
                          za nimi ze sztucera i trafił w stajnię, no i wybuchł pożar, Agnes rzuciła się
                          ratować konie, a prezes za nią - Ucho z trudem łapał oddech - prezesa
                          przywaliły belki, spalił się, podobno nic po nim nie zostało. Patrz ,ale Agnes
                          cała. Policja już szuka Wałka, Maszynista jest na przesłuchaniu, ale dzwonił i
                          potwierdzał wszystko. Szkoda, że nie mam czasu, opowiedział bym dokładniej, a
                          słyszałaś? Podobno Smolder miał jakieś teczki i było tam coś na
                          Sieziemniakowskiego - nagłe zamilkł, złapał się za usta, tak jak gdyby za dużo
                          powiedział - Ale to plotki, pomówienia - rozejrzał się dookoła - lecę, gdyby
                          ktoś pytał to jestem u Słupkowskiego, strasznie mi się nie chce - grymas
                          zniesmaczenia wykrzywił mu twarz - No trzymaj się, ja też ciężko to przeżyłem -
                          Ucho postał chwilę, ale że Hellen o nic nie pytała, poszedł na piętro.
                          Hellen stała bezradnie pośrodku korytarza.
                          - Jak mnie to wszystko nie obchodzi - przestraszyła się własnych myśli.

                          Czas na ustalenia.
                          Zakładając, że informacje red. Ucho są rzetelne, Agnes ktoś pomaga. Czy jest to:
                          a. Maszynista? (w takim razie co z nawróceniem?)
                          b. Marcel? (uwikłany mimo woli)
                          c. Sieziemniakowski (Smolder miał na niego papiery)
                          d. Mandalf (to jednak kobieciarz)
                          Proponuję wątek Hellen zwieńczyć zaślubinami.
                          Proponuję udobruchać Pomysłowego Gajowego (ale mamy go w odwodzie)
                          Co do Wałka, ukrywa się ?
                          Czy też wysyłamy go do więzienia? Dalej: brawurowa ucieczka, samotna walka o
                          dowiedzenie swej niewinności?

                          Proponujcie, zapraszam.
                          • Gość: Dzwonnik 27 IP: 213.17.150.* 09.03.04, 23:16
                            Wszystko to fikcja
                            Odcinek 27

                            Agnes tej nocy prawie w ogóle nie spała. Leżała w łóżku, skulona i starannie
                            opatulona kołdrą, drżąc na całym ciele. Męczyły ją nocne koszmary i
                            przerażające senne zwidy. Widziała siebie jak z resztką sił ciągnie po ziemi
                            ciało Carramby, jak w głębokim śniegu rozpaczliwie szuka zgubionego buta,
                            czuła jak zlodowaciałe dłonie nie potrafią utrzymać klucza, a wiatr z
                            ogromną siłą uparcie zamyka drzwi od stajni. Słyszała rżenie oszalałych ze
                            strachu koni, wreszcie widziała swojego męża leżącego wśród płonących belek. W
                            jej uszach huczał pożar, ogłuszał ją pisk i skowyt walących się konstrukcji,
                            syczały gorejące szczapy duszone przez osuwający się z dachu śnieg. i czuła
                            cały czas dym, słodki zapach dymu.
                            -Ratujcie! - jęczała - Ratujcie. Tego nie było, to tylko zły sen, otworzę oczy
                            i wszystko zniknie, tego nie było, to się nie zdarzyło. Gdy jednak otworzyła
                            oczy i próbowała się obudzić, nie odnajdywała wokół siebie żadnej innej
                            rzeczywistości, a mdły zapach spalenizny nie pozostawiał cienia złudzeń.
                            Jest morderczynią. Zabiła.
                            Ale to przecież nie jej wina, to on jej kazał. On ją zmusił. Tak, zmusił.
                            Agnes zakryła dłońmi oczy, nie potrafiła jednak płakać.
                            Kolegium redakcyjne rozpoczęło się pięć minut przed wyznaczoną godziną, tak
                            że część zespołu wchodziła na salę już w trakcie trwania posiedzenia. Dyrektor
                            Słupkowski przemawiał do zebranych patrząc tępo w stół.
                            - Panowie, to powinno już chodzić od rana, jakaż to filozofia Trójka - JEGO
                            pierwsze radio i dalej wypowiedzi wspominkowe wybitnych luminarzy, tylko
                            krótko, jak się da, nawet mniej niż setki (po sto sekund)
                            - Dzwoniłem przecież rano do Barona. Dwa smutne kawałki i telefon od
                            słuchacza - mówił monotonnie, pozornie bez emocji - nie obchodzi mnie skąd
                            weźmiecie, na antenie mają dzwonić i opłakiwać. O dziesiątej Trójka i usłyszał
                            więcej - jego stare wypowiedzi i trochę moich, ogólnie pochwała zmian
                            dokonanych z jego inspiracji. W serwisie o jedenastej, Magdzie rozpacz odbiera
                            głos i musi ją zastąpić Jacek. O dwunastej audycja Kuby - Nowa a nawet stara -
                            Smolder jako ojciec nowej Trójki ale i Kolberg chcący przechować miniony blask
                            starej, mają dzwonić inni słuchacze niż rano - na chwilę podniósł oczy - Ucho
                            pisze już emaile, ale to ty - zwrócił się do Kuby - odpowiadasz za połysk.
                            Hellen, która do tej pory siedziała niewidoczna z boku, wstała i wyszła, była
                            niepokojąco blada.
                            Słupkowski popatrzył na nią obojętnie, pstryknął długopisem i postawił znaczek
                            przy nazwisku Kuby.
                            - Ktoś coś mówił ? - na moment zawiesił głos. Ucho ożywił się, rozejrzał po
                            obecnych, pochylił ku dyrektorowi i wyszeptał - Słuchamy, słuchamy.
                            • Gość: Swędzipiórko Odcinek 27 (po korekcie styl.) IP: 213.17.150.* 11.03.04, 08:28
                              Wszystko to fikcja
                              Odcinek 27

                              Agnes tej nocy prawie w ogóle nie spała. Leżała w swoim łóżku, skulona, drżąc
                              na całym ciele. Gdy tylko zamykała oczy przypominała sobie wszystko co działo
                              się poprzedniego dnia. Widziała siebie jak resztkami sił ciągnie po ziemi
                              ciało swego męża, jak rozpaczliwie szuka w głębokim śniegu zgubionego buta,
                              czuła jak zlodowaciałe dłonie nie potrafią utrzymać klucza, a potem widziała
                              jak wiatr z ogromną siłą uparcie zamyka drzwi stajni. Słyszała rżenie
                              oszalałych ze strachu koni, wreszcie widziała Carrambę leżącego wśród stosu
                              płonących belek. Ogłuszał ją pisk i skowyt walących się ścian, w jej uszach
                              huczał pożar, syczały gorejące szczapy duszone przez osuwający się z dachu
                              śnieg. Czuła cały czas dym, słodki smak dymu.
                              -Ratujcie! - jęczała - Ratujcie. Tego nie było, to tylko zły sen, otworzę oczy
                              i wszystko zniknie, to się nie zdarzyło. Gdy jednak otwierała oczy i próbowała
                              się obudzić, nie odnajdywała wokół siebie żadnej innej rzeczywistości, a mdły
                              zapach spalenizny nie pozostawiał złudzeń.
                              Jest morderczynią. Zabiła.
                              Ale to przecież nie jej wina, to on jej kazał. On ją zmusił. Tak, zmusił.
                              Agnes ukryła twarz w dłoniach, nie potrafiła jednak płakać.
                              Kolegium redakcyjne rozpoczęło się pięć minut przed wyznaczoną godziną, tak
                              że część zespołu wchodziła na salę już w trakcie trwania posiedzenia. Dyrektor
                              Słupkowski przemawiał do zebranych patrząc tępo w stół.
                              - Panowie, to powinno już chodzić od rana, „Trójka, JEGO pierwsze radio” i
                              dalej wypowiedzi wspominkowe, tylko krótko, jak się da, nawet mniej niż setki.
                              Dzwoniłem przecież rano i dokładnie tłumaczyłem. Dwa smutne kawałki i telefon
                              od lamentującego słuchacza - mówił monotonnym głosem, pozornie pozbawionym
                              emocji - nie obchodzi mnie skąd weźmiecie, na antenie mają dzwonić i opłakiwać.
                              O dziesiątej „Trójka i usłyszał więcej”, jego stare wypowiedzi i trochę moich,
                              ogólnie pochwała zmian. W serwisie o jedenastej, Magdzie rozpacz odbierze głos
                              i będzie musiał ją zastąpić Jacek. O dwunastej audycja Kuby „Nowa a nawet
                              stara”, Smolder jako ojciec nowej Trójki ale i Kolberg chcący przechować
                              miniony blask starej. Mają dzwonić inni słuchacze niż rano, red. Ucho pisze już
                              emaile, ale to ty - zwrócił się do Kuby - odpowiadasz za połysk.
                              Hellen, która do tej pory siedziała niewidoczna z boku, wstała i wyszła z
                              sali, była blada jak ściana.
                              Słupkowski nie odrywał wzroku od stołu, pstryknął długopisem i postawił
                              znaczek przy nazwisku Kuby.
                              - Ktoś coś mówił ? - na moment zawiesił głos. Ucho ożywił się, rozejrzał po
                              obecnych, po czym pochylił się ku dyrektorowi i szepnął - Słuchamy, słuchamy.

                              • Gość: Dzwonnik z PR 3 Odcinek 28. Ostatni. IP: 213.17.150.* 14.03.04, 22:33
                                Wszystko to fikcja.
                                Odcinek 28.
                                Budynek szpitala był brudny i odrapany, nikt już nie pamiętał kiedy
                                przeprowadzono tu ostatni remont. Wokół rozpościerał się park, był równie
                                zaniedbanym, ale obecność setek starych drzew oraz zieleń rozległych trawników,
                                czyniły to miejsce pięknym. Wiosna zagościła tu już na dobre i wszędzie czuło
                                się jej silny oddech. Po ukrytych w zieleni alejkach wolno przesuwali się
                                pensjonariusze, niektórzy z nich spacerowali w asyście pielęgniarzy. Nieopodal
                                zabudowań gospodarczych pod rozłożysta wierzbą na ławce siedziała Agnes.
                                Zmieniła się. Twarz pozbawiona makijażu i włosy zaczesane gładko do tyłu
                                powodowały, że jej uroda nie była już tak wyzywająca. Siedziała skulona,
                                pochylona do przodu, wydawało się, że głowę opiera na kolanach.
                                - Już cicho, cichutko. Już nie ma - mamrotała. Panujący wokół nastrój
                                łagodności i ukojenia przerywał jedynie szczebiot ptaków i gdzieś z oddali
                                mruczący niewyraźnie głos radia. Zbliżała się pora posiłku, pacjenci powoli
                                zaczynali gromadzić się przed wejściem do stołówki. Punktualnie o trzynastej,
                                wewnątrz, za matową szybą dwuskrzydłowych drzwi zamajaczyła czyjaś sylwetka.
                                Rozległ się zgrzyt klucza w zamku. Jak co dzień, red. Dzwonnik nacisnął klamkę
                                i pchnął energicznie drzwi do wewnątrz.
                                - Glin glan! Glin glan! - do uszu oczekujących dotarł dźwięk kilku dzwoneczków
                                zawieszonych nad górną krawędzią futryny. Niektórzy z pacjentów dopiero teraz
                                ocknęli się z uprzedniego odrętwienia.
                                - Obiad panie redaktorze, obiad, jak pan pięknie dzisiaj dzwonił - ruszyli w
                                głąb sali. Po chwili ciszy, z różnych stron zaczęły dochodzić podekscytowane
                                głosy.
                                - Dzwonnik, po obiedzie do dyrektora, redaktora wzywa doktor Słupkowski -
                                słychać było szepty poczty pantoflowej. Przy stoliku red. Dzwonnika alias
                                Swędzipiórko siedzieli: Donna Rea, ser Greg oraz Pomysłowy Gajowy.
                                - To zapewne w sprawie ordynatora Smoldera - Greg mówił lekko sztucznym.
                                wyniosłym głosem - Nalać panu zupy? - spojrzał pytająco na Dzwonnika.
                                - Czy mógłby pan najpierw zadbać o damy? - upomniała go Donna Rea - A propos
                                redaktorze, czy jest już następny odcinek powieści? Który to, dwudziesty
                                czwarty, czy piąty, bo nie zaglądałam?
                                - Dwudziesty ósmy, właśnie się pisze - Swędzipiórko miał tajemniczą minę.
                                - A ja myślę, że za te pomysły z ukatrupieniem ordynatora Smoldera, nasz pisarz
                                powędruje do trójki i tam na słuchaweczkach odsłucha swojej ulubionej audycji -
                                Greg łowił coś łyżką w zupie - Ja niestety nic nie słyszałem, nic nie czytałem,
                                się jak to mówią nie interesuję - położył wyłowione znalezisko na krawędzi
                                talerza.
                                Wymieniając trójkę Greg miał na myśli pokój zabiegowy o numerze trzecim,
                                mieszczący się w suterenie. Dawniej rutynowo przeprowadzano tam zabiegi
                                elektrowstrząsów. Oficjalnie zabiegi takie od lat były zakazane, ale publiczną
                                tajemnicą jawił się fakt, że Smolder przymyka oczy, gdy starszy pielęgniarz
                                Maszynista, robił je i obecnie uciążliwym pacjentom. Każdy z pacjentów
                                wiedział, że po elektrowstrząsach z trójki odwożono na salę praktycznie tylko
                                ludzkie ciało i przez tydzień człowiek po takim zabiegu nie rozpoznawał
                                otoczenia, stawał się otępiały i bezwolny, tak jak gdyby przez jego mózg
                                przejechał z ogromną prędkością pociąg-ekspres. Ci co tam byli opowiadali, że
                                pamiętają tylko moment przywiązywania pasami do łóżka i pochylającego się nad
                                nimi Maszynistę, który wkładał im na głowę elektrody przypominające słuchawki i
                                wołał - Wszyscy wsiedli!? No to odjazd!!! - potem spadali z krzykiem w otchłań
                                i trwało to wieczność.
                                Dzwonnik już wiedział, że dzisiaj nie przełknie ani łyka zupy więcej, odsunął
                                ostentacyjnie talerz. Dłuższy czas panowało milczenie.
                                - Wiem że kieruje wami strach. Nie musicie czytać mojej powieści, są też inni
                                czytelnicy - Dzwonnik wyprostował się i lekko nadął.
                                - Pewno, oprócz nas to jeszcze Re, Kass, Baton, Beton, Obi, Zorro... itd itd.
                                Hi hi hi! - zaśmiał się Greg, wziął serwetkę i starannie wytarł usta. Pomysłowy
                                Gajowy podniósł rękę do góry i wyraźnie szykował się, by coś powiedzieć.
                                - Hulaj dusza piekła nie ma
                                Internotes - wieczna ściema!
                                Ze szczęścia, że wymyślił taką zgrabną rymowankę wziął serwetkę, błyskawicznie
                                poskładał z niej maleńką czapeczkę i ostrożnie położył ją na głowie red.
                                Swędzipiórko.
                                - No popatrz, a mogłeś sobie redaktorku spokojnie pisać tę paplaninę, ale nie,
                                bo ty chłopie masz kuku na muniu. Jak podskoczyłeś w powieści u Maszynisty to
                                potem wszyscy co zrobili ci wpis na forum w internotesie mieli zimną wodę w
                                prysznicu i to przez tydzień. Zlitował się jedynie nad Agnes, miała z nim
                                zresztą tam dłuższe spotkanie - Greg zdenerwowany wstał, moment się wahał co
                                zrobić, ale zaraz usiadł ponownie sapiąc ze złości. - I mnie to też boli! Że ty
                                jesteś wariat z wariatkowa to... Ale nas już do tego nie mieszaj, skończyło
                                się.
                                - Uhm, uhm - z ulgą potakiwała Donna.
                                Swędzipiórko był załamany. Trzy miesiące temu zgodził się na eksperymentalną
                                terapię, w myśl której, on redaktor miał pisać w specjalnym zeszycie zwanym
                                Internotesem, powieść w odcinkach. Doktor Słupkowski dawał mu wolną rękę co do
                                tematu i innych szczegółów, ale umowa była następująca. Tak długo jak długo
                                uda mu się zainteresować akcją powieści pacjentów, Słupkowski obiecał - żadnych
                                neurotropów, spowalniaczy ani nawet nic nasennego. Pełna przejrzystość umysłu,
                                a więc wolność dla myśli, możliwość nieskrępowanego korzystania z wyobraźni. To
                                miało być tak jak w opowieści z tysiąca i jednej nocy. Pomimo dalszego
                                uwięzienia w zamkniętym ośrodku psychiatrycznym był to jednak ogromny krok ku
                                swobodzie i jak na tutejsze standardy niebywały przywilej. Świadectwem na to,
                                że jest zainteresowanie wśród pacjentów były wpisy w Internotesie leżącym na
                                stoliku w korytarzu budynku głównego.
                                Konstruując powieść, zastanawiał się co mogłoby wzbudzić największe emocje
                                wśród takich jak on specyficznych odbiorców. Wymyślił, że intryga powieści musi
                                dziać się w szpitalu. Historia musi dotyczyć pokoju numer trzy, musi opowiadać
                                o tym, że otępianie pacjentów prochami, stosowanie elektrowstrząsów stało się,
                                po wielu latach zakazu, możliwe dopiero po odejściu ordynatora prof. Kaczora i
                                nastaniu rządów znienawidzonego doc. Smoldera. Z wiadomych względów nie mógł
                                pisać wprost o szpitalu. Uwolniona od prochów wyobraźnia podsunęła mu pomysł,
                                aby akcję powieści przenieść do radia, a konkretnie do Programu Trzeciego.
                                Analogie z obecną sytuacją w Trójce były wyraźne. Woal, który nałożył na
                                powieść okazał się jednak zbyt cienki i kruchy. Rządcy szpitala, prędko
                                zorientowali się, że tak naprawdę to historia ta opowiada o nich. Było to
                                możliwe być może dlatego, że red. Swędzipiórko naprawdę był wariatem i nie
                                zmienił w swej powieści ani nazwisk ani popularnych przezwisk pracowników
                                szpitala. Szybko też tych czytelników jego powieści, którzy wpisywali się do
                                internotesu dosięgnęły represje Maszynisty, Słupkowskiego i innych. Cały czas
                                aluzje i kamuflaż w powieści był czytelny dla kierownictwa szpitala. Pełna
                                wpadka. Dyrekcja postanowiła go wezwać i się z nim porachować. Jedno czego nie
                                rozumiał, to dlaczego dopiero teraz? Skoro wiedzieli od początku.
                                Już za niecałą godzinę szedł korytarzem popychany jak skazaniec przez
                                Maszynistę.
                                - Co świrku, już niedługo dostaniesz szprycę z głupiego jasia i pojedziemy moim
                                ekspresem. Dzień ci tak szybko poppłynie, że obudzisz się w przyszłym tygodniu -
                                pielęgniarz spoglądał z pogardą na Dzwonnika.
                                Dotarli do gabinetu dyrektora. Drzwi były otwarte, a Slupkowski stał w wejściu.
                                - Proszę nas zostawić samych - zwrócił się do Maszynisty, po czym delikatnie
                                wziął Swędzipiórkę jak dziecko za rękę i wprowadził do środka.
                                - Niech pan siada, mam dla pana same dobre wiadomości - dyrektor wskazał fotel -
                                Jest pan zdrowy, jest pan wyleczony. Terapia okazała się absolutnym sukcesem -
                                poczęstował Dzwonnika miętusem. Sam wziął dwa.
                                - Pisząc
                                • Gość: Dzwonnik z PR 3 Re: Odcinek 28. Ostatni. Cd. IP: 213.17.150.* 14.03.04, 22:48
                                  Cd 28.
                                  - Pisząc o swoich fobiach całkowicie uwolnił pan psychikę i odblokował w ten
                                  sposób kompleks IW, Imperatywu Wyobraźni. Pisząc powieść, samodzielnie pan
                                  dowiódł, że wcale nie potrzeba być dowcipnym, nowatorskim czy kreatywnym,
                                  uprawiając jeden z tak zwanych wolnych zawodów. Można być zwykłym tępakiem i
                                  jak to mówią pracować w telewizji. No w radio jak pan woli - dyrektor
                                  przeglądał jakieś papiery - Wie pan, że od dwóch tygodni nie ma pan żadnego
                                  wpisu w internotesie? Pełen sukces, zanikł u pana zupełnie Zespół Horiolis
                                  Imaginancjum, jest pan nareszcie uwolniony od wyobraźni. No cóż, możemy sobie
                                  tylko wzajemnie pogratulować. A te drobne uszczypliwości w pana powieści...
                                  Doprawdy nie brałem tego do siebie, w końcu jestem lekarzem... Krótko mówiąc
                                  jest pan zdrów i jest pan wolny redaktorze.
                                  Wszystko co działo się potem: pakowanie swoich rzeczy, pożegnanie ze
                                  współtowarzyszami, minęło błyskawicznie i w stanie półświadomości. Swędzipiórko
                                  ocknął się dopiero, gdy stał już za bramą ośrodka, słysząc na odchodnym słowa
                                  Maszynisty
                                  - Jeszcze się spotkamy, świrku - i trzask metalowych drzwi, na których ktoś
                                  nagryzmolił sprayem „Wszystko to fikcja”.
                                  Ulicą normalnie jeździły samochody i normalnie z każdego słychać było walenie
                                  techno - BUM! BUM! BUM!- i jeszcze - BUM!
                                  Przeszedł na drugą stronę i przystanął przy kiosku, aby przejrzeć gazety. Na
                                  okładkach, ale też i wewnątrz szczerzyły się do niego normalne plastykowe
                                  uśmiechy. Przeglądał gazetę po gazecie, wszędzie było to samo: reklamy i
                                  fotografie plastykowych ludzi, ludzi? I w ogóle nie było treści, nic, żadnego
                                  artykułu, ani słowa.
                                  - Weź pan se te, bo ostatnio reklamują - gruba, brzydka kioskarka żuła gumę, co
                                  miała wybielać zęby.
                                  Swędzipiórko dostrzegł w szybie odbicie swojej twarzy, popatrzył jeszcze raz na
                                  kioskarkę, a potem na leżące przed nią gazety. Przeraził się - A gdzie my
                                  jesteśmy? Nas nie ma! - wykrzyknął i wybiegł na ulicę, gdzie zniknął. Zniknął,
                                  w zupełnie absolutnie cudowny sposób. Gruba kioskarka przetarła oczy nie
                                  dowierzając temu co zobaczyła.
                                  - A może go rzeczywiście nie było? Widziałam kiedyś taki serial. Ale ja jestem,
                                  co nie? - spojrzała na okładkę jednego z tygodników - Pewno że jestem. Zresztą
                                  był świr czy świra nie było... Ja jestem. Normalna.
                                  KONIEC
                                  • Gość: Muzykalny detektyw Koniec? Naprawdę koniec ??? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.03.04, 23:03
                                    Koniec?
                                    Naprawdę koniec ?
                                    A gdzie nadciagająca kawaleria?
                                    Gdzie wynurzający sie zza krzaków dzielny czołg o numerze 102 i jego wspaniała
                                    załoga ?
                                    A więc tak się odbiera nadzieję ?
                                    Nie pomaga "Radość słuchania"
                                    I kasa wyrzucona w błoto za pomocą TV i billboardów
                                    Słupki jak stały tak stały.
                                    Ale nie martcie sie . Juz wkrótce przyjdzie Jędrek i jego krawaciarze. On zrobi
                                    porządek. Podobno nawet jeden restaurator już się uczy jak otwierać pudełko CD
                                    aby miec kwalifikacje na kolejnego Derechtora ( no cóż lepsze takie
                                    umiejetności niż żadne). Jeszcze będziemy tęsknić za Boczkiem i jego
                                    totumfackimi.
                                    Tfu, co ja gadam , co ja gadam ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka